Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 26-08-2012, 13:52   #1
Warhammer
 
xeper's Avatar
 
Reputacja: 50010 xeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputację
[Nowy Świt] Zaginione dzieci

Orle Wzgórze okazało się przytulną przystanią, jedną z tych, w których ludzie mogli poczuć się niemal tak jak przed strasznymi wydarzeniami, mającymi miejsce dziesięć lat temu. Octavian Geta, obecny gospodarz klasztoru zadbał o to, aby przybywający w to miejsce podróżni otrzymali tyle wygód, ile zniszczony świat był w stanie zaoferować. W starych klasztornych budynkach ulokowano łaźnię, karczmę, kuźnię, a nawet dom uciech, w którym usługi świadczyły cztery dziewczyny.

Sklepikarze i rzemieślnicy codziennie rozstawiali swoje kramy i przenośne warsztaty, aby przybywający z rożnych stron goście, mogli pohandlować, powymieniać dobra lub uzupełnić swój ekwipunek. Na ladach leżały stare, pordzewiałe miecze i topory, powyginane i osmalone elementy zbroi, garnki, wiadra, kawałki sprzętów domowych powyciąganych z ruin domów. W obecnych czasach wszystko miało wartość, wszystko można było wymienić. Przy jednym stoisku stary, siwy Torillo ubrany w powłóczyste, wielokrotnie cerowane szaty, wskazujące, że być może kiedyś był kapłanem właśnie wymieniał truchło czarnego wrena na wojskowe sandały. Obok, brodaty Rusanamani zachwalał znajdujące się na jego stoisku gwoździe, zawiasy i pordzewiałe okucia. Po drugiej stronie placu ktoś oferował naprawę butów i skórzanych toreb, ktoś inny proponował ostrzenie broni. Z kuźni dobiegał miarowy stukot młota kowalskiego, a z na wpół odnowionej świątyni słychać było podniosłe psalmy ku czci Bremona i Entariona, bliźniaczych bogów, którym klasztor kiedyś był poświęcony.

Orle Wzgórze tętniło życiem. Poza na stałe zamieszkującymi to miejsce gospodarzami, niewielkim garnizonem straży i osiadłymi tu kupcami, przewijało się przez klasztor mnóstwo przyjezdnych. Widać było twarze ze wszystkich stron świata, poczynając od czarnoskórych Irunoi, których wszyscy starali się unikać, ze względu na ich barbarzyńskie i kanibalistyczne obrzędy, przez Setonitów, Nida, Tortillo, Thoertian, Rusanamani, na Relhadach z dalekiej północy kończąc. Każdy z gości zjawił się tu wiedziony swoimi motywami. Niektórzy, wciąż po tylu latach poszukiwali rodzin, inni zjawili się by handlować tym co w czasie wędrówek wygrzebali z ruin, jeszcze inni słysząc o poczynaniach Octaviana Gety, który wokół Orlego Wzgórza starał się stworzyć sprawnie rządzone dominium, gromadzili się pod jego skrzydłami szukając ochrony lub zatrudnienia.

- Przyjaciele! - sam Octavian Geta zaszczycił swoją obecnością gości w klasztorze, wychodząc na balkon umieszczony na wieży jednego z budynków. Mężczyzna miał co najmniej pięćdziesiąt lat. Był solidnie zbudowany, ale z wiekiem na jego ciele pojawiło się sporo tłuszczu. Kiedyś miał czarne włosy, ale teraz wyłysiał znacznie, a to co pozostało na głowie, przybrało szary kolor. Brakowało mu jednego oka, a twarz szpeciła blizna pokrywająca niemal całą lewą stronę. Ubrany był w prosty strój, składający się z długiej, sięgającej poniżej kolan tuniki i wełnianego kaftana. - Jeśli któryś z Was chętny jest aby pomóc mi w trudnej sprawie, zapraszam do mojej kwatery.

