Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 06-04-2008, 13:51   #11
 
Zapatashura's Avatar
 
Reputacja: 17421 Zapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputację
do Folkena Legara

maj, miasto Aldersberg, Aedirn

Droga nie była długa, ale i tak nie zdążyłeś przed zmrokiem. Twój koń szedł bardzo ostrożnie po zapadnięciu zmroku, zapewne bojąc się wpaść w jakiś rozkop. Nawet go nie poganiałeś, wszak jeśli ci okuleje to będziesz musiał kupić nowego. A tak masz dużo czasu by oglądać majestatyczne mury Aldersbergu. To faktycznie istna forteca. Wybudowano ją na wzgórzu, nie dużym co prawda, ale zawsze. Dzięki temu z zamku rozciąga się widok na całą okolicę, a zbliżający się podróżni już z daleka widzą jego zarys. Mury zewnętrzne też jednak robią wrażenie- wysokie na bez mała osiem metrów, obstawione strażą i masą baszt. Nie chciałbyś czegoś takiego szturmować. Mury miasta obiegają pozostałości rowu mającego pewnie utrudniać ustawianie drabin oblężniczych.
No i brama północna ku której zmierzałeś- wyższa co najmniej o ludzka miarę od murów, z opuszczoną solidną, stalową kratą za którą znajdowały sie jeszcze ogromne drewniane, okute odrzwia. Oczywiście teraz zamknięte.
Ale nie było aż tak źle, bo z daleka już widziałeś, że przed miastem rozbity był obóz: namioty, ogniska. Zdaje się, że także konie. Kiedy podjechałeś o strzał z łuku do owego obozu humor ci się trochę zepsuł. Jak nic, to stacjonujący oddział armii. Widziałeś wbitą w glebę chorągiew z herbem Aedirn, krzątających się przy ogniskach żołnierzy. No to dupa, jak się tutaj zatrzymasz, to ci wojskowi żyć nie dadzą. Mus się cofnąć i przespać gdzie indziej, aż bram nie otworzą.
Nagle usłyszałeś harmider. Wstrzymałeś konia i odwróciłeś się ku obozowi by dowiedzieć się co się takiego stało. Wyłapywałeś strzępki słów: "kurwa", "zatrzymać ich", "koniokrady". Czyżby żołnierze mieli jakieś kłopoty? Przyjrzałeś się uważniej i wtedy zobaczyłeś dwóch jeźdźców, odtrącających na bok wojaków i wypadających na trakt. Pędzili w twoim kierunku.
-Ej ty! Konny, zatrzymaj tych skurwysynów! To jeden z obozu krzyczał w twoją stronę. Musiałeś szybko podjąć decyzję. Z jednej strony to nie twoja sprawa, z drugiej: jeśli nie spróbujesz zatrzymać tych złodziei, to już armia pociągnie cię do odpowiedzialności. Zdecydowałeś się.
Gdy konni mijali cię w pełnym galopie, zajechałeś jednemu z nich drogę. Biały koń zarył kopytami o ziemię, stanął dęba zrzucając z siebie jeźdźca i odskoczył na bok. Towarzysz uciekiniera nawet się nie obrócił- pędził dalej na złamanie karku. Chciałeś już popędzić za nim, ale wtedy ten który padł na ziemię wstał i dobył krótkiego miecza. Zamachnął się na ciebie, ale to był jakiś parweniusz. Kopnąłeś go butem w ryj, korzystając z przewagi wysokości. Z satysfakcją usłyszałeś jak coś chrupnęło mu w szczęce i złodziei znów padł na ziemię. Zeskoczyłeś z siodła i kopnąłeś faceta w żebra, ot dla pewności. Biały koń zdezorientowany truchtał obok. Żołnierze zbliżali się szybko.

(...)


Dobry uczynek ci się opłacił. Siedziałeś teraz w cieplutkim namiocie dziesiętnika, który ugościł cię temerską gorzką. Złodziej którego obezwładniłeś, podobno jakiś zbieg, korzystał właśnie z gościny na zewnątrz. Słyszałeś jak skomle o litość.
-Szkoda, że drugi spierdolił. Rzekł kwaśno dziesiętnik. Nazywał się Hans, dobijał trzydziestki. Miał sumiaste wąsy i siateczkę blizn na prawym policzku. Tworzyło to efekt dość groteskowy, bo cała reszta jego fizjonomii była gładka jak u młokosa.
-Ale lepsze to niż nic. Bydzie prawie trzy tygodnie jak zaczęliśmy wyłapywać hołotę, co napadła na zamek. Gro już wisi na wewnętrznych murach, ale ci którym się dotąd upiekło próbują wiać z miasta. Ni cholery nie wiem jak przełażą przez te mury, ale to już druga taka grupka w ciągu pięciu dni. Splunął pod nogi i roztarł plwocinę butem.
-Jak sie dowiem, że który ze strażników na murach z nimi i trzyma i przepuszcza to nagi z dupy powyrywam. A w ogóle to co to za pomysł, by wojsko goniło po mieście za złodziejami? Pociągnął długo z bukłaka z temerską. Język mu się zaczynał rozwiązywać.
-Przesadza hrabia. No ale ja pieprze o naszych sprawach, a co ciebie tu sprowadza? Bo widzę po mordzie, że nie handel.

do Derricka Talbitt

maj, miasto Aldersberg, Aedirn

Gruba barmanka na szczęście nie przylazła, mogłeś się spokojnie wyspać. Nazajutrz wstałeś późno, zmęczenie najwyraźniej dało ci się we znaki. Po doprowadzeniu się do porządku zszedłeś na dół, wszak warto zjeść śniadanie. Barmanka z wrodzonym sobie wdziękiem zapytała gdy tylko się zbliżyłeś:
-Jak tam panie, zadowolony ze służącej? Bo jak w czymś panu urągała to zleje ją na kwaśne jabłko.
Po wyrażeniu swojej opinii o obsłudze, zamówiłeś sobie pożywne śniadanie. Zjadłeś je bez pośpiechu, dokładnie wszystko przeżuwając. Miałeś trochę czasu by zastanowić sie po raz kolejny, czy dobrze robisz jadąc do Aldersbergu. Cóż, przekonasz się na miejscu. W zarazę się w końcu nie wpakujesz.
Zaraz po śniadaniu odebrałeś swą klacz. Stajenny się przyłożył, Sadza była wymyta i wyszczotkowana, zupełnie nie pasowała teraz do swojego "brudnego" imienia.

(...)

Do miasta dotarłeś w południe, od zachodu. A dokładniej to przed miasto, gdyż zaniepokoił cię obóz rozbity przed bramą. Gdy wystarczająco się do niego zbliżyłeś, bez trudu rozpoznałeś, że to armia. Jasna cholera, czyli jednak zaraza!
Na wszelki wypadek podjechałeś jednak bliżej, bo bramy Aldersbergu były otwarte. Spytałeś pierwszego lepszego żołnierza, co to się dzieje za murami, że stacjonuje tu wojsko.
-E tam, panie. Gówno się dzieje. Rzucił opryskliwie. Na szczęście trochę informacji ci udzielił.
-Ruchawka w mieście była, to teraz siedzimy tutaj i czekamy aż mieszczuchy ochłoną. I pomagamy w wyłapywaniu winnych, co to ich potem się wiesza na wewnętrznych murach. Na tym jednak jego pomocniczość się skończyła. Przynajmniej wiesz, że w mieście jest w miarę bezpiecznie.

(...)


Sadzę zostawiłeś w stajni. Tu kazali sobie płacić srebrnika za dzień. Ot, miastowe ceny. Trochę czasu spędziłeś na oglądaniu Aldersbergu. Miasto najwyraźniej wyrosło wokół wzgórza, które całe spełnia chyba rolę jakiejś szlacheckiej dzielnicy- widzisz na jego stokach i tarasach piękne posiadłości, a na samym szczycie: zamek. Na litej ziemi jest już trochę gorzej. Przeciętnej urody budynki, mnóstwo konwisarni, gręplarni i manufaktur wełnianych. Cóż, tym w końcu to miasto stoi.

