Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 21-10-2018, 17:44   #21
 
Zapatashura's Avatar
 
Na kolacji było dość gwarno. Studenci wracali do codziennej rutyny i karnie stawiali się na posiłki. Tworzyli przy tym bardzo eklektyczne grono, nawet mimo tego że w przeważającej większości byli ludźmi. W tłumie Leilena wypatrzyła tylko jedną osobę, która z całą pewnością nie była człowiekiem - niziołkę. Trochę szkoda, bo gdyby to był niziołek, to Lily pewnie by się z tego ucieszyła.
Connor był na miejscu, tak samo jak Dims i oboje konkurowali o to, kto więcej zje. Siri również była na sali, a Lei jeszcze nie przekazała jej zdobytego ziela. To właśnie do niej skierowała swoje kroki rudowłosa.
- Zrobiłam co chciałaś. Jestem tak szybka, że zasłużyłam na przysługę? Malutką. Kto najmniej będzie protestował, by mi dać przepustkę do miasta? - szepnęła.
Ciemnoskóra otworzyła szeroko oczy i mało nie udławiła się kromką chleba. Ciemnowłosy kolega, którego Mongle znała tylko z widzenia, aż musiał klepnąć ją w plecy.
- Udało ci się? Już? Rewelacja - wyciągnęła rękę, chyba zapominając że właściciel ziela siedział raptem parę stołów dalej. - A na przepustkę bym nie liczyła. Jeszcze obroży ci nie zdjęli - stwierdziła, ale jednak spojrzała na nauczycielskie grono i westchnęła ciężko. - Może Theo, nasz nowy elf jeszcze nie zna wszystkich zasad i by się zgodził? - niepewnie zaoferowała odpowiedź.
- No tak, na to może byłaby szansa - Lei westchnęła po krótkiej pauzie. - A to dam ci po kolacji. Poza ciekawskimi spojrzeniami - pokazała Siri język i mrugnęła wesoło. Z uśmiechem spojrzała po znajomych ciemnowłosej. W końcu rudowłosa była przyjazną, radosną istotą lubiącą nowe znajomości. Takie z tych przyjemnych oczywiście.
- Koleżanki Siri, to i nasze koleżanki. Siadaj z nami - zaoferował jeden z mężczyzn, klepiąc krzesło obok siebie.
- Już ty nie bądź taki wyrywny. Jeszcze mi koleżankę zbałamucisz, a przecież to młode i niewinne - odcięła się ciemnoskóra.
- Mogę ci usiąść na kolanach jak się boisz - zaproponowała ciemnowłosej Leilena, śmiejąc się.
- Śmiało - odpowiedziała od razu. - Leciutka jesteś, a w taki sposób mogę cię bronić przed moimi lubieżnymi kolegami.
- Od razu lubieżnymi - prychnął blondyn naprzeciw niej. W sumie była ich trójka i dobrali się idealnie. Szatyn, brunet i blondyn, więc można sobie było wybierać według gustu.
Rudowłosa nie czekała na dodatkowe zaproszenie, ładując się na kolana Siri.
- Jesteś jedyną dziewczyną na roku? - zapytała. - Jak macie na imię? Ja jestem Leilena - przedstawiła się chłopakom.
- Z mojego rocznika, tak. Tylko ja - skinęła głową. - Ale przegonię tych nieuków i dołączę do adeptów, a tam już kobiet pod dostatkiem.
- Tylko wszystkich nie podrywaj sama - zaśmiał się blondyn. Widocznie było wiadome dość powszechnie, że w łóżku Siri grała na dwa fronty. - Jestem Alden - uścisnął Lei dłoń.
- Ja nazywam się Stor - szatyn miał starannie przystrzyżoną brodę i nawet siedząc, nie mógł ukryć niskiego wzrostu. Nie, będąc w towarzystwie wyższych mężczyzn.
- A ja Umbero - dodał brunet. Obco brzmiące imię i jaśniejsza karnacja wskazywały, że nie pochodził z Halruaa. Albo przynajmniej któryś z jego rodziców nie pochodził, jak w przypadku Leileny.
Cała czwórka była całkiem rozmowna, a ciemnoskóra od razu objęła koleżankę. Nie pozwalała sobie co prawda na macanki, ale i tak wtulona w bok koleżanki dostarczała przyjemnych doznań. Mongle zerkała jednak od czasu do czasu na swoich rówieśników, a kiedy ci skończyli jeść pożegnała się uprzejmie z nowymi znajomymi i ruszyła do wyjścia.
- Szybko awansujesz w hierarchii - zauważył Connor, gdy go dogoniła.
- Jestem towarzyska - poprawiła go. - Zresztą znasz Siri tak samo dobrze jak ja - zachichotała. - Mam coś dla ciebie. Chodź gdzieś na bok, tylko niedaleko, bo dla Siri też coś mam.
Nie protestował. W głównym budynku było sporo ustronnych kącików, wybrał więc pierwszy lepszy i z wyczekiwaniem spojrzał na koleżankę. Wcisnęła mu majteczki w dłoń.
- Zrób z nich dobry użytek - błysnęła ząbkami i zostawiła go samego, mrugając wesoło na pożegnanie.

Koleżeństwo z wyższego roku trochę się zagadało przy gulaszu, ale i oni w końcu opuścili jadalnię. Rudowłosa zrównała się z Siri na zamkowym placu.
- Aż boję się zapytać czym zajmowałaś się w dzieciństwo, skoro tak łatwo ci poszło - zaśmiała się ciemnoskóra.
- Podglądaniem - Mongle odparła wprost, wciskając w dłoń Siri zioło alchemika.
- Och, naprawdę? A czego, gdzie mamusia chowa ciasteczka? - drażniła się.
- Jak mamusia podciąga spódnicę i się wypina do różnych państwa - Lei nie miała nic przeciwko takiemu drażnieniu się.
- Naprawdę? - słuchała tylko jednym uchem, bo widać było po niej jak bardzo podekscytowana była otrzymanym zielem.
- Pewnie, wyssałam swoją swobodę z jej mlekiem - machnęła ręką. - Lepiej powiedz co chcesz zrobić z tym co zdobyłam.
- A jak ci się wydaje? Wypalić w zacnym towarzystwie - odparła z dziwną dumą, ale i też z przekąsem. Jakby coś ukrywała.
- Czyyyyyli…?
- No wiesz… chyba nie powinnam ci mówić. Ale ponieważ mam na ciebie haka złodziejko, to nikomu nie wypaplasz. Zioło przyda nam się do rytuału, który chcemy odprawić. Pamiętasz, że jak przyłapałaś mnie w bibliotece, to czytałam księgę? To nie było tylko dla rozrywki - stwierdziła.
- Biorąc pod uwagę co robiłaś czytając, to ten rytuał ma chyba bardzo ciekawe skutki… - Lei zawiesiła głos, spoglądając z ukosa na koleżankę.
- Baaardzo ciekawe - przyznała. - Ale ciekawość to pierwszy stopień do piekła - ostrzegła, kręcąc paluszkiem. - A jak się za dużo dowiesz, to jeszcze będziesz chciała w nim uczestniczyć.
- Wiem wiem, z pierwszoroczniakami nie można się dzielić - pokazała jej język.
- Z dobrze rokującymi można się zastanowić - zatrzymała się i zlustrowała młodsza koleżankę wzrokiem. - W rytuale nie trzeba umieć czarować, żeby się przydać… ale musiałabyś zachować to w zupełnej tajemnicy. Ani mrumru Connorowi ani gnomce.
- Jasne - zgodziła się od razu. - Jeśli tylko mnie chcesz to będę milczała jak grób.
Mała podglądaczka kiedy trzeba potrafiła bardzo skutecznie dotrzymywać tajemnic. W końcu to ona chciała być ich powierniczką, znać ich jak najwięcej.
- Świetnie. Zgłoszę się do ciebie, jak już wszystko przygotuję. Rytuały naszej magii ci się spodobają. Są bardzo podobne do tego, co ćwiczyłyśmy w sali lekcyjnej - mrugnęła.

Tego wieczora pozostał już tylko jeden niedomknięty temat. Elfi mag, który mógł, ale nie musiał udzielić zgody na opuszczenie murów uczelni. Tylko czy tak popularnego i rozchwytywanego nauczyciela da się w ogóle spotkać sam na sam? Tymora postanowiła jednak uśmiechnąć się do rudowłosej. Elf wdał się w rozmowę z Meleghostem, który swym zwyczajem o tej porze zatrzymywał się na fajkę przy szklarnii. Zapach palonego ziela nie służył chyba jednak elfowi, bo ten szybko się pożegnał i już samotnie skierował się do głównego budynku, w którym znajdowały się komnaty kadry nauczycielskiej. Pobiegła za nim, zupełnie otwarcie, bez bawienia się w pochody. Uważała tylko, aby odpowiednim łukiem ominąć alchemika i szklarnię.
- Przepraszam! - zaczepiła go z przepraszającym uśmiechem. - Ominął mnie pana przyjazd, a chciałam się przedstawić. Jestem Leilena - wyrzuciła z siebie jednym tchem.
Elf, choć trzymał się prosto jak struna, nie był szczególnie wysoki. Z bliska jednak, nawet w wieczornym świetle, naprawdę wyglądał gładko i dostojnie. Cerę miał zupełnie inną niż ludzka i pewnie nawet gdyby bardzo chciał, to nie zapuściłby żadnego zarostu.
- Theoduin aep Norlynn z Myth Drannor, mag bitewny w służbie ostatniej coronal, Ilsevele Miritar - wydeklamował lustrując dziewczynę.Ta słyszała legendy o elfim mieście na dalekiej północy. Podobno przez dekady prowadziło wojny z Netherilem, imperium od którego Halruaa oderwało się w niepamiętnych czasach. - Nie jesteś aby za młoda, by uczęszczać na moje wykłady?
- Dopiero zaczęłam naukę - przyznała, odrobinę tylko zbita z tropu jego majestatycznością. - Ale w tej akademii to chyba wygląda trochę inaczej. Na razie muszę się nauczyć panować nad tą mocą - przyznała cicho, zagryzając wargę i patrząc w dół niczym faktycznie mała dziewczynka. Szybko uniosła wzrok. - Dla pana na pewno jestem bardzo młoda, ale wśród ludzi nie aż tak. Tylko mała urosłam - uśmiechnęła się.
- Staram się nie oceniać przedstawicieli innych ras po wieku, tylko po dojrzałości. Po prostu wydałaś mi się… Nie ważne - machnął dłonią. - Wątpię, abym umiał ci pomóc w opanowaniem waszych mocy. Jestem klasycznie wykształconym magiem.
- Nie szkodzi - zapewniła od razu. - Bardzo chciałam pana poznać. Bardzo lubię poznawać nowe, ciekawe osoby. A tu jest ich mnóstwo. Ale chyba nie powinnam zajmować pana czasu…
- Jeśli pójdziesz ze mną, to nie stracę nawet chwili. Rozmowa nie wadzi w chodzeniu - stwierdził i jak powiedział, tak zrobił podejmując swój spacer.
Dołączyła do niego bez chwili wahania.
- Pewnie ma pan już dość wypytywania o wszystko, ale jestem strasznie ciekawa dlaczego zdecydował się pan tu uczyć.
- A to aż tak dziwne? Wasze państwo jest bardzo niebezpieczne, po dziś dzień znajduje się na nim wiele obszarów dzikiej magii i wypaczeń Plagi Czarów. Umiejętność radzenia sobie z taką magią powinna być dla was cenna jak mało dla kogo.
- Na pewno jest. Ale ta akademia… - zawiesiła głos na chwilę - ...jest bardzo specyficzna. Jak również nasza magia.
- Co specyficznego jest w miłości? - spytał ze zdziwieniem.
Leilena zastanawiała się nad odpowiedzią przez kilkanaście kroków.
- Może to, że do odnowienia mocy to nie do końca miłość jest nam potrzebna, a… - zająknęła się, bo przychodziły jej do głowy tylko bezpośrednie określenia. - ...no wie pan. Ta fizyczna tego część.
- To miałem na myśli - przyznał. - Wybacz mi bezpośredniość, ale zawsze mnie to zastanawiało w was, ludziach. Jesteście napędzani przez swoje instynkty a jednocześnie się ich wstydzicie. Przedziwna dychotomia.
- To się nazywają normy społeczne, tak przynajmniej mnie uczono - zaśmiała się. - Z tym wstydzeniem się też jest różnie. Ja się na przykład nie wstydzę, a i tak nie mogłabym robić pewnych rzeczy w pewnych miejscach, bo to zabronione. Ludzie bez praw to straszne bestie.
- Nie mówię o czynach, na wszystko jest czas i miejsce. Nie jesteśmy orkami. Mówię o zaakceptowaniu swoich potrzeb. Pożądanie jest naturalnym instynktem i mówienie o nim nie jest niczym wstydliwym wśród mojego ludu. Ale skoro się nie wstydzisz, to dobrze. Ułatwi ci to zgłębianie twojego talentu.
- Taką mam nadzieję - przyznała. - Chciałabym zostać kimś o wiele więcej niż tylko córką kupca. Zawsze sobie mówicie, że macie właśnie ochotę, nawet jak nie jesteście z daną osobą? - musiała zapytać, próbując sobie poskładać to co właśnie usłyszała.
- To nie jest aż tak proste i zależy od sytuacji. Ale tak, zdarza się i tak. Jesteśmy długowiecznym ludem. Mamy inną perspektywę wobec krótkich romansów. Nazywamy je en'ca minne. To we wspólnym byłoby… - zastanowił się chwilę. - Malutka miłość.
Lei była zachwycona słuchając o zwyczajach innej kultury. Coraz bardziej uważała, że jest stworzona do podróży.
- To co się dzieje w tej akademii to nawet nie krótkie romanse - zachichotała. - Za to mało kto się krępuje. To jest niesamowite. Przyjemne z pożytecznym.
- Żyjecie w zgodzie z własną naturą. A to bardzo dobra rzecz - przyznał, ale nabierał coraz grzeczniejszej maniery w głosie. Jakby kręcenie się wokół tego samego tematu zaczynało go nudzić.
Taką długowieczną rasę wszystko musiało nudzić tak po prawdzie. W końcu przez tyle lat to chyba wszystko da się przeżyć. Rozmowa dawała jej jednak czas na zastonowienie, więc jeszcze ją kontynuowała, zmieniając temat.
- Od którego roku będę miała z panem zajęcia?
- Dopiero po solidnym opanowaniu podstaw. Myślę, że nie wcześniej niż za rok albo dwa, to już zależy od tempa twoich postępów - odparł z trochę większą werwą.
- Och, szkoda. Ale będę się starała! - zapewniła i naprawdę tak myślała. - A czy… na przykład… jakbym potrzebowała wyjść do miasta, to mógłby pan mi mimo tego udzielić pozwolenia?
- Cóż za zaskakująca zmiana tematu młoda damo - uśmiechnął się szeroko. - Dlaczego miałbym to zrobić?
- A może pan, pomimo, że nie mam z panem zajęć? - odwróciła pytanie z niewinnym uśmiechem.
- Nie wiem - przekręcił zabawnie głowę. - Chyba mam takie uprawnienia.
- A wie pan gdzie zdobyć dobre, nietypowe ziarno i ślimaki? - zapytała jeszcze bardziej z głupia frant.
- Przyznam, że nie - odparł po chwili. - Ale pewnie na targu znajdzie się jakiś kupiec, który by coś takiego sprzedawał. To kiedy masz zamiar zadać pytanie? - spojrzał na Leilenę z góry. Minęli już hall budynku i wchodzili na schody.
- Nie zamierzam - wzruszyła ramionami. Faktycznie tę decyzję podjęła w trakcie rozmowy z elfem. - Nie chcę jeszcze przed rozpoczęciem łapać minusów u nauczycieli, a to czego potrzebuję na pewno da się zdobyć w inny sposób.
- Szkoda, mogłaś mi się na coś przydać - Theoduin.
- Jeśli to ma być wzajemna korzyść, chętnie na to przystanę - błysnęła ząbkami. - Córka kupca chyba zawsze ze mnie wyjdzie - roześmiała się swobodnie, wcale nie czując skrępowania w obecności tego “mitycznego” elfa.
- Wydam zgodę, jeśli sprowadzisz mi z miasta kurtyzanę - zaoferował, jakby nigdy nic. Równie dobrze mógł chyba poprosić o kosz jabłek.
- Eee… - teraz ją zaskoczył, aż zamrugała i zatrzymała się - ...tutaj kurtyzanę? Ale po co? - nie mogła powstrzymać języka.
- Dokładnie w tym samym celu, w jakim każdy inny mężczyzna płaci kurtyzanie - odpowiedział lekko, nie zwalniając kroku. Ale przecież musiał żartować.
- W tym miejscu płacenie komuś za seks… to jak płacenie za wodę na środku rzeki - przywołała najprostsze porównanie, które przyszło jej do głowy.
- To, co lubię robić z kobietami nie musi się im podobać. A psucie sobie relacji w akademickich kręgach nie byłoby mądre panno Mongle.
- Ah, no dobrze - było to trudne, ale pohamowała dalsze pytania. - Jeśli dostanę środki i preferencje, przyprowadzę kogo trzeba.
- Pilna uczennica, podlizująca się nauczycielowi. Nie będziesz popularna wśród rówieśników - zaśmiał się. Sięgnął jednak do sakiewki i wyjął kilka złotych monet, co było niemałą kwotą. - Zdam się na twój gust - stwierdził, wręczając dziewczynie pieniądze. - Nie wyrządzę jej żadnej krzywdy, gdybyś obawiała się o czyjeś zdrowie. Ale musi być gotowa na trochę bólu. Kiedy jakąś znajdziesz, powiedz że ma się stawić w akademickiej łaźni przed świtem.
- Podlizująca się nauczycielowi? To by było, gdybym sama nie odniosła żadnej korzyści - zauważyła. Był stary i znudzony życiem, stąd pewnie te preferencje, ale mógł być także nie obeznany tak dobrze z ludzką kulturą. - Zawsze mam zamiar żyć ze wszystkimi w zgodzie. - Na tym miała skończyć, ale jej język wyrwał się znowu. - No chyba, że sama się zgłoszę, to jeszcze monety zostaną dla mnie - powiedziała i od razu się spłoniła.
Elf przystanął na te słowa i uważnie przyjrzał się uczennicy.
- Tak - powiedział w końcu. - Jeżeli zgłosisz się sama, pieniądze będą twoje. I nikomu o tym nie powiesz. Niniejszym wyrażam oficjalnie zgodę, byś jednego dnia opuściła po zajęciach teren akademii. Ale lepiej zakryj czymś tę obrożę, lady Aurora nie lubi plotek o tutejszych uczniach.
- Zgoda - powiedziała od razu, a w jej głowie kłębiło się już mnóstwo przeróżnych myśli. - Planuję pójść już jutro.
- Mi to pasuje. Im szybciej, tym lepiej. Miłego wieczoru panno Mongle - pożegnał się, lekko skłaniając głowę.
 
Zapatashura jest offline  
Stary 28-10-2018, 16:39   #22
 
Lady's Avatar
 
To było dość atrakcji jak na jeden wieczór. Musiała jakoś zapanować nad swoim językiem, bo kiedyś właduje ją w kłopoty. No bo czy naprawdę miała zamiar oddać się elfowi zamiast jakiejś kurtyzany? Przecież wprost powiedział, że to co lubi on, nie musi wcale podobać się jego kochankom. Taki długowieczny elf musiał się już pewnie zgodzić zwykłymi igraszkami, a ona sama przecież dopiero zaczynała poznawać tę stronę życia...
To były tematy do przemyśleń na następny dzień. Mimo późnej pory musiała jeszcze się trochę pouczyć. Danillo był dość spolegliwym nauczycielem, ale Meleghost to zupełnie co innego. Jakby nie mógł sobie nawet wyobrazić, że komuś trzeba było cokolwiek powtórzyć.

Jednak następnego dnia to wcale nie alchemik okazał się stresującym czynnikiem, tylko jego kruk. Ptaszysko milczało, ale siedziało na grubej gałęzi i wpatrywało się swoimi paciorkowatymi oczami w Leilenę. Dziewczyna była pewna, że to była forma jakiegoś ptasiego szantażu. "Gdzie moje ślimaki" zdawał się pytać. Starała się jednak skupić na lekcji, szczególnie że były to zajęcia praktyczne. Musiała utrzeć na drobną papkę wskazane zioła i okazało się to całkiem męczącycm zajęciem.
Na obiedzie prawie nie czuła własnych nadgarstków i musiała jeść bardzo ostrożnie. Alchemicy kojarzyli się ze zdziwaczałymi starcami, a tu okazywało się, że musieli mieć silne i zręczne dłonie by wszystko właściwie przyrządzać. Lily poradziła sobie lepiej, ale była nawykła do ręcznych robótek, a Connor był silny z natury. No i widok pełnej miski obojgu dodawał sił. Rudowłosa dyskretnie rozglądała się też, czy nie dostrzeże gdzieś znajomo wyglądających majteczek, ale chłopak chyba dalej bił się z myślami, czy wykonać polecenie. Jeszcze wszystko się obróci przeciw Lei i służka oskarży ją o kradzież bielizny. A przecież zrobiła to z dobrego serca dla kolegi!

Opuszczenie murów uczelni okazało się jednocześnie bardzo proste i bardzo nieprzyjemne. Z wewnętrznej strony nikt nie pilnował furtki, ale na zewnątrz stał strażnik. Ubrany w zbroję pocił się pod południowym słońcem i wyraźnie nie był w humorze. Zapytał o to z czyjej to zgody dziewczyna opuszcza teren akademii. A gdy ta zgodnie z prawdą poinformowała go, że robi to za wiedzą mistrza Norlynna, zapewnił że to sprawdzi a jeśli Leilena kłamie, to nie ma po co wracać. Samozwańcze wymykanie się kończy się wyrzuceniem z uczelni.

Akademia znajdowała się na granicach Halagardu, ale piesze dotarcie do placu targowego i tak zajęło sporo czasu. Tyle, że Lei przeszło przez myśl, czy nie oszczędzić złota Theodena tylko po to, by wrócić jakąś dorożką i oszczędzić swoje stopy.
Z drugiej strony za złote monety mogła sobie coś kupić. Bo targ w stolicy z każdej strony kusił czymś z rozstawionych stoisk.


