Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 27-10-2011, 23:23   #21
 
Artonius's Avatar
 
Reputacja: 678 Artonius jest godny podziwuArtonius jest godny podziwuArtonius jest godny podziwuArtonius jest godny podziwuArtonius jest godny podziwuArtonius jest godny podziwuArtonius jest godny podziwuArtonius jest godny podziwuArtonius jest godny podziwuArtonius jest godny podziwuArtonius jest godny podziwu
Osztan myślał, że po krótkiej zabawie z motylem ponownie zabierze się za zadanie. Ale on był taki piękny… I taki niewinny… Dlatego zapomniał o całym świecie. Dopiero kiedy motyl najwyraźniej znudził się byciem gonionym i wzleciał w górę, niziołek przypomniał sobie o celu swojego pobytu tutaj. No właśnie, tak właściwie to gdzie on jest? Na plantacji, ale gdzie? Po co? Ano szuka dojrzałego winogrona. Zaraz, zaraz, motyl się wzniósł w tym miejscu, Osztan nie może go dalej gonić. Tak, to jest to! To na tej winorośli musi znajdować się dojrzały owoc!
Niziołek, bez zastanowienia, rzucił się na najbliższe plącze, dokładnie je eksplorując. Wtem zauważył Jego, malutkiego pajączka. Oczy ponownie rozbłysły radośnie, a palec ręki kierował się w stronę tej małej, ślicznej główki. Jednak pająk jedynie krzyknął coś głośno, zanim ręka niziołka zbliżyła się. Osztan znieruchomiał. Co do jasnej…? Gadający pająk? I co on w ogóle powiedział? Wtedy przypomniał sobie, że ma słownik z Reims! Szybko wyjął go zza pasa i zaczął tłumaczyć słowa pająka. Po przetłumaczeniu ostatniego wyrazu, skrzywił się lekko. Jaki zadziorny… Woląc nie zadzierać z bosem tej plantacji, odwrócił się na pięcie i postanowił zastosować inną taktykę na znalezienie dojrzałego winogrona.
Czas na trochę magii! Pomimo, że nie jest magiem, warto spróbować. W słowniku starożytnego języka demonów znalazł słowo „dojrzały”, następnie słowo „winogron” i połączył je, krzycząc głośno, głosem pełnym magii – Dojrzałe winogrono!!!
I wtedy niebiosa odezwały się! Błękitne niebo spowiły czarne, burzowe chmury. W oddali było widać błyski piorunów, deszcz zaczął powoli padać, przybierając na sile z każdą sekundą. Osztan wiedział, że to znak. Zgodnie ze swoją intuicją, która na pewno była zesłana od Bogów, podszedł do losowo wybranej winorośli i wiedział, że znajdzie tam dojrzałe winogrono!
 
Artonius jest offline  
Stary 28-10-2011, 15:16   #22
 
JanPolak's Avatar
 
Reputacja: 593 JanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemu
Po pierwszym zadaniu Ton znalazł się w peletonie. Gdzie było jego miejsce.

Kolejny etap wyścigu wydawał się bardzo łatwy. Chłopak popędził swoje konie (wpierw sprawdził, czy można wymienić jednego konia na nosorożca - w końcu bardzo się polubili po tym spacerze, smyraniu po rogu i w ogóle... ale chyba nie można) i wyruszył pod katedrę.

Humoru nie psuła mu nawet psująca się pogoda. Z resztą czemu od razu psująca? Pierwsze krople deszczu wybijały wesoły rytm na gościńcu. Wiatr szumiał melodię w gęstwinie winorośli. Wkrótce muzyka opanowała duszę młodego awanturnika.
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=p7QL46cK7B8[/MEDIA]
Śpiewając i tańcząc w deszczu, zbliżał się do Reims.

Rozśpiewany ledwo spostrzegł, że... coś się szykuje!
 
__________________
Jestem Polakiem, mam na to papier i cały system zachowań.
JanPolak jest offline  
Stary 28-10-2011, 21:47   #23
 
