Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 16-06-2011, 02:30   #1
 
one_worm's Avatar
 
Reputacja: 316 one_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skał
[Autorski]Smoki

Początek Pierwszej Gwiazdy

moki, prastare istoty, zioną ogniem, często, lecz nie zawsze. Czarny smok potrafi zionąć ogniem i najczęściej nim właśnie rzyga podobnie do Czerwonego czy Złotego. Inne oddechy jakie są spotykane rzadziej, lecz nader często to kwasowy lub trujący. Smoki zamieszkują głównie jaskinie, które są zasiedlone przez pomniejsze sługi, zazwyczaj w niedostępnych partiach gór. Dieta zwykłego smoka, przeciętnego to nic innego jak dziewica, lub też owca wyładowana siarką, podstępnie smoki zadana. Każdy smok posiada skarbiec w którym to trzyma niezliczone kosztowności, a im starszy jest, tym cenniejsze skarby posiada. Należy pamiętać, że każdy smok, niezależenie od wszystkiego jest istotą złą, niedobrą, z góry zakładającą podstęp i podstępem walczy. Wszyscy ci, którzy kiedykolwiek natarli na smoka, a przeżyli twierdzą, że był to najbardziej ryzykowny, ale i też opłacalny w ich życiu moment, chwila.

Błogosławieństwo i przekleństwo

Góry szare. To tutaj krasnoludy posiadają swoje kopalnie i szyby, które sięgają nieskończenie głęboko w trzewia ziemi. To tutaj wiele rzek poczyna swój bieg od strumienia, a szlaki handlowe nęcą kupców do szybszych podróży. Góry tak stare jak świat. Powiada się, że bogowie rodzą się tutaj i umierają, tak jak umiera człowiek i rodzi się albo każda inna śmiertelne istota. Drzewiej bogowie żyli wśród wystraszonego ludu, ofiarowali w zamian za swoją pieczę i protekcję, modły od istot pomniejszych. Dla zabaw? Potęgi? Ale bóstwa żyją i umierają, prędzej czy później każdy z nich umrze, poza Bogiem Ojcem Ojców, poza BOO, który jest czasem i panem życia i śmierci, który ten wszechświat stworzył, nadał mu pęd i prawa, a który to ten cały wszechświat zniszczy. Każdy z bogów, jak potężny by nie był nie sięgnie dalej niż BOO. On jest celem, do niego modlą się bogowie, on jest najwyżej. Każdy jeden bóg musi mieć swoich wyznawców, każdy jeden musi podporządkować swą wolę JEMU!

Góry Szare, godziny nocne
Wszyscy mieszkańcy zarówno wiosek, miast jak i ogólnie gór żyli jak zwykle w dniu dzisiejszym. Oto strudzony podróżą bard wszedł do przyjaźnie wyglądającej karczmę na rozdrożu, a to gdzieś indziej kapłan właśnie skończył wieczorne modły. Jakieś dziecko zapewne kładło się spać, a jakieś inne wyczekiwało, ostatniego już teraz, zdania, kończącego opowieść na dobranoc. Tak i było dzisiejszej nocy, a dokładniej być miało. Wszystko zapowiadało się na to, że nic tego nie zmieni.

Wszechświat miał jednak inne plany, nie przejmował się tym, że ktoś może chcieć odpocząć, nie przejmował się tym, że chce taki górnik odpocząć po ciężkim dniu. Nie. Wszechświat właśnie zaczął myśleć, a wtedy zrodziła się Idea. Ta ewoluowała, niosąc płomień Zdarzenia do wszystkich światów, wybierając najwłaściwszy. Gdy tylko Płomień zdarzenia uderzył w ten świat nastąpiła Zmiana, najpierw niebo przeciął błysk, później widać było smugę, smugę światła...a na końcu słychać było huk w posadach ziemi i cała noc zatrzymała się na chwilę, echo zaś przetoczyło się po wszystkich kanionach. Słychać było symfonię bicia i grzmotu, oto nastała Idea, która niosła płomień Zdarzenia. Oto umarł bóg, oto zwolniło się miejsce w Panteonie. Oto zostanie wybrany nowy. Świat wszedł w Erę Smoka, Rok Ognia, miesiąc Drewna. Wszystko wskazywało na to, że cokolwiek się nie zdarzy, zdarzy się teraz

Gdzieś w innym planie egzystencjalnym

-Poradzą sobie? Ci co ich wybrałeś, Panie?-Zapytała pierwsza postać, ubrana w czarne szaty utkane z nocy.
-Tak-odpowiedziała istota-Dadzą sobie radę... muszą... Zawsze...
-Tak, Panie

Góry Szare

Gdy huk rozszedł się, wszyscy siedzieli w swych jaskiniach czy też legowiskach, nie mając o sobie zielonego pojęcia, od wieków ściągaliście w ten rejon gór. Od zawsze. Szukaliście czegoś, jedni potęgi, drudzy bogactwa, a jeszcze inni świętego spokoju, bo ile można latać i uganiać się za kwiatem rycerstwa? Huk był ogromny i nawet was zaintrygowała jego siła...a poza tym...moc, czuliście moc, nawet jako tak prastare istoty, które są wyczulone i za nic mają potęgę innych, czuliście się jak pyłki...
Coś was gnało w tamto miejsce...
Odpowiedzi na wasze pytania...
A jedyne co było wiadome to, to, że wioska Czarna Woda zamieniała się w jezioro...
 
__________________
Do szczęścia potrzebuję tylko dwóch rzeczy. Władzy nad światem i jakiejś przekąski.

Ostatnio edytowane przez one_worm : 16-06-2011 o 11:29. Powód: ej, gdzie obrazki? :\
one_worm jest offline  
Stary 16-06-2011, 14:17   #2
 
