Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 05-05-2009, 15:42   #1
 
Sayane's Avatar
 
Reputacja: 12196 Sayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputację
Post [sesja] Pani Kryształu III

Rozdział III:
Zdrada.


[media]http://www.youtube.com/watch?v=Bff_UqVF5H4[/media]

Oszołomieni stoicie pośrodku kotliny, niepewni czy to dalsza część wizji, czy upiorna rzeczywistość. Jednak zmęczenie w Waszych członkach oraz otaczający Was odór śmierci nie pozostawiają miejsca na złudzenia. Czy sadzawka była zepsuta, czy też zadziałała moc, która spowodowała zniknięcie tei'ner, ważne jest fakt, że znaleźliście się w jedynym zakazanym i przeklętym miejscu na Kedros - w Imil.

W zapadającym mroku nie macie wiele czasu na obserwacje terenu. Anzelm, z łatwością możesz porównać stare mapy z rzeczywistością. Za plecami macie zarośnięty, kamienny trakt prowadzący do Miee'sitil. Po lewej powinien być górski trakt do Terenbo, po prawej do Rangaard. W kamiennych ścianach wokół Was zieją ciemnością otwory, które kiedyś były prawdopodobnie sztolniami; gdzieś też powinien być kamieniołom. Według mapy kotlina była tętniącym życiem miasteczkiem, jednak setki lat po wojnie nie ostało się wiele. Gdzieniegdzie wśród traw widzicie niewielkie fragmenty podmurówek i osmalonych ścian, często z wbitymi w nie wielkimi głazami. Czasami możecie natknąć się na kikuty drzew, które - spalone czy zniszczone - wypuściły kiedyś nowe pędy, po czym znów poddały się nieuchronnemu upływowi czasu. Za Wami znajduje się resztka zawalonej wieży strażniczej (możliwe, że nie jedynej).


Mimo, że wojna o Imil miała miejsce wiele wieków temu, kotlinę wciąż otula aura śmierci. Przerdzewiałe zbroje i spróchniałe kości rozpadają się pod Waszymi stopami z cichym szelestem. Wysokie, falujące z rzadka trawy z każdym poruszeniem odrywają nowe pozostałości po dawnych bojach.

Anzelm, Phaere, zwłaszcza Wy odczuwacie ciągłe, intensywne pulsowanie nieznanej, a równocześnie dziwnie znajomej mocy, której źródła nie możecie zidentyfikować. Macie wrażenie (drow również), że napełnia Was ona siłą, którą - jak Wam się zdawało - straciliście wraz z chwilą opuszczenia Waszych światów.

Nathiel, z mieszaniną smutku i nostalgii patrzysz na ten krajobraz. Mimo, że poległe tu stworzenia zasłużyły na swój los - przegrały przecież - zazdrościsz im niemal możliwości uczestniczenia w tak wielkiej (co widać już na pierwszy rzut oka) bitwie. W zamyśleniu przyglądasz się olbrzymim czaszkom i masywnym kościom wystającym z ziemi niby wielkie pomniki, zastanawiając się do jakich potworów mogły one należeć i jak można by z nimi walczyć. Cokolwiek jednak broniło Imil poległo pod naporem zjednoczonych sił Pięciu Narodów.

Jakby w odpowiedzi na myśli drowa gdzieś z góry rozlega się głęboki, przejmujący ryk, przepełniony wściekłością i smutkiem. Jego zwielokrotnione przez skały i jaskinie echo jeszcze długo dźwięczy Wam w uszach.

W światłocieniu zachodzącego słońca - oraz perspektywie potencjalnego niebezpieczeństwa - Waszą uwagę przykuwa kilka rzeczy, które wcześniej wzięliście za wielkie głazy czy fragmenty skał. W kierunku południowo-zachodnim, niedaleko miee'sitilskiego traktu widzicie spory budynek, który najwyraźniej oparł się zarówno wojennej zawierusze jak i upływowi czasu. Na południowym-wschodzie, bliżej środka kotliny stoi budowla, która - sądząc po kształcie - jest niemal wierną kopią rangaardzkiej świątyni. Na wschodzie zaś, wbudowana w ostre skały, poprzedzona szerokim pasem stopionej skały stoi na wpół zrujnowana twierdza, z wysoką, strzelistą wieżą, zwieńczoną kopułą z odbijającego światło materiału. W jednym z pustych okien rudery pali się wątłe światło.

 

Ostatnio edytowane przez Sayane : 06-05-2009 o 00:01.
Sayane jest offline  
Stary 07-05-2009, 15:08   #2
 
Aurora Borealis's Avatar
 
Reputacja: 325 Aurora Borealis jest jak klejnot wśród skałAurora Borealis jest jak klejnot wśród skałAurora Borealis jest jak klejnot wśród skałAurora Borealis jest jak klejnot wśród skałAurora Borealis jest jak klejnot wśród skałAurora Borealis jest jak klejnot wśród skałAurora Borealis jest jak klejnot wśród skałAurora Borealis jest jak klejnot wśród skałAurora Borealis jest jak klejnot wśród skałAurora Borealis jest jak klejnot wśród skałAurora Borealis jest jak klejnot wśród skał
Fosht'ka

Co się stało? Zaskoczenie, które towarzyszyło dziwnej anomalii, zastąpiło odczucie czujnej niepewności. I osamotnienia. Skąd to się wzięło? Poczuła, że chce natychmiast poszukać reszty.
Czy grozi im niebezpieczeństwo? Jej i pozostałej części drużyny? Czy to był jakiś magiczny atak, przejaw agresji, czy czar rzucony przez przyjazną istotę, czy może przez powracających tei'ner, szykujących się do odbicia osady? Czy zadziałało jakieś zaklęcie związane z tym miejscem? Czy to w ogóle na pewno była magia?
- Szefowo.. na pewno znalazłaś tu coś od bólu głowy - odezwał się słabo Calcifer gdzieś z półek. - Pożądam tego.
- Milcz.. przez chwilę - mruknęła zdezorientowana. Przynajmniej ptaszyska nie porwało, będzie z kim pogadać. Chyba, żeby brać pod uwagę inne zjawisko..
- Seleno?.. - powiedziała cicho, rozglądając się niepewnie.
 
