Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 27-12-2016, 21:37   #1
 
Unheimlich's Avatar
 
[Autorski,+18] Stwórca® vs Pradawne Zło® - runda 9999


Skrob, skrob, skrob.

Shavalyoth nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo irytujące jego wieczne skrobanie musi być dla sąsiada z celi obok. Nie wiedział również, co mówią o nim inni więźniowie, kiedy godziny w świetlicy spędza na rysowaniu na kawałkach pergaminu powtarzającego się wzoru, a później szlochaniu, kiedy runa nie chciała go teleportować w bezpieczne miejsce.

Uderzył ręką w ścianę, bardzo żywo wyobrażając sobie Zakon. Mógł nawet poczuć bryzę uderzającą znad morza, szelest traw i stężenie magii w otoczeniu tak ogromne, że aż można było usłyszeć jej jednostajny pomruk.

Kiedy otworzył oczy, wciąż był w celi. Ściany i podłoga, każde wolne miejsce, do którego mógł dosięgnąć, zamalowane było tą samą, powtarzającą się runą. Nieważne, ile razy próbował, ile razy poniósł klęskę - wierzył, że Najjaśniejszy go tak nie zostawi. Oni nie chcieli go słuchać, ale Najjaśniejszy przecież wie, że to nie było specjalnie, że przecież wszystko by naprawił.

Otarł rękawem oczy, próbując odegnać zbierające się w nich łzy. To jest test. Najjaśniejszy sprawdza moją wiarę i moją cierpliwość. To tylko test.

Na chwilę znieruchomiał, bo w celi obok otworzyły się drzwi. Czemu ktoś miałby wyprowadzać więźnia o tej porze? Serce zabiło mu mocniej. Czemu ten więzień ma prawo wyjść, a on-
Jeden z milczących, zakapturzonych braci otworzył jego celę.

- Wypuszczacie mnie? - Poczucie ulgi, nadziei, ale też świadomości rychłego rozczarowania nie pozwoliła mu wstać z klęczek.

- Cisza. Ręce.

Kapłan powoli wyciągnął ręce i ugryzł się w język, żeby powstrzymać falę pytań, która cisnęła mu się do ust. Już po chwili na jego nadgarstkach znalazły się ciężkie, żelazne kajdany.

- Na miłość Najjaśniejszego, ja jestem kapłanem! Posłańcem bożym, a wy traktujecie mnie jak podrzędnego kryminalistę! - Niby po kilku miesiącach powinien był się przyzwyczaić do takiego traktowania, no ale kajdany były już przesadą. Poza tym, lubił wiedzieć, że wciąż ma jakieś poczucie godności i skłonność do pyskówki. Skoro ma to, wciąż jest sobą.

- Cisza. Idziemy.

Trudno było nie wykonać polecenia mężczyzny - już kiedyś widział, w jaki sposób bracia zmuszali krnąbrnych więźniów do posłuszeństwa, więc grzecznie wyszedł z celi i podążył tam, gdzie go prowadzono.

Napis na tabliczce wiszącej na drzwiach, przed którymi stanęli, głosił Prezes. Shavalyoth naprawdę próbował nie robić sobie nadziei, ale przecież to nie mogło znaczyć nic innego - wypuszczają go. Jak bum cyk cyk będzie wolny. I na zawsze da sobie spokój ze sprzedawaniem swoich umiejętności magicznych.

Został dosłownie wepchnięty przez strażnika do środka. Drzwi się za nim zatrzasnęły, a on sam znalazł się w towarzystwie kilku współwięźniów. I faceta, który siedział za olbrzymim biurkiem i właśnie zerkał na niego znad książki.

- No, to chyba będą wszyscy.
 
__________________
write 'nothing is set in stone' on my grave as both a witty joke and a subtle warning that i will be back
Unheimlich jest offline  
Stary 28-12-2016, 00:18   #2
 
Irael's Avatar
 
Kiedy strażnicy zjawili się, żeby Mairona wyprowadzić z celi, nie odpowiadając na pytania o cel wycieczki, był gotowy całować ich po rękach. Nie dosłownie co prawda, bo to dosyć niehigieniczne, a on od trzech lat nie ma już dostępu do oczyszczania obrzydlistw ogniem. Zresztą trzy lata wcześniej prędzej spaliłby się z zażenowania, niż komukolwiek dziękował za nachodzenie go w środku nocy, ale trzy lata temu nic nie maltretowało ściany przy jego łóżku.


