Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 25-08-2010, 12:34   #1
 
Arnathel's Avatar
 
[Autorski, Storytelling] Smoczy pakt


Z pamiętnika żeglarza

5 maj 3053 rok II ery
... Morze jest spokojne, a my bez większych przeszkód przepłynęliśmy już połowę wyznaczonej nam trasy. Płyniemy do Lost Bay, aby dostarczyć do miasta niezbędne zapasy leków i jedzenia, jednakże jak zawsze w takich chwilach lękamy się przeprawy obok orczej wyspy. Nigdy nie wiadomo co może nas spotkać w tych rejonach. Jak do tej pory odbyłem wiele kursów i tylko raz mój ładunek został zrabowany, nie pozwolę, aby stało się to ponownie... Morze jest spokojne...

7 maj 3053 rok II ery
... Na horyzoncie zarysowuje się kształt wyspy o której myślę od kilku dni. Strach nie daje mi spokoju i coraz częściej myślę o tym, aby więcej nie zapuszczać się na te wody... coraz częściej w mych myślach pojawia się zwątpienie i dochodzę do wniosku, że jestem już na to za stary...

8 maj 3053 rok II ery
... Nasz statek zrównał się z ziemiami orków i nastał trudny dzień dla naszego statku. Cała załoga chodzi jak struta i ciągle wpatruje się w nieprzyjazny ląd... boją się o własne życia, ale nie dziwie im się. Mną też targają najróżniejsze emocje, ale staram się je ukryć i pokazać załodze, że jestem twardy i nie ma się czego obawiać.

9 maj 3053 rok II ery

... To już ostatnie chwile na orczych wodach, jakoś sie nam udało... ale co to? (W tym miejscu widać bazgroły)... Stało się coś strasznego, wszyscy na około biegają i krzyczą - Ratuj się kto może! - Nie wiem co robić, nie wiem jak sobie poradzić z tym problemem. Kiedy wyszedłem ze swojej kajuty pierwsze co zauważyłem to czarny smok krążący nad moim statkiem, a na nim jakąś ciemną postać. Wiem, że powinienem się ratować, ale wątpie aby to miało sens... piszę ostatnie zdania, aby inni poznali moją historię... Nadchodzą czarne czasy... Smoki powróci...

***


Kilka dni później

Nad Greatwood panowała piękna i słoneczna pogoda, a elfy zamieszkujące miasto spacerowały po jego zielonych i ukwieconych ulicach nie przejmując się troskami świata. Nikt nie wiedział co szykuje los, a pewne było że zło nie śpi. Coś złego działo się na zachodzie, jednakże wszystko ukrywane było w tajemnicy... dopiero dziś sprawy wyjść miały na światło dzienne, gdyż w Greatwood, po raz pierwszy od tysiąca lat, ponownie odbędzie się Rada Mędrców tego świata. Było to bardzo niezwykłe zebranie, gdyż do jednego miejsca przybywały największe umysły i najbardziej utalentowani magowie. Miejsce spotkania za każdym razem było inne, a wszelkie informacje o nim i dacie spotkania zawsze byłe dobrze chronione...

Tym razem trafiło na Greatwood i na Wielką Salę w Drzewie Życia, które od tysięcy lat stanowiło główną siedzibę druidów zamieszkujących ten świat. W końcu Greatwood było również stolicą Matki Natury i druidzi uznawali je za swoje małe królestwo, które bardzo chętnie odwiedzali. Sala była okrągła, a wszystkie ściany pokryte były korą, która nienaturalnie porastała również wewnętrzny pień drzewa. Dawało to nieziemski efekt, a do tego przepiękny sufit, który oświetlony był tysiącami świetlików, które krążyły po całym pomieszczeniu i rozświetlały jego każdy zakamarek. W pomieszczeniu jak narazie siedziała tylko jedna osoba... była to piękna kobieta, która z zamkniętymi oczyma, czekała cierpliwie na przybycie gości.


Nagle do pokoju wleciał kruk i kiedy wylądował na oparciu krzesła, kobieta otworzyła swe oczy i z uśmiechem na twarzy przemówiła do ptaka.
- Witaj Amarin'ie. Możesz się tu czuć jak u siebie w domu.
Po tych słowach ptak wydał z siebie donośmy pisk i zniknął pozostawiając po sobie kilka piór, a za krzesłem na którym przed chwilą siedział, stał teraz elf o bladej skórze i długich czarnych włosach.
- Witaj Liliem... Dawno się nie wdzieliśmy, ale bardzo smuci mnie fakt, że nasze spotkanie po tak długim czasie, musi odbyć się w tak nieprzyjemnych okolicznościach.
Druid zasiadł na krześle, które wcześniej wybrał w formie kruka i wdał się ze swą przyjaciółką w dyskusję... Po kliku minutach w komnacie pojawiły się jeszcze trzy tajemnicze postacie. Było wśród nich dwoje ludzi, kobieta i mężczyzna, którzy wyglądali na magów oraz o dziwo krasnolud, który był wyjątkiem i przytargał ze sobą olbrzymi młot. Mimo iż nie był magiem ani druidem, to jednak posiadał bardzo tęgi umysł i moce magiczne, którymi posługiwali się wyłącznie paladyni.

Na początku w sali panowała wrzawa, wszyscy mędrcy wiedzieli po co się tu zgromadzili, ale nikt prócz Liliem nie znał dokładnych szczegółów. W końcu kobieta powstała ze swego miejsca i przemówiła donośnym, stanowczym ale melodyjnym głosem, jak na elfkę przystało.
- Jak wiecie moi przyjaciele, zbliżają się ciężkie czasy. Nie wiemy jak to się stało, ale na świecie znów pojawiły się smoki. Na początku nie mogliśmy w to uwierzyć, ale wysłaliśmy swoich zwiadowców, niestety wrócił tylko jeden i to na wpół żywy... zdołał jedynie wydukać, że to prawda i skonał na swym gryfie. Jeżeli chcecie więcej dowodów to możecie zwlekać, ale moim zdaniem powinniśmy natychmiast zareagować. Z potęgą smoków nie może się mierzyć żaden śmiertelnik, są zbyt potężne... Podejrzewamy, że to orkowie w jakiś tajemniczy sposób zdobyli zaufanie tych pradawnych stworzeń, a my nie możemy pozostać bierni w tej sytuacji, jeżeli chcemy by nasz świat wyszedł z tego cało.
W tym momencie nastała cisza, a kobieta zasiadła z powrotem na swoim miejscu przyglądając się wszystkim zgromadzonym, którzy najwyraźniej byli zaskoczeni tym co powiedziała.

Obrady trwały do późnego wieczora... Aż w końcu podjęto decyzję, że każdy z rady wybierze jednego herosa i w ciągu trzech dni zjawi się z nim w Drzewie Życia. Piątka wybrańców miała uratować świat przez zagładą z rąk smoków i aby to uczynić miała wyruszyć w nieznane, w krainy których jeszcze nikt nie poznał.

***

Rudiger "Kamienny ząb"
Spędzałeś właśnie kolejny dzień w karczmie "Pod Świńskim Łbem", nie była to zbyt ekskluzywna gospoda, jednakże miałeś ochotę wypić kilka kufelków pysznego piwa i jeżeli los pozwoli poobijać kilka mord. Każdy w końcu wie, że o burdę najłatwiej w obskurnych lokalach, w których przesiadywali sami pijacy i łajdacy. Oczywiście znalazłoby się kilku porządnych obywateli takich jak ty, jednakże większość z nich wolała spędzić wolne chwile w wynajętych pokojach. Prawda jest jednak taka, że od dłuższego czasu nie miałeś żadnego konkretnego zajęcia... twych uszu nie doszły żadne wieści o jakimkolwiek potworze lub tyranie, którego trzeba zgładzić. Podróżowałeś więc od miasta do miasta w poszukiwaniu jakiejś robótki, która mogłaby przynieść Ci trochę bogactwa i chwały, i nocowałeś w miejscowych karczmach takich jak ta. Za każdym przystankiem musiałeś wybierać coraz bardziej obskurne miejsca, gdyż złota w twej sakiewce szybko ubywało i musiałeś trochę zacisnąć pasa. Gdy wypiłeś duszkiem kolejne piwo, poczułeś że twoje nogi zrobiły się jak z waty, a twoje powieki jakieś cięższe. Wstałeś więc ostrożnie od stołu i pomaszerowałeś do przygotowanego wcześniej pokoju. Tam upadłeś na łóżko i po kilku sekundach spałeś już jak dziecko...
Sen miałeś bardzo spokojny, jednakże nagle całkowicie się zmienił. Twoim oczom ukazała się przepiękna elfka, która coś do Ciebie szeptała i pokazywała palcem, abyś szedł za nią. Nie wiedziałeś co się dzieje, jednakże twoje ciało samo szło w jej kierunku. Nagle rozbłysło światło, a gdy się zbudziłeś, za oknem już świtało, a na twoim torsie leżała zapieczętowana koperta, która samoczynnie się rozerwała i przemówiła, czytując treść listu (z koperty wypadł w między czasie niewielki woreczek)

List: Witaj Rudiger'ze. Ja jestem kobietą z Twoich snów, jestem kobietą w lśniącej długiej szacie, którą widziałeś w dzisiejszym śnie, mam nadzieję, że to będzie wystarczający dowód na to, że mówię prawdę. Ty jesteś moim wybrańcem, który pomóc ma uratować świat z pozostałą czwórką takich jak ty. Zostań mym herosem i proszę nie bądź obojętnym na moje prośby... Czeka na ciebie wielka chwała, która nie przeminie na wieki. Jeżeli zdecydujesz się mnie wysłuchać i dowiedzieć się o wiele więcej, użyj proszku, który znajduje się w woreczku i posyp nim swoją głowę, sprawi on że spotkamy się twarzą w twarz...

