Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 15-04-2014, 17:35   #1
 
Cohen's Avatar
 
Reputacja: 2173 Cohen ma wspaniałą reputacjęCohen ma wspaniałą reputacjęCohen ma wspaniałą reputacjęCohen ma wspaniałą reputacjęCohen ma wspaniałą reputacjęCohen ma wspaniałą reputacjęCohen ma wspaniałą reputacjęCohen ma wspaniałą reputacjęCohen ma wspaniałą reputacjęCohen ma wspaniałą reputacjęCohen ma wspaniałą reputację
[Wiedźmin] Parszywa kompania II

Jeśli pełnoprawny obywatel wybił oko członkowi klasy pełnoprawnych obywateli, wyrwą mu oko.
Jeśli złamał kość pełnoprawnego obywatela, złamią mu kość.


Kodeks Hammurabiego

Zemsta jest dla ust najsłodszym kęskiem, jaki kiedykolwiek ugotowany został w piekle.

Walter Scott, The Heart of Midlothian




Wróżda




Kurt, Gerfyn, Marina

Nie od razu zdali sobie sprawę, że ich i tak uszczuplona grupa stała się jeszcze mniej liczna.
Tłumaczyć to można było kilkoma czynnikami: opadłymi dopiero co emocjami po walce i szaleńczej ucieczce przez las, w których stawką były ich życia, ulgą, gdy zakończyło się to względnym sukcesem, wreszcie obecnością półżywego kupca Meegerena, który, mimo iż odratowany przez Gerfyna, wymagał stałej uwagi i pomocy.
Gdy jednak uznali, że na razie jest bezpiecznie i podjęli pierwsze, nieśmiałe jeszcze, próby ogarnięcia się, zorientowali się, że jednego z nich brakuje.
Zniknął Ragnar.

Czy w ślepym szale odłączył się od grupy i pognał za ich niedawnymi oprawcami, by wywrzeć zemstę, czy też pogrążony w żalu po stracie pobratymca i najstarszego kompana wybrał samotność, nie wiedzieli.
Wiedzieli tylko, że było ich o kolejną osobę mniej.
To nie rokowało dobrze na przyszłość.

Ciemnych barw, w jakich malowała się ich sytuacja nie rozjaśniało też czysto fizyczne położenie – trudno było szukać schronienia w Yspaden, skoro na dobrą sprawę nie mieli wielkiego pojęcia, gdzie właściwie są, a żadne z nich nie posiadło umiejętności orientowania się w terenie, ustalania kierunków czy podobnie przydatnych w takich okolicznościach.
W końcu Kurt, jako najbardziej wykwalifikowany w tego typu aktywnościach, udał się na krótki zwiad.
Zwiad w istocie okazał się krótki, po kilkunastu minutach włamywacz był już bowiem z powrotem i z wiadomością, iż ledwie kilkadziesiąt metrów od lasu, na skraju którego się zatrzymali, biegnie trakt.
Nie dowiedział się wprawdzie, skąd i dokąd, ani czy biegł z północy na południe czy z zachodu na wschód, nigdzie nie dostrzegł też kamieni milowych bądź innych punktów orientacyjnych, jednak krótka dedukcja doprowadziła do uznania, że na takim zadupiu, gościniec musi prowadzić do Yspaden.
Pozostawała więc tylko kwestia ustalenia, w którą stronę drogi się skierować. Szanse na wybranie właściwej były wprawdzie duże, niestety na wybranie złej identyczne.
W końcu, po kolejnej ekspresowej wyprawie Kurta, w czasie której zaobserwował ledwo dostrzegalny dym unoszący się znad horyzontu w jednym z kierunków, w które biegł trakt, postanowiono udać się w tamtą stronę.
Decyzję ponownie podjęto na podstawie dedukcji. Dym, znaczy ogień. Ogień, znaczy ludzie i prawdopodobnie ludzkie siedlisko. A tam już to znajdą azyl, już to dowiedzą się o kierunki i którędy do miasta.