No, to trzeba znaleźć sobie jakieś lokum na ten czas i dowiedzieć się, czego od medyków oczekuje hrabia.

do Nessy z Thanedd

maj, miasto Aldersberg, Aedirn

Humor może i miałaś dobry, ale atmosfera w karawanie zdecydowanie się popsuła. Półelf, który dał drapaka do lasu się nie odnalazł. Jego towarzysze jakoś nie oponowali, gdy Rudolf zarządził z rana wyruszenie bez niego. Obaj nieludzie trzymali się teraz wraz ze swymi towarami z tyłu, od półelfki oddzieleni tobą, jednym z ochroniarzy i częścią wozów Rudolfa.
Kobiety okazały sie niewdzięczne, bo nie doczekałaś się żadnego dziękuję. Nieludzie traktowali cię jak powietrze i w ogóle udawali, że nic nie miało miejsca. Odezwać mogłaś się w sumie tylko do ochroniarzy, ale z nimi z kolei nie mogłaś znaleźć wspólnego języka. Na szczęście przemęczyć się musiałaś tylko dwa dni.

(...)

Do Aldersbergu dotarliście wczesnym rankiem. I od razu rozpoczęliście kłopotami. Wasza karawana została zatrzymana przez stacjonujący przed murami oddział wojska. Na nic zdały się protesty Rudolfa, żołnierze dokładnie sprawdzili każdy wóz, tłumacząc że wynika to "z potrzeby zapewnienia maksimum bezpieczeństwa". A przynajmniej taką regułkę wyklepywali szeregowcy przerzucając na wozach wszystko, co nie było zbyt ciężkie.
Na szczęście ty wiozłaś ze sobą tylko podręczny bagaż, nie zwrócono tedy na ciebie uwagi. Po godzinie w końcu was przepuszczono.

Już sama Zachodnia Brama robiła wrażenie. Duża, masywna, górująca nad murami, które same w sobie były bardzo wysokie, przynajmniej osiem metrów jak oszacowałaś. Pilnujący przejazdu żołnierze okuci byli w pełne płyty, dziwiłaś się jak mogą w nich wytrzymać w tak ciepły dzień. Cóż, trzymali się cienia, to prawda, ale mimo to...
Po przejechaniu przez bramę, a był to przejazd przynajmniej dziesięciometrowy, w końcu znalazłaś się w Aldersbergu.


Pierwsze wrażenie było nijakie. Ulica wjazdowa, po prawej jakaś karczma, po lewej stajnia dla koni. Zwykli, brudni ludzie wykonujący swe codzienne czynności. Ale im dalej jechałaś ze swoją karawaną, tym więcej rzeczy wpadało ci w oko. Po pierwsze zamek grododzierżcy Wolfganga. Górujący nad całym miastem, postawiony na wzgórzu. Po prostu piękny. Ale szybko ci zbrzydł, gdy dostrzegłaś wiszące na jego murach trupy. Mijałaś konwisarnie, manufaktury w których krzątali się ludzie i nieludzie. Miasto tętniło życiem. Nie mogłaś jednak nie zauważyć, że na ulicach było bardzo wielu zbrojnych.

W końcu rozstałaś się z Rudolfem na jednym z placów. Dopiero teraz zorientowałaś się, że powinnaś była zostawić konia za bramą. Tak długo jak byłaś z karawaną, nikt nie robił ci uwag, ale teraz? Trochę speszona wróciłaś się do stajni.

(...)

Nie zapłaciłaś za nią nawet tak dużo, raptem dwa srebrniki za dwa dni z góry. Teraz musisz znaleźć sobie jakieś lokum. kiedy zastanawiałaś sie, gdzie tu możesz znaleźć dobrą kwaterę, przypomniałaś sobie słowa Celine- przecież poleciła ci swojego znajomego, czarodzieja Cerintiana. Popytawszy miejscowych, gdzie on mieszka ruszyłaś ulicami Aldersbergu.

(...)

A czarodziej mieszkał dość bogato. Na stoku wzgórza, ponad dzielnicami pospólstwa. Już samo podnóże było ogrodzone wewnętrznym murem, a stacjonujący przy jego bramach strażnicy przepuścili cię dopiero wtedy, gdy wyperswadowałaś im, że jesteś czarodziejką.
Dom Cerintiana był dwupiętrowy, drewniany i wymalowany na biało. Dla kontrastu, dachówki były błękitne. Dom miał też ogród, otoczony wspaniałym żywopłotem. Stalowa brama, zdobiona w motywy kwiatów, była otwarta. Najwyraźniej czarodziej nie boi się gości. Podeszłaś do drzwi domu i zastukałaś kołatką. Nie musiałaś długo czekać, otworzył ci mężczyzna. Całkiem przystojny i dobrze ubrany zresztą.


-Czym mogę pani służyć?

do Francesci de Riue

maj, podgrodzie Aldersbergu, Aedirn

Nie nacieszyłaś się samotnością zbyt długo, wkrótce dołączyła do ciebie Lin. Odgłosy bójki "Pod narowistą kulbaką" zaczynały powoli cichnąć. Widziałaś kątem oka jak dziewczyna zakrywa rękami dekolt. Owszem, był maj, a noc stosunkowo ciepła, ale Lin była zdecydowanie zbyt lekko. Musiałaś przyznać, że również kusząco. Gdyby dorwali ją tamci jeźdźcy, z całą pewnością użyliby sobie przed zaciągnięciem jej z powrotem do miasta.
Lin była młoda, najwyżej siedemnastoletnia, ale biust, który tak chętnie eksponowała, miała kształtny i całkiem spory. Nie aż taki jak twój, ale facetom na pewno się podobał. Była odrobinę od ciebie niższa, jej blond włosy jednak dorównywały długością twoim. Musiałaś też przyznać, że jej nogi opięte wąskimi bryczesami prezentowały się wspaniale.
-To też była magia, nie? Zapytała bez ogródek, mając na myśli twoją przemowę w karczmie.
-Rzucili się na niego, a o mnie zupełnie zapomnieli. Milczała dłuższą chwilę patrząc na niebo. Byłaś jednak pewna, że w końcu coś powie. Nie myliłaś się.
-Dwa razy uratowałaś mi już skórę, a ja nie lubię mieć niewyrównanych rachunków. Jechałaś do Aldersbergu, a teraz pewnie tamci strażnicy, którzy mnie gonili rozpowiedzieli w koło jak wyglądasz i będziesz miała kłopoty, żeby przejść za mury. Zawiesiła głos. Ale ja wiem jak się prześlizgnąć. I mogę zapoznać cię z kilkoma osobami, które pomogą ci w Aldersbergu.
Cóż, skoro już jej pomogłaś, to niech ma szansę sie odwdzięczyć. Poza tym, może zapozna cię z jakimiś paserami. To ułatwiłoby ci w mieście robotę.

(...)

Na razie jednak trzeba odpocząć. Miałaś ogromne szczęście, że udało ci się wynająć ostatni wolny pokój "Pod narowistą kulbaką". Niestety w pokoju było tylko jedno łóżko, które przyjdzie ci dzielić z Lin. Dziewczyna bez żadnego skrępowania zdjęła bluzkę.


Naga od pasa w górę usiadła na łóżku, zdjęła buty, potem spódniczkę a na końcu bryczesy. Przeciągnęła się ziewając, eksponując swój biust w całej okazałości. Miała na sobie jedynie majtki, mogłaś wiec dokładnie ocenić jej urodę. Cóż, była trochę za chuda, a może po prostu doszukujesz się w niej jakiś wad, skoro tak ostentacyjnie chwali się przed tobą swoja urodą? W końcu jednak zanurkowała pod koc.

(...)

Z samego rana zabrałyście konie i chciałyście ruszyć w drogę. Ogier jednak nie dał ci się dosiąść, boczył się, cofał i unikał cię jak tylko mógł. W końcu, gdy zdenerwowana chciałaś go siłą zmusić by stanął w miejscu- wyrwał ci się i pogalopował w dal. Całej tej scenie przyglądała się jedynie Lin, nie zadała jednak żadnego pytania. Na twoje szczęście, złodziejka panowała w pełni nad swoim wierzchowcem. Byłyście w stanie pojechać na nim razem, choć i ten koń czuł się przy tobie bardzo nieswojo.

