Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 26-11-2016, 12:43   #31
Adi
Keelah Se'lai
 
Adi's Avatar
 
-ZAMKNIJ SIĘ! - krzyknął do kruka -Odleć stąd, ale już! - wydarł się na ptaszysko mężczyzna po czym wrócił do dziewczyny.
-Jeśli kłamiesz… - powiedział stanowczo nawet nie mrugając -...to pożałujesz, że darowałem ci życie - rzekł Accelius “zabierając” jej miecz i chowając go za pasem.
-Jeśli armia Enivira ma się tu zjawić, to lepiej stąd znikać - powiedział blondyn.
Ja mam być synem tego zwyrodnialca? Phi. Dobre sobie - pomyślał Nie ja się się nie dam złamać konowałowi - dokończył przemyślenie Arachne.
-Zatem prowadź. Jak cię zwą? - chociaż lepiej żeby nie wiedział, bo jak go zdradzi to lepiej nie znać jej imienia, ale cóż się już powiedziało.
 
__________________
I am a Gamer. Not, because i don't have a life. But because i choose to have Many.
GG 53887240
Adi jest offline  
Stary 27-11-2016, 14:07   #32
 
Egzio's Avatar
 
Kobieta skinęła głową twierdząco, dając sobie sprawę, ze zdaje sobie sprawę z powagi jego słów. Położyła dłoń na dłoni Acceliusa w której trzymał miecz, próbując łagodnie mu go odebrać.
- Obydwoje jesteśmy wiernymi sługami bożymi. - odparła kobieta - Turhaverowie zabili arcykapłana. Zniszczyli świątynię i napluli bogom w twarz. W tak trudnych czasach musimy trzymać się razem, jeśli nie dla siebie... - wskazała palcem na niebo - To chociaż dla niego.


Przebijali się przez gęsty las, starając się wybierać jak najrzadziej uczęszczane i niewidoczne ścieżki, szli ostrożnie, co jakiś czas wypatrując żołnierzy Enivira. Nikogo nie było w pobliżu, kobieta kilkukrotnie zwracała Acceliusowi uwagę, ze mogą być śledzeni przez kruka, więc powinien się trzymać drzew z wysokimi i gęstymi koronami, aby nie było można dostrzec ich z góry.
Powoli zbliżał się wieczór, przykucnęli przed jednym z drzew, gdy Accelius zadał pytanie dotyczące jej imienia.
- Dziś, nazywam się Evette - odpowiedziała kobieta - Nie mam prawdziwego imienia. Przedstawiam się pod różnymi, ale tego jedynego, prawdziwego już dawno musiałam się wyrzec. Dziś mów mi Evette, ale wkrótce będę zwać się inaczej, będziesz musiał przywyknąć.
 

Ostatnio edytowane przez Egzio : 01-12-2016 o 13:23.
Egzio jest offline  
Stary 28-11-2016, 11:52   #33
Adi
Keelah Se'lai
 
Adi's Avatar
 
-Ej, gdzie te łapy wciskasz, od teraz jest mój i jak mi podpadniesz to skrócę cię o głowę, czaisz? - powiedział Accelius powstrzymując kobietę od zabrania swej własności w postaci miecza. On się tak łatwo nie da podejść jakiejś lafiryndzie. Kobieta coś kręciła pod nosem i blondyn to próbował wyczuć, coś w jej zachowaniu mu nie odpowiadało.
Tak trzymajmy się razem do czasu - pomyślał Arachne. Przedzierali się przez las od czasu do czasu wypatrując ludzi Enivira, skurkowaniec wiedział czego chce i do tego dążył, gdyby tylko blondyn miał chociaż jeden ze swych mieczy ze spalonej kuźni w Rachshan, to by mógł coś więcej zdziałać, a nie że się pałęta po lesie z jakąś damulką. Plus tej sytuacji był, że miał jej miecz u boku. Zawsze coś miał przy pasie, a nie że musiałby walczyć jakimś badylem znalezionym w lesie. Zbliżała się noc, a on lekko już odczuwał zmęczenie podobnie jak i sama dziewczyna.
-Zwę się Accelius i jestem, znaczy byłem kowalem, ale te dupki, od których uciekłem spalili mi ją - rzekł blondyn i usiadł przy drzewie starannie sprawdzając czy aby nie usiadł na mieczu Evette. Evette była niczego sobie osobą, ale jeśli kruk miał rację i ona jest pieprzonym sługą Enivira to nie zawaha się jej zabić.
 
