Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 06-07-2012, 10:45   #21
Aro
 
Aro's Avatar
 
Reputacja: 2419 Aro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputację
Aeshadiv, AJT, Aro.is, JanPolak, kanna, Karmazyn & Wnerwik

- Zło jest w tym miejscu. - stwierdził Orik, instynktownie stając pomiędzy drużyną a wioską.
Na słowa Kesy i Begusa odparł:
- Nie zamierzam uciekać, gdy sam nie wiem, przed czym. Zwłaszcza, że niedaleko już dziś zajdziemy. Ale powinniśmy się mieć na baczności. Trzymać się możliwie w grupie i pilnować nawzajem. Ja zamierzam iść tam, skąd ktoś nas obserwuje i zdobyć kilka odpowiedzi.
Poprawił swój kowalski młot, jakby na potwierdzenie, że jest gotów na zmierzenie z niebezpieczeństwem i spytał:
- Kto ze mną?
- Nie powinniśmy tam iść ! - zaprotestowała zdecydowanie Kesa. W jej głosie nie było paniki, tylko determinacja - Tu nie ma nic żywego, rozumiesz Orik? - przytrzymała go za ramię - Jakby wszystko.. wymarło. Nie ma nic.
- Szczerze mówiąc też mi się tutaj nie podoba. - Beldar stał na skraju grupy bacznie obserwując okolicę. To on pierwszy doniósł o tym, że są obserwowani - Nie mamy jednak innego wyjścia. Nasz “towarzysz” raczej nie puści nas od tak sobie. Z dwóch możliwości wybieram chatę. Kto wie co tam może się czaić, lecz sądzę, że mój kij tam się przyda.
- Macie cykora? No wiecie? - zaśmiał się Ronniel.
- Nie minął tydzień a panikujecie nie wiadomo przed czym. Przecież tu nic nie ma! - powiedział i obrócił się w miejscu. Sięgnął do miecza, położył dłoń na rękojeści.
- Orik ma młot, ja mam miecz... poradzimy sobie.
- Właśnie o to chodzi, ze nie ma! Ronniel! Jak zamierzasz się bronić przed czymś, czego nie widzisz?! Nie dziwi cię, że nie ma tu zadnego zwierzęcia? Nawet mrówki? Albo tu jakaś … potężna magia działa.. albo nie wiem.. zaraza?
- Raczej... Okazja - wtrącił Taelryn któremu aż oczy się świeciły na myśl o splądrowaniu opuszczonej wioski. Co prawda kompletny brak kogokolwiek był trochę przerażający... Ale bez ryzyka nie ma zabawy, no nie?
- Jakby była zaraza albo coś to by cuchnęło w powietrzu zgnilizną albo czymś innym albo nie wiem... Magii się nie boję, mam przecież swój magiczny amulet! - podniósł z palcach swój wisiorek. W sumie nie wiedział co znaczy i czy ma jakiejś właściwości ale co tam... Może uwierzą.
- A magiczny amulet to co robi? - zapytała Kesa - Na jaki dystans działa? Ciebie może obroni, ale inni?
- Nie wiem dokładnie... nie znam się na tym jakoś tak... ale od tego są amulety. Chornią przecie... Jak co to sam pójdę.
- Acha, nie znasz się, nie wiesz, jak i czy działa, ale chcesz iść, tak? Nie myslisz, że to... - poszukała słowa - mało mądre?
- Właśnie opuściliśmy wioskę po to, żeby tak robić. Samo opuszczenie naszych domostw było mało mądre... raz elfowi śmierć... to idziemy?!
- Co innego kąpać się tam, gdzie są wiry, a co innego zrobić przerebel w lodzie i wskoczyć do srodka w ubraniu - stwierdziła filozoficznie (oczywiście, nie znała tego słowa) Kesa - ja tam nigdzie nie idę.
- Nie kłóćcie się. Hałas robicie - zaprotestował kowalczyk, po czym zwrócił się do pozostałych - Chłopaki, a wy?
Aaron jedynie stał cicho w miejscu, zagryzając wargę i myśląc intensywnie, jednocześnie próbując nie pójść w ślady gnoma i dziewczyny. Jeśli wszyscy zaczną panikować, ich przygoda skończy się w kilka sekund później. Musieli zachować spokój.
- Bez paniki. - Odezwał się w końcu, kiedy zapadła cisza po pytaniu Orika. - Nie możemy podejmować decyzji pod wpływem strachu. Nie wyjdzie nam to na dobre. - Jego dłoń powędrowała do kruczej czupryny, mierzwiąc ją mimowolnie. - Powinniśmy... Orik, bracia Johansonowie, Ronniel i... Begus. Moglibyście pójść sprawdzić tego rzekomego obserwatora. Ja i reszta zostaniemy tutaj. Może sprawdzimy przy okazji ten budynek. W razie kłopotów... - Zbliżył się do Orika, siegając do kieszeni przy pasie. Podał mu fiolkę wypełnioną srebrną, pulsującą substancją. - Zamknijcie oczy i zbijcie ją. Oślepi wszystkich innych. - Gnomowi wręczył fiolkę z przezroczystą substancją. - Jesteś alchemikiem. Ta mikstura uśmierza ból, trzy krople wystarczą, by przytłumić każdego i “przekonać” do współpracy. - Uśmiechnął się nieznacznie, a w oczach zatańczyły szmaragdowe ogniki.
