Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 23-08-2010, 18:28   #1
 
abishai's Avatar
 
[L5K] Sieć pająka

Nitka po nici...


Sieć pająka powstaje powoli.




Pajęczyna to misterna konstrukcja, wymagająca cierpliwości... i czasu... i uporu.

Dwadzieścia lat temu.

Deszcz padał wtedy i to rzęsiście Krople wody obmywały mury i dachy Zamku Ostatniego Snu. Dla kogoś ten deszcz miał być ostatnim.
Dwie osoby na dziedzińcu, dwie obnażone katany, dwa kimona nasiąkające kroplami wody.
Bushi w sile wieku i młodzieniec. Pojedynek. W cieniu zgromadzeni mieszkańcy zamku obserwowali dwóch przeciwników.
Ostrza powoli przemieszczały się, gdy dwaj adwersarze zmieniali pozycję. Nie spieszyli się do konfrontacji. W pojedynku na śmierć i życie, nie ma miejsca na pochopne ciosy.
Starość kontra młodość, doświadczenie kontra szybkość. Ostrze przeciw ostrzu.
Odwieczny konflikt?
Za każdym konfliktem kryły się przyczyny, za każdym pojedynkiem ukryte motywy i działania. Pojedynek jest tylko zwieńczeniem splotu wydarzeń.
Kto zwycięży? Młodość czy doświadczenie? Samuraje ruszyli na siebie wykazując się znajomością Iaijutsu, dwa ostrza zatoczyły łuk, jedno z nich krwawy. Młodszy adwersarz z kamiennym wyrazem osunął się na ziemię, obficie brocząc krwią. Doświadczenie wygrało... czy aby na pewno?
Doświadczony szermierz zauważyłby, że młodzieniec wykonywał oszczędniejsze ruchy i lepiej panował nad kataną.
Powinien był wygrać, ale nie wygrał.
Spostrzegawcze oko dostrzegłoby wymianę spojrzeń pomiędzy młodzieńcem, a jednym z obserwatorów pojedynku. Dyskretne ruchy głową. Czasami szczegóły decydują o życiu i śmierci. Czasami bycie lepszym, nie wystarcza by wygrać.


Sieć powstaje powoli, nitka po nici. To precyzyjna robota.


I zabójcza dla ofiar sieci. Pająk to cierpliwy łowca... i zabójczy.

Piętnaście lat temu.

Stał przed nim z okrwawionym mieczem i głową jego syna w drugiej dłoni. Widział przerażenie w jego oczach. Byli sami. A on był bezbronny. Maski opadły odsłaniając prawdziwe oblicza każdego z nich. - Ty? Przecież ty nie żyjesz! Widziałem twoją śmierć Ha...- świst katany przeciął powietrze, słowa i jego ciało. Po ostrzu miecza płynęła krew. A zabójca był... zdegustowany. Takie banalne słowa. Po kimś tak ważnym oczekiwał czegoś bardziej odpowiedniego do wagi tej chwili.
Czegoś tu brakowało. Ból powinien ustąpić, ale nie ustąpił. Coś było nie tak.
Co się stanie, jeśli ognia zemsty nie da się ugasić?

Czasy obecne.



Rasuto Yume Shiro jest niedużą twierdzą położoną pomiędzy Shiro Daidoji a Kosaten Shiro.
Nie tak ważny, jak te zamki, nie tak potężny. Ot, pomniejsza siedziba bocznej gałęzi rodu Doji.
Jest za to urokliwa. Zamek Ostatniego Snu jest pięknie położoną twierdzą, zbudowaną nie tylko z zachowaniem właściwości obronnych, ale też tak by pięknie się komponował z otaczającą okolicą. Rasuto Yume Shiro jest perłą architektury, tak jak klan Żurawia był jest Rokuganu. Przynajmniej w swoim mniemaniu. Inne klany mogłyby mieć odmienne zdanie.
Niemniej nawet Lwy nie potrafiły odmówić Zamku Ostatniego Snu uroku. A to że wiązało się z nim parę krwawych opowieści? Cóż... Jakiż to zamek na ziemiach Rokuganu nie ma tragedii wplecionej w historię? Któreż to zamkowe mury nie zostały splamione krwią umierających?
Rasuto Yume Shiro pełniło dość zaszczytną, acz mało znacząca funkcję miejsca w którym odbywały się ceremonie zawierania małżeństw. Co prawda małżeństwa w Rokuganie były w sumie kontraktami zawieranymi przez rodziny małżonków, ale... Klan Żurawia hucznie obchodził ceremonię zaślubin co ważniejszych członków klanu, słusznie uważając je za okazję, do ukazania swego splendoru i poszerzania swych nieformalnych wpływów.
Na takie zaślubiny spraszano przedstawicieli wszystkich klanów... i bacznie sprawdzano, kto i z czym przyjechał. A kto nie.
Cała ceremonia zaślubin była odpowiednio rozbudowana i ciągnęła się przez kilka dni. A same osoby małżonków były zaledwie dodatkiem do niej samej.
Obecnie zbliżał się taki ślub, Doji Hameiko miała zostać żoną Shiba Ume, dość blisko spokrewnionego z samym daimyo klanu i wpływowego na dworze shugenja Feniksa.
Nie tak potężnym shugenja jak synowie i córy rodziny Isawa. Za to łączącego w sobie mistykę mistrza żywiołów, spryt rodziny Asaka i umiejętności szermiercze Shiba. Osobą którą warto mieć za przyjaciela i krewnego.
Ten zaaranżowany ślub był policzkiem w twarz klanu Skorpiona, który to poprzez dyskretne zabiegi samej Bayushi Kachiko, próbował zeswatać z jedną najładniejszych cór rodziny Bayushi.
Ale nawet intrygi Skorpionów zawiodły w walce z urokiem Hameiko. Dobre urodzenie dziewczyny i dyskretny patronat nad swatami samego Szmaragdowego Championa, zrobiły resztę.
Skorpiony uznały swoją porażkę, przyjmując zaproszenie na ślub. Zresztą nie miały wyboru.
Nawet Lwy, niechętne Żurawiom, wysyłały podarki i przedstawicieli na swój ślub. Choć wiadomo, że przedstawicielka rodziny Matsu będzie dążyła do sprowokowania któregoś z Żurawi do honorowego pojedynku.
Także i przedstawiciele Jednorożców mieli się zjawić.
I przybyli wcześniej, jako że akurat przebywali w okolicy. Brakowało im jednego- podarków.
A te dyskretnie miała przywieźć uczennica i przyszła dyplomatka klanu - Otaku Xin Xu.
W Rasuto Yume Shiro czekali na nią i jej pakunki, dwaj wysłannicy Jednorożców, Iuchi Takage-sama oraz Shinjo Sakate-sama. O ile o Takage, Xin Xu nie wiedziała zbyt wiele, o tyle o dobiegającym sześćdziesiątki Sakate słyszała zbyt wiele. „Stalowy Róg” Sakate, nazywany tak ponoć ze względu na stalowe nerwy i niemożliwość wyprowadzenia z równowagi.
Ponoć za przydomkiem tym, kryło się i drugie dno, ale były to podobno niesprawdzone pomówienia.
Shinjo Sakate służył swojemu klanowi jako negocjator przez wiele lat wykazując się zmysłem dyplomatycznym i słynnymi żelaznymi nerwami. Jednak Sakate dobijał już sześćdziesiątki i dlatego daymio klanu Jednorożca uznał że czas by Sakate przekazał pałeczkę negocjacji w nowe ręce. I wybrał dłonie Xin Xu, mimo pewnych protestów ze strony niektórych członków rodziny Otaku.
I dlatego też Xin Xu przebywała w gospodzie w małej wiosce Żurawii, ledwie kilka ri od Rasuto Yume Shiro. W wiosce, która mogła budzić i zachwyt i zazdrość. W wiosce dużej, w wiosce bogatej, w wiosce otoczonej przez pola ryżowe.
Nawet gospoda w której zatrzymała się Xin Xu, była o wiele wygodniejsza, niż te które budowano na jej rodzinnych ziemiach (Po prawdzie niewiele gospód istniało na ziemiach Jednorożca, ale bliżej południa można było się na jakieś natknąć). Była też większa i z uwagi na zbliżające się święto. Niemniej jako dyplomatka, Xin Xu cieszyła się pewnymi przywilejami. Na przykład dużą i obszerną komnatą, w spokojniejszej części gospody.
Xin Xu była prawie sama na ziemiach Żurawi. Towarzyszyła jej bowiem tylko wierna Maki.
Heiminka, ale bystra i dyskretna. Maki była służką Xin Xu. Dbała o jej stroje, pomagała w garderobie i makijażu. Asystowała przy kąpieli i wykonywała wszelkie posługi jakich zażądała jej pani. Jednym słowem Maki była niezastąpioną pomocniczką.
Xin Xu popijała herbatę doprawioną po barbarzyńsku, końskim mlekiem. Gospodarz tej karczmy prawie zemdlał, gdy usłyszał jej żądanie. Na szczęście dla niego Maki miała zabrała ze sobą odpowiedni zapas końskiego mleka. Służka bowiem pamiętała o takich drobnych sprawach, którymi Xin Xu nie zawracała sobie głowy. -Otaku Xin Xu-sama, już wróciłam. I zgodnie z twym poleceniem znalazłam osobę o którą prosiłaś. Czy mogę ci przeszkodzić?- głos dziewczyny za papierowych drzwi, wyrwał Xin Xu z rozmyślań. -Tak.- odpowiedziała dziewczyna i drzwi się rozsunęły, a młoda rokuganka weszła przez nie.
Usiadła przed swoją panią i pochyliła głowę czekając na pozwolenie, by przemówić. -Ilu najemników znalazłaś?- spytała Xin Xu. Problemem bowiem na który natknęła się młoda dyplomatka było to, że na granicy ziemi Żurawi odesłano jej ochronę do domu. Żurawie bowiem uznali, że zbyt liczna świta, zwłaszcza bushi, może spowodować zbyt wiele kłopotów podczas ceremonii ślubu. I że nie musi się o nic obawiać, gdyż za jej bezpieczeństwo na ziemiach Żurawii odpowiada sam Szmaragdowy Champion. Xin Xu wolała jednak o swoje bezpieczeństwo zadbać sama, a i posiadanie jakiegoś yojimbo dodało by jej prestiżu.
Dlatego też postanowiła nająć roninów. I Maki miała znaleźć odpowiednich kandydatów.
Służka spojrzała na swą panią z lekkim uśmiechem, dodając.- Znalazłam tylko jednego.


-Jednego?- Xin Xu starała się ukryć rozczarowanie tymi słowami. Jednego?! Co to za prestiż mieć jednego yojimbo? -Jestem pewna że będziesz zadowolona z mego wyboru Otaku Xin Xu-sama.- rzekła pospiesznie dziewczyna.- W tej wiosce kręci się sporo roninów, ale ten jeden wydawał mi się godny zaufania.
- To gdzie on jest? Nie przyszedł z tobą?-
spytała Xin Xu. A Maki zaprzeczyła ruchem głowy dodając.- Iye. Czeka w ogrodzie na twe przybycie.
Dyplomatka klanu Jednorożca wstała, co było sygnałem dla Maki, by przynieść swej pani sandały.
Karczma posiadała ogród, stylowy i ładny. Heimini na ziemiach Żurawia naśladowali swych panów w umiłowaniu piękna, co powodowało, że nawet małe karczmy miały urokliwe zakątki pełne roślin i czasem małych dzieł sztuki. I przemierzając wąską ścieżkę ogrodu Xin Xu wraz z idącą za nią kilka kroków dalej Maki zbliżała się do owego ronina, należącego do klanu Smoka .


Siedział w milczeniu. Był niewątpliwie bushi Smoka, zanim stracił „twarz”. Co dziwne zachował daisho, choć zwykle ronini pozbywali się wakizashi. Z drugiej jednak strony, styl klanu Smoka opierał się na obu mieczach, więc odrzucanie wakizashi byłoby równe samookaleczeniu.
Gdy tylko Xin Xu podeszła bliżej, ronin wstał i klęknął przed Otaku, mówiąc.- Jestem Yakusai i poczytuję sobie za wielki zaszczyt móc służyć ci jako yojimbo.
Sposób w jaki to mówił, spokojny i zrównoważony sprawiał wrażenie, że była to formułka która czasem używał. Musiał mieć doświadczenie zdobyte u poprzednich pracodawców. Także i imię: „Yakusai” było intrygujące. Co więcej nie było jego prawdziwym imieniem, a przydomkiem. Bo która to matka, nadaje swemu dziecku Przypadek, na imię?
Czy więc warto było przyjąć go na krótką służbę? Wydawał się doświadczony, ale czy był taki naprawdę? Wydawał się... niezwykły. Co robił tak blisko Rasuto Yume Shiro, ronin klanu Smoka. Rozmowa z nim i decyzja co do przyjęcia go na służbę, mogły się okazać pierwszym testem dyplomatycznych umiejętności Otaku Xin Xu.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.