Ajas's Avatar
 
Reputacja: 186 Ajas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie coś
Tej nocy jak i w wiele poprzednich Savanwertina, spała smacznie zwinięta w kłębek koloru morskiej zieleni, jej boki poruszały się miarowo a koniec ogona z którego wyrastał pędzel długich miękkich włosów od czasu do czasu poruszał się lekko sygnalizując że smoczycy coś się śni. Jednak tej nocy nie dane jej było wyśnić swego snu do końca. Coś wstrząsnęło ziemią, coś wypromieniowało olbrzymią falę mocy sprawiając że zbudzona otworzyła szeroko oczy i rozejrzała się po legowisku jakby spodziewała się znaleźć tu wyjaśnienie.
Necrosarantas, cmentarny lordem też zwany, spał obok swej ukochanej. Jego ciało pokryte czarnymi łuskami, poruszało się w rytmie miarowych oddechów, zaś nos co chwilę wypuszczał silnie powietrze by odgonić łaskoczący ogon, jego partnerki. Czarny smok jednak w końcu nie wytrzymał łaskotania i leniwie otworzył jedno oko, zerkając na śpiącą Savanwertine. Na jego pysku pojawił się tylko na chwilę zdegustowany grymas, a sam smok przewrócił oczyma, jednak szybko uśmiech wrócił na jego lico, niczym przygnany tu w magiczny sposób. Smok przeciągnął się, a małe kolce na jego grzbiecie, stanęły dęba. Kilka razy delikatnie machnął ogonem zakończonym grubym, i ostrym kolcem. Ostre pazury, zostały delikatne wysunięte, zostawiając kilka bruzd w podłożu jaskini. Na koniec Czarny smok ziewnął głośno prezentując szereg długich i ostrych kłów, które nie jednego rycerza wprowadziłyby w stan skrajnej depresji. Zresztą sam rozmiar smoka był imponujący. Długi na 55 metrów, zaś wysoki niemal na trzynaście.
Cmentarny Lord ziewnął jeszcze razi już chciał wracać do krainy nocnych marzeń, kiedy to leże dwóch smoków przeszył wstrząs i grzmot. Ze sklepienia opadło kilka małych kamyczków, zaś jego partnerka otworzyła szeroko oczy. Necrosarantas spojrzał na nią uspokajająco i swym cichym, niczym sztylet skrytobójcy, głosem przemówił.
- Nie bój się. Tu nic nie ma, wstrząs przyszedł z daleka. -powiedział to spokojnie, acz cała jego dusza drżała z podekscytowania, czyżby nadeszło to na co tak długo czekał?
Ziewnęła przeciągle ukazując kremowe wnętrze swojej paszczy i wszystkie zęby imponujące bardziej ostrością niż wielkością.
- Mhm masz rację to nie tutaj.- odpowiedziała miłym głosem uśmiechając się do ukochanego. Poruszyła jednym długim uchem jakby dotarł do niego jakiś zbłąkany dźwięk. Po kilkunastu sekundach do komory sypialnej wtargnęła liczna grupa zaniepokojonych Nagów.
- Pani...- odezwał się jeden wyjątkowo długi i umięśniony.
- Spokojnie- przerwała mu nim zdążył powiedzieć coś więcej- To gdzieś daleko stąd, jesteśmy bezpieczni.- ziewnęła ponownie i podniosła się.
- Przydałoby się sprawdzić co to takiego.- zwróciła się do cmętarnego lorda jednocześnie przeciągając się niczym olbrzymia kotka, rozciągając każdy mięsień i ścięgno swojego długiego na prawie czterdzieści metrów ciała. Rozwinęła najpierw jedno pierzaste skrzydło wyciągając je jak tylko się da, tak że można było zobaczyć iż od spodu jest biało-kremowe, a potem zwijając. Te same czynności powtórzyła z drugim skrzydłem.
Necrosarantas uśmiechnął się ciepło do swej ukochanej, i pieszczotliwie trącił jej pysk swoim. Po czym przemówił. - Tak przydałoby się to sprawdzić... Ale nic pochopnie, nic pochopnie, twoi podwładni powinni zostać tu i przypilnować ruin... albo przynajmniej większość z nich. -smok zamyślił się, a wtedy po sali rozległ się dźwięk kroków.
Z jednego z przylegających do jamy korytarzy wyłoniła się ludzka sylwetka. Smukły, dość wysoki mężczyzna o białych włosach wszedł do sali. Ubrany był w białą koszule, luźne spodnie i drewniane chodaki, na to wszystko zapewne przed chwilą zarzucił brązowy płaszcz. W ustach trzymał malutką gałązkę, która wędrowała to z jednego kącika jego ust, to do drugiego. Przy pasie zaś, przypięte miał dziwnie wyglądające ostrze.



Osobnik podszedł powoli do całego zgrupowania, po czym szybko przyklęknął na jedno kolano, pochylając głowę przed smokami. Gdy już się wyprostował zapytał zimnym, lekko mrukliwym głosem. - Co to był za wstrząs Lordzie?
Czarny smok uśmiechnął się kącikiem ust i odrzekł. - Nie wiemy Mifu. Jeszcze nie wiemy, chcemy to sprawdzić, a ty pójdziesz z nami. - mężczyzna przytaknął jedynie w milczeniu na słowa smoka.
 
__________________
It's so easy when you are evil.
Ajas jest offline  
Stary 16-06-2011, 14:25   #3
 
Agape's Avatar
 
Reputacja: 1444 Agape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumny
Zamruczała z zadowolenia, kiedy dotknął jej swoim pyskiem. “Jakże ja go kocham, w takich chwilach jest naprawdę cudowny.” Wtedy też usłyszała kroki, dobrze wiedziała kto idzie. Że też musiał psuć tą piękną chwilę swoją obecnością. Nie lubiła Mifu. Dlaczego? A czy musi być jakieś, dlaczego? Nie lubiła go i już. Tolerowała jego obecność tylko, dlatego że Necrosarantasowi wyraźnie na nim zależało. Jej mała trzódka wiedziała o tym i dlatego spoglądała na człowieka niezbyt przychylnie, przez grupę przebiegły syczące szepty. Sama Sawanvertina jednak nie pokazała po sobie swojego niezadowolenia.
- Może i Mifu powinien zostać. Nikt nie zapewni naszej jaskini takiej ochrony jak on.- zasugerowała łagodnie próbując się pozbyć Mifu z ich wspólnego romantycznego nocnego lotu. Jeden z Nagów, dość smukły o niezwykle jasnej łusce uśmiechnął się bezbłędnie odgadując myśli swej pani.
- O tak prossssszę zosssstań sss nami. SSs tobą będsssie bsssspieczniej.- zwrócił się do człowieka, ale ani ton jego głosu, ani mina nie sugerowałyby jego prośba była szczera, brzmiała raczej jak kpina.
Necrosarantas westchnął w duszy, zawsze w kwestii Mifu musiały zaistnieć jakieś spory.
- Ależ kochanie... -Cmentarny lord otarł się o ciało swej partnerki i zbliżył swój pysk do jej. - Mifu może nam pomóc na miejscu zdobyć informacje. Kto wie... może ten grzmot ma związek z ludźmi, a wiesz jak oni reagują na nas czy też twoje sługi. - smok spojrzał w oczy rozmówczyni i kontynuował. - Niech więc twoi wierni poplecznicy bronią jaskini, ruiny poczekają niechronione. -smokowi niezbyt uśmiechała się wizja zostawienia ruin bez ochrony ale co począć, Mifu był ważnym elementem układanki. Smok wyprostował się i spojrzał na umięśnionego naga, który to do sali przybył jako pierwszy. - A wszak ty Ssa, walczysz tak samo dobrze jak Mifu, nieprawdaż? Sam na pewno poradzisz sobie z obroną tego miejsca.- czarny smok wiedział jak uderzyć w męską dumę.
Upierał się jak zawsze, przy obecności swojego pupilka. Była o to lekko obrażona nie zareagowała na jego pieszczoty w końcu i tak nie było mowy o chwili samotności.
- Jeśli aż tak bardzo go potrzebujesz, to niech będzie, ale to trochę dziwne, że nie możesz się bez niego obejść.- odparła wciąż lekko naburmuszona. Na wzmiankę o rzekomej sile Ssa nie mogła się jednak nie uśmiechnąć zwłaszcza widząc jak tamten niemal rośnie z dumy i salutuje wyprężony niczym struna przed czarnym smokiem.
- Tak jest dopilnuję wszystkiego!- odparł nag jakby na chwilę zapomniał komu służy.
- No dobrze lećmy już.- rzuciła jeszcze kierując się do wyjścia. - Yashash polecisz z nami.- zwróciła się do barda, który skinął głową i popełzł za nią. Oddalająca się smoczyca nie zapomniała przejechać ukochanemu po nosie pędzelkiem włosów na swoim ogonie.
Necrosarantas poczekał aż jego ukochana się oddali, przemilczał komentarz na temat jego sługi. Smok przeciągnął się i już mniej miłym głosem warknął na nagów.
- Do roboty, macie obstawić to miejsce tak by nic nie zginęło.- obnażył groźnie kły, a gdy stworzenia zaczęły pospiesznie zabierać się do swych nowych obowiązków zwrócił się już swym typowym cichym głosem do Mifu.
- Masz wszystko ze sobą?
- Oczywiście.- odparł człowiek wskazując miecz jak i płaszcz.
- Ruszamy, bo jeszcze bardziej się obrazi. -westchnął czarny smok i pochylił się lekko. Mifu zaś kilkoma susami pełnym gracji znalazł się na grzbiecie swego lorda. Ten ruszył w stronę wyjścia a wojownik powiedział cicho.
- Wciąż nie rozumiem po co ma...- smok przerwał mu jednak.
- Ważne że ja rozumiem i wiem po co. Kwestionujesz moje decyzje?- warknął Cmentarny lord.
- Nie panie. -odparł białowłosy i zamilkł.
Smok wyszedł przed jaskini i stanął koło smoczycy, nie omieszkał “przypadkiem” dotknąć jej łapy swoją.
- Lecimy, moja droga? -zapytał miłym tonem głosu który był zarezerwowany tylko dla jego wybranki.
Zaczekała aż do niej wyjdzie. “Chyba nie mam, o co się gniewać.”- pomyślała, gdy dotknął jej łapy i przemówił tym swoim cudownym głosem.
- Tak kochanie.- odparła i polizała go po pysku. Wyciągnęła łapę by Yashash mógł po niej wpełznąć na jej grzbiet. Przykucnęła i mocno odbiła się od ziemi, kilka potężnych machnięć skrzydłami i zaczęła się wznosić w rozgwieżdżone niebo. Ogromna moc promieniowała z miejsca zdarzenia, to też nie miała żadnych problemów z odnalezieniem kierunku. Starała się lecieć blisko przy boku swojego partnera, od czasu do czasu tylko posyłając niezadowolone spojrzenie w stronę Mifu, kiedy spoglądała na ukochanego jej pysk się uśmiechał.
Necrosarantas leciał tempem swej partnerki, z niecierpliwością oczekując przybycia na miejsce tego niesamowitego zjawiska. Czyżby wreszcie nastąpił postęp w jego dążeniach? Miał nadzieje, dzięki temu może spełnią się wszystkie jego, tak skrywane marzenia.
 
