Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 23-06-2014, 17:26   #1
 
Python's Avatar
 
Reputacja: 133 Python wkrótce będzie znanyPython wkrótce będzie znanyPython wkrótce będzie znanyPython wkrótce będzie znanyPython wkrótce będzie znanyPython wkrótce będzie znanyPython wkrótce będzie znanyPython wkrótce będzie znanyPython wkrótce będzie znanyPython wkrótce będzie znanyPython wkrótce będzie znany
Dark Fantasy - Pomroka - Poszukiwania w ciemności

Thuleport, najpotężniejsze miasto na południu, nieoficjalna stolica tego ragiony. Miasto kupiecki, które z każdy rokiem zyskuje na sile i wielkości. Wielu upatruje w nim promyk nadziei na powrót dawnej sławy ludzi i ich królestw. Thuleport to miasto żywioł, zbiorowisko wszystkich ras i typów ludzi. Miasto, które ma niejedno oblicze i niejeden sekret. Miasto w którym życie wracało powoli do normalnego rytmu i rutyny. Na ulicach można było jeszcze odnaleźć reszty walających się po ulicach świątecznych lampionów i chorągiewek. Radość i optymizm jakim tryskali ludzie znikał pod naporem codziennych trosk.

W jednym ze składów Ingmara Thoruma zebrała się spora grupa najemników, przewodników przez Pomrokę oraz wszystkich tych, których zbawiło ogłoszenie rozlepione na słupach i wykrzykiwane na rogach ulic.
Zaginął Albert Westerweld, legendarny przewodnik i wynalazca. Thorum, słynny kupiec bławatny organizował wyprawę, której zadaniem było odnalezienie Westerwelda.

W dużym pomieszczeniu w ktorym na co dzień Thorum przyjmował towary stało kilkadziesiąt osób. Już na pierwszy rzut oka widać było, że nie wszyscy są zainteresowani udziałem w wyprawie i interesuje ich tylko sama odprawa i plotki jakie tutaj mogą posłyszeć.
Wszyscy zebrali się wokół niewielkiego podestu na którym stał Thorum, jeden z kamiennych ludzi oraz dwóch znanych w mieście przewodników Kalikst Unterhagen oraz Eliasz Frick.
- Witam wszystkich - rozpoczął Thorum - cieszę się, że tak licznie przybyliście na wezwanie. Od razu jednak muszę zaznaczyć, że nie wszyscy będą mogli wziąć udział w wyprawie. Co prawda, oczywistym zdać by się mogło, że im nas więcej, tym większa szansa na odnalezienie Westerwelda. Jednak za namową obecnego tutaj, pana Unterhagena wolę postawić na jakość, a nie na ilość. Dlatego też do wyprawy zakwalifikowane zostaną tylko osoby z odpowiednią wiedzą oraz doświadczeniem. Weryfikację będzie prowadził pan Frick. Wszyscy, którzy chcieliby wziąć udział w poszukiwaniach proszeni są o rozmowę z panem Frickiem.

Po niecałej godzinie w pomieszczeniu zostało tylko dziesięć osób. Thorum pokiwał z uznaniem głową, jakby gratulował wszystkim przejścia testu, po czym rzekł:
- W takim więc gronie wyruszymy. Czeka nas zadanie trudno i wielu zapewne uznałoby je za niewykonalne. Ja jednak wierzę, że Westerweld żyje. Zbyt wiele razy słyszałem jego opowieści o tym, co przeżył i jak wiele kosztowało go wytyczanie nowych szlaków. Nie ma możliwości, aby zginął przez jedną przypadkową anomalię. Być może mu się coś stało, co zatrzymało go w ciemności. Dlatego bądźcie gotowi na to, że wejdziemy w Pomrokę. Aby odszukać Westerwelda nie będziemy mogli unikać ciemności, wręcz przeciwnie. Wszystkie pojawiające się na bezpiecznym do tej pory szlaku do Swinkaport, anomalie są miejscami dla nas interesującymi, gdzie potencjalnie może przebywać Westerweld.
Kupiec zrobił przerwę i popatrzył po wszystkich zatrzymując się na każdej postaci parę chwil.
- Na przywódcę wyprawy proponuję Kaliksta Unterhagena. To bardzo doświadczony przewodnik i bliski znajomy Westerwelda. Teraz kilka słow od niego.
- Będzie krótko, bo nie lubię po próżnicy gadać. Frick stwierdził, że się nadajecie. Ufam mu, więc wierzę, że będziecie użyteczni na wyprawie. Westerweld to mój kumpel, choć od kilku lat jesteśmy dla siebie konkurencjom. W tym zawodzie obowiązuje jednak lojalność. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Frick też by z nami poszedł, ale jego żona będzie lada moment rodzić, więc musi przy niej być.
Pan Thorum powierza mi dowództwo, ale jeżeli ktoś uważa, że się sprawdzi na tym stanowisku lepiej niech wystąpi i powie o tym. Ja tam do władzy się nie pcham, ale jak już dowodzę to chcę całkowitego posłuszeństwa i oddania. Żadnych wątpliwości, czy marudzenia. To co mówię na wyprawie ma być dla was świętością. Od wypełniania rozkazów będzie zależeć nasze życie, gdy wejdziemy już w ciemność. Wyruszamy jutro o świcie. Przygotujcie swój sprzęt, każdy dba o to, co mu jest w Pomroce potrzebne. Wspólny sprzęt taki jak racje, wodę alkohol zapewni pan Thorum. Nie bierzemy żadnych powozów. Jedynie konie i osły do transportu większych bagaży. Jeżeli nie ma pytań, to spotykamy się jutro na placu przy wschodniej bramie.
 