W cieniu baldachimów i palm rozłożone były bowiem przeróżne towary. Jedzenie, biżuteria, przyprawy, ubrania, zwierzęta. Handel był przecież drugim po magii najpopularniejszym zajęciem w Halruaa, a kupiecka krew w dziewczynie aż się zagotowała, gdy dotarły do niej wszystkie obrazy, dźwięki i zapachy. Ważne rzeczy najpierw. Szkolenie kupieckie walczyło mocno z kobiecą naturą Leileny, kiedy ta szła przez targ rozglądając się ciekawie. Rodzice nigdy wcześniej nie puszczali jej samej na targowisku dużego miasta, zresztą rzadko w takim bywali mając rezydencję na uboczu. Teraz natomiast wszystko wydawało się być na wyciągnięcie ręki. Pamiętała jednak dobrze wzrok kruka. Kto mógł sprzedawać ślimaki? Najpierw postanowiła zdobyć to prostsze, czyli ziarno. Kupców ziarnem sama poznała wielu, na pewno był tu taki mający coś smacznego. I nawet nie trzeba było długo się kręcić by takiego znaleźć. Zdziwiło go trochę, że ziarno ma być dla kruka a nie dla jakiegoś drobiu, ale stanął na wysokości zadania, a nawet pozwolił stargować trochę cenę. Ślimaki to już było większe wyzwanie. Ostatecznie Lei znalazła dwa miejsca, w których je sprzedawano. Jedno specjalizowało się w przynętach dla wędkarzy i obok robaków, a może nawet w ramach nich, oferowało też ślimaki. Drugi stragan był dziwniejszy. Obco wyglądający mężczyzna sprzedawał tam bowiem delikatesy zagranicznych kuchni w tym właśnie ślimaki. No i był wyraźnie droższy. Panna Mongle zakupila kilka tych zwykłych ślimaków na ryby, to byly grosze nawet jak na jej niezbyt bogate standardy. Ale te egzotyczne… Zastanawiała się przez cały dzień nad tym co sugerował elf. Mówił, że nie uszkodzi ciała, więc co złego miałoby się stać? Potrzebowała zarobić na studia. I na swoje potrzeby. Dlaczego nie spróbować w ten sposób. Przynajmniej wiedziałaby co to miałoby się nie spodobać. Zastanawiała się też nad tym, na ile mógłby przydać się jej chowaniec alchemika w ramach sprzymierzeńca. Zatrzymała się przy tym egzotycznym straganie.
- Przepraszam, po ile są ślimaki? - zapytała z przemiłym uśmiechem.
- Niedrogo, trzy złote monety za miskę - wymówił zatrważającą cenę. Za takie pieniądze można było jeść przez dekadzień.
Powstrzymała wybałuszenie oczu. Egzotyczne przysmaki, też mi coś. Wyglądały obrzydliwie.
- A można dostać mniej? Chciałabym dla przyjaciela, który pragnie spróbować czegoś takiego, ale jak mu nie posmakuje to się zmarnują - nachyliła się odrobinę do kupca. - Za to jeśli mu posmakuje to na pewno będzie chiał więcej i tu wrócę po znacznie większą porcję…
- No wie panienka. Ja tu sprzedam mniej, a potem będę miał wybrakowaną porcję. I kto mi to kupi - marudził sprzedawca.
- Przełoży pan do innej miseczki i sprzeda większą porcję - podała mu rozwiązanie. - Mogę być dobrą klientką, będę tu mieszkała przez długi czas, a mój przyjaciel bardzo lubi ślimaczki - uśmiechnęła się słodko, bawiąc się górnym guziczkiem swojej koszuli.
Handlarz jeszcze się trochę wzbraniał, a potem targował, ale uległ w końcu urokowi rudowłosej proponując trzecią część miski za jedną złotą monetę.
- Nie sprzedaję ich na wagę, więc więcej nie zejdę - stwierdził.
Lei zgodziła się i dobiła targu.
- Jak posmakują, to wrócę - posłała mu całusa i mrugnęła okiem. Ale kiedy oddaliła się od straganu, zaczęły się wątpliwości. Czy naprawdę chce się poświęcać dla tych siedmiu monet? Nie, to nie poświęcenie. To ogromna ciekawość. On na pewno będzie chciał to powtarzać, więc potem będzie mogła mu przyprowadzać inne kobiety. Wzięła głębszy oddech, ale postanowiła najpierw przejść się po odpowiedniej dzielnicy, wypytać o ceny. Nigdy wcześniej nie zamawiała kurtyzany! Albo raczej ulicznicy, bo na kurtyzanę siedem monet to o wiele za mało. Tak naprawdę nie musiała iść daleko... chyba. Bo na obrzeżach targu kręciły się, albo stały w parach i trójkach kobiety w zwiewnych strojach. Tylko, że w gorącym Halruaa nawet zamożne mieszczki ubierały się dość lekko, więc odsłonięty brzuch albo wystająca spod rozciętej sukni łydka nie czyniło z nikogo ladacznicy. Co jeśli się ośmieszy, albo co gorsza kogoś obrazi? Obiecała jednak nauczycielowi, że kogoś poszuka, więc zebrała się w sobie i podeszła do dwójki opartej leniwie o ścianę budynku.
- Tak słoneczko, jakoś ci pomóc? - zagadnęła jedna z nich uśmiechając się zalotnie. Miała ostry makijaż, który odejmował jej lat, ale prawie mogłaby być matką Lei. Jej ciało było jednak całkiem ponętne.
- Bardzo przepraszam - nie miała pojęcia za co przeprasza. - Ale zostałam tu przysłana, aby się dowiedzieć… - zająknęła się. - Czy panią można… wynająć? Nie dla mnie - dodała szybko. - Dla pewnego pana.
- Nie dla ciebie? Szkoda, z tobą bym się położyła za jedną monetę - zaśmiala się, a koleżanka szturchnęła ją w bok. - No co? Śliczniutka jest - prostytutka się nie speszyła.
- Może kiedyś - odparła rezolutnie Lei, uśmiechając się i trochę bezczelnie zerkając na dekolt kobiety. - Na razie potrzebuję dowiedzieć się dla kogoś innego, kto… nie jest z tych stron.
- Wszystko zależy od tego, czego ktoś chce. Macanko sztukę złota, lizanko dwie, ruchanko cztery, nietypowe ciągoty od sześciu wzwyż - wymieniła.
- Nie pytałam dokładnie, ale cytuję: “Nie musi się jej to sposobać, ale na ciele nie pozostaną ślady” - przytoczyła słowa elfa niezbyt precyzyjnie, lecz dobrze oddając kontekst.
- Jeden z tych - westchnęła. - Osiem. Może więcej, bo jak go poniesie to żadna w mieście mu już nie da.
- A co on może zrobić, że nie uszkodzi ciała, ale żadna mu już nie da? - Lei wykorzystała tę okazję, aby podpytać. No i zawsze miała już wymówkę: dał jej za mało na kurtyzanę odpowiadającą jego potrzebom. Przecież nie sprawdzi sam, czy to prawda. Nagle przyszła jej do głowy straszniejsza myśl: a co jeśli jednak już sprawdzał i dał jej wyliczoną kwotę?
- Oj, słonko. Długo by wymieniać. Może po prostu lubić lżyć swoje kochanki, wtedy wystarczy go nie słuchać. Ale może też lubić wiązać, podduszać, wsadzać w tyłek, albo bić. Jeśli dobrze zapłaci, to nie jest tak źle. Ale jak zostawi ślady, albo straci nad sobą kontrolę... żadna nie będzie ryzykować. Jeśli pozwoli sobie na więcej, niż uzgodnimy a potem nie dopłaci, to też żadna nie da się okradać. Naprawdę chcesz wiedzieć o takich sprawach słonko? - przestąpiła z nogi na nogę.
- Bardzo - pokiwała głową z entuzjazmem. - Bić chyba nie, to zostawia ślady, prawda? Wierzę mu, że będzie nad sobą panował. To elf, przez tyle lat życia chyba wie co mówi. Czy jego rasa coś zmienia? - dopytywała.
- Można bić tak, żeby potem nie było tego widać. A czy to elf czy półork nie robi żadnej różnicy - stwierdziła.
- Ale ile będę musiała zapłacić lub co zrobić, żeby potem się dowiedzieć co robił? - Lei nagle uznała, że chyba jednak woli się najpierw dowiedzieć o preferencjach elfa.
- A po co opowiadać? Możesz popatrzeć - wzruszyła ramionami, co wprawiło jej biust w przyjemne dla oka falowanie.- Za to biorę pięć sztuk srebra.
- Obawiam się, że jemu mogłoby się to nie spodobać - Lei skrzywiła usta.
- Taki wstydliwy? Dlatego wysłał ciebie? - pokiwała głową, najwyraźniej uznając że ma to sens. - No, niech będzie. Opowiem ci za dwa srebrniki.
- Zgoda - Lei postanowiła się nie targować, potrzebowała dowiedzieć się co planuje elf i czy jest to warte tej sumy w złotych monetach. Wyjaśniła kobiecie gdzie i kiedy oczekuje jej klient.
- Chwila, chwila, chwila - nierządnica uniosła ręce, kiedy usłyszała o akademii. Jej milcząca koleżanka też się ożywiła i odsunęła od krok. - Nie było żadnej mowy o czarodziejach. Dziesięć sztuk złota z góry, albo nigdzie nie idę. Nie wiadomo co im tam za murami odbija.
Leilena wzruszyła ramionam.
- Dostałam tylko osiem. Albo wracam mu przekazać, że za tyle nie pójdziesz, albo dopłaci ci przed… no wiesz - uśmiechnęła się. - Jestem tylko posłańcem! - uniosła dłonie w obronnym geście, odrobinę celowo przesadzonym.
- Ja bym nie szła - wtrąciła ostrzegawczo druga, ale prostytutka z którą rozmawiała Lei wyraźnie się wahała. - No dobrze - powiedziała ostrożnie. - Osiem z góry, dwa na samym początku właściwego spotkania - wyciągnęła dłoń po pieniądze.
- W porządku - Lei przekazała jej to, co już dawała jej wcześniej. - I będę chciała wiedzieć wszystko o tym co robił jeśli liczysz za to dodatkowo i nie dasz się przekonać całusem.
- Całusa, to wezmę na zaliczkę - stwierdziła nachylajac się i nie czekając na zgodę wpijając się w usta dziewczyny. A to musiało zwrócić zwracać uwagę! A Mongle wcale nie uciekła, zamiast tego odpowiadając na ten pocałunek i przysuwając się jakby trochę do przodu. Pocałunków nie odmawiała! Prostytutka miała bardzo miękkie usta i z bliska pachniała jakimiś leśnymi owocami, jakby malinami. Odsunęła się jednak nim Lei zdążyła rozpoznać zapach.
- Zaliczka przyjęta. Przygotuj sobie te dwa srebrniki na opowieść, a ja stawię się punktualnie w tej waszej łaźni. Nie mam zamiaru wystawiać czarodziei do wiatru. Jeszcze rzuci na mnie klątwę, czy coś.
- Albo zamieni cię w żabę i nigdy nie wypuści - mruknęła druga nierządnica.
- Co?
- Nic, nic - machnęła ręką i zaczęła pilnie rozglądać się za potencjalnymi klientami.
- Możesz przekazać swojemu wstydliwemu zboczeńcowi, że wszystko załatwione… I nie mów mu, że nazwałam go zboczeńcem! - dodała szybko prostytutka.
 
Lady jest offline  
Stary 03-11-2018, 13:38   #23
 
Zapatashura's Avatar
 
Przez swoją wycieczkę po stolicy Leilena ledwie zdążyła na kolację. Kiedy weszła do jadalni wszystko już byli pochyleni nad talerzami i jedli w ciszy. Żadnych rozmów, ani śmiechów, co szybko dziewczynę zaniepokoiło. Lily i Connor jak zwykle siedzieli razem. Gnomka pałaszowała z apetytem, za to chłopak sprawiał wrażenie jakby chciał wejść do talerza, zamiast z niego jeść. Mongle przysiadła się do nich i przez chwilę także się nie odzywała. Szybko jednak nie wytrzymała.
- Ktoś umarł? - spytała szeptem.
- Jeszcze nie - odpowiedział chłopak dziwnie piskliwym głosem. - Ale ja umrę. To była bielizna nauczycielki. Aithe.
- Oh. A która to? - no proszę, taka grzeczna bielizna u nauczycielki. Lei nie potrafiła być przestraszona, kiedy ekscytacja sięgała zenitu.
- Ta blondynka - odparł cicho i wgryzł się w bochenek chleba, jakby chciał by stłumił jego słowa.
Aithe siedziała przy stole nauczycieli. Ubrana była nie mniej wyzywająco od prostytutek wkoło placu targowego, w gorsecie podkreślającym biust i z odsłoniętymi ramionami. Miała też na szyi obrożę, bardzo podobną do tej, którą musiała nosić Leilena. No i miała bardzo gniewną minę.
- A miałą taką niewinną bieliznę - Lei starała się nie patrzeć w tamtą stronę, zajęta pałaszowaniem kolacji. Kobieta wyglądała jakby pasowała do zainteresowań elfa.
Lily zastrzygła uszami i szepnęła konfidencjonalnie.
- Może właśnie o to chodzi. Że wydało się, że ma taką nudną parę.
- To chyba nie powinna się do niej przyznawać - wyszeptała Lei.
- Faktycznie - pokiwała głową. - Ale tak jest zabawniej - uśmiechnęła się, nie przejmując przestraszonym Connorem. Siri z kolegami też od czasu do czasu spoglądała w kierunku stołu pierwszoroczniaków i jakoś nie widać było w tych spojrzeniach współczucia.
- Możemy zmienić temat? - syknął chłopak.
- Och, no dobrze - westchnęła rudowłosa. - Tylko to wszystko jest takie ciekawe! - powstrzymała chichot, mimo wszystko nie chcą zwracać na siebie uwagi i skupiła się na dojadaniu kolacji.
- Wykułyście już te symbole magiczne od Blesseda? - zapytał Connor wybierając temat może nie zupełnie nudny, ale na pewno żmudny.
- Część - przyznała Lily. - Ale parę mi się ciągle myli.
- Ja wciąż się nie mogę doczekać, aż zacznę się uczyć prawdziwej magii - westchnęła Mongle.
- To w dużej mierze jest prawdziwa magia. Nie da się pisać wierszy, jeśli się w ogóle nie umie pisać - filozoficznie powiedział chłopak. Cała rozmowa toczyła się jakoś tak sztucznie i kiedy cała trójka zjadła to zaczęła rozchodzić się w swoje strony. Tylko Lei została chwilę dłużej, żeby poinformować Theoduina o sukcesie swojej… misji. Elf przyjął to naturalnie. Ani nie zdradzał podekscytowania ani nie zbył uczennicy mruknięciem. Był o wiele mniej wyniosły od Elki, a przecież to raczej on, jako ważny nauczyciel, miał powody do zadzierania nosa. A skoro już o zadzieraniu mowa. Panna Mongle nie chciała zadzierać z krukiem Meleghosta, który już chwilę czekał na swoją łapówkę. Dziewczyna skierowała się zatem do szklarni, gotowa rozliczyć się ze swojego zobowiązania. Już na placu zobaczyła jednak, że alchemik oddawał się swojemu fajkowemu rytuałowi. Chowaniec siedział mu na ramieniu, a raczej nie mogła tak po prostu podejść i wręczyć mu smakołyka. To była pewna komplikacja, ale co to dla niej! Usypała niewielką ścieżkę z ziarna do miejsca, w którym zamierzała się schować. Ptaki chyba miały dobre zmysły, nawet jak nie był to do końca ptak. Rzuciła ziarnem, starając się, aby się od czegoś odbiło i zwróciło jego uwagę. Wywołało to niemal natychmiastową reakcję. Rozległ się łopot skrzydeł przy akompaniamencie siarczystego przekleństwa.
- Gdzie cię niesie zarazo? - krzyknął alchemik, ale ptak się tym zupełnie nie przejął lądując przy ziarnie. Dziobnął je ze smakiem, ale widząc usypaną ścieżkę sprawnie odnalazł dziewczynę, która pokazał mu ślimaki i ziarno.
- Nasza umowa - szepnęła.
Przekręcił główkę i łypnął na ślimaka.
- Smaczny?- zapytał podejrzliwie. - A muszla nie za twarda?
- Nie gustuję w twoim pożywieniu - przypomniała mu rudowłosa. - Więc musisz mi wybaczyć, że nie sprawdzałam wcześniej. Ale chyba nie chcesz zjeść wszystkiego na raz?
- Wszystkiego może nie… - przyznał niechętnie. - Ale spróbować muszę - rozwarł szeroko dziób, ewidentnie licząc na nakarmienie.
Leilena nie widziała w tym nic zdrożnego.
- Twoja pomoc była nieoceniona, to zapłata za nią - dała mu zwykłego ślimaka. Wcale się dla niej nie różnił od tego drogiego. - Kiedy przełykał, wyciągnęła tego kosztującego takie duże pieniądze. - A tu zachęta może do dalszej współpracy. Jestem pewna, że taki osobnik jak ty się strasznie nudzi w jednym miejscu - rzuciła mu drogi smakołyk. Kruk sprawnie złapał go w locie i z nieprzyjemnym chrzęstem zaczął miażdżyć w dziobie muszlę. Rozpostarł nieoczekiwanie skrzydła i zaczął zabawnie podskakiwać, a potem krakać. Opamiętał się po chwili i już ludzkim głosem poprosił.
- Więcej.
Leilenie zostało jeszcze parę obrzydliwych smakołyków, które tak bardzo spodobały chowańcowi.
- Jak zeżresz wszystko, to nie będzie na później - zauważyła. Rzuciła mu jeszcze jednego. - Gdybyś mi się przydawał, to mogłabym ci takie przynosić częściej.
- Przydawał? - zapytał ostrożnie po tym, jak połknął przekąskę. - Nie zapominasz dziewczyno kto tu kogo szantażował?
Próbował udawać nieugiętego, tyle że wzrok uciekał mu do ślimaków.
- Szantażował? - parsknęła. - Zawarliśmy umowę i to co przyniosłam jest twoje. Ale to jednorazowe. Jeśli chcesz więcej, to współpraca musi się opłacać obu stronom.
Zastanawiała się w międzyczasie jak bardzo inteligentny może być ten chowanieć. Bo odruchy miał mimo wszystko zwierzęce. Ciekawe czy ona też będzie mogła mieć taką istotę?
Kruk przekręcił łepek i poprawił sobie wystające nieestetycznie ze skrzydła pióro.
- No dobrze- powiedzial w końcu przeciągając ostatnie słowo w kraknięcie. - A czego byś chciała? Pytań z egzaminów?
- To nudne - uśmiechnęła się półgębkiem i szepnęła konspiracyjnie. - Dobry jesteś w szpiegowaniu?
- Jak to kruk - odparł. - Kruki dużo wiedzą i dużo widzą. A ja nawet bardzo dużo - stwierdził dumnie.
- To się dogadamy - Lei skinęła głową i położyła na ziemi resztę smakołyków i trochę ziarna. - Reszta następnym razem, bo twój pan się zorientuje. Jutro o tej porze podrzucę ci te zwykłe ślimaki i resztę ziarna.
- Czyli smakowity kąsek za smakowitą informację? Brzmi uczciwie - przyznał zbliżając się do rozrzuconego ziarna. Zanim zaczął je dziobać jak jakaś pospolita kura, odwrócił się jeszcze do dziewczyny. - Nazywam się Matthew.
- A ja Leilena. Cieszę się, że się poznaliśmy - błysnęła ząbkami i zostawiła kruka samemu sobie.

Tego wieczoru Leilena położyła się wyjątkowo wcześnie. Po części dlatego, że długi spacer był męczący, ale po części przez pożerającą ją ciekawość. Norlynn kazał przyjść prostytutce przed świtem. Jeśli rudowłosa chciała coś podejrzeć, to musiała wstać jeszcze przed kurami.

***

Gdy się obudziła było jeszcze ciemno, ale na wschodzie zaczynało się robić szaro. Dziewczyna ubrała się w pośpiechu i cichutko wymknęła się na zewnątrz. O takiej porze na pewno niewiele osób kręciło się po zamku, więc musiała być bardzo ostrożna by nauczyciel jej nie przyłapał. Chociaż, czy cokolwiek by jej za to zrobił? Bezsenność nie była przecież karalna.
Lei wślizgnęła się do łaźni, zatrzymując się tuż za przedsionkiem i nasłuchując. Była za wcześnie? A może za późno i wszystko już miało się ku końcowi? Przed świtem to przecież dość ogólne określenie. Kiedy jednak usłyszała głosy poczuła ulgę. Zdążyła. A zaraz potem poczuła podniecenie.
- To zaklęcie sprawi, że twoja skóra będzie odporna jak młode drzewo. Nie zostaną nawet siniaki - to był Theoduin. Kobiecy głos coś odpowiedział, ale zbyt cicho by szło rozpoznać słowa. Lei z wypracowanym przez lata wyczuciem podkradła się trochę bliżej i wychyliła głowę za róg by móc coś zobaczyć. Elf ubrany był w białą koszulę, do połowy już rozpiętą, i spodnie spięte skórzanym pasem. Przy pasie tym miał kilka niewielkich sakiewek. Wyglądał przez to trochę jak wymarzona ofiara doliniarza. Prostytutka, której imienia Lei nigdy nie poznała, ubrana była w zwiewną suknię odsłaniającą jedną zgrabną nogę, ramiona i plecy. Materiał sprawiał wrażenie, jakby mógł się rozerwać od byle zaczepienia. Ta scena rokowała dobrze w jej dorobku podejrzanych tajemnic, ale panna Mongle miała w tym już na tyle duże doświadczenie, aby najpierw znaleźć sobie jak najlepszą kryjówkę. Zaczęła się rozglądać za jakimś kącikiem. Wyglądanie zza rogu miało zbyt dużo wad, aby w ten sposób można było korzystać z widowiska przez dłuższy czas. Zdecydowała się na szafeczkę na której leżały ułożone w kostkę, czerwone ręczniki. Chowając się za nią nie zdradzałaby się swoimi rudymi włosami.
- Zawsze możesz zaprotestować i przerwać, ale wtedy nigdy więcej cię nie wynajmę i nie licz na resztę pieniędzy - elf wymieniał wymieniał warunki jak handlarz podpisujący umowę. Może i coś w tym było, w końcu nierząd też był formą handlu.
- Rozumiem - będąc bliżej, Lei słyszała kobietę o wiele wyraźniej. - Ale umiem wiele znieść. Nie jestem wydelikaconą elfeczką.
- Przekonamy się.
Mag złapał dekolt sukni i bez ostrzeżenia szarpnął. Trzask pękającego materiału był tak głośny, że Leilena prawie podskoczyła za swoją kryjówką.
- Zwariowałeś? To bardzo droga... - prostytutka nie dokończyła, uciszona wymierzonym przez Theo policzkiem. Zrobiła krok w tył, ale nie krzyknęła z bólu. Sprawiała raczej wrażenie zdziwionej.
- Nie płacę ci za protesty - stwierdził, chwytając odsłoniętą, pełną pierś kurtyzany.
Elf rzeczywiście znudzony był życiem. Albo tą swoją nauką wojennej magii. Co po takiej magii, skoro trzeba to robić w bezpiecznych warunkach? Lei wstrzymała oddech, dotykając swojego brzucha przez cienki materiał koszuli. Poczuła jak motyle delikatnie zaczynają krążyć w środku, a w ustach zaczyna zasychać. Nie dziwne też, że wybierał kurtyzany. Płacił, mówił co może się zdarzyć. Pewnie z innymi kobietami przeżył wiele rozczarowań, nawet kiedy się wcześniej na to godziły. Od razu zastanawiała się, czy ona sama podołałaby tej roli. I ciekawa była jak często Theo ma ochotę na takie zabawy. I czy preferował piersiaste kobiety? Wyraźnie bowiem podniecał go biust ladacznicy. Widać to było po tym jak na niego patrzył i z jaką żądzą go ugniatał. Czy spowodowane było to raczej smukłą sylwetką elfek? Szukał czegoś innego poza swoją rasą? W końcu jednak nasycił się swą zabawą.
- Na kolana - rozkazał, pociągając kobietę na posadzkę. Sprawnie rozpiął pas i zsunął spodnie uwalniając na wpół sztywną męskość. Dziwka nie protestowała. Ujęła klienta w dłoń i od razu wsunęła główkę do ust. Norlynn przez dłuższą chwilę po prostu stał, oddając się pieszczocie. Jego członek wyraźnie twardniał między doświadczonymi wargami. Rudowłosej robiło się gorąco i to tylko w części przez to, jak parno było w łaźni. Wtem nauczyciel złapał dziwkę za włosy i wbił się głębiej w jej usta. Narzucił pieszczocie szybsze tempo, a w sali zaczęło rozlegać się towarzyszące temu głośne mlaskanie. Lei jęknęła cichutko, obserwując ten pokaz z coraz większym rumieńcem. Oddech rudowłosej samoistnie przyspieszał. Dlaczego taki brutalny akt tak bardzo się jej podobał? Przecież tak niedawno straciła dziewictwo! Tylko tam z tyłu głowy siedziała świadomość, że być może oglądanie to nie to samo co przeżywanie. A jednak swoją pierś chwyciła przez koszulę tak samo mocno jak robił to elf z walorami kurtyzany. Przymknęła oczy z perwersyjnej przyjemności zmieszanej z bólem, która nagle uderzyła do głowy.
Mężczyzna poczyniał sobie coraz śmielej. Jego biodra przyspieszły i po kilku chwilach niemal pieprzył usta kurtyzany. Jak głęboko go przyjmowała? Przecież musiał się wsuwać do jej gardła! W końcu jednak się opamiętał, a kobieta odsunęła się głośno krztusząc. To jeszcze bardziej otrzeźwiło Theoduina, bowiem cierpliwie dał dojść kochance do siebie. A może panował nad sobą cały czas? Wiedział na ile może sobie pozwolić.
- Wstawaj - szarpnął ją w końcu za ramię i popchnął ku krawędzi kamiennego basenu. Jego trzon wprost lśnił od śliny. Dziwka oparła się i od razu wypięła ku elfowi, kręcąc przy tym pośladkami.
- Weźmiesz mnie mocno? - jęknęła w wyczuwalnie teatralny sposób. Mężczyzna nie odpowiedział, zamiast tego zdarł z niej resztki sukienki i cisnął nimi o podłogę. Złapał prostytutkę w pasie i wszedł w nią jednym pchnięciem. Ze swojej pozycji Lei widziała jak szybko porusza pośladkami, od razu narzucając swoje tempo. Kobieta krzyknęła. Może to też było tylko na pokaz, a może naprawdę nie było gotowa na tak gwałtowną inwazję swojego wnętrza. Niestety dziewczyna nie mogła zobaczyć jej twarzy.
 
Zapatashura jest offline  
Stary 04-11-2018, 21:20   #24
 
Lady's Avatar
 
Rudowłosa oddychała szybko. Gwałtowny, zwierzęcy akt rozbudzał w niej dzikie instynkty. Nie puściła piersi, ale ten dotyk to było za mało. Drugą ręką sięgnęła w dół, przeklinając się za ubranie spodni. Niecierpliwie zaczęła rozwiązywać rzemienie. Gdzieś zniknęła powściągliwość z podglądania domowników. Przez gwałtowność oglądanego seksu, przez specyfikę akademii, a może przez zwyczajne, niezwykłe rozbudzenie seksualne Leileny. Próbowała dostać się palcami do łona, poczuć odrobinę ulgi w tej rosnącej w ostatnich dniach potrzebie zażywania tego typu rozkoszy.

Ladacznica jęczała, ale było to ledwo słyszalne wśród odgłosów kopulacji. Dopiero jej okrzyk zaskoczenia przebił się przez hałas, gdy Theoduin dał jej mocnego klapsa. A potem jeszcze jednego. Odgłosy uderzeń zdawały się odbijać echem od ścian.
- Tak, tak! Podoba ci się mój tyłek, co? - prowokowała prostytutka. I wywołała reakcję.
- Rozstaw nogi i rozchyl pośladki - rozkazał nauczyciel przerywając akt. Kobieta trochę niezgrabnie wypełniła polecenie, kładąc się biustem na krawędzi niskiego murku, a elf ponownie ją posiadł. Tym razem jednak z jakiegoś powodu poruszał się wolniej, za to dziwka głośniej jęczała.
Mongle też jęknęła. Ciszej, lecz wyraźnie, gdy wreszcie palce dotarły do twardej łechtaczki. Z ogromnym trudem powstrzymała chęć wychylenia się i dokładniejszego przyjrzenia. Kiedy posiądzie magię, będzie musiała nauczyć się przydatnych w takich chwilach zaklęć! Czy… czy on wziął ją jakoś inaczej? Złapała się opuszkami za sutek i pocierała go. Przez koszulę to było za mało, rozpięła więc górny guzik i odchyliła ją, wyjmując mały cycuszek na wierzch. Onanizowała się szybko, chociaż spodnie tego nie ułatwiały. I nie spuszczała wzroku. Pierwszy raz widziała w akcji prawdziwą prostytutkę. I spodobał się jej ten widok!

Pozycja, w której elf brał swoją kochankę chyba bardzo mu się podobała bo jego oddech przyspieszył i stał się głośniejszy, dyszący. Za to kobieta miała problem z utrzymanie równowagi na coraz silniej chwiejących się nogach. Nagle poślizgnęła się i upadła na kolana, zsuwając się z elfa.
- Byłem już blisko - warknął i kolejny raz spoliczkował dziwkę. Szarpnął ją za włosy podnosząc na nogi, tylko po to by położyć ją na plecach na krawędzi basenu. Zrzucił z siebie spodnie i kopnął je niedbale w bok. Sam stanął okrakiem nad kochanką, wsadzając jedną nogę do wody i rozchlapując ją na podłogę. Pochylił się, znowu wchodząc w całości do środka.
- Tym razem masz się nie ruszać, zrozumiałaś - zapytał, ale zanim nierządnica zdążyła odpowiedzieć złapał ją ręką za gardło, przyszpilając do kamienia.
Leilena nigdy nie spodziewałaby się takiej gwałtowności u elfa, gdyby nie widziała jej na żywo. Otumaniona emocjami i doznaniami, czuła wzbierającą własną przyjemność. W końcu obiecał jej, że nie zrobi krzywdy, prawda? Sama dyszała, pracując palcami na łechtaczce i piersi, nie mogąc przestać. To co oglądała uzależniało i przyciągało.

