Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 02-11-2009, 15:37   #1
 
BoYos's Avatar
 
[Warcraft] Nadciąga burza...

***Stormwind***


Stormwind. Miasto ludzi. Stolica Przymierza , które zawarli ze sobą obrońcy świata Azeroth. Byli to : Gnomowie , Krasnale , Ludzie , Nocne Elfy. Po 5 latach zmagań z drugim , wrogim sojuszem zwanym Hordą , Przymierze zyskało nowych sojuszników. Byli to Dranei.



Ci kozo-podobni przybysze wyróżniali się nie tylko siłą i wyglądem ale także bystrością umysłu. Przymierze dążyło do zawarcia pokoju , lecz Horda cały czas odmawiała. Krew lała się strumieniami. Mężczyźni ginęli na frontach. Wielcy bohaterowie polegali na wojnach.

Kto teraz bedzie nas bronił? - Pytali mieszkańcy.



Minęło od tamtych czasów 15 lat...
15 lat wystarczyło by Horda zamieszkająca kontynent Kalimdor znów zamierzała przeprowadzić atak na Wschodnie Królestwa. Stolica krasnali - Ironforge zaczynała produkować coraz więcej broni. W Stormwind do szkolenia brano również kobiety. Gnomowie zamieszkujący głównie w Ironforge - mistrzowie inżynierii również chcieli pomóc. Maszyny które dostarczały nie raz decydowały o zwycięstwie nad przeciwnikami.

Jednakże...

Orgrimmar - stolica hordy.

Wielki ork z wielkim toporem siedział na tronie. Topór oparty o jego siedzenie , oparty z głową na ręku. Oczy jego świadczyły o starości wieku. Przeżył więcej niż jakikolwiek wojownik. To on pierwszy założył sojusz z ludzmi.
- Wodzu .
Przed nim piękna młoda elfka trzymająca zwój papieru.
- Hm?
Thrall podniósł głowę i spojrzał na dziewczynę.
- Elfowie z Silvermoon zgłaszają zakończenie produkcję magicznych mieczy. Umagicznianie przedmiotów też idzie pełną parą.
- Rozumiem. Co ich podkusiło...
- Thrallu
Wszedł na salę tronową goblin.
- Wybiliśmy wszystkich z Przymierza. Teraz Booty Bay i Gadgezdan są czysto teretoriami Hordy.
- Dziekuję Ci niezmiernie. - odparł Ork.

Przygotowania po obu stronach szły błyskawicznie.

Bębny wojny uderzą...jeszcze raz.


***
Karczma. Miejsce spotkania.

Wszyscy siedzieli przy okrągłym stole. Byli to : Łowca , Łamacz Czarów , Łotrzyczka , Kapłanka oraz Wojownik. Nagle drzwi otworzyły się pod wpływem mocnego kopniaka. Do sali weszła kobieta.



Przez pierwsze pare sekund obejrzała całe towarzystwo. Położyła dłoń na klindze miecza.
- A więc ja jestem Vanessa Rightheart i zostałam waszym dowódcą w tej wyprawie. Rozumiem , że jesteście wszyscy gotowi. Za 5 min odjazd z stolicy. Wio wszyscy.
To powiedziawszy zawinęła swój płaszcz i wyszła przed karczme. Stało tam 6 koni.

Niebawem wyprawa się zacznie...

[media]http://www.youtube.com/watch?v=wqvHd2xdcFA[/media]
 

Ostatnio edytowane przez BoYos : 02-11-2009 o 22:00.
BoYos jest offline  
Stary 04-11-2009, 18:55   #2
 
Shadow man's Avatar
 
Gorbat siedział w karczmie nie rozmawiając z nikim z towarzystwa. Siedział z naciągniętym na oczy kapturem paląc fajkę wyglądającą na robotę z dawnych dni. Miał ją bowiem po ojcu, który odziedziczył ją po swoim ojcu, który z kolei dostał ją od swojego ojca i tak przez wiele pokoleń. Gdy do izby wpadła kobieta mówiąc: " A więc ja jestem Vanessa Rightheart i zostałam waszym dowódcą w tej wyprawie. Rozumiem , że jesteście wszyscy gotowi. Za 5 min odjazd z stolicy. Wio wszyscy." Był lekko zszokowany tym co zaszło. Siedział jeszcze chwilę namyślając się po czym wstał i ruszył za kobietą. "dobrze, że zabezpieczyłem się w potrzebne rzeczy wcześniej' - myślał. Poklepał również toporek mówiąc z cicha:
-Już niedługo będziesz mi znowu potrzebny.

