Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 29-12-2009, 13:33   #1
 
Klebern's Avatar
 
[DnD 3.5 FR] W sieci zła

Daggerfall, Kythorn 5. drugiego dekadnia.

Dolina Sztyletu miała dwa oblicza. Bliskość Cienistej Doliny, gdzie przebywał najpotężniejszy, wedle wszelkich plotek, czarodziej, Elminster, oaza spokoju i miłości. Przytułek dla elfów, którzy za swój cel postawili odrestaurowanie potęgi Myth Drannor. Miejsce tak lubiane przez czarodziei i chronione niezwykle potężną magią.

Z drugiej strony ruiny Twierdzy Zentharimów. Choć pokonani to jednak nadal sprawiali problemy mieszkańcom okolicy. Plotka mówiła, że wielki czarodziej, założyciel tej plugawej organizacji Moonsea został pokonany, to jednak mało istot wierzyło, by ta menda zginęła i panowało ogólne przekonanie, że on się jeszcze pokaże i nie raz napsuje krwi wszystkim. Choć minęło raptem 5 lat od bitwy z Zenthami, to już jak donosili okoliczni mieszkańcy, członkowie tej organizacji znów podnosili się z klęczek. Ponoć w samej twierdzy przebywa ponad dwa tysiące żołnierzy a w okolicy znów karczowano lasy, by odbudować flotę. Jak głosi plotka obecnie władze stanowi Fzoul Chembryl. Zatem ponownie trakty w tej okolicy stały się niebezpieczne i pełne bandytów, którzy napadają na bezbronnych.


Daggerfall było całkiem sporym miasteczkiem, które liczyła prawie trzy tysiące dusz. Była na tyle silne, by odeprzeć ewentualny napad dużej grupy zbójców i jak zapewnić spokój mieszkańcom w najbliższej okolicy. Jednakże na dalszych rubieżach Doliny Sztyletu panowała anarchia. Miasteczko często i gęsto korzystało z pomocy Hillsfar, metropolii położonej jakieś 250 mil na wschód, metropolii tak zasłużonej w walce z Zenthami i rządzonej przez bardzo potężnego czarodzieja Maalthiira. Hillsfar często wysyłało swoje wojska na wschodnie rubieże Doliny Sztyletu a nawet zapuszczało się zbrojnie w okolicy twierdzy Zenthów, to jednak bandyci potrafili unikać zbrojnych starć. I po odejściu żołnierzy znów terroryzowali okolicę.


Karczma „Tułacz” była tego dnia pełna. Ludzie ciągle dyskutowali o ciągłych napadach bandytów. Był to niemal powszechni temat rozmów. Lecz dzisiaj miasto elektryzowała zupełnie inna sprawa. Otóż doszło do dwóch napadów pod wodzą drowów. To była wieść! Choć i region był blisko lasów Cormanthoru, gdzie tego tałatajstwa było pełno, to jednak nigdy się oni nie pokazywali aż tak daleko na północ. Wielu co bojaźliwych oraz szukających spisków, łączyło pojawienie drowów z odbudową twierdzy Zenthów i zapewne to oznaka, że te poczwary, jak ich określano, połączył sojusz i zapewne niedługo napadną na miasto.

Kolejną sprawą były plotki o pojawieniu się likantropa w mieście. Dla właśnie tych bojaźliwych to był wyraźna oznaka zbliżającego się upadku miasta. Co niektórzy jednak podchodzili do tego likantropa z niedowierzaniem. Bo wedle plotek napadał tylko tych ciemnych typków, co są pazerni na czyjeś sakiewki. I nawet jeśli likantrop jest prawdą, to i dobrze, bo wtedy człowiek nie będzie się bał wracać po nocy z karczmy. Nieraz chodził nieco ponury kawał, że do pełni szczęścia brakuje tylko Shadów z pustyni.

Ciekawość wszystkich wzbudzał siedzący w karczmie Viljar, gdyż rzadko widziano tu kogoś długouchego. W mieście nie było elfów i większość mieszkańców była ludźmi. Do tego byli gnomy, krasnoludy i półorki. Wtem spokój wszystkich pijących przerwało wejście starszego, z lekkim brzuszkiem i bujnym zarostem faceta, który do karczmarza rzucił krótkie zdanie
- Cześć Otto. Nalej mi kolejkę. To co zwykle.
Przychodził tu codziennie, lecz tym razem miał ze sobą jakiś zwój i młotek. Zanim karczmarz spytał się do czego mu to potrzebne, ten rozwinął zwój i jednym machnięciem młotka przybył na gwóźdź ogłoszenie jakieś.