Norlynn brał kochankę jak zdobycz: mocno, szybko, wchodząc do końca. Było w tym coś zwierzęcego. Jakby sam był bestią, orkiem a nie szlachetnym elfem. Kobieta pod nim tylko dyszała z szeroko otwartymi ustami, drżąc na całym ciele od sztychów nauczyciela. Taka galopada nie mogła jednak trwać długo. Ku zdziwieniu Leileny, mężczyzna nie skończył w środku tylko zerwał się na równe nogi i wystrzelił kurtyzanie na twarz. Gęste strugi nasienia zrosiły jej czoło i nos, ostatni wytrysk spadł na pełne piersi. Oboje ciężko oddychali z wysiłku i minęła chwila nim Theo zapanował nad sobą dostatecznie, by móc znowu odezwać się władczym głosem.
- Jesteś cała ubrudzona, powinnaś się umyć.
Prostytutka posłusznie usiadła przy wodzie i już miała zacząć się obmywać, gdy elf złapał ją za rękę i zmusił by przed nim uklęknęła.
- Nie będziesz marnować tutaj wody. Mam lepszy pomysł - złapał swoje opadłe przyrodzenie i skierował je ku kobiecie. A potem zaczął oddawać na nią mocz.
Lei otworzyła oczy jeszcze szerzej obserwując największą chyba perwersję, jaką do tej pory widziała w swoim nie tak długim życiu. Po tym brutalnym akcie wydawało się to wręcz naturalne. Pochłonięty bodźcami i zanurzony w ekstazie umysł rudowłosej potraktował to jak sygnał, jak impuls. Spełnienie wstrząsnęło drobną dziewczyną, kiedy patrzyła na żółtawy strumień zalewający nagie ciało kurtyzany. Sapnęła, drżąc od bardzo silnych spazmów.
Nierządnica zasłaniała rękami twarz, więc mężczyzna zaczął polewać jej biust. Okazało się, że tego było już jednak kobiecie za wiele.
- Przestań. Nie! Tego już za wiele - protestowała. Co mogło być dziwne elf usłuchał, a ostatnie krople spadły na mokrą podłogę.
- I tak już skończyłem. A ty spisałaś się bardzo dobrze - przyznał. Rozejrzał się za porzuconymi spodniami, więc rudowłosa odruchowo skuliła się za swoją kryjówką. Nie dostrzegł jej, za to namierzył swoją garderobę. - Możesz się umyć. Tak normalnie, z mydłem i wodą - ton głosu miał już zupełnie inny, konwersacyjny, taki sam jakim posługiwał się w rozmowie z Leileną.
Dziwka faktycznie potrzebowała kąpieli. Włosy miała w zupełnym nieładzie, wytargane w trakcie dzikiego seksu i częściowo mokre od złotego deszczu. Wyraźnie roztrzęsiona wzięła wiaderko, napełniła je wodą po czym zaczęła się obmywać. Theo tymczasem gmerał w jednej z sakw przy swoim pasie, aż wyjął z niej igłę i kawałek nici. Przez chwilkę Lei przyszła do głowy zabawna myśl, że czarodziej w ramach przeprosiń zacznie zszywać podartą sukienkę. Pomyliła się w sumie niewiele. Mag faktycznie naprawił zepsuty ubiór, ale stosując do tego magię. Kilka słów, parę gestów i rozdarcia zniknęły, jakby nigdy ich nie było.
- A tutaj umówiona kwota - dodał, kładąc kilka złotych monet obok kobiety. - Zasłużyłaś na każdą - kontrast między tym jak brutalny był jeszcze przed chwilą, a jak opanowany był teraz był niebywały.
Według Lei, która po cichutku poprawiała swoją garderobę, to miało sens. Wyżył się i dzięki temu mógł być opanowany i skupiony na swoich studiach oraz nauce. Podświadomie rudowłosa rozumiała to doskonale, orgazmy bardzo dobrze wpływały na całe ciało. Tymczasem jednak pozostawała w ukryciu, czekając na moment, w którym będzie mogła niepostrzeżenie się oddalić.
- A...a ten czar, co na mnie pan rzucił? - zapytała kobieta.
- Minie samoistnie za niecałą godzinę. Pozostaje jednak dla ciebie zupełnie nieszkodliwy - poinformował ubierając się. Ponieważ nie zostało już nic więcej do dodania, gdy już zapiął pas i poprawił koszulę, po prostu sobie poszedł. Prostytutka potrzebowała więcej czasu. Po umyciu się długo bowiem męczyła się z jako takim ułożeniem długich włosów. Była jednak tym na tyle zaaferowana, że Lei mogła zaryzykować przemknięcie się na korytarz. Rudowłosa skorzystała z odwrócenia tamtej i jak gdyby nigdy nic wstała i ruszyła przed siebie. To była w końcu publiczna łaźnia, chociaż nie próbowała przy tym zwrócić na siebie uwagi. Płacenie za opowieść w tym momencie nie miało już sensu, wiedziała co chciała wiedzieć. Dostała się do przedsionka, a potem na plac. W przeciwieństwie do marudzenia alchemika, to co zobaczyła było ciekawą lekcją. Czy Theoduin z nią zrobiłby to samo? Czy obchodziłby się delikatniej? No i czy tego typu ciągoty były powodem, dla którego przyjął ofertę nauki w Akademii? Tematów do rozmyśleń było sporo. Okazji do myślenia w ogóle panna Mongle miała sporo tego dnia. Blessed na swoich zajęciach cierpliwie ćwiczył z każdym z uczniów słowa i gesty potrzebne do rzucenia wybranego przez nich zaklęcia. Lei trochę plątał się język przy co dziwniejszych wyrażeniach, a zapis czaru niewiele pomagał. Jakby litery kompletnie nie odpowiadały wymowie. Prawie wszyscy mieli jednak problemy, więc dziewczyna nie czuła się jakoś wyjątkowo zawstydzona. Za to Elce szło jak z nut i jako jedyna na końcu lekcji została pochwalona za idealną dykcję.
Meleghost, czego Lei już się po nim spodziewała, był znacznie bardziej surowy. Na lekcji oczekiwał od pierwszoroczniaków przyrządzenia naparu. Wymieniał krok po kroku co należy robić i złośliwie komentował niemal wszystkie pytania. Tu już nie było prymusów - gdy pierwsze napary bulgotały w garneczkach krytyka wahała się od umiarkowanej, po gniewne oskarżenia o próby otrucia nauczyciela, który ostrożnie próbował efektów. Matthew ponownie przyglądał się rudowłosej, ale tym razem jakby… z sympatią? A może tylko jej się tak wydawało, w końcu co mogła wyczytać z ptasiej twarzy?

- Ciekawe jakby jemu poszło składanie pierwszej pozytywki - utyskiwała Lily, gdy szła z Leileną na obiad. Jej nie oberwało się jeszcze tak źle, za to Connor aż musiał zostać po lekcjach.
Lei naprawdę się starała. Nie miała wprawy, nigdy wcześniej nie stykała się z magią ani nawet prawdziwym zielarstwem, ale nie zamierzała odpuszczać lekcji nawet pomimo ogromnego popędu seksualnego, który czuła w tej akademii. Skoro już tu trafiła, to zamierzała tu zostać.
- Pewnie tak jak tobie dźwiganie wielkich kamieni - mrugnęła do koleżanki. - Wszystko co nowe jest często trudne. Eh. Chciałabym, żeby się okazało, że mam do czegoś naturalny talent.
- Hmm… - mruknęła głośno gnomka. - Jesteś bardzo towarzyska. I śmiała… To też są talenty. I może, tylko może - zaznaczyła unosząc palec - próbuję cię trochę naśladować.
- No nie wiem, równie dobrze te moje talenty mogą mnie tylko w kłopoty pakować. No i co to za talenty, chęć do poznawania nowych osób. I zgłębianie tajemnic - zachichotała. - Ty chociaż potrafisz uszyć sukienkę lub coś zbudować.
- Potrafię, bo się tego uczyłam całe życie. W mojej rodzinie każdy musi coś robić. Gotować, robić w drewnie, takie tam… A ja musiałam nauczyć się szyć. Ile to razy się dziabnęłam w palec, to nawet nie zliczę - podetknęła koleżance dłoń pod oczy, jakby na dowód. - Wcale nie jestem pewna, czy mam do tego talent. A żeby poznawać innych, to jednak wymaga odwagi. A przynajmniej wtedy, gdy się ledwo odstaje od ziemi. Wiesz jak mi serce łomotało, jak spróbowałam pierwszy raz porozmawiać z Connorem?
- Jesteś taka słodziutka, że nikt normalny nie powie ci złego słowa. Ja tu akurat zawsze taka byłam. I widzę chyba u wszystkich te dobre strony. Przynajmniej się staram, po porażkach jak ta z naszym krasnoludem czasami macham na niektórych ręką - mrugnęła do gnomki.
- No wiesz, niektórzy są beznadziejni - pokiwała z entuzjazmem głową. Następnie wzięła głęboki wdech, wyraźnie się do czegoś szykując. - A ja porozmawiałam sobie z tym jednym kolegą, Storem. Wiesz którym. Pamiętasz jak zastanawiałyśmy się, czy jest tu ktoś, kto umie się sprawnie posługiwać brzytwą? - Lily robiła się czerwona na uszach.
- I ktoś tu mówił, że nie jest zbyt odważny? - Lei wyszczerzyła się. - Zgodził się pomóc?
- Ktoś tu też mówił, że cię trochę naśladuje… - mruknęła. - Nie musiałam go wcale namawiać. Powiedział, żebym się zastanowiła jak chcę się ogolić.
- I co wybrałaś? Ja chyba bym chciała cienki paseczek. Albo trójkącik nad cipką - otwarcie i głośno zastanawiała się rudowłosa.
Gnomka rozejrzała się szybko. W porze obiadowej przecież w każdej chwili ktoś mógł wyjść zza rogu i coś podsłuchać.
- Ja… chyba… no, gładko - wydukała w końcu, jeszcze bardziej się przy tym rumieniąc.
- Jeszcze bardziej niewinna! - zaśmiała się Leilena. - Wpuścisz wtedy kogoś do środka, skoro już będzie tak ślicznie widoczny?
- Nie wiem. Ale może dam ci spróbować jak gładka jestem? - pokazała koleżance język.
- To rozumie się samo przez się, przecież nie możemy zostawić jakichś nierówności! - Lei pokiwała poważnie głową.
- Nie chcemy - zgodziła się odruchowo. - No i Stor mówił, że może pomóc kiedy tylko chcę. Jesteś dzisiaj zajęta? Albo jutro?
- Jedyne co mam do roboty to nauka - westchnęła, bo taka była prawda. - Jego zgoda obejmowała także mnie?
- A co? Myślisz, że nie zgodziłby się na takie dwie fajne dziewczyny jak my?
- Wątpię, raczej zastanawiam się, czy będzie zaskoczony jak przyprowadzisz koleżankę.
- Gdybym wiedziała, że jesteś taka skora do robienia niespodzianek, to bym mu nie powiedziała… A tak klamka już zapadła, bo wie - na stołówce było już gwarno od studenckich rozmów, a gnomka przyspieszyła kroku bojąc się, że braknie dla niej smakowitych kąsków. - Przynajmniej Connor nie podwinie mi żadnego kawałka - stwierdziła lekko, chociaż chłopak pewnie nie miał się z czego cieszyć na dywaniku alchemika.
Lepiej dywanik u alchemika, niż u tej od majteczek, pomyślała Lei. Z drugiej strony, może wcale nie? Mniej spiesznie sama także podążyła po jedzenie.
Na sali nie było rektorki i może przez to rozmowy były głośniejsze. Nie było też elfiego maga, ale pewnie było to bez związku. Stor siedział w towarzystwie Siri i innych kolegów ze swojego roku, a od kiedy zauważył przybycie Lei i Lily spoglądał od czasu do czasu w ich kierunku.
Gnomka ustawiła swoją górę jadła na tym samym stole co zawsze i spytała rudowłosej.
- To kiedy się strzyżemy?
- Może podejdziemy teraz do nich i się umówimy? - zaproponowała Lei z psotnym błyskiem w oku.
Czarno-białe włosy zatrzęsły się, gdy wgryziona w udziec gnomka pokręciła przecząco głową. Zaraz jednak się opamiętała, nabrała głębokiego wdechu i przełknęła jedzenie.
- No niech będzie. Ale ty idziesz przodem.
- Tylko skończ się opychać - Lei zgodziła się bez problemu, zamierzając po prostu podejść do tamtej grupki. Gnomka trochę niechętnie odsunęła się od swojego jedzenia, ale zeskoczyła z krzesła i podeszła do starszego koleżeństwa. Leilena znała już całą grupę: Aldena, Umbero, Stora i Siri. Ciemnoskóra uśmiechnęła się szeroko.
- Czyżby tęskno ci było na moje kolanka? - spytała Lei.
- Jasne! - rudowłosa bez dalszej zachęty władowała się na kolana Siri. - A kto chce moją koleżankę? - zapytała wesoło, zerkając na Lily.
- Ja z przyjemnością - wyrwał się blondwłosy Alden.
- To sobie chciej, a ja wolę do Stora - rezolutnie odpowiedziała gnomka. - Możesz mnie najwyżej podsadzić, bo nie będę skakać.
Młodzieniec nie protestował, tylko posłusznie pomógł pannie Dims usadowić się u kolegi.
- A gdzie ten cały strach przed starszymi kolegami? Rach ciach byśmy was zauroczyli i prowadzili na tych waszych obrożach jak posłuszne pieski - droczyła się Siri, obejmując rudowłosą w pasie i przyciągając blisko do swoich pełnych piersi. Lei chętnie z tego korzystała, przytulając się i obejmując ciemnowłosą za szyję.
- Pewnie liczymy, że w razie czego wykorzystacie nas też bardzo niecnie.
- Och, najniecniej jak się da - z entuzjazmem zapewniła kobieta.
- A tak się składa, że to my was chcemy wykorzystać… No, a przynajmniej ciebie - Lily zwróciła się do Stora, powoli nabierając barw buraka.
- Mnie? A co ja zawiniłem, żeby mnie wykorzystywać? - zapytał, za co od razu dostał kuksańca od kumpla.
- Ty nie marudź, tylko się ciesz!
- Właśnie - podchwyciła Mongle, nie krępując się zbytnio. - Zwłaszcza, że chcemy ci pokazać co nieco w zamian za drobną przysługę.
- No dobrze, dobrze. Będę dobrowolną ofiarą - zaśmiał się.
- Pamiętasz, jak mówiłam, że potrzebuję fryzjera? To szykuj sobie wszystko i po kolacji masz się stawić w łaźni. I ostrzyc mnie i koleżankę.
- O, patrzcie panowie. To nam się Stor nie chwalił, że terminuje u cyrulika - zaśmiał się Umbero.
- Cyrulik to ma z tym wspólnego tylko tyle, że to bardzo delikatna operacja - wykorzystała użycie złego słowa przez Umbero Lei.
- Operacja? - podchwycił Alden. - Toć nie cyrulik, tylko chirurg prawdziwy.
- Prawdziwy, co do włoska, z wymierzeniem do milimetra - wymruczała rudowłosa lubieżnie.
- No dobra już, dobra. Pokpinkowaliście, wystarczy tego dobrego - szatyn uniósł rękę. - Będę gdzie mam być i przyniosę co mam przynieść - obiecał. Gnomka na tę deklarację zdobyła się na odwagę, by chłopaka w nagrodę pocałować. Wywołała tym powszechną wesołość.
- To miłej zabawy w medyka - życzyła dwuznacznie Siri.
Lei niesiona podobnym impulsem spojrzała w oczy dziewczyny i nachyliła się powoli, z namaszczeniem łącząc swoje wargi z jej. Reakcja nie była zaskakująca, bowiem ciemnoskóra odpowiedziała na pocałunek z dużym entuzjazmem, wysuwając języczek i wodząc nim po wargach rudowłosej. I nie miała też wielkiej ochoty przestawać. Śmiechy przy stole ustały, mężczyźni bowiem ze sporą przyjemnością przyglądali się rozwojowi wydarzeń. Mongle też nie chciała przestawać, skoro najwyraźniej wolno było to tu robić. Wsunęła język głębiej, mocniej połączyła wargi z ustami Siri i przytulając całe swoje małe ciałko. Kobieta jeszcze przez chwilę oddawała się pieszczocie, ale w końcu się opamiętała i odchyliła głowę, zmysłowo oblizując usta.
- Wystarczy, bo jeszcze na obiad zjem ciebie, na tym stole.
- To jest zabronione? - Lei wyszeptała z przyspieszonym oddechem i rumieńcem na policzkach.
- Mogłoby przeszkadzać innym w jedzeniu - mrugnęła. - No i moi szanowni koledzy nie przestaliby marudzić, że podrywam im najlepsze kąski - dodała. Wywołani koledzy zgodnie pokiwali głowami.
- Już mnie poderwałaś, co nie znaczy, że oni też nie mogą - zauważyła swobodnie rudowłosa.
- Nie odważą się. Wiedzą, że nie dogodzą ci jak ja.
- Potwarz! - uniósł się blodyn.
- Kłamstwo - zawtórował brunet.
- Obawiam się, że to brzmi jak zawody! - Lei wyszczerzyła się, chichocząc.
- A co dostanie zwycięzca, poza dozgonną satysfakcję? - spytał Alden, najroślejszy z całej grupy, choć i tak nie dorównywał wzrostem Connorowi.
- To samo to nie wystarczy? - zapytała zdziwiona dziewczyna. - Chyba, że ja również coś mam potem z tego mieć.
- Ty to się będziesz cieszyć, jak którakolwiek stwierdzi, że jej dogodziłeś - Siri usadziła kumpla. Żadna riposta nie nadeszła.
- Jak się nam fryzjer spisze, to może on rozpocznie zawody - Lily spojrzała to na Stora, to na Leilenę, z uśmiechem na ustach.
- Panienka Lily chce uczestniczyć w zawodach? - Lei spojrzała na gnomkę z szerokim uśmiechem. - Będziemy obie oceniać?
- Ja nie mogę uczestniczyć, bo mnie Siri nie poderwała, o - odpowiedziała rezolutnie.
- Po to są zawody, aby nadrobić!
- Albo dać się poderwać - kusiła też ciemnoskóra.
- Phi… co to znaczy “dać się”? Musiałabyś się postarać, jakieś kwiatki kupić, albo coś - Dims nie poddawała się łatwo. Stor zresztą postanowił jej pomóc.
- I to wiesz, tak szybko byś musiała kupować. Bo ja będę podrywał wieczorem, na piękne oczy i fryzurę.
- Szantażyści - nie wytrzymała Siri i roześmiała się.
- Chcesz popatrzeć? - zapytała ją jeszcze Lei i mrugnęła wesoło.
- Nie - zaprzeczyła. - Ale bawcie się dobrze.
- Nie omieszkamy - zapewniła Lily.
Przekomarzanki jeszcze chwilę trwały, ale w końcu każdy rozszedł się do swoich spraw. W tym Lei, która mimo tego, że czekał ją ekscytujący wieczór miała też dużo nauki. Meleghost dużo wymagał, ale trochę trudno było się indywidualnie w czymkolwiek podciągnąć z alchemii. No bo co mogła zrobić? Uczyć się szatkować ziele na zerwanej trawie? Co innego tematyka, którą przerabiał Danillo. Po kilku dniach zaczynała już pamiętać co oznaczały poszczególne symbole i jak je wypowiadać. Nie oznaczało to jeszcze, że umiała je wypowiedzieć poprawnie, ale wiedziała dokąd zmierza. Spisane mozolnie zaklęcie przestawało być w oczach dziewczyny bazgraniną i bełkotem.
Rozbudzona seksualność dochodziła jednak co jakiś czas do głosu i przechodziły Leilenie przez myśl różne tematy. Ot, jakby się tu ubrać na takie strzyżenie? Albo czy namawiać Lily, by dała się posiąść koledze? I czy w ogóle trzeba ją było do czegokolwiek namawiać?
W końcu jednak nadeszła kolacja, podczas której głównym tematem były zmartwienia Connora. Chłopak nie miał szczęścia. Prawie podpadł nauczycielce, a teraz zagiął na niego parol Meleghost. Wielkolud podobno wszystko robił źle. Ręce miał za wielkie by dobrze przyrządzić składniki, a nawet gdyby robił to dobrze to fatalnie je odmierzał i tak dalej. Widać nie tylko Lei brakowało naturalnego talentu.
 
Lady jest offline  
Stary 16-11-2018, 20:22   #25
 
Zapatashura's Avatar
 
Po posiłku przyszedł czas wybrać się do łaźni. Stor udał się już po wszystkie niezbędne utensylia i zapewnił, że za pół dzwonu będzie na miejscu. Gnomka trzymała się przy rudowłosej.
- Myślisz, że powinnyśmy się jakoś... no nie wiem, przygotować? Czy idziemy od razu, żeby sobie znaleźć jakieś wygodne miejsca?
- Chciałam się przebrać w swoją zieloną sukieneczkę, znacznie łatwiej zdjąć. A przecież nie będę kombinować, żeby zobaczył jak najmniej. Coś mu się za pomoc należy - odparła Lei, czując wiele różnych emocji podczas mówienia. Mimo tego brawura i chęć przygody wciąż dominowały.
- Yhmm… chyba masz rację. No i bielizna jest zbędna.
- Dobrze, że górnej i tak nigdy nie noszę - zachichotała Lei, wybierając trasę do swojego pokoju.

Dzień zatoczył koło i tak, jak Leilena rozpoczęła go w łaźni tak i miała go zakończyć. Ubrana elegancko i kusząco weszła do środka. Chłopaka jeszcze nie było, za to gnomka przechadzała się niecierpliwie to tu, to tam. Ona też się przebrała, w czarną sukienkę z głębokim dekoltem i guzikami z przodu. Wyglądała, jakby powinna mieć pod nią jakąś koszulę, albo gorset, ale tak nie było. Lei była pewna, że pod spodem nie miała niczego.
- Bardzo ładnie ci w zielonym, wiesz? - zagadnęła Lily. Miało to zabrzmieć lekko, ale głos trochę jej drżał. - Świetnie kontrastuje z twoimi włosami. Tą czerwoną suknię skończę jutro.
Leilena wybrała podobny styl: sukienka i kompletnie nic poza nią. No, oprócz lekkich sandałków na nogach. Mimo swojej odwagi, również była odrobinę nerwowa, może zachowanie gnomki tak na nią działało. Mimo to uśmiechnęła się szeroko na widok koleżanki.
- A tobie w czarnym. Musisz częściej się tak ubierać - mrugnęła do niej, zbliżając się.
- Tak myślisz? Mi się wydaje taka... ponura - spojrzała na siebie niepewnie. Kontrast jej ubioru i białych pasm włosów był bardzo efektowny. - Wolę kolory. Ale tę bardzo łatwo zrzucić - uśmiechnęła się promiennie.
- Biały bardzo pasuje do czarnego, szczególnie w dobrych proporcjach - przesunęła palcami po włosach Lily. - A zrzucanie i dekolt są wyjątkowo miłym dodatkiem.
- Ah tak? - poderwała głowę, by spojrzeć Lei w oczy. - A jak się ubrudzi od tego zrzucania, to co?
- Ojej, wtedy znowu będziemy musiały na golasa! - zachichotała rudowłosa, rumieniąc się na policzkach.
Właśnie takie rozchichotane zastał je Stor. Mężczyzna niósł pod pachą skórzane zawiniątko. Chyba nikt mu nie podpowiedział, że to specjalna okazja, bo ubrany był w brązową koszulę i równie brązowe spodnie. Ostatecznie od krawiectwa Leilena miała Lily. Stor, ze swoją starannie i krótko przystrzyżoną brodą był od czego innego.