ZauraK's Avatar
 
Reputacja: 1286 ZauraK ma z czego być dumnyZauraK ma z czego być dumnyZauraK ma z czego być dumnyZauraK ma z czego być dumnyZauraK ma z czego być dumnyZauraK ma z czego być dumnyZauraK ma z czego być dumnyZauraK ma z czego być dumnyZauraK ma z czego być dumnyZauraK ma z czego być dumnyZauraK ma z czego być dumny
Barelard szczęśliwy, że nie musi już wybałuszać oczu w tej zielonej gęstwinie ochoczo ruszył po kolejną wskazówkę. Przeczytał zadanie i lekko spurpurowiał, tzn. spurpurowiał by gdyby miał jaśniejszą karnację.
Żarty sobie stroją czy co? - myślał - Wracać do Remis? Ile razy można oglądać tę samą dziurę?
W ponurych myśli wyrwał go głośny śmiech łysolca. Popatrzył z pobłażaniem na jego zachowanie, ale gdy tej obrzucił Berlarda przelotnym spojrzeniem, skupił swą uwagę na koniu. Westchnął, nie to żeby miał coś przeciw koniom, ale jedna wycieczka wierzchem dziennie to wystarczająco. Zazwyczaj wodził swój zadek w kolasce czy innym środku transportu dla cywilizowanych ludzi. Od kolejnej porcji narzekania oderwał go gryzoń dosiadający... ptaka. Przetarł oczy ze zdumienia.
- Wiele widział życiu ale takich numerów to nie miał okazji być świadkiem. Najpierw wilk na koniu, teraz chomik na ptaku. To był jednak dobry pomysł żeby wziąć udział w tej zabawie. Muszę to zanotować. - zamilkł sięgając po swoją "książeczkę".
Nagle poniósł głos patrzą to na gryzonia, to znowu na prowadzące elfy.
- ZARAZ, ZARAZ!!! Miało być KONNO! KONNO!!! OSZUST! - wymachiwał laską nad głową rozgorączkowany. Widząc pobłażliwą minę drowki i znudzoną elfa, momentalnie się uspokoił wiedząc, że nic pewnie nie wskóra. Westchnął ponownie i ruszył w stronę zwierzęcia. Dosiadając wierzchowca zaznał wątpliwej przyjemności zderzenia się własnej twarzy z pierwszymi kroplami deszczu. Zaniepokojony spojrzał w górę i przewrócił z irytacją oczyma.
Jeszcze tylko deszczu brakowało. Obejrzał się szukając czegoś użytecznego przy siodle do osłonięcia się przed deszczem, ale przytroczony był jedynie koc. Sięgał już po niego kiedy luneło jak z cebra. Jęknął tylko i porzucił pomysł moczenia dodatkowo jedynej rzeczy, która będzie potrzebna przy suszeniu się po tej nawałnicy. Pocieszało go tylko to, że w taką ulewę ptaki mają raczej spory problem z lataniem.
- Dobrze Ci tak! - krzyczał za gryzoniem - Maszeruj dalej pieszo jak Ci ptaszek opadnie.
Koń stał się wyraźnie niespokojny na krzyki swego jeźdźca i mag musiał skupić się na jego opanowaniu. Kałuże powiększały się w błyskawicznym tempie a drogę w paru miejscach przecinały rwące strumyki wypłukujące wszystkie brudy.
- Wio - mruknął do konia i uderzył go silnie piętami.
 
__________________
ZauraK
ZauraK jest offline  
Stary 30-10-2011, 11:24   #24
 
Kejsi2's Avatar
 
Reputacja: 5056 Kejsi2 ma wspaniałą reputacjęKejsi2 ma wspaniałą reputacjęKejsi2 ma wspaniałą reputacjęKejsi2 ma wspaniałą reputacjęKejsi2 ma wspaniałą reputacjęKejsi2 ma wspaniałą reputacjęKejsi2 ma wspaniałą reputacjęKejsi2 ma wspaniałą reputacjęKejsi2 ma wspaniałą reputacjęKejsi2 ma wspaniałą reputacjęKejsi2 ma wspaniałą reputację
Nie do końca tak miało być.. Nosorożec nie posiadał stosownej uprzęży. Nie było za co ciągnąć. No może i było ale nie była jeszcze tak zdesperowana...

Zjawił się chomik i ten mały, cwany koleś. Jeden dłubał z przodu nosorożca, drugi z tyłu nosorożca. O dziwo szło im całkiem nieźle. Tak to jest jak kobieta zabiera się za środki transportu!
„Powinnam była iść do tego ogrodu! – pomyślała. – Pewnie winogrona wyczułyby że byłam kiedyś elfem i byłyby dla mnie łaskawe! Może nie powinnam prosić bieli o tak banalne sprawy jak wsparcie w wyścigu!? Może nie powinnam, nie powinnam, nie powinnam!„

