Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 11-02-2008, 00:56   #21
 
Panda's Avatar
 
Reputacja: 538 Panda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodnie
Avarin Ronin

Nie mieszał się w pogawędki Elfki i... Dziwnej kobiety, która okazała się Aniołem? Tyle wywnioskował z jej odpowiedzi. W sumie to by pasowało do wszystkiego. Dziewczyna w wieku 17 lat, niedoświadczona, głupiutka i słodziutka jak miód, blech... I ten wewnętrzny niepokój... Tak, to się ze sobą zazębiło.

Położył się, postanowił pospać... Niestety nie mógł zasnąć. Jeden z mężczyzn wiercił się niesamowicie skutecznie uniemożliwiając zaśnięcie Avarinowi. Anielica rozrabiała... Normalnie nie wytrzymał i ją uciszył, co skończyło się dłuższą rozmową. O dziwo lęk jaki dotąd czuł znikł. Może dla tego, że uświadomił sobie kim jest ta kobieta? A może dla tego, że zachowywała się tak, jak sie zachowywała? Nie wiadomo...
W końcu szepty ucichły, dziewczyna położyła się a Ronin przymknął oczy i zdrzemnął się.

Gdy rano wstał zapakował to co mu przydzielono jako prowiant do swego plecaka. Był gotów do wymarszu. Wychodził ostatni, zamykając pochód. Gdy wyszedł z drzewa wyprzedził Drowa, który jak widać lubił samotność, tak jak Ronin.

Po całym dniu marszu zatrzymali się na nocleg. Avarin przysiadł gdzieś na uboczu i zaczął posiłek. Nie jad zbyt dużo, nie był głodny ale siły musiał uzupełnić. Gdy się posilał przyszedł jakiś mężczyzna, który okazał się bratem Alarona. Jak tylko ta informacja doszła do jego uszu puścił rękojeść swej broni i powrócił do posiłku.

Gdy zjadł położył swój tobołek tak, by robił za podgłówek. Leżał w pozycji półsiedzącej a ręka spoczywała na pochwie miecza. Wprowadził się w półsen tak, by nic go nie zaskoczyło. Doskonale wiedział kiedy każda ze zmian wartowników odbywała się. W końcu przyszła i jego kolej. Odrobił swoje i szturchnął Elfkę, by się obudziła. Znów powrócił do swego półsnu.

Rano wstał i zjadł śniadanie. Czas było ruszać więc resztę spakował i ruszył za resztą. Znów był ostatni lecz szybko dogonił resztę i uplasował się w środku stawki. Gdy szli lasem miał dziwne przeczucie, ciarki i inne takie.
-Magowie. - odezwał się głos w jego głowie.
Wiedział, że to na pewno prawda.
- Magowie! - powtórzył głośno.
Nie powiedział nic więcej. Dojrzał dziesięć postaci w czerni i jedną z kosturem w ręku. MAGA... Jak o nienawidził magów...

Lewa ręka spoczęła na pochwie przymocowanej do pasa, prawa zaś chwycila mocno rękojeść katany. Ruszył biegiem za pozostałymi. Po chwili odskoczył w bok, wyciągając broń z pochwy. Ciął najbliższego z wrogów wzdłuż klatki piersiowej nie zwalniając nawet. Biegł w stronę maga, tnąc każdą osobę, która stanęła mu na drodze.
 
Panda jest offline  
Stary 11-02-2008, 08:46   #22
Banned
 
Reputacja: 0 Revan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znany
Revan z boku przyglądał się całej sytuacji, cały czas starając się zajść maga. Jego plan niestety poszedł na marne, gdy zobaczył cwałującego w jego stronę samuraja.

Co za głupiec, pomyślał. Jest idiotą, jeżeli myśli, że odbierze mi tą możliwość pozbawienia życia tego kpa ze swoimi kuglarskimi sztuczkami! Wkurzył się, wychynął zza krzaków, wyszarpując swój czarny, sierpowaty miecz, i tym razem już nie bawił się w podkradanie, rzucił się prosto na maga, wręcz pędził do niego. Kostur trzymał w prawej ręce. Nie ma mowy, żeby jakiś mon keigh wyprzedził go w jego zamiarach, to było dla niego wręcz oburzające.

Kątem oka spostrzegł, człeczyna nie próżnuje, więc wzmocnił obroty. Dawno nikogo nie posiekał na kawałki. No, w ostatnim tygodniu posiekał może z pół tuzina ludzi, ale nawet jak na kogoś z jego profesją to było mało. I charakterem.

Odwrócił na chwilę głowę, przeskakując nad pieńkiem. Zaciekawiło go, jak radzi sobie „Słonko” w boju, czy pyta o samopoczucie każdego, jak radziła jej wczorajszej nocy Paks. W jego oczach niczym nie różniła się od zwykłego człowieka, poza niespotykanym pigmentem włosów u jej rasy. Oczywiście poza delikatną elfią urodą, co nie pozostawało faktem, że jakiś człowiek musiał nieźle zabawić się z jej matką. Albo elf z mon keigh.

Był już całkiem blisko. Odrzucił kostur, i tak go potem znajdzie, choćby z delikatnym użyciem magii. Chwycił oburącz swojego Chopesza, i rzucił się na przeciwnika. Chciał się z nim zabawić inaczej, ale taka sytuacja wymusiła na nim działanie. Liczyło się, kto zada pierwsze cięcie, a tą bronią nijak nie dało się spudłować, biorąc pod uwagę pole jej działania.
 
Revan jest offline  
Stary 12-02-2008, 13:51   #23
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Reputacja: 31929 Alaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputację
Fillin skoczył na przód z Leineliengiem wprost na trzech zakapturzonych mężczyzn. Tak jak się można było domyśleć, nie było to łatwe. Jeden miecz przeciwko trzem, jeden świszczący w powietrzu by odeprzeć zaciekłe ataki trzech.