Ruszyli więc, ale nie samą drogą, a dalej lasem. Tylko Kurt od czasu do czasu wynurzał się z kniei, by sprawdzić, czy nadal podążają wzdłuż gościńca.

Artur, Słowik, Arvolen, Irma, Swen

Tak cudaczna zbieranina, wydawałoby się, możliwa jest tylko do zebrania w kiepskim żarcie.
Mimo, że przewodnicy karawan i wędrowni kupcy widywali już dziwniejsze kompanie, to ta plasowała się wysoko.
A jednak.
Jednak zebrała się w ciągu długiej podróży i trwała do teraz, kiedy dotarli już prawie do jej kresu.
Ci, którzy byli w karawanie od początku, mówili, że ruszyli aż z północnego Kaedwen, z okolic Daevon lub samego Ard Carraigh i niemal cały czas, gdy to było możliwe, przemieszczała się traktami wzdłuż Buiny. Cel: Yspaden w dolinie Gelibolu, w Redanii.

Co skłoniło tak różne indywidua do przyłączenia się do kupieckiej wyprawy, a potem do wytrzymania ze sobą w podróży, co wreszcie sprowadzało ich do Redanii?
To wiedzieli tylko oni sami, względnie ci, których zdecydowali dopuścić do konfidencji i podzielić się myślami.
Część służyła za zbrojną eskortę, część za możliwość podróżowania z karawaną odpłacała się pracami pomocniczymi, przy wozach, zwierzętach i obozowiskach.

Według przewodnika, byli już niedaleko. Dzień, może dwa, drogi od Yspaden. Niektórzy, już to o wrażliwszym od innych powonieniu, już to pragnąc za takich uchodzić, przekonywali, iż już czują bryzę, a na języku morską słoność.
Nastroje poprawiły się wyraźnie, ludzie rozluźniali się, mając cel wędrówki niemal na wyciągnięcie ręki.
Większość, ale nie wszyscy.
Przewodnik, imieniem Rolf Basson, który doświadczeniem mógłby obdzielić kilku ludzi, piknikowej atmosferze nie uległ i starał się ją gasić, z marnym wszakże skutkiem.
Obserwacje i uwagi jego, że gościniec jakiś pusty, że normalnie w obie strony ciągną karawany kupieckie, wędrowcy i handlarze pojedynczy i w grupach, wieśniacy, rybacy i patrole burgrabiego z zamku koło Yspaden, tłumy jednym słowem, zbywano lekceważeniem lub, jak na skąpych kupców przystało, podejrzeniami, że chce ich na koniec postraszyć i opóźnić, by wyciągnąć więcej grosza.

Życie wkrótce pokazało, kto miał rację.

Wszyscy

Natknęli się na siebie w zgliszczach wioski, którą ocalała czwórka wzięła, poniekąd słusznie, za zamieszkaną ludzką siedzibę.

Karawana zatrzymała się na strzał z łuku od ruin, do eksploracji których wyznaczono część strażników, wraz z którymi udali się co śmielsi, bądź co bardziej wścibscy członkowie wyprawy.

Podczas gdy oni przeszukiwali to, co zostało z osady, Marina, Kurt i Gerfyn odbywali pośpieszną debatę, czy się ujawnić i spróbować się przyłączyć do grupy, czy raczej przemknąć się z powrotem do lasu i tam poczekać, aż kawalkada odjedzie.
Meegeren prawa głosu nie otrzymał z uwagi na brak przytomności, przerwę w wędrówce wykorzystał bowiem do zapadnięcia w sen tak głęboki, że właściwie można by go uznać za letarg.
 
