Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 16-04-2015, 20:02   #1
 
Egzio's Avatar
 
[Storytelling] Igrając z Wyrocznią


Drżąca dłoń uniosła się ku górze, na każdym z jej palców były włożone trzy złote pierścienie, a paznokcie były długie i pomalowane na czarno, dłoń chwyciła kielich wina.
Twarz mężczyzny była zasłonięta przez cień, w komnacie panował kompletny mrok, jedynie świece położone na niektórych z półek oświetlały to pomieszczenie, niewidoczny mężczyzna w cieniu pociągnął duży łyk wina.
Po chwili światło świec oświetliło jego usta, na których widniał drwiący uśmiech, siedział na olbrzymim krześle, a tuż pod nim kulił się przerażony i zakneblowany kapłan który przyglądał się błagalnie swemu tajemniczemu oprawcy.
- Już czas.... - mruknął cicho mężczyzna - Już czas by zniszczyć wszystko, a na pozostałym chaosie zbudować nowy ład i porządek, pora byśmy wyszli z cienia, pora byśmy wprowadzili nowe zasady, i uporządkowali ten bajzel który po sobie zostawiliście, kapłanie, już wkrótce ten świat czeka rewolucja, z przykrością muszą jednak oznajmić ze bez przelewu krwi się nie obędzie, ale nie ma powodu do obaw, ci ludzie poświęcą się w imię słusznej sprawy, czasami trzeba poświęcić coś... by stworzyć coś jeszcze lepszego. Ten świat niedługo zapłonie, tylko po to by odrodzić się niczym feniks z popiołów.
Mężczyzna pociągnął dłuży łyk wina, po czym rzucił kielichem o podłogę i wybuchnął histerycznym śmiechem.

Accelius mieszkał w dużym mieście Rachshan, nazwano je tak na cześć wielkiego inkwizytora który osobiście dokonał egzekucji ponad stu upadłych aniołów i samotnie za pomocą swego sławetnego oręża ,,Mishugura'' pokonał demony wysłane na ziemię przez samego szatana by siać chaos i zburzyć najwspanialsze dzieło boże - jakim bez wątpienia był ten świat. Miasto to było wręcz stolicą dla religii, wznoszono tu liczne kościoły i kapliczki, a w samym mieście stacjonował arcykapłan którego władza sięgała wyżej niż władza samego króla, był to jednak schorowany staruszek którego dni ostateczne nieuchronnie się zbliżały a zdrowe zmysły już dawno go opuściły, toteż teoretycznie arcykapłan nie wykorzystywał swej władzy w żaden sposób.
Do miasta zjeżdżało się wielu ludzi poszukujących duchowego zbawienia, i zwykle tutaj go odnajdywali, w związku z częstymi wizytami podróżnych kwitł także handel, kupcy z całego kraju zjeżdżali się właśnie tutaj by sprzedawać swe towary, i zwykle ubijali na tym całkiem niezły interes, było także mnóstwo cwaniaczków którzy sprzedawali zwykłą wodę w kubeczkach za duże pieniądze, wmawiając wiernym ze to woda święcona oczyszczająca duszę z wszelkiego zła, i o dziwo przynosiło im to ogromne korzyści finansowe.
Życie w tym mieście bywało dosyć trudne, biorąc pod uwagę tłok, hałas i chaos, w tłoku bardzo często można było natknąć się na złodzieja który tylko czyhał na sakiewkę przypiętą do twego pasa, czy nawet morderców i gwałcicieli , dlatego zawsze warto zachowywać pełne środki ostrożności.
Miasto te było zarówno stolicą religii, jak i przestępstwa, działało tu mnóstwo tajemnych organizacji, a sama inkwizycja była skorumpowana - wystarczyło ze przestępcze organizacje dawały im worek ze złotem, dzięki czemu inkwizytorzy udawali ze nie dostrzegają nawet ich obecności, mimo tego ze nawet największy debil w mieście wiedział o ich istnieniu.
Accelius siedział w karczmie, dzisiejszego dnia było w niej dosyć tłoczno, spora ilość szlachciców wpadła tu by porządnie się upić, ot tak, kompletnie bez okazji, było też wielu zwykłych chłopów, siedziska tych dwóch warstw społecznych były oddzielone od siebie, chłopi siedzieli po lewej stronie, zaś szlachcice po prawej, karczmarz zdecydował się na taki podział po licznych zamieszkach między chłopstwem a szlachtą w wyniku których cierpiała jego karczma, połamane krzesła, rozwalone kufle, jedzenie porozrzucane po podłodze, kałuże krwi które trzeba było zmywać.
- Coś podać? - zapytała młoda córka karczmarza stojąca przed Acceliusem, która przyjmowała zamówienia, była to niezbyt urodziwa, otyła dziewczyna o krótkich brązowych włosach, karczmarz czyścił właśnie kufle brudną ścierką za ladą przyglądając się śmietance towarzyskiej która grała w karty i głośno krzyczała nie stroniąc od wulgarnego słownictwa.
- Ciszej tam! - krzyknął, kiedy hałaśliwi szlachcice się uspokoili karczmarz znowu wrócił do wycierania kufli.
Gdzieś w tle pogrywał młody bard podśpiewując balladę o dwóch siostrach
 