- Tom, a co ty mi za paskudztwo wieszasz, co? – zapytał się z ciekawością karczmarz
- Ehh – westchnął - Obwieszczenie naszego władcy. Ponoć szuka kogoś do mokrej roboty. Zapewne chodzi o tych drowów, albo likantropa.
Gdy to powiedział, wszyscy szturmem rzucili się do obwieszczenia. Może nie wszyscy umieli czytać. Ba, zapewne większość nie potrafiła, ale kilku sprytniejszych czytało na głos

Ja, Randal Morn, władca Doliny sztyletu obwieszczam, ze kto chce pomóc zbrojnie memu miastu, niech się zgłosi dnia jutrzejszego, pod zamek. Misja będzie niebezpieczna i ryzykowna, która zapewne niejednemu przyniesie śmierć z rąk bestii, lecz każdy ze śmiałków może liczyć na sowitą nagrodę od miasta. Komu zatem dość odwagi i sił, by zyskać chwałę i złoto, niechaj stawi się u Dalwara Kaletnika pod twierdzą najpóźniej dwie godziny po świtaniu.

Teraz w karczmie nie dyskutowano o niczym innym, jak o tej nagrodzie i odezwało się parę głosów, chętnych do podjęcia się tej misji. Wszystkich interesowało, jak wysoka jest owa nagroda i co to za misja.
 

Ostatnio edytowane przez Klebern : 29-12-2009 o 14:05.
Klebern jest offline  
Stary 29-12-2009, 14:45   #2
 
Cosm0's Avatar
 
Drzwi karczmy otworzyły się po raz kolejny pozwalając powietrzu wpaść do środka i wnieść nieco świeżości do tego przesiąkniętego zapachem browaru pomieszczenia. Stanął w nich mężczyzna stanowiący jakiś czas temu jeden z tematów, o których dyskutowano w takich miejscach wieczorami - obcy, milczący typ, o ziemistej karnacji, bystrym spojrzeniu i szarych włosach, który pojawił się w okolicy parę miesięcy temu i od tamtego czasu regularnie odwiedzający ten przybytek. Nie było się co dziwić, że o nim mówiono - wszak ludność Doliny Sztyletu nie była ludem otwartnym, a obcych traktowała z rezerwą i podejrzliwością. Czarne łachmany, bo jak inaczej można było nazwać ten znoszony podróżny strój mężczyzny, zafalował na wiosennym wietrze, a mężczyzna skinął głową w stronę zgromadzenia i wszedł do środka zamykając za sobą skrzypiące drzwi. Krążyły plotki, że może to być szpieg Zhentów, choć było raczej mało prawdopodobnym, iż ktoś tak rzucający się w oczy, mógł być wysłany w charakterze szpiega. Kto to jednak mógł wiedzieć? Zmieniło się w końcu dowództwo u tego, jak to mawiają mieszkańcy Daggerfall, 'tałatajstwa' a więc być może i metody uległy zmianie. Ostatnimi dniami krążyły również twierdzenia jakoby był to wspomniany likantrop - stereotypowo pasowałyby to zaprawdę do jego wizerunku - typ nieprzesadzający z dbałością o własny image, z kilkudniowym zarostem i obfitym wąsem, nieuczesanymi włosami i charakterze raczej introwertyka i socjopaty.

Grupa przed momentem przepychająca się przy obwieszczeniu rozstępowała się przed mężczyzną, o którym wiadomo było jedynie, że zwie się Jaren, gdy ten kroczył w stronę wiszącej karty. Ostre i uszczypliwe przycinki względem Jarena skończyły się już jakiś czas temu, gdy wszyscy chętni do wyrażania takowych zorientowali się, że mężczyzna albo ich nie rozumie, albo nie reaguje. Na moment nastała głęboka cisza, jednak już po krótkiej chwili potrzebnej do przyzwyczajenia się gości karczmy do obecności wśród nich tego człowieka, wszystko wróciło do normy - gwar powrócił w chwili, gdy mężczyzna odwrócił się od ogłoszenia i ruszył w stronę barmana. Dyskusje na tematy, które nurtowały zgromadzonych przez cały wieczór rozgorzały na nowo, czemu towarzyszyły wybuchy śmiechu i pomrukiwania wątpliwości, a od czasu do czasu także szybkie zerknięcia na 'obcego'. Jaren położył na kontuarze kilka monet i wskazał brodą na beczkę z browarem. Szynkarz był już do tego przyzwyczajony, podobnie jak przebywający obecnie w izbie Tom, wszak widzieli tą scenę już dziesiątki razy. Mieszek obcego świecił pustkami, co przybyły skwitował grymasem na przypominającej maskę twarzy.

