Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 12-09-2014, 23:50   #1
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 16894 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Thumbs up W Ostatniej Karczmie przy kominku - sesja otwarta

Cytat:
ZAPRASZAMY KAŻDEGO DO DOŁĄCZENIA W DOWOLNYM MOMENCIE

Jest kilka zasad zabawy:
- Lokalizacja się nie zmienia - wszystko rozgrywa się w karczmie i jej obejściu.
- Można kierować postaciami tła jak np. dziewką karczemną, pod warunkiem, że nie prowadzą ich już inni gracze - wtedy trzeba się konsultować, można stworzyć razem dialog.
- W pierwszym poście każdy musi opisać wygląd swojej postaci - najlepiej ze zdjęciem.
- Jeśli dojdzie do starcia między postaciami graczy, o wyniku decydują rzuty kością k10 bez względu na atrybuty fizyczne, psychiczne i posiadaną broń. Postacie graczy mogą się wspierać, wtedy ich wynik się sumuje. Przewaga 3 i więcej oczek oznacza, że można odebrać życie pokonanej postaci. Gracz, który wygrał starcie ma obowiązek klimatycznego opisu potyczki w oparciu o wyniki rzutów.

Wszelkie wątpliwości wyjaśniamy w komentarzach.
-------------------------------------------------------------------------

W Ostatniej Karczmie przy kominku


Ober jako miasto handlowe, miało wyjątkowo dobrą infrastrukturę. Połączono je z innymi większymi miastami brukowanym, imperialnym traktem, od którego odchodziły liczne, drobne dróżki, pnące się pomiędzy osadami niczym nitki pajęczyny. Tylko jedna z takich nitek prowadziła donikąd, ginąc pomiędzy górami Urgh-Che. Dalej żyły istoty, o których istnieniu nawet magom się nie śniło. Mityczne stwory – równie piękne, co krwiożercze. Żadna człowiecza istota nie wróciła stamtąd bez szwanku na ciele czy duszy. Jedynymi rasami Imperium, które z rzadka odwiedzały Szare Krainy – bo tak nazywano obszary za Urgh-Che - były górskie trolle i orki.

Iskra zatrzymała się przed zejściem do niewielkiej dolinki. Przed nią roztaczała się malownicza korona szczytów Urgh-Nes, przedgórza Urgh-Che. To za tymi szczytami kończyła się imperialna dróżka. Tu zaś pośrodku malowniczej dolinki, pokrytej obecnie białym puchem, tuż nad wartkim, górskim strumykiem stała wielka stodoła, a zaraz za nią solidny budynek z kamienia.


Rudowłosa westchnęła z ulgą na widok dymu, który unosił się z komina. Była naprawdę zmęczona, zważywszy, ze ostatnie kilkadziesiąt karpli musiała przejść pieszo, bo żaden koń nie był w stanie sprostać wyzwaniu górskiej ścieżki w środku zimy. W duchu zaklęła siarczyście. Dlaczego jej zleceniodawca umyślił sobie spotkanie akurat tutaj w Ostatniej Karczmie na szlaku? Iskra na dobrą sprawę nie wiedziała zbyt wiele o artefakcie, który z takim trudem wykradła dla swojego zleceniodawcy, poza tym, że miał postać kolczyka - mało praktyczne rozwiązanie, ale jakże typowe dla błyskotkolubnych elfów.

Otrzepawszy kożuch i buty ze śniegu, mała istota popchnęła ciężkie, dębowe drzwi, nawet nie pukając. Ze środka pomieszczenia uderzył ją powiew ciepła. Kominek! I to jaki wielki. Spragniona ciepła kobietka weszła do środka, zmierzając prosto w stronę ognia i rozglądając się ciekawie na boki. O dziwo, mimo tego że karczma była naprawdę ostatnim tego rodzaju budynkiem na szlaku do Szarych Krain, gości było całkiem sporo.

- Powitać w skromnych progach! – przywitał ją jowialnie stary krasnolud zza szynku.
- A dzień dobry, panie. – przywitała się grzecznie, wyciągając zmarznięte dłonie do ognia.
- Co to będzie dla panienki?
- Moja odda królestwo za miskę gorącej strawy i kufel dobrego piwa.
- Się robi, królewno.
– odkrzyknął krasnolud, mimo że pomieszczenie nie było wcale wielkie – U Starego Munka jest najlepsze piwo pszenne w całym Północnym Imperium. Siadaj panna wygodnie gdzieś, a okrycie rzuć na belkę koło ognia, to szybciej się osuszy.

Nie trzeba było dwa razy zapraszać Iskry. Z przyjemnością pozbyła się nie tylko futra, ale też przemoczonych butów i na bosaka, z zarzuconym na plecach tobołkiem powędrowała do wolnego stolika.


