Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 14-11-2009, 21:57   #1
 
Kaworu's Avatar
 
[Magic]Braterska miłość

Braterska miłość
Rozdział pierwszy: Powołanie



Zgromadzenie Rady Pięciu Kolorów Magii
Asphen, Królestwo Niary, 2 listopad roku 1572



Wszystkie miejsca przy okrągłym stole były zapełnione, nie licząc honorowego, złotego tronu, na którym powinien zasiadać król. Powinien, gdyż obecnie robił to tylko na specjalne okazje. Całe Królestwo wychwalało jego mądrość, sprawiedliwość i poświęcenie dla kraju, jednak właśnie to poświęcenie sprawiało, że zaledwie w wieku czterdziestu lat był zgarbionym, pomarszczonym cieniem dawnego siebie. Powiadają, że by nosić koronę, trzeba udźwignąć nie tylko jej ciężar, ale też ciężar całego Królestwa, jego problemów, smutków i niebezpieczeństw, które mu zagrażało. Patrząc na króla Foltesa, trudno się było z tym nie zgodzić.

Korzystając z braku władcy, który stał się częstym zjawiskiem w ostatnim czasie, Arcymagowie postanowili zabawić się drobnymi i większymi uszczypliwościami, które tak kochali.

Hiram, Arcymag Wody, zadał jak na razie największy policzek na spotkaniu. Wymierzył go Eredin, Arcymagini Lasu. Elfia czarodziejka zachowała godność i nie dała po sobie poznać, jak bardzo rozwścieczył ją gest Hirama, jednak uprzejmy uśmieszek, jaki ten drugi posyłał w jej stronę, gdy tylko ich spojrzenia się skrzyżowały kazał sądzić, że trafił w sedno.

Po prawicy grzecznego, wyperfumowanego maga w elegancko skrojonej, niebieskiej szacie siedział Keth’enai. Jego wybór jako przedstawiciela Wieży w nowo utworzonej grupie był co najmniej kontrowersyjny. Ten wytatuowany, mroczny półelf jeszcze parę dni temu był niebezpiecznym renegatem, którego wtrącono do więzienia za rozliczne zbrodnie i nielegalne korzystanie z niebezpiecznej Sztuki Wielu Kolorów, dziś zaś stał się oficjalnym reprezentantem Morskiej Wieży w delikatnym przedsięwzięciu dyplomatycznym. Plotki mówiły, że Keth’enai należy do dziwnego, groźnego kultu, który pragnie połączyć w jedność wszystkie rodzaje many i dąży do tego po trupach. Jaka była prawda, pewnie wiedział tylko on. Jego schowana pod kapturem twarz uniemożliwiała wyczytanie z niej niczego.

Po lewej stronie przystojnego Arcymaga siedział siwy, na swój sposób dostojny mag. Można by go nawet wziąć za ucznia Hirama, gdyby nie to, iż był to Radpool Honiss, nekromanta znany z swej pracy nad gromadzeniem energii magicznej i odcięcia się od quasi-religijnych obrządków Akademii Morgul. O nim także krążyły mroczne opowieści, jakoby wykorzystał swojego osobistego kronikarza do eksperymentów, wskutek czego ten został na zawsze zatruty i oszpecony przez maszynerię, która wysysała niekończący się jad z jego ciała, by Radpool miał dość trucizny dla wszystkich swych wrogów. Patrząc na niego, trudno było uwierzyć w tą historię, jednak Mroczni słynęli z swych nieetycznych doświadczeń i okrutnego traktowania podopiecznych. Czemu on miałby być inny?

Dalej zasiadał tajemniczy, schowany w nienaturalnym cieniu Beine, Arcymag Śmierci. Jako jedyny nic nie jadł ani nie pił, jedynie obserwując zgromadzonych. Choć rysy jego twarzy były niewyraźne, ostro zarysowane, czarne oczy przesuwały się po zgromadzonych, napawając ich lękiem. Choć ziemie Nekromantów i oni sami formalnie byli częścią Królestwa Niary, Beine był żywym dowodem na to, iż stanowili najbardziej odizolowaną szkołę.

