Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 17-04-2010, 15:40   #1
 
Nefarius's Avatar
 
[D&D FR] Jestem Legendą - sesja solowa




Jestem legendą


Prolog: Senne mary



Uderzające o skały fale tworzyły głośny i donośny szum. Mimo usilnych starań nawet liczne grupki - fruwających nieopodal klifu – mew nie potrafiły swym charakterystycznym skrzeczeniem przekrzyczeć głosu oceanu. Widok błękitnych wód oceanu zapierał dech w piersi. Udowadniał jak niewielki jest człowiek wobec ogromu i potęgi natury. Nawet bystry wzrok elfa nie potrafił sięgnąć drugiego brzegu, gdyż ten był za bardzo oddalony. Chłodny i porywisty wiatr wzburzał włosy niewinnie wyglądającej kobiety w białej koszuli nocnej. Ona powoli zbliżała się ku niebezpiecznemu krańcowi wysokiego urwiska. Ostre kamienie, po których stąpała powodowały niemały ból, ona jednak nie przejmowała się tym i konsekwentnie parła na przód. Soczyście zielona trawa powoli ustępowała nieprzyjaznemu podłożu i w pewnym momencie kobieta stąpała po nagiej skale. Szum oceanu uspokajał ją. Mówił "idź, nie obawiaj się mnie". Szła z zamkniętymi oczami, poddając się tej muzyce przyrody, zupełnie tak jakby znała drogę na pamięć. Zapach słonej wody niesiony wiatrem z zachodu był taki prawdziwy, taki trudny do opisania słowami.

Kobieta zatrzymała się krok, przed krańcem skały. Teraz widok był jeszcze bardziej przygniatający. Spoglądając przed siebie widziała bezkresy wielkiego oceanu, który w dali zlewał się z błękitnym niebem. Gdy spojrzała w dół, widziała kilkudziesięciometrową przepaść, na której dnie z płytkich wód przybrzeżnych wystawały ostre skały, o które co większe fale się roztrzaskiwały. Znów zamknęła oczy i rozłożyła ręce na boki lekko nimi ruszając. Wiatr, który unosił jej włosy sprawiał łudzące wrażenie, że leci. Tak bardzo chciała latać. Miała nieodparte wrażenie, że ma skrzydła tylko nie potrafi ich użyć. Nagle niekontrolowany i zupełnie niezrozumiały dla niej impuls nakazał jej zrobić jeszcze jeden krok w przód. Grunt pod delikatną stopą zniknął i ciało bezwładnie poszybowało w dół, ku spotkaniu z skałami. Dopiero teraz czuła, że leci. Czuła, że ukryte skrzydła unoszą ją w powietrzu. Nawet zbliżający się widok skał i płytkiej wody nie potrafił wyrwać jej z tego stanu niby hipnozy. I wtedy, gdy od nieuchronnej śmierci dzieliły ją tylko metry, ona sprzeciwiła się prawom natury i wzbiła się w powietrze. Na jej urodziwej buzi zakwitnął uśmiech triumfu i zwycięstwa, oraz niezwykłej przyjemności.

Wzbijała się coraz wyżej i wyżej, a spienione fale zdawały się kląć w mowie natury, że tego dnia nie ukryją ciała nieroztropnego człowieka na spokojnym dnie. Wiatr, na przekór któremu frunęła jeszcze mocniej burzył jej włosy, lecz ona się tym nie przejmowała. Wciąż miała rozłożone na boki ręce i cieszyła się z swego lotu. Frunęła w stronę horyzontu na spotkanie z niewiadomym. Coś w głębi duszy podpowiadało jej, że właśnie tam, daleko za oceanem czai się odpowiedź na pytania, których jeszcze nie zadano. Tam kierują ją los i tam powinna się udać. Nagle szeroką gamę pozytywnych uczuć przerwał błysk oślepiającego światła. Kobieta skrzywiła się i zasłoniła dłońmi oczy i wtedy zapach morskiej bryzy, porywisty wiatr i szum oceanu zniknęły...



***
21 dzień Czasu kwiatów 1372 roku rachuby dolin


Gdy Nyarla otwarła oczy zrozumiała, że to był tylko sen. Sen, który od jakiegoś czasu nawiedzał ją regularnie. Sen, który sprawiał, że nieświadomie ściskała dłońmi białe prześcieradło, a na jej czole występowały drobne krople potu, żuchwa zaś bolała nieco, od ciągłego jej zaciskania. Sen, który zdawał się jej tak realistyczny, tak prawdziwy, że jeszcze długo po przebudzeniu czuła zapach oceanu i słyszała szum fal. Tym razem sen trochę się różnił od poprzednich. Każdy poprzedni kończył się sromotnym zderzeniem z skałami na dole klifu. Tym razem udało jej się wzbić w powietrze i frunąć niczym ptak. Dopiero słoneczne promienie, dostające się przez okno do jej izby, wyrwały ją z tego snu. Snu, który do niedawna uważała za koszmar. Ruchliwe uliczki Silvermoon były jak zwykle przepełnione liczną rzeszą uśmiechniętych kupców, zadowolonych z wyglądu swych ogrodów zwykłych mieszczan, oraz jak zawsze życzliwych Rycerzy w Srebrze dbających o nieustanny spokój i porządek. Przyjemny zapach kwiatów, zmieszany z zapachem świeżego, jeszcze ciepłego pieczywa zachęcał do życia, do wyjścia z domu i choćby krótkiego spaceru czystymi ulicami Klejnotu Północy. Śpiewające radośnie szczygły jeszcze bardziej poprawiały humor młodej kobiecie, lecz niezwykle realistyczny sen nie pozwalał jej się na niczym konkretnym skupić. Widok klifu i oceanu wciąż chodził jej po głowie.

 

Ostatnio edytowane przez Nefarius : 18-04-2010 o 19:44.
Nefarius jest offline  
Stary 19-04-2010, 20:40   #2
Konto usunięte
 
Amanea's Avatar
 
Nyarla zasłoniła oczy dłońmi, zirytowana. Westchnęła cicho i przewróciła się na bok, plecami do okna, próbując zignorować męczące słońce. Zapragnęła wrócić do snu, chciała poczuć jeszcze raz jak to jest wznosić się w przestworza. Ledwie jednak przymknęła oczy, coś tąpnęło miękko na pościel po drugiej stronie wielkiego łóżka. Nyarla uniosła powoli jedną powiekę i spojrzała na małą, futrzaną kulkę siedzącą na kołdrze.


Rozległo się przeciągłe, ponaglające miauknięcie.
- Deeemooon, teraz? - zapytała zaspanym głosem.
Czarne kocię podeszło bliżej, zapadając się w miękkiej pościeli.
- Już wstaję, wstaję...
Nyarla przewróciła się na plecy, mrużąc oczy w słońcu, po czym przeciągnęła się leniwie. Demon, jakby pragnąc ją naśladować wygiął grzbiet i ziewnął, ukazując szpaler małych, ostrych ząbków. Dziewczyna wstała w końcu i podeszła do lustra. Z gładkiej tafli spojrzały na nią zielone oczy. Sięgnęła po szczotkę i zaczęła rozczesywać długie, sięgające pasa, brązowe włosy. Zajęcie to, pozwoliło jej na chwilę oderwać się od tego, co tu i teraz. Myślami znów była tam, na klifie, spoglądając na bezkres oceanu. Czuła, że tu chodzi o coś więcej. Nie tylko o piękny krajobraz czy potrzebę wolności...
~ Ocean mnie wołał. A właściwie...
...odgłos tłuczonego szkła wyrwał ją z rozmyślań. Spojrzała w stronę, z której dobiegł hałas. Demon czmychnął ze stołu, pod którym, na podłodze leżały odłamki rozbitego wazonu i rozrzucone kwiaty. Nyarla przeczesała raz jeszcze włosy, zerknęła ostatni raz w lustro, po czym ruszyła ku drzwiom.
- No chodź, dam Ci jeść...

