Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 23-08-2010, 14:08   #1
 
Bothari's Avatar
 
[Autorski: Triada, 18+] Przebudzenie

Obudziła się. Nic nie widziała w ciemnościach i otwieranie oczu tu nie pomagało. Pod sobą czuła tylko chłód marmuru nieznacznie tylko ogrzany przez dotyk jej ciała. Było też dość cicho. Tylko kapanie kropel wody. Jakby za jakąś ściana. I tez zapach. Butwiejące liście, stare drewno i ... las? Pod dłońmi czuła swoje ciało. Zachwycała gładkość skóry, jędrność bioder i biustu, twardość brzucha. Włosy rozlewały się po marmurze. Zdenerwowała się. Chciała coś zobaczyć! Chciała światła! Podniosła się gwałtownie i ... jak na zawołanie w komnacie zapłonęły świece. Pierwsze co zobaczyła to ogromne kamienne drzwi z licznymi płaskorzeźbami. Odrzwia zajmowały prawie całą ścianę przed nią.


Świece stały po bokach sali na podłodze. Srebrne lichtarze dawno pokryły się patyna. Kurz na podłodze mieszał się z małymi kamyczkami, które najwyraźniej dawno temu odpadły od ścian i sufitu. Wyraźnie widać było ubytki i pęknięcia w całym pomieszczeniu.

Siedziała na marmurowym stole. Jego chłód powodował gęsią skórkę. Wstała i ... dopiero wtedy dostrzegła stos desek, który najwyraźniej niegdyś był szafa. Ostała się tylko jedno skrzydło drzwi oparte teraz o ścianę. Zeskoczyła na podłogę i syknęła gdy kamień boleśnie wbił się w stopę. Lekko kulejąc podeszła do resztek szafy i pogrzebała w deskach. Znalazła fragmenty ubrań do szczętu już popleśniałe. Zmarszczyła brwi unosząc skrawek białego muślinu. I wtedy odkryła
lustro na zakrytej stronie ocalałego kawałka szafy. Szybko obróciła je właściwą stroną i przetarła gałganami z kurzu. Wreszcie mogła się zobaczyć. Idealna figura, kruczoczarne włosy spadające kaskadą fal na ramiona, plecy i biust, uwodzicielski uśmiech. Wszystko jakby stworzone po to, by się podobać. Ponownie spojrzała na ubrania i zapragnęła by było tam coś, cokolwiek zdatnego do założenia. Z nagłą
nadzieją jęła rozkopywać stos i ... znalazła. Krótka tunika. Brudna i śmierdząca, ale po za tym w stanie idealnym. Brud nie dawał jednak żadnych wskazówek co do koloru stroju.

Ubrana - podeszła do drzwi. Kamień pchnięty słabym kobiecym ramieniem nie ustąpił. Jak to? Ledwie przebudzona miała by tu zostać? Naparła ze wszystkich sił. Bezskutecznie. Po chwili dyszała ze zmęczenia, gniewu i rozpaczy. W końcu rzuciła się na drzwi waląc w nie pięściami.
- Otwórzcie się! - krzyknęła.
Uderzała raz po raz. Z oczu pociekły łzy strachu i bezsilności. Zamarła nagle słysząc suchy trzask gdzieś we wnętrzu wrót. Z rumorem, w tumanach kurzu i pleśni - drzwi runęły rozbijając się na kawałki. Gdy wreszcie można było swobodnie oddychać zobaczyła wystająca z pod drzwi stalową sztabę, która je podpierała.

Przed nią rozpościerał się las. Dokładnie na wprost stała statua.


Po prawej stronie szemrze mały strumyczek. Słońce świeci wysoko pomiędzy drzewami. Spłoszone hałasem zwierzęta teraz ponownie rozpoczynają swoje śpiewy i wrzaski.

Spokojnie obeszła statuę. Kogoś jej przypominała. Ach ... siebie. To była ona. skąd? Dlaczego? Nagle zapragnęła poznać swoje imię. Stało się to niezwykle ważne. Zniknął gdzieś las, strumień i ruina grobowca.
- Kim ja jestem!? - Huczało w myślach - Jak mam na imię!?
 

Ostatnio edytowane przez Bothari : 27-08-2010 o 10:57. Powód: obrazeczki
Bothari jest offline  
Stary 25-08-2010, 08:43   #2
 
