Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 01-07-2012, 18:02   #11
 
Bloodsoul's Avatar
 
Reputacja: 57 Bloodsoul jest na bardzo dobrej drodzeBloodsoul jest na bardzo dobrej drodzeBloodsoul jest na bardzo dobrej drodzeBloodsoul jest na bardzo dobrej drodzeBloodsoul jest na bardzo dobrej drodzeBloodsoul jest na bardzo dobrej drodzeBloodsoul jest na bardzo dobrej drodzeBloodsoul jest na bardzo dobrej drodzeBloodsoul jest na bardzo dobrej drodzeBloodsoul jest na bardzo dobrej drodzeBloodsoul jest na bardzo dobrej drodze
Jako przedostatni na miejsce przyszedł Marlowe. A właściwie przybiegł. Jak na ironię przysnęło mu się czekając na uśnięcie matki, ponieważ ojciec pracował na nocną zmianę. Sumienie dręczyło Marlowe na tyle, że ten podświadomie odwlekał wyjście z domu. Dokańczał szkicować jeszcze ostatni z malunków z serii nocnych mar, a gdy przypomniał sobie o liście pożegnalnym - naskrobał parę zdań w czasie o wiele za długim niż to wymagało, był rozczulony. Podświadomie pragnął, by reszta grupy wyruszyła bez niego, zapominając i nigdy sobie o nim nie przypominając. Zresztą miał takie przekonanie, że nie obchodzi reszty w jakimś większym stopniu. Był samotnikiem, lecz starał się tego nie pokazywać, otwierał się na ludzi kiedy tylko mógł, miał większe ambicje, chciał zostać kimś, mimo skromnej przeszłości. Czekał na zmiany. Wyprawa była okazją, lecz nie na tyle pewną by zostawić Marlowe bez zmartwień i niepewności. Jedynym, który wiedział o jego wątpliwościach był nieco młodszy od niego ćwierćelf - Taelryn, z którym najbardziej przyjaźnił się siedemnastolatek, i któremu zwierzał się najczęściej.

Przybył, na sobie miał brązowe płócienne, dość znoszone spodnie i wymiętą białą płócienną koszulę. Na plecach sporych gabarytów plecak, a na ramieniu torbę podręczną, z której wystawała głowica bliżej nieokreślonego przedmiotu, którego nikt wcześniej zobaczyć okazji nie miał. Ów głowica miała kształt matowej, ciemnoczerwonej, a być może już bordowej kuli w objęciach jaszczurczej dłoni z wielkimi pazurami jak na niejednym rysunku Marlowe. W oczy mógł rzucić się przypasany do prawego boku sztylet w szmacianej prowizorycznej pochwie.

-Dotarłeś w końcu.- zareagował jako pierwszy Taelryn. -Żeś się zasapał. - dodał złośliwie, lecz z przyjacielskim uśmiechem na twarzy.

Bez chwili namysłu wyciągnął z torby luźny szkic i pokazał reszcie. Powiedział, równocześnie odpowiadając na słowa przyjaciela:

-Dobra, już dobra, spójrz tylko, mój ostatni koszmar.. - uśmiech, który wymalował wnet twarz Marlowe mógł świadczyć tylko o tym, że ten miał trochę nie równo pod sufitem, co zresztą pewnie wszyscy zebrani dobrze wiedzieli. Dziwoląg zostanie dziwolągiem do końca. Grr. Odejdźcie podłe myśli - pomyślał.



Gdy atmosfera się rozluźniła i wszyscy byli gotów wyruszyć, Marlowe przypomniał sobie o ważnej dlań rzeczy. Doskoczył ponownie do ćwierćelfa, rozejrzał się po reszcie czy aby nikt nie zwraca większej uwagi, rozwarł torbę, wyszeptał parę słów w lekko spiczaste uszy koleżki i obu im w jednym momencie wymalował się szczery uśmiech na twarzy.

