Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 13-04-2010, 14:38   #1
 
andramil's Avatar
 
[D&D] Pamięć martwych i żyjących.

Ciepły letni wieczór. Ulicami Neubergu uciekał samotny jeździec. Sam na swym magicznym rumaku niczym świętobliwy rycerz. Jednak wiele różniło go od niosących sprawiedliwość paladynów. Primo - zwiewał ile sił w końskich nogach, secundo - zwiewał z nieudanego zamachu którego był sprawcą.
Nie słyszał czy pościg za nim wciąż trwa. Nie wiedział czy białowłosy mężczyzna depcze mu po pietach. Nie odwracał się za siebie. Ratował swe życie.

Nie zauważył nawet gdy minął mury. Nie zauważył nawet gdy oczęta mu się zamykały. Nie zauważył... a to mogło by go kosztować życie.
Jednak miał szczęście. Gdy obudziło go rżenie konia, zarówno jego głowa jak i inne części ciała znajdowały się na miejscu. Sakiewka także. Za to on... Był tam gdzie pewnie nie chciał by być po nieudanej misji. Przed nim rozciągały się niewielkie mury miasta Vales w którym to przebywał jego pracodawca. No nic, trzeba zdać raport.

Będąc w bramie strażnik o zaspanych oczach syknął lekko do niego.
- Szefu cie oczekuje. Bądź w "Bardzie" za pół godziny. - szepnął po czym przeciągle ziewną i ruchem ręki nakazał nie tarasowanie bramy.
Wężowy mag, stanął na przeciw uliczkom tego spokojnego miasta. Stał na ciemnym i twardym bruku, który już niedługo mógł spłynąć jego krwią.
 
__________________
Why so serious, Son?
andramil jest offline  
Stary 15-04-2010, 18:06   #2
 
Artonius's Avatar
 
Wypoczęty po śnie na swoim magicznym ogierze, Firkrag został obudzony przez radosne rżenie swojego przywołanego wierzchowca. Bez trudu otworzył prawą powiekę i jego źrenica została oślepiona przez promienie wschodzącego słońca. Z lewą powieką nie było już tak łatwo. Napinając mięśnie lewej powieki i lewego policzka próbował odsłonić swój lewy oczodół. Bezskutecznie. Siłując się ze swoją powieką mag postanowił w końcu użyć bardziej brutalnych metod i przetarł ową niesforną i nieposłuszną powiekę dłonią. Po tym bezkrwawym akcie przemocy powieka odstąpiła. Jednakże mag, przecierając lewe oko ręką, poczuł coś kruchego, jakby przylepionego, sklejającego jego powiekę. Kiedy się ostatnio myłem? Takie o to pytanie zawitało do głowy zacnego zaklinacza. Tak czy owak teraz już bez problemu mógł otwierać i zamykać oko. Upewnił się nawet o tym nieumyślnie mrugając jednym okiem w stronę strażnika, którego nie widział, gdyż oślepiały go promienie wschodzącego Słońca. To Pelor go witał , był tego pewien. Na tą myśl na jego twarzy pojawił się uśmiech, w przeciwieństwie do twarzy wspomnianego strażnika, któremu najwyraźniej nie podobało się ani mruganie ani uśmiech Firkraga. Sam mag w końcu przysłonił oczy ręką i dopiero teraz zdał sobie sprawę, że znajduje się pod bramą miasta, bramą, którą dwa dni temu opuszczał to miasto, pod bramą Vales. Co do stu tysięcy piekielnych węży się dzieje? Nieco zdziwiony ze swojego położenia, pokierował swego ogiera wolnym kłusem do miasta. Strażnik zatrzymał go na chwilę.
- Szefu cię oczekuje. Bądź w "Bardzie" za pół godziny. – Strażnik zdecydowanie unikał wzroku zaklinacza i zaczął go poganiać gdy ten patrzył się na niego. Widać było, że czuje się jakoś niezręcznie i nie chce kontynuować rozmowy. – No już, już, odjeżdżaj, nie mam ci nic więcej do powiedzenia.
Firkrag wzruszył jedynie ramionami na dziwne zachowanie strażnika i pokłusował w stronę „Barda”.

