Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 27-05-2009, 14:47   #1
 
Korbas's Avatar
 
Reputacja: 1837 Korbas ma wspaniałą przyszłośćKorbas ma wspaniałą przyszłośćKorbas ma wspaniałą przyszłośćKorbas ma wspaniałą przyszłośćKorbas ma wspaniałą przyszłośćKorbas ma wspaniałą przyszłośćKorbas ma wspaniałą przyszłośćKorbas ma wspaniałą przyszłośćKorbas ma wspaniałą przyszłośćKorbas ma wspaniałą przyszłośćKorbas ma wspaniałą przyszłość
[Harry Potter] Uczniowska Codzienność

"Jeśli sądzisz że w dobie komputerów sztuka czytania zanikła, zwłaszcza wśród dzieci, to niezawodny znak że jesteś... Mugolem!"



Wejście główne na dworzec King's Cross było jak zwykle tłumnie bombardowane przez wiecznie spieszących się Londyńczyków. 1 września tłok na peronie był jeszcze większy niż zazwyczaj i łatwo można było dopatrzyć się dziwnych zjawisk. Dzieciaki w różnym wieku szły z ludźmi ubranymi w długie płaszcze, taszcząc za sobą wózki z kuframi i (najczęściej) klatki z sowami albo kotami. Było to o tyle dziwne że owi ludzie znikali gdzieś koło dziewiątego peronu i nikt ich więcej nie widział.
Dla zwykłego mugola pewnie byłoby to bardzo zastanawiające, ale nikt nawet nie zwracał uwagi na to że dwunastoletni chłopak wbiega w żelazną barierkę między dziewiątym i dziesiątym peronem i znika, a za nim robi to jeszcze pół tuzina innych ludzi. No, ale czemu się dziwić, przecież mugol to mugol i nic tego nie zmieni.
A jednak żaden z nich nawet nie pomyśli że właśnie tutaj - na King's Cross znajduje się jedna z ważniejszych Bram do Świata Magii. Właśnie tam, za żelazną barierką między peronami dziewiątym i dziesiątym znajduje się magiczne wejście na ukryty dla mugoli peron - na peron 9 i 3/4. A tam na uczniów magicznej szkoły o nazwie Hogwart, czeka czerwony parowóz, wyrzucający obłoki dymu na cały peron, czekając na odjazd. Właśnie tutaj i o tej godzinie 11.00 pociąg wyruszał przez wzgórza i lasy do Hogwartu.
Książki, przybory kupione, kufer zapakowany, klatka dobrze zamknięta. Teegan Reed, spięta i gotowa stała wraz ze swoimi rodzicami i rodzeństwem przy wejściu głównym. Jej ojciec Rodney trzymał wózek, na którym położyli kufer dziewczyny, a jej siostry trzymały swoje wózki. Wszyscy wyciągali szyje, aby wśród tłumu mugoli dostrzec tabliczkę z liczbą 10. Allison Reed pierwsza dostrzegła peron.
- To tam! - rzekła wskazując ręką na tabliczkę z numerem peronu. - Chodźmy.
Ruszyli w tamtym kierunku, mijając grupkę innych czarodziejów i stanęli przed żelazną barierką między 9 i 10 peronem.
-To tutaj, wejdźmy. - rzekł ojciec, a Teegan już zaniemówiła z podekscytowania.
Podeszli do barierki, a potem szybko przekroczyli ją wchodząc na peron.
Zaraz za nimi, samotnie przez barierkę przeszedł Mathew Wallace, z kufrem i sową na wózku. Gdy tylko wszedł w barierkę, ogarnęła go chwilowa cisza, a potem ponowny gwar rozmów, śmiechów itp. Zaraz za barierką czekał na niego jego ojciec - Steven
-Poradziłeś sobie synu? - zapytał go ojciec, a potem ruszyli ku pociągowi.
Dochodziła godzina 11.00 i na King's Cross coraz mocniej roiło się od czarodzejów i uczniów Hogwartu, spieszących na peron 9 i 3/4.
Wśród nich byli Jordan Bravy i Jonathan Roberts. Jeden z ojcem, drugi z matką ciągnęli kufry ku żelaznej bramce obok peronu 9. Oboje spotkali się przy peronie i razem przeszli przez barierkę.
Tymczasem Sybilla Merediv usiadła sama w przedziale, smutna, gdyż ani ojciec, ani matka nie mogli odprowadzić córki na peron. Ludzie przechodzili obok jej przedziału, nie zaglądając. Gadali, śmiali się i opowiadali sobie różne historie. A jednak ktoś zechciał zakłócić spokój Sybilli. To Kristin Bloodrose otworzyła drzwi przedziału i uśmiechnęła się do dziewczyny:
-Można? - spytała, a potem wtaszczyła kufer do środka, położyła klatkę z kotem na jednym z siedzień - zaraz wracam.
I poszła do okna na korytarzu, aby pożegnać się z rodzicami.
Przez gwar na peronie 9 i 3/4 przebiegł głośny gwizd - ostrzeżenie że pociąg zaraz ruszy. Alexandra Fleming z matką przebiegły szybko przez barierkę.
-Szybiej, nie zdążymy! - krzyknęła Kate, matka Alexandry. Razem Pomogła córce wnieść kufer do pociągu i pożegnała ją.
Mathew Purvis jako jeden z ostatnich wsiadł do pociągu. Żegnał się z rodzicami, podczas gdy drzwi były już zamykane. Jednak te najbliżej niego otworzyła Alexandra
-Wskakuj, szybko! - powiedziała do niego głośno. Pociąg ruszał, a dziewczyna pomogła mu z kufrem i sową. Mathew uśmiechnął się do niej i pomachał rodzicom, po czym zamknął drzwi.

Ekspres Hogwart pozostawił za sobą peron 9 i 3/4, mknąc ku nieznanemu...
 