__________________
Pies po kastracji nie staje się suką.
"To mój holocaust - program zagłady bogów"
"Odważni nigdy nie giną, mając tylko wiarę i butelki z benzyną" Konstruktor
Python jest offline  
Stary 23-06-2014, 18:48   #2
 
Saverock's Avatar
 
Reputacja: 194 Saverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie coś
Sav nie miał żadnych obaw co do przyłączenia się z Wojownikiem i Leikani do wyprawy. Rozmowa z Frickiem była tylko formalnością. Wraz z innymi "szczęśliwcami" pozostał w pomieszczeniu. Stał obok Wojownika i Leikani z tego względu, że ich znał.

Nie wyróżniał się zbytnio. Ot czarne spodnie, płaszcz z kapturem. Pod nim biała koszula. Dłonie skrywał pod skórzanymi rękawicami, a na szyi miał zawiązaną czarną chustkę. Ci, którzy mieli, doskonale wiedzieli, dlaczego krył dłonie i szyję. Za to inni... Cóż go to teraz obchodziło? Jedyną bronią, którą można było dostrzec przy nim, był zwyczajny krótki miecz przy pasie. Był szczupłym, wysokim mężczyzną. Jego kruczoczarne włosy sięgały do żuchwy. Oczy miały kolor zielony. Twarz jego pokrywał lekki zarost, a szpeciła ją, bądź zdobiła, blizna przechodząca przez oko i cały prawy policzek.

Pierwszym, co zrobił, było przyjrzenie się każdemu po kolei. Warto było wiedzieć z kim będzie trzeba podróżować. Szczególnie, gdy nie była to zwyczajna wyprawa. Jego uwagę przyciągnął osobnik stojący obok organizatora wyprawy. Pierwszy raz było mu dane zobaczyć przedstawiciela tego ludu. W innej sytuacji mogłaby to być dobra okazja na zdobycie jakichś ciekawych informacji na temat kamiennych ludzi. Jednak nie tym razem.

Nevard wysłuchał, co ma do powiedzenia organizator oraz mianowany przez niego szef wyprawy. Właśnie nadeszła chwila, gdy trzeba było podjąć decyzję, która mogła mieć wpływ na całą wyprawę.
- Prawdopodobnie większość zginie - powiedział to na tyle cicho, by mogły go usłyszeć tylko dwie osoby, z którymi przyszedł. - Nie wiedzą, co ich tam czeka. Jeśli ich nie ostrzeżemy, popełnią nasze błędy, wtedy równie dobrze moglibyśmy wyruszyć sami - zawahał się, by po chwili kontynuować. - Powinniśmy ich ostrzec. Powiedzieć, że Westerweld się od nas odłączył, a pozostali zginęli, gdy pojawił się cyklon. My wtedy byliśmy na zwiadzie i dlatego przeżyliśmy - powiedział bajeczkę, którą wymyślił na szybko, a która miała ich uchronić przed wyjawianiem całej prawdy, gdyby przyznali się, że należeli do zaginionej grupy.

Nie miał zamiaru podejmować takiej decyzji sam. To było zbyt ważne, by decydowała jedna osoba. Wszystko zależało od tego, czy Wojownik będzie chciał się zdradzić, czy wolał pozostać w ukryciu. Sav uszanuje każdą decyzję i zadziała w zależności od nich. Gdy Wojownik będzie chciał pozostać w cieniu, zrobi to samo, w przeciwnym razie pójdzie z nim przedstawić prawdę... A raczej jej część.
 
__________________
Cóż może zmienić naturę człowieka?
Saverock jest offline  
Stary 23-06-2014, 19:52   #3
 
czajos's Avatar
 
Reputacja: 600 czajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemuczajos to imię znane każdemu
Ramirez Wos był najemnikiem z krwi i kości więc na rekrutacje do wyprawy Ingmara Thoruma sprowadziła go oczywiście obietnica sowitej zapłaty. "Okno" kampania najemnicza której znak wyszyty był na ramieniu jego koszuli i do której należał miała ostatnio przestój w interesie, a skromne finanse najemnego łucznika nie mogły sobie na to pozwolić. Życie po zajazdach nie należało do najtańszych, co prawda mógł w każdej chwili liczyć na dach nad głową w którejś z siedzib Okna ale noce spędzone we spólnej sali i kasza na każdy posiłek dnia nie podchodziły mu do gustu.

Pod magazynem Thoruma zgromadził się nie lada tłum ale Wos był spokojny o swoje miejsce w kompani, większość zgromadzonych pojawiła się tu zapewne po prostu by wysłuchać przemowy kupca, a nawet ci którzy przybyli tu z nadzieją na zarobek , no może prócz kilku, zdawało się nigdy nie spędzić dłużej niż jednej nocy za murami miasta.