Chwilę potem zgromadzili się wszyscy w budynku przylegającym do łaźni, w którym znajdował się dom Gety. Wnętrze było proste, nie takie jak spodziewaliby się po samozwańczym władcy okolicy. Komnata, w której się znajdowali wyposażona była w kilka pozbijanych ław, prawdopodobnie wyniesionych ze świątyni, stół i wiszący na ścianie poszarpany proporzec. Octavian Geta wszedł przez znajdujące się w głębi pomieszczenia drzwi i stanął przy stole.

- Zajmijcie miejsca - wskazał na ławki. Sam siadł na krześle przy stole. Powiódł zdrowym okiem po obecnych w komnacie, którzy odpowiedzieli na jego apel. - Nie pytam Was kim jesteście, ani kim byliście. W dzisiejszych czasach mogą przeżyć tylko najsilniejsi. Do takich właśnie się zaliczamy. Orle Wzgórze stanowi latarnię, przyciągającą wszystkich rozbitków w promieniu wielu mil, a ja jestem latarnikiem, który stara się zrobić wszystko, aby wprowadzić w ich życia odrobinę normalności, Niestety nie zawsze mam na to siły. Zgromadzeni pod moim znakiem ludzie w liczbie dwudziestu trzech nie wystarczają aby zapewnić bezpieczeństwo wszystkim. Zwłaszcza, że sami giną...

Umilkł na chwilę, aby zgromadzeni przetrawili ten wstęp, którym ich uraczył i zrozumieli, że to, co od nich chce może być niebezpieczne, nawet zabójcze. Chyba ta pauza była zbędna, w dzisiejszym świecie niemal wszystko mogło zabić. Wiedziało o tym każde dziecko, ta wiedza wypijana była z mlekiem matek.

- Ostatnio otrzymałem wołanie o pomoc od Juliusa Paliusa, zarządcy niewielkiej osady Novioreumus, która powstała na gruzach Reumus. Osada znajduje się cztery dni drogi stąd na zachód. Ktoś lub coś porywa dzieci ze wsi. W ostatnich tygodniach zaginęło kilka pociech i wszyscy są przerażeni. Wysłałem tam czterech strażników, ale oni też zaginęli. Nie mogę pozwolić sobie na stratę większej liczby moich ludzi, dlatego proszę Was o pomoc. Dam Wam broń, zapasy i wierzchowce jeśli podejmiecie się zadania.
 
xeper jest offline  
Stary 26-08-2012, 16:34   #2
 
SWAT's Avatar
 
Reputacja: 11248 SWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputacjęSWAT ma wspaniałą reputację
Bledirczyk, Relhad. Czterdziesto cztero letni wojownik, słuchał apelu Octaviana Gety, w niewielkim skupieniu. Bardziej go interesował wypolerowany topór dwuręczny na stoisku, stojącym niedaleko zgromadzonych pod balkonem ludzi. Podobała mu się ta broń, lecz nie miał za co jej kupić. Wszystkie pomniejsze łupy, które w czasie podróży wyrwał z łap ruin, wymienił na żywność, usługi łaźni oraz konserwację miecza, który podróżował z nim już z cztery lata.

Zobaczył że kilka osób z tłumu, udaje się do kwater gospodarza. Chwilę tylko się zastanawiał, czego taka osoba jak on może od nich oczekiwać. I cokolwiek by to nie było, z pewnością nie poskąpi grosiwa. Z resztą, Rögnvaldr nie miał nic do stracenia.

Kierowany zdrożną ciekawością, poszedł do ów komnat Gety. Tam, mężczyzna wyłożył prosto co go trapi, co się prostemu wojownikowi podobało. Żadnych zagadek, komplikacji. Prostota, to cenił. Usłyszał też obietnicę, że dostaną broń, zapasy i wierzchowce. Rögnvaldra nie było dłużej przekonywać. Wstał ze swojego miejsca.

- Dobrze. Pomogę Ci – dało się słyszeć szorstki głos Bledirczyka – Potrzebuję tylko kuszy… – zrobił krótką pauzę, obserwując twarz Octaviana – I lepszego pancerze…

To były jak na razie, jego jedyne warunki. Na zapasy, niebawem się wytracił. A na wierzchowca i tak liczył.
 