- Słyszę, że humory dopisują - zagadnął odkładając ostrożnie pakuneczek na ziemię i kierując swe kroki do stojących pod ścianą wiader.
Dla niego pewnie była to zwyczajna sprawa, w końcu był w tej akademii już od dość dawna. Lei całkiem bezpośrednio obejrzała go blisko od stół do głów, czując jak przy okazji się podnieca.
- Mój zawsze. Kiedy będziesz smutny, odwiedź mnie. Zapewniam, że zrobię wszystko, aby humor poprawić - uśmiechnęła się słodko. Gnomka stłumiła śmiech, ale młodzieniec udawał, że niczego nie zrozumiał.
- A co? Opowiadasz dobre żarty? - spytał, kontynuując przygotowania. Nabrał ciepłej wody do wiadra po czym wlał do niej trochę płynu z jednej z buteleczek, które były dostępne w łaźni.
- Świetne, zwłaszcza o tobie, jeśli się nie sprawdzisz - pokazała mu język i mrugnęła wesoło.
- Jeszcze się nie zdarzyło, żebym był niezadowolony ze swojego golenia. A nawet gdybym którąś z was zaciął, to kapłanka na pewno pocałuje i się zagoi.
Prawie gotowy zaczął rozwijać swoją paczuszkę. Oczom dziewczyn ukazał się zestaw brzytw. Jednych większych, innych mniejszych. Było tego jednak tyle, że mężczyzna pewnie by się sprawdził na świniobiciu. Chyba nie trzeba było aż tylu ostrzy by ogolić się tam na dole.
- Skoro to Lily namówiła, to chyba powinna być pierwsza - zasugerowała Lei, siadając grzecznie ze złączonymi nóżkami na murku otaczającym basen łaźni.
Gnomka spąsowiała, ale do tej pory przed niczym jej to nie powstrzymywało i tym razem również nie. Rozpinanie guziczków poszło jej bardzo sprawnie i czarna sukienka opadła luźno na ziemię, odsłaniając krągłe piersi i oczekujący na przystrzyżenie meszek. Stor nie umiał ukryć swojego zadowolenia, uśmiechając się od ucha do ucha.
- Pani pozwoli - poklepał puszysty ręcznik, który położył na podwyższeniu. - I nóżki szeroko, artysta musi widzieć z czym pracuje.
Lily tylko pokiwała głową, ale Leilena dobrze wiedziała, że wkrótce odzyska rezon. Poza tym to, jak bezwstydnie rozchyliła się przed mężczyzną nie miało w sobie niczego z nieśmiałości.
- To ma być regularna usługa, czy mają się też panie uczyć? - zapytał. Mieszał w międzyczasie wodę, która pieniła się roznosząc przyjemną woń.
Na to pytanie Lei podskoczyła, robiąc “aha!”. No tak, przecież nie będą ciągle go po to zapraszać, przynajmniej dopóki nie nauczą się innych metod, golenie brzytwą mogło okazać się przydatne. Podeszła bliżej Lily, bezczelnie patrząc między jej uda.
- Strasznie mi się podoba ten kolor, szkoda, że chce na łyso - zagadnęła chłopaka.
- Co zrobić? Pani chce, sługa musi - rzucił sentencjonalnie. Dims nagle jednak nie wyglądała na taką przekonaną.
- A… a jak byś wolała? - spytała.
- Abyś zostawiła trochę nad - zbliżyła się i pokazała futerko nad łechtaczką. - Trochę białych, krótkich włosków - wymruczała.
- Żebym wyglądała dla was, ludzi, jak staruszka?
- Ani trochę nie przypominasz staruszki - zaprzeczył Stor. - Jak już, to taki kolor jest dla nas… egzotyczny? - spojrzał pytająco na rudowłosą.
- Kochanie, staruszki są siwe, nie białe - puściła gnomce buziaka. - Powiedz jej, że z odrobiną włosków będzie wyglądała świetnie i nabierzesz na nią jeszcze większej ochoty - szturchnęła łokciem chłopaka, konspiracyjnie szepcząc.
- Ależ to się rozumie samo przez się - zaśmiał się w odpowiedzi. - To jak, Lily? Zostawiamy paseczek?
- Zostawiamy - postanowiła. - W końcu to ma być na pokaz dla kochanków.
- No, to do roboty - mrugnął okiem, nabierając dłonią dużo piany i nakładając ją na podbrzusze gnomki. Wywołało to dostrzegalny dreszcz i wyraźnie słyszalny chichot.
- Masz łaskotki?
- Nie - czarno-biała pokręciła głową. - Ale jeszcze nigdy czegoś takiego nie robiłam - przyznała.
Gotowy już do swego zadania Stor wybrał najmniejsza brzytwę ze swojego zestawu i zamoczył ją w ciepłej wodzie.
- Teraz się nie ruszaj - ostrzegł i zaczął ostrożnie przycinać meszek, to z jednej, to z drugiej strony. Dims milczała, lecz uwadze Lei nie umknęło to, jak szybko oddycha i jak sztywnieją jej na piersiach sutki. Trudno było się jej dziwić, kiedy przystojniak gmerał przy jej łonie.
Panna Mongle przyglądała się temu bardzo uważnie. Nie zagadywała teraz Lily, droczenie się w tej sytuacji mogłoby nie skończyć się dobrze.
- Jakieś rady jak to najbezpieczniej robić? - zapytała za to chłopaka, domagając się objaśniania każdego ruchu.
- Kilka - przyznał. - Po pierwsze, od ciepłej wody skóra się zmiękcza. I łatwiej od tego golić, i trudniej krzywdę zrobić. Po drugie, dobrze jest trochę naciągnąć strzyżone miejsce, bo i to łatwiej, i precyzyjniej - tłumaczył cierpliwie, demonstrując każdą instrukcję. Palce miał zwinne, co bardzo podobało się Lily, jeśli wnioskować z tłumionych od czasu do czasu jęków.
- Golić należy z włosem. Pod włos tylko wtedy, kiedy się chce do gołej skóry coś wyrównać, a i wtedy należy być ostrożnym, bo o zacięcie łatwo. A jak się chce utrzymać włoski na jednej długości, bo ani rusz bez jakiego grzebienia, żeby brzytwa miała do czego równać.
To też zademonstrował, biorąc się za przystrzyganie paseczka nad mokrą muszelką. Ani chybi nie tylko od wody i piany.
- Wygląda to coraz lepiej - pochwaliła Leilena. - Proponowałeś kiedyś takie golenie Siri? - zachichotała, zezując na Stora.
- Nie - zaprzeczył. - Radzi sobie sama. Stosowne zaklęcie jest bardzo łatwe w opanowaniu. Ja po prostu lubię klasyczne metody - wyjaśnił. Wykonał jeszcze parę ruchów brzytwą, obmył łono gnomki wodą i gotowe. Estetyczny paseczek białych włosów, przetykanych tu i ówdzie czarnymi, zdobił podbrzusze Lily.
- I już? - spytała, uroczo zarumieniona. - Nic a nic nie bolało.
- A czemu miało boleć? - zaśmiał się chłopak. - Rękę mam pewną, a takiego skarbu za nic bym nie uszkodził.
- Z tego co widziałam u Siri, to woli naturalizm - zachichotała Lei, ciekawie przyglądając się skarbowi Lily. - Wyglądasz ślicznie. I bardzo podniecająco. To teraz ja? - zapytała Stora.
- Jak sobie pani życzy. Brzytwa dalej ostra, woda dalej ciepła, a piana gęsta - poklepał zachęcająco murek, ale trudno mu było odwrócić wzrok od kuszącej kobiecości gnomki.
Lei nie była zazdrosną dziewczyną. Mimo to ochoczo zdjęła powoli z siebie sukienkę, pragnąc przyciągnąć do siebie jego spojrzenie. Zupełnie naga, podobnie jak Lily, usiadła tuż obok gnomki, powoli rozchylając uda. W bardziej seksualny sposób niż wcześniej koleżanka.
- Ech, jakby takim goleniem można było zarabiać na życie - rozmażył się mężczyzna. - Jakbyś chciała? - spytał, wpatrując się wprost w jej cipkę.
Spąsowiała, ale powstrzymała złożenie nóg. Zamiast tego spojrzała mu w oczy.
- Hmmm, skoro Lily ma paseczek… - zastanawiała się przez chwilę - ... co byś polecał?
- Może trójkącik? - rzucił, co zabrzmiało bardzo dwuznacznie w tej sytuacji.
- Bardzo chętnie - odparła szeptem. - Zaraz po trójkątnej fryzurce…
- Trójkątna fryzura, raz - skinął głową i przystąpił do dzieła. Niby robił dokładnie to samo, co w przypadku Dims, ale co innego widzieć, a co innego poczuć. Miał delikatne dłonie kogoś, kto nie parał się ciężką, fizyczną pracą. Nie można im za to było odmówić zwinności. Rozprowadzał pianę powolnymi, okrężnymi ruchami, niby to przypadkiem trącając kciukiem skrawek warg.
- Nie za chłodna? - spytał, ale Lei czuła tylko narastające ciepło w podbrzuszu.
- Idealna… - wyszeptała, starając się nie ruszać zbytnio, przy jednoczesnym przyspieszającym oddechu. Zerkała to na niego, to na swoje łono i także przelotnie na Lily. Ta, zamiast się ubierać, przysiadła sobie z boczku, w pozie niemal równie nieskromnej co u Leileny. Przyglądała się uważnie koleżeństwu i wodziła dłonią po świeżo ściętych włoskach.
- To dobrze. Bo w zimnie skóra się ściąga i można sobie zrobić krzywdę.
Ostrożnie rozczesał kępkę włosów, aż w końcu sięgnął po ostrze. Zamoczył je na chwilę w ciepłej wodzie, a potem przyłożył rudowłosej do skóry. Stal była twarda i gładka. Jedna dłoń Stora przytrzymywała udo dziewczyny, a druga powoli, prawie hipnotycznymi ruchami zaczęła ścinać nadmiar meszku.
- Nie bój się - uśmiechnęła się czarno-biała. - Ma pewną rękę.
- Nie boję się - od razu zaprotestowała Lei. Emocje uwidaczniające się na jej twarzy wcale nie dotyczyły strachu. Starała się nie drgnąć nawet, tak blisko ostrego narzędzia. To nie była jej wina, że jej ciało tak reagowało, nawilżając pewne wewnętrzne miejsca.
Mężczyzna musiał mieć spore doświadczenie w tym co robił, bo golenie i strzyżenie szło mu szybko i bez komplikacji. Jednocześnie jednak dotyk w tak intymnych rejonach był bardzo pobudzający, a nie dawał żadnej ulgi. Było w tym coś z tortury. Zatem gdy Stor w końcu skończył, Lei mogła odetchnąć, ale jednocześnie czuła pewną nerwowość. Nowa fryzurka wyglądała świetnie lecz sama dziewczyna była bardzo niezaspokojona.
- Dzięki - uśmiechnęła się do niego słodko i nie łącząc nóżek zerknęła na Lily. Gnomka przecież musiała być w podobnym stanie. - To teraz… trójkącik? - zapytała z lekką nutą humoru, lecz nie do końca w pełni żartobliwie, wkradło się w to zbyt wiele podniecenia.
- Tego nie wiem… - odpowiedziała. - Ale pamiętasz, jak chciałam żebyś spróbowała jak ci smakuję gładka? - pytanie było skierowane do koleżanki, ale na pewno miało też wzbudzić reakcję u Stora. Ten jednak zachowywał kamienną minę.
- Jasne, tutaj czy boisz się, że ktoś jeszcze przyjdzie? - Pobudzona panna Mongle nie myślała już kategoriami subtelnych nawiązań. Potrzebowała tu i teraz. Dotknęła wewnętrznej części swojego uda, sunąc po nim palcami. I dobrze wiedziała, że takie ostrzeżenie wcale nie przestraszy Dims. Wprost przeciwnie. Drobna kobieta aż jęknęła na taką myśl.
- Jeśli ktoś przyjdzie, to chcę żeby zobaczył świetne przedstawienie. Możemy je przećwiczyć przy Storze - w jej słowach też nie było już subtelności. Ani w gestach. Bezwstydnie zanurzyła paluszek w swoim wnętrzu.
 
Zapatashura jest offline  
Stary 16-11-2018, 22:25   #26
 
Lady's Avatar
 
Nawet gdyby Leilena miała jakieś wątpliwości i obawy, wyparowałyby na widok podniecenia Lily. Zaschło jej w garle, kiedy to gnomka wsuwała w siebie palec, teraz doskonale widoczny na tle różowych warg, nie zasłaniany żadnymi włoskami. Jęknęła i zsunęła się z murku okalającego basen, przyjmując pozycję niewiele różniącą się od tej, w której Stor je strzygł. Różnica niewielka, ale bardzo znacząca, bowiem rudowłosa ustawiła się na czworaka i nachyliła głowę. Liznęła zachłannie cipkę koleżanki, podniecona samą świadomością wygolonego łona. I zdawało się zupełnie jej nie przeszkadzać, że pupę miała wypiętą, świecąc zupełną nagością każdemu, kto akurat by patrzył. W tym przypadku Storowi.
Dims aż krzyknęła, a zaraz potem roześmiała się zdziwiona swoją reakcją. Był to bardzo ładny śmiech.
- Och, potrzebowałam tego bardziej niż myślałam - stwierdziła i lubieżnie rozwarła paluszkami wargi, żeby rudowłosa mogła dać jej więcej przyjemności. Lei nie mogła widzieć jak reagował mężczyzna. Słyszała jednak metaliczne pobrzękiwanie i jakieś szelesty parę kroków od siebie.
Cóż, Lei była w pełni świadoma swojej propozycji trójkąta. Ona w tym momencie również bardzo potrzebowała. Przesunęła uda bardziej na boki i na ziemię kapnęła biaława kropelka wypływająca z wnętrza. Docisnęła twarz do malutkiego łona gnomki, mrucząc z zadowolenia. Przez kilka uderzeń serca grzebała językiem w środku cipki, a potem cofnęła się podrażniła czubkiem twardą łechtaczkę. Przy tym wszystkim kręciła swoją pupą, połowicznie tylko świadoma tego jak to musi wyglądać od tyłu.
- Jesteś w tym... coraz lepsza - pochwaliła kochanka. Wplotła jednak dłoń w czerwone pukle Mongle i delikatnie odsunęła ją od siebie. - Lepiej smakuję taka odsłonięta? - spytała. Spoglądała jednak przed siebie, bez wątpienia na mężczyznę - prowokując i kusząc.
- Jesteś delikatniejsza. Bardziej miękka. Włoski nie wchodzą do ust i nosa, a ja mogę w pełni smakować te pyszne soczki… - wymruczała Lei, oblizując wilgotne usta.
- A myślisz, że mogłabyś potem oblizać coś innego? Może dla odmiany coś twardego? - kontynuowała. Lei widziała jak drży, potrzebując dalszych pieszczot, ale celowo się powstrzymywała by wciągnąć do zabawy wciąż podejrzanie niezdecydowanego Stora.
- Nie tylko oblizać… - szepnęła Lei, ale na tyle głośno, aby i on usłyszał. - I wcale nie musiałabym w tym czasie przerywać tej pieszczoty - wymruczała, raz jeszcze przesuwając językiem po łonie Lily.
- No to nie przestawaj! - chuć okazała się nieodparta i gnomka przycisnęła twarz koleżanki do swojej szparki.
- Słyszałeś? Mógłbyś ją wziąć, tu i teraz, a ona nawet nie zaprotestuje - głos Lily był niewiele głośniejszy niż szept, ledwie już nad nim panowała. Zadrżała, gdy zwinny języczek dotknął czułego punktu i zacisnęła uda na głowie Leileny.
Zresztą problemy z opanowaniem swych żądz dotyczyły wszystkich obecnych w łaźni. Stor nie był z kamienia i tak otwartej zachęty nie mógł puścić koło uszu. Miękkie uda gnomki całkiem skutecznie zagłuszały to co działo się wkoło i w efekcie Lei nawet nie usłyszała kiedy mężczyzna do niej podszedł. Po prostu poczuła dłoń na swoim biodrze, a uderzenie serca później palce na swojej cipce. Westchnęła prosto w szparkę, gdzie właśnie pakowała bardzo ruchliwy język. Dla małej Lily musiał być naprawdę pokaźnych rozmiarów, a rudowłosa nie oszczędzała tego ciepłego, ciasnego otworka. Zaraz nawet zastąpiła go opuszkiem palca, a wilgotnymi wargami pocierała szybko łechtaczkę, co chwilę próbując ją delikatnie złapać. Stor musiał czuć doskonale i wilgoć i gorąco buchające z otworka, a dziewczyna jeszcze na dodatek zachęcająco pokręciła biodrami. Nie dał już długo na siebie czekać. Męskie palce zastąpił męski członek, raźno wsuwający się do środka. Wypełnienie było bardzo przyjemne, choć dziewczynie nie mogło umknąć to, że męskość była wyraźnie mniejsza niż ta Connora. Gnomka nie miała jednak takiego porównania, a to co zobaczyła musiało się jej bardzo spodobać, bo jęknęła przeciągle w pierwszym, ale z pewnością nie ostatnim orgaźmie tego dnia... a może to języczek i palec Leileny miały taki efekt?
Lei też jęknęła. Wcale nie potrzebowała takiego dużego, czasem wystarczał i jeden czy dwa jej własne szczupłe palce, aby ugasić ten żar. Szparka dziewczyny bardzo ochoczo przyjęła intruza, otuliła go sobą i zacisnęła się mimowolnie, kiedy wszedł w nią cały. Język jeszcze chwilę pracował na łechtaczce, zanim rudowłosa przerwała i uniosła głowę, zamglonym spojrzeniem, z mokrymi ustami i brodą, wpatrując się w piersi i twarzyczkę Lily.
- Przed czymś takim… nigdy nie będę protestować… - uśmiechnęła się, a na twarzy pojawił się grymas rozkoszy.
- To… uzależnia, prawda? - zachichotała, po chwili wybuchając szczerym śmiechem. Wybiło to trochę mężczyznę z rytmu, bo zwolnił ruchy swych bioder.
- Przepraszam - wydusiła z siebie gnomka. - Lei po prostu zabawnie wygląda z moimi soczkami na twarzy - mówiąc to starła ich trochę palcami i z teatralnym zadowoleniem sama ich posmakowała. - Ale nie dziwię ci się kochana, bo jestem naprawdę smakowita - mrugnęła okiem.
- Jestem totalnie uzależniona - wysapała panan Mongle, nie spuszczając wzroku z Lily. Też się uśmiechnęła, a doznania były zbyt intensywne. - Nie przestawaj, Stor! - poleciła, wypychając w tył szczupłe biodra i poruszając nimi na boki sama stymulowała się dodatkowo o wsadzonego w nią członka. Mężczyzna chętnie wychodził jej naprzeciw, dostosowując się do narzucanego tempa. Nachylił się przy tym do przodu i jedną dłonią zaczął błądzić po brzuchu dziewczyny, szybko jednak zaczął zmierzać ku górze aż dotarł do piersi.
- Ja tam nie mam nic przeciwko takim uzależnieniom - dołączył się w końcu do rozmowy. - Sama przyjemność, a na drugi dzień nawet głowa nie boli.
Lily zaś, wcale nie zaspokojona swoim pierwszym spełnieniem, ponownie zaczęła się dotykać tuż przed oczami Lei. Jej potrzeby rosły i tym razem musiała wsunąć w siebie dwa palce.
- Mogę być uzależnieniem całej uczelni… - stękała Lei, która nawet w takich chwilach nie lubiła być cicho. - Jestem do tego stworzona… - z półotwartych ust wydobywały się jęki, westchnięcia i posapywania. Nie była w stanie skupić się na niczym innym, ale i tak spróbowała raz jeszcze nachylić się do wygolonego ślicznie łona gnomki, aby gdzieś tam przy małej dłoni wcisnąć jeszcze swój język. Czarno-biała starała się jej to ułatwić, rozchylając swoją szparkę. Jeśli to w ogóle było możliwe robiła się od tego jeszcze bardziej wilgotna.
- Lepiej się tak nie rozpędzaj - zaoponował Stor. - Jak ja się skupię na studiach, kiedy sobie pomyślę, że zamiast nich mógłbym się z tobą kochać?
Wizja ta okazała się chyba jednak kusząca, bo przyspieszył swe ruchy ku zadowoleniu Leileny. Lily mogłaby na to jednak narzekać, bo kiwającej się w przód i w tył koleżance trudno było utrzymać język w ciasnym wnętrzu. I nie potrafiła się też już skupić na lizaniu.
- Przyjdziesz… - dyszała, czując zbliżający się orgazm - ...zaspokoisz się… - jęknęła przeciągle, przymykając oczy - ... i wrócisz do nauki z nowym entuzjazmem…
Jeszcze kilka pchnięć i doszła, wyginając ciało z urwanym, krótkim krzykiem ekstazy. Mężczyzna nie dał jej jednak odpocząć, kontynuując swój szturm. Może i nie był tak duży, jak Connor, ale za to znacznie bardziej opanowany. Przyciągnął Lei do siebie, obejmując ją w pasie i nabijając raz za razem na swój trzon. Gnomka mogła tylko westchnąć z irytacji, że została sama w swej pieszczocie i przyspieszyła swą masturbację.
- A może - Stor wyszeptał Leilenie do ucha - zamknę cię w swojej komnacie? Nie musiałbym wtedy nigdzie chodzić.
Nie chciała, aby dawał odpocząć. Chciała być używana. To co zobaczyła u elfa pobudziło nowe rejony w jej zboczonym mózgu.
- Jestem zbyt ruchliwa do trzymania… w zamknięciu… - wydyszała. - Zbyt chętna.. By mieć tylko jednego…
Wypychała biodra bardzo aktywnie, pomimo ciągle odczuwalny skurczy. I zbliżających się następnych.
- Zniewolić można mnie… jedynie na krótki moment…
- To dlatego tak pragniesz trójkątów? Jeden kochanek to za mało? - dalej szeptał sprośności. - To może poprosisz Lily, żeby ci pomogła? Całowała piersi. Dotykała łechtaczki, kiedy cię biorę.
- To mnie podnieca… wszystko mnie podnieca… - wyjęczała bez ładu i składu, zbyt pobudzona. - Lily… dotykaj mnie… chcę cię czuć… potem ja… kiedy będzie cię brał…
Na szczęście drobna koleżanka nie miała nastroju na droczenie się. Momentalnie posłuchała prośby zeskakując na posadzkę. Zaczęła wodzić językiem po twarzy dziewczyny, zbierając swe soczki nim wpiła się w usta Lei. Jej dłoń idealnie pasowała do dziewczęcej piersi, gdy ugniatała ją i drażniła nabrzmiały sutek. Zdwojone doznania bardzo szybko kumulowały się w drugi orgazm. Rudowłosa pocałowała ją z pasją i żarem, który odczuwała. Posuwający ją Stor chwilę po “interwencji” gnomki poczuł, jak szparka zaciska się. Tunel stał się bardzo wąski, a ciało drobnej dziewczyny dygotało niemalże, przeżywając upragnioną, potężną rozkosz. Przestała się ruszać, z trudem utrzymując równowagę i teraz biernie przyjmując pchnięcia wynoszące ją do krainy czegoś bardzo wielkiego. Mężczyzna w końcu zwolnił i opadł na podłogę, ciężko oddychając. Wciąż jednak był twardy… przynajmniej jeszcze przez chwilę.
- Nie trzeba mi już dużo. Jeśli Lily też chce się zabawić, to albo poczeka, albo… możecie mnie dokończyć i przygotować na drugą rundę - zaproponował.
- O nie, ja na pewno nie będę czekała - gnomka aż tupnęła nóżką, choć uśmiechała się przy tym szeroko. - To jak mu pomożemy skończyć kochana? - spytała Leileny.
- Chcesz go w sobie? - zapytała Lei, która zmieniła pozycję, klękając na podwiniętych nogach tuż obok chłopaka. - Miałeś kiedyś taką małą dziewczynkę, Stor?
- Nie - pokręcił głową. Dopiero teraz rudowłosa miała okazję dokładnie przyjrzeć się nagiemu kochankowi. W przeciwieństwie do wielkoluda miał włosy na ciele, ale wyglądało na to, że dbał nie tylko o swą brodę. Może i nie miał na łonie wyciętego trójkącika, ale włoski miał przycięte krótko. Członek był lśniący od orgazmów Leileny i stojący na baczność. - Nigdy nie kochałem się z gnomką ani niziołką. Musisz bardzo ciasna.
- Jestem. Nie obraź się, ale właśnie dlatego ciebie poprosiłam o pomoc… twoi koledzy wydają mi się… - nie dokończyła, chyba stwierdzając, że zaraz go obrazi i tyle będzie z jej zabawy.
- Być może jesteście dla siebie stworzeni… - szepnęła Lei, której małe ciało gnomki szalenie podniecało. - Dosiądź go, skarbie. Chcę zobaczyć jak kończy zaraz po tym jak zanurzy się w dziewiczą cipkę…
Rudowłosa nie myślała jasno, dwa przeżyte orgazmy trochę mieszały jej ciągle w głowie. Tak samo jak ciągła potrzeba na więcej. Położyła dłoń na torsie chłopaka, przesuwając po nim z przyjemnością.
- Mi to pasuje, ale czy ty się nie zawiedziesz? - zapytał czarno-białej.
- No, to zależy… - zastanowiła się. - A co zrobimy z nasieniem, które we mnie zostawi? Oloma nas pobłogosławiła, ale czy to wypada wystawiać bogów na próbę? - spojrzala w oczy rudowłosej, a jej uśmiech był lubieżny jak u jakiegoś sukkuba.
- Wyliżę co do kropli - obiecała podnieconym głosem Lei. - I dam ci go spróbować na koniec.
Mężczyzna prawie eksplodował na samą myśl. Skuszony tą wizją wyciągnął dłoń do Lily i pomógł jej się właściwie ustawić. Ta opadła nisko, ale zamiast nadziać się na sztywny trzon pokręciła kusząco tyłeczkiem i odwróciła się do koleżanki.
- Może ty mi go wsadzisz? Tak się już namęczył, by cię usatysfakcjonować, że mogłabyś mu teraz trochę pomóc.
- Jesteś cudownie perwersyjna - Lei zbliżyła się od razu i pochwyciła wargi Lily swoimi, jedną dłonią łapiąc za pierś gnomki, drugą obejmując sztywną męskość. Powoli palcami podążyła w dół, naprężając skórkę i dopiero wtedy nakierowała na wejście do malutkiej cipki. - Zazdroszczę mu teraz, poczuje tak dokładnie twoje malutkie, słodkie ciałko…
- Och… - Dims naparła mocno biodrami, dając się wypełnić ludzkiemu członkowi. Bardzo przypominało to przygodę Lei z Siri i Connorem, ale tym razem to rudowłosa odgrywała rolę tej doświadczonej. Zauważyła też, że drobna koleżanka nasuwa się coraz bardziej i bardziej, z większą łatwością niż przyszło to parę dni wcześniej Lei. Może gnomie kobiety były elastyczniejsze, albo bardziej śliskie?
- Jeśli zaczniesz się ruszać, to ja… - powiedział Stor, ale czarno-biała nie odebrała tego jako ostrzeżenie, tylko zachętę. Kręcąc bioderkami uniosła się i opadła kilka razy doprowadzając mężczyznę do końca. - Jesteś… niesamowita - wyjęczał szczytując.
- To prawda - Lei potwierdziła od razu. Widok był tak niezwykły i pobudzający, że nie wytrzymała i jej dłoń powędrowała do cipki. - Przyjęłaś go z taką łatwością! Jak się czujesz? - zapytała przyjaciólki, pracując palcami na swojej łechtaczce.
- Ja… czuję się pełna - odparła. - I to jak we mnie strzela. To takie obezwładniające… ciepło? Sama nie wiem - szukała właściwych słów. - Mógłbyś już ze mnie nie wychodzić - pochyliła się nad mężczyzną i ucałowała go w brodę. Wyżej nie mogła sięgnąć.
- Seks jest obezwładniający… - wydyszała Lei. - Od wizyty u kapłanki chcę jeszcze i jeszcze. Jak wy tu wytrzymujecie, Stor? Zwłaszcza z tylko jedną dziewczyną na roczniku?
Wolną dłonią zjechała po ciele Lily na jej pupę, dotykając jej tam wszędzie. I jeszcze niżej, gdzie objęła jądra chłopaka, drażniąc je leciutko paznokciami.
- A co tu ma do rzeczy liczba dziewczyn na roczniku? Jak najdzie ochota to i znajdzie się sposób. A to praczka, a to szwaczka - zarymował, może szczerze a może nie. - A czy wy mi nie obiecałyście pokazu?
Gnomka jednak nie miała wielkiej ochoty wypuszczać z siebie kochanka i bardzo się z tym ociągała.
- Obiecały? Nie - pokręciła główką.
- Obiecałam tylko, że ją dokładnie wyliżę - Mongle wzięła jądra chłopaka w dłoń i masowała je powoli. - Wiem jak się czuje z takim olbrzymem w środku. Nie chce się go oddawać.
- No to pomyśl sobie Lily, jak ci będzie przyjemnie gdy ten olbrzym będzie w pełnej gotowości - argumentował Stor. Skutecznie. Co prawda dziewczyna wciąż się trochę ociągała, ale zeszła z mężczyzny i przysiadła na podłodze, z szeroko rozstawionymi nogami. Część nasienia zdążyła wyciec na uda, ale większość wciąż była w środku.
- Co jest takiego w oglądaniu, że podnieca tak jak samo uczestnictwo? - rzuciła pytanie.
- Mnie nie podnieca tak jak uczestnictwo, mi rozbudza wyobraźnię i popycha do wypróbowania osobiście wszystkich tych obserwowanych rzeczy… choć czasami samo podniecenie rzeczywiście jest tak samo silne jak teraz…
Lei nachyliła się najpierw nad Storem i wzięła jego członka w usta. Wylizała wszystko z wierzchu i wypuściła, zbierając następnie białe plamki z reszty pięknego przyrodzenia i łona chłopaka.
- Słodziutka - skomentowała z pomrukiem zadowolenia.
- Kwestia odpowiedniej diety - stwierdził z udawana skromnością.
- Ej, ja też chcę spróbować - wtrąciła się Lily.
- Tej od ciebie nie połknę - Lei odwróciła się do koleżanki drapieżnie, z pomrukiem dzikiego kota. Dopadła do gnomki i ugryzła ją w udo delikatnie, tam gdzie wylało się odrobinę. Resztę zebrała językiem i powoli zmierzała w stronę szparki. - Cudownie brudna - szepnęła niewyraźnie.
- No, no, no! Tylko nie brudna - zaprotestowała. - Tylko... no... udekorowana, o!
Oparła się na łokciu unosząc trochę biodra.
- Gdybyś nie sięgała tak głęboko języczkiem, to zawsze możesz skorzystać z palców.
Obie dziewczyny czuły na sobie spojrzenie Stora, któremu bardzo podobał się obecny rozwój wydarzeń.
- Spróbujesz trochę wypchnąć? - spytała rudowłosa i wyciągnęła język, zbierając jego koniuszkiem tylko to co było na zewnątrz. Podstawiła go pod cipkę Lily, jednocześnie znów wypięta w tej pozycji. Przesunęła się nawet, aby być blisko Stora, a zachowanie sugerowało, że może ją dowolnie macać.
- Leeeń - zaśmiała się czarno-biała. - Wszystko byś chciała dostać na złotej tacy. Stor, daj jej klapsa, bo inaczej się nie weźmie do roboty.
Młodzieniec wykonał polecenie z ochotą, choć uderzenie nie było bolesne. Zresztą, błyskawicznie przerodziło się w zwykłe obmacywanie.
Mimo swych słów Lily postanowiła jednak być pomocna. Rozchyliła palcami swą szparkę i po chwili skapnęły z niej pierwsze krople, a zaraz potem strumyczek gęstego nasienia. Leilena jęknęła, ocierając się o dłoń i nadstawiając usta. Pozwalała kroplom skapywać na język i do buzi, uważając, aby nic nie wylać. Wsunęła palec w tak rozwartą cipkę i zaczęła nim wypychać dalsze partie spermy. Kiedy wydawało się, że większość ma już w buzi, wyjęła palec i podała go do buzi Lily, która z wielką ochotą przyjęła poczęstunek. Na początek tylko zlizała trochę płynu, lecz było jej mało. Zaczęła więc ssać palec, a nawet go przygryzła gdy z nasienia już nic nie zostało.
- Słodkawe… ale to na pewno przez moje własne soczki - stwierdziła z przekonaniem.
- Na pewno - zaśmiał się na to mężczyzna. - Cała jesteś słodka jak ciasteczko.
Lei uniosła się i odwróciła do Stora, otwierając szeroko buzię i pokazując mu wszystko co miała w środku. Następnie zbliżyła się do przyjaciółki i bez wahania przywarła do niej wargami. Była bardzo chętna do takich całusów. Przywarła swym drobnym ciałem do Leileny, jej krągłe piersi wtulały się w biust większej koleżanki. I chciała zrobić z tego przedstawienie. Położyła dłoń na jej karku, jakby jakimś cudem miała przez to przyciągnąć ją jeszcze bliżej i jęczała z przyjemnością, kiedy ich języki złączyły się w tańcu. W jej wielkich oczach błyskały figlarne iskierki. Rudowłosa otworzyła usta, przelewając nasienie do Lily i bawiąc się nim w buzi gnomki. Czując chęci, cofnęła nawet głowę na chwilę, żeby Stor mógł podziwiać pieszczące się, pokryte białawą substacją języki, zanim znów przywarła mocno do kochanki i przyjaciółki w jednym. Kiedy długi pocałunek dobiegł końca, przyglądający się wszystkiemu mężczyzna ponownie stał na wysokości zadania.
 