Revan:
Nie wdając się w bitwę, ominąłeś walczących szerokim łukiem. Przeciwnicy nawet nie zwrócili na ciebie uwagi, gdyż nie było na to czasu.
Sam Mag również zdawał się ciebie nie widzieć, bo oglądał się znudzonym wzrokiem na las za jego plecami.

Miya:
Ruszyłaś do walki, zgodnie z poleceniem, a na przeciwko ciebie stanęło dwóch mężczyzn.
-I ty, dziecko, pchasz się do walki z zawodowymi wojownikami? Uciekaj póki możesz-zaśmiał się pogardliwie.
-A może chcesz najpierw się zabawić?-drwiący uśmiech wykrzywił jego wargi, a wzrok pożądliwie wodził po tobie. Zaczął śmiać się ponownie, widocznie na myśl o wyjątkowo okrutnym czynie, ale nagle śmiech urwał się, a z twarzy zniknął uśmiech. Pojawiło się bezgraniczne zaskoczenie.
Powodem było to, że twoja ręka, działając jakby samowolnie, pomknęła z nadspodziewaną szybkością i siłą, wyprowadzając celne pchnięcie w żołądek.
Wyszarpnęłaś miecz, gdy tamten zaczął wić się z bólu, spowodowanego nie tylko raną, ale i wyciekiem kwasu z żołądka. Była to powolna śmierć.
Drugi z przeciwników cofnął się z równie wielkim zaskoczeniem, ale zrobił to jedynie dlatego, by odzyskać pełne panowanie nad sobą, co sugerowało duże doświadczenie i zdolności bitewne .
Stanął w pozycji bojowej, z której błyskawicznie wyprowadził cięcie na nogi, które sparowałaś z trudem, ale widać było, że to nie koniec, gdyż w drugiej ręce pojawił się sztylet, którym wyprowadzone było cięcie na szyję.
Właśnie wtedy zrozumiałaś celowość pierwszego ataku. Zbicie mieczem eliminowało zarówno jego rękę z bronią, jak i twoją, która nie miała szans dolecieć na czas. Została druga, wolna ręka.

Valar:
Wpadłeś na dwójkę niczego nie spodziewających się wojowników, która zatoczyła się do tyłu, jednakże zanim zdążyli się pozbierać, jeden otrzymał cios rękawicą. Był on wymierzony w brzuch, jednakże tamten zdążył podskoczyć, na jego nieszczęście, ponieważ cios trafił mężczyznę w czerni, ale niżej.
Zgiął się w pół, jęcząc coś niezrozumiale, po czym padł na ziemię. Ćwieki zrobiły swoje.
Niestety został przeciwnik, który odzyskał dech i cofnął się, by trochę zyskać na czasie. Wykorzystał dobrze tych kilka cennych sekund, stając w pozycji bojowej, z której wyprowadził pchnięcie na brzuch. Sparowałeś to z ogromnym trudem, ponieważ lekki miecz jednoręczny był szybszy niż twój większy, półtoraręczny.
Zamachnąłeś się pięścią, ale tamten odskoczył jak oparzony. Widać było szacunek do twojej orękawiczonej dłoni, jednakże miecz ponownie pomknął do ataku. Celem była twoja ręka nad rękawicą.
Wiedziałeś, że gdyby cios doszedł, ostrze zatrzymałoby się na kości, uszkadzając ją, a to z kolei sprawiało, iż ręka była o wiele mniej użyteczna.

Avarin:
Pognałeś wprost na Maga, zaś na twojej drodze stanęło dwóch wojowników. Zaatakowałeś ich kataną, lecz nie miało to większego celu niż postraszenie. Co prawda ciąłeś jednego, ale bez trudu sparował cięcie, które jakimś cudem odbiło się do drugiego, wymuszając blok, który zastosował.
Tylko to uratowało cię od śmiertelnego ciosu z ich strony.
Wpadłeś na nich, trącając barkami na tyle silnie, że przebiłeś się przez żywy mur utworzony z nich. Obróciło to też ich o pełne koło.
Zdziwiłeś się, że za tobą nie biegną, ale szybko porzuciłeś tą myśl, biegnąc na Maga, który wydawał się niczego nie zauważać. Patrzył w las za nim.
Kątem oka dostrzegłeś Revana ścigającego się z tobą do swojej ofiary.

Paks:
Pozostało dwóch wolnych. Avarin bezmyślnie biegł na nich, cudem unikając ataku z ich strony, a kiedy już przebił się, przeciwnicy obrócili się o trzysta sześćdziesiąt stopni. Ty w tym czasie wymierzyłaś w pierś jednego z nich.
Jęknęła cięciwa, strzała świsnęła w powietrzu, a kiedy zobaczyłaś gdzie trafiła, dostrzegłaś drzewce wbite dokładnie tam gdzie chciałaś, w pierś niespodziewającego się niczego wojownika.
Drugi spojrzał na ciebie z czystą nienawiścią oraz swego rodzaju pożądaniem, po czym ruszył na ciebie slalomem, wykonując gwałtowne zwroty oraz przewroty w przód, w tył, na boki. Nie sposób było wycelować, a on zbliżał się z każdą sekundą.
Kiedy był w odległości dużego doskoku, zdecydowałaś, że nie możesz dłużej czekać. Wystrzeliłaś, celując w serce, ale tamten już wykonywał niespodziewany zwrot w lewo i grot zagłębił się w bicepsie przeciwnika, który cicho jęknął. Szybko złamał strzałę i popędził prosto na ciebie.
Wiedziałaś, że nie zdążysz naciągnąć kolejnej strzały. Zmuszona byłaś odrzucić łuk, przechodząc do walki wręcz, na którą tamten liczył.
Zamachnął się na cięcie na ręce.
Domyśliłaś się, że atakuje, żeby obezwładnić, a nie zabić. Cel takiego działania był jasny. Widać było to w oczach napastnika.