__________________
Wyłącz się!
Ctrl+W
Korbas jest offline  
Stary 27-05-2009, 17:03   #2
 
Zielin's Avatar
 
Reputacja: 118 Zielin wkrótce będzie znanyZielin wkrótce będzie znanyZielin wkrótce będzie znanyZielin wkrótce będzie znanyZielin wkrótce będzie znanyZielin wkrótce będzie znanyZielin wkrótce będzie znanyZielin wkrótce będzie znanyZielin wkrótce będzie znanyZielin wkrótce będzie znanyZielin wkrótce będzie znany
Niewiele brakowało, a Mathew spóźniłby się na pociąg. Wszystko przez podekscytowanie, wywołane niedawno otrzymaną wiadomością o przyjęciu do Hogwartu - Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Przez pół nocy nie mógł spać, rozmyślając ze strachem o chwili, w której przegapia pociąg i - jak na ironię - przez te rozważania sam doprowadził do takiej sytuacji. Jego matka na szczęście przewidziała taką sytuację, bowiem po obudzeniu czekał na niego spakowany kufer i sówka zamknięta w klatce. Czasu jednak było niewiele, więc ubierał się w pośpiechu.

Droga nie zajęła im wiele, ale i tak przybyli na chwilę przed odjazdem. Nikogo nie zdziwił fakt rodzinki tachającej w klatce sowy i bagażu na wózku, ani też ich tajemniczego zniknięcia gdzieś w okolicy 10 peronu na stacji King's Cross.
Po przejściu prze barierkę Mathew wyczuł, że powietrze na peronie 9 i 3/4 jest jakieś inne. Magiczne. Wypełnione czymś, co od razu poprawiało mu humor.
Odwrócił się plecami do pociągu. Wiedząc, że ma mało czasu zaczął żegnać się z rodzicami. Matka ze łzami w oczach, kilka razy ucałowała go w oba policzki.
- Mamo, daj już spokój! Wszyscy się patrzą. - powiedział lekko zawstydzony chłopak. Uścisnął jeszcze ojca i machając do nich na pożegnanie podszedł - wraz z oprzyrządowaniem - do pobliskiego wejścia. Szarpiąc klamkę poczuł niemiły ruch w okolicach żołądka. Wagony są pozamykane, pewnie nie wpuszczą już do środka! Szybkim krokiem ruszył wzdłuż przedziału z nikłą iskierką nadziei, że jakieś drzwi pozostały otwarte. Para buchająca z komina i narastający syk uświadomiły go, że pociąg ma zamiar ruszać.

Na szczęście, kiedy pociąg już zaczynał swoją podróż po torach wprost do zamku, pewna młoda dziewczyna, stojąc w otwartych drzwiach do których właśnie zmierzał, wyciągnęła do niego pomocną rękę.
Razem wtaszczyli jego kufer i klatkę z sową. Na korytarzu Mathew wyprostował się i uśmiechnął do niej. Pomachał jeszcze do rodziców.
- Dzięki wielkie. - zwrócił się do dziewczyny. Powierzchownie przyjrzał się jej. Pozwoliło mu przypuszczać, że jest ona w jego wieku. - O mało co i przegapiłbym swój pierwszy dzień w szkole. - oznajmił z rozbrajającym uśmiechem.

Zamknął za sobą drzwi do wagonu. Kucnął jeszcze, żeby zawiązać sobie buty. Przerażony stwierdził, że założył skarpetki nie do pary. Wszystkiemu winien był on sam. "Trzeba było nie siedzieć tyle w nocy". Szybko zawiązał sznurowadło i wyprostował się, poprawiając spodnie i kołnierzyk przy bluzie. Miał nadzieję że obecna przy nim dziewczyna nic nie zauważyła. Nie chciał już z początku być rozpoznawalny przez rówieśników. A przynajmniej nie w taki sposób.
- Jeszcze raz dzięki za pomoc. - Dziwne uczucie przeszyło jego mózg. Z tego całego zamieszania zapomniał się przedstawić.
- Uh, tak w ogóle, to jestem Mathew. Mathew Purvis. Ale wystarczy Mathew. Samo Mathew. - Ekscytacja ciągle dawała o sobie znać. To nie było do niego podobne, żeby tak bez sensu rzucać słowa. Gdzieś tam, jak cichy głosik w jego głowie, przemknęła szybko myśl. "Zachowałem się jak idiota. Niefajnie.". Złapał za rączkę kufra i lekko go podniósł.

Rozejrzał się dokładniej po wagonie. Stali sami na korytarzu, a wszystkie przedziały miały zamknięte drzwi. "Wypadałoby poszukać sobie jakiegoś miejsca, nie będziemy przecież stać tak na korytarzu przez całą drogę.". Nie przestając się uśmiechać, czekał, aż nowo poznana rówieśniczka coś zaproponuje.
 
__________________
Powiało nudą w domu...Czy może powróciło natchnienie? Znalazł się stracony czas? Jakaś nagła zmiana w życiu?
A może jeszcze coś innego?

<Wielki comeback?>
Zielin jest offline  
Stary 27-05-2009, 21:18   #3
 
Vivianne's Avatar
 
Reputacja: 4673 Vivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputację
- Mamo ja nie chcę jechać do tej szkoły – powiedziała łamiącym się głosem, gdy wreszcie wysiadły z taksówki.
- Alex, o co Ci znowu chodzi? Przecież przez ostatnie dwa tygodnie nie mówiłaś o niczym innym? Pomóż mi lepiej z tymi bagażami – rzuciła niedbale wyciągając z bagażnika wielki, podróżny kufer.
Po chwili zapakowały wszystko na wózek, zapłaciły kierowcy i ruszyły w stronę głównego wejście.
- Mamo!! W samochodzie został kot!
W momencie, kiedy dziewczynka puściła się biegiem w stronę taksówki, która nie zdążyła jeszcze odjechać Kate nerwowo spojrzała na zegar wiszący na budynku. 10 47.

- No jesteś wreszcie - powiedziała zniecierpliwionym głosem. – Postaw szybko tą klatkę na wózek i ruszamy, chyba nie chcesz się spóźnić na pociąg.
- Mamo, ale je nie chce tam jechać – szepnęła – boję się.
- Alexandro – matka dziewczynki zatrzymał się gwałtownie powodując oburzenie co poniektórych podróżnych i spojrzała prosto w oczy córko. – Spodoba Ci się tam, wierzę w to – powiedział spokojny, opanowanym, głosem – ale pamiętaj, że jeśli cokolwiek będzie nie tak zawsze możesz wrócić do domu – pocałowała dziewczynkę w czoło i ruszyła szybko w kierunku peronu 9.

„9 i ¾…9 i ¾…cholera, nie ma takiego peronu!”