Chociaż była miła dla nosorożca, mimo że on pachniał, nosorożec nie był miły dla niej. Pewnie wyczuł w niej drapieżnika! Fukał tylko, coraz bardziej zdegustowany i kładł uszy po sobie. Nie przestawił nawet jednej nogi ani o milimetr! Podczas gdy Gryzoń i Cwaniaczek wyprowadzali zwierzęta ze stajni, Włochacz stał niewzruszony, jakby miał zatwardzenie i nie chciał na spacer. Kiti bezradnie opierała się o każdą nogę z osobna, próbując popchnąć żywą masę kilku ton. Na nic zdały się łaskotki puchatym ogonem, Włochacz nawet tego nie czuł. Był tak poirytowany, że wszelkie próby „na Wiedźmina Chomika” ze żganiem i ciągnięciem za ogon skończyłyby się zapewne odwetem w postaci letalnego kopniaka. Lub co gorsza pierdnięciem. Włochacz naprawdę miał minę jakby z powodu kłopotów żołądkowych nie miał ochoty na spacer.
– No bądź grzeczny! – prosiła z rozpaczą Kiti, na co nosorożec z przejęciem ziewnął. – Przecież tam jest trawa, słońce, chcesz tu siedzieć w tej stajni do końca świata!?
Przemowy motywacyjne na nic się jednak nie zdały. Zastanawiała się czy jakiś np. złośliwy drow nie zrobił jej kawału i nie przykleił stóp Włochacza do podłogi Kropelką. Myślała że dobrym pomysłem będzie osiodłanie wierzchowca i dotarcie do celu na jego grzbiecie. Włochacz był jednak na etapie focha i wolała nie ryzykować. Wybiegła ze stajni z okrzykiem do opiekuna stajni
– Zaraz wracam!
Zaczęła biegać wokół i wyrywać kępki soczystej trawy, kwiatów. Słyszała że nosorożce lubią mleczyki. Oczywiście smak zieleniny w pysku był boski. Ale lepsze to niż smak przegranej! Pognała na skraj pola z winogronami, zerwała szybko kilka kiści. Z zapasem zieleniny na cały rok wróciła do stajni.
– LETS DO THIS! – rzuciła bojowo.
Zgromadziła zieleninę, owoce i wszelkie przysmaki na swoim grzbiecie. Nie zamierzała karmić Włochacz metodą usta-usta a jak wspomniano nie posiadała chwytnych kończyn. Zamieniła się szybko w żywą tacę do owoców i salaterkę. Z zieleniną na grzbiecie bojowo podeszła do Włochacza i prowokacyjnie pokręciła się pod jego nosem.
– Włochacz chce? – spytała niewinnie. – Chodź, weź sobie, no chodź… Yeah baby, come get me!
Jeśli nosorożec nie ruszy się do winogron i mleczyków to chyba nie ruszy się nigdy… Kiti zamierzała za pomocą przynęty zaprowadzić nosorożca na miejsce, idąc powoli, czasem pozwalając mu skubnąć żarcia żeby nie zrezygnował. I miejmy nadzieję że podziała!

Była zrozpaczona. Elsevir oglądał ją w takim rozczochranym stanie!!! A do tego po chwili zaczęło lać!!!
„O nie o nie o nie, mam tylko nadzieję że nosorożce nie są hydrofobowe!!! Deszcz!!!”

Deszcz do końca popsuł jej humor. Była rozczochrana, umorusana i mokra. Robiła wszystko żeby Elsevir jej nie zauważał i starała się przemykać poza zasięgiem jego wzroku.
- Dobrze Ci tak! - krzyczał ktoś - Maszeruj dalej pieszo jak Ci ptaszek opadnie!
Wyjrzała ze stajni – mag właśnie wsiadł na konia i pogalopował gdzieś, a Gryzoń zniknął w strugach deszczu na grzbiecie ptaka. Tekst maga rozśmieszył ją, ale na widok kolejnych zawodników opuszczających teren zadania zrobiła się nerwowa.
„Nie no, spędzę resztę życia w tej stajni!!! O rany rany rany, a jeśli to jest...!? – pomyślała ze zgrozą. – Jeśli to nosorożec, na którym jechał Pan Mgieł!?”
Zzieleniała.
„Może dlatego mnie nie słucha, może powinnam zmienić nosorożca, tego na którym jechał Wojownik Światła, Barbak!? Eeeeeh ale to pewnie tylko legenda... Kto widział władcę demonów na grzbiecie nosorożca!? Nieeeee, to na pewno bzdury... trzeba myśleć trzeźwo!!! Pozytywnie!!! Do roboty!!!”

 
__________________
"Bóg stworzył świat. Szatan zobaczył, że świat jest dobry i zaniepokoił się trochę. Bóg stworzył człowieka. Szatan uśmiechnął się, machnał ręką i rzekł do siebie: eee spoko, będzie dobrze!" - Almena wyjaśnia drużynie stworzenie świata....:D
Kejsi2 jest offline  
Stary 30-10-2011, 18:10   #25
 
Almena's Avatar
 
Reputacja: 16577 Almena ma wspaniałą reputacjęAlmena ma wspaniałą reputacjęAlmena ma wspaniałą reputacjęAlmena ma wspaniałą reputacjęAlmena ma wspaniałą reputacjęAlmena ma wspaniałą reputacjęAlmena ma wspaniałą reputacjęAlmena ma wspaniałą reputacjęAlmena ma wspaniałą reputacjęAlmena ma wspaniałą reputacjęAlmena ma wspaniałą reputację
W drodze do Reims
Tomisław;

Chyba jesteś pierwszy! Nie widać pozostałych! Zostali w tyle hehehheeh!...
Huh...?
Miałeś ważenie że coś poruszyło się w wysokiej trawie, przy drodze, przed tobą. Koń stanął nagle dęba i zaczął rżeć. Z trawy na drogę wylazło... coś!
Dragonosaurus Rex full body by *joe-vriens on deviantART
Ożesz ty, komuś wyjątkowo paskudny piesek z łańcucha się zerwał! Stworzenie nie jest zbyt duże – jest wielkości wilka, powiedzmy. Nie wygląda jednak sympatycznie. Twój koń za nic nie chce się uspokoić czy ruszyć w jego kierunku. Za to stwór ruszył ku tobie całkiem ochoczo, skrzecząc i rozdziawiając paszczę!!!