__________________
Po prostu być, iść tam gdzie masz iść.
Po prostu być, urzeczywistniać sny.
Po prostu być, żyć tak jak chcesz żyć.
Po prostu być, po prostu być.
SWAT jest offline  
Stary 26-08-2012, 16:38   #3
Cai
 
Cai's Avatar
 
Reputacja: 2179 Cai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputacjęCai ma wspaniałą reputację
Zafir siedział z rękami splecionymi na karku, oparty plecami o kamienny mur. Miętosił w ustach źdźbło trawy, wlepiając się w szerszenie, które uwiły sobie gniazdo pomiędzy ścianą, a strzechą jednego z budynków. Pod spodem znajdowały się stragany. Zastanawiał się, czy gdyby rozjuszył owady, powstałoby wystarczająco duże zamieszanie do niepozornego ograbienia kramu. Nie żeby jakoś szczególnie podobał mu się któryś z przedmiotów. Po prostu w młodości wyrobił sobie złe nawyki. Z rozważań wyrwał go donośny głos Octaviana. Przy-ja-cie-le. Chłopak powtórzył w myślach. Rozumiał język thoertiański, choć gdyby przyszło mu w nim mówić, na pewno nie robiłby tego poprawnie i często musiałby przerywać, przypominając sobie niektóre ze słów.

- My nie mówić ludzki. - Spojrzał wesoło na leżącego u jego boku wilka. Zawarczał cicho i skinął głową wskazując kierunek. Bestia o rozmiarach dorodnego kuca podniosła się z ziemi i zamiatając ogonem, ruszyła w stronę domu gospodarza. Zafir podążał za nią, patrząc z satysfakcją na rozstępujący się tłum. Przestrach w oczach mieszkańców klasztoru był całkiem uzasadniony. Wilk potrafił być bardzo niebezpieczny.

Zafir nie usiadł na ławie, wolał trzymać się z tyłu pomieszczenia. Stać i być czujnym, tak jak jego towarzysz. Wodził wzrokiem po sali, obserwując, czy zgłoszą się jacyś chętni. Sam rozważał swój udział, ale najpierw i tak musiał poświęcić trochę czasu na ułożenie wypowiedzi. Skrzyżował ramiona, pochylił głowę i marszcząc czoło starał się sobie przypomnieć, jakiej końcówki czasownika powinien użyć. Zniecierpliwiony postanowił improwizować.

- Chętnie pomoże… – Ostatecznie kaszlnął zagłuszając swoje braki w gramatyce. Podrapał się po czuprynie. Kontynuował. – Bardzo lubimy dzieci. Prawda Sahir? – Wilk dla potwierdzenia słów chłopaka klapnął olbrzymimi szczękami i oblizał się radośnie. Kilka kropel ściekło z jego języka na podłogę.
 