__________________
- Dlaczego nie wolno mi kłamać? (..) Dlaczego tylko ja mam być prawdomówna? Wujek nie myśli, że to jest wystawianie się na cel? Jasne jest chyba, że jeśli ktoś tu oberwie, to nie ci, którzy kłamią, tylko ja.
- (..) Tu nie o to chodzi, kto oberwie. Tu chodzi o to, żebyś nie dołączyła do ich stada.
Aurora Borealis jest offline  
Stary 08-05-2009, 00:20   #3
 
Glyph's Avatar
 
Reputacja: 855 Glyph jest godny podziwuGlyph jest godny podziwuGlyph jest godny podziwuGlyph jest godny podziwuGlyph jest godny podziwuGlyph jest godny podziwuGlyph jest godny podziwuGlyph jest godny podziwuGlyph jest godny podziwuGlyph jest godny podziwuGlyph jest godny podziwu
Anzelm

W świątyni pozostał tylko po to, by nie dać satysfakcji czarodziejce i duma ta właśnie go zgubiła. Z udawanym skupieniem oglądał wnętrze świątyni, gdy ściany zawirowały, a potężna moc porwała ich w podróż w głąb czasu.
Dookoła rozgrywała się bitwa, sceny pojawiały się i znikały ustępując miejsca kolejnym.
Jeśli dotąd kapłan nie wierzył, lub nie był w stanie wyobrazić sobie stworzeń opisanych przez imć Długosza, teraz przed oczyma przeleciał mu cały ich wachlarz. Kronikarz niewiele pomylił się w swych opowieściach.

-Coś Ty zrobiła!?-syknął, chwiejąc się jeszcze cały i z trudem utrzymując równowagę. Dłuższą chwilę próbował uzmysłowić sobie, co właściwie się stało. Nigdy nie korzystał z wróżebnej misy, a teraz poznał na własnej skórze, czemu jest to niebezpieczne i wyczerpujące. Stali we trójkę sami pośrodku pustkowia. Wszystko inne zniknęło, konie, rzeczy, zapasy, kompani. Zdołał ochłonąć trochę, na tyle, by uznać, że gniew w tej sytuacji niczemu nie służy. Spod kapłańskiej togi i pobrzękujących ogniw koszulki kolczej wyciągnął mapę. Jeden z niewielu przedmiotów, poza ukrytymi sztyletami, kosturem i symbolem bóstwa, które nie zostały przy jukach. Chwilę studiował pożółkłe pergaminy.

-Imil-wypowiedział z niedowierzaniem.Tak wskazywały mu mapy, tak też zapamiętał to miejsce z czytanych historii. Więc bitwa, którą widzieli, czy to czasy niepokoju, zastanowił się, czy też misa wróżyła przyszłość tego miejsca?

Ogarnął wzrokiem ponurą kotlinę, która wbrew oczekiwaniu nie wzbudzała w nim odrazy, czy strachu. Można by rzec, wręcz przeciwnie.
Dość bujnych drzew, zieleni, leśnych stworzeń. Wspaniałe miejsce. Dla mnie. Jakiś głos wewnątrz odezwał się, kusił i nęcił. Anzelm podawał mu się, czując moc płynącą z tego miejsca. Gdzie indziej mógł znaleźć takie pokłady mrocznej energii, niż tutaj, pośród tysięcy poległych. Z każdą chwilą stawał się silniejszy.

-Przeklęte miejsce, oto gdzie się znaleźliśmy-w jego głosie zabrzmiała niezdrowa fascynacja-Jeśli mapy nie kłamią,gdzieś tam jest, lub było Miee'sitil, nie wątpię, że również i Fosth'ka-Zaniepokoił się odrobinę brakiem towarzyszki podróży, ale czarownica umiała radzić sobie sama. Właściwie, gdyby nie cała ta wspólna wędrówka nawet nie przejąłby się jej losem. Pomoc kompanom, to w zasadzie jedna z niewielu zasad moralnych, jakie wyznawał.

Wskazał kierunek potencjalnej wędrówki. Dziś jednak słońce zmierzało już ku zachodowi. Cokolwiek postanowią, wątpliwym było, że wyruszą natychmiast. Choć z innej strony drowy, w przeciwieństwie do niego, znakomicie widziały w ciemności.

Zastanowił się przelotnie nad zorganizowaniem ognia, lecz brak suchych gałęzi stał się sporym utrudnieniem. Porzucił w końcu ten pomysł, dodając do listy niedogodności potencjalnie wałęsające się po okolicy bestie, które mógłby zwabić nawet słaby płomień. Tak czy inaczej należało znaleźć miejsce do odpoczynku, możliwie osłoniętego przed wzrokiem innych stworzeń i od wiatru. Ruiny wieży strażniczej nieopodal mogły okazać się dobrym miejscem zarówno do przeszukania, jak i nocleg. Póki nie zapadł kompletny mrok miał zamiar przeczesać najbliższą okolicę.
 