W torbie było fajkowe ziele, mało dostępny młodzieży, ukradzione kilkadziesiąt minut wcześniej z torby jego matki.
 
Bloodsoul jest offline  
Stary 01-07-2012, 19:57   #12
 
Wnerwik's Avatar
 
Reputacja: 124 Wnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znany
Taelryn poklepał Marlowe po plecach. Jego uśmiech mówił - "Dobrze się spisałeś". Ćwierćelf był dumny z tego, że sprowadził swego towarzysza na drogę niecnego występku! No i lubił fajkowe ziele.

Rysunku nie skomentował. Zdążył się do nich przyzwyczaić. Akceptował drobne dziwactwa przyjaciela. Każdy miał jakieś swoje dziwne przyzwyczajenia - jedni zwykli bawili się nożami, przyprawiając tym samym matkę o palpitację serca, a inni rysowali koszmary.

Zakumplowali się jeszcze jako małe dzieci - matka Taelryna i matka Marlowe dobrze się znały. Może nie były przyjaciółkami, tak jak ich pociechy, lecz czasem zdarzyło im się spotkać. Obaj byli swego rodzaju wyrzutkami - Marlowe z powodu swych dziwnych zachowań, a Taelryn z powodu swego ojca-złodzieja. Wiele razy słyszał jak sąsiadki obgadywały jego i matkę, a niektóre dzieciaki dokuczały mu z powodu braku ojca. Nic dziwnego, że się zaprzyjaźnili.

Razem się bawili i razem psocili - a to coś ukradli (młody Christopers odwracał uwagę ofiary, a Taelryn coś jej podkradał), a to podglądali kąpiące się w rzece dziewczyny albo po kryjomu pili piwo (Tudzież specyfiki które miały być piwem, a uwarzone zostały przez należącego do paczki gnoma-alchemika. Starczy powiedzieć, że w większości smakowały okropnie.). Wspomnieć należy, iż Taelryn był prowodyrem tych zabaw - Marlowe zawsze był nastawiony do nich sceptycznie, ale zawsze dawał się w końcu przekonać. I jak coś poszło nie tak zawsze powtarzał - "A nie mówiłem?".

Czasem blondyn miał wrażenie, że gdyby nie on to Marlowe ciągle by siedział w domu rysując i ucząc się grać na lutni. Właśnie, lutnia!
- Gdzie podziałeś swoją lutnię? - Zapytał przyjaciela. - Wielki bard nie powinien rozstawać się ze swoim instrumentem... - Dodał nieco ciszej. Marlowe zwierzył mu się, że chciałby w przyszłości zostać bardem. Co prawda, nie pokazał mu swego zeszytu w którym notował wymyślone przez siebie wiersze (ha, pewnie nadal myśli, że Taelryn o nim nie wie!), ale zdaniem ćwierćelfa gra na lutni szła mu całkiem nieźle. Przyjaciel musiał się tylko przełamać, bo na razie był zbyt nieśmiały.
- Powiedz mi też co, u licha, wystaje z twej torby? Nigdy czegoś takiego nie widziałem...
 
Wnerwik jest offline  
Stary 01-07-2012, 20:33   #13
 
Aeshadiv's Avatar
 
Reputacja: 1745 Aeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłość
Ronniel zerknął na rysunek. Uśmiechnął się pod nosem i podniósł lekko brwi. Wyszczerzył zębiska w paskudnym uśmiechu.
- Wygląda jak stary Otto, ten dziad z chaty - pomachał chwilę rękoma tak jakby nie mógł za bardzo określić tego co chce powiedzieć. W końcu dodał, mówiąc do ich złotej rączki - twój sąsiad Orik.

Elf słynął z tego, że czasem potrafił palnąć jakieś głupstwo, które było albo niesmaczne, albo kogoś obrażało. On się z tego śmiał. Miał taki... wisielczy humor... Może dlatego większość sędziwych mieszkańców miała go za jakiegoś najgorszego rozrabiakę. Mimo tego, że to Taelryn podkradał więcej zapasów.

