Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 31-07-2012, 22:24   #41
 
Fenriz's Avatar
 
Reputacja: 29 Fenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodze
Na zaufanie trzeba sobie zapracować i jest to bardzo trudne zadanie. Przekonała się o tym boleśnie Nutpthys. Co prawda młodzi poszukiwacze przygód przenieśli ją wraz z klatką do świątyni, ale strasznie ociągali się z jej uwolnieniem. Na domiar złego to, co Aaron ujrzał na dole w żadnym razie nie działało na korzyść wróżki. Stos kości, rozległe podziemia i zniknięcie Ringo tylko podsycało niepewność i wahanie członków drużyny.
A jakby tego było mało Begus i Bolesław zauważyli, że do wioski zbliża się siedmiu podejrzanych jeźdźców. Ostrzeżenie Nutpthys i jakieś pierwotne lęki sprawiły, że członkowie drużyny bardzo spanikowali. Jedni w pośpiechu skryli się w świątyni, a inni zaczęli gotować się do walki.
W niepamięć poszła tolerancja do wszelkich żywych istot, jaką została wpojona im w ich rodzinnym Idlleville. Górę wziął lęk i pierwotne instynkty. Niechlujny wygląd zbliżającej się grupy i dziwne wierzchowce, żaden z członków drużyny nigdy nie widział takich zwierząt sprawiły, że przyjaciele przygotowali się do walki, a raczej do podstępnego ataku.


Begus, Bolesław, Beldar, Orik

Tylko czwórka przyjaciół została na zewnątrz. Każdy jednak znajdował się w innym miejscu i to mogło mocno utrudniać ich kontakty i jakieś wspólne działania.
Beldar na środku ścieżki prowadzącej do świątyni wbił kij i powiesił na nim swój płaszcz. Sam tymczasem wyjął łuk i przygotował strzałę i ruszył na poszukiwanie kryjówki, która zapewni mu zarówno dobre miejsce do obserwowania świątyni, jak i celnego ataku.
Begus i Bolesław siedzieli ukryci na dachach i cały czas obserwowali okolicę. Jedynie Orik pozostał w dość widocznym miejscu. Stojąc w groźnej, bojowej postawie niczym bohater eposów wyśpiewywanych przez bardów na progu świątyni i czekał na nadejście wroga.

To jednak młodzi poszukiwacze przygód w podstępny sposób zaatakowali zbliżających się jeźdźców. W gorącej wodzie kąpany Bolesław, siedzący na dachu świątyni wystrzelił jako pierwszy. Grupa była tuż przed wioską, gdy bełt z jego kuszy wyleciał z głośnym świstem.
Mimo zapadających ciemności strzał był celny, a nawet bardzo celny. Grot bełtu wbił się w szyję jednego z jeźdźców i zielona posoka trysnęła z przebitej tętnicy. Mężczyzna zacharczał i z głośnym hukiem zwalił się na ziemię.
Jego towarzysze zatrzymali się gwałtownie.
- Ahrukt nahdal aanatalh! - wrzasnął najwyższy z nich straszliwie ostrym i chrapliwym głosem.
Po tych słowach trzech z jeźdźców zeskoczyło ze swoich wierzchowców i puściło je wolno do wioski. Sami ruszyli biegiem w poszukiwaniu kryjówki.
Dwaj następni ruszyli wolno na swych wierzchowcach, główną uliczką prowadząca na dziedziniec wioski. Najwyższy z nich nadal stał kilkanaście metrów przed wioską i obserwował okolicę. Jedynie Begus dostrzegł, że wokół najwyższego spośród przybyszy pojawiła się delikatna czerwona poświata. Otulała ona całe jego ciało, niczym doskonale dopasowany płaszcz.
O ile jeszcze parę chwil temu można było się zastanawiać, czy będzie można uniknąć konfrontacji, to teraz nie ulegało już żadnej wątpliwości, że walka jest już koniecznością. Pospieszna decyzja Bolesława sprawiła, że młodzi poszukiwacze przygód zostali zmuszeni do walki o życie.
Na mądre i właściwe decyzje nie było wiele czasu, a wiadomo, że pośpiech nie jest dobrym doradcą.