Iskra, rasa: człowiek, klasa nożownik-włamywacz

Teraz pozostało tylko czekać aż ktoś zwróci uwagę na jej ognistą czuprynę i bogaty zestaw noży za pasem oraz w kieszeniach kubraka. A potem zagada:
"Szlak mieni się w księżycu perłami losu" <-- bardziej idiotycznego hasła nie dało się chyba wymyślić, dlatego Iskra była niemal pewna, że jej pracodawca jest długouchym elfem.
 
__________________
Co dzieje się z naszymi marzeniami, gdy uświadomimy sobie, że nigdy się nie spełnią?
Stają się naszymi najgorszymi koszmarami.

Ostatnio edytowane przez Mira : 13-09-2014 o 00:07. Powód: komentarze dodane
Mira jest offline  
Stary 15-09-2014, 16:30   #2
 
Ardel's Avatar
 
Reputacja: 14947 Ardel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputację
Ahearn nie przepadał za siedliskami ludzi. Oraz nieludzi. Większość swojego życia spędził w lesie, otoczony śpiewającymi duchami drzew, pragmatycznymi i rzeczowymi zwierzętami oraz duszami poległych na zapomnianych polach bitew wojowników. Potrafił rozróżnić gatunek trawy po jej szeleście na wietrze, ptaka po sposobie lotu, drzewo po fakturze kory. A ludzie? Ludzie byli dla niego zagadką. Niektórzy szukali jego rady lub chcieli skorzystać z jego zdolności. Ile ich było - nie pamiętał. I wszyscy wyglądali tak samo. I tak samo śmierdzieli.

Zima tego roku była niezwykle luta, a niedźwiedzie, z którymi mógłby przezimować, zostały przetrzebiona przez nieostrożnych myśliwych. Pozostałe osobniki były nieufne, a Ahearn nie chciał im się narzucać. Postanowił więc udać się do niewielkiego skupiska ludzkiego, gdzie mógł liczyć na strawę, ogień i niestety nieunikniony hałas i smród.

Gospoda nad strumieniem, z widokiem na piękne pasmo górskie, oddalona od miast. Prawie idealne miejsce dla takiego jak on. Przed wejściem naciągnął głębiej na głowę futrzany kaptur, w którego sierść powplątywane były zeschłe gałązki, liście i resztki ptasiego gniazda.

Przez powoli otwierane drzwi wdarł się do środka mroźny podmuch, a za nim wkroczył postawny mężczyzna, przepasany futrzaną przepaską i narzuconym na plecy groteskowo obszernym płaszczem. Wykrzywiając usta w grymasie niezadowolenia, usiadł na klepisku przed kominkiem. Przytruchtała do niego zarumieniona posługaczka, z brudną szmatką zatkniętą za pas.

- Podać coś... panie? - zapytała, zastanawiając się nad tożsamością osobnika. Twarz miał spowitą cieniem, więc ciężko było określić czy to elf, człowiek czy jakie licho. - Są jeszcze wolne ławy, zawsze można usiąść...

Ahearn obrócił głowę do kobiety i otworzył usta, by coś powiedzieć, ale zamknął je po chwili. Przez chwilę milczał, jakby przypominał sobie ludzką mowę, aż w końcu odezwał się z niezwykle dziwnym akcentem, jakby jedynie naśladował słowa, a nie wypowiadał je ze zrozumieniem:

- Napar z czegokolwiek, byle gorący. I jakieś mięsiwo. - Gdy spostrzegł, że kobieta czekała jeszcze na coś, w umyśle zaświtało mu, że ludzie lubią błyszczące, bezużyteczne przedmioty. Z wewnętrznej kieszeni wydobył ciężką, srebrną monetę - dar kogoś, kto myślał, że Ahearn potrzebuje do czegoś pieniędzy, i włożył jej w dłoń. Ta zaskoczona prawie pisnęła - nie spodziewała się tak sutej zapłaty. Właściwie to w ogóle nie spodziewała się zapłaty od tego dziwnego indywiduum.

- Będę siedział tutaj - dodał jeszcze.

Przymknął oczy i rozkoszował się ciepłem, rozlewającym się po jego ciele. Ciężko było ignorować smród żelaza, krwi, potu ludzi czy alkoholu. Jednak próbował do skutku.