- Co Jaren? Mamona się kończy? A jasne, że się kończy jak ciągle dajesz zarobić mnie! Ha! - powiedział karczmarz zabierając brzęczące monety i wkładając je do własnego mieszka - Poszedłbyś się miastu przysłużyć za mamonę! Ha!

Jaren spojrzał karczmarzowi w o czy, a następnie na kartę z obwieszczeniem i skinął głową. Zabrał swój kufel i przyglądając się pochłoniętym we własnych rozmowach klientom opróżnił niespiesznie naczynie dumając nad czymś.

Ponownie spojrzał na karczmarza dyskutującego z Tomem i przemówił, co nie było zbyt częstym zdarzeniem i spowodowało, że na moment znów nastała cisza.

- Mądrze radzisz - i obróciwszy się wyszedł z karczmy pozostawiając karczmarza w konsternacji i z kolejnym dowodem na twierdzenie, jakoby 'obcy' był dziwakiem.
 
__________________
Wisdom of all measure is the men's greatest treasure.

Ostatnio edytowane przez Cosm0 : 29-12-2009 o 14:57.
Cosm0 jest offline  
Stary 29-12-2009, 16:43   #3
 
Chester90's Avatar
 
Yashtan bez jakiegoś szczególnego entuzjazmu grzebał łyżką w kaszy ze skwarkami, którą zafundował sobie dzisiejszego dnia w ramach posiłku. Jednak w tym momencie był tak pogrążony w rozmyślaniu nad swoim dalszym działaniem, że smak lekko przypalonej strawy tym razem mu nie przeszkadzał. Przybył do tego miasteczka, w poszukiwaniu jakiejś roboty, a od czasu przybycia tutaj trzy dni temu nie wydarzył się tu nic godnego uwagi. Lantańczyk miał nadzieję, że bliskość twierdzy Zenthów sprawi, że miasto będzie potrzebowało silnych najemników. Jednak póki co jego nadzieje były płonne. Póki co, bowiem dzisiaj w karczmie panował trochę większy rozgardiasz niż zazwyczaj. Mówiono o ataku drowów na podróżnych, a nie mniejszą sensację wzbudziło w bywalcach także pojawienie się likantropa. Te wieści dla wszystkich niemal złowróżbne, dla Yashtana stanowiły nadzieję na przerwanie wszech ogarniającej nudy. Może miejscowe władze zdecydują się na najęcie kogoś na wytropienie odmieńca? Wojownik uśmiechnął się na tą myśl. Wreszcie coś by się wydarzyło. Zaszlachtowanie czy też ujęcie żywcem tego zmiennokształtnego byłoby niezłym sprawdzianem dla jego umiejętności i stwarzało nowe wyzwanie. Z większą energią wznowił poszukiwanie skwarek.

Wtedy do karczmy wpadł jakiś zarośnięty typ trzymający w ręku pergamin i młotek. Przez trzy dni pobytu w karczmie Lantańczyk widywał go codziennie. Teraz jednak jego wejście przykuło większą niż zazwyczaj uwagę zapewne za sprawą trzymanych w rękach akcesoriów. Rzucił jeszcze od drzwi zamówienie i wziął się do przybijania pergaminu. Jak tylko skończył wokół słupa zebrał się spory tłum. Yashtan był ciekawy cóż to za ogłoszenie dyndało teraz przybite w karczmie jednak nie miał zamiaru przepychać się wraz z motłochem. Na szczęście paru co sprytniejszych zapewne na potrzeby osób nie umiejących czytać czytało na głos. Ha! Ryzykowna i niebezpieczna misja? To coś dla niego. Dobrze płacą? Tym lepiej. Połączy przyjemne z pożytecznym.