Taelryn, Karl, Marlowe, Ronniel, Kesa
Czwórka przyjaciół zebrała się w świątyni, co kilka chwil popatrując z lękiem to na klatkę w której nadal tkwiła Nutpthys, to na drzwi w których stał Orik pilnujący bezpieczeństwa. Gdy z zewnątrz dobiegł donośny ryk w nieznanym im języku, wszyscy uświadomili sobie, że żarty się skończyły.
Parę dni temu, gdy wyruszali ze swojej nudnej wioski marzyli o wielkich przygodach. Nikt chyba
jednak z nich nie chciał już w trakcie pierwszej z nich walczyć o życie z jakimiś potworami.
A wszystko wskazywało na to, że to właśnie ich czeka.
Gdy Nutpthys usłyszała ryk z zewnątrz powiedziała dość ostrym głosem:
- Wypuście mnie, to wasza jedyna szansa. Jeżeli mnie nie posłuchacie to skażecie na śmierć nie tylko siebie i mnie, ale także cały mój lud który popadł w niewolę. Uwolnijcie mnie i schodźcie do podziemi, tylko tam będziecie bezpieczni.

Aaron
Aaron wychodził właśnie po drabinie z podziemi i gdy tylko jego głowa znalazła się powyżej podłogi zaczął zasypywać wróżkę pytaniami o kamienny krąg, jaki znalazł w podziemiach. Nutpthys nie zdążyła odpowiedzieć, gdyż dokładnie w tym samym momencie z zewnątrz dobiegł jakiś wrzask w obcym, nieprzyjemnym dla ucha języku. Aaron nie słuchał jednak ani tego wrzasku, ani kolejnych zapewnień wróżki. Jego uwagę zwróciło coś innego. Odgłos kroków dobiegających z dołu. Spojrzał w dół i ujrzał jak Ringo przemierza salę w podskokach i kieruję się w stronę drabiny. Włochaty stwór niósł na rękach niewielki wisior na srebrnym łańcuchu. Kamień jaki był centralną częścią wisiorka pulsował, co kilka chwil wewnętrznym czerwonym światłem. Aaron czuł silne przyciąganie od tego kryształu i prawie słyszał jego głos mówiący:
- Chodź do mnie! Chodź do mnie!
 
Fenriz jest offline  
Stary 01-08-2012, 08:54   #42
AJT
 
AJT's Avatar
 
Reputacja: 13723 AJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputację
Wizwolt dygotał na dachu ze strachu. ~Oby mnie nie zauważyli… oby nie zauważyl…~ powtarzał wciąż w myślach. Na razie go nie widzieli…. Chyba… bo w sumie jeśli on ich widział, oni mogli i jego. Całe szczęście, nie został sam na zewnątrz. Całe szczęście dla niego… mniejsze szczęście, mogło się okazać, że było dla jego towarzyszy na dole. Mogli być, a właściwie z pewnością byli w niebezpieczeństwie. Ale cóż mały, trzęsący się ze strachu Begus mógł teraz zrobić. Bał się… oj jak on się bał.

Młody Wizwolt stał wciąż bez ruchu bez ruchu, utrzymywał plan jaki miał wcześniej. Dopóki nie poczuje się bezpieczniej, dopóki nie będzie mógł wspomóc tak towarzyszy, by samemu nie narazić się na atak, będzie stał przy kominie. Stał to mało powiedziane, będzie przyklejony do niego. Właściwie to będzie marzył, by stać się tym kominem. Trwałym, silnym, w tym momencie bezpiecznym…
 