O ile był żywy, rzecz jasna.

W całej tej sytuacji, o dziwo, najlepiej wypadła chyba reprezentacja Góry Dharmyth. Djak, umięśniony, dziki przywódca Ognistych postanowił, że nie będzie się mieszał do polityki, trwale oddając swe miejsce w Radzie asystentowi, niejakiemu Mirothowi. Nie ulegało wątpliwości, że chudy, rudy chłopak w okularach był najsłabszym użytkownikiem magii spośród wszystkich, którzy zasiadali na Tronach Kolorów, lecz jego zdolności dyplomatyczne i umysłowe były na takim samym poziomie jak reszty arcymagów.

Tak, delegacja Czerwonych prezentowała się wyśmienicie, zwłaszcza, że po prawicy Mirotha siedziała Marika, nisko urodzona magini, która również ceniła wyżej słowo od zaklęcia. Wybierając ją, asystent Djaka nie mógł postąpić lepiej. Góra wyszła na cywilizowaną szkołę, w której nie liczy się urodzenie ani nawet zdolność rzucania śmiercionośnych zaklęć, tylko zapał do nauki i złoty język. Oczywiście, wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, jaka była prawda, niemniej w obecności ambasadorów nie mogli powiedzieć nic o osławionej brutalności Ognistych Magów. Sama Marika starała się wyglądać jak najlepiej i zrobić dobre wrażenie, co było dość trudne zważywszy na Beine’a, który zasiadał obok niej.

Kamahl, który był po lewej stronie Mirotha, był chyba jedynym apolitycznym akcentem całego zgromadzenia. Zwykły, dobrze zapowiadający się druid mający kilka osiągnięć na swoim koncie, był jak wyspa spokoju wśród gęstej atmosfery przyjęcia. Nikt się go o nic nie czepiał, a nawet słynący z ciętego języka Beine i Hiram zdawali się go nie widzieć. Gdyby wiedzieli, że kiedyś pokonał potężnego demona, a magią biegle władał już w wieku 12 lat, może pokusiliby się o złośliwości, jednak wiedza ta była niedostępna nawet Błękitnemu Arcymagowi, który od czasu do czasu patrzył w druida, zastanawiając się, kim jest wybraniec Eredin.


Eredin, niewątpliwy klejnot przyjęcia. Jej lekkie, zwiewne, zielone ubranie doskonale podkreślało jej kobiece kształty, przyciągając zainteresowane spojrzenia zgromadzonych mężczyzn, zwłaszcza młodszych magów. Dumna elfa zastąpiła swą poprzedniczkę, która miała zaszczyt zrodzić Niarę, pierwszą królową. Każdy gest kobiety był perfekcyjny, nawet mimo ciętych uwag Hirama i zachwalania przez niego Keth’enai’a, po którym „widać, że ma w sobie krew Twej rasy, pani”.

Radand pokręcił głową. Najstarszy z obecnych ludzi przeżył już wiele, ale dziecinność i złośliwość zebranych zawsze potrafiła odebrać mu mowę. Arcymag Światła, powszechnie szanowany jako następca swego mistrza, ojca Niary, miał już wiele lat na karku. Jego długa, biała broda i kij, którym się podpierał, dodawała mu tylko godności, ale zmarszczki głębsze niż dawniej świadczyły o tym, że jakieś wielkie zmartwienie targa jego duszą. Zważywszy na fakt, że coraz więcej zagrożeń istniało w Królestwie, które stworzył jego mentor, niepokój ten był uzasadniony.

Christoper, wybraniec Zakonu, budził powszechną wesołość. Ulubieniec Radanda był znany ze swej słabości zarówno psychicznej, jak i magicznej, a zaklęcia, które opanował, najczęściej gwarantowały mu przegraną na Igrzyskach Magii. Chłopiec o dobrym sercu, lecz słabym duchu nie był odpowiednim wyborem do grupy osób, która miała być symbolem jedności państwa. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że został wybrany tylko dlatego, iż jest niezwykle bliski swemu mentorowi, który zastępuje mu utraconych rodziców.