Yashtan wstał i przeciągnął się, aż coś mu chrupnęło w plechach. Westchnął i rzucił napiwek na stół. W końcu czemu nie. Miał przecież zarobić. Przeczesał dłońmi ciemnoblond włosy i szczelniej zasłonił płaszczem swoją nietypową zbroję. Cóż gnomy z jego ojczyzny znane były z różnych dziwnych wynalazków. Jednak dla niego najważniejszy był fakt, że pancerz świetnie bronił przed ciosami. Chwycił jeszcze za dwuręczny miecz oparty o krzesło i ruszył po schodach na piętro do wynajętego pokoju. Ubierał codziennie zbroję myśląc o coraz rychlejszym wyjeździe z tego miasta. W końcu się doczekał. Jutro opuści to przesiąknięte nudą miejsce. Póki co jednak, trzeba się wyspać.
 
__________________
Mogę kameleona barwami prześcignąć,
kształty stosownie zmieniać jak Proteusz,
Machiavela, łotra, uczyć w szkole.

Ostatnio edytowane przez Chester90 : 29-12-2009 o 21:16. Powód: pisać nie czytać ;)
Chester90 jest offline  
Stary 29-12-2009, 17:10   #4
DeDeczki i PFy
 
Sindarin's Avatar
 
Całej scenie z obcym przypatrywał się mężczyzna, który siedział przy barze i popijał ostrożnie piwo, trzymając kufel w obu rękach, jakby był jakąś miską. Sądząc po przygarbionej postawie i mocno przyprószonej siwizną brodzie i włosach, ten ktoś lata swej młodości miał już daleko za sobą. Z kolei stary, złachany płaszcz sugerował, że napicie się piwa w tej karczmie kosztowało go sporą część oszczędności. Jedyną osobą, która kojarzyła go choć trochę, był karczmarz, któremu przedstawił się jako Mallai. Przychodził do karczmy codziennie od kilku dni, za każdym razem próbując innego trunku, a następnie siedział przez dłuższy czas, obserwując z uśmiechem wszystkich gości, jakby było to dla niego jakieś przedstawienie. Pewnie, niejednemu bywalcowi przeszkadzało czasem wręcz bezczelne gapienie się, ale nikomu nie chciało się robić staruszkowi krzywdy. A nawet jeśli, wystarczało dokładne spojrzenie w jego twarz i oczy - było w nich coś niezwykłego, wręcz dzikiego, budzącego prymitywny, pierwotny lęk przed drapieżnikiem. A uśmiech na twarzy tylko pogarszał sytuację.

Widząc, że mężczyzna zwany Jarenem wyszedł gdzieś po przeczytaniu jakiegoś obwieszczenia, Mallai dopił swoje piwo, wylewając odrobinę na krótką brodę, podziękował karczmarzowi za doskonały napój (co naprawdę zdziwiło właściciela ,,Tułacza" - jeszcze nikt nie chwalił piwa, które podał starcowi) i podszedł do ogłoszenia. Czytał je przez dłuższą chwilę, jakby miał kłopoty ze wzrokiem i musiał sylabizować.
- Niejednemu przyniesie śmierć z rąk bestii... - przeczytał powoli - Ciekawe, o jaką bestię chodzi - zapytał powietrze i zaśmiał się lekko, po czym, kuśtykając lekko, wyszedł z karczmy.
 
Sindarin jest teraz online  
Stary 29-12-2009, 20:25   #5
MNM
 
MNM's Avatar
 
Aasimar był przyzwyczajony do faktu, że reakcje na jego widok różnią się diametralnie w zależności od miejsca, do którego zawitał. Ci jednak bywalcy, którzy nie mieli obiekcji co do rozmowy z Viljarem, przekonali się, iż pod osobliwym jak na tę krainę wyglądem, kryje się osoba o serdecznym usposobieniu. Wysoki, aczkolwiek wątłej postury wędrowiec, zdawał się wręcz promieniować aurą zaufania i autorytetu. Wyglądał na bardzo młodego, jednak w jego spojrzeniu można było dopatrzyć się tego rodzaju pewności siebie, który właściwy jest bardziej doświadczonym podróżnikom, niż narwanym, młodym zawadiakom.

