Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 03-05-2014, 17:06   #1
 
Python's Avatar
 
Dark Fantasy - Konwój Klingenborga

Plac przed biurem firmy Westerwelda zapełniony był niemal w pełni. Ludzie na koniach stłoczeni obok służby, która w pośpiechu pakowała ostatnie bagaże. Gwar i rwetes drażnił uszy, nie tylko co bardziej wrażliwych ludzie, ale także zwierząt.
Albert doglądał wszystkiego osobiście i wydawał ostatnie polecenia dowódcą poszczególnych grup. Zbliżające się wiosenne święto sprawiło, że wiele osób chciało wyruszyć, czy to do głównej świątyni Alistar, czy też do sąsiednich miast, aby odwiedzić znajomych, czy rodzinę.
Westerweld nie był tym zachwycony, bo choć taki ruch w interesie sprawiał, że skarbiec napełniał się, to znany przewodnik chyba, jako jedyny nie zapomniał, jak niebezpieczne są wędrówki poprzez Pomrokę.
Westerweld miał złe przeczucia, a na dodatek w tym roku sam także miał wyruszyć na szlak.
Radny Ulter Klingenborg zapragnął odwiedzić Swinkaport i jak zawsze chciał, aby to Westerweld był jego przewodnikiem.
Albert nie mógł mu odmówić, gdyż Klingenborg byl nie tylko bardzo zamożny, ale także niezwykle wpływowy.
Kolejne grupy wyruszały na szlak i niechybnie zbliżała się godzina, gdy Klingenborg i jego rodzina zjawią się na placu.

Było już późne popołudnie, gdy Ulter wraz z całą świtą stawili się na placu. Czarny powóz do którego zaprzęgnięto szóstkę koni, mógł nie tylko pomieścić dziesięć osób, ale także zapewnić im komfortową podróż. W tej chwili w powozie przebywał Ulter, jego dwie żony oraz piątka dzieci, a także dwójka zaufanych sług.
- To jak panie Albercie ruszamy? - zapytał Ulter wychylając się przez okno.
- Ależ oczywiście panie Klingenborg. Już wydaję rozkaz do wymarszu.
Westerweld zawołał swoich ludzi i gdy wszyscy wskoczyli na koń, grupa wyruszyła na szlak.

Gdy bramy miasta zostały za nimi, na czoło grupy wysunął Westerweld, który trzymał uniesioną wysoko lampę sferyczną. Mimo tego, że w promieniu trzech kilometrów od Thuleport Pomroka prawie nie występowała, to Albert wolał być przygotowany na najgorsze.
Podróż jaka ich czekała nie była, ani specjalnie długa, ani jakoś wyjątkowo trudna. Szlak do Swinkaport był dobrze znany i oznaczony i ryzyko podróżowania nim było stosunkowo niewielkie. Westerweld wyznaczył go lata temu i był to jeden z jego pierwszych w pełni ukończonych. Połączenie pomiędzy Thuleport, a Swinkaport było ważne z wiele powodów i dla wielu osób stanowiło wtedy priorytet. Pieniądze jakie wtedy Westerweld zarobił pozwoliły mu nie tylko założyć firmę, ale także rozpocząć pracę nad lampą sferyczną, którą w przyszłości miała się stać jego podstawowym narzędziem pracy.
Mimo późnego popołudnia pogoda im sprzyjała. Przeważnie gdy dzień zbliżał się ku końcowi
wzmagała się wilgoć i wiatr. Często także zaczynał padać deszcz i przede wszystkim Pomroka gęstniała.
Tego dnia jednak słońce nadal ciepło grzało, a niebo nie zostały zasnute przez ciężkie chmury.
Westerweld co kilka chwil spoglądał ku górze i wciągał głęboko powietrze do płuc. Nic jednak nie mówił. Coś jednak go martwiło i jego zaufani ludzie dokładnie to widzieli. Nie martwili się jednak, gdy pierwszy postój znajdował się jeszcze w obrębie tak zwanej “bezpiecznej strefie” i na pewno dotrą do niego przed zmrokiem.
“Bezpieczna strefa” to nie do końca precyzyjnie określony obszar na którym Pomroka praktycznie nie występowała. W tej strefie można było nie tylko się bezpiecznie poruszać, ale także uprawiać ziemię, czy wypasać bydło. “Bezpieczna strefa” była także otoczona kilkudziesięcioma ustawionymi na stałe lampami sferycznymi.
Gdy Westerweld zarządzi rozbić obóz, zapewne podzieli się ze swoimi ludźmi wątpliwościami, które go dręczą.
Żaden z pracowników Westerwelda nie wyczuwał nic, co mogłoby budzić niepokój, czy lęk. Ich pracodawca miał jednak o wiele większe doświadczenie i był bardziej wyczulony na drobne zmiany, które mogły zwiastować nadchodzące kłopoty.