Ostatnio edytowane przez Egzio : 15-11-2016 o 17:19.
Egzio jest offline  
Stary 17-04-2015, 12:59   #2
Adi
 
Adi's Avatar
 
Acceliusowi nie przeszkadzał ten hałas, tłok i chaos w mieście, w którym się urodził. No może trochę tłok; jak było dużo ludzi. Mogło go to nawet nieźle wkurwić. Trzeba przyznać, że niezłe miejsce do zamieszkania sobie wybrał.

Bardzo dużo ludzi z niewielkich mieścinek przyjeżdżało do Rachshan szukać zbawienia, gdyż było tu ogrom obiektów religijnych. Każdy znalazłby coś dla siebie: od islamu po chrześcijaństwo czy nawet buddyzm na sikhiźmie kończąc.

Z racji tabunu ludzi zjeżdżających się stąd i owąd rozwinął się też handel, ale jak to bywa w dużych miastach; ‘wszystko co dobre kiedyś się kończy’. Tak było też w tym przypadku. Złodzieje byli zmorą tego miasta, nawet policja nie dawała rady temu wszystkiemu zaradzić.


Pewnego dosyć ciepłego poranka Accelius ubrany był w skórzaną białą kurtkę i skórzanych spodniach tego samego koloru; (jakby się przykleił do białej ściany nie byłoby go widać z racji białych włosów). Jedynie wyróżniały go czarne jak noc buty. Poszedł do karczmy. Znalazłwszy się na miejscu otworzył drzwi i na chwilę zamarł w bezruchu, tylu było tam ludzi. Jakimś cudem przedostał się do stoiska. Karczma wyglądała jak po wojnie. Wszyscy byli rozdzieleni na ‘frakcje’, że się tak wyrazi; szlachcice po prawej stronie patrząc od strony wchodzącego, a chłopi po lewej. Jaki tu porządek- pomyślał lekko zdziwiony, ale potem go to rozbawiło.

-Podać coś?- zapytała młoda córka karczmarza stojąca przed nim, która przyjmowała zamówienia, była to niezbyt urodziwa, otyła dziewczyna o krótkich brązowych włosach.
-Yyy, tak poproszę duży kufel piwa- powiedział to myślami będąc gdzie indziej. W tle grała bardzo spokojna melodia niemalże usypiająca.
 
__________________
I am a Gamer. Not, because i don't have a life. But because i choose to have Many.
GG 53887240

Ostatnio edytowane przez Adi : 17-04-2015 o 13:02.
Adi jest offline  
Stary 17-04-2015, 20:48   #3
 
Egzio's Avatar
 
- Rachshan, urodziłem się w tym mieście....
- Na sentymenty ci się zebrało? Szef będzie niezadowolony jak coś pójdzie nie po jego myśli, więc lepiej się uspokój.
- To może być trudne, już za chwile to miasto pochłonie chaos...
- Nie zapominaj o najważniejszym, robimy to w imię słusznej sprawy.
- Nasi ludzie są gotowi?
- Są.

