Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 22-04-2012, 23:30   #1
 
Eyriashka's Avatar
 
Reputacja: 262 Eyriashka jest jak klejnot wśród skałEyriashka jest jak klejnot wśród skałEyriashka jest jak klejnot wśród skałEyriashka jest jak klejnot wśród skałEyriashka jest jak klejnot wśród skałEyriashka jest jak klejnot wśród skałEyriashka jest jak klejnot wśród skałEyriashka jest jak klejnot wśród skałEyriashka jest jak klejnot wśród skałEyriashka jest jak klejnot wśród skałEyriashka jest jak klejnot wśród skał
Cool [Autorski] Łowcy piorunów


Pokład nadal był mokry po niespodziewanej wiosennej burzy. “Skrzydlaci”, jak zwykło się nazywać osiłków obsługujących metalowe płetwy, dołączyli się do zmywania pokładu. Nie żeby pod komendą Orestei Harkonnen mieli jakikolwiek wybór. Toteż Marynarz kończył właśnie pomagać Kossoriemu o delikatnych dłoniach flecisty. Nawet mag wolał spocić się porządkując liny niż narazić się na gniew tej kobiety. Znowu. Kilka razy dziennie. Codziennie.
Spokoju nie można było się doszukać także w kuchni, gdzie Bartolini po raz kolejny narzekał na jakość składników. Narzekał już automatycznie, do jedynej osoby wykazującej się niezłomną cierpliwością - Victorii Mittens. Kobiety o tyle pomocnej i życzliwej, co niemal uzależnionej od lukrecji. Toteż póki ta słodycz znajdowała się w kambuzie młoda pani medyk także mogła wytrwać tam godzinami wysłuchując utyskiwań kuka.
Tymczasem, kapitan Kaiser mógł spokojnie obserwować wieczór. Jeden z tych, kiedy nic wielkiego ma się nie wydarzyć. Wiatr wywołany prędkością niegdysiejszej łajby kolonialnej muskał skórę, a zachodzące słońce zostawiało resztki ciepła na jego prawym boku.

Ziejąca pod wami otchłań ma blisko milę i kończy się wygładzonymi przez fale stożkami skał, ale już niedługo - do brzegu jest około pół mili, do wysokich wyżyn Aar Mundi i waszego regularnego celu podróży - Filli Akademii Magii i Alchemii. Już niedługo ląd pod kilem będzie bliżej niż sążeń. Nieurodzajne skały z czasem zmienią się w żywozielone łąki, potem uskok ponownie zwiększy śmiertelność wypadnięcia za burtę, a w dole ukaże się kopulasty kształt akademii z centrycznie od niego ułożonymi alejkami parkowymi, z których jedna zakończona jest sferycznym lądowiskiem przeznaczonym na dostawy. Podejście, jak z resztą co miesiąc, nie wzbudziło w żadnym z uczniów, ani profesorów większego zainteresowania prócz koniecznego, jednak zawsze się znajdzie wyjątek...

Statek wylądował miękko 3 stopy nad trawką, żeby nie słuchać znowu od Głównego Botanika, że obciążenie lądowiska niszczy na nim trawę. Skończony kretyn, ale co począć? Skoro akademia skupowała nieograniczone ilości piorunów po dobrym kursie i bez potrzeby szukania jej. A piorunów trochę było: 21 klasy A (potężne i drogie, ale są intensywniejsze, bez zmian w czasie eksploatacji i starczają na dłużej), 15 klasy B (najpopularniejsze i dostępne dla niemal każdego mieszczanina) i 50 klasy C (studenci dostają takie na zajęciach, da się nimi zabić, ale trzeba tego bardzo chcieć). Trap pojawił się w kilka sekund po zakończeniu podejścia, a na jego drugim końcu czekała już Solaris. “Słoneczko”, które zostało urodzone po to by dowodzić i trzymać w ryzach akademię. I tak, ta malutka kobietka o wzroście siedzącego psa, w wieku 17 lat koordynowała pół spraw administracyjnych Akademii. Jak zwykle jej uśmiech był chłodny przypominający raczej groźbę nadchodzącej zimy, niż wiecznego lata.