Zgodnie z jego przypuszczeniami gładko przeszedł przez selekcje, a list polecający od jego dowódcy który wręczył Frickowi na pewno w tej materii nie zaszkodził. Był on ostatnim ze sprawdzanych, nie miał ochoty pchać się w dziki gąszcz ludu który napierał na Fricka zaraz po tym jak Thorum skończył przemawiać. Nareszcie mógł zobaczyć z kim przyjdzie mu spędzić kilka kolejnych tygodni na szlaku, a oni mieli szansę przypatrzeć się jemu.

Ramirez był barczystym mężem średniego wzrostu, odziany w ciemną nabitą stalowymi ćwiekami zbroje wydawał się całkowicie przeciętnym przedstawicielem ludzkiej rasy, ciemne włosy, krótki zadbany zarost, typowe dla tego regionu ostre rysy twarzy. Jedynie jasno pomarańczowe tęczówki jego oczy mogły zdradzać jakieś dziwne pochodzenie.

Ze spokojem czekał teraz na to co ma do powiedzenia dziesiątce wybranych Kalikst Unterhagen. Gdy skończył on swój wywód jego wzrok podążył na resztę towarzyszy, wypadało by się trochę poznać przed wyprawą, a flaszka lub dwie dobrej śliwowicy z pewnością do jutra uleci z ich ciał.
 
czajos jest offline  
Stary 23-06-2014, 20:13   #4
 
kretoland's Avatar
 
Reputacja: 20 kretoland jest na bardzo dobrej drodzekretoland jest na bardzo dobrej drodzekretoland jest na bardzo dobrej drodzekretoland jest na bardzo dobrej drodzekretoland jest na bardzo dobrej drodzekretoland jest na bardzo dobrej drodzekretoland jest na bardzo dobrej drodzekretoland jest na bardzo dobrej drodzekretoland jest na bardzo dobrej drodzekretoland jest na bardzo dobrej drodze
Fastbergavettbrinnandehjärta nie przepadał za takimi zgromadzeniami. Jednak bardziej nie lubił, gdy Ingmar Thorum zostawiał go samego, podczas pobytu na terenach przekształconych przez inne rasy myślące. Jedyne co mu pozostało to czekanie, aż to wszystko się skończy.

Mało kto widział wcześniej obsydianina. A ze względu na brak jakiejkolwiek aktywności, najpewniej większość zebranych uznała, że stojąca za plecami Ingmar Thorum, sterta kamieni z widocznymi jakby rękami, nogami oraz zarysami twarzy, to jakiś pomnik. Wymysł bogatego kupca. W końcu im można inwestować w dziwactwa. Stać ich.
 
kretoland jest offline  
Stary 23-06-2014, 22:30   #5
 
Anonim's Avatar
 
Reputacja: 2417 Anonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputację
- Pierdol to. - odpowiedział lakonicznie Wojownik na rozterki Sava - Znamy się nie od dziś i, o ile nie zrobisz czegoś głupiego, w potrzebię cię nie zostawię, ale proponuję jednak zminimalizować kontakt między nami. Tak pozyskamy więcej znajomych. Nie chcę, żeby powtórzyła się draka jak z dzieciakami Klingenborga, więc co dwie pary oczu to nie jedna.

Później Wojownik już z nikim nie gadał. Jaki był taki był. Był człowiekiem czynu, a nie słowa. Fajnie, że tym razem ekipa była bardziej nastawiona na walkę. Miał już dość przeklętych dzieciaków i ich wścibskiego psa. Prawdopodobnie później zagada do Fastbergavettbrinnandehjärta.
 
Anonim jest offline  
Stary 23-06-2014, 22:41   #6
 
Asderuki's Avatar
 
Reputacja: 17053 Asderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputację
Aziza szła ulicami miasta zdeterminowana i pełna nadziei. Jej zapał odrobinę osłabł gdy dotarcie na miejsce zaczynało się przedłużać. Droga wcale nie była krótka. Tłum ludzi jaki przywitał przywitał kobietę nie dodał otuchy.

Fikuśna, skąpa sukienka szeleściła gdy kobieta zaczęła się przepychać. W końcu poirytowana pchnęła kogoś mocniej, a ten poleciał na kogoś innego. Groźne spojrzenie jakoś tak odwiodło mężczyznę od odgryzania się. Ciemne brązowe oczy wybijały się z upudrowanej na biało twarzy. Niebieski cień okraszał je tworząc wyjątkowo makabryczny efekt. Kobieta odgarnęła blond włosy z twarzy po czym jakoby sobie o czymś przypominając ściągnęła kudłatą perukę i zamaszyście wyrzuciła za drzwi ze skrzywieniem na twarzy. Zaraz potem zaczęła trzeć twarz starając się pozbyć makijażu. Efekt był iście okropny.

Aziza była kobietą o wysportowanej posturze. Ciemna skóra i charakterystyczne rysy twarzy zdradzały, że jej korzenie sięgały kontynentu afrykańskiego. Jej wzrost był "bezpieczny". Nie była niska i jednocześnie nie na tyle wysoka aby patrzeć na mężczyzn z góry. Krótkie, kręcone czarne włosy zdobiły głowę pozbawianej karykatury włosów. Została jednak fikuśna sukienka opinająca się w wielu miejscach. Tej pozbywać się kobieta nie chciała. W jednej ręce trzymała tobołek a w drugiej dzierżyła miotłę. Coś widocznie musiało zaintrygować Frick'a w jej osobie gdyż została pośród wybranych. Każdy znał jej głos, gdyż podczas rozmowy mówiła raczej donośnie. Tylko w jednym momencie coś szepnęła do przepytującego.