W tym momencie list podarł się na strzępy, a ty obsypany skrawkami papieru, pozostałeś w łóżku z woreczkiem leżącym na twoim torsie.

Irma Zuchwała
Ostatnie kilka tygodni spędziłaś w Bowerstone, gdyż otrzymałaś bardzo duże zlecenie na bardzo drogocenny klejnot, którego zażyczył sobie miejscowy magnata. oczywiście byłaś dobrym pracownikiem i nigdy nie zdradzałaś tożsamości swoich pracodawców. Niestety klejnot był bardzo dobrze chroniony i nim przystąpiłaś do działania postanowiłaś się dobrze przygotować i zapoznać z terenem. Trwało to kilka dni, a później wyczekiwałaś najodpowiedniejszego momentu...
Pochmurna noc, która zapowiadała że już niedługo spadnie ulewny deszcz i raczej zbyt szybko nie przejdzie. To jest moment na który tak długo czekałaś, więc nie zwlekając zaczęłaś działać, aby w końcu wykonać swoje zadanie. W końcu powoli zbliżał się termin, który otrzymałaś - jeżeli coś poszłoby nie tak, cały zarobek by przepadł...

Nagle usłyszałaś krzyki i dźwięki dochodzące z dzwonnicy. Najwidoczniej twój występek został wykryty i nie było innego wyjścia jak tylko uciekać. Wyjście z budynku nie należało do najłatwiejszych i kiedy już byłaś blisko wyjścia ktoś cię zauważył. Pędem rzuciłaś się do ucieczki i biegłaś ile sił w nogach. Próbowałaś zgubić pościg, jednakże jeden mały błąd sprawił, że znalazłaś się w potrzasku. Trójka strażników zagrodziła ci drogę, kiedy chciałaś zawracać i widziałaś po ich minach, że nie mają wobec ciebie dobrych zamiarów. W pewnym momencie jeden z nich wyjął swoją szpadę i rzucił się na ciebie z chęcią zabicia i pozbycia się kłopotu. Nagle stało się coś niesłychanego, z ziemi wyrosły ogromne pnącza i zatrzymały szarżującego na ciebie napastnika. Dwójka jego kompanów uciekła co sił w nogach, przestraszona tymi magicznymi sztuczkami, a ty z wrażenia nie wiedziałaś co robić. Po kilku sekundach z nieba zleciał kruk ciemny jak noc i na twych oczach zamienił sie w pięknego elfa. Nie wiedziałaś kim był, jednakże mężczyzna od razu przemówił.
- Widzę, że nie próżnujesz Irmo. Obserwowałem cię od jakiegoś czasu i przyznam, że imponują mi twoje umiejętności. Jednak dziś byłaś nieostrożna, ale teraz nie musisz się już tym przejmować. - Elf uśmiechnął się i wykonał gest, który wskazywał, że odpędzenie strażników to jego zasługa. - Mam dla ciebie propozycje wzięcia udziału w bardzo ciekawej wyprawie, w której na pewno uda ci się zdobyć wiele cennych rzeczy i zabłysnąć w swoim fachu. Proszę zgódź się, a napewno tego nie pożałujesz...
W tym momencie druid podszedł do ciebie powolnym krokiem, złapał twoją dłoń i wręczył ci niewielki woreczek. - W woreczku znajduje się niewielka ilość magicznego proszku. Jeżeli zdecydujesz się mi pomóc to po prostu posyp nim głowę, a spotkamy się ponownie. Proszę nie zawiedź mnie, bo moje intencje są naprawdę czyste, a jestem pewien, że moja propozycja będzie dla ciebie opłacalna.
Po tych słowach elf znów zamienił się w ptaka i odleciał pozostawiając cię samą w ciemnym zaułku z woreczkiem i klejnotem.

Ignius Cinnabar
Ostatnie kilka dni spędziłeś na wędrówce przez las, w którym panowała błoga cisza. Mimo, że mogłoby się wydawać, że to bardzo dobrze, to jednak niejednego doprowadziłaby do szału, gdyż nie było można być pewnym co kryje się za zakrętem. W końcu jednak dotarłeś do swego celu, a dokładniej mówiąc do Świątyni Elrath'a.
Elrath to bóg krasnoludów. Jest praworządny dobry i zwany często Kowalem Dusz lub Ojcem Krasnoludów, Wszech ojcem oraz Stwórcą. Legenda mówi że wykuł on z metalu oraz klejnotów pierwsze krasnoludy i tchnął w nie życie. Jest patronem kowalstwa, metalurgi, inżynierii oraz wojny. Jest bogiem sprawiedliwym i dobrym, szanuje ziemię, a czczący go wojownicy dzierżą przeważnie młoty bojowe.
Twoja pielgrzymka do miejsca o którym wcześniej wspomniałem miała mieć charakter oczyszczający, gdyż czułeś w sobie od jakiegoś czasu jakąś pustkę, jednakże długie modlitwy odbudowały twoją wiarę i sprawiły, że pozbyłeś się wszystkich wątpliwości. Nagle usłyszałeś kroki, które dochodziły zza zakrętu. Były one w miarę donośnie, gdyż kilkanaście ostatnich metrów drogi, prowadzącej do olbrzymiego posągu Elrath'a, przed którym się modliłeś, były wykonane z bruku. Na początku wyczekiwałeś odpowiedniego momentu, aby się odwrócić i nagle usłyszałeś za swoimi plecami głos i twoje ciało samoczynnie odwróciło się w kierunku z którego dochodził.
- Witaj Igniusi'e... nie pytaj czemu znam twe imię. Ja również jestem wiernym sługą Elrath'a i już dawno temu odkryłem to miejsce tak jak ty teraz. Nie musisz się mnie lękać... jestem przyjaźnie nastawiony i mam dla ciebie propozycję. Elrath doprowadził mnie na sam szczyt moich możliwości, jednakże ostatnio mam mały problem, a raczej wszyscy go mają. Wierzę, że Elrath chciałby, aby wszyscy jego wierni ruszyli na pomoc światu i wykazali się męstwem, aby w przyszłości zasłużyć na miejsce w jego królestwie. Misja ta będzie bardzo trudna, jednakże nie będziesz w niej sam... okryjesz się jednak chwałą, a w końcu to do paladyni powinni zniszczyć zło tego świata. Jeżeli wierzysz w me słowa to posyp na swą głowę ten proszek - w tym momencie paladyn rzucił w twoim kierunku mały woreczek. - Dostałem to od mojego przyjaciela i powiedział mi, że jeżeli proszek zetknie się z twoją głową, to wtedy spotkasz się ze mną ponownie. A teraz przemyśl wszystko dokładnie, lecz proszę byś podjął swą decyzję w ciągu najbliższych dwóch dni, gdyż czas nas goni. - Po tych słowach paladyn uśmiechnął się do ciebie i odszedł, nie wypowiadając już ani słowa.