Barelard, Ton, Gryzoń;
Browsing deviantART

Koń maga pędził po błotnistej ziemi w pewnej odległości za wierzchowcem Tona.
Nie jestem pewien... ale nie chcę żeby mnie wyprzedził! Skoro on też się tu kieruje...
Gna jak opętany wiec na pewno wie co robi...
Kurde... Coś nie przypominam sobie, żebym w tę stronę mijał takie drzewo...
Zwalnia...? Może koń się zmęczył. W umie mogę dać mojemu nieco odpocząć i przystopować...
Dlaczego mag mnie nie wyprzedził...?
Zatrzymał się...? A niech to szlag...

No dobra, panowie, pora stawić czoła prawdzie. Chyba źle skręciliście na którymś rozjeździe... Zatrzymaliście konie, nie macie pojęcia gdzie jesteście! Pozostałych uczestników nie widać! Tylko bez paniki. Wystarczy ponownie dobrze przestudiować mapę do katedry...
http://www.kuradomowa.com/dzieci/labirynty/kosciol.gif

Ptak Gryzonia też za długo nie pociągnął w ciężkiej ulewie. Lot błyskawicy przerodził się w modlitwy o brak kraksy, a im wyżej ptak leciał, tym bardziej chomik gubił się w nawigacji, widząc przed sobą jedynie szarość i strugi deszczu. Musiał zniżyć lot i próbować zorientować się w terenie po drzewach, polach... Nie ma to jak studiowanie mapy w deszczu!...

W Epernay
Nevis, Osztan;

Leje deszcz. Nie znaleźliście winogron, znaleźliście za to... siebie nawzajem [jakkolwiek to brzmi]. Już czujecie jak pewnego dnia dwarfy będą w knajpach opowiadacz: „E, a słyszeliście ten kawał??? Wchodzą dwa Imiołki na plantację winogron...”
Dwa niziołki w plantacji winogron. Poszukiwania szły wam podobnie. Nie znaleźliście już nawet motyli ani pająków, może winogrona też pochowały się przed ulewą...?
- E, młody...!
Obejrzeliście się. Jakiś dwarf-ala-menel szedł w waszym kierunku.
http://www.grimmwold.com/wiki/images/4/46/Dwarf.jpg

- A słyszałem że wy tu jakiś wyścig...? Jakieś winogrona wam trza?... – wymamrotał. – Bo ja mam trochę – pokazał wam kiść winogron.
Oczy wam się zaświeciły.
- To może siem zamienimy? – wyszczerzył się zachęcająco dwarf, kiwając palcami dłoni że chce mamony. – Czterdzieści sztuk złota za kiść winogron i lecisz dalej, co powiesz, mały?
40 sztuk złota?! Hmmm... No ale jest was dwóch... Jakby się podzielić kasą i winogronami...? Nie musielibyście siedzieć w tym deszczu na plantacji i moglibyście już za moment dogonić resztę!...

Kiti;
Tym razem się udało! Nosorożec poleciał na żarcie! Musiałaś wręcz biegiem przed nim uciekać, żeby cię nie stratował! Tym samym szybko docierasz na pastwisko i dwarf na niedźwiedziu wręcza ci kolejną wskazówkę, wraz z flaszką +15 do siły i +300 do tańczenia tańca brzucha na stole! [to trzeba zobaczyć!] Wskazujesz na konia i ruszasz w drogę!
--------------
1-30 – docierasz na miejsce szczęśliwie.
31-60 – coś się szykuje!...
61-90 – coś tu jest...!
91-100 – COTOBYŁO...?!?! Chyba kątem oka cos widziałam!...

* * *
- Wth! – Keeshe wyciągnęła ze stringów telefon komórkowy i dzwoni gdzieś.
- Czego?
- Matrono!... Eeer Mistress!...
- Hm? – mruknął głos po drugiej stronie słuchawki.
- Nie wiem czy nie doszło do łamania regulaminu! – naskarżyła Keeshe.
- Czy Elsevir ubrał koszulę?! – oburzyła się Mistress.
- Nie, Matko opiekunko... Matko przełożona...? Pani Mistress! Ale jeden z uczestników złapał ptaka i odleciał!
- ...To się zdarza.
- Ale on miał jechać konno a pojechał ptaszo, Pani Mistress!
- ...To nic, niech mu będzie tym razem.
- Matrono, jeszcze mamy tu dwa niziołki i pijanego dwarfa na plantacji winogron i...
- Keeshe, ile razy mam powtarzać, że nie interesuje mnie wypożyczanie drowich pornosów?! ...jeśli nie ma w nich drowich bliźniaków...!
- Tak, pamiętam Matko opiemistress!... Ale...
- Nie przeszkadzajcie mi teraz, oglądam top smrodel! – mruknęła Mistress i rozłączyła się.