Agape jest offline  
Stary 17-06-2011, 14:03   #4
 
valtharys's Avatar
 
Reputacja: 3443 valtharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputację
Kratos jak zwykle o tej porze spał. Chociaż spał nie było właściwym określeniem dla jego stanu. Po prostu leżał w swojej norze, z zamkniętymi oczami i dumał. Ludzie powiedzieli by że śnił, lecz smoki nie śniły a przynajmniej nie on. Dla niego „sen” był czymś w rodzaju letargu, leżał bezczynnie a on sam wracał do przeszłości. Do zamierzchłych czasów lub tych bardziej mu współczesnych.
Nora smoka była rozświetlana przez pochodnie, które wcześniej Simon przypalił. Tak rycerz bywał równie przydatny co irytujący. Jego pragnienie pokoju, sprawiedliwości i dokonania wielkich czynów była dla dracolicha, zagadką i doskonałą zabawą. Zapewne gdyby nie przysięga, już dawno Simon dołączył by do kolekcji umarłych rycerzy, śmiałków którzy pragnęli przez te stulecia zabrać jego skarby. A tak Kratos musiał co wieczór wysłuchiwać próśb o ratowanie biednych ludzi, którzy są ciemiężeni albo co gorsza odnaleźć jakieś dziecko co zgubiło drogę do domu. Fakt, czasem takie dziecko okazywało się dziewicą i w dodatku piękną, choć teraz łatwiej spotkać smoka niźli piękną dziewicę.
Potężny i przepełniony mocą huk rozległ się i „obudził” Kratosa. Smok wstał powoli, jakby był ociężały i spokojnie ruszył ku wyjściu z nory. Moc która pobudziła smoka do ruszenia się z nory była potężna. Kratos ziewnął i wyjrzał na niebo. Pokręcił głową z niedowierzaniem, że coś tak błahego każe mu się ruszyć. Pokręcił głową i wrócił do swojego legowiska.
Czekał aż Simon się pojawił. Ten gdy tylko wszedł od razu zaczął gadkę o tym jak to w kolejnej pobliskiej wsi źle się dzieje. Kratos spojrzał na niego, pustymi oczodołami w których tliły się żywe ognie, i rzekł ironicznie:

- Tak i pewnie jakieś starowince trzeba pomóc zdjąć kotka z dachu lub drzewa ?? – donośny śmiech rozległ się po jaskini

- Czułeś tą moc – zmienił temat smok – Przygotuj się , trzeba będzie się ruszyć.. Daleka droga przed nami, więc pożegnaj swoją milady a i ja bym chciał się pożegnać z moimi ostatnimi „przyjaciółkami”.

Smok gdyby miał skórę, można było by zobaczyć że się uśmiecha a tak, tylko wyszczerzył zęby co wyglądało przerażająco i komicznie jednocześnie. Po tym położył się znów, i nakrył skrzydłami.

