Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 05-02-2008, 13:43   #1
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Reputacja: 17782 Alaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputacjęAlaron Elessedil ma wspaniałą reputację
Serce Nocy

Fillin siedział w gospodzie, patrząc jak jego druh znika na schodach, prowadzących do pomieszczeń sypialnych, po czym zestawił z lady pusty kielich po winie.
-Pavinionie! - zawołał, a z zaplecza wyszedł wysoki, blond włosy Elf.
-O co chodzi? – zapytał, a po stosunku z jakim odnoszą się do siebie widać było, iż nie jest to stosunek pracodawca-pracownik, a raczej kolega z pracy.
-Czy mógłbyś sprzątnąć ten kielich? - zapytał Fillin, tempo wpatrując się w podarowany artefakt.
-Oczywiście, ale czy tylko po to mnie wezwałeś?
-Zastąp mnie przy ladzie – odparł Fillin wychodząc zza baru, po czym uniósł Wisior Prawdy na wysokość oczu, a następnie wyszeptał:
-Czy jest tu kompetentna osoba do wykonania misji? – dalej spoglądał przez szafir, lecz nic się nie zmieniło.
Karczmarz skrzywił się i spróbował jeszcze raz, domyślając się, że zadał nieodpowiednie pytanie.
-Jaka jest najbardziej kompetentna osoba do wykonania tej misji? – wyszeptał ponownie, a obraz zmienił się. Przezroczysty szafir wyglądał teraz jak najzwyklejszy w świecie kamień o niebieskiej barwie. Był całkowicie nieprzezroczysty, dlatego też Fillin mógł się w niego wpatrywać bardzo długo, ale by nic nie zobaczył.
-Przeklęty kamień – warknął oberżysta i odstawił artefakt od oczu, zaś kamień ponownie stał się przezroczystym szafirem. Fillin spojrzał ze zdziwieniem na przedmiot i dopiero teraz zrozumiał, że była to odpowiedź.
Nie ma tu nikogo, kto mógłby się podjąć tego zadania.
Karczmarz spojrzał z wyrzutem na stworzenia w jego gospodzie, po czym wziął klucz do swojego pokoju, skinął głową Pavinionowi i poszedł na górę.
***
Rankiem Fillin wyszedł z gospody wczesnym rankiem, by zacząć poszukiwania, które miały być do wieczora zakończone.
Alaron się wścieknie, jeżeli tego nie zakończę – pomyślał kierując się w stronę najwyższej wieży w mieście. Niestety była to wieża strażnicza.
Karczmarz skierował się główną ulica do Ratusza, zaś kiedy stał przed jego bramami, skręcił w prawo, obchodząc budynek, do którego przyczepiona była właśnie wieża. Wejście do niej usytuowane było po przeciwnej stronie wejścia do Ratusza, a kiedy zbliżał się do drzwi, zatrzymało go dwóch strażników.
-Tam nie ma wstępu – odezwał się jeden, zagradzając halabardą przejście.
-Czy mam ci przypomnieć co i z kim zrobiłem kiedy ty srałeś w pieluchy? – warknął wściekle Fillin, posyłając strażnikowi stalowe spojrzenie.
-To jest właściciel „Trzech Monet” – odezwał się drugi, blednąc na twarzy, gdyż każdy wiedział kim był właściciel zanim wykupił starą, spróchniałą karczmę, którą zamienił na najlepszą oberżę w mieście.
-Zapraszamy do środka panie pułkowniku – odezwał się szybko pierwszy wartownik również będąc białym jak ściana. Otworzył Fillinowi drzwi, a ten wszedł do środka, zaczynając wspinać się po schodach prowadzących spiralnie w górę.
Dopiero po minucie wspinaczki po wąskich, niskich schodach, dotarł na sam szczyt. Zbliżył się powoli do balustrady i powtórzył pytanie zadane poprzedniego dnia w karczmie. Szafir po raz kolejny przybrał wygląd niebieskiego kamienia, z którym mężczyzna chodził dookoła, trzymając się krawędzi.
Po wykonaniu pełnego obrotu zaklął i już miał zejść na dół, gdy nagle pojawiła się malutka, złota postać, chodząca poniżej.
Tylko jeden, ale dobre i to – pomyślał, zbiegając po schodach z taką prędkością, że o mały włos nie zleciał z nich. Wiedział, że nie zdoła odnaleźć złotej postaci w tej gęstwinie ludzi, więc zadał kolejne pytanie.
-Jaka jest najkrótsza droga do istoty, którą przed chwilą widziałem na szczycie wieży? – zapytał nie zaprzestając biegu, a artefakt na złoto oznaczył szlak.
Wypadł z wieży jak pocisk, wpatrując się w złotą linię , rysującą się na niebieskim kamieniu. Wpadł na targowisko, przepychając się wśród oburzonych ludzi, pokrzykujących na niego, lecz on nie zwracał na to uwagi, zaś kiedy znalazł się po drugiej stronie targu, dostrzegł złotą postać.