- Nie mam tyle pieniędzy aby kupić sobie sprzęt. To wszystko co mam - kobieta podniosła tobołek do góry. Ciągle miała ściągnięte brwi.

- Trochę pieniądzem sypnąć można skoro się nadaje?
 
Asderuki jest offline  
Stary 24-06-2014, 00:28   #7
 
Jaracz's Avatar
 
Reputacja: 5045 Jaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputację
Vigo cierpliwie czekał w kolejce z opuszczoną głową i dłońmi schowanymi w rękawach togi kapłańskiej narzuconej na podróżne ubranie. Jego usta bezgłośnie się poruszały wraz z kolejnymi słowami modlitwy, którą odmawiał dla zabicia czasu. Tym razem swe myśli skierował do tych kilku żebraków, których spotkał w drodze do magazynu. Modlił się o ich dusze oraz o to, aby znaleźli siły by stać się podporą, nie ciężarem dla społeczeństwa. Zbyt wielu kończyło martwych w rynsztoku. Zbyt wielu pogrążało się w mroku poświęcając zdobyte monety dla zaspokojenia przyziemnych żądz i nałogów.

Nawet nie zauważył gdy nadeszła jego kolej na rozmowę. Usiadł przed Frickiem i zsunął kaptur ukazując oblicze mężczyzny, który nie ukończył jeszcze trzydziestu wiosen. Spojrzenie niebieskich oczu było jednak twarde i nie pasujące do kogoś kto miałby prowadzić z mównicy wspólne modlitwy i śpiewać psalmy. Przewodnik musiał to dostrzec, a może to słowa które usłyszał wystarczyły by go upewnić, że to właśnie Vigo ma dołączyć do ekspedycji. Z pewnością do podjęcia decyzji skłoniła też żylasta postura kapłana świadcząca o tym, że nie padnie z wycieńczenia po kilku przebytych kilometrach oraz paskudnie wyglądający, pobrzękujący łańcuchem korbacz zawieszony u pasa.

Przyciszona rozmowa trwała zaledwie minutę, po której kapłan wstał i odsunął się na bok, by zwolnić miejsce innym kandydatom. Zajął miejsce pod jedną ze ścian i spokojnie czekał aż eliminator skończy swoje zadanie. Wtedy też głos zabrał Thorum, a Vigo słuchał z zainteresowaniem. Zwłaszcza, gdy wspomniana została pogoń za ciemnością i anomaliami. Uśmiechnął się dziękując w duchu Alistar za tak jasny i czytelny znak oraz okazję do spełnienia swej posługi i świętej powinności.

Póki co nie zabierał głosu. Nie miał pytań. Najważniejszy dobytek miał przy sobie upchany w podróżnym plecaku. Nauczony żyć skromnie, nie potrzebował wiele i wierzył że racje które rzekomo miał zapewnić kupiec, z powodzeniem mu wystarczą. Był natomiast świadom, że będzie musiał jeszcze poprosić swych braci w posłudze, o uzupełnienie medykamentów, które niemal skończyły się po ostatniej wyprawie.
 

Ostatnio edytowane przez Jaracz : 24-06-2014 o 00:30.
Jaracz jest offline  
Stary 24-06-2014, 14:40   #8
 
Ehran's Avatar
 
Reputacja: 14174 Ehran ma wspaniałą reputacjęEhran ma wspaniałą reputacjęEhran ma wspaniałą reputacjęEhran ma wspaniałą reputacjęEhran ma wspaniałą reputacjęEhran ma wspaniałą reputacjęEhran ma wspaniałą reputacjęEhran ma wspaniałą reputacjęEhran ma wspaniałą reputacjęEhran ma wspaniałą reputacjęEhran ma wspaniałą reputację
Oczy Agarwaethor 'a przebijały czujnie otaczający go mrok. Gdzieś w oddali, na granicy jego spojrzenia coś się poruszało. Agarwaethor słyszał drapiące o kamienie pazury. Lecz demony trzymały się z dala od jadącego na rosłym rumaku, opancerzonego w dziwną zbroję i uzbrojonego w paskudnie wyglądającą halabardę jeźdźca.
Kopyta konia otulone szmatami jedynie głucho dudniły na udeptanej ziemi.
Elf zatrzymał swego wierzchowca. Zeskoczył i podbiegł dalej pochylony. Ostatnie metry przebył czołgając się. Z górującej nieco nad otoczeniem skały spoglądał w dół, na małe obozowisko podążających przez mroczną mgłę wędrowców.
To właśnie ich tropił przez ostatnie dwa dni. Podróżnicy zatrzymali się w starej opuszczonej chatce. Na zewnątrz paliło się ognisko, kilka koni nerwowo gryzło Wędzidła i grzebało kopytami w ziemi. Nie było widać straży. Czyżby czuli się tak pewnie, że nie wystawili nikogo na wartę?
Agarwaethor podszedł bliżej, skradając się cicho. Sprawdził stojący obok chatki wielki, kryty wóz. Nigdzie nie było jego zleceniodawcy ani jego rodziny. Elf spodziewał się znaleźć ich związanych w wozie, względnie z poderżniętym gardłem gdzieś w pobliżu, lecz nikogo tu nie było.
Ruszył więc dalej, cicho, nasłuchując i rozglądając się czujnie dookoła. Coś poruszało się w mroku, otaczającym obozowisko. Znów słyszał drapanie pazurów o kamień. Lecz i tym razem to coś nie zbliżało się.
Agarwaethor dotarł już do ściany chatki. Nasłuchiwał. Lecz ze środka dochodziło jedynie dziwne Chrobotanie. Elf wyprostował się obok drzwi, w rękach ściskał swoją halabardę, o paskudnym ostrzu i o stylisku obitym grubą blachom. W górnej i dolnej części halabardy z drzewca wyrastały liczne małe kolce.
Elf kopnął z całej siły drzwi, wyłamując rygiel. Na ziemię posypały się drzazgi.
Zwinnym susem Agarwaethor wskoczył do środka, równocześnie oddalając się od światła drzwi, zatapiając się w panującym w środku mroku. Zatoczył swą bronią skomplikowane koło i zamarł na chwilę.
Coś lepkiego kleiło mu się do butów. A w środku roznosił się słodki zapach śmierci.

