Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 29-02-2008, 18:05   #1
 
Kamushi's Avatar
 
Świat Zjednoczonych Ras - Unitatis (18+)

Pamiętajcie ,że w sesji piszemy w 3ciej osobie.

Yennefer Alvarado

Od czasu swej tułaczki po mieście gdzie zostałaś wciągnięta przez portal próbowałaś sobie przypomnieć zdarzenia z przeszłości. Choć ich zarysy tłumiły ci się w głowie, nigdy nie mogłaś całkowicie sobie ich przypomnieć. Elf, którego poznałaś po dotarciu do tej niezwykłej krainy był dla ciebie bardzo miły. Pomógł ci w poznaniu sztuki magii i nauczył cię jak przetrwać w dziczy. Pewnego dnia budząc się w waszej chatce, zauważyłaś ,że na łóżku nie ma elfa. Bardzo się przeraziłaś ponieważ był dopiero wczesny poranek, a on zawsze budził się chwilę przed południem. Wybiegłaś na zewnątrz aby go poszukać i ze strachem spostrzegłaś wojów króla, okładających pięściami elfa po całym ciele. Szybko schowałaś się przestraszona za drzewem i spoglądałaś na tą scenę z ukrycia. Słyszałaś przeraźliwe jęki i krzyki strażników: "ZDRAJCA!! ZAPŁACISZ ZA ZDRADĘ KRÓLA!!". Spojrzałaś ponownie na tą scenę i ujrzałaś straż ciągnącą elfa po ziemi. Nie wyszłaś z ukrycia, aby pomóc swemu przyjacielowi. Czułaś ,że twoje nogi są sparaliżowanie ze strachu. Gdy strażnicy zniknęli ci z pola widzenia, pobiegłaś do chaty i bez namysłu zabrałaś różne przedmioty potrzebne do podróży. Do tej pory polegałaś na elfie, ale to teraz on potrzebuje twej pomocy i nie chcesz go zawieść. Wyruszasz w podróż swego życia...


Gregorius von Drake

Rada wybierając ciebie jako najsilniejszego i najlepszego krasnoluda, wiedziała ,że nadejdzie taki czas gdy trzeba będzie takowego wysłać na pomoc sojusznikom. Zostałeś królem krasnoludów tylko dzięki swej potędze i sile woli. Gdy twój kraj zrozumiał ,ze kraina Unitatis jest w niebezpieczeństwie, wybrał ciebie na przedstawiciela z Krainy Krasnoludzkiej. Ty jako król nie mogłeś odmówić takiej prośby więc pośpiesznie zabrałeś wszystkie potrzebne przedmioty i wyruszyłeś na pomoc Unitatis. Gdy przeszedłeś przez portal zauważyłeś dwóch strażników stojących przy nim. Oni bez słowa złapali cię, zabrali ekwipunek i zabrali do lochów zamkowych. Gdy prowadzili cię, zapytałeś: "Ej!! Gdzie wy mnie niesiecie!!?? Puszczajcie mnie łobuzy!! Nie wiecie z kim zadzieracie!!" Oni nic nie odpowiedzieli i wrzucili cię do celi w której siedział inny człowiek. W celi siedziałeś tylko dzień, ponieważ obaj znaleźliście sposób jak się wydostać z tej nory. Wysunęliście jedną cegłę, a inne zaczęły się przewalać.

Uciekliście szybko do lasu i natrafiliście na skrzyżowanie. Ty poszedłeś w inną stronę a on w inną i tak skończyła się wasza współpraca. Idąc samotnie przez las spotkałeś piękną kobietę. Była ona Człowiekiem, a jej imię brzmiało Yennefer...

Duncan MacAlpine

Podążając za gnomem wiele myślałeś o całym tym zdarzeniu. Gnom kazał ci przeciskać się przez kilka tuneli gdyż nie lubił otwartej przestrzeni. Gdy dotarliście do ostatniej, a zarazem największej jaskini gnom zaniepokojony wyciągnął swoją broń i szepnął: "Trzymaj się blisko mnie". Ty jak posłuszny chłopiec przysunąłeś się troszkę bliżej gnoma i stanąłeś za nim. Gdy szliście, w połowie drogi zaatakowały was dziwne zielone stworzenia a gnom krzyknął: "Gobliny!".