Valar:

Zadziwiające było to, jak wiatry losu potrafią miotać człowiekiem. Najprostszym przykładem byłeś ty. Nie dawno na „drugim końcu świata”, zaś nie dawno przypłynąłeś statkiem handlowym. Dziwne, że kapitan nie chciał opłaty za pasażera, ale to działało tylko na twoją korzyść.
Szczęście dopisywało ci dalej, gdyż zabrałeś się z portu, karawaną, jadącą prosto do miasta, droga była krótka, lecz podczas przejazdu szczęście zaczęło cię opuszczać.
Tak to jest z wyrokami kapryśnej Sylliny, bogini szczęścia, która szybko nudzi się obdarzaniem łaski jednej osoby.
Tuż przy Calahanie na karawanę napadła banda… ludzi poszukujących łatwego zarobku. Rozbójnikami ani złodziejami ich nazwać nie było można, ponieważ jedyne zagrożenie jakie od nich płynęło, to zalanie wymiocinami z zapitych pysków oraz zasmrodzenie przepoconymi ciałami.
Niby było ich ponad trzydziestka, niby mieli coś, co miało być mieczami, a przypominało brązowe listwy podłogowe oraz jakiś kawałek drewna z nitką, co miało imitować łuk, ale Syllina musiałaby z was wyjątkowo zakpić, by któryś z nich trafił.
Zatoczyli się na drogę, bo inaczej tego nazwać nie można. Konie zaczęły parskać od bijącego odoru.
Niestety jeden z odrażających pijaków zapragnął twoich butów, które zauważył, ponieważ siedząc przy woźnicy, miał je na wysokości twarzy. Stanął chwiejnie, zezując na jednego buta i chuchając z pożądaniem, po czym zaczął go ściągać, więc bezceremonialnie kopnąłeś do w twarz.
Pijaczyna zwalił się do tyłu, puszczając twój but i leżał tam pozbawiony przytomności. Wszystkie menelki tępo spojrzały na swojego towarzysza, w którego wpatrywali się przez około dziesięć sekund i zapewne wpatrywaliby się dalej, gdyby karawana nie ruszyła.
Banda zapitych twarzy ryknęła wściekle, rzucając się na ciebie z „mieczami”. Co prawda wyglądały tak, jakby miały rozpaść się przy mocniejszym podmuchu wiatru, ale wolałeś nie ryzykować, szczególnie, że były obficie pokryte rdzą. W przypadku skaleczenia mogło wdać się zakażenie i śmierć gotowa, dlatego też zeskoczyłeś z powozu przed swoich przeciwników.
Zdołałeś uderzyć tylko raz, gdyż trafiony pięścią w nos pijaczek, przewrócił się na kompanów z tyłu, który jak kostki domina upadali na ziemię. Niestety kilku trafiło pod koła powozów, kończąc żywot, zaś reszta leżała na ziemi nieprzytomna.
Tutaj właśnie szczęście całkowicie się zakończyło, ponieważ całe zajście widzieli strażnicy. Pojawili się nie wiadomo skąd, celując w ciebie z kilku kusz.
Wiedziałeś, że atak byłby samobójstwem, a z pewnością samobójcą nie byłeś, więc poddałeś się, szukając dogodnej chwili na ucieczkę. Niestety nie zdarzyła się. Od razu związano ci ręce za plecami i tak otoczony pierścieniem żołnierzy, wszedłeś do miasta.