Dom był tak cichy i opustoszały. Choć mieszkała tu już tak długo, wciąż nie mogła przywyknąć do tej pustki. Zawsze ktoś się tu kręcił, zawsze ktoś ją poganiał. A teraz? Większość czasu, jaki spędzała w domu, spędzała z Demonem. Rodzice byli tak zapracowani, że gdy już wrócili, witali się i zaraz znów ich nie było. Dom stał się domem tylko z nazwy. A może tak było od zawsze? Bardziej u siebie czuła się nawet u Arvana. Gdy marudna kulka futra zajęła się jedzeniem, Nyarla mogła się spokojnie ubrać i przyszykować do wyjścia.
Wszystko zabierało jej znacznie więcej czasu niż zwykle. Szatę wybierała i zmieniała chyba ze trzy razy, choć zwykle pierwsza, po którą sięgnęła była odpowiednia. Myśli plątały się, stale wracając do jednego tematu.
~ Sen. Ale nie ten sam. Już nie koszmar...
Westchnęła cicho i spojrzała w lustro, obracając się dookoła. Ciemnoniebieska suknia leżała znakomicie - jak wszystko. Materiał zdobiony był białymi i srebrnymi nićmi, tworzącymi nieregularne wzory u dołu sukni i rękawów oraz na brzegach sięgającego połowy uda rozcięcia. Materiał zaszeleścił i zafalował, układając się miękko dookoła jej sylwetki.
~ Jak fale oceanu...

Gdy tylko wyszła z domu poczuła się nieco lepiej. Demon wodził wzrokiem za pojawiającymi się tu i ówdzie, rozśpiewanymi ptakami. Raz po raz wbijał pazurki w ramię niosącej go kobiety.
- Oj, uspokój się, zaraz pobiegasz. - powiedziała tonem, jakim mówią rodzice do niegrzecznych dzieci.
Nyarla zanurzyła się w codzienny, tak dobrze znany gwar miasta. Znajomi pozdrawiali ją uśmiechem. Szmer ludzkich głosów był miłą odmianą po chłodnej pustce domu. Mieszanka zapachów upajała.
Ale już nie tak bardzo jak zwykle.
Dziś wolałaby objąć wzrokiem bezmiar błękitnych wód, wsłuchać się w szum fal, uśmiechnąć do pieszczącego skórę wiatru. I wdychać nadmorskie powietrze. We śnie pachniało tak pięknie.
~ Ciekawe czy na jawie też pachnie tak urzekająco...
Pogrążona w myślach, skierowała się ku Świątyni Sune.

Zastała go tam, gdzie zwykle. W zielonym zakątku ciszy i spokoju, przeznaczonym do odpoczynku i niewinnych flirtów. Wylegiwał się pod jednym z drzew, bawiąc się źdźbłem trawy. Na przystojnej twarzy gościł błogi uśmiech.


Nyarla zbliżyła się do półelfa, zasłaniając mu nieco słońce.
- Hej, zasłaniasz sł... - gdy otworzył oczy umilkł, a uśmiech ozdabiający jego lico tylko się poszerzył - Witaj, moja piękna... - poklepał trawę obok siebie, zapraszającym gestem.
Kobieta puściła Demona, ale zanim zdołała cokolwiek powiedzieć, kot już zniknął w krzakach. Uważając, by nie pognieść szaty, usadowiła się obok Silathiela i oparła o drzewo. Kapłan przewrócił się na bok i podparł głowę ramieniem. Zaczął wodzić palcem po jej dłoni.
- Coś się stało?
- Tak. Nie. Sama nie wiem.
- No to mi opowiedz.
Westchnęła w odpowiedzi i spojrzała w niebo, przesłonięte liśćmi drzewa.
- Miałam sen. Kilka razy. Śniłam o bezkresie wody, o oceanie. Stałam nad nim, na skraju wysokiego klifu. I nagle zrobiłam krok w przód. Spadłam. I roztrzaskałam się na skałach.
Półelf chciał się odezwać, ale uniesieniem dłoni powstrzymała jego komentarz.
- To było męczące, ale uznałam, że sen jak sen. W końcu minie. Ale nie... Dziś znów o tym śniłam. Do momentu spadania nic się nie zmieniło. Ale już nie musnęłam nawet skał. Po prostu wzbiłam się w powietrze i zaczęłam latać. Jak ptak, jak pegaz, jak smok... Wszystko było takie prawdziwe. Czułam zapach bryzy, słyszałam szum fal.
Mężczyzna podniósł się do pozycji siedzącej, odgarnął kosmyk brązowych włosów z twarzy przyjaciółki.
- Może to przemęczenie? Może znak, że powinnaś odpocząć? Rozluźnić się? Zapomnieć o wszystkim? - powiedział z ustami przy jej uchu.
Pokręciła powoli głową, zaprzeczając.
- Nie, to na pewno nie to. Przecież ja się nie przemęczam. Niejedna osoba chciałaby żyć jak ja. Po prostu... W tym śnie... Ten ocean, on mnie woła. Przyzywa. A właściwie nie wiem czy ocean, czy to, co jest za nim. Nie potrafię się z tego otrząsnąć, Sil. - powiedziała bezradnie, głosem nie tyle zmartwionym, co stęsknionym.
Kapłan przyglądał jej się dłuższą chwilę.
- To pojedź tam.
- Gdzie? - zmarszczyła brwi, otrząsając się ze wspomnienia snu.
- Nad ocean. Zobacz go. A potem wróć. I podziękuj mi za tę radę... - pochylił się ku niej i skradł jej delikatny pocałunek.
Nyarla zaśmiała się cicho.
- Jasne. Mam pójść do Arvana i powiedzieć mu - Wiesz co, muszę udać się na Wybrzeże, nie gniewaj się, wrócę szybko i zajmę się pracą?
- Dokładnie. Powiedz mu, że chcesz rozejrzeć się jak wygląda handel w Waterdeep. I że może będziesz w stanie załatwić dla niego jakieś ciekawe kontakty. Wiesz, że Cię puści. Kto by się Tobie oparł.
- Na pewno nie Ty. I masz rację. Będę musiała Ci podziękować... Jak już wrócę. - uśmiechnęła się figlarnie.
Silathiel wstał i podał jej dłoń. Przyjęła jego pomoc bez wahania. Przytuliła się do kapłana.
- To jedź, ale uważaj na siebie i wracaj szybko. Nie mogę doczekać się podziękowań.
- Dzięki, Sil, to chyba będzie najlepsze rozwiązanie. Może miną mi te sny...
Demon jak na zawołanie pojawił się u stóp Nyarli, mrucząc i ocierając się o nogi półelfa. Dziewczyna schyliła się i wzięła kociaka na ręce.
- Do zobaczenia, Urwisie.
- Odprowadzę Cię do wyjścia. - rzucił w odpowiedzi.