- Aaron - Kesa szarpnęła go za rękaw. Miała nadzieję, ze pochyli się nieco w jej stronę i będzie mogła mówić cichszym głosem - Ja nie panikuję, pomyśl... jak to się stało, ze wszystkie zwierzęta uciekły? I co tu twoje mikstury pmogą? Chcesz byc winien ich smierci?
- Nie wiem jak. - Odpowiedział, nachylając się do dziewczyny i przemawiając cichym głosem prosto w jej ucho. - Ale powinniśmy się dowiedzieć. Powinnaś im bardziej zaufać, dadzą sobie radę. To jeden człowiek, który nas obserwuje. Jeśli Johansonowie nie ustrzelą go z daleka w razie kłopotów, moje mikstury pomogą go unieszkodliwić. Powinnaś wiedzieć, że mam do nich niezwykły talent. A nawet jeśli coś by się stało, będę w stanie ich poskładać.
Kesa podniosła ręce w geście rezygnacji. Nie przekona ich. Cofnęła sie o dwa kroki i usiadła na skraju drogi.
- Przecie sama tu siedzieć nie będziesz - wtrącił krótko Begus, gdy chwytał miksturę podaną mu przez Aarona. Słowa ‘dziękuje’ tradycyjnie już brakowało w jego słownictwie. Gnom wyglądał na przestraszonego, o wiele bardziej niż dziewczyna. Ale ten strach podpowiadał mu też ~Trzymaj się Orika... Zostaniesz tu sam, to zostaniesz sam.~
- Ale możesz przeciez ze mną zostac, prawda? - zapytała Kesa - Dla gnomów tam pewnie jest bardziej niebezpiecznie.. I nie masz broni. Czy gnomy nie są bardziej rozsądne niż ludzkie dzieci? Przeciez żyjesz dłużej...
- Orik ma broń, a ja mam procę. Tu będzie jeszcze niebezpieczniej, jak zostaniemy tylko w dwójkę. Kto cię obroni, jak ktoś przybiegnie. Ja nie... - usłyszała w odpowiedzi.
- Phi - Kesa wzruszyła ramionami - Nie potrzebuje żadnych obrońców, zawsze sama o siebie dbam. Poza tym.. jak cos niebezpiecznego jest, to tam, a nie tu.
- A jak to zasadzka, to zaraz może ich być więcej tu, niż tam. Ale rób co chcesz - rzekł Begus opryskliwie.
Kesa wstała.
- Myslałam, że jesteś milszy. Ale widać się pomyliłam. - rzuciła i odeszła kawałek.
- A ja, że jesteś mądrzejsza - odgryzł się dziecinnie. Choć wiedział, że dziewczyna może mieć rację, nie miał zamiaru dać tego po sobie poznać. Cały Begus Wizwolt...
- Dobra. Ja i chłopaki idziemy tam w te chaszcze, zobaczyć kto tam jest. A wy tu zaczekajcie. Nie idźcie jeszcze do dużego domu, bo stracimy się z oczu i prędzej pogubimy. Zgoda? - spytał Orik, mocniej chwytając broń i szykując się do drogi. Po czym dodał:
- Słuchajcie, przyjaciele. Sytuacja jest dziwna i podejrzana. Ale jeśli chcemy sobie z nią poradzić, musimy działać razem. Jak prawdziwi bohaterowie, którymi zawsze chcieliśmy być. Racja?
Taelryn mruknął coś pod nosem. Coś o rządzących się synach kowala i próbie pozbawienia dobrej zabawy. Ciekawe czy Orik naprawdę myślał, że uda mu się powstrzymać tych bardziej ciekawskich członków grupy? Jak chociażby Taelryna?
Ronniel zerknął na sztylet, który trzymał z dłoni. Popatrzył na Orika, na ostrze i schował je.
- Mówisz, że lepiej wyjąc cięższą broń bo coś może być niebezpieczne... dobrze, jak sobie życzysz złota rączko.
Elf wydobył miecz zza pasa. Zakrzywione ostrze było ładnie nawoskowane i lśniło w świetle niczym gwiazdy na niebie.
- Gotowi? - zapytał zniecierpliwiony.
Aaron, niechętnie, ale przytaknął Orikowi. Zerkał też co chwila na Kesę, coby upewnić się, czy ta ma się dobrze. W sumie lepiej zostać i poczekać, w końcu nie zostawią dziewczyny samej.
Begus natomiast przygotował swoją procę. W porównaniu do tych większych od siebie, musiał wyglądać dość śmiesznie, szczególnie gdy dostrzegło sięstrach w jego oczach. Młody gnom uważał wciąż, że przy tych większych będzie się czuł bezpieczniej. W dodatku w chaszczach może się ukryś.
- Gotowy - rzekł niepewnie.
 