Revan:
Zobaczyłeś Avarina pędzącego w stronę Maga, więc chwyciłeś Chopesz, odrzuciłeś kostur, puszczając się biegiem.
Ku twemu zdziwieniu, Mag odwrócił głowę ku tobie i Avarinowi, spoglądając z czymś, będącym mieszaniną znudzenia oraz pogardy.
Czyżby widział wszystko? Być może.
Kiedy już byłeś blisko, widziałeś, iż samuraj też jest tuż, tuż. Nie mniej jednak ty na początku biegu miałeś krótszą drogę do pokonania, co wskazywało na to, iż jesteś wolniejszy.
Mag spojrzał na twoją broń i prychnął pogardliwie, po czym... zniknął, a ty o mało co nie zderzyłeś się z Avarinem.
Nagle mag pojawił się za twoimi plecami, ale kiedy odwróciłeś się, zobaczyłeś wielką, czarną kulę przed swoją twarzą, zaś potem nie widziałeś już nic. Nic nie słyszałeś, nic nie czułeś. Nie wiedziałeś nawet czy jeszcze stoisz, czy trzymasz coś w rękach, nie wiedziałeś nic włącznie z tym, czy jeszcze żyjesz...

Avarin:
Byłeś już blisko. Bardzo blisko, tak jak Revan, ale nagle Mag zniknął. Mało brakowało, a powpadalibyście na siebie, biegnąc prostopadle.
Równie nagle Mag pojawił sie i wystrzelił czarną kulą w Revana, który przewrócił się. Miał zamknięte oczy, nie wiedziałeś czy żyje, ale nie było czasu tego sprawdzić.
Mag wyrwał Mrocznemu Elfowi Chopesz z dłoni i zamachnął się na głowę Drowa, ale najpierw spojrzał na ciebie, zbliżającego się do niego. Znowu zniknął, ale ty podejrzewałeś tą samą sztuczkę, co w przypadku Revana, więc szybko odwróciłeś się, parując broń, której nie było. Pojawiła się równie nagle jak zniknęła, opadając na twoją głowę.
Było tak jak się tego spodziewałeś, więc bez najmniejszego trudu zablokowałeś cios.
Tym razem Mag był wyraźnie zaskoczony, co wykorzystałeś, raniąc go w rękę na tyle poważnie, że upuścił Chopesz i zniknął, a ty ponownie się odwróciłeś
Widać, iż sztukę teleportacji opanował do perfekcji.
Ponownie pojawił się za twoimi plecami, czyli w to samo miejsce, z którego zniknął, gdzie uderzył cię kosturem w tył głowy, znikając.
Chciał pobawić się z tobą, zanim cię zabije i to było jasne dla ciebie.

-Jesteś jeszcze lepszym szermierzem Fillinie, niż wtedy, kiedy cię poznałem, chociaż wydawało się to niemożliwe-powiedział jeden z mężczyzn z wielkim uznaniem.
-Tak, Levionusie i żałuję, że wtedy darowałem ci życie, bo niechętnie przyznaję, że również jesteś dużo lepszy-warknął, zatrzymując jeden cios po drugim.
-Poznaj moich dwóch najlepszych uczniów. To jest Delvay, a to Safin-wskazał szybko brodą na mężczyznę po lewej, a potem po prawej.
-Zastanawiam się czy jesteś taki dobry, bo masz sławnego Leinelienga, czy wynika to z twoich umiejętności-zapytał beztrosko Levionus.
-Co cię to obchodzi?-odparł karczmarz, niezmordowanie odpierając kolejne ataki.
-Tak się tylko zastanawiam czy po twojej śmierci, jak zabiorę ci miecz, moje umiejętności wzrosną.
-To są moje umiejętności, nie Leinelienga. To pierwsza sprawa. Druga to taka, że tym razem nie daruję ci życia-z jego głosu biła nie pojawiająca się prawie nigdy, nienawiść oraz chłodna złość. Jego oczy zamieniły się w najszczerszą, niepokonaną stal, świdrującą wszystko, a twarz straciła jakikolwiek wyraz oraz emocja, przypominając posąg.
Właśnie zbił pchnięcie Safina i z nadludzką szybkością wymierzył cięcie na głowę, która chwilę później toczyła się po ziemi.
Wściekłość zajaśniała w oczach dwóch pozostałych.
-To był nasz najlepszy przyjaciel-wycedził przez zaciśnięte zęby, Levionus.
-Do usług-prychnął Fillin, zbijając kolejne wściekłe ciosy, gdy nagle zauważył leżącego Revana. Nie miał pewności, że żyje, ale wolał spróbować zdjąć zaklęcie, jeżeli tylko się dało. Szybko zbił kolejne ataki i zamachnął się, tnąc powietrze i wydając z siebie głuche, lewie warkoty.
Miał nadzieję, że podziała, ale nie mógł mieć pewności, gdyż od razu musiał blokować kolejne cięcia oraz pchnięcia.

Revan:
Czujesz coś dziwnego, jakby przez twój umysł przeszło mrowienie, a jednocześnie jakby spadł z niego kamień. Dalej nic nie widziałeś, nie słyszałeś, ani nie czułeś, jednakże mogłeś wykonywać drobne ruchy i twoja świadomość wiedziała, iż możesz to zrobić.
Wyszeptałeś kilka słów i poczułeś, jakby ktoś ściągnął ci worek z głowy i odetkał uszy. Czułeś też, ziemię pod palcami, co było dobrym znakiem, gdyż powrócił ci również zmysł dotyku.
 