Byli to porządni ludzie i kapitan oddziału od razu wytłumaczył ci, że zaprowadzą cię do budynku sądu, gdzie będziesz miał możliwość wytłumaczenia się.
Minęliście budynek, wyglądający na Ratusz z przyczepioną wysoką wieżą strażniczo-obserwacyjną, a następnie weszliście na targ. Przedzieraliście się z trudem przez całą masę ludzi, aż w końcu wyszliście z placu handlowego, zaś ulice znacznie się przerzedziły.
Teraz szedłeś do budynku sądu, wspominając jak Syllina potwornie z ciebie zażartowała, podsyłając ci tychże pijaczków.
-Stójcie! - krzyknął ktoś za ich plecami, a wszyscy jak na sygnał odwrócili się, zaś cały oddział zasalutował.
-Witamy pułkowniku! W czym możemy służyć? – odezwał się kapitan.
-Za co zatrzymaliście tego oto mężczyznę? – zapytał, a ty zobaczyłeś, iż jest to wysoki, dobrze zbudowany człowiek ze zmierzwioną czupryną. Wydawał się nie starszy niż dwadzieścia lat, a jednak jego oczy biły nieugiętą, stalową wolą i stanowczością. Często można było zauważyć takie spojrzenie u generałów.
-Za wielokrotne zabójstwo, pułkowniku! – zameldował kapitan.
-Kapitanie, nie mówcie mi tu tym językiem, tylko powiedzcie swoimi słowami – powiedział głośno i wyraźnie.
-Swoimi słowami? Usłyszeliśmy wściekłe krzyki, więc wziąłem oddział i pobiegliśmy tam. Jechała karawana, więc pomyśleliśmy, że to napad, a kiedy byliśmy na miejscu, zobaczyliśmy jak około trzydziestu pijaków wali się na ziemię, z czego nie wiele mniej niż połowa, pod koła wozów – zrelacjonował, kończąc salutem.
-Kapitanie, w ten sposób owy człowiek oddał mi przysługę. Przecież każdy wie, że nie toleruję burd w mojej karczmie, a tacy tylko je wywołują. Nie mogę ich wywalić, bo nie mam takiego prawa. To jak będzie, przymkniecie oko na całe zajście? – zapytał z niezmienną miną.
-Nie wiem czy możemy… - zaczął dowódca.
-Kapitanie, teraz nie mówię do was jako przełożony. Jest to prośba nieoficjalna i tym bardziej byłbym wdzięczny, jeżeli byście pomogli. To jak będzie? – zapytał, posyłając niepokojące łobuzerskie spojrzenie, które podkreślał taki sam wyraz twarzy.
-Uwolnić więźnia – rozkazał kapitan, wiedząc, że pułkownik może wydać rozkaz, a oni będą musieli go wypełnić.
-Dziękuję, kapitanie. Po służbie zgłoście się wszyscy do „Trzech Monet”. Kolejka najlepszego, krasnoludzkiego piwa z wkładką, jakie mam. Dla wszystkich oczywiście – mruknął, a oczy zaczęły mu się śmiać, po czym skinął ręką na ciebie, więc ruszyłeś. Możliwe, że w ten sposób wymigałeś się od celi.
Poprowadził cię uliczkami, aż w końcu doszliście do ładnego budynku karczmy, do którego zaprosił gościa.
-Mam jeszcze dla ciebie jeden darmowy nocleg. Korzystaj póki możesz – wyszczerzył się radośnie, po czym wyszedł.