Jadąc przez miasto niespodziewanie upadł na ciemny, twardy bruk. Zaklinacz zajęczał z bólu. Ludzie, którzy to widzieli, zachichotali cicho, niektórzy pokazywali na niego palcami, nie ukrywając śmiechu. Na pohybel wszystkim wężom! Mogłem przyzwać nowego konia! Ile to już minęło od mojej ucieczki z Neobergu?! Próbując wstać podparł się ręką jednak nie zauważył pozostałości po roztrzaskanej butelce, leżących koło niego. Naciął dłoń w trzech miejscach, zaczął lekko krwawić. Niech to wężowy jad zaleje! Ale pech. Cienkie strugi krwi, wypływające z rannej dłoni maga, splamiły bruk miasta. Mag podniósł się, tym razem uważając i otrzepał się z brudu. Szybko pokierował się do karczmy, nie chcąc się spóźnić na spotkanie z szefem.

Do karczmy dotarł przed czasem jednak Betno był już w karczmie, siedząc przy stoliku z dwoma mężczyznami popijając wino. Mag podszedł najpierw do karczmarza i poprosił go o bandaże. Gospodarz był na tyle miły, że od razu spełnił prośbę maga a nawet pomógł mu zabandażować ranę. Następnie Firkrag podszedł do stolika, przy który siedział Betno.
- Witajcie, mogę się dosiąść do dżentelmenów na chwilę? – zapytał grzecznie i usiadł po twierdzącym skinieniu głowy jako odpowiedzi. – W Neobergu natknąłem się na jakiegoś starucha, jak się domyślam po barwie jego włosów, jednak nie miałem szans w walce nim, był naprawdę potężny, musiałem się ratować ucieczką. Nie udało mi się dotrzeć do zleceniodawcy, w gildii szczurów mają swoje zasady i nie było możliwości aby mi powiedzieli. Ktoś jednak zdecydowanie pragnął śmierci znachora, wysyłając zabójcę pokroju białowłosego. – Firkrag zdał raport z nieudanej misji.
 
Artonius jest offline  
Stary 16-04-2010, 07:33   #3
 
andramil's Avatar
 
Trójka wykwintnie ubranych mężczyzn siedziała spokojnie przy jednym ze stolików karczmy pod hucznym mianem "Pijany Bard" i popijało z blaszanych kielichów tutejsze wino. Widząc wchodzącego Firkraga jeden z nich skinął karczmarzowi rękom. Chwile potem czwarty kielich wraz z czerwoną zawartością stanął przy wolnym miejscu czekając na blade dłonie maga. Mężczyźni w czarnych płaszczach, które zresztą wykonane z aksamitu lekko maskowały ich sylwetki, spojrzeli wyczekująco na nowo przybyłego. Po zdaniu krótkiego raportu, jeden z nich zamyślił się trochę, zastanawiając się co dalej zrobić z całą sprawą. Podniósł kielich do góry i trzymając go przy twarzy wpatrywał się w zawartość. W końcu jednak odłożył naczynie3 i przemówił cichym głosem.
- Dobrze... Białowłosym się nie przejmuj... Nasz agent dotrze do niego... i z nim porozmawia. Ty za to zajmij się Morikiem. Okres próbny skończył się i lepiej by było gdyby ktoś jego pokroju nie żywił do ciebie niechęci. - rzekł spokojnie i rzeczowo po czym upił łyk napoju - Tylko pamiętaj. Cicho i bez rozgłosu.
 