Ostatnio edytowane przez Alaron Elessedil : 12-02-2008 o 15:00.
Alaron Elessedil jest offline  
Stary 12-02-2008, 16:21   #24
Banned
 
Reputacja: 0 Revan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znany
Revan nie spodziewał się takiego przebiegu walki. Sprężył się, by wyprzedzić samuraja, już prawie dopadł go maga, gdy ten wystrzelił mu czarną kulę prosto w twarz. Nagle w oczach mu pociemniało, osunął się na ziemię, nie, czuł, jakby sama go wciągała. Potem nic nie czuł, odgłosy walki i szczęk stali ucichły natychmiast. Wydawało się, że ciemność spowiła wszystko wokół, że patrzy przez w nieprzeniknioną czerń.

Nie zdawał sobie sprawy z tego, co się stało. Zupełnie, jakby odleciał. Chciał się podnieść, ale czuł, jakby jakaś wielka siła go trzymała, tak, jakby był zakopany w głębi ziemi, jakby był przysypany gruzem, albo jakby sam troll na nim usiadł. Niezbyt go to pocieszało. Resztkami świadomości starał się skupić. Starał się przełamać zaklęcie, ale niezbyt mu to wychodziło. Jednocześnie podczas tego starania się wysłał nikły impuls, który tylko osoby wyczulone na magię mogły go wyczuć, co nawet w chaosie walki mogło wydawać się trudne.

Każda chwila, która mijała, odbijała się w jego egzystencji w niebycie. Nikłe były jego starania, gdyż wprawdzie bardzo mało mógł zrobić w takim stanie. Tyle, co nic, nawet najpotężniejsi magowie mieliby z tym problemy. Czas dla niego mijał, powodował, że o wszystkim praktycznie zapomniał, co wydarzyło się przed chwilą. Nic nie czuł, po prostu trwał w otchłani. Kiedyś już raz był w takim stanie, ale nie był on wywołany magicznie. To było coś znacznie gorszego, a jednocześnie wspanialszego, bo sam fakt potraktowania go podobnym zaklęciem przez jakiegoś maga w cale go nie satysfakcjonował.

Poczuł nikły bodziec. Jakiś pierwiastek magicznej mocy tchnął w niego czucie. Nie był to wcale efekt jego starań, zauważyłby to po spadku mocy. Poczuł, jak dłonią ściskał garść piachu. Stopniowo wybudzał się z tego stanu, starał się otworzyć oczy. Niestety nic z tego nie wyszło, nie miał też czucia w nogach. Poruszył delikatnie ustami, które potem zaczęły układać się według słów wymawianych przez Mrocznego.

- Aep the Morgan – szepnął cicho, poczuł drażniące zimno w jego gardle, jakby połknął sopel lodu. Zaczęły do niego docierać sygnały z otoczenia. Usłyszał charakterystyczny zgrzyt stali, co znaczyło, że nadal toczyła się walka. Gdy otworzył oczy, błysk słońca oślepił go. Mimowolnie zakrył się dłonią. Nie przywykł jeszcze do światła, poczekał chwilę. Obrócił się, unosząc na łokciu. Czuł, jak mu mięśnie drżą, jak jego duch wraca do ciała, zimnego, nierozgrzanego, a przecież „nie było” go tylko chwilę.Obrócił się na brzuch, podparł rękoma, podniósł głowę, próbując domyślić się swojego położenia. Co się dzieje wokół. Kątem oka zobaczył dematerializujący się strzęp szat maga. Teleportował się widocznie. Powiódł wzrokiem w tamtą stronę. Mag bawił się z samurajem w kotka i myszkę. Splunął gęsto, i podniósł się. Omalże nie osunął się na kolana, czuł, jakby jego nogi były z betonu. Chwilę to jednak trwało, nim doszedł do siebie. Zrobił nieśmiały krok w bok, potem drugi. Potem stąpnął normalnie. Był akurat kilka metrów za plecami samuraja, jeżeli w tym momencie zmaterializowałby się ten przeciwnik, z całej siły kopnąłby go w dupę, tak bardzo tego pragnął. Dorwie, tego skubańca, cała natura będzie słyszeć w eterze jego krzyk, pomyślał, klnąc przy tym w myślach.
 
Revan jest offline  
Stary 13-02-2008, 00:49   #25
Konto usunięte
 
Midnight's Avatar
 
Reputacja: 2097 Midnight ma wspaniałą reputacjęMidnight ma wspaniałą reputacjęMidnight ma wspaniałą reputacjęMidnight ma wspaniałą reputacjęMidnight ma wspaniałą reputacjęMidnight ma wspaniałą reputacjęMidnight ma wspaniałą reputacjęMidnight ma wspaniałą reputacjęMidnight ma wspaniałą reputacjęMidnight ma wspaniałą reputacjęMidnight ma wspaniałą reputację
Paks usmiechnela sie widzac mezczyzne padajacego od jej strzaly. W duchu przeklinala Avarina za nieprzemyslana szarze. Czyzby ten czlowiek nie mial za grosz rozumu? Jednak nie byl to czas na zastanawianie sie gdyz towarzysz trafionego wlasnie zmierzal w jej kierunku kluczac i uniemozliwiajac wycelowanie. Widac bylo dobre szkolenie jakie musial przejsc. Zazwyczaj podrzedni zbojczykowie parli wsciekle prosto na nia nie myslac o niczym innym jak wbiciu stali w jej cialo. Podswiadomie podziwiala sprezystosc ruchow i opanowanie tego jednego. Uwaznie sledzila jego poczynania by wreszcie wylapac odpowiedni moment do strzalu. Cieciwa wydobyla z siebie cichy dzwiek gdy wypuszczala strzale. Nastepnym dzwiekiem bylo ciezkie przeklenstwo pod adresem nieznajomego, ktory niespodziewanie odwrocil sie tak iz miast w klatke piersiowa trafila go w bark. Byl juz zbyt blisko na nalozenie kolejnej strzaly. Z bolem odlozyla luk majac nadzieje iz nie zostanie on uszkodzony w trakcie walki. Zostal jej miecz i noz mysliwski. Wybrala jedno i drugie. Przeciwnik wyprowadzil ciecie na rece. W jego oczach wyczytala jawna intecje takiego ruchu. Phi.. Nie jego doczekanie. Decyzja co do odpowiedniego manewru zajela jej mniej niz czas potrzebny na mrugniecie okiem. Uniosla miecz parujac jego ciecie i spychajac mozliwie najdalej w dol. Jednoszesnie kozystajac z polobrotu wyprowadzila pchniecie nozem celujac w klatke piersiowa mezczyzny.