Lady jest offline  
Stary 17-11-2018, 18:24   #27
 
Zapatashura's Avatar
 
- Gotowa na drugie podejście? Tym razem cię nie puszczę, dopóki nie zaczniesz krzyczeć z rozkoszy - obiecał zawadiacko.
- Ojej, no i jak ma dziewczyna zareagować na taką wspaniałą ofertę?
- Tylko zgodą. Leilena przecież nie narzekała - spojrzał na rudowłosą. Męskie ego chyba domagało się pochwał.
- Pokryj ją swoim ciałem, przykryj całą… - wymruczała Lei, głaszcząc jego udo i pierś gnomki jednocześnie. - Jest przy tobie tak pięknie malutka, idealna do zerżnięcia… - prowokowała lekko zachrypniętym, kuszącym głosem.
- Rżnąć, to można kłodę drewna - gnomka sprzedała rudowłosej kuksańca. - A ja to jestem ruchliwa. Ja się pieprzę - pokazała język, odrobinę jeszcze ubrudzony spermą młodzieńca. Położyła się jednak na plecach i gestem zachęciła kochanka do przyłączenia się do niej. Stor wyraźnie nie miał już ochoty na żadne subtelne pieszczoty, ale i nie chciał się tak po prostu rzucić na filigranową dziewczynę. Legł zatem ostrożnie na boku i uniósł jedną nogę Lily do góry.
- Gotowa? - spytał.
- Gotowa, gotowa. Spełniaj obietnice i doprowadź mnie do krzyku - ostatnie słowa wymruczała kusząco.
Stor zaczął napierać na ciaśniutkie wnętrze. Powoli, centymetr po centymetrze sztywna męskość znikała w gorącym wnętrzu gnomki. Różnica wzrostu między tą dwójką była podobna do tej pomiędzy Leileną i Connorem. Czy wtedy, w lekcyjne sali, Lei też wyglądała na taką malutką?
Bycie malutką wyglądało świetnie! Rudowłosa umiejscowiła się tuż za pośladkami Stora, kładąc dłoń na jednym z nich. Z fascynacją oglądała jak męskość znika w ciasnej cipce.
- Wyglądacie razem wspaniale! - jej własny oddech przyspieszył, ścisnęła pupę chłopaka. I nagle przyszło jej do głowy, aby spróbować czegoś innego. Ułożyła się odwrotnie niż Stor i opierając na łokciu przywarła wargami, językiem i ząbkami do miękkiego, jędrnego pośladka. I schodziła niżej, z podnieceniem mając ochotę i zamiar zgłębić ten śliczny rowek.
- Oho… - zaśmiał się mężczyzna, zwalniając trochę swoje ruchy. - Podpatrzyłaś coś u Siri? Ona jest wielką fanką tyłeczków.
- Muszę spróbować wszystkiego w tych tematach, aby wiedzieć co mi się podoba - odparła z chichotem i ugryzła go w zadek. Zaśmiała się i złapała dłonią, odchylając pośladek w górę, za to językiem przejeżdżając po rowku pomiędzy, nie omijając żadnego fragmentu.Jemu spodobało się to na pewno. Można było to łatwo wywnioskować z tego, jak zmienił się jego oddech. No i z okrzyku zadowolenia Lily.
- On...on chyba jeszcze rośnie!
Gnomka też zaczynała tracić panowanie nad własnym tchem. Łapczywie wciągała powietrze i jęczała z zadowolenia jak kotka. A mężczyzna poruszał się wciąż powoli, chyba po to by ułatwić pieszczoty Leilenie. Ta postanowiła z kolei pójść na całość. Przywarła ustami do tyłu mężczyzny i zaczęła wwiercać język w anus, starając się zmieścić go chociaż troszeczkę w środku. To, że mu się podobało, było dodatkową zachętą.
- To... nieuczciwe zagranie - zaprotestował niemrawo, zwalniając jeszcze bardziej. Za to Lily zaprotestowała znacznie głośniej.
- Ej, nie przestawaj! Chcę mocniej!
Lei uśmiechnęła się do siebie i przerwała tę perwersyjną pieszczotę. Okrążyła parę na czworakach i położyła się z drugiej strony, tym razem głowę miała tuż za malutkimi pośladkami Lily.
- Rozchyl je dla mnie… - wymruczała. Dims była tak pochłonięta doznaniami, że ledwo zrozumiała słowa, za to Stor doskonale wiedział co zrobić. Przetoczył się na plecy, z łatwością pociągając za sobą drobną kochankę, i posadził ją na sobie okrakiem. Teraz, ujeżdżając swego ogiera, Lily już bez trudu spełniła prośbę rudowłosej. Ta zmusiła ją do niemal leżenia na kochanku i zanurkowała między pośladki, wwiercając język w małą, słodką dupkę. Gnomka miała typowe dla swojej rasy szerokie biodra, dzięki czemu była w stanie przyjąć ludzkiego członka, ale tyłeczek miała naprawdę ciasny. Nowe doświadczenie najpierw zaparło jej dech w piersi, a potem z tej samej piersi wyrwało pierwotny krzyk rozkoszy. Nie kontrolując się już w żadnym stopniu próbowała jednocześnie nadziać się na sztywny trzon i ruchliwy języczek, w efekcie kręcąc w kółko biodrami. Mężczyzna postanowił, że to jeszcze trochę za mało i trzymając Lily pewnie w biodrach zaczął ją posuwać szybciej. Całe jej drobne ciałko drżało, okrąglutkie piersi podskakiwały w górę i w dół, podobnie jak burza włosów.
Leilena pragnęła ich dopingować, ale aktualnie jej język miał inne zajęcie, sztumując nieustannie brązową dziurkę gnomki. Nie ustawała w wysiłkach, aby dostać się do środka. Aby Stor nie czuł się pominięty, złapała go dłonią za jądra, masując je jak i członka kiedy wynurzał się nieco z Lily.
- Ona jest taka ciasna… że jak nie przestaniesz… to nie wytrzymam - zaprotestował. A ponieważ obiecał czarno-białej, że doprowadzi ją do rozkoszy, jedną dłonią zaczął masować jej pierś. Ten bodziec przelał czarę. Lily niemal zawyła, wyprężając się jak struna. Z jej cipki pociekły soki prosto na na palce Leileny. Słysząc i widząc to, ani myślała zaprzestawać któregokolwiek ze swoich działań. Co więcej, wsunęła nawet palec pod pupę Stora i naparła nim na wejście w jego dupkę.
- O ty… - jakoś nie umiał znaleźć dobrego słowa, więc tylko zacisnął pośladki na intruzie i po paru pchnięciach on również skończył, drugi raz tego dnia wypełniając grotę Dims swym wytryskiem. Lily opadła na pierś Stora i oboje oddychali ciężko, nabierając sił po intensywnych doznaniach.
- Jesteście… niesamowite - pochwalił młodzieniec.
- Ale ona dostała dwa wytryski, a ja żadnego - poskarżyła się Lei i raz jeszcze liznęła Lily, zanim się odsunęła.
- Oj, nie zazdrość jej. To w końcu ona to wszystko zorganizowała. Należała jej się nagroda.
- Liczyłam, ze polecisz kogoś, kto mógłby mi teraz pomóc z moim nienasyceniem, kiedy ja tu was zostawię - wymruczała kokieteryjnie w odpowiedzi.
- Oloma jest zawsze chętna - odpowiedział w pierwszej kolejności. Lecz kiedy zastanowił się odrobinę dłużej dodał - albo ja, za chwilę.
Dims na razie nie przyłączała się do rozmowy. Na przemian dyszała i mruczała z zadowolenia.
- Jeszcze nie masz dosyć? - Lei wstała, stając niemalże tuż nad Storem, a dokładniej jego głową.
- Myślę, że właśnie zobaczyłem coś, co z chęcią bym schrupał - odpowiedział, kładąc dłoń na udziedziewczyny. - Może udziela mi się wasz głód?
- Nie wiem jak u Lily, ale mój głód jest nienasycony - szepnęła, powoli kucając dokładnie nad nim, tak, aby widział każdy szczegół świeżo ogolonego łona. - Ładne?
- Piękne. Podniecające. Kuszące… - mówił słowo po słowie, aż gwałtownie przywarł ustami do wilgotnego sromu. Stwierdził, że ma lepszą metodę, by swym językiem komplementować rudowłosą. Teraz już obie jego dłonie wodziły po ciele kochanki: łydkach, udach, pośladkach. Czasem po prostu gładząc, czasem ściskając by nacieszyć się ich jędrnością. - I bardzo, bardzo smakowite - dodał jeszcze, gdy na chwilę oderwał się do sprawiania jej przyjemności.
Zamruczała z przyjemnością, a po chwili jęknęła głośno. Praktycznie rzecz biorąc usiadła mu na ustach, przywierając do nich mokrą, gorącą szparką. Soki same lały się do ust Stora, a zadowolona z tego Lei nachyliła się i uniosła głowę Lily, zachłannie wpijając się wargi gnomki, nieczuła na zmęczenie dziewczyny. Ona sama czuła przypływ energii wraz z każdą następną dawką rozkoszy.
- Masz ochotę na coś szczególnego? - spytał mężczyzna. Sprawiał jednak wrażenie, że obecna forma fizycznych uciech całkiem mu się podobała. Gnomka zaś z pewną ulgą przyjęła to, że Mongle musiała się od niej oderwać by odpowiedzieć, bowiem po silnym orgaźmie dalej nie do końca odzsykałą dech.
- Co tylko przyjdzie ci do głowy - odpowiedziała bez wahania. - Tylu rzeczy jeszcze nie spróbowałam!
Pokręciła biodrami, ocierając się wargami i łechtaczką o jego twarz.
Dbając o to, by nie poczuła się zaniedbana gdy odpowiadał, wsunął w jej szparkę dwa palce, którymi od razu zaczął szybko poruszać.
- Nie mam ochoty na nic wymyślnego - przyznał. - Po prostu bym cię wziął na czworakach, jak kotkę w rui… I mogłabyś jeszcze raz wyczyścić koleżankę. Chyba, że ta już ma dosyć.
- Yyy, yy - ta pokręciła głową. - Nie mam… - lecz mówiła już niewyraźnie ze zmęczenia.
- Już mnie miałeś od tyłu - zauważyła. - No chyba, że teraz chcesz mojej drugiej dziurki? - spytała z chichotem, nie wiedząc czy sama jest na to gotowa. Podniecenie jednak robiło swoje.
- Kusicielka… - westchnął i na próbę przeniósł palce w kierunku ciasnej dziurki rudowłosej, delikatnie napierając na nią opuszkiem. - Robiłaś to kiedyś? Jak nie, to trzebaby się dobrze przygotować.
- Nigdy nie miałam chłopca w swojej ciasnej pupie - wymruczała ciągle tak samo kusząco. Co chwilę dociskała łono do jego ust, utrudniając ten dialog. Kochankowi zdawało się to nie przeszkadzać. Miał spory talent w takich pieszczotach i chętnie badał językiem zakamarki rozgrzanej szparki, a to wsuwając go do środka, a to ssąc łechtaczkę. Nie ustawał też w swym badaniu jak ciasna z tyłu była rudowłosa, coraz silniej napierając palcem na anus aż udało mu się wcisnąć do wnętrza opuszek.
Do gnomki powoli docierał sens słów wypowiedzianych przez jej koleżankę. Skupiła rozbiegane do tej pory oczy i przyjrzała się uważnie Lei.
- To tak w pupę też można?
- Uhm - stęknęła Leilena. - Właśnie mi wkłada tam palec… i jest ciasno i przyjemnie… Chłopcy zdają się to lubić, chciałam sama spróbować…
Gnomy były z natury bardzo ciekawskie, Lily nie oparła się więc pokusie dokładnego przyjrzenia się temu, co Leilenie właśnie robił Stor. Z racji wzrostu nie musiała się nawet specjalnie schylać, tylko rozchyliła dłońmi pośladki rudowłosej.
- Masz taką fajna muszelkę, a mimo to chłopcy chcieliby się wciskać tutaj?
- Bo to niegrzeczne, brudne i inne, tak myślę - wystękała podniecona, pobudzona i bardzo mokra Leilena. - Mi się podobało lizanie waszych dupek. Są słodziutkie i sama świadomość tego co się robi… ohh… bardzo rozpala.
- Podglądałaś, jak ktoś to robi, prawda? - zapytała. Rozciągając tyłeczek koleżanki nieświadomie pomagała mężczyźnie zagłębiać palec trochę dalej.
- Tak… - jęknęła, mimowolnie zaciskając wejście na intruzie.
- To też będziesz mi musiała kiedyś opowiedzieć. Uwielbiam twoje opowieści - zaśmiała się.
Mężczyzna nie ustawał w swych pocałunkach, zdeterminowany chyba by w taki sposób doprowadzić Lei do szczytu. A może nie widział innego sposobu, by podniecona dziewczyna pozwoliła mu się podnieść? Nie był to nawet taki zły pomysł, bo doznania były naprawdę intensywne.
Lei niewiele już było trzeba. Penetrujący jej pupę palec był wystarczającym afrodyzjakiem i wspaniale łączył się z ruchami języka. Jęczała głośno, już nieustannie, nie zaprzestając ruchów biodrami. Wreszcie przyjemność przekroczyła krytyczną granicę i dziewczyna krzyknęła, opryskując Stora sokami. Odsunął się rozbawiony i wytarł twarz przedramieniem.
- Jeszcze nie miałem kochanki, która tak wybuchowo reagowała na pieszczoty - zaśmiał się. - Dalej jesteś nienasycona? - dodał podnosząc się na nogi.
- Zawsze… - wymruczała, ale sama tylko leżała, oddychając głośno.
- W takim razie, kładź się na brzuchu - nakazał. On sam poszedł po wiaderko, w którym wcześniej przygotował pianę do golenia. - Spróbujemy cię trochę nawilżyć w strategicznych miejscach.
Czarno-biała usiadła ze skrzyżowanymi nogami tuż, tuż przed Leileną. W tej pozycji wyglądała bardzo kusząco, szczególnie teraz - z paseczkiem włosów wskazujących na intymne zakątki.
- Jak będziesz tak śmiało eksperymentować z czarami, to ani się nie obejrzę, a przegonisz rektorkę. - zachichotała.
- Z czarami jeszcze nie mogę eksperymentować, więc staram się jak mogę w innych dziedzinach - Lei pokazała koleżance język i przekręciła się na brzuch zgodnie z poleceniem chłopaka. Wypięła trochę pupę. - Bierz co chcesz - zachichotała, chociaż w głowie miała to co elf robił z prostytutką.
- Wolę brać, co oferują. Mniej z tym krzyku i kłopotów - stwierdził, przyklękając między nogami dziewczyny. - Zresztą, to co oferujesz bardzo mi się podoba.
Leilena poczuła między pośladkami chłodną pianę. Ciepło zdążyło się już z niej ulotnić, ale nie było to żadnym problemem. Szczególnie, gdy Stor zaczął ją rozprowadzać po rowku, ze szczególnym uwzględnieniem oferowanej mu dziurki. Rozluźniona już trochę wcześniejszą zabawą dość łatwo przyjęła jego palec, gdy wsunął się do środka. Tym razem znacznie głębiej. Piana faktycznie pomagała.
Jęknęła. Niezbyt gruby palec był aktualnie idealny do ciasnej dupki. Nie miała pojęcia czy podoła penisowi - z drugiej strony Stor nie był tam największy. Na razie nie bolało wcale, za to było bardzo perwersyjnie.
- Może powinnam się tam najpierw w środku jakoś umyć? - zamruczała, lekko poruszając bioderkami.
- Chyba już na to trochę za późno… - stwierdził, wcale nie zaprzestając pieszczot. - Zresztą, piana powinna pomóc wystarczająco.
- I jakie to uczucie? - Lily nie mogła powstrzymać swojej ciekawości. - Podobnie jak w szparce?
- Członkiem wejdziesz głębiej - stęknęła podnieconym głosem Lei. Z każdym ruchem podobało jej się to bardziej. - Inaczej… głównie czuć przy samym wejściu, jak się zaciska. Najprzyjemniej jest jak się cofa, jak taka mega przyjemna… no wiesz - zachichotała.
- Yhmm… - mruknęła. - Ja się chyba nie zdecyduję. Wolałabym jeszcze kiedyś móc usiąść - stwierdziła, ale nie mogła oderwać wzroku od rozgrywającej się przed nią sceny.
- Spróbuję teraz drugi - ostrzegł tymczasem mężczyzna. - Inaczej o członkach nie masz nawet co marzyć.
Anus jednak stawiał opór i wcale nie chciał dopuścić do inwazji kolejnego intruza. Lei stękała, prawie jakby się właśnie załatwiała. Starała się odprężyć, czując intensywne pieczenie jak tylko opuszek drugiego palca wciskał się przez zwieracz obok tego już zanurzonego w pupie. Wypięła się trochę bardziej, mimo również nie w pełni komfortowych doznać, chęć spróbowania tej perwersji była ciągle silniejsza.
- A może Lily by spróbowała, ona ma mniejsze palce - zasugerował Stor, chyba obawiając się by nie zrobić kochance krzywdy.
- Ja? No, ale Lei chciała z tobą - odparła trochę zdziwiona dziewczyna.
- Ale trzeba mnie tam dla niego poszerzyć - wyszeptała rudowłosa. - Przygotować moją brązową dziurkę na twardego członka… - samo mówienie o tym bardzo ją podniecało.
Gnomka potrząsnęła główką, rozrzucając swe dwukolorowe loki.
- Ech, Lei, Lei. Diablica z ciebie, wiesz? - westchnęła, ale było to tylko na pokaz, bo całkiem chętnie przysunęła się do wysuniętej pupy koleżanki.
- Od razu dwa, tak? - spytała, a usłyszawszy potwierdzenie Stora wzięła się do dzieła. Najpierw z pewnym żalem Mongle poczuła, jak mężczyzna się z niej wysuwa pozostawiając ją nieprzyjemnie pustą, ale zaraz potem paluszki małej gnomicy wepchnęły się do środka. Nawet tak bardzo nie zapiekło, jednak różnica w rozmiarach była duża.
- Jak głęboko chcesz, Lei? - zapytała, jakby to nie było oczywiste.
- Tak głęboko jak możesz - wydyszała rudowłosa, starając się jak najlepiej prezentować swój tył. - tu pustka jest tak bardzo odczuwalna, bardziej niż w cipce…
- No, skoro tak prosisz - mruknęła, ale na szczęście nie chciała się droczyć i posłusznie wypełniła ciasne wnętrze tak bardzo, jak tylko mogła. - Ale i tak nie wiem, czy Stor się zmieści. Jest teraz chyba większy niż na początku - podzieliła się swoją obserwacją, jednocześnie rozwierając palce, rozpychając się i wiercąc w środku. - Musi mieć wielką ochotę cię tam posiąść.
- Mój otworek jest aż tak kuszący? - jęknęła głośniej, czując ruch palców. Nie było to tak intensywne jak w szparce, ale także przyjemne, w nieco inny, perwersyjny sposób. - Jak się czują twoje paluszki? Spróbujesz trzeci?
Odwróciła się do nich, cała zarumieniona i podniecona na twarzy, odnajdując wzrokiem twardego penisa.
- Tutaj nawet nie o otworek chodzi - wyjaśnił młodzieniec. - Tylko o twoje zachowanie. Potrafisz rozpalić kochanka.
- I to, że możesz w taki śliczny tyłeczek nie działa nic a nic? - spytała niewinnie Lily.
- No… może trochę - przyznał.
Nawet z tak drobną kochanką przyjęcie trzeciego palca nie poszło łatwo, ale zwieracze zaczynały się rozluźniać i Lily zdołała się jeszcze wślizgnąć. A potem powoli wysuwała się prawie do samego końca, tylko po to by znowu zagłębić się do oporu. Wolnymi paluszkami, dla zwiększenia doznań, pocierała też łechtaczkę rudowlosej.
- Coraz chętniej mnie przyjmujesz. Myślę, że dasz radę i ze Storem.
- Czuję taką euforię, gdy je cofasz… - wysapała Lei, której twarz pogrążała się w ekstazie, kiedy przyjaciółka wysuwała palce i krzywiła w delikatnym bólu, gdy wpychała je do środka. Nie panowała już nad tą częścią ciała, przyjemność nie pozwalała w pełni rozluźnić anusa. - Mogłabym ciągle coś tam mieć… to miejsce jest do tego stworzone…
- Może zaproponujesz taki temat do rozważań na lekcji u Blesseda? - zaśmiała się głośno Dims. - Spróbuj teraz. Nie możesz być aż tak bardzo większy niż prawie cała moja dłoń.
I znowu na chwilę dziewczyna była pusta, nim mężczyzna przyklęknął za nią i naparł mocno na pełen piany tyłek. Dziurka stawiała opór tylko przez moment, a potem Lei poczuła jak główka penisa znika w jej wnętrzu.
- Jesteś jeszcze ciaśniejsza… niż Lily - stęknął Stor.
Krzyknęła, bo to pierwsze wejście mimo wszystko sprawiło ból. Zwieracz na moment rozszerzył się mocniej niż kiedykolwiek w jej życiu, wpuszczając żołądź do wnętrza pupy. Dalej był odrobinę cieńszy, na razie. Przygryzła mocno wargę. Miała tam członka! Fala podniecenia walczyła o pierwszeństwo z bólem.
- Jesteś taki duży… chcę cię głębiej w pupie, Stor… - wyjęczała przepełnionym bardzo mocnymi wrażeniami głosem.
Nawet nie dopytywał, czy na pewno. Po prostu zaczął nadziewać się coraz bardziej i bardziej. Jego pełne podniecenia dyszenie prawie zagłuszało tłumione jęknięcia bólu rudowłosej. Lily jednak wszystko słyszała i spróbowała na swój sposób pomóc Leilenie, składając pocałunki na jej pośladkach i masując wilgotną cipkę. W końcu im więcej przyjemności, tym mniej się zważa na ból, prawda?
- Cały… wejdź cały… - trudno było powiedzieć, czy stęknięcia i jęki powodował ból czy ekstaza. Od strony zwieracza docierało mocne pieczenie, ale jednocześnie czuła jak główka penisa drąży wnętrze jej miękkiego ciała, wpychając się głębiej. W głowie Lei kotłowało się i kręciło, myślała teraz tylko o tym co jej robił. Co ona robiła, pozwalając mu wchodzić w jej tył. Pierwsze analne doświadczenie było dla niej o wiele intensywniejsze od pierwszego waginalnego.
- Próbuję… - jęknął. Co jakiś czas musiał się trochę wycofać i naprzeć silnie do przodu, ale konsekwentnie, cal po calu był coraz głębiej i głębiej, aż w końcu przywarł łonem do jej pupy. Wrażenie wypełnienia było nieporównywalne z czymkolwiek co do tej pory czuła. Takie obezwładniające i perwersyjne!
Zdecydowanie niesamowite. Czuła go aż w brzuchu, jednocześnie wejście w anus pulsowało mocno. Musiał to czuć, niekontrolowane przez Lei zaciśnięcia. Dyszała nie ciszej niż on.
- Chyba mogę to polubić bardziej niż w cipkę… - wystękała, zagryzając dolną wargę i nie poruszając się poza tym. Przynajmniej nie świadomie.
- Rośnie nam druga Siri - zaśmiał się Stor, ale szybko stracił dech. Zwykłe zapanowanie nad sobą by nie wytrysnąć w pulsującym wnętrzu było dla niego sporym wysiłkiem. Dłuższą chwilę zajęło mu zanim zaczął się samemu poruszać, leniwie cofając się i nabijając na chętną kochankę. Ot, o cal albo dwa. Tutaj zdecydowanie nie był w stanie narzucić takiego tempa jak w jej szparce.
I dobrze. Podobały się jej te wolne ruchy, szczególnie w tył.
- Jak się cofasz… - jęknęła przeciągle i głośno - ...chyba mogę tak dojść… ale też chce mi się siusiu… - zachichotała i zaraz stęknęła, bo znów pchnął do przodu, co wywołało także ból.
- Wytrzymaj… trochę - jęknął. Próbował spełnić prośbę rudowłosej, ale zaciskała się na nim tak bardzo, że nawet wychodzenie z niej było niełatwe. W końcu jednak, po czasie który wydawał się dłużyć w swoistym połączeniu rozkoszy i tortury, udało mu się złapać równy, niespieszny rytm.
Rozochocona tym całym widokiem gnomka znowu obeszła kochanków. Przyklęknęła przy twarzy Lei i pocałowała ją namiętnie.
- Bardzo się cieszę, że cię poznałam - szepnęła jej do ucha. - Z tobą nie będzie mi się tu nigdy nudzić.
Mongle była tak pochłonięta, że zauważyła Lily dopiero jak ta ją pocałowała. Oddała ten pocałunek bardzo chaotycznie.
- I nawzajem… - wydyszała z trudem. - Ooo...ooch… bogowie jak dobrze… mogłabym tak bez przerwy… - nie kontrolowała zbytnio ani swoich słów, ani ciała. Dawała się dupczyć z wielką ochotą, ale w tym pierwszym razie niewiele było z jej strony pomocy. Intensywność doznań zamroczyła ją. Dyszała przez szeroko otwarte usta, przyjmując pchnięcia prawie już bez bólu, a cofnięcia z wszechogarniającą rozkoszą od której drżała. - Dupcz mnie… - jęknęła do Stora, sama pragnąc usłyszeć te słowa padające z jej własnych ust.
Po prawdzie dupczenia zbyt intensywnego w tym nie było. Słowo pasowało do sytuacji, ale na pewno nie do prędkości ruchów. A mężczyzna, nawet kiedy spróbował trochę przyspieszyć, równie szybko natrafił na silny opór. Pozostawały przez to długie, posuwiste ruchy.
- Jesteś… za ciasna. Zaraz sam nie wytrzymam - ostrzegł przez zaciśnięte zęby.
- Skończ gdzie chcesz… - wydyszała w odpowiedzi - ...zasłużyłeś…
Choć doznania były tak intensywne, nie była jeszcze gotowa na orgazm. Ta dziurka wymagała dłuższej stymulacji, ale Lei w sumie nawet nie myślała o szczytowaniu. To co czuła było wystarczające… inna sprawa, że tak naprawdę wolałaby, żeby nigdy się nie skończyło. Pochwyciła jeszcze raz usta Lily swoimi.
- Albo tam, gdzie zechce Lily…
- Och, na pewno? Mogę to niecnie wykorzystać do spełnienia swoich fantazji - mruknęła.
- Wykorzystaj… - jęknęła pochłonięta doznaniami Lei. - Jestem gotowa na wszystko… - w obecnym stanie było to wielce prawdopodobne.
Czarno-biała wstała i podeszła do Stora. Zmusiła go by się pochylił i wyszeptała mu coś na ucho. Wyraźnie z siebie zadowolona przysiadła sobie obok, czekając na przedstawienie. Chłopak wykonał jeszcze parę ruchów, ale wysunął się w końcu z tyłeczka Lei i pośpiesznie obszedł ją od przodu.
- Spójrz na mnie - poprosił drżącym głosem, szybkimi ruchami masując swoją dumę.
Poczuła się tak strasznie pusta! Brak wypełnienia wysunęło się nawet znacznie przed odczuwalne pieczenie w zamykającym się anusie. Posłusznie uniosła wzrok i szeroko otworzyła usta, odrobinę wysuwając mały języczek. Wręcz zachęcająco. Stor z pełnym zadowolenia jękiem wytrysnął, niemal oblewając twarz kochanki swym nasieniem. Celowanie poszło mu jednak tak sobie, bo większość skończyła na czole i czubku nosa dziewczyny, a jedynie część wylądowała w jej ustach. I tak jednak wywołało to pełne entuzjazmu oklaski Lily.
- Tylko niczego nie wycieraj - pogroziła. - Chcę cię zobaczyć taką ubrudzoną - dodała podchodząc bliżej.
Kiedy kończył, pod wpływem chwili i podniecenia wzięła żołądź w usta, tam pozwalając mu zostawić ostatnie krople. Poczuła swój smak, ale nie uciekła od niego, w bezruchu patrząc w górę na Stora. Stał w zupełnym bezruchu z błogim wyrazem twarzy. Tylko pierś tors unosił mu się od ciężkiego oddechu.
- Wiesz, co? Do twarzy ci tak. Biel świetnie kontrastuje z twoimi włosami - komplementowała Dims.
Wypuściła penisa i przesunęła spojrzenie na Lily. Uśmiechnęła się do niej powoli, błogo, lekko nieprzytomnie.
- Gdybym nie siała zgorszenia, to mogłabym nie wycierać… - wymruczała. - Ale muszę bardzo siusiu! - dodała, teraz ponownie czując rozbudzoną penetracją potrzebę.
- To do wychodka masz tuż obok. A zgorszenia przecież nie chcemy siać. Jesteśmy przecież odpowiedzialnymi, aspirującymi czarodziejkami - wypchnęła dumnie do przodu okrąglutkie piersi.
Lei pochyliła się i złapała wargami apetyczny, malutki sutek i zaczęła go ssać. Czuła jak nasienie częściowo spływa, a częściowo zasycha na jej twarzy, ściągając skórę. Niczym pięknie pachnąca maseczka.
- Nienasycona - roześmiała się perliście gnomka, odganiając Leilenę, ale jakoś tak bez przekonania. - A przecież jutro trzeba wstać i jeszcze przytomnie w zajęciach uczestniczyć.
- Szkoda, że nie ma zajęć z odnawiania mocy - westchnęła teatralnie Lei, ale wstała. Naprawdę musiała do wychodka. - Jeśli nikt z was na to też nie chce popatrzeć, to się oddalę na chwilę - zachichotała i poszła ulżyć pęcherzowi. Oferta jednak nie trafiła na podatny grunt. Stor i Lily zdecydowali się trochę obmyć. Skoro już i tak byli w łaźni to równie dobrze mogli z niej skorzystać we właściwym celu. Ciekawe, czy Theoduin skorzystałby z takiego zaproszenia? Czy tylko sam lubił to robić na kobiety?
Trudno powiedzieć, a Lei przecież nie zależało na tym. Teraz w każdym razie. Załatwiła się i szybko wróciła, również postanawiając się obmyć, szczególnie obolałą pupę. Twarz jednak pozostawiła udekorowaną.
 
