Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 23-08-2010, 08:46   #1
 
Elthian's Avatar
 
[D&D 3.5] Historia o tym, jak zostałem bohaterem...

Krótkie przypomnienie:
Potwór został pokonany przez celny strzał Hedera. Uradowani zwycięstwem, za zarazem wyczerpani, wojownicy rzucili się na biały puch. Kaldor otrzymał bolesną naganę od kapłanki za swoje zbyt śmiałe i odważne postępowanie. Oskar zaś zajął się badaniem martwego pająka i do znalezionego flakonika zlał nieco pajęczej trucizny. To tyle. Wasza kolej, nie chciało mi się pisać nowego posta bo jestem tym już zupełnie zrezygnowany. Jeżeli taki wypadek wydarzy się na forum ponownie nie zamierzam tu zostać...
 
Elthian jest offline  
Stary 23-08-2010, 20:58   #2
 
Bronthion's Avatar
 
Walka wreszcie dobiegła końca. Haril z ulgą obserwował jak cielsko bestii upadło sztywno na ziemię. Wspólna praca opłaciła się, nie miało znaczenia kto zrobił więcej, a kto mniej.

- Dobra robota Panowie! I Panie oczywiście też –na twarzy włócznika pojawił się zmęczony uśmiech-

Co do pań… chciał porozmawiać z Nelanną, ale jej wybuchowa reakcja na Kaldorze chwilowo go powstrzymała. Miał nadzieję, że kapłanka uspokoi się podczas marszu na tyle by można było do niej podejść nie obawiając się o własne życie. ~Cud, że wyszliśmy cało z tego starcia~

Zainteresowały go poczynania Oskara, gnom najwyraźniej znał się na alchemii co mogło przydać się bardzo drużynie. Kiedy będzie chwila spokoju włócznik poruszy ten temat. W końcu wszyscy ruszyli z powrotem do obozu. Patrzył dziwnym wzrokiem na pokryte śniegiem zbocza… nie chciał się tam zapuszczać ani kroku dalej.

Powoli zbliżali się od obozu, spojrzał ponownie na kapłankę, która nie wyglądała na uspokojoną nawet o jotę, ale nie było sensu dalej czekać. Podszedł do niej i powiedział:

- Nelanno... bardzo mi przykro z powodu tego co się stało. Nie byłem świadom tego, że może się stać coś takiego. Nigdy wcześniej nikt nie dotykał mojej broni. Przepraszam -wyciągnął dłoń w jej kierunku i nieznacznie zagoił rany- Nie mogę teraz zrobić więcej. Wybaczysz mi? -było mu bardzo głupio co było widać-

Dziewczyna zerknęła na swoje dłonie, wyglądało na to, że była tak wściekła na Kaldora, że całkowicie zapomniała o incydencie z włócznią.

- Och... nie szkodzi, przecież wiem, ze to nie twoja wina... - mruknęła.
- Trochę moja -westchnął- w każdym razie postaram się odkupić ten ból -uśmiechnął się nieznacznie- Prędzej czy później będzie ku temu okazja jeśli nadal będziemy podążać taką ścieżką.

- Umh, cóż... mam nadzieję, że nie będziesz miał ku temu sposobności. Chociaż faktycznie, to raczej wątpliwe - uśmiechnęła się lekko.

Włócznik kiwnął jedynie głową w odpowiedzi.
 
__________________
"Kiedy nie masz wroga wewnątrz,
Żaden zewnętrzny przeciwnik nie może uczynić Ci krzywdy."

Afrykańskie przysłowie
Bronthion jest offline  
Stary 24-08-2010, 16:56   #3
 
ObywatelGranit's Avatar
 
Paladyn kopniakiem upewnił się, że to co martwe, martwym pozostało. Otarł ostrze miecz o grubą warstwę śniegu i zwrócił się do reszty:
- Rozstawmy resztę pułapek i wynośmy się stąd. Przy odrobinie szczęścia ten delikwent będzie ostatnim, który się nam napatoczy. W drogę! - rzucił i zabrał się do wymarszu.
 
ObywatelGranit jest offline  
Stary 25-08-2010, 18:52   #4
 
Elthian's Avatar
 

Wiatr się wzmagał. Grupa zwiadowców przedzierająca się przez zamieć zakrywała możliwie jak najskuteczniej swe pokaleczone twarze przed przeraźliwym zimnem wzmagającym ból. Jakże kojącym dla duszy był widok małych promyków światła w oddali, za zasłoną sypiącego śniegu. Wkrótce cała drużyna dostała się do obozu. Płomienie pochodni wyznaczających granice obozowiska były nieustannie chronione przez wartowników przed wygaśnięciem. Śmiałkowie prędko odnaleźli przeznaczony im namiot i weszli pośpiesznie do jego środka ciesząc się nieznacznie wyższą temperaturą wewnątrz.

Pozostało tylko złożyć raport dowódcy. Po szybkim ogarnięciu i krótkim odpoczynku Amiril, Heder i Haril opuścili swoich towarzyszy. Na dworze wiał zimny wicher niosący ze sobą kłujące płatki śniegu i małe lodowe igły kaleczące lica trójki zmierzających ku przechylonemu namiotowi generała. W końcu, po małej wymianie zdań z przemarzniętym wartownikiem, Haril, Heder i Amiril weszli do środka, gdzie ukoiła ich nieco wyższa temperatura, jednak niepozwalająca zrzucić z siebie chodź jednej warstwy futra. Grayet, dyskutujący z resztą dowódców dopiero po chwili wyczuł obecność trójki swoich podwładnych.
- Witajcie! - Powitał ich gorąco. - Rozumiem, że wasza misja się powiodła... No w końcu stoicie przede mną. Były jakieś komplikacje? Czy pułapki zostały zastawione?
- Witaj Generale - Amiril skinął głową na powitanie - Misja wykonana, chociaż wystąpiły pewne drobne perturbacje...
- Witam Generale - odrzekł Heder, gdy tylko Amiril przestał mówić. - Jak już wspomniał mój poprzednik, do obozu było wrócić ciężko - Wziął głęboki oddech i kontynuował. - Mianowicie. Zaatakowały nas dwie poczwary. Pierwszą był ogromnych rozmiarów pająk - tego ukatrupiliśmy w miarę szybko. Drugi natomiast stwór... - Zaprzestał mówić i wymyślił, że przechwalanie się osobiście, że to on zadał ostateczny cios jest nie na miejscu, zrobi to ktoś inny. - O drugim opowie może ktoś inny... - Uśmiechnął się lekko, po czym wzrok swój skierował na Harila, a następnie na Amirila.
Haril zasalutował:
- Drugi stwór był Remorhazem. Większym i groźniejszym niż ten, który napadł wcześniej na nasze wojska. Nie wiem jakim cudem udało nam się przeżyć, najwyraźniej ktoś miał nas w swojej opiece. Pułapka okazała się całkiem skuteczna przeciwko potworowi, nasze ataki dystansowe zadały mu kilka ran, ale gdyby nie Rose... Zapewne byśmy tutaj nie stali. Doprawdy Generale nie wiem, kim jest ta osoba, jej przeszłość z pewnością skrywa wiele tajemnic, trzeba mieć ją na oku. Pozostałe pułapki zostały zastawione według rozkazu.
- Rozumiem - westchnął generał. - Właśnie miałem was o nią zapytać, widzę, że sprawuje się dobrze, jednak nękają was wątpliwości. - Po krótkim zastanowieniu dodał - Dziewczyna nie będzie z wami dłużej pracować, przydzieliłem ją do oddziału zwiadowczego, ach tak - przypomniał sobie nagle - Teraz ominął was rozpoznania i zwiady, będzie to robiła wasza znajoma, dla was z kolei rozpoczną się poważniejsze zadania. Powoli zbliżamy się do Cormyru, musimy uważać, bo jak mniemam z czasem będziemy napotykać coraz silniejszy opór ze strony wojsk Azouna. Następny przystanek to Mulmaster, większe miasto, zatem będziecie mogli uzupełnić zapasy. Myślę, że to także dobry moment na wybranie przywódcy w waszej grupie - spojrzał po trójce przybyłych, jednak niezbyt przychylnym wzrokiem obarczył niziołka. - A oto... - Podszedł do niewielkiego kufra, po czym wyciągnął z niego trzy mieszki z brzęczącą zawartością - wasze dotychczasowe wynagrodzenie, umożliwi wam zakupienie dodatkowego ekwipunku w mieście. Prosiłbym abyście wspomnieli o tym waszym towarzyszom, aby przyszli po swoją część.