Dziewczyna zmusiła się na sztuczny, ciepły uśmiech i kiwnęła głową twierdząco.
- Już się robi. - poinformowała i odwróciła się ruszając w stronę lady przy której właśnie stał jej ojciec desperacko wycierający jeden z brudnych kufli i rzucając co jakiś czas wulgarnym słówkiem, był ewidentnie wściekły i niezadowolony, mimo tego ze miał jedynie same powody do radości biorąc pod uwagę ze w związku z dzisiejszym tłokiem w karczmie jego sakiewka z każdą sekundą stawała się coraz grubsza, dla Acceliusa jednak nie było to nic nowego, przez całe swoje życie zdążył odwiedzić tę karczmę już kilkanaście razy.
Karczmarz nazywał się Willichiar, był to około czterdziestoletni mężczyzna, z potężnym brzuchem, długą i gęstą czarną brodą i splecionymi w kucyk włosami, jego twarz wiecznie wyglądała na zmęczoną, oczy były przez cały czas zmrużone, a usta wykrzywiały się w nieprzyjemnych grymasach jak gdyby facet miał zaraz wybuchnąć nagłym atakiem furii. Jego wygląd zewnętrzny niczym nie różnił się od tego wewnętrznego, mężczyzna podobnie jak jego można wywnioskować z jego urody, wiecznie bywał wściekły i miał ochotę udusić pierwszą lepszą osobę która mu się nawinie, ale w rzeczywistości był całkiem sympatyczny i dało się przyzwyczaić do jego nietypowych humorków.
Większość stolików w karczmie została już zajęta, a gości ciągle przybywało, toteż w pewnym momencie do Acceliusa dosiadła się jakaś parka chuderlawych dowcipnisi w brudnych, białych koszulach z podwiniętymi rękawami, jeden z nich był łysy i bezzębny, drugi natomiast miał długie, tłuste rude włosy, również brakowało mu kilka ząbków, mężczyźni zakłócili wyjątkowy spokój który przez jakiś czas panował przy stoliku Acceliusa.
Po chwili Accel ujrzał córkę gospodarza która właśnie kroczyła ku jego stołkowi, gdy się zbliżała jeden z dowcipnisi chwycił ją za tyłek, dziewczyna nie była przyzwyczajona do tego typu zachowań - co, biorąc pod uwagę jej urodę, nie było niczym dziwnym, i zaskoczona upuściła kufel piwa wylewając całą jego zawartość na podłogę, zarumieniła się i spojrzała przepraszająco na Acceliusa.
- P... prz...przepraszam. - wymamrotała, całą sytuacje, a raczej jej fragment - poczynając od opuszczenia piwa przez córkę ujrzał jej ojciec.
- I co żeś kurwo narobiła! - krzyknął oburzony, dziewczyna była kompletnie przestraszona.
 
Egzio jest offline  
Stary 18-04-2015, 13:33   #4
Adi
 
Adi's Avatar
 
Dziewczyna zdobyła się na sztuczny, ciepły uśmiech i kiwnęła głową twierdząco.
-Już się robi.- poinformowała i odwracając się poszła w stronę lady gdzie stał już jej ojciec wycierający kielich brudną szmatą. Po posturze i wyrazie twarzy mężczyzny można było zauważyć, że jest (tak jak Accelius) cholerykiem. Mężczyzna wyglądał na około czterdzieści lat sądząc po wyrazistej brodzie. Wyglądał na wiecznego śpiocha; oczy miał cały czas zmrużone jakby kogoś wypatrywał. Aż rozejrzał się po lokalu co mógł (jak mu się zdawało) wypatrywać.


Accelius wstał od stoiska i dosiadł się do jednego ze stołów gdzie siedzieli chłopi. Nagle dosiadło się dwóch cwaniaczków. Jeden z nich był łysy zaś drugi miał długie przetłuszczone rude włosy. Mieli na sobie zabrudzone białe koszule z podwiniętymi rękawami. Obaj mieli braki w uzębieniu; jakby ktoś ich właśnie pobił.
Było dosyć spokojnie dopóki się ta dwójka nie dosiadła. Nie minęły cztery minuty jak dojrzał córkę gospodarza; tak mu się przynajmniej zdawało. Szła w kierunku jego stolika. Gdy się zbliżała jeden z nich, a był to łysy facet; chwycił ją za tyłek. Ta podskoczyła i upuściła kufel z piwem dla niego.

-Hey!!!...-warknął na łysego -...co to miało być!!!- wstał w pośpiechu z krzesła aż to upadło na ziemię
-Masz w tej chwili wstać i przeprosić wać pannę...- naskoczył na mężczyznę -...i to już!!!!!!!- teraz naprawdę się wściekł.

Minęło paredziesiąt sekund po tamtej akcji. Ukląkł na prawe kolano i zaczął pomagać kobiecie zbierając rozbity kufel.
-P...prz...przepraszam- wymamrotała całą sytuację, a raczej jej fragment.
-Nic się nie stało...- powiedział gdy już się uspokoił po chwili dodając z uśmiechem na ustach -...i tak zapłacę. Wstał postawił krzesło na nogi i położył dwadzieścia srebrników na stole.
Wyszedł z karczmy. Wychodząc raz jeszcze chłodno spojrzał na łysego faceta.

Była pora wczesno po południowa więc udał się do pracy. Po dwóch godzinach wyrobił dla siebie dwa jednoręczne miecze, żeby takich debili karać od razu.
 
__________________
I am a Gamer. Not, because i don't have a life. But because i choose to have Many.
GG 53887240

Ostatnio edytowane przez Adi : 18-04-2015 o 13:35.
Adi jest offline  
Stary 23-05-2015, 18:50   #5
 
Egzio's Avatar
 
- Dzisiejsza noc będzie krwawa.
- Rachshanie, wiem o tym, i nie potrafię tego pojąć, dlaczego mają ginąć niewinni?
- Czasami trzeba poświęcić kilka, albo kilkaset istnień by świat stał się lepszym miejscem.
- Boję się... nigdy nikogo nie zabiłem.
- Ale wierzysz w słuszność naszych przekonań, prawda?
- Tak.
- A więc nie bój się ubrudzić swych dłoni krwią.
***