Silyana i Gwenian
Oboje najedzeni, jednakże ciągle zaspani zagasiliście ognisko, pochowaliście zwłoki w wybranym przez siebie miejscu i pakując swoje manatki ruszyliście plażą w tym samym kierunku. Droga upływała wam bardzo miło, gdyż mieliście w końcu z kim porozmawiać, a widać było że się dogadujecie. Tajpan nie chcąc pełzać po piasku, który bardzo go denerwował, gdyż nie miał gdzie się skryć podróżował na ramieniu Silyany, której podobała się bliskość pupila i to że tak bardzo jest do niej przywiązany. Nagle jednak wasz spokój i rozmowę zakłócił porywisty wiatr. Woda przy plaży zaczęła się pienić i po kilkunastu sekundach osiągnęła dwa metry, by zaraz po tym opaść na dół, nie pozostawiając po sobie śladu i odsłonić dwie sylwetki, nieznajomych wam osób. Byli to ludzie, a dokładniej mówiąc mężczyzna i kobieta trzymający się za rękę, którzy zaczęli kroczyć w waszym kierunku. Kiedy znaleźli się wystarczająco blisko was, kobieta uśmiechnęła się do was i przemówiła.
- Witaj Silyano i Gwenian'ie. Stałeś się bardzo mężny i widać, że mój brat dobrze cię wyszkolił... Tak, tak... nie rób takiej zdziwionej miny. Jestem siostrą Viistus'a, nigdy ci o mnie nie opowiadał? Ech... a to parszywiec, wstydzi się własnej siostry. No nic, jesteśmy tu, gdyż mamy pewien kłopot. Nie wiem czy słyszeliście kiedykolwiek o Pradawnej Radzie Mędrców, ale jesteśmy jednymi z jej członków i wspólnie poznaliśmy co morze przytrafić się naszemu światu. - W tym momencie oczy kobiety rozbłysły, a wasze umysły przeniosły się w przeszłość. Ujrzeliście przeraźliwe obrazy, wasi bliscy ginęli z rąk orków, a na ciemnym niebie ujrzeliście ogromne smoki krążące nad miastami, które płonęły od ich płomiennych oddechów. Nagle otrząsnęliście się i wróciliście do rzeczywistości... Kobieta nie czekając aż dojdziecie do siebie i przemówiła ponownie. - To co widzieliście to nie iluzja... to obraz tego co może stać się z naszym światem, jeżeli nic nie zrobimy. Nasza rada postanowiła zgromadzić piątkę herosów, którzy pomogą nam zmienić losy świata i uznaliśmy, że to wy powinniście reprezentować naszą dwójkę... - Kobieta na chwilę zamilkła, aby zaczerpnąć powietrza i dać wam oswoić się ze wszystkimi informacjami i dodała.- Tutaj macie dwa flakoniki z magiczną wodą - w tym momencie mężczyzna wyjął je z sakiewki i wręczył wam dwie małe buteleczki. - Jest to magiczna mikstura, która pozwoli wam się przenieść w miejsce, w którym spotkamy się wszyscy razem... piątka mędrców i pięcioro wybrańców, którymi jesteście również wy.
W tym momencie sylwetki magów zaczęły cofać się do tyłu, jednakże oboje unosili się lekko nad ziemią więc nie wykonywali żadnych ruchów. Ich głos powoli cichł - Proszę nie zawiedźcie nas i kiedy podejmiecie właściwą decyzję, wypijcie zawartość fiolek, a przeniosą was do nas... błagam pomóżcie uratować nasz świat...- Z tym ostatnim słowem głos ucichł, gdyż postacie zniknęły w gęstej pianie.
 

Ostatnio edytowane przez Arnathel : 25-08-2010 o 12:43.
Arnathel jest offline  
Stary 25-08-2010, 21:49   #2
 
JaxaWM's Avatar
 
Strzępki listu opadły powoli na cienki koc okrywający krasnoluda. Ledwo zdążył zebrać myśli a już został przytłoczony nowymi informacjami.
Co się tu, na młot stwórcy dzieje! - prawie wykrzyknął nie mogąc się skupić. Chyba nieco za dużo chmielowego trunku, wczoraj zanieczyściło mój umysł - powiedział do Siebie. Już miał wstawać, gdy zobaczył nie duży skórzany woreczek leżący na jego okryciu. Niepewnie wziął znalezisko do rąk, przyjrzał mu się i pomyślał. *A jednak to nie było złudzenie ani sen na jawie. Niech to szlag* Wyraźnie zakłopotany Rudiger nie wiedział co czynić. Starał sobie dokładnie przypomnieć słowa listu. Widział, że długouchym nie można ufać, a już na pewno ich kobietom. *Potrafią omamić jak sukub.* Pomyślał.
Nie mógł jednak oprzeć się dwóm rzeczom. Po pierwsze w liście było wspomniane o chwale i bogactwie a czy nie do tego od zawsze dążył? Nie bał się wyprawy i niesionych za nią niebezpieczeństw. Jednak na przeszkodzie stawała nieufność do Elfów. No ale była jeszcze ta druga sprawa. Zdawało mu się to nadzwyczaj dziwne. Nie trawił elfów, lecz od tej kobiety czuć było ciepło i spokój. Każde jej słowo i gest były dla niego łagodne jak podmuch ciepłego wiosennego powietrza. Nie mógł się oprzeć wrażeniu że ta elfka był uosobieniem piękna choć dla krasnoluda dosyć niezrozumiałego piękna.
Nie było dłużej na co czekać. *Nie zaszkodzi przecież z nią porozmawiać, z resztą to chyba lepsze niż gnić w tej gospodzie.* Powiedział w duchu. Chwycił swoją broń, torbę przewiesił przez ramie i spojrzał jeszcze raz na woreczek. Wybacz mi wielki Elrath'u jeśli czynie występek - Wyszeptał Krasnolud. Posypać głowę - Powiedział, tym razem głośno do Siebie i tak uczynił...
 
JaxaWM jest offline  
Stary 26-08-2010, 10:30   #3
 
lectral's Avatar
 
- Zielono, dalej zielono, ciągle zielono... lasy... krasnoludy nie powinny chodzić po lasach. Miejsce krasnoluda jest w górach, no przy najmniej na wyżynach. A najlepiej w kopalni… chociaż w moim wypadku to nie jest najbezpieczniejsze rozwiązanie... -
Idąc przez las Ignius mruczał do siebie jak to zwykle miał w zwyczaju idąc przez miejsca których nie lubił. Ale ostatecznie cel jego podróży był jak najbardziej upragniony. Wiedział że zbliża się do niego.
- *No, jeszcze trochę. Wyczuwam już to miejsce. Może wreszcie pozbędę się tego.. tego.. uczucia* - Tak.. ta pustka. Od jakiegoś czasu odczuwał dziwne wrażenie że coś jest nie tak. Czy dotyczyło to świata, jego boga, czy też jego samego tego niestety nie wiedział. Zaczynał obawiać się o swoją wiarę, zadawać pytania czy popełnił gdzieś błąd. Może Bóg próbował mu coś powiedzieć?
- * Na Elrath'a, miejmy nadzieje, że tam znajdę ukojenie*

***

Nie minęło nawet pół dnia, kiedy w końcu dotarł do miejsca swojej wędrówki. Sam stał na lekkim wzniesieniu a starożytna świątynia Elrath'a rozciągała się przed nim. Nie była gigantyczna, to prawda. Lecz miała w sobie “to coś”. Zarośnięte ogrody, bluszcz porastający białe ściany. I wielki posąg samego Kowala Dusz w jej centrum. Sama świątynia była opuszczona, nie licząc kaplanów i paladynów którzy od czasu do czasu pielgrzymowali tutaj by medytować.
- *Uhuhu, kawał chatki* - Ignius z uśmiechem przyglądał się otoczeniu. Postanowił że wejdzie boczną bramą, przy okazji zaglądając do zabudowań żeby znaleźć najlepsze miejsce dla siebie na nocleg. - * Wyspałbym się, ale nie zamierzam próżnować, już dzisiaj podejmę próbę zjednoczenia moich myśli z Ojcem*.
Kiedy już znalazł odpowiednie miejsce, to jest niewielką chatkę która kiedyś zapewne służyła za jakiś budynek gospodarczy, zjadł niewielki posiłek ze swoich zapasów i kiedy już zabierał się do wyjścia uznał że się jeszcze umyje i wyczyści tarczę, młot i zbroję bo w końcu nie wypada rozmawiać z bóstwem będąc hmm… bardzo nieczystym.
Po skończonej kąpieli wziął się za czyszczenie pancerza. Z nim poszło mu dojść szybko. Nosił na sobie niepełną zbroja płytową z skórzanymi elementami, a część piersiowa była pokryta dodatkowo kolczugą dla wzmocnienia.
Dalej zabrał się za tarczę. Był to piękny kawałek uzbrojenia o owalnym kształcie ozdobiony złotymi ornamentami. Na środku był symbol Elratha - młot opleciony cierniem. Otrzymał ją w prezencie kiedy został paladynem.