Kroczył z wolna w kierunku wyjścia z karczmy. Miał bardzo radosną minę ponieważ miał nadzieję, że znów urznie jakiegoś Orka. Jego toporek już od ponad miesiąca nie tknął głowy ani żadnej części ciała orka.


Gdy tylko opuścił przytulne przytulne pomieszczenie i ujrzał "czworonożne bestie", po okolicy rozległ się krzyk:
-Kurde, tylko nie konie!!!-wrzeszczał Gorbat, który ze względu na swój wzrost nie umiał i nienawidził jeździć konno...
 
Shadow man jest offline  
Stary 04-11-2009, 19:46   #3
 
Qzniar's Avatar
 
Kolejna pobudka na starym dębowym stole. Kolejna nieprzespana noc. Lecz dzięki temu Sathirowi udało się przetłumaczyć następną i ostatnią część jednego z wielu starych zwojów. W tym zwoju opisany był sposób przyrządzania eliksiru na szybszy wzrost owoców. Dzięki temu miały stać się ogromne i jeszcze pyszniejsze. Obmył twarz, chwycił nożyk leżący na stole i ruszył w głąb lasu szukając ziół potrzebnych do wykonania przepisu. Po dwóch godzinach żmudnych poszukiwań w końcu obrał drogę powrotną do domu.

-------------------

-Dobra, teraz wrzucamy zmielony chmiel i korę dębu...- czytał z przetłumaczonego zwoju - No! Skończone. Teraz musi sobie eliksir jeszcze odstać do ostygnięcia.

Godzinę później

- Trzeba tym polać owoce, które mają być pod wpływem eliksiru - powiedział do siebie Sathir, czyniąc to.
Chwila minęła, gdy nagle owoce zaczęły przejrzewać i gnić, a roślina schnąć.

- Następny fałszywy przepis - mruknął do siebie Sathir - Pewnie jakiś pijak go napisał...

Zawiedziony położył się, by odespać nieprzespaną noc.
 

Ostatnio edytowane przez Qzniar : 04-11-2009 o 20:23.
Qzniar jest offline  
Stary 05-11-2009, 18:57   #4
 
Yuriko's Avatar
 
Telestra bacznie przyglądała się zebranym. Nudziła się, nienawidziła kiedy nic się nie działo. „Ciekawe co też przyjdzie nam za zadanie wykonać. Płacą nieźle, podejrzewam więc, że nie będzie ono łatwe do wykonania” dumała elfka.
Gdy drzwi do karczmy otworzyły się, zamarła. Stała w nich ładna kobieta i bezpruderyjnie oznajmiła że jest dowódcą wyprawy. „No ładnie.” pomyślała, „Nie dość, że cała ta drużyna już wydaje się podejrzana, to dowódcą wyprawy będzie wariatka”.
Wyszła przed karczmę i szybko złapała konia który wydawał jej się najlepszy, gniadą klacz. Gdy nagle zobaczyła rozpacz krasnoluda, ze względu na podróżowanie konno, wybuchła śmiechem. „To będzie najbardziej zabawne zadanie mojego życia” pomyślała.
 