szarotka's Avatar
 
*
...ale odpowiedź nie nadeszła. Chociaż nasłuchiwała jej w głosach ptaków i w szumie drzew. Przetrząsała swą pamięć, pustą jak wielka klatka, po której bezsilnie obija się jedno pytanie, niczym uwięziona jaskółka. I nic. Żadnych wspomnień. Zupełnie jakby narodziła się przed kilkoma chwilami. Nieco bezradnie rozejrzała się po okolicy, szukając czegokolwiek co poruszy jakąś strunę w umyśle. Las zamilkł na chwilę i wydawało się, że on też podziela skupienie czarnowłosej.
Posąg był gładki, chociaż nosił na sobie ślady czasu. Artysta który go wykonał, nie podpisał dzieła żadną nazwą. Kamienna postać patrzyła w stronę zrujnowanego pawilonu, jakby strzegła tego, co znajdowało się w środku. Na jej twarzy uwieczniono oczekiwanie.
Dlaczego byłam tam zamknięta? I przez kogo?
Dziewczyna podeszła wolno do ziejącego dziurą, zamiast drzwi, budynku. Wnętrze zalegało teraz jedynie w lekkim półmroku.
A najważniejsze. Jak długo spałam?
Świeczki już pogasły, lecz mimo to marmurowy stół, niczym ołtarz ofiarny, wyraźnie rysował się na środku małej sali. Poza nim i kurzem oraz deskami nie było tam niczego, co sugerowałoby jakikolwiek bieg zdarzeń, cel i przyczynę. Całość kojarzyła się nieodparcie z miejscem pochówku. Chociaż upamiętnianie zmarłej osoby gołym posągiem wydawało się osobliwe.
Kim ja byłam?; zastanawiała się, opierając bok głowy o framugę. Kapłanką? Zbyt odważna rzeźba... Dziwką? Doprawdy, moja droga... A może inspiracją jakiegoś artysty?
Podniosła jeden ze zniszczonych fragmentów płaskorzeźbienia drzwi. Przedstawiał kawałek ręki i głowę jakiejś kobiety. Wykonanie było bardzo staranne, z dbałością o detale.
Ale dlaczego wznieśli to wszystko w środku lasu? Wstydzono się mnie?
Spojrzała na resztki wrót i sztabę, która je podpierała; wszystko leżące teraz w trawie.
- Prędzej raczej... obawiano. I ktoś bardzo nie chciał, żebym wydostała się na zewnątrz. Miał zatem świadomość, że mogę próbować ucieczki - rozważała już na głos, coraz bardziej zafascynowana rysującą się przed nią historią.
Wzdrygnęła się nagle, bowiem zdała sobie sprawę, że od paru chwil mówi o swojej osobie, jak o zmarłej. Potarła ramiona odruchowo, odganiając natrętne myśli i znów wróciła do swej kamiennej podobizny. Patrzyła na nią chwilę w milczeniu, jakby sądząc, że milczący posąg opowie jej o tym co kiedyś tu zaszło.
Bogini cię uwolniła, moja droga. Ale która bogini? Matka Adere? Surowa Liara? Której winnam dziękować? Czyją wybranką jestem i jakie oko nade mną czuwa?
- Za dużo pytań! - zirytowała się, potrząsając włosami. Odpowiedzi wciąż nie nadchodziły, a od wątpliwości zaczynała boleć głowa.

Woda strumienia była czysta i chłodna. Dziewczyna umyła się w niej cała, obchlapując dłońmi ciało; podjęła nawet trud wyprania swojego śmierdzącego łachmana i od razu nabrała przekonania, że praczką nigdy w życiu (żadnym, obojętnie ile ich było) nie była.
- Masz być czysta - niecierpliwiła się, gdy dłonie - nienawykłe do pracy - szybko zmarzły w zimnej wodzie, a tunika dalej nie przejawiała chęci do współpracy, pocierana i namaczana z mozołem. W końcu uciążliwa praca stała się zbyt nudna, toteż pozostawało nałożyć mokrą odzież od razu na ciało. Materiał przylgnął do skóry w strategicznych miejscach, ale słońce środka lata nadal miało swą siłę i prędko suszyło wilgotną skórę.
Dziewczyna posiedziała jeszcze kilka chwil nad strumieniem, przyglądając się swemu odbiciu. Nie ulec tym oczom to grzech, prawda moja droga? Ilu grzeszników im uległo? Czy to oni cię tu zostawili, na pastwę czasu? Ale czas ci w żaden sposób nie zaszkodził...
- ...bo Bogini go dla mnie zatrzymała
- dokończyła na głos. Rosła w niej cicha ekscytacja wobec tajemniczego boskiego planu, czyniącego ją kimś wyjątkowym. Ale żeby poznać przyczynę, dla której została przebudzona, musiała zacząć szukać odpowiedzi w miejscu, gdzie ktoś mógł jej udzielić.
Tarcza słoneczna przesunęła się już za jej plecy, gdy ruszyła w las, zostawiając za sobą milczący posąg i grobowiec; przeświadczona o własnej wielkości i ufna w to, że jej zadaniu (jakiekolwiek było) nic nie przeszkodzi. Jeszcze chwilę migała między drzewami jej całkowicie biała, czysta tunika, po czym dziewczyna zniknęła w gąszczu i kamienna postać na polance znów została sama.
 
szarotka jest offline  
Stary 25-08-2010, 22:59   #3
 
Ghash's Avatar
 
Nie zwykła się modlić, a przynajmniej nie tak to nazywała. Modlitwa była dla istot słabych, które nie znały swojego miejsca i nie wiedziały dokąd zmierzają. Ona do nich nie należała. Zresztą kto to widział modlić się do własnej matki. Ona prowadziła z nią dyskusje, dla postronnego wydawać by się mogły monologiem, ale ona wiedziała lepiej.
Przegrała, rewolucja upadła i zdawała sobie sprawa, że to był jej błąd, niepotrzebnie się pospieszyła. Na tamtą chwilę miała zbyt małe środki, zabrakło ognia, który rozgorzałby w innych częściach kraju i mimo uporu i chęci, wiedziała, że nie jest w stanie sama tego ognia zaprószyć. Potrzebowała współpracownika i właśnie tego chciała od Liary.