***
Wieczorem Fillin wrócił z zasępioną miną, gdyż oprócz mężczyzny, którego wyciągnął od strażników, nie udało mu się znaleźć nikogo. Zobaczył owego mężczyznę, siedzącego prze stole, ale szybko stanął za ladą, wyjmując Wisior.
Bez nadziei w głosie wyszeptał to samo pytanie i ku jego zdumieniu pojawiły się trzy dokładne obrysy postaci, wypełnione złotem. Opuścił artefakt i zobaczył, że wskazuje on Mrocznego Elfa i, samuraja.
-Mam trójkę – mruknął do siebie, ale wiedział, że musi ich powstrzymać przed wyjściem.
-Cisza na chwilę! – krzyknął radośnie, a w karczmie zapanowała idealna cisza.
-Dziękuję – uśmiechnął się, po czym dodał:
-Wy troje, podejdźcie tutaj. Kolejka dla was. Na mój koszt – uśmiechnął się szeroko, a gwar rozpoczął się ponownie. Fillin wrzucił kilka monet, z własnej kieszeni, do kasy.
-Pavinionie, trzy razy duże krasnoludzkie! – krzyknął, a za chwilę z, zapewne, zaplecza, wypadł blond włosy Elf i rozstawił kufle.
-I jeszcze jedno, Pavinionie, przypomnij mi, że mam ci dać podwyżkę – zaśmiał się szczerze, a tamten odwzajemnił uśmiech i klepnął przyjaźnie pracodawcę w plecy, znikając za drzwiami, a oberżysta podszedł do stolika, przy którym siedziała grupa Gnomów.
-Mości panowie, czy raczyliby panowie przesiąść się do innego stolika? – zapytał grzecznie, a oni spojrzeli po sobie, wzruszając ramionami. Wstali nagle i przesiedli się, zaś Fillin wskazał trójce ten stolik. Specjalnie wybrał stolik w kącie, gdzie panowało trochę ciemności.
-To miejsce zostawcie wolne – powiedział karczmarz, zostawiając jedno wolne miejsce, najbardziej w kącie i najbardziej zacienione.
Oberżysta uśmiechnął się radośnie, siadając za ladą.

Pół godziny później z piętra zeszła wysoka postać w czerni.
-Znalazłeś? – zapytał.
-No ba! – zaśmiał się, oddając Wisior.
-Gdzie są?
-Zgaduj, zgadula!
-Nie denerwuj mnie – zaśmiał się mężczyzna, podnosząc artefakt na wysokość oczu.
-Miało być troje, jest pięcioro. Nic to, nawet lepiej, tylko czemuś ich tak porozsadzał? – zapytał z błyskiem w oku.
-Jak to pięcioro?
-Sam zobacz – Fillin spojrzał i rzeczywiście zobaczył trzy złote postacie siedzące razem i dwie siedzące nie daleko przy wyjściu.
-Zaraz ich zawołam – wymamrotał, oddając Wisior, a mężczyzna w czerni usiadł przy stoliku.
-Tak, Fillin dobrze wie co lubię.

Revan:

Wchodzisz do karczmy, gdzie zamierzałeś obmyślić plany poszukiwania, zaś po niespełna godzinie, wpadł jakiś mężczyzna. Bardzo ponury, miał jakieś zmartwienie.
Nagle mężczyzna okazuje się karczmarzem, który od tak sobie uciszył wszystkich dwoma, czy trzema słowami, nie musząc się powtarzać, a następnie stawia ci kolejkę i zaprasza do stolika z dwoma nieznajomymi. Niebywałe. Nie mniej jednak wolisz posłuchać radosnego oberżystę, dopóki jeszcze jest radosny, bo kiedy przestanie, może bez trudu, jednym słowem, zabić się, tak jak każdego innego, gdyż cała karczma słuchała się go, a nie brakuje tu Krasnoludów. Jest nawet dwóch Trolli.
Z nim nie warto zadzierać – doszedłeś do wnioski, kiedy przysiadł się jakiś mężczyzna w czerni. Nie było widać jego twarzy, a czerń w kapturze wydawała się magiczna, przez co nie mogłeś dostrzec nawet oczu nieznajomego.
Do tego za chwilę gospodarz, którego mężczyzna nazwał Fillinem, przyprowadził dwie kobiety.