__________________
Now I'm hiding in Honduras
I'm a desperate man
Send lawyers, guns and money
The shit has hit the fan
- Warren Zevon, "Lawyers, Guns and Money"

Ostatnio edytowane przez Cohen : 21-04-2014 o 21:51.
Cohen jest offline  
Stary 16-04-2014, 02:25   #2
 
Radagast's Avatar
 
Reputacja: 203 Radagast ma w sobie cośRadagast ma w sobie cośRadagast ma w sobie cośRadagast ma w sobie cośRadagast ma w sobie cośRadagast ma w sobie cośRadagast ma w sobie cośRadagast ma w sobie cośRadagast ma w sobie cośRadagast ma w sobie cośRadagast ma w sobie coś
Gerfyn był już tak zmęczony, że się zataczał i potykał co chwilę. Brak snu i jedzenia dawał mu się we znaki. Do niedawna na nogach trzymała go głównie adrenalina. Teraz, gdy emocje trochę opadły, wszystkie trudy uderzyły go ze zdwojoną siłą.
Dym, który wypatrzył Kurt, napawał nadzieją. A nadzieja dodawała sił. Szli więc w kierunku osady, licząc na schronienie i ciepłą strawę. Niestety, nie było im to dane. Nawet z odległości, w której się znajdowali, nie mogli mieć złudzeń. To nie była wieś, to były zgliszcza. Zdecydowali się jednak wejść między spalone domostwa. Była to dobra decyzja, znaleźli tam jakichś ludzi.
- Wielkie Słońce nam sprzyja - szepnął Gerfyn, do swoich towarzyszy niedoli. - To chyba jakaś karawana. Zabierzemy się z nimi do Yspaden. Będzie dla nas dużo szybciej i bezpieczniej. Chodźcie.
Po tych słowach począł iść w kierunku otwartej przestrzeni, żeby nagłym pojawieniem się, nie spowodować gwałtownych reakcji, które mogłyby być dla niego nieprzyjemne.
 
__________________
Within the spreading darkness we exchanged vows of revolution.
Because I must not allow anyone to stand in my way.
-DN
Dyżurny Purysta Językowy
Radagast jest offline  
Stary 16-04-2014, 11:35   #3
 
kanna's Avatar
 
Reputacja: 21696 kanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputację
Marina była w zadziwiająco dobrej formie.

Gdyby nie zwracać uwagi na poszarpane, brudne ubranie, ślady sznura i zadrapań na odkrytej skórze, lekkie osmalenie odzieży. A także siniak rozlewający się na skroni, ogólny brak schludności oraz wyraźny wody i mydła. Gdyby ktoś nie zwrócił uwagi na te drobnostki, zauważyła by drobną, kształtną dziewczynę o inteligentnej twarzy, która po lekkim domyciu zyskała by wiele na urodzie.

Była w zadziwiająco dobrej formie, jak na osobę, która ostatnie dni spędziła na walce (dość krótkiej), niewoli (w raczej niewygodnej pozycji), podpaleniu kawałka lasu, a potem błąkaniu się po niespalonej reszcie. Dobra forma nie była jednak wynikiem nadzwyczajnego hartu ducha, szczególnych zdolności do przetrwania w niesprzyjających okolicznościach ani nawet działań Gerfyna (który skupił się na nieprzytomnym kupcu, nie dopuszczając jej do niego, nie wiedzieć czemu, w końcu to ona była medyczką).

Ich porywacze nie byli zbyt sprawni. Nie odebrali jej ani czci, ani sztyletu, ani nawet sproszkowanych ziół i grzybów, które nosiła w sakiewce przytwierdzonej do pasa spinającego tunikę. Ponieważ po ostatnich wydarzeniach nawet stanie bez podparcia było problematyczne (nie wspominając już o przemieszaniu się) Marina wspomogła się niewielką szczyptą specyfiku z sakiewki. Możliwe, że była nieco większa, niż zalecana – w każdym razie odniosła oszałamiające rezultaty. Percepcja na bodźce zewnętrzne się jej wyostrzyła, zyskała na wymowności i szybkości reakcji. Wszelkie uciążliwe, nieprzyjemne odczucia z ciała (czy to głód, czy ból, czy bezwładniejące zmęczenie ) wytłumiły się za to, aby wkrótce ustać zupełnie.