I Zaczął je okładać swym młotem. Ty nie wiedząc co robić zacząłeś machać rękoma w stronę potworów, spostrzegłeś ze zdumieniem ,ze wystrzeliwują z nich nieduże ogniste kulki. Wystraszony odszedłeś na bok i usłyszałeś: "Mag Ognia!! Jesteś magiem ognia!! Czemu nic nie mówiłeś?? No przegoń je!" krzyczał gnom. Ty nie wiedząc jak to zrobić ponownie zacząłeś tak samo wymachiwać pięściami, ale nic się nie działo. Gnom zabił wszystkie gobliny a ciebie pośpiesznie pociągnął za rękę i zaprowadził do bardzo dziwnej wieży. Okazało się ,że mieszkał w niej człowiek bardzo podobny do ciebie, lecz starszy. Przestraszony nie wiedziałeś co rzec w jego obliczu więc usiadłeś na krześle i czekałeś na jego pierwsze słowa...

Seren "Wilczka"



Już minęły cztery lata odkąd odeszłaś od przybranego ojca. Radzisz sobie świetnie sama, a pomaga ci twój przyjaciel a zarazem towarzysz Papy. Papy był wilkiem, nierozłącznym przyjacielem Wilczki. Pewnej nocy usłyszałaś jęki i krzyki... Nauczyłaś się słyszeć drzewa tak więc od razu rozpoznałaś ,że to one płaczą. Szybko wstałaś z fotela na którym siedziałaś, wzięłaś swoją broń, i nałożyłaś druidzki medalion i wybiegłaś z domu. Gdy coraz bardziej zbliżałaś się do celu, zaczynałaś słyszeć także brzdęki mieczy. Po dotarciu na miejsce zauważyłaś grupę różnych istot, które urządziły sobie pojedynki na łonie natury, raniąc przy tym roślinność. Wpadłaś w furię i podnosząc rękę w stronę grupy, wymamrotałaś słowa niesłyszalne dla ludzi. Z twojej ręki wystrzelił Silny strumień powietrza i zmiótł istoty z dala od lasu. Wiedziałaś ,że nie był to ostatni raz ,ponieważ przychodzą oni tutaj często pomimo twojego nastawienia. Wiedziałaś ,że jest tylko jeden sposób na pozbycie się ich... Musiałaś zmusić króla ,aby zakazał wstępu do lasu. Nie mogłaś tego zrobić sama więc najpierw udałaś się do karczmy w mieście uprzednio zmieniając wygląd. Potrafisz to robić dzięki swemu pochodzeniu.
 

Ostatnio edytowane przez Kamushi : 29-02-2008 o 20:42.
Kamushi jest offline  
Stary 29-02-2008, 23:54   #2
 
8Draco8's Avatar
 
- Och witaj zacna Pani - rzekł strudzony krasnolud widząc na swej drodze piękną panią.
- Zapytam nieśmiale, jak brzmi twe imię i skąd przybywasz Madam?
 
__________________
Nie należy ufać ludziom to się zawsze żle kończy .... dla nich :]
8Draco8 jest offline  
Stary 01-03-2008, 02:30   #3
Konto usunięte
 
Midnight's Avatar
 
Wilczka uwielbiala magiczne chwile nocy, gdy wraz z Papym siadala przed malym kominkiem i rozkoszowala sie podgrzanym uprzednio mlekiem z odrobina miodu lesnych pszczol. Wszystko wydawalo sie o wiele prostrze. Las spiewal swa odwieczna piesn o zyciu i towazyszacej mu smierci. Wsluchana w jej slowa wychwycila niespodziewanie zaklucenie. Gdzies w poblizu czesc drzew krzyczala z bolu. Papy nerwowo zastrzygl uszami gdy zerwala sie z bujanego fotela lapiac pospiesznie swoj kij.