Słońce szybko chowało się za horyzont. Czarne chmury zasnuły niebo i pewne było, że tej nocy będzie padał deszcz. Konwój prowadzony przez Westerwelda i jego ludzi zbliżał się do “gwiazdy przewodniczki”, jak większość nazywały kamienne wieże na których szczycie ustawiono lampy sferyczne.
Westerweld zbliżył się do swoich ludzi i rzekł:
- Słuchajcie chłopcy - miał ściszony głos i jasnym było, że nie chce aby ktokolwiek postronny usłyszał cokolwiek z tego co mówi - Znajdujemy się nadal w obrębie bezpiecznej strefy, ale proszę bądźcie czujni, jakbyśmy wkroczyli już w Pomrokę. Mam złe przeczucia. Nie potrafię tego nazwać, ale czuję, że gdzieś wokół nas czai się wielkie niebezpieczeństwo. Czujki po dwóch, jak to mam miejsce już w Pomroce. Jasne? Ja też będę tylko drzemał, więc w razie jakichkolwiek wątpliwości budźcie mnie. Muszę to wszystko przemyśleć, bo myślę że jak jutro wkroczymy w Pomrokę będzie niezwykle trudno. Jeszcze raz proszę bądźcie uważni.
- Jasne Albercie - odezwał się najstarszy z pomocników Westerwelda, Jon - Proponuję, że pierwszą wartę wezmę ja i Samson. Drugą wachtę weźmie Rekus i Wój. Zgoda?
- Dobrze Jonie - zgodził się Westerweld - Rekusie rozpal dodatkowe ognisko na skraju obozowiska, niech będzie równie duże jak to w obozie. Klingenborg ma swojego kucharza, ale pilnuj go Woju, aby nie przyszło mu do głowy zbierać jakieś świeże zioła z okolicy. Patrz mu na ręce i w razie konieczności zawiadom mnie. To chyba tyle. Zatem do zadań.
 
Python jest offline  
Stary 03-05-2014, 17:27   #2
 
Anonim's Avatar
 
Wojownik dobrze sobie zapamiętał Jona. Nazwał go wujkiem, choć nie byli skoligaceni. Być może w dawniejszych czasach bzykał się z jego matką, ale z pewnością w inny sposób nie mógłby być skoligacony z tym typkiem. Poza tym wyglądał na niedorozwoja, więc raczej nie był jego synem. Tak czy inaczej. Oprócz tej uwagi Wojownik nie miał więcej przemyśleń no bo był Wojownikiem, a nie myślicielem. Kiwnął głową do Westerwelda, że rozumie, choć nie rozumiał i poszedł nękać kucharza swoją obecnością. Realizując misję do Wojownika powoli dochodziły słowa Westerwelda. Dowódca chyba podejrzewa kucharza o zdradę i szpiegostwo i sugerował, żeby po znalezieniu jakichkolwiek odchyleń lojalności dać w pysk kucharzowi i wziąć go na męki. Wojownik już zacierał ręce myśląc o niewypowiedzianych torturach jakie można by było wypróbować na kucharzu.

Z takimi myślami poszedł spać, gdy tylko zapadł zmrok. Podobno jego warta była ta druga. Uznał to za nonsens, bo przecież Wojownik mógłby nie spać kilkadziesiąt godzin i być takim samym dobrym wartownikiem w pierwszej jak i pięćdziesiątej godzinie. W każdym razie skoro mógł spać to poszedł spać. Czujnym snem. Nigdy nie wiadomo kiedy kucharz postanowi zrzucić przebranie kucharza i poderżnąć wszystkim gardła.

Na wartę miał iść z Rekusem. Znał Rekusa z kilku innych misji, więc nie było z tym problemu, choć czasem irytował swoim zachowaniem. W momencie, gdy Jon pojawił się przy Wojowniku, żeby go obudzić ten już miał w ręku ostrze gotowe poderżnąć gardło wchodzącemu. Skoro jednak okazało się, że to facet, który uważa się za bękarta jego siostry lub brata (w skrócie: bękart) to nie było powodu spuszczać z niego krwi. Wojownik ubrał na siebie trochę pancerza. Nigdy nie wiadomo z jakimi tchórzami przyjdzie mu się zmierzyć. Sam Wojownik preferował walkę na gołe pięści i klaty, ale skóra nie chroni przed strzałą wystrzeloną z ciemności. Jak bękart powiedział:
- Cisza i spokój, nic się nie działo. - to Wojownik odpowiedział mu:
- Albo masz zjebany słuch. Mam złe przeczucia. - po czym uśmiechnął się przyjaźnie myśląc o mordowaniu wrogów i wycierając ostrzem pot ze swojego czoła.