Ostatnio edytowane przez Yuriko : 05-11-2009 o 19:05.
Yuriko jest offline  
Stary 05-11-2009, 20:18   #5
 
Locien0's Avatar
 
Choć pokój wynajęty przez Feanael'a był rzut kamieniem od karczmy gdzie zawisło ogłoszenie- przybył na miejsce spotkania dość późno. Wchodząc, u progu zatrzymał się mierząc wzrokiem klientele speluny, od razu zauważając niepasującą do reszty " Hah- takiej grupki nie sposób przegapić!" pomyślał, uśmiechając się lekko pod nosem. Chcąc mieć odpowiednie miejsce, gdzie przyglądanie się jego przyszłym towarzyszą nie będzie zauważalne, usiał w pobliżu zajętych przez nich miejsc- czekając na rozwój wydarzeń i ich pracodawcy. Mając trochę wolnego czasu przeanalizował każdego z nich, od razu kojarząc z nich typowych poszukiwaczy przygód "durnie, pewnie żaden z nich nigdy nie walczył w prawdziwej walce, nie mówiąc już o tym co będzie przed nami... ale to nie ważne- nie o nich trzeba się tu martwić, a o tego kto płaci." rozmyślając tak, siedział sobie z dala od reszty "ludzi" w karczmie.
Gdy nagle drzwi drzwi otworzyły się z hukiem, a w miejscu gdzie przed chwilą stały pojawiła się kobieta w pełnej zbroi i przypasanym mieczem, on tylko zachichotał pod nosem "Ktoś taki, w takim miejscu- jakie to zabawne!", przygotowując
się samemu do drogi. Feanael nie śpieszył się z opuszczeniem karczmy, spokojnie poczekał aż każdy z jego "przyjaciół" się wyniesie, następnie korcząc za nimi kilka kroków z tyłu. Gdy tylko doszedli do stajni usyszał krzyk krasnoluda: "Kurde, tylko nie konie!!!", a następnie wybuch śmiechu młodej elfki *Sądząc po sumie jaką oferuje za tą robotę, to nie miejsce dla dziecka jak ona... Zobaczymy co zrobi, gdy będzie musiała tym mieczykiem kogoś zabić- o tak, to może być ciekawe...* zadumał się, oglądając jej zgrabne ciało. Po tej chwili dumania, dochodząc w ten sposób do koni- szybko wskoczył bezszelestnie na jego grzbiet * A więc Vanesso- pokaż cóż za wyzwanie przyszykowałaś dla mnie i mych ostrzy!*.
 
__________________
Osoby używające więcej niż trzech wykrzykników lub pytajników to osoby z zaburzeniami własnej osobowości. Terry Pratchett
Locien0 jest offline  
Stary 06-11-2009, 14:33   #6
 
z00m's Avatar
 
Ahhh, co to za kraina? Gdzie on jest? Wszędzie zimno i...
Razill otworzył oczy. Znowu ten sen, taki sam jak wcześniej, za każdym razem. Rusznikarz (tak nazywał go barman owej karczmy) mieszkał w pokoju, w tej samej tawernie, gdzie miało być spotkanie. Wstał z łóżka, spakował się i pośpiesznie ubrał. Było już chyba dosyć późno i nie zdążył nawet się obmyć. Schodząc na dół, po schodach zobaczył grupkę nieznajomych, których wcześniej tu nie widział. Nie pałali do siebie miłością, nawet na siebie nie patrzyli.
To musi być nasza... drużyna -pomyślał. Nie miał zamiaru się do nich zbliżać, ale musiał. Usiadł na najbardziej oddalonym od reszty krześle. Nie miał ochoty na nic do picia i z nudów wyciągnął swoje dwie ulubione spluwy i zaczął się nimi zwyczajnie bawić.

Jego zabawę przerwał mu odgłos, nagle otwartych drzwi, w których zaraz potem stanęła jakaś piękna kobieta. Powiedziała coś innym, czego łowca nie usłyszał i następnie wyszła. Razill również wyszedł, ale na końcu. Nie ufał nikomu poza sobą.
Na zewnątrz panował chłód, dziwny jak na tą porę. Razill zobaczył konie, na których będą musieli jechać, wsiadł na pierwszego lepszego, poprawił kapelusz, tak by nie było widać jego twarzy i szepnął sam do siebie:
-To będzie ciężka podróż...
 