Czuła, że jest w znakomitej formie. Pierwsza dostrzegła karawanę, która wydała się jej tak absurdalną zbieraniną, że zaczęła chichotać.
Przyjacielsko pacnęła Geryfna w ramie, trafiając go w ucho. Poprawiła, tym razem porządniej, druga ręką, ale Kurt okazał się stać dalej, niż szacowała.
- Widzieliście to? - zapytała rozbawiona. – Będą chyba jakieś występy, nie? To trupa cyrkowa? Pół-trup – wskazała na Meegerena – będzie pasował to tej trupy. Stworzą holizm.
 
__________________
Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy. Pół wieku poezji
kanna jest offline  
Stary 16-04-2014, 12:20   #4
 
Matemaru's Avatar
 
Reputacja: 42 Matemaru jest na bardzo dobrej drodzeMatemaru jest na bardzo dobrej drodzeMatemaru jest na bardzo dobrej drodzeMatemaru jest na bardzo dobrej drodzeMatemaru jest na bardzo dobrej drodzeMatemaru jest na bardzo dobrej drodzeMatemaru jest na bardzo dobrej drodzeMatemaru jest na bardzo dobrej drodzeMatemaru jest na bardzo dobrej drodzeMatemaru jest na bardzo dobrej drodzeMatemaru jest na bardzo dobrej drodze
Artur podążał z tą niezwykłą kompanią od kilkunastu dni. Szukał przygód, a tak barwa grupa musiała mu je dostarczyć. Jednak mylił się, w towarzystwie wybuchały pojedyncze kłótnie, które szybko zostawały uciszone przez "ochroniarzy". Więc od parunastu dni nudził się niemiłosiernie. Jedyną rozrywką jaką miał to przysłuchiwanie się opowieściom opowiadanym przez wędrowców.
Dlatego gdy dotarli do skraju spalonej osady uśmiechnął się w duchu. Może jednak ten czas nie był tak stracony jak mu się wydawało. Rozpoczął przeszukiwania domostw z dłonią na głowni swej ukochanej szabli. W jednym z nich zauważył spalone ciała ułożone w dziwnej pozycji. Podszedł do nich, przyklęknął na jedno kolano i wzrokiem rozpoczął badanie ciał, chciał się informacji o tym co się tutaj stało. Jednak nim zdążył rozpocząć dogłębniejszą analizę usłyszał jakieś poruszenie na zewnątrz. Z niejakim smutkiem wstał i podszedł do pozostałości drzwi by zobaczyć co tam się dzieje.
 
Matemaru jest offline  
Stary 16-04-2014, 19:10   #5
 
Zormar's Avatar
 
Reputacja: 23445 Zormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputację
Arvolen dołączył do karawany jakiś czas temu. Sam nie wiedział, czemu dokładnie to zrobił. Może to przez znużenie już długą podróżą, a może samotność na trakcie. Nie wiedział tego, lecz o dziwo towarzystwo tych Dh'oine. Mimo początkowej dozy podejrzliwości nie niepokoili go bardziej niż to się zdarzało zazwyczaj. W pewnym sensie pewnie była to zasługa postawy wysokiego elfa, który od samego początku obdarzał pozostałych członków karawany minimalnym zainteresowaniem oraz odepchnął swą pogardę na odrobinę dalszy plan, gdyż nie przyniosła by mu ona nic dobrego, a odrobina odprężenia na trakcie dobrze mu zrobiła.

Z ludźmi rozmawiał krótko, acz dość często. Najczęściej zadawał pytania co do ich podróży, jak i tego o czym mówiło się w mieście, gdy tamci z niego wyruszali. Arvolen bowiem lubi wiedzieć co się wokół niego dzieje. To często pomaga mu w jego przedsięwzięciu.

