Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 06-04-2013, 20:00   #11
 
Michaliev's Avatar
 
Staruszka przerażała go, wyglądała jakby oszalała. Z niedawnych przeżyć wiedział jednak, że tacy ludzie mają w sobie wielką mądrość, miał nadzieję że tym razem ta osoba przeżyje... Nic nie mówiąc usiadł pod jedną ze ścian przysłuchując się rozmowie. Rozglądnął się po chacie, po czym nie znajdując niczego ciekawego zdjął kołczan i przeliczył strzały, sprawdzając czy żadna się nie zmoczyła. Nie miał zamiaru rozpoczynać rozmowy z staruszką, bał się usłyszeć jej proroczych słów. Wierzył, że ona ma prawdziwą moc, miał do czynienia z kilkoma jasnowidzkami, wyroczniami i mediumami, każda z nich była w jakimś stopniu szalona, począwszy od ciągłego rzucania słów nie pasujących do obecnego tematu, skończywszy na całkowitym opętaniu i mówieniem dziwnie niskim głosem. Nie wiedział, czy była to wyuczona umiejętność, by uwiarygodnić swoje talenty i zmusić klienta do większej opłaty, czy prawdziwa magia.
Elf miał ochotę wyjść, nie przez to, że się obawiał staruszki, ani przez zaduch panujący w domu, miał ochotę się wydostać z miejsca, gdzie wszystko było nasączone magią, gdzie obok stoją ludzie i dyskutują o magii, denerwowało go to i wprawiało w zazdrość. Ale nie wyszedł, nie chciał zwracać na siebie uwagi staruszki.

Miał złe wspomnienia z jasnowidzkami, było to przed jego wyruszeniem w świat, gdy wracał z elfickiego lasu do rodziców, i zatrzymał się właśnie w jednym z ludzkich miast..

Stał przy zwykłym, niewyróżniającym się od niczego domku, nie tego się spodziewał po potężnej wróżbitce. Rozejrzał się jeszcze raz po okolicy, po przeciwnej stronie ulicy stała ruina domu, wśród spalonych resztek ścian stało samotne krzesło i nadpalone biurko. Było dokładnie tak, jak powiedział karczmarz. Wszedł do środka, wszędzie unosił się dym kadzideł, a prócz położonych na ziemi świeczek i wielkiego wiszącego żyrandola nie było tutaj żadnych mebli. Usłyszał przytłumiony głos mamroczący coś w nieznanym dla niego języku, poszedł w jego kierunku, do dużego pokoju, gdzie przy okrągłym stole siedziała młoda, czarnowłosa kobieta. Na czole miała wielki kryształ w kształcie łzy, a przed nią, na stole stała wielka szklana kula.
– Usiądź Powiedziała. Kadzidła, świeczki, szklana kula, naciągaczka jak każda inna,
- Myślisz, że to wygląda troche stereotypowo? Powiedziała, patrząc na niego przenikliwymi, piwnymi oczami. Masz rację, ale w stereotypach kryje się moc, nekromanci muszą rysować pentagramy i odprawiać rytuały, a my musimy mieć kryształowe kule i nosić magiczną biżuterie. Tylko te świeczki i kadzidła są na pokaz. Więc chcesz poznać swoją przyszłość, czyż nie?
– Gdybym chciał poznać przeszłość, poszedłbym posłuchać historyjek dziadka. I miałbym to za darmo. Powiedział aroganckim, zniecierpliwionym głosem
- Masz mnie za oszustke, dla której liczy się tylko zawartość Twojej sakwy. zrobię dla Ciebie wyjątek, nie będziesz mi musiał płacić, dostaniesz wróżbę za darmo, będziesz mógł oddać pieniądze które zdobyłeś ze sprzedaży biżuterii i porcelanowej lalki, którą ukradłeś zeszłej nocy, i przez brak której ktoś dzisiaj płakał. Do tego, czego chcesz się dowiedzieć nie jest mi potrzebna ani kula, ani karty, bo ja już to czułam nim tutaj przyszłeś. Mój talent nie polega tylko na przewidywaniu przyszłości i czytaniu w myślach, wiem o Tobie wszystko, Twoja historia ciągnię się za Tobą jak ogon, a tylko ja ją umiem odczytać. Nie ma w Tobie ani krzty magii. Nie zostaniesz magiem, nigdy.

Nigdy To słowo prześladowało go przez całą wędrówkę. Dziadek powtarzał mu, że z magią człowiek się nie rodzi, że ją się nabywa, wierząc w nią i przebywając wśród niej.. Coraz bardziej wierzył w to, że dziadek powiedział to, by go pocieszyć, że prawda wygląda inaczej, ten kto nie ma w sobie magii, nigdy nie będzie czarować.

Retrospekcje elfa przerwała dopiero niski głos kapłana
- Myślę, że spróbuję spać na zewnątrz, nie zmróżyłbym oka w tym zaduchu, mam nadzieję że okap jest wystarczająco szeroki bym całkim nie zamókł - Nim usnę będę wypatrywał czy ktoś nie nadchodzi.
 
__________________
Jeśli jest ciężko to znaczy, że idziesz w dobrą stronę.
Michaliev jest offline  
Stary 06-04-2013, 20:29   #12
 
kanna's Avatar
 
Chatka wyglądała zachęcająco.

Technicznie rzecz biorąc – wszystko było bardziej zachęcające, niż spędzenie nocy pod gołym niebem, w deszczu. Kesa przywykła do sypiania w lepszych warunkach – jeśli rodzinę było stać na to, żeby ją wezwać do chorego, zwykle też było stać na kawałek suchego miejsca do spania. Wdzięczni za jej pomoc oddawali jej zwykle swoje posłania (z czego jednak medyczka niezbyt chętnie korzystała – walka z wszawicą, choć prosta, bywa uciążliwa).

- Będziecie tu śnić - odrzekła kobiecina, pojawiając się nagle i znikąd. Stara sztuczka - Przyszłość - dodała cicho starowinka.
Była dość wątłej postury, ale moc z niej – z tej chatki? tego miejsca? – bijąca była tak silna, że aż łaskotało dziewczynie w głowie.

- Może tak być - potwierdziła w zadumie przysiadając obok kobiety - czuję magię.. bardzo silną. Czy to pierwotna magia tego miejsca? Czy to wasza.. czy wy ją przywołałyście? - zapytała.
- Magia? - spytała kobieta enigmatycznie. - Życie jest magią.

Zanim Kesa zdążyła zareagować, Bataar prychnął coś z pogardą, a krasnolud – swoim zwyczajem – zaczął wrzeszczeć o sile i potędze. Kesie natychmiast to przypomniało, ze ciągle nie oddał jej zapłaty za opiekę na Cedrikiem.

Wiedżma postraszyła krasnoluda, a Kesa spojrzała na niego karcąco.
- Fakt, że w coś nie wierzysz nie daje co prawa do obrażania innych - powiedziała.

Nie wiadomo, co zadziałało i tak naprawdę nie miało to żadnego znaczenia – grunt, że Gzargh burknął tylko i usiadł pod ścianą, nie odzywając się już więcej. Dobre i to.

- Jak was zwą? - dopytała kobietę. - Zgadzam się, że magia to życie, ale ta tutaj jest wyjątkowo silna...aż w głowie mi szumi.
- Czym jest imię?
- spytała filozoficznie. - Pustym słowem. Mówią wiedźma, mówią starucha, mówią wiedząca, mówią, mówią... Czy Kesa lepiej opisuje cię niż ta która uzdrawia?
- Widzę, że znasz moje... Potrafisz czytać w umyśle, jak w księdze? Widzisz nasza przyszłość?
- Nie czytam w umysłach. Widzę przyszłość. Jej możliwe rozwiązania. To moje przekleństwo.
- Myślałam, że to my kształtujemy nasza przyszłość
- powiedziała Kesa - Podejmując decyzje.
- Prawdę powiadasz. Twoje przyniosą śmierć.