Oddał Marlowe jego dzieło i stanął na uboczu. Popatrzył na księżyc. Wziął tajemniczy amulet, który dostał od ojca... nie wiedział co oznaczał... do dziś... może ktoś w drodze powie mu co znaczy napis na ostrzu jego sztyletu i ten dziwny wisiorek. Miał taką nadzieję.
 
Aeshadiv jest offline  
Stary 01-07-2012, 23:12   #14
 
JanPolak's Avatar
 
Reputacja: 377 JanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetny
- …twój sąsiad, Orik - rzekł elf.

Orik na taki żart uśmiechnął się pod wąsem (składającym się z k6 włosków). Powinien chyba odpowiedzieć coś błyskotliwego, żeby zabić Ronnielowi ćwieka, ale niczego nie potrafił wymyśleć. Z resztą, czy prawy wojownik wdaje się w próżne dowcipkowanie? Żeby to on wiedział, jak ma reagować wojownik. A właściwie to musiał przyznać, że obrazek trochę przypominał starego Ottona… W końcu kowalczyk pokręcił głową, dając do zrozumienia, że pobłażliwie traktuje taki humor.

Dobry nastrój łobuziaków zaczynał się Orikowi udzielać. Choć nie pochwalał ich psot i drobnych kradzieży, to nie zamierzał ich strofować. Wszak na fajkowe ziele sam miał ochotę… Młody kowal jednak przybrał minę poważną i skoncentrowaną. Jako wojownik uważał się za miecz i tarczę drużyny (choć ani miecza, ani tarczy na razie nie posiadał) i uznawał za swój obowiązek dbanie o bezpieczeństwo przyjaciół. A to poważne zadanie.

- Begus, a ty gotów do drogi? - spytał ostatniego z przybyłych. Gnom do gaduł nie należał, ale skoro przyszedł na zbiórkę, należało traktować go jak członka drużyny. Tylko ciekawe, jak on nadąży w marszu na tych krótkich nóżkach?

Sam Orik był zwarty i gotowy, by ruszyć na szlak. W przeciwieństwie części towarzyszy, nie zostawił pożegnalnego listu. Raz, że niezbyt dobrze pisał. Wioskowy nauczyciel wpoił mu umiejętność czytania, ale chłopak nigdy nie miał głowy do bazgrania literek. Zadowalał się stawianiem znaku OO (Orik Olison) na wykonanych przez siebie wyrobach. A dwa, że ojciec zrozumie. W dawnych czasach każdy rzemieślnik, by zdobyć doświadczenie, musiał podróżować po świecie, pobierając nauki u różnych mistrzów. A losem bohatera było podążać za przeznaczeniem, iść tam, gdzie zaprowadzi go szlak przygód. Poza tym - skoro tyle dzieciaków uciekało z wioski - to kto, jak nie Orik będzie dbał o ich bezpieczeństwo?
 
__________________
Jestem Polakiem, mam na to papier i cały system zachowań.
JanPolak jest offline  
Stary 02-07-2012, 09:21   #15
AJT
 
AJT's Avatar
 
Reputacja: 13723 AJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputację
- Gotowy – odezwał się Begus na pytanie Orika. Tylko, że syn Olego nie zdawał sobie sprawy, że mały gnom, był tu jako jeden z pierwszych. Orik teraz go zauważył, gdyż Wizwolt teraz w końcu chcąc być zauważonym przeszedł kawałek. Już ich do tego przyzwyczaił, w czasie wszelkich zabaw w chowanego, ale i do tej pory po częstokroć ich zaskakiwał. Nieraz nawet bardziej niż Taelryn, który sztukę ukrywania się, również opanował do perfekcji.