__________________
Why so serious, Son?
andramil jest offline  
Stary 17-04-2010, 20:31   #4
 
Artonius's Avatar
 
Przed magiem pojawił się kielich wypełniony po brzegi winem. Jednak mag nie wykazywał żadnych chęci do opróżnienia kielicha.
- Pozwól, że odmówię wina, muszę zachować jasność umysłu. Z tego co mówisz będzie mi to niezbędne. – Powiedział po wysłuchaniu swojego przełożonego. – Jako doświadczony skrytobójca masz dla mnie jakieś propozycje na pozbycie się Morika?
- Sztylet pod żebro, kula ognia w latrynie, udusić poduszką, zabić gumową kaczuszką... co tylko wpadnie ci do głowy – oparł Betno.
- Dobrze, w takim razie wybaczcie mi panowie, obowiązki wzywają.
- Bywaj w zdrowiu i miej się na baczności.

Firkrag wstał od stołu, skinął głową na pożegnanie i wyszedł z karczmy, udając się prosto do „Ogra”. Po krótkim spacerze po mieście, mag znalazł się przed drzwiami do karczmy. Pewnie wszedł do środka. Tam zobaczył samotnego Morika, trzymającego kufel piwa. Było także słychać dzwonienie zębami spod szynkwasu, zapewne karczmarza. Firkrag, sfrustrowany nieco po swojej ostatniej nieudanej misji, postanowił załatwić tę sprawę szybko. Wykorzystując nieprzygotowanie przeciwnika, który niczego się nie spodziewa, postanowił od razu wyprowadzić atak.
- To nic osobistego – wypowiedział jeszcze przed atakiem lecz zanim zdążył cokolwiek zrobić, piwo, które Morik trzymał w ręce, nagle zamieniło się w sztylet, który został błyskawicznie rzucony w maga. Zadał mu dwadzieścia sześć punktów obrażeń. Mag, zaskoczony tak szybką reakcją przeciwnika, postanowił przywołać sprzymierzeńca do walki. W tym czasie Morik odwrócił się i zniknął za drzwiami. Po chwili pojawiła się przywołana Nokia i mag razem ze swoim wężowym sprzymierzeńcem rzucili się w pościg. Niestety Nokia zablokowała się w drzwiach, uniemożliwiając Firkragowi przejście. W przygotowaniu do kolejnego starcia, mag wypił jedną ze swoich mikstur leczenia i rzucił na siebie czar ochronny. Odwołał Nokie i wszedł do odblokowanego pomieszczenia.

Tam znajdowały się jedynie schody prowadzące w dół. Pomieszczenie poniżej spowijała ciemność. Firkrag wypowiedział magiczne formuły po czym jego skóra skamieniała a potem obszar wokół niego rozświetlił się. Szybko zszedł na dół. Morik już na niego czekał, przytrzymując znajomej elfce nóż na gardle. Firkrag uśmiechnął się tylko szelmowsko i wypuścił z ręki kulę ognia. Morik odskoczył przed kulą a postać elfki wyparowała. Szybko łapiąc równowagę, wyciągnął rękę, w której znikąd pojawił się pistolet. Wystrzelił zadając szesnaście obrażeń Firkragowi. Mag odpowiedział na to swoją inkantacją jednak po wypowiedzeniu jej nic się nie stało. Wtem Morik szybko doskoczył, wyjmując rapier. Chybił, atakując nonszalancko. Mag wypuścił w jego stronę dwie ogniste strzały. Morik wykazał się nadzwyczajnym refleksem i uchylił się przed obydwoma. Nagle, kilka kroków za jego plecami, pojawił się przywołany wcześniej wąż. Przebiegły złodziej, nie chcąc walczyć z dwoma przeciwnikami, wyjął zza pasa jakąś sakiewkę i sypnął z niej dziwnym proszkiem w maga. W taki sposób Morik rozdwoił się, z czego jeden z Morików biegł w kierunku prawej ściany, a drugi w przeciwną stronę. Zdezorientowany wąż po chwili rzucił się w kierunku Morika, uciekającego na prawo, ale jego reakcja była zbyt wolna i wąż chybił. Obaj Morikowie zniknęli, prawdopodobnie przechodząc przez ściany. Firkrag, przypuszczając, że owe ściany to kolejna z iluzji złodzieja, nakazał wężowi uderzyć w prawą ścianę, sam rozbiegł się w kierunku lewej. Mag, jak i wąż, uderzyli w jak się okazało prawdziwą, twardą, zimną ścianę, z tą różnicą, że silny wąż nieco ją uszkodził a mag tylko nabił sobie guza. Trzymając się za bolącą głowę, Firkrag zaczął przeszukiwać pomieszczenie, szukając drugiego wyjścia. Zamiast tego znalazł sporo platyny, złota, klejnotów i wartościowych dzieł sztuki. Wszystko się przyda więc szybko spakował cały łup do plecaka. Nie znajdując nic więcej w pomieszczeniu, rozgniewany z powodu ucieczki tego tchórza, Morika, wybiegł do głównego pomieszczenia karczmy.