- Głodny jestem – rzucił do paladyna
 
__________________
Dzięki za 7 lat wspólnej zabawy:-)
valtharys jest offline  
Stary 18-06-2011, 10:49   #5
 
zbik_zbik's Avatar
 
Reputacja: 108 zbik_zbik wkrótce będzie znanyzbik_zbik wkrótce będzie znanyzbik_zbik wkrótce będzie znanyzbik_zbik wkrótce będzie znanyzbik_zbik wkrótce będzie znanyzbik_zbik wkrótce będzie znanyzbik_zbik wkrótce będzie znanyzbik_zbik wkrótce będzie znanyzbik_zbik wkrótce będzie znanyzbik_zbik wkrótce będzie znanyzbik_zbik wkrótce będzie znany
Smok przebudził się. Rozejrzał po jaskini. Było ciemno, ale on widział, i dobrze czół się w ciemności. Zdecydowanie nikogo tu nie było. Ale coś się wydarzyło, coś wyjątkowego, czuł to, nie wiedział czemu, ale czuł… smoki tak już mają. Nastawił ucha, w ogólnej części jaskini panowało wielkie zamieszanie. Ruszył ze swego leża, zza zakrętu w jaskini widać było światło pochodni, zawczasu zmniejszył lekko źrenice. Tak jak się spodziewał z pochodnią stał krasnolud w swej zwykłej kolczudze. Część główna znajdowała się nieco dalej. Wyraźnie widać było kilka ognisk i słychać rozmowy przestraszonych gnomów. Smok skinął na krasnoluda.
-Nie wiem co to było. Obudził mnie kamień który odpadł od sklepienia i uderzył mnie prosto w czoło – odchylając włosy pokazał na lekką ranę. – założyłem kolczugę i jak wyszedłem ze swej komnaty gnomy już szalały.
- Oj, Morhlej, Morhlej, zawsze coś ci się przytrafi – rzekł smok radośnie – Gerba powinna mieć na takie zadrapania jakąś maść. – Gnomica Gerba miał maści na wszystko, a jej nalewki nawet smokowi przynosiły wielką i nie kłamaną radość. Często chodziła po górach zbierając te swoje zioła. Po za tym była najstarszą Gnomicą w jaskini.
- Mam nadzieję że nie będzie problemów – rzucił jeszcze krasnolud kierując się ze smokiem do części ogólnej. Gdy tylko banda ujrzała smoka podniósł się hałas. Wszyscy krzyczeli jeden przez drugiego. Nic nie dało się zrozumieć. Smok otworzył paszczę i ziewnął lekkim ogniem. Huk ognia i trzaski siarki szybko uciszyły gromadę.
- No to kto był na straży? – zapytał Morhlej.
- Ja – podniósł rękę Kodi, jeden z młodszych Gnomów. – ale nic nie wiedziałem, bo akurat postanowiłem się wykąpać w wodospadzie w świetle księżyca i tak woda mi w oczy naleciała. I wtedy to uderzenie jakby, zatrzęsło się wszystko. To dochodziło od strony Rozdroża, ale jakby gdzieś dalej. Nie wiem dokładnie gdzie i co.
- Co tu się dzieje? Co to za zbiegowisko? – Wykrzyknął żartem człowiek wychodzący z bocznej groty.
- Olsen! A ty nie śpisz?? Nie wiedziałem że cokolwiek mogłoby cię obudzić! – zakrzyknął smok. – Nic się nie stało, jak za Rozdrożem to daleko. Nie ma co się przejmować. Ale dla waszej spokojności ustalcie podwójną wartę, posiedźcie przy ognisku pogadajcie spokojnie. Morhlej – zwrócił się do swego zaufanego druha – zadbaj tu o porządek, i żeby ich uspokoić weźmiesz ze skarbca wyposażenie bojowe ubierzesz się i ukryjesz w wyłomie skalnym koło wejścia. Tak na wszelki wypadek. Będziesz tam póki nie wrócę. Ja polecę zobaczę co tam się dzieje.
Krótki rozbieg, machnięcie skrzydłami i smok wzbił się w powietrze, kilka ognisk zgasło, smok wyminął stalaktyt i runął w wyjście orzeźwiając się przy tym rześką wodą wodospadu. Lubił ten moment, spikował jeszcze ku rzece, łyknął lecąc i wzbił się ku gurze. Rozdroże minął wysoko żeby go ktoś nie zobaczył, w mieście ludzie biegali w tą i z powrotem, zdecydowanie zdezorientowani. Leciał za mocą, czuł że go ciągnie w stronę wioski Czarna Woda, ale w krajobrazie coś nie pasowało, nie tak to sobie zapamiętał… tu była wioska a nie jezioro…
 
__________________
Dobry dyplomata improwizuje to, co ma powiedzieć,
oraz dokładnie przygotowuje to, co ma przemilczeć.
zbik_zbik jest offline  
Stary 18-06-2011, 20:11   #6
 
Ajas's Avatar
 
Reputacja: 186 Ajas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie coś


[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=BAbN8ajc0qY[/MEDIA]





Leże Smoków. Komnata Mifu.


Białowłosy wojownik otworzył oczy. Leżał na swym łóżku, o którego bok oparty był miecz. Nic się nie działo noc była spokojna, jedna człowiek wiedział, że skoro się obudził niebawem coś się wydarzy. Mifu spokojnie usiadł na brzegu łóżka, stopy wsuwając w swe drewniane chodaki zaś ręce opierając na kolanach. Ziewnął głośno po czym sięgnął do naczynia stojącego obok łóżka. Wypełnione było cienkimi patyczkami i źdźbłami trawy. Wsunął jeden patyk do ust i powstał spokojnie z łóżka. Chodaki wybijały rytm, w ciszy nocy. Mifu ubierając się czekał na to co ma się wydarzyć. I stało się, ziemia zatrzęsła się, a moc była wyczuwalna nawet dla niego. Mężczyzna uśmiechnął się, wiedział że jego lord też został obudzony, zapewne niedługo przyjdzie im wyruszać. Białowłosy bez wahania sięgnął po brązowy magiczny płaszcz wiszący na kołku obok łóżka. Był to dar od jego wspaniałego Cmentarnego Lorda, jeden z prywatnych skarbów smoka. Mifu zarzucił go na ramiona, i ponownie spojrzał na miecz. Ukryty był w pochwie, ale nawet teraz czuł jego moc. Kolejny z darów czarnego smoka któremu poprzysiągł służyć. Na rękojeści delikatnym zielonym blaskiem tliły się litery „Graver”. Wojownik zbliżył się do ostrze, uklęknął przed nim oddając hołd potędze która pomagała wykuć tę broń i przypiął oręż do pasa. Odczekał jeszcze chwile, by dać dwóm smokom chwile dla siebie po czym wkroczył do sali.

Nagowie, słudzy smoczycy w której leżu teraz mieszkali jak zwykle spojrzeli na niego zawistnie. Nie specjalnie się tym przejmował, wiedział, że Ci nie mają odwagi go zaatakować. Jedynie w grupie pozwalali sobie na uszczypliwe uwagi, ale jeden jego karcący wzrok najczęściej wystarczał by ich uciszyć. Białowłosy zbliżył się do smoków, przyklęknął po czym słuchał niemal w milczeniu wymiany zdań.
Smoczyca o barwie morskiej zieleni jak zawsze miała sprzeciwy co do jego obecności w czasie podróży. Typowe, chociaż nie do końca zrozumiałe dla niego. Czyżby coś podejrzewała i chciała ich rozdzielić? Może, jednak po prostu tak kochała jego Pana, Necrosarantasa, że chciała z nim przebywać jak najdłużej w samotności. Było to dla niego zagadką, tak jak i powód dla którego czarny smok wybrał właśnie ją. Człowiek jednak przyzwyczaił się ufać decyzją swego władcy tak i tym razem nie miał zamiaru protestować.

Cemntarny Lord jak zawsze ustawił sprawy tak jak chciał by się one potoczyły. Mifu wiedział że, jego mistrz zadba o to by białowłosy udał się w te podróż. Komentarz o sile Ssa przemilczał z kamienną twarzą. Naga nie należał do słabych, jednak szermierz uważał, że wielkim wyzwaniem dla jego umiejętności by on nie był. Gdy smoczyca opuściła pomieszczenie wyraził swe wątpliwości, jednak Lord nie miał zamiaru mu nic wytłumaczyć. Taka rola sługi, należy wiedzieć gdy przestać mówić.