Skrob. Skrob. Skrob. Skrob.

Dźwięk ten gasił w Maironie wszelkie chęci do życia. Chowanie głowy pod poduszką i tworzenie prowizorycznych zatyczek z papieru (zdobył go wyrywając ukradkiem strony z książek z więziennej biblioteki) nie pomagało, a swojego sąsiada pozbyć się nie mógł, bo Gildia Smutnych Panów w Szarych Płaszczach zadbała o unieszkodliwienie wszystkich swoich podopiecznych.

Przed wyjściem zdążył jedynie wsadzić sobie na głowę swój wianek – pomimo upływu czasu kwiaty nie więdły, a ich zapach nic nie stracił na intensywności. Potem z uśmiechem na ustach dał się zakuć w kajdanki i poprowadzić w siną dal. Znaczy nie taką odległą. Wycieczka zakończyła się w gabinecie kogoś bardzo ważnego.

Mairon już myślał, że nic nie zniszczy mu humoru. Wtedy do środka wszedł również jego sąsiad, oprawca uszu.

- Po co nam tutaj ten wariat? – Spytał z oburzeniem.

To był właśnie jeden z przypadków, gdy fizyczne ciało przestawało go słuchać. Początkowo miał problemy z naginaniem go do swojej woli, a teraz skubane zaczęło reagować, zanim zdążył wydać mu polecenie.
 
__________________
When life gives you lemons,
Squeeze some life into your eyes.

Ostatnio edytowane przez Irael : 28-12-2016 o 01:24.
Irael jest offline  
Stary 28-12-2016, 01:09   #3
 
Xochiquetzal's Avatar
 
Zarządzanie organizacją pokroju Gildii nie było łatwe. Gdyby nie czarnomagiczne specyfiki, Prezes (którego imienia nie znał nikt żywy, martwych w sumie też nie wielu) już dawno zdążyłby nie dość, że osiwieć, to jeszcze wyłysieć.
Z westchnieniem odłożył książkę i spojrzał na przyprowadzonych do niego więźniów. Co prawda sam wybierał kandydatów do drużyny - w końcu sprawa była najwyższej wagi, nie mogli sobie pozwolić na niepowodzenie spowodowane niekompetencją jednego z Agentów, ale kiedy patrzył na nich skutych i wymęczonych przez miesiące, a w niektórych przypadkach lata spędzone w więzieniu ciężko było mu patrzeć w przyszłość z optymizmem.

- Za chwilę wszystko państwu wyjaśnię. Na pewno zastanawiają się państwo, po co was tu zgromadziłem, nie będę więc trzymał was w niepewności - posłał skazańcom jeden ze swoich firmowych uśmiechów, jednocześnie bezwiednie poprawiając mankiet białego garnituru, importowanego z innego wymiaru. Tutaj takich nie produkowali.

- Mam dla państwa propozycję nie do odrzucenia, i nie mam tego na myśli w sposób metaforyczny. Pojawiła się niedawno propozycja misji, w której nagrodą będzie sława, chwała, bogactwo, i - co pewnie najbardziej w tej chwili państwa interesuje - wolność. Ale jeśli wam się nie uda, czeka nas wszystkich śmierć.

Spojrzał na leżącą na biurku kopię listu, który tydzień temu dostarczono do Gildii. Prezes nabrał zwyczaju zerkania na niego co kilka minut, jakby nadal nie był w stanie uwierzyć, że jest prawdziwy. Oryginał nadal badali magowie, próbując wyciągnąć z niego choćby strzępki informacji. Na razie jednak wszystkie ich próby okazały się całkowicie nieskuteczne.