__________________
I am a Gamer. Not, because i don't have a life. But because i choose to have Many.
GG 53887240
Adi jest offline  
Stary 01-12-2016, 14:38   #34
 
Egzio's Avatar
 
Kobieta skinęła głową twierdząco
- Wiem, kim jesteś, Acceliusie. - odpowiedziała, podniosła się - Musimy znaleźć jakieś schronienie, zbliża się noc.
Spojrzała przed siebie, las nadal rozciągał się przed nimi.
- Nie chcę cię oszukiwać. Zgubiliśmy się. - poinformowała - Trochę czasu minie, nim znajdziemy drogę, i wrócimy na szlak.
Ta jasne, zgubiliśmy się mhm - pomyślał Accelius. To mógł być podstęp Evette, ale na szczęście miał jej “pożyczony” miecz. Zastanawiało go tylko jedno skąd Evette i Narasha znają kowala, sam o sobie zbyt mało wie.
-Nie lepiej się cofnąć tą drogą, którą przyszliśmy? - zapytał jakby oznajmiająco kobietę.
- Wierz mi, bądź nie, twoja wola. - odparła Evette - Z mojej perspektywy, lepiej zgubić się w lesie, niż pozwolić się schwytać Turhaverom.
Drzewa poruszyły się pod wpływem silnego wiatru, pogoda im nie sprzyjała, tego dnia wielokrotnie już padał deszcz, i najwyraźniej nie zamierzał przestać. Zbierało się na kolejną ulewę.
- No proszę, z rozpaleniem ogniska też będziemy mieli problem - Evette podniosła wzrok do góry, po chwili coś w oddali poruszyło się.
- Ciekawe… - kształt szybko zniknął za najbliższym drzewem - Mam nieodparte wrażenie, że cały czas jesteśmy śledzeni przez zwierzęta
-W sumie racja - odparł jakby od niechcenia na wzmiankę o zgubieniu się w lesie. Wzruszył ramionami i spojrzał w niebo.
Szykuje się ulewa, po prostu super. Ciekawe czy mnie tamci ścigają - zastanowił się przez chwilę blondyn.
-Pewnie ten jebnięty kruk cały czas nas śledzi łachudra nie odpuści - powiedział Arachne. Noc się zbliżała, a oni nawet nie mieli zbudowanego prowizorycznego schronienia, masz ci los.
- Podążają za nami. Przeklęte sukinsyny - warknęła Evette - W ich mniemaniu jesteś synem Cassiela, kluczowym elementem w prowadzonej przez nich wojnie, nie spoczną, póki cię nie znajdą.
W zaroślach ponownie coś się poruszyło, kobieta bacznie się rozglądała, przygotowując się na ewentualny atak.
- Kruk to jedno. Problem mój drogi polega na tym… - zaczęła kobieta, próbowała sięgnąć po swój miecz, ale szybko zorientowała się, że nie ma go w pochwie, rzuciła Acceliusowi gniewne spojrzenie, po czym wyciągnęła szybkim ruchem z cholewy buta niewielki sztylet. - Nie ścigają nas tylko ludzie, a zwierzęta są znacznie sprytniejsze i bystrzejsze od nas
-To, że jestem synem jakiegoś skurwiela, to już się dowiedziałem - rzekł trochę poddenerwowany kowal. Coś zaszeleściło w zaroślach, więc Accel położył dłoń na mieczu Evette, którego sobie przygarnął.
Może to był królik - pomyślał blondyn.
