Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 10-10-2009, 19:36   #1
Femme fatale
 
Nami's Avatar
 
Reputacja: 73150 Nami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputację
[+18] Czerwony Kapturek

- Zamknij się, słyszysz! Zamknij się wreszcie, zamknij ten pierdolony, wilczy ryj, ZAMKNIJ SIĘ! - krzyczała czarnowłosa dziewczyna w szale rozpaczy, desperacji, a zarazem złości. Tak była zła, zła na niego. Bo powiedział coś, co w tym momencie było nieodpowiednie, co spowodowało, że zatraciła sens tego, co robi... Ale było już po fakcie, uczyniła to, i choć tego bardzo nie chciała, tak kurwa cholernie nie chciała... musiała.
Maczeta z metalicznym hukiem wysunęła się z drżących rąk nagiej dziewczyny. Evina stała boso na zimnej, betonowej podłodze, a wokół siebie widziała drewniane ściany zachlapane krwią. Spływała ona niespiesznie, tak wolno, że obraz ich zdawał się teraz oddalać i przybliżać.
Czarnowłosa, czarnooka, bladoskóra. Nieubrana, z mleczną cerą, szczupła, piękna, zakochana. Urocze, słodkie, wiśniowe acz blade usta, zgrabny nosek, duże, ciemne oczy, proste, czarne włosy. Średniej wielkości, jędrne piersi, płaski, miękki brzuch, gładkie, zgrabne nogi. Paznokcie pomalowane czerwonym lakierem, usta, czerwoną szminką.
Wydawała się być taka miła, a jednak była opryskliwa. Słodka w swojej złości, niewinna w miłości, zagubiona.
A jaki był On...? Aktualnie martwy.
Głowa wilkołaka potoczyła się w zakurzony kąt małego, drewnianego domku, zaś dziewczyna padła na kolana. Głośny krzyk rozpaczy rozniósł się po całym pomieszczeniu, okolicy, lesie i pobliskich górach, przeradzając się tam w zapomniane echo nienawiści, złości i szaleństwa. Położyła ręce na łóżku, wtuliła w przedramię twarz. Z jej czarnych jak węgiel oczu wydobywały się krwiste łzy. Niesamowity ich strumień spowodował, że pobladła jeszcze bardziej, o ile bardziej się dało. Płakała, tak bardzo płakała, że aż zapomniała, czemu to robi. Dopiero przesiąknięta krwią pościel uświadomiła ją, co się stało, dlaczego to się stało. Nie rozumiała tylko jego uśmiechu, jego szeptu i spojrzenia pełnego ciepła i zrozumienia. Czyżby jego miłość była na tyle bezgraniczna i wielka, że potrafił wybaczyć jej taki wybryk? Wybryk, którym jednoznacznie przekreśliła ich miłość, szczęście, wspólne życie...
Resztkami sił wspięła się na łóżko, zupełnie jakby była cała poobijana. Z każdym ruchem krzywiła się, szlochała, pociągała nosem i pytała Dlaczego? Głupie było to pytanie, zważywszy na to, że sama go zabiła, że pozbawiła go głowy, ust, spojrzenia... Jego usta, były takie słodkie, zakazane... Kochała je pieścić własnymi wargami, muskać językiem i wdzierać się nim w ich głębie, penetrować w dzikim szale pożądania, kochać.
A oczy? Oczy były spełnieniem jej marzeń. Patrzyły na nią zawsze z uśmiechem, z radością, kąśliwością, prowokacją... On był inny niż wszyscy, był obrazoburcą. Był...
- Mój wilk... Nie oddam Cię nikomu... Nikomu... - szeptała sama do siebie, a szept ten był jak bełkot obłąkańca. Evina położyła się na zakrwawionej pościeli wtulając się mocno w ciało swojego kochanka. Ułożyła głowę wygodnie na jego zastygłej w bezruchu klatce piersiowej i przymknęła oczy. Było jej zimno, tak cholernie zimno, że aż zadrżała, przytuliła jego nagie ciało mocniej do swojego. Gorące jak strumień łzy splywały bez ustanku po sinych już policzkach, oblanych purpurą, bo przecież jej rozpacz taki miała kolor.
Dalej nie potrafiła tego pojąć, nie mogła zrozumieć, choć ciało ukochanego zdawało się drżeć i mówić, by odeszła stąd, by uciekła jak najdalej, by żyła... A ona tak głupio trwała przy nim, zmarznięta, zmartwiona, zalana łzami... Samotna.
- Nie płacz kochana, nie płacz tak głośno Czerwony Kapturku... Leśniczy i Twoje zakończy cierpienie...