AJT jest offline  
Stary 01-08-2012, 14:11   #43
 
korwinlk's Avatar
 
Reputacja: 10 korwinlk nie jest za bardzo znanykorwinlk nie jest za bardzo znany
Bolesław naciągnął kuszę i rozejrzał po polu bitwy wyglądało na to że wróg przybywał się trzema ulicami. Z siedmiu jeźdźców zostało sześć ale ich dowódca postanowił nie walczyć w bitwie tylko obserwować z daleka. Co dawało razem pięciu zbliżających się nieprzyjaciół. Na głównej ulicy dwóch jeźdźców pędziło w stronę płaszcza zostawionego przez Beldara. Jednak nie zmyli to ich na długo jeźdźcy każą wilkom jechać dalej i miną płaszcz chyba chyba żeby tam skierować ostrzał i wysadzić ich z siodeł byli jeszcze wystarczająco daleko by Bolesław zdążył strzelić dwa razy. Na zachodniej ulicy jeden jeździec zszedł z wilka i puścił go przodem. Na wschodniej ulicy dwóch zielonoskórych zrobiło to samo co ten na zachodniej. Ale to już problem Beldara, poza tym ciężko było by ich trafić zza rzędu budynków. Wyglądało na to że przeciwnik chce przeprowadzić natarcie na płaszcz Beldara. Potem uderzyć na ten sam płaszcz od zachodniej flanki a od wschodu odciąć drogę ucieczki. Jednak zostawienie kija przez Beldara nie było takie głupie jak myślał. Wilki Bolesław uznał za najmniejsze zagrożenie. Chociaż były bardzo szybkie i silne i miały pazury to nie mogły się wspinać po pionowej ścianie lub skakać pięć metrów w górę, a przynajmniej taką miał nadzieje. Zielonoskórzy jeźdźcy mogli natomiast wspiąć się na dach na którym teraz stał lub użyć przeciwko niemu broni dystansowej. Najlepiej było mierzyć do jeźdźców z głównej ulicy wtedy wilki z pewnością zaatakują płaszcz Beldara co zajmie je na chwilę. Poza tym ci byli najbliżej.
 
__________________
Co tam komu w duszy gra
Co kto widzi w swoich snach
korwinlk jest offline  
Stary 02-08-2012, 00:51   #44
Aro
 
Aro's Avatar
 
Reputacja: 4943 Aro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputację
Aaronowi wioska kompletnie przestała się podobać. Jeszcze mniej podobało mu się podziemie i krąg z kośćmi. A już najmniej - milczenie wróżki. Być może nie dosłyszała jego słów w zamieszaniu, którego powodem była jakaś grupka jeźdźców. Kilku z przyjaciół Aaron pozostało na zewnątrz, kilku do nich dołączyło. Reszta wpakowała się do świątyni. Kesa, jak alchemik stwierdził z ulgą, była w środku. Bezpieczna, razem z nimi. Kto jednak wie, na jak długo? On sam nie był pewien, która alternatywa oferowała im większe szanse na przeżycie. Dopóki nie usłyszał wrzasku. Nie rozróżnił słów. Ba, podejrzewał, że język nie był ludzki. Jednego był pewien. Nie chciałby znaleźć się sam na sam z mówcą. Nie zamierzał ruszać się ze świątyni. Byłby kulą u nogi dla tych, którzy ruszyli stawić czoła jeźdźcom. Aaron nie był wojownikiem. Był tym, który wojowników składał i zszywał. Zbyt dobrze znał obrażenia, jakich można się nabawić nawet po jednym cięciu miecza i był ostatnią osobą, która ruszyłaby do walki z własnej, nieprzymuszonej woli.