Zgliszcza i tlące się nadal drewno obudziły jego wspomnienia. Obudziły żal, złość i smutek. Przywróciły nienawiść, lecz po chwili opanował się nic w międzyczasie nie dając po sobie poznać, gdyż z chłodnym wyrazem twarzy obserwował mroczny obraz przed sobą. Jako jeden z nielicznych postanowił ruszyć i zobaczyć z bliska co się wydarzyło oraz czy coś się ostało z pożaru. W rękach trzymał łuk z nałożoną strzałą tak, że wystarczyło tylko naciągnąć cięciwę i oddać strzał. Gdy oglądał jakieś tlące się jeszcze szczątki chaty do jego uszu dobiegły jakieś poruszone głosy. Ruszył w kierunku z którego dochodziły dźwięki poruszenia i z napiętym łukiem pojawił się przed czwórką niedomytych Dh'oine.
-Czego chcecie Dh'oine.- Rzekł do nich przyglądając się im krytycznie. Wyczekując.
 
Zormar jest offline  
Stary 17-04-2014, 23:42   #6
 
Vivianne's Avatar
 
Reputacja: 4673 Vivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputację
Irma dołączyła do tej ciekawej zbieraniny niespełna tydzień temu. Nie lubiła podróżować w pojedynkę, więc gdy tylko nadarzyła się okazja przyłączyła się do karawany zmierzającej do Yspaden. Wśród ludzi było znacznie weselej i bezpieczniej.
Młoda dziewczyna o wesołym usposobieniu szybko zyskała sympatię wędrowców, którzy z chęcią opowiadali o swoim, często bardzo ciekawym życiu i wypytywali o cel jej podróży. Choć karawana poruszała się wolniej niż samotny jeździec czas spędzony z nią mijał dużo szybciej niż podróż w pojedynkę.

Irma zeskoczyła ze swojej gniadej klaczy kilka metrów przed pierwszym ze spalonych domostw.
- Spokojnie - szepnęła do zaniepokojonego zwierzęcia i ruszyła wolnym krokiem przez wieś. Przesunęła nogą nadpalony kosz, z którego wysypało się kilka małych marchewek myśląc, że miał on więcej szczęścia niż reszta wioski. Schylała się po warzywa, gdy usłyszała jakiś pełen poruszenia gwar, a zaraz potem przyjemny dla ucha męski głos. Odwróciła się w tamtym kierunku. Wysoki blondyn przemawiał do czwórki biednie wyglądających ludzi.
- Jesteście mieszkańcami tej wioski? - krzyknęła, bo dzieliła ich spora odległość.
 
__________________
"You may say that I'm a dreamer
But I'm not the only one"
Vivianne jest offline  
Stary 19-04-2014, 00:49   #7
 
Luffy's Avatar
 
Reputacja: 29 Luffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodzeLuffy jest na bardzo dobrej drodze
Swen podążał za karawaną nieco dłużej niż pozostali, ponieważ został wynajęty przez jednego z kupców na samym początku jako dodatkowa ochrona. Wybrano go z pewnością z uwagi na niższą cenę, przez swój niepozorny wygląd zwykle ludzie wątpili w jego możliwości. Niesłusznie zresztą. Sama podróż była dla niego niezwykle przyjemna, za dnia maszerował przy wozach pozwalając myślom błądzić a wieczorami siadali w większej grupie by jeść i rozmawiać. Swen głównie słuchał podróżnych, którzy dołączali do nich w trakcie wyprawy i rzadko się odzywał, pochłonięty ich opowieściami lub struganiem drewnianych królików, co niestety dalej szło mu raczej marnie. Przez cały czas jednak brakowało mu okazji, by uczciwie zapracować na swoje wynagrodzenie i użyć wreszcie miecza zwisającego u jego boku.