[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=0INLRVMxnQw[/MEDIA]

Nigdy nie wiedziałam, że ból można spowodować samemu sobie, że tak łatwo jest powiedzieć najprostsze, a zarazem najtrudniejsze słowa na świecie.
Tak, kochałam go, i mimo, że on odszedł... Nie jest mi przykro, nie jest mi specjalnie źle. Żyję, bez niego... Bo przecież wroga nie można darzyć sympatią, prawda? Nienawiść jaką do niego żywiłam, jego głupota, debilizm, dziecinada, radość jaką czerpał z tego, że tak łatwo mnie zdenerwować... Czemu do cholery pozwoliłeś bym Cię straciła?! Czemu odszedłeś? Dlaczego nie broniłeś się, dlaczego widząc błysk ostrza stali na twojej twarzy widniał uśmiech? Powiedz mi, błagam... Czemu przyjąłeś to tak spokojnie, obdarzając mnie ciepłym spojrzeniem pełnym miłości? Dlaczego...
Czy nie słyszałeś mojego krzyku, mojego płaczu, bólu, cierpienia? Jak można być tak głuchym na krwiste łzy ukochanej? Nie słuchałeś nawet martwego serca, które biło dla Ciebie i tylko dla Ciebie zaczęło żyć na nowo?
Czy teraz potrafisz to dostrzec? Widzisz mnie stamtąd? Gdziekolwiek jesteś, czy potrafisz rozpoznać mój ból, moją samotność? Potrafisz to zrozumieć, co ja teraz czuję, co przeżyłam?
"Wroga nie można kochać, droga Evino. Da się go bałamucić, można pieprzyć bez przekonania, można nim manipulować, można pomiatać i śmiać mu się w martwe i zamglone oczy. Można wiele, ale nigdy nie zdołasz go pokochać, nigdy." Tak mówiłaś, Moja Pani, a zarazem matko i babciu. Byłaś osobą, która dała mi życie, ale i tą, która jednocześnie mi je zabrała. Bo mi kazałaś, bo nie mogłam się sprzeciwić, bo zabić Cię to tak jak popełnić samobójstwo, bo on kiedyś powiedział, że jestem jego. Bo zima jest sroga, bo wiatr zawsze wieje w oczy, bo śnieg tak szybko topnieje, bo miłość tak szybko umiera, bo krew ma wartość złota... Bo wykorzystałaś mnie, jak zwykłą szmatę bez uczuć, a obiecałaś mi miłość, jak babcia kocha swą wnuczkę. Bo ja byłam najmłodsza, a Ty najstarsza z najstarszych... Bo mnie i jego dzieliła różnica rasowa. Nigdy nas nie akceptowałaś, kazałaś mi żyć bez mojego serca. A teraz żyję i cierpię na Twoje życzenie, na Twoją zachciankę, Twoje pierdolone widzimisię.


Chcecie znać początek opowieści? Śmiało, nie wstydźcie się.
I tak mam was wszystkich gdzieś. Obłudnicy, kłamcy, fałszywcy...
...a przecież wszystko zaczęło się tak zwyczajnie...
 
__________________
Discord podany w profilu
Nami jest offline  
Stary 11-10-2009, 17:42   #2
 
traveller's Avatar
 
Reputacja: 20207 traveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputację
-Wstawaj śpiochu! Już prawie świt a ty jeszcze cały w proszku. Faaabian!

-Hmm?

Przewrócił się tylko na bok, miał taki piękny sen. Praca nie zając, nie ucieknie prawda? Kolejne kobiece westchnienie wypełniło niewielką skromną izbę.

-Mężczyźni.


Dodatkowo rozpłakało się niemowlę w kołysce. Dziewczynka miała niecałe pół roku, jej braciszek ledwie 5 letni próbował ją uspokoić, ale nie szło mu zbytnio, prawdopodobnie sam był źródłem płaczu swojej siostry a teraz chciał zamazać swoje winy przed rodzicami. Mężczyzna przetarł oczy i spojrzał ze szczerym zdumnieniem na wskazujący szóstą budzik.