Odgłos kroków sprawił, że chłopak obrócił się na pięcie i spojrzał w dół. Ringo. Włochacz wrócił. I niósł coś w rękach. Naszyjnik. Ale nie byle jaki. Aaron nawet z góry dostrzec mógł pulsowanie kryształu i czuł dziwną energię od niego bijącą. Wisior zdawał się przyciągać jego wzrok i jego samego. Magia. Jako dziecko fantazjował o tym, że któregoś dnia zostanie wielkim magiem, potrafiącym ujarzmić ową moc. Wraz z kolejnymi latami zmądrzał i wiedział, że szanse na to są nikłe. Później, gdy odkrył swój talent, często wmawiał sobie, że jest on jedynie zwiastunem większego potencjału. Teraz, owe fantazje coraz głębiej zapuszczały korzenie w umyśle chłopaka. To, że rozpoznał zaklęcia na klatce, o niczym nie świadczyło. Stare księgi jego rodziny pełne były znaków i runów, zarówno magicznych, jak i normalnych. Z wisiorem jednak, sprawa wyglądała inaczej. Tutaj nie było żadnego pisma, żadnych cech świadczących o niezwykłości. Jedynie to, co Aaron czuł. Był ciekaw, czy ktokolwiek inny byłby w stanie to zobaczyć, gdyby znalazł się na jego miejscu. Pulsowanie. Był nim niemalże zauroczony, zafascynowany. Musiał mieć ten amulet, chociażby po to, by zbadać go. Może wtedy trochę lepiej zrozumie, w jaki sposób działa magia. Może wtedy zdobędzie wiedzę, której tak desperacko pożądał.

Po raz drugi zszedł po drabinie. Zostawił przyjaciół na górze, wątpiąc, czy zauważą jego zniknięcie. Tutaj, na dole, pulsowanie amuletu zdawało się być jeszcze bardziej intensywne. Wyciągnął dłoń, z zielonym spojrzeniem wciąż utkwionym w szkarłatnym klejnocie.

- Pokaż to. - Zażądał od włochacza.
 
Aro jest offline  
Stary 04-08-2012, 12:54   #45
 
SyskaXIII's Avatar
 
Reputacja: 54 SyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodzeSyskaXIII jest na bardzo dobrej drodze
- Dosyć tego! Nie będę tutaj tkwić i patrzyć jak jakieś zielone potworki zabijają mi brata i przyjaciół. Wypuszczę cię Nutpthys ale masz jak sprawić żeby te potwory zniknęły i żadne z nas ma nie ucierpieć. Tylko nie licz na to, że zejdę pod ziemię. Jak tylko cię uwolnię wychodzę na dwór i zaczynam strzelać do tego czegoś i nawet nie myśl o tym żeby namawiać mnie do czegoś innego! - wykrzyczał młody i impulsywny myśliwy. Po tych słowach chwycił swój nóż zaczął się siłować z klatką nie zwracając uwagi na zdanie reszty przyjaciół zamkniętych w świątyni.

cholera ale ciężko to otworzyć powiedział do siebie w myślach, ale nie miał zamiaru poddać się po tych słowach wykrzyczanych w złości i przypływie emocji. Co chwilę zerkał na Kesę i innych mając nadzieję, że któreś z nich poprze go w tym czynie i pomoże mu otworzyć klatkę z wróżką. Po kilku próbach przerwał na chwilę, zrzucił z siebie łuk i resztę rzeczy po czym wrócił do siłowania się z kłódką w klatce.
 

Ostatnio edytowane przez SyskaXIII : 04-08-2012 o 12:58.
SyskaXIII jest offline  
Stary 05-08-2012, 11:08   #46
 
Karmazyn's Avatar
 
Reputacja: 1399 Karmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumny
Beldar tkwił w swojej kryjówce zastanawiając się, co dalej zrobić. Co też mu odbiło, że zaczął zgrywać bohatera? Powinien teraz siedzieć w świątyni. Decyzja, jaką podjął, w tej chwili wydała mu się bezsensowna. Po pierwsze źle wybrał kryjówkę. Powinien raczej krążyć pomiędzy większą grupką domów a nie ukryć się w pobliżu tego stojącego na skraju wioski. Chociaż…
W głowie myśliwego zrodził się plan równie chory i ryzykowny jak ten, przez który znalazł się tu gdzie obecnie był. Chciał przekonać wilki, że ich jeźdźcy zmusili ich do zdrady stada, do którego należą.