Avarin

Zatrzymałeś się w karczmie, by odpocząć po długich wędrówkach, lecz nie zamierzałeś ich przerywać. Musiałeś to znaleźć. Tylko gdzie iść?
Nagle karczmarz uciszył całe zgromadzenie kilkoma słowami, a następnie postawił ci piwo i zaprosił do stolika, przy którym usiadło jeszcze dwóch innych mężczyzn, zaś po pół godziny dosiadł się jeszcze jeden, o wiele bardziej tajemniczy.
Jakby tego było mało, Fillin przyprowadził dwie kobiety.

Valar:

Karczmarz był bardzo dziwnym człowiekiem. Potrafił uciszyć zgromadzonych jednym słowem, pozostając uśmiechniętym i grzecznym.
Tą opinię wzmocnił fakt, że zaproponował ci piwo z dwoma innymi jegomościami, zapraszając do stolika, zajętego uprzednio przez gnomów.
Nie mniej jednak dziwy na dzisiaj się nie skończyły, ponieważ przysiadł się kolejny mężczyzna, o wiele bardziej tajemniczy, zaś oberżysta przyprowadził jeszcze dwie kobiety.

Miya, Paks:

Paksenarrion pojawiła się w karczmie wcześniej niż Miya i zajęła miejsce. Słonko weszła dosłownie kilka minut po niej, lecz obie zauważyły karczmarza, rozmawiającego z jakimś mężczyzną w czerni. Mimo iż nie widać było twarzy, każdy mógł zauważyć płeć postaci, chociażby od bijącej od niego aury.
Chwilę później przestali rozmawiać, a mężczyzna w czerni usiadł gdzieś przy stoliku, zaś karczmarz podszedł do Paks.
-Pani wybaczy, jest pani zaproszona do stolika, tak jak pani, zapraszam – zwrócił się również do Miyi. Był bardzo przystojny i wyglądał na nie więcej niż dwadzieścia lat, więc postanowiłyście dowiedzieć się o co chodzi i przysiadłyście się do stolika, przy którym siedzieli czterej mężczyźni, w tym jeden w czerni.