Kesa uśmiechnęła się leciutko do kobiety. Cedric? Nie miał poczucia winy, ona była tylko narzędziem, to Bogowie decydowali o życiu i śmierci.
- Zdarzało mi się to wcześniej, więc pewnie w przyszłości tez się zdarzy... takiej profesji się podjęłam. Ale powiedzcie, lepiej, co nam pomóc może.
Staruszka uniosła kościsty palec i powoli dotknęła nim czoła dziewczyny.
- Rzeczywistość... - rzekła skrzekliwym głosem - nie zawsze jest tym czym się zdaje.
- O tym też wiem
- Kesa nie cofnęła głowy, przeciwnie uniosła ją nieco żeby spojrzeć w oczy kobiecie - Widzę różne rzeczy, do których inni - spojrzała przelotnie na krasnoluda - nie mają dostępu. Ale to nie czyni mnie mądrzejszą. Co nam pomoże wypełnić naszą misję?

Oczy kobiety zasnute były bielmem. Nie trzeba widzieć, żeby wiedzieć.

- Dobrze, dobrze... - kobieta uśmiechnęła się pokazując rząd żółtych zębów. - Dobrze... Przyszłość jest niczym sen. Wstajemy i zdaje nam się, że pamiętamy wszystko ale... wizja szybko ulatuje. Przyszłość jest niczym pajęcza sieć... Wystarczy pociągnąć za nić by się zerwała.
- Mówisz zagadkami.
. - stwierdziła Kesa - nawet nie to.. bawisz się słowami, ale nie odpowiadasz na moje pytanie. Może po prostu nie ma na nie odpowiedzi? Lub jej nie znasz?

Staruszka uśmiechnęła się zadowolona z siebie i wróciła do mieszania chochlą w kotle.
Kesa westchnęła, uznając to za koniec pogawędki. Ułożyła się pod ścianą - miała nadzieję przespać się trochę przed dalszą podróżą.

Reszta towarzystwa była mniej spokojna. Z jakiegoś powodu chata im się nie podobała. Staruszka wprowadziła Bataara w świat praw rządzących hydrauliką – to było pouczające, szczególnie, że wiedźma nie użyła swojego uroku – nie miała go zbyt wiele, po prawdzie - ani ziół czy dotyku jak uczyniła by Kesa, tylko po prostu wpłynęła na ciśnienie krwi w konkretnym miejscu ciała. Sprytna sztuczka, Kesa postarał się ją zapamiętać.

Cathil – jak to ona - była niezadowolona. Ale to nic nowego, jej zwykle wszystko niepasowało. Taki charakter.
- Nie podoba mi się tu - warknęła.
- Nie bardzo widzę inne opcje.. - stwierdziła Kesa - Wyczuwam, że się niepokoisz - przeniosła spojrzenie na Cathil - Ale większość z nas potrzebuje odpoczynku. Pod dachem. Kobieta nie jest nam wroga.
- Bah
- nieokreślony wyraz irytacji był jedynym komentarzem Cathil, nieprzywykłej do merytorycznej dyskusji.

Kesa ułożyła się wygodniej pod ścianą, owinęła peleryną i zamknęła oczy. Dawno nie czuła się tak komfortowo. I bezpiecznie.
 
__________________
A poza tym sądzę, że Reputację należy przywrócić.
kanna jest offline  
Stary 06-04-2013, 20:38   #13
 
GreK's Avatar
 

Wszyscy.


Starucha budziła mieszane odczucia. W większości jednak strach i niezrozumienie. Była dziwna. Zachowywała się tak, jakby ich znała i wiedziała coś, czego oni nie wiedzą. Chciała im to przekazać ale albo nie potrafiła albo oni byli głusi i ślepi. Co chwilę mówiła o przyszłości, która nadejdzie. Nie potrafiła jednak jednoznacznie powiedzieć co ich czeka. Najczęściej mówiła o śmierci i przeciwnościach, z którymi przyjdzie im się zmierzyć.

- Przyszłość jest chaotyczna i niepewna, gdyż chaos i niepewność tkwi w nas samych - skrzeczała.

Dym, który unosił się z ogniska był ciężki i otumaniał. Ulewa za chatą nie ustawała, szumiała sennie uderzając otaflę jeziora. Położyli się na klepisku, gdzie kto znalazł miejsce i nawet Bataara, który leżał u wejścia do chaty szybko zmógł sen. Sen dziwny, męczący, tak realny, tak prawdziwy a jednocześnie nie rzeczywisty...




Nena Deacair.


Drzewa. Strumienie. Groble. Wieś. Chałupy, rozrzucone po płaskim przydeptanym placu. Ludzie wychodzą z chałup. Krzyczą. Niezrozumiale. Twarze wykrzywione w grymasie złości. Karykaturalne. Nierzeczywiste.
W górę leci kamień. Uderzenie w skroń. Dotyk. Krew na palcach. Ucieczka. Chałupy przesuwają się w pędzie. Zagradzają drogę. Próbują powstrzymać.
Płot. Dyszenie. Wielki, czarny kot wpatruje się w ciebie przenikliwie.

Strzeż się kota...
Strzeż się kota...

***

Góry. Ośnieżone szczyty. Ruiny. Strzelista wieża.
Stado kruków wiruje nad dachami.

Strzeż się kruka...
Strzeż się kruka...

Kręte schody. Człowiek w szpiczastym kapeluszu. Spomiędzy jego palców wycieka krew. Patrzy oskarżycielsko.

***

Miasto pośród białych szczytów. Kryształowe ściany domów są popękane. Ulice pokryte szklanymi odłamkami.




Orin Sorley.

Na ponurym bezlistnym drzewie
Usiadł kruk zwiastun śmierci
Kogo dziś ze sobą zabierze
Kto wraz z nim odejdzie

(Źródło: http://wiersze.kobieta.pl/wiersze/kr...smierci-20316)

Pola. Kwiaty. Kolorowe, kwieciste kobierce. Plac otoczony chałupami. Na środku leży wzdęty, owrzodzony trup. Kruk siedzi na głowie ścierwa i dziobie pusty oczodół.

Słońce prażąc to ścierwo jarzyło się w górze,
Jakby rozłożyć pragnęło
I oddać wielokrotnie potężnej Naturze
Złączone z nią niegdyś dzieło.

Brzęczała na tym zgniłym brzuchu much orkiestra
I z wnętrza larw czarne zastępy
Wypełzały ściekając z wolna jak ciecz gęsta
Na te rojące się strzępy.

***

Miasteczko. Gwar. Zbiegowisko na rynku. Na podest prowadzą skazańca. Kat z głową przykrytą czarnym kapturem. Po nagrzanym dachu chodzi czarny kot.
Na nagrzanym słońcem dachu
Cicho stąpa czarny kot
Z rynku słyszysz okrzyk strachu
To na szafot wstąpił kat
Na podwyższenie wprowadzają dziewczynę. Jej twarz. Znajoma twarz. Druidka...




Kesa z Imari.


Rzeki krwi. Tętniące życiem. Szkarłatne wodospady. Niosące życiodajne soki rwące potoki. Rozleniwione, gęste rozlane koryta. W czerwonych rzekach pływa coś plugawego. Oślizłe ropne plamy rozlewające się po ich powierzchniach. Cuchnące wyziewami. Przyklejające się do ścianek. Wżerające w żywy organizm, który zaczyna gnić i cuchnąć równie obrzydliwie. Na nic siła magii. Gangrena jest zbyt duża i rozległa. Niemoc. Wszechogarniająca niemoc.

