Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 03-11-2010, 02:38   #1
 
Nemo's Avatar
 
Reputacja: 823 Nemo jest godny podziwuNemo jest godny podziwuNemo jest godny podziwuNemo jest godny podziwuNemo jest godny podziwuNemo jest godny podziwuNemo jest godny podziwuNemo jest godny podziwuNemo jest godny podziwuNemo jest godny podziwuNemo jest godny podziwu
[DnD 3.5] A żeby troll grzmotnął dyplomacje!

Miasto, które wyrosło niedaleko wejścia do Ruin, tętniło życiem. Było
to miejsce unikatowe; praktycznie każdy, kto pewnym krokiem przemierzał tutejsze ulice, posiadał nadzwyczajne zdolności, odróżniające go od szarych mas pracujących na wsi. Bohaterowie na codzień zajęci zwalczaniem potworów mogli spotkać się w karczmie prowadzonej przez rezolutnego krasnoludzkiego czarownika, pijąc trunki sprowadzane ze wszystkich stron świata, doprawiane najbardziej egzotycznymi, imperialnymi przyprawami. Na wyciągnięcie ręki znajdowały się stragany z podrzędnymi akcesoriami i miksturami magicznymi, spełniające potrzeby co biedniejszych herosów. Ci bogatsi zaś, mogli dumnie wejść do licznych sklepów z poważniejszymi, potężniejszymi przedmiotami, gdzie chciwi sprzedawcy radośnie liczyli zarobione monety w każdej wolnej chwili. Co bardziej obrotni poszukiwacze przygód krążyli niedaleko co bardziej obleganych placówek, takich jak chociażby punkty lecznicze, mając nadzieje na znalezienie kompanii do kolejnej wyprawy wgłąb Ruin. Bo razem nie tylko weselej, ale i bezpieczniej. Co z tego, że trzeba się dzielić, skoro wyniesie się więcej, a głowę zachowa się na karku! Poza tym, wielkie nacje chętniej najmowały grupy liczne niż nieliczne. A to właśnie oni byli pracodawcami najbardziej się tutaj liczącymi. Nieustanny wyścig w wykopywaniu kolejnych artefaktów, badaniu coraz to głębszych korytarzy, pozbywaniu się zamieszkałych tam potworów i rozbrajaniu śmiercionośnych pułapek sprawiał, iż tempo życia tutaj było ogromne. Każda sekunda stracona na sen równała się zmniejszeniu swoich zysków! I kto wie, może właśnie ktoś odkrywa przełomowego odkrycia, którego konsekwencje będą takie, iż dnia następnego nagle miasto zupełnie opustoszeje, bo nie będzie już czego tutaj szukać? Życie nad Ruinami toczyło się niecodziennie, zupełnie niecodziennie. Jednocześnie, ściągało ono do siebie przeróżne osobistości. Chociażby pannę Arię.

Panna Aria znajdowała się obecnie w stanie wielkiego spięcia i niepokoju. Nie pomagał nawet fakt, że jej włosami opiekowała się obecnie najulubieńsza z najulubieńszych służących. Wszystko przez to, że dzisiaj szykował się naprawdę wielki dzień, będący tylko prologiem do jeszcze większego dnia jutrzejszego.
Budynek, który hojnie opłacony mag postawił dla niej w przeciągu jednego dnia, był przytulny i bogato zdobiony. Gdy zobaczyła go po raz pierwszy, odniosła takie wrażenie, jakby konstrukcja ta znajdowała się tutaj od początku czasu. Naprawdę, wspaniałe były cudy czarnoksięstwa! Była niezmiernie zadowolona z tej inwestycji.
Co prawda kosztowało ją to wszystko sporo, ale perspektywa nadchodzących zysków rozjaśniała piękną twarzyczkę Arii szerokim uśmiechem. Postawiła sobie jasno określony cel i nie zamierzała opuścić Ruin, dopóki go nie zrealizuje. Z tego właśnie powodu, przygotowała sobie to temporalne miejsce zamieszkania jako małą twierdze, wyposażoną we wszelkie niezbędne do życia udogodnienia. Ach, jak chętnie skorzystałaby teraz ze swojego wielkiego łoża! Niestety, nie było na to czasu. Gdyby była tutaj sama, mogłaby robić co tylko przyszłoby jej do głowy. Ale sama być nie miała. Niedługo pojawić się mieli goście. I to jacy, a raczej-jakie! Wizyty Hildy, będącej znaną postacią pośród kordytów, się spodziewała i z lekkim zaciekawieniem zastanawiała się, jak ta słynna osobistość będzie się prezentowała w kontakcie twarzą w twarz. Prawdę mówiąc, liczyła na całkiem zabawne i żywiołowe eskapady w Ruinach, nie tylko z nią, ale również z najętą najemniczką, która dziś miała stawić się i przygotować do jutrzejszej wyprawy. Zaskoczeniem za to dla panny Arii była dopiero co zapowiedziana wizyta dostojnej damy z Imperium; właściwie, to wizja tych odwiedzin wywoływała w niej pewnego rodzaju niepokój, a nawet nieśmiałe przerażenie. Nie wypadało odmówić gościny tak ważnej osobie; Cesarstwo było bardzo drażliwe jeśli chodzi o okazywane im maniery. Z drugiej strony, sami nie zawsze byli lśniącymi przykładami sztuki kulturalnego postępowania, bo chociażby teraz! Biedna Aria została praktycznie postawiona przed faktem dokonanym. Co jeśli mistrz kucharski, na którego przybycie wciąż oczekiwała, nie zdąży w porę i nie będzie w stanie podać doskonałego dania, które zadowoli wyrafinowane podniebienie damy z cesarstwa? Pech, pech, prawdziwy pech.
Panna Aria westchnęła. Pozostawało jej jedynie czekać, az do drewnianych, zdobionych drzwi jej małej twierdzy zaczną pukać goście.
 
__________________
A true gamer should do his best to create the most powerful character possible! And to that end you need to find the most gamebreaking combination of skills, feats, weapons and armors! All of that for the ultimate purpose of making you character stronger and stronger!
That's the true essence of the RPG games!
Nemo jest offline  
Stary 03-11-2010, 14:27   #2
 
homeosapiens's Avatar
 
Reputacja: 43 homeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodze
Nothis'Rune

Puk,puk.

Wzdychającej Pannie Arii nie przyszło czekać zbyt długo. Drzwi otworzyły się, a za nimi stała już najemniczka. Była bardzo wysoka, jak na kobietę. Jej duże niebieskie oczy otaksowały pannę wzrokiem, następnie kobieta poczęła się rozglądać do okoła.

-Witam. Kiedy wyruszamy?

Krótko i na temat. Nothis nie miała w zwyczaju rozmawiać o pierdołach. Patrząc na nią można było wywnioskować, że raczej nie rozmową zarabia na życie. Zbroja z mithrilu, miecz, który był tak długi, że gdyby nie był przewieszony na skos, to by drapał o ziemię(zwykły człowiek nie potrafił by go zręcznie używać), to świadczyło co nieco o zawodzie tej kobiety. Wyglądała dość młodo i może byłaby nawet ładna, gdyby nie biegnąca przez całą twarz blizna. Zaczynała się ona na prawej brwi, biegła przez nos i kończyła na prawym policzku.