Mężczyzna rozsiadł się wygodnie w krześle.
-Zastanawiacie się dlaczego jesteście tutaj razem. Otóż z powodu tego – wyciągnął artefakt.
-To jest Wisior Prawdy. Pokazuje prawdę niezależnie od zaklęć chroniących obiekt. Żaden artefakt nie jest w stanie ukryć przed nim prawdy, a wystarczy tylko zadać pytanie, żeby poznać odpowiedź. Pytanie jednak musi być zadane właściwie. W ten sposób mogę się dowiedzieć wszystkiego.
Tym sposobem zostaliście wybrani.
W takim razie zapytacie: „Do czego zostaliśmy wybrani?”. Elfy Wysokie coś knują. Prawdopodobnie próbują połączyć artefakty, a jeżeli nie słyszeliście nigdy o przyczynie ukształtowania południowych wysp Elfów, to opowiem. Miało to miejsca na długo przed moim urodzeniem, bo około 10 000 lat temu. Wtedy to właśnie Wysokie Elfy z wysp, które wcześniej były jednym półwyspem, zdecydowały odizolować się od reszty ludów. Nawet wiedziały co zrobić. Rada Najwyższych Magów zdecydowała się użyć Kuli Burz, Ostrza Wichrów i Talizmanu Piorunów. Są to artefakty tak potężne, że tylko potężny Mag dałby radę użyć jednego, zaś łączenie trzech o tak ogromnej sile jest prawie niemożliwe, a jednak tego dokonali. Gdy połączyli moce artefaktów rozpętała się burza tak potężna, że można było pomyśleć, iż cały półwysep jest przedsionkiem piekieł. Wszystkie Wysokie Elfy połączyły swoje siły magiczne, ale nawet to było za słabe i artefakty wymknęły się spod kontroli i utworzyły Burzę Wieków. Udało się zapanować nad przedmiotami i nakazywać piorunom uderzać w brzegi, tworząc klif zwany Shildal’ar, co znaczy po prostu Wielki Klif
– zrobił przerwę na zastanowienie się. Aura unosząca się wokół niego nie dawała nikomu nic powiedzieć, a nawet westchnąć.
-Tak, studiowałem język Pierwszych Elfów i to od niego wywodzą się nazwy, a przynajmniej jakaś ich część – mruknął, po czym ponownie się zamyślił, a dalszą opowieść podjął dopiero po około minucie milczenia.
-Utworzyli cały Klif, jednakże kiedy mieli dezaktywować artefakty, one ponownie wymknęły się spod kontroli. Trwało to zaledwie dziesięć sekund, a potężne pioruny uderzały w półwysep, oddzielając lądy, które tworzyły wyspy oraz jeden półwysep. Burza była tak ogromna, a pioruny tak potężne, że podzieliły wyspę Elfów Celtyckich - Dulin na Dylin i Furin. Była ona oddalona o kilkadziesiąt mil. Dziesięć sekund.
Magom udało się ponownie przejąć kontrolę, ale to był już ostatek sił całego narodu, pozwalający na zaledwie kilka sekund, które wystarczyły na dezaktywację.
Nie mniej jednak wtedy wyspy i półwysep były na tyle blisko siebie, że były połączone mostami.
Jednakże przeklęte Elfy myślały, że są wszechpotężne i ponownie połączyły artefakty, bo izolacja nie była pełna. Można było do nich wlecieć drogą powietrzną. Najpierw zabawili się Naturą, potem postanowili pobawić się Żywiołami.
Połączyli Ostrze Wichrów, Amulet Ziemi, Zasłonę Wody oraz Język Płomieni. Tym razem wiedzieli co robią bardziej i o wiele mocniej trzymali artefakty, które mimo wszystko pod koniec wyrwały się spod kontroli i odsunęły lądy od siebie, niszcząc mosty. Ostatkiem sił dezaktywowali artefakty, będąc o włos od śmierci i postanowiły już nigdy nie łączyć artefaktów
– zakończył opowieść, ale nie zakończył mówić.
-Przeminęły pokolenia rozsądne i nastały głupie, przekonane o swej potędze bardziej niż ktokolwiek inny. Rzeczywiście, moc magiczna Elfów Wysokich jest niewyobrażalna dla zwykłego człowieka, ale nie są wszechpotężni – mówił coraz ciszej, a jego głos przemieniał się w złowrogi syk, ukazujący jego złość, zaś nawet Trolle spojrzały na niego niespokojnie.