Po południem jak zwykle drzemała na gałęzi drzewa. Sama nie wiedziała, która część jej natury czuła się tam najlepiej, na pewno nie ta liarycka. W dole obozowali nieliczni jej ludzie, którzy postanowili z nią zostać, nawet jeżeli oznaczało to tułaczkę po lasach. Chociaż określenie ludzie było bardzo naciągane.
Obudziła się gwałtownie i spojrzała w zupełnie, wydawać by się mogło, przypadkową stronę. Zmrużyła oczy i uśmiechnęła się kącikiem ust. Zeskoczyła na ziemię.
- Feliks, Lew idziecie ze mną, reszta nie rusza się z miejsca - zakomenderowała nie czekając na towarzyszy.
Najpierw szła, ale zaraz zaczęła biec w kierunku, z którego czuła wyraźną i znajomą moc, jak mleko matki. Zatrzymała się gwałtownie, usłyszała jak biegnący za nią również przystanęli. Ostrożnie podeszła do skraju lasu i wyjrzała na polanę. Zmarszczyła brwi i zmrużyła oczy, patrząc na dziewczynę, która właśnie prała koszulę w strumieniu.
- Kim ty u licha jesteś? - zapytała szeptem samą siebie.
- Łapać ją Ninoczka? - zapytał Lew, kucając zaraz obok kobiety.
- Za chwilę.
Obserwowała uważnie swój prezent. Na ten wspaniały, idealny wręcz obraz człowieka. Skrzywiła się z niesmakiem i zaraz przygryzła wargę.
- Co ty chcesz mi mamusiu udowodnić? - znowu odezwała się do samej siebie.
Jej towarzysze widać byli do tego przyzwyczajeni, bo zupełnie nie zwracali na to uwagi, również patrzyli na kobietę na polanie i jej wygląd też był im widocznie w niesmak.
- Idziemy - poleciła wstając, gdy "prezent" zaczął oddalać się od polany.
Pobiegli przez las i wkrótce przecięli czarnowłosej drogę. Poczekali na nią.
- Przyszyliśmy po ciebie, uprzedzając twoje pytania - odezwała się bez wstępów Ninoczka. - Mam na imię Derilea i tak masz się do mnie zwracać. To kim jesteś, skąd pochodzić niewiele mnie obchodzi, bo od teraz zaczniesz nowe życie. Zostałaś przebudzona dla mnie i za moim wstawiennictwem, więc masz powody by okazać mi wdzięczność - mówiła pewnym siebie głosem, jakby wygłaszała oczywistość, a przecież mówił to kundel.
Derilea była kundlem i nawet nie miała możliwości się z tym ukryć. Lekko spiczaste uczy i wysokie kości policzkowe krzyczały o elfiej domieszce, jadowicie zielone oczy i równie zielone włosy wskazywały na driadę w nie tak odległym pokoleniu, a sposób w jaki się poruszała, czyżby felinae wśród dziadków. A mimo to coś nieuchwytnego sprawiało, że to wszystko było na miejscu i właściwie, jakby ktoś wielkimi literami chciał napisać "tak jestem kundlem i jestem z tego cholernie dumna". Nie można tego było powiedzieć o jej dwóch towarzyszach. Jeden przejawiał elfie korzenie, a u drugiego można było się zakładać o selucjanskich dziadków, jednak oni byli po prostu kundlami. Co nie zmienia faktu, że wyglądali na czujnych i niebezpiecznych.
Derilea zlustrowała krytycznie kobietę.
- Człeczeństwo też z ciebie wyplenimy, jak chwasta, żebyś mogła z czystym sumieniem służyć sprawie.
 

Ostatnio edytowane przez Ghash : 27-08-2010 o 13:29.
Ghash jest offline  
Stary 28-08-2010, 17:25   #4
 
szarotka's Avatar
 
Powinna się przestraszyć, lub przynajmniej zaniepokoić, jak każde dziewczę, któremu w środku lasu zachodzi drogę banda zbirów. A ci tutaj właśnie na takich wyglądali. Ona jednak nie ujrzała w nich żadnego zagrożenia. Zaś to, co mówiła harda przewodniczka, dawało podstawy by sądzić, iż trójka owa została sprowadzona w to miejsce w bardzo konkretnym celu. Dla niej. Ale dlaczego w świecie zdominowanym przez światłą rasę ludzką, musiała trafić na tak nieestetyczne mieszańce? O zielonowłosej, pyskatej dzikusce nie wspominając.
Chyba że spała tak długo, tak bardzo długo, iż odwieczny układ sił został zachwiany i kundle (czyż nie tak mówiono na osoby brudnej krwi?), które zawsze były spychane na margines społeczeństw i traktowane jako podrzędne istoty, teraz opanowały każdy skrawek ziemi. Lecz to byłoby zwyczajnie niemożliwe. Wszak człowiek w swej doskonałości odzwierciedla wizerunek bogów. A oni nie dopuściliby do dominacji dzikusów. Zatem...
Czy bogini wysyłałaby mi - istocie idealnej - stworzenia tak wulgarnie wielorasowe, że nie sposób odgadnąć kogo miały za matkę? Czy to oni znają odpowiedzi na moje pytania? A może ktoś inny rości sobie do mnie prawo, psując boski plan? Istnieje tylko jeden sposób by sprawdzić.
- Jeśli oni to twój prezent dla mnie, moja pani...
- spojrzała w niebo a potem na każdego z obcych. Nie potrafiła jeszcze zdecydować się, która bogini jej pomaga - Adere czy Liara - toteż nie wypowiadała na głos imienia. Liczyła, iż dowie się tego w odpowiednim czasie.
... pokłońcie się; dokończyła w myślach rozkazująco.
Derilea ani drgnęła. Natomiast para jej towarzyszy jak jeden mąż padła na kolano, nie wiedząc nawet dlaczego ich ciało reaguje bez wiedzy rozumu.
Czarnowłosa przeprosiła w duchu boginię za niedostatek wiary. Dostała dobrych, chociaż mało urodziwych przybocznych. Jednakże wiernych psów nie posyła się bez smyczy. A ta smycz - stojąca teraz dumnie przed nią i przyglądająca się nienaturalnie zielonymi oczami - jawiła się jako najbardziej problematyczne narzędzie.
I tak to ja będę je dzierżyć. Spokojnie moja droga.
- Spóźniliście się
- odezwała się ponownie - Ale wam przebaczam. Proszę teraz o zaprowadzenie mnie do miejsca, gdzie się zatrzymaliście, jestem głodna. I proszę również o jakieś obuwie; kamienie ranią mi stopy. No i... możecie wstać...
 