Ahearn, człowiek, szaman
 
Ardel jest offline  
Stary 15-09-2014, 19:16   #3
 
Saverock's Avatar
 
Reputacja: 194 Saverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie coś
Drzwi ledwo zamknęły się, by nie wpuszczać do środka chłodu, a ponownie ktoś je otworzył. Był to kolejny mężczyzna, który postanowił zawitać w progi tej zdawałoby się zapomnianej przez świat karczmy. W końcu kto przychodziłby tutaj? Coś, on i jak zdążył zauważyć, nie był sam. Biorąc pod uwagę miejsce, ruch był naprawdę spory. Jakby się dłużej zastanowić,skoro ktoś postawił tu swój przybytek, znaczyło to, że musiało brakować w okolicy tego typu miejsca. Koniec, nie było sensu dalej się nad tym zastanawiać.

Mężczyzna wysoki i chudy, raczej niezbyt umięśniony. Był ubrany na czarno. W sumie to poza skórą, cały był czarny, włosy, oczy ciemne. Na sobie miał płaszcz z kapturem, który nie znajdował się teraz na głowie, ocieplany od środka wełną. Grube spodnie i skórzana kurta. Buty z wysokimi cholewami po to, by śnieg do nich nie wpadał. Grube rękawice,przynajmniej częściowo chroniące dłonie przed zimnem i duża torba przewieszona przez ramię.

- Bryy - pomruk wydobył się z jego gardła. Chyba miało to być powitanie. Chociaż, któż to wie. Zaraz po zamknięciu za sobą drzwi, mężczyzna kichnął głośno. Zdążył jeszcze zakryć usta i nos dłońmi. W duchu przeklną osobę, przez którą tutaj trafił. "Musisz powiększać swoją wiedzę, poznawać nowe miejsca. Z książek nie dowiesz się nawet połowy tego, co zobaczysz na miejscu." Usłyszał coś takiego i nie miał wielkiego wyboru.

- Przynieście ciepłą strawę - usiadł jak najdalej od drzwi, a jednocześnie jak najbliżej źródła ciepła. Zdjął rękawicę i rzucił je na stolik, płaszcz przewiesił na krześle a torbę zostawił obok niego. Potarł dłońmi ramiona, aby się trochę rozgrzać. Wprawdzie siedział w karczmie, ale coś cicho tutaj było. Nikt z nikim nie rozmawiał tylko siedzieli cicho i zapewne czekali na swoje zamówienia. Ciekawe, czy to miało coś wspólnego z pogodą, czy po prostu na takie osoby trafił? - Płomienie na głowie nie chronią chyba przed zimnem? - zażartował, zwracając się do rudowłosej. Wybrał ją, bo mężczyzna miał zamknięte oczy, więc mógł spać albo po prostu nie potrzebował towarzystwa.


Sairus, człowiek, wędrowiec-badacz
 
__________________
Cóż może zmienić naturę człowieka?
Saverock jest offline  
Stary 15-09-2014, 20:46   #4
Ośmiorniczka
 
Fyrskar's Avatar
 
Reputacja: 9297 Fyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputację
Gottarion Merton Yngvar syn Magnusa, syna Megnina, syna Murbada, syna Thrundila Beczkobrodego z domu Briggs, klanu Sindriznarrvel z wielkiej twierdzy Kvisagur, w skrócie Gottarion Yngvar, dla przyjaciół po prostu Gottri przetarł zmęczone oczęta, otarł spocone czoło i uniósł się w strzemionach.

Po czym donośnie pierdnął, niby miech hutniczy.

Zaklął. Jego nowy kuc był nie przyzwyczajony do sposobu, w jaki krasnolud uwalniał negatywne emocje. Bryknął i zatrząsł się, nie wykazując zrozumienia wobec smutnej sytuacji krasnoluda.

- Prrr - warknął - dość, chabeto diabelska. Iście, jeszcze jeden taki wybryk, a oddam cię trollom.

Wzmianka na temat trolli ostudziła bojowe zapały kuca. Dla odmiany zaparł się, niby mityczny zapaśnik siłujący się z odwiecznym przeciwnikiem.

Gottri uniósł się w strzemionach i udowodnił światu, że, zgodnie z wszytkimi prawidłami, nikt tak nie rzuci soczystą wiązanką jak krasnolud i grabarz, lub wozak.

- Spokój chabeto, psiego syna nieodrodna córko! - wrzasnął - Przez ciebie, ból odczuwam nawet w rzyci! I wokół niej zarazem, tfu, tfu!

Kuc bryknął jeszcze raz, zrzucając na ziemię siodło juki i samego Gottriego. Po czym galopem ruszył przed siebię. Klnąc i wyjaśniając miejscowej faunie i florze na czym ten świat stoi, zebrał swoje rzeczy i ruszył do pobliskiej karczmy.

Objuczony tobołami krasnolud wkroczył do karczmy. Ku niesmakowi krasnala, wszystkie stoły miały już załogę.