Do Arvana od Świątyni był spory kawałek. Ale ona nawet tego nie zauważyła. Doskonale znała tę drogę, więc mogła poświęcić cały ten czas na rozmyślania i planowanie podróży. Wybrzeże było rozległe. Ale Waterdeep było chyba najlepszym celem. Wygoda podróżowania po trakcie i możliwość zwiedzenia Miasta Wspaniałości były dwoma, zdecydowanie przeważającymi argumentami. Problemem, który najbardziej ją martwił, była samotna obecność na trakcie przez tak długi czas. Poczuła jak Demon wbija pazurki w jej ramię.
~ Kobieta z małym kotkiem, wspaniały cel...
Ostatecznie mogła rozejrzeć się za jakąś karawaną czy trupą artystyczną zmierzającą w tamtym kierunku.
W końcu stanęła przed drzwiami sklepu Arvana. Weszła do środka z promiennym uśmiechem przylepionym na twarzy. Czarna kulka migiem znalazła się na podłodze i zniknęła w drzwiach na zaplecze.
~ I tak Cię znajdę. Pewnie dziś w jedwabiu...
- Witaj, Nyarlo. - rozległ się ciepły głos. - Myślałem, że dziś nie przyjdziesz?


Obróciła się w stronę Arvana.
- Bo nie planowałam. Ale mam propozycję... - powiedziała wprost, wiedząc, że nie ma sensu grać z Arvanem w żadne gierki.
- Słucham Cię.
- Muszę udać się do Waterdeep. Po prostu muszę, bo jak zostanę dłużej tutaj, to chyba oszaleję.
- Co się stało? - uniósł brwi ze zdziwieniem.
- Potrzebuję tam pojechać, wyrwać się stąd.
- Magowie i Wasze potrzeby. Nie zatrzymam Cię przecież. Ale wrócisz?
Nyarla rozpromieniła się.
- Pewnie! Do Was zawsze. Rodzice nawet nie zauważą, że mnie nie ma. Ale w razie gdyby to ich uświadom. A ja postaram Ci się zorganizować jakiś kontakt w Mieście Wspaniałości. I rozejrzę się w tamtejszym rynku.
Arvan pokiwał z zadowoleniem głową.
- Zgoda.
- I jeszcze jedno. Pójdę się już pakować. Sprawdzisz dla mnie, czy jakieś karawany nie ruszają w tamtym kierunku jutro czy pojutrze?
- Naturalnie, Nya. Poślę Ci chłopaka z wiadomością. Tylko uważaj na siebie, dobrze? Szkoda byłoby tak ślicznej istotki.
- Wiem, wiem. Kto by Wam wtedy życie upiększał. Dziękuję. Wrócę szybko. - pocałowała w policzek przyjaciela i weszła na zaplecze, by ściągnąć Demona z beli jedwabiu, którą sobie ukochał.

Było jeszcze dość wcześnie i do wieczora pozostało dużo czasu. Jednak Nyarla nie zamierzała go marnować. Zajęła się przygotowaniami do podróży. Kupiła podróżny strój, uzupełniła zapasy komponentów, zaopatrzyła się w racje żywnościowe oraz masę innych przydatnych rzeczy. Popołudniu wpadła także pożegnać się z Nathazalem. Pozostało jej już tylko czekać na informacje od Arvana. Jeśli znajdzie jakąś karawanę, będzie mogła podróżować z nimi. Jeśli nie... Albo trafi jutro na kogoś opuszczającego Klejnot Północy albo czeka ją samotna wędrówka.
W pokoju rozległo się przeciągłe miauknięcie.
No, nie taka samotna.
 

Ostatnio edytowane przez Amanea : 19-04-2010 o 20:43.
Amanea jest offline  
Stary 19-04-2010, 22:38   #3
 
Nefarius's Avatar
 
Czas spędzony na pakowaniu się przeleciał błyskawicznie. Samo uzupełnienie brakujących zapasów na drogę zajęło Nyarli ponad godzinę. Była nieco niezadowolona, gdy naszykowała sobie na drogę wiele więcej rzeczy niż mógł zmieścić jej podróżny plecak. Zdecydowanie musiała odłożyć na bok część ubrań. Rozmyślała nad różnymi, możliwymi opcjami wyprawy. Gdyby udało jej się dostać w skład jakiejś karawany, mogłaby śmiało zabrać z sobą tyle rzeczy ile by tylko uniosła, a na którymś z wozów miejsce zawsze by się znalazło. Z drugiej jednak strony takową karawaną z Silvermoon jechałaby około półtora miesiąca, a w razie nieprzewidzianych komplikacji na trakcie może i jeszcze miesiąc dłużej. Samotna wędrówka zdecydowanie bardziej przyspieszyłaby jej przybycie do Waterdeep, lecz samotnie za murami miasta mogła natrafić na grupę oprychów napadających wędrujących traktem, o masie potworów już nie wspominając.


Wciąż też pamiętała o swym niezwykłym śnie. Tak bardzo realistyczne wspomnienia, które po nim pozostały były dla Nyarli niezwykłym zjawiskiem. Gdy tylko skupiała się na jakiejś konkretnej czynności do uszu docierał ten wspaniały szum wód i wiatru. Chwilę po południu, gdy słońce było w zenicie w holu domostwa Nyarli zabrzmiało pukanie. Nie głośne. Zniecierpliwiona kobieta błyskawicznie przybiegła pod drzwi wejściowe, za którymi stać miał goniec Arvana. Urokliwa, brązowowłosa wartko otwarła drzwi i ujrzała posłańca. Był nim kilkuletni chłopak o wielkich, niebieskich oczach i bujnej, kręconej czuprynie. Odziany był zwyczajnie. Nieco brudna, flanelowa koszula wisiała na nim jakby dostał ją po starszym bracie. Dzieciak dyszał mocno bo pewnie biegł jak opętany z wiadomością do kobiety, a gdy wręczał zawinięty pergamin miał na twarzy niesamowitą minę zadowolenia i satysfakcji, być może tym kursem zarobił pierwsze w życiu pieniądze, kto wie.


Nyarla odebrała list z uśmiechem na ustach i zamknęła drzwi wchodząc do domu. Prędko rozwinęła pergamin i wczytała się w jego zawartość. Z każdym kolejnym zdaniem uśmiech na jej urodziwej buzi stawał się jeszcze szerszy i wyraźniejszy. Arvan znalazł jej transport do Miasta Wspaniałości. Dokładnie wyjaśnił, sytuację związaną z wyprawami na zachód. Najbliższa karawana miała ruszać za czterdzieści trzy dni, w dodatku jej celem było Neverwinter, a nie Waterdeep. Jednak dla niego nie była to przeszkoda. Prędko znalazł sposób by ułatwić swej pracownicy wędrówkę na wybrzeże. Mężczyzna w swym liście wspomniał o pewnym kupcu Oswaldzie Złotym Zębie. Krasnolud ponoć szykował się do wysłania dwóch wozów do Waterdeep, z skórami dzikich bestii, oraz sporym zapasem rudy Mithrillu. Co prawda, za ochronę służyć mieli pięknobrodemu opłaceni najemnicy z licznych gildii w mieście, jednak po namowie Arvana brodacz zgodził się zatrudnić dodatkowo Nyarlę, jako członka ochrony i jedynego maga.

Przyjaciel i pracodawca niewiasty poprosił ją by przybyła na wskazany adres, jeszcze tego dnia, by jak najszybciej porozmawiać z Oswaldem. Chęć opuszczenia Silvermoon i dotarcia na wybrzeże była tak wielka, że Nyarla najzwyczajniej w świecie, po przeczytaniu listu odwróciła się na pięcie i wyszła z domu kierując się pod wskazany adres. Choć spora część mieszkańców Klejnotu Północy pracowała w licznych zakładach i cechach rzemieślników, czyste ulice pełne były przechodniów. Dzieci jak zawsze bawiły się pod domami udając Rycerzy w Srebrze, a kobiety zajmujące się ogrodami doglądały pociech. Od czasu do czasu przechodnie tylko ustępowali pojedynczym wozom, które wjechały do miasta, zmierzając do któregoś z cechów czy gildii. Muzyka, która niosła się między domami była szalona i radosna, wszystko tutaj wydawało się takie piękne, wręcz utopijne. Miejscem, do którego zmierzała zaklinaczka był, prastary Dąb elfów. Potężne, wiekowe drzewo od początku istnienia osady, a potem miasta Silvermoon było domem słonecznych elfów.