Stal zwarla sie ze stala krzeszac iskry. Noz pewnie zmierzal ku swemu celowi. Nagle jednak nieznaomy wypuscil z dloni swoj orez i przykucnawszy wyciagnal dlon by uchwycic jej nadgarstek. Spoznil sie jedynie o sekunde. Ostrze noza gladko weszlo w skore i miesnie tuz nad obojczykiem. Targniety bolem scisnal mozno palce sprawiajac jej bol. Chciala wyszarpnac dlon lecz nim zdolala zrobic cokolwiek mezczyzna zwinnym ruchem podcial ja i trzymajac wciaz jej reke nakierowal taka by upadla na jego piers. Powietrze ulecialo z jej pluc wiec czympredzej nabrala swierzej dawki. Sytlacja byla dosc patowa. Nieznajomy wciaz unieruchamial dlon z nozem, druga zabezpieczal przed ewentualnym atakiem miecza. Przez chwile zastanawiala sie czy by nie uderzyc go czolem jednak po chwili wpadla na lepszy pomysl. Na jej ustach zagoscil zalotny usmiech, a oddech lekko przyspieszyl.

- Mrrr.. Coz za mezczyzna...

Wymruczala przymilnie zblizajac swe usta do jego warg. Pocalunek najpierw delikatny, jakby niepewny wnet przerodzil sie w zmyslowy i pelen zaru. Wydajac z siebie glebokie westchnienie rozkoszy upuscila ostentacyjnie miecz i powedrowala dlonia do jego najwiekszego skarbu. Doprawdy mial sie czym poszczycic. Z poczatku ostroznie, lecz po chwili juz z wieksza moca zaczela uciskac i masowac przyrodzenie opryszka. Czula iz wcale nie jest obojetny jej zabiegom. Jego czujnosc zmalala tak drastycznie iz przez chwile wrecz zalowala tego co musi zrobic. W takich momentach mezczyzni byli bezbronni niczym niemowle w kolysce. Wlasciwy moment nadszedl wraz z poluznieniem uchwytu nadgarstka. Czujac iz moze znacznie swobodniej operowac nozem Oderwala na chwile usta spogladajac na jego zmruzone oczy i usmiech pelen blogosci. Ona rowniez sie usmiechnela po czym wprawnym ruchem scisnela ow cenny przymiot wkladajac w to cala sile. Jednoczesnie unoszac sie delikatnie zatopila noz az po rekojesc w miekkim ciele podbrzusza przekrecajac go i sprawiajac dodatkowa doze bolu. Z przyjemnoscia obserwowala jak wije sie pod jej dotykiem.
Zadowolona ze swego dziela miala sie wlasnie podnosic gdy ostry bol zaatakowal jej glowe. Czarne palmy przyslonily swiat. Mgliscie zdala sobie sprawe iz ponownie upada na piers nieznajomego dociskajac swym cialem rekojesc noza. Pozniej byla juz tylko ciemnosc.
 
__________________
[B]poza tym minął już jakiś czas, odkąd ludzie wierzyli w Diabła na tyle mocno, by mu zaprzedawać dusze[/B]
Midnight jest offline  
Stary 14-02-2008, 20:08   #26
Zak
 
Zak's Avatar
 
Reputacja: 143 Zak wkrótce będzie znanyZak wkrótce będzie znanyZak wkrótce będzie znanyZak wkrótce będzie znanyZak wkrótce będzie znanyZak wkrótce będzie znanyZak wkrótce będzie znanyZak wkrótce będzie znanyZak wkrótce będzie znanyZak wkrótce będzie znanyZak wkrótce będzie znany
Valar wbił się dwójkę przeciwników, odrzucając ich w tył. Natychmiast wymierzył cios pięścią w brzuch jednego z nich, który na skutek podskoku mężczyzny trafił w jego krocze.
Oszołomiony bólem padł na ziemię, jęcząc niezrozumiale.
Valar uśmiechnął się lekko widząc swoje dzieło.

Kolejny przeciwnik zdążył złapać równowagę i wymierzyć pchnięcie w brzuch Redslingera.
Mężczyzna z trudem ustawił swój miecz pod kontem, blokując uderzenie. Ataki napastnika były szybsze niż te, zadawane przez Valara, więc napastnik zyskiwał coraz większą przewagę.
Łowca jednak nie poddawał się i wystrzelił z pięścią w kierunku twarzy przeciwnika, licząc na podobny efekt, jak przy poprzednim uderzeniu.
Jednak tym razem, przeciwnik zrozumiał jego zamiary dostatecznie szybko i odskoczył w tył, natychmiast wyprowadzając cięcie kierowane na rękę Redslingera.
Mężczyzna szybko cofnął rękę, która nie zdołała jednak całkowicie ominąć cios. Ostrze rozcięło szeroko nadgarstek Valara.
Czując piekący ból odskoczył do tyłu w pozycji obronnej, czekając na kolejny atak. Chwile później nastąpiła wymiana ciosów między mężczyznami. Valar starał się wyprowadzać ciosy zaraz po bloku, co było ciężkie do wykonania z powodu szybszego miecza napastnika.