-Zwierzęta nas ścigają, rany, w tym świecie robi się coraz dziwniej - powiedział Accelius i powstał z ziemi dobywając miecz mocno trzymając rękojeść w prawej ręce. Cóż Evette musiała się zadowolić marnym sztylecikiem.
- Kwestię zwierząt, pozwól że wyjaśnię ci, kiedy znajdziemy się w jakiejś gospodzie, siedząc przy kominku z kuflem smacznego piwa. - odparła Evette - Zbyt dużo gadania. Nie mamy na to czasu.
Evette milczała dłuższą chwilę, w lesie rozległa się głucha cisza, krople deszczu zaczynały powoli kapać na ich twarze, czuli że coś się zbliżało, krzaki poruszały się, a oni w napięciu oczekiwali konfrontacji z przeciwnikiem.
Evette zbliżyła się do Acceliusa, zasłaniając go własnym ciałem, na wypadek, gdyby przeciwnik zaszarżował wprost na niego.
Krzaki ponownie poruszyły się, wyskoczyło z nich jakieś stworzenie, kobieta wyciągnęła sztylet przed siebie.
- Psia jego mać… - mruknęła, zorientowawszy się, że przygląda im się wiewiórka, trzymająca w dłoni orzecha, po ułamku sekundy ponownie wskoczyła w krzaki.
- To by było na tyle, jeśli chodzi o śledzące nas zwierzęta… - powiedziała wyraźnie rozbawiona Evette.
-Dobrze, że nie miała wścieklizny, bo byśmy nie uszli z życiem - zażartował Accelius chowając miecz za pas. Zawsze mogło spotkać ich coś o wiele gorszego niż ta wiewióra.
-Znałaś te gadające wilki, które czmychnęły w pogoń za gadającym koniem? - ale to śmiesznie zabrzmiało w jego ustach. Deszcz powoli się rozkręcał, ale na razie nie musieli się nigdzie chować.
Evette spojrzała na Acceliusa, otworzyła usta, już chciała odpowiedzieć, gdy jej ramię przeszył bełt z kuszy, krew trysnęła na twarz Acceliusa, kobieta rozszerzyła oczy, wyraźnie zaskoczona.
- Co się… - nie dokończyła, upadła osłabiona na kolana, spuściła głowę, przyglądając się bełtowi wystającemu z jej lewego ramienia - Uciekaj! - wyrwało jej się z ust. Milimetr od twarzy Acceliusa z głośnym świstem przeleciał kolejny bełt, raniąc jego prawy policzek.
Szybko nas znaleźli skurkowańcy - pomyślał Accelius i pobiegł w głąb lasu. Nawet się nie zamartwiał o Evette, i tak pewnie by go zdradziła, ale nie przejmował się tym na razie. Biegiem przez las dobył ponownie miecz i starał się ich jakoś zgubić.
I tak jest już martwa - pomyślał oglądając się za siebie przez chwilę.
Accelius, zgodnie z poleceniem, rzucił się do ucieczki. Nie udało mu się dobiec daleko, zaledwie po kilku metrach, poleciał kolejny bełt, który przeszył Acceliusowi pierś, z ust chłopaka wypłynęła krew, jego nogi ugięły się pod własnym ciężarem, a życie zaczęło z niego ulatywać. Wzrok Acceliusa powoli stawał się rozmazany, bełt przebił go prosto w miejsce, w którym znajdowało się serce kowala, tuż przed ciałem wylądował kruk. Wokół nich zaczęła tworzyć się kałuża krwi.
- Zabiłeś go! Zabiłeś! - krzyczał kruk. Accelius był już martwy.