Starszy Johanson opuścił swoją kryjówkę. Najpierw okrążył dom od strony drzew. Następnie ruszył pomiędzy budynkami mając po prawej stronie ten, na którego dachu ukrył się Begus. Poruszał się powoli trzymając się blisko zabudowy. Wiedział, że nie ma za dużo czasu. Bogusław mógł zranić któregoś z wilków a wtedy cały plan trafiłby szlag.
 
__________________
Dłuższy kontakt może zagrażać Twojemu zdrowiu lub życiu.
Toczę batalię z życiem. Nieobecny na długi czas.

Ostatnio edytowane przez Karmazyn : 05-08-2012 o 22:00.
Karmazyn jest offline  
Stary 06-08-2012, 17:39   #47
 
kanna's Avatar
 
Reputacja: 13727 kanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputację
Kesa drgnęła, wyraźnie przestraszona, kiedy dobiegło do niej przeraźliwe wycie, dochodzące z zewnątrz świątyni. Bała się o przyjaciół, którzy zostali tam, narażeni na starcie z niebezpieczeństwem. Bała się też o siebie, i choć ciągle nie ufała dziwnej kobiecie ze skrzydłami, to podjęła decyzje.

- Pomogę ci – powiedziała podchodząc do Karla – nie na oślep, tak nic nie zdziałasz, celuj w łączenia, może uda się nam poprzecinać mocowania.
Wyjęła swój sztylet i próbowała poprzecinać rzemienie. Ale ręka trzęsła się jej tak bardzo, że z trudem utrzymywała nóż. Szybko pojęła, że w ten sposób nie poradzi sobie z klatką.

Wyszeptała kilka słów do Koszyka – gryzoń miał bardzo mocne zęby, a instynkt podpowiadał mu, które mocowania mogą być słabsze – i puściła go na podłogę, żeby mógł dokładnie obwąchać klatkę. Może uda się mu znaleźć słabszy punkt?

Sama usiadła na ziemi i zamknęła oczy. Wyobraziła sobie – nie było to łatwe, bo wycie i krzyki rozpraszały dziewczynę - ze jest w jaskini, na północny zachód od wioski. Często tam chodziła, żeby pobyć w samotności i .. poćwiczyć. Spróbowała oczyścić umysł, tak jak kilka razy już się jej udało, odgonić wszystkie myśli. Wyrównała oddech – wiedziała, że to pomaga. Zaintonowała cicha melodie, prawie bez słów, samo powolne, rytmiczne nucenie. Zaczęła pocierać kciuk i wskazujący palec. Jeśli się jej uda, ogień przyjdzie jej z pomowca i będzie mogła przepalić wiązania klatki. Jej ogień tez był trochę magiczny – przychodzili do niej tak po prostu, bez krzemienia – powinien więc sobie poradzić z magia klatki, prawda?

Czasem udawało się jej zachęcić ogień do współpracy. Czuła mrowienie w palcach a opuszki robiły się coraz cieplejsze.
 
__________________
Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy. Pół wieku poezji
kanna jest offline  
Stary 08-08-2012, 22:27   #48
 
Wnerwik's Avatar
 
Reputacja: 124 Wnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znany
- W bajkach wszystko jest takie proste... - Mruknął pod nosem Taelryn. W ich "opowieści" wszystko było pod prąd - pusta wioska, dziwna wróżka w magicznej klatce, świątynie, stosy kości i jeszcze jakieś potwory oraz potężny czarnoksiężnik który chce wszystko zniszczyć.
Świetnie.
Szkoda, że tu nic nie było czarno białe. Nie dało się jednoznacznie stwierdzić co jest dobre, a co złe. W historiach których z zaciekawieniem słuchał ćwierćelf za młodu nie było takich dylematów - dobry bohater zabijał smoka i ratował księżniczkę, a nie zastanawiał się czy przypadkiem księżniczka nie chce go oszukać.