(...)

maj, miasto Aldersberg, Aedirn

Do Aldersbergu dotarłyście późnym wieczorem. Lin kazała ci zsiąść z konia już o staję od murów, na piechotę obeszłyście miasto od wschodu. Zastanawiałaś się jaki w tym kryje się cel. Wszak od wschodu Aldersberg nie ma żadnych bram. Dałaś jednak złodziejce szansę na wykazanie się. Nie pożałowałaś.
Ostrożnie podkradłyście się pod mury, a wymagało to sporej dozy ostrożności, gdyż mury patrolowane były przez strażników. Lin prowadziła cię wzdłuż zarośniętych przez krzaki podstaw murów, aż nagle złapała cię za rękę i zanurkowała między gałązki. Stłumiłaś przekleństwo gdy krzaki drapały cię w twarz i szarpały ubranie. Ale mimo wszystko nie żałowałaś. Lin właśnie pokazała ci małą wyrwę w murach miejskich, wystarczająco dużą by na czworakach dostać się do Aldersbergu.
Dokładniej mówiąc na czworakach dostałyście się do piwnicy jakiegoś domu przylegającego do murów. Zasadniczo była to rudera i obawiałaś się, że grozi zawaleniem. Na szczęście udało wam się wyjść na ulicę i nie zostać przygniecionymi przez spadającą belkę.

(...)

Przez śpiące już ulice miasta, Lin przeprowadziła cię bocznymi alejkami do innego domu, który wyglądał jakby w każdej chwili mógł zamienić się w stertę materiałów budowlanych. Pełna niepewności podeszłaś jednak z dziewczyną do drzwi.
-Co zamknięte, może zostać otwarte. Wyszeptała Lin, ustami niemal dotykając drewna. Gdybyś była człowiekiem, pewnie nie usłyszałabyś tego hasła. Ale przecież człowiekiem nie jesteś.
-Co schowane, można znaleźć. Wychwyciłaś też odpowiedź kogoś stojącego za drzwiami.
-A co cudze, może być moje. Zakończyła wymianę zdań złodziejka. Szczęknął zamek, odrzwia uchyliły sie lekko i weszłyście do wnętrza.

(...)

Dom okazał się być kryjówką jakiejś małej szajki. Twoja towarzyszka została radośnie wyściskana przez wszystkich we wnętrzu- dwóch podlotków, pewnie jeszcze młodszych od Lin, dwie brzydkie smarkule, oraz trzech dorosłych typów, których na oko oceniłaś jako doświadczonych złodziei. Najstarszy z obecnych, chudy mężczyzna o szczurzej twarzy nie był taki wylewny. Od początku łypał na ciebie oczami. W końcu zadał oczywiste pytanie.
-Kogoś tu przyprowadziła? Powinnaś spieprzać z Aldersbergu, a nie spieprzać nam plan ewakuacji.
-Nie wkurzaj się Jon rzuciła butnie Lin.To czarodziejka, jeśli jej pomożemy, ona pomoże nam.
Oho, to musiało być zbyt piękne aby trwać. Ta dziewczyna znowu cię w coś pakuje.
 

Ostatnio edytowane przez Zapatashura : 13-04-2008 o 12:15.
Zapatashura jest offline  
Stary 07-04-2008, 14:22   #12
 
Hellian's Avatar
 
Reputacja: 136 Hellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znany
Nessa czasem bardzo wolno przyswajała wiedzę. Literaturę, geografię, arcynudną historię. I mimo, że szkolne lata minęły, nadal czuła się czasem jak uczniak. Tak właśnie było w wielkim mieście Aldersbergu, gdy za późno połapała się, że bez pozwolenia nie wolno ulicami jeździć konno. Ale wnet zażenowanie ustąpiło gorszemu uczuciu.
Trupy wiszące na murach zamku robiły straszne wrażenie. I wszędzie nadmiar żołnierzy. Żmijka nie była przesądna, ale czuła w mieście tchnienie śmierci. Albo raczej tchnienia. Układały się w aurę, jakby nad murami wisiała mgła. >>>Opary ostatnich westchnień.<<< Wzdrygnęła się wskutek własnych myśli. Przypomniały jej się traktaty heretyckich mistrzów, którzy twierdzili że świat składa się z pięciu żywiołów, a życie/śmierć to piąty z nich.
>>>Wpakowałam się - pomyślała – Takie miejsca powinno się omijać.<<< Ale skoro przemęczyła się w karawanie, nie mogła tak łatwo zrezygnować.
Biały dom z niebieską dachówką – od razu poczuła, że polubi Cerintiana. Do tego otworzył jej przystojny młodzian.
- Ładnyś – powiedziała - Ale czy nie powinieneś być raczej biuściastą pokojówką? – zastanawiała się czy Celine mówiła jej coś o preferencjach seksualnych swego przyjaciela. Ale albo nie mówiła, albo alkohol pokonał tę informację.
Nie zmieszał się tylko roześmiał.
- Mam na imię Jan. Jestem lokajem mistrza Cerintiana. Jak mogę Pani pomóc? – albo pytanie było dwuznaczne, albo Żmijka za długo nie spotkała miłego faceta.
W odpowiedzi na domniemany podtekst wzruszyła ramionami i o mało co się nie zaczerwieniła. Zmieszanie pokryła konkretną odpowiedzią. Przedstawiła się, a imię Celine podziałało wspaniale. Mimo, że sam Cerintian nie był obecny, Jan wziął od Żmijki niewielki bagaż i wprowadził ja do przestronnego pokoju.
- Proszę się rozgościć.
Była to duża sypialnia z widokiem na ogród. Pokój pachniał owocami i znać w nim był jeszcze obecność poprzedniej lokatorki. Na toaletce stała butelka niedokończonych perfum, które Nessa oczywiście zaraz powąchała. Pieprz i pomarańcza. Łoże było ogromne i miękkie, zaścielone bladoróżowym brokatem. Posadzkę wyłożono miękkimi tkaninami. Ale naprawdę uwiodła Nessę wielka porcelanowa wanna.
Na pytanie, czy zechce się wykąpać po podróży, oczywiście przytaknęła. I już po chwili siedziała w kojącej, pienistej kąpieli. Chwilę próbowała rozmyślać nad repertuarem umiejętności, którym mogłaby służyć nieszczęsnej hrabiance, ale wnet przeskoczyła do marzeń o nagrodzie, własnej wieży i przystojnym lokaju...
- Nesso z Thanedd - głos miał głęboki i przyjemny, choć doprawdy dziwnie się do niej zwrócił. Dotknął lekko jej ramienia...
I Żmijka obudziła się . Nad nią stał mężczyzna.
 

Ostatnio edytowane przez Hellian : 07-04-2008 o 18:06.
Hellian jest offline  
Stary 07-04-2008, 14:50   #13
 
Asmorinne's Avatar
 
Reputacja: 578 Asmorinne to imię znane każdemuAsmorinne to imię znane każdemuAsmorinne to imię znane każdemuAsmorinne to imię znane każdemuAsmorinne to imię znane każdemuAsmorinne to imię znane każdemuAsmorinne to imię znane każdemuAsmorinne to imię znane każdemuAsmorinne to imię znane każdemuAsmorinne to imię znane każdemuAsmorinne to imię znane każdemu
- A cudze może być moje... – drzwi uchyliły się, czuć było swąd spalenizny i zbutwiałego drzewa. Wystrój nie należał do wyszukanych, ale było w miarę przytulnie. Czuła się nieswojo gdy mężczyzna o szczurzej twarzy śledził każdy jej ruch, miała ochotę wyjść i poradzić sobie sama. -Kogoś tu przyprowadziła? Powinnaś spieprzać z Aldersbergu, a nie spieprzać nam plan ewakuacji.- mężczyzna nie należał do najprzyjemniejszych
-Nie wkurzaj się To czarodziejka, jeśli jej pomożemy, ona pomoże nam.-
>>> Robi się ciekawie...<<< pomyślała, mężczyzna spojrzał na nią zaciekawiony
- Czarodziejka... – wstał i podszedł bliżej oglądając wszystkiej jej detale – a co potrafi ta czarodziejka? – Lin ubiegła ją, opowiadając całą historię, nieco nawet ją ubarwiając. Francesca nie miała ochoty jej poprawiać.
- Tak... chyba wiem jak możesz nam pomóc... – zamyślił się po czym zaczął kląć na Lin, z niewiadomych przyczyn dla Francecsy, która stała szukają interesującego punktu, na którym mogłaby zawiesić wzrok.
Gdy szczuraowaty skończył swoje wywody, przeszedł do innego małego pomieszczenia, w którym było trochę jedzenia na stole.
- Zjedzcie coś i odpocznijcie - powiedział, po czym zostawił je wśród gromadki dzieciaków. Francesca spojrzała na Lin pytająco
- Nie martw się, wszystkiego się dowiesz, nie opowiem Ci bo mogę coś pogubić.. – dziewczyna zabrała się do jedzenia.