Tam zastał tylko karczmarza, który wciąż był nieco przestraszony.
- Co to za mag z Morika? Są tu jakieś tajne przejścia? – Zapytał złowrogo Firkrag.
- Panie, ja nie wiem. Proszę litości. Nie zabijajcie. –Skomlał karczmarz.
- No mówże szybko bo czasu nie mam!
- Ale panie ja naprawdę nic nie wiem! To jego przybytek, Ja tu tylko piwo podaję. Na dół ni wolno mi schodzić.
- A znasz jakieś kryjówki Morika?
- Panie nie dręczcie mnie, ja naprawdę nic nie wiem
Firkrag zdał sobie sprawę, że teraz już nie znajdzie w żaden sposób Morika. I zapewne teraz to on będzie polował na maga. Rozładował nieco swoją złość na bezwartościowym karczmarzu, policzkując go.
- Ty marny tchórzu!

Dalej rozzłoszczony mag opuścił karczmę, rozglądając się wkoło siebie. Czuł się zagrożony tym, że Morik cały czas oddycha. Wtem w zaułku zobaczył Morika i jego dwóch ludzi, którzy zazwyczaj przebywali w „Ogrze”. Sytuacja była nietypowa aczkolwiek ucieszyła Firkraga. Mianowicie dwóch ludzi Morika przed chwilą go zasztyletowali. Ciało ciągnęli do karczmy. Firkrag poszedł za nimi, niezwykle zadowolony z widoku Morika z poderżniętym gardłem. Kiedy zbliżył się do dwóch opryszków jeden z nich wyciągnął rapier i groźnie spojrzał na maga.
- Przejmujemy orka i szczury. Tera to nysz teren
- Moi drodzy panowie, nie ma potrzeby unosić się. Gdybym wiedział, co planujecie, chętnie pomógłbym wam zająć się Morikiem.
- Dobra, dobra. Spieprzaj ale już!
- Cokolwiek.
Po tej nieprzyjemnej wymianie zdań, mag odszedł. Był zadowolony, nie zaatakowali go więc zapewne tylko Morik wiedział o tym, że tak naprawdę pracuje dla skrytobójców. Ale teraz nie jest już w stanie podzielić się z kimkolwiek tą informacją.

Firkrag od razu udał się do „Barda” aby zdać meldunek ze swojej misji.
 
Artonius jest offline  
Stary 23-04-2010, 21:29   #5
 
andramil's Avatar
 
***
- Poszedł?
- Tak szefie.
- To dobrze. Jeśli Cienie chcą wojny to szczury im ją dadzą.

***
Nikt nie śmiał zagradzać mu drogi. Ludzie wokół słyszeli hałasy dochodzące z karczmy należącej do jednej z gildii trzymających władzę w tym niewielkim mieście. Jeśli ów śmiałek wyszedł z tego cało musiał być nieprzeciętnych możliwości. Nikt do tej pory nie wyszedł inaczej, niż nogami do przodu z pojedynku z Morikiem Szczurem. Ludzie po cichu poczęli szeptać między sobą słowa. "Kłopoty", "Wojna" czy "Miał szczęście". Zaklinacz jeśli chciał zachować incognito stracił wszelakie nadzieje na anonimowość.