- Mamo, spójrz – Alexandra wskazała palcem miejsce między peronami 9 a 10 i aż oniemiała z wrażenia widząc ludzi znikających w ścianie za metalową barierką. – Myślisz, że to tam?
- Nie wiem, ale mam nadzieje, że tak, dochodzi 11. – Szybkim krokiem ruszyły w kierunku miejsca wskazanego przez dziewczynkę.

- No to na trzy skarbie. Raz…dwa…trzy…
- Udało się! – krzyknęła podekscytowana czarownica gdy przeszły przez ścianę bez szwanku – jesteśmy na peronie 9 i ¾ .
Gwizd pociągu nie pozwolił im na dokładne zbadanie tego pogrążonego w gwarze wesołych rozmów miejsca.
-Szybciej, nie zdążymy! - krzyknęła Kate.
Gdy dobiegły do najbliższego wagonu pomogła córce zapakować kufer, przytuliła ją mocno i powiedziała: - Trzymaj się kochanie, wiem, że sobie poradzisz.
Alexandra uśmiechnęła się blado, pomachała matce na pożegnanie i zaczęła pchać swój bagaż przez wąski korytarz, kiedy ktoś pociągną za klamkę.
-Wskakuj, szybko! - powiedziała głośno do spóźnialskiego, po czym pomogła mu wnieść kufer.

- Nie ma za co – odpowiedziała z nieśmiałym uśmiechem, gdy chłopak jej podziękował. – Alexandra Alice Fleming – przedstawiła się i podała chłopakowi rękę. – Też jestem tu nowa – dodała po chwili.
- Chyba musimy znaleźć sobie jakiś przedział. Może jeszcze nie wszystko jest zajęte – stwierdziła ruszając wzdłuż wagonu.
Fart chciał, że za pierwszymi drzwiami, jakie otworzyła znajdował się prawie pusty przedział. Siedziała w nim jakaś dziewczynka niewyglądająca na starszą od niej. Zauważyła też, że znajdowały się tam dwa kufry, więc dziewczyna miała pewnie towarzystwo.
- Przepraszam, czy możemy się dosiąść? – zapytała uprzejmie.
 
Vivianne jest offline  
Stary 27-05-2009, 21:35   #4
Inne
 
Col Frost's Avatar
 
Reputacja: 52054 Col Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputacjęCol Frost ma wspaniałą reputację
Gdyby wszystko zależało od ojca, Mathew prawdopodobnie przybyłby na peron 9 i 3/4 jakieś pół godziny po odjeździe pociągu. Na szczęście matka była bardziej odpowiedzialna i na peron dotarli kilkanaście minut po 10. Jednak fakt, że po to trzeba się było zerwać o wschodzie słońca nie przysporzył nikomu dobrego humoru.

Szczególnie niepocieszony był Steven - ojciec nowego ucznia Hogwartu. Podczas podróży co jakiś czas narzekał, że to kompletna głupota jechać z Perth do Londynu, tylko po to, by syn pociągiem pojechał znów na północ do Szkocji. Ale cóż było zrobić, to był właściwie jedyny sposób by dostać się do Szkoły Magii i Czarodziejstwa.

Koło 10 przedarli się przez korki w stolicy Anglii i dotarli na King's Cross.
Starszy Wallace w końcu przestał narzekać i zabrał się do wyciągania kufra z bagażnika. W tym czasie Mathew pobiegł po wózek. Szybko załadowali na niego bagaż i ruszyli ku peronom 9-tym i 10-tym.

Gy dotarli do barierki rozdzielającej oba perony, Elisabeth nachyliła się i wyszeptała do ucha swojego synka co ma zrobić, a żeby nie miał żadnych obaw, pierwszy poszedł ojciec, który po chwili zniknął na oczach wszystkich, chociaż mugole dookoła nie zwrócili na to najmniejszej uwagi.

Mathew odetchnął i ruszył wolnym, równym krokiem w stronę barierki, pchając przed sobą wózek z jego kufrem i klatką z Ulrykiem, którego też żaden mugol nie dostrzegał.

Gdy dotarł do barierki widok zmienił się nie do poznania. Zamiast kilkunastu torów z najnowszymi modelami pociągów, zobaczył tylko jeden tor, a na nim stary (ale utrzymany w doskonałym stanie) parowóz, który wyglądał jakby żywcem wyskoczył z jakiejś książki. Zobaczył też tabliczkę z napisem "Peron 9 i 3/4". A więc jest na miejscu.

Ojciec podszedł do niego, objął go czule ramieniem i spytał:

- Poradziłeś sobie synu?

Mathew przytaknął. Po chwili za nimi pojawiła się matka i wspólnie ruszyli wzdłuż pociągu. Znalezienie o tej godzinie wolnego przedziału nie było dużym problemem. Najwidoczniej wielu czarodziejów miało cechy Stevena i przychodziło na pociąg w ostatniej chwili.

Wallace'owie wybrali trzeci wagon licząc od lokomotywy. Tata wniósł kufer do przedziału, a w tym samym czasie matka dawała synowi różne porady. By był grzeczny, uczynny i uprzejmy. By się pilnie uczył i nie rozrabiał. Mówiła mu to, mimo, że doskonale go znała i wiedziała, że to niemożliwe by jej syn tak się zachowywał. Po chwili pojawił się ojciec informując, że bagaż jest już w przedziale.

Rodzice rozmawiali jeszcze dobre pół godziny ze swą jedyną pociechą dając mu jeszcze przeróżne porady, które jednak często zaprzeczały sobie. Steven miał po prostu inne podejście do szkolnego regulaminu niż jego żona. W końcu matka wyściskała i wycałowała Mathew (nie bez uporu z jego strony), ojciec ograniczył się do jednego uścisku i ich synek wsiadł do pociągu.

Wychylił się jeszcze przez okno przedziału, by otrzymać życzenia miłego semestru i zapowiedź spotkania w święta. Po chwili usłyszeli od strony lokomotywy gwizd. Przy sąsiednim wagonie jakiś chłopak miał problemy z dostaniem się do środka, ale w końcu mu się to udało. Dosłownie w ostatniej chwili, bo zaraz potem buchła para, a lokomotywa powoli ruszyła do przodu.