Ostatnio edytowane przez abishai : 23-08-2010 o 18:30.
abishai jest offline  
Stary 23-08-2010, 21:12   #2
 
carn's Avatar
 
Wychodząc z budynku pozwoliła by ledwo wyczuwalny wiatr zatańczył wśród platynowych kosmyków jej włosów. Tak. Wśród Rokuganek była rzadkim ptakiem zamkniętym decyzja jej władców w okowach ciasnej architektury Żurawi. Być może pięknej i dopieszczonej. Delikatnej i harmonijnej. Ale małej. Ciężko było uwierzyć, iż Klan ten słynął z zamiłowania do zieleni. Jeśli to prawda ziemie pozostałych musiały być wręcz klaustrofobiczne w swej zabudowie. Ten mały ogródek był zapowiedzią nadchodzących dni. Dni w klatce wśród miniaturowych drzewek przycinanych by nie rozrosły się za nadto, wśród stawików w których nieme ryby walczą o każdy kęs pożywienia. Czy na pewno przywyknie do tak podciętych skrzydeł?
Popatrzyła na klęczącego u jej stóp człowieka. Nie potrzebowała go. Żadna Otaku nigdy nie potrzebowała mężczyzny by ten nieudolnie próbował bronic jej honoru. Jednak tu chodziło o zasadę. Obdarto ją z należnej jej chwały pozbawiając całej świty już na granicy i oczekując, że jak samotny tułacz stanie pod bramami zamku licząc na gościnę. Gdyby nie czekający na nią Shinjo Sakate-sama zawróciła by, lub sama dochodziła swych praw na strażnikach. Musiała jednak przełknąć te obrazę by jej przyszły nauczyciel nie stracił twarzy. Nie znaczyło to jednak, że już na pierwszym kroku miała ulegle ustępować depczącym tradycje gospodarzom. Dlatego postanowiła nająć nową świtę. Niech Klan Żurawia wie, iż po ich ziemiach godnie podróżować można tylko za pieniądze. - A wiec bushi bez rodu i miana. Co proponujesz w zamian? - - Doświadczenie jako yojimbo. Znajomość ziem klanu Żurawia, na których przebywam od czasu utraty imienia.-odparł ronin starając się ukryć gorycz w ostatnich słowach. - I obiecana ci zapłata wystarczy na twoją lojalność? - -Hai. Ręczę za to mym honorem. Jeśli uznajesz honor człowieka fali.- odparł Smok kłaniając się przed pracodawczynią. - Jakie są więc obowiązki których się podejmujesz? - padło oczekiwanie co do tak odważnie wygłoszonego doświadczenia. -Yojimbo i przewodnika. Tutejsi heimini są bogatsi niż ci żyjący na ziemiach innych klanów. -rzekł Yakusai i dodał.- Zgaduję, że przybyłaś z uwagi uroczystości ślubne. Znam kilka osób w tym zamku, sług głównie. - Ale mimo tych znajomości jesteś gotów bronić swego prawa do tych mieczy za pasem? -wskazała od niechcenia daisho ronina chełpiącego się kontaktami z pospólstwem. - Hai. - ronin przesunął pieszczotliwie dłonią po rękojeści katany. Następnie dodał.- Choć nie jestem ich godzien, to jednak... czymże jest bushi bez mieczy? Jaki jest pożytek z nie uzbrojonego yojimbo? - To zależy jak zręcznie potrafi machać widłami. - spokojne spojrzenie nadal taksowało kandydata. - Nikt nie traktuje poważnie yojimbo z widłami Xin Xu-sama. Nawet bandyci.- Smok zachował kamienną twarz, mimo że słowa dyplomatki jednorożca, przy odrobinie złej woli można było uznać za obraźliwe. - Obyś ty traktował swoją role poważnie, choćby z widłami w ręku bo od teraz odpowiadasz nie tylko za moje bezpieczeństwo i drogę, ale i Imię. Jeżeli spróbujesz stracić je jak własne zaręczam, że spotkasz swych gniewnych przodków w następnym oddechu. Czy pojmujesz to yojimbo? - - Hai. Nie zawiodę. - odparł Smok z pewnością tonu w głosie.
Jej zręczne palce bez trudu pokonały opór małego węzełka i pociągnęły za koniec tasiemki. Z sykiem trącego o siebie jedwabiu serpentyna wstążki uwolniła włosy sypiące się ku plecom girlandą jasnych refleksów.
Sama zaś fioletowa wstęga upadła tuż przed roninem. - Noś ją puki starczy ci lojalności. Chcę wiedzieć kiedy honor zawiedzie twe słowa. -
Odwróciła się by ruszyć w drogę powrotną. - Maki, dopilnuj jego kąpieli i wyglądu. Sama jego osoba będzie słusznie zarobioną solą w oku naszych gospodarzy. Nie dokładajmy do tego dodatkowych walorów. Wróć potem ułożyć mi włosy. Ile mamy czasu do spotkania z Sakate-sama? -
-Za dwie godziny przybędzie honorowa eskorta zamku Otaku-sama.-
rzekła spokojnym tonem Maki, podczas, gdy ronin oplatał wstążką rękojeść wakizashi, wiążąc symbolicznie swój honor ze służbą dyplomatce Jednorożca. Spojrzała na ronina pytając.- Dobrać mu stroje w barwy twego klanu, pani?
- Dobierz coś pod kolor. Nic ponadto. Nie przynieście mi wstydu i nie każcie czekać na siebie zbyt długo. -

Pozostawiwszy ich z swoja wolą wróciła w zacisze swego pokoju. -Hai.- odparła Maki a bushi tylko skinął głową. I Xin Xu długo czekać nie musiała. Maki po piętnastu minutach przybyła by uczesać swą panią, a także by opowiedzieć o przygotowaniach. Ronin już się kąpał, a szaty jakie dla niego przygotowały będą współgrały z szatami dyplomatki.
Pod tym względem na Maki można było liczyć. Była ładną dziewczyną. Ale ubierała się i dopasowywała swoją fryzurę tak, by nie wywyższać się ponad swą panią. Była piękną oprawą klejnotu jaką była Xin Xu.
Pozwoliła Maki zająć się wszystkim poza jednym. Żaden Jednorożec nie odda chętnie swego wierzchowca w cudzą opiekę i Otaku nie była w tym względzie wyjątkiem. Widziała, iż na zamku będzie musiała pójść pod tym względem na liczne ustępstwa, było wiec to przygotowanie do drogi ostatnią okazją na zajęcie się swą jedyna prawdziwą przyjaciółką. Krnąbrna. Bo tak nazywała swa klacz od pierwszych dni wspólnego szkolenia w szkole Shinjo czekała teraz spokojnie w towarzystwie znajomej osoby jednak już wkrótce w zamkowych stajniach pokaże zapewne swoje nie zadowolenie. I choć daleko jej było do osławionych rumaków Otaku to i tak na rokugańskie standardy była koniem bojowym. Nie pokracznym kucykiem tak popularnym wśród innych Klanów. Nawet konie były tu małe.
Gdy nadszedł czas była gotowa na swa podróż ku złotej klatce. Z wysokości siodła obserwowała zbliżającą się grupę. Piątkę Żurawi mającą zapewne przywitać ja w imieniu gospodarzy.
 
carn jest offline  
Stary 23-08-2010, 21:32   #3
 
abishai's Avatar
 
Przybyli konno i z buńczucznymi minami. W doskonałych zbrojach barwionych w kolory swego klanu. W zbrojach doskonałej jakości, z katanami przekazywanymi z dziadka na wnuka, z ojca na syna. Gdyby nie to, że pawie żyły za Płonącymi Piaskami, to zapewne one byłyby znakiem tego klanu, nie żurawie. Przy ich zbrojach pokrytych niebieską laką i ich lśniącym ekwipunku, zbroja Xin Xu wydawała się... szara.
Ale tylko tak długo jak patrzyło się na zbroję. Bo twarz i włosy Otaku Xin Xu onieśmielały. Zwłaszcza włosy o barwie niespotykanej wśród rodowitych mieszkańców Rokuganu. Włosy świadczące o gaijińskiej krwi płynącej w jej żyłach. Dumne i harde spojrzenie przypominało każdemu, że mają przed sobą córę rodziny Otaku. Kogoś, kogo nie wolno było lekceważyć.
Jakkolwiek bushi Żurawia byli wybrani by popisać się splendorem klanu to jednak, nie było ich celem uchybienie honorowi Jednorożców.
Przewodził im bowiem doświadczony samuraj, a nie byle młodzik przed gempukku.


A i gdy dotarli do dyplomatki, cała piątka zeskoczyła z koni, ukłonił się Otaku i ich przywódca rzekł.- Otaku Xin Xu-san, jestem Daidoji Chitose, będę eskortował do Rasuto Yume Shiro.
Dziewczyna przytaknęła jedynie w odpowiedzi. W końcu ta eskorta była tylko formalnością. Wyrazem żurawiej gościnności i troski. Klan Lwa określiłby, tą eskortę inaczej... ale Jednorożce i Żurawie były w dobrych stosunkach dyplomatycznych. Dlatego jej nauka miała się zacząć od Rasuto Yume Shiro. Zanim zacznie się biegać, trzeba nauczyć się chodzić.
Potem pojawił się oczywisty problem. Ronin. Samo jego pojawienie się wzbudziło zaskoczenie na twarzy Chitose. Krótkie jednak. Bushi potrafił panować nad sobą i nad mimiką . Oczywiście padło uprzejme pytanie ze strony.- Czy ten ronin towarzyszy ci Otaku Xin Xu-san?
Odpowiedź dyplomatki wywołała konsternację na twarzy przywódcy eskorty. Szybko jednak opanował sytuację, mówiąc. – Dajdoji Hachi-san, przekaż konia yojimbo.
Młody Żuraw chciał zaprotestować, ale nie mógł. Poskromił swój gniew i oddał konia Yaksuai. Sam zaś udał się do gospody, rzucając przez ramię wrogie spojrzenie roninowi.
Po tych krótkich przygotowaniach Otaku wyruszyła wraz przydzieloną jej eskortą.
Dwaj bushi Żurawia trzymali się z tyłu, jeden z przodu. A Yakusai zaś towarzyszył Maki trzymającej się tuż za swą panią.
Zaś sam Chitose jechał tuż obok Xin Xu gotów udzielać jej odpowiedzi na wszelkie pytania jakie zada.
Zanim jednak dojechali do zamku, przejeżdżali przez wioskę. A i tu widać było bogactwo Żuraw, które spływało też na ich heiminów. Wioska była duża i zadbana.


Ale coś było nie tak. Xin Xu nie widziała uśmiechów na twarzach heiminów. Nie, żeby to miało dla niej znaczenie. Ale miało to znaczenie, ogólnie. Sztuka dyplomacji, to także sztuka obserwacji, zauważania pozornie nieistotnych spraw.
Kolejnym punktem ich podróży był obszar mieszkalny dookoła zamku. Zabudowania mieszczące gospody, domy gejsz i wszelkiego rodzaju warsztaty dostarczające towarów i usług samurajom mieszkającym w zamku, jak i okolicznym chłopom. Z uwagi na nieoficjalną funkcję Rasute Yume Shiro, pełno tu było domów gejsz i domów gier hazardowych.
Ukryte one były jednak subtelnie za drzewami i ogródkami, więc nie rzucały się w oczy.
Osadę u podnóża zamku zbudowano tak, by nie psuła piękna Rasute Yume Shiro. Wszystko tu się ładnie komponowało . I drzewa i ogrody i domy. Żurawie zadbały o to, by piękno przytłaczało gości. Ale... i tu Xin Xu dostrzegła pewną nerwowość w spojrzenia heiminów. Nerwowe rozmowy, urywane gdy dyplomatka ich mijała. Co ciekawe, nie zwracali takiej uwagi na jej niecodzienny wygląd. Widać tutejsi heimnini mieli większy problem na głowie.
Ale jakiż to mógłby być problem w tak bogatej społeczności... Sporo roninów?
Otaku zauważyła, że sporo samurajów bez pana kręci się tu po ulicach. Ale ta osada żyła wszak z takich gości. No i Żurawie nie pozwolili by się roninom panoszyć, zwłaszcza, gdy spraszali do siebie przedstawicieli innych klanów.
Otaku Xin Xu wiedziała, że coś tu jest nie tak. Nie wiedziała jeszcze, co.
Ale te rozmyślania musiała zostawić na później. Zbliżali się do zamku. Gdy przejeżdżali przez bramę, do grupki podróżników podbiegł sługa.
Upadł na twarz przed Xin Xu i zaczął szybko mówić. – W imieniu Doji Saoro-sama witam cię pani na Rasute Yume Shiro. Komnaty przeznaczone dla ciebie są już gotowe i ja Hataro mam cię do nich zaprowadzić. A także przekazać, że Iuchi Takage-sama oczekuje ciebie w wiosennym ogrodzie, jak tylko rozgościsz w swych komnatach.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.
abishai jest offline  
Stary 23-08-2010, 21:53   #4
 
carn's Avatar
 
Daidoji Chitose-san dziękuję za pańską eskortę. Proszę też podziękować panu Hachi za jego poświęcenie. - Specjalnie wytknęła widoczny brak ogłady młodego samuraja by nie przyzwyczaić swych gospodarzy do nadmiernego porzucania tak cennej w ich ustach etykiety.
W imieniu Doji Saoro-sama witam cię pani na Rasute Yume Shiro. Komnaty przeznaczone dla ciebie są już gotowe i ja Hataro mam cię do nich zaprowadzić. A także przekazać, że Iuchi Takage-sama oczekuje ciebie w wiosennym ogrodzie, jak tylko rozgościsz w swych komnatach. - - Zaszczytem i honorem jest dla mnie gościć w progach zamku Pani Doji. - I ta krótka wymiana grzeczności z kłaniającym się heminem była wszystkim na co mogła liczyć w ramach nieoficjalnego powitania. Oczywiście nawet strażnik czy dowódca jej eskorty byłby bardziej nobilitującym przedstawicielem gospodarzy jednak na tym zamku nie przykładano widać nadmiernej wagi do osób wchodzących w zaledwie świtę liczących się polityków. Przeczyło to oczywiście stereotypowej grzeczności Żurawi jednak od przekroczenia granicy nic na tych ziemiach nie pokrywało się do końca z oczekiwaniami. Jedyną nadzieją były informacje którymi zechcą się z nią podzielić rezydujący tu Jednorożce i to czego dowie się dla niej jej ronin. Wróciła myślami do swego najnowszego nabytku. - Yakusai-san będziemy musieli popracować nad prezencją yojimbo Klanu Jednorożca. W siodle. Sprawdź proszę cóż to za miejsce przygotowali nam Nasi Gospodarze. Udam się teraz do Takage-sama potwierdzić nasze przybycie. - To rzekłszy opuściła swą świtę.