- Najpóźniej dwie godziny po świtaniu ... a więc zjawię się o brzasku
- Viljar tworzył kolejne deklaracje w swoich myślach, natomiast na zewnątrz można było dostrzec u niego pewne podniecenie, tłumione jednak zasadami ogłady towarzyskiej. Aasimar nie lubił braku działania, aczkolwiek rozumiał, że cierpliwość często popłaca. Długo czekał na taką sposobność. Podobnie, jak inni ludzie i nieludzie kolekcjonują chociażby dzieła sztuki, Viljar zbierał kolejne doświadczenia, odczucia, oraz wspomnienia. Starał się, aby każdy jego dzień bogacił go i pomagał odkrywać własną siłę i słabości. Oczywiście, aasimar był zdecydowany zjawić się nazajutrz na wezwanie. Nie dla pieniędzy, ani nie dla chwały. Ale w imię wolności i bezpieczeństwa wszystkich miłujących pokój ras Faerunu.
 
MNM jest offline  
Stary 30-12-2009, 15:59   #6
DeDeczki i PFy
 
Sindarin's Avatar
 
Mallai szedł spokojnie przez miasto w stronę swojego noclegowiska, kiedy w jednej z ulic zauważył mężczyznę z karczmy, Jarena. Starzec pomachał mu lekko, co jednak nie wywołało żadnej reakcji - Jaren stał i gapił się na Mallai’a
- Ekhmm... - starzec odchrząknął, czekając na jakąś reakcję
Oczywiście, żadnej nie było, obcy facet po prostu sobie poszedł. Wiedziony ciekawością Mallai ruszył beztrosko za nim. Po chwili poczuł, że coś próbuje wedrzeć się do jego umysłu. Wypchnięcie intruza nie stanowiło żadnego problemu. ~Mój umysł, moja twierdza~ Staruch uśmiechnął się do siebie, po czym powiedział
- Te, niemowa, ty mi we łbie chciałeś grzebać?
Jaren znowu go zignorował, zmuszając Mallai’a do dogonienia go
- Trochę szacunku dla starszych by się przydało. Odpowiesz czy nie?
- Mówić ci nikt nie broni
I znowu jakaś obca siła próbowała wedrzeć się do umysłu starego, ponownie bezskutecznie
- Brawo, jednak umiesz mówić. I możesz skończyć z tym grzebaniem w mojej głowie? To się robi naprawdę irytujące - Staruszek podszedł blisko mężczyzny i szturchnął go lekko w pierś końcem kostura
- Skończyłem
- Przeprosić nie łaska? Niby miastowy, a manier za nic
Twarz Jarena wyrażała zniecierpliwienie, aczkolwiek nie chcąc urazić kogoś, kto jak już wiedział Jaren nie był zwykłym natrętnym staruchem, nie dawał tego po sobie poznać.
- Przeprosić za próbę pozbycia się nieproszonego gościa?
- Nieproszonego gościa? A kto komu próbował do głowy wejść?
- Ten, którego śledzono
- Paranoik jesteś. Po co miałbym Cię śledzić?
Jaren zgrzytnął zębami poirytowany, westchnął nie kryjąc już zniecierpliwienia i zapytał:
- Co chcesz ode mnie?
- Nic nie chcę. Po prostu szedłem sobie swoją drogą, a ty tu nagle mi we łbie zaczynasz grzebać. Czy raczej, próbujesz - Mallai uśmiechnął się na poły wrednie, na poły drapieżnie
Jaren spojrzał na starca z politowaniem z jakim patrzy się na obłąkanych, którym wiek przyćmiewał do reszty jasność umysłu i powiedział:
- Idź zatem dalej swoją drogą
- Przeprosić chociaż mógłbyś - powiedział mężczyzna, po czym ruszył przed siebie, mrucząc pod nosem - Ech, ta dzisiejsza młodzież, zero kultury
Jak na kulejącego starca, krok miał dość sprężysty. Jaren rozejrzał się, pokręcił głową, i poszedł w stronę lasu
 
Sindarin jest teraz online  
Stary 30-12-2009, 20:31   #7
 
Klebern's Avatar
 
Jaren i Mallai się rozeszli. Każdy idąc w swoją stronę. Jaren wybrał się na nocną wędrówkę do lasu, zaś Mallai do swojego leża. Choć straże były zdziwione nocnym wypadem Jarena poza mury to jednak nie robili mu żadnej przeszkody. Już wystarczająco długo zasłużył sobie na miano dziwaka.