- Piwa! - zakrzyknął do karczmarza - mi nalejcie

Zastanawiał się, gdzie się dosiąść. Banda ponurych chłopów - odpada. Biednie wyglądający kupiec z jeszcze biedniejszą obstawą też. Większość karczmy też nie była specjalnie interesująca. Poza trójką. Siedzący na klepisku osobnik wyglądał dość elfio, co nie wzbudzało sympatii Gottriego. Siedzący razem kary młodzieniec i płomienna dziewka zdawali się więc ostatnią deską ratunku brodacza.

Przysiadł do nich.

- Ekhem - zaczął - zwę się Gottarion Merton Yngvar syn Magnusa, syna Megnina, syna Murbada, syna Thrundila Beczkobrodego z domu Briggs, klanu Sindriznarrvel z wielkiej twierdzy Kvisagur - rzekł - ale siedzimy obok siebie w karczmie tedy...

Zastanowił się. Tak, dzielenie się stołem wystarczy, aby uznać ich za przyjaciół. Bo jak wiadomo najlepsze przyjaźnie zawiera się w karczmach.

- Tedy możecie zwać mnie Gottri - dokończył

Kątem oka złowił dziewkę zbliżającą się z piwem. Tyle dobrego przynajmniej.


Gottri - krasnolud, awanturnik - poszukiwacz piwa
 
__________________
A bad necromancer always blames the corpse.

Ostatnio edytowane przez Fyrskar : 21-09-2014 o 14:19.
Fyrskar jest offline  
Stary 15-09-2014, 21:01   #5
 
Hazard's Avatar
 
Reputacja: 6924 Hazard ma wyłączoną reputację
Kolejny zimny powiew wywołał niekontrolowane przekleństwo pod adresem Boga. Gruba warstwa śniegu pokryła jego kaptur i skórzaną płachtę na plecach. Cieknące gile z nosa zamieniły się w miniaturowe sopelki, a warkoczyki na jego brodzie przybrały szklistą barwę. Chłód wyostrzył także jego zmarszczki, przez co wyglądał jeszcze starzej. Owy człowiek pośpiesznie kierował się na swych krótkich nogach w stronę karczmy. Był niski i dość przysadzisty, przez co w przeszłości kilku pechowców pomyliło go z krasnoludem. Pechowców dla tego, że na tą uwagę Olaf, – bo tak się ów człek nazywał – reagował zazwyczaj nader agresywnie.

Pośpiech z jego strony nie wynikał, jedynie z potrzeby ogrzania się. O nie. Przez ostatnie kilkadziesiąt kilometrów podążał za kimś. Jednak od godziny trop, którym podążał, nieco zatarł się pośród dziesiątek innych odcisków butów oraz pod powierzchnią śnieżnego puchu. Teraz nie był do końca pewien, czy aby na pewno idzie we właściwym kierunku, mimo to miał przeczucie, że osoba, której szuka znajduje się właśnie w tej tawernie.

Stanąwszy przed drzwiami otrzepał kaptur ze śniegu, po czym popchnął delikatne wrota. Nie chciał robić zamieszania wchodząc, by nikt nie zwrócił na niego zbytniej uwagi. Jednak wyszło, jak wyszło…

Niefortunnie w tej samej chwili, gdy wrota się otwierały, pewien biesiadnik chciał zaczerpnąć świeżego powietrza. Drzwi, mimo że otwierane nad wyraz spokojnie, uderzyły w twarz mężczyzny. Tamten chwycił się za nos, po czym wypluł z siebie wiązankę siarczystych przekleństw, które same w sobie byłyby pewnie w stanie ogrzać niejednego wędrowca.

-Cholera jasna! Temu, kto to zrobił, osobiście… - Zamarł. W bezruchu spoglądał na mężczyznę stojącego przed nim, pragnąc jak najprędzej wycofać swe słowa.


Olaf, Rasa: CZŁOWIEK, ZAPAMIĘTAJ TO SOBIE!, klasa: traper-najemnik

-Osobiście, co? Chyba nie dosłyszałem końcówki. – Powiedział swym niskim i suchym głosem. W tym samym czasie przyjemny powiew ciepła oplótł twarz Olafa, który uświadomił sobie właśnie, że nici z jego niepostrzeżonego wtargnięcia do karczmy. Oczy wszystkich biesiadników przyglądały się zaistniałej sytuacji, a większość skupiała się właśnie na nim.

W tej samej chwili z zaplecza dobiegł donośny głos karczmarza. – Na litość boską, kto nie zamyka tych przeklętych drzwi! Zimno… - Rozpoczynając nowe zdanie, w tej samej chwili podszedł do baru, przyjrzał się gościowi i zamilkł z rozdziawionymi ustami. – O rany! Dawno nie gościło u mnie, aż tyle rodaków!