Siedziba i zarazem dom Oswalda znajdował się kilkanaście stóp pod ziemią, między olbrzymimi korzeniami Dębu elfów. Taki był wszak urok tego miasta. Tutaj nie było rasowych waśni ani dzielnic. Elfy mieszkały tóż obok krasnoludów, ludzi i niziołków. Dyskryminacja była w tym miejscu czymś niezwykle rzadko spotykanym. Do siedziby krasnoluda prowadził szeroki, naturalny otwór w drzewie, zaś do podziemnych korytarzy wąskie, kręcone schody. Choć mieszkańcy tego podziemnego domostwa świetnie widzieli w ciemności, to jednak w wszystkich korytarzach porozwieszane były lampy, które umożliwiały widzenie w ciemności chociażby ludziom. Nyarla była w duchu wdzięczna, że ktoś pomyślał o jej rasie i lekko jej ułatwił życie. W korytarzu panował miły zapach drzewa, a z każdym kolejnym pokonanym stopniem schodów zaklinaczka czuła narastający, przyjemny chłód. W końcu znalazła się w głównym korytarzu. Miała przed sobą trzy pary drzwi, lecz tylko na jednej z nich znajdowała się mosiężna tabliczka z napisem Oswald Złoty Ząb.

Nyarla była pewna, że to są drzwi, przez które powinna przejść, by spotkać się z krasnoludem. Zbliżyła się, złapała za klamkę i pchnęła drzwi przed siebie. Do jej nosa dotarł intensywny zapach tytoniu. Czarownica od razu dostrzegła szarą chmurę wydobywającą się z pewnością z fajki właściciela domostwa. Nie myliła się. Przy eleganckim, mahoniowym biurku siedział rudy krasnolud liczący sobie spokojnie dwa i pół wieku. W lewym ręku trzymał otwarty dziennik, zaś w prawym ściskał kopcącą się fajkę. Brodacz wejrzał na kobietę nieco zdziwiony jakby nie bardzo wiedział, dlaczego ona mu przeszkadza. Nagle jednak jego mina nabrała powagi i brodacz wstał energicznie z wygodnego stołka.
-To o Tobie mówił mój kolega Arvan, tak?- spytał przeciągając ostatni wyraz. -Więc chcesz udać się z moimi wozami do Waterdeep. Hm... Zanim przejdziemy do konkretów to opowiedz mi coś o sobie. Jak Cię zwą, bo wypadło mi z głowy, czym się zajmujesz i na czym się znasz.- zażądał spokojnym, wręcz nestorskim tonem. Jego wzrok wbił się w oczy Nyarli.

 

Ostatnio edytowane przez Nefarius : 19-04-2010 o 22:49.
Nefarius jest offline  
Stary 20-04-2010, 19:24   #4
Konto usunięte
 
Amanea's Avatar
 
Pomieszczenie było urządzone bez zbędnego przepychu, wręcz ze swego rodzaju surowością, ale zarazem z wyczuciem. Poza mahoniowym biurkem, w gabinecie Oswalda, znajdował się jeszcze regał zastawiony od góry do dołu różnymi księgami. Nie zwróciła na nie większej uwagi, zapewne były to różnego rodzaju spisy towarów, dzienniki, księgi przychodów i rozchodów. Miała dość oglądania ich u Arvana. Pod ścianą znajdował się także spory stół, na którym stała karafka i kilka naczyń. Zapewne dla gości przybywających na dłuższą rozmowę. Pomieszczenie było oświetlone kilkoma lampkami, a także na tyle wysokie, by każdy mógł się w nim wygodnie pomieścić.
Całkiem przyjemne miejsce, choć najwyraźniej nie spodobało się Demonowi, który wbił pazurki w ramię kobiety. Ale Demonowi niewiele pomieszczeń się podobało, a już szczególnie niemiłe mu były te, które nie miały wielkiego łoża albo bel miękkich tkanin.

Samego Oswalda obdarzyła miłym uśmiechem.
- Tak, przybywam z polecenia Arvana. To mój przyjaciel i pracodawca. Jestem Nya...
Czarna kulka zaczęła się wyrywać z jej ramion, najwyraźniej znudzona tak długim bezruchem. Krasnolud uniósł lekko brwi i spojrzał na kota.
- A ten futrzak? - zapytał nieco zdegustowany obecnością zwierzaka w pomieszczeniu.
- Przepraszam, to jest Demon. Nie mogłam go zostawić na zewnątrz, bo i tak by tu przyszedł. Strasznie kaprysi. - powiedziała usprawiedliwiająco, próbując jednocześnie utrzymać i uspokoić chowańca - Jestem Nyarla Salvani.
Gdy tylko kot się uspokoił, dziewczyna odgarnęła wolną ręką kosmyk włosów z twarzy i ponownie skupiła uwagę na krasnoludzie.
- Zajmuję się poniekąd handlem. Konkretniej kontaktami ze współpracownikami Arvana. Nawiązywaniem, utrwalaniem, dbaniem o opinię... - uśmiechnęła się.
Muskała palcami sierść Demona.
- Poza tym znam się nieco na magii, jestem zaklinaczką, uczyłam się...
- Racja, Arvan wspominał, że ma dla mnie maga. Ale Ty nie wyglądasz na maga... - prychnął, lustrując dziewczynę wzrokiem, i pyknął kilka razy z fajki.
Nyarla uniosła jedną brew.
- A jak powinnam wyglądać? Obnosić się z tym? Nosić te całe szaty i inne stroje? Może jeszcze biegać z kosturem? Niee. To takie... nudne. Wolę swoje stroje. Proste i wygodne.
Krasnolud pokiwał w milczeniu głową, dając znak, że słucha. Kobieta podjęła:
- Chcę udać się z Twoimi wozami do Waterdeep. Zależy mi na tym, by wyruszyć jak najszybciej i jak najprędzej znaleźć się na miejscu. A podróżowanie z dwoma wozami będzie na pewno szybsze niż z całą karawaną. Arvan wspominał, że opłaciłeś najemników do ochrony, ale podobno nie ma tam jeszcze żadnego maga.
Podrapała Demona za uchem, po czym dodała jeszcze:
- Nie chcę żadnej zapłaty. Chcę jedynie mieć możliwość podróżowania z kimś, nie samotnie. Odwdzięczę się pomocą w pilnowaniu towarów podczas drogi, a moje umiejętności z pewnością się przydadzą. - w zasadzie nie była o tym do końca przekonana, ale jedyny mag, to jedyny mag - Więc możliwość podróży z najętymi przez Ciebie ludźmi, do samego Waterdeep w zamian za maga w obstawie. To chyba uczciwy układ?
Uśmiechnęła się najniewinniej i najładniej jak tylko potrafiła. Nie liczyła na to, że urodą wywrze jakikolwiek wpływ na krasnoluda. Ale chyba wypadało być uprzejmą, póki nie było powodów, by zachowywać się inaczej. Tym bardziej, że naprawdę potrzebowała przychylności Oswalda.