Zaś ranem wszyscy co chętniejsi podążyli w kierunku zamku władcy, by tam spotkać Dalwara. Dalwar jak się okazało był niziołkiem nikczemnego wzrostu, który przy sobie miał dwa bumerangi. Nosił koszulkę kolczą ze srebrnego metalu, zaś na plecach miał założony płaszcz koloru czarnego. Zapewne pomagał mu się wtapiać w cień. Wszystkich interesowało tylko jedno: złoto! I ile tego złota jest. Oczywiście trafiali się tacy co od razu wołali o zaliczkę, tych jednak odsyłano z kwitkiem i z batami. Zatem dość szybko tłumek się przerzedził przynajmniej odeszli wszyscy ci szubrawcy co liczyli na szybki i przyjemny zysk. Zostało około trzydziestu paru, większości znana karczmarzowi „Tułacza”.

Wszystkich ustawiono w rzędzie, gdzie Dalwar dzielił na grupy. Jak się szybko okazał tych grup powstało siedem, po cztery, pięć osób. A jakoś tak nikt do waszej czwórki z miejscowych się nie garnął. Zatem zostaliście grupą z konieczności. Z pewnością była to "zasługa" Jarena, który skutecznie pracował sobie na opinię dziwaka i ekscentryka.

- Zatem słuchajcie mnie! – zakrzyknął Dalwar tak by wszyscy słyszeli – Waszym zadaniem będzie dowiedzenie się co tu robią drowy. Jeden z napadów wydarzył się w pobliżu ruin twierdzy Lostkeep. Wszyscy ją znamy – wszędzie rozszedł się pomruk ogólnego niezadowolenia podszytego strachem – Drugi to lasy w okolicy Góry Lodowej na trakcie północnym. Płacimy tysiąc sztuk złota za każde a tych miejsc dla pierwszej ekipy, która się z tym upora.

Wśród tłumu wyróżniał się wysoki, barczysty półork, z wielkim jak diabli mieczem i rudą czupryną. Mallai go dokładnie zapamiętał, gdyż co chwilą żartował z Mallaia
- Ej Ty dziadek, nie przewrócisz się o tą laskę?
Wszyscy w okolicy się śmiali
- Tylko nie okładaj za mocno nią drowów, bo jeszcze uciekną i nie będzie kasy. Hahahaha!
 

Ostatnio edytowane przez Klebern : 31-12-2009 o 07:47.
Klebern jest offline  
Stary 30-12-2009, 21:25   #8
DeDeczki i PFy
 
Sindarin's Avatar
 
- Najwyraźniej matka nie nauczyła cię szacunku dla starszych. Ciekawe co wtedy robiła: goliła wąsy czy stała pod latarnią?
- Ej, ty patafianie! Od mojej matki to się odwal!
- O! Czyli jednak trafiłem! Pewnie ona uczyła cię machać tą zabawką -
wskazał kosturem na miecz półorka - Leczysz sobie nim jakieś kompleksy? W innych miejscach bogowie nie byli tak chojni?
- Dobra, dobra wyżyjcie się na drowach -
Dalwar, który beznamiętnie przyglądał się kłótni, a widząc, że półork ma ochotę się rzucić na Mallaia. - A teraz spokojnie.
Krewki półork posłuchał się ale wściekłym głosem syknął Mallaiowi
- Jeszcze się policzymy. Niech tylko wyjdziemy z miasta.
- A nie zgubisz się po drodze do bram?

Paru kumpli półorka odciągnęło go siłą od Mallaia. Staruszek pomachał mu z radosnym uśmiechem, a następnie podrapał za uchem drobne stworzonko rozmiarów kota, które wdrapało mu się na ramię. Stworek wyglądał, jakby zrobiony był ze sterty liści, kilku kamyków i jakichś gałązek, jednak bez dwóch zdań był żywy - wiercił się na ramieniu Mallaia i rzucał odrobinę zlęknionymi spojrzeniami po wszystkich obecnych.
~Dużo ich tutaj... Czemu denerwowałeś tego z dużym mieczem?~ wysłał myśl do swego stwórcy
~Głównie to dla zabawy. Ciekaw jestem, czy naprawdę rzuci się na mnie za miastem~
~A jeśli tak? Wygląda na silnego~
~Zachowujesz się, jakbym Cię wczoraj zrobił. Nie bój się, dawałem sobie radę z większymi kafarami od tego tutaj~


Mallai z wesołym uśmiechem na twarzy rozglądał się po tłumie, szukając znanych twarzy. Udało mu się ostatecznie wypatrzeć trzech mężczyzn, których widział wczoraj w ,,Tułaczu", w tym gbura, który próbował sondować jego umysł zeszłej nocy. Kierowany jakimś instynktem nieznacznie się do nich zbliżył. W końcu w razie czego, to znał ich chociaż o tą odrobinę lepiej, niż innych.
 