Jak już Jon sobie poszedł Wojownik postanowił dogadać się z Rekusem czy ma jakiś plan. Jak Rekus nie ma to niech po prostu spacerują dookoła obozu losowo zmieniając kierunek co losową ilość minut czasem rozdzielając się, ale nie odchodząc od obozowiska. Wojownik również zaproponował Rekusowi, żeby ten miał przygotowane pochodnie.
- Nigdy nie wiadomo kiedy będzie trzeba podpalić okolicę.
 

Ostatnio edytowane przez Anonim : 03-05-2014 o 17:40.
Anonim jest offline  
Stary 03-05-2014, 20:57   #3
Konto usunięte
 
Ulli's Avatar
 
Rekus był zwalistym, potężnie zbudowanym mężczyzną. Kolczuga i helm, który zwykł nosić, jak też dwuręczny miecz przewieszony przez plecy zdradzały wojownika. W interesie Westerwelda był od bardzo dawna. Zaczynał niedługo po Jonie. Mimo zaawansowanego jak na wojownika wieku do tej pory się nie ustatkował co jego ojciec Ulms zwykł mu wypominać gdy przebywał w domu. Na szczęście dzięki Westerweldowi nie było to zbyt często.

Mimo wielu lat spędzonych w "przedsiębiorstwie" Westerwelda nie zawarł bliższych znajomości ani z pracodawcą, ani z innymi pracownikami. Bratanie się i zawieranie przyjaźni było nie w jego stylu. Szanował ludzi ze względu na umiejętności i przydatność to wszystko. Wskutek tego nawet pił w samotności. Jednak nie narzekał na swój los, zawsze to lepsze niż być zdradzonym.

Obawy swego pracodawcy co do tej wyprawy skwitował pogardliwym uśmieszkiem. "Stary się boi jakby to była jego pierwsza wyprawa" - pomyślał rębajło, jednak nigdy by się nie ośmielił kwestionować poleceń pracodawcy. Gdy ten polecił mu rozpalenie drugiego ogniska Rekus posłusznie udał się w kierunku najbliższych zarośli by nazbierać odpowiednio dużo opału. Wcześniej tylko poluzował swój miecz w pochwie co by lekko wychodził. Nie ze strachu tylko tak na wszelki wypadek. Gdy w końcu nazbierał odpowiednio dużo chrustu i rozpalił ogień, polecił Jonowi by miał na niego baczenie a sam udał się na spoczynek. Spał dobrze choć krótko. Co charakterystyczne dla niego nie miał żadnych snów. Trochę go to dziwiło, że inni ludzie mają piękne lub koszmarne sny a on nic, ale przywykł. Nawet bliskość pomroki i obawy Westerwelda nie sprowadziły na niego snu.

Gdy Jon go obudził skinął tylko głową i zaraz podniósł się z posłania. Założył kolczugę i hełm. Następnie zwinął posłanie i przypasał na powrót swój miecz, który na czas odpoczynku leżał u jego boku.

Wpierw swe kroki skierował do Wojownika jak kazał się nazywać nieco dziwaczny towarzysz Rekusa. Rekus miał co do niego mieszane odczucia. Niby umiał się bić, ale co dziwne preferował własne pięści od ostrza i zbroi. No i to dziwne miano 'Wojownik", co to w ogóle za nazwisko. Nie płacono jednak Rekusowi za narzekanie, czy wybrzydzanie na towarzystwo. Na pytanie o plan odpowiedział.

- Nie dajmy się zwariować. Westerweldowi coś się wydaje bo już się starzeje. Nie będziemy z tego powodu robić więcej niż do tej pory. Wystarczy, że rozpaliliśmy dodatkowe ognisko. Jeśli coś wylezie z mroku zawsze możemy obrzucić to płonącymi żagwiami a potem ja dobędę swojego miecza i się z tym rozprawię. Poza tym co nas może spotkać na bezpiecznym terenie? - co powiedziawszy wzruszył ramionami.