Do małego pokoju, weszło zaraz dwóch mężczyzn, jeden miał krótko ostrzyżone włosy lekko stojące i był wysoki, drugi miał długie ciemne włosy spięte rzemieniem, miał owalną i sympatyczną twarz. Obaj siedli na nieco połamanych krzesłach i spojrzeli na Francesce.

- nie musisz mówić nam niczego... ani zdradzać jakiś szczegółów za swojego życia, i od nas tego również nie wymagaj...jestem Berne, mój kolega to True, a Jona już poznałaś...
- Jestem Francesca de Riue, Liskiem zwana, nie musicie obawiać się, ze wydam was, czy zdradzę miejsce położenia, jestem złodziejką podobnie jak wy, lecz nie lubię tego tak nazywać... jest wiele bardziej atrakcyjnych i wykwintniejszych stwierdzeń określających ten fach, lecz nie będę się w tym momencie w to wgłębiać...Ale wracając do tematu... w czym mogę wam pomóc, abyście wy pomogli mi... – Berne, wraz z True spoglądali na nią lekko osłupiali
- A jak my możemy Ci pomóc... – spytał po chwili Berne
- Szukam schronienia, potrzebuje przydatnych informacji... – powiedziała przygryzając delikatnie świeżą bułeczkę
- To jesteśmy Ci w stanie pomóc...- uśmiechną się Berne, Francesce zirytowało już to, że ukrywają przed nią jej zadanie, lecz nie chciała się narzucać i dowiadywać czegoś więcej.
W pewnym momencie do pokoju wszedł szczurowaty jegomość, odsuną jednym machnięciem wszystko ze stołu i położył na nim mapę. Gromadka bachorów z uwagą na nią spojrzała.
- To ta rezydencja – powiedział wskazując jakiś punkt – tu się wszystko zaczyna... – ciągną dalej

* * *
- Nie jestem pewna czy to wykonalne – powiedziała Francesca, nie spodziewając się kompletnie takiego rozbudowanego planu działań.
- I kto ma zabić owego Leonarda Frolice? – spytała
- Ty – odpowiedział krótko i rzeczowo Berne – tylko wcześniej będziesz musiała wyciągnąć od niego informacje... a potem uciec...
- Przed tymi wszystkimi zbrojnymi, którzy bronią łupu? Tak? To na to wychodzi, że jestem tylko przynętą, niczym więcej...
- Jesteś przecież czarodziejką, użyjesz swoich mocy i wydostaniesz się... informacje są najważniejsze... jeśli Ci się nie uda to wszystko szlag trafi...- dodał Jon
- A wy zostaniecie...jedynie z samym łupem...ot tak niepocieszeni, że nie macie informacji, smutni opuścicie miasto i ułożycie sobie życie gdzieś indziej...
- Dobra skończ już ... – krzykną niespodziewanie Berne, sympatyczna twarz stwarzała jedynie pozory
- Zgadzasz się, czy nie? – rykną na nią, tracąc panowanie nad sobą. Francesca przestraszyła się, wszyscy teraz skierowali na nią wzrok.
- Tak... – powiedziała cicho, jeszcze nie była pewna czy słusznie postąpiła. Wszyscy ucieszyli się, Lin nawet przytuliła ją i ucałowała w policzek. Okazało się, że planowali tę schadzkę już od roku, kobieta nie zdziwiła się ich radości.

* * *

Wszystko było gotowe już dawno, do wykonania zadania brakowało tylko jej, każdy posiadał już wyznaczoną określoną rolę, każdy znał już na pamięć co ma powiedzieć, czy wykonać. Francesca była trochę zagubiona, nie chciała zabijać niewinnej osoby, no może nie do końca niewinnej.
Zbliżał się wieczór, kobieta chciała przejść się po mieście, pomyśleć, lecz Jon odmówił jej od razu, jeszcze nie był pewny intencji Francescy. Ta siadła przy oknie i spoglądała na leniwie wyłaniający sie zza chmur księżyc.
- Już pora... – powiedział Berne, kobieta skinęła lekko głową i wstała.

Każdy poszedł inną stroną, Lin szła z Francescą, miały wspólnie zagadać przednią straż i razem wkraść się do środka, udało im się bez problemu, wkrótce dołączyli do nich Berne i True. Dalej wampirzyca musiała radzić sobie sama, weszła po schodach ostrożnie i cicho, doszła na drugie piętro. Zerknęła do holu. >>> Strażnicy...<<<
Miała pecha, wejścia do komnat pilnowało trzech strażników. Nie musiała długo czekać, zaraz dwóch skierowało się w jej stronę, szybko stała się niewidzialna. Został tylko jeden. Francesca uspała go i weszła do pokoju Leonarda.

Pachniało jaśminem i czuć było świeżość nocy, okno było lekko uchylone. Pokój był poukładany i dopracowany w każdym szczególe. Dobrze zbudowany mężczyzna o blond średniej długości włosów, siedział przy biurku podparty łokciem, zapatrzony w stos papierów. Przy biurku stała lampa, dająca doskonały nastrój w pomieszczeniu. Mężczyzna poczuł czyjąś obecność, odwrócił się. Francesca stanęła jak wryta. Był taki przystojny... >>>szkoda było pozbawiać świat takiego skarbu...<<< pomyślała.

Leonardo uśmiechnął się do niej ładnie i odwrócił się w jej stronę.
- Witaj! W czym mogę Pani pomóc? - spytał jego głos był melodyjny i dźwięczny.
- Witaj...jak się domyślasz przychodzę tu w określonym celu... – mówiła Francesca, a jej głos drżał.
- Tak...
- Gdzie jest Bruno de Louwe? – spytała, nie mając pojęcia o kogo chodzi
- A więc tak...nie jest Pani pierwszą osobą, która się mnie o to pyta, ale przyznam, ze najbardziej atrakcyjną... – spojrzał jej głęboko w oczy – odpowiem pani tak samo jak odpowiedziałem innym...nie wiem... – Francesca, nie była przygotowana do takiego ciągu wydarzeń, poczuła niezwykłą chęć posmakowania jego krwi, tu i teraz...Leonardo w pewnej chwili wstał, kobieta wyciągnęła w jednej chwili sztylet.
- Broń nie jest dla kobiet...proszę się nie bać, nic Pani nie zrobię- powiedział. I zaczął iść powoli w jej stronę. Francesca stała jak kołek, nie miała pojęcia co zrobić, cały czas wahała się.

Nagle drzwi otworzyły się z impetem, do pokoju wbiegł Bern i Jon, od razu skoczyli do Leonarda i zaczęli „przesłuchanie”. Francesca stała ciągle w tym samym miejscu, zdarzenie to przebiegło tak szybko. Jon klął na nią, a Berne kopał Leonarda.

- Gadaj gdzie jest Bruno de Louwe! – krzyknął wściekły mężczyzna z sympatyczną twarzą
- Nawet po śmierci...nie wydam przyjaciela... – powiedział plując krwią Leonardo
- Przestańcie już! – krzyknęła już nie mogąca tego oglądać Francesca. Berne i Jon spojrzeli na nią z wyrzutem. W tym samym momencie zjawiła się straż.
- Zrób coś czarodziejko... – wrzasną szczurowaty, Francesca miała ochotę zniknąć...
 