Gdy myślała o zbliżającej się podróży, wspomnienie snu nie pozwalało jej się skupić. Momentami miała nawet wrażenie, że nadal stoi tam - na klifie - a obecność w gabinecie krasnoluda i omawianie kwestii transportu jest tylko snem. Szum fal, zapach wody i poczucie wolności nieustannie szamotały się gdzieś na krańcu jej świadomości, ani na chwilę nie dając o sobie zapomnieć...
 
Amanea jest offline  
Stary 20-04-2010, 22:37   #5
 
Nefarius's Avatar
 
-Ha! Rzeknij mi młoda niewiasto, czy w twojej rodzinie był jaki krasnolud?- spytał nagle, przerywając swoim krzykiem chwilową ciszę. -Przekonany żem był, że będziesz chciała za swoje usługi zedrzeć ze mnie masę złota, a tu proszę, ochrona za ochronę! To mi się podoba, Arvan ma farta, że u niego pracujesz... Jakbyś kiedyś chciała, to wpadnij do mnie, może będę w stanie zaproponować Ci lepsze stanowisko...- burknął tajemniczo. Krasnolud wziął głęboki wdech i pogładził się obiema dłońmi po wydętym brzuchu. Jego broda opadała na wystający brzuch jakby miała zwrócić nań jeszcze więcej uwagi.
-Niestety, twoje dobre intencje nie wystarczą. Wybacz mała, ale muszę sprawdzić twoje zdolności. Nie martw się jednak z twoich referencji, jakie to wystawił Arvan wynika, że dasz sobie radę!- oznajmił, sięgając ręką do niewielkiej szufladki zamontowanej po jego stronie stolika. Oswald wyciągnął z niej niewielki papier i mrużąc oczy przeczytał jego zawartość.

-Mój przyjaciel, Ian ma problem z żądłakami, które od kilkunastu dni krążą niebezpiecznie blisko jego domostwa. Oczywiście nie każę Ci iść tam samej! Udaj się na Arenę i odszukaj elfa Gabriela. Powiedz mu, że przychodzisz ode mnie. Razem z nim udasz się do domostwa Iana, milę za miastem i wspólnie rozwiążecie problem żądłaków. Jeśli sobie poradzicie, masz tę robotę! Ha!- krzyknął brodacz. Nyarla dobrze wiedziała, gdzie znajdowała się Arena, ponieważ postawiono ją blisko świątyni Oghmy, do której nie raz odprowadzała znajomych poszukujących wiedzy w księgach. Kobieta nie tracąc czasu wstała od biurka i opuściła gabinet Oswalda. Po chwili do jej oczu dotarły ponownie promienie słońca. Zaklinaczka rozejrzała się na boki szukając wzrokiem najkrótszej drogi do miejsca, gdzie ponoć przebywać miał Gabriel. Wybrała w końcu drogę i ruszyła nią dziarsko. Arena znajdowała się dobre kilkanaście minut od Dębu elfów. Kobieta wciąż chciała jak najszybciej załatwić tę sprawę.


Arena była miejscem legalnych walk, fizycznego rozwiązywania sporów, a także organizowania pokazów wierzchowców. W ciągu dnia swe treningi odbywało tam wielu wojaków i najemników, chcących się podszkolić w walce z żywym przeciwnikiem a nie drewnianą kukłą w zbroi. O tej porze dnia, jednak miejski przybytek nie gościł wielu wojowników. Nyarla weszła na widownię otaczającą piaszczyste pole walk i z łatwością dostrzegła szczupłego, dobrze zbudowanego elfa o jasnych włosach, spiętych z tyłu głowy w koński ogon. Gabriel był dobrze zbudowany. Rzeźba jego mięśni robiła wrażenie. Miał na sobie szare, poszarpane spodnie, zaś jedynym elementem zbroi u tego mężczyzny był karawasz i naramiennik na lewą rękę. Elf ćwiczył dość blisko części widowni, na której znajdowała się Nyarla i kobieta dostrzegła na obu jego łopatkach paskudne blizny, wielkości ludzkiej dłoni. Zaklinaczkę zaczepił niespodziewanie przystojny osobnik w skórzanej zbroi, który prawdopodobnie już skończył swój trening.
-W czym pomóc?- spytał uśmiechając się tajemniczo. Czarownica szybko wyjaśniła osobnikowi, że chodzi jej o Gabriela. Wojownik pokręcił głową z niezadowoleniem.
-Strzaskane Niebiosa! Ktoś do Ciebie!- zawołał elfa, a ten wbił miecz którym walczył w podłoże i powoli podszedł do widowni.

 
Nefarius jest offline  
Stary 20-04-2010, 23:25   #6
Konto usunięte
 
Amanea's Avatar
 
Cały czas miała nadzieję, że do przekonania Oswalda wystarczy samo to, że nie zamierzała od niego brać żadnych pieniędzy. Jakby nie było, złota miała dość na wszystko, czego potrzeba, a rodzice nie zauważyliby braku nieco większej ilości. Tak jak - prawdopodobnie - nie zauważyliby braku córki. Chcąc, nie chcąc, zmuszona jednak była wykonać to zadanie. I nie zamierzała tracić czasu. Niezwłocznie udała się na Arenę.

Nie było to zbyt blisko, ale pogrążona w rozmyślaniach dziewczyna nie zwróciła nawet uwagi na odległość. Gdyby nie wbijające się w jej ramię pazurki kota, byłaby minęła imponującą budowlę. W porę jednak otrząsnęła się. Weszła na widownię, gładząc w roztargnieniu grzbiet Demona.
Jasnowłosy elf natychmiast przykuł jej uwagę. Zachwycił ją sposób w jaki się poruszał. Wyraźnie widziała ruchy wyrzeźbionych mięśni pod gładką skórą. Zamarła, wpatrzona w mężczyznę. Urzeczona jego widokiem, na chwilę zapomniała o śnie. Ucichł szum fal, zamarły podmuchy wiatru... Przymknęła oczy i wypuściła powoli powietrze, koncentrując się na tym, co trzeba zrobić.
~ Daj spokój, to tylko mężczyzna. - skarciła się w duchu. ~ Ale jaki...
Przywykła do widoku przystojnych i zadbanych handlarzy, bardów, magów. Nie sądziła jednak, że - pozornie - zwykły wojownik może mieć w sobie coś tak przykuwającego uwagę. A może to krew elfów czyniła go tak ujmującym? Silathiel także posiadał w sobie elfią krew i był obiektem westchnień niejednej kobiety. Jednak w porównaniu z tym mężczyzną, zdawał się być całkiem przeciętny.
Z odrętwienia wyrwał ją kolejny przystojniak, którego nie omieszkała obdarzyć uroczym uśmiechem. Po krótce nakreśliła mu sytuację, a rozczarowanie i niezadowolenie, które dostrzegła w jego reakcji, nieco ją rozbawiło.
~ Chyba muszę częściej odwiedzać Arenę. Gdy już wrócę...

Elf powoli zbliżył się do widowni, na której stała Nyarla, a ona pozwoliła sobie przez chwilę przyglądać się ze skrywanym zachwytem Gabrielowi. Coś jednak mówiło jej, że nie będzie tak pięknie jak mogłoby się wydawać. Demon także chyba poczuł się nieswojo. Siedział grzecznie w ramionach zaklinaczki i nie drgnął nawet. Nie chcąc doprowadzać do niezręcznej ciszy, kobieta odezwała się:
- Witaj, Gabrielu. Jestem Nyarla. Przysyła mnie Oswald Złoty Ząb.
Ich spojrzenia się spotkały. W oczach elfach było coś, co sprawiło, że poczuła ciarki na plecach, choć nie potrafiła tego dokładniej określić. Elf w odpowiedzi skinął głową.
- I co w związku z tym?
Dziewczyna stłumiła westchnienie.
- Powiedział, że mam Cię odszukać i że - podobno - udasz się ze mną milę za miasto, do domu niejakiego Iana - przyjaciela Oswalda. Mamy wspólnie rozwiązać problem żądłaków krążących w pobliżu jego domostwa.
Uśmiechnęła się delikatnie do Gabriela i patrząc mu w oczy dodała ciszej:
- Proszę. To naprawdę ważne. Nie tylko dla niego, ale i dla mnie. Mogę liczyć na Twoją pomoc?