***

- Iuchi Takage-sama niech wszystkie Cztery Wiatry przyniosą Ci pomyślność. - Skłoniła się nisko politykowi być może nie przewyższającemu jej za nadto w chwale ale na pewno w pozycji.
- Zgodnie z życzeniem Shinjo Sakate-sama ja Otaku Xin Xu przybyłam z Ziem naszego Klanu. Liczę na twe światłe słowa i wprowadzenie w meandry Naszej tu sytuacji gdyż ziemie naszych gospodarzy nawet pozornie nie są tym czym powinny. -
Iuchi Takage okazał się być dość posuniętym w latach wysokich i niezwykle chudym mężczyzną. Jak wielu shugenja miał przeszywające i przenikliwe spojrzenie. Tak bowiem patrzą ludzie, którym dane jest obcować z sekretami świata duchów.Przedwcześnie siwiał, nieregularne białe pasemka nie dodawały mu jednak dostojeństwa. Zwłaszcza, że włosy niedbale okalały jego wąską twarz.
- Niech i tobie Cztery Wiatry przyniosą pomyślność.-
odpowiedział tą samą formułką, po czym dodał enigmatycznie.- Pomyślność nam się przyda... Przejdźmy się po ogrodzie.
Po wypowiedzeniu tych słów, milczał i ruszył idąc wraz Otaku do ogrodów.
Dopiero gdy wyszli na zewnątrz, do ogrodu zamkowego. Było on wiele większy i o wiele piękniejszy niż w tej karczmie. Choć Xin Xu nie mogła się oprzeć wrażeniu nienaturalności. Wszystko tu było idealne. I rozmieszczenie drzew i ścieżki i stawy w których pływały ryby.
Cały ten ogród był zaplanowany i uroczy, ale brakowało mu tej nutki chaosu, która czyniłaby go czymś więcej niż tylko małym dziełem sztuki. Ogród był okiełznanym skrawkiem zieleni, ale.. czyż nie najdziksze konie uważa się za najpiękniejsze?
- Shinjo Sakate-san... nie żyje.-
rzekł Takage spokojnym głosem, choć Xin Xu zauważyła lekkie drżenie tonu jego głosu.- Zginął spadając z zamkowych murów, dwa dni temu. Straszny wypadek. Nie ma kogo obarczyć winą.
Spojrzał na dziewczynę przenikliwym spojrzeniem. Wyraźnie czekał, na wnioski jakie wysnuje z jego słów.
- Zajął więc swe miejsce pośród przodków choć dla Klanu strata każdego tak doświadczonego polityka jest niepowetowaną stratą. - nie dane było jej poznać jej niedoszłego mistrza a jego brak oznaczał dużo większe trudności na jej politycznej drodze dodatkowo osłabiając wpływ Jednorożców na miejscowy dwór. Inną przemilczaną na razie przez Otaku sprawą były niefortunnie puste mury podczas nieszczęśliwego wypadku o czym mogły świadczyć ukryte w słowach Iuchi wątpliwości. Sama śmierć, to tego obcej osoby nie przerażała ja jednak aż tak jak znających jedynie pałacowe bitwy na słowa. Karma. - Mam nadzieję panie iż uczynisz mi zaszczyt i zostaniesz mym nauczycielem w miejsce Shinjo Sakate-sama. -
Skłoniła się nisko mężczyźnie. - Choć nikłe są me umiejętności zrobię wszystko by nie przynieść Ci panie wstydu i stanąć na wysokości zadania wspierając Cię ze wszystkich sił. - - A zadanie czeka cię ważne Otaku Xin Xu-san, będziesz reprezentowała rodzinę Shinjo i cały klan Jednorożca w miejsce Sakate-sama.- odparł shugenja kiwając całym ciałem. Gdy rozmawiali bowiem, nieco się garbił nachylając się tuż do twarzy młodej dyplomatki. Jakby próbował czytać w jej twarzy. A może rzeczywiście czytał, spoglądając w jej oblicze i splatając dłonie za plecami. - Na szczęście gospodarze są nam przyjaźni, choć... można wyczuć pewna nerwowość w okolicy. Jak na przedstawiciela dyplomatycznego rodziny Iuchi, shugenja nosił dość marnej jakości kimono ciemnofioletowej barwy. A także tylko wakizashi. I zadawał dość bezpośrednie pytania.- Co sądzisz o gościnności Żurawii, Otaku Xin Xu-san ? - Nie zgadzam się Takage-sama. Zaszczytem było by reprezentować Klan ale każdy powinien znać swe miejsce wedle swych umiejętności. Znasz tutejszy dwór i jego gości. jesteś obyty w zwyczajach gospodarzy i doświadczenie na którego zgromadzenie ja poświęcę resztę życia. Wybacz me słowa ale wolę by ucierpiała moja duma niż żeby Klan skazany był na mniej umiejętnego przedstawiciela. -
Skłoniła się w poczuciu krzywdy. Oczywistym było, że jej rozmówca nadawał się bardziej. Miał do stanowiska większe prawo i przygotowanie. Zaś ustawienie jej na czele reprezentacji oznaczało rolę marionetki. W końcu niczego nie będzie jej wypadać zrobić bez uzgodnienia z starszym politykiem. Niczego się też nie nauczy i na żaden z wybiegów członków dworu nie będzie gotowa. A każda wpadka będzie ranić wizerunek Dzieci Shinjo. - Co do samej gościnności Żurawi Takage-sama odpowiem na twe pytanie gdy ją zobaczę, bowiem nie dane było mi jeszcze jej uświadczyć. - - Iye. Nie jestem az tak bardzo obeznany jak Shinjo Sakate-san. No i prestiż klanu Jednorożca ucierpi mając tylko jednego reprezentanta.- Iuchi nerwowo potrząsnął głową co wprawiło jego włosy w chaotyczny ruch. A gdy się nieco uspokoił, dodał.- Żurawie to dumny klan Xin Xu-san. Tak samo jak Lwy choć...w innym tego słowa znaczeniu. Lubią prezentować swoje bogactwo i potęgę. Zostaniesz powitana godnie na zamku, jak tylko się odświeżysz po podróży i będziesz mogła godnie reprezentować swój klan. - Takage-sama. - głos Xin Xu zabrzmiał ostrzej niż powinien - Otaku zawsze godnie reprezentuje swój Klan. Zawsze. Niech się więc stanie twa wola panie. Choć uważam twą decyzję za pochopna będę się starać w imię mych przodków sprostać twym oczekiwaniom. Choć będzie to wymagało od ciebie panie wiele wyjaśnień, gdyż takie rzeczy jak konieczność „odświeżania” się co godzinę jest nowum. Jakie jeszcze zwyczaje powinnam poznać przed godnym przywitaniem klanu Żurawia? -
Wybuch dziewczyny lekko zaskoczył shugenja, co było widać po lekkim grymasie zdziwienia na jego twarzy. Szybko się jednak opanował i następnie zaś rzekł .- Odświeżanie co godzinę...Iye, nie o to w tym chodzi Xin Xu-san. Nie jest koniecznym odświeżać się co godzinę , tylko...- tu zaczął tłumaczyć mentorskim tonem.-... chodzi o obmycie się z kurzu drogi, dobraniu stroju i przygotowaniu się duchowo. Takie spotkanie, to początek dyplomatycznego boju Xin Xu-san, dlatego warto się do niego przygotować. Prawdopodobnie zostaniesz zaproszona przez gospodynię tego zamku na herbatę. Doji Saoro, która obecnie jest władczynią tego zamku była bliską przyjaciółką Shinjo Sakate-san. Nie powinno więc być problemów. - Nagle stanął i spojrzał na drzewko bonsai umieszczone tuż przy stawie. Przez chwilę stał tak nieruchomo patrząc w drzewo, by po chwili się odezwać.- Ceremoniał parzenia herbaty będzie oficjalnym powitaniem cię w Rasuto Yume Shiro. To co jest podstawą dyplomacji, to nieoficjalne spotkania i rozmowy. Ale o tym porozmawiamy później. Tak jak i o śmierci Shinjo Sakate-san.
Podążyła za wzrokiem rozmówcy starając się zrozumieć do czego ten zmierza swym z lekka chaotycznym zachowaniem.
- Pozwól więc że oddalę się by przygotować się należycie i oczekiwać wezwania. Będę wyglądać następnej lekcji Takage-sama. -
Ukłoniwszy się opuściła starszego shugenja.

***

- Yakusai-san. - odezwała się do swego ochroniarza gdy tylko służba doprowadziła ją do przeznaczonych im pokoi - Wygląda na to, że już teraz będę potrzebowała twej wiedzy o o naszym miejscu pobytu. Co wiec opowiesz mi o tych ziemiach i ich gospodarzach jako obyty z domeną Żurawi? - - To miejsce zawsze było pokusą dla rodziny Daidoji.- odparł ronin, po pokłonieniu się swej pracodawczyni.- Ale nigdy nie było w ich zasięgu. Dotąd zawsze rodzina Doji władało zamkiem jak i okolicznymi ziemiami. Tylko raz udało im się przejąć pełnię władzy nad Rasuto Yume Shiro, za panowania poprzedniego daimyo. Gałąź rodziny Doji władająca Zamkiem Ostatniego Snu jest wymierająca. Ostatnią jej przedstawicielką była Doji Saoro. Pojmując ją za małżonkę ówczesny daimyo przejmował wraz z nią twierdzę. Co więcej, ich potomek dziedziczyłby zamek. Ale sprawy się skomplikowały...- tu przerwał na moment wypowiedź, by przymknąć oczy i skupić się na przypominaniu.-... szczegółów nie znam, bo to ponura i wstydliwa historia. Którejś nocy głowę rodziny Daidoji zamordowano w jego komnatach. Podobnie jak syna zrodzonego przez Doji Saoro. Tylko ona przeżyła. Ta śmierć była brutalna i tajemnicza. Wielu Daidoji oskarża o nią Skorpiony, są tacy którzy widzą w niej zemstę ninja czy duchów. A nawet Oni. Nikt nie wie jak było naprawdę. Doji Saoro wróciła do swej rodziny i Doji znów panują nad zamkiem Ostatniego Snu. Przynajmniej dopóki będzie żyła Saoro. A potem... Żurawie potrafią rozstrzygać takie spory bez rozlewu krwi. - - A kto popiera samotną Doji Saoro-sama? Bez wsparcia już dawno znaleziono by sposób by zwolnić ją z obowiązków opiekunki zamku. - -Rodzina Doji oczywiście. A także wielu wpływowych bushi z rodziny Daidoji, którzy żyją w poczuciu winy za śmierć swego pana. Co prawda wielu samurajów bezpośrednio winnych niedopilnowania obowiązków popełniło seppuku, ale...- ronin otworzył oczy i spojrzał na dyplomatkę.-... są tacy którzy są jej wierni przez wzgląd na jej zmarłego męża. A i sama Saoro umie zadbać o swoje sprawy, była wszak żoną daimyo. No i chyba najważniejszy powód, to taki że Doji i Daidoji nie chcą konfrontacji co do praw do zamku i nie są do niej gotowi. Zwłaszcza Daidoji Uji-sama, obecny daimyo Daidoji nie chce otwarcie występować przeciwko macosze. - To komu zależy na szybkim przejęciu zamku przez Daidoji skoro nie im samym? Kto zaprosił tu tych wszystkich Ludzi Fali? Tylu roninów zbiera się zwykle przed bitwą czekając który generał włączy ich w swe szeregi. - -To pogłoski, ale...-tu ronin przez chwilę milczał zanim rzekł splatając dłonie w zamyśleniu.-... ktoś rzeczywiście rekrutuje roninów. Nie wiem kto dokładnie, gdyż cały sposób zatrudniania jest podejrzany. Sam się z owym tajemniczym pracodawcą nie zetknąłem. Ale wiem, że zetknęli się inni. Jedni znikli, drugich znaleziono z poderżniętymi gardłami. Nie wszystkich jednak przyciągnął zarobek. Innych przyciągnęła możliwość wydania pieniędzy na używki, hazard i gejsze. Wreszcie są tacy którzy chcą walczyć z Tengu. Podobno kilkanaście z tych bestii poluje porywając młode heiminki. Żurawie na razie tuszują sprawę, z uwagi na zbliżający się ślub i zjazd gości, ale potem niewątpliwie poślą wysłannika po łowców z klanu Sokoła. - Dziękuję za te wieści i czekam na więcej. A teraz wybacz ale muszę przygotować się na oficjalne powitanie. Maki! Już czas. -
-Ostatnie me słowa to w głównej mierze...domysły.- rzekł na swe usprawiedliwienie YaKusai, kłaniając się i dodał.- By zdobyć więcej informacji, będę musiał wyjść poza zamek.
Maki po chwili pojawiła się przed obojgiem, skłaniając się i kryjąc wesoły uśmieszek pod skinięciem głowy.
Otaku podniosła pytająco brew patrząc na swa służkę i oczekując wyjaśnienia tak radosnego zachowania.
Dziewczyna poczekała aż Yakusai wyjdzie i dopiero wtedy rzekła cicho. - Niełatwo wprawić w zakłopotanie smoka, nawet jeśli to tylko ronin. -
Po czym szybciutko zmieniła temat.- Na jaką okazję przygotować strój? - Jak sądzę ceremonia parzenia herbaty. Dobierz więc proszę coś odpowiedniego. - -Hai. Może zaskoczyć ich muślinem?- spytała wybierając kimono w klanowych barwach Otaku. - Zdaję się na ciebie. W przypadku klęski będę wiedziała kto sabotował tak ważne spotkanie. - zażartowała do służki pozwalając sobie na ten mały brak ogłady w ramach prywatnej chwili. -Hai hai.-odparła Maki, krzątając się pomiędzy pakunkami i dobierając dodatki do stroju. A zebrawszy wszystko co potrzebne było jej pani, dodała.- Postaram się by Otaku Xin Xu-sama była zachwycająca i by Żurawie poszarzały z zazdrości.

***

Tylko reakcje mijanych osób mogły ukazać na ile przekornej służce udała się ta sztuka. W drodze na spotkanie Otaku zmuszona została do przemierzenia labiryntu krętych korytarzy prowadzących do wewnętrznych komnat. Z każdym krokiem spętane luźna białą tasiemką włosy unosiły się podchwytując każdy ruch powietrza. Okiełzane i nieruchome sięgały by tuż za obi, jednak teraz otaczały swą panią burzą platyny i białego złota. Droga rozświetlona jedynie czerwonymi lampionami igrała na przechodzącej grą światłocieni. Reprezentantka Jednorożca odziana była w kimono kobiece, jednak odstające od sztywnych dworskich kanonów dużo bliższe za to yukata. Choć rękawy były fantazyjnie poszerzone, a talia podkreślona szerokim matowo złotym pasem, odzienie nie krepowało ruchów. Nie zmuszało do drobnych kroczków wypuszczając co jakiś czas nawet ciut więcej niż tabi. Każde mijane źródło jasności dyskretnie penetrowało delikatne odzienie pozwalając dostrzec w pełni figurę młodej dyplomatki rozpływająca się jedynie z lekka przy brzegach dzięki gęstości utkania jedwabnych nitek. Gdy tylko lampion pozostawał w tyle sącząca się łuna odbijała się z nagła od ukrytego głębiej monu. Złoty łeb spinającego się Ki-Rina zajmując wszystko od łopatek do lędźwi spoglądał spod cienkiej mgiełki białego muślinu i błyszczał jeszcze długo po tym gdy postać Xin Xu rozmywała się w cieniu, a sandałki z miękkiej skóry sprawiały, iż zjawa ta odpływała w ciszy odprowadzania jedynie cichymi sykami płomyków.
 
carn jest offline  
Stary 23-08-2010, 21:55   #5
 
abishai's Avatar
 
Dyplomata musi umieć robić wrażenie. Dobre albo złe. Może się dostosować do panującej mody i przez to być branym za jednego ze „swoich”. Lub ostentacyjnie szokować odmiennym strojem i obyczajami. O ile dyplomata obdarzonym był dobrym gustem, to ta druga metoda była bardzo skuteczna. Xin Xu zaś nie miała wyboru. Zarówno jej rysy jak i kolor włosów świadczył o nieczystej gaijińskiej krwi płynącej w jej żyłach. Nie mogła ukryć swego pochodzenia. Pozostało więc przekuć tą słabość w siłę i ostentacyjnie podkreślać swą odmienność. Pokazać tutejszym, że jest Jednorożcem i nie wstydzi się tego. Co więcej jest dumna, ze swej odmienności. Pokazać, że jest przez to wspanialsza.
Ta sztuka się Xin Xu udała.
Przemierzała korytarze, dumna i zjawiskowa, niczym sama Yuki Onna. Śnieżna panna, o której heimini żyjący na północy ziem klanu Jednorożca opowiadali straszne historie. Yorei powiązany z zimą, yorei potężna i kapryśna. I taka wydawała się Xin Xu. W dodatku była piękna. A strój subtelnie balansował na granicy dobrego smaku. Ale jej nie przekraczał. Przemierzając korytarze córka Kirina wiedziała jedno, patrząc po zdumionych spojrzeniach sług i bushi pilnujących zamku. Na pewno zwróciła uwagę wszystkich na siebie.
Przemierzała powoli korytarze, widząc zachwyt w oczach. Ale jeden bushi utknął w jej pamięci. Nie dlatego, że był dość urodziwy, o gęstych czarnych włosach i spojrzeniu przenikliwym, acz ciepłym. Ale dlatego, że był Skorpionem.