__________________
Cisza barwą mego życia Szarość pieśnią brzemienną, którą śpiewam w drodze na ścieżkę wojenną istnienia...
Asmorinne jest offline  
Stary 07-04-2008, 21:06   #14
 
Zaelis's Avatar
 
Reputacja: 79 Zaelis wkrótce będzie znanyZaelis wkrótce będzie znanyZaelis wkrótce będzie znanyZaelis wkrótce będzie znanyZaelis wkrótce będzie znanyZaelis wkrótce będzie znanyZaelis wkrótce będzie znanyZaelis wkrótce będzie znanyZaelis wkrótce będzie znanyZaelis wkrótce będzie znanyZaelis wkrótce będzie znany
Podróż przebiegała spokojnie. Jak na gust Folkena – za spokojnie. Znudzony do granic możliwości mężczyzna jechał powoli, nie spiesząc się, jak i dbając o zdrowie konia. Oglądał mury miasta z uśmiechem na ustach, zastanawiając się ilu ludzi zginęło podczas ich budowy, a ilu następnych zginęło broniąc ich przed najeźdźcami. Mury przesiąknięte potem i krwią, których spoiwem jest ludzka determinacja. Ludzie są słabi. Owszem, były one imponujące i ciężko by było zdobyć te miasto, jednakże nie w jego głowie próba takiego szaleństwa. Oj, nie. On zajmował się tym, czego Ci ludzie potrzebowali. Łapał morderców, gwałcicieli i złodziei, a następnie sprowadzał szybki wymiar kary, lub jeżeli zlecenie tego wymagało zaprowadzał do najbliższego gmachu władz i odbierał sakiewkę.
Brązowe oczy mężczyzny zauważyły obóz. Duży obóz. Zdecydowanie za duży obóz by była to trupa aktorska czy kompania handlowa. Zatem wojsko. Cholerni, w dupę jebani idealiści, którzy za kilkanaście monet nędznego żołdu ruszą by ginąć za swojego zafajdanego dowódcę.
Żałosne.
Już miał zawrócić konia, gdy ujrzał jak dwójka ludzi ucieka. ~Dezerterzy~pomyślał i zajechał drogę jednemu z nich, jednocześnie starając się mieczem ciąć drugiego. Trafił, lecz cięcie jedynie powierzchowne, ledwo kilka kropli krwi znalazło się na ostrzu. Kiedy tamten wstawał i dobywał broni Folken wpierw kopnął go okutym butem w twarz, a póki ten chciał walczyć jeszcze płazem broni uderzył w czoło, powodując przy okazji paskudne rozcięcie. Sprawnie załatwił sprawę z mężczyzną i pozwolił go związać.
-Dzięki Ci za pomoc, nieznajomy. Żal dupę ściska że tamten skurwiel uciekł, ale zawsze mamy jednego z nich. – warknął jeden z żołdaków, kopiąc leżącego w krocze. Tamten kwiknął z bólu i skulił się. Mężczyzna splunął na koniokrada i spojrzał na łowcę –No, dobra robota. Dziesiętnik będzie chciał Cię poznać, może i jakowąś nagrodę dostaniesz ? Daj moim ludziom konia i chodź za mną. – rzekł ów żołnierz. Folken jedynie wzruszył ramionami i zeskoczył z konia, zabierając cały swój najpotrzebniejszy ekwipunek ze sobą.

***

Folken siedział na przeciwko Hansa, popijając temerską wódkę. Tak, wiedzieli jak go ugościć. W milczeniu wysłuchiwał słów wąsacza, spokojnie przypatrując się namiotowi. Skromnie urządzony był, no ale czego oczekiwać można po wojsku ? Kiedy zakończyła się przemowa wojskowego Legara odchrząknął i spojrzał na Hansa.
-Zarobek. Zajmuje się tropieniem różnych skurwysynów, gwałcicieli, morderców, złodziei i im podobnych a potem dostarczaniem do zleceniodawcy. Z reguły głowa jest odłączona od reszty ciała, no ale to szczegóły.
-A, czyliż tym, Łowcą Nagród jest ? No to się szczęśliwie składa, potrzeba nam takich jak Ty.. – zaczął Hans ale Folken wtrącił się i przerwał mu rzucając –Jeżeli myślisz o wcieleniu mnie do armii to zapomnij o tym. Jestem wolnym strzelcem. – po czym spojrzał wyzywająco na Hansa. Ten jedynie wybuchnął śmiechem, jakby pomysł wcielenia Legary do jego armii był dobrym dowcipem. Kiedy przestał rechotać polał im wódki i na raz wypił zawartość kubka.
-A teraz bez żartów. Kapitan straży szuka takich jak Ty. Przydasz mu się. My działamy poza miastem, on w mieście. Rozumiesz ? No, to dobrze. W takim wypadku ruszaj dupsko i zapierdalaj do środka. Masz tu.. – w tym momencie wypisał coś na pergaminie i zapieczętował to stemplem wojskowym, uprzednio wylawszy rozgrzany wosk. Potem schował to w tubę i razem z małą sakiewką rzucił Folkenowi, a ten zręcznie złapał oba przedmioty – ..list polecający ode mnie, dla szeryfa i nagrodę za schwytanie tamtego gnoja. 400 denarów. A teraz leć, chłopaki przydzielą Ci namiot do spania – rzucił dziesiętnik. Zadowolony Folken dopił zawartość kubka i schowawszy sakiewkę jak i list ruszył po swego konia. Następnie spokojnie ruszył w kierunku serca obozu, zadowolony z łatwego zarobku.
***

Rankiem, gdy bramy miasta zostały otwarte łowca nagród wziął swego konia od żołnierzy i spokojnie pojechał w stronę grodu. Folken zaraz po wjechaniu do miasta odnalazł stajnie. Po podjechaniu białą klaczą pod bramę stajni, zeskoczył z niej i wręczył chłopakowi stajennemu wodze. Nim tamten się ulotnił złapał chłopaka za ramię i spojrzał głęboko w oczy. A spojrzenie ukazywało bardzo czerwoną przyszłość dla chłopca, jeżeli nei wysłucha słów Folkena.
-Posłuchaj mnie, ścierwo. Masz zaopiekować się Śnieżką. Wyszczotkować, wyczesać, usunąć cały ten syf spod podków i dać najlepszej paszy jaką macie. Niczego ma jej nie brakować, czy to jasne ? Tak ? No to masz monetę. – i uiścił zapłatę w wysokości 2 srebrników za noc w postaci 1 złotego denara. Chłopakowi oczy zalśniły z chciwości i nadal będąc dość wystraszonym ruszył zając się Śnieżką. Folken zaś spokojnie ruszył do miejsca urzędowania Kapitana straży. Szedł przez miasto pewny siebie, trzymając ręce luźno przy bokach. Kiedy przechodził koło jednej z uliczek poczuł dotyk na ramieniu. Brudna dłoń należała do zapijaczonego oprycha z nożem w ręku który wysapał prosto w twarz Legary – Dawaj złoto, skurwysynu, albo tak Ci buźkę poharatam że Cię kurwa matka nie pozna!
Folken złapał z obrzydzeniem dłoń tamtego i spojrzał w oczy pijaczka. Już był jego. Wolna ręka łowcy wystrzeliła jak błyskawica i uderzyła w szczękę pijaka, oszałamiając go. Gdy ten cofał się o krok Folken złapał dzierżącą nóż rękę oprycha i bez dużego wysiłku wykręcił ją. Co dziwne, pijaczek nie puszczał noża. Przez twarz Legary przemknął jedynie uśmiech. Kopnął pijaczka, posyłając go na ścianę, lecz tamten wyhamował i rzucił się na Łowcę Nagród.
O sekundę za późno.
Człowiek momentalnie dobył zdobycznego krótkiego miecza i jednym cięciem odrąbał dłoń pijaczka, zaś trzymanym w lewej ręce nożem pchnął nisko, pod gardło, przebijając język i docierając aż go mózgu. Z obrzydzeniem wyjął nóż z czaszki i usunął się z toru opadających zwłok. Na szczęście, krew zbytnio go nie zachlapała. Wytarł jedynie bronie o i tak brudne odzienie pijaka i ruszył dalej. Nikt go więcej nie zaczepiał. Nawet jeżeli wcześniej ów zbir miał przyjaciół właśnie stwierdzili oni że nie warto. Nie niepokojony już niczym dotarł do drzwi, za którymi urzędował komendant straży i otworzywszy je wszedł do środka.
 

Ostatnio edytowane przez Zaelis : 07-04-2008 o 22:03.
Zaelis jest offline  
Stary 07-04-2008, 22:38   #15
 
Zapatashura's Avatar
 
Reputacja: 17421 Zapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputację
do Nessy z Thanedd

maj, miasto Aldersberg, Aedirn

Rozpoznałaś go od razu, to był Jan. Ale wyglądał jakoś inaczej. To znaczy, wyglądał dalej tak samo- wyższy od ciebie, szczupły, o długich, kruczoczarnych włosach i zadbanej bródce. No i te oczy, o intensywnej, zielonej barwie. Po prostu musiał mieć w sobie elfią krew. Ale ubrany był inaczej- w długą szatę w kolorze nieba, z szerokimi rękawami, przetykaną srebrnymi nićmi i o złotych lampasach po bokach. Na szyi zawieszony miał amulet, a ty z miejsca, instynktownie wyczułaś, że gromadził on magię.
Patrzyłaś się tak na niego z lekką fascynacją, aż w końcu zupełnie się przebudziłaś. A wtedy dotarło do ciebie, że leżysz naga w wannie. Zasłoniłaś się rękami.
-Ostrożnie piękna Nesso, nie chciałbym abyś utopiła się korzystając z mojej gościnności. Chwila. Powiedział "mojej"?