-Już tak późno?


Usiadł na łóżku ubierając leżące na krześle spodnie.

-Nie mów że cię nie ostrzegałam... Jak wyrzucą cię z roboty będziemy musieli żebrać, a nie chcesz chyba żeby twoje dzieci nie miały czym żywić się w zimę?


Wzięła małą na ręce i odsłoniła pierś, do której niemowlę momentalnie się przyssało zapominając o całym bożym świecie.

Tak, niechybnie zbliżała się zima. Dni były coraz krótsze, noce coraz dłuższe. Liście dawno opadły z drzew zostawiając suche gałęzie. Jednak praca była pracą, nieważne czy musiałby się przedzierać przez zaspy śnieżne czy broczyć po kolana w wodzie.

Zaszaleli wczoraj trochę z chłopakami. Tak rzadko mieli okazję, Maria była w ciąży. Zostanie ojcem, kolejny raz. Trzeci dziecko, byl to niewątpliwe powód do radości, ale nie chciał myśleć jak uda mu się wyżywić to rosnące stado małych wilków. Bo z pewnością te dzieciaki miały wilczy apetyt, sami odmawiali sobie z żoną jedzenia by małe mogły się prawidłowo rozwijać.

Mark podał mu siekierę. Skwitował czyn ojcowskim gestem kładąc mu rękę na głowie. Dobry chłopak, za parę lat będzie mógł go uczyć zawodu. Wtedy powinno być im lżej. Póki co był typem łobuza, podobnie jak ojciec, matka przymykała oczy na jego wybryki ale on sam musiał być surowy. Tak jak jego własny ojciec, i ojciec jego ojca. Widok solidnego brązowego pasa wystarczał, żeby chłopak spuszczał głowę i zachowywał się z pokorą przy ojcu. Metoda stara jak świat, ale wciąż skuteczna. Zapiął ostatnią koszulę w swojej czerwonej koszuli w kratę i narzucił jeszcze brązową wysłużoną kamizelkę. Na dworze było coraz chłodniej, ale on był zahartowanym mężczyzną w sile wieku, mrozy nie były mu straszne a dodatkowo kawa w termosie potrafiła czynić cuda. Lekko ucałował żonę w usta, dzieciątko w głowę i przejechał ręką po bujnej fryzurze pierworodnego. Chwycił kapelusz z wieszaka i już zmierzał do drzwi. Zatrzymał się przed samymi drzwiami jakby niepewny czy może czegoś nie zapomniał. Odwrócił głowę, a Mark już niósł worek z jedzeniem obejmującym dwa jabłka i złożoną kromkę chleba oraz termos z świeżo zaparzoną kawą. Może nie byli bogaci, ale nie wątpliwie byli dość szczęśliwi jak na tak ciężkie czasy. Uśmiechnął się do nich i pomachał na pożegnanie.

---



Widok był niesamowity, niezliczone drzewa, przestrzeń której nie mógł objąć ludzki wzrok. Góry majaczące gdzieś na horyzoncie, nie wiedział co jest za nimi. Nigdy nie był dalej niż okoliczne lasy. Nigdy nie widział oceanu, nie czuł morskiej bryzy, nie podróżował do wielkich miast gdzie żyją tysiące ludzi takich jak on i tych zupełnie mu niepodobnych. W takim miejscu na tym niewielkim wzniesieniu mógł naprawdę poczuć, że żyje. Poczuć się wolny, tak wolny jak czują się ptaki pierwszy raz wylatujące ze swojego gniazda. Lubił tu stać, podziwiać, odpoczywać. W drodze do domu lub w drodze do pracy nadkładał często trochę drogi by móc nacieszyć się spokojem tego miejsca. Był już spóźniony, ale jego szef i tak mu to wybaczy. Pracował za dwóch, nie skarżył się w pracy, nie prosił o podwyżkę. Młodzi drwale, podpatrywali go i zazdrością szeptali o nim między sobą. Zapewne kiedyś będą tacy jak on, ale upłynie jeszcze wiele lat zanim tak się stanie. Po ostatniej zimie która zabrała ze sobą żniwo wśród wielu starszych mieszkańców wsi brakowało doświadczonych rąk do pracy, trzeba było polegać na młodych. Mieli zapał, mieli siłę, ale brakowało im doświadczenia.