Po pospiesznym pożegnaniu trójka opuściła dowódców.

Wielu cieszyło się z opuszczenia lodowca. Każdy przebyty pieszo kilometr wypełniał sesja podróżnych radością. W końcu pierwsze oznaki zmiany klimatu, żołnierze stopniowo zaczęli pozbywać się futer, śnieżyce nie były tak częstą przeszkodą, a i w końcu stanęli na ubitej, zmarzniętej, ale nieskutej lodem, glebie. Wdrapanie się po skarpie stanowiącej granice Lodowca Białego Robaka wieńczyło zakończenie tej nieprzyjemnej wędrówki. Kompanię zaś powita zaś równina, zamiast śniegu dostrzegane były łysiejące drzewa, złocista ściółka szeleszcząca pod okutymi butami damarskich wojaków oraz…

Wnosząca się wysoko, osnuta nieprzeniknioną mgłą twierdza. Ponury i tajemniczy widok, tym bardziej, że nad fortyfikacją stały ciemne chmury. Generał Grayet nie miał najmniejszego zamiaru zbliżać się do twierdzy, planował ominąć ją szerokim łukiem i stawić się jak najszybciej w Mulmaster, gdzie poza uzupełnieniem zapasów, Damarczycy otrzymają także wsparcie militarne. Dominująca na tutejszym morzu flota Mulmaster była silnym, aczkolwiek niepewnym sojusznikiem, głównie za sprawa zadeklarowania „całkowicie niezależnej” wyprawy wojennej. Taki charakter wyprawy zapewne nadali wolne zespoły, które były raczej uznawane za piratów, mimo wszystko, wyszkoleni w walce chcieli udać się do Cormyru, najprawdopodobniej skuszeni obietnicami bogatych łupów wojennych. Tak, czy siak, Damara główną pomoc od portowego miasta otrzymała w formie udostępnienia transportu, którym były barki, nieprzystosowane do walki, co prawda, ale mogące pomieścić wielu wojaków na jednym pokładzie. Była to znacząca zaleta dla licznych legionów ze wschodu.


Bramy miasta zostały i wkrótce osiągnięte. Mulmaster nie tętniło życiem, wyglądało na typowe, rządzone twardą ręką, miasto o dość rozwiniętym handlu. Dzieliło się na wiele dzielnic, kilka mieszkalnych, specjalna dzielnica szlachecka, dzielnica handlowa z wielkim targiem, gdzie przez cały dekadzień, z wyjątkiem dnia ostatniego, dokonywały się transakcje, tam też warsztaty swe mieli najlepsi rzemieślnicy w Mulmaster.


W centralnej części miasta znajdowała się dzielnica parkowa. Nie była zbyt zadbana, ale dla chciwych kupców, którzy stanowili większość społeczeństwa, wystarczała. Istotną sprawą przed którą ostrzegał gen. Grayer jest fakt iż w Muimaster nie toleruje się nieludzi, a stosowanie magii spoza ich zamkniętego kręgu jest zabronione. Damara potrafiła wymusić wpuszczenie nieludzkich żołnierzy za mury, jednak wszyscy doskonale wiedzą, że żaden odmieniec nie będzie tam traktowany sprawiedliwie, dlatego najlepiej, jeżeli nieludzie zasilający legiony Damary nie wychylali nazbyt. Oskar z kolei został poważnie pouczony o zakazie stosowania magii… A przynajmniej jawnie.



- Moi drodzy – zwrócił się do drużyny generał odprowadzający ich do dzielnicy portowej. – Oto nasi przyszli współpracownicy – powiedział cicho wskazując na grupę awanturników z kapitanem na czele kroczących przez przystań. – Tak, wiem, nie wygląda to dobrze, jednak nic nie możemy poradzić, będą płynąć obok nas, mam nadzieję, że w razie potrzeby przydadzą się na morzu. – grupa umięśnionych „marynarzy” przeszła w tym momencie obok poszukiwaczy przygód, a jeden z nich naumyślnie trącił Kaldora, wzrok generała nakazywał jednak zachowanie spokoju.
- Macie kilka godzin na uzupełnienie ekwipunku, potem jednak chciałbym abyście pomogli w załadunku na barki. Ci dwaj – wskazał na mężczyzn w bandanach rozmawiających przy jednym z magazynów – wskażą wam odpowiedni dok. Mulmaster było o tyle hojne, że odsprzedało nam parę mieczy – wycedził z widoczną ironią – Oni potrafią dostrzegać we wszystkim jedynie możliwość wzbogacenia się.


____________________________
Wszyscy +500 sz
Wszyscy +350 PD
Rzuty na PW podałem wam na GG, cieszcie się awansem, bo następny tak szybko nie przyjdzie
 
Elthian jest offline  
Stary 26-08-2010, 15:49   #5
 
Bronthion's Avatar
 
W sumie cieszył się nieco na wieść, że Rose nie będzie im towarzyszyć. Miał dziwne wrażenie jakby przyciągała kłopoty, kolejnych mogliby już nie przetrwać. Pieniądze przyjął bez większych oznak zadowolenia, nie były one dla niego zbyt ważne chociaż tym razem wyda je w bardziej pożyteczny sposób. Przygoda z robalem uświadomiła mu powagę sytuacji w jakiej się znalazł. Nie wiadomo co i kiedy spotkają na swojej drodze, musi być przygotowany.

Mulmaster… dlaczego muszą przechodzić akurat przez to miasto? Miejsce do którego tak bardzo nie chce wracać, miejsce będące źródłem snów przez które zdarza mu się zbudzić w środku nocy zdyszanym, spoconym, niemal z krzykiem. Im bardziej zbliżali się do tego miejsca tym bardziej włócznik był spięty, nie wiedział co ma ze sobą zrobić.