[media]http://www.youtube.com/watch?v=_0eINGyJHz8&feature=related[/media]

-Mwahahahahah, I love this show!!!...
[dzwoni telefon] Mistress odbiera.
- Drowie bliźniaki i żadnych innych niziołków ani dwarfów!!! ...oooo, eeer, witaj, Azmaer... [kropelka]
- Mistress, nie widziałaś Astarotha?
- Widziałam, przystojny jest.
- ...Nie, nie, czy nie widziałaś go Może dzisiaj?
Mistress uśmiechnęła się złośliwie.
- Nie.
- To dziwne... Mam dużo roboty papierkowej i pomyślałem...?
- [przerywa mu z udręczeniem] Jak tylko Verion obierze mi ziemniaki to przyjdzie ci pomóc!
- Dziękuję, Mistress...

* * *
Najkrócej i najprościej:
*Mistress – sponsor wyścigu, alter ego MG, Stwórczyni Chaosu.
*Verion – potężny demon, pomoc domowa Mistress
*Azmaer – zastępca Astarotha
 
__________________
Pieniądze szczęścia nie dają, dopóki je masz. Zdrowie jest najważniejsze, kiedy go nie masz. Wygląd nie ma znaczenia, dopóki jesteś piękny.
Almena jest offline  
Stary 30-10-2011, 18:26   #26
 
Anonim's Avatar
 
Reputacja: 8703 Anonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputację
Chciałem przez moment stanąć i podrapać się po łysej głowie, nie bardzo wiedziałem o co chodzi, ale nie czas jest na to! Jak zawsze mam ze sobą swoją czarną powierzchnię z uchwytem, którą targam na wypadek kłopotów różnego typu. No i właśnie tego typu kłopoty się napatoczyły! Zeskoczyłem z konia i w trakcie zamachu czarną powierzchnia przypomniał mi się dowcip: Szedł z jednej strony Chopin, a z drugiej Mozart i... Bach! To ja tego stwora bach przez łeb! A on znów skacze i zanim go trafiam to próbuje mnie ugryźć gadzina jedna. Czy mu się udaje? Ugryziony czy nie w końcu go trafiam. A jak już zamroczyło go to chwyciłem bestię za ogon i zacząłem się z nim kręcić jak przy rzucie młotem. W końcu go puściłem:



Poleciał w przestworza, a ja zacząłem się śmiać. Kolejna świetnie przeprowadzona akcja w moim wykonaniu. Jak tak dalej pójdzie to wygram ten konkurs. No to teraz czas wsiąść na konia i jechać dalej. Ale zanim to zrobiłem skonsultowałem się z mapą. To jest dobra droga. Gdzie zatem jest reszta? Zgubili się, czy co? A zresztą nieważne. Komu w drogę temu czas. Jadę do następnego punktu podróży w tym konkursie. Wygrana sama nie przyjdzie - trzeba do niej się wybrać.
 

Ostatnio edytowane przez Anonim : 30-10-2011 o 18:35.
Anonim jest offline  
Stary 30-10-2011, 19:50   #27
 
Blacker's Avatar
 
Reputacja: 3853 Blacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputacjęBlacker ma wspaniałą reputację
Drzwi do pokoju uchyliły się lekko i do środka weszła obładowana papierami Flafie. Niesiony przez nią plik dokumentów wystawał znacznie ponad poziom jej głowy i chwiał się niebezpiecznie, w każdej chwili grożąc upadkiem. Istota, nie przypominająca niczego innego we wszystkich sferach była jednocześnie najwspanialszą w nich uzdrowicielką, a także osobistą asystentką Siewcy Chaosu, odkąd Azmaer był zmuszony zajmować się planem chaosu w wymiarze bieli. Wnętrze do którego weszła przypominało natomiast typowy gabinet jaki znajdował się w większości dworów szlacheckich: szerokie biurko, regały zastawione książkami, wysoki zegar z wahadłem oraz stół, na którym stał wazon z nieco już zeschniętymi kwiatami. Choć otoczenie w rzeczywistości nie było realne, całe składało się z quasi-materii piątego wymiaru, to w tym szczególnym miejscu było stabilne tak jak w światach bieli i chaosu. Był to bowiem mały kawałek czasu, wycięty z materii światów przez moc amuletu i umieszczony tutaj by służyć za dom strażnikowi tego miejsca. Niestety w gabinecie panował rozgardiasz, każdy wolny kawałek przestrzeni zawalony był papierami poustawianymi w niezbyt stabilne pryzmy, które nawet lekko potrącone groziły zawaleniem i pogrzebaniem pod warstwą dokumentów. Zręcznie lawirując pomiędzy nimi Flafie dotarła do biurka przy którym siedział Astaroth i nie zważając na głuchy jęk zawodu dołożyła kolejne papiery do przejrzenia i ewentualnego podpisania. Jeszcze jakiś czas temu stworzenie nowego wymiaru było dla niego genialnym pomysłem a teoretyczna władza jaką mu dawało to nad duszami, czyli źródłem jego wcześniejszej siły była pokusą nie do odrzucenia. Teraz natomiast przekonał się że z wielką mocą faktycznie przychodzi wielka odpowiedzialność, odkąd bowiem ustabilizował tą sferę został dosłownie zawalony wszelką administracyjną robotą. Azmaer nie mógł mu pomoc bo jako nowy władca fioletu opiekował się stworzonym przez niego wymiarem chaosu, Flafie pomimo swoich rozlicznych talentów niestety nie posiadła sztuki czytania i pisania, Uzjel zajmował się podróżowaniem po innych czasach i przestrzeniach w celu zbierania cennych dzieł literatury do powstającej w tym wymiarze biblioteki, natomiast Może był zbyt chaotyczny, nawet jak na demona by powierzać mu jakiekolwiek bardziej odpowiedzialne zadanie. Tym kto nadawałby się idealnie był kapłan ognia, Flammewarter, ale niestety przez jego poświęcenie się sprawą światła nie udało mu się zdobyć jego duszy. Astaroth był najzwyczajniej w świecie zmęczony tym wszystkim, nie przywykł do zajmowania się tak monotonną pracą a koniec jego zadania nie przybliżał się nawet odrobinę, wręcz wydawał się oddalać. To, co nie powiodło się setkom demonów, palladynom, smokom, chimerom, nawet strażnikowi wymiaru pustki czy wszechmocnej mistress, to udało się biurokracji. Astaroth, po raz pierwszy w ciągu swojej być może niedługiej ale dość obfitej w wydarzenia historii poddał się. Zdarzało mu się czasem przegrywać ale zawsze walczył do końca i żaden przeciwnik do tej chwili nie mógł zobaczyć go kapitulującego czy godzącego się z losem. Musiał coś zrobić albo ta stagnacja skonsumuje jego umysł w większym stopniu niż lata współistnienia z legionem dusz w swoim wnętrzu. Kątem oka obserwując jak Flafie stara się wprowadzić jakiś porządek w chaotycznie rozłożone papiery wpadł jednak na pewien plan...