__________________
Some things will never change
2pac

Ostatnio edytowane przez z00m : 06-11-2009 o 15:19.
z00m jest offline  
Stary 06-11-2009, 18:38   #7
 
Tamaki's Avatar
 
Wchodząc do gospody Liadrin nie myślała już o tym co ją czeka. Nie miała w końcu nic do stracenia. Z dużym zainteresowaniem, choć dyskretnie poczęła przyglądać się swym towarzyszom próbując odgadnąć kim naprawdę jest każdy z nich. Początkowo zwróciła uwagę na siedzącego w rogu i palącego fajkę krasnoluda oraz sympatyczną i energiczną (przynajmniej takie odniosła wrażenie) elfkę, po czym skierowała wzrok ku tajemniczej postaci stojącej nieco dalej od tej dwójki. Pewna myśl przemknęła przez jej głowę. „Wygląda na pewnego siebie, musi skrywać coś w zanadrzu”. Przeoczyła natomiast mężczyznę siedzącego najdalej od reszty, bawiącego się dwoma pistoletami i nie zważającego na nic. Grupa wydawała się silna, wyglądało na to, że każdy doskonale wie dlaczego się tu znalazł. „Czy ja tu pasuję?” To pytanie wciąż do niej powracało, jakby nie chciało jej już opuścić. „Mimo to niezręcznie byłoby teraz odejść, choć przecież nie zależy mi na żadnej zapłacie”. W jednym momencie do gospody wkroczyła dumnie kobieta odziana w pełną zbroję, z mieczem u boku, oznajmiając, że za parę chwil grupa ma wyruszyć. „Co za silna osobowość. Tej kobiecie z pewnością nie brakuje odwagi” – zadumała się Rin. Na jakiekolwiek zbędne przemyślenia nie było już jednak czasu. Kapłanka wyszła wraz z innymi na zewnątrz po czym dosiadła wolnego konia. Wyprawę w nieznane czas zacząć. Kto wie, co może ją spotkać niebawem.
 
Tamaki jest offline  
Stary 08-11-2009, 14:52   #8
 
BoYos's Avatar
 
Niedaleka przeszłość. Sala narad w Stormwind

BUM.
Trzask ręki o stół. Krasnal który siedział przy stole uderzył ręką i wstał.
- I co teraz!? Pytam się? Co nam to da? Nie można im ufać!
Krzyczał. Patrzył po twarzach towarzyszy. A byli to :
Król Stormwind , Varlan Wrynn. Siedział w złotej zbroi , wykonanej podobno przez starożytnych krasnali samego Ulduaru. Nikt nie był pewny pochodzenia owego złotego przedmiotu. Legenda głosiła , że zbroi nie da się zdjąć , że jest lekka jak piórko i że potrafi układać się do kształtu ciała. Były to legendy. Król nigdy nie rozmawiał na ten temat. Nikt teoretycznie nie miał tak wysokiej rangi by rozmawiać z samym królem. Prócz oczywiście największych znakomitości przymierza.
Siedział wyprostowany na krześle , które było ozdobione różnymi diamentami. Całe na kolor rubinowy dawało lekką aurę do zbroi , w której siedział sam król.
Kilka metrów dalej siedziała nieziemskiej urody elfka. Była to Tyrande Whisperwind. Obecna namiestnik samego Darnassus , siostra Illidana. Odziana w piękną purpurową suknię , złote bransoletki oraz pierścionki. Były to zapewne podarunki od podwładnych. Uchodziła za kobietę niezwykle dobrą i miłą. Siedziała na dużym krześle przypominającym tron , o czerwonym puszystym podparciu.
Obok niej siedział , a raczej stał Krasnal. Był on dosyć spory jak na krasnala. Obok oparty o stól był jego topór. Obustronne , świecące ostrze oraz pozłacana i ozdabiana rączka potrafiła odstraszyć samym widokiem. Był to Magni Bronzebeard , król krasnali i król stolicy krasnali i gnomów - Ironforge.
Obok krasnala siedział gnom. Jego mięśnie na rękach i tatuaże świadczyły o doświadczeniu życia , a jego włosy o starości. Nosił okulary. Siedział z założoną nogą popijając herbatę. Miał krzesło na podwyższeniu by wszystko widzieć. Gnom ten nazywa się Gelbin Mekkatorque. Lider gnomów.
Ostatni siedział dranei. Beżowa szata i kij oparty świadczyły o tym iż jest mędrcem. Był to ostatni rasowy dowódca który dołączył do przymierza. Prorok Velen.