Wnętrze chatki zostało zmienione w rzeźnię. Ci, których ścigał, zwisali, wspólnie z tymi, których pragnął ocalić, do góry nogami z grubych lin przymocowanych do sufitu.
Wielu było pozbawionych ubrań i skóry. Inni nie mieli kończyn, a trzech nie miało głowy.
Trzy brakujące głowy stały na stole pod ścianą z odciętymi wierzchami, tak aby odsłonić mózgi. Rozpoznał Alicję, córkę kupca, którego eskortował. Rozpoznał też Dwina, przewodnika dowodzącego eskortą karawany. Trzeciej głowy nie rozpoznał. To musiał być jeden z bandytów, którzy napadli ich podczas drugiej nocy. Jak by mało było pomroki i demonów... cóż... W sumie to się im nie dziwił. Łatwo było napadać na karawany. Ich zniknięcie prawie zawsze przypisywano działaniu pomroki. No i gdy doszło co do czego, rzadko kogoś ścigano wgłąb pomroki. W gorszych czasach... cóż... on również nie miał skrupułów.
Jeden z mózgów był przez coś wyraźnie obgryziony...Alicja wpatrywała się w Agarwaethor 'a szklistym oskarżającym spojrzeniem. Jakby chciała powiedzieć, to twoja wina.
Agarwaethor nagle zaczął mieć kłopoty z oddychaniem i zapragnął natychmiast rzucić się do ucieczki. Jedynie z trudem zdusił okrzyk obrzydzenia i paniki i zmusił się do spokojnego oddechu.
Podczas gdy tak patrzył, coś siadło na jednym z wiszących z sufitu ciał. Wyglądało to jak ogromna, rdzawa larwa muchy. I żywiło się mięsem. Powoli wgryzało się w ciało nagiej kobiety. Elf z chorą fascynacją przyglądał się jak larwa przerywszy się przez miękki brzuch, wślizguje się do środka. Czekał, aż końcówka ohydnego stwora zniknęła w ranie, z której to natychmiast pociekł śluz, żółć i krew.

Agarwaethor zdał sobie sprawę, że nie jest sam. Poczuł czyjąś obecność, zanim to zobaczył. Uczucie byciem obserwowanym powróciło. Zrobił znak, mający odpędzić zło.
Zaczął się cofać z powrotem przez drzwi. Zaczął się obracać.

Coś zamazanego wyskoczyło zza stojących pod ścianą skrzyń. w jednym niemożliwym skoku zmierzając do swej ofiary. Agarwaethor wyprowadził cios swoją halabardą, równocześnie odskakując na bok. Trafił to coś, rozcinając je prawie w pół. Z mokrym mlaśnięciem stwór upadł na ziemię. Ale nadal żył. Nadal łaknął elfiej krwi.
Klatka piersiowa bestii unosiła się, gdy płuca nabierały powietrze. Powierzchnie pomarańczowego mięsa z prześwitującymi mięśniami były pozbawione skóry. Głowa była ozdobiona parą wielkich kłów wystających z górnej szczęki. Czarne ślepia pałały rządzą mordu.
Ciągnąc się na przednich łapach, wlekąc częściowo odrąbany tył oraz drżące spazmatycznie tylne kończyny za sobą, stwór zbliżał się powoli. Agarwaethor zrobił krok na przód, opuścił halabardę i wbił ją w czaszkę stwora, na chwilę przyszpilając go do mokrej od posoki podłogi. Elf obrócił ostrze i wyszarpnął broń. Z lękiem dał krok do tyłu, przestępując przez próg. W środku chatki znów coś się poruszyło. Coś przemknęło w cieniu pod ścianą. Elf szybko nakreślił ochronny znak drugim końcem halabardy na samym progu. W nadziei, iż ten zatrzyma demony choćby na chwilę.
Cofał się dalej, szybko, lecz ostrożnie. Agarwaethor zagwizdał. Natychmiast doszedł go stłumiony tętent kopyt. Gdy jego rumak był już blisko, elf rzucił się do biegu, by jak najprędzej spotkać się z swym rumakiem.