Siedząc na grzbiecie swego mistrza Mifu obserwował nocne niebo. Im bliżej celu się znajdowali tym częściej odczuwał, że coś niebawem się wydarzy. Nie był do końca pewny co, jednak wiedział, że coś się stanie. Nie martwił się tym jednak zbytnio, dobrze wiedział że w odpowiednim momencie zrozumie co nadchodzi i zdąży ostrzec swego pana. Lord nigdy się na nim nie zawiódł, więc nie chciał zawieść swego mistrza i tym razem.
 
__________________
It's so easy when you are evil.
Ajas jest offline  
Stary 20-06-2011, 20:55   #7
 
JanPolak's Avatar
 
Reputacja: 50 JanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodze
Huk przetoczył się przez jaskinię, wzburzając powierzchnie sadzawek, strząsając krople ze skał, odbił echem od ścian, wybrzmiał i… przeminął. Powierzchnia wody wygładziła się, szmer podziemnego strumyka i zdławiony szum wodospadu na powrót stały się jedynymi słyszalnymi dźwiękami. Nocną ciemność wypełniała zielonkawa poświata bijąca od porastających pieczarę grzybów. Grota trwała w uśpieniu…

~*~

Jakiś czas później dwóch Azjatów wkroczyło do jaskini. Śpieszyli się. W półmroku poznać można było, że starszy z nich ma długą szatę i długie wąsy, zaś młodszy niesie przedziwny instrument podobny do cytry.

- …i dlatego należy go obudzić. – Zakończył swą wypowiedź starzec.
- Ależ, Mistrzu! – zripostował jego towarzysz, sapiąc ciężko pod ciężarem instrumentu – Poczekaj! Powtarzasz przecież, że jak mówi przysłowie, ten który jest niecierpliwy, będzie pił herbatę widelcem.
- A ten który zawiedzie smoka, będzie zjedzony. Graj, natychmiast!
- Chwilę, daj mi odsapnąć. Uff. Guzheng wymaga nastrojenia…
- Dość wymówek! Budź smoka!

- NIE ŚPIĘ – zabrzmiał głos.

Obaj Azjaci padli na kolana, gdy z głębi jaskini buchnęła fontanna drobnych kropel wody. Zaraz za gejzerem pojawił się on. Gigantyczne cielsko węża wyprysnęło z ciemności i ukazało się mężczyznom w całej okazałości. Długie wężowe sploty pokryte wilgotną łuską lśniły barwą nefrytu i żadu. Z cielska wyrastały jedynie dwie pary niewielkich łap, a wieńczyła ją głowa. Głowa, ozdobiona skórzaną grzywą, różkami i sumiastymi wąsami zwróciła na przybyszów swą twarz. Tak – twarz – nie pysk, gdyż mimika gada była całkiem ludzka, a każdy grymas czytelny i klarowny.

- Mów, Li. – Powiedział zielony smok, spokojnie moszcząc się w płynącym przez jaskinię strumieniu.

Tamci nadal klęczeli w pełnym pokory pokłonie, wartym cesarza, ba! wartym boga. Po wymaganej etykietą chwili podnieśli się.

- Dostojny Wężu. – Zaczął starzec. – Niedawny huk zdał się wstrząsnąć całą krainą. Mój sejsmograf zarejestrował aktywność tektoniczną z kierunku i o natężeniu, które umieszczają epicentrum w pobliżu wioski zwanej przez miejscowych Czarną Wodą.

Stary nawet w rozmowie ze smokiem nie potrafił opanować dumy, gdy mówił o swym urządzeniu. Gad przyjął nowinę i na jego twarzy lekki uśmiech aprobaty.

- Czy mamy stamtąd jakieś wieści? - zapytał.

- Nie, Dostojny Wężu. Wszyscy chłopi byli dziś w nocy w wiosce i nie mamy nikogo w tamtej okolicy.

~*~

Gad ze zwinnością zaskakującą w tak ogromny ciele wypełzł z jaskini. Przez zagradzający wejście wodospad wprost w uśpioną górską okolicę. Wciągnął w płuca nocne powietrze pełne mnogich zapachów. Przeciągnął się, napinając mięśnie od ogona po łeb, rozciągając dwie pary niewielkich łap sterczących z wężowego ciała. Otrzeźwiony chłodną wodą pokrywającą łuskowane ciało, rozbudzał się coraz bardziej.

Przespał wszak ostatnie osiem tygodni. Tyle czasu minęło, odkąd jego poddani, wyznawcy, żołnierze, słudzy i podopieczni zbudzili go ostatni raz. Złożyli mu wtedy dary i odebrali błogosławieństwo nawodnienia pól. Była to uczciwa wymiana i po jej wykonaniu gad mógł ponownie ułożyć się do snu. Lubił spać. Powszedni dzień nie nakładał wszak na smoka wielu obowiązków (a właściwie nie nakładał żadnych), zaś sen pozwalał smoczemu umysłowi przemyśleć tak wiele…

Dziś jednak został gwałtownie obudzony. Coś przykuło jego uwagę, coś ciągnęło go do siebie. Jakaś moc, odległa, jednocześnie tak dobrze znana. Niczym człowiek, który zgubił monetę i wabi go każdy błysk w kącie, tak smok podążał za wezwaniem.

Gad poderwał się z ziemi. Napiął mięśnie i otoczony wirującymi kroplami wody wystrzelił w niebo. Nie posiadając skrzydeł, leciał tylko dzięki potędze magii. Jego długa, ogromna sylwetka wiła się na nocnym nieboskłonie, jak zaskroniec płynący przez toń stawu. Trzeba przyznać, że nie lubił nocy. Zupełnie nie podobało mu się, że tak doniosłe wydarzenia nie dzieją się w świetle dnia. Noc była ciemna, bezbarwna, nie pozwalała dostrzec pięknej zieleni górskich kotlinek, gdzie zroszone liście błyszczały jak drogocenne kamienie. Brzydka jak noc. Smok wleciał w chmury i zamknął oczy. Postanowił w ogóle nie patrzeć. Kierował się zmysłem orientacji i wyczulonym gadzim węchem. A ten, zamiast znajomego smrodu wioski zwanej Czarną Wodą, raczył go zapachem nowego jeziora. Jadeitowy Wąż nie mógł się doczekać, gdy łagodnie osiądzie na jego powierzchni, całym ciałem zapozna się z nowym akwenem, poczuje jego lepkość, temperaturę, zamulenie, zbada strukturę dna. Nowe jezioro było optymistycznym akcentem dzisiejszej nocy. Ono i ten tajemniczy zew… Gad był coraz bliżej celu. Lecz cóż to?! Czyżby wyczuł obecność innych smoków?

~*~

Przed wodospadem i pieczarą dwóch Azjatów patrzyło niepewnie w nocne niebo. Mędrzec gładził długie wąsy, bard podtrzymywał swój ciężki instrument. Spojrzeli na siebie, jakby chcieli zapytać „I co teraz zrobimy?”. Lecz muzyk już wiedział – nadchodzące dni opisze w swej największej balladzie.
 