- Pomysł ze spacerowaniem tam i nazad i trzymaniem się obozowiska dobry, ze zmianami też - co powiedziawszy odszedł do rozpalonego przez siebie ogniska by dorzucić do ognia.
 
Ulli jest offline  
Stary 03-05-2014, 21:27   #4
 
Python's Avatar
 
Ani Wojownik, ani Rekus nie ulegli paranoicznemu nastrojowi, jaki próbował zasiać Westerweld. Chłodny umysł Rekusa przyczynę dziwnego zachowania swego pracodawcy widział w jego wieku. Jak mawiano starość nie radość, a Westerweld już dawno miał zakreślił piąty krzyżyk na kalendarzu. Nie można było jednak zapominać, że nikt tak jak Albert Westerweld nie znał Pomroki i terenów wokół Thuleport. To dzięki niemu wszak ludzie w tej części świata zaczynali odzyskiwać nadzieję i wiarę, że Wielki Świt nadejdzie.

Teraz jednak gdy wokół panował mrok, a opary Pomroki niebezpiecznie się podnosiły nawet największy optymista i czciciel Alistar nie odważyłby się pleść o powrocie dawno utraconej chwalebnej przeszłości.

Rekus i Wojownik co jakiś czas okrążali obozowisko, aby sprawdzić, czy nic nie czai się w pobliżu i czy aby Pomroka nie podchodzi pod nich. Przez kilka godzin, tak jak twierdził Jon, nie działo się kompletnie nic.
W pewnym jednak momencie w powietrzu zaszła subtelna, ale wyczuwalna przez obu wojowników zmiana. Wiatr stał się, jakby mocniejszy i niósł ze sobą trudny do zidentyfikowania zapach. Był to delikatny i o dziwo miły aromat, który przywodził na myśl zapach damskich perfum.
Instynktownie obaj mężczyźni spięli mięśnie i bez słowa wyruszyli na kolejny patrol. Cały obóz spowity był w zielonej poświacie, którą dawała lampa sferyczna umieszczona na szczycie wieży. O dziwo mimo, że minęło już kilka ładnych godzin od kiedy Westerweld ją uruchomił, nadal było cicho. Z lampy nie wydobył się jeszcze ani jeden przeraźliwy dźwięk, ani jedno wycie, czy zawodzenie.
Fakt często mówiono, że "gwiazdy przewodniczki" są mniej kapryśne i rzadziej wydają okropne dźwięki, ale to było już wręcz nienormalne, aby przez tyle godzin nie usłyszeli, ani jednego upiornego jęku.

Mężczyźni obeszli obóz i spotkali się u stóp wieży. Spojrzeli po sobie, a ich zacięte miny mówiły jedno. Obaj czuli, że coś jest nie w porządku.
Lampa na szczycie wieży przygasła na chwilę. Dosłownie na mgnienie oka. To jednak wystarczyło, aby obaj mężczyźni zauważyli gdzieś na horyzoncie blask lampy sferycznej. Wycie jakie po chwili przyniósł do nich wiatr tylko potwierdziło ich obserwację. Wyglądało na to, że ktoś szedł w ich stronę.
Czy to jednak było możliwe, aby ktoś o tej porze zdecydował się na wędrówkę przez Pomrokę?
 
Python jest offline  
Stary 03-05-2014, 23:14   #5
 
Anonim's Avatar
 
Wojownik chciał iść i zobaczyć o co chodzi, ale właściwie za to mu nie płacili. Odejdzie, a ktoś poderżnie gardła dziatkom, które ma ochraniać. Z drugiej strony jakby oddalił się samodzielnie to pewnie coś złego go spotka, bo zazwyczaj coś złego spotyka żołnierzy, którzy nie maszerują razem z oddziałem.
- Obserwuj przybysza, a ja tym czasem dokładniej przyjrzę się innym stronom obozowiska. Może to tylko dywersja. - powiedział do Rekusa i poszedł kolejny raz okrążyć obóz. W przypadku czegokolwiek co będzie wyglądało na atak zaraz krzyknie, żeby obudzić wszystkich - okoliczność z podróżnikiem i tak była wystarczającym powodem, żeby budzić, ale miał nadzieję, że Rekus tego nie zrobi. Pewnie i tak lampa tamtego obudzi pozostałych.

Wojownik nie był specjalnie zdziwiony widokiem samotnego podróżnika. On sam też czasami tak przechadzał się, gdy jego kompani w ten czy inny sposób opuszczali ten świat i to życie.
 