W świątyni było pusto, nie licząc arcykapłana klęczącego przed kapliczką, wiedział on ze powoli nadchodzi jego kres, modlił się niemalże całe dnie chcąc upewnić się ze bóg na pewno przyjmie jego duszę do niebios.
Wpatrywał się w posążek boga wznoszącego swe dłonie ku górze, i mamrotał niewyraźną modlitwę, bo tylko na mamrotanie wystarczało mu sił.
W olbrzymich drzwiach wejściowych stanął burmistrz miasta i oparł się o framugę, tuż za nim stał paladyn o imieniu Daric, obydwoje wpatrywali się w milczeniu w arcykapłana pogrążonego w swej modlitwie.
- Modli się już tak od trzech dni, a od roku nie jest w stanie przemawiać do tłumu i rządzić kościołem, w dodatku jest już prawie kompletnie głuchy. - warknął burmistrz, Daric skinął głową twierdząco - Rozwój kościoła w tym kraju stanął kompletnie w miejscu odkąd staruch się pochorował, tylko on ma władzę, a nawet nie jest w stanie z niej korzystać, żadnych nowych ustaw, żadnych zmian, żadnych walk z poganami i zdrajcami, zresztą sam wiesz jak wygląda obecnie sytuacja chociażby z Turhaverami, tym religijnym przestępcom wszystko uchodzi na sucho....
- A ile pozostało mu jeszcze czasu? - zapytał paladyn
-Choruje już prawie rok, chuj go tam wie ile zwiędła dziadyga jeszcze pożyje - odpowiedział burmistrz - Może żyć i następny rok, chyba ze weźmiemy sprawy w swoje ręce....
- Zastanawiałem się czemu nie zrobiliśmy tego wcześniej...
- Wcześniej bałem się ze bóg mi tego nie wybaczy.... ale tak będzie lepiej dla świata, musimy postawić na tym stanowisku kogoś kto raz na zawsze rozprawi się z poganami.


Accelius

Accelius zdążył wykuć dwa jednoręczne miecze, co zajęło mu ponad cztery godziny, był kompletnie obolały i zmęczony, gdy do jego kuźni weszło trzech rosłych mężczyzn w czarnych płaszach, rozejrzeli się oni po pomieszczeniu po czym spojrzeli na Acceliusa.
- Młodzieniaszku, dzisiejszej nocy wpadnie tutaj wielu ludzi, wszyscy po broń, i będą chcieli wziąć ją kompletnie za darmo, wolałbym by jednak nie mieli do niej dostępu. - dwóch pozostałych mężczyzn zastawiło drzwi swoimi ciężkimi ciałami uniemożliwiając właścicielowi kuźni ucieczkę.
- Oddasz nam cały towar po dobroci, czy mamy puścić to miejsce z dymem? - zapytał jeden z nich chwytając Acceliusa za kołnierz

Cassedrene

Cassie siedziała w karczmie naprzeciwko swojej klientki która nalegała by najemniczka się z nią spotkała, z góry jednak przyznała iż jest bardzo uboga i niewiele może zaoferować.
Kobieta o krótkich brązowych włosach z poobijaną twarzą i sińcem na prawym oku który nie pozwalał jej go otworzyć, położyła na stole dziesięć srebrnych monet, było to niewiele pieniędzy, i klientka w pełni zdawała sobie z tego sprawę, gdyż w trakcie wykładania pieniędzy jej ręce mocno drżały.
- To są tylko marne grosze... ale... - kobieta spojrzała błagalnie na Cassedrene - Nie wytrzymam dłużej z tym mężczyzną, codziennie wraca do domu, bije zarówno mnie jak i nasze dzieci, w dodatku zdradza mnie z innymi kobietami... po jego śmierci prawdopodobnie przejmę jego majątek, dam pani pieniądze, dużo pieniędzy, mogę oddać nawet wszystko, byleby tylko moje dzieci były bezpieczne....


Accelius & Cassedrene
Kolor nieba stawał się powoli pomarańczowo-różowy, zachody słońca w tym mieście były wyjątkowo piękne, aż chciało się popadać w zadumę i pozwalać by refleksje i przemyślenia ogarnęły umysł kompletnie zapominając o otaczającej rzeczywistości.
Miasto lekko opustoszało, ludzie o tej porze woleli porządnie wypoczywać po dniu pełnym pracy by mieć mnóstwo energii dnia następnego.
Wszystko wskazywało na to ze ten wieczór będzie taki jak zwykle, do czasu aż nie rozległ się głośny dźwięk dzwonów kościelnych który wzywał wszystkich wiernych do natychmiastowego udania się do świątyni. Przez ostatnie lata dzwony nie zabrzmiały ani razu, toteż ciekawość mieszkańców była ogromna, wszyscy wiedzieli ze musiało wydarzyć się coś naprawdę ważnego, wszyscy biegli w stronę świątyni wręcz na złamanie karku.
 