Aaron, który dotychczas był "głową" tej drużyny zniknął, a reszta najwyraźniej postanowiła otworzyć klatkę. Taelryn wróżce nie wierzył, ale... jaki mieli wybór? Krzyki na zewnątrz nie brzmiały zbyt zachęcająco...
Chwilę przypatrywał się staraniom Karla i Kesy bijąc się z myślami. W końcu zadecydował.
- Ej, a może ja się za to zabiorę? - Wtrącił się. Może i nie miał młota, ani siły Orika za to miał swoje wytrychy i zręczne palce. Z zamkiem powinien sobie bez problemu poradzić, szczególnie że magiczna moc klatki nie działała i teoretycznie nie ryzykował tym, że rąbnie go jakieś złośliwe zaklęcie.
A przynajmniej miał taką nadzieję.
- Odsuńcie się trochę... - rzucił, wyciągnął swój zestaw wytrychów i zabrał się za otwieranie klatki. Podczas otwierania zabawnie wysuwał język - najwidoczniej w ten sposób się koncertował.
Jeśli uda mu się otworzyć klatkę to nie zamierzał spuszczać Nutpthys z oczu. Niee... Wystarczyło, by zrobiła cokolwiek podejrzanego i mogła liczyć na nóż w bebechach. Albo nodze. Taelryn nie chciałby jej zabić, ranienie też jakoś go nie rajcowało, ale jeśli by chciała im zrobić krzywdę...
 
Wnerwik jest offline  
Stary 09-08-2012, 00:37   #49
 
Fenriz's Avatar
 
Reputacja: 29 Fenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodze
Aaron
- Pokaż to. - Zażądał od włochacza, gdy ten pojawił się nagle tuż koło drabiny.
Ringo pokręcił tylko przecząco głową i mocniej ścisnął wisior.
- To Nutpthys. Twoje nie. Ja musieć, jej to dać.
- Przekażę jej amulet. - Odparł Aaron, z trudem przenosząc wzrok z kryształu na Ringo. - Złe stwory przybyły do wioski. Moi przyjaciele próbują ich spowolnić, ale nie wiem czy mamy wystarczająco dużo czasu. Musisz wyświadczyć mi przysługę. - Chłopak przykucnął, by ich spojrzenia spotkały się na jednym poziomie. - Musisz sprawdzić, czy nie dostali się do jednego z tuneli. Jeśli są tutaj, wszyscy jesteśmy zgubieni. Nutpthys dostanie ten wisior, obiecuję.
Aaron uśmiechnął się nieznacznie, nadal trzymając dłoń wyciągniętą po naszyjnik.
Ringo skrzywił się i zmarszczył brwi. Obejrzał się za siebie i zaczął intensywnie węszyć.
- Złe stwory, złe... - mruknął jeszcze coś pod nosem, ale Aaron nie dosłyszał. Nadal mocno ściskał wisior.
- Wisior pomóc Nutpthys. Nutpthys przegnać złe stwory. Ja musieć iść, go oddać.
- Wiem, że pomoże. - Odparł alchemik. - Kazała mi zejść tutaj i przynieść jej to, co przyniesiesz. Kazała też przekazać, że musisz sprawdzić, czy stwory Abadiela nie dostały się do tuneli. Jeśli są tutaj, musisz je zatrzymać, dopóki nie uwolnimy Nutpthys. Proszę, to nasza jedyna nadzieja.
Ringo popatrzył na Aarona dziwnie wykrzywiając swoją włochatą twarz. Był to zapewne grymas zdziwienie i konsternacji. Po kilku chwilach wahania w końcu włochacz oddał alchemikowi wisior.
- To ja iść. Sprawdzę i wrócę. - po tych słowach Ringo na powrót ruszył w stronę podziemnych korytarzy.
Gdy tylko medalion znalazł się w rękach Aarona poczuł ona jak wielką siłą i mocą emanuje kamień. Był ciepły w dotyku i sprawiał, że strach i niepewność która jeszcze chwilę temu gnębiła alchemika znikły gdzieś zupełnie. Zastąpiły jest za to siła i pewność i wielka chęć działania. Chłopak czuł, że mógłby w tej chwili sam mierzyć się z kilkoma przeciwnikami, czy też podnosić wielkie ciężary.
Ringo zniknął gdzieś pośród ciemnych korytarzy, a Aaron został sam na sam z pulsującym medalionem w dłoni.