Poza tym dało się zauważyć kilka dziwnych rzeczy. Po pierwsze panna Aria zazwyczaj słyszała jak ktoś podchodzi do drzwi - tym razem nie. Ciało najemniczki wyglądało mniej więcej jak zwykłej kobiety w dobrej formie, a z drugiej strony można było zauważyć, że drzemie w niej jakaś wewnętrzna siła. Coś jakby jej ciało było bronią samą w sobie...

Nothis otuliła się płaszczem i weszła dalej do środka. Nie czekając na odpowiedź na pierwsze pytanie, zadała następne:

-To jakaś nasza baza operacyjna?

Spojrzała na pannę Arię pytającym i nieco zirytowanym wzrokiem. Nie lubiła wymuskanych panienek z wyższych sfer.

-Mamy coś do jedzenia?
 

Ostatnio edytowane przez homeosapiens : 03-11-2010 o 14:30.
homeosapiens jest offline  
Stary 03-11-2010, 15:18   #3
 
Whiter's Avatar
 
Reputacja: 557 Whiter jest jak niezastąpione światło przewodnieWhiter jest jak niezastąpione światło przewodnieWhiter jest jak niezastąpione światło przewodnieWhiter jest jak niezastąpione światło przewodnieWhiter jest jak niezastąpione światło przewodnieWhiter jest jak niezastąpione światło przewodnieWhiter jest jak niezastąpione światło przewodnieWhiter jest jak niezastąpione światło przewodnieWhiter jest jak niezastąpione światło przewodnieWhiter jest jak niezastąpione światło przewodnieWhiter jest jak niezastąpione światło przewodnie
-Gdzie to miało być - wycedził lekko rozjuszony woźnica stając co jakiś i rozglądając się - gdzie to jest ?! Dwa razy w prawo, potem koło kamienia w lewo, a potem miałem już to widzieć!

Dzień nie sprzyjał jego emocjom. Najpierw to, potem jeszcze lekkie braki w jego zapasach które szczelnie przechowywał na wozie. Nie, nie fajnie się dzieje. Przysiadł ciężko wzdychając. Przełożył lejce do lewej ręki, a prawą sięgnął po napoczęty już dzban z winem. Kiedy droga się dłuży, trza ją sobie osłodzić, co nie? Pociągnął sowity łyk, i tak dalej aż w końcu na drodze jego lekko przepity wzrok napotkał coś, co wyglądało jak cel jego podroży. Z daleka nie wyglądało to jak coś pośredniczącego miedzy strażnicą, a fortem. Dopiero z bliska okazało się być, bo ja wiem, zameczkiem?

-Flaffy, prowadzisz ! - nakazał koniu po prawej po czym siadł zasmucony. Wino się skończyło...

Kilka chwil później, nim on sam doszedł do tego czy butelka jest pusta, czy też pełna powietrza, kiedy podniósł wzrok przed jego oczami rozpościerał się mur.

-Wczuwam się w te klimaty - pijacko akcentując zsiadł z wozu. Nogi ugięły się pod nim jak z waty, więc chwile postał zanim one, jak i głowa nadążyły za wydarzeniami.

Teraz już baczniejszym wzrokiem ocenił mury, kamienie, wrota, możliwe warty na murach. Miał już swoje przygody kilka lat wstecz, i tym razem wolał wiedzieć sporo. Przynajmniej im więcej, tym lepiej. Czasami może to uratować nam zadek.
Poprawił sobie skórzana kurtkę, otrzepał skórzane spodnie z pyłów drogi, porem szmatą z wozy wyglancował sobie buty ostatniego krzyku mody. Tak, ta moda ostatnio bardzo krzyczała. Jego ubiór raczej nie wyglądał na kucharza, lecz bardziej na płatnego zabójce. Stylowa skórznia, buty wysoko postawione, kamizelka wykonana z jakiegoś tam materiału, ale dobrze się prezentującego, oj dobrze, no i dwa pierścienie po jednym na dłoń. W tych czasach nawet kucharz miał szalone przeżycia za modu. Kiedy wszystko zostało już chyba spełnione postąpił krok, potem następny, aż w końcu dotarł do drzwi w które zapukał.

-Przybył Alchard Ribendor, kucharz i mistrz tasaka ! -przedstawił się odźwiernemu po czym wraz z wozem wjechał na plac.
Zaczesał włosy w trochę mniejszy nieład, poprawił kurtkę raz jeszcze i podszedł do pani która już czekała nieopodal.
Długowłosy brunet, lat około trzydzieści o zielonych włosach szybkim krokiem podszedł do damy. Jego twarz może i niebyła urodziwa, wręcz przeciętna, ale wiedział co jak się ma i jak trzeba się zachowywać w odpowiednich chwilach i sytuacjach. Teraz tylko trzeba wybadać właścicielkę tego przybytku.



-Alchard Ribendor, kucharz i mistrz wszystkiego co ostre - skłonił się w pół - Postanowiłem odpowiedzieć na twe wezwanie, i zawitać do twego jakże majestatycznego dworu. Przywiozłem trochę orientalnego sera, jak i wino zza granic twej, a z mojej ojczyzny. Jako że jestem człowiekiem wszechstronnym, pałającym się różnymi dziedzinami życia - wskazał skromnie na miecz przy boku - mogę służyć radą, dłonią, i czym sobie pani zażyczy - uśmiechną się dwuznacznie.

Zawsze trzeba pamiętać, że nie ma się drugiej okazji by zrobić to pierwsze wrażenie.
 
__________________
"Znaj siebie i znaj przeciwnika, a możesz stoczyć 100 bitew nie odnosząc porażki"
Sztuka Wojny

Ostatnio edytowane przez Whiter : 03-11-2010 o 17:21.
Whiter jest offline  
Stary 03-11-2010, 21:01   #4
 
Highlander's Avatar
 
Reputacja: 13116 Highlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputację
Dziewczyna o włosach koloru krwi zsiadła z wozu i pomachała na dowidzenia parze sędziwych gnomów, która była na tyle miła aby zaoferować jej transport. Kiedy niziutkie osóbki już się oddaliły, ona dokładnie obejrzała sobie najbliższe otoczenie. Złote oczy uważnie przyglądały się straganom i tabunom krzątających się przy nich ludzi. Niechęć. Wypełniła ją przemożna niechęć do tego miejsca, ujawniona światu w postaci mało wyraźnego jęknięcia. Trochę jak dziecko, które po dłuższej przerwie wraca do szkoły… ale wcale mu się nie śpieszy i najchętniej gdzieś by zabłądziło.