- Musimy isc.. Las placze.

Wyjasnila towarzyszowi wybiegajac na spotkanie mroku. Biegla gnana strachem. Jej stopy odziane w miekkie trzewiki nie czynily halasu ni szkody poszyciu. Lesna zwierzyna nie uciekala przed nia bo i niczego zlego nie mogla sie po niej spodziewac. Byla tu juz dlugo, znala kazdy zakatek i szczerze kochala. Teraz ktos ponownie osmielil sie niszczyc to co najpiekniejsze. Szczek stali uderzajacej o stal. Okrzyki mezczyzn podnieconych wlaka, a gdzies wsrod tego placz.. Rozpaczliwy placz i prosba o ratunek. Prosba kierowana do niej. Jak smieli. Ilez to razy zwracala sie z prosba do krola aby zakazal tego typu zabaw. Ilez to razy tlumaczyla mu bol i smutek jaki ogarnia las. Przez chwile byl spokoj, lecz tylko przez chwile. Teraz znow poczeli nawiedzac to swiete miejsce raniac stuletnie deby i ich mlode potomstwo. Nie dzisiaj.... Czujac w sobie wiare i zaufanie jakim obdarowala ja natura wyszla powoli zza zaslony drzew. Nie zauwazyli jej na samym poczatku, lecz jak dlugo mozna nie zwracac uwagi na mloda, skapo odziana istote stojaca niemal bezbronnie na skraju polany. To byli niemal sami mezczyzni. Roznily ich rasy z jakich sie wywodzili, lecz cos mieli wspolnego. Wlasnie teraz owo cos poczelo sie wnich budzic. Rozgrzani walka, podnieceni wspolzawodnictwem upatrzyli nowa ofiare. Ofiare?! Juz ona da im taka ofiare, ze nie beda wiedzieli gdzie maja....

- Szumie wiatru wsrod listowia urzycz mocy tej, ktora cie wola.

Wlosy lekko poczely jej falowac. Wyciegnela dlon przed siebie czujac jak jej cialo unosi sie zawladniete sila, ktora przywolala. Byla ogromna, wieksza niz kiedykolwiek. Usmiechnela sie widzac ich przerazenie. Zatem slyszeliscie o strazniczce tego przybytku. Dobrze.. Posmakujcie zatem jej gniewu.
Potezny podmuch wzniosl ich w powietrze. Slyszala krzyki, przeklenstwa, wreszcie.... cisze. Radosny usmiech zagoscil na jej ustach by po chwili przerodzic sie z ponury grymas. Tego juz bylo za wiele. Do tej pory prosila, niemal blagala. Wystarczy.

~ Wilczko..?

- Ruszamy.


Nie potrzebowala wracac do swej samotni gdyz przy sobie miala wszystko co bylo jej potrzebne. Przez chwile skupila sie na sobie, a jej rysy twazy i postura poczely sie zmieniac. Zamknela oczy, a gdy je wreszcie otworzyla byly one oczyma malej dziewczynki o wilczej aparycji. Jej ulubiona forma. Usmiechnela sie dosiadajac Pape'go.


~ Hmm... Gdzie zatem?

- Do miasteczka.

~ Jestes pewna?

- Mhm... Mam tego dosc Papy. Oni rania drzewa, a on nic nie robi... Ja... Ja musze cos wymyslic. Moze trafie na innych o takim jak ja zapatrywaniu. Tylko....


~ Nie znamy miasta, ani istot w nim zyjacych..

- Mhm...

~ Moze lepiej bedzie gdy najpierw odwiedzisz maga..?

Spojzala zaskoczona w dol, na swego towarzysza. Maga? Maga z wierzy? Ale...

- Wlasciwie... To chyba nawet po drodze.

~ Zatem ruszajmy.
 