- Może zacznę od początku. Otrzymaliśmy niedawno zlecenie misji od osoby, która podpisała się jako Pradawne Zło. Na początku nie potraktowaliśmy tej wiadomości poważnie, nawet kiedy naszym lingwistom udało się przetłumaczyć ją do końca - została napisana raczej... nietypowym językiem. Jego autor bowiem twierdził, że Stwórca naszego świata postanowił z nim skończyć. Co prawda Gildia musi zapobiegać katastrofom na skalę światową średnio co dwa tygodnie, jednak nawet nam taki scenariusz wydał się nierealistyczny i przesadzony. Sprawa została więc zawieszona do czasu, w którym zebralibyśmy na jej temat więcej informacji.

Tym razem wzrok Prezesa powędrował na zbiór reportów, które dostarczono mu w ciągu kilku ostatnich dni. Wszystkie miały fragmenty tekstu pooznaczane kolorowym atramentem i notatki na marginesach. Ostatni raz tak dokładnie wczytywał się w raporty kiedy był jeszcze nowy na swoim stanowisku.

- Bardzo szybko okazało się jednak, że treść tego listu musi być chociaż częściowo prawdziwa - zaczął ponownie po chwili. - Nasi Agenci zaczęli donosić o niewytłumaczalnych zjawiskach mających miejsce dookoła świata. Oczywiście, jednym z głównych powodów powstania Gildii jest radzenie sobie z takimi sytuacjami, jednak charakter i sama ilość takich zdarzeń nie pozostawia nam innego wyboru niż potraktowanie słów Pradawnego Zła poważnie. Oznacza to, że tym razem mierzymy się z prawdziwym końcem świata.
I tu właśnie zaczyna się państwa rola. Ze wszystkich przebywających pod naszą opieką więźniów uznałem waszą szóstkę za najbardziej adekwatną do podjęcia się tego zadania - posłał skazańcom kolejny uśmiech. - Jest to wasza jedyna szansa na odzyskanie wolności, a także najprawdopodobniej na przeżycie. Czy w takiej sytuacji mogę na państwa liczyć?
 
__________________
(ง •̀_•́)ง

Ostatnio edytowane przez Xochiquetzal : 28-12-2016 o 01:23.
Xochiquetzal jest offline  
Stary 28-12-2016, 02:40   #4
 
Polarnylenin's Avatar
 
- A jeśli mi się tutaj podoba?- spytała głupkowatym tonem i od razu dostała drewnianą pałką po głowie od strażnika, który stał za nią.
Pomimo bólu zachichotała czując jak strużka krwi zaczyna jej powoli spływać po czole. Może to i lepiej, że skuli ją za plecami, przynajmniej teraz musi to wyglądać wspaniale. W końcu trzeba utrzymywać renomę w tym miejscu! Te wszystkie lata budowania reputacji. Sława! A teraz chcą ją wypuścić na wolność by ratować jakiś zapyziały świat? Dlatego wyciągnęli ją z klatki po czterdziestu latach izolacji?!
- Spokojnie, do kurw... - Kolejne uderzenie, tym razem w bok głowy. Nagłe mrok przed oczami, chociaż śwaidomość pozostała na miejscu. Przynajmniej jej, Rose już kilka lat temu się zakopała w podświadomości bo nie dawała rady. Spokojnie, obudzi się ją. Gdy zaczęła odzyskiwać wzrok, jednocześnie dały o sobie znać nowe urazy. Pęknięta, chyba, lewa kość jarzmowa i... no, no no... Plunęła przed siebie zamaszyście pokaźną ilością krwi i zębem.
- Poużywaj sobie póki możesz, hehe... - powiedziała z jeszcze szerszym uśmiechem na twarzy, nie obracając się. Strażnik nie zareagował tym razem. Widocznie przypomniał sobie co spotkało jego znajomych z pracy gdy zbytnio sobie pozwalali.
- Wracając, ah, tak... - Jej wzrok wrócił na dziwnego kolesia w bieli, który stwierdził, że mają ratować świat. - Jeśli sie nie zgodzę, to co wtedy?
 