Ostatnio edytowane przez Egzio : 16-11-2016 o 19:35.
Egzio jest offline  
Stary 24-05-2015, 13:36   #6
Adi
 
Adi's Avatar
 
-Ufff-przetarł prawą ręką po czole mężczyzna o białych włosach. Był przekonany, że zajmie mu to mniej czasu. Wyglądają nieźle- pomyślał jednocześnie sprawdzając ich wagę. Nagle do jego kuźni weszło trzech mężczyzn w czarnych jak noc płaszczach. Byli wyżsi od Acceliusa; rozejrzeli się po kuźni, chwilę później zerknęli na Acceliusa i wtem jeden z nich przemówił. -Młodzieniaszku, dzisiejszej nocy wpadnie tutaj wielu ludzi, wszyscy po broń, i będą chcieli wziąć ja kompletnie za darmo, wolałbym by jednak nie mieli do niej dostępu.- dwóch pozostałych zagrodzili mu drogę ucieczki. -Oddasz nam cały towar po dobroci, czy mamy puścić to miejsce z dymem?- powiedział koleś znajdujący się najbliżej Arachne, który chwycił go za kołnierz. -Spokojnie spokojnie- głos mu lekko zadrżał. -Oddam wam cały asortyment, ale coś za coś.- Uniósł lewą rękę pocierając palcami (wskazującym o kciuka) jednocześnie spojrzał się przez jego prawe ramię na gościa przy drzwiach.



Kolor nieba stawał się powoli pomarańczowo-różowy, zachody słońca w tym mieście były wyjątkowo piękne, aż chciało się popadać w zadumę i pozwalać by refleksje i przemyślenia ogarnęły umysł kompletnie zapominając o otaczającej rzeczywistości.
Miasto lekko opustoszało, ludzie o tej porze woleli porządnie wypoczywać po dniu pełnym pracy by mieć mnóstwo energii dnia następnego.
Wszystko wskazywało na to ze ten wieczór będzie taki jak zwykle, do czasu aż nie rozległ się głośny dźwięk dzwonów kościelnych który wzywał wszystkich wiernych do natychmiastowego udania się do świątyni. Przez ostatnie lata dzwony nie zabrzmiały ani razu, toteż ciekawość mieszkańców była ogromna, wszyscy wiedzieli ze musiało wydarzyć się coś naprawdę ważnego, wszyscy biegli w stronę świątyni wręcz na złamanie karku.
 
__________________
I am a Gamer. Not, because i don't have a life. But because i choose to have Many.
GG 53887240

Ostatnio edytowane przez Adi : 24-05-2015 o 21:48.
Adi jest offline  
Stary 24-05-2015, 22:26   #7
 
NightShot's Avatar
 
Cassadrene wpatrywała się w swoją klientkę w milczeniu. Coś nie pasowało jej w wypowiedzi kobiety. Słowa zdawały się być zmącone kłamstwem. " Do tego zdradza mnie z innymi kobietami ". Okaleczona, lecz dalej na swój sposób zazdrosna o męża ? Cassie nie była tego pewna. Przez chwilę zastanawiała się nad propozycją. Chęć pomagania innym walczyła chwilę ze zdrowym rozsądkiem. Ostatecznie zdecydowała się na kompromis. Przeliczyła monety, po czym wrzuciła je do sakiewki. Następnie gmerała chwilę w swoim ekwipunku, po czym wyjęła z niego mały zakorkowany flakonik.
- To trucizna, którą zwykle pokrywam nóż. Kilka kropel do herbaty lub piwa zabije go. Opłatę zawsze biorę z góry, a to jedyne co mogę zaoferować pani za tą cenę. To oczywiście samoróbka, więc nie gwarantuję niczego.
Nagle ciszę przerwało bicie dzwonów, którego nie było słychać od dawna.
- Żegnaj, mam nadzieję, że sobie poradzisz. - powiedziała do kobiety, po czym wyszła z karczmy. Chwyciła jeden z mieczy z pochwy ( miała je dwie na plecach, wisiały pod kątem około 40° do siebie, co ułatwiało dobycie obu mieczy jednocześnie ). Ostrze miało nieco ponad dwie stopy. Był to dobrze wyostrzony sihill o idealnym wyważeniu. Jelec był pokryty srebrem, a głowica przedstawiała głowę krzyczącego orła. Cassie wiedziała, że dzwony nie biły w tym mieście od kilku lat. Coś musiało się zdarzyć. Coś niekoniecznie dobrego. Pobiegła ulicami miasta rozpychając się przez tłumy. Podążała w kierunku świątyni ciekawa, co mogło znaczyć tajemnicze wezwanie
 