Olaf przez kilka chwil nie rozumiał, o co chodziło karczmarzowi. Dopiero zwróciwszy uwagę na jego niską, umięśnioną posturę, a następnie na gęstą rudą brodę uświadomił sobie, co miał na myśli. W jednej chwili poczerwieniał na twarzy. Sopelki z jego nosa rozpuściły się w momencie i spłynęły po wąsach prosto na wargi rozzłoszczonego wędrowca. Wściekłość, urosła w nim tak bardzo, że pragnął się na kimś jak najszybciej wyżyć. Automatycznie zwrócił wzrok przed siebie, skupiając się na mężczyźnie, który zaczął to całe przedstawienie. Ku jego zdziwieniu, przed sobą nie zastał już nikogo. Biesiadnik musiał wykorzystać chwilę nieuwagi Olafa i prysnąć.

Mężczyzna miał zamiar wybuchnąć i rzucić się na pierwszą napotkaną osobę. Jednak jego wzrok spoczął na jednym ze stolików. Przyglądał się trójce, siedzących przy nim osób. Chuderlawy mężczyzna, przypominał Olafowi raczej bardzo brzydką dziewoję. Krasnolud w zaistniałej sytuacji wywołał w nim jedynie ciężkie westchnięcie. Natomiast płomienne włosy kobiety obok, aż raniła wrażliwe oczy brodacza. Tej przyglądał się wyjątkowo długo, po czym jakby oprzytomniał i wszedł do środka. Cała wściekłość naglę z niego uleciała, przez co nawet nie olśnił karczmarza z kim tak naprawdę ma do czynienia. Poprosił jedynie o najlepsze piwo i jakąkolwiek ciepłą strawę, po czym usiadł w przy stoliku, oddalonym jak najdalej od tamtej trójki.

Swój długi, misternie wykonany miecz, z czarną jak noc rękojeścią oraz szkarłatnym diamentem u jej końca, oparł o krzesło. Gdy dziewka przyniosła mu piwo oraz gulasz, on ze zrezygnowaniem rzucił na jej w ręce kilka miedziaków. Następnie siedział tylko w milczeniu, co jakiś czas łypiąc tylko ukradkiem na rudowłosą.
 

Ostatnio edytowane przez Hazard : 15-09-2014 o 21:16.
Hazard jest offline  
Stary 15-09-2014, 22:18   #6
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 16894 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Na Wszechmogącego, czy to się zawsze musi dziać? Przekleństwo, klątwa, pech i morowe powietrze!

Miała się spotkać ze swoim pracodawcą w bardzo dyskretnej sprawie, a tu jak się nie zleciały jakieś dziwaki. Jeden wyglądał nawet jakby za długo na drzewie siedział i się z nim zjednał.

Iskra potoczyła ponuro wzrokiem po otoczeniu, zastanawiając się przez chwilę jakiej rasy może być jegomość z mieczem, za który pewnie i całą wioskę można by kupić. Kimkolwiek był z pochodzenia, Iskra planowała dowiedzieć się, gdzie też jegomość zamierza spędzić noc. Posłała mu przeciągłe, wiele obiecujące spojrzenie. Przerywając wreszcie hipnotycznego wejrzenia, zwróciła się do chudzielca w ciemnym odzieniu, który pierwszy ją zaczepił nie tylko wzrokiem, ale i słowem.

- W sercu mojej zawsze gore – zaczęła patetycznie, po czym dodała ze śmiechem - Jeno zadek czasem mrozik niemiło popieści, ale i na to są sposoby.

Mrugnęła porozumiewawczo i wyszczerzyła zęby radośnie. Gdy zaś krasnolud, który do nich dosiadł przedstawił się długaśnie i nudno, ona wciąż miała milutki uśmieszek i wyraz szczerego zainteresowania na twarzy.

- Miło Cię poznać Gottri. Moją zwą… Milena.
– odpowiedziała Iskra z lekkim tylko zająknięciem.

Pierwsza zasada dobrego włamywacza – nie zwracać na siebie uwagi, druga zasada – nie wyróżniać się, trzecia – być niby ten cień… lecz gdy wszystkie zasady biorą w łeb, Iskra miała własną metodę działania. Skoro patrzą, niech zobaczą to, co przysłoni ich oczom jej prawdziwą naturę i odsunie rozważania nad celem jej pobytu.

Rudowłosa w oka mgnieniu wskoczyła na ławę i wzniosła kufel w górę.

- Panie i panowie, proszę o uwagę - gromko krzyknęła – To już kolejny rok, kiedy nasz poczciwy Stary Munk Ostatnią na szlaku Karczmę prowadzi. Chwała mu za to, że zawsze u niego niechrzczone piwo i ciepła strawa. Wypijmy jego zdrowie. Zdrowie Munka!