Ostatnio edytowane przez Polarnylenin : 28-12-2016 o 02:43.
Polarnylenin jest offline  
Stary 28-12-2016, 19:14   #5
 
Sztejaa's Avatar
 
- Zrobimy to! - krzyknął. Decyzja nie była trudna. Marzył o opuszczeniu tego miejsca. Co prawda planował gotować w więzieniu jakieś narkotyki, ale mając jedynie pchły, karaluchy i własne kudły, trudno jest zrobić cokolwiek skutecznego. Oddałby lewą łapę za woreczek świeżych chwastów.
- Walnij ją jeszcze raz, nie ma czasu na zastanawianie się. Trzeba ratować świat!
 
Sztejaa jest offline  
Stary 28-12-2016, 20:26   #6
 
Egzio's Avatar
 
Krasnolud był wiernym kochankiem, jednakże więzienie, na zawsze rozłączyło go z jego ukochaną. Jego cierpienie potrafiły złagodzić jedynie sny, w których Sofols ponownie spotykał się z miłością swojego życia. Przed laty utraconą.
- Elżbieto... - mamrotał przez sen, w snach widział ją, nagą, i równie piękną, co w dniu, kiedy ujrzał ją po raz pierwszy - Elżbieto...
Krasnolud wraz z młotem Elżbietą, przebijali się przez tłum wrogów, pozostawiając po nich jedynie krwawą papkę. Nie istniała wówczas żadna siła, będąca w stanie ich rozłączyć. On i ona, na zawsze razem. Jeśli nie w świecie fizycznym, to przynajmniej w snach.
Kiedy udało im się pokonać wrogów, Sofols spojrzał na lśniącą Elżbietę, jego usta zaczęły powoli zbliżać się do niej, to miał być ich pierwszy pocałunek.

Sofols został obudzony nagłym dźwięk otwieranego zamka.
- Wypierdalać kurwa, śpię! - krzyknął z zamkniętymi oczyma, po chwili otworzył je, i podniósł się prawym łokciem, zobaczył przed sobą trzech strażników. - Znowu? Koniojebcy pierdoleni...
Stofols Szczęśliwy posiadał wyjątkową zdolność doprowadzania ludzi do wściekłości. Jego ponadprzeciętne szczęście sprawiało, ze był w tym doskonały, podobnie jak we wszystkim innym.
Tym razem, z jakiegoś trudnego do określenia powodu, szczęście przestało mu dopisywać. Wszelkie próby sprowokowania strażników, i doprowadzenia do bójki, która była jego czwartą miłością, zaraz po wyrobach alkoholowych, młocie Elżbiecie i hazardzie, spełzały na niczym. Ci ludzie byli kompletnie niewzruszeni i wyprani z jakichkolwiek emocji.
- Eh, doprowadzicie mnie kiedyś do szału. - jęknął, po czym podniósł się z pryczy, jego nogi nie dosięgały podłogi, musiał więc zeskoczyć. Napluł w dłoń, po czym z pomocą śliny, ułożył włosy. - Dobra, skurwysyny, obstawiam, ze i tak nie powiecie mi, dokąd idziemy?
Strażnicy nie odezwali się ani słowem. Sofols machnął dłonią.
- Czego ja się spodziewałem...


Sofols szedł w kierunku gabinetu prezesa, eskortowany przez trójkę strażników, co jakiś czas obrzucał ich obelgami i zgryźliwymi uwagami, ale ich sztywne miny nadal pozostawały niewzruszone.
- Skoro skurwysyny.... - zaczął Sofols - Chcecie uchodzić za poważnych, dojrzałych, i chuj wie co wy tam jeszcze w tych łbach macie... to nie znaczy, ze macie być kurwa sztywni, więcej luzu chłopaki, poczucia humoru! - ponownie brak reakcji - Halo, kurwa?! Do ściany mówię?!