Miała nadzieję, że się zgodzi. Nigdy nie musiała zbytnio zabiegać o wsparcie mężczyzn. Wszyscy chętnie służyli jej pomocą. Czuła jednak, że wraz z całą tą wyprawą wiele rzeczy może się zmienić. Zapewne będzie musiała się wiele nauczyć i do wielu, często niewygodnych sytuacji, przyzwyczaić. Wpatrywała się w wojownika, oczekując jego reakcji, a wizja oceanu nie przestawała dręczyć jej duszy...
 
Amanea jest offline  
Stary 21-04-2010, 09:25   #7
 
Nefarius's Avatar
 
Mężczyzna długą chwilę przyglądał się obojętnie kobiecie, jakby zastanawiał się, co jej odpowiedzieć. W końcu jednak zebrał się w sobie i pokręcił głową.
-Jestem Oswaldowi winien wiele. Skoro poprosił bym Ci pomógł, to zrobię to.- odrzekł chłodno po czym rozłożył ręce w geście bezradności.
-Zaraz na przeciwko wyjścia z Areny znajduje się niewielki szynk "Sztandar chwały", idź tam i zaczekaj na mnie. Muszę zmyć z siebie brud i pot i przywdziać zbroję.- oznajmił, po czym odwrócił się na pięcie i spokojnym krokiem ruszył w stronę miecza, który wbił w podłoże. Teraz Nyarla widziała jego blizny jeszcze lepiej. Wyglądały tak jak gdyby ktoś próbował wbić mu topór w plecy, ale kości łopatek zatrzymały jakimś cudem cios. Gabriel złapał za rękojeść miecza, wyrwał go i udał się do wejścia dla wojowników. Zaklinaczka z kotem nie widziała sensu czekać na Arenie, na Gabriela. Po jego chodzi widać było, że nie bardzo mu się spieszy, a zatem słusznie przestrzegł ją by zaczekała w szynku.

Nya zabrała Demona na ręce i wraz z nim udała się do wyjścia z Areny. Nigdy wcześniej nie była w "Sztandarze chwały", uznając tę oberżę za miejsce spotkań licznych wojowników i najemników, którzy nie grzeszyli inteligencją ani obyciem w towarzystwie kobiet. Ten jeden raz musiała wytrzymać. Sama nazwa szynku nieco jej się podobała. Była taka wzniosła, dumna. Gdy weszła do środka jej oczom ukazała się dość duża izba biesiadna, jednak nigdzie nie było tutaj miejsca na tańce. Nie dziwiło ją to. Spotykali się tutaj osobnicy, chcący walczyć, lub tacy, którzy właśnie skończyli walkę. Chcieli odpocząć przy piwie lub gorzale i porozmawiać a nie jeszcze bardziej się męczyć. Po za tym kobiety raczej rzadko tu przychodziły. Wystrój karczmy nie robił powalającego wrażenia. Bliski był stereotypowi typowego przybytku. Kilka obrazów średniej jakości, kilka trofeów w postaci skór dzikich zwierząt, nic nadzwyczajnego.


Za ladą stał starszy człowiek, pozbawiony urody i jakiegokolwiek cienia dobrego humoru. Traktował swoją profesję jak mus, nie czerpiąc z niej satysfakcji i zadowolenia. Zajęty wycieraniem naczyń mężczyzna, błyskawicznie zwrócił uwagę na nowego gościa, który ku jego zdziwieniu okazał się być kobietą. Dłuższą chwilę lustrował ją uważnie zapominając co to wstyd i kultura. Dopiero gromki śmiech jednego z kilku gości wyrwał go z tego dziwnego stanu hipnozy. Nyarla wybrała stolik w miarę najczystszy. Na środku stał mały wazonik z którego dobywał się zapach starej wody na kwiatki. Panował ogólny spokój. Dwójka krasnoludzkich wojaków rozmawiała w swym rodowitym języku o licznych trollach na szlaku w stronę Cytadeli Adbar. Był też człowiek w towarzystwie niziołka i samotny półelf, który jedną z walk przypłacił stratą oka i potężną szramą ciągnącą się od skroni aż po nos. Karczmarz podszedł w końcu do stolika by kobieta mogła złożyć zamówienie. Nyarla podejrzewała jednak, że nic po za piwem przypominającym smakiem gorzką wodę nie dostanie, postanowiła nie zamawiać nic.


Gospodarz skinął głową i już miał odejść, gdy coś w nim drgnęło i cmoknął ustami, a następnie zbliżył się nieco do Nyarli.
-Powiedz mi moja ptaszyno... Czy twój ojciec nie nazywa się Tristan? Kiedyś lata temu spotkałem w Calimshanie Tristana, wojownika w ciężkiej zbroi, który był tak bardzo podobny do Ciebie...- rzekł zamyślając się, a po chwili spojrzał na nią i machnął tylko ręką wracając w stronę lady. Zaklinaczka rozsiadła się wygodnie na drewnianej ławie, opierając się plecami o kamienny filar, który miała za sobą. Jakiś czas później drzwi do szynku otwarły się i czarownica ujrzała Gabriela. Miał na sobie wypolerowaną i lśniącą kolczugę. Przez jego pierś zawieszony był skórzany pasek, do którego przytwierdzona była pochwa na dwuręczny miecz.
-Aaa! Strzaskane Niebiosa!- krzyknął jeden z krasnoludów na jego widok. Elf kiwnął mu ręką i ruszył w stronę stolika, przy którym siedziała Nyarla.
-Crushak, chciał wyzwać Cię na pojedynek długouchu!- krzyknął drugi z brodaczy.
-To będzie musiał poczekać jakiś czas.- odrzekł chłodno Gabriel siadając na przeciwko zaklinaczki.

-Jestem gotowy. Masz konia?- spytał, jednak po drodze musiał zajrzeć do przy karczemnej stajni, która była pusta -Z tego co widziałem, to nie masz. Szkoda, czasu chodźmy.- rzekł chłodno, tonem pozbawionym emocji i jakichkolwiek uczuć. Być może swoją profesję traktował tak jak stary karczmarz za ladą. Zrobić co do niego należy i mieć spokój. Duet wstał od stolika i skierował się do wyjścia. To elf prowadził. Gdy opuścili lokal Gabriel skręcił w lewo i minąwszy Arenę przeszli jeszcze kilkaset metrów.
-Zaczekaj tu.- burknął do towarzyszki, po czym udał się do jednego z kilku bliźniaczych budynków. Wojownik otwarł drzwi i zniknął w cieniu korytarza. Nyarla czekała kilka minut, lecz w końcu dostrzegła Gabriela. Elf jechał na czarnym jak smoła koniu. Wierzchowiec zatrzymał się tuż obok Nyi i wojak wystawił w jej kierunku pomocną dłoń.