Aro jest offline  
Stary 06-07-2012, 22:24   #22
 
SyskaXIII's Avatar
 
Reputacja: 54 SyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodze
Młody Johanson siedział ciągle cicho i starał się przystosować do decyzji starszych, w końcu ktoś rządzić musi a ja na pewno nie chciałbym być szefem - rzekł w myślach. Jak wszyscy zaczynali szykować się do działań spojrzał na Kesę, która nie miała zamiaru ruszać się z miejsca
- Kesa, ja nie zostawię cię tutaj samej. Będę tutaj siedzieć z tobą i wszystko obserwować gotowy do działania. Jeśli tylko zrobi się tutaj niebezpiecznie to uciekaj w stronę rzeki a ja będę cię ubezpieczać. Obiecuję Ci, że nikomu nic się nie stanie, a już na pewno nie nam.
Po tych słowach chwycił swój łuk i uśmiechnął się do Kesy. Jak wszyscy spojrzeli na niego i zobaczyli, że jest gotowy Karl zbliżył przysunął się do Kesy wymierzył łukiem w stronę obserwatora i rzekł do reszty:
- Idźcie przodem ja będę ubezpieczać was z daleka. Bracie, jak zrobi się niebezpiecznie to bij by zabić, jak dzikiego wilka.
 
SyskaXIII jest offline  
Stary 08-07-2012, 09:26   #23
 
Karmazyn's Avatar
 
Reputacja: 1398 Karmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumny
Po opuszczeniu wioski Beldar swoim zwyczajem trzymał się na uboczu paczki (co w przypadku marszu oznaczało to bycie na szarym końcu kolumny). Nie był samotnikiem czy coś w tym stylu. Po prostu upodobał sobie przyrodę. A ta upodobała sobie niego. Co widać było dość wyraźnie, tak bardzo, że pewnie tylko ślepy by nie zauważył. Kilka ptaków i drobnych ssaków leśnych nic nie robiąc sobie z reszty kompanii siedziało na ramionach, głowie i czubku kija starszego z braci Johanson. Zawsze tak było, gdy młody myśliwy obcował z naturą. Jego przyjaciele już dawno przestali się temu dziwić. Tam samo zresztą jak codziennym ćwiczeniom w posługiwaniu się kijem.
Ogólnie rzecz ujmując Beldar Johanson był przewidywalny aż do bólu. Młodzieniec w skrytości ducha liczył, że podróż będzie równie przewidywalna, co w ciągu dwóch pierwszych dni. No może trochę ciekawsza.