Wszyscy spojrzeli na stojącego krasnala.
- Uspokój się Magni. Napewno nie jest to złe wyjście - uspokoiła go łagodnym tonem Tyrande
- O nie droga Tyrande , nie tym razem! To są bezmózgie stworzenia! Nie ma szans! Gobliny wyrżnęły krasnali w całym Booty Bay , a gnomy z Gadgetzan są w niewoli. Gobliny oficjalnie zawarły pakt z Hordą , a my mamy polegać na wilkołakach? Na worgenach? No chyba żeście pogłupieli! - krasnal krzyczał na towarzyszy co jakiś czas waląc ręką w stół
- Pozwól iż zaprzeczę Twoim racjom ... - Dranei odezwał się ze swojego miejsca
- Ty? Doszedłeś ostatni! Nie pomogłeś w walce z Legionem! Więc się nie mądrzyj bo Ci ...
- Dość kurwa! - krzyknął mężczyzna. Uderzył ręką z całej siły w stół i wstał. Krasnal i towarzysze umilkli. Krasnal usiadł. Gnom pierwszy raz podniósł głowę i spojrzał na króla Stormwind.
- Zachowujecie się jak banda trolli. Jesteście przywódcami. A nie pizdzielcami z ulicy. Jesteśmy odpowiedzialni za zbliżającą się wojnę. Nie możemy dopuścić by która kolwiek stolica padła. Musimy bronić prowincji!
- A wode w wino też zamienić? - Zapytał krasnal. - Widziałeś jaką liczebnością dysponuje Orgrimmar? Trollowie i Orkowie rodzą więcej dzieci niż Elfowie i Ludzie razem! Jak możemy wygrać wojnę skoro elfowie rodzą jedno dziecko , góra 2 na parę a Orkom zdarza się po 6-7? To samo z trollami.
- Jest tak ponieważ cud narodzin dzieci musi być poprzedzony miłością partnerów - opdowiedziała Tyrande
- Ty i te Twoje elfickie pieprzenie - skwitował krasnal
- Phi. Burak. - Odpowiedziała
- Co powiedziałaś zarazo ? - Podniósł się krasnal . Wstała również elfka.
- No wyskocz elfko , przerobie Cie na karmę dla mojego smoka!
- Ty grzybie , jak śmiesz tak do mnie mówić !
- Uspokójcie się. - Do rozmowy wtrącił się Dranei. Moim zdaniem powinniśmy spróbować chociaż zdobyć Worgenów jako towarzyszy.
- Zaprosimy ich do Stormwind , damy kawałek dzielnicy krasnali i gnomów. - Potwierdził król
- Chyba Cie coś ...! Oddajcie im dzielnice elfów. - powiedział krasnal.
Gnom nadal pił kawę.
Nagle elfka wskoczyła na stół. W czasie lotu zmieniła formę zmieniając się czarną panterę. Krasnal chwycił swój topór i zamachnął się próbując uderzyć elfkę. Ta podskoczyła nad nim , raniąc go pazurem po twarzy i uderzając ogonem w nos.
- To suka!
Krzyknął. Nagle gnom podniósł się.
Wszyscy zamarli , elfka wróciła do postaci kapłanki.
Gnom pomału zaczął iść do ściany. Wisiał tam pakt przymierza. Wyjął z kieszeni klucz francuski.
- Nie podoba mi się fakt Worgenów. Jestem też zły na to , że Gobliny nas wykiwały. Bardzo nie podoba mi sie zachowanie was wszystkich. Magni. Przykro mi . - przycisnął przycisk i z klucza zrobił się flamaster. Wyciągnął rękę i zamazał swoje nazwisko w podpisie Przymierza.
- Dziś wyprowadzimy się spowrotem do Gnomeregan. Żegnajcie towarzysze. Nie łączcie nas z waszymi problemami.
Gnom pomału dreptał do wyjścia. Otworzył drzwi i wszedł z sali zebrań.