Następny przedmiotem który wymagał czyszczenia był młot bojowy. Miał on prosty wygląd i jedną niezwykłą właściwość. Cały czas jarzył się lekkim niebieskim blaskiem. Nie pamiętał już kiedy go dokładnie zdobył ale było to zaraz po jednym ze starać z orkami. Znalazł go w gruzowisku zrujnowanego obozu przeciwników. Okazał się całkiem wytrzymały i dobrze wyważony mimo prostej budowy. Dawał go do zbadania magom czy aby ten niebieski blask to nie jakieś złożony czar ale oni nic nie stwierdzili. Było to proste zaklęcie które powodowało że przedmiot się świeci.



***

Mijały kolejne godziny spędzone na modlitwie. Potem dni. Z każdym dniem wracał pod posąg i z każdym dniem czuł coraz większą ulgę.
-* To miejsce... jego aura jest niesamowita. Sprawia takie wrażenie jakby sam Elrath tu mieszkał...* -
Nagle słychać ciężkie kroki uderzające o bruk.
-* Ktoś w tym miejscu? Kto to może być?* - myślał szybko. - * Żadnego plugastwo nie ośmieliło by się wejść za mury tego miejsca. Więc kto to?*. W momencie kiedy usłyszał głos instynktownie sie obrócił. Stał przed nim krasnolud. Krasnolud paladyn jak można wywnioskować z wyglądu i młota. -* Na dodatek paladyn tego samego boga co i ja* -
Paladyn opowiedział mu że będzie potrzebny, opowiedział mu o jakimś problemie i o tym że ma wziąść udział w jakiejś przygodzie i zdobyć chwałę ku czci Elrath'a i tym podobne rzeczy. Dał mu też woreczek z dziwnym proszkiem z instrukcją, że ma go sobie wyspać na głowę, jeśli zdecyduje się w tym wziąć udział, po czym oddalił się bez słowa. Kiedy paladyn zniknął w najbliższym zaułku Ignius stał jak wryty. Zastanawiał się, gdzie się podziały wątpliwości które jeszcze niedawno mu tak doskwierały. Skądś była w nim wewnętrzna pewność, że należy zaufać temu krasnoludowi.

***

Ingius postanowił przemyśleć to wszystko i ewentualną decyzję przełożyć na jutro. Rozważał wszystkie za i przeciw. Z jednej strony doskwierał mu brak zajęć – od kilku lat nie wydarzyło się w jego życiu nic godnego większej uwagi. Z drugiej nie wiedział czy był gotowy na zadanie, które najwyraźniej było dojść trudne. I na dodatek ten paladyn – nie wyglądał na pierwszego lepszego. - * Muszę się z tym przespać * - uznał, po czym nakrył się kocem i zapadł w sen.
Jednakże, kiedy obudził się następnego dnia nie wechał się ani chwili, zebrał swój ekwipunek, założył sakwę – „W końcu jestem paladynem samego Elratha, i to na dodatek nie takim najgorszym. Cokolwiek na mnie czeka – niech się przygotuje bo Ignius Cinnabar nadchodzi!” - po czym rozerwał woreczek obsypując proszkiem swoją głowę.

***
 

Ostatnio edytowane przez lectral : 26-08-2010 o 16:44.
lectral jest offline  
Stary 26-08-2010, 15:37   #4
Konto usunięte
 
Midnight's Avatar
 
Post pisany wspólnie z Kerm'em

Nie była pewna czy nie powinna czuć się winna w związku ze śmiercią tych ludzi. W końcu mógł być jakiś sposób by temu zapobiec. Użycie własnych mocy do obrony nigdy wcześniej nie powodowało u niej takich myśli. Być może to obecność widza i jednocześnie towarzysza w starciu, sprawiła że zaczęła się zastanawiać nad tym co powinna a czego nie powinna odczuwać. Nie mogąc dłużej wytrzymać niepewności doszła do wniosku że zwyczajnie o to zapyta. W końcu skoro ruszają w dalszą drogę razem to ten temat może być równie dobrym jak i inne, by wypełnić ewentualną ciszę.
- Czy mogę cię o coś zapytać? - Rozpoczęła pomagając jednocześnie wspiąć się Tajpanowi na ramiona. Gest ten nieco pomógł ukryć niepewną minę która zdradliwie wypełzła jej na twarz.
- Takie użycie swych mocy... Czy sądzisz że było to właściwe? W końcu można było pokonać ich zwykłymi sposobami... Czy ... - Wzruszyła ramionami jednocześnie ułatwiając tym wygodne ułożenie się pupila.
- Czy często używasz magii do zabijania?

Gwenian zawahał się między uśmiechem a westchnięciem. W końcu nie zrobił ani tego, ani tego.
- Zwykle używam magii do całkiem innych celów - powiedział. - Prawdę mówiąc staram się unikać używania magii wobec szerszej publiczności. Jeśli natomiast chodzi o tych, tutaj... Po pierwsze mieli szansę zostawienia nas w spokoju. Po drugie, nie miałem zamiaru dać im najmniejszych szans na zrobienie nam krzywdy. A po trzecie... Oni byli niebezpieczni. Nie wyglądało na to, by jakaś nauczka mogła im pomóc. Poza tym spieszyli się, by spotkać się z większą grupą podobnych do siebie osobników, więc należało ich powstrzymać w najszybszy możliwy sposób, zanim zrobią komu innemu jeszcze większą krzywdę.

Doszła do wniosku że odpowiedź jaką otrzymała pasuje do tego czym zwykle sama się kierowała. Kąciki ust uniosły się lekko w górę nadając elfiej twarzy nieco weselszy wygląd. Być może spotkała właśnie kolejnego towarzysza do swych wędrówek. Co prawda nie szukała takowego, skoro jednak jest... Taj uniósł niespokojnie głowę po czym zasyczał pytająco. Nie będąc pewna jak na jej rozmowę z wężem zareaguje Gwenian, ograniczyła się jedynie do uspokajającego pogładzenia gładkiej powierzchni łusek i cichego szeptu.
- Później. - obiecała.

Ruszyli w dalszą drogę zostawiając za sobą miejsce wspólnego biwakowania. Wybrali drogę wzdłuż rzeki. Nie mając konkretnego celu dla swej wędrówki, Silyana uznała obrany kierunek za równie dobry jak każdy inny. Mogła co prawda wybrać przeciwny czy prowadzący tam gdzie droga z dnia poprzedniego, jednak... Wzruszyła ramionami uśmiechając się do lśniącej powierzchni wody.
Z początku szli w milczeniu. Sil napawając się pięknem wstającego dnia, Gwenian... Cóż, za niego nie mogła odpowiadać. Szum rzeki współgrał z muzyką poruszanych przez lekki wiatr drzew. Pierwsze, nieco nieśmiałe trele ptaków, świst powietrza gdy wzbijały się do lotu.
Ruda wiewiórka przeskakująca z gałęzi na gałąź. Mała mysz, niepewnie wystawiająca swój pyszczek zza krzewu tarniny. Słyszała ich głosy. Ciche obrazy podstawowych potrzeb, niekiedy strach czasem miłość, oddanie. Barwny świat do którego jakimś cudem otrzymała wstęp. Tajpan wyczuwając melancholijny nastrój swej towarzyszki nieco zacieśnił sploty swego ciała. Odruchowo odpowiadając na jego zachowanie wyciągnęła dłoń by mógł ułożyć na niej swoją kształtną głowę, po czym przysunęła ją bliżej twarzy tak by móc spojrzeć w zasnute błoną oczy. Rozdwojony język łagodnie musnął czubek nosa druidki wywołując tym jej cichy śmiech. Na krótką chwilę zapomniała o towarzyszącym jej elfie. Oddanie Tajpana zawsze wzbudzało ciepło w jej sercu. Mimo tylu lat wciąż przyłapywała się na chwilach niedowierzania. Był jej najlepszym przyjacielem i powiernikiem sprawiając że nigdy nie tęskniła za nieco bardziej standardowym odpowiednikiem tych słów.

Po wymianie paru zdań zapadła cisza. Ale nie taka z gatunku krępujących. Jeśli można iść obok kogoś i nie czuć przytłaczającej ciszy, to była szansa, że znajomość nie skończy się na paru krokach i cichym błaganiu o to, by nigdy więcej nie spotkać tego ponurego mruka...
Gwenian, od czasu do czasu obserwujący otoczenie, zwracał również uwagę na idącą obok niego kobietę.
Nie tyle na je urodę, bo tą mógł podziwiać wieczorem, ale na sposób poruszania się i na to, jak spoglądała na otaczający ją świat. Widać było od razu, że Silyana znajdowała się w swoim naturalnym można by rzec środowisku. Niczym ryba do wody, tak i ona pasowała do tego świata. Natomiast w miastach i osadach... bez wątpienia rzucała się w oczy. Nawet bez tego brązowo-zielonego węża na szyi wzbudzałaby zainteresowanie.
- Pasujecie do siebie - uśmiechnął się Gwenian.