Begus
Begus w przeciwieństwie, czy też Orika nie zamierzał stawać do walki. Było mu dobrze, gdzie było. Nie widział sensu w bezmyślnym narażaniu się na obrażenia, czy też śmierć. Przylgnął do komina i obserwował poczynania kolegów.
Jego pozycja poza tym, że była doskonałą kryjówką to stanowiła także wyśmienity punkt obserwacyjny. Begus widział, jak na dłoni dwóch zielonoskórych przekradających się w stronę dziedzińca.

Bolesław
Bolesław w tym czasie nie próżnował. Po pierwszym udanym strzale, szybko ocenił sytuację i poczynania przeciwnika. Szybka analiza pozwoliła mu opracować najlepszą w tym momencie taktykę. Naciągnął ponownie kuszę i wycelował w zbliżających się jeźdźców.
Przymierzył i dopiero teraz dojrzał, że jeden z zielonoskórych jest rany. Strzałą tkwiła w jego ramieniu i nieszczęśnik próbował ją wyszarpać. Bolesław wziął go na cel i zwolnił spust kuszy. Bełt przeciął ze świstem powietrze i po chwili zielona maszkara spadła z wilka na ziemię z głośnym hukiem. Chłopak szybko naciągnął kuszę i sięgnął po kolejny bełt i położył go na łożu. Na kolejny strzał było już jednak za późno, gdyż drugi zielonoskóry zeskoczył z wilka, gdzieś pomiędzy budynki kryjąc się w cieniu. Tymczasem dwa wolne wilki zmierzały w stronę dziedzińca wsi

Beldar
Beldar szybko zdał sobie sprawę z błędu jaki popełnił. Chciał walczyć zamiast oprzeć się na tym co umiał najlepiej. Okrążył domostwo i korzystając z rozległych cieni przekradł się, by stanąć na przeciw wilków zmierzających w stronę dziedzińca.
Wilki, które stanęły naprzeciw Beldara w żaden sposób nie przypominały tych z którymi myśliwy miał do czynienia w swoim życiu. Było w nich coś chorego, jakiś rodzaj degeneracji zarówno wyglądu, jak i charakteru, która wyraźnie wskazywała na to, że nie są one dziełem natury. Mimo to oba wilki zatrzymały się i z wielką nienawiścią patrzyły na Beldara. Ich świecące, czerwone ślepia wyrażały tylko jedno - chęć mordu i krwi.
Beldar wiedział, że będzie musiał się mocno postarać, by trafić do umysłów i serc tych zwierząt.
Jeden sukces już osiągnął. Oba wilki zatrzymały się i nie atakowały go, choć wszystko wskazywało na to, że mogą to zrobić w każdej chwili.

Orik
Orik stał samotnie przy drzwiach świątyni i czekał na zbliżających się wrogów. W dłoniach dzierżył swój potężny młot. Jednak nawet on tylko w niewielkim stopniu łagodził lęki syna kowala. Jego przyjaciele skryli się albo w świątyni albo pośród cieni wsi. To na Oriku spoczął ciężar stanięcia twarzą w twarz z nieznanym niebezpieczeństwem.
Tego jednak co się zdarzyło, Orik nie mógł przewidzieć.
Strzały zarówno Ronniela, jak i Bolesława sprawiły, że na dziedzienicu wioski wbiegły dwa potężne wilki bez swych jeźdźców. Wściekłe, przekrwione spojrzenia zwierząt wyrażały wielką chęć mordu i krwi. Nogi pod Orikiem lekko się ugięły. Zdał sobie bowiem sprawę, że musi stanąć im naprzeciw i zmierzyć się z nimi. Na domiar złego z prawej flanki syn kowala usłyszał, że kolejne wilcze wycie. To trzeci wilk zmierzał ku niemu.