Trupy. Dziesiątki trupów. Tych w łóżkach. Tych na podłodze. Między chatami. Na placu. Zaraza. I stada kruków ucztujących na padlinie.

***

Ludzkie miasto. Krzykliwe. Ciasne. Wąskie uliczki. Żebracy pod świątyniami. Wychudzony, czarny kot. Chromi. Kalecy. Śmierdzące kałem rynsztoki.

Schody. Kraty. Brama. Wilgoć cel. Krzyki ludzi. Brzęk łańcuchów. Wychudzona postać łapie szponiastymi palcami za kratę. Szczerzy poczerniałe zęby. Warczy.

- Zabiję! Zabiję! Zabiję! - wrzeszczy i rzuca się na kraty próbując dosięgnąć. Opętana.




Ellfar Ravil.

Kolejna biedna wieś. Zatopiona w gęstej mgle. Puste chaty wyłaniają się z bieli razem z wykrzywionymi w grymasie bólu pośmiertnymi maskami elfich trupów. Kościste dłonie chcą chwycić się twych szat. Zatrzymać. Usta krzyczą coś bezgłośnie lecz wrzask, którego nie słyszą uszy rozbrzmiewa siłą stu dzwonów wewnątrz twej głowy. Rozsadza ją od wewnątrz. Lecz nie rozumiesz ani słowa. Jedynie nic nie znaczący bełkot. Zaczynasz uciekać, wyrywać zaciskającym się kurczowo na płaszczu palcach. Rzucasz się na oślep w lepkie opary matki ziemi lecz po kilku krokach przewracasz. Owrzodzone truchło wieśniaka spogląda na ciebie z wyrzutem.

***

I znowu kroczysz we mgle. Tym razem samotnie, kamienistą ścieżką. Coś terkocze przed tobą i skrzypi. Powoli z płynącego mleka wysuwa się zakratowany wóz. Na koźle siedzi kościotrup obleczony w łachmany. Żebra sterczą mu z poszarpanych łach. Obok niego przycupnął czarny kot. Właściwie karykatura kota. Obciągnięty skórą szkielet bawiący się czerwoną włóczką prującą się z płaszcza woźnicy. Ktoś siedzi w klatce z tyłu wozu. Uczepiłeś się krat, starając dostrzec rozmywającą się we mgle postać lecz jest zbyt daleko, na granicy widzenia, niknący w gęstej bieli z twarzą skrytą pod kapturem.


***

Uliczki miasta skąpane w bieli. Stragany które w niej nikną. Kupcy o trupich twarzach z pełnymi sakwami. Przy jednym z handlarzy dostrzegasz dwa kruki. Jeden siedzi mu na ramieniu zaś następny lata nad nim. Podporowadzasz kupcom jeden z ciążących im mieszków. Zaglądasz do środka. Uśmiechasz się. Wewnątrz znajdujesz grudki złota. Tłumy. Tak. Tutaj można w łatwy sposób się obłowić.








Cathil Mahr.

Biegniesz szybko. Zwierzyna. Ucieka. Zawsze ucieka. Trop. Krew. Chyba trafiłaś. Biegniesz. Jest. Trup.
Biegniesz. Płot. Ściana. Dach. Wysoko. To nic... Dajesz sobie radę. Zawsze dajesz sobie radę. Płoszysz czarnego kota. Prycha. Sierściuch! Rzucasz za nim kamieniem. Mówią, że przynosi pech? Przesądy. Chyba...

***

Zeskakujesz. Wóz z sianem. Biegniesz. Miasto. Nie lubisz miasta. Ludzie. Nie lubisz ludzi. Skąd tyle ludzi? A tak... Egzekucja. Dobrze. To dobrze. Biegasz po dachach. Znowu ten kot. Noga ześlizguje się z rozgrzanej dachówki. Człowiek, przecież ich nie lubisz, łapie Cię za rękę. Jego twarz. Oszpecona. Blizna przebiega przez jedno oko.

***

Biegniesz. Całe życie w biegu. W górę... w górę... w górę... W górze szybują kruki. Mówią, że to zwiastuny śmierci. Phi...
Biegniesz po schodach. W górę. Pośpiech. Napinasz łuk. Strzelasz. Strzała przeszywa ciało. Szpiczasty kapelusz spada z głowy, stacza się po schodach.




Bataar.

Kupa chłopów idąca na niego nie wyglądała na przyjaźnie nastawionych. O ich zamiarach świadczyły też widły, które trzymali w dłoniach i wykrzywione gniewiem twarze. Wzniósł modły do Anahit, złapał swój dwuręczny topór i ruszył do walki. Krew bryznęła ochlapując mu twarz. Oblizał wargi. Chłopi rzucili się na niego. Gdzieś spod nóg prysnął zagubiony czarny kot. Nim doszli, rozrąbał kolejnych dwóch. Widły ugodziły go w ramię. Roztrzaskał je i sieknął ich właściciela w czoło odłupiając płat czaszki. Mężczyzna zdążył krzyknąć, po czym upadł. Mózg wypłynął na ubitą drogę. Kolejne widły wbiły mu się w nogę. Upadł na kolana odgrażając się. Przeciwników było zbyt wielu. Kolejny trup i kolejne widły wbite w ciało. Krew ciekła z wielu ran. Słabł. Coraz trudniej było mu unieść dwuręczny topór, który stawał się coraz cięższy. Nadchodząca śmierć zalała mu oczy krwią.


***

Uzbrojeni strażnicy miejscy. Słabo wyszkoleni w wojennym fachu, bardziej obyci w uciszaniu miejskich burd niż braniem udziału w pojedynkach. Jednak w tej liczbie, uzbrojeni w miecze byli groźni. Lecz on musiał przez nich przejść. Wiedział, że to ważne. Stado kruków krążyło nad nimi jakby wyczuwając zbliżającą się ucztę.

- Anahit, dodaj precyzji moim cięciom, wlej strach w serca moich wrógów - zmówił krótką modlitwę i z krzykiem na ustach rzucił się na szpaler zbrojnych.

Lecący w dół topór został odepchnięty mieczem. Sypnęły się iskry. Bataar nie tracąc impetu zawirował w miejscu, podnosząc ponownie ostrze. Ciął płasko. Na wysokości biodra. Ostrze przebiło skórzaną zbroję rozcinając żołdaka w pół. Uchylił głowę przed nadlatującym mieczem. Poczuł podmuch wiatru na swojej łysej głowie. Topór znowu poderwał się w górę, by spaść z impetem na kolejnego miecznika. Ten chciał się zastawić, lecz siła uderzenia była tak wielka, że miecz pękł w pół hamując tylko trochę spadające ostrze, które wbiło się w ramię nieszczęśnika odłupiając rękę, która jeszcze przed chwilą trzymała broń. Krzyknął potępieńczo.

Kapłan stracił jednak tym samym na tempie, tracąc cenne sekundy na wyciągnięcie topora z konającego strażnika. Poczuł sztych, który przeszył jego bok wbijając mu się we wnętrzności. Ból sparaliżował go. Nogi ugieły się. Runął na kolana. Kolejny cios skrócił jego męki. Łysy czerep potoczył się po ubitej ziemi.

***

W górę... w górę... schody kręcą się w kółko i w kółko nie mając końca. Ile to już stopni? Sto? Trzysta? Ile już biegnie? Dziesięć minut? Ostatecznie dociera do celu. Grot strzały zdaje się celować prosto w jego czoło. Staje oniemiały. Strzała odrywa się od puszczonej w ruch cięciwy. Szybuje w jego stronę.