Zabrała z kamiennego chodnika worek podróżny i bez trudu przerzuciła wielgachny miecz przez plecy, zawieszając na nim drugą rękę. Ruszyła spokojnie do przodu, a zwykle donośny odgłos jej okutych butów został natychmiast pochłonięty przez wszechobecny zgiełk. Była odziana skąpo, żeby nie powiedzieć prowokacyjnie, a styl owego stroju dość dobitnie sugerował dzikość i nieokiełznanie typowe dla barbarzyńców z Hordy Lwa. Czarny, futrzany płaszcz zdobił jej barki i plecy. Utrzymane w podobnej tonacji karwasze posiadały liczne, czaszkowe zdobienia. Małe, trupie główki zdawały się łypać potępieńczym spojrzeniem na postronnych. Pod lawiną długich, karmazynowych włosów została przewiązana kontrastująca, biała bandana. Prócz tych rzeczy, elementy ubioru jakie chroniły ja przed kompletną golizną nie były zbyt imponujące. Dwa skórzane płaty spięte żelaznymi ogniwami, które przesłaniały piersi. Zdobiony czerwonymi klejnotami ciemno-szary pas, a pod nim czarna przepaska biodrowa, na wpół zasłonięta przez kolejny fragment skórzanego materiału. Może i dziewczyna nie dbała szczególnie o swój styl, ale zdecydowanie nie dało jej się odmówić imponującej, atletycznej sylwetki. Mięśnie były idealnie ukształtowane i zarysowane, ale ładunek ukryty za parą skórzanych płatów wcale im nie ustępował. Poruszała się pewnie i dumnie, z głową uniesioną wysoko.

Przygryzła wargę, zaś jej ślepia nerwowo sondowały nierówno położone płyty chodnika i wymijających ją przechodniów. Usilnie szukała czegoś na co mogłaby być wściekła. Wściekłość zawsze ukierunkowywała ją na właściwe tory. Wciąż nie była w stanie pogodzić się z tym co usłyszała dwa dni temu z ust Najwyższego Kapłana Korda. Całość sytuacji była dla niej mocno okraszona absurdem i wciąż podejrzewała, że to jakaś wyjątkowo wyrafinowana kpina. Jednak jeśli było to prawdą, Hilda zwyczajnie nie chciała kwestionować woli swojego przełożonego. Nie gdy na szali znajdowała się możliwość ustalenia nowego ładu i porządku, ucierając przy tym nosa jej wspaniałym „rodakom”. Co do jednej rzeczy nie miała wątpliwości – zanim to wszystko się skończy, ktoś pożegna się z kilkoma kończynami, albo (w najgorszym wypadku) z życiem.

Gdy w końcu dotarła do celu, wyciągnęła ze swojego pakunku nieco nadpalony kawałek papieru. Upewniwszy się, że to właściwe miejsce, zgniotła świstek i cisnęła go daleko za siebie. Zapukała do drzwi, a gdy otworzył je służący od razu wkroczyła do środka.
- Hilda Drachensang. Przybyłam na wezwanie pani tej twierdzy.
Nie używała swojego nazwiska rodowego tak długo, że niemal zapomniała jak się je wymawia. W stronach domowych była znana pod wieloma pseudonimami - spora część z nich ponura, lub budząca strach, niektóre odrobinę niecenzuralne. „Krwawa” i „Uświęcona” były chyba najbardziej rozpowszechnione, choć ze świętością miała niewiele wspólnego.

Służący przeanalizował profesjonalnym spojrzeniem każdy cal osoby Hildy, jednocześnie w ogóle nie naruszając jej poczucia godności. Po krótkiej chwili, nie wystarczającej by rzucić nawet najsprytniej zmetamagicznione zaklęcie, kiwnął głową z aprobatą.
- Pani Aria oczekuje na Prawicę Korda w pokoju gościnnym.
Bez słów ani gestów, używając tajnej sztuki znanej tylko lokajom, przekazał kościelnej dostojniczce w sposób najuprzejmiejszy pod słońcem, iż z wielką przyjemnością poprowadzi gościa ku gospodyni. Ta jakoś szczególnie nie oponowała.
 
Highlander jest offline  
Stary 04-11-2010, 03:57   #5
 
homeosapiens's Avatar
 
Reputacja: 43 homeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodze
Nothis'Rune

Gospodyni witała nowych gości. Nothis stwierdziła, że prawdopodobnie odpowie na wszystkie pytania, jak już wszyscy będą. Siedziała sobie spokojnie i ciamkała gulasz, który jakiś pan jej przyniósł. Nie zadawała pytań – tutaj widocznie ściany miały uszy, oczy pewnie też. Była to dla niej normalność w takich miejscach. Ciekawa receptura. Notis odrobinkę ciekawiły kulinaria – na trakcie często gotowała sama dla siebie, bo przecież coś jeść trzeba, a nie zawsze dojedzie się, czy dojdzie do karczmy. Mięso było wołowe, najprawdopodobniej karkówka. Sos musiał być z dodatkiem wielu przypraw, ale czuła ziele z północy i liść z Loree. Dość pospolite przyprawy, jednak nie było ich widać w sosie – ktoś musiał ugotować z nich wywar i odcedzić. To bardzo dobrze świadczyło o kucharzu. Rozgryzienie ziela było nie najprzyjemniejszym wszak doświadczeniem.

Kucharz przedni, może tu zabawię jakiś czas...


Twierdza nie była zbyt wielka, a Notis miała dobre uszy. Kiedy tylko Archibald wszedł do pokoju gościnnego kobieta wytarła twarz wierzchem dłoni i powiedziała:

-Powitać. Chwali się pan winem z daleka, to może wypijemy na dobry początek znajomości. Pani Hildo, Kord chyba nie zabrania? A gospodyni, to chyba nie może odmówić...


Właściwie miała ochotę na alkohol. Nie upiła się chyba od szesnastu lat, a piła dość często i obficie. Po prostu była wytrzymała jak stary krasnal. Plusem mogło być, że choć ociupeńkę nowym towarzyszom rozwiążą się języki. Warto wiedzieć z kim się człowiek pakuje w bagno – z człekiem, który pomoże wyjść, czy też popchnie głębiej, licząc, że lepiej na tym wyjdzie...
 

Ostatnio edytowane przez homeosapiens : 04-11-2010 o 12:29.
homeosapiens jest offline  
Stary 04-11-2010, 15:02   #6
 
Rudzielec's Avatar
 
Reputacja: 38 Rudzielec jest na bardzo dobrej drodzeRudzielec jest na bardzo dobrej drodzeRudzielec jest na bardzo dobrej drodzeRudzielec jest na bardzo dobrej drodzeRudzielec jest na bardzo dobrej drodzeRudzielec jest na bardzo dobrej drodzeRudzielec jest na bardzo dobrej drodzeRudzielec jest na bardzo dobrej drodzeRudzielec jest na bardzo dobrej drodzeRudzielec jest na bardzo dobrej drodzeRudzielec jest na bardzo dobrej drodze
Wyglądała posągowo, wysoka i szczupła z piękną twarzą jak z najdroższej porcelany. Ubiór wspaniale podkreślał jej kobiece kształty gdy wyłaniała się powoli z cieni mijanych budynków.
„Jak muchy na trupie, albo właściwie, jak hordy robactwa wszelkich kształtów i kolorów. Przydałby się niewielki korpus ekspedycyjny żeby spacyfikować tą smrodliwą dzicz ale nie warto bawić się teraz w wojnę.” Myślała patrząc na tętniące życiem zbiorowisko dookoła. Wynajęła rikszę więc nie martwiła się ani o to czy znajdzie wskazany budynek ani o to, że pobrudzi ubranie przemierzając ulice razem z tymi dzikusami.
~Ech wysyłać mnie do takiej misji, czy nie ma już nikogo innego kto mógłby zrobić to lepiej?~ Myślała zastanawiając się nad dziwnym brzmieniem polecenia jakie otrzymała. ~Cóż lepsze to niż niekończący się koszmar logistyczny na przyczółku.~