Kiedy między wojskiem, a miejscem będącym dla Harila uosobieniem jednego z dziewięciu piekieł pozostało zaledwie kilka godzin włócznik zagadnął do Grayeta. Postanowił, że musi on wiedzieć o ewentualnych kłopotach jakie mogą się pojawić…

- Bądź pozdrowiony Generale. Wybacz, że przeszkadzam ale musisz coś wiedzieć nim dotrzemy do Mulmaster...
Generał zdziwił sie niespodziewanie tajemniczym tonem Harila.
- Tak? - odparł krotko.

Włócznik milczał przez chwilę jakby nie wiedział jak zacząć:
- W przeszłości miało miejsce w Mulmaster pewne wydarzenie, w którym brałem udział. Nie chcę się zagłębiać w szczegóły, ale mówiąc w skrócie moja rodzina była komuś niewygodna. Przeżyłem tylko ja i to dzięki niewielu osobom, które mi uwierzyły. Zostałem wygnany z miasta pod groźbą śmierci. Nie chcę by armia miała przez mnie problemy dlatego też mówię o tym Tobie. Postaram się nie rzucać w oczy, przebiorę się... zmieniłem się nieco od ostatniego pobytu w mieście. Być może uda mi się przemknąć niezauważenie, pomyślałem, że powinieneś o tym wiedzieć Generale.

- Rozumiem, najlepiej by było gdybyś nie oddalał sie za daleko. Nie chcemy kłopotów z tym narodem, rozumiesz - odparł twardo.
- Tak, wiem. Wychowywałem się tutaj, wiem jacy tu są ludzie -skrzywił się- mam nadzieję, że ruszymy w dalszą drogę jak najszybciej.

***

Haril nie przypominał już swojego dawnego ja. Znacząco różnił się od zakrwawionego chłopaka ze strachem w oczach, zaszczutego i nie mogącego uwierzyć w niesprawiedliwość tego świata. Jednak był pewien, że niektórzy mieszkańcy i tak by go rozpoznali, ludzka nienawiść potrafi zakorzenić wspomnienia na długi czas. Myślał chwilę nad tym by odszukać nielicznych w mieście, którzy mu sprzyjali, dzięki którym żyje. Lecz teraz nie był tu sam, nie mógł ryzykować dobra damarskiej armii dla własnego widzimisie. Nim dotarli do miasta Haril wziął z wojskowego zaopatrzenia płaszcz z kapturem i kilka innych drobiazgów dzięki którym mógł bezpiecznie poruszać się po Mulmaster.

Przebieranki włócznika udały się nadzwyczaj dobrze[22]. Strażnicy przy bramie nie zwrócili na niego uwagi, z kolei on bardzo dobrze pamiętał ich twarze. Kiedy otrzymali od Grayeta kilka godzin Haril zwrócił się do towarzyszy:

- Kiedy będziemy w tym mieście nie wypowiadajcie mojego imienia. Nie pytajcie dlaczego, po prostu to zróbcie o ile nie chcecie kłopotów –skrzywił się- Z kolei jeśli chcecie udać się na zakupy to…

Przedstawił swoim towarzyszom rozmieszczenie najważniejszych punktów handlowych w mieście. Sklepik magiczny, zbrojownię i inne usługi.

- Do zobaczenia za kilka godzin w dokach –po tych słowach zarzucił kaptur na głowę i zniknął w bocznej uliczce-

Niby nigdzie nie musiał się spieszyć, ale im szybciej załatwi swoje sprawy i wróci do bezpiecznego doku tym lepiej. Broni lub zbroi nie potrzebował w tej chwili. Skierował swe kroki do „Sklepiku Magicznego Bernarda”.


Pamiętał jego właściciela jako porządnego człowieka, jednego z niewielu w tej zapadłej dziurze. Na szczęście w tej chwili Bernard był nieobecny i zastępował go czeladnik, który od razu widząc potencjalnego klienta zaczął zachwalać wszystkie towary jakie tylko dało się dostrzec na półkach.

- Już, już. Nie potrzebuję tego wszystkiego, szukam konkretnych przedmiotów.
- Ależ oczywiście zacny Panie. W czym mogę pomóc?
- Pokaż mi spis zwojów znajdujących się w sklepie, oraz mikstur.
- Już się robi
–chłopak zanurkował pod ladę i nie wychodził stamtąd dobrą minutę- O proszę, tutaj jest –podał ją włócznikowi-
- Potrzebuję jeszcze spis użytecznych przedmiotów w podobie kamienia gromu, wie Pan co mam na myśli?
- Oczywiście, już…
- Oraz kartę zamówienia.
- Widzę zna Pan nasz sklep bardzo dobrze! Nigdy Pana tu nie widziałem, mieszka…
- To nie ma znaczenia, nie mam czasu na rozmowy.
- Uhm, tak oczywiście, już podaję.


Włócznik usiadł przy jednym z wolnych stolików i zaczął przeglądać dostępne w sklepie towary. Przedmioty, które go interesowały przenosił na kartę zamówienia, kiedy skończył wyglądała mniej więcej tak.


Czeladnik szybko podsumował wartość przedmiotów:
- 450 sztuk złota.
- Proszę
–Haril wręczył sprzedawcy całą sumę i po zapakowaniu przedmiotów opuścił sklep-

Nie żałował wydanych pieniędzy. Lepiej przeżyć mając chudą sakiewkę niż na odwrót. Miał już wszystko czego potrzebował. Powinien udać się do doków, ale nie potrafił się powstrzymać przed odwiedzeniem jednego miejsca…

Szybko kluczył między uliczkami Mulmaster, im bliżej był miejsca przeznaczenia tym szybciej biło jego serce. W końcu dotarł, spojrzał na budynek… wyglądał na opuszczony od dawna, najwyraźniej nikt z nim nic nie zrobił. Chciał podejść bliżej… nawet wejść do środka, do swojego pokoju, przyjrzeć się temu wszystkiemu z bliska jeszcze raz, ale… nie był pewien jak to na niego wpłynie. Pozostaje także sprawa nieznajomego wchodzącego do opuszczonego domu, gdyby ktoś go zauważył miałby kłopoty. Ustawił się jedynie na tyle by zobaczyć coś przez brudną szybę. Dostrzegł tylko gołe ściany, dom był zupełnie pusty, nic nie zostało. Zacisnął pięści ~Wszystko rozkradli… spodziewałem się tego~.

Nie mógł zostać tu dłużej, skierował się w stronę miejsca w którym rozdzielił się z towarzyszami. Gdyby chciał mógłby minąć jeszcze jeden dom… poszedł jednak okrężną drogą. Kiedy dotarł na miejsce dwójka ludzi w bandanach wskazała mu odpowiedni dok.
 
__________________
"Kiedy nie masz wroga wewnątrz,
Żaden zewnętrzny przeciwnik nie może uczynić Ci krzywdy."

Afrykańskie przysłowie
Bronthion jest offline  
Stary 27-08-2010, 11:25   #6
 
ObywatelGranit's Avatar
 
Kolczugę niemal w całości pokrywał szron. Paladyn co jakiś czas pociągał nosem, jednak bez słowa narzekania parł przed siebie. Lodowe pustkowie było niewdzięcznym miejscem do pieszych wędrówek, jednak nie mieli wyboru. Ciężkie buty zapadały się w kopnym śniegu do połowy łydki, a mdłości spowodowane jadem robala bynajmniej nie ułatwiały wędrówki. Amiril uśmiechnął się do własnych wspomnień - ile podobnych temu dni spędził z własnym mentorem? Pamiętał, że zazwyczaj zostawał daleko w tyle, ledwie dostrzegając plecy mistrza. Myśl o Pierwszej Wielkiej Wyprawie nasunęła się samoistnie, kilka sekund po poprzednim obrazie. Był zasmarkanym i nieodpowiedzialnym szczeniakiem, kiedy porwał sfatygowany plecak podróżny, by wyruszyć do krainy ze snów - Cormanthyru. Poczuł ukłucie żalu, gdy przed oczyma przemknęła mu twarz jego najlepszego przyjaciela, który dołączył do niego kilka mil za Rogami. Ech...