- Wybrałbym wschód, ale jak większość opowiada się za południem, niechaj i taj będzie. – Kontynuowała licząca blisko jednego metra, w pozycji wyprostowanej, wychudzona persona o łysej czaszce, nieproporcjonalnie wielkiej w porównaniu do reszty sylwetki. Już sam wzrost pomagał Begusowi nieraz pozostać niezauważonym, szczególnie że będąc zwykle zgarbionym liczył sobie jeszcze mniej centymetrów. Ów wzrost, a także skłonności do ukrywania się, były dość często wielkim pozytywem, nie tylko dla małego gnoma, ale także i osoby, która mogłaby go ujrzeć. A to dlatego, że Begus łagodnie mówiąc pięknym nie był. Głęboko zapadnięte oczy, które jak już się otworzyły były przekrwione i chorobliwie błyszczące. To spojrzenie gnoma można było określić jako świdrujące. Z jego twarzy trudno było cokolwiek wyczytać, nie ukazuje ona żadnych emocji. Wychudła, zapadnięta, sina, barwy popiołu, co dodatkowo ułatwiało mu krycie się w ciemnościach.

Młody Wizwolt, zapewne przez swój wygląd, a także przez swoje mrukowate i grubiańskie zachowanie, nie wzbudzał za bardzo zaufania. Nie pasował w wiosce. Jedynymi osobami z którymi przebywał byli właśnie oni. Jego ‘paczka’, która odważyła się jak i on wyruszyć w świat. Begus, jak i teraz, odzywał się tylko z musu i w ostateczności. Zdarzało się jednak, że został złapany na konwersacji z głosami, które pojawiały się w jego głowie.

Jego towarzysze wiedzieli, że pod tą niewzruszoną skorupą w gruncie rzeczy skryta jest osoba, pragnąca w głębi duszy komuś zaufać, móc na kimś polegać. Z tego też powodu jest właśnie tu i właśnie teraz. Mimo iż był tchórzem, unikającym bezpośredniej konfrontacji, przy nich czuł się pewnie, swobodnie, jeśli jego zachowanie kiedykolwiek można uznać za swobodne.

- Karl, jedno… mógłbyś nie wrzeszczeć tyle? Jak zwykle? Chcesz, by nas ktoś posłyszał i zatrzymał jeszcze? Uspokój emocje swe. - Zwrócił uwagę podekscytowanemu synowi myśliwego.

Begus listu pożegnalnego nie zostawił, wie jak jego rodzice się wściekną, gdy zobaczą, że młodego nie ma. Aż strach pomyśleć! Mała notka nic by nie zmieniła. Syn alchemika ze sobą wziął niewiele, raczej kiepskiej jakości ciemne odzienie, w dodatku bez butów. Krzemienny sierp, na wszelki wypadek. Siatkę, procę oraz kilka przygotowanych miksturek wraz z ziółkami z których mógłby je przygotować.

- Ruszajmy zatem. Wzdłuż rzeki, ku południu -rzekł spokojnie.
 

Ostatnio edytowane przez AJT : 02-07-2012 o 18:52.
AJT jest offline  
Stary 03-07-2012, 17:00   #16
 
Fenriz's Avatar
 
Reputacja: 29 Fenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodze
Po krótkie naradzie przyjaciele zdecydowali dokąd się udadzą. Wędrówka na południe wydawała się najbardziej ciekawa i stosunkowo łatwa. Marsz wzdłuż brzegów rzeki był na pewno łatwiejszy niż przeprawa przez gęsty bór, czy wspinaczka w górach. Rzeka sprawiała, że nie musieli martwić się o wodę, a także pożywienie. Wszyscy wiedzieli, że ryb tutaj nie brakowało, a przy odrobinie szczęścia można było złapać nawet raki. Liczne przedmioty, które nader często spływały z prądem rzeki wskazywały, że gdzieś tam znajdują się jakieś osady.