Osłonięty drobną maską na twarzy Skorpion starał się ukryć zaskoczenie, jak i wrażenie jakie na nim zrobiła swym strojem dyplomatka Jednorożca. Nie mieli czasu na rozmowy, czy przedstawienie się. On był w zbroi i udawał się na dolny dziedzinie, ona zmierzała w z goła przeciwnym kierunku. Wymienili więc tylko ukłony. Przy Skorpion starał się skłonić bardziej od Otaku. Były to dziwne zawody na to, kto okaże więcej szacunku przeciwnikowi. Córa Kirina je przegrała.
Ale też ją czas gonił bardziej niż Skorpiona. Nie mogła wszak spóźnić się na chado.
I jak się okazało na miejscu, strój, choć zaszokował Żurawie, to i wprawił w zachwyt. Potrafili oni docenić piękno oryginalności.
Chado- ceremonia parzenia herbaty, bywa równie ważną bitwa, co pojedynek na miecze czy nawet bitwy między wojskami klanów. Chado ma swoich mistrzów, który kilkoma gestami mogą wywołać kłótnię między uczestnikami ceremonii, pokazać każdemu jego miejsce, obrazić honor lub wywyższyć jednego z uczestników.


W Chado każdy gest ma ukryte znacznie. Chado to pole bitwy uczestników ceremonii. I sytuacja, w której porywcza córa Otaku czuła się nieswojo. A Doji Saoro czuła się w swoim żywiole.
Dobrze więc, że była nastawiona przyjaźnie do Jednorożców.
Doji Saoro była przekwitającym kwiatem wiśni. Posunięta w latach kobieta, za czasów swej młodości musiała być olśniewająco piękna i to zgodnie z rokugańskimi kanonami urody.
Czas bowiem nie starł do końca jej piękna, a i Saoro starzała się z godnością. Rysy twarzy nadal miała śliczne mimo coraz większej ilości zmarszczek. Lśniące czarne włosy spięte w kok, spojrzenie ciemnych oczu wydawało się jednak lekko mętne, choć uśmiech nadal miała uroczy. Niemniej mimo nieobecnego spojrzenia, panowała nad ceremonią, a każdy jej ruch naznaczony był precyzją.
Dobrane przez nią kimono było skromne i piękne zarazem. Doskonale podkreślało urodę pani zamku.
Wszystko rozpoczęła się od formalnego powitania, po czym Saoro osobiście zajęła się ceremoniałem. A Xin Xu miała okazję w ciszy przeanalizować sytuację.
Ceremonia parzenia herbaty odbywała się bowiem komnatach prywatnych Saoro i w nielicznym gronie... ale za to jakim.
Byli tu tylko Daidoji Chitose i Iuchi Takage. Chitose okazał się być dowódcą zamkowej straży i praktycznie najważniejszą po Saoro osobą. Podnosiło to splendor tego spotkania, tak jak i to że odbywało się ono w prywatnych komnatach pani zamku. Xin Xu zerkała na to pomieszczenie wspominając niezwykle cierpkie słowa jakie wypowiedziała w obecności Takage.” - Co do samej gościnności Żurawi Takage-sama odpowiem na twe pytanie, gdy ją zobaczę, bowiem nie dane było mi jeszcze jej uświadczyć.-”
A tu okazało się że była eskortowana przez dowódcę straży zamkowej i prawą rękę Saoro. Chyba tylko przyjazd po nią samej Saoro byłby większym zaszczytem. Gdyby Chitose usłyszał jej słowa, mógłby ją wyzwać na pojedynek i... wcale by mu się nie dziwiła.
Na szczęście nie słyszał i Xin Xu mogła w spokoju pomyśleć nad sytuacją. I nad swoimi słowami. Trzeba szczególnie uważać co się mówi i kiedy się mówi i w jakiej obecności. Dyplomatka Jednorożca wiedziała, że na dworach daimyo słowa potrafią zabić, szczególnie tego który je wypowiedział.
Na razie jednak tym nie musiała się martwic. Oficjalne powitanie było dość kameralne, pewnie dlatego żeby Otaku nie czuła się skrępowana całą sytuacją. Zresztą, wedle słów władczyni zamku, większość gości jeszcze nie zjechała. Obecnie oprócz przedstawicieli klanu Jednorożca, był jeszcze daimyo klanu Borsuka, shugenja Isawa mająca poprowadzić ceremonię, oraz młody bushi Skorpiona nie będący oficjalnym przedstawicielem tego klanu, a jedynie przygotowującym komnaty dla wysoko przedstawionych gości tego klanu.
Podczas tej rozmowy Xin Xu mogła obserwować całą trójkę uczestników. Była to zresztą ciekawa lekcja.
Ubrany w doskonałej jakości kimono Takage siedział wyprostowany i poruszał się w niewielkim stopniu. Wyglądał jak lalka... sztywny i pozbawiony jakiegokolwiek wdzięku. Najwyraźniej źle się czuł w obecnym stroju i wolałby mieć na sobie owe zużyte kimono, które nosił na sobie podczas rozmowy w ogrodzie. W tym wydawał się dusić.
Chitose miał naturę doświadczonego żołnierza: spokojny, rzeczowy, pozbawiony mimiki twarzy. Przenikliwe spojrzenie i zdecydowany to głosu. To Chitose mówił i tłumaczył, spychając Saoro na dalszy plan.
Staruszka z rodziny Doji, panowała nad ceremonią parzenia herbaty, ale... czy panowała nad zamkiem? To już była kwestia dyskusyjna. Na pewno nie panowała nad obecną sytuacją, skoro większość wyjaśnień padało z ust Chitose. Mogło to jednak tłumaczyć zawieszenie broni pomiędzy rodzinami. Bo choć nominalnie zamkiem władała Doji Saoro, to w rzeczywistości Chitose tu o wszystkim decydował.
Daidoji właściwie władali zamkiem, pozwalając ostatniej Doji z tej gałęzi rodziny dożyć starości w spokoju.
Doji Saoro tego jednak nie zauważała, nieco nieobecna myślami przygotowywała napar herbaciany i prowadziła konwersację. Wydawała się być krucha i przygnieciona wiekiem, w jej głosie nie było siły ani zdecydowania. Zapewne śmierć męża i dziecka sprawiła, że umysł Saoro powoli acz nieubłaganie robi drobne kroczki w kierunku świata duchów.
Jedno jednak trzeba jej było przyznać. Saoro była mistrzynią chado, a herbata przez nią przygotowana była prawdziwym zjednoczeniem wszystkich żywiołów. I smakowała Xin Xu mimo, że nie zawierała jej ulubionych dodatków.
Doji Saoro podczas tej ceremoni podała dziewczynie daisho. Otaku już chciała odpowiednio z ceremoniałem, rzec że jest niegodna takiego daru, ale przerwał jej wypowiedź Takage mówiąc.- To nie dar. To zwrot. To daisho należało do Sakate-san. Doji Saoro-sama przekazuje je tobie, bo jesteś jego następczynią. Więc daisho należy do ciebie. I powinno być zwrócone rodzinie Shinjo Sakate-san, gdy zakończysz misję dyplomatyczną.
A po ceremonii, Otaku miała dwie godziny czasu dla siebie. Dyplomatka Jednorożca mogła pozwiedzać zamek, korzystając ze swego statusu gościa. Bo było co zwiedzać. Zarówno wnętrza jak i wewnętrzne dziedzińce oraz ogrody tworzyły harmonijny przepiękny labirynt. Tym wspanialszy, że Rasuto Yome Shiro nie było olbrzymim pałacem i nie przytłaczał więc gości swym ogromem.
Xin Xu miała więc dwie godziny czasu dla siebie i swych rozmyślań i planów. Za dwie godziny miała się rozpocząć wieczorna uczta na której Doji Saoro podejmie wszystkich dostojników przebywających w tym zamku.
Wpierw jednak musiała powrócić do swej komnaty, chociaż drogę jaką mogła wrócić pozostawała do jej wyboru. Dźwigała też daisho Sakate-sama, symbol obowiązku który spadł na nią niczym grom z jasnego nieba.
Te myśli odpłynęły na moment gdy wkroczyła do jednego z ogrodów. I widok jaki zobaczyła sprawił, że przez moment zamarła z zachwytu.


Shugenja tańczyła otoczona kroplami wody z pobliskiej sadzawki. Wirowały one wokół niej, niczym żywe. Tak łatwo jest zapomnieć, że shugenja nie są zwykłymi śmiertelnikami. Gdy się na nich patrzy jak idą, jedzą...wydają się podobni zwykłym ludziom. Ale w takich chwilach można było dostrzec prawdziwe oblicze shugenja... tych którzy rozmawiają z żywiołami. Tych którzy stali pomiędzy ludźmi, a światem duchów, pilnując równowagi i niebiańskiego porządku w obu światach.
Odprawiająca rytuał shugenja była młoda. Nieco młodsza od Otaku, miała delikatne acz stanowcze rysy. Jej ciemne włosy miały rudawy odcień. Nie był to naturalny efekt, ani też farba. Czasami styczność z żywiołami naznaczała shugenja w niezwykły sposób.
Rytuał był wyczerpujący, bo gdy dziewczyna skończyła i woda spadła w postaci lekkiego opadała, to oparła się o barierkę pobliskiego mostka i łapczywie łapała powietrze.
Jej czerwone niczym ogień kimono przylepiło się do jej ciała, podkreślając zgrabną sylwetkę.
Spojrzała z początku gniewna, potem zaciekawiona na stojącą w pobliżu dyplomatkę Jednorożca. Barwy klanu Feniksa, musiała więc być tą shugenja Isawa.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.

Ostatnio edytowane przez abishai : 01-04-2011 o 17:30.
abishai jest offline  
Stary 23-08-2010, 22:12   #6
 
carn's Avatar
 
Jakkolwiek wystawne nie było by przyjęcie jej nie zmieniało to jej ogólnego wrażenia o gospodarzach. Spotkawszy ja po raz pierwszy Daidoji przedstawił się jedynie jako dowódca eskorty. Jakiż samuraj tak wstydzi się swej funkcji i pomija piastowane stanowisko czy stopień wojskowy. A może po prostu tak „marna” funkcja nie spełnia jego oczekiwań i jest mu gorzka? Przebieg dialogów mógł przecież na to wskazywać. W końcu dowódca straży zamkowej to jeszcze nie jego karo, niezależnie jaką władzę dzierżył w swych kuluarowych zmaganiach.
Samej ceremonii też nie można było zaliczyć do udanych. Oczywiście oprawa była odpowiednia. Smak naparu bezbłędny. Jednak brakowało tego nieuchwytnego oczyszczenia ducha mającego być efektem rytuału. Nadmiar myśli dyplomatki Jednorożca na pewno nie służył tu pomocą, jednak to rozkojarzenie i duchowa nieobecność mistrzyni ceremonii była zapewne głównym powodem. Dlatego też wracając do swych pokoi szukała tej nieotrzymanej, a jednak straconej wartości.
Dlatego manifestacja shugenja była dla niej tą nieskalana myślą chwilą czystości.
- Woda i Ogień. Niezwykłe, że dwie przeciwności mogą współistnieć ze sobą tak doskonale. Wybacz to najście, ale nie spodziewałam się tu nikogo. Jestem Otaku Xin Xu i pozwól, iż przyznam, że dzieci Ki-Rin nie mogą nie zazdrościć Ci twego daru. –
Dyplomatce nie chodziło wcale o zdolności córy Feniksa ale o mieniący się w jej włosach dotyk elementu. Ki-Rin. Dawne miano jednorożców. Ognisty rumak z rozwianą grzywą. Niemal nic nie miało tak sentymentalnej barwy.
Feniks skłoniła się uśmiechając lekko i dyplomatycznie zarazem. Było coś nietypowego w jej uśmiechu, jakby zawstydzenie, że została przyłapana znienacka. Rzekła więc.- Dary Fortun bywają kapryśne. Otaku-san. Jestem Isawa Saiko, shugenja mająca zadbać o odpowiedni przebieg uroczystości. A ty zapewne jesteś dyplomatką w miejsce Shinjo-sama?
Uśmiechnęła się bardziej, zakrywając twarz dłonią i dodając.- Wybacz mi te wścibstwo.
- To bardzo mały dwór Isawa-san więc niewiele nowinek pozostaje dość długo tajemnicą by można było zapytać o nie osobiście. –
odwzajemniła delikatnie uśmiech – Oczywiście należy położyć to na karby zbyt nielicznych jeszcze gości mogoących podsycać plotki. I hai. Będę reprezentować swój Klan podczas uroczystości choć Shinjo-sama był osobą zbyt cenną by dało się w pełni zająć pozostawione po nim miejsce. -
- Nie miałam okazji poznać Shinjo-sama, zginął zanim tu przybyłam. Ale oczyściłam wraz z Iuchi Takade-sama miejsce śmierci Shinjo-sama.
- rzekła dziewczyna, przez chwilę się wahając. Coś ją najwidoczniej gryzło.- I to oczyszczenie przyszło mi z trudem. Żywioły nie są w tym miejscu w równowadze.
- Iuchi-sama także wspominał o swych wątpliwościach. Nie mieliśmy jednak czasu by omówić to szczegółowo. Czy zechciała by mi pani wyjaśnić co może zaburzać równowagę żywiołów? Niestety nie jestem biegła w tej dziedzinie więc mogę jedynie podejrzewać niezwykłość tego zjawiska. - Saiko splotła ramiona na piersiach, co było dobrze widoczne, gdyż mokre kimono lepiło się do jej ciała. Przez chwilę pocierała kciukiem podbródek, by po chwili rzec.- Czasem są to duchy zmarłych, którzy z jakiegoś powodu nie dołączyli do przodków. Czasem...- znów zamilkła, uśmiechnęła się i dodała.- Nie powinnam mówić o takich sprawach. Są rzeczy które... budzą strach u najtwardszych bushi.- zakryła twarz dłonią dodając żartobliwym tonem.-Nie jest moim zamiarem podważać czyjkolwiek honor, Otaku -san.
Pozwoliła by uwagi o strachu i bushich umknęły niekonfrontowane. Cóż. Wiele rzeczy mówiło się o bushi Feniksa i nie należało wątpić iż shugenja Isawa miała na temat ich honoru i trwożliwości wiedzę z pierwszej ręki.
- Czy sam niefortunny w opinii naszych szczodrych gospodarzy wypadek mógł pozostawić tak niezatarty i osobliwy ślad w porządku świata? Nie słyszałam by Shinjo-sama potrafił komunikować się z Kami jak czynią to kapłani. -
-Wypadek sam w sobie był nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności zapewne.-
stwierdziła dyplomatycznie dziewczyna.- I raczej nie powinien...Nie. To coś w okolicy zamku, albo w zamku. Ślad jakiejś tragicznej historii z przeszłości, może?
Przygryzła nieświadomie dolną wargę dodając po chwili.- Jednakże nie słyszałam, by jakieś dusze nawiedzały to miejsce, zamiast dołączyć do przodków.
- Niestety ciężko oczekiwać po Gospodarzach zgody na odkrywanie tajemnic błądzących tu dusz w tak burzliwym okresie przygotowań. Dla młodej pary tego typu plotki zapewne nie okazały by się dobrą wróżbą. –
Mówiąc to Otaku chciała sprawdzić intencje reprezentantki Feniksa. Oczywistym było, iż bez jej wsparcia nie uda się wyjaśnić zagadki, jednak należało pozostawić jej możliwość wycofania się z niefortunnej dla jej klanu sytuacji. Dodatkowo nowo mianowana głowa delegacji Jednorożca była na zamku za krótko by móc wysunąć jakiekolwiek wnioski. Zwłaszcza, że od razu wątpliwości uciekały ku nieznanych jej tajemnicą postrzegania świata przez shugenja.
-Hai. Ale...- shugenja Feniksa się wahała. A Otaku miała wrażenie, że ta dziewczyna nie pała wielkim entuzjazmem do zbliżającej się ceremonii.-... takie plotki pewnie krążą wśród heiminów. Poza tym nawet tu na zamek dotarły wieści o...- tu Saiko ściszyła głos, jakby mówiła jakąś tajemnicę.-...o tengu.
- I tylko dlatego pozbawia się gości świty pozwalając natomiast panoszyć się wszędzie ludziom fali? –
Xin Xu nie miała nigdy styczności z takimi istotami. Próżno było więc oczekiwać po niej zrozumienia znaczenia i zagrożenia ze strony tak mitycznej istoty. Oczywiście, że znała legendy jednak znała ich wiele. Większość pochodziła jednak zza Płonących Piasków i opowieści o tengu wcale nie znajdowały się wśród najstraszniejszych.
- Daidoji są w tej kwestii równie skuteczni jak przy badaniu wypadku Shinjo-sama? –
Pozwoliła sobie zapytać o działania nominalnych obrońców tych włości.
-Ochrona świadczyła by o tym, że rodzina Daidoji nie potrafi zapewnić bezpieczeństwa gościom. Tak to widzą Żurawie. -rzekła Saiko i przesuwając dłonią po nadal mokrych włosach dodała.- A rodzinie Daidoji zależy by udowodnić swą zwierzchność nad tym terenem. Co do ludzi fali...-Saiko zastanowiła się spoglądając na najbliższą sadzawkę.-...to nie wiem. Chyba są tu ze względu na tengu. A może jest inny powód?
Następnie spojrzała na Otaku i dodała enigmatycznie.- Czasami chodzi nie o to by dojść do prawdy, ale by ukryć brud na swych piórach.
- Niewiele więc da się zrobić, nie podważając zdolności tak troskliwie broniących nas Daidoji. –