Lata mijały ale pamięć o Pierwszej Wielkiej Wyprawie wciąż nie wyblakła. Donathien mógł rozkoszować się każdym jej kolorem i cieniem. Pamiętał, że nie dotarli zbyt daleko. Ich bajońskie zapasy wyczerpały się piątego dnia marszu, ale ich determinacja była silniejsza, niż tak przyziemne przeszkody. Królewski Las usidlił ich w mieście Waymoot, gdzie na kawałek chleba i kubek rozcieńczonego wina pracowali - wróć - żebrali, za pomocą śpiewu i tańca. Elf parsknął śmiechem, po czym zmitygował się, śmianie się do siebie wszak nie uchodzi za objaw rozsądku. Tak czy inaczej nawet i za trzysta lat nie zapomni wariactwa i młodzieńczej niewinności tamtych dni... Westchnął i zerknął na towarzyszy, zżerała go ciekawość, każdy z nich skrywał w sobie historię, z pewnością pełną przygód i awanturniczych wydarzeń.

Kiedy dotarli do obozowiska ogarnęła go dziwna melancholia. Amiril nie należał do osób burkliwych i zamkniętych w sobie, ale tego wieczora ewidentnie stronił od towarzystwa. Po niezbyt wylewnej audiencji u Generała, życzył zebranym dobrej nocy, po sam czym udał się na spoczynek. Zajął się oprawianiem pancerza i broni. Pod nosem szeptał starą, pamiętającą narodziny najstarszych z jego ludu modlitwę.

Pasterzu, w Sahandrian błękitny zbrojny
Lud Twój, słodką pieśń księżyca wznosi
Żarliwie o święty oręż prosi
Wspomóż nas, na czas srogiej Wojny

Nie dopuść, by Twego brata nawała
By jej czernią skruszałe topory
Na których czele najplugawsze zmory
W bitwie nas pokonała
Świątynie z ziemią zrównała
Drzewa, żelazem zmarnowała
Kobiety z godności obdarła

Panie, Ojcze nad bogów wyniesiony
Krwi nie starczy by gniew twój ukoić
Który raz przez hordę wzbudzony
My ofiarą potrafimy uciszyć...

Kiedy rozległo się ostatnie słowo, a skórzana szmatka ześlizgnęła się z ostrza, stal delikatnie zadrżała. Amiril spojrzał na swój miecz, który zaczął rozjarzać się błękitnym blaskiem. Od sztychu, w dół klingi, aura spływała niczym miód ku jelcowi, zalewając najbliższą okolicę magicznym światłem. Wkrótce energia po rękojeści zeszła na dłonie paladyna, rozjarzyła się jeszcze bardziej, po czym znikła. Amiril poczuł chłód i delikatne mrowienie w palcach. Czy jego Pan zesłał mu właśnie nowy dar? Elf z szeroko otwartymi oczyma przyglądał się swym dłoniom, zupełnie tak, jakby po raz pierwszy znalazły się na swoim miejscu...

Melancholijny nastrój tak szybko jak się pojawił, tak szybko znikł. W czasie ostatnich kilometrów drogi Amiril znów tryskał humorem i energią, był bardzo rozmowny i jeszcze bardziej pewny siebie. Decyzje o przeniesieniu Rose przyjął z pełnym zrozumieniem - z jej doświadczeniem i umiejętnościami, marnowała by się wśród raczej początkujących agentów do zadań specjalnych.

Mulmaster, kolejny przystanek na trasie przemarszu damarskich wojsk, było idealnym miejscem od uzupełnienia zapasów. Paladyn nie zwlekał, wiedząc iż następna taka okazja może się prędko nie powtórzyć. Pożegnał się z kompanami i wyruszył w miasto. Gdy mijajał sklepy, szynkwasy i zakłady rzemieślnicze, ponownie wracały wspomnienia. Zepchnął je jednak w głąb umysłu, wiedząc iż musi być skoncentrowany na tym co tu i teraz. Swe pierwsze kroki skierował do miecznika. Ostrze którym władał pocięło niejednego potwora, jednak było już w wielu miejscach wyszczerbione i nie takie ostre jak dawniej. Długo przebierał w broni oferowanej przez rzemieślnika, szukając najlepszego egzemplarza. Kiedy w końcu odnalazł mistrzowsko wykonaną klingę, rzucił pękatą od złota sakwę na stół i udał się do kolejnego kupca. Był nim handlarz od magicznych różności. Paladyn za resztę pieniędzy kupił trzy flakoniki mikstury leczenia lekkich ran, zostawiając dla siebie, kilkadziesiąt złotych krążków. Na zakończenie udanych zakupów, kupił dwie butelki wina i wrócił do kwater. Miał nadzieję, że delikatne rozprężenie wśród jednostki specjalnej, nie ściągnie na nich gniewu Grayet'a...
 
ObywatelGranit jest offline  
Stary 27-08-2010, 16:08   #7
 
Gettor's Avatar
 
W dniach poprzedzających ich zmagania z wielkim remorhazem Kaldor nie mógł się przemóc, by porozmawiać z Nelanną choć raz.
W końcu jednak, kiedy wraz z całą armią byli już w cieplejszych okolicach, tropiciel wpadł na pewien pomysł.

Zerwawszy ładny, biały kwiat na polanie na której aktualnie obozowali, tropiciel podszedł wieczorem do Nelanny, która siedziała przy ognisku i wręczył jej go.
- Przepraszam. – powiedział. – Że sprawiałem ci tyle kłopotu. Postaram się już nie sprawiać ci trudności… w naszych wyprawach.
Po tych słowach odszedł, lecz jakby wolniej niż należało – chodem, który sugerował „zatrzymaj mnie”.

Kapłanka lekko oniemiała z zaskoczenia i przez parę dłuższych chwil wpatrywała się w podarunek, gdy wreszcie jeden z siedzących nieopodal wojaków odchrząknął głośno, przywracając cały realny świat dookoła.
- Ja tam bym za nim poszedł... - mruknął, trącając kijem palenisko - Przynajmniej będzieta mieli trochę radości.
Nelanna nie chciała nawet pytać o jaką 'radość" żołnierzowi chodziło, jednak wstała prędko i zawołała za Kaldorem, choć nie do końca jeszcze pewna, co miała zamiar mu powiedzieć.

Tropiciel zatrzymał się i odwrócił ku kapłance patrząc na nią mętnym, jakby nieobecnym, wzrokiem.
Nelanna przez moment sprawiała wrażenie, jakby żałowała tego, że w ogóle ruszyła się z miejsca, szybko jednak odzyskała gardę i uśmiechnęła się lekko, wciąż trzymając w dłoni podarowany jej kwiat.
- Um... Dziękuję za...podarunek, Kaldorze - zaczęła nieco niezgrabnie.