Grupa rzuciła ostatnie spojrzenie na swą rodzimą wieś i pożegnawszy się w myślach ruszyła ku przygodzie życia.
Najpierw szli gęsiego, a dopiero później, gdy zabudowania wsi zostawili już daleko za sobą, maszerowali już w niewielkich grupach.
Humory wszystkim dopisywały. Ciepła noc i lekki wietrzyk zwiastowały zbliżającą się wielkimi krokami przygodę. Jasno świecący księżyc sprawiał, że marsz był bardzo przyjemny.
Serca każdego z członków wyprawy napawała nadzieja i wielka radość. Pierwszy raz w życiu poczuli się wolni i niezależni. Mimo, że poza wioską byli dopiero parę godzin, to ich myślenie i uczucia zmieniły się radykalnie. Wiedzieli, że teraz wszystko zależy już tylko od nich, od ich umiejętności, sprytu i talentów. Nikt im nie pomoże i o wszystko będą musieli troszczyć się sami.
I tego właśnie chcieli i o tym marzyli.

Pierwszy obóz rozbili w zakolu rzeki, po kilku godzinach marszu i pokonaniu wielu mil. Miejsce, które wybrali na obóz było osłonięte przez wysokie trawy i drzewa. Dzięki temu mieli pewność, że nikt przypadkowy ich nie zobaczy. Przynajmniej na razie woleli zachować ostrożność, wszak nie raz słyszeli opowieści starszych z wioski, jaki to świat jest dziki, okrutny i zły, a niebezpieczeństwo czyha na człowieka na każdym kroku.

Nazajutrz rano, gdy pierwsze promienie słońca padły na ich twarze cała grupa wstała i zabrała się za sprzątanie obozowiska. Po szybkim śniadaniu i porannej toalecie ruszyli dalej.
Już teraz wiedzieli, że dokonali właściwego wyboru. Mimo wczesnej pory było niezwykle gorąco i parno. Tylko bliskość rzeki sprawiała, że dało się dalej maszerować. Gdyby wybrali drogę poprzez bór, albo góry byłoby zapewne o wiele gorzej.
Świat przywitał podróżników śpiewem ptaków i czystym błękitnym niebem.
Wbrew temu, co się wszystkim wydawało w takiej wędrówce nie było nic niezwykłego, ani ekscytującego.
Krajobraz był dość monotonny. Koryto rzeki wiło się leniwie pośród pobliskich lasów, niski pagórków i rozległych równin. Początkowa, więc radość z odkrywania nowego zmieniła się w rutynę i nudny schemat.

Tak dwa kolejne dni. Pogoda cały czas dopisywała i drużyna pokonała już znaczną odległość.
Dopiero pod wieczór trzeciego dnia wyprawy grupa przyjaciół dostrzegła zabudowania.
Ochoczo ruszyli w stronę wsi, ale dość szybko zauważyli, że wygląda ona na opuszczoną.
Gdy znaleźli się w obrębie wsi ich przypuszczenia zyskały tylko na pewności. We wiosce nie było żywego ducha. Takie przynajmniej było pierwsze wrażenie.
Domostwa jakie tutaj stały były zupełnie inne od tych w jakich wychowali się przyjaciele. Domy zbudowane były na wysokich palach, a ich dachy pokryte równo przyciętymi deskami były niezwykle spadziste.
Przyjaciel ostrożnie ruszyli w głąb wsi. Przeczucia mówiły im, że stało się tutaj coś złego. Nie wiedzieli jednak co to mogło być, jednak w powietrzu wyczuwało się dziwne drżenie, które napawało lękiem.

PONIŻEJ ZAGINIONY FRAGMENT O KTÓRYM MOWA W KOMENTARZACH.
To Kesa pierwsza zauważyła, że w obrębie wioski jest niezwykle cicho. Nie słychać było nawet ptasich treli, które o tej porze powinny rozbrzmiewać. A zwłaszcza, że w pobliżu znajdował się las.
Wszyscy rozglądali się czujnie wokół. Bracia Johanson oraz Marlowe dostrzegli, że zza wysokiej trawy, jak okalała wieś od wschodu ktoś ich obserwuje.
Orik i Begus zauważyli natomiast, że w oknach największej chaty co kilka chwil coś błyska.
Zebrani na środku wsi przyjaciele musieli postanowić co dalej robić. Wieś mimo, że opuszczona robiła wrażenie niebezpiecznej.
 