Nim przybył król, cała dziesiątka zaczęła toczyć pojedynek. Hiram rozpoczął starcie, niezwykle uprzejmie zachwalając wybór Mariki jako uczestniczki przedsięwzięcia, jednocześnie między wierszami twierdząc, że spodziewał się barbarzyńskiej królowej. Z nieoczekiwaną pomocą przybyła Eredin, zauważając, że Góra najwidoczniej dojrzała do uczciwych i partnerkich stosunków, za co Wieża powinna ją podziwiać. Gdyż sama nie posiada tych cech, w domyśle. Błękitny odparł atak, zachwalając swego wybranka biegłością w magii i głębokimi przeżyciami duchowymi, typowymi dla elfickiej rasy. Przywódczyni Kręgu chciała coś powiedzieć, gdy ubiegł ją Christoper, nieśmiało zauważając, że jedynym prawdziwym bóstwem jest Jedyny czczony przez Zakon. Nim Radand zdołał posłać mu karcące spojrzenie, Beine bezczelnie stwierdził, że Jedyny nie pomógł mu w dotychczasowych pojedynkach, powinien więc mniej się nad nim rozczulać, a bardziej przemyśleć swe żałosne zdolności magiczne. Miroth zlitował się nad chłopcem, stwierdzając, że porusza się on ostrożnie w wymagającej delikatności dziedzinie, w przeciwieństwie do niektórych czarodziejów, dla których liczy się tylko potęga. Spojrzenie skierowane do Arcymagów Ciemności i Wody oraz ich uczniów doskonale obrazowało, kogo miał na myśli.

- Ogniści oczywiście rozumieją Christopera- ironia w wypowiedzi Hirama przecięła powietrze niczym nóż.

Miroth chciał coś dodać, lecz do Komnaty Rady wkroczył król. Atmosfera zgęstniała, lecz zgromadzeni posyłali sobie jedynie pełne gniewu spojrzenia. Odpowiedziałby zapewnie jakąś jadowitą uwagą, gdyby nie skrzypnięcie wielkich, dwuskrzydłowych drewnianych drzwi i przemowa herolda, zapowiadającego przybycie Jego Królewskiej Mości.

Król Foltest wydawał się zmęczony. Złota korona wysadzana czerwonymi rubinami ciążyła mu, dodając czterdziestolatkowi przynajmniej pięćdziesiąt lat i masę zmarszczek. Gęsta, brązowa broda nie mogła odwrócić uwagi od dołków pod oczami władcy, gdy zbliżył się do swego tronu. Wszyscy wstali, okazując mu szacunek.

- Przepraszam za spóźnienie- powiedział król, po czym odchrząknął i przeszedł do sedna sprawy.

- Jak wiecie, w Królestwie Niary zachodzą zdarzenia, które trudno nam wszystkim tolerować. Coraz więcej potworów w naszych lasach, na gościńcach i bezdrożach. Coraz więcej magów renegatów, bezczelnie kradnących ziemię i magię z niej płynącą. Nie możemy skutecznie wykrywać tych zagrożeń ani nim przeciwdziałać. Dawniej, w wiekach, gdy kraj był podzielony i walczył sam z sobą, magowie troszczyli się o to, by potwory nie atakowały ich ziem. Obecnie jednak, zbyt wiele czasu poświęcają na politykę i wzajemne uszczypliwości, a za mało na ochronę ojczyzny. To nie potwory i renegaci są naszymi wrogami, jest nim uprzedzenie, wrogość i niezrozumienie, które panuje między szkołami magów.

Władca odczekał chwilę, by zgromadzeni mogli przemyśleć jego słowa, które wywołały różne reakcje u różnych osób.