- Flafie

Istota poprawiająca hałdę papieru wzdrygnęła się słysząc swoje imię, co spowodowało przewrócenie się porządkowanych przez nią papierów. Na zasadzie domina runęły kolejne pryzmy co spowodowało że już po chwili cały pokój był pełen fruwających kartek, jednak demon najwyraźniej się tym nie przejął i z uprzejmym uśmiechem kontynuował

- Nie przejmuj się tym, nic się nie stało. Jestem ci bardzo wdzięczny za pomoc i pomyślałem sobie, że należy ci się chwila odpoczynku. Zasłużyłaś na nią, Może pewnie się z tego ucieszy. Weźcie dzika, wyskoczcie gdzieś do materialnej poszaleć ja w tym czasie uporządkuję te papiery

Flafie zarumieniła się i zachichotała, wyraźnie ucieszona perspektywą wyjścia z Może, po czym wybiegła z gabinetu. Astaroth zaczekał jeszcze chwilę, jego uśmiech rozszerzył się jeszcze bardziej przybierając jednak znacznie bardziej złowieszczy wygląd. Dopiero gdy usłyszał na dziedzińcu stukot racic i zobaczył jak Może i Flafie wyjeżdżają przez bramę wymiarową ruszył w stronę wyjścia z gabinetu. Miał chwilę spokoju, wiedział że żaden z jego pomocników nie zjawi się prędko we dworze, co dawało mu wystarczająco dużo czasu by zrealizować swój plan. Ruszył korytarzem, aż dotarł do pięknie zdobionych dębowych drzwi za którymi znajdowała się jego zbrojownia. Może uzupełniał ją regularnie, fascynowała go bowiem wszelaka broń jednak Astaroth nie zwrócił najmniejszej nawet uwagi na zbiory swojego podwładnego. Skierował się od razu ku podwyższeniu na którym spoczywały dwie szable. Już w pewnej odległości dało się od nich słyszeć delikatne szepty, świadczące że Legion wyczuł, że jego pan się zbliża. Demon z uśmiechem przytroczył obydwie pochwy po czym płynnym ruchem dobył szable. Idealnie ostre, bez choćby jednej szczerby stanowiły najdoskonalszy przykład rzemiosła, łącząc piękno ukryte w kunsztownym ukształtowaniu metalu z morderczą skutecznością o której przekonali się wszyscy ci, którzy stanęli mu na drodze. Teraz, gdy ponownie stał się całością nadszedł jego czas. Czas, by Legion raz jeszcze zszedł do materialnego świata by siać zniszczenie, pożogę i rozpacz. Czas na wakacje!