Ostatnio edytowane przez Fenriz : 04-07-2012 o 01:35.
Fenriz jest offline  
Stary 03-07-2012, 20:04   #17
 
korwinlk's Avatar
 
Reputacja: 10 korwinlk nie jest za bardzo znanykorwinlk nie jest za bardzo znany
Bolesław był zdziwiony tym, że nawet myśliwi nie chcieli szukać przygody w puszczy. W pierwszej chwili chciał ich zostawić i wyruszyć w las lecz uświadomił sobie, że sam ruszać w przygodę może zawsze. Nie sprzeciwiał się więc choć nie było to w jego naturze. Wymamrotał tylko przekleństwo pod nosem i ruszył za resztą.

Droga wzdłuż rzeki okazała się nie być taka zła można była przynajmniej złowić ryby. A nawet nie wpadł z nikim w bójkę i narzekać mu się nie chciało. Po trzech długich dniach drogi odnaleźli jakąś dziwną osadę. Zdziwił się widząc domy na palach czyżby miejscowi obawiali się, że ziemia się podniesie? Nie to przecież bez sensu. Do tego nie było żywego ducha. Może się rozejrzymy po tej wiosce? Zaproponował i samemu skierował się do największego budynku niewątpliwie domu wójta. Może znajdzie kogoś w środku? Pomyślał. A jeśli nie to na pewno znajdzie coś.
 
__________________
Co tam komu w duszy gra
Co kto widzi w swoich snach

Ostatnio edytowane przez korwinlk : 03-07-2012 o 20:07.
korwinlk jest offline  
Stary 03-07-2012, 22:45   #18
Aro
 
Aro's Avatar
 
Reputacja: 4943 Aro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputację
Dwa dni i dwie noce minęły bez żadnych nieszczęśliwych zdarzeń, dokładnie tak, jak alchemik przewidywał. Rzeka oferowała stały dostęp do wody i pożywienia tak długo, jak grupa przy niej pozostawała. Chłopak delektowałby się promieniami słonecznymi i ciepłem na twarzy, gdyby tylko nie było tak parno, co zmuszało go do okazyjnego przemycia twarzy chłodną wodą, kiedy tylko grupa zatrzymała się. Mimo przerzucenia płaszcza przez torbę i podwinięcia rękawów koszuli, Aaron nadal przeklinał skwar jaki panował za dnia. Wieczory witał jednak z otwartymi ramionami. Przynosiły one tak upragniony chłód i możliwość swobodnego oddechu. Pierwsza noc nie należała jednak do najprzyjemniejszych. Obóz rozbity w zakolu rzeki, otoczony przez wysokie trawy i drzewa oferował co prawda schronienie przed wścibskimi oczami, mimo to alchemik nie zmrużył oka. Przewracał się na swym posłaniu, a sen nie chciał przyjść. Dopiero gdy położył się na plecach i zaczął przyglądać się gwiazdom i księżycu, ich lekkie migotanie w końcu skutecznie ułożyło go do snu. Nie śnił. A nawet jeśli, nie zapamiętał żadnego ze snów, jakie go nawiedziły.

(...)

I tak oto, trzeciego dnia, gdy słońce udawało się na spoczynek, dostrzegli zabudowania jakiejś osady. Początkowa radość Aaron z tego odkrycia, z każdym krokiem bliżej zmieniała się w podejrzliwe myśli, które przychodziły z drobnymi nutkami strachu. Owa wioska była... inna. Nie dobiegały od niej żadne odgłosy, jeśli nie licząc szumu liści na drzewach. Żadnego szczekania psów, żadnych wesołych krzyków biegających dzieci, żadnych nawet codziennych odgłosów siedzib ludzkich. Cisza. Aaron zrównał się z Orikiem, jeszcze zanim wkroczyli do wioski.