Odwróciła głowę zaskoczona dźwiękiem wypowiedzianych przez niego słów.
- Przepraszam, chyba kiepski ze mnie towarzysz podróży.
- Że idziesz i nie zajmujesz mnie rozmową? - spytał Gwenian. - To mi nie przeszkadza. W najmniejszym stopniu. Ale możesz mi odpowiedzieć na jedno pytanie - idziesz tak sobie, bez konkretnego celu, czy też obchodzisz i kontrolujesz swoje - ruchem ręki wskazał pół otaczającego ich lasu - włości?
Przystanęła nieco zaskoczona.
- Kontrolować włości? Las nie jest moją własnością Gwenianie. Jestem w nim gościem, jak i ty. Różnica polega jedynie na tym że mogę go słyszeć i pomóc, jeżeli tego potrzebuje. Chronić...
 
__________________
[B]poza tym minął już jakiś czas, odkąd ludzie wierzyli w Diabła na tyle mocno, by mu zaprzedawać dusze[/B]

Ostatnio edytowane przez Midnight : 26-08-2010 o 15:49.
Midnight jest offline  
Stary 26-08-2010, 15:42   #5
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Post pisany wspólnie z Midnight

- Określenie ‘twoje włości’ nie oznacza stanu posiadania - wyjaśnił Gwenian. - Dbasz o niego bardziej, niż większość istot rozumnych, dlatego nazywam go twoim. Pod tym względem jest bardziej twój, niż mój. Dajesz mu więcej, niż ja mógłbym dać kiedykolwiek.
- Wybacz, nie zrozumiałam. Ludzie często naddają sobie tytuł właściciela danego fragmentu lub niekiedy całości lasu. To nieco wytrąca mnie z równowagi... Co do dbania o niego... Taką wyznaczono mi rolę dając umiejętności którymi władam.

- Ludzie są dziwnie zachłanni
- Gwenian skomentował wypowiedź towarzyszki. - Najchętniej podzieliliby między siebie słońce, księżyc i gwiazdy. Albo schowali do skarbców i nie pokazywali nikomu. - Pokręcił głową. - Nie wiem, czy kiedyś zdołam zrozumieć taką postawę.

Nie była pewna jak odpowiedzieć na jego słowa. Za mało miała kontaktów z ludźmi by ich oceniać. Wiedziała jedynie że nigdy nie zrozumie ani nie wybaczy przywłaszczania tego co powinno żyć swobodnie, bez władzy nad sobą. Tyczyło się to każdej rasy, nie tylko ludzi.
Niezwykłe pojawienie się dwójki magów skutecznie odwróciło jej uwagę od dość drażliwego tematu kierując ją ku ich wezwaniu oraz wizji świata jaką przedstawili. Smoki. Słyszała o nich, a raczej czytała kilka baśni jednak zobaczyć na własne oczy i to siejących zniszczenie? Czy to co im powiedziano jest prawdą? Dlaczego akurat oni? Nie była pewna jaką mocą włada Gwenian, być może dość potężną, jednak ona? Potrząsnęła głową by pozbyć się natrętnie powracającej wizji którą para po sobie pozostawiła. Niepewnie spojrzała w stronę towarzyszącego jej maga. Przyglądał się trzymanej w dłoni butelce. Postanowiła iść za jego przykładem. Nie była szczególnie niezwykła. Ot, zwyczajne szkło i prosta zatyczka. Płyn który znajdował się w jej wnętrzu wyglądał jak woda. Jego zadaniem wedle słów kobiety miało być przeniesienie ich dwojga do miejsca w którym spotkają się z innymi wybrańcami. Co jednak miało się stać z Tajpanem? Przecież nie mogła go tu zostawić samego. Czy płyn miał podziałać również na niego? Nie miała jak o to zapytać gdyż nie było nikogo kto mógłby jej takowej odpowiedzi udzielić. Może Gwenian zna się na takich miksturach? Miała nadzieję że tak i że jego odpowiedź złagodzi jej niepokój. Nim jednak zdążyła o cokolwiek zapytać mag zabrał głos.

Fala wzbierająca się w taki sposób nie była czymś normalnym i Gwenian nastawił się duchowo na niespodziankę, a że zwykle bywały one nieprzyjemne, przygotował się zatem na najgorsze. Tym razem spotkało go dość miłe rozczarowanie.
Magowie nie dali im dojść do głosu. I zniknęli, zanim Silyana czy Gwenian zareagowali w jakikolwiek sposób.
Przez moment Gwenian milczał, wpatrując się w tkwiącą w jego pamięci wizję. Zdecydowanie nie był to świat, w jakim chciałby żyć. Ten, w którym żyli, i tak nie zaliczał się do najlepszych, ale tamten, który niby miał nadejść?
Spojrzał na trzymaną w ręku buteleczkę - dowód na to, że nie miał do czynienia ze snem.
- Jeśli chodzi o tego maga, Viistusa, to mówiła prawdę. Podobnie jak o tym, że nigdy nawet nie wspomniał o siostrze - członkini Rady Mędrców.
Potarł dłonią brodę.
- Wizja ratowania świata nawet by mi odpowiadała, ale smoki już mniej. Nie widzę siebie stającego do boju z takim stworzeniem - powiedział. - To raczej nie jest przerośnięta jaszczurka, tylko coś większego, mądrzejszego i dużo groźniejszego...
Spojrzał na Silyanę.
- Ale pewnie i tak zobaczę, co mają do powiedzenia. Najwyżej odmówię. A ty? - spytał.
- Mnie nurtuje nieco inny problem. Czy ta mikstura - uniosła nieco wyżej fiolkę - może przenieść Tajpana wraz ze mną?
- Jeśli ta dwójka potrafi myśleć to wie, że nie można was rozdzielać. Poza tym nie sądzę, by to była mikstura przenosząca tylko ciebie. Tak jak przeniesie twój ekwipunek i ubranie, tak samo musi przenieść Tajpana, gdyby było inaczej, dostałabyś drugą butelkę.

Westchnęła. Wyjaśnienia jakich jej udzielił były całkiem racjonalne i sama powinna dojść do podobnych wniosków.
- W takim razie chyba nie powinniśmy zwlekać. O ile bowiem nie jest to trucizna, pułapka lub żart to chyba powinniśmy się pospieszyć.
- Kto w takim razie zaczyna?
- uśmiechnął się Gwenian. Zanim Silyana zdążyła odpowiedzieć odkorkował buteleczkę i uniósł ją do ust.
Roześmiała się po czym poszła w jego ślady.
 
Kerm jest offline  
Stary 26-08-2010, 22:40   #6
 
Vivianne's Avatar
 
Siedziała na wygodnym fotelu wyściełanym bordowym atłasem. Na ścianach przestronnego pokoju wisiało poroże upolowanych kiedyś zwierząt. Wzdrygnęła się lekko widząc wśród tych okazów wypchaną głowę młodego jelenie. Nigdy nie pojmowała fenomenu tego typu ozdób. Dla niej wygadały wręcz odpychająco.
Nie przyszła tu jednak podziwiać wystroju wnętrz.
W korytarzu dało się słyszeć kroki i chichot. Wkrótce ciężkie drzwi otwarły się z hukiem. Do pokoju wpadła jakaś młoda, podchmielona dziewuszka w rozsznurowanym gorsecie za nią zasapany grubas w średnim wieku.

- Długo kazałeś na siebie czekać - powiedziała leniwie zwlekając się z fotela.

- Co ty tu do cholery robisz - wybałuszył małe, ciemne oczka po czym otarł pot z czoła haftowaną chusteczką. Westchnął głęboko - co robisz w mojej prywatnej komnacie?! - jego spojrzenie przeniosło się na wciąż stojącą przy drzwiach dziewczynę. - Uciekaj stad - warknął - no na co jeszcze czekasz?!
Dziewczyna zarumieniła się i spochmurniała. Omiotła Irmę wzrokiem, odwróciła się na piecie, po czym zniknęła za drzwiami.

- No, no - zagwizdała pod nosem - ładnie traktujesz kobiety - pokiwała głową. - Cóż, nie przyszłam Cię uczyć dobrych manier
- uśmiechnęła się złośliwie i znów opadła na fotel. - Nieźle Ci się powodzi, nie ma co - przejechała palcami po miękkich oparciach krzesła. - Dobra, przejdźmy do rzeczy - spoważniała nieco i spojrzała na magnata o czerwonej twarzy. - Były pewne komplikacje...