Kiedy krasnolud wreszcie znalazł się w gabinecie, wszyscy byli już obecni, prezes poinformował ich pokrótce, na czym ma polegać ich rola.
- No jasne ze możecie na mnie liczyć! - krzyknął Sofols - Oddajecie mi Elżbietę, wypuszczacie mnie, ja pójdę się napierdolić, i jak będę miał szczęście, a zawsze je mam, to wypełnię tę waszą misję, najpewniej zupełnie przypadkiem. Podobnie jak zupełnie przypadkiem wychodzi mi wszystko kurwa inne, i CO z jakiegoś KURWA niezrozumiałego powodu, stało się przyczyną zamknięcia mnie na tym zadupiu.
Rzucił okiem na Rose, jego wzrok zatrzymał się na jej piersiach.
- Nie lubię być zgryźliwy wobec dam z tak zajebistymi cycami, ale wydaje mi się, ze jak się nie zgodzisz, to cię tu kurwa zostawią. Nie jesteśmy tutaj w odpowiednim położeniu żeby stawiać warunki albo zadawać debilne pytania. Ot, taka kurewsko skomplikowana filozofia.
 

Ostatnio edytowane przez Egzio : 28-12-2016 o 21:58.
Egzio jest offline  
Stary 29-12-2016, 00:29   #7
 
Polarnylenin's Avatar
 
- Jeśli jesteś tak samo obdarzony między nogami jak w przypadku mielenia jęzorem, to może zmienię zdanie. - posłała krasnoludowi najbardziej zalotny uśmiech jaki znajdował się w jej arsenale. Efektu dopełniał wzrok szaleńca, powoli gojący się, choć nadal przypominający stłuczone jabłko policzek, oraz struga krwi przecinająca twarz w pionie. Gratka dla wszelkiej maści istot lubujących się w sadyzmie! - Zresztą, moje zdanie się tutaj nie liczy, w końcu za bardzo mi się tutaj podoba. Bo widzisz... - przerwała na chwilę by zlizać krew zbierającą się jej na górnej wardze - Te kurwie synki lubią mi psuć zabawę, więc tak czy inaczej mnie z wami wyślą. Nawet jeśli będę stawiać opór!
Przeciągnęła się na tyle ile pozwalały jej skute ręce, tak by bardziej uwidocznić swoje walory. Krasnoludowi powinno się spodobać. Widać odsiadka zostawiła go w lekkiej posusze. Niech sobie popatrzy.
- A ty, małpo... - zwróciła się do futrzaka obojętnym tonem. - Spuść z tonu. Nie jesteś w zoo. Ludzie... i inne istoty rozumne tutaj rozmawiają. Wróć do iskania sobie zadka, a my tutaj wszystko załatwimy.
 

Ostatnio edytowane przez Polarnylenin : 29-12-2016 o 00:40.
Polarnylenin jest offline  
Stary 29-12-2016, 19:37   #8
 
Unheimlich's Avatar
 
Najbardziej Shavalyotha zdumiało to, że rudy miał czelność jego nazywać wariatem, kiedy tuż obok stała małpa i wydawać by się mogło, że to zupełnie normalne. Anomalie magiczne powinny być trzymane pod kluczem. A nie wypuszczane do innych, porządnych współwięźniów.
Wracając do współwięźniów. Kiedy jest się jedynym chłopskim dzieckiem w Akademii, trzeba przywyknąć do oszczerstw i podśmiechujków. Trzeba też bardzo dokładnie zapamiętać imiona i nazwiska, żeby potem rzucić na całą męską stronę rodzin swoich oprawców klątwę permanentnego dolnego zwisu.

Teraz jedyne co mógł zrobić, to przywalenie rudemu ciężkimi kajdanami w buźkę, ale właśnie dano mu szansę na odzyskanie wolności. I jakiś rudzielec mu tej radości nie zepsuje.

Najjaśniejszy dał mu wolność! A co ważniejsze, uznał go za osobę odpowiednią do powstrzymania końca świata. Nie padł na kolana i nie zaczął dziękować bogu tylko dlatego, że nie chciał się wystawać na kolejne kąśliwe uwagi rudego bezbożnika.
Jedyne, co go martwiło, to kompania, z którą miał ten świat ratować.