__________________
[B]poza tym minął już jakiś czas, odkąd ludzie wierzyli w Diabła na tyle mocno, by mu zaprzedawać dusze[/B]
Midnight jest offline  
Stary 01-03-2008, 09:48   #4
 
Yenna's Avatar
 
Yennefer Alvarado [Yenna]
Była zrozpaczona... Nie wiedziała co robić... Musiała pomóc elfowi, ale nawet nie wiedziała gdzie jest. Otuliła się szmaragdową opończą, którą była okryta. Kruczoczarne włosy podtrzymywała skórzana opaska, a błękitne oczy utkwione były w jakimś drzewie. Przez kilka długich sekund stała tak, zanurzona we własnych myślach. W końcu otrząsnęła się z zamyślenia i zaczęła iść dalej, poruszając się cicho i bezszelestnie. Nie patrzyła przed siebie, bowiem wiedziała że nie musi. Gdyby ktoś był przed nią lub za nią wyczułaby go. Jednakże krasnoluda nie wyczuła, więc zobaczyła go dopiero wtedy gdy usłyszała jego słowa. Ręka odruchowo spoczęła na sztylecie, który znajdował się w pochwie po zewnętrznej stronie uda. Spróbowała łagodnie odczytać jego zamiary, jednocześnie mówiąc.
-A ja odpowiem niechętnie, że zwę się Yennefer Alvarado i pochodzę stamtąd.- lewą dłonią wskazała drogę za sobą.
 
Yenna jest offline  
Stary 01-03-2008, 12:35   #5
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
- Jakie szczęście, że trafiłem na Gartha - powtarzał co chwila Duncan, przeciskając się przez ciasne korytarze, które wydawały mu się dziwne jasne. - Sam bym tu zabłądził.
Gdy Garth wyciągnął broń Duncan poczuł się zaskoczony.
"Czyżby jakieś niebezpieczne zwierzęta?" - pomyślał.
Sam miał przez moment wrażenie, że czuje płynącą w jego stronę falę wrogości. Ale nie zdążył się zdziwić tym faktem.
"To ma być Świat Zjednoczonych Ras? Ładne zjednoczenie" - przemknęło mu przez głowę, gdy zielone stwory zaatakowały z wrzaskiem"
Niewiele myśląc machnął ręką i... wysłał w stronę napastników garść ognistych kulek.
"Jestem magiem?" - z zaskoczeniem skomentował słowa Gartha. - "Prawdziwym magiem ognia?"
Ale druga próba, mimo najwyższych wysiłków, nie powiodła się. Duncan z zawodem patrzył na swoje ręce. Dopiero po chwili chwycił kij, by wspomóc gnoma. Ale, na szczęście, Garth poradził sobie z tymi goblinami, które nie uciekły po ataku ognistymi pociskami.
- Nie mam pojęcia, co się stało - rozłożył bezradnie ręce na widok pełnego wyrzutów spojrzenia Gartha.
Gnom tylko pokiwał głową.

Dwie godziny później Duncan wkraczał siedział naprzeciw człowieka, który bacznie mu się przyglądał.
- To mag ognia - kończył swe opowiadanie Garth. - Ale taki jakiś dziwny...
Jego rozmówca uśmiechnął się.
- Rozumiem. Wiesz - spoglądał na gnoma - zajmę się nim. Da sobie radę...
Po serii podziękowań, pożegnań i uścisków dłoni Garth wyszedł, a Duncan spojrzał na gospodarza.
- Możesz mi coś opowiedzieć o tym świecie, magu?