Gdy dotarła na miejsce poświęciła chwilę na ocenienie fachowym okiem budynku, zdecydowanie nawet jeśli nie usprawniono go magicznie był solidnym i dość łatwym d obrony miejscem. Przy czym charakteryzował się pewną miłą oku symetrią jak na barbarzyńską budowlę.
Podeszła do strażnika przy drzwiach.
-Jestem Qiūfēng zhī gē twoja Pani mnie oczekuje.- Pięknie zdobiony strój, chłodny ton wypowiedzi, zimne pogardliwie spojrzenie i cień kpiącego uśmiechu u przybyłej, pogonił strażnika lepiej niż wprawnie użyty bat. ~Miło widzieć, że hołota zna mores przed lepszymi od siebie, gdybyż tylko wszystkie te „dzikie konie” ,jak nazwał raz dzikusów mędrzec Hsien, udało się zaprząc do pracy na chwałę Cesarstwa…~ Z zamyślenia wyrwał ją starczy służący, najwyraźniej najwyższy rangą w tym domostwie który całkiem zgrabnie wyraził zaszczyt bycia jej przewodnikiem. Widać było, że jest profesjonalistą, ruchy, maniery, drobiazgi tworzące ideał służącego. Był temu bardzo bliski, kiedy stanęła w końcu przed panią tego domostwa i złożyła ręce w tradycyjnym geście powitalnym zauważyła, że ten stary sługa spiął się jak do skoku. ~Boi się i nie ufa mi, i ma dość odwagi by próbować mnie powstrzymać gdybym groziła jego Pani, ciekawe.~

-Pozdrawiam was Pani w imieniu swoim i Cesarstwa. Mam nadzieję, że nie przeszkodziłam w żadnych planach na to piękne popołudnie?-powiedziała dając do zrozumienia, że zauważyła resztę osób zebranych w pomieszczeniu ale nie uważa ich za wartych większej uwagi. To jednak była nieprawda, zdążyła się dobrze przyjrzeć każdej z osób w pomieszczeniu i już wyciągała wnioski. Choć nauki jakie wyniosła z Pałacu niezbyt nadawały się do oceny tych prymitywów. Wielka i obrośnięta mięśniami kobieta nieopodal wydawała się wręcz archetypem dzikiego małpoluda z krzykiem szalejącego po polu bitwy. Nie można jej było odmówić pewnego pierwotnego uroku, jeśli lubiło się ten typ... Druga obca kobieta wydawała się nieco bardziej wyrafinowana, jak tak jak kamienny topór jest bardziej wyrafinowany od maczugi. Widać było, że jest sprawna i wie jak sobie radzić w walce zdawało się też jakby pod skórą buzowała jej nienawiść niczym płomień gotowy wybuchnąć. Mężczyzna, był najwyraźniej kucharzem, co już samo w sobie było cudem wśród ludu który uważał pieczenie mięsa nad ogniem za nowomodny kaprys. A jednak coś w jego ruchach, mowie i spojrzeniu przypominało jej podstępnych członków klanu Skorpiona, na tyle, że nie wierzyła aby był tak niegroźny jak się wydawał. Powoli usiadła na jednym z krzeseł jakby dając pokaz gracji i dworskich manier po czym skinęła na gospodynię aby usiadła bliżej.
Przybyła siedziała natomiast z niezmiennie pogodnym wyrazem twarzy, jakby fakt, że otaczają ją sami barbarzyńcy z których dwójka wręcz otwarcie obnosiła się z bronią, nie robił na niej wrażenia.

-Przybyłam tu, szacowna pani Ario aby pokazać, że Cesarstwo poważnie traktuje zapewnienia o przyjaźni i nieagresji powiązane z Paktem oraz zasady pokojowej i przyjacielskiej współpracy jakie przyświecają wszystkim mieszkańcom tego miasta.
 
Rudzielec jest offline  
Stary 04-11-2010, 23:09   #7
 
Whiter's Avatar
 
Reputacja: 557 Whiter jest jak niezastąpione światło przewodnieWhiter jest jak niezastąpione światło przewodnieWhiter jest jak niezastąpione światło przewodnieWhiter jest jak niezastąpione światło przewodnieWhiter jest jak niezastąpione światło przewodnieWhiter jest jak niezastąpione światło przewodnieWhiter jest jak niezastąpione światło przewodnieWhiter jest jak niezastąpione światło przewodnieWhiter jest jak niezastąpione światło przewodnieWhiter jest jak niezastąpione światło przewodnieWhiter jest jak niezastąpione światło przewodnie
' Warto było by się zabrać za rozpoznanie kuchni'

Brylowanie w "Wyższych Sferach" nie było mu obce, ale jakoś tak czuł się lepiej w tych mniejszych warstwach społeczeństwa. Dlaczego? Ci wysoko postawieni często zadzierali nosa, a on jako że miał z nimi pewne doświadczenie czasem robił im śmieszne i proste psikusy z daniami. Od wkładania kokones do kieliszka z winem do plucia do mizerii. Oczywiście nigdy się o tym nie dowiedzieli, bo to mogło by się skończyć falernie. Tacy to dopiero mogą zrobić zamieszanie...
Omiótł wzrokiem plac, gdzie jeszcze przechodził ktoś z służby. Szybkimi krokami podszedł do służącego trochę niższego wzrostu niż on sam, i starszego staży w życiu. Ten zaś słysząc kroki odwrócił się leniwie na co Alchard zareagował szczerym uśmiechem.

-Witaj - rozłożył powitalnie ręce. Trzeba się dobrze ułożyć z każdym - Jestem tym nowym kucharzem po którego posłała pani tego dworu. Jestem tu już od kilku dłuższych chwil, a jeszcze nie wszystko zostało mi przedstawione. Możesz mi zdradzić czy jest już ktoś na zamku?

Najwidoczniej niezmieszany jego nagłym najściem dość bezbarwnie spojrzał na niego, ocenił szybkim spojrzeniem i odrzekł

- Niedawno przybyła tutaj najemnik płci przeciwnej - uśmiechną się przelotnie, na co odpowiedział mu tym samym - ale twarz ma oszpeconą blizną. Wydawała się trochę taka... - zatrzymał się chwile szukając najwidoczniej odpowiedniego słowa.

- Zimna ? - wypalił Alchard. Nie był pewien czy dobrze trafił, ale co mu tam. Jak najemnik to pewnie musiał taki być.

- Tak, coś w tym rodzaju - odpowiedział kiwając głową - tak więc jak na razie jest tylko ona. Z tego co mi wiadomo - tutaj jeszcze raz na jego facjacie pojawił się uśmiech - mają przybyć jeszcze dwie damy. Jakie, to już nie wiem.

-Hmm... dobrze wiedzieć. Jeszcze coś. Gdzie jest kuchnia? No i jeśli ci wiadomo, gdzie jest moja kwatera?

Po krótkim pilotażu "idź tak i tak" dowiedział się tego, czego chciał. Jak się mile okazało, jego pokój znajdował się niedaleko jego miejsca pracy. Mimo wszystko cieszyło go to. Nie chciał być widziany kiedy w stanie kosmicznym wraca do pokoju.