szarotka jest offline  
Stary 31-08-2010, 23:33   #5
 
Ghash's Avatar
 
Zaśmierdziało aż zmarszczyła nos i to było jedyne, co mogła zrobić. Usłyszała poruszenie towarzyszy za plecami, zerknęła i zaraz zacisnęła zęby ze złości. Zatem trzeba będzie inaczej.
- Spóźniliście się, ale wam przebaczam. Proszę teraz o zaprowadzenie mnie do miejsca, gdzie się zatrzymaliście, jestem głodna. I proszę również o jakieś obuwie; kamienie ranią mi stopy. No i... możecie wstać...
Odwróciła się powoli do kobiety szeroko i niemalże służalczo uśmiechnięta.
- Ależ oczywiście pani - wykonała głęboki ukłon dłonią niemalże zamiatając ziemie, w głosie nie dało się wyczuć ani nutki sarkazmu. - Proszę wybaczyć moje zuchwalstwo, jednakże musiałam sprawdzić, czy aby na pewno nie śnię. Słyszeliście moi drodzy - zwróciła się do mężczyzn robiąc w tył zwrot. - Musimy się zaopiekować naszą nową panią. Feliksie proszę udaj się do obozu, każ przygotować osobny namiot z dala od naszej niegodnej i plugawej zgrai, ażeby nasza pani mogła w nim wypocząć. Nie ma być w tym namiocie słychać żadnych odgłosów obozu i nikt nie ma się wokół nieco kręcić, przekaż że osobiście zajmę się gościem. Możesz iść. - Na komendę elfi mieszaniec skręcił i zniknął w lesie. - Lwie - zwróciła się do salucjanina - jak sam słyszałeś kamienie ranią boskie stopy naszego czcigodnego gościa, poniesiesz go zatem na swoich ramionach, bo nic bardziej przystającego do pozycji i czystości naszej pani nie mamy.
Stanęła na powrót twarzą do kobiety z uprzejmym uśmiechem. Tamta nie mogła widzieć, jak podczas całego przemówienia Derilei, jej dłonie składały się w kolejne gesty zapożyczone z wojennego języka salucjan. Lew przeszedł obok niej i uklęknął przed kobietą, wyciągnął ramiona, po czym błyskawicznie wyskoczył do przodu, powalił czarnowłosą i sprawnym ciosem ogłuszył.
- I tak będę musiał ją nieść - poskarżył się mieszaniec zarzucając kobietę na ramię na worek kartofli.
- Nie marudź masz cała drogę, żeby sobie obić plecy jej głową, korzystaj, bo druga okazja może się natrafić.
Derilea podeszła do Lwa i zawiązała jej oczy i usta paskami materiału.
- Ruszamy - poleciła i pobiegli z powrotem do obozu.

Siedziała w namiocie, który kazała przygotować. Przed nią z wciąż zawiązanymi oczami i ustami, przywiązana do wbitego w ziemię palika, siedziała czarnowłosa kobieta. Derilea cierpliwie czekała, aż tamta się obudzi w międzyczasie przegryzając paski suszonego mięsa, teraz było dokładnie widać, że nie tylko krok odziedziczyła po felinae.
- O - zainteresowała się, gdy gość poruszył się i jęknął. - Poznaj moją gościnność człeczyno - przywitała się uprzejmie i poczekała chwilę, do momentu, gdy była już pewna, że kobieta odzyskała przytomność i jest na niej skupiona. - Zatem człeczyno wyjaśnię co kilka spraw i pokażę prawdziwy porządek rzeczy, bo mam wrażenie, że wciąż siedzisz uwięziona w swoim zacofanym i nieprzystającym do świata myśleniu. - Wstała i zaczęła przechadzać się po namiocie. - Widzisz świat dorósł do rewolucyjnych zmian, a ja jestem tego dowodem. Swój rodowód mam wypisany na swoim ciele i to jest najszlechetniejszy z możliwych, bo w moich żyłach płynie krew wszystkich stworzeń, jestem uosobieniem tego świata i tylko ja i mi podobni mogą wypowiadać się w jego imieniu i stworzeń go zamieszkujących, bynajmniej nie ludzie tacy jak ty. Jesteście jak mrówki, liczni, ale wobec ogromu świata nic nieznaczący. Jestem zapowiedzią nowego porządku, który chce zaprowadzić Liara, jestem ustami, którymi wypowie swoje nowe prawa. Jestem jej córką, a ty zostałaś przebudzona dla mnie i dla moich planów, rozumiesz? - spytała stojąc za kobietą, rozwiązała jej knebel. - Jakieś pytania? I nie próbuj swoich sztuczek, jesteśmy tutaj same, a na mnie one nie zadziałają.
 