Miała świadomość, że wierzchowiec znacznie przyspieszy ich pochód. Złapała za rękę i już po chwili siedziała za plecami elfa.
-Hia!- krzyknął mężczyzna szarpiąc za wodze. Rumak wystartował i już po kilku minutach dwójka awanturników opuściła mury miasta. Koń biegł jak oszalały ile tylko miał sił w nogach. Przez chwilę Nya czuła się jakby stała na klifie z snu, kiedy mocny wiatr porywał jej włosy do tyłu. Rozmarzyła się, nawet nie zauważyła kiedy dotarli na miejsce. Ich oczom ukazał się dwupiętrowy dom, w bliskiej odległości wielkiego świerku. Dom stał na wzniesieniu i było z niego widać całą okolicę w tym wyraźną panoramę Silvermoon. Gabriel zatrzymał rumaka kilkadziesiąt metrów od domostwa, by żądlaki przypadkiem nie zaatakowały konia. Liczne kształty wielkich robali majaczyły za domem, a trzepot ich skrzydeł był irytujący.


Gabriel ruszył wartkim biegiem w stronę domu. Nya nie miała wyjścia jak tylko go naśladować. Po kilku chwilach oboje znaleźli się na ganku i wbiegli w otwarte drzwi, które chwilę wcześniej ktoś przygotował, widząc przybyłych jeźdźców. Kobieta z elfem znaleźli się w niewielkim, ale za to przytulnym holu. W powietrzu unosił się zapach gotowanego obiadu. Drzwi za nimi zatrzasnął mężczyzna w wieku około czterdziestu lat, odziany w zniszczone spodnie i flanelową koszulę. Na jego głowie można było dostrzec liczne siwe włosy, a na twarzy lata strudzonej pracy w rolnictwie. Ucieszył go niezmiernie widok dwójki towarzyszy.
-Oswald was przysłał? Na Tymorę! Jak dobrze, że tak szybko przybyliście!- niemal krzyknął robiąc rękami dziękczynny gest.
-Te cholerne owady pojawiły się tu trzy dni temu. Musiałem zamknąć stodołę, by mi bydła nie pomordowały.- wyjaśnił człowiek.

-Skąd się tu wzięły?- spytał pod nosem elf. Człowiek rozłożył ręce i pokręcił głową.
-Nie wiem. Te stwory miały w okolicy jaskinię i nigdy się tu nie zapuszczały a na pewno nie w takiej ilości!- wytłumaczył.
-A ile ich jest?- spytał Gabriel.
-Wokół domu krążą ich może i nawet dwa tuziny.- farmer pogładził się ręką po kilkudniowym zaroście.
-Masz jakiś pomysł?- elf zwrócił się do swej towarzyszki.
 
Nefarius jest offline  
Stary 21-04-2010, 12:11   #8
Konto usunięte
 
Amanea's Avatar
 
Siedząc w "Sztandarze chwały", Nyarla myślała o Gabrielu. A raczej myślała o nim wtedy, kiedy akurat udało jej się skupić na tym uwagę i nie być rozpraszaną przez - nie dające spokoju - wspomnienie snu. Zaczynało ją to irytować. Miała nadzieję, że wszystko uda się szybko załatwić i będzie mogła w śnie wrócić nad ocean.
Tak jak się obawiała, choć mężczyzna niesamowicie ją urzekł, okazał się zimny i nieprzystępny. Nie wiedziała, co uczyniło go takim, ale nie zdziwiłaby się, gdyby było to związane z bliznami na plecach i życiem wojownika. Swym postępowaniem przypominał jej nieco Nathazala na początku ich znajomości.
~ Oj nie, Nathazal był gorszy... - przeszło jej przez myśl.
I rzeczywiście, chyba był, bo poza chłodem i patrzeniem na wszystkich z góry, był złośliwy i dokuczliwy. Ale świadomość, że mag jest teraz jednym z jej najbliższych przyjaciół dawała nadzieję, że i z Gabrielem da się normalnie porozmawiać. Choć zapewne wymagałoby to czasu. Czasu, którego nie miała.
~ Po powrocie... - obiecała sobie w duchu.

Demon zdawał się podzielać irytację swojej opiekunki. Ochota na psoty całkiem mu przeszła i siedział grzecznie na kolanach zaklinaczki. Spojrzała na podchodzącego gospodarza pytająco. Gdy wchodziła do pomieszczenia, nie umknął jej sposób, w jaki ją oglądał. Miała poczucie własnej wartości i najbardziej nie lubiła, gdy ktoś patrzył na nią jak na zwykły towar. Na wieść o niejakim Tristanie zupełnie nie zareagowała, co najwyraźniej zniechęciło mężczyznę do dalszej rozmowy. Choć miała ochotę roześmiać się serdecznie, gdy próbowała wyobrazić sobie ojca jako wojownika w ciężkiej zbroi. Taki widok naprawdę mógłby być zabawny.

W końcu zjawił się Gabriel. Sama nie wiedziała, czy bardziej imponująco wyglądał wtedy na Arenie, czy może teraz w kolczudze, gotów do drogi. Na krasnoludy nie zwróciła większej uwagi. Kiedy elf zapytał o wierzchowca, uniosła tylko lekko brwi. Domostwo Iana miało znajdować się tylko milę za miastem, spodziewała się raczej spaceru. Choć może rzeczywiście lepiej by było dotrzeć tam jak najszybciej - lepiej zarówno dla mieszkańców, jak i dla jej własnej sprawy. W jednym musiała się z Gabrielem zgodzić - szkoda było czasu.
Posłusznie zaczekała, aż elf wyprowadził konia i przyjęła jego pomoc w dostaniu się na siodło. Jakby nie było w długiej szacie i z kotem na ramieniu, jeździło się niezbyt wygodnie. W duchu zaś cieszyła się, że przywykła do sukni z rozcięciami sięgającymi tak wysoko. Mogła swobodnie przerzucić nogę nad zadem konia i w miarę wygodnie usadowić się za elfem.
~ To tylko mila, jakoś wytrzymam... - pomyślała czując jak nagie udo oparło się o szorstką skórę siodła. Lewą ręką przycisnęła do siebie kota, a prawą objęła w pasie Gabriela. Przytuliła się do jego pleców, gdy tylko ruszyli. Wiatr przeczesujący jej włosy i pieszczący skórę sprawił, że natychmiast zapomniała o niewygodach takiej jazdy. Myślami znów była na klifie...

Nawet nie zauważyła, gdy dojechali na miejsce. Jeszcze tylko krótki bieg i już byli w środku.
- Tak, Oswald... - zdołała tylko wykrztusić, łapiąc oddech. Zdecydowanie przywykła do innych form aktywności fizycznej niż biegi. Na informację o dwóch tuzinach robactwa, prawie się zakrztusiła. Skoro krążą wokół domu, to zaatakowane, rzucą się rojem.
Spojrzała na Gabriela, zdziwiona, że w ogóle zapytał ją tym razem o zdanie. Szybko przemyślała, ilu żądlakom byłaby w stanie jakkolwiek zaszkodzić zaklęciami. Wniosek był prosty - większość roboty spoczęłaby na elfie.
- My dwoje na dwa tuziny? Raczej tego nie widzę... - spojrzała na Iana - Jaskinia. Skoro do tej pory rzadko docierały tutaj w takiej ilości, to może coś je stamtąd przegoniło? Albo coś zwabiło...
Zmrużyła lekko oczy i odwróciła się z powrotem ku Gabrielowi.
- Proponuję udać się do tej jaskini. Wątpliwe, by poleciały za nami jeśli istotnie coś się tam stało. Nie wiem czy one w ogóle są inteligentne, ale na pewno jakiś instynkt mają. - westchnęła cicho - Możesz mi powiedzieć, Ianie, w którą stronę ta jaskinia?
 