- Jako królestwo musi działać razem, tako również magowie, którzy są jego obrońcami i kształtowali jego rozwój przez stulecia, muszą wreszcie stanąć razem do walki, ramię w ramię. Czas położyć kres podziałom. Wszyscy wiecie, czemu się tu zebraliśmy. Ci oto młodzi czarodzieje, których osobiście wybraliście ze względu na ich zdolności i młodość, która nie pozwoliła im jeszcze nasiąknąć wzajemną wrogością, będą symbolem naszego Królestwa. Lud potrzebuje symbolu, który da im nadzieję, i działań, które dadzą mu bezpieczeństwo. Liczę na was, moi młodzi przyjaciele. Jeśli się wykażecie w skutecznym rozwiązywaniu problemów, to utworzymy więcej grup podobnych waszej, Grup Zjednoczenia.

Słowa króla Foltesta brzmiały niezwykle patetycznie, ale chyba nawet on sam nie do końca w nie wierzył. Szansa na to, by magowie działali razem była mała, a problemy z potworami i magami były bardzo trudne do rozwiązania. Magowie, których nie można było kontrolować i potwory, które często wspomagali, byli zbyt wielkim problemem. Wszyscy wiedzieli, że należało zmodyfikować Lustra Many, by wykrywały także używanie Sztuki Wielu Kolorów i użytkowników tego rodzaju magii, mogło jednak minąć wiele czasu, nim zostanie to wykonane. Tworzenie artefaktów było wymagające i kosztowne, a także wymagało eksperymentów, jak w tym przypadku. Dawno utracona wiedza nieprędko mogła zostać odzyskana, podobnie, jak zaufanie potrzebowało czasu, by wykiełkować na niesprzyjającym gruncie.

Następnie, na prośbę króla Arcymagowie opuścili Komnatę Rady, by ich wychowankowie mogli się bliżej z sobą zapoznać. Uczynił tak nawet Radand, który miał objąć patronat nad magami. Gdy drzwi się zamknęły, młodzi czarodzieje zostali sami. Mieli dla siebie całą wykwintną żywność i napitki, jakie specjalnie z tej okazji zostały wniesione do sali, mogli nacieszyć oczy obrazami wiszącymi na ścianach, przedstawiającymi chwalebne czyny każdej z Pięciu Szkół, lub spojrzeć z szczytu wieży, w której znajdowało się pomieszczenie i obejrzeć wspaniałą stolicę, Asphen.

- Witam, jestem Christoper i mam nadzieję, że będzie nam się razem dobrze pracowało- uśmiechnął się nieśmiało młodzieniec.

Było jednak jasne, że spędzą ten czas na rozmowie.
 

Ostatnio edytowane przez Kaworu : 15-11-2009 o 00:43.
Kaworu jest offline  
Stary 15-11-2009, 00:52   #2
 
Rhaina's Avatar
 
Na nieśmiały uśmiech Christophera odpowiedział promienny, życzliwy uśmiech Mariki. Młoda magini zachowywała się nadzwyczaj naturalnie i swobodnie, jeśli zważyć, że świadoma była faktu, iż zapewne wszyscy jej nowi towarzysze, tak samo jak ich protektorzy, wiedzą o jej nader niskim pochodzeniu. W istocie pochodziła z zapadłej, podgórskiej wioski o kilka dni drogi od Góry Dharmyth, a nazwisko, którego używała - Daroon - było tej wioszczyny nazwą.
Teraz, patrząc na nią, nikt nie rozpoznałby obdartej, bosonogiej pasterki kóz sprzed zaledwie dziesięciu lat. Odziana w szatę barwy jej Tradycji, trzymała się prosto jak prawdziwa dama. Może nie dorównywała zjawiskowej Eredin, lecz gdy w sali zabrakło olśniewającej elfki, bez trudu przyciągała męskie spojrzenia. Była niezbyt wysoka, lecz postawna. Co prawda, w towarzystwie dowolnego maga swej Tradycji prócz, oczywiście, chudzielca Mirotha i tak wyglądała jak chuchereczko.
Powiodła po mężczyznach zielonym spojrzeniem - dla Christophera życzliwym, dla Kamahla - uprzejmym i pogodnym, dla Keth'enai - pełnym wyzwań i zagadek, dla Honissa - spokojnym i pewnym siebie.
- Jestem Marika Daroon - rzekła. - Ja również mam nadzieję na owocną współpracę. Pewna jestem, że w przyszłości będzie mówić się o niej z podziwem i szacunkiem, jako o jednym z najchwalebniejszych przedsięwzięć magów Królestwa Niary.
 