- Witajcie - poprawiła w rękach kajecik i ołówkiem zaznaczyła coś na formularzu - Kapitanie, rektor Savoy chciałby zamienić słówko.
Co bardziej spostrzegawczy z załogantów mogli dostrzec, że na Wydziale Wysokich Energii co chwila w zaciemnionych szybach widać wyładowania elektryczne, natomiast u Alchemików widać płomienie w oknach. Ci mniej spostrzegawczy natomiast, i nie było wśród nich kobiet, jak co miesiąc mogli nacieszyć wzrok pozorną obojętnością uczniów Akademii. Oto jak zwykle na pograniczu lądowiska zebrała się już grupka ślicznotek szepczących między sobą z taką szybkością, że bardziej przypominało to bzyczenie. Grupka ta lubowała się w podziwianiu męskich mężczyzn przy pracy. A ktoś musiał przenieść ciężkie skrzynie z piorunowymi fiolkami do gmachu.
 
__________________
Life is a bitch. Sometimes I think it even might be a redhead with a bad case of short temper.

Ostatnio edytowane przez Eyriashka : 23-04-2012 o 00:55.
Eyriashka jest offline  
Stary 23-04-2012, 00:05   #2
 
Fielus's Avatar
 
Reputacja: 55 Fielus jest na bardzo dobrej drodzeFielus jest na bardzo dobrej drodzeFielus jest na bardzo dobrej drodzeFielus jest na bardzo dobrej drodzeFielus jest na bardzo dobrej drodzeFielus jest na bardzo dobrej drodzeFielus jest na bardzo dobrej drodzeFielus jest na bardzo dobrej drodzeFielus jest na bardzo dobrej drodzeFielus jest na bardzo dobrej drodzeFielus jest na bardzo dobrej drodze
Podczas podejścia kapitan oczekiwał już na pokładzie, opuściwszy odpowiednio wcześniej zacisze swojej kajuty. Biały płaszcz zapiął na kilka guzików, by gwałtowne podmuch wiatru pędzącego przy powierzchni ziemi nie rozwiewały elementu odzienia i nie ujawniały tym samym sekretu broni kapitana - Czterech Bogów.
Kątem oka dostrzegał ostatnią krzątaninę swoich ludzie przed lądowaniem, chłodną elegancję bosmana, gorączkowe próby nie zrobienia przy niej niczego niewłaściwego reszty członków załogi... Uśmiechnął się z nutą politowania, pomieszanego z westchnieniem ulgi, że on nie musi znosić tyranii Harkonnen.
Opuszczono trap. Ciężkie buciory kapitana Kaisera zastukotały na deskach, po chwili zaś zgniotły masywnymi podeszwami kilka źdźbeł trawy.
Iaculis, wyciągnięty na ramieniu swego pana miauknął głośno, otworzył złoto-zielone oczy i spojrzał podejrzliwie na oczekującą Solaris. Valentine podrapał go machinalnie za uchem, a następnie skłonił się dwornie, ujmując delikatnie dłoń niewiasty i muskając ją przelotnie wargami.
- Mademoiselle Solaris, to radość widzieć cię znowu.- Rzekł, prostując się po chwili na całe swoje 6 stóp i 7 cali. Rękoma przygładził nieco odzież.- Moja załoga wkrótce opróżni ładownie. Jednocześnie jestem ciekaw, czego może od skromnych żeglarzy takich jak my oczekiwać rektor. Pozwoli pani, że z wizytą do niego wybiorę się w towarzystwie moich oficerów?-
Valentine uśmiechnął się w tym miejscu zniewalająco, tym swoim charakterystycznym uśmiechem, na widok którego płci niewieściej wszelkich portów i osiedli ludzkich miękły nogi a temperatura ciała rosła o stopień, czy dwa.
 
__________________
" - Elfy! Do mnie elfy! Do mnie bracia! Genasi mają kłopoty! Do mnie, wy psy bez krzty osobowości! Na wroga!"
~Sulfelg, elfi czarodziej. "Powołanie Strażnika".
Fielus jest offline  
Stary 23-04-2012, 01:49   #3
 
Plomiennoluski's Avatar
 
Reputacja: 12371 Plomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputację
Septimus miał swoje sposoby na nie przeszkadzanie w rozładunku i jednoczesne nie drażnienie wykładowców akademii. Zajął się cerowaniem odzieży, nikt raczej nie miał mu tego za złe, szło mu to nadzwyczaj sprawnie a do przenoszenia zwyczajnie się nie nadawał. Nawet kiedy szorował pokład musiał mieć wiadro z wodą napełnione jedynie do połowy żeby mu z ręki nie wypadło. Mimo ciepłej pogody siedział w koszuli z długim rękawem, nie lubił pokazywać swoich blizn, a tych miał aż nadto, ilość piorunów, które go trafiły, normalnego człowieka dałyby rade spalić na popiół dobrych parę razy. W pewnym momencie przerwał pracę igłą i zapatrzył się na gromadkę dziewczyn, niemalże śliniąc się przy tym, ale już po kilku minutach przypomniało mu się co robił i zaczął ponownie cerować.
 