Zupełnie nie speszony sytuacją mężczyzna stanął za twoimi plecami. Poczułaś na prawym ramieniu jego drugą dłoń. Jego skóra była bardzo przyjemna w dotyku.
-Córka Mirelli Białej, niedawno ukończyła pobieranie nauk w Aretuzie. Cóż Cię sprowadza do Aldersbergu? Jakby nigdy nic zaczął cię masować. Jego palce delikatnie przesuwały się po twojej skórze, od szyi do ramion. Odgarnął twe mokre włosy i zarzucił za oparcie wanny. Słyszałaś jak kropelki wody uderzały o wyłożoną kafelkami podłogę. I znowu zaczął cię masować. To uczucie było bardzo, bardzo przyjemne. Napięcie mięśni wywołane tą dość krępującą sytuacją szybko minęło pod jego wprawnymi ruchami.
Tak, czarodzieje potrafią wykorzystywać swe ręce nie tylko do wykonywania skomplikowanych gestów. Mogłaś rozkoszować się faktem, że jeden z nich gładził teraz twe obojczyki, uciskał delikatnie mięśnie, głaskał zmysłowo ramiona.
Nachylił się nad tobą i wyszeptał do ucha kilka słów. Poczułaś jego oddech i momentalnie przeszedł cię dreszcz, zwielokrotniając jeszcze przyjemność płynącą z masażu.
-Czyż tylko prośba Celine cię tutaj przywiodła?

do Folkena Legara

maj, miasto Aldersberg, Aedirn

Posterunek uderzył cię stęchłym powietrzem. Na dworze było jasno, ale światło jakby nie chciało wpłynąć do środka tego budynku. Znajdowałeś się w czymś w rodzaju przedsionka. na przeciwko drzwi znajdował się stół, za nim zaś siedział jakiś tłuścioch. Zmierzył cię wzrokiem swych świńskich oczek i zapytał.
-Czego obywatelu? Nie miałeś zamiaru tracić czasu na dysputy z nim. Podstawiłeś mu pod nos list polecający. Wątpiłeś w to, czy umie czytać, ale pieczęć poznał.
-A, trzeba tak było od razu. Idź pan przez drzwi i po schodach na górę, do kapitana.
Tak właśnie zrobiłeś. Za drzwiami natknąłeś sie na tutejszą "elitę straży". Kilku facetów, z których większość właśnie rżnęła w karty. Ostrożność jednak jest czymś, czego prędzej czy później uczy się każdy strażnik. Oderwali się od gry i zmierzyli cię od stóp do głowy. Jeden podszedł zrazu do ciebie i zmuszony byłeś i jemu pokazywać list polecający, bo nie puściłby cię kroku dalej.
W końcu jednak wszedłeś po schodach, otworzyłeś znajdujące się na ich szczycie drzwi i stanąłeś twarzą w twarz z kapitanem.

(...)

Heinrik odłożył list polecający na stół. Taksował cię spojrzeniem. Sam wyglądał na kogoś, kto za dużo w życiu widział. Miał podkrążone oczy, czoło przeorane zmarszczkami. Włosy siwiały mu nie skroniach, ale nawet na wąsach. Ale coś w jego postawie, sylwetce kazało ludziom mieć się na baczności. Może i nie był już młody. Ale zaliczał się do tych ludzi, którzy z wiekiem zdobywają bardzo groźne doświadczenie.
-Myślisz, że jak dorwałeś koniokrada, to teraz zapłacę ci każdy szmal byś kogoś mi sprowadził do pierdla? Chyba kpisz, mam od tego swoich ludzi. Widać z miejsca postanowił dać ci do zrozumienia, że wcale sobie nie zarobisz.
I wtedy otworzyły się drzwi, a do środka wpadł zdyszany strażnik.
-Kapitanie Heinrik! Jakiś gość w białej koszuli i o jasno brązowych włosach przed kilkoma minutami zarżnął na ulicy jakiegoś...o kurwa! Wypalił wskazując cię palcem. To chyba on!
Kapitan nie zareagował tak gwałtownie. Wbił jednak w ciebie żelazne spojrzenie swych ciemnych oczu i z irytującym spokojem zakomenderował.
-Wytłumacz się panie.
 

Ostatnio edytowane przez Zapatashura : 08-04-2008 o 20:19.
Zapatashura jest offline  
Stary 07-04-2008, 23:40   #16
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 90904 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Derricka obudziło stukanie do drzwi. Za oknem wstawał nowy dzień.
- Dziękuję - powiedział na tyle głośno, by usłyszała go tylko osoba stukająca.
Przeciągnął się.
Nie bardzo chciało mu się wstawać. Miał wrażenie, że pomysł z pobudką skoro świt nie był najlepszy...
Gdy w końcu opuścił łóżko słońce stało już nieco wyżej. Obmył się resztką wody z dzbanka, włożył spodnie, buty i koszulę, a potem, w ramach rozgrzewki, przeprowadził kilkuminutową walkę z cieniem.
Ubrał się do końca, przypasał miecz i sztylet, wziął do ręki bagaże. Rozejrzał się dokoła. Wszystko zabrał.

Ledwo zszedł na dół barmanka, z wrodzonym sobie wdziękiem, zapytała:
- Jak tam panie, zadowolony ze służącej? Bo jak w czymś panu urągała, to zleję ją na kwaśne jabłko.
Derrick uśmiechnął się znacząco.
- Jestem w pełni zadowolony. Aż żałuję, ze muszę już ruszać dalej.
Na twarzy barmanki pojawił się wyraz zadowolenia.
- Już podaję śniadanie - odwróciła się w stronę kuchni.

Parująca jajecznica, najwyraźniej prosto z patelni, była całkiem niezła, podobnie jak chleb.
Powoli konsumując zastanawiał się, czy rzeczywiście chce jechać do Aldersbergu.
>>> Gdyby tam była zaraza, to ta trójka by o tym powiedziała... Chyba... <<<
Oczywiście była też możliwość, że owi podróżni uciekali przed zarazą, ale nie wyglądali na takich, którym zbytnio się spieszy...
Wypił do końca swoje zioła, a potem podszedł do baru.
- To było świetne - powiedział. - Dawno nie jadłem tak dobrej jajecznicy...
Barmanka uśmiechnęła się szeroko. Co odrobinę Derricka zaskoczyło.
- Czy w drodze do Aldersbergu są jakieś zajazdy? - spytał, kładąc na ladzie kilka srebrników
- Był jeden - barmanka z zadowoleniem schowała pieniądze. - W połowie drogi. Ale spalił się dwa miesiące temu i jeszcze nie do końca odbudowali.
- To wezmę chleb i ser na drogę... Nigdy nie wiadomo, co mają na składzie...
Nawet gdyby odbudowywany zajazd dysponował wszystkim, co potrzeba, to chleb oraz ser i tak by się nie zmarnowały...
Uregulował do końca rachunek, zapakował prowiant do plecaka i pożegnawszy miłym uśmiechem barmankę ruszył do wyjścia.

Wyszczotkowana i wymyta Sadza aż lśniła.
Derrick z zadowolwniem pokiwał głową.
- Wspaniała robota - rzucił chłopakowi pięć miedziaków. - Aż wstyd nazywać ją Sadzą.
Chłopak uśmiechnął się.
- Jak wygląda droga do Aldersbergu? - spytał Derrick.
Stajenny pokręcił głową na znak niewiedzy.
- Słyszałem, że to półtora dnia jazdy - powiedział. - A w połowie drogi stał zajazd, co się spalił niedawno. Jeden z tych trzech powiedział, że dach już stoi, ale ciągle kiepsko tam wygląda. Tyle, ze w nocy na łeb nie pada...
Nieco pocieszony tą wieścią Derrick ruszył w stronę Aldersbergu.