***


Agarwaethor przebudził się rankiem. wredne promienie słońca świeciły mu prosto w twarz, wpadając przez przybrudzone szybki. Dookoła niego kłębiła się poplątana pościel. A w głowie mu dudniło. Za dużo wina... albo za mało. W komnacie roznosił się słodki zapach damskich perfum i spoconych ciał. Agarwaethor zmrużył oczy, chroniąc je przed natrętnym blaskiem słońca i ujrzał śpiącą obok niego niewiastę. Dziewczyna była naga, odwrócona do niego plecami. Widział jedynie burzę blond włosów, smukłe ramiona, białe plecy, przechodzące wdzięcznym łukiem w ponętny tyłeczek. Niestety, nie widział nóg, gdyż te znikały pod pościelą.
Elf wyciągnął rękę i pogłaskał dziewczynę po małej główce. Nie pamiętał jak miała na imię. Z trudem przypominał sobie jej twarz. Przez chwilę zastanawiał się czy by jej nie obrócić i jeszcze raz spojrzeć w jej twarz. Po namyśle zrezygnował jednak. Lepiej, jak zapamięta ją tak. Teraz była idealna, niewinna i śliczna. Po co to psuć.

Gdy Agarwaethor schodził ciężkim krokiem po schodach, pani domu, a raczej przybytku rzuciła mu niecierpliwe spojrzenie. - Już chciałam ci policzyć dodatkowy dzień. - oznajmiła chytrze. Elf jedynie wzruszył ramionami w rezygnacji i tak nie miał już pieniędzy. To co udało mu się odzyskać z dobytku kupca, a czego nie oddał jego spadkobiercą, cóż... już przehulał. Czas więc było wziąć się znów do roboty.
Wychodząc na głośną i zatłoczoną ulicę wpadł na grupkę chłopaczków, głośno rozprawiających o jakiejś wyprawie ratunkowej. Agarwaethor wyrwał jednemu z nich pismo, jakie ten zerwał ze słupa. Szybko przeleciał spojrzeniem po pergaminie, zatrzymując się dłużej na obiecywanej nagrodzie. Cóż za szczęśliwy traf, pomyślał.

***

Frick z porządku nie bardzo chciał dopuścić elfa. Jednak gdy z nim chwilę porozmawiał doszedł do wniosku, że może jednak się do czegoś przyda.
Teraz Agarwaethor stał z resztą i czekał. Elf opierał się na stylisku swej halabardy. Ostrze topora było pokryte dziwnymi runami. Drzewce obite blachą, z której w dolnej i górnej części wystawały liczne małe kolce. Halabarda u dołu była zakończona kwadratową przeciwwagą z której wystawał długi ostry szpikulec. W miejscach, gdzie zwykle elf trzymał broń, drzewce było ciasno owinięte rzemieniem, dla pewniejszego chwytu.
Agarwaethor był wysoki na dobre 7 stóp i dość szeroki w barach. Miał lekko skośne fioletowe oczy, wystające kości policzkowe i klasyczny profil, niczym marmurowa rzeźba. Skóra elfa była ciemnoniebieska, niemalże atramentowa. jasnozielone długie do ramion włosy. Lewą stronę głowy wygolił, a łysinę zdobiły liczne rytualne blizny.
W nosie elf miał kolczyk zrobiony z kości demona, jak głosiły plotki. Ciężki napierśnik zdobił jego tors. Miał także nagolenniki i metalowe ochraniacze na przedramienia. Każdy element pancerza wyposażony był w liczne ostrza i zadziory. Agarwaethor podobno żartował , iż demon, co go pożre, nabawi się niestrawności.
Znad ramienia elfa groźnie spoglądała rękojeść półtora-ręcznego miecza, przewieszonego przez plecy. u pasa wisiały liczne sakiewki i fetysze lub talizmany. Dodatkowo elf miał jeszcze liczne toporki do rzucania przy sobie.

Gdy przywódcą wyprawy mianowany został Unterhagen, elf jedynie wzruszył ramionami. Nie mówiąc nic. Nie płacili mu tu za dowodzenie, w sumie za mówienie też nie. więc milczał. Poza tym, to była niewdzięczna robota, której elf nie chciał.

Uśmiech na twarzy elfa pojawił się, dopiero gdy przybyła Aziza. - A czego ci trzeba? - zapytał z rozbawieniem, ale bez szyderstwa.
 
Ehran jest offline  
Stary 24-06-2014, 17:47   #9
 
Python's Avatar
 
Reputacja: 133 Python wkrótce będzie znanyPython wkrótce będzie znanyPython wkrótce będzie znanyPython wkrótce będzie znanyPython wkrótce będzie znanyPython wkrótce będzie znanyPython wkrótce będzie znanyPython wkrótce będzie znanyPython wkrótce będzie znanyPython wkrótce będzie znanyPython wkrótce będzie znany
Cytat:
Post Saverocka
Gdy Sav otrzymał odpowiedź od Wojownika, mógł spokojnie zdecydować, co dalej. Gdyby nie znał nikogo z tej grupy, prawdopodobnie miałby wszystko gdzieś i sprzeciwiłby się dopiero wtedy, gdy rozkazy przywódcy mogłyby zagrozić jego życiu. Niestety sytuacja nie była taka prosta.
- Zrobiłem już wiele głupstw. Następnym razem mnie powstrzymajcie - powiedział cicho do przewodnika i Leikani, uśmiechając się pod nosem.