Wszyscy.


Przebudzili się nagle. Wszyscy jednocześnie tak, jak się można przebudzić w środku nocy z koszmaru. Świtało. Słońce powoli wyłaniało się zza wierzchołków drzew. Leżeli nad jeziorem, nieopodal brzegu. Po chatce nie było śladu. Sucha ziemia też nie miała śladów wczorajszej ulewy.

Bąk brodzący w wodzie zauważywszy poruszenie czmychnął w szuwary, z których dobiegło ich jego jednostajne buczenie.



Byli zdezorientowani. Mogliby przysiąc, że tu gdzie byli, wcześniej stała chatynka, w której rozmawiali ze staruchą. Jak się później okazało, ich opisy kobiety też znacznie różniły się od siebie. Chociaż każdy z nich widział starą, to Niziołek był pewien, że była karlicą, Ellfar upierał się, że spotkali elfkę a Bataar obstawał przy tym, że była potężną acz zgarbioną wiekiem ludzką kobietą.

Magia, którą wcześniej odczuwali, zniknęła razem z chatką.

Dopiero po dłuższym czasie zorientowali się, że nie ma z nimi Gzargha oraz wozu. Cathil pierwsza zauważyła ślady kół odciśnięte w ziemi, prowadzące w kierunku innym niż ten, do którego dążyli.
 
__________________
Aktualnie gram w:
Dreamcatcher. Horror. Storytelling. Dokąd prowadzi tunel z koszmaru?
Atrofia Baydura. Postapokaliptyczny świat tonący w strugach deszczu.

Ostatnio edytowane przez GreK : 08-04-2013 o 22:32.
GreK jest teraz online  
Stary 06-04-2013, 22:21   #14
 
F.leja's Avatar
 
Cathil czuła się źle, nerwowo, jak zwierze w potrzasku. Chciała wyjść z chaty, jednak wiedziała, że ulewa może przynieść zły oddech, gorączkę i śmierć. Poza tym nie znała tego lasu i wolała nie zapuszcząć się w niego sama. Krążyła wręcz w pobliżu wyjścia i wyglądała co chwila na zewnątrz, kątem oka obserwując staruchę i jednym uchem słuchając jej słów. Niewiele z tego co mówiła wiedźma znaczyło cokolwiek w targanym niepokojem umyśle łowczyni. Wiedziała, że trudno będzie jej tu zasnąć.

- No to co? - zapytał nagle Orin odwracając się od zawieszonych u powały zeschłych liści, po czym wyjrzał na zewnątrz - Zostajemy...? - bardziej stwierdził niż zapytał.

Cathil prychnęła w odpowiedzi na pytanie niziołka, jak wściekła kotka. Potrząsnęła szopą burych włosów i pokazała zęby, spoglądając na staruchę spode łba.
- Nie podoba mi się tu - warknęła.

- Nie bardzo widzę inne opcje.. - stwierdziła Kesa - Wyczuwam, że się niepokoisz - przeniosła spojrzenie na Cathil - Ale większość z nas potrzebuje odpoczynku. Pod dachem. Kobieta nie jest nam wroga.

- Bah - nieokreślony wyraz irytacji był jedynym komentarzem Cathil. Znachorka nie poznałaby wroga gdyby ugryzł ją w dupę. Ktoś musiał czuwać i zabijać staruchę wzrokiem na wszelki wypadek. Cathil nie miała przed tym żadnych oporów.
 
__________________
I don't mean to sound bitter, cold, or cruel, but I am, so that's how it comes out. ~~ Bill Hicks
F.leja jest offline  
Stary 11-04-2013, 09:24   #15
 
F.leja's Avatar
 
Cathil nie brała udziału w dyskusji na temat wczorajszego wieczoru. Wsytarczyło, że spojrzała na towarzyszy z niemym “a nie mówiłam?” Snem nie dzieliła się z obecnymi, w sumie, nie bardzo różnił się od tego co śniła na co dzień. Jedyne, co ją zastanowiło, to miasto. Zaczynała podejrzewać, że może to była wizja przyszłości. Splunęła w błoto i patrzyła, jak flegma miesza się z brudną wodą. Wolałaby nie śnić o przyszłości. No nic, wzruszyła ramionami sama do siebie, teraz można tylko zapomnieć i żyć dalej, jak zwykle.

Szybko doszła do tych wniosków, zerwała się na nogi i zaczęła szukać śladów krasnoluda. Gdy znalazła wyżlobiny po kołach, gwizdnęła, zwracając uwagę towarzyszy. Wskazała na kierunek, w którym spieprzył złodziejski kurdupel.

- Tam - mruknęła.

- Chcesz dogonić Gzargha - Nena bardziej oznajmiła niż zapytała - To odwiedzie nas od głównego celu podróży.

Łowczyni zmarszczyła czoło i spojrzała po obecnych. Nawet lubiła tych ludzi, elfów i niziołków, ale na samym lubieniu niczego nie zbuduje. Wyprostowała się i przeciągnęła.

- Przyłączyłam się dla zarobku.

- Nie pamiętam, zeby ktoś nam oferował jakiekowiek zarobek.. - mruknęła Kesa - Poza tym kurduplem, co mi ciagle nie zaplacil za opiekę nad jego chorym towarzyszem. Nie planuję odpuszczać.

- Cathil, Kesa, ktoś jeszcze uważa, że należy gonić krasnoluda? - spytała druidka.

Łowczyni przyjrzała się dokładniej śladom. Chciała ocenić jak dawno wóz opuścił uroczysko. Były świeże. Wóz przejeżdżał tędy nie dalej niż dwie, trzy godziny temu. Sprawdziła jeszcze czy ma wszystko co jej potrzebne - łuk, nóż, drobne pierdoły, trochę jedzenia, trochę wody. Obejrzała się jeszcze na pozostałych i ruszyła truchtem po śladach.

Droga była prosta, śłady wyraźne, po jakimś czasie jej towarzysze zaczęli jednak narzekać.

Spojrzała przez ramię. Fuknęła z irytacją, widząc ich zmagania. Przystanęła na chwilę, napiła się wody i zamyśliła na chwilę. Co robić? Z takim balastem nigdy nie dogoni Krasnoluda. Podjęła decyzję.

- Odpocznijcie - powiedziała, poprawiając ekwipunek i rozciągając się - Spróbujcie coś upolować. Ślady prowadzą w tamtym kierunku - wskazała - Zostawię wam drogowskazy, jezeli będziecie chcieli iść za mną. Sama szybciej go znajdę. Jeżeli będziemy się poruszali tak wolno, ślady się zatrą.

Skończyła swój wywód i ruszyła dalej, nie zważając na resztę grupy. Niestety nie było jej dane kontynuować podróży samej. Bataar przyłaczył się do niej nieproszony. Skrzywiła się, gdy do niej dołaczył. Nie ufała mu, powinna była mu kazać iść za sobą by zmniejszyć ryzyko, że coś jej zadepcze, ale wolała nie mieć go za plecami. Biegła więc dalej, w milczeniu.

Niewidoczne dla zwykłego zjadacza chleba ślady co jakiś czas rzucały się Cathil w oczy upewniając ją w tym, że wraz z towarzyszącym jej barbarzyńcą, są na właściwym tropie. Po godzinie pogoni, ślad zaczął kierować się bardziej na północ. Pola wokół nich ciągnęły się jak okiem sięgnąć. Tylko horyzont poznaczony był poszarpanymi szczytami górskimi.