***

Po raz kolejny Astaroth kroczył po świecie materialnym. W przeciwieństwie do wcześniejszych wizyt tym razem nie korzystał z mocy fioletu, wiedział bowiem że natychmiast zostanie odnaleziony przez Azmaera który pojawi się z tym swoim surowym wzrokiem i zacznie mu przypominać o obowiązkach które spoczywają na nim jako na Last Soulbreakerze. Fizycznie był więc prawie zwykłym człowiekiem, choć oczywiście nie zrezygnował ze swojego demonicznego wyglądu. Podróżował pieszo, teleportacja bowiem wymagała wejścia do planu chaosu co również skutkowałoby odnalezieniem przez pierwszego skaziciela. Nie zamierzał porzucić swojej posady ale w końcu należał mu się zasłużony odpoczynek, miał zamiar dobrze się bawić w tym wymiarze by mieć siłę po powrocie wrócić do swoich zadań. W tym celu wybrał odbywające się w okolicy zawody. Zlokalizowanie dwójki drowów nie było dla niego problemem, wystarczyło sprawdzić gdzie aktualnie skierowana jest uwaga Mistress. Tłum otaczający tą dwójkę jakby kierowany wspólną myślą rozstąpił się nieco, na tyle by białoskóry osobnik zdołał przejść i z rozbrajającym uśmiechem oświadczyć

- Witam... Chciałbym dopisać się do wyścigu. Ufam, że nie będzie z tym problemu? Jestem Astaroth, prosiłbym jednak o dyskrecję. Powiedzmy, że jestem tutaj incognito

Gdy tylko załatwił swój udział i dopytał się o szczegóły zadania ruszył w stronę stajni. Widział kiedyś jak Może radzi sobie z nosorożcami i ufał że i jemu ta szuka się uda. Po drodze z zaciekawieniem obserwował reakcje ludzi na swój widok, bo choć tym razem nie był otoczony chaosem na podobieństwo płaszcza to i tak wyróżniał się z tłumu. O ile nienaturalnie duży wzrost, czarne włosy i fioletowy strój mogły ujść w tłumie, o tyle mlecznobiała skóra i fioletowe oczy świadczyły że wyraźnie nie jest do końca człowiekiem. Ciekawiło go czy wciąż o nim pamiętają w tym miejscu, nie wiedział bowiem ile lat upłynęło od dnia pojedynku z Mistress, oraz jaka byłaby reakcja ludzi gdyby się dowiedzieli, kim faktycznie jest. Nie miał zamiaru się jednak ujawniać, tym razem przybył tutaj by się dobrze bawić a nie siać chaos... choć te dwie czynności niekoniecznie się wykluczały
 
__________________
Make a man a fire, you keep him warm for a day. Set a man on fire, you keep him warm for the rest of his life.
—Terry Pratchett
Blacker jest offline  
Stary 30-10-2011, 20:34   #28
 
Almena's Avatar
 
Reputacja: 16577 Almena ma wspaniałą reputacjęAlmena ma wspaniałą reputacjęAlmena ma wspaniałą reputacjęAlmena ma wspaniałą reputacjęAlmena ma wspaniałą reputacjęAlmena ma wspaniałą reputacjęAlmena ma wspaniałą reputacjęAlmena ma wspaniałą reputacjęAlmena ma wspaniałą reputacjęAlmena ma wspaniałą reputacjęAlmena ma wspaniałą reputację
Wtrącenie dla Blackera
* * *

- I wtedy mówię: kochana, koturny są passe, chodźmy na miasto, kupimy ci piękne szpileczki, ona na to, że głupio by jej było bo Barbak miał kiedyś takie buty...
Zadzwonił telefon. Wojowniczka Światła Almanakh sięgnęła do torebki.
- Przepraszam na moment...
Valgaav skinął ręką że nic się nie stało i spokojnie popijał herbatkę z porcelanowej filiżanki w kwiatki.
- Halo...?
- NA POMOOOOC, RATUNKU!!!
- Verion...?!
- HEEELP!!! Kochanie, ratuj mnie, weź swoje Niepokonane Światło i ratuuuuj mnyeeee!!! – darł się rozhisteryzowany głos w słuchawce.
- Co się stało?! Gdzie jesteś?!
- TONĘ!
- Co?! Przecież ty nawet nie oddychasz jakim cudem toniesz?!
- Tonę pod toną papierów w gabinecie Astarotha!!!
Telefon wypadł z dłoni Almanakh...
* * *
Astaroth;
Nosorożce pozostałe w stajni miały kiepski humor. Padał deszcz. Były znudzone i niezadowolone z faktu, że ktoś przed chwilą nakarmił ich kolegę a ich samych nie.
A Bored Rhino by *Arsillyd on deviantART

Widziałeś jak przed momentem ktoś wyprowadzał nosorożca... Ktoś...? Czy to był... wilk?! Hmmm...
Z opowieści Może wynikało, że ujeżdżanie nosorożców nie jest znowuż takie trudne... Najwyraźniej Może trafił na bardziej ułożone zwierzę! To tutaj miało minę „dotknij mnie, a będzie to ostatnia rzecz jaką zrobisz!”. Nosorożec zdawał się bardziej przejmować faktem, że kończy mu się sianko, niż tym, że stoi przed nim Last Soulbreaker. No cóż, bywa...
**
 
__________________
Pieniądze szczęścia nie dają, dopóki je masz. Zdrowie jest najważniejsze, kiedy go nie masz. Wygląd nie ma znaczenia, dopóki jesteś piękny.
Almena jest offline  
Stary 30-10-2011, 21:25   #29
 
JanPolak's Avatar
 
Reputacja: 593 JanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemuJanPolak to imię znane każdemu
RETROSPEKCJA
(ta scena jest filmowana w zmniejszonym kontraście i z rozmyciem dla nadania nostalgicznego charakteru)

Ton doprowadził swojego nosorożca na wybieg. Pierwsze zadanie dobiegło końca, Opiekun Stajni już szedł wręczyć nagrodę. Chłopak ostatni raz posmyrał nosorożcowy róg, nim smycz Opiekuna zacisnęła się na szyi zwierzęcia, by odciągnąć je gdzieś w dał. Ton i jego pupilek popatrzyli sobie w oczy – ich spojrzenia nie mówiły „do widzenia” lecz „żegnaj”.