Cai jest offline  
Stary 26-08-2012, 16:45   #4
 
Fenriz's Avatar
 
Reputacja: 30 Fenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodzeFenriz jest na bardzo dobrej drodze
Siwy mężczyzna w futrzanej czapie na głowie siedział z boku i słuchał z uwagą słów Octaviana Gety. Nastolatek, który zajmował miejsce obok niego także wsłuchiwał się w głos przywódcy Orlich Wzgórz. Mimo różnicy wieku, ci dwaj byli towarzyszami podróży od dobrych kilku miesięcy. Haklang, bo tak nazywał się siwy mężczyzna był białym magiem, który od wielu lat podróżował samotnie poprzez zniszczony świat. Jego serce przepełniał smutek i wielki żal. Nie tylko dlatego, że wszystko co znał i kochał uległo zagładzie. Powodem jego smutku było również świadomość, że być może jest jednym z ostatnich, którzy potrafią świadomie manipulować Osnową i naginać ją do swoich potrzeb. Haklang bał się, że wraz z jego śmiercią, szlachetna sztuka magii, która drzewiej była królową nauk, odejdzie w zapomnienie. Ludzie, którzy przeżyli Noc Ognia to właśnie magów i ich sztukę obwiniali o to, co się stało. Nie miało znaczenia to, że nie było na to żadnych dowodów. Wystarczył fakt, że ludzie bali się wszystkiego, czego nie rozumieli. A w większości przypadków, tak właśnie było jeżeli sprawa dotyczyła magii.
Haklang pragnął znaleźć ucznia, któremu będzie mógł przekazać całą swoją wiedzę i doświadczenie. Poszukiwał kogoś nieskażonego przez przesądy i zabobony. Kogoś młodego i spragnionego wiedzy.
Kimś takim okazał się właśnie Asvald. Niespełna trzynastoletni chłopak, którego starzec spotkał na pustkowiach. Chłopak był wycieńczony, głodny i ranny. Jak się później okazało, jego i jego rodzinę napadły jakieś dzikie bestie. Wszyscy zginęli z wyjątkiem jego właśnie. Chłopak miał szczęście, gdyż pierwsze uderzenie bestii powaliło go na ziemie i pozbawiło przytomności.
Haklang pomógł chłopcu i uzdrowił go. Pierwszy raz od wielu lat skorzystał z pomocy Osnowy. Przywołał magiczną moc, która choć niewidzialna była cały czas obecna obok. Dziwne to było uczucie, korzystać z tej mocy, po tylu latach. Na szczęście się udało i chłopak wrócił do pełni sił.
Od tego czasu podróżowali wspólnie, a Haklang zaczął nauczać chłopaka niezwykłej sztuki władania Osnową. Asvald był niezwykle uzdolnionym i pojętnym uczniem. W lot chwytał wszystkie rady i nauki swego mistrza. Starzec wiedział już, że po latach poszukiwań znalazł swego następce. Teraz tylko należało cierpliwie przekazywać młodemu swoje umiejętności i doświadczenie, by mógł on kultywować najszlachetniejszą ze sztuk.

Na Orle Wzgórza przybyli niedawno. Haklang miał nadzieję, że ocalała chociaż część z klasztornej biblioteki i będzie mógł pokazać Asvald te źródła.
Jak się jednak okazało z pożogi kataklizmu ocalało bardzo niewiele i jak na nieszczęście prawie nic z interesującej ich dziedziny.
Los jednak dawał Haklang inną okazję, by kontynuować swe dzieło.
Octavian Geta potrzebował pomocy, a nawet nie tyle on, co ludzie znajdujący się pod jego opieką.
Haklang nie była ani wojownikiem, ani mężczyzną w pełni sił. Jego ciało trawiło wiele chorób. Poczuł jednak, że zarówno on, jak i jego uczeń mogą się tutaj przydać. A dodatkowo dla Asvald byłaby to okazja do sprawdzenia w praktyce swoich umiejętności i szansa na zdobycie doświadczenia.
Haklang wstał i zwrócił się do Gety:
- Czcigodny panie - jego głos był silny i dźwięczny mimo siwizny i przygarbionej sylwetki - Wiekowy już ze mnie człowiek i nie wyglądam może na bohatera eposów, ale mam talenty, które jak mniemam mogą przydać się w tej misji.
Haklang zawiesił głos i zrobił wymowną pauzę. Zawsze, gdy zdradzał czym się zajmuje i kim jest czuł dziwny niepokój. Ludzie nadal nie ufali magom i nadal zdarzało się, że byli oni mordowani. Haklang wierzył jednak, że gdzie jak gdzie, ale w tym miejscu nic mu nie grozi.
- Jestem magiem. Jestem adeptem białej magii. Jeżeli nie masz panie nic przeciwko temu, chciałbym pomóc w tym zadaniu. Ja, jak i mój uczeń Asvald.
Wstań synu - starzec zwrócił się do chłopca - Pokaż się wszystkim.
Asvald wstał i zawstydzony spuścił głowę w dół.
- Wierzę panie, że nasze umiejętności przydadzą się grupie, która ruszy, by sprawdzić co się dzieje w tej osadzie.
Haklang ukłonił się przed Getą i kładąc rękę na sercu usiadł ponownie na ławie.
 