Tropiciel uśmiechnął się słabo.
- Wiem, że składałaś pewne śluby... w swoim zakonie. - powiedział. - I za to też cię przepraszam... na łodzi.
- oh...tamto... To... Znaczy, nie masz za co przepraszać... - mruknęła, zaczynając bezwiednie układać swe długie włosy w warkocz. - Technicznie rzecz biorąc... Śluby nie zabraniają nam się...całować...

Tym razem Kaldor spojrzał na kapłankę z politowaniem.
- Dobrze wiesz, że gdyby to trwało, to na całowaniu by się nie skończyło. - westchnął ciężko. - Najlepiej będzie zostawić sprawy takimi, jakimi są.
- Możemy utrzymać to w sekrecie - powiedziała, niż zdążyła wogóle pomyśleć, jednak gdy znaczenie tych słów doń dotarło zasłoniła usta swymi dłońmi. Wyglądała na lekko wystraszoną.

Kaldor uniósł prawą brew w lekkim zdziwieniu.
- Przed kim? Raczej nie ukryjesz tego przed swoim bóstwem... Ilmater, prawda? A ja nie ukryję tego przed... swoim sumieniem.
Nelanna otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, jednak szybko zaniechała. Spuściła głowę i… odeszła.

Przez kilka następnych dni tropiciel był nieco… markotny. Zamknięty w sobie, nieskory do rozmowy.
Stan ten utrzymywał się u Kaldora aż do portowego miasta Mulmaster. Po jego ulicach tropiciel chodził pospiesznie i możliwie oszczędnie – zwiedzanie miast było ostatnią rzeczą, którą „lubił” robić.

W tak ponurym i nieprzewidywalnym nastroju przyszło Kaldorowi ścierpieć „potrącenie” przez jednego z marynarzy. Wyraz czystej wściekłości zagościł na jego twarzy, a ręka samoistnie ułożyła się w pięść. Gdyby nie został powstrzymany przez Amirila, który stał obok, zapewne by się nie powstrzymał.

- Chuje… – splunął na bok, przełknąwszy zawiść. Ucieszył się jednak chwilę później, kiedy otrzymali od generała trochę wolnego czasu, zaś wskazówki dane przez Harila pozwoliły go zaoszczędzić i iść od razu do składu z bronią.

Po wejściu do sklepu stwierdził, że jest… pusty. Jednak tropiciela to nie dziwiło – najpewniej wszystkie towary były na zapleczu.
Kiedy po chwili udało mu się zwrócić uwagę sprzedawcy, zdjął łuk z pleców.
- Chciałbym to sprzedać. – powiedział. – I jednocześnie kupić wersję refleksyjną, z potrójną cięciwą, oraz dodatkowy kołczan strzał.
- Hmm… - odparł sprzedawca ważąc łuk Kaldora w ręce. – Dam ci za niego trzydzieści sztuk złota. Za długi łuk refleksyjny z potrójną cięciwą zaś należy się trzysta sztuk i dodatkowa sztuka za kołczan dwudziestu strzał.

Po chwili liczenia na palcach, podsumował:
- Razem dwieście siedemdziesiąt jeden sztuk złota.
- Cóż za precyzja… - skwintował Kaldor wysypując pieniące na ladę. Następnie wziął łuk i dodatkowe strzały, po czym wyszedł ze sklepu.

Kiedy znalazł się na ulicy, poczuł że jest mu… ciężko. Obawiał się, że na polu bitwy odbije się to na jego efektywności, toteż wyrzucił kilka zbędnych pochodni do rynsztoku.
 
Gettor jest offline  
Stary 28-08-2010, 13:20   #8
 
Nefarius's Avatar
 
-Widziałem jak zbierałeś jad z pająka, którego zabiliśmy wczoraj, jesteś alchemikiem?- wypalił od razu przechodząc do sedn.
Gnom wejrzał nieco zaskoczony na towarzysza. Był zamyślony i kompan nieco go przestraszył.
-Ba! Każdy szanujący się gnom, zna się na alchemii.- odparł uśmiechając się -Gnom, który studiuje magię, a nie zna się na alchemii, to nie gnom a jakiś wcielający się weń czart.- zażartował.
Roześmiał się serdecznie. -Czyli potrafisz zrobić mikstury leczenia? Ile mniej więcej kosztują składniki? Pytam bo 50 sztuk złota to całkiem sporo za coś co prawie nic nie daje... to znaczy czasami. Kiedy wykorzystałem moją jedyną miksturę na Rose nie dała ona praktycznie nic, może była rozwodniona?- pytał całkiem poważnie -Słyszałem kiedyś o złodzieju, który zakupił właśnie taką rozwodnioną miksturę niewidzialności, która przestała działać w najgorszym momencie w jakim tylko mogła, wiesz co mam na myśli.- uśmiechnął się.

Mag skinął głową. -Potrafię. To dość proste, ale czasochłonne. No i bez stołu alchemicznego się nie obejdzie. Jeśli miałbym taki na pokładzie mógłbym w czasie morskiej wędrówki zrobić kilka flakonów.- odrzekł malec. -Koszt składników takiej mikstury również nie jest specjalnie wielki.- dodał gnom.
-To się dobrze składa. Z pewnością bardzo by się to nam wszystkim przydało. Oczywiście myślałem o tym by się zrzucić na składniki i... ten cały stół. Zapewne takiego na statku nie będzie to trzeba by również taki kupić. Nie znam się na cenach tego, opłacałoby się kupić stół alchemiczny dla kilku mikstur?- zamyślił się.
-Raczej nie.- Oskar machnął ręką -Jestem pewien, że generał ma w szeregach swych ludzi, kilku medyków, którzy znają się na robieniu mikstur. Oni pewnie mają takie stoły. - wyjaśnił swój pogląd.

-W sumie racja. Można zapytać Grayeta, nie powinien nam... a raczej Tobie zabronić korzystać z niego. Mógłbyś to zrobić Oskarze? Po wszystkim podsumuj ile się wykosztowałeś to się rozliczymy.- uśmiechnął się nieznacznie.
Gnom machnął ręką. Nawet gdyby mu się to nie podobało, to i tak by się zgodził, gdyż taki już miał charakter.
-Oczywiście panie Harilu, że to zrobię. I tak muszę z nim pomówić.- dodał.

Ostatni etap podróży przez lodowiec był dla Oskara niezwykle trudny i męczący. Nigdy nie należał do tych magów, którzy zamykali się w swych domostwach i w półmroku skupiali się na zawartościach wielkich tomów i zakazanych pozycji w swych bibliotekach. Nierzadko udawał się na górskie spacery wraz z wujem po Lantanie. Tutaj jednak warunki były niemal ekstremalne. Śnieżyce były sporą przeszkodą dla ogółu, utrudniając oddychanie oraz zasłaniając pole widzenia. Straszliwy mróz dawał się w znaki każdemu bez wyjątku, zaś spore zaspy śnieżne szczególnie Oskarowi przeszkadzały. Podczas gdy inni mieli śniegu po kolana, on brodził w nim po pas a nawet i wyżej. To było najbardziej męczące. Ropuch większość czasu spędził w plecaku, owinięty kawałkiem koca. Zmieniający się klimat otoczenia został przyjęty przez gnoma entuzjastycznie. Uczeń maga cieszył się, kiedy nie padał śnieg i śmiał się z swojego wzrostu gdy teraz już dobrze widoczny, grzęznął gdzieś w zaspie. Po długim czasie armia Damary dotarła przed mury Mulmaster. Od miasta oczekiwano pomocy, ale i z ową pomocą wiązały się pewne konsekwencje, oraz niepokoje. Nie były one jednak niepokojami gnoma. Samo miasto jak się wartko okazało nie było zbyt przyjaznym miejscem dla nie-ludzi. Gnom jeszcze z czymś takim się nie spotkał, ale nie miał zamiaru ryzykować. Najgorsze jednak było to, że nie mógł korzystać z magii. Cóż. Takie życie.