Zajazd "Pod głową dzika" rzucał się z daleka w oczy. Przede wszystkim bielą świeżych desek.
Stajenny natychmiast zaprowadził Sadzę do stajni, która, sądząc z wyglądu, nie padła łupem ognia.
Wchodzącego do głównej izby Derricka ukłonem powitał gospodarz.
- Gość w progach - stwierdził - radość karczmarza. Ale wygody u nas niewielkie. Jeno jadła trochę i łoża byle jakie.
Derrick uśmiechnął się.
- I nocleg w stajni lepszy od spania pod gołym niebem. A jak człowiek dużo w polu nocuje, to potem nawet byle łoże książęcym mu się wydaje.
- Jak się wszystko spaliło - karczmarz machnął ręką dokoła - to i w stajni goście sypiali. I noc na sianie sobie chwalili, po dniu spędzonym w kulbace...
>>> Noc na sianie najlepsza z dziewuchą <<< - pomyślał Derrick, nie podsuwając jednak tego pomysłu gospodarzowi. Nie chciał korzystać z oferty kolejnego kuchennego popychadła. Albo i gospodyni, bo i takie rzeczy czasami się zdarzały.

Wbrew zapowiedziom karczmarza zarówno jedzenie, jak i nocleg były całkiem niezłe.
Skoro świt Derrick ruszył w stronę miasta. Tym razem trochę szybciej niż poprzednio, tak że jeszcze przed południem ujrzał mury miasta. I przeszkodę, która drogę do tego miasta tak jakby zagradzała.
>>> Cholera, czy inna zaraza <<< - pomyślał zastanawiając się, czy jednak nie zawrócić. W końcu jednak ruszył dalej.
>>> W końcu na siłę mnie tam nie wepchną, a czegoś się dowiem <<<.
Poza tym nawet stąd widział, że bramy Aldersbergu są otwarte, co przeczyło wszelkim zasadom postępowania w czasie zarazy. W dodatku ludzie nie tylko wchodzili, ale i wychodzili z miasta.
Zatrzymał się na moment koło wałęsającego się bez celu żołnierza.
- Cóż takiego dzieje się w mieście, ze wojsko stacjonuje pod murami? - spytał.
Żołnierz spojrzał na niego.
- E tam, panie. Gówno się dzieje - powiedział. - Ruchawka w mieście była, to teraz siedzimy tutaj i czekamy aż mieszczuchy ochłoną. I pomagamy w wyłapywaniu winnych, co to ich potem się wiesza na wewnętrznych murach.
Splunął w piach.
- A przez to nam nawet na dziwki do miasta iść nie wolno... - dodał.
Derrick skinieniem głowy podziękował za informacje.

Do bramy nie było daleko.
Sama brama, ze względu na położenie zwana najpewniej zachodnią, robiła niezłe wrażenie. Górowała nad murami, które, tak na oko, miały z osiem metrów wysokości. Dwaj żołnierze stali po bokach odziani w pełne płyty, zaś kilku innych, w lżejszych zbrojach, przeszukiwało wszystkie wjeżdżające i wyjeżdżające wozy, na niezbyt przyjazne uwagi podróżnych odpowiadając, że "chodzi o potrzeby zapewnienia maksimum bezpieczeństwa".
Żołnierze tylko rzucili okiem na Derricka i ten bez problemu mógł jechać w głąb bramy. Dopiero na samym końcu długiego przejazdu wyrósł przed nim podoficer.
- Radziłbym zostawić wierzchowca w stajni, zaraz za bramą - powiedział, gdy Derrick zatrzymał Sadzę. - Zadbają dobrze nawet o takiego pięknego rumaka.
- Dziękuję, sierżancie - odpowiedział Derrick. - Jeśli będzie pan kiedyś potrzebował usług chirurga, to polecam się...
- Medyk? - spytał sierżant z cieniem zainteresowania. - Paru już przybyło na wezwanie pana hrabiego.
Usunął się z drogi.
- Proszę pamiętać o stajni - powiedział na pożegnanie.
Derrick uniósł ręke do kapelusza i pojechał dalej.

- Srebrnik za dzień - powiedział stajenny, zanim Derrick zdążył zsiąść z konia.
>>> Zaiste miejskie ceny <<< - pomyślał Derrick, idąc za stajennym by sprawdzić, czy miejsce, w jaki została ulokowana Sadza warte jest tej ceny.
Nie było wcale źle. Stajnia wyglądała na czystą, a znajdujące się tu konie - na zadbane.
Nagle w oczy Derricka wpadł wierzchowiec zdecydowanie różniący się od innych. Czarna maść, srebrzysta grzywa przetykana złotem, długi, srebrzysty ogon...
- Piękny ogier - powiedział, zatrzymując się. - Czyj?
- A... ten... - odrzekł stajenny, - Takiej jednej czarodziejki. Dzisiaj przyjechała. Wspaniałe, długie czarne włosy, zielone oczy. Ubrana w spodnie i obcisły kubraczek, w sam raz do figury - uniósł oczy na znak, że kształty czarodziejki zasługiwały na uznanie. - Nosi bardzo wysokie buty, aż do połowy uda. I pewnie długo była w podróży - dodał - bo opalona bardziej, niż damie przystoi, no i trochę koniem od niej zalatywało.
Zachichotał, a potem spojrzał przepraszająco.
- Wygląda na jakieś trzydzieści lat, ale to wie... czarodziejka, panie - machnął ręką. - Równie dobrze może mieć i trzysta. W każdym razie dość miła, dała napiwek prosząc o dbanie o konia, mówi proszę, dziękuję, ale patrzy na człowieka jakby nie istniał.
Wzruszył ramionami.
- Dobra - powiedział Derrick - już wszystko wiem.
Rzucił stajennemu trzy srebrniki.
- Parę dni zostanę. Jeśli się okaże, że dłużej, to dopłacę.
Stajenny schował denary i skinął głową.
Derrick kontynuował:
- Gdzie znajdę jakąś dobrą gospodę?
Stajenny podrapał się po głowie.
- Chyba "Pod Rozbitym Dzbanem"...
Derrickowi nazwa nie wydała się najlepsza, ale stajenny szybko wyjaśnił:
- To dobra gospoda. Skóry z człeka nie zedrą, jadło dobre, a wbrew nazwie rozróby tam się nie zdarzają. Zwykle kupcy i rzemieślnicy tam bywają, a to towarzystwo dość spokojne. To kilkanaście przecznic w stronę zamku. A szyld widoczny jest z daleka...
- Dzięki - powiedział Derrick. Poklepał Sadzę na pożegnanie i ruszył w stronę gospody.

Miał czas, więc szedł powoli, przy okazji zwiedzając miasto. Od razu rzucało się w oczy, że miasto rozrosło się wokół zamku położonego na szczycie wzgórza. Siedzibę hrabiego otoczyły wianuszkiem siedziby szlacheckie, a wokół rozsiadło się właściwe miasto - dużo mniej barwne i kolorowe, niż posiadłości szlachty.
W mieście przeważały przeciętnej urody budynki mieszkalne. I oczywiście liczne konwisarnie, gręplarnie i manufaktury wełniane. Cóż, w końcu miasto musiało z czegoś żyć...
Jedynym elementem, różniącym Aldersberg od innych miast był stosunek liczby zbrojnych do zwykłych mieszkańców. Dużo wyższy, niż przeciętny... I nie dało się ukryć, że żołnierze nie zachowywali się jak wojacy na przepustce...

Obrócił się gwałtownie, gdy za jego plecami rozległ się trzask, rżenie koni i bolesny krzyk. Rozciągający się przed nim widok był jednoznaczny. Wielka fura przewróciła się a spadające z niego skrzynie przywaliły kogoś.
Derrick ruszył w tamtą stronę, ale inni byli szybsi. Zanim Derrick dotarł na miejsce zdarzenia przygodni przechodnie i dwóch wojaków odrzuciło skrzynie na bok. Bogato ubrany kupiec leżał na ziemi i skręcał się z bólu. Obok stał ubrany w liberię lokaj i zamiast pomagać swemu panu wydzierał się jak głupi.
- Noga strzaskana - krzyczał. - Trzeba będzie uciąć...
Twarz kupca zrobiła się blada. Stojąca obok lokaja dziewczyna, na którą do tej pory Derrick nie zwracał uwagi, upadła na kolana obok leżącego, przy nodze którego zaczęła rosnąć kałuża krwi...
- Ojcze - rozpacz brzmiała w jej głosie.
- Zamknij się, głupcze - wysyczał Derrick do ucha lokaja, a potem przyklęknął przy leżącym.
- Jestem medykiem - powiedział.
Rozciął nogawkę i zaczął opatrywać nogę leżącego. Krwawienie ustało.
Derrick podniósł głowę i spojrzał na żołnierzy, którzy ciągle stali w rosnącym tłumie otaczającym miejsce wypadku.
- Weźcie jakąś dłuższą deskę - wskazał przewróconą furę. - Trzeba go zanieść do domu.
- Zapłacę wam - powiedziała dziewczyna.
Na pierwszy rzut oka widać było, że stać ją na zrealizowanie obietnicy.
 