- Rzeźnik już czeka – dał się słyszeć szept Opiekuna – Będzie z tego bydlęcia wóz parówek.

– Hola, hola! – krzyknął Ton – Kierowniku, a nie chcesz pan zrobić interesu? Widzisz pan, mam dwa konie, a tam, gdzie jadę, na cholerę mi dwa. Da mi pan nosorożca, a ja panu dam jednego konia. Doprawi mu pan róg i prawie jak jednorożec – nikt się nie pozna.

- Chudy ten jednorożec… mało parówek będzie¬ – mruknął Opiekun.

- No, niech stracę. Dopłacę dziesięć złotych monet.

- Pięćdziesiąt.

- Dwadzieścia.

- Trzydzieści

- Dwadzieścia pięć.

- Deal.

I tak oto do Toniego dołączył nosorożec. To znaczy nosorożyca o imieniu Stokrotka (Tallyho to porządny chłopak i nigdy nie smyrałby samca nosorożca). Od teraz mieli być ze sobą na zawsze. W następnych kilku scenach widzimy jak Ton i Stokrotka biegają razem po usłanej kwiatami łące, puszczają bańki mydlane, a w nocy leżą w trawie patrząc w gwiazdy.

KONIEC RETROSPEKCJI, CHWILA OBECNA
Deszcz lał jak z cebra, gdy zagubieni Tony, Stokrotka i koń (Ton nie ujeżdżał Stokrotki, bo jeszcze się trochę krępowali) szukali drogi do katedry.

- Musimy znaleźć drogę do katedry¬ – powiedział Ton.

- ... ... ... ... ... – powiedziała Stokrotka.

- Czekaj, mała, mam tu gdzieś mapę… trzeba się chwilę zastanowić i zaraz sobie poradzimy.
 
__________________
Jestem Polakiem, mam na to papier i cały system zachowań.

Ostatnio edytowane przez JanPolak : 01-11-2011 o 14:56.
JanPolak jest offline  
Stary 30-10-2011, 21:53   #30
 
one_worm's Avatar
 
Reputacja: 894 one_worm jest godny podziwuone_worm jest godny podziwuone_worm jest godny podziwuone_worm jest godny podziwuone_worm jest godny podziwuone_worm jest godny podziwuone_worm jest godny podziwuone_worm jest godny podziwuone_worm jest godny podziwuone_worm jest godny podziwuone_worm jest godny podziwu
Chomik płynął majestatycznie po niebie na ptaku. Ptak dosyć dobrze współpracował z nim...na tyle o ile. Dobrze... Leci przed siebie, wprost w kierunku miasta! Niech żyje transport lotniczy!

Dwaj przyjaciele! Zawsze razem! A przynajmniej aż doleci.

Na dole wszystko przesuwało się powoli, bardzo powoli...ale też i był dość wysoko, można powiedzieć, że jest chomikiem, który zaszedł najwyżej!

Wtedy poczuł jak coś go łupnęło w głowę. Spojrzał się...deszcz, chomicza mać! Deszcz... Ale...coraz więcej...i ten łoskot...Cała furia przyrody chyba obrała sobie za cel uderzenie w chomika na niebie! Bardzo szybko pojawiły się turbulencje, często tak bywa...ale... Skąd chomik mógł o tym wiedzieć?

Mapa... Tak...to było coś, czego potrzebował ale...najpierw zniżyć lot! Cholera wie, gdzie ten wiatr zepchnął jego i jego...kolegę! Trzeba było obniżyć lot...

Gdy chomik był nad koronami drzew zaczął mówić w myślach, ku dodaniu otuchy, kodeks wiedźmiński...
Who the mamalas fear most?
Airborn!
Who is most entrusted!
Airborn!
Who women love most?
Airborn...
-PIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII*-krzyknął chomik do burzy, jakby wyzywając ją na pojedynek! Wydawało mu się, że dobrze leci... a lecąc nad drzewami może wymijać błoto na dole, może wymijać wszystko i wszystkich i po prostu lecieć do celu...

Szybkie spojrzenie na mapę, ryzyko, ale ważne...jeżeli to drzewo mijali... jeżeli TO jest TO drzewo...to ma szansę!

Wygram te zawody!

*AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
 
__________________
Do szczęścia potrzebuję tylko dwóch rzeczy. Władzy nad światem i jakiejś przekąski.
one_worm jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 03:18.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169