~No i chyba żem się doczekał- Myślał, kiedy z zaciekawieniem wchodził w zgliszcza, posłany by sprawdzić pobojowisko. Przechadzał się między spalonymi domami patrząc czy ktokolwiek przeżył, lecz najwyraźniej nikt nie miał tyle szczęścia. Zaglądając do chat nie znalazł niczego niezwykłego, większość użytecznych rzeczy strawiły płomienie. Było mu żal mieszkańców, widział powiem że ktokolwiek był odpowiedzialny za masakrę, nie oszczędzał nikogo. Gdy usłyszał krzyki zobaczył nieznajomych rozmawiających z podróżnymi z jego karawany. Wczuwając się w rolę ochroniarza jedną rękę wpuścił do kieszeni by palce odnalazły kastet a drugą oparł na mieczu i podszedł do obcych.
-Kim jesteście i czy żeście widzieli co tu się stało?-zapytał może odrobinę niegrzecznie ale okoliczności i tak nie były sprzyjające do luźnych pogaduszek.
 
Luffy jest offline  
Stary 19-04-2014, 17:43   #8
 
Zara's Avatar
 
Reputacja: 9583 Zara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputację
Gdy zobaczył karawanę, oczy nieco mu zabłysły, bowiem w końcu mógłby zamiast zwiadem zająć się swym podstawowym fachem. Po długim czasie oczekiwania, wreszcie coś wlało w niego nieco optymizmu, który zaowocował lekkim, perfidnym uśmieszkiem na swej bardzo brudnej, podobnie jak cała reszta ciała, twarzy. Jako pierwszy jednak odezwał się Gerfyn, stanowczo optując za dołączeniem do karawany. Następnie zbiła go nieco z tropu wypowiedź Mariny, której nie był w stanie w pełni pojąć swoim mózgiem.

- Może byśmy tylko zabrali im parę rzeczy i poszli sami? Będziemy przy... - Ale już chyba nie miał nawet co kończyć, bowiem kompani rzewnym krokiem poszli przed siebie, zapewne od początku nie słuchając jego sugestii. Tak, w końcu pełnił ostatnio tylko rolę zwiadowcy, kto by się tam liczył z jego zdaniem. Uznając jednak, że samemu tym bardziej nie miałby czego szukać w tutejszych buszach, udał się za swoją drużyną, by przyglądać się, jak jakiś długouszny laluś podbija do nich z łukiem. I wypowiada jakieś kolejne nieznane mu słowo. Gdyby umiał pisać, to spisywałby sobie te słowa i stworzył słowniczek. Po jeszcze kolejnych paru pytaniach, postanowił w końcu odpowiedzieć na ostatnio zadanie.

- Nie widzieliśmy, bo dopiero co tu przybyliśmy. Ale jeśli te zgliszcza są dziełem skurwieli, których spotkaliśmy, to na waszym miejscu nie ryzykowałbym starcia z nimi bez dodatkowych trzech i pół osób. - Spojrzał przez moment na Meegerena, czy jakimś cudem się może akurat nie ocknął. - Chociaż w ogóle odradzałbym ich spotykanie.
 