Kolejne dni były mniej więcej takie same. Zaczynało się zawsze od prób myślowego porozumiewania. I chociaż często Duncana bolała po tym głowa, to większość przekazywanych mu przez mentora myśli potrafił odczytać, szczególnie jeśli dotyczyły niezbyt skomplikowanych problemów.
- To nie jest żadne czytanie w myślach - powtarzał mag, który kazał się zwać Steely. - Jesteś w stanie porozumieć się z kimś, kto ma podobny talent. Ja to nazywam 'myślomową'.
Duncan przypomniał sobie, że podobne określenie spotkał w jednej z książek. Pamiętał nawet, której...
- Natomiast odczytywanie cudzych myśli... - skrzywił się. - To bardziej bajka, niż prawda. Umysły istot rozumnych są tak skomplikowane, a istoty innych ras...
Pokręcił głową.
- Zdarza się tak, że odczytuje się pojedyncze myśli, ale na to za bardzo nie licz.
Potem była zabawa w przesuwanie. Duncan wysiłkiem woli przesuwał i podnosił małe przedmioty - monety, kostki, klucze, mały nożyk. Jego mentor przestrzegał go by nie próbował podnosić większych rzeczy.
- Masz za słaby talent - mawiał. - Zajmuj się tym, co umiesz najlepiej.
Największym, a może najciekawszym, sukcesem Duncana w tej dziedzinie było rozwiązanie sznurowadeł Gartha, który wpadł tego dnia z tradycyjną wizytą. Gnom zdziwił się co nieco, gdy po raz drugi musiał zawiązywać buty. Podejrzliwym wzrokiem spoglądał to na Duncana, a potem roześmiał się.
- Niezła sztuczka - stwierdził.
Od tego momentu Duncan zaczął pracować nad inną niespodzianką - rozwiązanie sznurowadeł i ponowne ich związanie... Niekoniecznie przy tych samych butach... I szło mu coraz lepiej...
Jako potencjalny mag ognia Duncan zajmował się najwięcej czarami związanymi z ogniem. I chociaż Steely nie był specjalistą w tej dziedzinie, to jego uwagi pomogły Duncanowi w stawianiu pierwszych kroków.
Zaczęło się od rzeczy podstawowej - rozpalania ogniska. I to w taki sposób, by przy okazji nie spłonęło pół lasu.
Ku zdziwieniu Duncana nie musiały to być wylatujące z dłoni płomienie (Duncan od razu przypomniał sobie płonącą kurtkę opryszka), ani rzucony z pewnej odległości ognisty pocisk. Mniej widowiskowe, a równie skuteczne, okazało się użycie samej myśli...
Duncan zabawiał się zapalaniem świec, podgrzewaniem wody w misce, oraz podgrzewaniem metalu. Co czynił, rzecz jasna, z bezpiecznej odległości, jako że rozgrzany metal był niebezpieczny również dla maga.
Duncan miał świadomość, że gdy rozwinie w pełni swój talent będzie mógł nie tylko rzucić kulę ognia, ale i stopić żelazo, tchnieniem ognia stopić piasek na szkło, a nawet wysiłkiem woli formować szkło, niczym wytapiacz w hucie.
Ale tego typu wyczyny były daleko przed nim.
- Nabierzesz wprawy - powtarzał Steely - wybierzesz się na pustynię i tam potrenujesz. Nie chcę stracić domu. Przywiązałem się do niego....

Duncan powoli przyzwyczajał się do nowego świata. Dziwne, wydłużone uszy po pewnym czasie przestały mu przeszkadzać, a zdolność widzenia w ciemnościach, typowa ponoć cecha elfów, bardzo mu się spodobała. Mimo długich godzin spędzonych na trenowaniu czarów dużo czasu spędzał na dworze. A gdy w piwnicy maga, pełnej różnych rupieci, przez lata tam gromadzonych, znalazł łuk, naprawił go i zaczął odświeżać nieco zapomnianą umiejętność.

Wyruszał właśnie po kolejną porcję czynnego odpoczynku, gdy stojąc w drzwiach do wieży ujrzał nieco dziwną parę - małą dziewczynkę o wilczym wyglądzie, dosiadającą pokaźnych rozmiarów wilka. Para zdawała się kierować w stronę siedziby maga.
- "Chyba będziemy mieli gości" - rzucił myślową wiadomość w głąb wieży.
 