Jej myśli odpłynęły na chwilę.
- Możemy jednak obserwować wiedząc co możemy zauważyć. I wdzięczna jestem fortunom, iż me oczy nie będą w tej kwestii osamotnione. –
Skłoniła się lekko rozmówczyni.
-Hai...Byle tylko w troskliwości tutejszy Daidoji znała umiar.- odparła subtelnie Saiko i dodała.- Muszę zmienić kimono, na nowe. Nie wypada zbyt długo chodzić w przemoczonym materiale.
- Również muszę przygotować się na wieczorne atrakcje tego dworu. Dziękuję iż poświęciła mi pani tyle swego czasu Isawa-san. –

-Ja również dziękuję za tę odświeżającą rozmowę Otaku-san.- odparła shugenja Feniksa.
Dopełniwszy pożegnania dyplomatka zawróciła ku swym komnatom mając jeszcze więcej kłębiących myśli do uporządkowania.
Do tego ten nagły awans. Miała się tu uczyć a nie narażać imienia Klanu przejmując całą odpowiedzialność nad postawą delegacji. Jednak karma była bezwzględna i samurai-ko musiała zmierzyć się ze swym losem.

Dobierając swój strój na wieczór zdecydowała się na bardziej klasyczny krój dużo bliższy rokugańskim ideałom niż jej biała kreacja. W kontraście do swych włosów kolor jej kimona zdawał się niemal czarny dopiero tuż koło źródła światła ujawniając zaszyte bogactwo fioletów opalizujących na fałdkach materiału po których wierzgały haftowane białym zlotem spienione jednorożce. I tym razem nie zabrała swych mieczy. Musiały poczekać na nią cierpliwie aż pozna na tym dworze miejsce przeznaczone jej przez los. Na razie bezpieczeństwo gwarantować miał jej yojimbo podczas gdy ona sama zajęta miała być obserwacją swego nowego otoczenia i ludzi go wypełniających.
 

Ostatnio edytowane przez carn : 29-08-2010 o 21:01.
carn jest offline  
Stary 30-08-2010, 20:41   #7
 
abishai's Avatar
 
Kolejna bitwa była przed nią, kolejny bój w którym miała udowodnić, że nie tylko członkowie rodziny Ide potrafią sobie poradzić w potyczkach słownych.
Maki pomagała przy przygotowaniach swej pani, przygotowaniach mających tylko jeden cel: olśnić zebranych splendorem klanu i pięknem jej przedstawicielki.

Ciemny strój zdawał się migotać w świetle kaganków, gdy Otaku szła w kierunku uczty. Yakusai szedł tuż za nią, ubrany w kimono o bladozielonej barwie. Szedł cicho i ostrożnie, niczym cień, bacznie obserwując otoczenie. Rozluźniony, a jednak czujny.

Zanim doszli na miejsce , drogę przeciął im Iuchi Takage-san w czarnym kimonie wyszywanym złotą nicią w jednorożce. Szpakowate włosy zwykle luźno, niemal opadające, skrępował w koku. Za obi zatknął spory czarny wachlarz. I nadal wydawał się być więźniem własnego stroju.
Po krótki powitaniu spytał.- Mam nadzieję, że już się zadomowiłaś w Rasuto Yume Shiro?
A gdy otrzymał odpowiedź, rzekł cicho.- Może pozwolisz się zaprosić staremu shugenja na wieczorny spacer po ogrodach? W nocy mają one dodatkowy urok...acz najlepiej go kontemplować w nielicznym towarzystwie.
Tu zerknął znacząco na yojimbo Xu Xin dając dyplomatce do zrozumienia, że chce z nią porozmawiać sam na sam. Bez świadków...żadnego rodzaju.

Potem ruszyli do głównej sali, gdzie miała się odbyć uczta wieczorna. Sala rzeczywiście była olbrzymia. Pomieściłaby nawet pięciuset biesiadników. Wystrojona ona była w barwy klanowe Żurawii, błękit, srebro, biel. Ściany zdobione były malunkami Żurawi, oraz gór i rzek. A wypisane różne haiku także pięknie kaligrafowanymi znakami.
Na wiszących w katach sztandarach zaś była znaki kanji.


Znaczyły „Doji”...imię rodziny władającej Zamkiem Ostatniego Snu. Jednak wszyscy obecni, wiedzieli zapewne, że wkrótce sztandary zostaną zmienione.
Główne miejsce na uczcie zajmowała oczywiście Doji Saoro, ale miejsce tuż przy niej zajmował Daidoji Chitose. Oboje w klanowych barwach, przy czym Doji przewyższała swego podwładnego zarówno pod względem gustu, jak i gracji. Pani zamku miała subtelnie dobrane odcienie błękitu i bieli, kontrastowane srebrną nicią, zaś Daidoji wolał proste dwukolorowe kimono bez zdobień.
Xin Xu została przedstawiona pozostałym uczestnikom uczty, jak i oni zostali przedstawieni jej.
Pierwsze spojrzenie i słowa zamieniła z Ichiro Akimoto, daymio pomniejszego klanu Borsuka. Ten rosły wojownik, ostrych rysach mówił władczym tonem głosu.


Ale wydawał się zagubiony. Nieco rozbiegane spojrzenie i lekko drżący głos, gdy z trudem wymówił jej imię, mówiło Xin-Xu, że Ichiro-san wolałby tu nie być. Nie czuł się tu swobodnie. Co było widać po dłoniach z którymi nie wiedział co zrobić. I których palce chwytały rąbki bogato wyszywanego, acz krzykliwego kimona które nosił pod lekką zbroją.

Jego przeciwieństwem był bushi Skorpiona, ten sam którego Xin Xu minęła po drodze.
Bez zbroi, w delikatnym kimonie o barwie ciemnego złota, wyszywanego w karpie...nie wydawał się wojownikiem. I to mimo, że przy obi, miał daisho. Gdzieś znikła pewność spojrzenia i szybkie energiczne ruchy. Bushi Skorpiona wydawał się teraz bardziej chłopięcy i delikatny, co współgrało z jego melodyjnym głosem i wesołym spojrzeniem.
I słowami którymi ją powitał.- A więc to ty byłaś tą piękną zjawą, która przemierzała korytarze Rasuto Yume Shiro? Muszę podziękować Fortunom, że postawiły cię wtedy na mej drodze Otaku Xin Xu-san. Bo zainspirowałaś mnie do nowego haiku.
Po czym przedstawił się jako Suruga, Bayushi Suruga, bushi z urodzenia, poeta z natury.
-I potomek Bayushi Yametsu-san, prawda?- wtrąciła wtedy Doji Saoro wspominając swą młodość .- Znałam go dobrze. Zasłynął z wielu podbojów miłosnych. I choć więcej w opowieściach o nim bujd, niż prawdy, to... uroda jego i charyzma, rzeczywiście była tak wspaniała jak opowiadają.
-Hai...niegodny potomek, wielkiego przodka.-
odparł żartobliwie Skorpion uśmiechając się skromnie. Saoro spojrzała na Surugę, wyjątkowo przenikliwym spojrzeniem. Jakby nie pasującym do niej. Po czym uśmiechając się rzekła. –Czy niegodny, to czas pokaże, ne Bayshi Suruga-san?
-Hai.-
odparł z uśmiechem Suruga, a Saoro nieobecnym spojrzeniem obrzuciła salę mówiąc.- Pamiętam, że Yametsu-san pijał sake schłodzone, a nie zagrzane. A gdy spytałam go czemu tak lubi odrzekł wprost. Moja droga Saoro, nie ma znaczenia czemu tak piję. Ma za to znaczenie, że tak przyciągam do siebie uwagę innych osób.
I zachichotała cicho. Doji Saoro zdawała się żyć bardziej przeszłością niż teraźniejszością.

A Suruga był groźny...groźny uśmiechem, groźny spojrzeniem, groźny każdym nieporadnym ruchem. Groźny, bo urokliwy i sympatyczny. Groźny, bo trudno było go nie lubić i ciężko się było gniewać. Mimo, że maska na jego twarzy, przypominała o tym, że jest Skorpionem.
Niemniej, gdy Otaku na niego spoglądała, często łapała się na tym, że zapominała o tym fakcie. No i bez problemu poprawnie wypowiedział jej imię.

Na ostatku było przedstawienie Isawa Saiko, pełne znaczących spojrzeń i tajemniczych uśmieszków. W końcu dziewczyny spotkały się wcześniej. Shugenja Feniksa, nosiła podkreślające sylwetkę kimono, odsłaniające szyję i barki. Kimono w kolorze ciemnego burgunda i zdobione piwoniowym haftem.
Otaku usiadła po jednej stronie z Saiko i Ichiro. Shugenja Feniksa oddzielała ją od daymio klanu Borsuka. Po drugiej stronie, zaś siedzieli Chitose, Takade i Suruga.
Uzbrojeni byli tylko Chitose, Suruga i Akimoto...ale ich daisho wyciągnięte zza obi leżało po prawej stronie każdego z nich. W ten sposób udowadniali, że mają pełne zaufanie do Saoro. Bowiem utrudniali sobie chwycenie za broń, w razie napaści...Trzymając tak oręż, wskazywali że nie czują się zagrożeni.
Yakusai, jak i pomniejsi bushi Żurawia, siedzieli, pod ścianami, w pełnym rynsztunku i z daisho za obi. Bo choć i oni ucztowali, to ich głównym zadaniem, było dbanie o bezpieczeństwo znamienitych gości. Nie mogli sobie pozwolić na rozluźnienie i utratę czujności.
Wniesiono potrawy i sake...i rozpoczęła się uczta. Do której to grała utalentowana gejsza na shamisenie.


Akompaniującego jej muzyka, zapewne estetycznie nie pasującego do artystki, ukryto za parawanem ustawionym za gejszą. Która była zdolną artystką i doskonale opanowała grę na tym instrumencie.

[media]http://www.youtube.com/watch?v=_mDoLGatygA&feature=related[/media]

W czasie uczty shugenja Feniksa spytała wprost.- Stwierdziłeś Bayushi Suruga-san, że widok Otaku-san dostarczył ci inspiracji. Czy możesz zaprezentować jej owoce?
Skorpion uśmiechnął i wstał.- Oczywiście że mogę, aczkolwiek chciałbym podkreślić, że jeszcze nie jest do końca gotowe. No i nie jestem tak utalentowany jak artyści ze szkoly Kakita.
Po czym rzekł spokojnym tonem głosu powoli recytując.-
Przemierza cicho
Me serce biała zjawa
Ścieżką mych pragnień

Po czym usiadł spoglądając badawczym spojrzeniem na Otaku, ciekaw jej recenzji swego dzieła.

A później rozmowa zeszła, na zapowiedziany jutrzejszy przyjazd przedstawicielstwa klanu Lwa. Chitose poinformował zebranych gości o tym fakcie słowami.- Jutro na zamek ma przybyć poselstwo klanu Lwa, wyjątkowo liczne. A przewodzić mu ma sam Akodo Yubei-sama.
- Kto by się spodziewał. Zwykle Lwy lekceważą uroczystości w Zamku Ostatniego Snu, ne Daidoji Chitose-sama?-
spytał dość bezpośrednio Suruga. A Chitose odparł. – To prawda, ale tej akurat uroczystości nie można zlekceważyć. Zresztą wiesz dobrze dlaczego, Bayushi Suruga-san.
Spojrzenie doświadczonego Żurawia zmiażdżyło niemal Skorpiona, który pochylił głowę dodając.- Wiem, dobrze, Daidoji-sama.
Wyglądało na to, że Skorpion i Żuraw wiedzą coś, czego nie wie reszta uczestników uczty, łącznie z samą Saoro zaskoczoną rozwojem wypadków. Jednak Doji nie od dziś była panią Rasuto Yume Shiro, bo szybko opanowała zdziwienie i zmieniła temat.- Kto jeszcze będzie towarzyszył Yubei-sama w tym poselstwie?
-Jego syn Akodo Ichizaki-san.
- krótko odparł Daidoji. A Xin Xu się zamyśliła. O ile o Akodo Yubei- słynnym strategu i generale Lwów, słyszała wiele, o tyle o jego synu nie słyszała nic.
I wątpiła, by zdołała usłyszeć więcej. Bo o ile imię Yubei brzmiało w ustach Chitose nutą szacunku, to imię „Ichizaki” niemal pogardliwie wypluł.
-A kto będzie reprezentował rodzinę Ikoma?- spytała z ciekawością Saiko.
-Ikoma Tsanuri-san.- odparł Daidoi równie krótko, acz znamiennie. Po czym by uciąć dalsze spekulacje i pytania dodał.- Rodzinę Matsu, będzie reprezentowała Matsu Tenko-san, a rodzinę Kitsu, Kitsu Harame-san.