-Jeszcze takie skryte pytanie - spuścił ton rozmowy do bez mała szeptu - Pani Aria ma jakieś ulubione dania?

- Z tego co mi wiadomo - odrzekł również konspiracyjnie - uwielbia poznawać nowe smaki. Cieszą ją nowe doznania - Na te słowa przebiegły mu po plecach ciarki - tak więc wiesz czym jej zaimponować - kończąc rozmowę równie konspiracyjnym mrugnięciem co rozmowa, odszedł pełnić swoje prace.

Teraz stał tak chwile zapierając się rękoma o biodra, po czym wskoczył na wóz, i ściągnął z niego kilka pomniejszych beczek z piwem i winem, kilka paczek z serem, no i skrzynie pełną naczyń. Na samym końcu zabrał z wozu mają, drewnianą skrzyneczkę ukrywając ją przed wzrokiem przechodniów. Chwycił plecak w jedną rękę, piorąc pod pachę skrzyneczkę ruszył przed siebie do kuchni zabierając w turach cały wypakowany załadunek.
Pokój o którym wcześniej wspominał... służący znajdował się faktycznie nieopodal.

'Następnym razem trzeba będzie się zapytać o jego imię'

Wszedł, drzwi były otwarte. Pierwsze co rzucało się w oczy to dwuosobowe, średniej jakości łoże zasłane świeżą pościelą, nieopodal od niego po prawej mała komoda, a po przeciwnej stronie stała szafa. Cały wystrój tego pomieszczenia był prosty, i to go cieszyło. Białe ściany z średniej wielkości oknem sprawiały jak gdyby pokój ten nie widział nigdy mroku nocy. W drzwiach o drugiej stronie znajdowały się klucze.
Pierwsze co zrobił, to sprawdził wolną przestrzeń pod łóżkiem. Okazała się idealna. Następnie wsuną tam małą skrzyneczkę, powstał i rzuciwszy plecak na komodę zaczął się rozbierać. Zdjął brudną, przepoconą białą koszule, którą zastąpił bliźniaczą, złożył kamizelkę, otrzepał raz jeszcze kurtkę, i w ten sposób okazał się gotowy. Prezentowanie się z bronią będąc kucharzem nie wypadało mu, tak więc postanowił pozostawić ją w komodzie.
Po kilku kolejnych rundkach i zabraniu wszystkiego do kuchni mógł przystąpić do dzieła. Nowa pracownia była wyposażona w wszystko czego jego dusza mogła tylko zapragnąć. Spiżarnia, przepełniona zapasami dawała mu nie małe pole do popisu.

- Mamy tutaj najemnika, i jest to kobieta - mruczał sobie pod nosem - pewnie preferuje prostotę, albo proste zagmatwanie. Tak czy owak ja mam smak na gulasz wołowy z pajdą chleba i kubkiem piwa. Pewnie wejdzie jej to do gustu. Swoją drogą, ciekawe jak wygląda...

Obrócił się na pięcie i zajął się robotą. Woda, przyprawy, pokroić mięso, etc, etc. W między czasie dochodzenia dania, postanowił poczęstować czymś pozostałych. Na sam początek coś prostego i nadającego się na sale. Koreczki z sera, wędliny, papryki, ogórka kiszonego i oliwki, tatar z słodko-pikantnymi przyprawami podanym na krakersach chlebowych, kilka kielichów wina dla gości. Najgorszy był brak czasu, lecz przygotowanie tego zajęło mu zaledwie godzinę.

-Powiedzmy że jest to przekąska - tłumaczył się sam przed sobą - ale tatar był robiony specjalnym przepisem. Początkowy wybuch słodkiego mięsa, przeradzający się z łagodnego pieczenia w coraz to większe - kontynuował monolog. Czasem odczuwał potrzebę porozmawiania z kimś naprawdę inteligentnym...

Zręcznym ruchem chwycił tace z winem w lewą rękę, natomiast przekąski w prawą i pomaszerował pewnym krokiem do sali przyjęć, którą raczył już poznać przekradając się z ładunkiem coraz to nowszym drogami.
Wychodząc zza rogu, jego oczy spostrzegły nieopodal siedzącą kobietę z charakterystyczną blizną na twarzy. Obok niej spoczywała bardzo ładna, przenośna gilotynka. Sama odziana w zbroje z mithrilu prezentowała się... bo ja wiem, profesjonalnie?
Kolejny krok dalej, i dwie sekundy później jego oczy ujrzały Diabła! W sali znajdowała się kolejna kobieta, na której widok nie był przygotowany. Jego krok nabrał trochę mniej, a następnie więcej odwagi zmierzając dalej w stronę stołu.

'Ta para cycków jest interesująca, lecz potencjalnie niebezpieczna'

Zdawał się słyszeć o niej, ale jakie to plotki nie docierają do kuchni. To co się mu w niej podobało to dzikość, włosy, siła, siekacz pospólstwa, uroda, ryzyko zagadania...
Odrywając wzrok od jej bimbołków niczym zużytą gumę z pod ławki ujrzał jak pani domu rozmawia z jeszcze jedną kobietą. Dopiero teraz dotarło do niego, że jest jedynym mężczyzną na sali. Panią domu miał już okazje poznać, lecz ta druga piękność nadal była dla niego zagadką.

'Arystokracja, na bank. Uroda, ubiór, postawa, sposób mówienia, wyższość stanu, ehh...'

Jęknął w duchu. Nie miał im nic przeciwko, nawet czasami wręcz przeciwnie, ale mieszanka najemnika, barbarzyńcy i arystokraty jest niestabilna jak gotowane jajo czerwonego smoka. W dodatku to kobiety.
Chwile później dotarł już do stolika, rozłożył talerzyki z przystawkami, tace z kielichami z winem, i z ciepłym uśmiechem podał półmisek pełny gulaszu w stronę kobiety blizną. Następne podał talerzyk z dwoma grubymi pajdami chleba, sztućce, a sam z oddechem ulgi przysiadł na chwile. Dopiero teraz zorientował się, że to jeszcze nie wszystko. Podniósł zadek i zaoferował wszystkim w sali wino, jeszcze młodego wieku. Trochę cierpkie, ale przyjemnie grzeje, oj tak, przyjemnie...
Teraz dopiero po rzetelnie spełnionym obowiązku powrócił na swoje miejsce nieopodal pałaszującej wojowniczki, której najwidoczniej to co ugotował smakowało.
Popijając swoje wino lustrował gobelin przedstawiający lwa, stojącego na dwóch łapach wyhaftowanego, bo ja wiem, tribalem? Całość jak dla niego wyglądała rewelacyjnie.



No i siedział tak czekając na przejęcie inicjatywy przez Arie, a sam lustrował otaczające go obrazy, gobeliny no i piersi. Ale oczywiście to ostatnie skrycie. Nie chciał wyjść na chama.
 