- Nie podoba mi się to. - Mruknął jedynie, tak by tylko ci najbliżej go usłyszeli.

Weszli na plac, który niewątpliwie służył jako centrum wioski. Alchemik nie poświęcił za wiele uwagi studni, wzniesionej dokładnie na środku. Dłuższym spojrzeniem za to obdarzył dwa budynki, zauważalnie większe od pozostałych, co wskazywało na to, że były w jakimś stopniu ważniejsze od innych. Co zaintrygowało Aarona (oprócz braku żywego ducha, rzecz jasna) był dziwny styl, w jakim cała wieś była zbudowana. Zupełnie inny od tego, który znał i zostawił za plecami zaledwie trzy dni temu. Tutaj domy zbudowane były na palach, a dachy były drewniane i spadziste! Owa chwila podziwiania tutejszej architektury przerwana została jednak, kiedy chłopak poczuł dziwne drżenie, wypełniające powietrze. Przyprawiało go o poczucie niepokoju, by nie powiedzieć strachu. Czuł się zagrożony. Obserwowany. Niczym dzikie zwierzę, podczas polowania. Jego dłoń mimowolnie powędrowała do sztyletu, jednak zanim jego palce zacisnęły się na rękojeści, opamiętał się. „Nie!”, jego myśli zdawały się krzyczeć. Nie panikować. Panika prowadzi do nieprzemyślanych akcji, a te do nieprzyjemnej reakcji. „Wiedza. Wiedza jest odpowiedzią. Zdobycie informacji o problemie stanowi pierwszy krok na drodze do jego rozwiązania. Tak!”, to ostatnie słowo niemalże wyrwało mu się z ust. Jednak nim się odezwał, Bolesław zaproponował rozejrzenie się po wiosce i nie czekając na innych, sam ruszył w stronę domu wójta. Aaron momentalnie doskoczył do niego i stanowczo osadził w miejscu, z dłonią na jego ramieniu. Słusznie, gdyż zaledwie chwilę później zarówno Begus, Orik, jak i Beldar podzielili się tym, co widzieli. Aaron poczuł ciarki tańczące na karku. Przeczucie go nie zawiodło. Ktoś ich obserwował. Spojrzał w kierunku, w którym ów "ktoś" miał się znajdować, lecz widział tylko wysoką trawę. Może po prostu nie wiedział, jak szukać?

"Co robić?", zadał sobie w myślach pytanie, jednocześnie przygryzając kącik prawej wargi. Słońce nieubłaganie chyliło się ku zachodowi, a kto wie, co ich spotka tutaj, gdy już całkowicie skryje się za horyzontem. Zaklął pod nosem, czekając na propozycje innych. Chwilowo nie był pewien, co powinni robić. Nie wątpił jednak, że w ciągu kilkunastu sekund, odpowiedź przyjdzie sama. Bądź od jego przyjaciół.
 

Ostatnio edytowane przez Aro : 04-07-2012 o 02:31.
Aro jest offline  
Stary 04-07-2012, 13:20   #19
 
kanna's Avatar
 
Reputacja: 13727 kanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputację
Droga była.. nudna. Spokojna i nuda. To jedyne słowa jakie przychodziły Kesie na myśl. Nie czuła jednak rozczarowania, nie opuszała wioski po to, aby poszukiwać przygód – na to była już za duża. Patrzyła na chłopaków i widziała, jak ich początkowa ekscytacja zmniejsza się. Nie wiedzieć czemu miała wrażenie, ze oni też „dorośli” i jakby stali się starsi przez te dwa dni. Ale nie o dwa dni. O więcej.