Mathew machał swoim rodzicom obiema rękoma, a oni jemu odwdzięczali się tym samym do momentu, gdy pociąg nie skręcił i peron 9 i 3/4 zniknął z pola widzenia chłopca. Młody Wallace przymknął więc okno, zostawiając małą szparkę u góry, usiadł i rozejrzał się po przedziale. Potem wyciągnął pognieciony magazyn "Quidditch" i pogrążył się w lekturze.
 
Col Frost jest offline  
Stary 27-05-2009, 23:21   #5
 
Mizuichi's Avatar
 
Reputacja: 98 Mizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znanyMizuichi wkrótce będzie znany
Dzisiaj godzina 09:00

Jonathan skrupulatnie pakował do kufra wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy. Na samym dole położył dwa komplety szat., trochę zwykłych ubrań, bieliznę i skarpetki. Później przyszedł czas na podręczniki szkolne. Ułożył je bardzo dokładnie by podczas transportu nie uszkodziły się. Mama mówiła mu żeby zatokował tylko niezbędne rzeczy. Chłopiec jednak nie mógł powstrzymać się od włożenia jeszcze kilku własnych książek. Wprost uwielbiał je czytać. Następną warstwą był gruby ręcznik który miał zabezpieczyć lektury przed uszkodzeniem które mogłyby spowodować przedmioty leżące wyżej. Już z mniejszą skrupulatnością zapakował inne przybory szkolne. W pewnym momencie do pokoju Jonathana weszła jego matka.
- Kończysz już kochanie – spytała troskliwym głosem
- Tak mamo – odpowiedział uśmiechając się szeroko
Kobieta popatrzyła na syna. Była dumna. Teraz on jak kiedyś ona miał wyruszyć do szkoły magii i czarodziejstwa. Dopiero teraz zdała sobie sprawę jak czuli się jej rodzice kiedy posyłali jedyne dziecko tak daleko od siebie. Szczęście ale i zarazem smutek. Przez chwilę wpatrywała się jeszcze w chłopca. Starała się nie rozpłakać. Wiedziała że na to przyjdzie czas później.
- Nie zapomnij wziąć sowy - powiedziała cicho
- Wiem mamo, już mi o tym dziś mówiłaś
Elizabeth bo tak miała na imię matka Jonathana, wyszła z jego pokoju i udała się do kuchni. Chciała upiec ciastka synowi na drogę. Wiedziała że nie ma już dużo czasu.

Dzisiaj godzina 10:00

- Pośpiesz się bo się spóźniły – ponagliła syna Elizabeth.
- Idę mamo, jeszcze tylko muszę wziąć klatkę
Po chwili chłopiec zbiegł po schodach. Z radosnym uśmiechem na twarzy.
- Jestem gotowy możemy jechać
Elizabeth pomogła synowi zapakować wszystko do samochodu. Siadła za kierownicą i ruszyli.
- Mamo a w jakim ty byłaś domu? – spytał
Kobieta uśmiechnęła się szeroko, już opowiadała o tym chłopcu. Jednak cieszyła się że znowu o to pyta. Rzadko miała okazję spędzić z nim trochę czasu. Teraz będzie miała go jeszcze mniej.
- Kiedy tiara przydziału znalazła się na mojej głowie niemalże natychmiast wykrzyczała: "Gryffindor" Pamiętam to bardzo dobrze. Bardzo się wtedy cieszyłam
- Też chciałbym trafić do Gryffindoru – szybko powiedział chłopiec – byłoby fajnie prawda mamo?
Elizabeth uśmiechała się szeroko
- Tak kochanie, jednak nie martw się jeśli trafisz do innego domu.
Po prawie pół godziny jazdy dotarli na dworzec, gdzie po wypakowaniu całego bagażu z samochodu, powoli ruszyli w kierunku peronu 9 i ¾.
- Na pewno wziąłeś ciepłe ubrania – wypytywała matka
- Tak na pewno
- Nie zapomniałeś szczoteczki do zębów
- Nie mamo nie zapomniałem
Stanęli na przeciw żelaznej bramy obok peronu 9. Obok nich znajdował się jeszcze jakiś chłopiec, chyba w wieku Jonathana i mężczyzna, prawdopodobnie jego ojciec. Cała czwórka prawie jednocześnie przekroczyła niewidzialną bramę. Znaleźli się na peronie 9 i ¾. Elizabeth wraz z Jonathanem podeszli do jednego z wagonów. Kobieta przykucnęła przy synu.
- Będę za tobą tęsknić – powiedziała cicho, ledwie powstrzymując łzy.
- Ja za tobą też mamo
- Wyślij do mnie czasem sowę, Ja będę do ciebie pisać jak najczęściej
- Dobrze mamo, obiecuję że napiszę jak tylko będę na miejscu
Elizabeth uśmiechała się. Ciężko jej było rozstawać się z synem. Teraz kiedy wróci do domu będzie całkiem sama. To przerażało ją najbardziej. Pocieszała ją tylko myśl że syn pójdzie w jej ślady. Kobieta uściskała mocno chłopca.
- Mamo wszyscy patrzą – powiedział lekko skrępowanym głosem.
Puściła go i na pożegnanie pocałowała w policzek.
- Wsiadaj już bo pociąg odjedzie bez ciebie.
Jonathan nic nie mówiąc wsiadł do pociągu. Matka pomogła mu jeszcze z kufrem i klatką po czym odwróciła się i odeszła. Nie była już dłużej w stanie powstrzymywać łez. Nie chciała też by syn zobaczą ją kiedy płacze. Wiedziała jak wspaniała jest to dla niego chwila. Wolnym krokiem udała się do samochodu.
Jonathan będąc już w pociągu zaczął szukać jakiegoś przedziału gdzie byłoby wolne miejsce. Wsiadł do pierwszego w jakim nie było zbyt dużego tłoku. Rozsiadł się wygodnie na miejscu. Rozejżał się do około patrząc z kim przyszło mu dzielić kilka godzin podróży
- Cześć jestem Jonathan – powiedział wesoło – pierwszy raz jadę do Hogwartu a wy.
 
__________________
It matters little how we die, so long as we die better men than we imagined we could be - and no worse than we feared.