__________________
Nie uciekaj przed snajperem - zginiesz zmęczony.
NightShot jest offline  
Stary 27-05-2015, 15:52   #8
 
Egzio's Avatar
 
Godzinę wcześniej

Arcykapłan był prowadzony do swego pokoju przez młodego służącego w wieku dwudziestu lat, kandydował on na stanowisko kapłana, ale przedtem musiał służyć kościołowi i udowodnić ze będzie godnym sługą bożym, nazywał się Ethan, jego rodzina, podobnie jak on, była głęboko wierząca, toteż Ethan większość swego życia poświęcił na modlitwy i przyjmowaniu bożych nauk.
- Jeszcze tylko kilka kroków panie... - odparł chłopiec w stronę arcykapłana który powoli tracił równowagę, szli po krętych schodach, fakt ze siedziba arcykapłanów od wieków znajdowała się na samym szczycie świątyni był w tym przypadku wyjątkowo nieprzyjemny.
***

Zarówno chłopiec jak i arcykapłan dotarli do komnaty, pośrodku stało ogromne łoże, po lewej stronie od strony drzwi znajdował się stół na którym leżała woda i chleb z kawałkiem mięsa na glinianym talerzyku. Chłopiec posadził arcykapłana tuż przed stołem.
- Musisz jeść panie, paladyn Daric prosił bym pomógł cię nakarmić. - odparł chłopiec i podniósł kubek z wodą po czym przyłożył do ust arcykapłana, ten zrobił dziubek i pociągnął delikatnie z kubka.

***

Godzinę później wszyscy w świątyni usłyszeli przeraźliwy krzyk
- Arcykapłan nie żyje! Arcykapłan nie żyje!


Accelius

- Cieszę się ze się dogadaliśmy. - mężczyzna w czarnym płaszczu poklepał swoją lewą dłonią Acceliusa po ramieniu, po chwili chwycił go za nie z całej siły, zabrzmiały dzwony, ale mężczyźni zachowywali się jakby nawet ich nie usłyszeli. - Moi przyjaciele wyniosą twój towar do powozu który czeka na zewnątrz, a ja sobie w międzyczasie tu z tobą postoje, co by nie przyszło ci do głowy coś głupiego, gdyby przyszło bardzo byśmy się pogniewali...
Accelius wyrabiał broń dla wojska i paladynów, był najbardziej szanowanym kowalem w mieście, toteż utrata takiej ilości towaru negatywnie odbije się na jego finansach i możliwe ze przez kilka miesięcy mężczyzna będzie głodował, sama utrata licznego towaru to nic w porównaniu do tego jak wpłynie to na opinię Acceliusa w mieście, prawdopodobnie popyt na jego broń spadnie.
Pozostali mężczyźni w kapturach wynosili uzbrojenie z magazynu w dużych drewnianych pudłach, ważyło to naprawdę wiele, a mimo to ci ludzie nie okazywali nawet cienia zmęczenia.
- Albo wiesz co..... Steve! - mężczyzna który trzymał Acceliusa zwrócił się w stronę kolesia który właśnie wychodził z magazynu - Może zabierzemy tego kowala ze sobą? Zawsze nam się przyda ktoś kto potrafi wyrabiać porządną broń.
- W charakterze niewolnika, czy zamierzasz kolesiowi proponować pracę? W tym drugim przypadku.... - zapytał Steve, mężczyzna trzymający Acceliusa pokiwał przecząco głową.
- Przez lata łykał religijną propagandę, po dobroci nic dla nas nie zrobi. - mężczyzna spojrzał na Acceliusa i uśmiechnął się paskudnie - Udanego dnia to ty dzisiaj nie masz, nie, młody?