Biegli wytrwale i późnym popołudniem zauważyli że podłoże zaczyna się zmieniać. Kamienie zaczęła zastępować gleba. Z początku sucha i sypka, z czasem bardziej gliniasta. Ślady wozu ponownie stawały się wyraźne.

Czuła że zbliżają się do krasnoluda.

W pewnym momencie do ich uszu zaczął dochodzic odległy szum, który narastał z każdą chwilą. Widocznie odciśnięte w mokrej ziemi ślady prowadziły ich w kierunku hałasu. Nie musieli biec długo dotarli do rwącej rzeki. Nurt był bardzo porywisty a koryto szerokie było na długość strzału z łuku. Wartki prąd uniemożliwiał przepłynięcie rzeki wpław.


Ślady skręcały i prowadziły dalej wzdłuż koryta, w dół nurtu.

Biegnąc za nimi już po chwili ujrzeli liną rozciągniętą w poprzek koryta i prom płynący na drugi brzeg.


Był już wieczór i powoli robiło się ciemno. Prom znajdował się już za połową trasy. Na jego pokładzie dojrzeli wóz i Gzargha wpatrzonego w przeciwległy brzeg.

Obok miejsca gdzie do ich brzegu przybijał prom ujrzeli drewnianą tablicę, na której widniał napis. Nie byli jednak w stanie go przeczytać.

Cathil obserwowała w milczeniu przeprawę. Przykucnęła w chaszczach by krasnolud jej nie zobaczył i czekała. Zastanawiała się co powinni teraz zrobić. Czekać aż prom wróci i gonić go dalej? I co zrobią jak go dopadną? Tego jeszcze nie zdążyła rozważyć. Wiedziała jednak, że jest tylko jedna możliwość. Gzargh był zdrajcą, a zdrajcy kończą źle.

Tratwa z wozem płynęła, oddalając się powoli acz nieubłaganie od nich a przybliżając do przeciwległego brzegu. Prom poruszał się liniowo, Gzargh siedział na wozie. Sytuacja niemal idealna dla Cathil.

Ściągnęła z ramienia łuk i nałożyła strzałę na cięciwę. Złożyła się do strzału, uspokoiła oddech i odnalazła cel. Gzargh zasłużył na śmierć. Wystarczył odpowiedni moment.

Puściła cięciwę, która zagrała jej przy uchu jedną żałosną nutę.
 
__________________
I don't mean to sound bitter, cold, or cruel, but I am, so that's how it comes out. ~~ Bill Hicks

Ostatnio edytowane przez F.leja : 12-04-2013 o 14:21.
F.leja jest offline  
Stary 12-04-2013, 19:03   #16
 
aveArivald's Avatar
 
Koszmar brutalnie przebudził Orina. Niziołek zerwał się na równe nogi, zrzucając z siebie cienką derkę i kilkukrotnie zamrugał oczami jakby na wewnętrznej stronie powiek wypaliły się mu straszne sceny wprost z sennej mary. Rozejrzał się roztrzęsiony ale widząc towarzyszy podróży uspokoił się. Szybko dotarło do niego, że to co widział było tylko koszmarem. Strasznym i realistycznym ale jednak tylko koszmarem. Sapnął donośnie jakby wielki ciężar spadł mu z serca, po czym ziewając przeciągnął się tak, że aż mu chrupnęły kości. Mlasnął z zadowoleniem i drapiąc się jedną ręką w pośladek ruszył do zmąconej przez spłoszonego bąka tafli wody. Opłukał twarz odpędzając od siebie resztki chaotycznych myśli i wspomnień ostatniej nocy, wysmarkał głośno nos i spojrzał w stronę szuwarów skąd dobiegało jednostajne buczenie wodnego ptaka.

Nagle zmarszczył brwi i zamarł w bezruchu zupełnie jakby niewidzialny sztylet przeszył jego serce na wskroś.
- Przecież tu... tu była ta... ta chata... – zająkał przerażony.
Podniósł się raptownie i odwrócił w stronę drużyny by dokładnie przyjrzeć się każdemu z osobna. Prawie wszyscy wyglądali na tak samo zaskoczonych jak on sam. Zdawało mu się, że wiedźma nie była częścią jego sennych wojaży, co zresztą zaraz potwierdziła reszta kompanów, jednak opisy każdego z osobna wymijały się z tym co widział niziołek. Orin nigdy jeszcze w swoim życiu nie był świadkiem takiego wydarzenia. Drobne przedmioty znikające w szybkich i sprawnych dłoniach ulicznego błazna to nie to samo co zniknięcie całej chaty! Był autentycznie zszokowany i nie wiedział co o tym wszystkim myśleć. Mimo to żywiołowo dyskutował z resztą aż do momentu w którym zorientowali się że... że nie ma z nimi Gzargha.

Na szczęście Cathil szybko znalazła trop. Wszsytko wskazywało na to, że krasnolud ich okradł i zostawił na pastwę losu w samym środku pustkowia... Orin jednak nie mógł lub po prostu nie chciał w to uwierzyć.
- Chcesz dogonić Gzargha usłyszał nagle głos Neny zwracającej się do dzikuski - To odwiedzie nas od głównego celu podróży.
W odpowiedzi łowczyni zmarszczyła czoło i spojrzała po obecnych.
- Przyłączyłam się dla zarobku – rzekła prostując się i przeciągając.
- Nie pamiętam, zeby ktoś nam oferował jakiekowiek zarobek... - mruknęła Kesa - Poza tym kurduplem, co mi ciągle nie zapłacił za opiekę nad jego chorym towarzyszem. Nie planuję odpuszczać.
Cathil zaś odburknęła coś pod nosem, pochyliła się nad tropem i w milczeniu ruszyła przed siebie.
- Cathil, Kesa, ktoś jeszcze uważa, że należy gonić krasnoluda? - spytała druidka.
- Nie podoba mi się pomysł podziału grupy, Cathil zaś nie dała nam chyba specjalnego wyboru, proponuję byśmy ruszyli za nią - odparł Bataar.
- Z chęcią bym go zostawił - dodał Ellfar - niech sobie robi co chce nawet mi to na rękę, że poszedł, ale nie podoba mi się, że wziął nam wóz. Mi tam po licho, ale nie poprosił.
- Orinie, co ty na to? - Decair zasięgnęła rady barda.
Zmartwiony niziołek odpowiedział szczerze:
- Nie wiemy czemu i gdzie podział się Gzargh. Nie wydaje Ci się to wystarczająco podejrzane? Trzeba nam też pamiętać, że wie on wszystko to co my. Wie o klątwie jaka spoczywa na dzwonie z magicznego kruszcu... może... może oszalał - zaczął zgadywać bard przypominając sobie dziwny sen i wiedźmę, z którą przyszło im się spotkać - albo... albo poznał miejsce, w którym ukryty jest ów skarb którego szukał?
- Dobrze więc - westchnęła zrezygnowana - Chodźmy.
Zebrali się w pośpiechu i ruszyli za tropicielką, która zdążyła już ich zdystansować.
 
__________________
Wieża Czterech Wichrów - O tym co w puszczy piszczy.
aveArivald jest offline  
Stary 13-04-2013, 14:22   #17
 
blazen's Avatar
 
Pobudka nie należała do przyjemnych. Pamiętał chatę, słusznej postury staruchę i ulewny deszcz. Po pobudce nie zastał jednak żadnej z tych rzeczy. Pamiętał też sny. Choć nie należały do przyjemnych to daleko im było do okropieństw rzeczywistości. Niepokoiła jednak ich wyrazistość, zazwyczaj po przebudzeniu nie pamiętał o czym śnił i wolał żeby tak pozostało. Nie wiedział co to wszystko oznaczało, magia która tutaj działała od początku mu się nie podobała, ciągle miał nadzieję że okaże się ona neutralna, ale nadzieja ta zaczynała słabnąć. Pomyślał, że być może przydałoby się jakieś dodatkowe wsparcie. Złapał za swój topór i przyklęknął. Nie zwykł szeptać i tym razem też tego nie robił, nie sądził jednak by w danym momencie którykolwiek z jego towarzyszy miał podsłuchać jego modlitwę.