- Kończy Ci się czas - wszedł je w słowo robiąc przy tym srogą minę - a ja nie lubię, gdy mnie ktoś zawodzi...

- Więc jak już mówiłam były pewne komplikacje - tym razem to ona przerwała mu w pół zdania. Pewnie potrzymałaby go jeszcze trochę w niepewności, ale widząc, że znów otwiera usta szybkim ruchem drobnej dłoni wyciągnęła z kieszeni duży klejnot. Nie lubiła, gdy ktoś ją poucza. Albo broń Borze szumiący grozi. - Chciałeś coś jeszcze powiedzieć? - zapytała widząc w jego świńskich oczkach zachwyt i niezdrową chęć posiadania. - Nie, nie, nie- schowała kamień w dłoni, gdy tylko wyciągnął ku niej rękę. - Najpierw moja zapłata - uśmiechnęła się chytrze.
Magnat szybciutko podbiegł do wielkiej komody, pogrzebał chwilę, zamknął drzwi. Do uszu Irmy dobiegł przyjemny dźwięk przewracających się w sakiewce monet.

- Twoje wynagrodzenie - powiedział sztucznie miłym tonem podając jej woreczek z grubego aksamitu. Swoja drogą koleś miał chyba jakąś dziwna słabość do tego materiału.

Zważyła sakiewkę w wolnej dłoni. - Interesy z Tobą to przyjemność - podała mu klejnot i szybko zeskoczyła z fotela. Wpatrzony w nową zdobycz nie zauważyła nawet kiedy wyszła.

***

Słońce chyliło się ku zachodowi. W niewielkim pokoju, w którym się zatrzymała panowała nieprzyjemna duchota. Leżała na twardym łóżku wpatrując się w sufit. Leżała w pełni ubrana wpatrując się w paskudnego pająka łażącego po suficie. Obok, na stole spoczywał łuk, kołczan wypełniony strzałami i szeroki, skórzany pas, do którego przypięte były lśniące shurikeny. Już podjęła decyzję. Mógł o tym świadczyć spory bagaż stojący u podnóża łóżka.
Zwlekała jednak. Nie wiedzieć czemu zwlekała. Przecież poprzedniej nocy przemyślała sobie wszystkie za i przeciw dokładnie analizując sytuację. I postanowiła spróbować. By później nie żałować.

* Działaj. Nie ważne źle czy dobrze. Działaj, by później nie żałować, że czegoś nie zrobiłaś, że stałaś w miejscu.*

Zgrabnie zeskoczyła z łóżka. Pozbierała swoje rzeczy, broń. Spod poduszki wyciągnęła mały woreczek. Otworzyła go przyglądając się zawartości, która po prawdzie nie wyglądała zbyt szczególnie. Wysypała proszek na doń. Przymknęła oczy i westchnęła głęboko podnosząc dłoń nad głowę.
- Żeby nie żałować...
 
__________________
"You may say that I'm a dreamer
But I'm not the only one"
Vivianne jest offline  
Stary 28-08-2010, 22:16   #7
 
Arnathel's Avatar
 
Rudiger "Kamienny ząb"
Decyzja nie była łatwa, jednakże w końcu zapadła. Miałeś wiele wątpliwości, jednakże kto nie ryzykuje, ten nic niema i w myśl tej zasady spakowałeś wszystko swoje manatki i stanąłeś na środku pokoju trzymając w ręku swą broń i tajemniczy woreczek, który wręczyła ci elfka. Wzdychnąłeś lekko i wypowiedziałeś pod nosem kilka słów, aby dodać sobie otuchy, po czym wyjąłeś z woreczka trochę magicznego proszku i posypałeś nim głowę.

Na początku nic się nie działo, jednakże po kilkunastu sekundach, kiedy już zacząłeś wątpić w prawdziwość proszku, twój pokój zaczął się trząść. Nie wiedziałeś zupełnie co się dzieje i nagle spod twoich nóg wyrosły cztery wielkie, liściaste płaty, które zacisnęły się ku górze i zamknęły cię w swoim wnętrzu. Wszystko trwało ułamki sekund i gdy liście opadły twoim oczom ukazało się zupełnie inne pomieszczenie...

Ignius Cinnabar
Sen miałeś bardzo niespokojny, śniła Ci się historia sprzed wielu lat, kiedy to pierwszy raz ujrzałeś Elratha. Często się budziłeś i coraz bardziej przekonywałeś się, że należy posłuchać krasnoluda, który odwiedził cię dzień wcześniej i nie sprzeciwiać się woli bogów. W końcu to nie przypadek, że akurat w świątyni swego ukochanego Ojca otrzymałeś tak ważne zadanie i to z rąk czciciela Elratha. To musiał być znak, któremu nie można się sprzeciwić. Dochodząc do takiego wniosku, twój dalszy sen był już spokojny, a kiedy obudziłeś się rano byłeś całkowicie spokojny. Spakowałeś swój dobytek, chwyciłeś pewnie młot i z pełnym entuzjazmem rozerwałeś woreczek nad głową.

Po kilku sekundach ziemia pod twoimi stopami zaczęła się trząść, a kiedy spojrzałeś w dół ujrzałeś że ziemia zaczyna się podnosić i nagle wystrzeliły z niej cztery ogromne liście, które zamknęły cię tworząc coś napo dobę kokonu i po chwili poczułeś jakbyś się zapadał pod ziemię...

Irma Zuchwała

Jak zawsze piękna leżałaś na łóżku w nowo wynajętym pokoju. Gdyby ktoś wszedł do środka, na pierwszy rzut oka wydawałoby mu się, że śpisz, gdyż nie poruszałaś żadnym fragmentem ciała. Jedynie oczy wpatrzone w sufit, a dokładniej mówiąc w pająka, śledziły jego wędrówkę. Wiele myśli kłębiło się w twojej głowie i ciągle miałaś niewielkie wątpliwości co do podjętej wcześniej decyzji... Szybko jednak się pozbierałaś i przemówiłaś samej sobie do rozsądku. Zeskoczyłaś z łóżka, aby zabrać swoje manatki i wysypałaś trochę proszku na dłoń, którą po chwili przeniosłaś nad głowę, wypowiadając przy tym kilka słów.

Kiedy proszek spadł na twoje lśniące włosy nic się nie stało i przez chwilę zaczęłaś rozglądać się na wszystkie strony. nagle jednak pokój zaczął się trząść, a z jego podłogi przebiły się cztery ogromne liście, które zawinęły cię w kokon i po kilku sekundach uwolniły w zupełnie innym miejscu.

Silyana i Gwenian
Na początku cisza, którą wypełniały jedynie wasze wątpliwości i pytania, których nie zdążyliście zadać. Najwidoczniej magowie, byli zbyt pewni siebie i nie wiedzieli, że ktokolwiek po rozmowie z nimi, może mieć jakiekolwiek wątpliwości, co do ich słów. Długie przemyślenia i brak odpowiedzi na nie, skłoniły Gwenian'a do podzielenia się nimi ze swą nową towarzyszką. Swój wzrok cały czas miałeś skierowany przed siebie, a swoje słowa wypowiedziałeś w sposób, jakbyś po prostu głośno myślał. Chciałeś jednak w ten sposób, podzielić się swymi przemyśleniami z Silyan'ą, która dzięki temu, że rozpocząłeś rozmowę, w końcu przedstawiła ci swoje wątpliwości. Jak widać elfka, bardzo martwiła się o swojego kompana i nie zamierzała się z nim rozstawać, jednakże chcąc uspokoić myśli swej towarzyszki od razu, ze spokojem w głosie odpowiedziałeś na jej pytanie.

W końcu jednak podjęliście decyzję i nie martwiąc się o to, co się z wami stanie po wypiciu tajemniczej cieczy, odkorkowaliście swoje fiolki i oboje opróżniliście ich zawartości. Mikstura nie zaczęła jednak działaś od razu i nie wiedząc co się dzieje spojrzeliście na siebie pytająco. Po chwili jednak w waszych brzuchach zrobiło się gorąco... Zaczął ogarniać was niepokój i nagle, gdy spojrzeliście na swoje ręce, zauważyliście że zaczynają... po prostu wyparowywać. Ogarnął was strach, jednakże nie mogliście nic zrobić, gdyż nagle cały proces przyśpieszył i wasze ciała oraz cały dobytek po prostu wyparowały, by przenieść się w tej formie do miejsca, o którym wcześniej mówili magowie. Po kilkuminutowej podróży, podczas której byliście świadomi tego co się z wami dzieje, zmaterializowaliście się w dziwnym pomieszczeniu.