11-02-2013 - 18 -02.2013 - Nie ma mnie.
Mizuichi jest offline  
Stary 28-05-2009, 09:45   #6
 
Keyci's Avatar
 
Reputacja: 87 Keyci wkrótce będzie znanyKeyci wkrótce będzie znanyKeyci wkrótce będzie znanyKeyci wkrótce będzie znanyKeyci wkrótce będzie znanyKeyci wkrótce będzie znanyKeyci wkrótce będzie znanyKeyci wkrótce będzie znanyKeyci wkrótce będzie znanyKeyci wkrótce będzie znanyKeyci wkrótce będzie znany
Wstała jako pierwsza z rodziny. Rodzice jeszcze smacznie pochrapywali w swojej sypialni. Kristin przeciągnęła się i podeszła do swojego kufra sprawdzając uważnie jego zawartość. Na szczęście było wszystko. Raptem coś włochatego otarło się o jej nogi. Uśmiechnęła się i schyliła by wziąć czarną kotkę na ręce. Podrapała ją czule za uchem i spojrzała na zegarek stojący na szafce nocnej. Czerwone cyferki wskazywały, że aktualnie jest godzina 5:30. Kristin położyła kotkę na pościeli i ruszyła przygotować się do jednego z najważniejszych dni w jej życiu.

Cztery godziny później jechała z rodzicami czarną limuzyną. Udało jej się wytargować jedynie to, żeby Zwada została z nią. Co nie zmieniało faktu, że i tak przed wyjściem na peron będzie musiała zająć swoje miejsce w klatce. Rodzice jak zwykle byli bardzo mało rozmowni i wylewni. Już jakiś czas temu tłumaczyli jej co i jak, tak więc teraz dalsze tłumaczenia czy wspieranie były dla nich zwykłym marnowaniem czasu. Kristin wyjrzała przez okno, ciągle głaszcząc kotkę, spoczywającą na jej kolanach. Westchnęła cicho. Nie mogła powiedzieć, że nie była szczęśliwa, bo owszem była. Na peron dotarli akurat w sam raz. Rudzielec wsadziła swoją ukochaną kotkę do klatki, po czym wysiadła z samochodu. I wtedy to jej rodzice przeszli transformację. Ich twarze rozpromienił szeroki uśmiech, raptem zaczęli zauważać, że ich pierworodna ma prawo się denerwować.
- To jak Kristin? Jesteśmy! Oj zobaczysz wszystko będzie dobrze – zaszczebiotała matka kładąc dłonie na jej ramionach.
- Tak... – odparł sucho ojciec, kończąc uśmiechem rodu z Hollywood.
Dziewczynka tylko przewróciła oczami i odwzajemniła uśmiech.
-Tylko pamiętaj, nie przynieś nam wstydu – powiedział ojciec tuląc ją „na otuchę”.
Richard, ojciec Kristin, złapał za bagaże córki i ruszył dostojnym krokiem w stronę peronu. Amy podbiegła od razu do swojego małżonka, głośno tupiąc swoimi obcasami, by po chwili złapać go za dłoń. Dziewczynka ruszyła za rodzicami niosąc ze sobą klatkę. Wiedziała dobrze, ze zaraz wejdą w tłum czarodziejów i Jugoli, wmieszają się i spokojnie przejdą przez żelazną bramkę. Wszystko szło zgodnie z planem. Po przekroczeniu barierki uśmiechnęła się. To co zobaczyła olśniło ją. Zielone tęczówki zaiskrzyły. Rodzice odprowadzili ją pod pociąg uśmiechając się i witając wszystkich dookoła.
- Proszę – powiedział Richard podając córce kufer – I pamiętaj, bądź grzeczna.
- Tak, ojcze – odpowiedziała dziewczynka obdarzając go uśmiechem, pokazując tym samym, że zrozumiała wszystkie instrukcje.

Po chwili szła już wzdłuż korytarza pociągu rozglądając się za wolnym miejscem. Jej oczom ukazał się prawie pusty przedział. Za te „prawie” robiła dziewczynka, wyglądająca na pierwszoroczną. Kristin pociągnęła za drzwi.
-Można? - spytała, a potem wtaszczyła kufer do środka, położyła klatkę z kotem na jednym z siedzeń - zaraz wracam.
Wybiegła na korytarz i otworzyła najbliższe okno. Jej rodzice czekali już na jej pojawienie się.
- Pa mamo, pa tato! – krzyknęła machając do nich – Kocham was!
Nie usłyszała ich odpowiedzi, gdyż pociąg właśnie ruszył i głośny gwizd zagłuszył wszystko wokół. Dziewczynka zamknęła okno i wróciła do przedziału. W drzwiach minęła jakąś dziewczynkę i towarzyszącego jej chłopaka.
- Kristin Bloodrose – przedstawiła się mijając ich w drzwiach.
Nie wiedziała dokładnie o co pytali dziewczynkę z przedziału ale mogła się domyśleć, że chodziło im o miejsca. Widziała, że pozostałe przedziały były zajęte.
- Jak chcecie to wchodźcie i zajmujcie miejsca – powiedziała siadając przy oknie i wskazując dłonią puste siedzenia.
Wzięła klatkę z kotem i położyła ją sobie na kolana. Jak tylko się uspokoi to cię wypuszczę pomyślała patrząc na kotkę.
 
__________________
..::Fushigi Gin Hikari::..
Keyci jest offline  
Stary 28-05-2009, 16:49   #7
 
deMaus's Avatar
 
Reputacja: 784 deMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwudeMaus jest godny podziwu
Pierwszego września Jordan wstał wcześnie, co prawda droga na King's Cross miała być długa, musieli najpierw za pomocą proszku Fiuu, dostać się Dziurawego Kotła a potem mieli wziąć taksówkę na dworzec, ale mimo to Jordan wstał wcześniej niż było to konieczne. Jordana zawsze dziwiło, dlaczego na samym dworcu niema kominków, przecież to bardzo by ułatwiło komunikacje dla uczniów z rodzin magicznych, a i ci z rodzin mugolskich mieli by łatwiej bo przy bramce byłby mniejszy tłok. Całkiem niedawno jego rodzice kupili nowy dom poza Londynem, na obrzeżach Stratford, to było coś choć Jordan nie przywykł jeszcze, że za oknem nie słyszy ciągłego ruchu samochodów, ani do braku przyjaciół z przed przeprowadzki. Choć teraz z drugiej strony miał spotykać nowych w Hogwarcie. Do tego czuł się strasznie głupio nie mogąc zaprosić nikogo z kolegów do domu, żaden z nich by nie zrozumiał kim są rodzice Jordana, ani kim jest on sam. Najbardziej brakowało mu Mitcha, i treningów. Pewnie w Hogwarcie nie będzie za dużo czasu na ćwiczenia i nie będzie z kim trenować. Jordan postanowił, ze jak tylko będzie miał czas to nieprzestanie ćwiczyć, choćby miał to robić sam. Jego marzenia teraz obudziły się na nowo i na twarzy rozkwitł mu szeroki uśmiech.