Anonim jest offline  
Stary 04-05-2014, 12:38   #6
Konto usunięte
 
Ulli's Avatar
 
Mrok nocy, mimo nie zawsze dobrych doświadczeń jako ochrona karawan przez pomrokę, działał na niego uspokajająco. Przechadzał się powoli co jakiś czas szukając wzrokiem Wojownika. Nic nie wskazywało poza przeczuciami Westerwelda, że ta noc może być wyjątkowa. Jak się okazało do czasu.

Gdy przygasła lampa sferyczna na wieży i zobaczyli zbliżający się drugi konwój, już wiedział, że ta noc nie będzie całkiem normalna. Kto u diabła decyduje się na nocną wędrówkę przez pomrokę? Zaniepokojony szybko odpowiedział Wojownikowi.

- Nie spuszczę z nich oka. Ty zamiast obchodzić obozowisko może byś obudził szefa. Nawet jeżeli to zwykły konwój to na pewno będzie chciał zamienić z prowadzącym kilka słów na temat tej nocnej wyprawy.

Gdy wojownik odszedł, Rekus wpatrzył się w odległy blask lampy sferycznej. Na wszelki wypadek jeszcze raz poprawił miecz na plecach i sprawdził, czy lekko wychodzi z pochwy.
 
Ulli jest offline  
Stary 05-05-2014, 09:45   #7
 
Python's Avatar
 
Wojownik
Wojownik ruszył szybkim krokiem na obchód obozowiska. Jego wyczulone zmysły ostrzegały go przed zagrożeniem. Wiele razy wędrował przez Pomrokę i doskonale wiedział, że nawet tak zwane "bezpieczne miejsca", czy oazy nie dają całkowitej gwarancji spokoju.
Światło z wieży, jak i ogniska rozpraszały mrok wokół obozu, ale Wojownik nikogo, ani niczego nie dostrzegł. Wiatr który się wzmógł także nie niósł ze sobą żadnych niepokojących dźwięków.
Wszystko wyglądało niemal normalnie. Niemal, gdy wewnątrz mężczyzna czuł cały czas rosnące poczucie zagrożenia.
Gdy Wojownik zbliżał się do drugiego ogniska zauważył, że na skraju obozu, tuż za powozem stoi jakaś mała postać i wpatruje się w ciemność i Pomrokę rozciągającą się za obozem. Postać najwyraźniej nie była świadoma obecności Wojownika, gdyż trwała nadal w bez ruchu. Dzieliło ich zaledwie kilka metrów, ale Wojownik nie potrafił powiedzieć kim jest ta osoba. Jednak jego zmysły nieomal wykrzykiwały już ostrzeżenia.

Rekus
Rekus wpatrywał się w odległy, świetlisty punkt, który dostrzegli przed chwilą z Wojownikiem. Mężczyzna wiedział, że na szlaku zdarzają się bardzo różne rzeczy i czasami człowiek zostaje zmuszony do opuszczenia w miarę bezpiecznego miejsca i wyruszenia w ciemną noc poprzez Pomrokę.
Żółty blask lampy sferycznej zbliżał się ku nim. Zmysły Rekusa wyłapywały każdy dźwięk, ale poza upiornym wyciem lampy nie słyszał nic innego.
Wiatr się wzmógł. Był zimny i przenikliwy. Zimny dreszcz przebiegł po karku Rekusa. W tym momencie lampa na wieży ponownie przygasła. Trwało to nie dłużej niż mrugnięcie powieki. Gdy światło z wieży ponownie rozlało się po obozie, Rekus stracił z oczu zbliżającą się ku nim karawanę. Na domiar złego zauważył, że Pomroka zgęstniała. Na granicy światła i ciemności kłębiły się je zwaliste opary, które były wręcz namacalne. Rekus poczuł jak wilgoć oplata jego kostki. Spojrzał w dół i zauważył, że jak szare kłęby Pomroki oplatają jego stopy i powoli snują się w stronę obozu.

Włosy zjeżył mu się na karku ponowie, a cisza jaka panowała w obozie budziła instynktowny lęk. Wojownik najwyraźniej nie posłuchał go i nie obudził dowódcy. Nie wróżyło to nic dobrego.
 