Ghash jest offline  
Stary 01-09-2010, 11:43   #6
 
szarotka's Avatar
 
Świadomość wracała z bólem głowy. Znów budziła się w jakimś obcym miejscu i znów było ciemno. Doprawdy, to już stawało się męczące. Jednak pamięć, jak tu się znalazła, wróciła z chwilą gdy usłyszała głos Derilei. I wtedy też zrozumiała, dlaczego nic nie widzi i nie może się ruszyć. Wulkan złości zakipiał. Bezczelne parszywe kundle. Wyrzutki społeczeństwa. Powinna od razu pokazać tej suce, gdzie jej miejsce.
U moich stóp; warczała w duchu. Ale im więcej dzikuska mówiła, tym intensywniej zastanawiała się jej więźniarka. I agresja powoli opadała, na rzecz nowych zamysłów.
- Córka Liary, twierdzisz - odezwała się tonem osoby popijającej właśnie herbatkę w pawilonie kwiatowym - I Liara chce rewolucji. I działa rękami takiego wielorasowca jak ty.
Właściwie to nie pytała. Chociaż nie wierzyła w połowę tych rewelacji, a na pewno nie w córkę. Ale dowodów żąda jedynie człowiek na zagrożonej pozycji. A ona nie czuła się zagrożona.
Dobrze, skoro ty ze mną zagrałaś, zrobię to samo.
- Chyba źle zaczęłyśmy tę naszą znajomość. Rozwiąż mnie i porozmawiamy jak równe osoby, Derileo. Możesz sobie być ustami i jakąkolwiek częścią ciała chcesz, ale to na mnie spoczywa łaska Liary... -
A więc to ty, bogini sprawiedliwości, mnie strzeżesz.
-... i jestem nieskończenie cenniejsza dla niej, niż ty. Inaczej umiałabyś wszystko zrobić sama. Sądzę jednak, że możemy wypracować jakiś kompromis -

Zadowolona poczuła, jak Derilea ją rozwiązuje i zdejmuje opaskę z oczu, jednak widok miny kobiety sprawił, że czarnowłosa dałaby wiele, by poznać myśli przeciwniczki.
Wstała, wygładzając kusą tunikę i gąszcz włosów. Dotyk własnej skóry przypominał, jak jest idealna i poprawiał humor. Namiot był wystarczająco duży by po nim chodzić, ale nie figurowało w nim nic, na czym można było zawiesić oko. Zwykłe, surowe wyposażenie.
Chyba jeszcze do tego nie przywykłam, pomyślała.
Dziewczyna przeszła się tam i z powrotem dla rozprostowania nóg, schyliła się po pasek mięsa, ale stwierdziła, iż smakuje jak podeszwa.
- Ty to jesz? - skrzywiła się, ale nie czekała na odpowiedź. Odsłoniła klapę namiotu i popatrzyła na las - Rewolucja. Więc w końcu mieszańce chcą walczyć o swoje prawa. A ja mam zwrócić się przeciwko własnej rasie, by wam w tym dopomóc. Dlaczego? Ach oczywiście, taka jest wola bogini. Ale zastanawiałaś się, dlaczego obudziła właśnie mnie, a nie obdarzyła łaską jakiegoś waszego dzikusa?
Zerknęła na towarzyszkę z badawczą miną. Czasami umiejętność czytania myśli bardzo by się przydała. Chociaż kto wie czy taki żołnierz jak ta tutaj w ogóle umie budować plany. To prosty, podrzędny dowódca, czekający na rozkazy z góry.
- Nie wiem kim jestem - popatrzyła znów na drzewa - I pewnie od ciebie się tego nie dowiem. Ale chcę wiedzieć, co zamierzasz osiagnąć. O co walczysz. I jakimi środkami. Twoja armia kryje się tam w krzakach? Masz w ogóle jakąś armię? Pokaż mi ich.
Opuściła klapę i rzuciła nadgryziony pasek mięsa do zawiniątka.
- I chcę coś normalnego do jedzenia. Chleb, ser, cokolwiek co nie ma smaku padliny. Macie jakieś zapasy chyba?
 
__________________
Wszechświat stworzony jest z opowieści. Nie z atomów.
szarotka jest offline  
Stary 19-09-2010, 21:53   #7
 