__________________
Wzory światła i ciemności pośród pajęczyny z kości...
Plomiennoluski jest offline  
Stary 23-04-2012, 12:59   #4
 
Marynarz's Avatar
 
Reputacja: 10 Marynarz nie jest za bardzo znanyMarynarz nie jest za bardzo znany
Kiedy skończyłem myć pokład to miałem ochotę na chwilę relaksu.Popijałem samogon od Bartłomieja.Pomyślałem,że ładne panie były by dobrą okazją do zaczerpnięcia rozrywki.Sam nie rwałem się do rozładunku.Przyglądałem się wdziękom młodych dziewcząt.Każdemu facetowi a tym bardziej marynarzowi to wypada.Szukałem okazji do podrywu i dobrej zabawy.Starałem się przemycić jedną z nich do swojej kajuty.
 

Ostatnio edytowane przez Marynarz : 23-04-2012 o 16:44.
Marynarz jest offline  
Stary 23-04-2012, 16:34   #5
 
Anonim's Avatar
 
Reputacja: 2417 Anonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputację
Korzystając z okazji, że wylądowaliśmy poszedłem do Głównego Botanika popytać czy nie ma jakichś zleceń czy nowych gatunków roślin do poszukiwania. Przy okazji opierdalam go za Solanum, bo po głębszym przyjrzeniu się sprawie i popytaniu gdzie trzeba okazało się, że to nie jakaś mityczna roślina tylko Solanum tuberosum znaczy ziemniak. Bydle się pomyliło. Mam nadzieję, że teraz będzie miał jakieś konkretne informacje o konkretnych roślinach, które da się znaleźć.

Oczywiście jeśli Botanik będzie chamski to mu dam w ryj. Bo kultura przede wszystkiem.
 

Ostatnio edytowane przez Anonim : 23-04-2012 o 17:21.
Anonim jest offline  
Stary 23-04-2012, 17:16   #6
 
Jaśmin's Avatar
 
Reputacja: 13478 Jaśmin ma wspaniałą reputacjęJaśmin ma wspaniałą reputacjęJaśmin ma wspaniałą reputacjęJaśmin ma wspaniałą reputacjęJaśmin ma wspaniałą reputacjęJaśmin ma wspaniałą reputacjęJaśmin ma wspaniałą reputacjęJaśmin ma wspaniałą reputacjęJaśmin ma wspaniałą reputacjęJaśmin ma wspaniałą reputacjęJaśmin ma wspaniałą reputację
Pokład nadal był mokry po wiosennej burzy. I nie tylko pokład. Woda ściekała z krótkich ciemnych włosów Kossoriego wsiąkając w czarną obcisłą koszulę bez rękawów. Ukazywała ona umięśnione ramiona młodego mężczyzny. Schodzone sandały, luźnie czarne spodnie, gruba srebrna bransoleta na lewym ramieniu, rękawiczki bez palców oraz futerał na ukochany instrument przymocowany do prawego uda dopełniały „umundurowania”.
Słowo „umundurowanie” miało tu sens, gdyż Kossori, mag i muzyk wysokiej klasy, zajęty był właśnie szorowaniem pokładu. Wbrew obiegowej opinii o intelektualistach i artystach nie miał nic przeciwko takiej pracy. Kolejne pociągnięcia mopem wykonywał nie zużywając wcale energii.
W pewnym momencie wyprostował się opierając na narzędziu pracy jak na włóczni. Jego na pozór senne oczy barwy miodu przesunęły się po cumowisku by zatrzymać się na grupie dziewcząt szeptem wymieniających jakieś uwagi na temat pracujących mężczyzn. Kossori uśmiechnął się delikatnie. Ile to już miesięcy w rejsie? Ponaglony rozkazem bosmana muzyk odłożył mop i ruszył by pomóc kolegom w przenoszeniu skrzyń z cennym ładunkiem.
Jego uszu dobiegła wypowiedź kapitana o „oficerach”. Kossori przez chwilę zastanawiał się czy z racji pełnienia funkcji pokładowego maga też należy do tej grupy. Się zobaczy, na razie pozostawało mu wykonywać swoją pracę i nie podskakiwać bosmanowi. W opinii Kossoriego jeszcze nikt nie wyszedł dobrze na konflikcie z Oresteą Harkonnen.
 