Glyph jest offline  
Stary 10-05-2009, 14:43   #4
 
Sayane's Avatar
 
Reputacja: 12196 Sayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputację
Post Miee'sitil / Imil. Późne popołudnie.

Fosth'ko, rozglądasz się po okolicy, czekając na reakcję Seleny. Kobieta milczy; może dziwna fala mocy miała na nią inny wpływ, niż na Ciebie? Uderza Cię, że tei'ner wygląda teraz inaczej niż w Twoich snach czy wizjach; łagodny, delikatny wyraz twarzy zastąpiła surowa maska wojownika, a szerokie tatuaże - teraz niemal niewidoczne w półmroku - nadają jej jeszcze groźniejszy wyraz. Jest tez ubrana inaczej. Zniknęła krótka koszulka w jakiej ją znaleźliście - porzucona przez Was zresztą gdzieś nad jeziorem. W jej miejsce pojawiła się misterna zbroja z rodzaju tych, jakie mignęły Ci porzucone na dole, z dużym klejnotem na piersiach. Selena wygląda na prawdziwego żołnierza - gniew Matki - gotowego do walki.



Z dołu, z oddali dobiega Cię rozpaczliwy, zawodzący zwierzęcy płacz. To Tiloup miałczy żałośnie, kręcąc się wokół jednego z drzew. Sierść ma zjeżoną i zmierzwioną, a jego na wpół oszalały ze strachu wzrok na próżno szuka swej pani.

***

Anzelm, rozglądasz się uważnie po okolicy, podczas gdy Twoi towarzysze zbierają się jeszcze oszołomieni z ziemi. Twoim celem staje się zrujnowana wieża stojąca na pustej polanie przy starym miee'sitilskim trakcie.


Kiedyś zapewne była połączona z wbudowanym w skały murem, teraz zostały z niej jedynie fragmenty bramy, oraz lewe boczne wejście, ziejące czernią i stęchlizną. Patrząc na stan otaczających Was resztek zastanawiasz się, czy budowla nie zawali się z chwilą gdy do niej wejdziecie, jednak z drugiej strony - skoro przetrwała tyle wieków, może jedna noc więcej nie zrobi jej różnicy? Zastanawia Cię dlaczego część budynków można jeszcze rozróżnić - a nawet użyć - podczas gdy inne rozpadają się w pył pod lekkim dotknięciem; najwyraźniej jednak kluczowe struktury były jakoś specjalnie wzmacniane. Na prawo od wieży widzisz dalsze fragmenty obronnych murów Imil; może nawet w lepszym stanie niż sama brama. Nie uśmiecha Ci się jednak wspinaczka po resztkach kamiennych stopni w zapadającym zmroku.


Knights Tale copyrights by SteOS on deviantART

Martwi Cię też brak źródła wody - póki co nie widzisz ani nie słyszysz żadnego strumienia czy rzeki. Wiesz jednak, że tak żadne miasto nie może obyć się bez wody pitnej, liczysz więc, że w końcu coś znajdziecie.

 

Ostatnio edytowane przez Sayane : 10-05-2009 o 15:23.
Sayane jest offline  
Stary 10-05-2009, 15:42   #5
Karcianki i Planszówki
 
Krakov's Avatar
 
Reputacja: 15475 Krakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputacjęKrakov ma wspaniałą reputację
"Powinienem był przewidzieć, że nic dobrego z tego nie wyjdzie" - myślał drow, gdy wszystko wokół niego zrobiło się nieostre i zaczęło wirować. Uczucie bycia wyrywanym ze swojego ciała, ze swojej rzeczywistości nie należało do najprzyjemniejszych jednak obrazy jakie ukazały się wkrótce jego oczom pozwoliły mu o tym zupełnie zapomnieć. Oto widział ogromną ogromne armie przeróżnych istot toczących bój pośrodku jakiejś kotliny. Strzały i ogromne pociski zarówno kamienne jak i magiczne przeszywające powietrze, przeróżne stworzenia pochodzące zapewne z jednego z piekieł i wojownicy, wielu wojowników. Jedni toczyli walkę w powietrzu wysoko nad ziemią dosiadając grzbietów wielkich skrzydlatych stworzeń inni ścierali się z wrogiem twarzą w twarz na jej powierzchni. Wydawałoby się, że ci ostatni byli aktorami najmniej interesującego widowiska. Nie miotali ognistych pocisków, nie powalali przeciwników falami magicznej energii i wielobarwnymi błyskawicami. W niezbyt wyrafinowany sposób odbierali życie innym by w końcu stracić własne a jednak to właśnie oni przykuwali jego największą uwagę. Ich lśniące zbroje stopniowo pokrywające się krwią i pyłem, ich miecze i inne oręża ścierające się ze sobą z rykiem wściekłości krzyżowanego metalu. To właśnie oni, ich odwaga i umiejętności, ich pot i łzy stanowiły o przebiegu bitwy. To co działo się między najprostszymi żołnierzami decydowało o zwycięstwie lub przegranej.

Byli świadkami czegoś niespotykanie wręcz pięknego jednak tylko wojownik - prawdziwy wojownik - mógł dostrzec i pojąć to piękno. Nathiel miał ochotę wyrwać się spod władania tej siły która go tu przywiodła i rzucić się w otchłań bitwy jednak był zupełnie bez silny. Mógł tylko patrzeć i czekać aż wszystko ustanie, a jego stopy znów dotknął twardego podłoża.