__________________
"Znaj siebie i znaj przeciwnika, a możesz stoczyć 100 bitew nie odnosząc porażki"
Sztuka Wojny
Whiter jest offline  
Stary 05-11-2010, 12:49   #8
 
Highlander's Avatar
 
Reputacja: 13116 Highlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputacjęHighlander ma wspaniałą reputację
Podczas krótkiego spaceru po imponującej twierdzy, mogła zauważyć wiele rzeczy. Kunsztownie wykonane ozdoby naścienne, obrazy i inne obiekty sztuki były w stanie poruszyć niemal każdego, bowiem reprezentowały naprawdę szeroką paletę stylów i technik. Może Hilda nie była wychowanką Kolegium Bardów, ale nawet ona mogła zauważyć, iż dzieła te pochodzą z najróżniejszych zakątków świata. Drewniana robota zawistnych elfów z Lasu Grotów, obraz namalowany przez jej przełożonego, a także figurka przedstawiającą piękną kobietę z dalekiego wschodu. Z detalami na tyle dopracowanymi, że co bardziej niewinne jednostki mogłyby spłonąć żywcem z zażenowania. Jednak Hilda od zawsze była bardziej zainteresowana innego rodzaju sztuką - sztuką bicia osób po głowie tak długo, aż z owej głowy wypadną wszelkie złe pomysły i intencje. Stąd jej wzrok bardziej przyciągał kroczący przed nią lokaj. Z pewnego powodu, przywoływał pannie Drachensang na myśl obraz świątynnego gwardzisty, który nigdy nie rzucał się specjalnie w oczy. Był ignorowany niemal przez wszystkich… a gdy druid-zamachowiec próbował wysadzić siebie i Kapłana Generała, element dekoracji ściął mu łeb nim tamten zdołał powiedzieć “jagody”.

Powiązanie między stąpającym przed nią lokajem i owym morderczym obrazem zdawało się być dosyć silne. Ostatecznie, po zdobyciu schodów wizualnie przypominających fantazyjny wodospad, pani Drachensang dotarła do swojego celu. Cel ten był obecnie zajęty przyjmowaniem nowej siły tnącej, na którą składały się dwie inne niewiasty, oraz kucharz. Prawica Korda pokręciła głową i fuknęła pod nosem jak rozdrażniony ryś. Luki w ochronie panny Arii były naprawdę rażące. Nawet najpotężniejsza na świecie magia nie mogła w pełni zastąpić odrobiny logicznego myślenia i zdrowej dawki paranoi. Czy ktoś wylegitymował tych ludzi przed wejściem? Czy ktoś raczył chociażby sprawdzić ich tożsamość i upewnić się, że faktycznie są osobami za które się podają? Równie dobrze mogła właśnie…

Stojąc przy reszcie nowoprzybyłych podróżników, Hilda ostro pociągnęła nosem, zupełnie jakby właśnie wyczuła jakiś ohydny fetor. Jej oczy, niczym dwie złote piki, natychmiast skierowały się w stronę Qiūfēng zhī gē. Niepozorna, porcelanowa dziewuszka z Cesarstwa skrzyła się namacalną aurą zła. Jakby władcze, przepełnione butą monologowanie nie było wystarczającą podpowiedzią co do jej nastawienia względem reszty świata. W normalnych warunkach sytuacja zostałaby rozwiązana szybko, przez zwyczajną aplikację siły i usunięcie osoby nieporządnej z budowli. Jednak obecne okoliczności zmusiły krwawą pannę do wzięcia pod uwagę potencjalnych konsekwencji. Wejście w fizyczną konfrontację bez wcześniejszej prowokacji mogło skończyć się katastrofą dyplomatyczną. Trzeba było więc poczekać aż napatoczy się jakaś dobra wymówka.

- Hilda Drachensang, Prawica Korda. Przybywam na polecenie Rady Rządzącej Inkwizytorów. Stolica rozpatrzyła pani prośbę pozytywnie, pani Ario. Wobec czego, podczas mojego pobytu, dołożę wszelkich starań aby chronić pani zdrowie i życie.
Formalnie i rzeczowo przedstawiła się zarówno gospodyni, jak i wszystkim wokoło. W przeciwieństwie do nich, ona nie miała niczego do ukrycia. Nie zdążyła niestety powiedzieć już nic więcej, bo oto kucharz zdecydował się na podanie posiłku. Gulasz. Dość mało wyrafinowana potrawa jak na tak bogate domostwo… a skoro już o tym mowa, w owym kuchciku także było coś dziwnego. Co prawda nie emanował oślepiającą aurą zła, ale jego ruchy i manieryzmy sugerowały osobnika mogącego stanowić potencjalne zagrożenie. Kogoś kto zarabia na życie wbijaniem noża między czyjeś łopatki, a nie używaniem go do krojenia cebuli. Hilda szybko zrozumiała, że będzie musiała mieć na niego oko.

Jadła dość skromnie, dokładnie smakując każdy kęs pożywienia. Bezbłędnie posługiwała się łyżką i widelcem, nie ciamkała. Nawet nie siorbała, gdy zdecydowała się sięgnąć po kieliszek z winem. Zupełnie jakby chciała zagrać na nosie stereotypowi nieokrzesanego, dzikiego barbarzyńcy. W tym wszystkim popełniła jednak pojedynczą, kolosalnych wręcz rozmiarów gafę. Najwyraźniej z premedytacją. Jej lewa dłoń, przez całą długość trwania posiłku, pozostawała zaciśnięta na rękojeści miecza. Nie tylko dawała do zrozumienia pozostałym jedzącym, że nie darzy ich zaufaniem, ale również uświadamiała gospodynię, że następnym razem powinna lepiej przemyśleć to, kogo właściwie wpuszcza do swego domostwa. Krępująca sytuacja została chyba najmocniej odczuta przez Qiūfēng zhī gē, ponieważ gest dziewoi o krwawych włosach stanowił bezczelną parodię zwyczaju pochodzącego z jej stron.
- Pani Ario, po posiłku chciałabym zamienić kilka słów na osobności.
Beztroskie słowa Hildy przeleciały nad stołem niczym kula armatnia.
 