Kilkoma łykami wychyliła zawartość kufla, po czym beknęła tak, że niejeden pijaczyna by się nie powstydził. W atmosferze ogólnego rozbawienia i poklepywania karczmarza, Iskra wróciła na swoje miejsce. Jeszcze raz przyjrzała się gościom. Czy któryś z nich może być jej zleceniodawcą? Cholerny artefakt coraz bardziej ją niepokoił.
 
__________________
Co dzieje się z naszymi marzeniami, gdy uświadomimy sobie, że nigdy się nie spełnią?
Stają się naszymi najgorszymi koszmarami.

Ostatnio edytowane przez Mira : 15-09-2014 o 22:30.
Mira jest offline  
Stary 16-09-2014, 08:21   #7
 
Ardel's Avatar
 
Reputacja: 14947 Ardel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputacjęArdel ma wspaniałą reputację
Otwierane, zamykane, otwierane, zamykane... Niczym ciało nieostrożnego przywoływacza, który wkrótce stać się może wylęgarnią demonów. No ale przynajmniej się wietrzyło. Mroźne powietrze było całkiem przyjemne dla nosa wędrowca.

Wraz z kolejnymi gośćmi w karczmie pojawiały się kolejne płaszczyzny emocji, swąd stresu i niespokojne duchy. Te jednak przyglądały się jedynie, czy ich strzeżonym nic się złego nie dzieje, a potem rozwiewały się na wietrze eteru. Przykładowo, jak wszedł ten lekki, ale wysoki, o czym świadczył delikatny, lecz oddalony w czasie stukot butów, od strony drzwi słychać było jeszcze: "Ooo... praprawnuczek daje sobie radę, hoho! A już myślałam, że mu dupcia zamarznie na kość!" Ahearn nie znosił ludzi - śmierdzieli i nosili ze sobą stada kretyńskich dusz.

Przestał zwracać na to wszystko uwagę, do momentu, w którym w gospodzie pojawiło się źródło powalającego odoru - gazy jelitowe, przetrawiony kilkukrotnie alkohol, zapocony kuc i broda, w której można znaleźć zapewne całą kartę dań jedzonych od zeszłego lata. Dałoby się to zapewne ignorować, gdyby nie przepity głos ryczący w ucho Gottariona. Sądząc po wieku ducha, mógł być to przedstawiony Murbad albo Thrundil. Bez przerwy starał się zwrócić na siebie uwagę krasnoluda, który w żaden sposób usłyszeć go nie mógł.

- Ty synu swojego ojca! Słuchaj jak starszy przemawia! Widziałem jakżeś srał w pieluchy swoją pierwszą piwną polewką, więc, do cholery!, obróć tę mordę z mysim zarostem!

"Czyli pradziad", skonstatował Ahearn. Jeżeli dobrze zapamiętał - Murbad. Krasnoludy są uparte i jeżeli niezwiązana jest nauka z wojaczką czy bimbrownictwem, to się niewiele nauczyć potrafią. Murbad, dajmy na to, nie potrafił się od czasu swojej śmierci, lat pewnie kilkunastu, nauczyć, że ów młody krasnolud nie może go usłyszeć. No, ale tak bywa...

Gadanie na chwilę zagłuszyła kobieta wskakując na ławę i wykrzykując pozbawione znaczenia słowa, trując się alkoholem. Cywilizacja!...

Szaman znudzony zawodzeniem pijanego ducha ("Jak można po śmierci być pijanym? Ektobimber - oto odpowiedź") w końcu wstał i dosiadł do stołu opanowanego przez znaczną zgraję przypadkowych wędrowców. Śmierdząca napięciem kobieta. Dwa osobniki ludzkie i głuchy na wołania praszczura syn skały. Ahearn zdjął kaptur, odsłaniając skołutnione czarne włosy, które zawierały w sobie: młode drzewko, które wrosło w nie dwa lata temu wiosną, kiedy przysnął na miesiąc; dwa sarnie bobki, wyschnięte, niewoniejące; liść robinii akacjowej, przedwieczny; oraz grudkę żywicy sosnowej, powoli przemieniającą się w bursztyn. Twarz wydawała się należeć do człowieka w średnim wieku, była jednak na tyle zabrudzona, że ciężko było to stwierdzić. Co ciekawe - nie miał zarostu. Nie widział potrzeby, żeby się przedstawiać, tylko od razu przemówił do krasnoludzkiego ducha. Mowa ludzka znalazła w końcu swoje miejsce w umyśle, wygrzebana z fałd nieużywanej wiedzy.