Zapatashura jest offline  
Stary 04-12-2018, 17:44   #28
 
Lady's Avatar
 
W ciągu kolejnych dni ugruntowywała się dynamika między nowymi uczniami. Connor, Lily i Lei trzymali się blisko (niejednokrotnie bardzo blisko), Olaf i Elora pozostawali outsiderami, choć różnili się w tym jak dzień i noc. Elfka szybko nawiązywała bowiem znajomości wśród starszych uczniów, nie tylko z rocznika Siri, lecz i jeszcze starszych. Uważała się za lepszą, a wzorowe wyniki na zajęciach u Meleghosta i Danillo tylko ją w tym przekonaniu utwierdzały. Krasnolud wybierał samotność. Jedynie Connor utrzymywał z nim kontakty, twierdząc że z Olafa jest równy gość jeśli go lepiej poznać. Leilena, wciąż na niego obrażona, nie miała wcale ochoty się o tym przekonywać.
Czasu wolnego zaczynało ubywać. Wielkolud zamartwiał się zielarstwem, które kompletnie mu nie szło. Gnomka ukończyła zaś kuszącą, czerwoną suknię dla koleżanki i skupiała się na studiach magicznych. Chciała w końcu zdjąć obrożę, która po dekadniach noszenia zaczynała ją irytować. Leilena też nie podchodziła do nauki lekko - odkryta moc była przecież dla niej i jej rodziny wielką szansą. Kiedy w końcu nadszedł czas praktycznego sprawdzianu wydawało jej się, że jest gotowa.
Danillo Blessed przeprowadzał pierwsze praktyczne próby rzucania zaklęć w innej niż zazwyczaj sali. Tak się jednak składało, że rudowłosa bardzo dobrze ją pamiętała - to właśnie w niej doświadczyła swego trójkąta z Siri i Connorem. Może to był jakiś dobry omen i lekcję też będzie wspominać dobrze? Do prezentacji, jako pierwsza, wyrwała się jednak Elka. Nauczyciel zaprosił ją do magicznego kręgu i wewnątrz niego zdjął uczennicy obrożę. Ponieważ elfka miała talent do telekinezy, położył metalową ozdobę na podłodze i wyszedł poza ochronne runy. Rudowłosa mogła jedynie zgadywać, czy takie środki zaradcze były naprawdę potrzebne. Jak wielkich szkód mógłby dokonać niedoświadczony mag? Z drugiej strony sama prawie wpędziła Aldyma do grobu przy swoim pierwszym razie, więc może ostrożność była na miejscu.
To, jak dobrze poszło elfce było trochę irytujące. Jej smukłe palce wykreślały w powietrzu skomplikowane znaki, a śpiewny głos pewnie powtórzył niezbędną formułkę... i obroża uniosła się z ziemi. Przeleciała raz w lewo, raz w prawo. A gdy tylko Elora poczuła się naprawdę pewnie, kawałek metalu zaczął krążyć wokół jej ramion i głowy, aż nauczyciel przerwał prezentację. Nie szczędził przy tym pochwał.
Aep Sinn, z ponownie założona obrożą, usiadła na swoim miejscu niemal pęczniejąc z dumy, a jej miejsce w kręgu zajął Connor. Tym razem Danillo również w nim stanął. Czar wielkoluda musiał mieć jakiś żywy cel, oszołomienie kawałka blachy nie wchodziło w grę. Chłopak nerwowo ściskał w palcach kawałek wełny, który podobno był niezbędnym czynnikiem do poprawnego rzucenia zaklęcia i długo zbierał się w sobie. W końcu jednak przystąpił do działania. Głos miał zaskakująco cichy i niecharakterystycznie szybki. Przynajmniej ruchy miał ospałe. Podrzucił wełenkę do góry jednocześnie wykrzykując pojedynczą sylabę i... kompletnie nic się nie stało, a przynajmniej nic co dostrzegłaby rudowłosa. Blessed stał tak jak wcześniej, nie zmienił się w słup soli ani nie zataczał jak pijany. A jednak coś się stać musiało.
- Bardzo dobrze, Connorze - pochwalił bowiem nauczyciel. - Trochę bełkotliwa dykcja, ale efekt końcowy zupełnie poprawny. Możesz założyć obrożę i wracać na miejsce. Kto kolejny? Może Leilena?
Zdeterminowana rudowłosa wstała, uśmiechając się. Spinanie się nie miało sensu, już odkryła, że magia nie działa w ten sposób. Starała się za bardzo nie myśleć o tej elfce, której starość pozwalała uważać się za lepszą. Gdyby Lei też miała sto lat, to teraz tworzyłaby ogromne burze, a nie słabiutkie wyładowania. Zbliżyła się do czarodzieja, gotowa na swoje zaklęcie… choć to on musiał określić cel. Ta magia nie wymagała materialnego komponentu, miały wystarczyć słowa i gesty. Pierwszym krokiem było zdjęcie obroży. Leilena spodziewał się, że poczuje jakiś przypływ energii, nagłe ciepło czy zimno, ale tak naprawdę nie poczułą nic. Może poza tym, że mogła swobodniej ruszać szyją. Blessed w zamian dał jej jabłko i opuścił ochronny obszar.
- Zacznij kiedy będziesz gotowa. To silniejsze zaklęcie niż dwa poprzednie.
Nie zostało nic innego, jak wziąć głęboki wdech i rozpocząć inkantację. Jabłko nie było może efektownym celem, ale bezpieczeństwo było najwyraźniej podstawą początku studiów magicznych. Dziewczyna starannie powtarzała wyuczone słowa i wykonała niezbędne gesty. Owoc pozostał jednak nienaruszony. No cóż, w instrukcji pisali, że to zaklęcie wymaga dotyku. Skupiona tak bardzo jak umiała, sięgnęła do jabłka, dotykając go palcem. Przez mgłę pamiętała uczucie, gdy pierwszy raz spowodowała magiczne wyładowanie. Zimny dreszcz. Tym razem jednak nawet nie dostała gęsiej skórki. Jabłko jedynie złośliwie poturlało się od szturchnięcia i zaraz znieruchomiało.
- Pomyliłaś gesty - podpowiedział uczynnie Blessed. Dobrze, że to on uczył czarowania, a nie Meleghost, bo pewnie już zaczęłyby się krzyki i docinki.
Jak mogłą pomylić gesty, przecież robiła to tyle razy! Starając się nie denerwować, zaczęła od nowa, dokładnie tak jak robiła to setki razy w ramach przygotowań. Dłonie kreśliły gesty, a usta wypowiadały słowa kiedy dłoń sięgała raz jeszcze po jabłko. Starała się myśleć przy tym… o swoim pierwszym analnym doświadczeniu. Może to wzmacniało magię? Ponownie nic się nie wydarzyło!
- Błędny akcent na przedostatnim wyrazie - cierpliwie tłumaczył mag. Wszedł też do kręgu i stanął za dziewczyną, kładąc jej dłonie na ramionach. Był od niej wyższy, przez co musiał się nad nią pochylić. W efekcie kolejne słowa niemal wyszeptał jej do ucha. - Spróbuj rozluźnić trochę barki. Jesteś za bardzo spięta.
Do trzech razy sztuka, tak mówiono. Może faktycznie była zbyt spięta i za bardzo próbowała wszystko zgodnie z opisem? W końcu była wiatrem, błyskawicą, ogniem i resztą tych nieokiełznanych żywiołów. Niestety taka bliskość mężczyzny wywoływała też trochę podniecenia. Raz jeszcze zaczęła splatać zaklęcie, starając się robić to swobodniej, bardziej “po swojemu”. Silne, męskie ręce nie pozwalały robić zbyt szerokich ruchów, a zwrócenie uwagi na akcent sprawiło, że dziewczyna bardziej skupiła się na wymowie. Tym razem, kiedy tylko dotknęła owocu coś zaiskrzyło i błysnęło słabo. Przez całe jej ciało przeszedł dreszcz, od pięt, przez uda, kręgosłup aż do samego czubka głowy. Dostała aż od tego gęsiej skórki! Ale zaraz też przypomniała sobie, że w sypialni rzuciła na Barrowa znacznie silniejszy czar.
- Całkiem, całkiem. Musisz popracować nad precyzją, ale masz w sobie sporo mocy.
- Jabłko powinno rozpaść się na sto kawałków, prawda? - spytała z pewną rezygnacją, wzdychając głośno.
- Powiedzmy, że powinno się przysmażyć. Nie przejmuj się, to ledwie początek twojej drogi.
Podniósł z ziemi obrożę i ponownie założył ją na szyję panny Mongle.
- Kolejny, Olaf - zawołał krasnoluda.
Jak się okazało, Lei nie była najgorsza w klasie. Hardrock w ogóle nie zdołał wywołać żadnego efektu. Lily, która czarowała ostatnia, wszystko zrobiła poprawnie, ale na tle prezentacji elfki wypadła strasznie blado unosząc kawałek metalu raptem stopę nad ziemię. Blessed nie sprawiał jednak wrażenia zawiedzionego kimkolwiek, nawet Olafem. Zajęcia zakończył krótkim apelem do swoich pupili.
- Zapamiętajcie dobrze to, co czuliście czarując. Jak przepływała przez was moc. Niech wypali się to w waszych umysłach, bo tylko tak zapanujecie nad własnym ciałem. Rzucanie zaklęć to jedno, ale gromadzenie mocy to coś innego. Wtedy jest ona dzika, pierwotna, trudna do okiełznania. A musicie nad nią panować, inaczej przy każdym stosunku będziecie ryzykować efekty dzikiej magii. Do czasu, aż się tego nauczycie będziecie dalej nosić obroże. Pozwolę wam je zdejmować tylko na zajęciach.
- Kiedy poznamy, że już to umiemy? - nie wytrzymała z pytaniem Lei.
- Nie ma na to formuły, to nie matematyka. Każde z was będzie musiało dojść do tego samemu. Nabrać przekonania, że rozumie w jaki sposób dotyka Splotu i jak Splot dotyka jego. A potem samemu się przekonać, czy bez obroży nie wybuchnie przy pierwszym macanku.
Rudowłosa pokiwała do siebie głową, trochę się rumieniąc na różne swoje wspomnienia, lecz nie spuszczała wzroku z nauczyciela. Ciekawe czy dawał prywatne korepetycje?
- No, dosyć pytań na dzisiaj. Nie będę was już dłużej trzymał, bo spóźnicie się jeszcze do mistrza Meleghosta - zakończył, choć prawda była taka, że chyba tylko aep Sinn lubiła zajęcia w szklarni. Prawie wszyscy uczniowie się rozeszli, żeby skorzystać z krótkiej przerwy przed lekcją zielarstwa. Leilena jednak została w sali.
- Tak? - zapytał Blessed. - W czymś pannie pomóc?
- Booo… - zawahała się, ale tylko na krótki moment. - Chciałam się dowiedzieć, czy mogłabym pana namówić na bardziej… osobiste lekcje - zarumieniła się. - Akademia jest droga, a mi zależy, aby nie musieć jej zakończyć zaraz po zdjęciu obroży. Magia dałaby mi o wiele większe możliwości w życiu, a jak było widać mam problemy z poprawnym wypowiedzeniem jakiegoś prostego zaklęcia…
- Problemy? - mag wyprostował się i spojrzał uważnie na swoją uczennicę. - Dlaczego tak uważasz?
- Ledwo udało mi się cokolwiek zrobić i to dopiero za trzecim razem… - skrzywiła się. - W przeciwieństwie do innych. Może prócz krasnoluda, ale jemu ani trochę nie zależy.
- Początkującym czarodziejom rzucenie najprostrzego czaru zajmuje nieraz miesiące. A ty w niespełna dwa dekadnie, prawie w pełni opanowałaś całkiem silny czar. Nie ma się czego wstydzić.
- To dlaczego większości innych idzie lepiej? - nie poddawała się Leilena. - Ta nasza… magia skupia specyficzne osoby?
- Nasza magia jest bardzo rzadka. Zdaje się pojawiać przypadkowo, ale występuje zauważalnie częściej u potomków tantrystów albo u dzieci urodzonych blisko obszarów dzikiej magii - wyjaśnił. - A czy innym idzie tak bardzo lepiej? Aep Sinn wywodzi się z rodu tantrystów. Connor odbył szkolenie magiczne. Na tle pozostałych wypadasz pośrodku, a to wcale nieźle, panno Mongle. Wypada jednak docenić, że chcesz być jeszcze lepsza. I naturalnie ci w tym pomogę - obiecał. - Czy coś szczególnie sprawia ci kłopot?
- Sama nie wiem - zastanowiła się przez moment. - Ja należę do osób bardzo energicznych… i nie wiem ciągle w jaki sposób powinnam się skupiać podczas rzucania zaklęć, powtarzania tych gestów i słów. Recytowanie prosto z księgi nie działało najlepiej.
- No tak - skinął głową. - Trudno oddać w księdze właściwe akcenty. Ale mylisz się tylko na końcu. Spróbuj powtórzyć za mną - zaoferował i zaczął powoli i wyraźnie wymawiać słowa formuły.
Zaczęła powtarzać, uważnie i dokładnie, starając się zachowywać intonację. Danillo poprawił ją jeszcze dwa razy, ale potem już tylko się przysłuchiwał.
- Bardzo dobrze - pochwalił. - To zawsze jest na początku trudne. Z obrożą nie rzucisz zaklęcia, więc nie wiesz czy wszystko robisz dobrze. Obroży się nie pozbędziesz, dopóki nie nabierzesz dyscypliny i wprawy. Najważniejsze, to się nie poddawać i nie frustrować. Ten tok nauki jest doskonalony od lat i działa - uśmiechnął się.
- Będę się starała - skinęła głową. - Gdyby jednak chciał mi pan poświęcić kiedyś trochę czasu, to obiecuję, że się jakoś odwdzięczę. A teraz… chyba muszę biec na następne zajęcia - zarumieniła się i uśmiechnęła.
- A jak byś mogła się odwdzięczyć? - zapytał ze śmiechem. - Podchodzisz z kupieckiej rodziny prawda?
- To prawda, bez wielkich tantrycznych przodków jak sądzę - westchnęła. - Ale chociaż rodzice mnie nauczyli, że należy spłacać każdą przysługę.
- Jestem nauczycielem i całkiem nieźle opłaca mnie lady Aurora. Nie potrzebuję dodatkowych nagród panno Mongle. Pomoc to mój obowiązek - stwierdził skromnie. - Poza tym oferta panny wdzięczności zdaje się cię zawstydzać - wytknął rudowłosej czerwone policzki.
- Bo w tej akademii różnie się może to kojarzyć - wytłumaczyła szczerze. - Nie chcę, by mi potem wypominano, że… próbuję przekupywać nauczycieli czy coś takiego.
- Słusznie - raz jeszcze kiwnął głową. - Bo kontakty cielesne między nauczycielami a uczniami nie są pochwalane. Nie chcemy się tłumaczyć przed Radą Starszych, że nie mamy tutaj calimshańskiego haremu, tylko akademię.
- Wiedząc już jak to wygląda, wiem dlaczego to wszystko takie tajne - pokiwała głową Lei. - We wszystkim tu ważne, aby nikt niepożądany się nie dowiedział. Muszę uciekać, bo nigdy nie wyjdę ze szklarni - uśmiechnęła się przepraszająco, ale szeroko i otwarcie. I pobiegła na zajęcia z nudnego zielarstwa. To znaczy alchemii.
 