W karczmie "Pod Bardem" przy stoliku czekał już Betno. Spokój na jego twarzy wcale, a wcale nie dodawał otuchy. Kojarzył się z brakiem emocji, a tacy ludzie zdolni byli do wszystkiego. Chociażby do zabicia z zimną krwią kogoś kto nawalił.
- Morik nie żyje. - raczej stwierdził, niż spytał. Pociągnął łyk ze swego kielicha. Firkrag dopiero teraz zauważył, że oprócz ich dwóch tylko Ebi - karczmarz - znajduje się w przybytku i spokojnie wyciera dawno już czysty kufel po piwie. Jego ruchy były spokojne jakby dawno już temu przyzwyczaił się do tego co zaraz miało nastąpić.
Wtem nagle w zachodniej części miasta słychać było donośny wybuch jakby kilka niewielkich ładunków prochowych ktoś wysadził w niewielkim pomieszczeniu. Do tego krzyk tysięcy ludzi i nie ludzi uciekających jak najdalej od morza.
- Umarli! Umarli! Czarny Drakkar! - krzyczał ktoś nim strzała nie przebiła mu gardła.
Betno nie czekał ani chwili dłużej. Wstał szybko ze stołu i machinalnym ruchem wyciągnął sztylet.
- Za mną, szybko! - krzyknął ni to do Ebiego, ni to do magika. Pobiegł w stronę niewielkiej piwnicy - znanej Firkragowi z wcześniejszych, tajnych spotkań Cieni. Widać było, ze raczej lider skrytobójców nie ma zamiaru dzielnie bronić swego miasta.
 
__________________
Why so serious, Son?
andramil jest offline  
Stary 26-04-2010, 18:15   #6
 
Artonius's Avatar
 
Mieszkańcy, zgromadzeni nieopodal „Ogra”, wyglądali na wyjątkowo zdziwionych, widząc żyjącego Firkraga. Jakby tego było mało to jeszcze wcale a wcale nie wyglądał na ciężko czy krytycznie rannego, na dodatek szedł lekkim krokiem jakby nigdy nic się nie stało. Nie dało się nie zauważyć, że owa gromada mieszczuchów boi się czy też może podziwia zaznacza bądź jest pełna uznania dla niego chociaż Firkrag nie miał pojęcia o co mogłoby im chodzić. Przecież nie zrobił nic nadzwyczajnego. Niemniej jednak nikt nie zagradzał mu drogi a nawet mieszkańcy, stojąc bo obu jego stronach, jakby wydzielili pas drogi tylko dla niego. To wszystko zaczynało z lekka irytować Firkraga. O co chodzi tym kundlom, że się tak wpatrują na mnie jak tyranozaur w mięso? Brudny żem jest? Pomyślał mag, po czym otrzepał swoją szatę z kurzu. Zbyt wiele to nie zmieniło, oprócz tego, że najbliżej stojący ludzie zakasłali, krztusząc się unoszącym w powietrzu kurzem. Czego oni do diaska chcą? Maga opanowywała coraz większa frustracja. Ostatecznie rzucił się w kierunku jakiejś kobiety jak dziki zwierz na ofiarę. Błyskawicznie doskoczył i zgiął palce u obu rąk jakby to były długie, ostre pazury i przystawił do twarzy ofiary. W skoku krzyknął dziko Wraaaaaach!!!!, zatrzymując się tuż przed przerażoną twarzą dziewoi, wpatrując się swoim dzikim, złowrogim, zabójczym, szaleńczym, przerażającym, okropnym, złym, zwariowanym wzrokiem w przerażone, zbielałe ze strachu oczy kobiety.
- Nie zabijaj!!! – krzyknęła przerażona, po czym uciekła w pośpiechu, a razem z nią reszta zgromadzonej hołoty.
Firkrag został sam. No, wreszcie sobie poszli. Uśmiechnął się dumny z siebie i udał się do „Barda”.