__________________
jestem tym, czym jestem: tylko i aż człowiekiem.
nikt nie wybrał za mnie niczego i nawet klątwy rzuciłam na siebie sama.

Ostatnio edytowane przez Rhaina : 15-11-2009 o 01:02.
Rhaina jest offline  
Stary 15-11-2009, 21:54   #3
 
ZituKX's Avatar
 
- Racja moja droga. - rzekł Kamahl. Były to pierwsze słowa, jakich użył od początku posiedzenia. Gdyby ktoś zwrócił uwagę nie na słowa, lecz na ciepły i zielony styl wypowiedzi druida, dostrzegłby, że liście, które wiatr wrzucił przez okno delikatnie zajaśniały zielonym blaskiem. Po chwili listki zmieniły się w zielone motyle, które wolno wyfrunęły przez kolejną okiennicę. Niestety, w oczach innych były to wciąż liście... „Chociaż czy na pewno dla wszystkich?” - zastanowił się Kamahl. Po chwili powoli wziął do ręki butlę wina i rozlał wszystkim zawartość do kielichów.
 
ZituKX jest offline  
Stary 16-11-2009, 11:33   #4
 
Geduin's Avatar
 
Poczesne miejsce przed siwym magiem zajmowało kilka stron pergaminu, związane razem brunatną wstążką. Radpol otworzył oprawione w ciemną skórę, drewniane okładki, jeszcze zanim ostatni z arcymagów opuścił komnatę. W tej chwili śledził palcem kolejne akapity wykaligrafowanego tekstu, podnosząc po każdym wzrok na kolejnego maga.

Dłuższą chwilę zawiesił wzrok na Marice, w zamyśleniu pukając palcem w akapit, najwyraźniej jej poświęcony. Gdy dziewczyna w końcu skrzyżowali spojrzenie, po jego licu przemknął ledwo zauważalny uśmiech. Głuchy stukot drewnianych okładek od niechcenia zamkniętej lektury przerwał ciszę i skupił na nim wzrok pozostałych magów.

- Ufam, iźli każdemu z szanownych konfratrów przedstawiono równie szczegółowy conspectus niniejszej... - urwał, odbierając z lekkim skinieniem puchar podawany przez druida - ...biesiady? - szybko omiótł wzrokiem konfratrów i nie czekając na odpowiedź podjął - Pewnikiem zatem nie mnie jeno w oczy rzuciła się niebywała... - oblizał usta - ...frywolność w przygotowaniu jego.

- Tuszę, iż pominięcie
waszych, bez wątpienia spektakularnych dokonań na łonie Sztuki jest jeno przeoczeniem nieogarniętego skryby, lubo brakiem poszanowania dla formuł akademickich w bardziej okultystycznych obrządkach - rzucił okiem na zasiadających naprzeciw.

- Wnoszę zatem, jeśli szanowne kolegium pozwoli, by członkowie niniejszym uzupełnili ów rażący ubytek. Wszak poleganie na pogłoskach i plotkach magowi nie przystoi.


Tymi słowami mag zanurzył usta w pucharze, wpierw wszak ocierając brzegi dłonią. Uważne oko dostrzegło by szczyptę proszku, którą wino przyprawił. Delektując się smakiem trunku wiódł nieśpiesznie spojrzenie po zasiadającym przy stole gronie, wypatrując reakcji na słowa jego. Nim jednak ktokolwiek zdążył podjąć, ostawił puchar i rzekł:


- Wypada wszak, bym jako podnoszący wniosek pierwszy się mu poddał. To, iźli godność ma Haniss, odczytać z własnych
conspectusów możecie. Nie znajdziecie wszakoż w nich tytułu mego - magistrum studium noctruna gwoli ścisłości, shola Morgul naturalnie. Nie znajdziecie takoż wzmianki o licznych pracach, teoretycznych jako polowych, z zakresu khirurgii ni alchemii. Nie znajdziecie także licznych publikacji, których tytułami pozwolę sobie nie zanudzać szacownego grona.