Lady jest offline  
Stary 06-12-2018, 20:10   #29
 
Zapatashura's Avatar
 
Codzienność zajęć i nauki nieoczekiwanie postanowiła urozmaicić Leilenie Siri. Raptem trzy dni po lekcji rzucania czarów, ciemnoskóra zagadnęła ją po obiedzie.
- Czym handluje twoja rodzina? - po Siri spodziewała się bardziej pikantnych pytań. To było... nieoczekiwane.
Lei spojrzała na koleżankę z zaskoczeniem, ale wzruszyła ramionami jakby to nie był interesujący temat.
- Tkaninami, głównie. Czasami także gotowymi wyrobami. Czemu pytasz?
- Bo mam… nietypową potrzebę - odpowiedziała oględnie. Zaraz jednak dodała wprost - potrzebuję trochę siarki i perfum.
- Nawet gdybyśmy handlowali alchemicznymi ingredencjami, to co dałoby ci to w tej akademii? - Lei zmrużyła brwi. - Do miasta można się dostać, a tam pewnie kupisz wszystko.
- No… pewnie i kupię - zgodziła się z ociąganiem. - I pewnie też by pytali po co. A tu chodzi o to, by nikt niepożądany nie pytał.
- To na pewno da się zorganizować - odparła z przekonaniem Lei. - Zależy też jak dużo potrzebujesz.
- Nie tak wcale dużo. Perfum jeden flakonik. Ale nie byle jakich, muszą naprawdę dobrze pachnieć. A siarki… tak z pięć uncji. Za wszystko oczywiście płacę - zastrzegła. - Pomyślałam sobie po prostu, że ty to łatwo zorganizujesz.
Lei popukała się w brodę w udawanym zamyśleniu.
- Jak załatwisz mi wyjście do miasta, to być mooooże… - przeciągnęła sylabę.
- Ranisz mnie… To ja myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami, a ty chcesz ode mnie odpłaty. Och… - przyłożyła dłoń do czoła, a drugą zaczęła się wachlować, jakby miała zemdleć.
- Odpłaty? - prychnęła oburzona rudowłosa. - Raczej myślałam, że mogłybyśmy wyrwać się na miasto razem.
- Babski wypad? - od razu porzuciła swą udawaną postawę. - To brzmi bardzo kusząco. Pozwoliłybyśmy jakimś chłopakom kupić nam karafkę wina w tawernie, a potem zamieniłybyśmy ich w żaby.
- Ta, gadaj sobie o magii - westchnęła Lei, której ton nagle zmarkotniał. - Ja umiem co najwyżej wyczarować iskierkę. Po godzinie prób.
- E tam, nos do góry - Siri koleżeńsko objęła rudowłosą ramieniem. - Iskierka to pierwszy krok do błyskawicy. A jak nie zamienimy nikogo w ropuchy, to wymyślimy coś innego.
- Trzymam za słowo - chlipnęła na niby Lei. - Z tą błyskawicą. Kiedy chcesz iść?
- Myślę, że uda mi się załatwić takie pozwolenia za trzy dni - stwierdziła, mając na myśli dzień wolny od lekcji. - Zastanów się dobrze co chciałabyś zrobić.
- Gdybym miała więcej pieniędzy to miałabym więcej pomysłów, ale niech będzie - zgodziła się. - Dobrze się będzie wyrwać od nauki.
- Albo nauczyć się czegoś nowego i innego. Wszystko jest bowiem okazją do nauki - wygłosiła wyświechtaną formułkę z kamienną miną. - To do zobaczenia, będę się musiała nieźle namęczyć żeby nauczyciele zgodzili się wypuścić takie dwie ślicznotki spod swoich skrzydeł - mrugnęła.
(***)

Cokolwiek Siri zrobiła, było to bardzo skuteczne. Po paru dniach pojawiła się bowiem na śniadaniu dzierżąc w dłoni jakieś papierki. Ubrana była niby zgodnie z halruaańską tradycją, zwiewnie i lekko, ale jej pełne kształty kołysały się kusząco pod cienkim materiałem.
- Cześć młodziki - przywitała się z Connorem i Lily, przesiadając się do stolika. - Cześć rudzielcu - przywitała też Leilenę, która przez moment gapiła się na te hipnotyczne ruchy, żując śniadanie bezwiednie. Sama miała na sobie zieloną sukienkę, zastanawiając się już od jakiegoś czasu jak zdobyć nowe fatałaszki.
- Heeeej czarnulo.
- Zgadnij co tu mam - machnęła papierkami, szczerząc przy tym z satysfakcją zębami.
- Ktoś bardzo bogaty zostawił ci spadek i pragniesz się podzielić? - spróbowała z niewinnym uśmiechem.
- Zimno - zaprzeczyła.
- Wywalili cię z akademii? - wtrąciła gnomka.
- Lodowato.
- Pisemna umowa na regularny seks? - spróbowała więc w innym kierunku Lei.
- Wolę spontaniczność - podkręciła głową. Lubiła pozostawać w centrum uwagi i mogła przeciągać zgadywankę jeszcze długo.
- Teraz pod stołem? - rzuciła wyzwanie rudowłosa i roześmiała się. - Kiedy idziemy?
Ciemnoskóra obróciła się przez ramię, spoglądając w kierunku stołu nauczycieli. Nie było ich na śniadaniu wielu, raptem dwóch. Wzruszyła potem ramionami, zsunęła się z krzesła i wpełzła pod blat.
- Możemy iść zaraz po śniadaniu - odparła. Lei zaś poczuła na kolanach dłonie, która zdecydowanym ruchem rozchyliły jej nogi.
To się jej zdecydowanie podobało! Zachichotała i rozsunęła uda przed koleżanką, prezentując jej swoje nagie łono. Chodzenie bez bielizny bardzo łatwo wchodziło do głowy, szczególnie w dniach bez zajęć.
- Smacznego - wymruczała. Siri nie potrzebowała jednak zachęty. Z wielką ochotą przesunęła językiem po tak chętnie zaoferowanej kobiecości.
- No, no... Ktoś się tutaj podstrzygł - mruknęła z uznaniem.
Lily i Connor byli wyraźnie zdziwieni tym jak szybko sytuacja przerodziła się w coś nieprzyzwoitego. Dość dziwne, zważywszy na to, czego sami zdążyli już doświadczyć w murach uczelni.
- Czy ona naprawdę, tam... na dole? - wydukała czarno-biała.
- Oj tak… - Lei sapnęła cicho, próbując jedzeniem trochę maskować odgłosy i wyraz twarzy. - Właśnie przesuwa językiem po wargach…
Wsunęła jedną dłoń pod stół i czule położyła ją na głowie Siri. Kobieta potraktowała to jako prośbę o silniejsze pieszczoty i przyssała się do łechtaczki koleżanki. Dłońmi wodziła po jej odsłoniętych nogach, rozkoszując się ich gładkością. Wkrótce Leilena musiała zacząć hałasować sztućcami by zagłuszyć mlaskanie dobywające się z dołu.
- Uwierz mi na słowo Lily, ona lubi się tak bawić pod stołem - powiedział Connor.
- I to na całego… - wystękała rudowłosa zupełnie nie przypominającym normalnego tonem. Wplotła palce w bujne czarne włosy i zachęcona wcześniejszą reakcją nieco zacisnęła palce i jeszcze dopchnęła do swojej szparki, moczącej się wyjątkowo mocno i szybko. Publiczne robienie takich rzeczy bardzo silnie działało na Lei i widać to było także po twardych sutkach coraz bardziej obijających się na cienkim materiale. Ciemnoskórej to odpowiadało. Zwinny języczek odpuścił łechtaczce i zamiast tego wsunął się do wilgotnego wnętrza, sięgając tak daleko jak tylko się dało. nie oznaczało to jednak, że wrażliwy punkcik Mongle pozostał bez opieki. Siri starała się trącać go noskiem, pobudzając kochankę coraz bardziej i bardziej, sprawiając że zapanowanie nad sobą robiło się trudne. Szczególnie, gdy wielkolud i gnomka przyglądali się rudowłosej z wielkim zainteresowaniem.
- Uwielbiam jak mi to robi… - panna Mongle nie umiała się już opanować i pojękiwała cicho, przymykając oczy. Ciało zaczęło drżeć, nie udawała też jedzenia czy czegoś podobnego. Całkiem oddała się Siri i szybko osiągnęła mocny orgazm, skurczami wypychając jeszcze więcej soczków do ust kochanki. Kiedy ponownie otworzyła oczy, zauważyła że wzbudziła spore zainteresowanie. Kilkoro mężczyzn i kobiet spoglądało w jej stronę. Starsza koleżanka tymczasem jakby nigdy nic wyszła na czworaka spod blatu i radośnie oznajmiła.
- Znalazłam tę przeklętą łyżkę - choć żadnej sztućca nie trzymała w dłoni, ani nawet nie próbowała udawać, że taki ma. Zamiast tego miała widocznie mokrą brodą.
- To dobrze, bo jedzenie bez niej zostawia całą mokrą twarz - Lei jeść już nie miała ochoty. Zamiast tego wstała, podeszła do starszej koleżanki i pocałowała ją w usta, smakując przy okazji samej siebie. Ciemnoskóra odruchowo oddała pocałunek, nieoczekiwanie jednak odskoczyła z teatralnym okrzykiem.
- Ależ panno Mongle! Tak przy obcych? To nie wypada.
Otarła twarz ramieniem i ledwo powstrzymując śmiech stwierdziła.
- Komu w drogę, temu czas. Chodźmy - pomachała na pożegnanie, wciąż trochę zszokowanym, Lily i Connorowi.
Leilena zrobiła podobnie i pobiegła za Siri, chichocząc pod nosem.
- Jesteś wariatką. Podoba mi się to - wymruczała do ucha ciemnowłosej, biorąc ją pod ramię.
- Wariatką? Niby czemu? Doskonale wiem, co robię - zaoponowała, zwalniając kroku i dostosowując go do Lei.
- Wariaci też wiedzą co robią. Tyle tylko, że w ich głowie to wygląda pewnie zupełnie inaczej niż dla patrzących z zewnątrz - podzieliła się życiową mądrością.
- Mi to wyglądało na mokrą, słodką cipkę. A reszta najwyżej widziała pół mojego tyłka spod stołu - wzruszyła ramionami.
Lei odchyliła się i popatrzyła na pupę koleżanki.
- Zakryte, no chyba, że podwinęłaś specjalnie dla widowni?
- Nic nie podwijałam. Trzeba sobie zasłużyć, by zobaczyć mnie nago - stwierdziła z godnością. Spojrzała przy tym uważnie na Leilenę. - A skoro o oglądaniu mowa. Masz jakiś szal, żeby ukryć obrożę?
- Obrożę? - Leilena uniosła brwi w pytającym geście. Siri tylko się roześmiała i stuknęła palcem w metalowy ogranicznik magii na jej szyi.
- Ah, ta - zarumieniła się. - No tak, coś się znajdzie. Musimy tylko zajść po drodze do mojego pokoju.
- Pewnie, żaden problem.
Zajęcia zajmowały osiem dni dekadnia. W wolne dni uczniowie snuli się zazwyczaj po akademii szukając sobie jakiegoś zajęcia, nie inaczej było tego dnia. Na placu Siri przystawała parę razy by zamienić słowo albo dwa z kolegami, ale w końcu udało jej się dotrzeć z Lei do jej skromnej celi. Dopiero, kiedy ciemnoskóra była zadowolona z “kamuflażu” koleżanki we dwie opuściły uczelniane mury. Strażnik przy bramach uważnie przestudiował okazane przepustki, ale nie robił zbędnych problemów.
- A zatem, na podbój Halagardu - zaśmiała się Siri, kiedy przekraczały most.
- Najpierw to co chciałaś kupić, potem oddamy się szaleństwu? - Lei dołączyła do tego śmiechu. - Myślałam o sposobności do zarobienia kilku monet. Czy rynek specyficznych dla naszej akademii strojów miałby u nas wzięcie? W końcu większość to ubiór zupełnie różny od mody Halruy, trudno dostępny.
- To, co chcę, to ty mi masz sprowadzić spoza miasta - stwierdziła surowo. - Cichutko i bez przyznawania się. - A już znacznie weselszym tonem odniosła się do tematyki mody. - Wiesz, ja się ubieram zgodnie z bieżącą modą.
Była to w jakimś stopniu prawda. Tkaniny i kroje strojów Siri były halruaańskie - cieńkie i zwiewne, pozwalające znieść panujące przez większość roku upały. Ciemnoskóra po prostu lubiła przy okazji pokazać trochę swych kształtów, przez co śledziłą raczej modę tancerek niż matron.
- A inne czarodziejki raczej mają swoich krawców, albo same sobie coś wyczarują. Nie wspominając o tym, że wszystkie mają swój gust. Wszystkim nie dogodzisz.
- Tu właśnie chodziło o robienie pod ich gust - powiedziała Lei i westchnęła. - Ale z tym wyczarowaniem pewnie masz rację, na tym się nie znam. Zastanawiam się jak wykorzystać tu nauki, które pobierałam w ramach handlu. Co jest najbardziej deficytowym towarem tutaj?
- Mnie o to pytasz? To ty jesteś córką handlarzy - zauważyła. - A my mieszkamy w stolicy, wszystkiego jest pod dostatkiem. Wielki popyt jest tylko na magiczne przedmioty.
- Nie mówię o stolicy, tylko o akademii - doprecyzowała rudowłosa. - Stolicy ani myślę zdobywać, nie moje progi.
- Nie wiem, czy się dorobisz na koleżankach i kolegach. Do miasta jest rzut kamieniem, a starsi uczniowie mogą swobodnie opuszczać mury. Bo ja wiem… alkohol mogłabyś szmuglować - zasugerowała, ale bez przekonania.
- Nie chcę robić nic nielegalnego - Lei machnęła ręką, uznając, że niczego przydatnego od Siri się nie dowie. - Powiedz ile czego potrzebujesz. Dlaczego spoza miasta, to jakaś różnica? Można to zrobić w mieście, przez pośredników.
- Można, ale przecież u nas wszędzie są tylko sioła i większe wioski. Wszyscy się znają. Słyszałaś o Wrotach Baldura na północy? W jednym mieście żyją podobno setki tysięcy osób. To chyba tylu w całym naszym państwie nie ma - westchnęła. - A ja chcę to kupić cicho. Pięć uncji siarki i flakonik perfum.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem - wymruczała rudowłosa, obejmując Siri w pasie trochę zbyt czule i intymnie jak na halruańską modę. - Tylko sprowadzenie tego z daleka potrwa. To może chociaż perfumy tu kupię, będzie na mnie. Co złego w kupowaniu samych perfum?
Nie do końca pojmowała całą konspirację. Siarka może brzmiała dziwnie, ale same perfumy na pewno nie.
- Niby nic… ale jak ktoś zapyta sprzedawcy, kto kupował ostatnio fiołkowe perfumy, to powie że taka fajna ruda - otarła się o bok Lei.
- Czyli nie będziesz podejrzaną - przytuliła się mocniej, mając gdzieś to co sobie ludzie pomyślą. - Ale i to zrobię przez pośrednika. Pobawimy się w konspirację.
- I teraz zaczynasz rozumieć o co chodzi - stwierdziła z uśmiechem Siri. - No, to skoro to wyjście jest twoją zaliczką, to gdzie mam cię zaprowadzić. Co pokazać?
- Najpierw twoje sprawy - przypomniała. - Chodźmy do dzielnicy rzemieślników, poszukamy perfumerii.
Lei nie znała się na dużych miastach, ale przecież musiały być tu sklepy i kramy ze wszystkim. Ciemnoskóra wzruszyła ramionami i wcieliła się w przewodniczkę. Siri mogła sobie mówić, że Halagard to wioska, ale dla Leileny to było największe skupisko ludzi jakie kiedykolwiek widziała. Usytuowane na brzegu Kanału Halagardzkiego było tętniącym życiem centrum handlu w całej krainie. Na jego ulicach można było spotkać prostych robotników mijających latających na magicznych dyskach czarodziei. Choć przeważającą część ludności stanowili ludzie, to dało się też dostrzec brodate krasnoludy i szeroko uśmiechnięte niziołki. I nieludzie przyciągali mniej spojrzeń, niż przytulone do siebie, młode dziewczyny. Siri była dość nieskromnie ubrana, ale Lei ze swą jasną karnacją i ognistymi włosami wyglądała jak cudzoziemka co było gwarancją ostrożnego zaciekawienia tubylców.
- Perfumy najlepiej kupować na targach. To niemal gwarancja, że są świeże, a nie przeleżały gdzieś miesiące na zapleczu.
 