Ostatnio edytowane przez Python : 05-05-2014 o 09:50.
Python jest offline  
Stary 05-05-2014, 21:12   #8
 
Anonim's Avatar
 
Wojownik zawahał się. To był wspaniały moment, żeby przeprowadzić skrytobójczy atak na demona w ludzkiej postaci. Z drugiej strony to prawdopodobnie było dziecko szefa wyprawy. Nie chciał się odwracać, żeby nie stracić nagle z oczu tego kogoś, ale równocześnie głupotą było chodzić do tyłu. Gotów, żeby krzyknąć ile sił w płucach "ATAKUJĄ!" stojąc w bezpiecznej odległości od tego małego powiedział do niego będąc przygotowanym do walki:
- Patrząc w Otchłań możesz sprawić, że ona spojrzy na ciebie. - nie bardzo wiedział co lepiej użyć. Czy lampę czy miecz. Jeśli dzieciak będzie latał lub robił inne cuda niewidy to użyje lampy. Jeśli po prostu do niego podbiegnie to użyje miecza. Tak czy inaczej jakikolwiek atak sprowokuje krzyk budzący wszystkich. W sumie Wojownik miał nadzieję, że skończy się na rozmowie. Nawet jeśli pokojowo to będzie rozstrzygane i to jest dziecko szefa wycieczki to nie pozwoli mu do siebie się zbliżyć na odległość wyciągniętego ramienia z ostrzem.
 
Anonim jest offline  
Stary 06-05-2014, 13:28   #9
Konto usunięte
 
Ulli's Avatar
 
Rekus wystraszył się nie na żarty. Nie dość że ktoś się do nich zbliżał to jeszcze pomroka zachowywała się nietypowo. Coś mówiło mu, że nie powinna podchodzić w światło lampy tymczasem oplatała mu już nogi na wysokości kostek. Wyciągnął ze zgrzytem miecz. "Czemu do diabła ten Wojownik nie budzi Westerwelda?" Liczył po cichu że "stary" będzie wiedział co to za anomalie. Niepokoiło go też to, że stracił z oczu zbliżającą się karawanę. Czyżby spotkało ich coś złego? A może to tylko iluzja stworzona przez pomrokę. Mimo lat spędzonych na konwojowaniu podróżnych przez pomrokę był daleki od stwierdzenia, że widział już wszystko. Fenomen pomroki był zbyt skomplikowany by jeden człowiek mógł go w całości ogarnąć. Jeśli jednak tak było to tym kimś na pewno był Westerweld.

Rekus cofnął się w głąb obozu tak by mgliste macki pomroki nie dotykały jego stóp. "Gdzie u diabła jest ten Wojownik?"- przeszło mu przez myśl. Rozejrzał się po obozie i zobaczył, że stoi przy jakiejś małej postaci odwróconej do niego tyłem. To na dobre wyprowadziło go z równowagi. wziął płonącą żagiew z ogniska do jednej ręki w miecz do drugiej i ruszył w kierunku postaci. Miał zamiar sprawdzić, kto też ich tak wystraszył.
 
Ulli jest offline  
Stary 06-05-2014, 13:53   #10
 
Python's Avatar
 
Dwaj rośli mężczyźni zbliżyli się do małej postaci stojącej na skraju obozu. Opary Pomroki otulały jej kolana i zaczynały wkraczać do obozu. Zdawało się, że światło lampy na wieży straciło moc.
- - Patrząc w Otchłań możesz sprawić, że ona spojrzy na ciebie. - rzekł filozoficznie Wojownik, ale mała postać nie zareagowała w żaden sposób na te słowa.
Wszyscy w obozie spali. Nawet czujny i bardzo ostrożny Westerweld chrapał w najlepsze. Otulony w gruby pled, spał opary głową o duży okrągły kamień.

Blask żagwi niesionej przez Rekusa, rozjaśnił ciemność panująca za powozem. Nawet opary Pomroki, jakby się cofnęły. Dopiero ciepłe światło ognia sprawiło, że mała postać odwróciła się. To był Markus, dziesięcioletni syn Klingenborga. Jego blond czupryna powiewała na wietrze niczym wojskowa chorągiew. Miał załzawione oczy w których odbijał się blask trzymanej przez Rekusa żagwi.
- Przepraszam - wyszeptał chłopak - Ja.. ja.. ja chciałem tylko zobaczyć, nic więcej. Proszę panowie nie mówcie papie. Proszę.

Gdy tylko chłopak zaczął mówić Rekus cofnął się omal nie potykając się o własne nogi. Wojownik spojrzał na niego podejrzliwie i w falującym na wietrze blasku ognia, ujrzał białą jak otynkowana ściana twarz weterana. Jego źrenice były rozszerzone, a oddech przyspieszony. Coś straszliwie przeraziło Rekusa. Pytanie tylko co?
 
Python jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:55.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172