Wyszedł przed wszystkich, kierując się do organizatora wyprawy i tych, którzy stali obok niego.
- Nie wiem wiele, ale nadal więcej niż wy wszyscy - zaczął i poczekał, aż wszyscy zwrócą na niego uwagę. - Należałem do grupy, która zaginęła. Po pierwszym postoju Westerweld się od nas odłączył. A w drodze do drugiej oazy zatrzymała nas anomalia. Przewodnicy zdecydowali, że przeczekamy noc i ruszymy dalej. Przypłacili to życiem. Chyba, że ktoś zna przypadek przebywanie w oku czarnego cyklonu i przeżycia? - zrobił krótką przerwę, chociaż nie oczekiwał odpowiedzi. - Byłem niesfornym klientem, który chciał przyjrzeć się powstrzymującej nas anomalii. Dzięki temu żyję. Nic nie znalazłem, ale gdy wracałem do obozu, zobaczyłem w jego miejscu czarny cyklon. Po chwili z obozu pozostał tylko przewalony powóz. Inni zginęli albo spotkało ich coś jeszcze gorszego. Po wszystkim nie pozostało mi nic innego, jak wrócić tutaj - nie zdradzał wszystkiego, póki nie było to konieczne. Teraz pozostało mu czekać na reakcję innych. Najbardziej interesowało go, co zrobią organizatorzy wyprawy.
Przemowa Nevarda sprawiła, że Thorum i Unterhagen wymienili znaczące spojrzenia. Cisza jaka zapadła wyraźnie pokazywała, że słowa mężczyzny zrobiły na nich wrażenie. Obaj analizowali to, co usłyszeli. Pierwszy przemówił sławny przewodnik:
- To ciekawe, co mówisz - mężczyzna podrapał się po brodzie i przeszył Nevarda surowym spojrzeniem. Sav wiedział, że tym co powiedział wzbudził nieufność przewodnika.
- Niesforny pasażer powiadasz - Unterhagen pokiwał głową i nie odrywał wzroku od Nevarda - Zdajesz sobie sprawę, że….
Przewodnik nie zdążył dokończyć, gdyż organizator wyprawy wszedł mu w zdanie.
- Panie Kalikście - rzekł ostrym tonem - Wydaje mi się, że ta informacja wymaga omówienie w mniejszym gronie.
Spojrzenia obu mężczyzn spotkały się i przewodnik chciał coś powiedzieć, ale ugryzł się jednak w język i kiwnął tylko na zgodę głową.
- Zapraszam panie do mojego gabinetu - Thorum zrobił gest dłonią wskazując drzwi znajdujące się na lewej ścianie - A reszta z państwa jest wolna. Przypominam, że spotykamy się o świcie przy wschodniej bramie. Proszę się nie spóźnić.

Plac przy wschodniej bramie
Świt tego ranka był nader pogodny. Jasne promienie słońca rozświetlały ulice Thuleport i sprawiały, że na chwilę można było zapomnieć o ciemności czającej się poza murami miasta.
Śpiew ptaków mieszał się z gwarem handlarzy rozstawiających swoje stragany. Plac przy wschodniej bramie nosił dumne miano, placu Ulryka Roztropnego, jednego z wielkich proroków Alistar. Jego pomnik znajdował się na środku placu. Przedstawiał on wysokiego mężczyznę z długa siwa brodą, który miał ręce wzniesione ku niebu. Jak głosiła legenda pomnik przedstawiał moment, gdy Ulryk Roztropny modlił się w intencji chorych, których dotknęła zaraza. Ponoć jego płomienna modlitwa, połączona z kazaniem trwała nieprzerwanie cztery dni. Bogini wysłuchała gorliwej modlitwy proroka oraz tych, którzy licznie się do niego przyłączyli i zaraz ustąpiła.
Pomnik otoczony był klombem pełnym kolorowych kwiatów. To właśnie obok niego zebrała się grupa szykująca się do wyprawy.
Tuż przy pomniku stała niewielka bryczka zaprzęgnięta w dwa muskularne perszerony siwej maści. Siedział w niej Thorum, a lejce trzymał kamienny olbrzym,. Widok był na tyle niecodzienny, że wokół bryczki zebrała się spora grupa zaciekawiony dzieci.
Fastbergavettbrinnandehjärta musiał cierpliwie znosić ich zaczepki i natarczywe pytania.
Bryczka oprócz tego załadowana była kilkoma workami i dwoma niewielkimi skrzyniami. Reszta sprzętu, jaki zabrał ze sobą Thorum znajdowała się na czterech mułach. Wśród sprzętu znajdowały się między innymi zapasy oliwy, bardzo wydajne brykiety, dwa namioty oraz cztery magiczne lampy Westerwelda. Niezbyt wiele, jak na tak poważną wyprawę. Stanowiło to jednak dowód na wyjątkowość lamp oraz ich wielką cenę. Nawet tak zamożna osoba jak Ingmar Thorum, nie mógł pozwolić sobie na ich swobodny zakup. Piąta lampę miał siedzący na koniu przewodnik, Kalikst Unterhagen. Nad mułami sprawował pieczę Klirk Duus, osobisty sekretarz Thoruma oraz znany w cały Thuleport przyrodnik. Był on między innymi autorem atlasu “Zwierzęta Pomroki” oraz niewielkie broszury, jak sam mawiał, “Owady ciemności”
W obu tych pozycjach zebrał wszystkie swoje obserwacje, wiedzę i doświadczenia na temat zwierząta zamieszkujących, tak zwaną bliską Pomrokę. Ponoć większość jego wypraw finansował Thorum.