Cassandre

Kobieta spojrzała na flakonik z trucizną wyraźnie przerażona, ale wyszła z założenia ze lepsze to niż nic, kiwnęła głową twierdząco, nie zdążyła nic odpowiedzieć, zabrzmiały dzwony, pożegnała się jedynie skinieniem głowy i krótkim, ale niepewnym ,,Dziękuje'' z Cassandre i obydwie ruszyły w stronę świątyni.
Na ulicy panował chaos, ludzie przepychali się nawzajem byleby tylko zdążyć do świątyni i zdążyć zająć najwygodniejsze miejsca.
W końcu wszyscy stanęli przed olbrzymią świątynią która była najwyższym budynkiem w mieście, wręcz monumentalnych rozmiarów świątynia zbudowana w gotyckim stylu z ogromną wieżą i dzwonem na samej górze, drzwi były zamknięte, toteż wszyscy natychmiastowo ruszyli na tyły budynku gdzie znajdował się ogromny dziedziniec, było to ogromne, porośnięte trawą podwórze gdzie na samym końcu znajdował się inkwizycyjny plac egzekucyjny będący jednocześnie miejscem w którym dochodziło do najważniejszych przemów największych głów kościoła. W okół placu stało dwudziestu ciężko uzbrojonych paladynów, na samym placu stał burmistrz, kat z czarnym workiem na głowie i kapłan z księgą pod pachą. Pierwszy naprzód wysunął się burmistrz.
- Drodzy obywatele! Smutny to dla nas dzień! - krzyknął burmistrz unosząc dłonie - Swego żywota dokonał arcykapłan, głowa kościoła, jedna z najważniejszych osobowości w naszym kraju.
Rozległa się wrzawa, tłum zaczął krzyczeć, modlić się, dyskutować.
- Jak dobrze wiemy, arcykapłana zżerała choroba, jednak z przykrością muszę oznajmić iż w tym przypadku dopuszczono się do morderstwa w wyniku którego zginął zarówno arcykapłan i trzech innych kapłanów, zatruto bowiem dzban z wodą który.... zrobił to jeden z służących którego udało nam się przyłapać na gorącym uczynku w trakcie gdy podawał arcykapłanowi wodę i dziś czeka zasłużona kara!
Tym razem tłum zaczął wiwatować z wściekłością.
- Zabić go! Zabić go! - krzyczeli, po chwili na plac egzekucyjny weszło dwóch paladynów ciągnących za sobą młodego służącego w białej koszuli, jego stopy szorowały po ziemi, położono go tuż przed pniem, mężczyzna płakał, ale miał zakneblowane usta, toteż nie mógł nic powiedzieć ani wykrzyczeć.




W międzyczasie, we wsi Uiop


Eliar, Nora, Leon
Wieś Uiop była cichym i spokojnym miejscem, życie toczyło się tam swoim własnym rytmem który nigdy nie był zakłócany przez żadne niebezpieczeństwa. Można by powiedzieć ze był to raj dla ludzi poszukujących świętego spokoju i chcących żyć w zgodzie z naturą bez cywilizacyjnego chaosu.
Problemy zaczęły się wtedy gdy król Jack i Henry wszczęli wojnę, wioska leżała na granicy obu państw i była najbardziej narażona na przejazd wrogich wojsk, w tym przypadku wojsk króla Henrego. Wiele osób chciało wyprowadzić się do mniej narażonych na niebezpieczeństwo wsi, ale budżet na to nie pozwalał, większość tutejszych nie miało prawie żadnych pieniędzy, wszyscy żyli z hodowli zwierząt, upraw, rąbaniu drewna, polowań, i wspólnie wymieniali się tymi surowcami.
I właśnie na ten temat debatowali wszyscy obecni w gospodzie ,,Pod Szczęśliwym Pijakiem'', była to typowa wioskowa gospoda, gospodarzem był chudy, łysy mężczyzna z niebieską kozią bródką i sygnetami w kształcie czaszek na dłoniach, wyglądał dosyć nietypowo i był uważany za największego dziwaka w wiosce - ale za to miał najlepsze piwo pod słońcem, toteż nikt nie narzekał.
Siedzieliście razem przy jednym stoliku, nie z własnej woli, w całej gospodzie były tylko trzy stoły, przy jednym siedziało trzech farmerów prowadzących głośną debatę na temat ,,idiotyzmu króla Henrego'' i ,,debilizmu króla Jacka'' i widma wiszących nad wioską Uiop, przy drugim siedziały cztery, niezbyt urodziwe kobiety plotkujące na różne tematy, wszystkie dotyczyły życia prywatnego innych osób.
- Ja to się boję ze nas zajebią, jak chuj, to możliwe, Henry będzie chciał pogrozić naszemu królowi, my będziemy najbliżej, i jebut kurwa! - krzyknął jeden z farmerów i gruchnął pięścią w stół
- Panie, co pan pierdolisz, Henry jest religijny, religia zabrania mordować niewinne osoby. - odparł stanowczo drugi wieśniak.
- Polityka ma w dupie religie, jak chcą se zajebać, to zajebią, czy bóg pozwoli, czy nie. - odpowiedział pierwszy, trzeci kiwał pierwszemu głową na znak ze się z nim zgadza.
 