- Pani wojen i burz, Anahit. Pewnikiem siedzisz teraz na swym tronie, pijesz trunek z czaszki jakiegoś wroga, co moim zdaniem jest dosyć durne, bo przecież wszystko z takiej czaszki szybko się wylewa i zaśmiewasz się z głupoty swego kapłana, którego mały umysł nie jest w stanie zrozumieć co się stało – Bataar wziął głębszy oddech i westchnął – Jeśli jednak zechciałabyś ruszyć swój boski tyłek i zesłać na mnie jakieś oświecenie, co do tego co się stało zeszłej nocy, to byłoby miło.

Pomimo jednak jego żarliwej i szczerej modlitwy na kapłana nie spłynęła żadna wizja, toteż ten lekko się tylko uśmiechnął. Jego pani nie zwykła pomagać mu inaczej niż użyczając drobnej cząstki swej mocy by mógł leczyć i błogosławić tak więc nie spodziewał się żadnych spektakularnych efektów. Zawsze jednak starał się wznieść jakieś modły każdego dnia, by bogini wiedziała że on pozostaje jej wierny.

Na więcej kontaktu nie miał czasu, jako że Cathil zwróciła jego i pozostałych kompanów uwagę na fakt, iż zostali pozbawieni wozu oraz jednego kompana. Naturalnie logicznym wydawało się, że to krasnolud, gdyż to on właśnie był brakującym kompanem, pozbawił ich wozu jak i swego towarzystwa. Łowczyni szybko zdecydowała, iż zamierza go gonić i po wymianie kilku słów z Neną ruszyła nie czekając na decyzję reszty.

- Nie podoba mi się pomysł podziału grupy, Cathil zaś nie dała nam chyba specjalnego wyboru, proponuję byśmy ruszyli za nią – odpowiedział na pytanie druidki Bataar po czym zajął się zbieraniem wszystkiego ekwipunku który leżał na ziemi.

Pozostali także przychylili się do tego pomysłu, toteż po chwili cała grupa ruszyła za oddalającą się tropicelką. Prowadzeni przez Cathil szli ciągle na wschód. Barbarzyńca dawno już zgubił trop, ta jednak pewnie podążała naprzód, toteż nie pozostało mu nic innego niż zaufać jej doświadczeniu.

Kiedy południe zaczęło zbliżać się ku końcowi na trasie drużyny objawił się kolejny problem. Niziołek, choć do tej pory dzielnie dotrzymywał im kroku zaczął tracić oddech.
- Ufff, nie moglibyśmy, ufff, na chwilę przystanąć? - zapytał zasapany Orin

Nena przystanęła rozglądając się za przyjacielem.

- Musimy zwolnić - stwierdziła. - Inaczej rozdzielimy grupę.
- Albo właśnie, chociaż... ufff... zwolnić... huh?

Kapłan nie widział żadnej słabości w jego propozycji. Bliższy był raczej do podziwu, Orin na swoich krótkich nogach nie zostawał z tyłu przez wiele godzin. Tak więc choć jego propozycja była ze wszech miar rozsądna, to jednak barbarzyńca nie chciał przerywać pościgu.

- Jeśli pozwolicie. Widzę dwa wyjścia z tej sytuacji, które nie będą wymagały specjalnie ani postoju, ani nie wymuszą nawet zmiany tempa - kapłan mówiąc podchodził do nizołka - Mogę Orinie poprosić Anahit by zesłała na ciebie swe błogosławieństwo i dodała ci sił, choć obawiam się iż to nie pomoże na więcej niż godzinę, chyba że moja pani jest akurat w wyśmienitym humorze bądź też szczególnie kocha niziołki, o czym ja przyznam ja nie mam pojęcia.- Wzruszył ramionami dając znać, iż jest w to jak najbardziej w stanie uwierzyć - Druga opcja jest taka, iż cię poniosę. Wydaje mi się lepsza, chętnie to zrobię jeśli nie masz nic przeciwko?

Barbarzyńca postarał się zaakcentować lekko słowo “chętnie” mając nadzieję, iż czułe ucho barda wychwyci to i zrozumie, że Bataarowi chodzi o coś więcej niż tylko o nie zawracanie głowy jego bogini.

- Ja... ufff... nie... - Orin pokręcił głową zaskoczony ofiarnością kapłana - Nie żartujcież sobie, po prostu potrzebuję chwili ufff... na złapanie tchu, nadążę, dam radę ufff... - wykrztusił z siebie opierając dłonie na kolanach po czym sapnął cicho: - Chyba...

Łowczyni nie zamierzała jednak czekać ani chwili. Zasugerowała im postój i odpoczynek, sama zaś ruszyła dalej w pościg. Bataarowi nie podobało się, iż grupa coraz bardziej się rozdziela. Jednakże pozostający z tyłu wydawali się być w bezpieczniejszym położeniu. Cathil niewątpliwie potrafiła sobie radzić, jednak nawet najlepszym potrzeba czasem pomocnej ręki.

- Ide z nią - powiedział wskazując łowczynię.
Ruszył za oddalająca się biegiem, by po chwili niemalże się z nią zrównać. Nie chciał przeszkadzać jej w tropieniu, więc ani się nie odzywał, ani nie starał się iść równo z Cathil.

Reszta ich podróży odbyła się w milczeniu, jednakże nie przeszkadzało to Bataarowi. Miał kilka spraw do przemyślenia. O dziwne sny nie chciał pytać łowczyni, wierzył że inni członkowie drużyny będą mieli na ich temat więcej do powiedzenia. Zastanawiał się także co robić jeśli będą musieli stoczyć walkę z krasnoludem. Gzargh wydawał się być zaprawiony w bojach i niewątpliwie miał doświadczenie w walce z wyższymi od siebie przeciwnikami. Co więcej Bataar nie miał jeszcze okazji walczyć u boku Cathil i choć ta była niewątpliwie świetną tropicielką, to nie wiedział czy w walce jako sojusznik nie okaże się zbyt chaotyczna by być przydatna.

To wszystko skierowało jego myśli ku biegnącej przed nim łowczyni. Kapłan musiał przyznać, że czuł wobec niej podziw. Była w stanie biec i jednocześnie tropić, tak jakby była to najzwyklejsza czynność na świecie. Jednakże nie tylko jej umiejętności zwróciły uwagę Bataara. Biegnąc za nią miał świetną okazję podziwiać jej ciało, a zdecydowanie było na co popatrzeć. Ścięgna rysujące się pod skórą i wyraźnie pracujące mięśnie zdecydowanie pokazywały, że jest twarda. Nie wyglądała jednak jak typowa kobieta z jego klanu, brakowało jej kilkunastu centymetrów i z kilkudziesięciu kilogramów. Pomimo swej siły była zwinna i giętka.

Zaczęło się już ściemniać gdy dotarli do brzegu rzeki i ujrzeli oddalającego się krasnoluda. Cathil błyskawicznie podjęła decyzję. Bataar prawdopodobnie nie zdążyłby jej powstrzymać nawet jeśli by chciał. A nie chciał. Gdy łowczyni wystrzeliła kapłan wyszeptał.