W końcu Redslinger wykorzystał błąd przeciwnika i zakończył tą walkę, poprzecznym ciosem w bark przeciwnika. Kiedy z nim skończył, dobił leżącego na ziemi. Korzystając z chwili wytchnienia rozejrzał się po polu walki.
Miya i Fillin dawali sobie radę. Drow i Samuraj razem zajęli się magiem. Wszystko wydawało się w porządku, gdy nagle spojrzał na leżącą na ziemi Paks.
Niewiele myśląc pobiegł w jej kierunku, by sprawdzić czy nic się jej nie stało. Ściągnął ją z ciała zabitego mężczyzny i odwrócił na plecy.
-Żyje… -szepnął do siebie.

Po chwili był z powrotem na nogach. Postanowił zostać przy kobiecie i ją ochraniać. Obiecał sobie, że Nikt z jego przyjaciół nie zginie. Nie zamierzał złamać tej obietnicy. Wbił miecz w ziemię i ściągnął z pleców długi łuk.
Zaczął strzelać we wrogów, walczących z Miyą i Fillinem. Starał się unieszkodliwić tych, którzy najbardziej zagrażali jego towarzyszom.
 
__________________
Życie uczy:
"ZABRANIAM CI MARZYĆ POZA HORYZONT ZDOLNOŚCI KREDYTOWEJ!"


Praca - studia - studia - praca. Granie - niestety - na drugim planie...

Ostatnio edytowane przez Zak : 14-02-2008 o 20:10.
Zak jest offline  
Stary 14-02-2008, 23:03   #27
 
Panda's Avatar
 
Reputacja: 538 Panda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodnie
Avarin Ronin

Na drodze stanęło mu dwóch mężczyzn. W stronę jednego wyprowadził cięcie. Nie tyle mierzone co dla postraszenia. Napastnik zbił jego katanę, która odbiła się na drugiego oponenta, który również się zasłonił. Dzięki temu Avarin przebił się przez nich jak przez żywy mur.
Nie byli jego przeciwnikami... On miał inny cel. Celem był Mag, który stał sobie plecami do całej potyczki i udawał, że go to nie interesuje, co jeszcze bardziej rozwścieczyło Ronina.
Kontem oka spostrzegł, że Elfy nie ruszyły za nim w pościg. Ucieszył się w sumie i przyśpieszył.
Gdy dopadł przeciwnika okazało się, że Drow też miał ochotę na Maga. O dziwo, Wysoki Elf wystrzelił w niego jakimś czymś i Mroczny zaliczył glebę.
Mag używał teleportacji co... Uprzykrzało życie Avarina. Za każdym blokiem i zniknięciem Elfa w duszy powtarzał sobie jak bardzo nienawidzi tej profesji... Co jak co ale rzucenie czaru to nie walka...
Walką jest skrzyżowanie ostrzy, spojrzenie w oczy przeciwnikowi... Walką są iskry krzesane przez dwa kawałki metalu zetknięte ze sobą z ogromną siłą... Patrzenie jak ostrze miecza wbija się w ciało przeciwnika... Spoglądanie w oczy, które boją się śmierci... Ze stoickim spokojem dobicie oponenta... To jest Walka a nie... Ciskanie na prawo i lewo czarnymi kulami. Jak on nienawidził magów...
-Z lewej! - ponaglił głos w jego głowie.
Szybko wykonał polecenie, zablokował pałkę... Mag znów znikł... Avarin powoli dostawał białej gorączki... Szybko wpadł na plan.
Następnego ataku nie blokuje... Zamiast blokować laskę Elfa tnie poprzecznie prze jego ciało. Gdyby Mag chciał się pobawić i pojawi się dalej, atakując z dystansu Avarin odskakuje by nie oberwać...
 
Panda jest offline  
Stary 15-02-2008, 11:17   #28
Femme fatale
 
Nami's Avatar
 
Reputacja: 74063 Nami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputację
Miya bez wahania ruszyła do walki. W końcu po to została tu zesłana. Dokładnie po to by walczyć o dobro, bronić i pomagać. Dobiegło do niej dwóch mężczyzn z początku chyba niezbyt skorych do walki. Dziewczyna trzymała miecz w gotowości, ale defensywa okazała się niekonieczna.

-I ty, dziecko, pchasz się do walki z zawodowymi wojownikami? Uciekaj póki możesz-zaśmiał się pogardliwie pierwszy z mężczyzn.
-A może chcesz najpierw się zabawić?-drwiący uśmiech wykrzywił wargi drugiego, a wzrok pożądliwie wodził po dziewczynie.

- Po to tu jestem - powiedziała swoim przenikliwie słodkim głosem i gwałtownym ruchem ręki wbiła miecz jednemu z mężczyzn prosto w żołądek. Wydawało się, że miecz jest nadzwyczaj lekki pomimo swej wielkości. Albo, że pod wątłą budową ciała dziewczyny kryje się niesamowicie duży pokład siły. Miya szybko wyciągnęła miecz. Zabiła istotę humanoidalną pierwszy raz w swoim istnieniu. Fakt, iż była to nie mniej przyjemna sprawa niż wznoszenie się na skrzydłach napawał ją lekką obawą, ale po tym jak przypomniała sobie wyrok Sądu Ostatecznego szybko odrzuciła lęki. Drugi przeciwnik cofnął się o krok a Miya tylko uśmiechnęła się miło jakby chcąc dodać mu odwagi. Wojownik wyprowadził atak na nogi, który niełatwo było sparować tak dużym mieczem jednak lekcje sztuk walki na coś się przydały i udało się. Nagle w drugiej ręce wroga zalśniło ostrze sztyletu. Miya lekko dygnęła gdyż taktyka, mimo iż oczywista, lekko ją zaniepokoiła. Bez zastanowienia złapała za nadgarstek ręki w której trzymał sztylet i wykręciła mu go. W tym samym momencie dziewczyna spojrzała w słońce. Coś dziwnego zakręciło ją w nosie. Dwa dni spędzone na mrozie i efekt odczuwania chłodu zaczęły dawać po sobie znak. Miya kichnęła głośno i z impetem uderzyła mężczyznę swoim czołem w głowę. Kichnięcie było tak silne, że ucisk jaki wywierała jej dłoń na nadgarstek mężczyzny zwiększył się kilkakrotnie stąd wykręcenie było o wiele silniejsze.