Ghash's Avatar
 
Chodziła wokół namiotu, co jakiś czas zerkając na kobietę. Krążyła wokół niej, jak drapieżnik. Dłonie o ostrych paznokciach zaciskały się i zaraz rozluźniały mimowolnie. Kształtne biodra kołysały się w rytm pewnie stawianych, ale lekkich kroków. Płatki zgrabnego nosa drgnęły raz i drugi, jakby wychwyciły jakaś woń, usta skrzywiły się i na mgnienie oka odsłoniły kieł.
Słuchała, obserwowała i bardzo poważnie się zastanawiała. Co chciała osiągnąć Liara? Jeżeli był to prezent, to bardzo nieudany. Mogła oczywiście zostawić tą człeczynę na pastwę losu, ale z drugiej strony niezbyt rozsądnie jest zostawić, kogoś takiego za swoimi plecami. Poza tym wciąż wierzyła w swoje umiejętności poskromienia i uświadomienia tej pełnej pychy kobiety. Uśmiechnęła się mimowolnie na myśl o pokazaniu, gdzie jej miejsce. Rozmarzyła się, więc dopiero po chwili dotarły do niej ostatnie słowa więźnia. Obróciła się do niej, przekrzywiła głowę i uniosła brew.
- Chleba i sera? Dlatego tylko, że jak twierdzisz, jesteś cenna i bez ciebie sobie nie poradzę? - uśmiechnęła się promiennie. - Powiem ci coś. Owszem jesteś mi potrzebna, nie zaprzeczę, ale nie... niezbędna. Wiesz jaka jest różnica?
Zakołysała się swobodnie, po czym skoczyła w stronę czarnowłosej, a nawet skoczyła na nią obalając na ziemię. Przygniotła jej ramiona do ziemi.
Pochyliła się nisko, niemalże muskając ustami jej usta.
- Mogę cię tutaj zostawić - szeptała z lekką chrypką. - Jak się okażę, że masz rację i Liara ci błogosławi, to nikt cię nie zerżnie w krzakach. A jeżeli nie? Nie będziesz miała jak się obronić, może z moimi chłopcami ci się udało, ale skąd wiesz, że wyjdzie ci po raz kolejny? Skoro nie wiesz kim jesteś, skąd pochodzisz i jakie moce posiadasz? A może nie masz ich już w ogóle? A Liara opuści cię razem ze mną? Proponuję ci miejsce w nowym porządku, proponuję ci powrót do chwały. Twoja rasa cię zdradziła, zostawiła i opuściła. Zamknęła w środku puszczy. Jak myślisz, bardzo liczyli, że to przeżyjesz? Zastanów się nad tym, ale tak porządnie, może tym - popukała kobietę w głowę. - A nie tymi... - tutaj ścisnęła ją mocno za piersi. - Może i są większe, ale to wcale nie znaczy, że są lepsze do myślenia. I radzę zastanowić się również nad tym od kogo jesteś w tej chwili zależna, kto ma zapasy jedzenie i jakieś porządne ubranie, kto jest szybszy i silniejszy. Kto na kim siedzi. Możemy współpracować, ale musisz wreszcie zejść z piedestału własnego mniemania o sobie na ziemię, pewnie będzie to bolesne, ale może nie zaszkodzi, co?
Nie zeszła z kobiety, a dłonie wciąż trzymała na jej piersiach.
 
Ghash jest offline  
Stary 20-09-2010, 20:20   #8
 
szarotka's Avatar
 
Była szybka. Naprawdę denerwująco szybka. A może to umysł, przyzwyczajony do stanu uśpienia, nie reagował jeszcze wystarczająco sprawnie? W każdym razie zawiódł. A wszak po dzikusce powinna spodziewać się podobnych zachowań. Bo kobieta owa nie zachowywała się, jak normalny... człowiek? Nie, nie miała ani kropli ludzkiej krwi. Ani chyba żadnej z cywilizowanych ras. Kto wie, może przez pomyłkę Liara dała analityczny rozum drapieżnemu kotu...

Derilea mówiła dużo, jak na nieowłosionego zwierzaka. Dziewczyna zaczęła jej słuchać dopiero od słów ‘Twoja rasa cię zdradziła’. To prawda. Zdradzono ją i ukarano, nie wiedzieć za co. Zamurowano żywcem. Bali się ją zabić w standardowy sposób? Bzdura, nie ma istot niezniszczalnych, poza bogami. Więc może miała być kiedyś potrzebna? Przewidziano, że jej czas jeszcze nadejdzie, więc postanowiono ją odizolować?
Drgnęła, gdy silne ręce złapały za jej biust. Myśli natychmiast wróciły do chwili obecnej. To była całkiem nowa, dziwna sytuacja. W jakimś stopniu... podniecająca. Nie atakowano jej, ani nie bito. Nie musiała się zatem bronić.

- ... I radzę zastanowić się również nad tym od kogo jesteś w tej chwili zależna, kto ma zapasy jedzenie i jakieś porządne ubranie, kto jest szybszy i silniejszy. Kto na kim siedzi. -

Ten zachrypnięty głos i jej wargi niemal przy ustach. Silne uda, uciskające boki. Uścisk palców. Doprawdy, ponoć tak można się czuć tylko wobec mężczyzny. Ale owa kobieta była jednostką alfa. Dominującą w stadzie. Bezwzględną i pewną siebie samicą.
Czarnowłosa uniosła rękę i pociągnęła za rzemień kaftana oprawczyni. Puścił bez trudu. Brak sprzeciwu? Ta sama dłoń posunęła się krok dalej, rozchłestując koszulę i ujmując jedną z piersi Derilei.
- A więc masz jakieś cycki - uśmiechnęła się, ściskając swoje znalezisko równie mocno, co przeciwniczka czyniła to wobec niej - A już podejrzewałam, że jesteś samcem. Bardzo pociągającym... i dorodnym kocurem.
Przesunęła dłonią po jej dekolcie, obmacując drugą pierś z uwagą badacza wykopalisk.
- Zgadza się, jestem od ciebie zależna - przyznała, obserwując z rosnącą fascynacją usta wiszącej nad nią kobiety - Więc musisz mnie nakarmić i ubrać, bym była w pełni użyteczna.
Biała ręka podjechała w górę po brudno-zielonej skórze, obejmując szyję rozmówczyni, wpełzając po chwili na uszko i wplatając palce w ciemne włosy.
- I musisz się mną zaopiekować. A zrobię co będziesz chciała. Będziesz mogła być panią - ostatnie słowa już niemal wyszeptała w te wargi, których niemal dotykała swoimi. Palce zacisnęły się na trzymanych włosach i ściągnęły głowę dzikuski w dół, by usta sięgnęły ust. Jednocześnie drugą ręką czarnowłosa ściągnęła kubrak i koszulę z jednego ramienia oprawczyni, obnażając je całkowicie.
Może niezdrowego koloru...; pomyślała; ...ale naga może być równie piękna co ja.