Fenriz jest offline  
Stary 26-08-2012, 17:40   #5
 
Szamexus's Avatar
 
Reputacja: 96 Szamexus wkrótce będzie znanySzamexus wkrótce będzie znanySzamexus wkrótce będzie znanySzamexus wkrótce będzie znanySzamexus wkrótce będzie znanySzamexus wkrótce będzie znanySzamexus wkrótce będzie znanySzamexus wkrótce będzie znanySzamexus wkrótce będzie znanySzamexus wkrótce będzie znanySzamexus wkrótce będzie znany
Naim wyszedł właśnie z łaźni do której dostał się dzięki kilku suszonym porcjom mięsa które miał ze sobą jako prowiant przygotowany podczas ostatniego obozu w którym koczował na okolicznych wzgórzach. Kątem oka dostrzegł poruszenie wśród ludzi wywołane niezwykłym obrazkiem- idącego wilka z chłopakiem. Uśmiechnął się w duchu, na myśl od razu przyszedł mu jego ukochany pies, Kallub z którym niemalże się nie rozstawał jeszcze w "tamtych" czasach ...
Ruszył za nimi .... poszli, jak zresztą inni ludzie do sąsiedniego budynku. Wszedł do komnaty, stanął niedaleko chłopaka i wilka, w pewnym momencie ten łypnął na niego ... zajrzał mu głęboko w wilcze oczy ... poczuł niezidentyfikowane ciepło w sercu; pojawiła się tak nagle - sympatia do tych dwojga. Wysłuchał słów Octaviana Gety, wiedział kim jest bo przybył do Orlego Wzgórza wczoraj, zadumał się ... tyle złego się dzieje ...
- My nie mówić ludzki. usłyszał głos chłopaka który wyrwał go z zadumy. Smarkacz, który budził w nim coraz więcej sympatii, i kilka osób zgłosiło się ....
-I ja wam pomogę. odezwał się krótko i stanowczo, pomyślał że po tylu latach samotnej walki o przetrwanie, poszukiwaniach straconej rodziny, może czas zacząć normalniejsze życie, tym bardziej że zadanie było jak najbardziej w jego kompetencji ....
 
__________________
Pro 3:3 bt "(3) Niech miłość i wierność cię strzeże; przymocuj je sobie do szyi, na tablicy serca je zapisz"

Ostatnio edytowane przez Szamexus : 27-08-2012 o 17:27.
Szamexus jest offline  
Stary 26-08-2012, 20:24   #6
 
skomand92's Avatar
 
Reputacja: 69 skomand92 wkrótce będzie znanyskomand92 wkrótce będzie znanyskomand92 wkrótce będzie znanyskomand92 wkrótce będzie znanyskomand92 wkrótce będzie znanyskomand92 wkrótce będzie znanyskomand92 wkrótce będzie znanyskomand92 wkrótce będzie znanyskomand92 wkrótce będzie znanyskomand92 wkrótce będzie znanyskomand92 wkrótce będzie znany
Marek Vidamirowic opuścił zamtuz z uśmiechem na ustach i przekonaniem że trzy lisie skórki zostały dobrze sprzedane. Wyciągnął z torby fajkę i nabił ją machorką. Na straganach nie szukał niczego konkretnego, rozglądał się wprawdzie za narzędziami rolniczymi jednak wciąż nieplanowa ich kupować (chyba że były by wyjątkową okazją). Z braku zajęcia i trochę przez ciekawość udał się do domu Getty. Stary niesamowicie pieprzył cóż oficerowie lubią pompatyczność a starsi ludzie są rozlaźli. Pierwsza część przemówienia była piękną syntezą tych dwóch w drugiej po efektownej pauzie było więcej konkretów. Marek odniósł wrażenie że niektórzy zgłaszają się tylko dla tych: koni, zapasów i broni. No cóż nie każdy jest nim ale może i lepsi tacy niż żadni-pomyślał.
- I ja wam pomogę-powiedział to niemal jednocześnie z innym mężczyzną.
 