Podczas całej tej uczty, jedna osoba nie odezwała się w ogóle. Był to Akimoto. I teraz z każdym imieniem wypowiadanym przez Chitose, daymio Borsuka wydawał się zapadać w sobie. Ów samuraj zdecydowanie chciałby być teraz wiele mil od Zamku Ostatniego Snu i osobistości, które miały do niego przybyć.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.

Ostatnio edytowane przez abishai : 31-08-2010 o 12:40.
abishai jest offline  
Stary 06-10-2010, 22:13   #8
 
carn's Avatar
 
Pewniej czuła by się jako podpora czcigodnego Iuchi niż osoba przezeń wspierana. Jednak nie było innej drogi.
- Mam nadzieję, że już się zadomowiłaś w Rasuto Yume Shiro?
- Tradycja migracji naszego Ludu każe nazywać domem każde miejsce witające nas o brzasku. Choćby każdego dnia było inne. Choćby było tak ciasne jak to.
W odpowiedzi Iuchi skinął głową z uśmiechem. Dwieście lat po zadomowieniu się klanu Jednorożca w Rokuganie. Tradycja migracji...stała się już tylko tradycją.
- Może pozwolisz się zaprosić staremu shugenja na wieczorny spacer po ogrodach? W nocy mają one dodatkowy urok...acz najlepiej go kontemplować w nielicznym towarzystwie.
- Hai. - wskazała dłonią Przypadkowi by poczekał na nią chwile - W ciemności można niemal uwierzyć iż natura nie jest spięta w okowy murów. -
Yakusai zatrzymał się i usiadł czekając na ich powrót... a shugenja i Otaku ruszyli ścieżkami wewnętrznego ogrodu. Wtedy to Takage zaczął mówić cichym, splatając dłonie za sobą, niczym nauczyciel objawiający prawdę o świecie swej uczennicy.- Dobrze znałem Shinjo Sakate-sama. I opowieści o jego opanowaniu, nie były bynajmniej przesadzone. Tym bardziej...-zatrzymał się i jego głos lekko zadrżał.- Tym bardziej zdziwiony byłem jego zachowaniem, gdy tu przybyłem. Nie był sobą. Nerwowy i rozstrzęsiony. Zupełnie jakby go coś gryzło od...wewnątrz. Był zmartwiony Otaku-san. A może nawet... przerażony.
- Nie mam powodu by nie wierzyć twym słowom. Powinien jednak zwrócić się o pomoc swej rodziny.
Shugenja nie zanegował jej słów, niemniej rzekł ostrożnym tonem głosu.- Więc zapewne był powód dla którego nie mógł. Ponoć Sakate-sama i Doji Saoro-sama byli bardzo bliskimi przyjaciółmi. Ponoć zbyt bliskimi, jeśli wierzyć złośliwym językom.
- Dowiemy się.
-W tym miejscu dzieje się coś dziwnego. Coś niepokojącego. I dlatego naszym obowiązkiem jest odkryć prawdę skrytą za śmiercią Shinjo-sama.- spojrzał na dziewczynę mówiąc.- I dlatego wysłałem list do mych przyjaciół w klanie Smoka. Z prośbą by w ich delegacji był śledczy Kitsuki. Jestem jednak pewien, że Daidoji zrobią wszystko by... szczegóły mogące postawić w niekorzystnym świetle ich klan, nigdy nie zostały wykryte. A czas...działa na ich rękę. Dlatego naszym obowiązkiem jest dowiedzieć się jak najwięcej.
- Tylko dlatego przystałam na twą propozycję Iuchi-san. Wzywanie kogokolwiek z naszych ziem trwało by zbyt długo. Czas zakrył by wszystko, a nasza pozycja tutaj podupadła. Lepsze więc marne narzędzie od jego braku. Co nie zmienia faktu, że krótkowzrocznością było by polegać tylko na nim.
-Najlepiej by było, gdybyśmy to my odkryli sekret za śmiercią Shinjo-sama. Bo wypadek jest wytłumaczeniem najwygodniejszym, ale bynajmniej nie najbardziej prawdopodobnym.- stwierdził shugenja.- Jesteś tu nowa Otaku-san. Nie znają twoich nawyków...Masz nieco większą swobodę działania, niż ja.
- Jednak brak mi wiedzy, która będziesz się musiał ze mną podzielić panie jakkolwiek niekorzystne mogło by się to wydawać dla pamięci Shinjo-sama. A co do samej tajemnicy musimy stąpać ostrożnie, by nikt nie uznał że ślady powinny zniknąć. A co do Smoków... Dwory wierzą w słowa, nie w dowody. Być może dzięki twym znajomością poznamy prawdę, jednak dalekie będzie to od publicznego jej uznania. Podważanie słów. Honoru. Pozycji. To bardzo niebezpieczna i trudna sprawa. Czyż nie? -
Shugenja uśmiechnął się dodając.- Chciałbym by problemem, była tylko pozycja niechętnych nam Daidoji. Mam złe przeczucia co do śmierci Shinjo-sama. A i duchy są niespokojne. To miejsce jest pozbawione równowagi żywiołów. A to zawsze zły omen.
- Musimy zgromadzić więc sojuszników i wrogów, gdyż nie da się grać nie znając celu połowy figur. Być może Fortuny pobłogosławią nas biernością wielu. Ale w świecie pozorów pewnym można być tylko zaprzysięgłego wroga.
-Hai. Niestety, najgorsze jest to, że nie wiemy kto jest naszym wrogiem.- odparł Iuchi Takage.- Obecnie Daidoji próbują jedynie zachować twarz i opanować sytuację. Śmierć Shinjo-sama jednak nie była im na rękę.
- Nie dajmy więc czekać osobom których rolę los każe nam odkryć. -
Mówiąc to Otaku powiodła swego czcigodnego doradcę na spotkanie z wieczornymi gośćmi.

***

Jakże pysznym było jej postanowienie i cel. Raczkując zaledwie z dworskich labiryntach zamierzała demaskować, przebijać spojrzeniem, wyłapywać błędy ich stałych bywalców. Mogła jedynie wierzyć, że wśród rzeczy które “przypadkiem” jej rozmówcy zechcą jej pokazać uda jej się dostrzec dość drugiego dna by swe rozważania i nieoficjalne dochodzenie mogła pchnąć choć krok dalej.
Urodzeni aktorzy. Do tego śmiali testować nieznana im postać tak otwarcie. I przodujący im Skorpion. Tak inny od ich poprzedniego spotkania. A jednak z naturą usprawiedliwiającą tak śmiałe podchody. Skorpion. Bushi mieniący się poetą.

Przemierza cicho
Me serce biała zjawa
Ścieżką mych pragnień

- Biała zjawa... - Otaku smakowała te słowa w zamyśleniu. - A więc Yorei. Hai? Ciekawe porównanie, jak i ... upodobania, Bayushi-san. - pozwoliła sobie na delikatny półuśmiech.
-To tylko uwielbienie piękna we wszelkich jego objawach.- uśmiechnął się Skorpion skromnie spuszczając oczy.
-W takim razie czekam i ja, na haiku o mnie , Baysuhi Suruga- san.- zaśmiała się Isawa Saiko. A Iuchi Takage wtrącił żartobliwie.- Oszczędzę ci mąk tworzenia. O mnie nie musisz układać wersów.
Wzbudził tymi słowami głośny śmiech Ichiro, który zamilkł kilka później. Daymio Borsuka rozejrzał się po współbiesiadnikach i schylił spojrzenie zawstydzony. A dla Xin Xu był w swym zachowaniu intrygujący. Borsuki nie były jednym z Wielkich Klanów jednak ich daymio zadziwiający był w swej wstydliwości. Ktoś o takiej pozycji z godnością powinien pokazać iż jego głośna przypadłość jest powodem dumy i niczym Krab nie przejmować się zdegustowanymi spojrzeniami otoczenia ciesząc się pozycja rubasznego źródła hałasu. Zamiast tego publicznie okazywał wstyd deptając po własnej chwale. W jednym jednak był jej podobny. W wrażeniu jakie wywoływały miana spodziewanych gości. Oczywistym było, iż okazja spotkania tak ważnych ludzi była dla niej okazją. Jednak wraz z waga ich obecności malała siła reprezentacji Kirin. Głośność jej słów. Znaczenie na tym dworze.
Jednak w tym wszystkim liczność poselstwa Lwów jawiła się jako wielce pomyślna zwłaszcza jeśli towarzyszący Otaku shugenja znajdzie z swym lwim odpowiednikiem wspólny język. I o to zamierzała też spytać swego towarzysza w drodze powrotnej.

***

- Iuchi-san podczas uczty padło wiele znacznych imion. Opowiedz mi o nich jak najwięcej. Zwłaszcza obecność wszystkich rodzin Lwa jest dość zaskakująca. -
-Iye...nie wiem czy są to znane imiona.- wzruszył ramionami shugenja Jednorożca. Po czym potarł policzek dłonią.- Jeśli chodzi o poselstwo Lwa. Akodo Yubei- san jest doświadczonym i znamienitym strategiem. Świetnym łucznikiem i propagatorem tej broni na polu bitwy. To on właśnie zwiększył rolę łuczników w armii Lwa. Dzięki jego staraniom oddziały Ite powiększyły się dwukrotnie i zaczęły być używane z zabójczą skutecznością. O czym przekonał się boleśnie także i nasz klan, podczas granicznych sporów, kiedy to nasi bushi wspierali wojska Żurawi.
Akodo -san jest uważany za wzór samuraja, o czym pewnie słyszałaś Otaku-san. Jest też znamienitym łucznikiem. I przypuszczam, że jego syn podobnie. O Akodo Ichizakim jednak niewiele wiem. Z tego co słyszałem, jest nieodrodnym synem ojca, ale... nie dokonał jeszcze wielu chwalebnych czynów. Niemniej w przyszłości pewnie zastąpi Akodo Yubei-san na stanowisku stratega, gdy jego szlachetny ojciec osiągnie inkyo.
Wzruszył ramionami dodając. - O przedstawicielu rodziny Kitsu i przedstawicielce Matsu nic nie słyszałem. Ich imiona z niczym mi się nie kojarzą. Co do Ikoma-san...to dość tajemnicza osoba, ponoć jej wychowaniem zajął się sam Akodo Toturi-sama. Dlaczego on? Tego nie wiem. Lwy trzymają to w sekrecie. Może Isawa Saiko by wiedziała więcej, skoro była zainteresowana przedstawicielem tej akurat rodziny.- shugenja spojrzał wprost w oczy dziewczyny i spytał cicho.- Co sądzisz o przedstawicielach innych klanów, uczestniczących w dzisiejszej uczcie Otaku Xin Xu-san?
- Skorpion jest Skorpionem i nawet się z tym nie kryje, choć tak otwarta komitywa z prawą ręką naszej czcigodnej Gospodyni może budzić jedynie obawy. Borsuk w swym zawstydzeniu zdaje się chce zniknąć, a szkoda. Na dworach tak niewiele jest naturalnych osób.
-A shugenja Feniksa?- spytał Iuchi, ciekaw, że akurat o niej Xin Xu nie wspomniała.
- Jest póki co nadmierną zagadką. Najbardziej otwarta i bezpośrednia kapłanka jaka dane mi było spotkać. Krzykliwa swą obecnością ale i skora do pomocy. I wszystko na zewnątrz. Aż nasuwa się pytanie co kryje w środku. Politycznie nic nie zyskuje, a nawet szkodzi całej uroczystości potwierdzając niezależnym głosem twe panie podejrzenia. A jakie jest twe zdanie? -
-Dobre pytanie. Przede wszystkim...dlaczego Feniksy wyznaczyły do poprowadzenia tak poważnej uroczystości, tak młodą shugenja. Nie przeczę, jest utalentowana, ale... ceremonialne rytuały małżeńskie nie wymagają talentu, tylko doświadczenia. Więc muszą się za tym kryć inne powody.- odparł Iuchi spoglądając w niebo.- Do czego dążą Isawa? Kto wie? Mistrzowie Żywiołów klanu Feniksa czasami prowadzą własną politykę. No i... zapewne Isawa Saiko-san ma podobne do mojego zdanie. Że nie można ignorować zagrożenia, tylko dlatego że tak jest wygodniej. To zawsze droga do nikąd Otaku -san.
- Jesteś moim doradcą Iuchi-san. Póki ufasz shugenja Feniksa i ja jej ufam. I nie, nie będziemy ignorować zagrożeń, choć jako goście nie wszystko będziemy mogli przedsięwziąć.
-Cóż...nie powiedziała niczego, czego i ja nie jestem świadom.-odparł Iuchi, potrząsając nerwowo głową na boki.
- Co do daymio Ichiro, to jego klan wiernie strzeże północnej, górskiej granicy Rokuganu, ale ...jego wpływy i znaczenie są niewielkie. Broni Rokugan przed zagrożeniem, którego nie ma. Niektórzy zaczynają twierdzić, że jest niepotrzebny. Że on i jego klan...że powinien zostać włączony w struktury innego klanu. - Iuchi uśmiechnął się dodając.- Ironia losu, prawda? -Przekleństwem klanu Borsuka są spokojne granice jego ziem.- wzruszył ramionami dodając.- Dlatego Ichiro Akimoto-san czuje się tak niepewnie. Stara się nikogo nie urazić, aby... nie zyskać wrogów dla swego klanu. Balansuje na linie nad przepaścią. A ciężko to robić, mając na sobie ciężką zbroję braku znajomości etykiety, ne Otaku-san?
- Powinien szukać więc sprzymierzeńców. Aktywnie. Bierność i uległość tylko sprzyja jego wrogom, a na dworach nawet bushi jest w stanie wypracować sobie pozycję broniącą się samą.
-Hai, hai.-wzruszył ramionami shugenja zgadzając się z wypowiedzią Otaku.- Ale mały klan, to mały wybór ludzi. Zresztą daymio klanu Borsuka zapewne poczuje się pewniej, gdy zjawią się Kraby, czyli jutro albo pojutrze.
Otaku nie mogła nie przytaknąć tym słowom.
-No i Bayushi-san. O Yametsu też słyszałem. Ale skąd Doji Saoro wiedziała, że Skorpion jest jego potomkiem. Nie mam pojęcia.- dłoń shugenja powędrowała na policzek, potarł go z irytacją mówiąc.- Skorpion-san jest też zagadką mimo, że pozornie nic nie ma do ukrycia. Prawie całe dnie spędza poza Zamkiem Ostatniego Snu, choć przybył tu, aby dopilnować przygotowań komnat dla przedstawicieli klanu Skorpiona. Jestem pewien, że te jego wycieczki są bacznie obserwowane przez Daidoji. Ale pewnie tylko Daidoji Chitose-san wie, co ów Skorpion robi wędrując po okolicy.
- Obserwowane, a może i więcej... Cokolwiek przyniosą Fortuny trzeba pamiętać iż nasz Bayushi, przynajmniej na razie jest tylko sługą przygotowującym grunt dla dyplomatów. Jest więc odpowiednikiem mojego yojimbo. Jako głowa delegacji nie mogę traktować go równym sobie nadmiernie często bo sprowadzi nas to na kolana przed jego mocodawcami, ne Iuchi-san?
- Kto wie? Te sprawy nie są aż takie proste. Być może jest sługą osoby znacznie ważniejszej od nas obojga. A wtedy traktując go jak twego yojimbo, obrażaliśmy go. Skorpion uczestniczył w uczcie razem z nami. A Daidoji i Doji traktowali go z uprzejmością...Co prawda Daidoji Chitose-san z wymuszoną uprzejmością.-wzruszył ramionami dodając.- W dodatku jak na kogoś pełniącą tak poślednią funkcję Bayushi Suruga-san zachowuje się zbyt...swobodnie. Choć kryje to pod maską uprzejmości.
- Klan który rozkwita na swym zepsuciu. - młoda dyplomatka kiwała z lekka głową nieukontentowana. - Więc my musimy rozkwitać na swym barbarzyńskim nieokrzesaniu. Nie wiem czy nie wyjdziemy lepiej wychodąc na niedostosowanych niż na nadmiernie uległych wobec tego podstępnego Klanu. Nawet jeśli to jedyny cel Skorpionów. -
- Późno się skończyła ta uczta, więc pewnie jutro trochę sobie pośpię. Starość daje mi się powoli we znaki.- zaczął marudzić shugenja i korzystając z ciemności podrapał się dłonią powyżej podstawy pleców. Następnie zaś spytał.- A ty co zamierzasz czynić jutro z rana?
- Rano? Może jakiś barbarzyński rytuał? Zdaje się, iż w tej części Rokuganu oczekuje się po nas takich rzeczy. - zażartowała - Zobaczymy. Choć koncept przywitania pierwszych promieni Słońca w siodle wydaje się pożądanym wspomnieniem normalności. Zanim wypuszczę cię panie pozwolę sobie na jeszcze jedno pytanie wobec ściągających tu coraz liczniej gości. Jaka jest moja pozycja wobec reprezentacji innych klanów i najważniejszych figur z osobna. Liczę, że odpowiesz mi na nie w szczegółach podczas naszej porannej przejażdżki. W końcu nic nie regeneruje lepiej wyganiając z kości gnuśność dusznych pałacu. - uśmiechnęła się z lekka szelmowsko - A i słowa niosą się lepiej na świeżym powietrzu. -
Na wspomnienie o barbarzyńskim rytuale shugenja wybuchł śmiechem i dodał.- Tak. To by wyprowadziło naszych gospodarzy z równowagi. A zaskoczony przeciwnik nie potrafi się skutecznie bronić, ne?
- Musimy jednak uważać, bo zaszczuta, ofiara często przemienia się w potwora. -
-Twoja pozycja jest dość wysoka...bo choć przywódcą naszego przedstawicielstwa, ma być wysoko postawiony członek rodziny Ide, który ma tu przyjechać z samym Szmaragdowym Czempionem.-ostatnie słowa shugenja wypowiedział dość cicho, by głośniej rzec.- To tobie przypadł zaszczyt reprezentowania zarówno rodziny Otaku jak i Shinjo. Co niewątpliwie jest zgodne z zamysłami Otaku-sama.
Shugenja dyplomatycznie uniknął tłumaczenia o którego z wysoko postawionych członków rodziny Otaku mu chodzi. Tajemnicą klanu było bowiem to, że choć wielka Otaku Kamoko-sama była przywódczynią Otaku, wielką wojowniczką oraz świetnym taktykiem, to jednak jej porywczość i lekkomyślność, sprawiały, że nie radziła sobie z czymś takim, jak długofalowa polityka rodziny.
W tym nieformalnie wyręczał ją jej ojciec, Otaku Kojiro-sama. Choć bardziej z powinności niż zamiłowania do politycznych gierek.
-Twoją słabością jest pochodzenie, ale...jeśli dobrze rozegrasz tę partię shogi, która jest przed tobą, to nie tylko udowodnisz, że Otaku radzą sobie równie na dworze co w siodle. Ale także twoja pozycja może znacząco wzrosnąć.- po czym dodał drapiąc się po czubku głowy.- Choć przyznaję Otaku Xin Xu, czeka ciężka rozgrywka. Za to o wysokie stawki.