Jaśmin jest teraz online  
Stary 23-04-2012, 18:23   #7
 
Cell's Avatar
 
Reputacja: 11 Cell nie jest za bardzo znanyCell nie jest za bardzo znanyCell nie jest za bardzo znanyCell nie jest za bardzo znany
Victoria przeciągnęła się i jęknęła cicho. Czas na ląd! Podążyła prędko za mamroczącym coś o ziemniakach kucharzem, żeby nie zostać zamknięta w kuchni. Lukrecja lukrecją, ale wcale jej się nie uśmiechało spędzić kilka godzin w ciemnym, niemiłosiernie kołyszącym się pomieszczeniu - nawet w tak doborowym towarzystwie rarytasów. Kołysania na chwilę obecną miała już dość, a nie była przekonana, że pogrążony w myślach kuk nawet by zauważył, gdyby zabarykadował medyczkę pod pokładem.


W twarz uderzył ją powiew świeżego, aczkolwiek łagodnego powietrza. Ląd! Kobiet aż chciała się uśmiechnąć na widok tak znajomego otoczenia - sama jakiś czas temu opuściła Akademię Medyczną, taki gwar przypominał jej o czasach studiów. Ciekawe, widok młodych, chichoczących na widok facetów dziewczynek uświadomił jej jak dużo czasu upłynęło od kiedy sama pałętała się w szatach uniwersyteckich. Dziewczęta w tym momencie złapały jej zamyślone spojrzenie i... umilkły, nagle nie wiedząc, co ze sobą począć. No tak, widok rozczochranej, lekko zazieleniałej medyczki z głupią miną i igłami przy pasie nie należy do codzienności. Zapomniała. Na statku czas rządził się własnymi prawami i nikogo prawie nic nie dziwiło.


"Lukrecja" skinęła głową do towarzyszy ze statku i sama skierowała się w stronę Akademii. Zamierzała odwiedzić tamtejszy oddział botaniki (słyszała, jak owa nazwa przeplatała się w zrzędliwych rozmowach podczas lądowania), a kto wie - może ta szkółka ma także swoją własną filię magii leczniczej?


Tak więc tu się zaczyna jej największa przygoda...
 
Cell jest offline  
Stary 23-04-2012, 18:58   #8
 
Eyriashka's Avatar
 
Reputacja: 262 Eyriashka jest jak klejnot wśród skałEyriashka jest jak klejnot wśród skałEyriashka jest jak klejnot wśród skałEyriashka jest jak klejnot wśród skałEyriashka jest jak klejnot wśród skałEyriashka jest jak klejnot wśród skałEyriashka jest jak klejnot wśród skałEyriashka jest jak klejnot wśród skałEyriashka jest jak klejnot wśród skałEyriashka jest jak klejnot wśród skałEyriashka jest jak klejnot wśród skał
Kapitan

Zastygły uśmiech nieudolnie ukrywał wściekłość. Solaris wyszarpnęła dłoń z delikatnego chwytu mężczyzny.
- Kapitanie Kaiser, widzimy się tak często, a pan nadal nie rozumie. Proszę mnie nie nękać i zachować swoje wdzięki dla panien na wydaniu - ciałem wstrząsnął nieznaczy dreszcz strzepując z dziewczyny nieprzystojne myśli - A co się tyczy pańskiego pytania. Nie sądzę, by urządzanie wycieczek było tutaj wskazane. Zaproszony został pan. I tego się trzymajmy.

Na pokładzie

"Słoneczko" przeniosła spojrzenie na Harkonnen, która najwidoczniej trzęsła całą tą łajbą. Twarz jej jakby złagodniała. Widać blondyneczka miała jednego idola na tym świecie, dla którego zarezerwowała wszelkie ciepłe uczucia. Widać jedynie wbite do łba żelazne zasady powstrzymały ją od wejścia nieproszoną na pokład.

Uwagę Septimusa przykuł "dezerterujący" z pokładu Maciej - będzie burda - pomyślał sobie. Połowa załogi z rozstrojem żołądka po ostatniej popijawie, za mało rąk na pokładzie, a ten idzie zarywać panienki. Niech no bosman to tylko zauważy.

Kossori natomiast dzielnie wykonywał powierzone mu zadania i tak naprawdę, to na nim właśnie skupiał się wzrok niewieściej grupki. Gdy się wyprostował do jego uszu doszedł wysoki chichot podobny do dźwięku kilku radosnych dzwoneczków. Ciężko było ukryć uśmiech wywołany tak wyraźną aprobatą dla swego ciała. Nie mniej i zapracowany mag zauważył Marynarza.