- Bogini, spraw by ta strzała przyniosła śmierć.
 
blazen jest offline  
Stary 13-04-2013, 17:23   #18
 
Michaliev's Avatar
 
Po przebudzeniu się Ellfar nie zobaczył tego, co zamierzał. W miejsce starego, przegniłego drewnianego dachu pojawiło się błękitne niebo, a zamiast podłóg i ścian była mokra po deszczu ziemia i otaczające ich drzewa. Zbierając ekwipunek myślał, czy oni wszyscy nie zostali wplątani w jakąś zaawansowaną iluzję. Nie widział innego wytłumaczenia na nagle znikającą chatę, ktorą przecież widzieli wszyscy. Miał też w pamięci dziwny sen, nie wątpił, że był to sen proroczy, tak jak obiecała staruszka, jednak miał wrażenie, że była to wizja pozbawiona sensu, jakby ktoś dodał mu do wody ziół halucynacyjnych a potem mówiąc, że to co zobaczył, to jego przeznaczenie. Po otrząśnięciu się z pierwszego szoku szybko zobaczyli, że brakuje wozu i Gzargha. Caitlyn zaoferowała podążenie za krasnoludem, na co reszta drużyny wyraziła zgodę. Ellfar po sprawdzeniu czy nadal ma grudkę złota w kieszeni odwrócił się w stronę śladów i powiedział:

- Z chęcią bym go zostawił, niech sobie robi co chce nawet mi to na rękę, że poszedł, ale nie podoba mi się, że wziął nam wóz. Mi tam po licho, ale nie poprosił.

Elfa nie obchodził i wóz, i krasnolud, nie chciał się tylko odłączać od grupy, która z małymi wyjątkami zdążył już polubić. No i teraz miał też okazję dorwać krasnoluda, co mogło okazać się ciekawym wydarzeniem. Zwłaszcza, że nie tylko on miał teraz wobec niego wrogie stosunki.
Prowadziła Caitlyn, podążając za śladem kół oddalali się od Wieży Czterech Wichrów, co nieco denerwowało elfa, ale cierpliwie to znosił. Po kilku godzinach weszli na nowy teren na którym nigdzie nie było śladów drzew na które w razie niebezpieczeństwa będzie się dało wdrapać, ani krzaków za którymi można bezpiecznie kryć się godzinami. Zewsząd otaczała ich pusta przestrzeń i trawa, żadnych punktów orientacyjnych ani zabudowań. Ellfar nie lubił takich miejsc, przypominały mu pustynie, albo morza po których można błądzić tygodniami. Gdy Caitlyn i Bataar poszli dalej za tropem krasnoluda, a zmęczony Orin łapał oddech, Ellfar postanowił chwilę odpocząć. Co prawda chciał się wybrać z Caitlyn, jednak uznał że zostawienie dwóch kobiet i niziołka będzie dość głupim pomysłem. Nie wątpił, że jego towarzyszki umieją sobie radzić z niebezpieczeństwami, widział już ich pokazy umiejętności w Wiosce, jednak nie wiedział jakie zagrożenia mogą się kryć na tej równinie.

Ellfar widział jak Kesa dosiada się do Neny, częstując ją suszonymi ziarnami.
- Tamta chata.. - zapytała Kesa - Co czułaś?
- Czułam potężną magię, która promieniowała w tamtym miejscu.

Kesa pokiwała głową.
- Masz wrażenie, ze była związana z osobą, czy miejscem?
Nena westchnęła wzruszając lekko ramionami.
- Całe miejsce aż huczało. Nie wyczułam źródła a ty? Co myślisz?
-Śniłam... Przyszłość, według tej wiedźmy. Niepokojącą przyszłość.
- Ja też coś śniłem! -
wtrącił żywo niziołek - Nie wiem czy to przyszłość była ale... brrr - Orina najwyraźniej przeszły ciarki Ten sen był jak prawdziwy!
- Mi też się coś śniło. Widziałem wioskę, i trupy chcące mnie złapać. Potem pamiętam wóz, i czarnego kota. I dwa kruki.. Nie cierpie przepowiedni, wszystkie są takie niejasne i dziwne. -
Wtrącił się elf po czym ściągnął kołczan i ostrożnie położył się na trawie patrząc w niebo. Nie miał ochoty mówić o tym więcej, przepowiednie zaczeły go nudzić, ich zawiłość przyprawiała o bóle głowy.
- Strzeż się kota... Strzeż się kruka... - powiedziała cicho druidka a później już głośniej. - Mój sen ostrzegał mnie przed kotem i krukiem.
- W moim też był kot i kruk..-
Kesa leciutko pokiwała głową
- I w moim! - wtrącił bez pardonu podekscytowany niziołek.
- Oraz wiezienie, kraty i jakaś zaraza zatruwająca krew. Gangrena. Nie potrafiłam sobie z nią poradzić. Śmierć, szaleństwo, kruk i kot. - podsumowała kesa
- Może to nic nie znaczy - Powiedziała półelfka
- Jak może nie znaczyć, Nena! - zdenerwowała się Kesa - Wszyscy śnią to samo i to ma być prosty zbieg okoliczności? Jesteś pewna, ze chcesz brnąć w to dalej? czy spokój wioski wart jest naszego życia?
 
__________________
Jeśli jest ciężko to znaczy, że idziesz w dobrą stronę.
Michaliev jest offline  
Stary 13-04-2013, 20:07   #19
 
kanna's Avatar
 
Obudziła się gwałtownie, z silnym przeczuciem, ze czegoś brakuje. Ze coś straciła. Szybkie spojrzenie pozwoliło jej zorientować się w sytuacji. Nie, nie chodziło o brak chaty – zniknęła magia.
Leżeli na miejscu, które pozostało po chacie. Ziemia była sucha, a wspomnienia dziwnego snu – niepokojące.

Zniknął też Gzargh, wraz z wozem – co było mało interesujące – oraz ze złotem, które obiecał jej za opiekę nad Cedrikiem. Kłamliwy, krasnoludzki kurdupel, chciwy jak całe krasnoludzkie plemię.
„Nie można generalizować, Keso „ – przypomniała sobie słowa ojca – „Występki jednego z jej przedstawicieli nie świadczą o całej rasie”.
Chciwy, kłamliwy kurdupel – poprawiła się Kesa, pilnując rasowej poprawności.

Zdecydowali wyruszyć jego śladem. Cathil – zadowolona, że może zająć się tropieniem i łowami, które były jej żywiołem, Kesa – zainteresowana swoim złotem. Inni tez poszli. Nie mieli wielkiego wyboru.

Łowczyni szybko ich odsadziła. Gonienie jej nie miło sensu, usiedli więc, aby nieco porozkoszować się słonecznym dniem. Wszak to rozsądniejsze niż gonienie za chciwymi kurduplami, prawda? Z jej fachem bez problemu zdobędzie złoto w inny sposób.

Coś jednak nie dawało dziewczynie spokoju, więc w końcu zgadała do druidki. Po chwili inni dołączyli się do dyskusji. Po krótkiej wymianie informacji i odczuć z nocy uświadomiła sobie, że dziwny sen – wspólny sen – nie mógł być przypadkowy. Ale czy był ostrzeżeniem, czy próbą zniechęcania ich? Pomysł dalszej wędrówki, który od początku wydawała się medyczce dość śliski, teraz stał się całkiem nieatrakcyjny.