skomand92 jest offline  
Stary 26-08-2012, 20:34   #7
 
Issander's Avatar
 
Reputacja: 35 Issander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodze
Redinas uważnie słuchał co mają do powiedzenia inni po wysłuchaniu propozycji Octaviana. Nie, propozycją tego nie można było nazwać. Gdyby sądzić tylko po tym, Octavian musiał być głupcem, a rzeczywistość świadczyła o czym zupełnie innym, rządzone przez niego miejsce prosperowało... To była prośba, prośba o pomoc od zdesperowanego człowieka. Jak inaczej można by było wytłumaczyć to, że oferował nagrodę przed wykonaniem zadania? I spotkał się z taką ilością potencjalnych najemników, z których każdy z pewnością był groźnym człowiekiem, z których każdy mógł go zaatakować i nawet nie zadbał o to, by odebrano im broń? Być może sprawa była nawet poważniejsza, niż Octavian był skłonny to przyznać...

Redinas czekał. I słuchał. Chociaż miał zamiar dołączyć do drużyny, nigdy nie zaszkodzi poczekać trochę, aż inni powiedzą to, co chcą powiedzieć. Ludzie są tak niesamowicie głupi - pozwalają, by inni poznali cenne informacje... Na przykład ten staruszek przyznał się do bycia magiem, a chłopaka przedstawił jako swojego ucznia, co było bardzo interesujące. Z pewnością trzeba będzie go obserwować. Gdyby Redinas był magiem, nigdy by się do tego nie przyznał. Wiedział, jak ludzie traktują magów - zamknęłoby to przed nim zbyt wiele ścieżek i spowodowałoby zbyt wiele zagrożeń. Poprawił kuszę na plecach, gdyż zaczynała go uwierać. Udawał niezbyt zainteresowanego propozycją, aż ludzie zaczęli się zbierać. Wtedy dopiero od niechcenia rzucił, że on także dołączy. I że bardzo ucieszyłby się z mapy. Dokładnej mapy. Najlepiej sprzed Ognistej Nocy. Skoro powstawało tu quasi-państwo, musiało się na czymś opierać, Redinas wiedział, że nie ma państwa bez mapy. Albo sami narysowali mapę, albo - jeszcze lepiej - naprawdę mają tu mapę sprzed zagłady.
 

Ostatnio edytowane przez Issander : 26-08-2012 o 21:01.
Issander jest offline  
Stary 27-08-2012, 01:07   #8
 
necron1501's Avatar
 
Reputacja: 31 necron1501 jest na bardzo dobrej drodzenecron1501 jest na bardzo dobrej drodzenecron1501 jest na bardzo dobrej drodzenecron1501 jest na bardzo dobrej drodzenecron1501 jest na bardzo dobrej drodzenecron1501 jest na bardzo dobrej drodzenecron1501 jest na bardzo dobrej drodzenecron1501 jest na bardzo dobrej drodzenecron1501 jest na bardzo dobrej drodzenecron1501 jest na bardzo dobrej drodzenecron1501 jest na bardzo dobrej drodze
Podróż była paskudna. Długa, męcząca i do tego miał okazję poznać zmutowaną lokalną florę. Co gorsza, jest tu tak paskudnie zimno. Słyszał plotki, że Imperium przeszło ogromne zmiany po Dniu Ognia, ale niestety klimat nie zrobił się przyjazny.
Gdy szczęśliwie dotarł na Orle Wzgórze, był ściśle owinięty zdobytym po drodze poszarpanym płaszczem. Tak jak słyszał plotki, klasztor tętnił życiem. Mnóstwo obdartej hołoty żebrzącej lub kradnącej ze straganów, nie dorobieni poszukiwacze przygód oraz wszelaka inna hałastra. Był to już piąty miesiąc jego podróży po kraju i wciąż nie mógł się nadziwić jak niektórzy nisko upadli.