Kerm jest offline  
Stary 01-03-2008, 18:11   #6
 
Kamushi's Avatar
 
Gregorius lekko zadziwiony zachowaniem Yenny usiadł na pieńku drewna i zaczął wypytywać ja o różne sprawy. Raz pytał, jaki jest ten świat, a następnie nie czekając na odpowiedź zadawał następne. Dziewczyna pośpiesznie odpowiadała na pytania zadawanie przez krasnoluda, a gdy skończył zapytała go, co robi w tym lesie. Krasnolud nie był zaskoczony takim pytaniem. Opowiedział dziewczynie całą swoją historię, o tym jak został królem i jak znalazł się w Unitatis. Opowieść ta trwała długo, gdyż Gregorius zawsze podczas opowiadania, opisywał każdy szczegół. Nawet te mało ważne. Yenna lubiła słuchać różne historie tak, więc siedziała cicho i słuchała uważnie krasnoluda. Była tak pochłonięta tym opowiadaniem i nie zauważyła, że krasnolud już ją skończył... Po chwili przerwy obaj podskoczyli ze strachu... Zza krzaków coś się wyłaniało i nie było to coś normalnego... Teraz musieli sobie nawzajem pomóc...

Kilkanaście kilometrów od tego zdarzenia, pewien mężczyzna zaparcie słuchał opowieści starca.

- Gdy się spotkaliśmy zapytałeś mnie od razu o Unitatis... Tak, więc posłuchaj mnie uważnie. - Mówił mag - Dawno temu między rasami trwały wojny i konflikty. Bogowie ras zmartwieni takim zachowaniem swych "dzieci" postanowili połączyć swe moce i stworzyć magiczny świat... Unitatis. Dawniej do Unitatis trafiały osoby, które brały udział w wojnach. Gdy tu docierali, zapominali swe dawniejsze czyny. - Mówił dalej starzec.
- Nie trwało to jednak długo. Xeros, bóg upadłej rasy, czyli Nieumarłych, zwrócił się naprzeciw innym bogom i postanowił przejąć władzę nad Unitatis. Jego siła nie równała się wszystkim bogom, ale on nie zważając na to postanowił ich zaatakować, niszcząc więź między nimi i równocześnie skazując ten świat na nieszczęście.
Rzekł ze smutną miną i postawił na stole kubek, który do tej pory trzymał.
- Nie zdołał ich pokonać, ale udało mu się uciec i dalej knuć plan zniszczenia dobra. Tak to wszystko prawda. - Dodał widząc zdziwioną minę młodzieńca.[/i]
- Krąży legenda, która głosi, że dawno temu jeden z bogów zstąpił na ziemię, aby ogłosić przepowiednię, a głosiła ona, że do naszego świata przybędzie czterech wybrańców, którzy wyzwolą nas od, Xerosa gdy on zdobędzie pożądaną siłę.
Mag nie lubił opowiadać tego momentu, ale uznał, że powinien przekazać dla młodzieńca całą swoją wiedzę na temat świata, w którym teraz się znajdują.
- Xeros jest, co raz silniejszy, a mówią nam to chmury, które płaczą, gdy źle się dzieje w krainie bogów. Xeros nadal rośnie w siłę, a żadnych bohaterów nadal nie ma... Dlatego wszyscy uważają to za legendę... - Wydawało się, że skończył, ale po chwili dodał
- Ja w to wierzę... W takich sytuacjach zawsze powinno się myśleć pozytywnie... - Zakończył mag i podszedł do stolika, aby wziąć kubek gorącej herbaty z ziół. - NO! - Krzyknął, a Duncan o mało, co nie spadł z krzesła. - To na zdrowie! - I pociągnął duży łyk.

Niedaleko wieży...

Wilczka siedząc na grzbiecie swego towarzysza dużo z nim rozmawiała o tym jak się dostaną do zamku. Mieszkała ona jednak niezbyt daleko od maga, tak więc szybko ukazała się przed nią. W pewnym momencie dziewczyna zatrzymała się, ponieważ spostrzegła jakiegoś młodzieńca stojącego u drzwi wieży, jednak po chwili namysłu ruszyła dalej przed siebie.
 

Ostatnio edytowane przez Kamushi : 01-03-2008 o 19:24.
Kamushi jest offline  
Stary 02-03-2008, 03:52   #7
Konto usunięte
 
Midnight's Avatar
 
- Jestes pewien, ze to wlasciwa droga?

~ Wilczko...

- No co?..