xxx

Wieczór trzeciego dnia uświadomił dobitnie chłopakowi, że los pierwszą nadzieję ma gdzieś, drugą natomiast potraktuje, jako wyzwanie.
Znalezienie się w opustoszałej wiosce, gdy noc się zbliżała nie było czymś, o czym zapewnie marzył którykolwiek z przyjaciół. Tropiciel nie zastanawiał się, dlaczego wioska była opustoszała. Dziwił się, dlaczego nie było w pobliżu żadnego zwierzęcia, od którego mógł się dowiedzieć, co tu się działo. Obserwator, którego zauważył wraz z bratem i Marlowem niepokoił go, lecz już go w ogóle nie dziwił. Decyzje zostały podjęte. Co prawda Beldar chciał zostać i opiekować innymi, lecz słysząc, że Karl zrobi to za niego uspokoił się lekko.
-Tak… jak dzikiego wilka. Dobrze dobrałeś to porównanie. Nie ma co – Chłopak zaśmiał się cicho. – Ty też zastosuj się do swoich słów. Ojciec zabiłby mnie gdyby coś ci się stało.
 
__________________
Dłuższy kontakt może zagrażać Twojemu zdrowiu lub życiu.
Toczę batalię z życiem. Nieobecny na długi czas.
Karmazyn jest offline  
Stary 08-07-2012, 15:21   #24
 
Wnerwik's Avatar
 
Reputacja: 124 Wnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znany
- No, to ruszajcie, wiecie, dzień się kończy, a tamten gość jeszcze raczy zwiać czy coś... - Niby to od niechcenia Taelryn ponaglił przyjaciół do wyruszenia naprzeciw tajemniczemu obserwatorowi. Nie żeby chciał, by stała im się jakaś krzywda czy coś. Po prostu był ciekaw co znajduje się w tych budynkach, a gdyby Orik zobaczył, iż ktoś postanawia nie stosować się do "planu" pewnie zrobiłby jakąś awanturę i Taelryn zostałby w końcu przegadany.
A tymczasem obserwator i osobnik będący w domu by sobie uciekli...

Swym pomysłem postanowił się podzielić z przyszłym bardem. Aaron pewnie wziąłby stronę Orika, a Christopers powinien go zrozumieć. W końcu znali się tyle lat!
- Marlowe - rzekł cicho do najlepszego przyjaciela - idziemy zbadać ten budynek? Przecież jak ten ktoś w środku co daje znaki zauważy, że tamci idą po tego co nas obserwuje to zaraz stąd umknie. Nie możemy na to pozwolić! - Od razu zaczął od przekonywania, nawet nie czekając na odpowiedź. Wiedział, że Christopers będzie sceptycznie nastawiony do tego pomysłu. Ale pewnie, jak zwykle, ćwierćelfowi uda się go przekonać. - Ja wejdę cicho do domostwa, a ty w tym czasie obejdziesz je i sprawdzisz czy jest jakieś drugie wejście. Tam się zaczaisz... A jak wejścia nie będzie to poobserwujesz okna, czy ktoś nie próbuje którymś wyleźć.
 
Wnerwik jest offline  
Stary 09-07-2012, 15:13   #25
 
Fenriz's Avatar
 
Reputacja: 29 Fenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodze
Orik, Beldar Johanson, Begus, Ronniel
Przyjaciele postanowili rozdzielić się. Niepokojąca atmosfera jaka panowała w wiosce sprawiała, że na niektórych z członków drużyny padł blady strach. Starsi i odważniejsi stwierdzili, że należy sprawdzić, kto czai się w krzakach rosnących za wioską. Osoba, która ich obserwowała mogła powiedzieć im coś więcej, o tym co się tutaj stało.

Trzymając się blisko siebie, a w dłoniach ściskając broń ruszyli w stronę zarośli. Cisza, jaka panowała wokół była nie tylko niepokojąca, ale zwiastowała kłopoty. Tak przynajmniej czuli, co niektórzy.
Każdy krok, jaki przybliżał drużynę do skraju wioski kosztował ich wiele wysiłku. I choć nikt otwarcie nie przyznawał się, że odczuwa lęk, to przecież była to ich pierwsza przygoda godna prawdziwych awanturników. O wiele łatwiej było słuchać o odważnych czynach i podchodach do wroga niż samemu to robić.
Wszyscy jednak musieli przyznać, że krew w ich żyłach krążyła o wiele szybciej, a jej szum wypełniał uszy. Emocje i podniecenie sprawiały, że wszyscy szli dziarsko naprzód.
Beldar Johanson nadal widział ukrytego w krzakach obserwatora, który od jakiegoś czasu się nie poruszył, ani o krok. Wyglądało na to, że wcale nie boi się zbliżającej się do niego uzbrojonej grupy.
Nie zwiastowało to nic dobrego.