Egzio jest offline  
Stary 27-05-2015, 19:49   #9
 
Thards's Avatar
 
Kto to widział, aby stary z młodymi przy jednym stole siadał. Leonowi nie przeszkadzało towarzystwo, wszakże w swoim sadzie miał go stosunkowo niewiele, a czasu na pogaduszki podczas zbiorów oraz pielęgnacji drzew było tyle co nic. Nie był ubrany zbyt wybitnie, ot prosta koszula z lnu, wiązana u szczytu na rzemyk, para spodni z materiału który opiera się kapryśnej pogodzie a także buty wykonane z taniej skóry. Spodnie trzymał mu prosty kawałek sznurka bo paski to było coś na co stać było najemników albo poborców podatkowych, a nie chłopów.
Zarządca jabłecznego sadu w wiosce Uiop był mężczyzną nieco ponad przeciętnego wzrostu, o atletycznej posturze, z wyraźnie zarysowanymi ramionami oraz klatką piersiową. Miał siwe, krótko ścięte włosy oraz elegancko przycięta brodę. Niezbyt przypominał przez to prostego chłopa, ale w handlu wygląd był ważny. Ciemno brązowe oczy dobrze komponowały się z skąpaną w słońcu cerą, zaś mocno zarysowane kości policzkowe oraz szeroka szczeka nadają Leonowi dystyngowanego, dumnego wyglądu.
Spojrzał po parze nieznajomych. Ile by dal żeby raz jeszcze móc hasać tak jak oni. Na myśl przychodził mu młody kowal Accelius, chociażby z powodu jego sławionych wyrobów i całej tej mowy o początkach wojny. W życiu widział parę mieczy i potrafił potwierdzić, że te wykonane w warsztacie młodzieniaszka, były nie najgorsze. Przed nim jeszcze jednak długa droga do prawdziwego mistrzostwa w tym fachu.
Dziewczyny oraz mężczyzny nie kojarzył, nie potrafił powiedzieć kim byli ani czym się zajmowali. Niepokoiły go jednak te wszystkie plotki o armiach i zbliżającej się wojnie. Nikomu to nie służyło, a już na pewno nie wieśniakom.
- Ba, pleciecie trzy po trzy - parsknął w stronę farmerów. - Nikt tu nikogo nie będzie wyżynał, tak jak ten tam powiedział, nie jesteśmy niczyimi wrogami więc rycerstwo nas nie tknie - westchnął.
Gdyby tylko to samo mógł powiedzieć o najemnikach i żołnierzach piechoty.
 

Ostatnio edytowane przez Thards : 27-05-2015 o 22:05.
Thards jest offline  
Stary 27-05-2015, 21:13   #10
tajniacki blep
 
sunellica's Avatar
 
Od pewnego czasu podróżowała po świecie bez celu… a może jednak nie? Ostatnio ciągle odrzucała propozycje pracy oraz członkostwa w gildiach dla takich jak ona. W końcu ile można? Cały czas tylko podrabianie pism, pieczęci, listów, rozkazów. Zupełnie jakby nic innego się nie liczyło tylko religia, polityka i koneksje rodzinne. Nikt nikomu nie chciał nic ukraść, zupełnie jakby artyści przestali tworzyć arcydzieła, których posiadanie jest warte zabicia.
W końcu trafiła tu. Do jakiejś wsi zabitej dechami. Owszem potrafiła docenić prowincjonalne piękno wioski, zwłaszcza, że wychowała się w dużym, kamiennym mieście pełnym poważnych i nudnych ludzi. Jednak nie miała bladego pojęcia co ją tu przygnało. Przypominając sobie, że znajduje się w pomieszczeniu pełnym ludzi rozejrzała się ukradkiem. Nie zdjęła kaptura swojego czarnego płaszcza z ciężkiego i wytrwałego materiału. Nikt nie musiał wiedzieć, że jest kobietą. Wystarczy, że była niska i drobnie zbudowana.
Przy sąsiednich stolikach toczyły się zażyłe dyskusje. Chłopi politykowali a baby plotkowały. Standard. Ani jedno ani drugie jej nie interesowało bo wiedza o tych sprawach nie przyniosłaby jej zysków ani przygód. Rozsiadła się wygodniej na krześle i popatrzyła na kufel piwa stojący na stole. Nie lubiła tego pienistego napoju ale było tanie i dyskretne. Wyciągnęła do niego swoją drobną rękę.
„Zapłaciłaś… musisz wypić.” mobilizowała się w myślach upijając 1/3 kufla na raz. Brrr, wzdrygnęła się. Jeden z towarzyszących jej mężczyzn wdał się w rozmowę z pijącym towarzystwem. Ubrany był jak wieśniak próbujący udawać kogoś lepszego. Zaraz o czym oni tak dyskutowali? Coś o wojsku i zabijaniu. No tak wojna się szykuje. Opróżniła kolejną część kufla. „Zmiotą tę wiochę z powierzchni ziemi. Trzeba się stąd jak najszybciej ulotnić.” Dopiła piwo. Położyła na stole należną cenę za trunek po czym wstała i bezszelestnie udała się do wyjścia. Szkoda, mogłaby tu trochę pobyć. Najeść się świeżych, sielskich potraw, może zabawić się z jakimś młokosem albo tym starym wieśniakiem co siedział z nią przy stole.
-Zdecydowanie muszę znaleźć sobie jakieś zajęcie bo odbija mi - zaśmiała się do siebie rozglądając po drodze.
 
__________________
"Sacre bleu, what is this?
How on earth, could I miss
Such a sweet, little succulent crab"
sunellica jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 03:24.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168