Highlander jest offline  
Stary 09-11-2010, 20:23   #9
 
Nemo's Avatar
 
Reputacja: 823 Nemo jest godny podziwuNemo jest godny podziwuNemo jest godny podziwuNemo jest godny podziwuNemo jest godny podziwuNemo jest godny podziwuNemo jest godny podziwuNemo jest godny podziwuNemo jest godny podziwuNemo jest godny podziwuNemo jest godny podziwu
Aria starała się jak mogła. Robiła dobrą minę do złej gry; i trzeba przyznać, iż owa mina była dodatkowo nadzwyczaj słodka i generująca nagłą chęć roztoczenia nad niefortunną gospodynią płaszcza czułej ochrony. Baww.
Jednak mimo jej dzielnych starań, było jak na dłoni widać, iż cała ta sytuacja definitywnie ją przytłacza. Gdzie “cała ta sytuacja” niemal równała się “Cesarskiemu najazdowi”.
-[i]Nie nie, szlachetna Qiūfēng zhī gē, nie przeszkadzasz! Wręcz, wręcz przeciwnie, wieść o Twej wizycie była najaśśniejszym momentem dzisiejszego dnia!/i]
Być może nie kłamała. W jej oczach tańczyła pewna iskra fascynacji i zaciekawienia, gdy w końcu odważyła się otwarcie spojrzeć na cudzoziemkę; starannie, a może nawet nieco bezczelnie, spenetrowała wzrokiem każdy zakątek fantazyjnego stroju swojego gościa.
Z drugiej strony, osoba Hildy, mimo iż teoretycznie nie miała zbytnio czym przyciągać do siebie ariowego wzroku, omal nie wywołała w biednej gospodyni zeza rozbieżnego. Być może to przez te tak rzadko spotykane ognistoczerwone włosy, które najłatwiej ujrzeć można podczas opowieści barda, który ubarwia ją małym iluzyjnym pokazem, mającym pomóc wyobrazić sobie bohaterów. W końcu, nagle i po diable, zebrała się w sobie, zupełnie niczym dziewczęcie mające podejść do swojego bardziego idola i podreptała do Drachensang.
-Jestem winebowzięta! Naprawdę nie wierzyłam, że pani zgodzi się przybyć...już teraz czuje się bezpieczniej.
Z niemal namcalną ulgą wypuściła powietrze z płuc. Chwileczkę później przybył obiad, na co z dziecięcą radością niemalże podskoczyła, stukając o siebie kolanami i niemalże przyklaskując kucharzowi za genialne wyczucie czasu. Do posiłku zasiadła z energią, której jeszcze przed chwilą nie posiadała, a najwyraźniej posiłek wypełniał nie tylko jej żołądek, ale również pewność siebie.
-Proszę o wybaczenie, drogie panie - wypalił kucharzyna lustrując stół i półmiski. Widać było że nie był zadowolony z tego co było na stole, co przedstawił kilkoma grymasami- ale proszę wyrozumiałość. Czas naglił, a nie chciałem pań odprawić z pustymi żołądkami. Mam nadzieję że nie macie nic przeciwko mojej osobie przy tym stole, i że posiłek i zakąski do wina będą spełniały wasze gusta. Wino jest młodej daty, niedawno obchodziło swoje piąte urodziny, lecz jego cierpkość nagradza podniebieniu słodkość tutejszej papryczki
-]Mmm...przepyszne. Panna pokiwała głową i posłała bardzo zadowolone spojrzenie kucharzowi. Była na tyle wspaniałomyślna, iż w geście popularnym pośród niektórych poszukiwaczy przygód, uniosła kciuk do góry. Wtedy jednak jej uwagę zwróciła Drachensang.-I hm? Kilka słów na osobności? Z przyjemnością!
Prawdopodobnie nie zdawała sobie sprawy z tego, że pozostali goście mogli to odebrać na tonę sposobów, nie wszystkie pozytywne. A jeśli wiedzała, to robiła to albo z premedytacją, albo najzwyczajniej w świecie miała w nosie.
-Ah, gdyby tak jeszcze dodać do tego wszystkiego dźwięk muzyki! Potrafi które z was grać na instrumencie?
Najwyraźniej pani Aria nie sądziła, by interesy były dobrym tematem do rozmów przy stole.
-Może pani Qiūfēng zhī gē zaszczyciłaby nas jakąś pieśnią, melodią bądź poematem? Uwielbiam sztukę Cesarstwa! W razie potrzeby, mogę nawet zawołać po odpowiedni instrument.
Nothis siedziała w miejscu, kończyła już gulasz, a informacji ze strony pani Arii nie było dalej. Zdenerwowała się.
-Do diablą! Powie pani wreszcie coś konkretnego...

Ku zaskoczeniu wszystkich egzotyczna przedstawicielka Cesarstwa, uprzejmie podziękowała za potrawy delektując się jedynie winem. Jawne wyzwanie rzucone przez wielką kobietę zwaną Hilda otwarcie trzymającą miecz zaszczyciła rozbawionym spojrzeniem zza wachlarza. Zwykle zarezerwowanym dla dzieci które zrobiły coś głupiego ale wybacza się im no bo to tylko dzieci…

-Zaprawdę z pokorą przyznaję, że nie zostałam wyszkolona na komediantkę.-kwaśno stwierdziła kobieta patrząc na panią Arię jakby ta właśnie napluła jej do wina. ~Prosić mnie o pieśni i wiersze jakbym była jakąś wędrowną aktorką zabawiającą gawiedź! Albo jest głupia, albo ma niesamowity tupet, albo jest piekielnie cwana i wie co robi, no dobra gąseczko chcesz wiersza? Masz tylko się nie udław.~- Pozwól Pani, że zadeklamuję dzieło jednego z mych ulubionych poetów Li Bai. Ponieważ jednak w krajach barbarzyńskich język cesarstwa nie jest rozpowszechniony więc postaram się na miarę swych możliwości przetłumaczyć.-
Kobieta wstała spokojnie, składając ręce w rękawach swej szaty, lekko uniosła głowę i rytmicznym pewnym głosem zaczęła deklamować przymykając oczy:

-Zmierzch. Czas najwyższy, schodzimy więc z góry.
Za nami śmiało księżyc wierny stąpa.
Patrzę za siebie - na przebytą drogę:
Tam szarość tylko rozciąga się skąpa.
Z Hu ręka w rękę idziemy do chaty.
Syn jego już furtkę otwiera dla taty.
Pędy bambusa gęsto zdobią drogę,
Ich sieć zahacza lekko nasze szaty.
O, jakże miło usiąść i rozmawiać,
Dobrego wina krople strząsać z czarki
I razem śpiewać, a na to nie bacząc,
Że Yu feng kołczan już włożył na barki.
"Byłem się upił i tyś wesół także.
W szczęściu się smutki zapomina wszakże."


- Yu feng to jeden z naszych gwiazdozbiorów, nie jest on w tych dzikich stronach widoczny.-wyjaśniła kobieta siadając z powrotem na miejscu- zaś kołczan to grupa trzech gwiazd które pojawiają się przed świtem, gdy według legend Niebiański Myśliwy rusza na łowy. Hu to imię przyjaciela z dzieciństwa autora, z którym udało mu się spotkać po wielu latach które spędził na Dworze. Piękny wiersz prawda? Tak prosty a jednocześnie pełen radości… Niestety Li Bai nie zaszczyca już Dworu swymi pieśniami. Zginął podczas rzezi jednej z osad granicznych gdy próbował pertraktować z jednym z tamtejszych plemion. Wspominam go jako gorącego zwolennika pokoju pomimo różnic jakie dzielą nadal nasze narody na każdej płaszczyźnie. Pewnie dlatego tak mocno pamiętam widok jego wykastrowanego ciała, bez rąk i nóg, miał również obcięte uszy nos i język, a także wypalone oczy. Co ciekawe, - zimnym tonem kontynuowała kobieta nie zwracając uwagi na bladość twarzy pani Arii ani jej minę gdy zakrywała dłonią usta.- wszystkie te rany zostały opatrzone nim wbito go na pal więc zdołał przeżyć na nim jeszcze osiem dni, niestety pomimo wysiłków naszych uzdrowicieli zmarł w miesiąc później. Może zechcecie państwo usłyszeć jeszcze jakiś jego utwór?-zapytała niewinnym tonem rozkładając wachlarz i osłaniając nim twarz jakby chroniła się przed zapachem krowiego łajna. Po czym zerknęła zza niego na zebranych zimnym, pogardliwym wzrokiem.