__________________
Jestem Polakiem, mam na to papier i cały system zachowań.

Ostatnio edytowane przez JanPolak : 20-06-2011 o 21:00.
JanPolak jest offline  
Stary 21-06-2011, 17:54   #8
 
one_worm's Avatar
 
Reputacja: 316 one_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skałone_worm jest jak klejnot wśród skał
Uważny obserwator miałby szansę zobaczyć pięć czarnych kształtów sunących po niebie z różnych stron. Jedne byłyby bliżej, a drugie dalej, jednakoż... byłby to kształty świadczące o tym, iż coś się stało. Coś co nie musi wróżyć nic dobrego. Coś, co może sprawić, iż tak dawno nie widziana potęga zbiera się. Nie myliłby się wielce, gdyby tak pomyślał. Szczęśliwie w górach nie było dobrych obserwatorów. Na szczęście wszyscy dobrzy obserwatorzy w tej chwili byli potrzebni gdzie indziej.

Czarne Wody

Najpierw był pierwszy kształt sunący z zawrotną prędkością po niebie, zaraz za nim drugi...gdzieś dalej trzeci. Gdy kształty zorientowały się o swojej obecności, okazało się, że jeszcze, kolejne dwa nadciągają bardzo szybko. Pięć kształtów... pięć smoków.
Smoki rozpoczęły swój taniec, ale zgodnie z prawem zdobycznym to ten pierwszy miał zaszczyt i został właścicielem tegoż miejsca i wszystkiego w koło. O ile ludzie, nawet jako pierwsi, zeszliby z miejsca... O tyle inne też były to smoki.

Wbrew oczekiwaniom pierwszy był, jako osoba, która żyła najbliżej tego zdarzenia, Kratos. Nieumarła kupa kości, która była smokiem, samoświadomą istotą.

Zanim smoki zdążyły zadecydować o tym, kto będzie panem tego miejsca i komu przypadnie zaszczyt dokładnego zbadania go wystrzeliło z dołu ku niebu światło...snop wielkiego światła, który rozgonił okoliczne chmury. Nagle głos wypełnił dolinę i góry, niosąc w smoczym języku posłanie, które tylko ta piątka mogła w pełni pojąć i zrozumieć.

Istota wyglądała na kobietę człowieczą ale była kilkukrotnie od nich większa. Posiadała błoniaste skrzydła, ale była piękna, gładkie lico, tylko to podkreślało.

Albowiem zwolniło się miejsce, a wszechświat w znak Gada wchodzi,
Albowiem was wybrano i star bóg umarł, za to nowy się narodzi,
Cztery potężne artefakty czym prędzej musicie sami zdobyć,
Sami stać się Bogami i ich rówieśnikami, by na nowo się narodzić,
Wygrany może być jeden, kto posiądzie te przedmioty pierwszy jako,
Tego niechybnego zaszczytu, potęgi i mocy dostąpi wszelako,
Figurka co kształty ma wężowe, niczym nagi wijące się o mglistym poranku,
Znajduje się daleko u ludu który głęboko kopie i często wygląda dna dzbanku,
Maska o tysiącach różnych twarzach, co straszy gawiedzi wiele,
Znajduje się na zachodzie, gdzie każda góra się biele,
Miecz potężny, czarny, wykuty z najczystszej nocy,
Na bagnach czeka, ku waszej wszelakiej pomocy,
I wreszcie ostatnia rzecz jaka pozostała, by układanki dopełnić,
Naszyjnik z zębów Bogów na wschodzie, by mocą was wypełnić.


Kobieta wystrzeliła ku niebu, a światło zniknęło. Na dole była nieskończona ilość wody, która wlewała się wypełniając krater po wiosce, jaka drzewiej się tutaj znajdywała.
 
__________________
Do szczęścia potrzebuję tylko dwóch rzeczy. Władzy nad światem i jakiejś przekąski.

Ostatnio edytowane przez one_worm : 23-06-2011 o 10:07.
one_worm jest offline  
Stary 26-06-2011, 10:03   #9
 
Agape's Avatar
 
Reputacja: 1444 Agape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumny
Necrosarantas krążył nad jeziorem przy boku swej partnerki. Obecność innych smoków była mu nie w smak, to też groźnie nastroszył kolce na grzbiecie, oraz zaprezentował szereg ostrych kłów. Mifu zaś stanął na jego grzbiecie gładząc ostrze swego miecza. “ Kupa kości, latająca pijawka i srebrno łuski- wspaniale...” -pomyślał Cmentarny Lord, póki co jednak zachowywał milczenie, jedynie groźnie patrząc na inne smoki.

Sawanvertina leciała u jego boku próbując czerpać przyjemność z tej wycieczki, prawie udało jej się zapomnieć o Mifu na grzbiecie ukochanego. O mało nie zapomniała też i o ukochanym, kiedy poczuła inne smoki. Bardzo dawno się z żadnymi nie spotykała a teraz były aż trzy w jednym miejscu których nie znała. Wytrzeszczyła oczy na widok ożywionego szkieletu, to naprawdę był niecodzienny widok.
-Spójrz! Czy to w ogóle jeszcze smok?- szepnęła do Necrosartasa. Nie czekała jednak na odpowiedź, bo jej uwagę przykuł inny smok. Zaśmiała się cicho.
-Wygląda jak kawałek sznurka.- skomentowała wesoło, oczywiście tak żeby przezwany nie mógł tego usłyszeć, nie chciała go przecież urazić. Na temat ostatniego smoka nic nie powiedziała, ale widać było że zrobił na niej wrażenie. Wtedy to pojawiło się kolejne zjawisko, które całkowicie przykuło jej uwagę. “Całe szczęście że Yashash jest ze mną, zapamięta słowa przepowiedni”- ucieszyła się w duchu i kiedy tylko niezwykła kobieta zniknęła kołując zaczęła zniżać lot by wylądować na brzegu.

Dumny był ze spotkania takiej liczby smoków, w jednym miejscu. Do tej pory obserwował jak niektóre przelatują nieboskłonem z ukrycia. Dwa z nich widział też tutaj, zdecydowanie byli parą. On, czarny smok, nastroszony jak kogut broniący swego rewiru, ona piękna, smukła, mało widział wcześniej smoczyc. Dalej bardzo interesujący widok, otóż jednym ze smoków był po prostu szkielet. Ale jakże ciekawym szkieletem on był. I ostatni z tu zgromadzonych, raczej nie z tych rejonów pochodzący. Bezskrzydły smok, a jednak latający, zdecydowanie magia unosiła go w przestrzeni. Po całym zajściu, gdy wspaniała dama znikła, postanowił się przywitać, jakże szkoda stracić okazja zdobycia przyjaciół. Ale czy to możliwe, skoro teraz mają ze sobą rywalizować? Nie o to mu chodziło, nie o rywalizację, miał całkiem inne cele bycia tu. Spróbował do pary, którą wcześniej widział, podleciał na bezpieczną odległość i zaczął po smoczemu:
-Jam jest Ziiobaartamun Maastromund nie mam złych zamiarów - rzekł w stronę czarnego smoka – zwykłem być pokojowo nastawiony, gotów jestem pomóc w poszukiwaniach, a na koniec jakoś się dogadamy co do zyskanych artefaktów, ktoś kto zostaje bogiem, na pewno nie będzie potrzebował już skarbca, więc inni pewnie chętnie się zgodzą na zaopiekowanie dobytkiem oraz błogosławieństwo z góry.