Derilea nadal nie opierała się tym odważnym działaniom, co ośmieliło dziewczynę jeszcze bardziej i rozbudziło niezdrowe pożądanie. Pozbawiła kocicę resztek górnego odzienia, zsuwając je do pasa i wypuściła dłoń na zwiedzanie linii pleców. Idealne. Może to jednak córka Liary. Tylko ją trochę przybrązowić...
Cofnęła nieco głowę, gdy jej wyciskające pocałunki wargi zostały draśnięte kłem ponętnego drapieżcy. Oblizała skaleczenie powoli i zacisnęła dłoń na trzymanej kicie włosów.
- Jesteś dzika. Ale to dobrze. Będę z tobą bezpieczna. A co do rżnięcia w krzakach... - przyciągnęła ją znów do siebie - Pozostaje do przedyskutowania, kiedy i z kim...
 
__________________
Wszechświat stworzony jest z opowieści. Nie z atomów.
szarotka jest offline  
Stary 28-09-2010, 23:15   #9
 
Ghash's Avatar
 
Nie powstrzymała delikatnego drgnięcia, mocniejszego zaciśnięcia ud, gdy kobieta sięgnęła do kubraka i rozwiązała go. Musiała przyznać, czegoś takiego się nie spodziewała, ale nie miała zamiaru protestować. Nie, gdy w powietrzu dało się wyczuć rodzącą się żądzę. Uśmiechnęła się drapieżnie, czyżby to właśnie był sposób na tą kobietę? Jeżeli tak, to miała zamiar pokazać jej, jak to robią prawdziwe dzieci tego świata, które nigdy nie powiedziały "nie" swoim żądzom, które są może dzikie, ale to właśnie one czują prawdziwy ogień spełnienia, bez wstydu i sztucznych ograniczeń.
Pozwalała kobiecie czynić pierwsze kroki. Pomogła jej nawet ruchem ramion, gdy ta zabrała się do ściągania jej koszuli. Czekała, cierpliwie czekała na:
- Jesteś dzika. Ale to dobrze. Będę z tobą bezpieczna. A co do rżnięcia w krzakach... Pozostaje do przedyskutowania, kiedy i z kim...
Zamruczała gardłowo i leniwym ruchem chwyciła nadgarstki kobiety i niemalże czule przygniotła je do ziemi. Wsunęła niespiesznie nogę pomiędzy jej uda. Pochyliła się, nagie piersi musnęły piersi czarnowłosej. Ciepły oddech owionął białą szyję, język musnął płatek ucha, by zaraz przygryźć delikatnie, jakby smakowała swoją ofiarę. Biodra ocierały się o biodra, piersi o piersi. Usta czule muskały delikatną skórę. Dłonie powędrowały wzdłuż ramion, zbadały wzniesienia piersi i zaraz gwałtownych ruchem rozdarły koszulę. Podniosła się na chwilę, po tylko by przewrócić kobietę na brzuch i zaraz przygnieść swoim ciałem. Dłonie wślizgnęły się pod nią, jedną ścisnęła pierś, drugą bez zbędnej delikatności wsunęła się między nogi, palce poruszyły się szarpiąc za rozkoszne struny.
- Wezmę cię - wyszeptała - wezmę cię, tak jak kobieta powinna być wzięta, a wtedy będziesz moja.
Odnalazła ustami, usta kobiety i przywarła do nich zachłannie. Serce biło oszalałe od żądzy. Miała zamiar brać, tak jak obiecała, to delikatne, piękne ciało. Miała zamiar słuchać jęków coraz częstszych i głośniejszych, wydobywających się z kształtnych ust. Doprowadzi tą kobietę na szczyt rozkoszy, a potem jeszcze raz i jeszcze, aż będzie gotowa zrobić wszystko, byleby tylko przestała.
 
Ghash jest offline  
Stary 29-09-2010, 23:37   #10
 
szarotka's Avatar
 
To jest niewłaściwe; krzyczał zdrowy rozsądek. Zniewolenie. Uległość. Brak kontroli. Emocje wymykały się trzeźwemu osądowi. Ciało zdradzało rozum, reagując chętnie na dotyk.
Więcej - dyszało pożądanie - Więcej! Pozwalała na więcej. Była pewna, że jeszcze nad wszystkim panuje. W jakimś stopniu.

Trzask rozrywanej tuniki, cień wstydu, gdzieś tam w kakofonii emocji. W co ona się teraz ubierze; zabrzmiało wielkim znakiem zapytania w jej głowie, absurdalnie do sytuacji. Nie zdążyła sobie odpowiedzieć, bo położenie i punkt widzenia zmienił się w ułamku chwili. Poczuła na sobie ciało Derilei, jej biodra przyciskające pośladki, ciężar na plecach. Podniecenie złączyło się w narkotycznym miksie ze strachem. To poszło już za daleko, muszę ją powstrzymać.
Szarpnęła się, gdy silna dłoń ścisnęła pierś, a druga wdarła się między uda.