- Zacny Murbadzie, miód twój gęsty, a piwo mocne. Jednakże prosiłbym cię o zamknięcie mordy, gdyż potomek twój usłyszeć cię nie może. - Duch zdębiał i zdębiała także posługaczka, która akurat znalazła się w miejscu, do którego Ahearn przemawiał. - Daj mi odpocząć, a potem mogę posłużyć za medium między wami.

- Proszę? - zdołała wydukać dziewka i podała mężczyźnie zupę gulaszową w chlebie z czarnuszką oraz napar z nasion dyni i rumianku. Po czym szybko uciekła, podając w wątpliwość zdrowe zmysły człowieka.
 
Ardel jest offline  
Stary 16-09-2014, 11:19   #8
 
Saverock's Avatar
 
Reputacja: 194 Saverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie cośSaverock ma w sobie coś
Sairus również się wyszczerzył, gdy rudowłosa odpowiedziała. Nagle zaczęło się robić tłoczno i pojawiali się kolejni goście. W tym krasnolud, który zwyczajem swojej rasy, przedstawiając się, musiał przedstawić połowę swojego drzewa genealogicznego.

- Sai - podał skróconą wersję swego imienia. Skoro inni się przedstawiali, wypadało, aby i on to zrobił. A że powodów do ukrywania się nie miał żadnych, mógł to zrobić bez obaw.

- Kolejny rok mojej tułaczki - mruknął pod nosem czarnowłosy, słysząc krótką przemowę rudzielca.Niemal ciągle w drodze... Cóż takie życie sobie wybrał, więc musiał się z tym pogodzić. W końcu nawet wędrówka miała swoje plusy. W żadnym miejscu nie był na tyle długo,by narobić sobie wrogów. No prawie w żadnym.

Jedna z dziewek służebnych przyniosła mu miskę gulaszu. A do tego nawet kawałek pieczystego. Skinął głową w podzięce, ale dziewczyna dalej stała obok... No tak,zapomniał o czymś. Sięgnął po sakiewkę przy pasie i dał służce parę miedziaków, prosząc jeszcze o piwo.

- W tym przybytku musi być zacne piwo, skoro tak wielu zawitało w te progi. Chociaż ocenę tego wypada zostawić naszemu przyjacielowi - skinął na krasnoluda. - To jego rasa najlepiej się na tym zna.
 
__________________
Cóż może zmienić naturę człowieka?
Saverock jest offline  
Stary 16-09-2014, 18:35   #9
Ośmiorniczka
 
Fyrskar's Avatar
 
Reputacja: 9297 Fyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputacjęFyrskar ma wspaniałą reputację
Gottri rozłożył się na krześle, choć na chwilę zapominając o chabecie, z której to winy tkwił tutaj. Zerknął na słusznych rozmiarów cynowy kufel i na chudego młodzieńca, który zagadał go na temat piwa. Hańbą byłoby na tak zacny temat nie odpowiedzieć, więc krasnolud postanowił skosztować i zadziwić człeczynę fachową opinią przedstawiciela brodatego ludu. Upił więc łyk.

- Zdrowie Munka! - wrzasnął do karczmarzyny - Zdrowie!

Piwo obmyło gardło brodacza, poczuł smak słodu. Trochę za słabe, ale poza tym... krasnolud nie miał uwag. Zwrócił się w stronę chłopaka.

- No więc - zaczął - piwo zacne młodziaku, zacne. Z dobrego słodu, odleżało swoje... tak, trudno nie pochwalić.

Z uśmiechem wrócił do piwa, wiedząc że nie będzie to jego ostatnie piwo w Ostatniej Karczmie. A może i gorzałki, albo inszej wódeczki skosztuje. Kto wie?

Krasnolud pociągnął tęgi łyk. I odwrócił się w stronę rudowłosej.

- Powiedzże... - Jak jej było? Marlena? Nie, Milena. - ...Mileno, co sprowadza cię w te strony?

Dziewczyna coś ukrywała. Gottri miał do tego nosa. Po dziadziu - Megninie - zresztą. Kiedyś, gdy stary dziadyga wracał do ich rodzinnego browaru, będąc jeszcze z trzy mile od celu, zwęszył coś na wietrze. I poooszedł. Nie dało się go dogonić. Dopiero na miejscu dowiedzieli się, jaki był powód długiego sprintu. Otóż kropla porannej rosy wpadła do niezamkniętej kadzi z piwem. A Megnin pomyślał, że ktoś próbuje ochrzcić piwo wodą.
 