Gdy byli w połowie drogi nagle powietrze wypełnił potężny ryk. A po chwili za rogu chaty wybiegł mały niedźwiadek, który ruszył w stronę zarośli. Ryk jego matki ponownie wdarł się w uszy dzielny poszukiwaczy przygód.
Beldar i Orik zauważyli, jak istota ich obserwująca wyskakuje ponad krzaki i ucieka w podskokach.
Istota ta była rozmiarów ludzkiego dziecka, ale na pewno nie była człowiekiem. Mimo, że ubrana w skórzaną sukmanę była cała owłosiona i miała długi ogon, a także bujną grzywę kolorowych włosów pokrywających całą twarz. Istota poruszała się za pomocą wysokich i długich skoków.

Karl Johanson, Kesa, Bolesław, Taelryn, Aaron, Marlowe
Druga część drużyny została przy studni na środku wioski. Cisza jaka panowała wokół sprawiała, że wszyscy byli nerwowi i czujni. Z pewną obawą obserwowali przyjaciół, którzy szli na spotkanie z niewiadomym. Osoba, która ich obserwowała mogła być zarówna mieszkańcem wioski, który skrył się w zaroślach, ale niestety mogła to być również osoba odpowiedzialna za to co się stało w tym miejscu.
Głos rozsądku, by czym prędzej opuścić przeklętą wieś został zagłuszony przez głosy podsycające odwagę i zew przygody. Nie dla wszystkich szukanie śmierci równało się dobrej zabawie i przygodzie o jakiej wszyscy marzyli będąc jeszcze w Idlleville.
Teraz takie różnice spojrzenia wychodziły i jak się okazywało mogły w znaczny sposób zaważyć na dalszym życiu całej grupy.
Grupa zwiadowcza zbliżała się do ostatniej chaty leżącej na skraju wioski, gdy nagle powietrze wypełnił potężny ryk.
Przyjaciele zauważyli, jak zza rogu chatki wybiega mały niedźwiadek i rusza w zarośla. Niestety ryk, jaki ponownie wypełnił przestrzeń wcale nie brzmiał, jak głos małego niegroźne niedźwiadka. A to oznaczało, że gdzieś w pobliżu jest jego matka.
Na domiar złego Marlowe i Taelryn zniknęli, gdzieś niepostrzeżenie.

Marlowe, Taelryn
Marlowe i Taelryn korzystając z chwili nieuwagi reszty wymknęli się cichcem w stronę wielkiej chaty. Obaj byli ciekawi, co kryje się we wnętrzu i co to były za błyski, które widział Orik.
Taelryn, jako odważniejszy i pomysłodawca planu szedł od frontu. Natomiast Marlowe ruszył na tył chaty, by ewentualnie wejść od tyłu.

Marlowe obszedł do tył, ale nie znalazł tam nic ciekawego. Jedyne schodki prowadzące do środka znajdowały się z przodu chatki. Nie było tutaj także miejsca, gdzie mógłby się ktoś ukryć.
Mógł on, co prawda spróbować wejść po palach, a potem wspiąć się na ścianę, niestety okna wyglądały na zamknięte.
Plan Taelryna może był i dobry, ale wszystko wskazywało na to, że Marlowe nie będzie miał już nic do roboty. Miał już zamiar wracać, gdy nagle usłyszał potężny ryk.. Jakieś dzikie zwierze zaatakowało wioskę.

Taelryn wszedł cicho po drewnianych schodach i ostrożnie otworzył drzwi chaty. Izba w jakiej się znalazł przypominała mu dom wójta Idlleville tyle, że ten był o wiele bogatszy. Na ścianach wisiały barwne kilimy, ozdobna broń, a na centralnej ścianie wisiał wysadzany szlachetnymi kamieniami puklerz.
Taelryn zaczął ostrożnie wchodzić głębiej, gdy usłyszał cichy głos.
- Tutaj!
Głos dobiegła z pierwszego piętra i wyraźnie należał do kobiety.
Niewiele myśląc chłopak udał się na górę. Nadal zachowywał się możliwie cicho i uważał na każdy krok. Gdy doszedł na piętro zauważył salę, która była prawdopodobnie jadalnią. Z tą tylko różnicą, że stoły i ławy przestawiono pod ścianę, a na środku izby znajdowała się duża drewniana klatka.
W klatce stała uwięziona wysoka i piękna kobieta o długich i kręconych kasztanowych włosach. Ubrana była w mieniąca się złotem i diamentami szeroką suknię. Kobieta uśmiechała się delikatnie w stronę zbliżającego się Taelryna i powiedziała szeptem:
- Pomóż mi o dzielny mężu. Uwolnij mi. Błagam.
Taelryn wziął, by ją za zwykłą, choć niezwykle urodziwą kobietę, gdyby nie jeden mały szczegół. Z jej pleców bowiem wyrastały rozłożyste i delikatne niczym motyl, zielone skrzydła.
 