- Wezmę cię - rozległ się szept, od którego robiło się gorąco - wezmę cię, tak jak kobieta powinna być wzięta, a wtedy będziesz moja.

Pożądanie zdusiło wszelkie racjonalne odruchy, a rozkosz potęgowana miotanymi emocjami wyłączyła z decydowania rozum. Opór zmalał, czarnowłosa poddała się całkowicie dominującej kobiecie. Czuła się jak suka, nic nie znacząca i zdana na swą panią, a przecież jednym słowem mogła zmienić wszystko. Tyle że... nie chciała nic zmieniać.
Pragnęła więcej. Bo było w tej zakazanej rozkoszy coś zwodniczo fascynującego. Nie rozważała, co będzie z nią potem. Ciało krzyczało ‘Teraz! Teraz!’
Derilea zwyciężała. Jej krucha ofiara o alabastrowej skórze dyszała ciężko w odpowiedzi na pieszczoty. Drżała i odchylała głowę, łapiąc powietrze rozchylonymi wargami. Triumfatorka uwolniła pierś z uścisku i objęła białe gardło, zaciskając lekko palce.
Strach i rozkosz zakotłowały się. Walka o oddech stała się mozolniejsza, ale ekscytacja wzrastała. Biodra oprawczyni napierały na jej pośladki raz za razem, zupełnie jakby tam za nią tkwił jurny samiec, pastwiący się nad zdobyczą.
Krótkie oddechy zlały się z jękami. Dłonie zaciskały się na szarym pledzie na ziemi, z zamiarem rozerwania go na strzępy. Czuła język pieszczący kark, ucho.; ugryzienie ostrych ząbków. Dreszcz wstrząsnął całym ciałem, płuca ścisnęły się wraz ze zduszonym krzykiem. Palce dzikuski, okupujące podbrzusze, wtargnęły głębiej, wyzbywając się resztek delikatności.
Czarnowłosa zadyszała ciężko, lecz nie zdążyła wydać głośniejszego dźwięku, bowiem Derilea odwróciła lekko jej głowę i zamknęła usta mocnym pocałunkiem.
Żar zwijał się w kłębek gdzieś w głębinach, tak jakby zbierał przyjemność z każdej komórki ciała, a mięśnie sztywniały w proteście na tę kradzież. Oprawczyni widać odnotowała ten fakt; jej pieszczoty stały się obezwładniająco intensywne; ręce miażdzyły pierś w imadle palców i włamywały się energicznie do wnętrza.
Jęki dziewczyny rwały się i dzwoniły w uszach równo z prędkim oddechem, coraz wyżej, wspinając się na szczyt euforii. Białe ciało wyprężyło się w uścisku starszej kobiety i zamarło wygięte, zaś czarnowłosa zastygła w bezdechu. Kłębek ognia rozlał się lawą po całym ciele i odciął świadomość od rzeczywistości na kilka chwil.
Wróciła z urywanymi krzykami, gdy echa lawiny jeszcze trzymały mięśnie, a nadwrażliwe nagle ciało reagowało żywiołowo na każdy ruch.
- Przestań - wysapała bez tchu. W odpowiedzi została pociągnięta w górę, do przyklęku i objęta mocno ramieniem przez piersi, aż do szyi. Zielone palce znów zacisnęły się na gardle. Druga dłoń, tam na dole, na nowo zaczynała szturm. Rozkosz nie mieściła się już w granicach skóry, a płuca gubiły oddech pomiędzy jękami. Nie dało się uciec pieszczotom, nie dało się uwolnić z uścisku dzikiej samicy. Dziewczyna wiła się i krzyczała jękliwie, żądając zaprzestania tych tortur.
Silna ręka złapała ją za włosy i cichy głos odezwał się nakazująco przy uchu:
- Proś.
Wytrwała w harcie ducha parę sekund. Na więcej nie pozwoliło oszalałe ciało.
- Proszę... przestań.
- Zrobisz wszystko co każę?
Wszystko? Nie mogła potwierdzić. Bo przecież... nie mogła. Derilea zemściła się natychmiastowo, ściskając jedną pierś i tarmosząc sutek dziewczyny oraz wsadzając język w ucho. Euforia wybuchła z paraliżującą siłą, szarpiąc ciałem i odchylając głowę, aż czarne włosy dotknęły obojczyka zielonoskórej. Nie było już żadnej myśli, nie było świata dookoła. Istniała jedynie niekończąca się tortura rozkoszy. Ktoś krzyczał, ale nie zdawała sobie nawet sprawy, że to jej głos. Minęły wieki chyba, gdy znów zabrzmiał szept zza pleców.
- Zrobisz wszystko co każę?
- Tak - usłyszała siebie, pokorną i złamaną.
- Będziesz moja?
Cisza. Ciężki oddech dobywający się z półotwartych ust. Derilea wsunęła palec między kształtne wargi, obwiodła nim ich wnętrze. Potem je pocałowała, muskając językiem podniebienie. Ofiara jęknęła z kapitulacją.
- Będziesz moja, dziewczynko? - powtórzyło się pytanie.
- Będę - odparła bezradnie pokonana.
 
__________________
Wszechświat stworzony jest z opowieści. Nie z atomów.
szarotka jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 21:13.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172