Najemnicy stawili się prawie wszyscy. Brakowało tylko kapłana Alistar, który zrobił ponoć bardzo dobre wrażenie na Fricku. Widać jednak weteran szlaków przez Pomrokę pomylił się co do oceny akolity. Słudzy bogini słynęli z dyscypliny, ale jak widać także w ich szeregach trafiały się, nomen omen, czarne owce.
- Ruszajmy - zakrzyknął Thorum - Jak mówiłem nie będziemy czekać na spóźnialskich.

Ekipa poszukiwawcza ruszyła zatem opuszczając bezpieczne mury Thuleport.

Dzień pierwszy
Pogoda była doskonała. Wiosna w pełni. Ciepły wiatr przynosił zapach świeżych kwiatów i morskiej bryzy. Patrząc na rozświetlony słonecznym światłem trakt można było na chwilę zapomnieć o tym, że gdzieś na granicy postrzegania czai się złowroga ciemność. Ciemność, która w każdej chwili mogła zmienić ten słoneczny i radosny poranek w makabryczną, przesiąkniętą strachem noc.
Szlak którym się poruszali należał do tak zwanych bezpiecznych. Był to ubity trakt, który wiódł przez liczne oazy wyznaczone przez Westerweld wprost do Swinkaport i dalej, aż do Ingerhall.
Wśród przewodników jednak krążyły ostatnimi czasy plotki, że coraz częściej na tej właśnie drodze pojawiają dziwne anomalie. Na tej też drodze zaginął Westerweld i cały dowodzony przez niego konwój.

Popas
Do południa pogoda była stabilna. Unterhagen i Nevard, czyli dwójka która decyzją Thoruma objęła dowództwo, zdecydowała o popasie. O tak wczesnym postoju zdecydowały dwie rzeczy. Po pierwsze na zachodzie pojawiły się ciemne, gęste chmury, który mogły zarówno zwiastować zwykły wiosenny deszcz, jak i zbliżającą się falę Pomroki. Po drugie to w tych okolicach pierwszy postój miał ostatni konwój Westerwelda. Unterhagen chciał zbadać tropy w tej okolicy.

Krótki popas pozwolił wszystkim na odpoczynek i zebranie myśli. Zmiana dowództwa była nader dziwnym faktem. O tym, co wiedział Nevard reszta najemników z jakiś powód nie została poinformowana. Nie wróżyło to nic dobrego.
Gdy część najemników posilała się w krótkim czasie do obozu wjechały dwie osoby. Pierwszą z nich był spóźniony kapłan Alistar, Vigo Paredes. Na jego twarzy malował się wyraz strachu, czy wręcz lęku.

Drugą postacią był mężczyzna, który przyszedł pieszo z północy. Nie witając się z nikim skierował się od razu do Unterhagena. Widać było, że obaj dobrze się znają. Oddalili się oni od obozu i zaczęli rozmawiać.

W tym samym momencie Klirk Duus zauważył, coś co spowodowało, że wszczął alarm.
Jego niepokój wzbudziły kołujące jakieś pół mili od obozu grupy, czarne ptaki. Udał się on do Nevarda i rzekł:
- Trzeba by chyba zbadać to - wskazał ręką na miejsce, gdzie kołowały ptaki - To mogą być smętniki, padlinożercy, żyjący na granicy światła i Pomroki. Wyznacz może ochotników do zwiadu.
 
__________________
Pies po kastracji nie staje się suką.
"To mój holocaust - program zagłady bogów"
"Odważni nigdy nie giną, mając tylko wiarę i butelki z benzyną" Konstruktor
Python jest offline  
Stary 24-06-2014, 18:06   #10
 
Anonim's Avatar
 
Reputacja: 2417 Anonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputację
Zanim wszyscy rozejdą się na prawo i lewo Wojownik po dłuższym zastanowieniu zadał kluczowe dla niego w tym momencie pytanie. Było skierowane było do wszystkich, ale głównie oczywiście do Sava. No kto by przypuszczał, że taki niesforny pasażer teraz znów wchodzi do Pomroki.
- Także... wiecie kto wtedy podróżował z Westerfeldem? Sav, poznałeś może przewodnika Jona? - jeżeli Sav potwierdzi, bo czemuż nie miałby potwierdzać to Wojownik doda: - Mówiłeś, że powóz został zniszczony, ale czy widziałeś zwłoki? Bo ja Jona widziałem przy bramie jak wyjeżdżaliśmy. Nie mówiłem tego wcześniej, bo wiszę mu kasę (i to grubą, skurwiel dobry jest w karty, no i w ryj miesiąc temu oberwał ode mnie, bo to kanciarz), a teraz tak pomyślałem, że przecież on też mógł uczestniczyć w tamtej wyprawie...
 
Anonim jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:28.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166