Po tych słowach mag rozłożył dłonie, a na jego ustach zagościł uśmiech.


-
Tyle rzec można w przedstawienia czasie. Ufam, iż szacowni konfratrzy wniosą do naszej współpracy równie szerokie doświadczenia. Wszak z pewnością całą żadna ze szkół nie szkodziła by świadomie naszemu przedsięwzięciu posyłając niekompetentnego członka?
 
Geduin jest offline  
Stary 16-11-2009, 14:02   #5
 
ZituKX's Avatar
 
- Ja osobiście nie mam się czym chwalić ni wywyższać. - odparł Kamahl. - Po prostu dobrze umiem obchodzić się z naturą. - Ciepły jak letni deszcz uśmiech zagościł na twarzy druida.
 
ZituKX jest offline  
Stary 16-11-2009, 23:19   #6
 
Rhaina's Avatar
 
- Choć żałuję, nie mogę pochwalić się choćby ułamkiem dorobku, jaki udziałem jest reprezentanta Morgul Academiae - powiedziała Marika, dostosowując się akademickiej maniery nekromanty.
- Przyznaję, iż dopiero przed niecałymi sześcioma laty nauki pobierać poczęłam - powiedziała to zupełnie niewinnie, jakby nie pamiętając, że nauka samych podstaw trwała zazwyczaj co najmniej cztery lata, nie mówiąc już o uznaniu ucznia za samodzielnego maga, co trwało zwykle jeszcze dłużej. I ciągnęła jakby nigdy nic: - Śmiem jednak twierdzić, że wiedza moja z dziedziny teorii magicznej dostatecznie jest szczegółową, by być pomocą w naszym wspólnym zadaniu. W studiach swych szczególny nacisk położyłam bowiem na umiejętność rozpoznawania zaklęć, by móc im przeciwdziałać, nim ukończone zostaną. Co zaś do innych umiejętności, z chęcią pobierać będę nauki od potężniejszych i światlejszych ode mnie - czyż nie jest to jeden z celów współpracy, jaką zadzierzgnąć mamy między czcigodnymi Tradycjami?
 
__________________
jestem tym, czym jestem: tylko i aż człowiekiem.
nikt nie wybrał za mnie niczego i nawet klątwy rzuciłam na siebie sama.

Ostatnio edytowane przez Rhaina : 17-11-2009 o 18:57.
Rhaina jest offline  
Stary 17-11-2009, 19:08   #7
 
Famir's Avatar
 
Przez całe spotkanie Keth’enai siedział niewzruszony. Picie, jedzenie i rozmowy przy stole zdawały się go nie dotyczyć. Rozpoznawał prawie wszystkich, którzy znajdowali się w pomieszczeniu, ale był pewien, że mało kto rozpoznawał jego. Jedyną tajemnicą byli dla niego wyznawcy fałszywego boga ubierający się w biel. Tylko ich ze wszystkich szkół nigdy nie odwiedził i nigdy nie zetknął się z jej naukami. Wiedział jednak, że prędzej czy później będzie musiał to uczynić a wzięcie udziału w tym "przedsięwzięciu" miało mu to ułatwić. Niemniej świadomość, że heretycy znajdują się na wyciągnięcie ręki paliła go od środka. Kiedy tylko kierował głowę w ich kierunku można było wyczuć gniew i chęć mordu. Były to tylko emocje, a nad tymi potrafił zapanować. Nadejdzie jednak dzień kiedy wszyscy biali spłoną w blasku nowego świata. Kiedy Arcymagowie wyszli i wybrańcy zostali sami zaczęła się dziwna rozmowa. Półelf przez jakiś czas przysłuchiwał się jej nie biorąc czynnego udziału w dyskusji. Kiedy Radpol zaczął przeglądać swój zwój czarny mag ujął swój delikatnie w dłoń. Pergamin zaczął blaknąć aż przyjął barwę czystej czerni i w końcu rozpadł się w proch. Keth’enai widocznie nie był zainteresowany wyczynami swoich obecnych towarzyszy. Czyn ów z pewnością zwrócił - mniejszą lub większą - uwagę zebranych. Mężczyzna otworzył usta i pozwolił płynąć słowom... a te nie były przyjemne.
-Radpol... tyle lat a Ty ciągle mówisz tym swoim pseudointelektualnym żargonem. Nawet magowie z wieży tak nie pieprzą od rzeczy jak Ty a to już naprawdę jakiś wyczyn.
Uniósł kielich wysoko zupełnie jakby wznosił toast. Wypił malutki łyk zawartości po czym kontynuował.
-Kamahl... Ty z kolei nie musisz być aż taki skromny. W przeciwieństwie do obecnego tutaj Christophera możesz się pochwalić niemałym talentem magicznym i osiągnięciami. Skrywanie własnego potencjału nigdy nie przynosi nic dobrego w pracy zespołowej.
Głos mieszańca był o dziwo bardzo głęboki i stanowczy. Nie było w nim jednak ani nuty gniewu czy pogardy. Raczej bezemocjonalny głos profesora ucinającego pogawędkę ze studentami.
 