Generał skomentował krótko będąc w przystani ich sojusznika. Gdy jeden z miejscowych trącił Kaldora, gnom tylko zmrużył oczy. ~Jeszcze mu pokaże...~ pomyślał w duchu odprowadzając wzrokiem człeka. Generał oznajmił również iż grupa ma czas na załatwienie sobie ekwipunku. Chwilę po tym jak ich dowódca wyjaśnił gnomowi iż za żadne skarby nie wolno mu czarować w mieście, Oskar postanowił jeszcze o coś spytać.
-Panie...- zwrócił się do niego. Nie lubił rozmawiać z tak ważnymi osobami.
-Chciałem spytać o stół alchemiczny. Pewnie twoi ludzie panie mają taki. Czy mógłbym z niego korzystać? Oszczędzilibyśmy na miksturach leczenia...- wyjaśnił o co mu chodzi.
-O takie rzeczy pytaj naczelnego magów.- wyjaśnił srogo generał.
-Gdzie mogę go panie znaleźć?- gnom nie orientował się zbytnio.

-Pewnie zarządza magami, być może znajduje się już na okręcie. Na pewno go poznasz, chodzi w kolorowych szatach i zwykle przesiaduje ze swoimi podwładnymi.- Oskar skinął głową i ruszył szukać rzeczonego męża.
Gdy młody iluzjonista dotarł na miejsce spotkał poszukiwanego mężczyznę na górnym pokładzie. Rozmawiał on z jakimś człekiem.
-Przepraszam sir...- zagadał, spoglądając na dowódcę magów.
-Wybacz panie, że przeszkadzam... Jestem Oskar... Generał pewnie mówił, że dla niego pracuję... Ja i kilku moich towarzyszy... Chciałem spytać... Czy mogę skorzystać z alchemicznego stołu w czasie podróży? Chciałem przygotować dla mnie i mych kompanów kilka mikstur leczniczych.-
Czarodziej spojrzał w dół, na Oskara. Dotkliwie aroganckim głosem odpowiedział.
-Tak... Byle to nie zajmowało całej podróży, nie jesteś tu sam. - dodał po chwili.
-Dziękuję...- odrzekł pokornie po czym stracił się z oczu mężczyzny.


Gdy miał już wszystko załatwione musiał zrobić coś jeszcze by udać się na miasto. Gnom nie był dobrym kupcem, a i miał świadomość, co będzie jeśli samotnie wybierze się do sklepu. Miał jednak, to czego nie miało wielu innych w Mulmaster. Spryt. Skinął generałowi na znak, że rozumie i ruszył w stronę jednego z okrętów, który był ładowany przez kilkunastu Damarczyków. W jego głowie już świtał pewien pomysł. Wartko podszedł do stosu skrzyń i beczek, które ładowano na pokład. Obrał sobie taką, która z pewnością nie będzie dla niego za ciężka. Zapach wydobywający się z beczki świadczył iż jest w niej wino, pewnie dla wyższych rangą. Uczeń maga złapał bekę i ruszył ostrożnie po kładce, a następnie po schodach na dolny pokład. Spora część skrzyń była już załadowana. Oskar odłożył beczkę w przypadkowym miejscu i powoli ruszył w głąb "magazynu". Światła było tutaj coraz mniej, a żołnierze ładujący okręt zapracowani nie zwrócili na niego uwagi. To był idealny moment.

Uczeń maga sięgnął po komponenty i najciszej jak się dało, wymówił słowa wyzwalacz zaklęcia gestykulując przy tym. Po chwili ciało gnoma okrążył wir zielonkawej energii, który z każdą kolejną sekundą przybierał humanoidalnych kształtów. Niedługo potem ciało gnoma otaczała energia przypominająca fizycznie ciało filigranowej, ludzkiej kobiety. Miała ona jasne włosy sięgające łopatek, luźno rozpuszczone. Niebieskie oczy były kuszące i mogły się podobać mężczyzną. Miała na sobie ciemne ubranie, z czerwonymi dodatkami. Oskar był tak ściśle otoczony iluzją Przebrania iż nie było go kompletnie widać. Specjalnie chciał zmienić się w kobietę, aby łatwiej mu się dobijało interesu z miejscowym kupcem.
Ładujący okręt żołnierze wejrzeli się z zdziwieniem na opuszczającą dolny pokład niewiastę. Ta tylko uśmiechała się do nich niewinnie, pozwalając zapomnieć na chwilę o trudach noszenia. Gdy opuściła okręt, udała się do miejsca, które Haril opisał jako sklep z magicznymi przedmiotami.

[/url]

Uczeń maga starał się zachowywać jak kobieta, choć już po kilku dniach pobytu po za Lantanem zrozumiał, że ludzkie czy elfie kobiety są zupełnie inne niż gnomie. Doszedł na miejsce.
-Sklepik Magicznego Bernarda?...- przeczytał pod nosem szyld wiszący nad drzwiami. Głupszej nazwy nigdy nie słyszał, ale ważne, że mógł mieć to, co go interesowało. Gnom pod postacią kobiety wartko wszedł do środka. Gdy dostrzegł błysk w oku sklepikarza, wiedział, że teraz pójdzie już z górki. Z pamięci wymieniał nazwy zwojów, które go interesowały. O dziwo dostał wszystkie w takiej cenie, w jakiej się spodziewał, zatem uroki kobiecego ciała, podziałały tak jak powinny. Uczeń maga zakupił także dwadzieścia pustych pergaminów, na których w wolnej chwili miał zamiar zapisać kilka zaklęć z swej księgi. Oskar podziękował i opuścił sklep, wracając do kompanów. Zwoje włożył do plecaka, z zamiarem późniejszego przełożenia ich do tuby.
 

Ostatnio edytowane przez Nefarius : 28-08-2010 o 15:15.
Nefarius jest offline  
Stary 28-08-2010, 20:57   #9
 
Olian's Avatar
 
Szczęśliwy, że to on zadał ostateczny cios, Niziołek szedł szybkim krokiem do obozu, pogwizdując co jakiś czas. Gdy byli już na miejscu, czas była na zdanie raportu. Łotrzyk nie potrafił pohamować radości, że to on został do tego zadania wybrany. Fakt faktem, dziwnie wyglądał wśród okutych w mocne zbroje wojów. Nadszedł czas na raport…

…Gdy Heder otrzymał sakiewkę, nie wierzył własnym oczom. Takiej ilości złota nigdy w dłoni nie trzymał. Opuścił zatem namiot kapitana z jeszcze większym uśmiechem na twarzy, który pozostanie na twarzy Niziołka zapewne przez dłuższy czas. I tak rozradowany udał się z powrotem do obozu.