- Przepraszam - powiedziała odruchowo jednak błysk jej miecza uświadomił jej, że to nie wystawny bal tylko pole bitwy. Odruchowo wyprowadziła kopnięcie w żebro, a następnie wolną rękę uderzyła mężczyznę w twarz. Dorwała miecza i robiąc z nim obrót uderzyła przeciwnika z impetem w kark.
 
__________________
Discord podany w profilu
Nami jest offline  
Stary 15-02-2008, 13:11   #29
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Reputacja: 31929 Alaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputację
Fillin właśnie sprowadził cięcie przeciwnika do parteru, odrywając ostrze Leinelienga od ostrza broni Levionusa, by szybko postawić miękki blok na nadlatującą już z prawej strony klingę Delvaya.
Karczmarz postawił ostrze twardo, by uniemożliwiało cięcie po żebrach, ale kiedy bronie zetknęły się, oberżysta wykonał krok do przodu, obracając się o dziewięćdziesiąt stopni, jednocześnie stawiając swoją stopę przy stopie przeciwnika, zaś prawą nogą z całej siły kopnął wroga w kolano, wyłamując je ze stawu.
Siła była tak duża, że złamana kość przebiła skórę, tworząc otwarte złamanie.
Levionus popatrzył z furią na dawnego przyjaciela, który cofnął się, zostawiając nieprzydatnego w walce Delvaya.
-Gwardia wyeliminowana, prawda Levionusie?-zaśmiał się Fillin.
-Ze mną nie pójdzie ci tak łatwo, o to się nie martw-warknął.
-Na pewno łatwiej niż bez przerwy blokować ataki trzech dobrze wyszkolonych mężczyzn. Został tylko jeden-uśmiechnął się zadziornie karczmarz, od niechcenia wznosząc Leinelienga.
-Zobaczymy!-odparł Levionus, rzucając się na dawnego towarzysza broni z jeszcze większą furią, o ile było to możliwe.

Avarin:
Byłeś niemiłosiernie okładany przez bawiącego się z tobą Maga, który znikał zanim zdążyłeś wyprowadzić jakiekolwiek cięcie.
Oby nowa taktyka podziałała.

Revan:
"Obudziłeś się", a kiedy stanąłeś na nogi, Mag właśnie uderzył samuraja, znikając. Syllina chciała, że stałeś właśnie za plecami swojego towarzysza, który obrócił się, by być gotowym na kolejny cios wyprowadzony w plecy.
Szybko zorientowałeś się, że Mag za chwilę się pojawi i postanowiłeś "pomóc" Avarinowi i osłonić jego plecy przed atakiem.
Nagle Mag zmaterializował się, chcąc wyprowadzić kolejne uderzenie na głowę Ronina, ale nie spodziewał się jednego.
Nie spodziewał się, że trafi go Krasnoludzki, podkuty but i zawył z bólu.
Poczułeś jak coś wciąga cię do środka Maga, a wokół pociemniało, by za chwilę się przejaśnić, lecz wtedy zorientowałeś się, że lecisz w dół z wysokości około pięciu metrów, zaś Mag ponownie zniknął.
Zanim zdążyłeś cokolwiek pomyśleć, uderzyłeś z impetem o ziemię. Powietrze z twoich płuc gwałtownie uleciało, a przed oczami ponownie zrobiło się ciemno, ból przemknął gwałtowną falą przez twoje ciało, zaś przez umysł przemknęła ledwo zauważalna myśl.
A może by zacząć współpracować z Samurajem?

Avarin:
Nagle usłyszałeś krzyk bólu za swoimi plecami i szybko, zgodnie z zamierzeniem, ciąłeś, a twoja katana rozcięła brzuch przeciwnika. Co prawda było to płytkie cięcie, które ledwo zdołało sięgnąć mięśni brzucha. Nie mniej jednak Mag ponownie teleportował się, zabierając ze sobą Revana, który tkwił jedną nogą w dupie przeciwnika.
Chwilę później zauważyłeś jakiś ruch w powietrzu. Był to Mag razem z Revanem, który oderwał się od czarującego, który ponownie się teleportował. Chwilę później Mroczny Elf uderzył z impetem o ziemię, nie podnosząc się.
Ty jednak wiedziałeś, że zaraz Mag pojawi się ponownie wraz ze swoją laską, którą ponownie zacznie cię okładać.
Trzeba było coś zrobić.
Przez umysł przemknęła ci jedna myśl, że może by zacząć współpracować z Drowem, jeżeli tamten tylko może zrobić coś więcej niż leżeć. Przykładem było kopnięcie, które dało ci cenną sekundę na rozcięcie brzucha wroga.

Paks:
Wszystko szło wręcz idealnie. Do czasu, kiedy coś uderzyło cię od tyłu w głowę, a tobie pociemniało w oczach.
Nie było dobrze. Przeciwnik żył, a ty nie mogłaś nic zrobić, nawet ruszyć się.
Poczułaś jak ktoś ściąga cię z nieprzytomnego z bólu mężczyzny.