Widok w „Bardzie” wywołał w zaklinaczu niepokój. Mianowicie powtórzyła się tu sytuacja z „Ogra”. Samotny Betno siedział, popijając wino, jakby czekając na kogoś. Czyżby na zaklinacza? Firkragowi nie chciało się w to wierzyć. To prawda, działał w dwóch instytucjach wrogo do siebie nastawionych ale przecież ostatecznie zawsze miał na swojej uwadze dobro skrytobójców. Jeszcze całkiem niedawno zaatakował przywódcę Szczurów, to musiało świadczyć o jego lojalności. Co prawda Morik nie zginął bezpośrednio od ciosu Firkraga ale to tylko dlatego, że ciągle uciekał zamiast stanąć do równej walki. Cokolwiek miałoby się teraz stać, Betno na pewno nie miał złych zamiarów względem Firkraga. Dlatego też zaklinacz spokojnie podszedł do swojego szefa.
- Morik nie żyje. - raczej stwierdził, niż spytał. Pociągnął łyk ze swego kielicha. Firkrag dopiero teraz zauważył, że oprócz ich dwóch tylko Ebi, karczmarz znajduje się w przybytku i spokojnie wyciera dawno już czysty kufel po piwie. Jego ruchy były spokojne jakby dawno już temu przyzwyczaił się do tego co zaraz miało nastąpić. Wtem nagle w zachodniej części miasta słychać było donośny wybuch jakby kilka niewielkich ładunków prochowych ktoś wysadził w niewielkim pomieszczeniu. Do tego krzyk tysięcy ludzi i nie ludzi uciekających jak najdalej od morza.
- Umarli! Umarli! Czarny Drakkar! - krzyczał ktoś nim strzała nie przebiła mu gardła.
Betno nie czekał ani chwili dłużej. Wstał szybko ze stołu i machinalnym ruchem wyciągnął sztylet.
- Za mną, szybko! - krzyknął ni to do Ebiego, ni to do magika. Pobiegł w stronę niewielkiej piwnicy - znanej Firkragowi z wcześniejszych, tajnych spotkań Cieni. Widać było, że lider skrytobójców raczej nie ma zamiaru dzielnie bronić swego miasta.

Niewiele się zastanawiając, Firkrag pobiegł za Betnem, a zanim Ebi. Wszyscy zbiegli szybko krętymi schodami , znajdując się w małej piwniczce, w której to Betno zwerbował niegdyś Firkraga. Betno szybko podbiegł do jednej ze ścian i uruchomił mechanizm nieznany Firkragowi. W efekcie w ścianie otwarło się przejście.
- Wiesz co to jest ten Czarny Drakkar? – Firkrag zapytał Betna zanim tajemne przejście się otwarło.
- To wysłannicy Mordraga. Pustoszą wszystko w swym zasiegu... – odpowiedział cicho.
- Kto to jest Mordrag?
- Cicho. Jego imienia nie wymawia się głośno - po czym zbliżył się do ciebie i dłonią zasłaniając usta rzekł - Szczerze to nikt za dużo o nim nie wie. Mag potężny i mściwy wielce. Ale nie zatrzymujmy się.
- A gdzie nas prowadzisz?
- Tunel kończy się w Imie.
- A co jest w Imie?
- Nic. To mała wioska.
- Dobrze, prowadź nas tam zatem.
Po tej krótkiej, relaksującej rozmowie podczas oblężenia miasta, trzej mężczyźni przeszli przez przejście w ścianie. Znaleźli się w podziemnej sieci jaskiń. Pierwszy podążał znający drogę Betno, tuż za nim Firkrag, a pochód zamykał karczmarz Ebi. Cała trójka miała nadzieję przejść przez jaskinię bez żadnych epickich przygód, tajnych zagadek do rozwikłania, bez ratowania żadnej dziewicy czy zabijania smoka, który nie tyle pilnuje swoich wielkich skarbów a wyjścia na zewnątrz.
 