W końcu wszystko ucichło. Drow pomyślał na początku, że wraz z wiedźmą doświadczyli tej samej wizji. Wydawało mu się to jednak dziwne bowiem z tego co mu było wiadomo na temat tego typu praktyk, podobnych doznań doświadczać mogły osoby bezpośrednio korzystające z misy i tylko one. Czemu więc i on się w to wszystko wplątał? 'Przeklęta Phaere...".

Zrozumiał jak bardzo się pomylił dopiero w tedy, gdy doszedł do siebie na tyle by się spokojnie rozejrzeć i stwierdzić, że nie znajdują się już w drzewnej świątyni w której byli przed chwilą. Nie znajdują się nawet w lesie, którym tak długo wędrowali i który zdawał się nie mieć końca. "A więc to nie była wizja. A przynajmniej, nie tylko..." To było to samo miejsce, w którym doszło do tej wielkiej bitwy. Nie było co do tego wątpliwości. Ta sama kotlina, te same formacje skalne i ruiny fortyfikacji wokół. Gdzieniegdzie walały się resztki zbroi i szczątki tych, których miały niegdyś chronić. Drow czuł ogarniającą go zewsząd, tak dobrze znaną aurę śmierci. Patrzył pod nogi na rozpadające się kości i niemal doszczętnie przeżarte przez rdze resztki żelaznych narzędzi zniszczenia. Jak wiele krwi wchłonęła ziemia, po której teraz stąpali?

-No właśnie... - zawtórował kapłanowi, jednak dużo spokojniej od niego.Podejrzewał, że drowka nie zrobiła tego specjalnie i sama nawet nie wie co się dokładnie stało. Mimo wszystko chętnie wysłuchalby jej wersji wydarzeń.

- Przeklęte miejsce, oto gdzie się znaleźliśmy. Jeśli mapy nie kłamią,gdzieś tam jest, lub było Miee'sitil, nie wątpię, że również i Fosth'ka.

Rzeczywiście, spoglądając w końcu po towarzyszach wojownik zauważył, że znaleźli się tutaj tylko we trójkę. Anzelm nie wydawał się jednak zbytnio przejęty ani tym, że po raz kolejny odbyli dość nieoczekiwaną podróż ani tym, że ich towarzyszka pozostała gdzieś tam, daleko od nich. Do pierwszego wszyscy powinni chyba zacząć się przyzwyczajać z resztą, nie mieli najwyraźniej wielkiego wyboru. Może za którymś razem wrącą w ten sposób tam, gdzie ich miejsce? Co się zaś tyczy Fosht'ki to , zakładając, że nic jej nie jest i została tam gdzie była, lepiej dla niej, że nie przeniosła się do tego miejsca. Położone wśród drzew Miee'sitil z pewnością było dla niej odpowiedniejszym niż Imil w którym się znaleźli. Dla nich zaś... Drow nie mógł mówić za wszystkich jednak jemu zupełnie to nie przeszkadzało. Cóż, że nie planowali się tutaj znaleźć i nie bardzo wiedzą co może na nich tutaj czekać. To miejsce, atmosfera, może nawet jakaś siła tkwiąca w powietrzu. Wszystko to sprawiało, że mroczny elf czuł się tu znacznie lepiej niż pośród drzew i leśnych zwierzątek.

Nagle w powietrzu rozległ się potężny ryk. Odbijające się od ruin i skał echo nieco dezorientowało, jednak drow domyślał się, że dźwięk musi pochodzić gdzieś z góry. Uniósł wysoko głowę by dostrzec jego źródło, jednak nawet ze swoim elfim wzrokiem nie mógł niczego dostrzec. No cóż, najwyraźniej i tutaj mają szansę spotkać jakieś "zwierzątka".

- Nie mam nic przeciwko nocnym marszom - rzekł gdy kapłan zaproponował potencjalny kierunek - jednak najpierw przydałoby nam się nieco odpoczynku. Zdaje się, że i tak mieliśmy się zatrzymać na nocleg przed wyruszeniem w dalszą drogę.

"Dalsza droga" będzie wyglądała trochę inaczej niż do tej pory, pomyślał gorzko, i nie chodziło wcale o zmianę scenerii. W tej chwili strata towarzyszki wydawała mu się mniej znacząca niż to, ze nie mieli ze sobą koni, ani niczego co było przy nich zostawione w tym swoich zapasów. Ekwipunek drowa, choć skromny, skurczył się jeszcze bardziej. Zostało mu tylko to co miał na sobie, sztylety, sejmitar i miecz, którego wciąż nie wypuszczał z dłoni. Żałował, że nie miał przy sobie swojej kuszy, jednak teraz było to już bez znaczenia. Będzie sobie musiał poradzić przy pomocy tego co ma.
 
__________________
Gdzieś tam, za rzeką, jest łatwiej niż tu. Lecz wolę ten kamień, bo mój.
Krakov jest offline  
Stary 10-05-2009, 16:50   #6
 
Lyssea's Avatar
 
Reputacja: 330 Lyssea jest jak klejnot wśród skałLyssea jest jak klejnot wśród skałLyssea jest jak klejnot wśród skałLyssea jest jak klejnot wśród skałLyssea jest jak klejnot wśród skałLyssea jest jak klejnot wśród skałLyssea jest jak klejnot wśród skałLyssea jest jak klejnot wśród skałLyssea jest jak klejnot wśród skałLyssea jest jak klejnot wśród skałLyssea jest jak klejnot wśród skał
Phaere

Wizja bitwy zawsze przysparzała szybsze bicie serca Phaere. Przyzwyczajona do ciszy biblioteki nie przepadała za odgłosami mieczy uderzających w zbroje czy krzyków poległych w walce żołnierzy.
Kiedy Phaere upadła myśląc, że to już koniec wizji, okazało się, że nie wróciła z powrotem do ukrytej w drzewie świątyni.