- Jesteś pewna, że jeżeli przestaniemy dążyć do Wieży, to przyszłość, która nas czeka się nie zdarzy? A może to co widzieliśmy wydarzy się właśnie wtedy gdy tam nie pójdziemy? Skąd masz tą pewność? – zapytała Nena.
- Nie mam - Kesa pokręciła głową - Ale jak sądzisz, jak udało mi się dożyć aż do moich dwudziestu lat? Starałam się unikać kłopotów. A teraz mam wrażenie, ze za wszelką cenę staramy się je dogonić.

Decair uśmiechnęła się do niej.
- Mam podobne wrażenie. Odkąd byłam w osadzie z zaklętym dzwonem. Może to zła magia tego dzwonu... Masz jakąś propozycję?
- Powinniśmy się rozstać. Rozejść w różne strony. Przerwać tą wyprawę i nie kusić losu
- powiedziała z przekonaniem.
- Czy w tym śnie... wizji... tym czymś, - nie bardzo wiedziała jak traktować to, czego byli świadkami - widziałaś kogoś z naszej grupy?
- Nie...
- zastanowiła się Kesa - Chyba nie...Nie pamiętam, to sen, mara. Była zaraza, ludzie umierali, gnili.. nie przyglądałam się twarzom.

Druidka uniosła brwi ale nie skomentowała już.
- Ja za to... - zaczął nieśmiało niziołek, który wyglądał jakby usilnie starał sobie przypomnieć szczegóły koszmaru - Kat... tak, pamiętam... Pamiętam egzekucję. I wiersze. Okropne wiersze o śmierci. Kat prowadził kogoś na podwyższenie... Czułem, że znam tę dziewczynę - Orin spojrzał Nenie prosto w oczy - Jestem pewien, że była druidką...
- U mnie tez była dziewczyna.. kobieta
- powiedziała Kesa powoli - szalona, w więzieniu, uwieszona krat. Może ja, może Nena, może ktoś obcy. Nie wiem.

Decair pobladła lekko na słowa niziołka.
- Orinie, jesteś pewien, że to byłam ja? Widziałeś moją śmierć?
- Tego pewien nie jestem...
- odparł - Ale wiem, że była druidką i że ją znałem...
- Nie widzicie, że te wizje są niejasne i niespójne? Nieważne co zrobimy one i tak mogą się wydarzyć... lub nie.
- Czyli uważasz, że to jedna ze ścieżek przyszłości? Tak jak mówiła wiedźma?
- zapytał Orin szeroko otwierając oczy.

Kesa wolno pokręciła głową. Mylili się, starach Neny i sympatia niozłka do druidki mąciły im umysły. Emocje nie sprzyjały zdrowemu rozsądkowi
- Wcale nie są niespójne, tak jak powinny być.. to mnie martwi. Wszędzie pojawiają się kruk i kot. Że sa niejasne - cóż, dlatego zwiemy je wizjami. Niepokojące jest, ze śniliśmy podobnie. Może to zioła, które ta wiedźma warzyła? - Kesa zastanowiła się głośno - Mogły sprowadzić sen, ale dlaczego śniliśmy podobnie. Niepokoi mnie to. To bardzo silna magia. Choć z drugiej strony.. może ktoś chce nas po prostu powstrzymać? To nie przyszłość, a próba wystraszenia nas?
- Czyli wiemy, że nic nie wiemy. Dlatego nie powinniśmy podejmować pochopnych decyzji
- stwierdziła Nena. - Bataar zniknął nam już z pola widzenia. Chodźmy już nim się całkiem zgubimy. Orinie? Dasz radę?
- T... Tak...
- odparł niezdecydowanie przejęty rozmową niziołek - Odpocząłem wystarczająco, możemy ruszać - rzekł po czym zarzucił podróżny kij na ramię i skierował swe kroki w ślad za tropem pozostawionym przez Cathil.

Kesa - pełna złych przeczuć - podążyła za nim.
 
__________________
A poza tym sądzę, że Reputację należy przywrócić.
kanna jest offline  
Stary 13-04-2013, 21:59   #20
 
GreK's Avatar
 

Cathil Mahr, Bataar.


Strzała poszybowała w powietrze. Zza wozu wyszedł człowiek, przewoźnik i wskazał coś krasnoludowi. Coś na drugim brzegu, co było poza zasięgiem ich wzroku. Idealna, bezwietrzna pogoda. Idealna trajektoria, którą kreśliła strzała zwiastowała idealne zakończenie lotu - w środku celu, który zamierzyła sobie łuczniczka.

Bataar wyszeptał krótkie słowa modlitwy.

- Bogini, spraw by ta strzała przyniosła śmierć.

Anahit była dzisiaj łaskawa. Wysłuchała jego prośby. Gdy strzała zaczęła zniżać swój lot, zmierzając nieuchronnie do celu, zerwał się wiatr. Podmuch uderzył w lotki minimalnie zmieniając tor pocisku. Odchylenie było niewielkie. Niewielkie, lecz wystarczająco duże. Strzała zmieniła kierunek uderzając prosto miedzy łopatki przewoźnika. Ten po uderzeniu wygiął się w łuk. Do uszu Cathil i Bataara doszedł okrzyk bólu. Coś przesłoniło słońce rzucając cień. Spojrzeli w górę i dostrzegli kruka kołującego nad nimi.
Zobaczyli jak krasnolud klęka przy przwoźniku, a później spogląda w ich stronę. Patrzył chwile w ich kierunku po czym wrócił do rannego nie zaszczycając ich już choćby cieniem uwagi.
Ułożył rannego na pokładzie i sam chwycił za linę i począł wraz z promem kontynuować przeprawę. W końcu dopłynął do drugiego brzegu, przywiązał prom i włożywszy przewoźnika na wóz zjechał na brzeg. Nieopodal miejsca lądowania stała chatka. Gzargh skierował wóz w jej stronę. Zajechał wozem poza chatkę i zniknął im z oczu.


Reszta poza Cathil Mahr i Bataarem.

Po skończonej dyskusji ruszyli w kierunku gdzie łowczyni i wielki kapłan zdążyli im już zniknąć z pola widzenia. Ślady kół, z których dziewczyna czytała jak z otwartej księgi były dla nich niewidoczne, trzymali się więc kierunku, w którym jak im się wydawało odeszli i za każdym razem gdy już wydawało im się, że się zgubili, odnajdywali ślad zostawiony przez Cathil.

Zmierzch jednak zapadał szybko i wkrótce okazało się, że nawet nie są w stanie zauważyć zostawionych celowo śladów. Wtedy jednak Ellfar dostrzegł światło, które wkrótce okazało się być ogniskiem rozpalonym przed przeprawą promową.


Wszyscy.


Bataar opowiedział w kilku krótkich zdaniach o tym co wydarzyło się na rzece. Niziołek z zapalonym polanem podszedł jeszcze do drewnianej tablicy i przeczytał na głos:


Prom pływa od świtu do wieczora. Wołać.

Wszyscy zmęczeni wędrówką pokładli się wokół ogniska. Nikomu nawet nie przyszło do głowy, żeby rozstawić warty.

Poranek był chłodny. Ognisko przez noc wygasło a od rzeki wiał nieprzyjemny, wilgotny wiatr, niosący krople wody. Tratwa stała po drugiej stronie rwącej rzeki a jedynym co łączyło oba brzegi była lina rozpięta między dwoma drzewami. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że próba przejścia przez rzekę pieszo w najlepszym wypadku będzie wiązała się z porwaniem przez mocny nurt.
 
__________________
Aktualnie gram w:
Dreamcatcher. Horror. Storytelling. Dokąd prowadzi tunel z koszmaru?
Atrofia Baydura. Postapokaliptyczny świat tonący w strugach deszczu.
GreK jest teraz online  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 20:02.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168