Zara jest offline  
Stary 19-04-2014, 19:24   #9
 
Lost's Avatar
 
Reputacja: 803 Lost jest godny podziwuLost jest godny podziwuLost jest godny podziwuLost jest godny podziwuLost jest godny podziwuLost jest godny podziwuLost jest godny podziwuLost jest godny podziwuLost jest godny podziwuLost jest godny podziwuLost jest godny podziwu
- Się sucze syny pięknie tu zabawili. - Ross Basson - ich przewodnik, kopał obcasem popiół, który został z spalonej wioski. Stojący obok Słowik uklęknął, zaciągając pasiastą maskę na twarz.
- Banity? - Zapytał, chyba sam siebie.
- Oprychy by całej wioski przeno nie spaliły. Odważne to w grupie, podróżnych nieraz napada, ale żeby całą wioskę z dymem puścić, to nie. Zaraz by nagroda za łeb skurwiały wzrosła i ktoś łasy by się na nią znalazł. - Słowik na te słowa uśmiechnął się. Byłby pewien, że ktoś by się znalazł. Sam stanąłby pierwszy w kolejcę, po nagrodę za łeb złoczyńcy.
Nagle mężczyźni dostrzegli jakiś ruch w palenisku i chyba trzy sylwetki ludzkie przekradające się przez zabudowania.
- Ktoś tam dycha jeszcze. - Odezwał się Łowca. Przewodnik pokiwał głową, obnażając miecz. - Idziemy po sukinsynów?
- Pomysł doskonały. - Przytaknął Słowik, zdejmując z ramienia długi łuk. - Obejdźmy z prawej strony po linii drzew. Wyjdziemy im z rzyci strony i jak się, który postawi to… - Zakończył obrazowo przejeżdżając palcem po gardle. Mężczyźni chyłkiem przebiegli przez wypalone ruiny chat, co raz napotykając na okrutnie poranione ludzkie ciała. Słowikowi przeszło przez myśl, że masakra mieściny musiała trwać długo. Ciała były okaleczone, cześć wywieszona na drzewach, większość chat zniszczona i rozgrabiona. Żaden dobry, dbający o swoich ludzi baron nie dałby bandytą tyle czasu na grabież i mord, a pogoniłby ich swoimi ludźmi, gdy tylko na horyzoncie dostrzegł dym pożarów. A nieudolni baronowie, jakiś okrutną igraszką losu, często siedzieli na kopie złota opłacając takich zakapiorów, jak Słowik. Ta wioska może być dla niego dobrego złym początkiem.
Ścianą lasu przebiegli kilkadziesiąt metrów, by wychylić się na tyłach wioski. W końcu udało się im niezauważenie zajść nieznajomych od tyłu. Słowik napiął cięciwe celując w plecy krzyczącego coś do reszty karawany człowieka.
- … dopiero co tu przybyliśmy! - Przewodnik obnażył w krzywym uśmiechu pokrzywione zęby, obserwując ruch łuku łowcy. - Ale jeśli te zgliszcza są dziełem skurwieli, których spotkaliśmy, to na waszym miejscu nie ryzykowałbym starcia z nimi bez dodatkowych trzech i pół osób. Chociaż w ogóle odradzałbym ich spotykanie.
Słowik zdjął strzałę z cięciwy i zakrzyknął do tamtego.
- A skąd my mamy wiedzieć, że wy nie jesteście Marudery tamtej bandy, co?! - Tamci dgrnęli niespodziewając się usłyszeć głosy zza siebie.
- Żeś kurw… Walić żeś mógł… - Wyszeptał Ross szyderczo.
- I na to przyjdzie jeszcze czas. - Odpowiedział mu Słowik.
Miał na to wielką nadzieje.
 
__________________
Spacer Polami Nienawiści Drogą ku nadziei.
Lost jest offline  
Stary 19-04-2014, 23:05   #10
 
Zara's Avatar
 
Reputacja: 9583 Zara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputacjęZara ma wspaniałą reputację
- A ilu widzisz wśród nas wojów? Bo ja jednego, tamtego. - Wskazał na Gerfyna, który jako jedyny posiadał oporządzenie mogące świadczyć o jego profesji przynajmniej związanej z walką. - W dodatku niesie ze sobą półżywego. - Wskazał na kupca Meegerena.
- Więc jak widzisz, zaatakowaliśmy was olbrzymimi siłami. Poza tym, czy nasze gęby wyglądają, jakbyśmy właśnie zabawili się w grabienie wiosek, czy jakbyśmy kilka dni spierdalali przed tymi, którzy je palą? - Spojrzał tylko przelotnie na Marinę. Po tym znów wlepił swój zmęczony i zrezygnowany wzrok w rozmówcę. Nie miał dużego doświadczenia w rozmawianiu z takimi wojakami, więc nie wiedział, jak może przemówić mu do rozumu, ale wolał uprzedzić w odpowiedzi chociażby Marinę, której różne rzeczy zdarzało się gadać.
 
Zara jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 20:33.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169