Sindarin jest teraz online  
Stary 01-01-2010, 21:48   #9
 
Chester90's Avatar
 
Lantańczyk z niewielkim zainteresowaniem obserwował i w duchu już dokonywał oceny przybyłych wraz z nim na miejsce spotkania najemników. Większość kiedy przybył wreszcie Dalwar natychmiast rzuciła się z żądaniami o zaliczkę. Yashtan tylko pokręcił głową. Przecież to nie możliwe, żeby te osoby otrzymały chociaż miedziaka, bez pochwalenia się jakimikolwiek wynikami prowadzącymi do rozwiązania problemów miasta. Delwar na szczęście szybko rozgonił tych śmieci i zajął się wyjaśnieniami. A więc jednak chodziło o drowy nie o tego wilkołaka. Świetnie walka z mrocznymi elfami zawsze jest wyzwaniem. Podobno to rasa znakomitych szermierzy i groźnych magów słynących ze swojego okrucieństwa. Będzie się więc można wykazać i wznieść swoje umiejętności na nowy lepszy poziom. Delwar w tym czasie zajął się dzieleniem ich na małe grupy operacyjne. Wojownik trafili oczywiście do towarzystwa sami przyjezdni i chyba miejscowy dziwak, którego wczoraj widział już w karczmie. Nic dziwnego w końcu nikt go tu nie znał. Yashtan szybko obrzucił wzrokiem swoich nowych towarzyszy. Obdarty staruszek z kosturem sprzeczał się właśnie z olbrzymim półorkiem. Dziwak, którego w karczmie wołali Jaren był póki co milczący, jednak też nie prezentował się okazale. Ostatnią osobą był aasamir prezentujący się okazalej i promieniujący jakby aurą zaufania. Ciekawe ile jego towarzysze będą warci w walce. Wojownik przeczuwał, że dowie się tego wcześniej niż później. Cóż wypadałoby się przedstawić.

- Mówią na mnie Yashtan z Lantanu, przyszli towarzysze broni i wygląda na to, że przyjdzie nam razem pozbyć się drowów z okolic tego miasta. – zaczął swym zwykłym wypranym z emocji głosem. – Dlatego proponuje jak najszybciej opuścić miejskie mury i udać się może najpierw w okolice Góry Lodowej i zacząć przeszukiwać lasy. Co wy na to?
 
__________________
Mogę kameleona barwami prześcignąć,
kształty stosownie zmieniać jak Proteusz,
Machiavela, łotra, uczyć w szkole.
Chester90 jest offline  
Stary 02-01-2010, 18:16   #10
MNM
 
MNM's Avatar
 
Aasimar postanowił poznać osobiście każdego ze swoich nowych towarzyszy. Najpierw zatrzymał wzrok na Mallaiu
- Zawsze warto mieć mądrość i siły natury po swojej stronie, jestem zaszczycony mogąc współpracować - ukłonił się ze szczerym szacunkiem, aczkolwiek sam gest miał dosyć teatralny charakter. Nie wyglądał jednak w żaden sposób sztucznie, aasimar wydaje się mieć najzwyczajniej w świecie właśnie taki sposób bycia.

Następnie odezwał się do Yashtana
- Śmiercionośna broń i coś poza tym. Aby skruszyć tych którzy zagrażają wolności i bezpieczeństwu, trzeba wyjść poza manierę konwencjonalności, miło mi powitać cię w drużynie - kolejny kurtuazyjny, aczkolwiek szczery, powitalny gest został zaprezentowany szerszej publiczności.

Aasimar w końcu zwrócił się w stronę Jarena
- Kurtyna tajemnicy i błyszcząca motywacja, jesteś panie dla mnie zagadką ale stanowczo nie należę do tych, którzy nieproszeni wtrącają się do nieswoich spraw. W każdym razie, witam uprzejmie - tak, to był już trzeci z rzędu galanteryjny gest aasimara.

W końcu wskazał na siebie, kładąc sobie prawą dłoń na piersi
- Nazywam się Viljar Alexander. Moją siłą są zaklęcia i będę niezmiernie rad, jeżeli podczas naszej wędrówki, za ich sprawą zostaną ocalone czyjeś dusze
 

Ostatnio edytowane przez MNM : 02-01-2010 o 18:19.
MNM jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:57.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168