Fenriz jest offline  
Stary 09-07-2012, 15:46   #26
AJT
 
AJT's Avatar
 
Reputacja: 12021 AJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputację
Begus uśmiechnął się pod nosem idąc kilka kroków za towarzyszami. Widział podnoszące się u nich przerażenie, gdy usłyszeli ryk niedźwiedzia. - Misia się boicie? - Burknął pod nosem. Młody gnom, choć strachliwy był, to ryk zwierzęcia nie wywarł na nim większego wrażenia. Wszak misiak, jakby miał polować, to pewnie nie na małego gnomika.

Chwilę później spostrzegł, jak Orik z Beldarem wodzą za kimś wzrokiem. Musieli coś spostrzec, coś czego Begus ze względu na swój niewielki wzrok nie zauważył. Wiedział jedno, to nie mógł być nikt wysoki, gdyż wysokiego by zauważył. Oby wzrost świadczył też o niskim zagrożeniu, oby… Chwycił w dłoń mocniej swoją procę i spoglądał, na zaskoczonych towarzyszy.
- Otrząśnijcie się! Co tam, co tam widzicie? Mówcie! Ruszcie się! – Begus uważał, że dobrze by było, żeby jego towarzysze skorzystali z okazji ujawnienia się obserwatora i spróbowali go pochwycić zanim ucieknie. Musieli też uważać, by nie wplątać się w większe kłopoty. Prawdopodobnie to był zwiadowca, dalej mogła być ich schowana większa ilość. Powinni spróbować dotrzeć do tego zanim ucieknie. Sam Wzwolt przecież go nie dogoni. Nie wiedzieli jakie zamiary kierują Obserwatorem, miał nadzieję, że żaden z towarzyszów nie będzie go chciał od razu, bez pytania, ustrzelić.
 
AJT jest offline  
Stary 09-07-2012, 21:37   #27
 
SyskaXIII's Avatar
 
Reputacja: 54 SyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodze
Znam ten ryk. powiedział do siebie Karl.
-Chłopaki uważacie! Gdzieś w pobliżu jest duża niedźwiedzica! Lepiej niech się do was nie zbliży bo was zabije jednym machnięciem! - wykrzyczał do przyjaciół i brata młody myśliwy, nieraz już słyszał tyk dorosłego niedźwiedzia lub jego samicy gdy chodził na polowania z ojcem jak również słyszał od ojca jak niebezpieczne są te zwierzęta. "Duże, twarde i cholernie wściekłe" - jak powiadał tato.
Na szczęście to tylko niedźwiedź a my jesteśmy daleko od niego więc nie bój się Kesa, nic nam nie będzie. A nawet jeśli będzie biec w naszą stronę to ustrzelę ją zanim do nas dotrze i będziemy mieli sporo mięsa na kolejne dni - z uśmiechem powiedział młody Johanson do towarzyszki
 
SyskaXIII jest offline  
Stary 11-07-2012, 06:50   #28
 
JanPolak's Avatar
 
Reputacja: 50 JanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodzeJanPolak jest na bardzo dobrej drodze
- Widzę... małpę w sukmanie, Begus - kowalczyk podzielił się swym spostrzeżeniem, jakkolwiek nieprawdopodobnie brzmiało.

Po chwili otrzymał od gnoma sieć - powinna się przydać do łapania małpoluda.

- Beldar, bratku, możesz się zająć niedźwiedziami? Użyć na nich swojej... magii, no wiesz...

Orik wiedział, że starszy z braci Johanson ma talent do obchodzenia się ze zwierzętami, ale nie potrafił tego zdefiniować.

- A ja pobiegnę na wprost za tym czymś. Jak w nagonce. Niech ktoś szybszy ode mnie obiegnie to z boku, to to złapiemy - pośpiesznie przedstawił plan działania.