- Bardzo mi miło, że uznał mnie pan za odpowiednią osobę do tak heroicznego zadania - zaczął dyplomatycznie. - Co prawda nie wiem, czy moim towarzyszom przyda się wsparcie duchowne, ale jak najbardziej służę. Mam jedynie wątpliwości co do składu naszej drużyny... - kapłan powiódł po reszcie zgromadzonych widocznie zdegustowanym wzrokiem. - Rudy sukinsyn, krasnal-napaleniec, nierządnica - i tak na chwilę się zawiesił, bo jednak krasnolud miał zupełną rację co do zajebistych cyców. - No, dobra, ona się przyda.
 
__________________
write 'nothing is set in stone' on my grave as both a witty joke and a subtle warning that i will be back
Unheimlich jest offline  
Stary 29-12-2016, 23:49   #9
 
Polarnylenin's Avatar
 
- Nierządnica? - prychnęła jak urażona kotka na komentarz odnośnie swojej osoby - Wypraszam sobie, klecho, takie porównania! Jestem Królową Złodziei... a przynajmniej kiedyś byłam... ekhm... Oraz najbrutalniejszym więźniem w tym luksusowym kurorcie!
Na te słowa wypięła się dumnie jak paw. Lata budowania reputacji, lata wszczynania bójek z innymi więźniami i strażnikami, oraz długie lata odsiadywania w izolatkach. Prawdziwy wyczyn! Prawdziwa sława! A ten świątobliwy błazen nazywa ją byle nierządnicą?! Niby ponad czterdzieści lat siedziała w małej klatce z dala od innych wczasowiczów, ale bez przesady, na pewno o niej słyszał!
- Na pewno ci się obiło o uszy, klecho. - Powiedziała tym razem z nutką niepewności w głosie - Rose? Postrach więźniów i strażników? Plaga tego więzienia? Rekordzistka w ilości odsiedzianych lat w izolacji pod najwyższym nadzorem? Cokolwiek?
Wizja utraty sławy zaczęła powoli wwiercać się w jej umysł zalewając myśli falą szkarłatu. Falą zapowiadającą nadejście starej dobrej przemocy.
- Nie mówcie mi, że to same świeżynki ze zniesionym rygorem, no proszę ja was...
 
Polarnylenin jest offline  
Stary 30-12-2016, 16:05   #10
 
Egzio's Avatar
 
Krasnolud słysząc krótką wymianę zdań między kapłanem a rzekomo, najbrutalniejszą kobietą w więzieniu, a złapał się za brzuch i wybuchnął głośnym śmiechem.
- Jesteście kurewsko zabawni! - krzyknął, a następnie przyjrzał się każdemu towarzyszowi z osobna.
- Nerwowa małpa, pierdolony kaznodzieja, laska z zajebistymi cycami podająca się za jebaną królową złodziei, rudy transwestyta, no i oczywiście pan prezes. Nie dziwię się, czemu tutejsi strażnicy zachowują się jakby ktoś im kija w dupę wsadził, też by mi nie było do śmiechu, jakbym z takimi debilami na co dzień miał do czynienia... - rzucił - Da się z wami chociaż umówić na porządnego browara, czy wszyscy abstynenci? - kątem oka spojrzał na kapłana - Ej, swoją drogą, to ze nigdy nie włożyłeś kutasa w niczyją cipę, nie znaczy ze możesz na prawo i lewo nazywać piękne damy, które cieszą się powodzeniem, nierządnicami. - przerwał na chwilę, rzucając kapłanowi groźne spojrzenie, po chwili kontynuował - A, zmieniając temat, kapłanku, chlejesz, czy cię te... no, całe pierdolone kapłańskie zobowiązania ograniczają? No wiesz... te, że niby ruchać nie możesz, najebać się też niespecjalnie. - krasnal miał wewnętrzną chęć sprowokowania kapłana do bójki. Wiedział ze są oni najcięższym orzechem do zgryzienia, dlatego po chwili zastanowienia dorzucił jeszcze kilka obelg - Koniojebco pierdolony, sukinsynu jebany. Dawaj, chodź się bić.
 

Ostatnio edytowane przez Egzio : 30-12-2016 o 16:13.
Egzio jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:24.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170