Wszyscy

Zjawiliście się wszyscy, bez wyjątku, w tym samym czasie i miejscu, które najwyraźniej było wam przeznaczone. Byli wśród was elfowie, ludzie jak i krasnoludy, dlatego też tworzyliście mieszankę wybuchową. Na początku w pomieszczeniu panowała błoga cisza, gdyż nikt z was nie mógł wydusić z siebie słowa, zaskoczony tym co się właśnie stało, z faktu w jaki sposób zostaliście tu przeniesieni i tego, że w taki nagły sposób przyszło wam się spotkać. Dopiero po kilkunastu sekundach, zaczęliście dostrzegać, że jest was tylko piątka... nie widzieliście jednak Mędrców, jak o sobie mówili, którzy przybyli do was w tak nieoczekiwanych momentach waszej codzienności. Pomieszczenie było owalne i wydawało się jakbyście znajdowali się we wnętrzu jakiegoś olbrzymiego drzewa. Ściany, całkowicie brązowe od kory, która nienaturalnie pokrywała je od wewnątrz nadawała bardzo fascynujący wyraz temu pomieszczeniu, a wszystko oświetlane było przez bardzo zagadkowe świetliki, które krążyły po komnacie i rozświetlały ją za pomocą swych wyjątkowych zdolności. Na około stało pięć krzeseł, każde jednakowo wielkie i tak samo rzeźbione w drewnie, a na środku stała wielka misa z krystalicznie czystą wodą.

Nagle drzwi do pomieszczenia otworzyły się i waszym oczom zaczęli ukazywać się Mędrcy, za namową których opuściliście miejsca swego zamieszkania, jak i cele swoich wędrówek. Na twarzy każdego/każdej pojawiał się uśmiech, kiedy wkraczali do komnaty i widzieli swych wybrańców.... Do sali wchodzili kolejno...


... (według zdjęć) elfka, która po ubiorze i znakach charakterystycznych wyglądała na druidkę, następnie do pomieszczenia wszedł elf, który przyodziany w płaszcz z niedźwiedziej skóry i dzierżący drewniany kostur również wyglądał na druida. Kolejnymi, którzy jeszcze bardziej zatłoczyli to pomieszczenia, byli kobieta i mężczyzna - oboje byli ludźmi i nie było wątpliwości, że byli magami... Ostatni wszedł najniższy z nich wszystkich, ale z największą dumą w swym chodzie, przekroczył próg. Był to krasnolud dzierżący w swych dłoniach lśniący na niebiesko młot i olbrzymią księgę.

Na początku żadne z nich nie zabrało głosu, ale nie spuszczali z was oka, tak samo jak nie znikał z ich twarzy wyraz zadowolenia. Cała piątka wybrała sobie jedno ze stojących w komnacie krzeseł, a następnie blond włosa druidka machnęła lekko swą dłonią i z ziemi wyrosło pięć drewnianych krzeseł, o wiele mnie ozdobnych niż te które zauważyliście jako pierwsze i które stanęły za wspomnianą wcześniej misą.
- Witajcie mili goście. Cieszymy się bardzo, że odpowiedzieliście na nasze wezwanie i stawiliście się tu, w tej jakże czarnej godzinie, dla naszego świata. Ale najpierw zajmijcie miejsca. - Powiedziała elfka wskazując wam gestem, że macie zająć krzesła, które przed chwilą stworzyła i sama, wraz z resztą swych towarzyszy, zasiadła na swoich miejscach. - Pozwolicie, że będę ciągnęła dalej... - zamilkła na chwilę, aby upewnić się że nikt jej nie przerwie. W sumie dała do zrozumienia tonem swego głosu, aby pozwolono jej dokończyć. - Jestem Liliem, druid siedzący po mojej prawej stronie to Amarin. Ta para magów to Vera i jej mąż Cyrus, a ostatni z nas to nie kto inny jak nasz mężny paladyn, Thorgas. Nie wiem czy wszyscy zostaliście dostatecznie poinformowani na pierwszych spotkaniach z jednymi z nas, jednakże nasza Rada powstała tysiące lat temu, aby strzec równowagi na świecie. Jesteśmy również strażnikami tajemnic związanych z żyjącymi kiedyś wśród nas smokami... - W tym momencie Cyrus wyciągnął swoją rękę w stronę stojącej przed wami misy i nagle cała się rozświetliła. Po chwili waszym oczom zaczęły ukazywać się różne obrazy, nawiązujące do tego co mówi druidka. Na początku ujrzeliście smoki spacerujące po polach i latające nad miastami... nie były jednak groźne, żyły spokojnie. Jednakże po chwili obraz się zmienił i ujrzeliście jak smoki zaczęły odlatywać... - Właśnie tak to się skończyło, smoki znudzone życiem wśród nas i zezłoszczone naszą niewdzięcznością odleciały na daleką północ, aby stworzyć swój nowy eden. Wierzcie lub nie, ale właśnie taka jest prawda... nigdy nie spodziewaliśmy się, że one znów powrócą, jednakże to się stało. Nad orczą wyspą, którą na pewno dobrze znacie, latają ostatnio czarne smoki i najwyraźniej dosiadane są przed te plugastwa. Nie wiemy jak to się stało, że te dumne istoty pozwoliły na takie coś, ale najwidoczniej orkowie obiecali im za pomoc coś cennego. - W tym momencie misa ponownie zabłysła, jednakże tym razem ukazał się w jej blasku olbrzymi kawałek papieru i była to powiększona kartka, wyrwana z dziennika żeglarza. - Na początku nie mogliśmy w to uwierzyć, myśleliśmy że temu żeglarzowi coś się przywidziało, jednakże sami to sprawdziliśmy i jedynie jeden z naszych zwiadowców wrócił półżywy z tej wyprawy, aby przekazać nam najważniejsze wieści, potem niestety zmarł. Wszystko to co do tej pory usłyszeliście okazało się przerażającą prawdą... już niedługo może nasz czekać wielka wojna z orkami i smokami, a z taką potęgą nasze wojska nie zwyciężą... Dlatego właśnie jesteście nam potrzebni Wy, drodzy herosi. Wybraliśmy was, bowiem śledząc przez kilka dni wasze umiejętności, uważamy że podołacie zadaniu jakie chcemy wam powierzyć. Chcemy byście udali się na północne tereny naszego świata, na tereny których jeszcze nikt nie zbadał i na których według legendy żyją smoki. Chcemy byście wyruszyli w to miejsce i zbadali czy to wszystko jest prawdą... - Druidka na chwilę przerwała, aby zaczerpnąć powietrza. W tym czasie światło dochodzące z misy zgasło, a elfka znów zabrała głos. - Jesteśmy gotowi odpowiedzieć na wasze pytania, a następnie chcemy poznać wasza decyzję, czy zechcecie pomóc zarówno nam, sobie jak i całemu światu... Niestety sami nie możemy wyruszyć, ponieważ musimy śledzić ruchy wroga i w razie potrzeby odpowiednio zareagować, a w dodatku jak wielu zastanawiałoby się, gdzie wyruszamy. Tak więc słucham waszych pytań, wątpliwości, jak i decyzji... - W tym momencie nastała cisza i każdy z członków rady zaczął się w was wpatrywać, w nadziei że podejmiecie właściwą decyzję.
 
Arnathel jest offline  
Stary 29-08-2010, 13:05   #8
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Znikanie, powolne zamienianie się w parę, z pewnością było bardzo widowiskowe, ale z punktu widzenia osoby, która temu procesowi była poddawana, nie było niczym przyjemnym.
Pytanie, czy nie padło się ofiarą jakiegoś oszustwa stawało się coraz bardziej natarczywe, a niepewność - coraz bardziej... paląca.
A potem wszystko zniknęło...

...by po chwili znowu przed oczami Gweniana pojawił się materialny świat.
Nie była to plaża, na której znajdowali się z Silyaną, gdy zaczęli się raczyć owymi tajemniczymi miksturami.
Znajdowali się w pomieszczeniu wyglądającym na siedzibę druida. I nie byli sami, chociaż pozostała trójka z pewnością nie była członkami wspomnianej Rady Mędrców.

Nim jednak Gwenian zdążył się dokładnie (i dyskretnie) przyjrzeć zebranym w sali osobom pojawili się ci, którzy - jak się okazało - tworzyli Radę Mędrców.
Gwenian zajął miejsce w fotelu, a potem uważnie wsłuchiwał się w słowa Liliem. Z równą uwagą przypatrywał się wizji, ukazującej się w misie.
To, co można było tam zobaczyć, tudzież wynikające z tych obrazów wnioski, nie były najweselsze. Wyglądało na to, że świat elfów, ludzi i krasnoludów odejdzie w niepamięć, a na jego miejscu pojawi się świat wspieranych przez smoki orków.