Rozdział 3
Prawda


Accelius zaczął odzyskiwać świadomość, leżał na łóżku, w sterylnie białym pomieszczeniu, ostre, nienaturalne światło oświetlało pomieszczenie. Evette siedziała na krześle tuż obok, w dłoni trzymała telefon dotykowy a nogę przełożoną na drugą nogę, była wyraźnie znudzona. Spojrzała na Acceliusa, kiedy się obudził, rozszerzyła oczy i rzuciła się na niego, obejmując go.
- Nareszcie się obudziłeś... - powiedziała - Tak długo spałeś... lekarze mówili ze śpiączka może trwać znacznie dłużej...
 

Ostatnio edytowane przez Egzio : 01-12-2016 o 18:29.
Egzio jest offline  
Stary 01-12-2016, 16:55   #35
Adi
Keelah Se'lai
 
Adi's Avatar
 
-Jak, co się stało….gdzie ja jestem? - te pytania kłębiły się mu w głowie. Zauważył, że jest w jakimś nieskazitelnie czystym pomieszczeniu można powiedzieć, że wyśnionym. Nie miał już miecza przy sobie, ani łachów więźnia. Tylko gdzie się podział las i gadające zwierzęta? Przytulała go Evette, tak ta Evette, która miała przebite ramię strzałą. To wszystko było tylko snem? A może nie żyje i to jest kolejny sen w śnie?
-Jak śpiączka? Co się….. - syknął z bólu -.....stało? Miałem wypadek? - dokończył Arachne. Przed chwilą umierał w jakimś lesie, a chwilę później znów dycha jakby nigdy nic. Oczy miał duże jak po prochach, chciał się podnieść, ale nie mógł przez ciężar Evette na sobie.
 
__________________
I am a Gamer. Not, because i don't have a life. But because i choose to have Many.
GG 53887240

Ostatnio edytowane przez Adi : 01-12-2016 o 17:13.
Adi jest offline  
Stary 01-12-2016, 17:47   #36
 
Egzio's Avatar
 
Evette przyglądała się Acceliusowi smutno, pokiwała twierdząco głową.
- No tak, przecież ty nic nie pamiętasz. - odparła i pogładziła Acceliusa po policzku - Próbowali nas zabić. Nie wiem co to było... pierwszy raz coś takiego widziałam. Te czarne niczym smoła bestie... przypominały psy, ten przerażający olbrzym z łomem. Oni... chyba nie spoczną. Twierdzą ze jesteś synem jakiegoś.... Cassiela? - w jej oczach pojawiły się łzy - Musimy uciekać.
Do pokoju wparowała starsza, lekko otyła kobieta, z czarnymi włosami, z oznakami siwizny. Na sobie miała grube, szare futro, a na dłoniach masę pierścionków, a na szyi duży naszyjnik z krzyżem. Spojrzała na Acceliusa wyraźnie zdenerwowana.
- Znowu rozmawiasz z wymyślonymi przyjaciółmi? - zapytała, Evette puściła oczko w kierunku Acceliusa
- Chyba muszę zostawić was samych. Przepraszam. Za chwilę wrócę. - blond włosa w ułamku sekundy rozpłynęła się w powietrzu.
Staruszka usiadła na krześle tuż obok łóżka.
- Powinni cię już dawno zamknąć w szpitalu psychiatrycznym. Spójrz na siebie... - rzuciła kobieta i wskazała na niego palcem - Połamany nos, wymyślona przyjaciółka, dwa dni w śpiączce, znowu wdałeś się w bójkę... Nie masz nikogo bliskiego, poza swoją biedną mamuśką, która musi patrzeć, jak się staczasz, co będzie następne? Narkotyki? Kradzież? Morderstwo? Wstydzę się za ciebie.
 

Ostatnio edytowane przez Egzio : 03-12-2016 o 19:20.
Egzio jest offline  
Stary 02-12-2016, 12:02   #37
Adi
Keelah Se'lai
 
Adi's Avatar
 
-To wiem, że musimy uciekać przed Enivirem, ale jak mam uciekać skoro jestem przyklejony do łóżka?! - zapytał zdenerwowany całą tą istnie niedorzeczną sytuacją w jakiej się ów znalazł.
-Jaki Cassiel? O co chodzi? - zapytał blondyn ponownie. Chwilę temu był w lesie, ale pamięć go może zawodzić, przecież był w śpiączce farmakologicznej przez dwa dni, wszystko mogło się zdarzyć przez ten czas. Nagle do, prawdopodobnie, sali pooperacyjnej wpadła kobieta lekko otyła, a Evette zniknęła z krzesła obok.
-Ja z wymyślonymi przyjaciółmi? - zaśmiał się nerwowo. Kobieta usiadła obok niego, i według jej słów, miał połamany nos i wspomniała coś o jakiejś bójce? Jakiej bójce, ach no tak, chyba ale przecież to było w Rachshan, gdzie mu facjatę obili.
-Zaraz zaraz jaka bitka? Jest coś o czym nie wiem? - zapytał kobietę, która siedziała obok. Accelius nie wiedział za co były te zarzuty pod jego adresem, jakie morderstwo? Jakie narkotyki? Jedno było pewne, nie wiedział co się dzieje. Zamknął na chwilę oczy usiłując sobie coś przypomnieć, ale nic sobie nie przypominał, chyba.
 