Podniosła się z skrawka ziemi, które nie było okryte rozkładającymi się wojownikami i och zniszczoną bronią.
Strzepnęła kurz ze swoich ubrań i podciągnęła swoje rękawiczki do wysokości łokci. Po chwili przekonała się, że nie jest tu sama, kiedy usłyszała Anzelma za swoimi plecami. Nie odpowiedziała jednak na jego zaczepkę, gdyż sama zastanawiała się jak to możliwe, że wizji doświadczają wszyscy obecni przy rytuale. Phaere wiele razy korzystała z mis do wróżenia, ale nigdy jeszcze nie zdarzyło jej się zabrać ze sobą towarzyszy.
Coś poszło nie do końca tak jak sobie zaplanowała. Drowka zaczęła zastanawiać się czy jest to jeszcze wizja, czy zostali fizycznie przeniesieni do przyszłości Imil.
Po chwili przekonała się, że zostawienie części rzeczy przy koniu nie było dobrym pomysłem. W torbie którą miała przy boku była tylko księga z którą się praktycznie nie rozstawała, oprócz tego był jeszcze nóż, atrament i pióro, a także poczerniały symbol Eilistraee i sporo wolnego miejsca na przedmioty, które planowała wynieść z Miee'sitil. Były to rzeczy, które nie gwarantowały długiego przetrwania w nowym otoczeniu pozbawionym jakiegokolwiek życia.

Przeraźliwy wrzask, być może jedynego stworzenia, któremu udało się ukryć przed śmiercią zbierającą swoje żniwo na polu bitwy, był znakiem, iż trzeba jak najszybciej odejść z tego miejsca.

- Fosht'ki już tam nie ma Anzelmie, może jedynie jej porośnięty mchem szkielet. To co teraz widzisz to przyszłość Imil. Nie mamy po co wracać do Miee'sitil.- powiedziała pewnym głosem, po czym zdała sobie sprawę, że Tiloup również został w lesie. W tej chwili zdała sobie sprawę, że razem z nim została tam część jej duszy i nadziei na oderwanie się od zła jakie odbiło piętno na jej życiu. W pewnym momencie chciała wrócić po niego, lecz nie miało to żadnego sensu, bo prawdopodobniej skończył tak jak Fosht'ka.

Nałożyła na głowę kaptur, aby nie zwrócić bielą swoich włosów uwagi czającego się gdzieś stwora, mogącego szukać zemsty.
- Musimy czym prędzej wyruszyć. Za mną ! - powiedziała ostro zmierzając w kierunku zniszczonej twierdzy, której tlące się w jednym z okien światło mogło skrywać odpowiedzi.

Phaere zdawała sobie sprawę, że ciemność sprawi, że kapłan po części straci swoją pewność, lecz w tym przypadku nie było sensu czekać na ponowny wschód słońca. Nie wiadomo kiedy znowu mogą być przeniesieni w inne miejsce lub z powrotem do Miee'sitil, dlatego trzeba korzystać z tego gdzie los ich pchnął. Poza tym energia i moc jaka wypełniała Phaere od środka nie pozwoliłaby jej siedzieć bezczynne w miejscu. Teraz czuła, że wszytsko czego chciała może być w zasięgu jej rąk.

Tiloup stanąwszy na swoich łapkach, zaczął biec jak najszybciej w stronę drzewa, w którym ostatnio znikła jego pani wraz ze swoimi dwoma towarzyszami. Jednak drzwi wielkiego vellen nie otworzyły się pod naporem delikatnych kocich łapek. Kot jednak nie myśłam nawet o poddaniu się w ratowaniu swojej pani, której bez względu na wszystko czuł się opiekunem, bo i taką funkcję nadały mu kapłanki Eilistraee, gdy wraz z Phaere je opuszczał.
Widząc Fosht'kę, która również, jak mu się zdawało kogoś szuka, podbiegł do niej, gdyż widział w niej osobę, która może mu pomóc wejść do świątyni.
Ocierając się o jej nogi i pomrukując starał się zwrócić dużo wyższej od niego czarodziejki uwagę na siebie.
 
__________________
Żeby ujrzeć coś wyraźnie, wystarczy często zmiana punktu widzenia.
Lyssea jest offline  
Stary 11-05-2009, 19:48   #7
 
Sayane's Avatar
 
Reputacja: 12196 Sayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputację
Post Rangaard

***

Rangaard. Pięć dni wcześniej...

Przy wschodniej bramie Rangaard panował nieopisany zgiełk. Grupa gryfich zwiadowców wysłanych nad wschodni płaskowyż lądowała właśnie na okolicznych pastwiskach, wzbudzając swoim chaotycznym zachowaniem uzasadnioną panikę wśród koni i bydła. Powietrzne wierzchowce siadały ciężko na ziemi skrzecząc, nerwowo bijąc skrzydłami i orząc pazurami glebę. Wkrótce na polach pojawili się też dowódcy miasta, powiadomieni przez straż na murach o powrocie zwiadowców. Jednak już na pierwszy rzut oka mogli stwierdzić, że rekonesans nie poszedł tak, jak się tego spodziewali. Z siedmiu wysłanych na wschód ptaków wróciło pięć, te zaś były w opłakanym stanie. Przypalone lotki, zwichnięte skrzydło, poranione nogi, to tylko niektóre z dostrzeżonych urazów; a jeźdźcy nie wyglądali dużo lepiej.