Nagle wytężył swój wzrok dostrzegając coś co wyróżniało się na tle jednostajnego krajobrazu. Plamka czerwieni, gdzieś daleko pomiędzy drzewami. Poruszała się, więc to mógł być człowiek. To raczej nie mógłbyś któryś z drwali więc... Ścisnął mocniej swoją naostrzoną siekier. Wilk.... Był pewien że jakieś sto metrów za owym czerwonym punkcikiem szedł drapieżnik dobrze znany nawet każdemu mieszkającemu we wsi dziecku. Rodzice straszą swoje pociechy wilkami, bo jest czego się bać. Są bardziej materialne niż inne potwory których nigdy nie widziały, a przy tym równie niebezpieczne. Zwłaszcza w zimę kiedy błąkają się wygłodniałe po lasach w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów pożywienia. Zwykle polują w stadach, więc należało być wdzięcznym za to że ten osobnik odłączył się od reszty. Nie było jednak czasu do stracenia, człowiek miał w pojedynkę małe szanse z tym zwierzęciem, zwłaszcza jeśli nie był przygotowany do spotkania z nim. Drwal zbiegł śpiesznie stromym zboczem w stronę wydarzeń, które niechybnie miały zmienić jego dotychczasowe życie.
 
__________________
Even a stoped clock is right twice a day
traveller jest offline  
Stary 15-10-2009, 18:40   #3
Femme fatale
 
Nami's Avatar
 
Reputacja: 73150 Nami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputacjęNami ma wspaniałą reputację
Bo ludzie nigdy nie byli do końca przewidywalni. Ani ich nie dało się przewidzieć, ani oni nie posiadali tej umiejętności. Czasami ich słabość wręcz emanowała odzwierciedlając się w zaistniałej rzeczywistości poprzez głupotę.
Był rok 2012, zimowy grudzień. Wszędzie mnóstwo śniegu, silny i arktyczny wiatr, powyginane drzewa. Jednak czasami podmuchy ustawały, było cicho. Zupełnie tak cicho, jak dziś.
Mimo iż był to XX wiek, niektórzy zachowywali się, jakby był XVII. Tak, niektórzy... Ale głównie Ci, co mieszkali z dala od miejskiego zgiełku, jednak jedną z tych osób zapewne nie byłam ja. Nie, ja mieszkałam prawie, że w samym centrum Wielkiego miasta. Zdziwieni, że to nie historyjka z dawnych, a z aktualnych, a nawet przyszłych czasów? Nie dziwcie się, historia lubi się powtarzać, więc zapewne za sto, może i więcej, lat, usłyszycie ponownie o Czerwonym Kapturku i Wilku, którzy mimo przeciwnościom losu starali się jak mogli... Starali, ale widocznie to nie wystarczało.
Ale zacznijmy wszystko od początku, gdy był rok 2004, bo to wtedy rozpoczął się mój nieśmiertelny koszmar.



Evina Mortis, bo tak się nazywała owa dziewczyna, była właśnie w swoim prywatnym apartamencie, gdzieś daleko od miejsca nazywanego przez innych "Krainą Żywej Śmierci". Właśnie tak nazywali ludzie to miejsce, Syberia. Teraz nie należąca już do Rosji, tylko niezależna, zapomniana i niechciana. Odrzucona przez państwo. Rzadko kiedy ktoś o niej mówił, jednak Evina wiedziała, po prostu wiedziała, co tam jest.

Evina wyglądem przypomina 18latkę. Mierzy 170cm wzrostu, zaś jej budowa ciała jest stosunkowo umiarkowana i prawidłowa. Cera dziewczyny jest koloru mleka. Oczy Eviny są koloru głębokiej czerni, podobnie jak jej długie włosy, miękko opadające na ramiona, piersi i plecy. We włosy ma wpięte coś przypominającego spinkę z czerwonym motylem.
Czarnowłosa często zarzuc na siebie czarny, długi, skórzany płaszcz, z pięcioma niezbyt grubymi pasami zapinanymi w talii. Buty ubiera długie, na bardzo grubej, wysokiej podeszwie, zapinane ciężkimi, metalowymi klamrami. Pod płaszczem zazwyczaj ma swój asortyment broni, jedynie naginatę nosi na plecach, dokładnie opatuloną w ciemnoczerwoną, grubą wstążką, ale to tylko wtedy, gdy nie jest w mieście. Tak w skrócie przedstawiałby się wygląd dziewczyny, zwykłej, miejskiej dziewczyny, która w swojej zwyczajności, była niezwykła.
Otóż dziewczyna posiadała niesamowitą wiedzę, którą nie mogła się pochwalić. Nie miała też żadnych przyjaciół, znajomych... Była sama, od samego początku, co też wywarło na jej psychice wielkie zmiany. Kobieta zamknęła się w sobie, stała się opryskliwa, nieprzyjemna, zadziorna, bezuczuciowa... Mimo iż miała uczucia, tak, oczywiście, jak każdy... Jednak nikt nigdy ich nie widział. Pokaż mi wiatr, a uwierzę, że mam czym oddychać.