__________________
I am a Gamer. Not, because i don't have a life. But because i choose to have Many.
GG 53887240
Adi jest offline  
Stary 06-12-2016, 18:56   #38
 
Egzio's Avatar
 
Wspomnienia uderzyły chłopaka niczym grom z jasnego nieba. Wydawały się być niewyraźne. Jak gdyby śmierć której przed chwilą doświadczył, zniszczyła cząstkę jego własnej tożsamości.
Stanowił jedność z wieloma istotami. Istniała między nimi, jak gdyby telepatyczna więź. On, Evette, Accelius... oni wszyscy byli jednością. A jednocześnie zupełnie innymi bytami, samodzielnie decydującymi o swoim losie.
Evette była wszędzie, tam gdzie on. Była z nim od początku jego życia. Sama zwykła się nazywać ,,aniołem stróżem''.
Ale wiedział tylko tyle. Nic więcej. Leżąc w tym łóżku nie był już Acceliusem.
Już nie. Był nikim, chłopcem który zapomniał imienia, zapomniał o swojej własnej tożsamości.


Świat w okół stawał się, jak gdyby coraz bardziej realny. Pamiętał to miejsce, to był szpital, wiedział ze za oknem są wieżowce, telefony, samochody i ogromne banery reklamowe. Mimo tego, jednocześnie, nie pamiętał własnej tożsamości.
- Mam cię dosyć. Tom. - rzuciła kobieta - Żyj sobie w tym swoim wyimaginowanym świecie!
W tym momencie Evette pojawiła się, trzymając w dłoni kartkę papieru, z napisem, stanęła tuż przed staruszką ,,Ja istnieje. Nie traktuj swojego syna w ten sposób. On nie jest wariatem. Nigdy nie był.''.
Kobieta rzuciła synowi gniewne spojrzenie.
- Latająca kartka papieru... po raz kolejny, coś lata, coś się unosi, mam już dosyć tych twoich duchów! - ruszyła w kierunku drzwi wyjściowych, kiedy wyszła, trzasnęła nimi z całej siły.
Evette uśmiechnęła się ciepło
- Nie ma się czym przejmować. - powiedziała - Uroki ograniczonego umysłu. Możesz dać jej dowody na tacy, ale ona i tak będzie wierzyć, w to, w co chce wierzyć.
Po chwili, chłopak zobaczył swoje odbicie w oknie, po lewej stronie łóżka, był chłopakiem, o krótko przystrzyżonych, czarnych włosach. Evette była widoczna w odbiciu tuż za nim.
- Musimy uciekać, Tom. Wkrótce tu przybędą. - powiedziała wyraźnie zatroskana Evette
 

Ostatnio edytowane przez Egzio : 06-12-2016 o 19:34.
Egzio jest offline  
Stary 07-12-2016, 13:43   #39
Adi
Keelah Se'lai
 
Adi's Avatar
 
Otworzył oczy i jakby zamarł od środka. Kobieta przed nim to była chyba jego matka, która powiedziała do niego “Tom”. Zauważył jak Evette trzyma przed nosem jego matki kartkę z jakimś napisem, nie mógł przeczytać bo patrząc ze strony łóżka miał przed sobą białą część tejże strony.
Jak ona może jej nie widzieć - pomyślał Arach...Tom Przecież ona tu stoi - pomyślał brunet. Spojrzał na swoje odbicie w oknie znajdujące się po lewej stronie łóżka. Zobaczył też i ją, jakże piękną kobietę.
-Kim jestem? - zapytał sam siebie, ale raczej to było jakby do wszystkich obecnych w pomieszczeniu szpitalnym.
-Kto przybędzie Evette. Kto? - zadał pytanie i odwrócił się w stronę dziewczyny.
-Spróbuję się podnieść, ale powiedz mi kto nas ściga - powiedział zaniepokojony Tom.
 