***


Kobieta przed wejściem na konia odwróciła się. Podszedła do krwawej elfki i wyciągnęła ręke tak jakby coś od niej
chciała
- Pokaż mi dowód obywatelstwa Przymierza.
Wycedziła.
- Nie.. nie mam - odparła Liadrin wbijając wzrok w ziemię. - Nie należę do niego.
- Więc co tu robisz w ogóle? Czemu nie jesteś w więzieniu? I czemu chcesz iść na tą wyprawę? Skąd o niej wiesz? -
pytała Vanessa
- Nie zamierzam wracać już do rodzinnego miasta, nikt tam na mnie nie czeka. O wyprawie wiem z ogłoszenia, jak pozostali. Chcę iść aby udowodnić sobie, że jestem czegoś warta, nie zależy mi na zapłacie - odrzekła kapłanka
- Warta... hmm... - zamyśliła się. Obok przechodziła grupa strażników najwyraźniej o czymś dyskutując. Vanessa na nich gwizdnęła. Ci podbiegli szybko
- Coś się stało Pani Oficer? - zapytali salutując
- Piuro i kałamarz mi skombinować. Migiem. - Odparła.
Ci pobiegli gdzieś znikając gdzieś. Vanessa podeszła do swojego konia wyciągnęła zwój i coś w rodzaju insygni.
Gdy straż przybiegła dała kałamarz i pióro :
- Podpisz tu - rozkazała elfce. Na papierze było napisane :
"Ninejszym oznajmiam iż porzucam swoje wcześniejsze frakcje sprzeczne z założeniami Stormwind i Przymierza.
Otrzymałem/am odznakę Przymierza na rzecz znaku rozpoznawalnego. Obiecuję chronić dobrę imię Przymierza i zapoznać
się dokładnie z regulaminem postępowania. Podpisano ..."

Rin chwyciła pióro zastanawiając się chwilę. Spojrzała ze zdecydowaniem na oczekującą kobietę po czym złożyła swój podpis na dokumencie.
Kobieta wzięła dokument , zwinęła go i nalepiła coś w rodzaju znaczka. Dała
zwój , kałamarz i pióro strażnikom :
- Dajcie to urzędnikom. I dobrej warty życzę.
- Dziekujemy. Coś jeszcze możemy dla Pani zrobić , Pani oficer?
zapytali.
- Nie...chociaż hm... w sumie...
Spojrzała na całą grupę. Każdy miał już swojego konia. Oprócz jednego. Krasnal stał patrząc na swojego rumaka.
- Eh. Weźcie tego rumaka do stajni i przyprowadźcie...ym...knura jakiegoś dużego albo ...
Zamyśliła się.
- Albo nic. Krasnalu , pojedziesz w takim razie z nim.
Wskazała na Feanela.
- Nie jest to koń bojowy tylko transportowy więc da rade was udźwignąć
Odrazu jakby odpowiedziała na pytania.
- Pomóżcie mu wsiąść.
Straże nie czekając złapali krasnala pod pachy i wsadzili na rumaka. Teraz już gotowi byli jechać.
- Dobrze się spisaliście , macie rekomendację ode mnie. - rzekła kobieta
- Dziękujemy! Powodzenia na wyprawie. - Zasalutowali i odeszli z koniem.
- Wio ekipa.
Powiedziała i ruszyła szybko na koniu w strone wyjścia ze Stormwind.
Gdy wyszli z miasta zaczęli jechać jakiś czas na betonie. Niedaleko widać było las. Czyżby mieli niedługo wkroczyć w jego mroczne zakamarki...?
 