Odkąd utracił przewodnika, w jakże nieszczęśliwym wypadku, wędrował trochę na ślepo. Nie miał pojęcia gdzie miał szukać Saeeda. Jedyną nadzieją było naiwne pytanie się po karczmach. Nie ułatwiało jednak sprawy pochodzenie. Uprzedzenia, tych cofniętych w rozwoju "mieszkańców", do Irunoi wywoływały burdy, przekleństwa pod jego adresem i szczucie lokalnymi bożkami. Możliwe że tu, w miejscu gdzie przewija się cały tabun ludzi ktoś ma pojęcie o miejscu pobytu jego brata.
Przedzierając się przez ludzi, pilnując aby nikt go nie okradł, ruszył do karczmy. Zaciekawione, przerażone oraz pogardliwe spojrzenia w jego kierunku utwierdzały go w przekonaniu, że niezależnie jak społeczeństwo jest wymieszane, uprzedzenia zostają. Ledwo dobrnął do drzwi, kapłan prawdopodobnie zarządzający klasztorem zwołał chętnych na "przygodę" do siebie.
Czując, że może to być coś ciekawego, ruszył w tamtym kierunku. O dziwo, chętnych było naprawdę dużo. Przekraczając próg, przegarnął rękoma po krótkich włosach. Tęsknił za swą dawną, burzą czarnych długich włosów, lecz nie łatwo jest takie utrzymać w dobrym stanie podczas podróży.

Wysłuchując lokalnego problemu, przyglądał się zgłaszającym. Jakiś mięśniak, dzieciak, ktoś utalentowany, co prawda w Białej Magii, ale zawsze, kolejny mięśniak. Ogólnie spora gromadka.
Nie miał interesu w ratowaniu jakichś sierot, lecz koń, nawet w kiepskim stanie, może być przydatny. Podniósł powoli rękę.
- Zgłaszam się - następnie opuścił dłoń, patrząc po ludziach.
 
necron1501 jest offline  
Stary 27-08-2012, 15:16   #9
 
Ziutek's Avatar
 
Reputacja: 202 Ziutek ma w sobie cośZiutek ma w sobie cośZiutek ma w sobie cośZiutek ma w sobie cośZiutek ma w sobie cośZiutek ma w sobie cośZiutek ma w sobie cośZiutek ma w sobie cośZiutek ma w sobie cośZiutek ma w sobie cośZiutek ma w sobie coś
Zaczynał życie prawie że od początku. Znowu bez majątku, zmuszony brać każdą, nawet najdrobniejszą robótkę. Był uniwersalnym człowiekiem. Trzeba było coś upolować? Hilde upolował, trzeba było kogoś ochronić? Hilde ochronił, trzeba było coś znaleźć? Hilde znalazł. I nie zadawał wielu pytań co też było plusem. Na ten czas nie mógł sobie pozwolić na zniechęcenie ewentualnych pracodawców. Ale tak naprawdę niewiele go obchodziło do czego zostanie użyta roślina, którą ma przynieść? Hildebrand był prostym człowiekiem.
Nie wyglądał na młodzika, wprost przeciwnie. Był mężczyzną mającym za sobą trzydzieści jeden wiosen, wysoki i wystarczająco umięśniony by móc spokojnie unosić ciężar swojego ciała na rękach. Zwykle chodził w kapturze chroniącym go od promieni słonecznych, przy celowaniu silne światło naprawdę przeszkadza. Do pasa przytroczona była pochwa z mieczem, stalowym, najzwyklejszym i kiepskiej jakości. Łuk w skórzanym pokrowcu na plecach również przeżył już lata swojej świetności. Kiedyś miał uzbrojenie z prawdziwego zdarzenia, ale musiał je oddać w ramach długu, który zaciągnął by móc wprowadzić plan dobrego zarobku w życie. Lecz po podjęciu tej decyzji był już jedną nogą w grobie. Dalej wszystko potoczyło się już bez udziału Hilda. Stracił wszystkie pieniądze i wartościowe przedmioty które włożył w zrealizowanie celu, w dodatku musiał oddać to co się ostało włączając w to właśnie własne uzbrojenie. W jednej chwili to na co pracował wiele lat po prostu wyparowało.