__________________
I am a Gamer. Not, because i don't have a life. But because i choose to have Many.
GG 53887240
Adi jest offline  
Stary 07-12-2016, 19:05   #40
 
Egzio's Avatar
 
W tym momencie lampy w sali zaczęły migać, z sekundy na sekundę coraz szybciej. Tom poczuł ze pomieszczenie zaczyna się trząść, łóżko skrzypiało głośno, a okno otworzyło się z głośnym hukiem. Tom dostrzegł w oczach Evette łzy.
- Nie wiem Tom... oni chcą nas zabić. Nazywają się Turhaverami. Oni... wykorzystali jakiegoś chłopaka... boże, próbowałam go ratować, tak mi się wydaje, pamiętam to wszystko jak gdyby przez sen, on chyba nie żyje... - wymamrotała wyraźnie przerażona. Łatwo można było wywnioskować, ze mówiła o Acceliusie. Tożsamości, która wydawała się być częścią Toma, znał jego historię, wydawać by się mogło, ze jeszcze przed chwilą sam nim był. - Ja zupełnie nie rozumiem tego wszystkiego.... Boję się. Mówią ze przybyli po syna Cassiela.... kimkolwiek on jest.
Kolejne wspomnienia, do tej pory niewyraźne, zaczęły powoli odsłaniać fragmenty układanki rozsypanej wraz z utratą przytomności.



Muzyka
3 dni wcześniej

Z radia rozbrzmiewała piosenka ,,Creed - One'', stało ono na parapecie, tuż przy łóżku. Pomieszczenie było małe - znajdowało się w nim jedynie łóżko, biurko z laptopem i szafa z ciuchami. Poza tym, na podłodze leżał karton po pizzy.
Tom siedział w pokoju, tuż przed laptopem. Evette siedziała na łóżku, trzymając w dłoni talerz z sernikiem, raz na jakiś czas podnosiła kawałek drugą dłonią, biorąc delikatnego kęsa. Prawą nogą stukała, w rytm piosenki.
Kobieta towarzyszyła mu od początku życia, nie widział jej nikt, poza nim samym. Jednocześnie Evette była w stanie oddziaływać na otoczenie, podnosić przedmioty czy podejmować samodzielne decyzje. Była niesamowicie wrażliwa i opiekuńcza, a zarazem często popadała w depresyjne nastroje - nie mogła przetrawić myśli, ze mogła być tylko i wyłącznie wytworem wyobraźni Toma, i choć wszystko wskazywała na to ze była realną, fizyczną istotą - miała mnóstwo wątpliwości, czy aby na pewno istnieje. Obydwoje nie wiedzieli kim jest. Ani Tom, ani Evette, ale z czasem zaakceptowali siebie nawzajem.
Tom był zwykłym 20 latkiem studiującym prawo. Nie licząc braku akceptacji ze strony swojej rodziny, jego życie było szczęśliwe i pozbawione negatywnych doświadczeń. Duża była w tym zasługa Evette, która była czymś w rodzaju ,,anioła stróża'' Toma. Stale chroniła go przed niebezpieczeństwami, i stanowiła jego wsparcie duchowe, zawsze służąc radą, wysłuchując i nie pozwalając chłopakowi ani przez sekundę, poczuć się samotnym.
W tym momencie na poczcie e-mail Toma pojawiła się krótka wiadomość.
,,Wiem o tobie wszystko, Tom. Wiem o Evette. Musimy się spotkać. Jestem przyjacielem. Odpisz, gdzie i kiedy będziesz miał czas. - George.
Evette podniosła głowę.
- Co się dzieje, Tom? - zapytała - Wyglądasz na mocno, ale to bardzo mocno zaskoczonego - wzięła kęs sernika - Znowu jakiś szokujący zwrot akcji w serialu? - zaśmiała się uroczo, zasłaniając usta dłonią - Uwielbiam, kiedy cię czymś zaskoczą. Robisz wtedy minę, jakby ktoś właśnie stwierdził, ze zna twoje najskrytsze tajemnice.
 

Ostatnio edytowane przez Egzio : 07-12-2016 o 22:05.
Egzio jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:57.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172