__________________
A bad necromancer always blames the corpse.
Fyrskar jest offline  
Stary 16-09-2014, 19:59   #10
 
Olian's Avatar
 
Reputacja: 345 Olian jest jak klejnot wśród skałOlian jest jak klejnot wśród skałOlian jest jak klejnot wśród skałOlian jest jak klejnot wśród skałOlian jest jak klejnot wśród skałOlian jest jak klejnot wśród skałOlian jest jak klejnot wśród skałOlian jest jak klejnot wśród skałOlian jest jak klejnot wśród skałOlian jest jak klejnot wśród skałOlian jest jak klejnot wśród skał
Dagas nie lubił mrozów. Pewnie gdyby nie ten fakt, z daleka ominąłby karczmę, która pojawiła się na horyzoncie. Poza zimnym klimatem, nie cierpiał tego typu miejsc. Karczma, oberża, tawerna, zwał jak zwał, dla Dagasa była to po prostu kolejna speluna, niczym niewyróżniająca się na tle innych… spelun. Mężczyzna nie przywykł do takich miejsc, prawie całe życie spędził na królewskich dworach czy w ekskluzywnych lokalach. Takie miejsca jak te odrzucały go swoją prostotą i brakiem jakichkolwiek zasad. Bogowie tylko wiedzą, kto lub co może się tu pojawić i co może się wydarzyć. Ale nienawiść do mrozu wygrała sprawę i Dagas postanowił wejść do środka. Nie wiedział czego oczekiwać po takiej gospodzie. Pewnie smrodu, pijanych ludzi i nieludzi i skutkiem tego agresywnych zachowań, prowadzących prędzej czy później do bijatyk.

Zsiadł ze swego wierzchowca, nie zapominając o swojej drewnianej, czarnej lasce, ze złotymi zdobieniami u góry. Czarnego konia pozostawił na zewnątrz, jemu lepiej pójdzie przetrwanie do następnego dnia i skierował się w stronę drzwi karczmy. Przed naciśnięciem klamki miał pewne wątpliwości czy aby na pewno chciał tu przenocować, ale noc tutaj wydaje się bezpieczniejsza niż ta spędzona pod gołym niebem. Delikatnie nacisnął klamkę, i od razu poczuł lekki powiew ciepła z wnętrza. Początkowo swe oczy skierował na podłogę, ale po chwili zlustrował wszystkich obecnych w karczmie. Nie spodziewał się doborowego towarzystwa i pewnie się nie mylił. Krasnolud, który pewnie pije już dziesiąte piwo jak nie więcej, rudowłosa kobieta, która równie wygląda na taką co to lubi popić, tajemniczy człowiek lasu, który odrzucał samym wyglądem i kila innych jegomościów, z którymi Dagas nie miał zamiaru się zadawać, przynajmniej nie z własnej woli. Od razu swe kroki skierował do lady i poprosił o kubek najlepszego wina… chociaż pewnie trunek, który mu przyniósł karczmarz nie będzie przypominał w smaku wina, tylko zwykłego jabola, ale piwa nie lubił a na wodę nie miał ochoty. Rzuciwszy na ladę srebrną monetę, odwrócił się na pięcie i po raz kolejny zaczął obserwować gości tej speluny. Zaledwie dwudziestoletni, średniego wzrostu mężczyzna zwrócił pewnie na siebie uwagę. Ubrany w ekstrawagancki płaszcz, który zdjął i położył na kontuarze, a pod płaszczem krył się jeszcze bardziej ekstrawagancki i jak można było się domyślić nie tani strój. Czarny frak i biała koszula z długim wysokim kołnierzem, a szyja owinięta dodatkowo czymś w rodzaju białej chusty. Długie również czarne, jedwabne spodnie też nie należały do najtańszych. A w ręku czarna laska. To wszystko razem wzięte, dodatkowo czarny cylinder, który teraz położony był obok płaszcza, przyciągało spojrzenia. Ale Dagas nie dbał o to zupełnie.


Dagas. Rasa: człowiek. Klasa: iluzjonista/złodziej

Obserwując zgromadzonych w karczmie i popijając nawet dobrego gatunku wino, swój wzrok przeniósł na oparty o jedno z krzeseł wykończony diamentem miecz. Ów oręż należał pewnie do osobnika, który na tym krześle siedział. Człowiek nie wyglądał na takiego, który mógłby sobie pozwolić na taki zakup… pewnie komuś ukradł albo pamiątka rodzinna. Ale to nie interesowało Dagasa, interesowała go natomiast broń. Nie miał jednak zamiaru wdawać się w dyskusję z właścicielem miecza, postanowił poczekać. Spoglądał raz po raz na wszystkich zgromadzonych, cały czas jednak kątem oka śledził diamentowe cudo.
 
__________________
"Wyobraźnia, a nie inwencja, jest najwyższym władcą sztuki - i życia." - Joseph Conrad
Olian jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 00:20.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166