Przerwa nie trwałą długo. Naturalnym było to, że w końcu musieli opuścić to nie sprzyjające im środowisko. Następny cel – Mulmaster. Nie wiedział co to za miejsce, nigdy tam nie był, słyszał jedynie kilka zdań o tym miejscu. Ale niewiedza ta nie powstrzymała dobrego humoru Niziołka.

Droga do Mulmaster ciągła się Hederowi strasznie. Przez większość czasu szedł w ciszy, jak cień… mały cień, którego nikt nie zauważa. Ale jednak jeden z towarzyszy zwrócił krok do łotrzyka. Był nim Haril, z którym łotrzyk nie miał okazji wcześniej rozmawiać. Wojownik przybliżył się do malca i zaczął konwersację:

- Heder... tak? Wybacz za wahanie co do imienia, ale po prostu niezbyt się jeszcze znamy. A jako towarzysze, którzy będą walczyć ramię w ramię wypada coś o sobie wiedzieć. -zamyślił się na chwilę- Zatem ciemność i dyskrecja nie są Ci obce? Co Cię skłoniło do objęcia takiej drogi? Jakieś wydarzenie czy może po prostu to lubisz?

Niziołek ze zdziwieniem popatrzył się na swego towarzysza. Nie sądził, że ktoś raczy się kiedyś do niego odezwać. Po chwili, zaskoczenie przemieniło się w lekki uśmiech. – Tak, Heder - odrzekł w końcu. – A ty Haril jak mniemam. A co do twego drugiego pytania... Nie za bardzo lubię wspominać dawne czasy, ale jeśli mamy się poznać to coś tam Ci mogę powiedzieć - zaśmiał się lekko. – Tak więc, obrałem taką drogę z powodu biedy ... ale to było dość dawno. A teraz robię to bo przyzwyczaiłem się do takiego... zdobywania majątku, chociaż ostatnio bardziej zainteresował mnie hazard. - Przerwał na chwilę, rozmyślając jakie pytanie ma zadać. – To teraz moja kolej na pytanie - odezwał się po chwili. – Ta włócznia... dlaczego zraniła Nelannę ?

Haril pokiwał głową na znak, że rozumie.
- W dzisiejszych czasach nie jest łatwo przeżyć, każdy radzi sobie tak jak może. Jedni mieczem i wynajmują się jako najemnicy, inni jako magowie na królewskich dworach, a jeszcze inni właśnie tak jak Ty. Niby okradanie innych samo w sobie jest złe, ale jeśli ten ktoś także nie zdobył tego uczciwie to nie ma się co nad takim litować -wyglądał jakby coś sobie przypomniał, skrzywił się-

Kiedy usłyszał pytanie Niziołka nie odpowiadał chwilę. Spodziewał się pytania o jego własną przeszłość, ale nie czegoś takiego.
- To... nie jest takie proste. To dla mnie było takim samym zaskoczeniem jak dla nas wszystkich. Ta włócznia została mi przez kogoś podarowana, wiedziałem że jest tylko dla mnie jednakże... nie sądziłem, że aż do tego stopnia. Najwyraźniej tylko ja mogę ją dzierżyć, głupio mi z powodu tego co się stało, ale rozmawiałem już z Nelanną. Więcej się to nie zdarzy - podrapał się po głowie zakłopotany lekko.

- Gorzej jeśli ten ktoś zarobił swój majątek uczciwie - zaśmiał się lekko. – A wracając do sprawy z twoją bronią. Nigdy nie widziałem takiego... czegoś. To musi być potężna magia... chyba - dodał po chwili z uśmiechem na twarzy, po czym kontynuował. – A powiedz mi jak znalazłeś się w tej drużynie? Co takiego wielkiego uczyniłeś, że sam król Damary wybrał akurat Ciebie ? - popatrzył się na Harila, wyraźnie zainteresowany nadal jego bronią.

- Magia? Trudno określić jej właściwości, w tej chwili po prostu jest moja. Lubię ją -uśmiechnął się. – jest pięknie wykonana, ostra ale nie zauważyłem żadnych magicznych właściwości aż do tej pory. To znaczy jakikolwiek przejaw magicznej mocy pojawił się dopiero wtedy gdy Nelanna wzięła ją do ręki. Wiem jedynie, że nie jest to zwyczajna włócznia -uśmiechnął się tajemniczo i zrobił krótką pauzę – Co takiego zrobiłem, ze wybrał mnie król? W sumie to nie wydaje mi się to czymś na tyle nadzwyczajnym by władca całego państwa zwrócił na to uwagę... Po prostu pomogłem człowiekowi atakowanemu przez gobliny, okazał się on jakimś ważnym poborcą podatkowym, potem odpędzałem gobliny czy inne podobne stwory od wioski. Możliwe, że ów poborca był kimś więcej niż mi się wydaje, ale to nie jest teraz ważne. A Ty? Co zrobiłeś? - zapytał z ciekawością.

- Mój czyn w swej postaci jest trochę ironiczny - opuścił lekko głową w dół. – Widzisz, złapałem na gorącym uczynku szajkę bandziorów, którzy od dłuższego czasu plądrowali królestwo Damary - Podniósł głowę i mówił dalej. – A ironia jest w tym, że ja sam wtedy miałem zamiar, pożyczyć na wieczne nie oddanie kilka rzeczy z siedziby szlacheckiego rodu. I tak się zdarzyło, że akurat spotkaliśmy się w tym samym miejscu i z tym samym celem. Ja przeciwko grupie rzezimieszków... niedoświadczonych dodam - wiele bowiem śladów zostawili, a i w boju wprawy nie mieli, bom poradził sobie z nimi wartko - Przerwał na chwilę, wziął głęboki oddech i ciągnął dalej. – Gdy już tak leżeli związani na podłodze, przyszedł mi do głowy pomysł, że za oddanie tych zbirów dostanę nie małą sumę złota... i tak gwoli ścisłości - nie otrzymałem nic. Honor i duma - tak mówił kapitan królewskiej armii.

I takich oto wątków z przeszłości dotyczyła rozmowa dwojga śmiałków, która trwała jeszcze chwilę dłuższą. Jednak zakończyć się kiedyś musiała. Obaj podali sobie dłonie, i ze słowami pożegnania „do zobaczenia” Haril odszedł na miejsce, z którego przybył do Niziołka.

Od chwili zakończenia pogawędki minęło trochę czasu, w końcu jednak oczom Hedera ukazały się rozległe równiny i Mulmaster.

A miasto natomiast nie tętniło życiem, co uradowało Niziołka – nie przepadał za tłumem ludzi. Otrzymawszy od kapitana pierwszą zapłatę, postanowił wydać ją na coś lepszego, a niżeli piwsko i inne napoje odurzające. Pierwszym zakupem były pociski do jego kuszy - dziesięć bełtów ostrych jak brzytwa. Nie potrzebował nowej broni czy zbroi, przyzwyczaił się do tych, które ma przy sobie. Zaopatrzył się natomiast w piętnastometrową linę z jedwabiu i małą kotwiczkę, przyda się być może do wspinaczki, albo chociażby przywiązania kogoś do drzewa. Kolejne pieniądze wydał na zakup strawy.