Co było lepsze - narażać życie, usiłując odwrócić ten los i, być może, zginąć, czy też czekać, aż orki zaatakują i zginąć, lub spędzić resztę życia kryjąc się jak szczur przed nowymi panami świata?
Liczyć na to, że kto inny załatwi całą sprawę, czy - jak to powiadają niektórzy - wziąć swój los w swoje ręce? No, nie tylko swój los.
A gdyby się zdecydował... Czy z pewnością wybór dokonany przez Verę i Cyrusa jest dobry? Czy on, Gwenian, zdoła stawić czoło przeszkodom, czy na pewno nie ma nikogo lepszego? Wszak z pewnością są inni...

Sam był nieco zaskoczony, gdy usłyszał swój głos, zadający pytania...

- Nie, nie spytam dlaczego akurat ja... Moje pytanie dotyczy bardziej praktycznej sprawy. Czy istnieje jakiś sprawdzony sposób na przekazywanie wiadomości na duże odległości? I jaki zasięg mają te mikstury, dzięki którym tu się znaleźliśmy? Można je wykorzystać, by po wykonaniu misji wrócić szybko tutaj? Czy wtedy podziałają one na kogoś innego? Bo lepiej byłoby nie sprowadzić przypadkiem jakiegoś wroga...
- Kolejna sprawa... Mamy dotrzeć na miejsce, zebrać informacje. Jakie? Że są tam smoki, czy też jeszcze coś? I co mamy poza tym zrobić? Spróbować z nimi porozmawiać?
- I jeszcze jedno... Czy mógłbym się dowiedzieć czegoś o tych smokach? A raczej cokolwiek o smokach? Chociaż od wieków nikt ich nie spotkał, ale jakieś informacje zachowały się z pewnością w relacjach z dawnych lat.
 
Kerm jest offline  
Stary 01-09-2010, 09:56   #9
 
lectral's Avatar
 
... i w tym momencie poczuł jak ziemia pod nim drży i zaraz po tym został ściśle opleciony przez cztery liście które potem wciągnęły go pod ziemie. Przez chwile nie działo się nic, panowała kompletna cisza. Zastanawiał się czy to nie jakaś pułapka mająca na celu wieczne uwięzienie go w tej roślinnej pułapce. - * ... a potem wypłyną kwasy i mnie rozpuszczą * - rozważał wszelkie możliwości. Lecz nagle liście zaczęły się poruszać by zaraz po tym rozluźnić swój chwyt i wypuścić go zupełnie gdzie indziej. Pierwsze porównanie jakie przyszło Igniusowi na myśl: - *to wygląda jak nora wiewiórki* - . Oczywiście jednak żadna wiewiórka nie była by w stanie wybudować tak pięknego pomieszczenia. - * To muszą być komnaty elfów, tylko one mają takie fanaberia, uhuhu, wybudujmy dom w drzewie, natura nas lubi..ehh*.

Ignius rozejrzał się po pomieszczeniu. Oprócz niego w sali była jeszcze czwórka osób w tym niektórzy byli jeszcze w trakcie pojawiania. Ze ulgą stwierdził że nie tylko on został przetransportowany w tak dziwaczny sposób. Jeszcze większa ulga nastąpiła kiedy ujrzał że nie jest jedynym krasnoludem.
Jednak nim zdążył wydusić zwykle - “ Witajcie, kto wy?” do sali weszło kilka kolejnych osób. Jedną z nich był ten sam paladyn który dał mu woreczek i informacje. Przez kilka sekund panowała dojść niezręczna cisza jednak po chwili blond druidka przywitała ich po czym stworzyła dla nich krzesła z drewna. Ignius zajął miejsce na przeciw tego na którym siedział paladyn. Elfka kontynuowała, przedstawiając im pozostałych członków Rady, oraz misję jaka ich czeka. - * Na Elratha! Smoki! * - . No trzeba było przyznać. Nie czegoś takiego Ignius się spodziewał.
- * Smoki, legendarne potężne bestie o ogromnej mocy. Służą jak wierzchowce dla Orków?! Toż te plugastwa musiały je jakoś omamić. Elrath nie byłby zadowolony z takiej zniewagi tej szlachetnej rasy. * -
Kiedy Liliem skończyła mówić, wstał i powiedział:
- “ Ja, paladyn Elratha Ignius Cinnabar, podejmuje się tej misji. Symbolizuje ona wszystkie ideały Elratha. Kowal Dusz pewnością nie był by zadowolony że orki sprowadziły smoki do roli zwykłych latających koni. Jednak, smoki są potężne tym samym zwiększają silę bojową orków stukrotnie. W legendach nie jest do końca powiedziane czy to smoki stworzyły bogów czy bogowie smoki. Jednak niezależnie od tego wierze w swojego Boga całym sercem i gotowy jestem oddać życie za jego sprawę. A teraz w niebezpieczeństwie jest nasz świat. Jestem pewien że Elrath wspomoże tą misję całą swą mocą. Ja się na to piszę i również zachęcam pozostałych do podjęcia takiej decyzji “ -
Tutaj postarał rozejrzeć się po wszystkich zachęcającym wzrokiem. Po chwili usiadł, słuchając jak inni zadają pytania oraz przemawiają.
- * Ehh, naprawdę myślą że rada mędrców nie rozważyła już wszystkich możliwości? Ufam tej Radzie a szczególnie temu paladynowi. I najważniejsze - najbardziej ufam Elrathowi * -.
 

Ostatnio edytowane przez lectral : 01-09-2010 o 16:51.
lectral jest offline  
Stary 01-09-2010, 13:02   #10
 
Vivianne's Avatar
 
... no i znalazła się w zupełnie innym miejscu, nie wiadomo w jakim czasie...
Póki co, wiedziała tylko, że lądowanie, albo raczej przemieszczenie było bezbolesne. Westchnęła ciężko, pierś kobiety skrępowana mocno zawiązaną kamizelką uniosła się z wolna by za chwilę opaść szybko razem z wypuszczanym powietrzem. Otworzyła oczy. Obserwowała. Zboczenia zawodowe kazało jej obserwować i zapamiętywać jak najwięcej szczegół. Najpierw skupiła się na miejscu. Na postacie znajdujące się w pomieszczeniu, które błyskawicznie zbadała wzrokiem nie było już czasu, bo pojawili się następni, na których mimowolnie skierowała swoje spojrzenie. Wśród nich był ciemnowłosy elf, doskonale go pamiętała.

Słuchała i nie dowierzała. Z każdym słowem zjawiskowej blondynki, z każdym następnym obrazem wyłowionym z tajemniczej misy oczy Irmy stawały się coraz większe i większe. Rozejrzała się dyskretnie chcąc zobaczyć reakcję pozostałych. Widać nie tylko ona była zaskoczona, poruszona i zdezorientowana tym, co się dzieje.
Elfka skończyła przemowę, obrazy zniknęły ustępując miejsca pustce. Nastała cisza tak nieprzyjemna i krępująca w podobnych sytuacjach. Na szczęście wkrótce ktoś postanowił ją przerwać. Posypały się pytanie i deklaracje, które nie do końca trafiały do zamyślonej, wpatrzonej we własne kolana złodziejki.
Jej umysł zaprzątało jedno zasadnicze pytanie, które w końcu wypłynęło.

- W jaki sposób - zaczęła unosząc wzrok - w jaki sposób mogłabym pomóc? - Spojrzała na Liliem, za chwilę jej zielone oczy skierowały się na siedzącego obok niej druida. Później przemknęły po pozostałych członkach Rady Mędrców. - Tak, pytam dlaczego akurat ja, bo czegoś tu chyba nie rozumiem - powiedziała już śmielszym, zdecydowanym tonem. -Zadanie jakie przed Nami stawiacie jest trudne, niebezpieczne i bez wątpienia wymaga specjalnych predyspozycji - zamilkła na chwilę. - Nie jestem przecież silnym wojownikiem, nie param się magią... nie mam żadnych niezwykłych zdolności dzięki którym ktokolwiek mógłby nazwać mnie herosem - ostatnie słowo zabrzmiała jakoś dziwnie, jakby pytająco. - Co więc skłoniło Was do wyboru takiej osoby jak ja?
 
__________________
"You may say that I'm a dreamer
But I'm not the only one"
Vivianne jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 21:36.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172