- Rozumiem. - mruknęła powściągliwie szykując się do wyjścia i ramieniem podtrzymując telefon komórkowy. Wyglądała na zamyśloną, śpieszyła się... Chyba. Krzątała się po dużym apartamencie aż w końcu weszła na łóżko kolanami i przeszła po nim aż do samej ściany o którą oparła się dłońmi, które to z kolei błądziły po gładkiej, fioletowej powierzchni.
- Sama sobie poradzę. - stwierdziła krótko, bo co tutaj było do dyskusji? Misja jak misja, zawsze robiła to samo. Wychodziła, śledziła, szukałą, węszyła, odnajdywała, nie pytała, zabijała... Tak po prostu, bo taka była jej profesja.
- Nie. Kiedy mówię, że nikogo nie chcę to nikogo nie chcę i albo to pojmiesz, albo sam ruszysz swoją obsraną, szefowską dupę i zamiast stemplować jakieś pojebane papierki pójdziesz i dorwiesz problem. - zagrzmiała nagle głośno i przywaliła pięścią w pewien element ściany, który nagle zrobił się wypukły, zaś za dziewczyną otworzyła się wielka szafa.
Szafa ta była magiczna. Evina szybko zsunęła się z łózka i podeszła do niej wyjmując swoje ulubione glocki, naginatę w razie czego i małą, brązową kulkę.
- Wiem, że jestem. - tak, dokładnie, Evina zdawała sobie sprawę z tego, że jest wulgarna i arogancka, ale wiedziała coś jeszcze -...jednak nie masz nikogo lepszego ode mnie. - stwierdziła po chwili i ze złośliwym uśmiechem na ustach rozłączyła się. Rzuciła telefonem komórkowym na łóżko, zapięła płaszcz i po chwili zniknęła. Zostało po niej jedynie otwarte okno i chłód, który tym razem nie bił od jej osoby, a z dworu...


Evina Mortis, była łowczyni wampirów. Była Dowódczyni, była "gwiazda" wśród łowców, a teraz także były człowiek. Tak, ona nie jest już człowiekiem, straciła to, co dla niej najważniejsze, a jednocześnie coś zyskała jednak zyskać tego wcale a wcale nie chciała. Dlatego też zapieczętowała się w niej złość i nienawiść, która nie mogła znaleźć ujścia a jednak... Znalazła je, choć nie tak szybko jak to się mogłoby wydawać.

Rok 2012, grudzień, sroga zima. Wracamy do początku, choć to prawie koniec. Pewnie wielu z was teraz się zastanawia, czy śmierć wilka nastąpiła Dwunastego Grudnia? Cha cha, bardzo zabawne... Otóż nie, nie ma żadnego "Końca Świata". To była bujda, wiem o tym, przeżyłam to... Zresztą, pewnie nawet nalot i bombardowanie bym przeżyla, jestem potworem zrodzonym z potwora, który jest jedyną mą rodziną, który pozwolił mi żyć i dalej pełnić swoją funkcję. Tak, jestem Łowcą jednak nie poluję już na Wampiry, w końcu jak można polować na samego siebie, prawda? Poluję na naszych wrogów, znów jestem najlepsza, nieugięta, nie do przekupienia... Po prostu "Gwiazda". I tym się szczycę, i to utrzymuje mnie przy zdrowych zmysłach... Ten ostatni raz, bo w następnym roku miałam je stracić...


Syberia, Grudzień 2012 roku.