Ognistowłosa wbiła widelec w kawałek mięsa z siłą tak wielką, że metal potarł o porcelanę, wyzwalając drażniący pobliskie uszy zgrzyt. Dokładnie przeżuła ostatni element posiłku, po czym podniosła wzrok i obdarowała recytującą osóbkę pełnią swojej uwagi.
- Hmmm. Jeśli zdolności dyplomatyczne tego autora były równie imponujące co jego artystyczna kreatywność, to biorąc pod uwagę wszystko co mu zrobili… i tak obeszli się z nim nader litościwie. Przykro mi to mówić, ale pijany, bezzębny bard ze slumsów Alvirath posiada więcej talentu. No chyba, że całe piękno owego dzieła uleciało w przekładzie.
Hilda poświęciła nieco czasu aby równo ułożyć sztućce na talerzu.

Spijał wino nie odrywając kielicha od ust wrywszy wzrok w gobelin. Przysłuchiwał się uważnie pięknemu poematowi damy z cesarstwa.
' Piękny poemat z ust pięknej damy, ale... '
Z zamyślenia wyrwał go jad, jaki właśnie toczył się przy stole. Polityka. I to na dodatek zagraniczna. Ehh...

-Cierpkie - skomentował, odrywając w końcu kielich od ust - ale wiersz za to przedni. - skiną głową posyłając damie skromny uśmiech - Zaciekawiła mnie pani anegdota ap ropo świętej pamięci Li Bai, dyplomaty Cesarstwa. Przykry los go spotkał, ubolewam w duchu, ale czy prowadzenie pokojowych rokowań z plemieniem zdenerwowanych barbarzyńców, czy też dzikusów jak ich wcześniej określano nie było ryzykiem nazbyt pewnym? Zaiste, polityka cesarstwa jest mi obca, i te wszystkie zawiłości plączą się ze sobą także, ale jego zdolności dyplomatyczne można wsiąść pod rozważanie. Chyba nie uraczył Wielkich Wojowników na powitanie poematem? - skrzywił się spoglądając ukosem na ognistowłosą - Od pewnego czasu stąpam po tym świecie, i zwiedziłem nie jeden jego zakątek. Kraje barbarzyńców, jak pani raczyła ich nazwać, przemierzyłem kilkakrotnie. Są to ludzie, którzy cenią sobie siłę, honor, odwagę i pamięć przodków. Oni nie są dyplomatami. Dla nich rozstrzygnięcie sporu wiąże się z pojedynkiem, starciem a już w ostateczności rokowaniem. Rokowaniem wodzów, bądź też starszych których legenda wyprzedza życie. Tak więc istnieje szansa, że mogli poczuć się urażeni, i stało się tak, jak się stało - z finiszował ze stoickim spokojem dopijając resztkę wina. Grunt, to zrównoważyć i wyciszyć sprzeczne tematy przy tym stole, zanim polecą w powietrzu sztućce.

~Kim ty właściwie jesteś Lisku? Nie służący, raczej nie szpieg, jakbyś stał z boku i przyglądał się tylko…~ Pomyślała kobieta ostentacyjnie ignorując wypowiedź Hildy, ~Widać, że się dziewuszka stara jak może, cud prawdziwy, że nie przebiła tego talerza na wylot. Szkoda by było, ładna zastawa…~

-Nie zostaliśmy chyba sobie formalnie przedstawieni,-tu Qiūfēng wymownie spojrzała na gospodynię.- więc nie wiem w jakiej formie rozpocząć. Jedyne co mogę powiedzieć w sprawie Li Bai to że przez sześćdziesiąt lat swego życia zdobył sobie sławę zarówno poety, jak i stratega, oraz przetrwał intrygi Dworu Cesarskiego. Osobiście miałam też okazję podziwiać jego umiejętności walki, zdecydowanie nie ustępował większości widzianych przeze mnie kobiet i mężczyzn z tutejszych wybrzeży. Lecz prawda o tym co spowodowało tą tragedię pozostaje niestety poza naszym zasięgiem.-Westchnęła z żalem kobieta.- Jeśli dobrze pamiętam, uderzenie odwetowe zatrzymało się dopiero na granicy ziem innego klanu, z którym Li Bai z sukcesem zawarł kilka umów handlowych, zostawiając po sobie tylko wodę, niebo i ziemię. Niestety mimo iż mój lud ceni opanowanie i spokój potrafimy całkiem żywiołowo reagować na różne sprawy. Ale, opowieści o bitwach i innych przygodach wojennych można chyba zostawić na później. Jeśli się nie mylę moja recytacja wstrzymała ważną rozmowę Pani Arii, jeśli to możliwe proszę mi wybaczyć i kontynuować.
 
__________________
A true gamer should do his best to create the most powerful character possible! And to that end you need to find the most gamebreaking combination of skills, feats, weapons and armors! All of that for the ultimate purpose of making you character stronger and stronger!
That's the true essence of the RPG games!
Nemo jest offline  
Stary 10-11-2010, 05:19   #10
 
homeosapiens's Avatar
 
Reputacja: 43 homeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodzehomeosapiens jest na bardzo dobrej drodze
Miło sobie to tak mówić w powietrze. Bardzo miło. Nothis'Rune stwierdziła, że przy następnej okazji, kiedy któraś osób z tej szajki coś takiego zrobi poczuje ogień i lód gdzieś głęboko we własnych bebechach. W sumie ta myśl poprawiła jej nastrój. Pomyślał by kto, że jako zawodowy najemnik powinno się przywyknąć do takiego traktowania. Coś w tym było. Jednak Nothis nie była zwykłym najemnikiem. Była kimś, o kogo usługi trzeba było się ubiegać i nieraz stać w kolejce, bądź też oferować horrendalne pieniądze. Przyszła tutaj z własnej woli i wyglądało to bardziej na wspólne przeszukiwanie podziemi niż zlecenie, więc oczekiwała szacunku. Nie lubiła mówić zbyt wiele. Czyny mówią głośniej niż słowa. Ten, którego będzie składał jakiś świętobliwy mąż zapamięta by zwracać uwagę. Poza tym pani Aria miała jeszcze szansę się zreflektować.

Wróciła do tematu poematu.

-Sztuka szczerze mówiąc jest dla mnie warta tyle, za ile można ją sprzedać. Tacy jak Ty

Tutaj Nothis rzuciła wymowne spojrzenie przybyszce z Cesarstwa, której imienia nie zdążyła jeszcze zapamiętać.

czasem żyją zbyt długo. Normalne rzeczy przestają was bawić.

Ciekawe jak zareaguje.

Najemniczkę zaciekawiła osoba kucharza. Właściwie wiedziała, że zajmuje się on nadziewaniem czyjegoś mięsa na metal, ale po co przedstawiać się jako kuchcik?

Pogadajcie sobie ile tam chcecie. Po kryjomu albo na dziedzińcu, kij mnie to obchodzi. Ja chcę wiedzieć gdzie dokładnie idziemy, czego możemy się spodziewać i przede wszystkim kiedy. Słyszałam różne plotki, w których główną nutą jest "nie ma czasu do stracenia".

Nothis mówiąc to wstała i obrzuciła wszystkich spojrzeniem, które miało im powiedzieć "pamiętajcie, że was też to dotyczy".
 

Ostatnio edytowane przez homeosapiens : 10-11-2010 o 05:21.
homeosapiens jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 01:01.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169