~ Pytasz juz ktorys raz z rzedu..... Grrr...


Ostatnie warkniecie spowodowalo silne pociagniecie za ucho, ktore momentalnie wstrzymalo wilka.

~ Wilczko!

- Przepraszam, ale....

~ Widze.


Stali wlasnie na polanie posrodku ktorej stala wieza. Chwile wczesniej jej drzwi zostaly otworzone, lecz mezczyzna ktory zza nich wyszedl zdecydowanie nie byl magiem.

~ To co robimy.

- Nie wiem... Ja... Heh.. No idziemy.

~ Wedle twego zyczenia o Lady.


Parsknela smiechem przez co omal nie spadla gdy Papy ruszyl.

~ Trzymaj sie!

- Juz trzymam.


Odpowiedziala rozesmiana. Dosc szybko znalezli sie przy nieznajomym. Wilczka zgrabnie zeskoczyla z grzbietu towarzysza i przyjazawszy sie chwile mezczyznie zapytala.

- Witaj, czy mag gosci dzis u siebie?

Stala zadzierajac nieco glowe, gdyz przewyzszal ja dosc znacznie. Przez chwile rozmyslala nad zmiana postaci jednak nie chciala go przestraszyc. Wygladal jak czlowiek, ktory nigdy nie widzial kogos takiego jak ona. Oczekujac na odpowiedz machala lekko ogonem i usmiechala sie przez co jej wilcze kielki leciutko nasowaly sie na wargi.
 
__________________
[B]poza tym minął już jakiś czas, odkąd ludzie wierzyli w Diabła na tyle mocno, by mu zaprzedawać dusze[/B]
Midnight jest offline  
Stary 02-03-2008, 10:05   #8
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Duncan przez moment bez słowa wpatrywał się w stojącą przed nim parę. W jego oczach widniało wyraźne zainteresowanie. I błysk, którego w pierwszej chwili nie można było rozpoznać.
- Czy mógłbym was namalować? - spytał impulsywnie. - Stanowicie wspaniałą parę!
W tej chwili połapał się, że nie w ten sposób powinien zaczynać rozmowę.
- Wybacz... Wybaczcie - poprawił się. Nie bardzo wiedział, jak traktować wierzchowca dziwnie wyglądającej rozmówczyni, więc żeby nie wyjść na głupca wolał zachowywać odpowiednie formy. - Zboczenie zawodowe.
Zorientował się, że znów palnął głupstwo. Poprawił odruchowo długie, jasne włosy, o barwie wpadającej miejscami w popiel. Odsłonił przy okazji uszy, których kształt wyraźnie wskazywał na to, że ów wysoki, szczupły mężczyzna wbrew pozorom człowiekiem nie jest.
- Jestem malarzem - wyjaśnił. - Uwielbiam przenosić na papier piękne i interesujące rzeczy, a wy stanowicie wspaniałe połączenie jednego i drugiego.
Przez moment pomyślał z żalem o tym, że nikt nigdy nie wyda książki z jego ilustracjami.
~ Nie trzymaj ich w progu. Niech wchodzą.
Przesłanie maga było nad wyraz wyraźne.
Duncan uśmiechnął się.
- Och, zapomniałem o obowiązkach i grzeczności - powiedział przepraszającym tonem,
- Witajcie - powiedział, kłaniając się uprzejmie. - Mag jest u siebie i z pewnością będzie zachwycony towarzystwem tak uroczej osóbki.
Uśmiechnął się i wyciągnął rękę na powitanie.
- Jestem Blaze - przedstawił się. Nie wierzył w magię imion ale uznał, że w tym świecie imię, które sprawdziło się w grach będzie lepsze. - Ale możesz też mówić do mnie Duncan...
Odsunął się na bok, całkowicie odsłaniając wejście.
- Zapraszam do środka.
Spojrzał na wilka.
- Czy twój... - zawahał się na ułamek sekundy; nie miał pojęcia, jaka więź łączy tę parę - towarzysz lubi takie kamienne domostwa, czy też woli tutaj poczekać? Może jest głodny? - zainteresował się.
 