Valar:
Pokonałeś przeciwników i szybko sprawdziłeś czy Paks żyje, gdyż nie widziałeś całego ataku na jej osobę, po czym położyłeś ją obok jej przeciwnika.
Stałeś z łukiem gotowym do oddania strzału, gdy nagle usłyszałeś wrzask i ze zdziwieniem stwierdziłeś, iż to właśnie Mag krzyczał, ale zniknął razem z Revanem, pojawiając się ponownie, lecz tym razem w powietrzu na sporej wysokości.
Mroczny Elf upadł na ziemię i nie ruszał się. Nagle poczułeś, że coś uderzyło cię w tył głowy tępym narzędziem.
Świat przed oczami zmienił się w czerń, a ty straciłeś grunt pod nogami, upadając na ziemię obok swojego miecza.

Miya:
Ty również pozbyłaś się swoich przeciwników i rozejrzałaś się, gdyż usłyszałaś krzyk bólu, ale gdy spojrzałaś w tamtą stronę, zobaczyłaś już tylko ciało Drowa upadające z wysokości, a następnie poczułaś uderzenie od tyłu w głowę, zaś po chwili zrobiło ci się ciemno przed oczami i upadłaś.

Avarin:
Stwierdziłeś, że nie jest dobrze. Twoi towarzysze padali jak muchy pod uderzeniami kostura Maga. Najpierw zobaczyłeś leżącą Paks, a obok niej upadającego Valara. Potem Mag zaatakował Miyę od tyłu i ona również upadła. Revan leżał na ziemi po upadku z dużej wysokości.
Na polu bitwy zostałeś jeszcze ty i Fillin, ale on zajmował się swoim przeciwnikiem, walcząc z nim z ogromną zaciekłością.
Musisz coś wymyślić, bo inaczej również padniesz uderzony kosturem w głowę, a wtedy zostanie już tylko jedna osoba i to w jej rękach będzie również twoje życie.
Mag pojawił się za twoimi plecami, podcinając się swoją laską, a ty upadłeś na ziemię. Przeciwnika już nie było. Wiedziałeś, że jeżeli teraz się pojawi, to nie skończy się na utracie przytomności.

Fillin usłyszał krzyk, a za chwilę padające kolejne postacie z jego drużyny. Nie mógł nic zrobić, gdyż chwila nieuwagi w starciu z kimś takim jak Levionus pozbawiłaby go życia.
Nie mniej jednak musiał ochronić siebie przed atakami Maga, więc odskoczył do tyłu i zatoczył wokół siebie szerokie koło, mieczem przy akompaniamencie lwich pomruków, a powietrze w miejscu przecięcia stało się czerwone.
Tak jak się tego spodziewał, Mag teleportował się za jego plecami, próbując go uderzyć w ten sam sposób co resztę. Niestety nie spodziewał się bariery karczmarza, więc był za daleko, by go dosięgnąć, zaś kostur popłynął w dół nie napotykając oporu ciała.
Fillin wykorzystał chwilę zaskoczenia, cofnął się kawałek, odskakując od biegnącego Levionusa i płynnym ruchem wykonał mały młynek Leineliengiem prostopadły do podłoża, który pozbawił Maga lewej dłoni wraz z kawałkiem przedramienia.
Kolejne wrzaski rozdarły powietrze. Jeden należał do mężczyzny bez dłoni, który teleportował się, zaś drugi do Levionusa nacierającego z furią w oczach.
Fillin postawił miecz i położył ostrze na klindze wroga po lewej stronie. Pozornie nie blokowało to nic, jednakże uniemożliwiało wykonanie cięcia w lewo, gdzie karczmarz przemieścił się, wykonując zarówno zejście z linii natarcia jak i półobrót, stając ramię w ramię z Levionusem. Cofnął się o krok, a jego przeciwnik wykonał jeszcze dwa kroki do przodu, co go uratowało, ponieważ oberżysta wykonał obrót Leineliengiem nad głową pod lekkim kątem tak, że rozciął przeciwnikowi kark na małej głębokości. Jeden krok mniej, a pozostałaby mu tylko połowa szyi przyczepiona do ciała.
Levionus z sykiem odwrócił się do Fillina.
-To jeszcze nie koniec-warknął, stając w pozycji bojowej, a Fillin zaczął śmiać się radośnie, co wpędziło wroga w jeszcze większą złość.
-Nie wątpię i popieram, były druhu. To jeszcze nie koniec-zaśmiał się ponownie, gotując się na odparcie ataku.
 
Alaron Elessedil jest offline  
Stary 17-02-2008, 00:52   #30
 
Panda's Avatar
 
Reputacja: 538 Panda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodniePanda jest jak niezastąpione światło przewodnie
Avarin Ronin

Kostur podciął Ronina, który chwilę później leżał na ziemi. Przy upadku odczuł ile ma kości i gdzie się znajdują. Lekko mu dech zaparło. Całe szczęście Mag ruszył na Filliana. To dało trochę czasu Avarinowi.
Mroczny leżał, najprawdopodobniej połamany... Chłopak wiedział, że ten Elf do niczego się nie przyda... No cóż... Taka rasa, mało gada, mało robi i jeszcze potrzebuje pomocy... Ale to zaraz, najpierw mag.

Avarin przełożył ręce za głowę i zwinnym ruchem podbił się do góry, stając od razu na nogach. Sięgnął po swoją katanę, łapiąc ją ostrzem do dołu. Znał taktykę Maga i wiedział już co zrobić...
Stał czujny, rozglądając się dookoła. Ostrze katany układało się wzdłuż ręki. Lewa dłoń sięgnęła po wakazashi. Wyczulił wszystkie zmysły by jak najszybciej zareagować.
Gdy tylko Mag pojawi się za samurajem ten blokuje jego atak wakazashi a sam wykonuje pchnięcie kataną, która ma przejść pod rękawem kimona i wbić się w okolicy mostka. Cios wyprowadzony w ten sposób wejdzie pod mostek raniąc płuca. Gdy tylko poczuje opór ze stroni żeber (tych od strony pleców) wykonuje cięcie by rozorać Maga.
 
Panda jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 05:18.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169