-Niczego się nie nauczyli. Jeszcze nigdy las nie przemówił do mnie otwarcie, a jak wychodziłem z ziem Wysokich Elfów, otwarcie prosił mnie o pomoc – głos mężczyzny trząsł się ze złości, aż w końcu trzasnął pięścią w blat stołu tak, że ten jęknął żałośnie, grożąc pęknięciem.
-Szanuj mój stół Alaronie – zaśmiał się Fillin, żeby rozładować atmosferę.
-Bardzo śmieszne druhu – warknął.
-Najgorsze jest to, że nie mogę powiedzieć żadnemu z Druidów, a tylko oni nie są na tyle zaślepieni, by usłyszeć rozpacz lasów. Nic by nie zdziałali prócz gróźb i próśb, a to tylko dodatkowo zmotywuje Wysokie Elfy do działania – zamilkł, ale jasnym było, że jeszcze coś powie.
-Obawiają się mnie i Silvarina, a szczególnie mnie, dlatego wyrzucili mnie ze swoich ziem. W ten sposób mają pewność, że nie pokrzyżuję im planów. Prawie mają rację, bo nie mogę dostać się przez zasłonę. Tylko oni mogą ją otworzyć od wewnątrz, ale jest pewien artefakt. Nazywa się Serce Nocy. Dzięki niemu będzie można wejść na ich ziemie i tu właśnie otwiera się druga część zadania. Pomogę wam w przemianie w Elfy Wysokie, będziecie wyglądali tak jak one, jednakże dalej będziecie mieli swoje fizyczne właściwości. Zmieni się wam jedynie wygląd wewnętrzny.
Wejdziecie tam i spróbujecie nakłonić Radę Najwyższych Magów do zmiany zdania. Podacie się za Druidów, kapłanów Niralli, która przekazała wam, jako członkom narodu Wysokich Elfów, instrukcje, by zaniechali tej próby. Dodatkowe argumenty podam wam później, a gdyby się nie zgodzili, trudno, mój sojusz i sojusz Silvarina nie jest aż tak ważny jak natura. Wtedy wejdziemy my
– mówił, a w tym czasie Fillin wyszedł zza lady, przysłuchując się.
-Tak, znając skłonność Wysokich, do ustępstw, mogę już ostrzyć Leinelienga – mruknął ponuro karczmarz, wpatrując się w podłogę.
-Żebyś wiedział Fillinie, bo ruszasz z nimi – stwierdził, a oberżysta był tak zaskoczony, że nie wiedział co powiedzieć. Chęć rzucenia się na szyję Alaronowi walczyła z rozsądkiem. Wygrał ten drugi i karczmarz zaśmiał się.
-A niech cię, to dopiero prezent – zaśmiał się ponownie zacierając ręce.
-Czemu ty nie jedziesz? – dodał.
-Bo mam inne sprawy do załatwienia. Na północnym kontynencie…
-Silvarin!!! – ryknął śmiechem oberżysta.
-Jeżeli będziecie potrzebowali pomocy, przybędę. Wypowiedzcie tylko głośno i wyraźnie moje imię i nazwisko. Alaron Elessedil. Zapamiętajcie – mruknął sięgając do kieszeni płaszcza, z którego wyjął jeden amulet w kształcie ucha.
-Mówcie do tego – powiedział, kładąc przedmiot na stoli i posuwając go do Paks.
-A to, miejcie przy sobie – położył Wisior Prawdy i przesunął go do Miyi.
-Nie zgubcie tego. Najlepiej noście na szyi, bo łańcuszek jest chroniony zaklęciami przed zniszczeniem lub zerwaniem. Nie mniej jednak uważajcie na te przedmioty, bo Wisior jest potężnym artefaktem, ale nie wymaga użycia sił magicznych, tak jak chociażby Ostrze Wichrów.
Teraz dlaczego powinniście iść. Bo jeżeli nie pójdziecie, a Wysokie Elfy zrobią swoje, natura zacznie ginąć, aż w końcu zniknie wraz z żywiołami. Nawet Anioły i Demony znajdujące się na ziemi, nie przeżyją
– spojrzał na każdego z nich, a wzrok na chwilę zatrzymał na Miyi.
-Masz Wisior Prawdy i strzeż go – po tych słowach spojrzał na Avarina, lecz nic nie powiedział. Następnie popatrzył na pozostałych.
-Jeżeli macie jakieś pytania, zadajcie ja teraz – powiedział ze spokojem, który zawsze utrzymywał się w jego duszy i mało co było w stanie wyprowadzić go z równowagi. To podkreślało powagę sytuacji, ale nie było żadnej gwarancji, że słyszeli o nim, chociaż już stał się żywą legendą.
 

Ostatnio edytowane przez Alaron Elessedil : 05-02-2008 o 13:53.
Alaron Elessedil jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 07:42.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169