Kerm jest offline  
Stary 02-03-2008, 15:44   #9
Konto usunięte
 
Midnight's Avatar
 
- Czy mógłbym was namalować? Stanowicie wspaniałą parę!

Wilczka spogladala na mezczyzne nie do konca pewna czy ten aby nie kpi.

~ Hmmm Faktycznie wygladam calkiem niezle.

- Wybacz... Wybaczcie. Zboczenie zawodowe.

~ Czy to rodzaj choroby czy zaproszenie w innym jezyku?

- Jestem malarzem. Uwielbiam przenosić na papier piękne i interesujące rzeczy, a wy stanowicie wspaniałe połączenie jednego i drugiego.

~ No zdecydowanie mam interesujace kly i calkiem piekna paszcze...

- Och, zapomniałem o obowiązkach i grzeczności. Witajcie. Mag jest u siebie i z pewnością będzie zachwycony towarzystwem tak uroczej osóbki.

~ Uroczej?! On nazwal cie urocza osobka? Grahahahaha...

- Jestem Blaze. Ale możesz też mówić do mnie Duncan...Zapraszam do środka. Czy twój... towarzysz lubi takie kamienne domostwa, czy też woli tutaj poczekać? Może jest głodny?


~ Hmm towarzysz.. ciekawe jakby wygladalo......

- A zamknij sie wreszcie wstretna kupo zapchlonego futra. Poprostu ucisz!

Krzyknela wyprowadzona w koncu z rownowagi slowami Papego. Oddychala szybko, niczym po dlugim biegu. Zdenerwowal ja, wrecz doprowadzil do szalu. Najgorsze jednak bylo to, ze wcale nie rozumiala dlaczego tak sie stalo.

- Przepraszam... Moj "towarzysz" zostanie na dole. Mysle, ze bedzie to najrozsadniejsze wyjscie.

Rzucila nadasanemu wilkowi ostatnie gniewne spojzenie po czym z gracja ruszyla do wnetrza wiezy pokonujac schody na czworaka dlugimi, wilczymi susami.
 
__________________
[B]poza tym minął już jakiś czas, odkąd ludzie wierzyli w Diabła na tyle mocno, by mu zaprzedawać dusze[/B]
Midnight jest offline  
Stary 02-03-2008, 16:31   #10
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Blaze ze zdziwieniem spojrzał na wzburzoną dziewczynę. Nie miał pojęcia, co mogło spowodować taki wybuch, ale miał nadzieję, że ten wątpliwej jakości epitet nie był skierowany pod jego adresem...
Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć dziewczyna rzuciła kilka kolejnych, tym razem nieco mniej gniewnych słów i biegiem ruszyła w głąb wieży.
Obrócił się za nią, ale przed jego oczami mignął tylko wypięty, zgrabny tyłeczek. I powiewająca długa kita.
"Z tej strony też wygląda nienajgorzej" - pomyślał rozbawiony.
Ponownie obrócił się w stronę wilka, który wyglądał na dziwnie nadąsanego.
"Jeśli nie mnie dotyczyły te słowa..." - pomyślał.
Przykucnął.
- Hej! - powiedział. - Czyżbyście z sobą rozmawiali?
- To co jej rzekłeś takiego, że się tak wściekła? - spytał, nie licząc na odpowiedź.
Miał ochotę pogłaskać wilka, ale nie był pewien, jak ten zareaguje na dotyk ręki obcego człowieka. Bardzo lubił swoje palce...
- Wcale nie jesteś kupą zapchlonego futra - powiedział, chcąc nieco poprawić humor wilka. - Ślicznie wyglądasz - dodał.
Ponownie opanował chęć pogłaskania szarego łba.
- Tak to jest z dziewczynami - zażartował. - Poszła i nawet nie powiedziała, jak się nazywasz...
Wyprostował się.
- Do zobaczenia - powiedział. - Jak sie zaczniesz nudzić, to zawyj na cały głos...
Uśmiechnął się, a potem ruszył za dziewczyną.
 
Kerm jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 21:05.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172