Zabierzcie zwierzęta do stajni i wezwijcie medyków! Migiem! - ostrym głosem nakazała Aria, po czym podjechała do przywódcy jeźdźców, Krestena, podając mu obleczoną w skórzaną rękawicę dłoń i wciągając na swojego konia. - Jedziemy! - krzyknęła do pozostałych i, roztrącając zebranych w międzyczasie gapiów, wszyscy pogalopowali do świątyni, gdzie czekała zebrana w pośpiechu Rada miasta.

***

- Jest źle - powiedział Kresten, siadając ciężko na ławie i biorąc do rąk podany mu przez służkę gorący napój. - Nie udało nam się dotrzeć bezpośrednio nad Imil. Cały płaskowyż i kotlinę pokrywa ni to szara mgła, ni to dym... Akas i Peter próbowali się przez nią przedostać, ale... słyszeliśmy tylko ich wrzaski, skrzek gryfów, swąd palonego ciała... Muszę powiadomić ich rodziny... - mężczyzna westchnął ciężko, a cisza panująca w sali pogłębiła się jeszcze.

- Próbowaliśmy lądować od strony starego traktu i dojść pieszo, ale nie zdążyliśmy nawet porządnie posadzić gryfów - na całe nasze szczęście - gdy spośród skał wyleciały na nas ogniste pociski... Podobnie było od strony morza, a od północy nie mieliśmy sił już próbować. Ledwie dolecieliśmy do domu; gryfy były tak przerażone, że nie chciały nas nieść... Zresztą pod Imil też nie chciały podlecieć, musieliśmy je szpicrutami zmuszać do posłuszeństwa
- zakończył zwiadowca ze smutkiem. - A co z Astriatą i innymi zachodnimi miastami?

- Zwiadowcy wrócili wczoraj - oświadczył ponuro Sylvan. - Wszystkie zachodnie siedziby tei'ner są opustoszałe; jedyne ślady to czarna szadź oblepiająca budynki i ciągnąca się na wschód. Znaleźli natomiast kilka stad lilendów. Co prawda większość z nich jest jak zwykle w podróży, jednak w miarę swoich możliwości obiecali pomóc. Nie wydają się jednak zmartwieni obecną sytuacją - westchnął. - Czasem wydaje mi się, że dla nich wszystko jest tylko kolejną przygodą... Rufusie, jak przebiega werbunek?

- Jest już na ukończeniu -
dumnie oświadczył kapitan straży. - Wszyscy mężczyźni zbędni przy pracach polowych są gotowi wyruszyć na rozkaz. Broń i zbroje są rozdane; czekamy jedynie na zapasy żywności i podkucie reszty koni.

- Znakomicie. Pozostaje nam jedynie poczekać na wieści z Terenbo. Miejmy nadzieję, że będą bardziej optymistyczne...

***
 

Ostatnio edytowane przez Sayane : 11-08-2009 o 16:35.
Sayane jest offline  
Stary 11-05-2009, 22:28   #8
 
Milly's Avatar
 
Reputacja: 1901 Milly ma wspaniałą przyszłośćMilly ma wspaniałą przyszłośćMilly ma wspaniałą przyszłośćMilly ma wspaniałą przyszłośćMilly ma wspaniałą przyszłośćMilly ma wspaniałą przyszłośćMilly ma wspaniałą przyszłośćMilly ma wspaniałą przyszłośćMilly ma wspaniałą przyszłośćMilly ma wspaniałą przyszłośćMilly ma wspaniałą przyszłość
Selena przez chwilę stała oniemiała. Słowa czarodziejki wprawiły ją w z dziwienie. Nie przypuszczała, że kobieta może w ten sposób zareagować. Zastanawiała się co jej odpowiedzieć, jak inaczej ją przekonać do swych słów. Nim jednak zdążyła cokolwiek zrobić... coś zaczęło się dziać. Jakaś dziwna, nie do końca zrozumiała, obca moc wtargnęła do Miee'sitil, siejąc spustoszenie! Selena nie miała czasu nawet pomyśleć, odruchowo zwróciła się do Matki z prośbą o ochronę, próbując otoczyć siebie i Fosth'kę barierą. Nie wiedziała co się dzieje i nie miała nawet pojęcia czy jej prośba zostanie wysłuchana. Wreszcie, po bardzo długiej chwili, wydającej się niemal wiecznością katorgi, wszystko powoli się uspokoiło.


Selena jeszcze przez chwilę nie ruszała się, nie wychodząc ze swojego ukrycia. Nasłuchiwała i rozglądała się. Coś się zmieniło, lecz początkowo nie mogło do niej dotrzeć, cóż to takiego. Dopiero jakiś nagły impuls podpowiedział jej co się stało. Miasto znowu było puste. Została w nim sama z czarodziejką, która również była zdezorientowana i nie wiedziała co począć. W Tei'nerce zawrzał wreszcie prawdziwy gniew, który wlał w jej duszę nową energię, wypełnił ją mocą, która dodała jej odwagi i determinacji. Stanęła przed Fosth'ką zupełnie odmieniona, ukazując się w pełnej postaci, już nie jako widziadło, lecz jako Selena, Gniew Matki, Obrończyni swego ludu, swego dziedzictwa i swego miasta! Jej oczy płonęły gniewem, lecz nie był to gniew skierowany przeciwko czarodziejce.