Zapatashura jest offline  
Stary 07-12-2018, 19:25   #30
 
Lady's Avatar
 
I faktycznie na taki właśnie targ zaprowadziła Leilenę. Dokładnie ten sam, który młodsza dziewczyna sama już odwiedziła szukając nierządnicy dla elfiego nauczyciela. Lei po wybryku Siri w jadalni miała ochotę na kontynuacje pewnego rodzaju szaleństw, stąd dłoń zjechała w końcu na pośladek ciemnowłosej, zaciskając się na nim. Uśmiechała się szeroko i sympatycznie, jednocześnie szukając wzrokiem odpowiednich straganów. Jak również młodych chłopaków, na tyle starych jednak, aby lubili już kobiece wdzięki. Młodzieńców nie brakowało, zarówno wśród obsługi straganów, jak i klienteli. Z wypatrzeniem w mrowiu produktów akurat perfum było już trudniej, ale i tutaj cierpliwość wydała owoce. Siedzący na beczce niziołek wystawiał bowiem na stoliku równiutki rząd kolorowych buteleczek, zachwalając je jako “uczta dla nosów”.
- Masz jakieś preferencje co do zapachów i ceny? - Lei szepnęła do ucha Siri, mocno przytulona i liznęła starszą koleżankę.
- Muszą być mocne. Żadna tam tanizna. Nie warto oszczędzać na tym, do czego są mi potrzebne. I naprawdę nie chciałabym, żeby ich zakup dało się ze mną powiązać - odparła, a na podkreślenie wagi swych słów uszczypnęła rudowłosą w pośladek.
- To może przymierzysz dla mnie jakąś bluzeczkę? - zapytała zalotnie Lei, wskazując na zupełnie inny stragan, ze strojami pasującymi do tancerek a nie statecznych kobiet i pań domu. - Zawsze wybierasz takie ciemne kolory.
Jednocześnie panna Mongle wypatrywała jakiegoś samotnego chłopca wyglądającego na prostą ofiarę.
- Tak myślisz? - spojrzała na siebie. Jej suknia faktycznie była ciemnozielona, z brązowymi odcieniami. - W sumie, nie zaszkodzi poszerzyć garderobę… - zdecydowała.
Jeden chłopak, chyba nawet ciut młodszy od Leileny, kupował nieopodal owoce, ale tak bardzo zezował na Mongle i jej koleżankę, że aż jedna kiść wypadła mu z rąk, czym ściągnął na siebie wściekłe połajania kupca. Lei zastanawiała się ciągle, jak głęboko pragnie to wszystko konspirować. Na ukrywaniu się znała, ale na takich zabawach już znacznie mniej. Postanowiła na razie spróbować na około. Uśmiechnęła się do chłopca i ścisnęła pośladek Siri tak, aby to widział.
- Koniecznie spróbuj - zachęciła koleżankę. - Musisz mi przekazać złoto, w miedzyczasie będę musiała się ulotnić. Skoro mają cię nie kojarzyć, to nie mogę tego załatwiać z tobą.
- Co? A, tak - dziewczyna już oczami wyobraźni przymierzała nowy fatałaszek. Sięgnęła jednak w głąb swego dekoltu, gdzie na sznureczku wisiała sakiewka z pieniędzmi. Sama odliczyła sobie drobną sumkę, a resztę wręczyła rudowłosej, która pilnie obserwowała reakcję chłopaka… który zrobił się czerwony na twarzy. Trudno powiedzieć, czy od spoglądania na przez chwilę wyeksponowany biust, czy to od obłapianek.
Rudowłosa też się zagapiła na swobodny biust Siri, chowając mieszek w podobny sposób.
- Teraz przymierzanie. Chcę by pewien chłopiec, co na nas patrzy, myślał tylko jedną częścią ciała, kiedy go zaczepię później - wymruczała do ucha koleżanki, przygryzając małżowinę.
- Phi, to go zaproś do przymierzalni - wskazała palcem zasłonkę za straganem. - Nie będę się przebierać na środku targu wariatko.
- Nikt ma cię z tym nie kojarzyć, pamiętasz? - zachichotała Lei, której tego typu konspiracje, gdzie tak naprawdę nic im nie groziło, podobały się coraz bardziej. - Musi sam za nami pójść. Trzeba go do tego zachęcić…
- Wa-riat-ka - powtórzyła, kierując się ku zasłonce z bluzką w dłoni. Nie marnowała w przebieralni czasu, swobodnie zarzucając swój dotychczasowy ubiór na cienką, drewnianą ściankę straganu, by po chwili osłaniając się zasłonką, wychylić się na zewnątrz odsłaniając powabnie nóżkę i nagie ramię.
- Mogłabyś mi też podać tamtą spódnicę? - poprosiła Leilenę.
- Oczywiście - odpowiedziała i wcale się z tym nie spieszyła. Wzięła spódnicę, ruszając niespiesznie do Siri. - Myślisz, że powinnaś zupełnie odsłaniać brzuszek? - zapytała głośno, zezując na chłopaka.
- Skwar się z nieba leje dziewczyno, a ty chcesz żebym się ubierała jak na zlot Rady Starszych? - zapytała, tupiąc miarowo nagą stopą. Zaczynało to wzbudzać zainteresowanie nie tylko chłopaka. Jakiś mężczyzna zagapił się na roznegliżowaną Siri za co oberwał od żony po łbie. Lei zbliżyła się i podała spódnicę, jednocześnie rozchylając bardziej kotarę tak, aby szpara pojawiła się dokładnie w zasięgu wzroku chłopaka, ale nie innych obserwujących to przedstawienie.
- Dla mnie najlepiej byłoby chodzić zupełnie bez niczego w taki upał…
- Tak, żeby dostać poparzenia słonecznego na tyłku - mruknęła, celowo odwracając się i potrząsając kuperkiem. Lei nie była pewna, czy jej starsza koleżanka wie, że jest podglądana, ale pewnie by się tym za bardzo nie przejęła. Nie robiła jednak specjalnego przedstawienia i dość szybko założyła przyniesioną spódnicę. Młodzik stał zbaraniały, z głupkowatym wyrazem twarzy, choć raptem chwilę wcześniej został zmuszony do zapłaty za strącone owoce. Lei stanęła w przejściu, widoczna od tyłu dla chłopaka. Niby to przypadkiem zahaczyła o sukienkę i odsłoniła praktycznie całe swoje szczupłe nóżki. Jednocześnie oceniała strój Siri.
- Lubię twoją niechęć do czegoś pod spodem!
Za tę uwagę została zdzielona lekko po głowie.
- Nie zapędzaj się tak w pochwałach, ja tu jeszcze kiedyś chcę coś kupić - skarciła, przykładając bluzkę do swych nagich, pełnych piersi. - Pasuje mi ten kolor?
- Nie bój się, nawet możesz dostać rabat - zachichotała Leilena, przyglądając się bluzeczce. - Chciałabym zobaczyć cię w delikatnej bieli, takiej kontrastowej do całej ciebie. W takim kolorze będziesz robić prawdziwe wrażenie.
- E tam, biały się łatwo brudzi - stwierdziła lekceważąco i w końcu założyła bluzeczkę, która mocno opięła jej biust. Obróciła się dookoła. - I jak? Pasuje mi?
Lei przyglądała się krytycznie, zupełnie niepotrzebnie się przy tym pochylając i jednocześnie wypinając.
- Pasuje ci wszystko, co podkreśla twoje pełne, cudowne kształty - zamruczała i mrugnęła wesoło.
- Komplementy, komplementy… - stwierdziła, ale wyraźnie ją ta opinia Lei ucieszyła. - Zatem, kupione - zdecydowała, dotychczasową suknię przerzucając sobie przez ramię i wychodząc z przymierzalni w nowym ubiorze. - Dobry panie, płacę na miejscu i pewnie jeszcze tutaj wrócę.
Sprzedawca zgiął się w ukłonie i ze służalczym uśmiechem przyjął zapłatę. Chłopak trochę się opanował, głównie dlatego że przechodnie nieustannie go potrącali, ale wciąż z oddali gapił się na dwie, młode ślicznotki. Lei wzięła przyjaciółkę pod ramię, ale już nie robiła przedstawień, poprawiając nawet swoją sukienkę.
- Chętnie skorzystam z twojej pomocy w wyborze materiału na następną sukienkę - zaproponowała Siri. Chłopaka chciała przydybać poza targiem, czekała więc aż wróci do swoich spraw.
- Materiału? Sama sobie chcesz uszyć? - spytała, uważnie rozglądając się za odpowiednim straganem.
- Nie umiem - uśmiechnęła się, nigdy nie pragnęła posiąść tej umiejętności. - Ale znam kogoś, kto umie.
- No, skoro tak, to szukajmy razem.
Na targu znajdowały się dwa kramy, które oferowały tkaniny po cenach, które były dla Lei akceptowalne. Ciemnoskóra bardzo chętnie doradzała w jakich kolorach chętnie zobaczyłaby Leilenę. Chłopak, któremu zapewniła przedstawienie pałętał się cały czas gdzieś na granicy wzroku, w swoim mniemaniu pewnie zupełnie niewidoczny. Kiedy Lei miała już dość dobierania tkanin, Siri zaproponowała przechadzkę do innego sklepu.
- Jak już zaczniesz rzucać błyskawicami na lewo i prawo, to będziesz potrzebować materiałów do swoich zaklęć. Normalnie wszystkie sklepy strasznie na nich zdzierają, ale ja znam jeden o dobrych cenach... jeśli nie masz nic przeciw obcokrajowcom - zastrzegła.
- Nie mam nic przeciwko nikomu, dopóki sobie nie zasłuży - uśmiechnęła się Lei, dając się oprowadzać. Dobrze było poznać miasto od kupieckiej strony.
Halagard był ogromny jak dla panny Mongle, choć raptem dziesięć minut wystarczyło by w dwójkę zaczęły mijać trochę biedniejsze uliczki, z domkami o ścianach na których łuszczyła się farba. Gdziekolwiek prowadziła Siri, nie było to raczej ścisłe centrum. Poza tym były śledzone. Nie przez żadnych rzezimieszków, po prostu młodzieniaszek miał chyba wciąż nadzieję na podejrzenie czegoś więcej. Im bardziej jednak oddalały się od targu, tym częściej chłopak oglądał się przez ramię i zwalniał kroku.
- To bardzo dobrze, że jesteś taka otwarta. Przyda ci się ta cecha, jak zobaczysz Farukha - ciemnoskóra z jakiegoś powodu się zaśmiała, jakby tylko ona rozumiała dowcip.
- No dobrze, ale skoro to tak daleko, to muszę zająć się twoimi sprawami. Ten chłopak zaraz nam zawróci, o ile go nie zachęcimy… lub nie spróbuję do niego podejść. Tylko czy go nie spłoszę? - zastanawiała się na głos, ciągle obejmując Siri.
- Jaki chłopak? - spytała zupełnie zaskoczona.
- W końcu chciałaś perfumy przez pośredników - Lei przypomniała koleżance, która już chyba zapomniała o głównym celu ich wypadu na miasto. Zachichotała i dała jej klapsa w pupę.
- Ahaa… - wciąż nie nadążała za pomysłem koleżanki. - A chciałabyś mieć strachliwego pośrednika? - spytała ostrożnie.
- To nie ma znaczenia, od niego chcę się dowiedzieć więcej. Żaden pośrednik nigdy nie jest pewny.
- To jak nie ma znaczenia, to po prostu do niego idź. Najwyżej da nogę - stwierdziła. - Żadna strata. A ty mi sprowadzisz perfumy spoza stolicy.
- Spróbujmy, powiedz mi tylko gdzie cię szukać, bo nie wiem ile mi z nim zejdzie - mrugnęła wesoło do Siri.
- To jak tak… to koło targu jest taka karczma, nazywa się Kuglarz. Zjem coś sobie w międzyczasie - zaproponowała. - A ty się lepiej tutaj za długo sama nie kręć. To nie jest taka najlepsza okolica, a ty wyglądasz jak obcokrajowiec.
- Namówię go na powrót, a ty mi jeszcze pokażesz tego obcokrajowca od magicznych składników - dała buziaka Siri i zwolniła, czekając aż koleżanka odejdzie kawałek, zanim zawróciła wprost na chłopaka, idąc w jego kierunku swobodnym krokiem i z uśmiechem na twarzy. Ten stanął najpierw jak wmurowany, a potem zaczął się głupkowato rozglądać, jakby udawał, że szuka czegoś zupełnie innego niż rudowłosej i jej przyjaciółki.
Zbliżyła się do niego niespiesznie i przyłożyła palec do ust.
- Nie bój się, nie wie, że nas śledziłeś. Mam nadzieję, że nie tylko ona ci się podobała - uśmiech rudowłosej jeszcze się poszerzył.
- Co, nie, ja wcale nie… - uniósł dłonie w obronnym geście, strasznie się przy tym jąkając. Z bliska zdawał się jeszcze młodszy, w wieku siostry Leileny, ale może wrażenie spowodowane było jego zachowaniem.
- Nie ma się czego wstydzić, lubię przyciągać uwagę - wzięła go pod ramię i ruszyła ponownie w stronę targu. - Jesteś stąd? Mam na imię Jaina, a ty?
- Ja, ja… - zapętlił się, dając bezwolnie prowadzić.Ogorzały i ubrany w tradycyjny strój był z pewnością Halruańczykiem. I to z mało znaczącego rodu, albo zgoła z prostej rodziny, nie nosił bowiem żadnych specjalnych szarf, które sugerowałyby co innego. - Tet - wydusił wreszcie, ale zabrzmiało to jak kaszlnięcie.
- Dobrze znasz miasto, Tet? - Lei bawiła się za to świetnie. - Możesz mnie objąć jeśli chcesz.
Na to się nie odważył. Nawet jego cera nie mogła się zdecydować, czy zblednąć czy się zaczerwienić.
- Ja, ja… - powtórzył swoją regułkę. - Urodziłem się tutaj.
Nagle poczuła wielką ochotę go przelecieć. Sama nie wiedziała dlaczego. Zachichotała na tę myśl i skoro on nie chciał, to ona go objęła w pasie.
- To nie znaczy od razu, że znasz to miejsce dobrze. To duże miasto, a ja jestem w nim nowa.
- Znam, prosze pa… Jainy - jakoś nie umiał zdecydować jak zwracać się do tej dziwnej nieznajomej. Pod ubraniami miał smukłe ciało kogoś, kto musiał się dużo ruszać, a nie siedzieć w chłodnym domku.
- Cudownie, oprowadzisz mnie trochę? - zapytała radośnie. - Podobało mi się, jak na nas patrzyłeś. Znasz jakichś dobrych kupców? Mogłabym coś dla ciebie przymierzyć.
Powinna co prawda zmierzać bardziej do celu, ale uznała, że za dobrze się bawi.
- Ja przepraszam. To nie było specjalnie. Ale nie mogłem się odwrócić - nieznajomy wciąż był chyba przekonany, że ma kłopoty. Pozostawał spięty i zakłopotany, mimo bardzo przyjaznej postawy Leileny.
- Przecież się nie gniewam - zdziwiła się rudowłosa. - Co najbardziej ci się podobało?
Chłopak zaczerwienił się jeszcze bardziej, ale wciąż nie widząc śladu złości u rudowłosej nieznajomej uspokoił się trochę.
- Jak pani podciągnęła sukienkę...i się wypięła - przyznał.
- Jestem Jaina, nie pani - przypomniała mu. - Naprawdę? Czyli było coś ciekawego widać? - zapytała z podekscytowaniem. Wszystko to robiła z podekscytowaniem i uśmiechem.
- Tak - skinął głową. - Bo ja nigdy wcześniej nie widziałem kobiecej… pupy.
- Zupełnie nigdy? - zarumieniła się, chichocząc. Ciekawie było mieć kogoś mniej doświadczonego niż ona. - Chcesz zobaczyć jeszcze raz? - wyszeptała konspiracyjnie. Oczy chłopaka zrobiły się tak duże, że przypominały gnomie. W obawie, że mógłby odpowiedzieć coś nie tak zwyczajnie pokiwał z entuzjazmem głową.
- To zaprowadź mnie gdzieś, gdzie będę mogła coś ciekawego przymierzyć - zachichotała.
- Kramu, znaczy się? - spytał niepewnie. - Jest taki niedaleko. I niedrogo, mama tam kupuje.
- Kramu, ale takiego gdzie można przymierzyć coś, co chciałbyś zobaczyć na mnie. Nie swojej mamie - sprostowała.
Młodzian wyraźnie nabrał animuszu i pociągnął Leilenę w sobie tylko znaną stronę. Nie do końca w stronę targu, ale i nie wgłąb dzielnicy przed którą przestrzegała Siri. Po paru zakrętach i paru prostych uliczkach dotarli do zakładu krawieckiego mieszczącego się na parterze małego domku. Na pięterku pewnie mieszkali właściciele.
- To tutaj - oznajmił chłopak. - Zwyczajnie to szyją na prośbę klientek, ale też mają dużo sukien, które można przymierzyć - wyjaśnił, wprowadzając rudowłosą do środka. Nie było dużego ruchu, raptem jedna, niemłoda już dama dyskutowała z krawcem cenę. Z tonu jej głosu wynikało, że nie była zadowolona z pierwszej oferty.
Lei zaczęła się rozglądać, mając nadzieję, że “suknie” okażą się raczej czymś lekkim. Pociągnęła chłopaka za sobą.
- Którą chcesz na mnie zobaczyć? - szepnęła mu do ucha.
- Może… tą żółtą? - wskazał niepewnie na komplecik, który na pierwszy rzut oka zupełnie odsłaniał brzuch.
- Doskonale. Co prawda to nie mój kolor, ale jaki ładny krój - uśmiechnęła się. - Weźmiesz ją dla mnie? - zapytała, podchodząc od razu do krawca. - Przepraszam, mogłabym przymierzyć ten strój?
Mężczyzna z przyjemnością przyjął wymówkę, by choć na chwilę oderwać się od kłótni… czy też negocjacji cen.
- Och, będzie za duży - stwierdził od razu, oceniając figurę Lei wprawnym okiem. - Ale jeśli pannie zależy, to może skorzystać z pokoiku na piętrze - wskazał na schody.
- Nie szkodzi, chcę się przekonać jak mi w nim będzie - obdarzyła krawca słodkim uśmiechem i wskazała chłopakowi schody, mrugając do niego i sama udając się do tegoż pokoiku.Młodzieniec z chęcią udał się za dziewczyną, ale jego entuzjazm szybko ostudził głos właściciela.
- A ty młody dokąd?
- No, ja żeby pomóc… - wydusił z siebie.
- Panna da sobie na pewno radę sama - mężczyzna pogroził palcem.
- Niech wejdzie - poprosiła Lei. - Ktoś mu mnie ocenić - szeroki uśmiech nie chodził z jej ust.
Krawiec tupnął nogą i już chciał coś odpowiedzieć, ale przeszkodziła mu w tym klientka.
- Pięć sztuk srebra i ani jednej więcej szanowny panie!
Młodzieniec skorzystał z tego chwilowego odwrócenia uwagi i pośpieszył za Leileną po schodach. Na górze nie było wielkiego wyboru, raptem dwie pary drzwi, z których jedne miały wywieszkę “dla klientów” i było otwarte. Lei od razu skierowała się do nich.
- Możesz wejść ze mną, tylko będziesz musiał stać tyłem.
- Dobrze - nie miał zamiaru protestować. Nie, kiedy wykonywanie poleceń mogło się skończyć tak wspaniałą nagrodą. Dlatego też zamknął drzwi przymierzalni, gdy oboje byli w środku i posłusznie odwrócił się plecami do Lei.
Pomieszczenie było niewielkie i poza drewnianym wieszakiem i niewielkim lustrem stało tam jedynie samotne krzesło. Rumieniąc się, ale też czując nagłe podekscytowanie, Lei jednym ruchem zdjęła z siebie zieloną sukienkę. Nie musiała tego robić, ale jedną ręką wzięła spódnicę żółtego stroju od chłopaka i jednocześnie podała mu jednoczęściową całość tego co jeszcze przed chwilą miała na sobie.
- Potrzymaj - szepnęła i zaczęła wciągać spódnicę. - W tej nie będzie widać mojej pupy - zauważyła.
- T… trudno - zająknął się. Co prawda zwrócony był ku drzwiom, ale rudowłosa nie mogła przegapić jak odwraca odrobinę głowę i zerka na nią kątem oka. W końcu stał raptem dwa kroki od nagiej kobiety, pokusa była ogromna.
Wciągnęła spódnicę, która rzeczywiście okazała się zbyt długa i za szeroka na szczupłe biodra. Wzięła od chłopaka górę i przyłożyła do swoich piersi, nie zakładając tego jednak. Zmarszczyła nosek.
- Jest zdecydowanie za duże, nie uważasz?
Potraktował to jako zaproszenie, odwracając się bokiem i z widocznym w oczach zachwytem spoglądając na roznegliżowaną Leilenę.
- Jesteś… bardzo szczupła - odparł w odpowiedzi, wodząc wzrokiem po jej odsłoniętym brzuchu i ramionach.
- I mała - westchnęła. - Będzie się mięło i niezbyt ładnie wyglądało. Myślisz, że znajdziesz na dole dla mnie coś bardziej pasującego, czy mimo to mam założyć?
- To… chyba by się z ciebie zsunęło… - przyznał, ale tonem, który sugerował że byłoby to coś pożądanego. Trochę niechętnie wyszedł na korytarz. - To ja poszukam czegoś mniejszego.
Kiedy wrócił, trzymał kostium w bardzo podobnym kroju, ale znacznie bardziej barwny. W dodatku z bardzo wysokim rozcięciem. Kiedy wszedł, nie przykładała już do siebie góry poprzedniego stroju, piersi zasłaniając tylko ręką. Drugą wyciągnęła po ubranie.
- Świetnie, to teraz się obróć - nakazała biorąc od niego ciuszki.
Młodzieniec aż oblizał wargi widząc tak kusząco rozebraną Lei, ale potulnie spełnił nakaz. Wręczył jej nowe ubranie i ponownie wbił wzrok w drzwi. Zdjęła najpierw żółtą spódnicę i podała mu ją, ocierając się przy tym nagim ciałem o niego. Dopiero po pewnej chwili znów zaczęła wdziewać nowy strój, ciekawa jak będzie pasował. Chłopak aż się wyprężył, czując jak dziewczyna się o niego ociera, ale jakoś nad sobą zapanował i nie odwracając oczu, po omacku odebrał spódnicę.
Tym razem miał znacznie lepsze oko. Może i strój nie pasował idealnie, ale przynajmniej się nie zsuwał… chyba, że Leilena specjalnie zawiązałaby go zbyt luźno. Szczególnie, że tym razem górna część opinała jedynie biust, bez nawet jednego sznureczka, który miałby ją utrzymać na ramionach lub szyi dziewczyny. Zawiązała niemal normalnie, ale materiał opinający biust opuściła tak nisko, aby zakrywał tylko sutki. Spódnicę rozchyliła na boki, nie ukrywając nóg i zadowolona z efektu odezwała się.
- No, teraz możesz popatrzeć.
Odwrócił się niemal natychmiast, jakby tylko czekał na pozwolenie. Powiódł wzrokiem po całym ciele Leileny, od stóp do głowy, ale na niektórych partiach ciała spędzał wyraźnie więcej czasu. Szczególnie na odsłoniętych, zgrabnych nogach i wyeksponowanych piersiach.
- Jesteś piękna Jaino - skomplementował, może w niezbyt wyszukany sposób, ale z pewnością szczerze.
- Dziękuję ci - odpowiedziała równie szczerze, uśmiechając się do niego. Wyciągnęła dłoń i pogładziła go po policzku. - Ma ten kupiec coś jeszcze… ciekawszego? - zachichotała.
- To… to znaczy? - samemu trzymał ręce przy sobie, o wiele zbyt nieśmiały, aby próbować dotknąć nieznajomej.
- Taki, w którym pokażę coś, czego normalnie nie powinno się pokazywać - wyszeptała konspiracyjnie.
- Chyba niczego takiego nie ma… Chyba, że… bieliznę? - zaproponował niepewnie.
- Wolę jej nie nosić - mrugnęła wesoło i obróciła się plecami. Celowo nie mówiąc mu, aby się odwrócił, zaczęła rozwiązywać górę stroju. Czuła na sobie głodne spojrzenie młodzieńca. Mogła je zresztą zobaczyć w lustrze. Kolejny raz nerwowo oblizał wargi.
- To są najlżejsze stroje, jakie ma… - myślał intensywnie, aż w końcu przyszło mu coś do głowy. - Ale są jeszcze takie lekkie narzutki, na noc.
- Tylko nie daj się złapać, kiedy będziesz po nie szedł - zachichotała, zsuwając z siebie górną część ubrania. Przez sekundę piersi były zupełnie nieosłonięte, zanim znów nie przykryła ich ręką.
- Yhm… - mruknął tylko wychodząc na zewnątrz, aby jeszcze raz przetrząsnąć fatałaszki, które znajdowały się na parterze. Może nabierał trochę odwagi, a może zwyczajnie narastało w nim podniecenie, ale przyniósł coś, czego zdecydowanie nie podpatrzył podczas zakupów własnej matki. Jedwabna, nocna koszula była bardzo cienka, praktycznie przezroczysta. W zamyśle pewnie należało pod nią nosić jakąś bieliznę, ale tej akurat Lei nie posiadała.
- Czy to… jest ciekawe? - spytał z nadzieją.
- Oh, na pewno. Zwłaszcza jakbym nosila to publicznie - przygryzła wargę. Tym razem przyjęła go nie mając nic na sobie, jedynie sukienkę przyłożoną z przodu do ciała, niezbyt dokładnie zakrywającą w ten sposób piersi i biodra. Wyciągnęła dłoń po nowy ciuszek. Rumieniec na policzkach wskazywał, że jej także podobało się to co tu robili.
- Odwróć się.
- Dobrze - zgodził się z pewnym ociąganiem, ale wziął głęboki oddech i spełnił polecenie, zapewniając nieznajomej trochę prywatności. Ta prywatność nastawiona była głównie na budowanie napięcia chłopaka i nie odkrywania wszystkiego od razu. Włożyła zwiewną szatkę i stanęła w niej tuż przy nim.
- Tego chyba nie wyobrażałeś sobie na swojej mamie? - zapytała szeptem prosto do ucha. - A może jednak…?
- Co? Nie… mama jest ładna, ale przecież to moja mama - zaprzeczył. Prawie się przy tym obrócił ku Lei, ale jakoś się opanował. Przecież nie pozwoliła mu spojrzeć.
- No to co, że mama, przecież to tylko wyobraźnia - wzięła w ząbki płatek ucha chłopaka i przygryzła.
- A ty sobie tak wyobrażasz… swoją mamę? - spytał na poły zdziwiony, ale też z drżącym z podniecenia głosem.
- Ja swoją widziałam w jeszcze ciekawszych rzeczach - szepnęła, kładąc dłoń na chłopięcym pośladku. - Czy takie wyobrażanie sobie nie jest przyjemne?
- Ale tak chyba… nie wypada. Własnych rodziców znaczy - protestował słabo, wypinając swoje pośladki do tyłu. Takie dotykanie wyraźnie mu się podobało.
- Ja bym im pozwoliła się tak dotykać - prowokowała dalej, ściskając pośladek i przesuwajac dłoń na drugi.
- Mama wygląda zupełnie inaczej niż ty - skuszony przez Leilenę, pozwolił się trochę ponieść. - Jest wyższa i ma bardzo duże piersi, ale zawsze je zakrywa pod obszernymi bluzkami i szalami.
Był całkiem jędrny, jak na takiego młodzieniaszka. Fizyczna praca dobrze go kształtowała.
- Czyli wyobrażanie sobie jej w takich strojach musi naprawdę rozbudzać wyobraźnię - wymruczała. - Musisz kiedyś ją zachęcić do noszenia czegoś odważniejszego.
Cofnęła się nagle.
- Możesz patrzeć.
- Nigdy by mnie nie posłu… - nie dokończył. Widok krągłości rudowłosej, prześwitujących przez cieniutki materiał zupełnie odebrał mu głos. Jakby tego było mało na dowód, że podoba mu się to co ma przed oczami, przód jego spodni wyraźnie się wybrzuszył od kiedy go poznała. Jeszcze jeden dowód na to, że pikantne słowa Lei miały spory wpływ na jej słuchaczy.
- Widzę, że ci się podoba - uśmiechała się znowu, rumiana na policzkach. Odwróciła się tyłem i delikatnie się wypięła. - Tak podobało ci się najbardziej?
- Tak… masz bardzo ładną pupę - przyznał. A jakby czymś podkuszony, dodał. - Ładniejszą, niż moja mama. Jej jest trochę za duża.
- Na co miałbyś teraz ochotę? - zapytała, odwracając ku niemu głowę, ciągle wypięta.
- Zo… zobaczyć z bliska - powiedział szeptem. Bez pozwolenia nie zrobił jednak ani kroku.
- Dobrze. Możesz oglądać co chcesz, z tak bliska jak chcesz. Chcę byś to mnie wspominał jako pierwszą widzianą nago dziewczynę - obróciła się znowu przodem. - Jak mam się prezentować?
Chyba zdziwiony okazją, jaka mu się trafiła, chłopak przez parę chwil szukał słów. W końcu łamiącym się głosem poprosił.
- Oprzyj się o krzesło i wypnij się do mnie.
- Dobrze, skarbie - posłała mu całusa i oparła się zgodnie z poleceniem. - Możesz mnie rozebrać, jeśli chcesz.
- Ale już w tym jesteś… no, prawie goła - zauważył. Podszedł też bliżej, bardzo blisko. Przyklęknął tuż za Leileną, zafascynowany spoglądając między jej nogi.
- Ja nigdy nie widziałem, jak wygląda tutaj kobieta - szepnął, a był tak blisko, że rudowłosa mogła poczuć na skórze jego oddech.
- To teraz wreszcie masz okazję - zakołysała biodrami. - Przy rozbieraniu mógłbyś mnie dotykać. Chciałabym poczuć twoje dłonie na swoim ciele… - teraz prowokowała już całkiem bez umiaru, zbyt podniecona, aby się opanować.
- Na pewno? - przełknął głośno ślinę.
- Oczywiście, zawsze chciałam by dotykał mnie taki ładny chłopiec…
Nie trzeba mu było więcej powtarzać. Panna Mongle poczuła, jak chłopak podwija jej koszulę wyżej, zupełnie odsłaniając jej tyłeczek. Rozochocony pogładził jeden z pośladków dłonią.
- Jest taka przyjemna w dotyku - powiedział, nie wiadomo czy do dziewczyny, czy sam do siebie. Westchnęła, czując delikatny dotyk.
- Tak jak twoje dłonie… - wymruczała, wypinając się trochę bardziej.
- Czy to przyjemne? Takie dotykanie? - spytał, poczyniając coraz śmielej i ściskając pośladek.
- Bardzo. Czy nie było przyjemnie jak ja dotykałam? Pomyśl jak będzie, kiedy zsuniesz spodnie - zamruczała w odpowiedzi.
- Może… później - stwierdził, czerwieniąc się przy tym. - Mogłabyś usiąść na krześle? Chcę zobaczyć twoje piersi.
- Nie są duże, ale ładnie sterczą - zachwaliła, siadając na krześle przodem do niego i prowokacyjnie rozchyliła uda nieco na boki. - Nie możemy tu dłużej zostać, nie chcę narobić kłopotów. Ale jeśli znasz jakieś zaciszne miejsce…
Chłopak podciągnął koszulkę Lei do góry, nie chcąc stracić tak wspaniałej okazji. Dotarło jednak to niego to, co mówiła i cofnął się po chwili ze skwaszoną miną.
- Niestety nie - pokręcił głową. - W domu zawsze się ktoś kręci, a na karczmę mnie nie stać.
- Jestem pewna, że ta sytuacja może pobudzić twoją kreatywność - szepnęła i zdjęła z siebie zupełnie tę koszulkę.
- Krea… co? - spytał. Niewykluczone, że myślał już penisem nie głową, a może po prostu nie znał tego słowa.
- Coś wymyślisz, aby móc sobie mnie pomacać - doprecyzowała z rozbawieniem.
- To łatwo powiedzieć, ale jak się nie ma pieniędzy to życie nie jest wcale takie proste - mruknął sentencjonalnie.
Nie wytrzymała i roześmiała się. Cóż, nie był tak obiecujący jak sobie wmawiała. Wstała, ubierając sukienkę.
- To trudno, może jeszcze coś wymyślisz. Póki co będę potrzebowała twojej pomocy. Chciałabym, abyś kupił mi perfumy. Bez obaw, dam ci na nie pieniądze, ale nie wiem gdzie najlepiej to zrobić.
- Na targu. Tam można kupić pachnidła z Calimshanu - stwierdził, chłonąć wzrokiem ostatnie nagie skrawki ciała znikające pod ubraniem.
Kiedy już była ubrana i zebrała ubrania, zbliżyła się do niego, przytulając całym ciałem. Dała mu całusa w usta.
- Potrzebuję czegoś mocnego. Zwracającego uwagę. Dasz radę coś takiego dla mnie kupić? - spytała cicho, patrząc mu w oczy.
- Obiecuję - prawie kiwnął głową, zanim zorientował się, że uderzyłby Lei w nos. - A… gdzie cię spotkam?
- Będę w pobliżu, zastanawiając się jak jeszcze ci to wynagrodzić - dała jeszcze jednego całusa i odsunęła się odrobinę.
- Jak jeszcze… - wymruczał cicho pod nosem. Teraz już naprawdę musiał intensywnie myśleć nad znalezieniem jakiegoś ustronnego miejsca.
Kiedy już zeszli na dół, krawiec spojrzał na dwójkę podejrzliwie.
- I jak? Zdecydowała sie panna na coś?
- Niestety, wszystko za duże - Lei powiedziała ze smutkiem, całkiem naturalnie. - Chciałam coś bardzo lekkiego, ile kosztowałoby zmniejszenie tego kompletu w pełni do mojego rozmiaru? - zapytała wskazując kolorowy strój.
- Po przymiarkach, z robocizną… - pomyślał chwilę. - Dla tak miłej panny, trzy srebrniki - zaproponował. Jak na wiedzę Leileny nie była to wcale wygórowana cena.
- A za sam komplet? - dopytała, bo przecież nie znała cen.
- Dwie monety - stwierdził.
Pokiwała do siebie głową.
- Będę musiała się zastanowić. Ale to bardzo ładny strój - pochwaliła. - Szkoda, że nie znam dobrego sposobu na zarobienie kilku monet - westchnęła szczerze.
- Praca się zawsze jakaś znajdzie panienko. Ja sam potrzebuję szwaczki - powiedział konwersacyjnym tonem. Szkoda tylko, że Lei nie znała się specjalnie na szyciu, w przeciwieństwie do Lily.
- Gdybym to umiała, to bym się zgłosiła - mrugnęła. - Tymczasem, pojawię się jak się zdecyduję. Lub zarobię coś dodatkowo - rzuciła jeszcze jeden uśmiech i pomachała na pożegnanie, opuszczając zakład krawiecki.
- To… to ja pójdę na zakupy - stwierdził Tet, nieśmiało wyciągając dłoń po pieniądze. Po odliczeniu sumy, która wydawała się odpowiednia, Lei puściła młodzieńca przodem. Sama zastanawiała się chwilę, dokąd pójść. Do Kuglarza, gdzie czekała na nią Siri? Szybko zrezygnowała z tego pomysłu, w końcu czarnoskóra podchodziła do zdobycia perfum bardzo paranoicznie. W końcu zdecydowała się po prostu pójść w ślad za chłopakiem, przecież takie zakupy nie mogły zająć wiele czasu. Przysiadła zatem na murku na skraju targu i czekała. Nikt jej nie nagabywał, zagraniczna uroda skutecznie tworzyły dystans od z natury nieufnych wobec obcokrajowców Halruaańczyków. Przecież taki obcy tylko czyha, by ukraść magiczne artefakty i prysnąć z nimi za granicę. Mogło to jednak działać też na jej korzyść. Udając, że nie zna halruaańskiego języka, zagadnęła w mowie handlowej niziołka. Nieludzie byli zazwyczaj trochę bardziej otwarci. Ten, za drobną dopłatą, zgodził się kupić dla Lei trochę siarki.
Tet uwinął się po męsku, w dziesięć minut. Z szerokim uśmiechem satysfakcji wręczył Lei flakonik z błękitnym płynem.
- W Calimshanie nazywają to morską bryzą. Ja nigdy nie byłem nad morzem, więc nie wiem czy to prawda, ale pachną bardzo ładnie.
- Miały być intensywne - trochę powątpiewająco Lei wzięła je od niego i odkorkowała, aby powąchać. Zapach był silny i orzeźwiający. I bardzo trudny do opisania. Nie kwiatowy, jak już to bliżej mu było do jakiegoś owocu, którego Lei nie umiała zidentyfikować. Co jak co, ale jak powiew wiatru to nie pachniało. I chyba dobrze. Uśmiechnęła się i zakorkowała.
- Dziękuję - spojrzała mu w oczy. - Jaką nagrodę sobie wymarzyłeś?
- Bo mówiłaś o jakimś odosobnionym miejscu - odpowiedział. - I jak tak sobie myślałem, to jest taki opuszczony dom, nie tak daleko stąd. I jakby zapłacić dzieciakom parę miedziaków, to by tam nie wchodziły i przypilnowały, żeby też nikt inny nie wchodził… - rozgadał się podekscytowany.
- Oh, i co byś chciał robić w takim domu? - szepnęła, oblizując wargi.
- Do… tknąć cię - ledwie wydusił z gardła pojedyncze słowo.
- Tutaj też możesz mnie dotknąć - zauważyła.
- Nie, bo by ludzie potem gadali - rozejrzał się ukradkiem.
- Że dotykasz dłoni dziewczyny o nietypowej urodzie? - zapytała z uśmiechem. - Wytłumacz mi dobrze, gdzie jest ten dom. Ja jeszcze skoczę do koleżanki, a ty spróbujesz załatwić trochę prywatności.
- Bo ja… nie dłoń chciałem dotknąć - wyjaśnił spuszczając wzrok. A zaraz potem żywo opisał, gdzie znajduje się domek, który miał na myśli.
 
Lady jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:22.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168