Taelryn, Karl, Marlowe, Ronniel, Kesa
Tymczasem w świątyni przyjaciele postanowili w końcu uwolnić Nutpthys. Najpierw Karl zaczął walczyć z kłódką. Później dołączyła do niego Kesa, a na koniec i Taelryn mimo oporów i wątpliwości postanowił pomóc. Wspólnymi siłami szybko uporali się z kłódką i uwolnili wróżkę.
Skrzydlata kobieta wyszła z klatki i podziękowała wszystkim skinieniem głowy. Po czym powiedziała:
- Uciekajcie do podziemi, tylko tam będziecie bezpieczni.
Po tych słowach Nutpthys po prostu rozpłynęła się w powietrzu i nie pozostał po niej nawet ślad.
Jedynie pusta klatka pokazywała, że skrzydlata kobieta nie była zbiorową halucynacją.
To nie było jednak jedyne zaskoczenie jakie spotkało w tym momencie grupę przyjaciół. Gdy tylko Nutpthys zniknęła, przyjaciele zauważyli, że dłonie Kesy płoną żywym ogniem.


Na dodatek dziewczyna wcale nie krzyczała z bólu, czy też paniki. Wręcz przeciwnie na jej twarzy gościł wielki uśmiech zadowolenia i satysfakcji.

Kesa
To uczucie było niesamowite. Ogień na dłoniach pojawił się nagle i na początku mocno przestraszył Kesę. Szybko jednak dziewczyna zdała sobie sprawę, że w pełni nad nim panuje. Ogień jej nie ranił. Był przyjazny i posłuszny. Nutpthys mówiła prawdę, że świątynię wypełnia magiczna moc. To zapewne ona pomogła Kesie skupić się tak mocno, jak jeszcze nigdy w życiu. Dziewczyna czuła wielką moc, która była w tej chwili w jej dłoniach.


Aaron

Aaron właśnie wychodził z podziemi, gdy poczuł na swym ramieniu zimny dotyk. Obejrzał się wystraszony, ale obok niego nie było nikogo.
- Oddaj to, to nie należy do ciebie - Aaron rozpoznał głos Nutpthys.
 
Fenriz jest offline  
Stary 09-08-2012, 01:35   #50
 
Aeshadiv's Avatar
 
Reputacja: 1745 Aeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłośćAeshadiv ma wspaniałą przyszłość
Przez delikatnie uchylone drzwi Ronniel zauważył, że Orik potrzebuje pomocy. Schował strzałę do kołczanu, a łuk na plecy. Dobył miecza z pochwy przywieszonej przy pasie, w drugiej ręce wylądował sztylet. Przeskoczył ławkę którą ustawił sobie jako osłonę. Podbiegł do syna kowala i stanął ramię w ramię z nim.
- Spokojnie, nie daj się otoczyć. - powiedział samemu obniżając swoją pozycję na nogach.
Bestie zbliżały się. Gdy były kilka metrów od Ronniela elf popatrzył się jednemu z wilczurów prosto w oczy. Orik mógł usłyszeć jak jego towarzysz warknął coś. Wierzchowce orków jakby na chwilę przystanęły.
Ronniel podszedł bliżej idąc łukiem. Jakby chciał je okrążyć. Zachowywał się podobnie jak one. Warczał, obserwował, każdy krok robił tak jakby za pół sekundy miał zaatakować.
 
Aeshadiv jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 00:50.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169