Ostatnio edytowane przez Famir : 17-11-2009 o 19:16.
Famir jest offline  
Stary 17-11-2009, 21:26   #8
 
Geduin's Avatar
 
Na pierwsze słowa Keth'enaia inkrustowany srebrem sztylet z ledwie słyszalnym sykiem opuścił pochwę u pasa siwowłosego maga. Mężczyzna nie zaszczycił jednak półelfa nawet przelotnym spojrzeniem, obracając ostrze w dłoni i w końcu wydłubując smukłym sztychem coś spod paznokcia. Dopiero gdy słowa wytatuowanego umilkły, z najwyższym pietyzmem odłożył na blat przed sobą.

- Wielce roztropne ze strony mistrza Hiriama, iż dostarczył nam jednakoż pachołka do oporządzania koni jako i próbnego renegata w jednej, - odchrząknął - wybaczycie hiperbolę, osobie. - Cień złośliwego uśmiechu przemknął po licu mężczyzny, przez całą tyradę wpatrzonego w ostrze leżące pomiędzy dłońmi. Nim ktokolwiek zdołał podnieść głos uniósł palec do góry. - Choć może przyświecał mu zrozumiały cel oddalenia mieszańca ad facjatum obitum, jako zwykło się w wulgarnym towarzystwie prawić? Pewnikiem nawet w ciemnicy świętują pozbycie się osobnika, lepiącego się do każdej jednej szkoły jako fekalium do buta, i równie często lądującego na bruku.

Po tych słowach dopiero w tym momencie mag przeniósł spojrzenie na Keth'enaia, usta rozciągnąwszy w parodii sarkastycznego uśmiechu.

- Skoro zaś uprzejmości introdukcji za nami, przejdźmy może ku właściwym obradom - rzekł rozsiadłszy się wygodnie na fotelu. - Czy szanowni konfratrzy- tu skłonił się lekko w stronę Mariki - lub konfraterka, naturalnie, zechce podzielić się sposobem neutralizacji renegatów praktykowanym w waszych kręgach?
 