Sprawdził jeszcze raz czy ma wszystko spakowane. Podszedł potem do sowy siedzącej na kołku wbitym w ścinę obok okna. Pogłaskał ją delikatnie po głowie.
- Bevio leć do Hogwartu, niema sensu, żebyś musiał podróżować w klatce. - Sowa zahukała cicho i schowała głowę pod skrzydło, dając do zrozumienia, ze chce spokoju, ale Jordan wiedział, że doleci do niego później.

Po zjedzeniu śniadania, pożegnał się z siostrą i matką, przytulił obie i obiecał Tracy, że opisze jej dokładnie jak jest w Hogwarcie.
Popatrzył jak jego ojciec wchodzi w zielone płomienie z kufrem i mówi.
- Dziurawy Kocioł - a następnie znika w płomieniach, sam Jordan Zrobił po chwili to samo. Po chwili zwariowanego kręcenia się Jordan wyszedł z kominka w Dziurawym Kotle i ruszył za ojcem do wyjścia.

Złapanie taksówki nie było problemem, i już po kilkunastu minutach byli przed dworcem, Ojciec Jordana włożył kufer na wózek i ruszyli do bramki na peron 9 i 3/4. Już w samym przejściu Jordan zauważył innego chłopca z matką. Chłopiec był chyba w jego wieku i prawdopodobnie tez udawał się pierwszy raz do Hogwartu.

po przedostaniu się na dworzec ojciec pomógł mu włożyć kufer do pociągu i wyszedł na peron. Jordan poszedł za nim.
- Powodzenia Jordan, mam nadzieję że przeżyjesz tam tak wspaniałe chwile jak my z mamą. - Uścisną Jordana.
- Dzięki, piszcie do mnie. Mam nadzieję, że będę w Gryfindorze tak jak ty. - Odpowiedział i wszedł do wagonu, chwycił kufer i ruszył na poszukiwanie przedziału w którym dostrzegł by większość pierwszoklasistów takich jak on.
Gdy znalazł wszedł do środka i powiedział do obecnych osób.
- Cześć, nazywam się Jordan Bravy. - powiedział wyciągając rękę po kolei o obecnych.
 
deMaus jest offline  
Stary 29-05-2009, 09:07   #8
Konto usunięte
 
Midnight's Avatar
 
Reputacja: 2097 Midnight ma wspaniałą reputacjęMidnight ma wspaniałą reputacjęMidnight ma wspaniałą reputacjęMidnight ma wspaniałą reputacjęMidnight ma wspaniałą reputacjęMidnight ma wspaniałą reputacjęMidnight ma wspaniałą reputacjęMidnight ma wspaniałą reputacjęMidnight ma wspaniałą reputacjęMidnight ma wspaniałą reputacjęMidnight ma wspaniałą reputację
Byla sama. Z lekka zazdroscia obserwowala innych pierwszoroczniakow otoczonych tlumem rodziny i znajomych. Te wszystkie usciski, calusy, poklepywanie po plecach dla dodania otuchy, lzy radosci. Chciala ... Miala nadzieje, ze ojcu uda sie jednak oderwac na chwile od obowiazkow i przyjsc z nia tutaj. Niestety jej nadzieja musiala obejsc sie smakiem i krotkim:

- Powodzenia Sybillo.

W wykonaniu Olivera, szofera ojca ktory podrzucil ja przed glowne wejscie na stacje.
Brakowalo jej mamy. Niestety Elizabeth nie byla w stanie wstac z lozka by towarzyszyc jej w tej waznej chwili. To sie jednak wkrotce zmieni. Sybilla byla bowiem przekonana, ze w Hogwarcie znajdzie wreszcie sposob przywrocenie jej do swiata zywych. W koncu byla to szkola magii, ktorej dyrektorem byl sam Albus Dumbledore. To w koncu tam swoja kariere zaczynal Sami Wiecie Kto. Jezeli nie tam... Tym jednak zacznie sie martwic gdy juz bedzie pewna, ze nie tedy droga.
Gdy ponownie wrocila myslami do terazniejszosci pociag zaczynal powoli ruszac, a w jej przedziale zrobilo sie tloczno. Nie byla pewna czy jest z tego zadowolona, chociaz wiedziala ze powinna sie liczyc z tym, ze nie moze go zachowac tylko dla siebie. Wydawalo sie jej, ze nawet pytali ja o to czy wolne... Gdyby nie byla tak daleko od tego miejsca pewnie by cos napredce wymyslila zeby zniechecic ich do swojego towarzystwa. Teraz bylo juz jednak na to troche za pozno. Moze to i lepiej. Matka wiele razy powtarzala jej, ze powinna wiecej czasu spedzac z rowiesnikami. W koncu jest przeciez dzieckiem, a dzieci nie powinny przesiadywac calymi dniami wsrod starych woluminow. Dzieci powinny byc radosne i szczesliwe. Dzieci powinny miec normalne rodziny i dziecinstwo. Problem w tym, ze ona wcale nie czula sie dzieckiem. O tym jednak nie mogla matce powiedziec. W koncu to nie jej wina, ze jest jak jest.
Odglos drapania dobiegajacy z klatki umieszczonej na polce kazal sie domyslic, ze Pan Teofil sie obudzil i ma ochote powalesac sie po pociagu. Usmiechnawszy sie przepraszajaco do wspoltowarzyszy, wstala i wypuscila swojego pupila. Szary kot natychmiast skozystal z wolnosci zeskakujac na kolana dziewczyny siedzacej naprzeciwko. Kristin. Kristin Bloodrose, przypomniala sobie, ze tak wlasnie przedstwila sie jej towarzyszka.

- Przepraszam. Nie lubi klatek.