Kiedy zakapturzony Nid przekroczył bramę Orlego Wzgórza i zaczął oglądać co dobrego mają do zaoferowania handlarze miał już wiele pomysłów na szybkie dorobienie się. Lecz najpierw chwila odpoczynku.
Jednak nie dane mu było teraz odetchnąć bowiem szykowała się wyprawa za którą na pewno dostanie się trochę kosztowności. Bez słowa poszedł za grupą ochotników i wysłuchał odprawy. Zadanie bardzo odpowiadało Hildebrandowi. Znał zwyczaje zwierząt, potrafił je wytropić i upolować, a jeżeli za porwaniami stoi człowiek to też nie robi to wielkiej różnicy łucznikowi - Jeśli dostanę silniejszy łuk i strzały dobrej jakości to zgadzam się - powiedział w stronę pracodawcy spokojnym, niskim głosem z nutą beztroski i założył ręce na tors.
 
__________________
"W moim pokoju nie ma bałaganu. Po prostu urządziłem go w wystroju post-nuklearnym."
Ziutek jest offline  
Stary 27-08-2012, 17:57   #10
 
Misha's Avatar
 
Reputacja: 0 Misha nie jest za bardzo znany
Pozytywka machała wesoło nogami siedząc na wozie Bella. Już od dłuższego czasu obserwowała ludzi przewijających się przy straganie. Zmęczone twarze, przygarbiona postawa i zachrypnięte głosy wzywające o obniżenie i tak już niewielkich cen za produkty starego kramarza. Zdezelowany garnek za antałek wina czy czymkolwiek była czerwonawa ciecz. Nie bo dwa garnki, i tak można by się wykłócać do następnego wieczora. Dziewczyna zeskoczyła z wozu i zaczęła przechadzać się między straganami, kowale i garbarze mieszali się z pospolitymi sprzedawczykami proponującymi wszystko co dało się ocalić z tragedii. Pozytywka uśmiechnęła się wesoło widząc stan sprzedawanej broni, rdza zżerała każdy cal stali, nie było nawet pewności czy miecz nie pęknie podczas pierwszego pojedynku. Nagle donośny głos przemkną ponad wrzawą targowiska, pulchny mężczyzna stojący na klasztornym balkonie wzywał wszystkich chętnych na ryzyko do swego domu. Cała rzesza ludzi podążyła za nim, wszak w tak trudnych czasach wezwanie od człowieka z taką pozycją mogło okazać się zbawieniem dla pustych kies i wygłodniałych żołądków.

Pozytywka usiadła na jednej z drewnianych ław rozglądając się ciekawsko po twarzach przybyłych osób. Wielu miało zatwardziały wyraz twarzy i chłodne spojrzenie, jak gdyby lata zimy wyciosały w kamieniach ludzkie podobizny. A może po prostu słuchali tego co mówił pulchny kapłan? Z cała pewnością ona nie skupiała na tym zbyt wiele uwagi. Gdy monotonna wypowiedź dobiegła końca kolejne osoby podnosiły się z miejsc i zgłaszały chęć do pomocy jednej z niewielu ludzkich ostoi
-Ja także chcę wyruszyć!-Dziewczyna zerwała się gwałtownie ze swojego miejsca, a miedziane dzwoneczki przy jej warkoczach zadźwięczały cicho, i to prawdopodobnie był jedyny dźwięk jaki słychać było w przeciągu kilku sekund. Niektóre oczy uważnie się jej przyglądały, zapewne powodem był fakt iż była jedyną kobietą na Sali. Pozytywka wzruszyła ramionami, i uśmiechając się szeroko wróciła na swoje miejsce, nie mogła być bardzo źle. Jeden z mężczyzn który z czymś na kształt przestrachu wymalowanego na twarzy uniósł rękę też nie będzie miał lekko.
 
Misha jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 03:42.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169