Po udanych zakupach udał się do doków. Odsapnął na chwilę krótką, zaczął pomagać z załadunkiem.
 
Olian jest offline  
Stary 29-08-2010, 11:36   #10
 
Suryiel's Avatar
 
Kapłanka przez większość przydzielonego im przez generała czasu kręciła się bez calu po mieście, unikając jak ognia kogokolwiek ze swojej drużyny lub nawet któregoś z żołnierzy, którzy mieli dość, w jej mniemaniu prostacki sposób, na podbudowanie jej humoru. Jej podły nastrój chyba aż za nadto był widoczny na jej, wcześniej wiecznie radosnym, obliczu, skoro nawet ci zakuci w zbroję dostrzegli różnicę, a za punkt żołnierskiego honoru postawili sobie rozweselić dziewczynę. Jak narazie szło im dość...ponuro.

Oglądając się za siebie weszła do niewielkiego sklepiku, opatrzonego szyldem o wdzięcznej nazwie Sklepik Magiczny Bernarda i poczęła rozglądać się po półkach. Bardziej jednak niż asortymentem sklepu, zainteresowana była wcale a wcale nie zdziwioną miną jego właściciela, który na jej widok sięgnął po niewielką drabinę i począł zdejmować z półki co bardziej kolorowe eliksiry.
- Panienka nie pierwsza dzisiaj u mnie, nie pierwsza. Więc, co potrzebujemy? Eliksirek pajęczej Wspinaczki? A może Niewykrywalności? Panienka taka szczuplutka, Siła Byka by się przydała, albo może Eliksir Miłości? Ażeby panienka miała kogoś, kto by panienkę rozweselił? – sklepikarz uśmiechnął się, prezentując całą gamę krzywych zębów.
- Umh... Nie, dziękuję bardzo. Właściwie chciałabym dwa eliksiry leczenia... Ale nie, nie te najmocniejsze... Tak, te wystarczą – powiedziała prędko, gdy mężczyzna postawił na blacie dwie niewielkie buteleczki pełne czerwonego, gęstego płynu- I może... Może jakieś zwoje, pokaże mi pan co pan ma? – zapytała, uśmiechając się promiennie.

Wychodząc ze sklepu starannie włożyła do torby zakupione dobra. Miała nadzieję, że dokonała właściwych zakupów, nie tyle dla siebie, ale dla dobra całej drużyny. Ostatnie dwie walki utwierdziły ją w przekonaniu, że Król nie wybrał ich tak całkowicie przypadkowo, każdy miał w drużynie jakąś rolę, jej przypadła odpowiedzialność za leczenie każdego, kto będzie w potrzebie i naprawdę dziękowała za to swemu Bogu. Przynajmniej nie musiała czynniej uczestniczyć w bitwach, nie była bowiem do końca pewna, czy umiałaby zabić cokolwiek, a co dopiero kogokolwiek.

* * *

Jako jedna z ostatnich wróciła do doków, choć na szczęście jej lekkie spóźnienie obeszło się bez większego echa. Ostrożnie udało jej się przejść pomiędzy przenoszonym ładunkiem, sama raczej nie miała co pomagać, musiałby się zdarzyć cud, by podniosła przynajmniej jedną z beczek, a co dopiero wnieść ją na barkę.
- Oh,Haril, jak wyprawa na miasto? – zapytała, najbardziej beztroskim tonem na jaki ją było teraz stać, gdy spostrzegła przechodzącego obok niej włócznika.

Haril zmrużył oczy.
- Ciszej Nelanno, mówiłem by nie wymawiać w tym mieście mojego imienia. Jeśli już zajdzie taka potrzeba to w miarę cicho jeśli możesz -rozejrzał się zaniepokojony jakby patrzył czy nikt nie zwrócił na to uwagi- Wyprawa na miasto... mam nadzieję, że wyjedziemy stad jak najszybciej. Kupiłem co było trzeba i szybko wróciłem w to miejsce. A Ty? Nikt Cie po drodze nie zabił?-uśmiechnął się pod nosem dziwnie-
- Przepraszam, całkowicie wyleciało mi to z głowy... - mruknęła cicho – Nie... Nie miałam żadnych kłopotów. Czemu jesteś tu taki spięty? Zresztą, załadujemy barkę i wypływamy dalej - starała się uśmiechnąć, ale średnio jej to wyszło.

Machnął ręką na znak, że nic się nie stało.
- Mam przeczucie, że coś tu się jeszcze wydarzy. Tak łatwo stąd nie wypłyniemy -westchnął- Nelanno? Coś się stało? Wyglądasz na zmartwioną -przyglądał jej się z uwagą-
- Nic takiego... Lub raczej nic wartego uwagi, prawdę mówiąc - szepnęła, a jej twarz nagle posmutniała – Chyba mój Bóg zesłał na mnie jakieś próby i prawdę mówiąc.. Nie idzie mi z nimi zbyt dobrze. Nie wiem, czy w ogóle zasługuje na to, by nosić kapłańskie szaty...
Nie wiedząc czemu roześmiał się słysząc jej ostatnie słowa.
- Co Ty mówisz? W pełni zasługujesz na nie. Jeśli nawet raz się potknęłaś to czym to jest wobec wielu lat wzorowego kapłańskiego życia? Poza tym nic nie jest nigdy stracone jeśli żyjesz, póki jesteś na tym świecie możesz wszystko zmienić i naprawić. Jeśli będziesz miała ochotę podzielić się z kimś tym co Cię dręczy to chętnie tego wysłucham, może coś pomogę kto wie. W końcu jesteśmy drużyną, musimy sobie pomagać prawda?-uśmiechnął się życzliwie jakby chciał ją podnieść na duchu-
Po jego słowach na twarzy kapłanki pojawił się jakby cień lekkiego uśmiechu.
- Po prostu... łatwiej było mi z tym wszystkim w czterech ścianach klasztoru... Tutaj, tutaj jest inaczej. I ciężej... Ech, mam nadzieje, że nasza wyprawa minie jak najprędzej. Nie zrozum mnie źle, uwielbiam wasze towarzystwo, ale chyba lepiej mi w ciszy i spokoju.
- Rozumiem, rozumiem. Nie każdy jest stworzony do takiego życia, ale o Tobie jeszcze nie można powiedzieć czy jesteś czy też nie. Kto wie jakie jest Twoje przeznaczenie? Na razie lepiej żebyś nie myślała o powrocie i klasztorze bo jest to niemożliwe. Musimy wykonać zadanie jakie powierzył nam król, kiedy to zrobimy... będziesz mogła zdecydować. Teraz jedynie będziesz wypełniać się tęsknotą i smutkiem -poklepał ją po ramieniu- Musisz być silna by móc wrócić -ponownie się uśmiechnął jakby coś mu mówiło, że należy tak zrobić-


Zakupione:
- Eliksir leczenia lekkich ran x2 (50SZ x2= 100SZ)
- Zwój: Błogosławieństwo x2 (25SZ x2 = 50)
- Zwój: Sanktuarium x2 (25SZ x2 = 50)
Wydano: 200SZ
Posiadane fundusze: 450SZ
 
Suryiel jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 17:58.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168