BoYos jest offline  
Stary 08-11-2009, 19:43   #9
 
z00m's Avatar
 
Razill jechał w milczeniu, tak jak chyba każdy, bo nie słyszał rozmów. Wiał lekki wiatr, przez który złośliwe falował mu jego płaszcz, długa siwa broda i włosy. Co kilka chwil musiał też poprawiać kapelusz. Po kilku godzinach jazdy, stawała się ona nudna i bolesna, ponieważ siedzenie nie było wygodne dla łowcy. Nie wiedząc co ma już począć, niespodziewanie zwrócił się do przywódczyni wyprawy:
-Eeee... długo jeszcze będziemy tak jechać?
Kobieta spojrzała na las. Byli już jakieś 1 do 2 mili od wejścia. Przebyli trochę drogi.
- Możemy rozbić obóz. Wchodzenie do tego lasu byłoby głupstwem w nocy. - Odparła.
-Rozumiem. -odparł lekko zaskoczony rusznikarz. Zresztą miała racje, powoli zaczynało się już ściemniać. -Ale... dokąd właściwie zmierzamy?
- Do pewnego czarnoksiężnika , który pomoże nam w ... w naszym zadaniu. - Odpowiedziała
-Naszym zadaniu? A na czym ono polega?
- Musimy zdobyć zaufanie przyszłych Worgenów. Tak w skrócie.
-Tylko tyle? Taka nagroda za taką drobnostkę?
- Nagroda... hahaha -Wybuchnęła śmiechem -Nie wiesz czy przeżyjesz tą wyprawę , a mówisz, że to drobnostka. Ale wszystko w swoim czasie. Cierpliwości -Zmieniła ton na bardziej tajemniczy.[/i]
Dalsze próby wymuszenia innych odpowiedzi za każdym razem szły na marne. Elfka milczała. W końcu jednak dotarli do lasu.
 
__________________
Some things will never change
2pac
z00m jest offline  
Stary 09-11-2009, 17:38   #10
 
Shadow man's Avatar
 
GOTBAT na śmiech elfki mrukną tylko pod nosem w krasnoludzkim języku: "Głupia baba, zobaczymy czy będziesz się śmiała tak gdy przyjdzie walczyć z Orkami.". Zawsze wiedział, że elfy są dziwakami i niewytrwałymi głupcami, ale z takim przypadkiem jak ona nigdy się dotychczas nie spotkał. Dotąd nikt nie śmiał się z jego wady, wstrętu do koni. Od razu zniechęcił się do jakiej kolwiek wymiany zdań z nią ...
***
Krasnolud gdy już posadzono go na konia od razu poczuł się źle. . Jak zawsze trafiło mu się najgorzej. Jechał wraz Feanael'em Sandstrider'em, którego w ogóle nie znał. Godziny niewygodnej i męczącej jazdy dłużyły mu maksymalnie. Machną na to ręką. Ileż to razy trafiła mu się gorsza dola od długiej jazdy konnej. Wspomniał teraz daleką przeszlość, kiedy pięćdziesiąt lat temu uciekał wraz z dwoma kompanami(nie przyjaciółmi) uciekali w małej "szalupie" z kraju Hordy. "Tam przynajmniej dało się nogi rozprostować"

-
Teraz dopiero znalazł czas i chęć przyjrzenia się drużynie.
"no pięknie, gromada nieudaczników, ciekawe czy ktoś z nich używał kiedyś tej...Eee popisowej broni, którą mają przy sobie" - pomyślał. Najpierw spojrzał na Rusznikarza. Wydał mu się całkiem normalny, mimo faktu, że w tawernie zachowywał się jak dziecko. Potem ujrzał kapłankę. Zdawało mu się, że czuje się niepewnie w tym towarzystwie. Zastanawiał się teraz nad "człowiekiem", z którym jechał na koniu, Feanaelr'ze Sandstrider'ze(nie wiem jak to odmienić). Zdawał się wojownikowi tajemniczym wędrowcem. Na pozór nie wyglądał szczególnie inaczej od innych, ale krasnal wyczuwał w nim coś niezwykłego.
Na resztę chwilowo nie zwrócił uwagi bo usłyszał, że będzie postój.
-Nareszcie, w końcu skończyły się te tortury.- szepnął z cicha, aby nikt go nie usłyszał...
 

Ostatnio edytowane przez Shadow man : 09-11-2009 o 19:09.
Shadow man jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 21:30.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172