- Sam miałem to zaproponować. - odparł myśliwy kierując się w stronę uciekającego niedźwiadka. - W razie czego będę krzyczał a wy uciekajcie. Nie starajcie się mnie ratować. Po prostu uciekajcie.

Beldar znał niebezpieczeństwo wynikające ze stanięcia między matką a jej młodym. Co prawda teoretycznie ale znał. Nie wiedział tylko czy jego przyjaciele też posiadają taką wiedzę.

- Co do waszego celu, nie zabijajcie go za szybko. Wydaje mi się bardziej przestraszony niż planujący jakieś zło.

- Nie zamierzam go zabijać. - odparł kowalczyk - Jak go złapiemy, może dowiemy się, co tu się dzieje. No, ale - lecę!

I Orik wystartował do biegu. Liczył, że pomoc towarzyszy, sieć i siła własnego kowalskiego uścisku pozwolą mu złapać tajemniczego zbiega.
 
__________________
Jestem Polakiem, mam na to papier i cały system zachowań.
JanPolak jest offline  
Stary 12-07-2012, 16:34   #29
 
Aeshadiv's Avatar
 
Reputacja: 1744 Aeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłość
Ronniel przewrócił oczyma. Rozwścieczona niedźwiedzica chyba nie będzie chciała rozmawiać z kimkolwiek. Chyba przyjaciele nie wiedzieli, że dzikie bestie, w których drzemie furia i chęć walki spokojnieją przy Ronnielu. Cóż... na specjalne zdolności kiedyś przyjdzie czas. Na ten moment trzeba się zająć na porządnie zwiadem okolicy. Co to u licha było... to coś co zwiało i oby nie wracało. Jakoś nie było elfowi w ochocie ostatnio walczyć.

Obojętnym wzrokiem zerknął na Orika.
- Idź z lewej strony. Begus z prawej. Ja pójdę łukiem i postaram się to coś zajść od tyłu. Od razu mówię, że jak poczuję się zagrożony sięgnę po broń. Najwyżej ktoś z naszych poskłada to coś...
 
Aeshadiv jest offline  
Stary 14-07-2012, 22:05   #30
Aro
 
Aro's Avatar
 
Reputacja: 2419 Aro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputację
Aaron uważnie obserwował, jak czwórka jego przyjaciół pokonywała odległość dzielącą ich od wysokiej trawy i ów kogoś, kto przyglądał się im. Jego twarz pozostawała bez jakiegokolwiek wyrazu, jednak zaciśnięte pięści i zmartwienie widoczne w ciemnozielonym spojrzeniu świadczyły, że w chłopaku buzują uczucia. Strach. O siebie samego. O swych przyjaciół. Lecz również ciekawość. Chęć dowiedzenia się, co wydarzyło się w wiosce. W końcu żadna osada ludzka nie pustoszeje ot tak, przez jedną noc. Za każdą akcją podąża reakcja.

Gdy potężny ryk odbił się od budynków, alchemik drgnął i momentalnie zaczął wodzić wzrokiem za źródłem dźwięku. Nie umknął mu niedźwiadek, który po chwili zniknął w zaroślach, jednak nie łudził się, by to jego słyszeli przed chwilą. Nie, gdzieś w okolicy znajduje się jego większa wersja. I sądząc po ryku, o wiele bardziej zainteresowana nimi, niż zaroślami. Aaron w jednej chwili znalazł się tuż obok Kesy i za plecami Karla. Nie sięgnął jednak po sztylet, bo i jakiż nie miałby pożytek, gdyby przyszło mu zmierzyć się z dzikim zwierzem? Nie stał jednak w miejscu, marnując czas na bezruch. Wyciągnął rękę do tyłu, chwytając łokieć dziewczyny i jednym krokiem przesuwając się tuż przed nią.

- Karl, oczy szeroko otwarte. Jeśli zauważysz tego zwierza, ustrzel go, zanim on zauważy nas. - Rzucił do chłopaka. - Reszta, powinniśmy się ukryć. Żadni z nas łowcy.

W całym zamieszaniu nie zauważył nawet, że brakuje wśród nich Taelryna i Marlowe'a. Może i lepiej, chwilowo mieli wystarczająco dużo problemów na głowach.

- Wycofajmy się tam.

Głową wskazał ów budynek, z którego Orik nie tak dawno temu dostrzegł jakieś błyski.
 
Aro jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 03:13.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166