Kerm jest offline  
Stary 08-04-2008, 19:54   #17
 
Hellian's Avatar
 
Reputacja: 136 Hellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znany
Palce Cerintiana delikatnie gładziły kark czarodziejki.
Nessa chciała zapytać, skąd wie te rzeczy o niej, dlaczego przebiera się za lokaja, czy widział hrabiankę, czy jego zdaniem adepci sztuk magicznych zdołają jej pomóc, czy nie niepokoi go aura śmierci w mieście i o wiele innych spraw, ale pytania musiały poczekać.
Czasem muszą się wydarzać rzeczy oczywiste.
Przestała czuć się zawstydzona. Bo rozluźnione ciało nie współgrało z uczuciem dyskomfortu. Myślała jeszcze przez chwilę, ile lat może mieć czarodziej o fascynującej twarzy, ale szybko odegnała od siebie i to pytanie. Zostawiła sobie uwodzące ją kłamstewko. To nie czarodziej zręcznie masuje jej plecy sięgając od łopatek aż po obojczyki. To Jan, zwyczajny mężczyzna, jej rówieśnik.
-Czyż tylko prośba Celine cię tutaj przywiodła?
Powolutku, tak by uspokoić przyspieszony oddech wynurzyła się z wanny. Porcelanowa powierzchnie była bardzo śliska. Wychodząc lekko się zachwiała. Podtrzymały ją dłonie czarodzieja. Stanęła bardzo blisko „Jana”. Ociekająca wodą, smukła, czarnowłosa i zielonooka jak on. Błyszczała od oliwy, której użyła do kąpieli. Miała długie nogi, o mocnych sprężystych mięśniach akrobatki, bardzo szczupłą talię i piękne pełne piersi.
- Boli mnie biodro – powiedziała. Kilkunastocentymetrowy tatuaż szarego węża z bordową pręgą na grzbiecie gubił się w fioletowym siniaku.
Wspięła się na palce, by zrównać się nieco z czarodziejem i mocno pocałowała go w usta. Miały lekko słony smak.
 
Hellian jest offline  
Stary 08-04-2008, 20:43   #18
 
Zapatashura's Avatar
 
Reputacja: 17421 Zapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputacjęZapatashura ma wspaniałą reputację
do Nessy z Thanedd

[MEDIA]http://www.wrzuta.pl/aud/file/lgsMZftKWf/michael_lington_-_harlem_nocturne_saxophone.mp3[/MEDIA]

Objął cię w talii, mocno ale z odpowiednią delikatnością, aby nie wyrządzić ci żadnej krzywdy. Z ochotą odpowiedział na twój pocałunek-gorąco i namiętnie. Nie przejmował się tym, że moczysz właśnie jego szatę, pewnie bardzo drogą. Nie przejmował się tym, że woda i oliwa tworzyły powoli na podłodze kałużę. W tej chwili najwyraźniej liczyłaś się tylko Ty. I bardzo cię to cieszyło.
Przerwał pocałunek pierwszy, ale tylko na chwilę. Zaraz znowu przywarł do ciebie swymi słonymi ustami, skubał nimi twą dolną wargę, bawił się. Wkrótce poczułaś delikatne ugryzienie, bardziej dotyk zębów. A potem koniuszek jego wilgotnego języka, wodzący wzdłuż twych warg.
Potem kolejny namiętny pocałunek. Wasze języki zatańczyły wspólnie. Trwało to długo, bardzo długo. Aż zabrakło ci tchu, dopiero wtedy przerwał. Nikt cię tak jeszcze nie całował. Gdzie on się tego nauczył?
-Boli cię nóżka, piękna Nesso? Spytał cicho, całując cię w policzek, w ucho, w szyję. Każde słowo było przerwane pocałunkiem.
-Nie możesz jej więc nadwyrężać. Szybko przesunął ręką po twoim brzuchu, boku i pośladkach, aż poczułaś jego pewny chwyt pod udem. Podniósł cię z podłogi i zaniósł na łóżko. Ułożył cię wśród miękkiej, różowej pościeli.


-Czuję się w obowiązku zająć twym bolącym biodrem. Powiedział puszczając do ciebie figlarnie oko.
Przyklęknął przy krawędzi łoża, jego głowa zatrzymała się nad twym biodrem. "Twój Jan" delikatnie, ostrożnie zaczął całować siniak. Nie czułaś bólu.
 

Ostatnio edytowane przez Zapatashura : 04-03-2009 o 21:25.
Zapatashura jest offline  
Stary 10-04-2008, 17:42   #19
 
Hellian's Avatar
 
Reputacja: 136 Hellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znanyHellian wkrótce będzie znany
Och, umiejętnie grały na niej ręce czarodzieja. Z rękoma współgrały usta. Tak umiejętnie, że uczyła się nowych rzeczy o sobie. Zamknęła oczy, uspokojony oddech przyspieszał, a wibracje magii przesycały komnatę. Czerpała dziś z żywiołu powietrza. Cerintian emanował wodą. Słyszała morze w czasie sztormu. Pieszczoty jak fale unosiły ją, przewracały, zakrywały, tak, że brakło jej tchu. Nessa drżała. Drżały jej palce u stóp, powieki, drżącymi dłońmi zdejmowała z Cerintiana szatę. Amulet czarodzieja między jej piersiami lodowatym chłodem parzył skórę. Sama też już miała słone wargi. Czuła jak cały ciężar jej ciała spływa powoli do podbrzusza i wraca falami gorąca.

Opadli w miękkie jedwabie. Żmijka cicho jęczała. Lśniąca, zaróżowiona, lekko pochylona nad czarodziejem, doskonale wiedziała czego chce. A on chciał tego samego. Dwoje połączonych w jedno. Unosili się i opadali w zgodnym rytmie.
- to jest... – płytki oddech powodował, że słowa niczym pociski, wydostawały się na zewnątrz z nagłym przyśpieszeniem – to jest... prawdziwy... piąty żywioł...
Czarodziej już nic nie mówił.
 
Hellian jest offline  
Stary 10-04-2008, 19:55   #20
 
Zaelis's Avatar
 
Reputacja: 79 Zaelis wkrótce będzie znanyZaelis wkrótce będzie znanyZaelis wkrótce będzie znanyZaelis wkrótce będzie znanyZaelis wkrótce będzie znanyZaelis wkrótce będzie znanyZaelis wkrótce będzie znanyZaelis wkrótce będzie znanyZaelis wkrótce będzie znanyZaelis wkrótce będzie znanyZaelis wkrótce będzie znany
Gdy ów nieszczęsny żołnierz wpadł do środka, Legara jedynie uśmiechnął się pod nosem. Spokojnie obserwował twarz kapitana, oceniając go. Kiedy tamten ledwo powstrzymując złość przemówił do łowcy z żądaniem wyjaśnienia sprawy, brązowooki wyłożył jedynie obandażowaną dłoń na stół i po chwili namysłu zaczął mówić.
-Zostałem napadnięty w biały dzień. Grożono mi utratą życia, nożem jaki powinniście znaleźć przy zwłokach. A ponieważ odmówiłem oddania swojego skromnego dobytku rzucił się na mnie. Nie chciałem go zabijać, ale gdy zaatakował mnie drugi raz nie darowałem mu już. Uznaj to, jako małą próbkę moich możliwości. Sam oceń, czy jestem skuteczny czy nie. – powiedział uśmiechając się pod nosem. Spokojnie obserwował zmieniające się oblicze twarzy kapitana a nim ten zdążył przemówić rzucił jeszcze –A. Pijaczek umiał obchodzić się nożem. Pewnie ograbił, jeśli nie zabił kilku innych ludzi już. Zwłaszcza, że nóż nie był byle jaki, tylko porządny. Taki, jakiego używacie wy, strażnicy. – zręcznie skłamał, wskazując na wiszący u pasa stojącego wciąż obok niego noża. Wiedział, jak sytuacja wygląda w takich miastach i noża prędko nie znajdą. A dla niego, zawsze jest to jakieś wytłumaczenie.
 
Zaelis jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 04:41.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169