Puszysty śnieg pokrył chyba już cały las jak i jego okolice. Nie dało się znaleźć wśród tego tłumu nawet własnego cienia. Ślady zwierząt na białej powierzchni były głębokie i wyraźnie widoczne, nie do przeoczenia.
Dlatego właśnie Evina ich nie przeoczyła, gdzież by znowu! W końcu nie od parady była nazywana "Łowcą". Śledziła z uwagą wilcze ślady i mimo iż szła po "ścieżce" lasu, nadal miała śnieg prawie do wpół łydki. Czy się tym przejęła? To chyba pytanie retoryczne...
To nie był pierwszy raz, gdy Evina ubrana w czerwony płaszcz i z kapturem na głowie przemierzała tę okolicę. Była już znana w pobliskiej wiosce, rozpoznawalna. Każdy ją znał i nazywał zabawnie "Czerwonym Kapturkiem". Jednak ona nie była jakąś śmieszną dziewuszką, która wiecznie śpieszyła do babci. Nie miała koszyczka z jedzeniem, ciasteczkami i pysznym chlebkiem. Miała broń palną, i to kilka ich. Ze względu na młody wygląd ludzie niesłusznie mieli ją za bezbronną, jednak jej to pasowało... Oni nawet nie wiedzili jaka w pobliżu toczy się wojna, a polem bitwy jest ten ciemny las... Oni nawet nie mili pojęcia, a jednak jeden z nich miał już niedługo dołączyć do bitwy... I to nie z własnej woli, a z przymusu. Bo taka jest natura, bo taki był ślepy los... Bo przeznaczenia nie zmierzysz, ale nie musisz też pchać się pod jego kły.
Nagły szelest w okolicy przypomniał łowczyni po co tutaj jest, jednak została zaskoczona. Gwałtownie wilk wyskoczył z gąszczy krzewów, z wysokiej zaspy. Ciężarem swojego ciała skutecznie powalił dziewczynę na ziemię, ona jednak jedyne co zrobiła to uśmiechnęła się kącikiem ust i puściła zwierzynie zalotne oczko.
- Lepiej śpiesz do Babci, zamiast zajmować się mną, nieudaczniku... - syknęła niedbale i trzymajac go jedna ręką za szyję, drugą wyciągnąć chciała broń z koszyka, jednak ktoś stał nad nimi i ... Chciał zabić ją? Wilka? Chciał zabić ich oboje? Nie zdążyła zareagować, jednak poznała tego człowieka....
- Fabian... - szepnęła jakby do samej siebie, jednak potem... Potem wcale nie było weselej, a ona nie mogła zdradzić kim jest i nie mogła otwarcie mu pomóc... Nic nie mogła.

 
__________________
Discord podany w profilu
Nami jest offline  
Stary 19-10-2009, 14:46   #4
 
traveller's Avatar
 
Reputacja: 20207 traveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputację
Pędził w dół zbocza na złamanie karku, czasem z trudem utrzymując równowagę dotarł na dół tak szybko jak tylko się dało, wydawało się, że to i tak będzie za mało. Po drodze zgubił czapkę, która sfrunęła mu z głowy, nic dziwnego biorąc pod uwagę prędkość, z którą się poruszał. Wpadł między leśną gęstwinę przeskakując lub omijając bokiem każdą przeszkodę, która stała na jego drodze. Był w dobrej kondycji, nogi poniosły go do celu a on nie złapał nawet większej zadyszki. Wilk przygniótł kogoś, na pewno był to człowiek, choć z tej perspektywy nie mógł go rozpoznać. Nie wiedział, że znał tą osobę, że już wcześniej rozmawiali. Czy to by coś zmieniło? Nie, Fabian zachowałby się tak samo dla obcego jak i dla starego znajomego. Wilk był duży, największy, jakiego kiedykolwiek widział. Pochylał rzędy ostrych kłów nad swoją ofiarą zapewne szykując się do tego by przegryźć jej gardło i zakończyć tą nierówną walkę. Fabian skoczył wprzód uderzając barkiem w ciężkie cielsko zwierzęcia. Zaskoczone spadło z dziewczyny w czerwonym płaszczyku. W czasie te chwili ich spojrzenia spotkały się ze sobą na ułamek sekundy.

-Evina…?