Powiedziala tonem wyjasnienia po czym uchyliwszy drzwi wypuscila kota na korytarz. Nie martwila sie zbytnio ze cos moze mu sie stac. Pan Teofil zawsze chadzal wlasnymi sciezkami i zawsze sppadal na cztery lapy. Byl w koncu kotem.
Uchylone drzwi sprawily jednak, ze do i tak sporej gromadki dolaczyl jeszcze jeden chlopak.

- Cześć, nazywam się Jordan Bravy.

Wyciagnieta dlon wygladala... Przyjaznie. Podajac mu swoja zastanawiala sie czy zdaje sobie sprawe ile ten gest mowi o nim samym.

- Sybilla Merediv.

Jej uscisk byl mocny i pewny, a takze dosc krotki. Okraszony przyjaznym ale dosc obojetnym usmiechem przekazywal wiadomosc, ze wlascicielka uznaje jego obecnosc i docenia dobre wychowanie jednak nie zyczy sobie naruszania jej przestrzeni wlasnej. Usciski dloni i usmiechy miala doprowadzone do perfekcji. Podgladajac ojca przy tych nieczestych sytlacjach gdy wydawal oficjalne przyjecia w domu, zdazyla sie sporo nauczyc o sztuce przekazywania informacji za pomoca gestow i mowy ciala.
Zajmujac ponownie swoje miejsce zalozyla niesforny kosmyk brazowych wlosow za ucho i wygladziwszy faldy szkolnej szaty odpowiedziala na pytanie Jonathana.

- Wyglada na to, ze dla nas rowniez jest to pierwszy raz. Zastanawialiscie sie juz do ktorego domu traficie?


Standradowe pytanie majace na celu wstepne rozeznanie w towarzystwie. Pewnie nie uslyszy niczego innego poza Gryffindor. Byla niemal pewna, ze zadne z nich nie powie Slytherin. Nie wygladali na osoby zainteresowane czarna magia, czystoscia krwi czy tez sposobami na podporzadkowanie sobie mugoli. Jednak kto wie, moze ktores z nich skrywa jednak jakies mroczne tajemnice odgrywajac role milego i radosnego dziecka. Gdyby ja ktos o to zapytal postawilaby na milczka z magazynem w dloni. Chociaz o nim raczej nie mozna by powiedziec ze odgrywa role milego i radosnego...
 
__________________
[B]poza tym minął już jakiś czas, odkąd ludzie wierzyli w Diabła na tyle mocno, by mu zaprzedawać dusze[/B]
Midnight jest offline  
Stary 29-05-2009, 22:39   #9
 
Callisto's Avatar
 
Reputacja: 65 Callisto wkrótce będzie znanyCallisto wkrótce będzie znanyCallisto wkrótce będzie znanyCallisto wkrótce będzie znanyCallisto wkrótce będzie znanyCallisto wkrótce będzie znanyCallisto wkrótce będzie znanyCallisto wkrótce będzie znanyCallisto wkrótce będzie znanyCallisto wkrótce będzie znanyCallisto wkrótce będzie znany
Pierwszy września, pierwszy dzień szkoły – to były pierwsze myśli jakie towarzyszyły Teegan tuż po obudzeniu. Szczerze mówiąc, nie do końca się cieszyła. Owszem, miło było mieć świadomość, że nie jest inna od sióstr, ale z drugiej strony nie wiedziała jak zniesie długą rozłąkę z rodziną. Przygotowania zakończone zostały dnia poprzedniego, ale jako, że jej siostry były perfekcjonistkami wszystko musiało zostać sprawdzone przez nie ponownie. Miały to po ojcu, który nie potrafił wyjść z domu, póki nie upewnił się, że wszystko zostało dopięte na ostatni guzik.

Dopiero, gdy dotarli na dworzec King Cross dziewczynka poczuła ogarniające ją podekscytowanie. Rozejrzała się dookoła, mając nadzieję, że dostrzeże znajomą twarz. Ludzie dookoła pędzili, każdy w swoją stronę. Żaden z nich nie wydawał się zainteresowany grupką ludzi w długich płaszczach, trzymających na wózkach klatki z kotami i sowami. Zupełnie jakby nie istnieli. Teegan spojrzała na ojca, który właśnie układał wszystko na jej wózku. Adrianna i Cleo już zdążyły ich wyprzedzić. Uznały, że siostra jest stanowczo za wolna, a to może uniemożliwić im spotkanie się z przyjaciółmi zanim zajmą jakiś przedział. Wózek najmłodszej z córek prowadził ojciec, a obok niego szła jego żona.

Dookoła panował gwar, szum i śmiech. Wszyscy wydawali się być szczęśliwi. Teegan jednak bardziej niż podekscytowanie odczuwała strach. Nigdy nie była najlepsza w kontaktach z ludźmi, mówiąc szczerze, była zbyt nieśmiała by mieć normalne kontakty z kimkolwiek spoza swojej rodziny.
- To tam! – usłyszała głos swojej matki, która wskazała tabliczkę z numerem peronu. – Chodźmy. – Dodała. Starsze siostry poszły posłusznie za matką. Ojciec pogłaskał najmłodszą córkę czule po głowie.
-To tutaj, wejdźmy. – Powiedział. Teegan chciała coś powiedzieć, ale poczuła jak ogromny „ziemniak” staje jej w gardle. Nie mogła stwierdzić, czy to dlatego, że była bardzo podekscytowana, czy też dlatego, że bardzo się bała. Teegan odrzuciła swoje długie brązowe włosy na plecy i przeszła przez barierkę tuż za ojcem. Jej oczom ukazał się peron, który wydał jej się jeszcze bardziej zatłoczony niż King Cross. Jej wzrok padł na czerwony parowóz, który czekał na odjazd. Oczy otworzyły jej się szerzej, bowiem tego typu pociągi już od dawna nie były używane, z tego co było jej wiadomo.