***
 
carn jest offline  
Stary 06-10-2010, 22:14   #9
 
carn's Avatar
 
Oczekiwała swego doradcy w stajniach posławszy uprzednio do niego Maki. Pomoc jej młodej i zaradnej służącej powinna choć trochę okrasić kapłanowi zrywanie z dworskim leniuchowaniem. Swojego yojimbo wysłała natomiast by wypożyczył dla siebie i Maki po miejscowym kucu i przygotował parę drobiazgów mających wspomóc przewidziane przez Otaku poranne czynności.
- Niech pierwsze spojrzenie Amaterasu wygna z twych myśli okowy Onnotangu. - przywitała Iuchi.
- Niech ogrzeje me stare kości.- dodał żartobliwie shugenja ubrany w swe lekko znoszone kimono w klanowych barwach. Po czym rzekł witając.- Niech pierwsze spojrzenie Amaterasu, uczyni nasze myśli jasnymi.
Wskoczył z na swego wierzchowca z werwą jaką trudno się było spodziewać po osobie w jego wieku. Ale jak każdy Jednorożec, Takage czuł się pewniej w siodle niż na własnych nogach.
Shugenja był też uzbrojony, choć tylko w wakizashi.
Iuchi zdecydowanie inaczej prezentował się w stajni, niż na ogrodach. Gdzieś znikła jego sztywność ruchów i niezdecydowanie. A czarny wierzchowiec o pieszczotliwym imieniu Kuroichi odgadywał życzenia swego pana.
- Brzask ujawnia w tobie Syna Wiatru Iuchi-san. Muszę pamiętać jak zwodniczą jest rzeczywistość w mdłym świetle zamkowych lampionów.
-Już zbyt długo przebywam z dala od jurt klanu...- westchnął Takage nieco smutno się usmiechając i lekko głaszcząc grzbiet swego wierzchowca dłonią.
Wkrótce też zjawiła się i Maki i Yakusai... Trzeba przyznać, że ronin Smoka szybko wypełnił zlecone mu zadanie i przywiódł ze sobą zarówno kuce, jak i inne potrzebne przedmioty.

W wyborze trasy zdała się na swego yojimbo, by doprowadził ich w miejsce bezpieczne, ustronne, acz przestronne. Po drodze kontynuowała z pomocą shugenja swe nauki.
- Słysząc, że wspomoże nas znaczna persona z rodu Ide wlałeś w me serce nadzieję panie, że nasza pozycja tu nie jest jeszcze stracona, a obecność niepotrzebna. Jako, że zgodziłeś się być mym doradcą wybacz, że okażę się dociekliwa i nie zamilknę w chwilach niewiedzy osoby mniej doświadczonej i będę pytać miast czekać aż sam zechcesz wyjawić mi prawdę. Jeśli w którymś momencie dobrniemy do rzeczy o których wiedzieć mi nie wolno proszę byś powiedział to wprost, na osobności, jeśli będzie to najkorzystniejsze. Z każdym dniem coraz więcej pozorów i ułud będzie osaczać mnie na ziemiach naszych gospodarzy. Mam nadzieję, że choćby z tobą panie będę mogła liczyć na prawdziwie szczerą rozmowę. Zwłaszcza w obliczu zagadki która chcemy rozwikłać. -Wskazała gestem by Maki i Yakusai wysforowali się przodem nie przeszkadzając w ich rozmowie. Co uczynili zresztą, a służka próbowała wciągnąć w rozmowę milkliwego z natury z ronina Smoka. Zaś shugenja skinął głową, najwyraźniej zgadzając się z słowami Otaku, krótkim słowem.- Oczywiście.
- Kogo więc przysyła tu rodzina Idę, że mój doradca i nauczyciel nie chce wymieniać jego imienia wśród kamiennych ścian? -
Shugenja zamyślił się po tych słowach i rzekł dopiero po chwili.-Tego nie wiem..ale to ponoć ktoś znaczny i ktoś kto ma ugruntowaną pozycję na dworze. - potarł kciukiem za swym uchem i kontynuował.- Przynajmniej tak sugerował krótki list od rodziny Ide. Pamietaj Otaku-san, że przybycie tutaj samego Szmaragdowego Chempiona jest planowane tuż przed samą ceremonią zaślubin, a przedstawiciel klanu Ide zjawi się wraz z nim. Zatem przez następne dni, to na nas spocznie ciężar godnego reprezentowania naszego klanu.
- Czy rodzina Ide zechciała przynajmniej powiadomić jakie są oczekiwania i życzenia jej reprezentanta? Przy tym wszystkim moja nominacja na oficjalną reprezentantkę rodów Shinjo i Otaku wydaje się co najmniej dziwna. Już samo reprezentowanie Otaku wydaje się mocno niestosowne. Jeśli chcieli zaszczycić gospodarzy powinni wysłać jedna z szacownych Shiotome. Jeśli zignorować, wysłać któregoś z mężczyzn. Ale uznanie mojej osoby? To w zasadzie otwarta obraza patrząc z perspektywy Rodziny. O powodzie dla którego przyznano mi przywilej reprezentowania także Rodziny rządzącej wole nie domniemywać. To ty panie powinieneś mówić w imieniu Domu Shinjo i nie wygłaszam tej opinii by się z tobą spierać. Decyzja już zapadła. Ale by ją zrozumieć. - Obdarzyła swego rozmówcę dłuższym spojrzeniem.
- W tym przypadku zadecydowały przymioty twego umysłu i ducha.-odparł shugenja, wzruszając ramionami.- Z tego co wiem, uznano że najlepiej przysłużysz się rodzinie Otaku zostając dyplomatką i przedstawicielką klanu.
- Cała ta pozornie nieistotna uroczystość na moich oczach urasta do czegoś istotnego na skalę Cesarstwa. Klany wysyłają pełne reprezentacje, a tymczasem Klan Jednorożca wydaje się nie nadążać w tym względzie. Ide mierzą bardzo wysoko. Iuchi prezentuja kogoś tak doświadczonego jak ty panie. Za to Shinjo i Otaku zaznaczają się marginalnie, a Moto nie ma wcale. Nawet tytularnie. Czy też życzeniem naszych mocodawców jest by i ta Rodzina była reprezentowana przeze mnie. Jeśli trzeba przyjmę to brzemię by nasz Klan nie został okryty wstydem, jednak chciała bym zrozumieć podstawy leżące za koniecznością mego poświęcenia.
-Shinjo Sakate-sama był znacznym i wpływowym członkiem rodziny Shinjo, zapewne równie godnym co przedstawiciel rodziny Ide. Niemniej jego strata wywołała pewne zamieszanie. Jeśli rodzina Shinjo zdoła wysłać kolejnego przedstawiciela, to pewnie on zdejmie z ciebie to brzemię.-uśmiechnął się shugenja.- Niemniej dopóki kolejny przedstawiciel Shinjo się nie zjawi, ty ich zastępujesz.- skinął głową dodając.- Żurawie co prawda zwykły każdą uroczystość, przeprowadzać, zbyt widowiskowo, ale i ja przyznaję, że... obecność tak wielu ważnych osobistości, jest lekko niepokojąca. Możliwe, że sama uroczystość zaślubin jest pretekstem do spotkania i potajemnych rozmów, pomiędzy znaczącymi członkami innych klanów. Wtedy nasza rola się zapewne skurczy do bycia obserwatorami rozgrywek osób godniejszych od nas.
Na moment przerwał wypowiedź.- Na ryzie tylko otrzymałem... właściwie Shinjo-sama otrzymał od nich przed śmiercią krótki list . Zapewne wkrótce podeślą szczegóły.
- Hai. Hai. Zapewne. -
Potarł czoło i zaśmiał się.- Ale dość o Zamku i jego problemach. Jakie wieści przywozisz z ziem Klanu? Dawno nie byłem w domu, a listy to nie to samo, słowa z ust.
Chwilowa zmiana tematu należała się im obojgu, a już w drodze ku ziemiom Żurawia Otaku była świadoma pytań które padną o resztki prawdziwego życia pozostawione przez polityków Jednorożca daleko w tyle. Rozpuściła więc język i niepomna na zwyczajowa oszczędność słów Rokugańczyków snuła opowieści o wszystkim i o wszystkich. O karawanach z ziem potocznie zwanych barbarzyńskimi. O hodowcach którym Fortuny przyniósł szczęście podczas jesiennych targów. O poezji. Nie tej wątłej i sztywnej jednoodechowej dworskiej kompromitacji, a o poezji snującej obrazy przed oczami słuchaczy. O małych plotkach przekazywanych między wiecznie podróżującymi koczownikami. O wszystkim czego Iuchi nie mógł przeczytać w oficjalnych pismach przechodzących przez dłonie znaturalizowanych przez dwory urzędników nie pamiętających już o czym myśli prawdziwy Jednorożec.

Gdy dotarli na rozległą połać traw będąca celem ich wędrówki służba Otaku zajęła się pospiesznym krzątaniem.
- Zjemy tu śniadanie Iuchi-san. Tylko dziś. Do końca naszej tu bytności pozwolimy się gościć Żurawiom by ich duma gospodarzy nie ucierpiała z powodu naszych zwyczajów. Jednak przejażdżki cię nie miną. Tego się od Jednorożców oczekuje. A my będziemy mieć sposobność do rozmowy. -
-Hai...i do odetchnięcia od troskliwej czujności Daidoji. Śmierć Shinjo-sama sprawiła, że ich opieka na pozostałymi członkami różnych delegacji, stała się nieco męcząca.-odparł Iuchi z uśmiechem.

Kazała zużyć Maki na ten posiłek ich zapasy przywiezione z rodzimych ziem. Wprawdzie miał to być prezent dla Shinjo-sama, jednak shugenja także wydawał się potrzebować wspomnień pozostawionego daleko domu.
- Czy wiesz może panie czym zamierzają zabawiać nas gospodarze nie licząc samych weselnych uroczystości? W końcu tylu znamienitych gości nie może się nudzić. -
- Nie...trzymają to w tajemnicy.-odparł shugenja i dodał po chwili. - Z tego co wiem, zwieźli do zamku sztuczne ognie. Ale te pewnie zostawią na główną uroczystość.
- Wielka to szkoda iż te przerażające atrakcje będę zmuszona przyjmować bez choć psychicznego przygotowania. Spodziewaj się niespodziewanego. Co też to może być...
I tak reszta posiłku upłynęła dwójce z Ludu, który wyruszył za Kami Shinjo w nieznane a teraz trwał w wędrówce mającej na nowo odkryć tak odmienny do tego z legend, na wzajemnym prześciganiu się z domysłami cóż to za cuda i dziwy szykują gospodarze. Sędziwy shugenja nie miał wyjścia i musiał udowodnić, iż zdolny jest popuścić wodze fantazji i przypiąć Żurawiom kilka niestosownych atrakcji z pewnością czających się wśród niedomówień tego lubującego błękit Klanu.
W końcu jednak i śniadanie należało uznać za zakończone i choć jeden z reprezentantów Jednorożca wrócić musiał na zamek by uczestniczyć w późnym przebudzeniu i ospałych ruchach małego dworu. Otaku pożegnała więc swego formalnego doradcę odsyłając wraz z nim słóżkę by swą osobą umiliła mu drogę.