Kuk i pani medyk



Wchodząc do środka szklarni jak zwykle widzisz Botanika w nieprzystojnej pozie. Tym razem leży na ziemi patrząc się na coś, co chyba jest przeźroczystym grzybem. Na twoje pytanie podnosi spojrzenie znad niespotykanej rośliny i wstaje. Uśmiecha się cwaniakowato.
- Znalazłeś Solanum? - jednak widząc, że nie jesteś w nastroju do droczenia się rozkłada szybko ręce w pokojowym geście - Taki żart. Wiosna idzie, wiesz? Prima aprilis i te sprawy - macha ręką i dopiero wtedy spostrzega kobietę u swych wrót.

- Oups, pardonsik. Przyprowadziłeś koleżankę? - przejechał spojrzeniem po klepsydrzastych kształtach. Nie było to najmilsze doznanie. Jeszcze trochę i zacząłby się ślinić. Widać wstrzymywał się przy uczennicach czego nie potrafił zrobić przy adeptkach. Odchrząknął przypominając sobie, że nie jest sam na sam z Kudłatą.

- Co do nowych roślin, to właśnie stworzyłem to cacuszko... Powinno smakować jak gruszka, ale jakoś jeszcze nie odważyłem się spróbować...
Zasępiając się nad jedynym w swoim rodzaju grzybem wytarł ręce w szmatkę. Wzrok uciekał mu wciąż na biodra pani medyk. Chcąc zaimponować stowarzyszeniu szybko się wyprostował.

- Pewnie chcesz nowe przyprawy? Mam coś dla ciebie. Basiliscus.
Skrzyżowałem bazylię z ostrymi papryczkami i imbirem. Voila - Botanik nachylił się przy kilku doniczkach, w których rosły krzaczki, pachnące bazylią z dodatkiem czegoś kwaśnego. Czerwone liście podzielone były przez żółto-zielone żyłki.

- Co sądzicie?
 
__________________
Life is a bitch. Sometimes I think it even might be a redhead with a bad case of short temper.

Ostatnio edytowane przez Eyriashka : 23-04-2012 o 19:21.
Eyriashka jest offline  
Stary 23-04-2012, 19:30   #9
 
F.leja's Avatar
 
Reputacja: 247 F.leja ma w sobie cośF.leja ma w sobie cośF.leja ma w sobie cośF.leja ma w sobie cośF.leja ma w sobie cośF.leja ma w sobie cośF.leja ma w sobie cośF.leja ma w sobie cośF.leja ma w sobie cośF.leja ma w sobie cośF.leja ma w sobie coś
Harkonnen obserwowała uważnie członków swojej załogi. Septimus i Kossori zajmowali się tym czym mięli się zajmować? Zajmowali. Lukrecja i Bartolini mięli dyspensę na odwiedziny u Botanika? Mięli. Kapitan jak zwykle próbował zgadać majtki z pani rektor? Próbował.
Tutaj Harkonnen zawiesiła na chwilę spojrzenie na bratniej duszy i posłała Solaris migawkowy uśmiech, niech ma dziewczyna materiał na kolejne fantazje.
I nagle, w świecie pani bosman zadźwięczał dysonans.
- Maciuś - zaczęła słodko, ale szybko przeszła w swój zwykły autorytatywny wrzask - Gdzie ty się niby, kurwa, wybierasz, suczy synu? Spójrz no na mnie, jak cię mieszam z błotem ... czy to jest twarz zadowolonej pani bosman? Podpowiem ci ... to nie jest twarz zadowolonej pani bosman! Zawróć łaskawie swoje bezużyteczne dupsko na pokład i dołącz do załogi we wspólnym wysiłku doprowadzenia tej parszywej łajby do stanu, który zadowoli panią bosman - i dodała na koniec najgorsze słowo z całego swojego arsenału - Proszę.
 
__________________
I don't mean to sound bitter, cold, or cruel, but I am, so that's how it comes out. ~~ Bill Hicks

Ostatnio edytowane przez F.leja : 24-04-2012 o 07:41.
F.leja jest offline  
Stary 23-04-2012, 20:29   #10
 
Plomiennoluski's Avatar
 
Reputacja: 12371 Plomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputacjęPlomiennoluski ma wspaniałą reputację
Siódmy przerwał na chwilę cerowanie i przyjrzał się bliżej scenie. Skoro bosman używał już słowa proszę, to za chwilę równie dobrze mogły polecieć kubki albo noże. Nie miał zamiaru przeoczyć tak dobrej rozrywki, a że miewał problemy z koncentracją nad więcej niż jedną rzeczą, jego ciało całkiem znieruchomiało i tylko oczy skakały między Marynarzem a Oresteją.
 
__________________
Wzory światła i ciemności pośród pajęczyny z kości...
Plomiennoluski jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:48.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166