- Cokolwiek zrobili, zapłacą za to! - odezwała się – Twoi towarzysze. Nie powinni byli wkraczać do Miee'sitil, nie powinni byli brukać tego miejsca swoją obecnością i swoimi brudnymi myślami! Nie wiem co zrobili, lecz sądząc po efektach, nie było to nic dobrego!


Obrończyni opanowała swój gniew, zrozumiawszy, że unoszenie się w obecności czarodziejki, która nie była winna zaistniałej sytuacji, niczego nie przyniesie. Tym bardziej, że nie wiedziała co się tak naprawdę stało. Co tamci mogli zrobić, gdzie się udać i jakiego czaru użyć, by wyzwolić taką energię? Było to na razie zagadką. Jednak cokolwiek się z nimi stało, przynajmniej ich zniknięcie mogło się na coś przydać. Została sama z Fosth'ką, co w tej sytuacji wydawało się bardziej korzystne.


- Jak widzisz, jestem tu naprawdę. Czy gdybym istniała w twojej wyobraźni, czarodziejko, czy potrafiłabyś przeczytać księgę napisaną w zupełnie obcym ci języku? Mówiłam ci już, że mogę ci pomóc, choć w tej sytuacji zdaje się i tak jesteśmy na siebie skazane... - uśmiechnęła się łagodnie. - Chodź, zaprowadzę cię do swojego domu, tam będziemy mogły swobodnie porozmawiać i zastanowić się co się stało i jak wybrnąć z tej sytuacji. Oczywiście twój skrzydlaty towarzysz jest w mych progach równie mile widziany.


Selena po tym wybuchu gniewu próbowała lekkim tonem rozładować nieco napiętą sytuację. Zniknięcie tamtych ludzi, dziwna energia i poczucie osamotnienia ciążyły nad ich głowami niczym fatum. Choć równie dobrze mogły rozmawiać tutaj, jak i w każdym innym miejscu wymarłego miasta, to zaproszenie Fosth'ki do własnego domu było dla Seleny gestem wyciągnięcia do niej pomocnej dłoni i propozycją przymierza. Poza tym było tam kilka przydatnych rzeczy, które mogły się przydać w dalszej podróży (dokądkolwiek by nie wyruszyły), a może też przy odrobinie szczęścia znajdzie się choć trochę jej ulubionej mieszanki herbaty...?
 
Milly jest offline  
Stary 12-05-2009, 23:17   #9
 
Glyph's Avatar
 
Reputacja: 855 Glyph jest godny podziwuGlyph jest godny podziwuGlyph jest godny podziwuGlyph jest godny podziwuGlyph jest godny podziwuGlyph jest godny podziwuGlyph jest godny podziwuGlyph jest godny podziwuGlyph jest godny podziwuGlyph jest godny podziwuGlyph jest godny podziwu
Anzelm

Nathiel podzielał ten sam pogląd na dalszą wędrówkę, co kapłan. Wymęczeni przez trudy wędrówki i moc wróżebnej misy tylko naraziliby się na niebezpieczeństwo wyruszając natychmiast.
-Zgoda, znajdźmy więc miejsce na obóz, zanim do końca się ściemni.-zadecydował, ruszając w stronę upatrzonych ruin.

W tym samym czasie usłyszał głos czarodziejki. Phaerejak zawsze musiała mieć odmienne zdanie. Błędnie zignorował jej zamierzenia, o czym za chwilę miał się przekonać.

W drodze do zrujnowanej strażnicy rozważał ostre słowa czarownicy. Przyszłość. Możliwe, że miała rację, zastanowił się przelotnie, może naprawdę znaleźli się w przyszłości. Nie spodobała mu się ta myśl. Dotąd przyszłość traktował jako coś co sam może ukształtować, a wizję, jako wskazówki, które niekoniecznie muszą się ziścić. Teraz miał stanąć przed faktem dokonanym, było to dla niego zbyt pogmatwane. Prosta logika, a także doświadczenia z Sigil podpowiadały mu inną możliwość. Może drowka swymi czynami aktywowała jakiś portal. Nie takie rzeczy i gesty okazywały się kluczem do portali w mieście drzwi. Także widok tych ruin niczego nie dowodził, istniały takowe już w momencie gdy wkraczali do Miee'sitil. To przecież stare miasto, zniszczone w czasach niepokoju. W istocie, przeniesienie w przestrzeni bardziej mu pasowało i zdawało się łatwiejsze do przełknięcia dla kapłana.

Dokonywał właśnie oględzin ruin, sprawdzał wnętrze strażnicy, oceniając, gdzie najlepiej pozostać na noc, przeszły mu tez przez myśl zapasy wody i jedzenia, które zostały przy koniach. Z samego rana zamierzał obejść teren w poszukiwaniach studni, licząc, że leżące tu latami, gnijące i obmywane przez deszcze szczątki, nie zatruły doszczętnie ujęć wody. Z jedzeniem mogły być jednak większe kłopoty. To już nie tak przed chwilą napawające obrzydzeniem, gęste zdrowe lasy, nawet teraz o zmroku panowała tu śmiertelna cisza.

Był całkowicie pochłonięty swym zajęciem, gdy dobiegł go okrzyk drowki.