Gdy dwójka konnych mknęła ku Rasuto Yume Shiro Xin Xu kazała swemu yojimbo przygotować kolejną atrakcję porannej wycieczki. Podczas gdy samurai odmierzał odpowiednią ilość kroków by wbić w ziemię owinięty słomianym wiechciem słupek dyplomatka zajęta była odwijaniem podłużnego pakunku kryjącego lakowane yumi.
- Obawiam się Yakusai-san iż skończył się czas twego odpoczynku. Czas by twoja wiedza po raz kolejny mnie uszlachetniła. Otóż strzała zna drogę. Masz więc okazję sprawić swa mądrością by wypuszczane mą dłonią strzały znalazły drogę do naszego celu. -
I tak oto ludzka intuicja miała przeważyć nad rozsądkiem, a jej celność rozwinąć się do przyszłych dyplomatycznych zmagań. I choć cały koncept wydawał się dość komiczny samuraiko wytrwale próbowała wyplenić z siebie potrzebę okiełzania celu na rzecz duchowej jedności z samym aspektem łucznictwa.
 
carn jest offline  
Stary 12-10-2010, 19:39   #10
 
abishai's Avatar
 
Z zamku dwoje Jednorożców wyjechało, pod eskortą jedynie ronina. Co prawda Daidoji oferowali eskortę swych bushi, ale Iuchi dyplomatycznie odmówił. A argument "Przecież jesteśmy bezpieczni na waszych ziemiach", okazał się nie odparcia. Tak więc dwoje Jednorożców, nie musiało się martwić o wścibskie uszy Żurawi.

- Obawiam się Yakusai-san iż skończył się czas twego odpoczynku. Czas by twoja wiedza po raz kolejny mnie uszlachetniła. Otóż strzała zna drogę. Masz więc okazję sprawić swa mądrością by wypuszczane mą dłonią strzały znalazły drogę do naszego celu. – Ronin wyraźnie się zafrapował tą prośbą mówiąc.- Nie godzi mi się wskazywać drogę znaczniejszym od siebie.
Ale nie sprzeciwił się. Po swych słowach nałożył jednak strzałę na łuk, zamknął w oczy wypowiadając cicho prośbę do Fukurokujina - Fortuny Mądrości, by prowadziła jego dłoń. Naciągnął łuk kierując grot strzały prosto w niebo. Przez chwilę naciągał cięciwę, by puścić ją. Strzała poleciała w górę, by następnie opadać w dół.
-Kto pierwszy przy strzale?- zaproponował nagle stary shugenja z młodzieńczym błyskiem w oku i pogonił swojego wierzchowca. Było to zachowanie niestosowne do wieku, jak nie pasujące do pełnionej roli, ale... Byli z dala od zamku i jego konwenansów, a wyścigi konne, były też pasją Jednorożców. Czy Otaku mogła zignorować rzucone wyzwanie?
Krnąbrna miała okazję wykazać swą wyższość nad rumakiem Takage.
Dwa konie pognały galopem...coraz szybciej i szybciej. Iuchi był doświadczonym jeźdźcem, a i jego wierzchowiec nie był rokugańskim kucem.
Wiatr owiewał twarz Xin Xu, przyciśniętej do klaczy cały ciałem.
Szybciej, szybciej.
Konie gnały tuż obok. Żadne z nich nie chciało ustąpić. Żadne nie miało zamiaru zwolnić.
Szybciej, szybciej.
Serca jeźdźców biły wspólnym rytmem z końmi. Rytmem szybkim i pełnym radości.
Otaku zdobywała prowadzenie. Krnąbrna była młodsza od wierzchowca Takagiego, a i shugenja nie miał tylu okazji do jazdy konno, jak przed laty.
Krnąbrna wysuwała się o łeb przed Kuroichim na co ten reagował nerwowymi parsknięciami. Zapewne nie przywykł do porażek.
Ale Otaku wątpiła, by Takage chciał by dawała mu fory. Zresztą czy ona sama chciała dać.
Pęd powietrza, ziemia uciekająca spod kopyt i nagroda... wbita w ziemię strzała. Zbliżająca się z każdym przebytym metrem.
Coraz bliżej, coraz szybciej.
Już o łeb i szyję wyprzedziła rumaka shugenja, ale starzec nie zamierzał się poddać popędzając Kuroichiego. A może tylko zachęcając? Rumak Takagiego był ambitny i dumny. Przewaga Xin Xu zaczynała maleć.
Ale dziewczyna nie zamierzała oddać zwycięstwa tak łatwo. Sześć shaku*, pięć, cztery, trzy...oczy Otaku skupiły się na celu, na wbitej strzale. Pochyliła się na prawy bok, lewą dłonią trzymała uzdę, prawa wyciągnięta, palce rozcapierzone. Wszystko to kwestia, wyczucia czasu, oceny odległości i...refleksu. Dwa shaku, jedno. Zacisnęła dłoń. Pod palcami czuła wątłe drewno promienia strzały. Uniosła dłoń w górę w geście triumfu.
Zwolniła tempo, podobnie jak Iuchi. Wyścig się zakończył, jej zwycięstwem.
Takage zaś uśmiechał się radośnie, skinął głową mówiąc.- W pełni zasłużone zwycięstwo Otaku Xin Xu-san.
Pogłaskał po karku swego wierzchowca mówiąc cicho.- Nie dąsaj się. Nie będziesz wiecznie najszybszy.
Tymczasem Yakusai oraz Maki dopiero zbliżali. Służka na pewno dopilnowała, by zabrać ze sobą wszelkie pakunki. I w sprzątanie to zaangażowała ochroniarza. Dlatego też znajdowali się w sporej odległości o dwójki Jednorożców. I jechali tempem dostosowanym do możliwości jeździeckich ronina.

Jednak co innego przykuło uwagę shugenja, a potem dyplomatki. Grupka kilkunastu wieśniaków nad brzegiem ryżowego. Wyraźnie nad czymś debatowali.
A gdy zauważyli dwójkę Jednorożców, ich debata stała się bardziej energiczna. Wreszcie wypchnęli z pomiędzy siebie „przedstawiciela”.
Podszedł drobnymi kroczkami do Otaku i Iuchi i upadłszy na twarz przed nimi rzekł drżącym głosem.- Samurai-sama, Shugenja-sama ...przy brzegu pola ryżowego leży martwy samurai.
Te słowa niewątpliwie przyciągnęły uwagę ich obojga.

Na miejscu okazało się, że wieśniak mówił prawdę. Na ziemi, leżały bowiem zwłoki martwego bushi w pełnej ciężkiej zbroi płytowej, barwionej na czarno. Jego dłoń nadal była zaciśnięta na katanie. A twarz zastygnięta w wyrazie gniewu. Był wielki, koło dwóch metrów wzrostu, potężnie umięśniona sylwetka. Wielokrotnie łamany nos, nie zrósł się prawidłowo nadając twarzy kraba nieco groteskowy wyraz twarzy. Bo był to Krab. Na jego monach czerwonych szczypcach, na kremowym polu otoczonych błękitnym okręgiem, były plamy od krwi. Xin Xu rozpoznała mon rodziny Kuni. Ale co tu robił? Przybył jako przedstawiciel klanu?

Zbroja była stara i nosiła ślady po wielu ciosach. I tych najnowszych i tych starych. Bo ów Kuni zginął w walce z licznym przeciwnikiem. Trawa wokół ciała nosiła ślady dramatycznej utarczki. Krab zaś został wielokrotnie raniony, zanim dosięgnął go śmiertelny cios. Z pomiędzy szczelin zbroi wystawały strzały. Ile ciosów wytrzymał, zanim zginął? Pewnie wiele. Uśmiercenie kogoś takiego, w tej chwili wydało się Otaku czymś niezwykłym.
A ślady krwi wokół trupa, jak i na jego katanie, świadczyły o tym, że zabrał kilku ze sobą.
Jednak .... nie było innych trupów oprócz niego. Kim był?
Chłopi nerwowo tłumaczyli, że znaleźli go tu godzinę temu i już wysłali dwóch z pomiędzy siebie, by poinformować Rasuto Yume Shiro i sprowadzić grabarza.
Iuchi, zakrywając usta rękawem kimona podszedł do trupa bliżej niż ktokolwiek inny. Kucnął. Ocenił sytuację przyglądają się trupowi.- Nie wygląda na członka poselstwa. Kraby zresztą, mają dopiero przybyć. Może to... tsukai-sagasu**?

Zbliżało się południe...Zwiadowcy Daidoji donieśli, że poselstwo Lwa już się zbliża. Naprzeciw im wyjechał oczywiście sam Daidoji Chitose. Ale i Doji Saoro czekała na małym krzesełku w cieniu, przyniesionych specjalnie w tym celu parasolach. Wraz z nią czekała także shugenja Feniksa. Młoda dziewczyna, nie miała w sobie tyle cierpliwości co posunięta w latach Doji. Co tamta kwitowała jedynie uśmieszkiem.
Był tu też daymio klanu Borsuka, jak zwykle rozglądając się nerwowo dookoła. Siedział obok Saoro zamknięty w swej zbroi niczym w skorupie, z kamienną twarzą. Byłby jak posąg, gdyby nie poruszające się nerwowo oczy.
Byli też bushi Daidoji, zapewne mniej liczący się w rodzinie. Ubrani w pełne zbroje płytowe, mający zapewnie pokazać splendor armii Żurawia.
Otaku i Iuchi trzymali się razem, siedząc w pobliżu Doji na podobnych krzesełkach i też pod dużymi parasolami chroniącymi ich przed skwarem słońca. Nie musieli tu być, Skorpion wszak zlekceważył przyjazd Lwów i nie było go na dziedzińcu.
Niemniej shugenja radził by witać każde poselstwo przybywające oficjalnie do Rasuto Yume Shiro.- Okazja do przyjrzenia się im tuż po przyjeździe, jest czymś czego dobry dyplomata nie powinien marnować.

Poselstwo Lwów zjawiło się po godzinie od przygotowań.
Na jego czele jechał przedstawiciel klanu Lwa, jak i rodziny Akodo. Sam Akodo Yubei...


Generał był dość wysoki, lekko pucułowaty, ale mimo to przystojny. Siwiejące włosy dodawały mu dostojeństwa. A spojrzenie miał wesołe. Twarzy jego nie znaczyła, żadna blizna, ale rękojeść katany, była lekko wytarta. Co świadczyło o częstym używaniu. Generał Lwów bez skrępowania rozglądał się dookoła. Od czasu do czasu wymieniał uprzejme uwagi z jadącym obok Chitose.
Tuż za nimi jechała niemal młodsza kopia Yubei. Pucułowaty na twarzy, noszący tak samo jak ojciec samurajski kok, Akodo Ichizaki. Młodzieniec różnił się od ojca spojrzeniem. I wyrazem ust. Ponury wzrok młodego Lwa omiatał dziedziniec zamku, a na twarzy gościł pogardliwy uśmieszek...delikatnie maskowany, pocieraniem podbródka kciukiem. Ichizaki był dumny, dumny ze swego ojca, klanu, urodzenia...może nawet zbyt dumny.
Nieco dalej jechała młoda dziewczyna, w zbroi z monami rodziny Ikoma. Krótko obcięta, w dość skromnej zbroi jak na przedstawicielkę tego klanu. Ciekawska. Spojrzenie dziewczyny wędrowało od jednego bushi do drugiego, od twarzy do twarzy. Co ciekawe, ustawienie Lwów w tej podróży, było tak rozplanowane, że Ikoma znajdowała się w środku grupy. Najlepiej chroniona. A więc to była Ikoma Tsanuri. Gdy spojrzenie Tasnuri i Saiko się spotkały. Obie dziewczyny uśmiechnęły się mimowolnie. Musiały się znać.
Z tyłu jechało dwoje przedstawicieli pozostałych rodzin klanów. Kitsu Harame był zgrzybiałym shugenja o mocno wyłysiałym czole i resztą siwych włosów związanych w kok.Jego gładko ogoloną twarz pokrywały zmarszczki, a spojrzenie wydawało się śpiące. Mogły to być pozory jednak, bowiem lejce Kitsu trzymał zadziwiająco mocno. Może tą pozorną ospałością starego shugenja, krył się zamiar uśpienia czujności innych. Jak stary lew „odwracał się na plecy” by odsłonić brzuch i pokazać, że nie jest groźny...Przynajmniej dopóki nie ma ochoty, zapolować.
Ale ostatnia osoba, skupiła najbardziej uwagę Xin Xu.
Matsu Tenko...


Samurai-ko przybyła z głową odsłoniętą, ale w ciężkiej zbroi, podczas gdy reszta poselstwa wolała lżejsze zbroje lub nie założyła żadnej. Kobieta rozglądała się po Żurawiach z ciekawością i pogardą zarazem. Wzrok przesuwał się od jednego bushi do drugiego z wyraźnym wyzwaniem i wrogością w spojrzeniu. Zupełnie jakby szukała celu dla swej katany. Zacięty wyraz ust i to spojrzenie... Otaku już widziała już takie twarze. Twarze umarłych za życia. Twarze członków rodziny Moto. Ludzi, których hańba przodków, przygniata niczym głaz.
Matsu Tenko przybyła do Rasuto Yume Shiro, by umrzeć. Takie myśli nasunęły Xin Xu, gdy spoglądała na „dyplomatkę” rodziny Matsu.

Tymczasem Akodo zsiadł z konia i od razu został powitany, przez Saoro. Staruszka wstała i rzekła.- Witam w imieniu klanu Żurawia, Akodo Yubei. I całe przedstawicielstwo szlachetnego klanu Lwa.
Słowom tym towarzyszyło pogardliwe, acz ciche prychnięcie Matsu. Yubei i Chitose zachowali jednak zimną krew, udając, że nie zauważyli wyzywającego zachowania samurai-ko. Jednak generał Lwów zgromił dziewczynę wzrokiem, a jego spojrzenie zdawało się mówić. „Policzymy się później”. Potem w odpowiedzi na słowa Saoro Yubei rzekł bardzo formalnie.- Jesteśmy zaszczyceni tym, że zaproszono nas na tak ważną uroczystość.
Oczywiście „pominął” fakt, że ślub nie jest ważną uroczystością. Choć to, kim jest biorący ślub było już ważne. Przemilczał też sprawę, tego, że zaproszenia nie były personalne. Więc każdy Lew mógł być oddelegowany.
Potem zaś rzekł bardziej osobiście.- Zawsze chciałem zobaczyć słynny Zamek Ostatniego Snu, o którego pięknie krąży wiele opowieści.
Potem nastąpiło zaproszenie, na ucztę za półgodziny. I Chitose zaprowadził poselstwo Lwa do ich kwater. Zapewne, tak jak w przypadku Otaku, przedstawienie członków poselstwa klanu Lwa, nastąpi podczas owej uczty. Do której zostało jeszcze pół godziny.


* shaku – jednostka długości = ok. 30,303 cm
**tsukai-sagasu- łowcy zła, członkowie rodziny Kuni specjalnie szkoleni, do polowania na pomiot Fu lenga na terenie cesarstwa.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.
abishai jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 21:20.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172