Artonius jest offline  
Stary 16-09-2010, 12:49   #7
 
andramil's Avatar
 
Armia nieumarłych oblegała miasto. Oblegała... to jednak złe słowo. Szkielety ni wyciągnęły ni armat, ni katapult. Brama nie stawiała im zbyt długo oporu. Szybko wdarli się na ulice miasta i zaczęli rzeź. Straż i milicja starły się zagrodzić im drogę, ustawiając barykady, strzelając do nich z kusz i łuków, dzielnie walcząc wręcz. Opóźniło to tylko pochód truposzy, lecz ich nie zatrzymało. Miasto zostało zdobyte. Vales padło. Lecz czemu Czarny Drakkar podpłynął pod miasto? Skąd się wzięli okrutni nieboszczykowie zabijający wszystko co popadnie? By to dokładnie zbadać cofnijmy się pięćdziesiąt lat wstecz.

Dwójka całkiem nienormalnych zaklinaczy Wróciła szczęśliwie do swej siedziby w Homanie. Nikt nie śmiał ich atakować, nie wiadomo czy to przez ich groźną dla otoczenia renomę czy poprzez uzbrojonego w pełną płytę paladyna obok. Tak wiec już po dniu podróży ujrzeli swoją akademię. Z papieru. Strzeliste wieże wychodziły z odwróconej piramidy niczym wijące się węże, przeplatając się ze sobą i z budynkiem-żywicielem, do którego cała kartonowa konstrukcja przyległa. Gigantyczny żółw, również z papieru, unosił się nad całą budowlą na niewidzialnych nitkach magii. Wydawał się nawet lekko ożywiony, ale to mogło być złudzenie optyczne wzbudzone poprzez promienie słońca. Magowie i zaklinaczowi biegali na schodach znajdujących się na zewnątrz wieży i podrzucali sobie gotowe pliki papierowych cegieł. Co jakiś czas z któregoś okna wylatywała kula ognia lub chmara motyli. Istny chaos. Żołnierze zaś, oryginalnie służący w tutejszym garnizonie z obawą i lękiem mijali papierowe podpory na dole. Większość z nich było porytymi ludźmi niechcącymi mieć nic z magią wspólnego. Przed murami, kilka kroków od bramy stał postawny człowiek, ubrany w wykwintny płaszcz z pagonami głównodowodzącego i widocznie z czegoś się cieszący.
- Ach witam, witam! I żegnam! Hahahaaha, to chyba najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Dostaliście przeniesienie. B.O.S.Z.E. zostało rozwiązane, a wy macie się przenieść do Pfalz! Tutaj nie ma już dla was miejsca.
Po krótkim pożegnaniu się z Ronem i zabraniu swych rzeczy, dwaj bracia ruszyli tam gdzie ich nowy dom i nowe miejsce na kolejną akademię. Odchodząc rzucili tylko tęskne spojrzenie na swe wciąż rozwijające się dzieło i z dumą w oczach je pożegnali. Poradzi sobie samo. Wielu nowych wyznawców dołączyło i nowych kandydatów na magów. Poradzi sobie.

Znowu w podróży. Znowu trudy wędrówki. Dwa dni w drodze i ich oczom ukazał się zamek dość dużych rozmiarów. Twierdza Pfalz zwana także niebiańskim Wzgórzem.

Zostali wpuszczeni bez żadnego problem. Wewnątrz pałętał się mnóstwo rycerzy, wojowników, palladynów i kapłanów. Dominującą symboliką były słońca Pelora, ale także pięści Heironeusa jak i krzyże świętego Cuthberta. Jeden z parobków zatrzymał ich.
- Ins i Ane? Opat was oczekuje. Zaprowadzę was.
 
__________________
Why so serious, Son?
andramil jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 00:07.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168