Minęło kilka minut nim pożegnała się z rodzicami.
- Nie mogę uwierzyć, że już jesteś taka duża. – Powiedział ojciec tuląc córkę. Nastolatka przylgnęła do niego mocno. Nagle poczuła, że wcale nie chce jechać do szkoły. Cały entuzjazm jakby minął.
- Jeśli chcesz mogę zostać… - powiedziała cicho. Matka roześmiała się.
- Będzie dobrze, kochanie, zobaczysz. A teraz pospiesz się, bo ci pociąg ucieknie. – Powiedziała całując dziewczynkę w policzek. Teegan westchnęła cicho i weszła do pociągu. Gdy zdecydowała się na jakiś przedział był on już niemal pełny. Weszła do niego, cicho zapytała o pozwolenie, a gdy je uzyskała usiadła na najbliższym wolnym miejscu.
- Jestem Teegan- powiedziała cicho, ledwo dosłyszalnie. Jej niebieskie oczy szybko zaczęły szukać punktu, na który mogłaby się patrzeć przez resztę podróży. Nie potrafiła patrzeć ludziom w oczy, była na to zbyt wstydliwa.
- Wygląda na to, że dla nas również jest to pierwszy raz. Zastanawialiście się już do którego domu traficie?- Usłyszała pytanie dziewczynki, która przedstawiła się jako Sybilla Merediv.
- Ravenclaw…Mam nadzieję… - Powiedziała nastolatka, nawet nie mając nadziei, że ktokolwiek ją wysłucha. Przywykła już do tego, że zawsze jest tłamszona przez innych i szczerze mówiąc jej to nie przeszkadzało. Wolała stać z boku, przyglądać się. Nie była najlepsza w kontaktach międzyludzkich, ale miała cichą nadzieję, że może to z czasem ulegnie poprawie…
 
Callisto jest offline  
Stary 30-05-2009, 17:44   #10
 
Korbas's Avatar
 
Reputacja: 1837 Korbas ma wspaniałą przyszłośćKorbas ma wspaniałą przyszłośćKorbas ma wspaniałą przyszłośćKorbas ma wspaniałą przyszłośćKorbas ma wspaniałą przyszłośćKorbas ma wspaniałą przyszłośćKorbas ma wspaniałą przyszłośćKorbas ma wspaniałą przyszłośćKorbas ma wspaniałą przyszłośćKorbas ma wspaniałą przyszłośćKorbas ma wspaniałą przyszłość
Sybilla siedziała zamyślona przy oknie i nie zwróciła uwagi na to że przedziału dołączyły trzy osoby. Siedziała, myśląc o swojej matce i o celach jakie postawiła sobie podążając ścieżką dorosłości ku, jak na razie, jedynemu źródłu które może jej pomóc.
Kristin pożegnała się z rodzicami i przeszła korytarzem krótki odcinek drogi, mijając chłopaka i dziewczynę prawdopodobnie w jej wieku, stojąc przed jej przedziałem.
- Jak chcecie to wchodźcie i zajmujcie miejsca
Sama weszła do środka i zajęła miejsce przy oknie. Chłopak, raczej chudy i średniego wzrostu jak na 11 latka uśmiechnął się i wszedł do środka:
-Cześć, nazywam się Mathew – powiedział gładko podając rękę dziewczynom. Zaraz za nim do środka weszła Alex. Szczupła i niska dziewczyna o jasnych włosach. Uśmiechnęła się ukazując ząbki, a na nich aparat ortodontyczny.
-Hej, ja jestem Alexandra Alice Fleming – powiedziała niepewnie siadając obok Kristin.
Chwilę później drzwi przedziału znów się otworzyły
-Cześć, można? – zapytała dziewczyna z długimi brązowymi włosami. Była wysoka i miała na wydatnym nosie dużo piegów. – Jestem Teegan.
- Jasne, wchodź – Kristin uśmiechnęła się do niej – Nazywam się Kristin Bloodrose.
Razem z Mathew’em pomogli jej wtaszczyć kufer na półkę i usiedli. Za chwilę jednak do grupki pierwszoroczniaków dołączył jeszcze jeden chłopak:
- Cześć, jestem Jonathan – powiedział wnosząc kufer i siadając naprzeciwko Teegan. – Pierwszy raz jadę do Hogwartu, a wy?
W tym czasie Sybilla, która się nie odzywała, wstała i wypuściła swojego kota z klatki, który skoczył Kristin na kolana, ale za chwilę czmychnął otwartymi drzwiami, którymi wszedł następnym 11 latek.
- Cześć, nazywam się Jordan Bravy. – przywitał wszystkich, podając wszystkim ręce.
- Sybilla Merediv – przedstawiła się - Wygląda na to, ze dla nas również jest to pierwszy raz. Zastanawialiście sie juz do którego domu traficie?
Wszyscy przez chwilę milczeli, a potem Teegan odpowiedziała:
- Ravenclaw, mam nadzieję…
Reszta także po chwili odpowiedziała. Potem nastała cisza, którą przerwał Jordan:
-Myślicie że poradzicie sobie z nauką w szkole?
Tymczasem Methew Wallace zdążył pomachać na pożegnanie rodzicom i usiąść, zagłębiając się w lekturę „Quidditcha”. Jednak nie długo dane mu było czytać pismo, ponieważ drzwi jego przedziału, w którym sam siedział otworzyły się. Stanął w nich mały, chudy chłopak o czarnych rozczochranych włosach i zielonych oczach. I nosił okrągłe okulary. Miał na sobie stare, zbyt wielkie dla niego ubrania i w ręce trzymał rączkę od kufra, a w drugiej klatkę z sową śnieżną.
- Cześć, można? – spytał Mathewa
Chłopak spojrzał na niego i zlustrował wzrokiem. Nie można było nie zauważyć blizny w kształcie błyskawicy na jego czole.
- Jasne. Mathew Wallace – podał mu rękę, a chłopak uścisnął ją.
- Harry Potter – odpowiedział mu, uśmiechając się.
Mathew pomógł mu wnieść kufer na półkę nad ich głowami. Rozmawiali ze 5 minut, ale przerwali gdy do przedziału wszedł wysoki rudy chłopak z piegami na nosie.
- Cześć, tu wolne? Wszędzie straszny tłok…
-Jasne, siadaj. – odpowiedział Harry.
- Naazywam się Ron Weasley.
- Harry. Harry Potter.
Chłopak zrobił wielkie oczy i usiadł naprzeciwko Harry’ego i zaczęli rozmawiać. Po kilku godzinach rozmowy po pociągu zaczął przejeżdżać wózek z jedzeniem...

ot
Prośba żebyście sami rozkręcili między sobą rozmowę.
 
__________________
Wyłącz się!
Ctrl+W

Ostatnio edytowane przez Korbas : 30-05-2009 o 17:46.
Korbas jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 04:09.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169