Słowa te wypowiedziane niemalże bezgłośnie dało się jedynie odczytać z ruchu jego warg. Na twarzy malowało się zdziwienie, jakby nie spodziewał się zobaczyć kogoś znajomego. Nie mógł sobie pozwolić na to by ten moment trwał dłużej, przeturlał się wraz z wilkiem chcąc pierwszy stanąć na nogi zanim jego przeciwnik zaatakuje pierwszy. Był szybki, jednak nie aż tak. Wilk wysunął pysk moment później nim drwal zdążył przyjąć obroną pozę wystawiając przed siebie topór.

-Uciekaj dziewczyno!

Nie wiedział czy go posłuchała, mógł mieć tylko nadzieję. Dzikie, groźnie zwężone wilcze ślepia miały w sobie nieposkromioną żądzę mordu. Głód zamieniał te zwierzęta w prawdziwych morderców. Wilk warczał gniewnie nie mogąc poradzić sobie z twardym olchowym drewnem. Pojedynek człowieka z naturą w najczystszej postaci, być może opowie o tym kiedyś swoim dzieciom o ile przeżyje. Napiął mięśnie chcąc wyszarpnąć siekierę z paszczy wroga, i prawie mu się to udawało, był od niego silniejszy. Wilk zapierał się łapami, ale powoli tracił grunt pod nogami. W końcu Fabian wykorzystał okazję kopiąc z całej siły zdezorientowanego przeciwnika. Wilk rozluźnił chwyt wydając z siebie głośne skomlenie. Nie miał lepszej okazji, uniósł nad głowę swojego wieloletniego towarzysza z zabójczą precyzją spuszczając jej ostrze na tułów wilka.



Metal wszedł głęboko w ciało. Tryskająca krew ochlapała mężczyznę, który wbijał swoją siekierę coraz mocniej. Zwierzę wierzgało się na boki jakby czując, że zbliża się dla niego koniec do końca nie tracąc nadzieje, że może uda mu się pociągnąć ze sobą swojego kata. Fabian nie docenił go spoglądając w międzyczasie do tyłu by sprawdzić czy z dziewczyną było wszystko w porządku. Miał właściwie nadzieję, że nie zobaczy jej w ogóle, że zdążyła już dotrzeć do bardziej bezpiecznego miejsca. Nie zdążył zrobić nawet tego, wilk w ostatnim desperackim ruchu wbił swoje ostre kły w jego lewe ramię. Krzyknął z bólu i gniewu, krzyknął z niedowierzania, dlatego, że wilk powinien już w zasadzie nie żyć. Strącił z siebie konające zwierze bez większego wysiłku, w furii uniósł kolejny raz siekierę, potem kolejny i kolejny. Tak długo aż zdyszany opadł na kolana podpierając się o trzonek swojej broni mając obok siebie krwawą miazgę z czegoś, co kiedyś przypominało wilka. Czerwień raziła swoją barwą na tle białego puchu.

-To naprawdę nic…


Najważniejsze, że ona była bezpieczna. Wysapał z trudem tych kilka prostych słów, nie będąc wstanie powiedzieć chwilowo więcej oparł głowę o drobną pierś Eviny. Gdzieś u góry usłyszał stukanie dzięcioła. Przez moment jeszcze wydawała mu się, że widzi ostre białe kły tak jak u wilka. Musiało mu się wydawać, słowa dochodziły jakby z daleka. Zasnął w jej ramionach pogrążając się w marzeniach i koszmarach.
--

[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=Gv4mSbTw9NM[/MEDIA]