Amanea jest offline  
Stary 21-04-2010, 13:07   #9
 
Nefarius's Avatar
 
-Chodźcie za mną.- rzekł w odpowiedzi człek, prowadząc za sobą kobietę i elfa. Gospodarz opuścił hol i zakręcił w boczny korytarz, kierując się na schody. Stare i skrzypiące z pewnością irytowały mieszkańców domu, ale to nie był problem ani Gabriela ani Nyarli. Po chwili znaleźli się na piętrze. Nie był to jednak ostateczny cel ich krótkiej wędrówki po domu. Ian pokierował grupę na koniec korytarza, gdzie znajdowały się jeszcze jedne, lecz już mniejsze schody. Po chwili znajdowali się na sporym poddaszu, którego wielki kawał zajmowały różne rupiecie i rzeczy nie potrzebne, do których miało się sentyment i szkoda ich był wyrzucać. Farmer podszedł do niewielkiego okna i przykucnął przy nim.
-Widzicie, tam na dole tego wzgórza, mały lasek?- spytał wskazując palcem miejsce oddalone od domu o kilkaset metrów.
-To tam krążyły wcześniej żądlaki. To właśnie ta jaskinia.- wyjaśnił człek.

Gabriel wziął głęboki wdech i zmrużył nieco oczy. Jego bezuczuciowy wyraz twarz lekko przygnębiał, jednak oczy elfa lekko błyszczały jakby zastanawiał się nad dalszym planem.
-Nie ma zatem co zwlekać. Udamy się tam i zobaczymy, co jest z tą jaskinią.- oznajmił Gabriel. Kompani zeszli z poddasza i z piętra, by ponownie znaleźć się w holu domostwa, przy wejściowych drzwiach. Mężczyzna stanął w miejscu nim złapał za klamkę.
-Zostaw kota, tylko będzie Ci przeszkadzał.- zwrócił się do kobiety -I przypomnij mi twe imię bo wyleciało i z głowy.- dodał otwierając drzwi. Nim jednak cokolwiek zdążyli zrobić dostrzegli wielkiego żądlaka, który fruwał kilkanaście metrów od ganku. Gabriel zaryzykował i puścił się do biegu w stronę jaskini. Nie mająca wiele wyboru Nyarla zrobiła to samo.


Skrzydlaty owad zauważył uciekającą dwójkę, jednak nie podjął pościgu, być może uznał, że uciekli z jego powodu. Po kilku minutach kompani dobiegli na skraj lasu. Czarodziejka dyszała dość mocno, elf zaś zdawał się być niewzruszony takim wysiłkiem. Długouch schował się za jednym z licznych drzew i spojrzał ukradkiem na jaskinię. Ta była dobrze schowana za gęstymi krzakami, miejsce idealne dla takich istot jak żądlaki. Gabriel obserwował wejście do jamy długą chwilę milcząc. Być może dawał towarzyszce czas na odsapnięcie i złapanie tchu. W końcu jednak ruszył przed siebie idąc ostrożnie i jak najciszej. Jego kroki były wyważone i spokojne. Ostrożnie następował na każdy skrawek ściółki uważając by nie nadepnąć na coś co może zdradzić ich obecność. Weszli do środka.


Nim do porządku zagłębili się w otchłań jamy, elf zatrzymał ruchem ręki idącą za nim zaklinaczkę. W końcu i ona usłyszała szelest gdzieś w mroku przed nimi. Po chwili do cichego kroku dołączyło energiczne sapanie i delikatne warknięcie. Dopiero gdy w ciemności zalśniły czerwone ślepia kompani zrozumieli, że bestia kryjąca się przed nimi jest powodem rozjuszenia żądlaków.
-Worg!- krzyknął elf, dobywając błyskawicznie swego dwuręcznego miecza. Ostra stal zalśniła refleksjami słonecznego światła, które skąpo dostawało się do jaskini. Po chwili czworonożny stwór wielkości przerośniętego wilka wyłonił się z ciemności. Był ciemnoszarej maści. Najeżone futro świadczyło o agresywnym podejściu do dwójki osobników. Worg wyszczerzył rząd pożółkłych kłów. Nagle bestia skoczyła na stojącego bliżej Gabriela. Gdyby wojownik odsunął się z toru lotu stwora, ten wpadł my na Nyarlę. Gabriel nie drgnął. Worg przewrócił go na plecy siedząc na nim i z całych sił próbując go ugryźć, gdzie tylko popadnie, elf zaś bronił się jak tylko mógł.

 

Ostatnio edytowane przez Nefarius : 21-04-2010 o 13:10.
Nefarius jest offline  
Stary 21-04-2010, 20:24   #10
Konto usunięte
 
Amanea's Avatar
 
Dostrzegła delikatny błysk w oczach Gabriela. To rokowało dobrze. Odnosiła wrażenie, że pozbawiona wyrazu twarz, była jedynie maską. Miała nadzieję, że tak naprawdę elf miał jakieś uczucia a cała ta krótka wyprawa nie była dla niego karą zesłaną przez bogów.
Gdy wrócili na dół, dziewczyna zgodnie z sugestią puściła Demona na podłogę.
- Nie wychodź … – rzuciła do kota i już miała ponownie przedstawić się elfowi, ale nie zdążyła powiedzieć nic więcej, bowiem wojownik otworzył drzwi. Była przekonana, że żądlak ich zaatakuje. Ale Gabriel ruszył biegiem w stronę jaskini. Trzasnęła drzwiami, by przypadkiem kreatura nie dostała się do domu i pobiegła za mężczyzną.

Gdy dotarli do lasu, Nyarla skupiła się na uspokajaniu oddechu. Była wdzięczna elfowi, że czekał aż ona odpocznie i nie komentował złośliwie jej kondycji. Nie była co prawda pewna, czy właśnie to było powodem tego chwilowego odpoczynku, ale tak postanowiła to potraktować.
Gabriel poruszał się cicho jak kot. Przypominał skradającego się Demona. Nya z całych sił starała się podążać za nim jak najciszej, naśladując swojego chowańca, choć na niewiele się to zdawało. Rosnący niepokój towarzyszący wkraczaniu do jaskini trzymał mocno dziewczynę na ziemi. Skupiła całą swoją uwagę nad tym, co czekało ich w głębi jamy. Szum fal i wiatru, wspomnienie bezkresu oceanu zstąpiły gdzieś na dalszy plan, nie przeszkadzając w koncentracji.

Nagle ujrzała wzniesioną dłoń Gabriela. Zatrzymała się natychmiast. Po chwili do jej uszu doszło ciche szuranie, sapanie i warknięcie, a to nie zwiastowało najlepiej. Z drugiej strony czego dobrego mogli się spodziewać w jaskini opuszczonej przez rój żądlaków? Czerwone ślepia błysnęły w mroku, bestia była coraz bliżej. Nya wiedziała, że bydlę zaraz się na nich rzuci. A gdy worg skoczył, przez mgnienie oka była pewna, że elf usunie się mu spod łap, by zaatakować z dogodniejszej pozycji. Nic takiego jednak się nie stało. Przerośnięty wilk wylądował na elfie, przyszpilając go do ziemi i próbując zatopić kły w jego ciele.

Nyarla zareagowała odruchowo. Strzepnęła delikatnie nadgarstkiem i wyszeptała tak często ćwiczone zaklęcie, uważnie, by nie pomylić ani sylaby. W jej dłoni uformował się pocisk z czystej, błękitno-fioletowej energii. Posłała go w stronę worga. Uderzył w bestię w rozbłysku maleńkich iskierek, które zaraz zgasły. Przygotowała się do kolejnej inkantacji.
 

Ostatnio edytowane przez Amanea : 21-04-2010 o 20:35.
Amanea jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:31.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168