Starsi, ale czy dużo mądrzejsi? U chłopców nie było takiego prostego przełożenia, jak u dziewczyn. Wiadomo, że dziewczynka dorastając robi się coraz mądrzejsza. Ale w chłopaków szło to skokowo i w różne strony. Znała dwunastolatków mądrzejszych od niejednego siedemnastolatka.

W końcu – pod wieczór trzeciego dnia – doszli do jakiś zabudowań. Kesa miała nieodparte wrażenie, jakby wioska pojawiała się nagle, nie uprzedzając o swojej obecności. Przez chwile zastanawiała się, czemu była tak zaskoczona widokiem chat. Tyle czasu nie spotkali żadnych posad, że odwykła od zabudowań? Nie , to nie to… Przecież wiadomo, ze nie byli jedyna wsią na świecie, jej mama skądś przybyła, choć nigdy nie chciała mówić skąd.. i inni opowiadali.. Więc o co chodzi? Dawnym, dziecięcym zwyczajem przygryzła kciuk i bacznie rozglądała się dookoła. Wszystko wyglądało tak, jak powinno.. właśnie wygladało… Kkesa zrozumiała, co jej nie pasuje – wioska była za cicha.

Nie chodziło tylko o odgłosy mieszkańców (oni mogli przecież odjechać, prawda?), ale nie słychać było też nic innego. Żadnych ptaków. Zwierząt. Nic.

- Poczekajcie – powiedziała do reszty - poczekajcie tu się dzieje coś dziwnego.. nic nie słychać, jakby wszystko było martwe…
Podeszła do niskich zarośli, opadła na kolana i rozgarnęła dłonią trawę. Pochyliła się, wpatrując w ziemię. Nic. Żadnych owadów, mrówek, gąsienic… nic.
- Uciekajmy stąd! – powiedziała przestraszona – Wszystkie zwierzęta zniknęły! Widzicie, ze nikogo tu nie ma.. Może to jakaś choroba? Zaraza? Nie chcecie przecież umrzeć, prawda?
 
__________________
Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy. Pół wieku poezji
kanna jest offline  
Stary 04-07-2012, 14:11   #20
AJT
 
AJT's Avatar
 
Reputacja: 13723 AJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputację
Wiadomym, choć wciąż niedopuszczanym do świadomości Begusa, było to, że ich sielankowa ‘wycieczka’ się zakończy. Prędzej, czy później. Nie mogło być cały czas wesoło, ciepło i stosunkowo bezpiecznie. Napotkana przez nich wioska, choć sprawiająca wrażenie niezwykle spokojnej, po momencie przestała już się taką wydawać.

Słysząc jak Kesa zaczyna panikować, sam również poczuł się bardzo niepewnie.
- Tam błysnęło, zaświeciło – wskazał okno największej chaty. - Czuje tu niebezpieczeństwo. A jak czuje, to znaczy, że niebezpiecznie tu jest. - Powiedział krótko, po czym zwrócił oczy w kierunku tych większych, silniejszych. Obejrzał się po okolicy w poszukiwania optymalnego miejsca do skrycia się. Później spojrzał znowu na Orika. Wolał nie stracić go z oczu, w takich sytuacjach czuł się pewniej przy synu kowala. Begus z pewnością nie zostanie sam, nie zaszyje się nigdzie, bo będzie się bał, że go zostawią.

~To tu, to tu teraz zginiesz~ odezwał się głos w jego głowie. ~To tu, to tu teraz Cię zostawią~ powtarzał głos. - Nie, nie cicho! – prawie krzyknął. Wizwolt postanowił sobie, że pójdzie za Orikiem, parę kroków za Orikiem. Będzie rozlądał się uważnie w każdą stronę, wypatrując zagrożenia. ~Nie dać się zaskoczyć! Nie dać się zaskoczyć.~ Powtarzał sobie w myślach i trzęsąc się ze strachu, chwycił w dłoń procę.
 

Ostatnio edytowane przez AJT : 04-07-2012 o 14:16.
AJT jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 16:47.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169