- Musimy czym prędzej wyruszyć. Za mną !

"Oszalała." Była to pierwsza myśl, jaka przyszła kapłanowi do głowy. Pognał jak najszybciej, przekonać drowkę do zmiany pochopnej decyzji. Właściwie po śmierci Maureen i pamiętnych słowach czarownicy, powinien ją puścić i przekląć na drogę. Postąpił inaczej. Może tylko dlatego, że ściągając kłopoty na siebie, Phaere wplatałaby w nie również i pozostałych, chociażby poprzez oznajmienie światu o ich obecności tutaj. I tylko ta krucha więź zależności kazała mu pognać co sił w nogach.

-Dokąd tak pędzisz!-powiedział głośniej, gdy prawie zrównał się z czarodziejką-Czego się spodziewasz po tym światełku. To miejsce od kilkuset lat nie jest zamieszkane, nikt żywy tu się nie zapuszcza. Myślisz, że ciepło Cię tam przywitają, czy tak mocno ufasz swojej magii?-spytał poirytowany.

Zaklął szpetnie, gdy omal się nie potknął w pośpiechu. Zapadająca noc, nie służyła ludzkim oczom.
-Zamiast iść teraz, możemy zwiedzić ruiny rankiem-opanował głos, wiedział, że krzyk podziała na butną czarodziejkę jak płachta na byka-To nie jest żadna wizja, która zaraz ma się skończyć. Przyszłość, przeszłość, przenieśliśmy się tu w całości i możemy łatwo tu zginąć.
 

Ostatnio edytowane przez Glyph : 12-05-2009 o 23:50.
Glyph jest offline  
Stary 13-05-2009, 22:59   #10
 
Aurora Borealis's Avatar
 
Reputacja: 325 Aurora Borealis jest jak klejnot wśród skałAurora Borealis jest jak klejnot wśród skałAurora Borealis jest jak klejnot wśród skałAurora Borealis jest jak klejnot wśród skałAurora Borealis jest jak klejnot wśród skałAurora Borealis jest jak klejnot wśród skałAurora Borealis jest jak klejnot wśród skałAurora Borealis jest jak klejnot wśród skałAurora Borealis jest jak klejnot wśród skałAurora Borealis jest jak klejnot wśród skałAurora Borealis jest jak klejnot wśród skał
Fosht'ka

Spokojnie wysłuchała słów Seleny, powstrzymując chwilowo odruch opozycji na temat ich wejścia do osady; może to wciąż przez dystans do jej osoby, a może to przez jej wygląd wojowniczki.
"Cokolwiek zrobili, zapłacą za to! Nie powinni byli wkraczać do Miee'sitil, nie powinni byli brukać tego miejsca swoją obecnością i swoimi brudnymi myślami!"
"Ja wdarłam się tu wraz z nimi, nie?" przemknęło jej przez myśl. Patrzała na Selenę z fascynacją, ale i uczuciem pewnego lęku: oto stała przed nią silna kobieta, żołnierz, wyglądająca na obdarzoną pewnym temperamentem. Obawiała się, że ciężko może być spleść między nimi dwiema nić porozumienia, tak teraz potrzebną.
"Jak widzisz, jestem tu naprawdę. Czy gdybym istniała w twojej wyobraźni, czarodziejko, czy potrafiłabyś przeczytać księgę napisaną w zupełnie obcym ci języku? Mówiłam ci już, że mogę ci pomóc, choć w tej sytuacji zdaje się i tak jesteśmy na siebie skazane.."
Miała rację. Może i Fosht'ka nie znała się za dobrze na chorobach psychicznych, ale świrom zwykle wydaje się, że mogą więcej niż mogą. Ona czytała księgi. Ciężko było się uważać za szaloną. Pozostało pytanie, która wersja bardziej jej odpowiada?
"Chodź, zaprowadzę cię do swojego domu, tam będziemy mogły swobodnie porozmawiać i zastanowić się co się stało i jak wybrnąć z tej sytuacji. Oczywiście twój skrzydlaty towarzysz jest w mych progach równie mile widziany."

- Dziękuję.. Myślę jednak, że najpierw spróbuję połapać konie. Zdaje się, że się zerwały, a nie mam ochoty ganiać ich po zmierzchu.. Z resztą, nawet jeśli chcą biegać, trzeba im poluzować nieco popręgi - zaproponowała, i zaczęła zbierać swoje rzeczy, nie zabierając na razie nic nowego. Teraz już miała kogo pytać o pozwolenie, a z pytaniami należało poczekać. - Poza tym, może sprawdzimy, czy na pewno ich tu już.. nie ma - dodała niepewnie, kładąc sobie ostrożnie Kruka na ramieniu.
- O proszę, Tiloup. Chcesz czegoś? - zapytała podejrzliwie, gdy Kot otarł się jej o nogę i zaczął mruczeć. Nie przypuszczała, że to może być naturalne o kota Drowki, zwłaszcza tej. - Co tu robisz? Może byś powiedział, co się stało z Phaere, hm? - zapytała pół żartem, pół serio.
 
__________________
- Dlaczego nie wolno mi kłamać? (..) Dlaczego tylko ja mam być prawdomówna? Wujek nie myśli, że to jest wystawianie się na cel? Jasne jest chyba, że jeśli ktoś tu oberwie, to nie ci, którzy kłamią, tylko ja.
- (..) Tu nie o to chodzi, kto oberwie. Tu chodzi o to, żebyś nie dołączyła do ich stada.
Aurora Borealis jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 03:15.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169