Głupi, naiwny, czy może uważa się za przebiegłego?”- przemknęło Cmentarnemu Lordowi przez głowę. Jednak nie ważne która z tych cech kierowała srebrnym smokiem, mógł okazać się użytecznym pionkiem.
Jeżeli jest głupi, sam nie obejrzy się kiedy zostanie ograbiony z artefaktów.
Jeżeli jest naiwny, bez kłótni zwróci boską potęgę czarnemu Smokowi, za marne kupki złota i błogosławieństwo.
Jeżeli uważa się za przebiegłego, to nim się obejrzy będzie gryzł piach. Jednak rozegrać było to wszystko trzeba z rozumem.
- Necrosarantas, takie imię mi nadano- odparł czarny smok lądując koło swej partnerki.- Zwykłeś być pokojowo nastawiony, ale czy potęga leżąca w zasięgu szpona nie jest w stanie nawet prawego rycerza zmienić w bestię? -zapytał czarny smok z błyskiem w oku.- Czasy są mroczne, zaufanie rzecz cenna, zaś potęga - zdradliwa. Nieprawdaż? -zapytał Cmentarny Lord lustrując rozmówcę wzorkiem, ogon zaś splótł z ogonem swej partnerki.
Mifu zaś siedział na grzbiecie swego pana obserwując całe zdarzenie. Czyli jednak w końcu udało im się odnaleźć to na co tyle czekali. Konkurencja była jednak spora, acz Lord na pewno wymyśli jakiś sposób by ustawić ich na swej szachownicy. Białowłosy zaś czuł w kościach, że niedługo przyjdzie najważniejszy sprawdzian jego umiejętności. W myślach pokusił się nawet o stwierdzenie że gra właśnie się rozpoczęła.

Na powitanie srebrnego smoka Sawanvertina skinęła mu tylko głową, nie żeby nie chciała przemówić, ale jej partner postanowił popisać się elokwencją. Postanowiła mu nie przerywać i tylko z zaciekawieniem się przysłuchiwała splatając swój ogon z jego ogonem. Jeszcze przyjdzie pora by się odezwać. Czuła że Necrosarantas jest spięty, dlatego tym bardziej cieszyło ją przyjazne nastawienie srebrnołuskiego.

Zielonołuski wąż osiadł miękko na powierzchni jeziora i zanurzył w toń. Po chwili wypłynął, by leniwie zalec na płyciźnie, gdzie mógł wygodnie rozłożyć swe długie cielsko. Wystawił łeb na brzeg i wypuścił nosem fontannę wody, po czym z miną wyrażającą brak zainteresowania przysłuchiwał się konwersującym. Dotychczas nic nie powiedział. W wodzie poczuł coś dziwnego... była jakby...żywa? Za żywa. Tak jakby ktoś tchnął życie w poszczególne elementy składowe wody, a one zaczynały myśleć...tak jakby kąpał się w świadomości zbiorowej. Odniósł wrażenie, że woda...bada Jego, nie on ją, ale ona Jego... Po chwili wąż uznał za stosowne wypełznąć na brzeg, gdzie gromadziły się pozostałe smoki.
- Zanim zdążycie pozagryzać się o kolejność wniebowzięcia, nadstawcie uszu. – O ile w mowie smoków występują akcenty, to ten jak najbardziej mówił z cudzoziemskim akcentem. – Zowię się Jadeitowym Wężem. A skoro dokonałem prezentacji, oto moje pytanie: Czy ktoś z Was widział, jakie zdarzenie doprowadziło do powstania widocznego tu jeziora? – Gad zwinął się w kłębek, głowę kierując w stronę wody i kontynuował, nie wiadomo – do pozostałych, czy do siebie – Ta woda wyraźnie nie jest naturalna i wykazuje cechy magiczne, żywe, a wręcz być może własną świadomość. Obrzydlistwo.

-Woda średnio mnie interesuje, chociaż łatwo wywnioskować, iż to zapewne śmierć Boga, jak i posłaniec który został tu wysłany za tym stoi. -odparł czarny smok i odruchowo otarł się o ciało partnerki. - Zapewne w woda jest katalizatorem, który pozwolił się pojawić tej kobiecie, jak i zapewne da jej możliwość ukazania się jeszcze nie raz.- po tych słowach Necrosarantas wypuścił z nozdrzy trochę zielonkawego dymu. Niedługo będzie trzeba ruszać, a on miał już plan gdzie.

Sawanvertina spojrzała na swojego partnera z podziwem. “Jakiż on inteligentny, od razu się wszystkiego domyślił” Naprawdę była pod wrażeniem. Podeszła do wody i obwąchała ją jakby szukając potwierdzenia jej żywotności. “Skoro jest tak inna od zwykłej wody czyż nie powinna mieć innego zapachu?” Potem ostrożnie zanurzyła w niej łapę by na własnej skórze doświadczyć obcej świadomości. Zastanawiała się, na jakim poziomie stoi ta obca świadomość i czy są szanse by się z nią porozumieć. Rozmowy zostawiła innym, Necrosarantas był wystarczająco wymowny za ich dwoje. Wiedziała że jej partner pragnie odnaleźć artefakty i zamierzała mu w tym pomóc w każdy możliwy sposób. Woda zdawała się pulsować., a zapach miała...normalny, ale z nutką...czegoś bliżej nieokreślonego. Była pewna, że to nic innego jak kwiat egzotyczny...jak...herbata? Tak czy inaczej woda... właśnie opanowała podstawową zasadę przetrwania...tyle, że...to nie woda sama w sobie to coś co było w niej uczyniło ją taką i napędzało... Tak, może to ten meteor?

-Prawdaż, nieprawdaż... sami tworzymy swoje czasy i sami wymyślamy jacy będziemy, szczególnie my, smoki, a jeszcze więcej zależy od tego który zostanie Bogiem. Czyż to właśnie nie on będzie odpowiedzialny za sposób życia tu na ziemi? - Ależ spięty był ten smok, trudno z takim rozmawiać, za to obcokrajowiec wydawał się miły, i niezwykle interesujący. A woda, cóż nie wiedział jak woda może być inna niż woda, napił się i przemówił:
- A może ktoś ma pomysł gdzie szukać? Można się też podzielić i wyznaczyć kto za jakim artefaktem pójdzie, a potem już się ustali.
Gdy upił wody zobaczył... oczy. Wielką, ogromną parę ognistych oczu. Efekt trwał może pół sekundy, ale wypalił się w jego świadomości, wypalił się w zwojach mózgowych, sprawiając, że ten ułamek sekundy był wiecznością. Czuł jak coś mówiło wtedy dziwnym językiem. Nie wiedział co, po prostu coś mówiło do niego...o czymś...wiedział, że to ważne, ale nie wiedział dlaczego ani po co...to coś było i czuł wrażenie tej obecności...puste, płomienne oczy na tle...wulkanu i siarki.