Evine poznał stosunkowo niedawno, młoda, ładna dziewczyna od razu wyróżniała się w tej małej mieścinie. Tajga w większości składała się z lasów iglastych, świerków, sosen czy jodeł, były tu także lasy liściaste. Kiedy liście spadają z tych drzew wiadomo, że kończy się krótki okres ciepłego lata i nadchodzi długa mroźna zima. Wtedy właśnie pojawiła się Evina. Zbierała liście do swojego koszyka. Nie mógł zrozumieć, czemu traci w ten sposób czas. Mężczyzna uważał, że to zadanie dla dzieci a ona była już młodą kobietą. Niewiadomo skąd przyszła i niewiadomo, w jakim celu zawędrowała akurat na takie odludzie. Uciekała przed czymś? Fabian wnioskował, że pochodzi z większego miasta, więc co mogła robić tutaj na takim odludziu? Nie pytał ją o to. Właściwie to rzadko rozmawiali, choć często czuł na sobie jej spojrzenie. Najlepszym wyjściem było po prostu je ignorować, miał żonę i dzieci i nie zamierzał okazywać dziewczynie zainteresowania większego niż tego wymagała. W dodatku na brak adoratorów nie mogła narzekać, młodzi drwale prawie cały czas z nią flirtowali. Nie można było się im dziwić, być może na ich miejscu sam zachowałby się podobnie. Śmiała się często, ale było w niej coś dziwnego, czego nie umiał wytłumaczyć. Umilała im czas, rozjaśniała swoją obecnością zwykłe szare dni. Fabian zastanawiał się, kiedy w końcu ulegnie komuś z drwali i zostanie jego żoną. To po prostu musiało nastąpić prędzej czy później, większość lokalnych dziewczyn będących w jej wieku miała już swojego męża. Póki, co nie wyglądała, że jest zainteresowana kimkolwiek z nich. Nie wiedział nawet czy posiada jakąś rodzinę. Wyglądała tak dziecinnie, tak bezbronnie, tak jakby nie znała świata. Właściwie tutaj nikt z nich nie znał świata, można powiedzieć, że ludzie tu znali raczej życie. Ich cały świat składał się z małego miasteczka, tartaku i lasów trochę dalej była jeszcze kopalnia i kolejne miasteczko, z którym kwitł lokalny handel, ale Fabian rzadko się tam zapuszczał. Tajga nie była przyjazna ludziom, ale człowiek zawsze postawi na swoim. Pamiętał jak kiedyś podczas przerwy śniadaniowej pociągnęła go w stronę niewielkich wykopanych w śniegu norek. Mały brązowy łebek wyszedł z jednej nieśmiało czując zbliżającego się człowieka.

-Co to za stworzenia?

-To lemingi, rozmnażają się jak szalone.




Dziewczyna wydawała się szczerze zaciekawiona. Uśmiechnął się, kiedy to mówił. Lubił opowiadać, jeśli ktoś umiał i chciał słuchać.

-Większość z nich nie przeżyje tego tygodnia. Mimo, że nikomu nie wadzą, to są na dnie łańcucha pokarmowego.

-Ludzie je jedzą?


-Ludzie? Nie, inne drapieżniki. Sobóle, kuny, lisy czy wilki. Mimo wszystko, nie grozi im wyginięcie.


Fabian kucnął przy wpatrzonym w niego zwierzątku. Były dość płochliwe, wszystko zależało od tego jak się do nich podchodzi. Położył na ziemi mały kawałek chleba, który leming pochwycił w mgnieniu oka. Nie obeszło się to bez uwagi jego pobratymców, którzy zbliżyli się do drwala najpewniej licząc na więcej jedzenia.

-No dobra ludzie, czas na przerwę się skończył czas wracać do pracy.


Powiedział wstając z ziemi, na tyle głośno, że każdy mógł go usłyszeć. Odwrócił się w stronę dziewczyny, ale ona swoją uwagę skupiała na małych gryzoniach. Chwycił swoją siekierę ruszając by ściąć kolejne drzewo. Potem załadują bale na wóz i zawiozą do pobliskiego tartaku. Poddadzą dokładnej obróbce by potem część wykorzystywać na użytek własny i reszty mieszkańców wsi. Drewno w tym regionie było pożądanym towarem jako podstawowe źródło ciepła. Robiono z niego także domy, meble, zabawki dla dzieci i przedmioty codziennego użytku. Nic, więc dziwnego, że drwale cieszyli się powszechnym szacunkiem reszty ich małej społeczności. Nadmiar drewna szedł na eksport. Kiedy lody w rzekach topniały, wykorzystywano załadowane drewnem tratwy do spływu w dół ich koryta. Tym sposobem ich drewno trafiało na rynek do większego miasta, za to, co udało się zarobić kupowano inne potrzebniejsze towary takie jak tkaniny, przyprawy czy jedzenie. Na tych terenach często kwitł handel wymienny, pieniądze miały tu mniejszą wartość, dlatego niektórzy kupcy zwłaszcza z mniejszych miejscowości niechętnie przyjmowali błyszczące w słońcu monety. To życie cieszyło Fabiana, nie mógł marzyć o niczym więcej a jednak miał wkrótce porzucić je całkowicie.

 
__________________
Even a stoped clock is right twice a day
traveller jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 06:18.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169