Geduin jest offline  
Stary 17-11-2009, 22:23   #9
 
Famir's Avatar
 
Na twarzy półelfa pojawił się złośliwy uśmieszek. Ledwo zauważalny, ale jednak. Tak uśmiechają się osoby, które otrzymały właśnie zamierzany efekt. Czarny mag zdjął w końcu kaptur odsłaniając twarz w całości. Głowa była ogolona na łyso i pokryta magicznymi symbolami. Zgromadzeni magowie mogli z łatwością rozpoznać znaki charakterystyczne dla dziedzin natury, ognia i śmierci. Sama twarz było o dziwo ludzka. Tylko długie uszy, idealna cera i to dziwne... mroczne piękno wchodzące w skład natury stworzenia zdradzały jego pochodzenie. Oczy niczym ze złota wypełnione były blaskiem inteligencji oraz pewności siebie. ale gdzieś na ich dnie czaiło się zmęczenie charakterystycznym dla ludzi, którzy widzieli zdecydowanie zbyt wiele.
-A więc naprawdę nie poznajesz mnie Rodpol? Cóż minęły co prawda lata... chyba niecałe dwa dziesięciolecia odkąd opuściłem Akademie Morgul i udałem się do Gór Dharmyth by studiować arkana magii ognia, ale... ludzka pamięć może być wielce zawodna jak widać choć sami ludzie się nie zmieniają.
Czyżby Keth'enai wiedział więcej o Rodpolu niżby ten chciał? Tego nie wiedział nikt, ale przynajmniej takie wrażenie można było odnieść z tej wypowiedzi.
-Poza tym nie radziłbym mnie obrażać. Silne słowa mają moc przebicia tylko wtedy kiedy wypowiada je osoba mająca siłę by je wyegzekwować. Nie wiem jakie postępy zrobiłeś przez te lata, ale czytając Twoje dzieła śmiem twierdzić, że niewielkie. Nie chcemy przecież, żeby pierwszy dzień zjednoczenia szkół zakończył się śmiercią jednego z jej przedstawicieli prawda? Proszę to potraktować jako ostrzeżenie. Następnego nie będzie.
Oparł się lekko na stole zastanawiając się nad omawianym problemem.
-Dołączyłem parę dni temu do kręgów magów z Wieży więc nie znam tam jeszcze zbyt dobrze panujących realiów. Mistrz Hiriam zaproponował mi dołączenie do swej szkoły pod warunkiem, że zdradzę mu sekret magii wielu żywiołów. Wymiana wiedzy i doświadczenia to dość dobry układ. Magowie z wieży nie są takimi ignorantami by odrzuć siłę, która ciągu najbliższych dziesięcioleci może zmienić losy świata. Jestem osobiście ciekawy jak ten problem wygląda w waszych krainach.
 
Famir jest offline  
Stary 17-11-2009, 23:05   #10
 
Geduin's Avatar
 
Sarkastyczny uśmiech ni na chwilę nie opuścił twarzy starszego maga. W połowie wypowiedzi półelfa wręcz się pogłębił.

- Drżę z trudnej do wyrażenia trwogi. Wybaczenia proszę szanownego konfratra, - skłonił się rozkładając dłonie - jeśli słowa me zraniły doprawdy imponujące ego.

- Głęboko łechta mą dumę, iż uwagę waszą zaprzątnęły skromne publikacje moje, dzielące się z czytelnikiem całą głębią mej arcana obscura. W duchu otwartości i szczerości z której shola Morgul na całym świecie słynie, naturalnie.

Siwowłosy mężczyzna zanurzył na dłuższą chwilę usta w pucharze, pozwalając by słowa zapadły w myśli współbiesiadników. Stalowe oczy śledziły kolejno twarze, zatrzymując się w końcu ponownie na wytatuowanym licu półelfa. Jego lico spoważniało i przez chwilę świdrował wytatuowanego maga spojrzeniem.

- Radem również, iż raczył konfrater tak otwarcie przedstawić swe intencje. Zdjęcie z naszego grona potrzeby przeprowadzenia śledztwa w razie jakiegoś, uchowajcie, wypadku to doprawdy szlachetny gest.

Czarodziej ponownie rozsiadł się wygodnie, od niechcenia chowając sztylet do pochwy.

- Co zaś do pytania szanownego konfratra, renegaci spotykani na ziemiach shola Morgul również oddają nieocenione usługi sztuce i medycynie, zwłaszcza zaś kirurgii polowej. - Na usta maga wpełznął ponownie uśmiech - Poświęcono im wręcz osobny gmach, by hymny których się oddają w czasie medytacji w dolnych izbach nie zakłócały spokoju marmurowych hal.
 

Ostatnio edytowane przez Geduin : 17-11-2009 o 23:51.
Geduin jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:05.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172