Necrosarantas zaśmiał się głośno.- Ustali kto zostanie Bogiem? Nie sądzę by ktokolwiek zrezygnował dobrowolnie z takiej potęgi. -”szczególnie on” pomyślał zerkając na kościanego smoka. - Jednak pomocy nie powinno odrzucać się od tak... Masz jakiś pomysł? -zapytał srebrnego smoka, w myślach przesuwając kilka figur na odpowiednie pola.

Odpowiedź czarnego smoka nie była taką, jakiej oczekiwał. “Od kiedy odpowiada się pytaniem, na pytanie, chyba tylko wtedy, gdy nie chce się wyjawić własnych myśli, a zdobyć wiadomości.”
- Cóż, jedno co wiemy to kierunki w których mniej więcej można się udać, lecz brak konkretnych informacji. Podejrzewam, że dużo możemy się dowiedzieć działając wspólnie, każdy może powiedzieć co myśli o znaczeniu tego wiersza, może do czegoś dojdziemy. - kontynuował rozmowę, ale myślał o czymś zupełnie innym, wulkan i siarka, jezioro, postać. Kto jak kto, ale on musiał szukać tych artefaktów, i miał ku temu powody przewyższające jego zdaniem pobudki innych.

Szybko wyciągnęła łapę z wody. “To doprawdy niezwykłe” Przez krótką chwilę jej uwagę zaprzątał jedynie odmieniony płyn. Omal jej szczęka nie opadła, kiedy zobaczyła jak Ziiobaartamun (cóż za okropne imię) napił się wody. Była pewna że coś mu się stanie, że nastąpi jakaś gwałtowna reakcja, tymczasem smok mówił dalej jak gdyby nigdy nic. “Czyżby on nie poczuł tej świadomości?” Nie bardzo mogła w to uwierzyć.
-Kochanie nie denerwuj się.- raczyła się wreszcie odezwać, czule trącając Necrosarantasa pyskiem.- Może faktycznie na razie lepiej współpracować, a potem... potem się zobaczy. Nie chciała by oba smoki rzuciły się na siebie. Mimo iż rozmawiał spokojnie wiedziała, że jej ukochany pragnie artefaktów wyłącznie dla siebie.

Zobaczy... zobaczy co się zobaczy? Ogon jednego z nas uciekającego z artefaktami?” - pomyślał smok i otarł się swym pyskiem o pysk.- Sam nie wiem... dopiero się spotkaliśmy a wszyscy tacy skorzy do pomocy... aż dziwne nie sądzicie? -mruknął do zebranych.
Mifu zaś westchnął pod nosem opierając się o grzbiecie swego pana i patrząc w gwiazdy. Wiedział jak to się skończy, jak zawsze jego Lord coś wymyśli a następnie wprowadzi w tłum delikatnie jakąś sugestie, która będzie najlepsza dla niego. Wojownik leżała i słuchał rozmowy pradawnych gadów.

Wąż również słuchał, leniwie zwinięty w kłębek, wyrabiając sobie opinię o kandydatach na bogów. Czarny smok najwyraźniej chciałby wykorzystać ich zaufanie, lecz nie zdobywał go wcale, srebrny był naiwny jak stuletnie dziecko, smoczyca była tu tylko dla towarzystwa. Jedynie kościany trzymał paszczę na kłódkę, co w pewien sposób wzbudzało szacunek. Cudzoziemiec zmusił się w końcu do ruchu i podrapał w dokuczliwie swędzącą łuskę. Wkrótce rozwinął się na pełną długość, odwrócił do rozmawiających i przyjmując uprzejmy wyraz twarzy rzekł:
- Ciekawie było Was poznać. Do widzenia.
Po czym popełznął wprost do jeziora. Do tej napawającej obrzydzeniem żywej wody. Wody, która nie chciała słuchać jego mocy i miała czelność… badać go. Jak to jednak często bywa, obrzydzenie wywoływało ciekawość i pociągało… Smok wsunął się w mroczne tonie. Miał plan.
- Nas tez powoli goni czas, mówcie szybko bo zaraz odlatujemy. -stwierdził czarny smok i polizał partnerkę po psyku. Przeciągnął się i rozłożył skrzydła gotowy do lotu.
Oho pewnie już ma jakiś plan, domyślił się wszystkiego i nie potrzebuje już innych” Sawa uśmiechnęła się.
- Tak, będziemy się powoli zbierać.- również rozłożyła skrzydła i machnęła nimi kilkakrotnie na rozgrzewkę, jednak nie odlatywała jeszcze, chcąc się upewnić czy inni nie mają czasem czegoś istotnego do powiedzenia. “Czeka nas sporo pracy, jeśli chcemy odnaleźć artefakty przed innymi.
- No cóż, więc żegnajcie, i pamiętajcie, że jestem gotów do pomocy. - zaśmiał się w sobie. Cel osiągnięty. A teraz faktycznie miał coś ważniejszego do zrobienia. Chłepnął jeszcze wody, spojrzał jak odlatują poczekał, i na koniec sam odleciał.
 
Agape jest offline  
Stary 26-06-2011, 21:12   #10
 
JanPolak's Avatar
 
Reputacja: 50 JanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodze
Tymczasem niknący na powierzchni jeziora kilwater znaczył miejsce, gdzie zanurkował Wąż. A zanurkował sprawnie i szybko, w zręcznych ruchach przemierzając podwodny śwat. Wciągnął w nozdrza i paszczę porcję wody, badając jej smak i zapach i szukając tego dziwnego wrażenia… Żywa woda! Tego jeszcze nie było. Obca świadomość próbująca badać jego smoczą osobę. Tym razem jednak gad dość dobrowolnie wystawił się na badanie, krzycząc powitanie. Jednocześnie powtarzał je w myślach tak, by jakiekolwiek sondujące go psioniczne moce mogły je odczytać:

- Istoto zamieszkała w Czarnej Wodzie! Oto przed Tobą Dostojny Jadeitowy Wąż, Pan Odmętów, Ten Który Przynosi Deszcz, Opiekun i Obrońca, Bóg Żółtej Rzeki. Jakiekolwiek Twe imię i jakiebądź zamiary, nie godzi się byś skrycie badała mą osobę. Takoż zaprezentuj się i przedstaw, jako i ja nie kryję swej godności!

Cokolwiek inne smoki zobaczyły i poczuły, kosztując wodę, Wąż chciał poznać to samo. Tymczasem posuwistymi zygzakami przemierzył jezioro, starając się wybadać głębokość, strukturę dna, klarowności wody. Wypróbował też swe magiczne moce, by sprawdzić czy tutejsza woda, zgodnie z naturą rzeczy, słucha jego rozkazów. A przede wszystkim usiłował nawiązać kurtuazyjną konwersację z zamieszkującą akwen świadomością.
 
__________________
Jestem Polakiem, mam na to papier i cały system zachowań.
JanPolak jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 18:44.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167