Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 05-01-2011, 12:11   #1
 
ZBGfromWPC's Avatar
 
[Storytelling]W poszukiwaniu wieści z Północy!

Mieszkanie burmistrza Hoego, przy stole dwóch mężczyzn. Jeden z nich to sam burmistrz a drugi to jego zaufany przyjaciel Hodwik. Burmistrz postawny jegomość z obfitym brzuchem mówił głośno i wyraźnie podnieconym głosem.

- Zaczyna mnie to irytować. To już ponad 40 dni odkąd żaden goniec z królestwa nie pojawił się u nas. Co więcej przestali także przybywać kupcy. Jak tak dalej pójdzie możemy mieć swojego rodzaju problemy. Ludzie już zaczynają gadać. Mam coraz więcej wizyt. Powiedz mi przyjacielu czy to nie dziwne? – przerwał na chwilę po czym odpowiedział sobie sam. – Oczywiście, że dziwne ale co mam tym biedakom powiedzieć. Ci bardziej domyślni wiedzą, że to oznacza kłopoty a tych mniej rozgarniętych jeszcze mogę zwodzić. Tylko jak długo? – i spojrzał wymownie na drugiego z mężczyzn siedzących w potarganym kubraku naprzeciw niego.

- Znasz moje zdanie na ten temat. Ludzi nie można oszukiwać a co ważniejsze nie możesz siedzieć i czekać na rozwój wypadków. Musisz postarać się dowiedzieć co jest przyczyną braku wieści z północy. Powinniśmy sami wysłać kogoś w tamte rejony. – zamyślił się spoglądając w wiszące na ścianie podobizny członków rodziny Hoego. - Za długo siedzimy sami, wiesz o tym.

- Myślisz, że nie myślę o tym? –odezwał się znów burmistrz. – Całymi dniami siedzę i myślę czy nie posłać tam kogoś. Jednak wśród naszych ludzi nie ma nikogo kto zaznał wojaży dalej niż kilka kilometrów wokół wioski poza Tobą, a nie odważę się wysłać Cię w taką trasę. Powiedz jak mam to rozwiązać. Wiesz, że posłucham Cię bo Twoje rady w takich sprawach są znacznie trafniejsze niż moje decyzje. Jak myślisz co mogło zatrzymać ludzi od przybycia do nas? - wbił pytające spojrzenie w równie zatroskanego Hodwika i czekał na jego słowa.

- Drogi Hoe niejedno razem przeszliśmy ale coś mi się zdaje, że tym razem to coś ponad nasze rozumowanie. Pamiętasz, że jestem już jakiś rok w wiosce, ale podczas mojej ostatniej wizyty w Lorathin mówiło się o pojawieniu orków. – patrząc na przerażone oczy towarzysza mówił dalej – Wiem, że wydaje się to nieprawdopodobne ale w portowych miastach podobno mieli z nimi utarczki. Nie były to jakieś grupy, które mogły zagrozić miastom ale na szlakach siały podobno spore spustoszenie. Zatrzymały wiele karawan z towarami. Później jednak sprawa ucichła a orkowie zniknęli. Wszyscy myśleli, że nadziali się na jakiś oddział królewski albo inną grupę wojaków, których nie mało po ostatniej wojnie gdy zostali bez zarobku. W każdym bądź razie niebezpieczeństwo minęło. Jak dla mnie jednak to może być przyczyna, która wstrzymuje przyjazd kogokolwiek w nasze progi. Leżymy na uboczu, jednak nie tak daleko od nas przecina się kilka szlaków handlowych. Może to właśnie tu zaczęli grasować tamtejsi orkowie i przez to kupcy omijają naszą też niebezpieczną okolicę. Pamiętasz przecież utarczki z bandą Grassa pół roku temu! Kto wie co dzieję się na szlaku. Nie dowiemy póki ktoś nie wybierze się sprawdzić. Daj mi szansę wyruszyć. Nie raz przebyłem już tą drogę w miesiąc będę z powrotem. - widząc bladą twarz Hoego wstał i poklepał go przyjaźnie po ramieniu i dodał – Stary przyjacielu pamiętaj, że mogę się mylić. W królestwie panują ostatnio napięte stosunki kto wie czy nie doszło do jakichś zmian personalnych. W każdym bądź razie nie możemy siedzieć i czekać. – uśmiechnął się i dolał im wina do pustych już kielichów.

- Prosisz mnie o naprawdę ciężką decyzję ale w głębi duszy wiem, że masz całkowitą rację. Musimy się czegoś dowiedzieć. Nie chcę Cię puścić jednak samego. Musisz się wybrać z kimś….

Rozmowę przerwał krzyk kobiety, z chwili na chwilę rósł i dołączały do niego kolejne głosy. Obaj rozmówcy poderwali się szybko i wybiegli na próg.

Ich oczom ukazała się duża grupa ludzi stojąca w kole wokół czegoś. Pospieszyli szybko przed siebie i okazało się, że w środku koła leży kobieta cała uwalana w krwi, a na jej rękach spoczywa dziecko. Kobieta płacze i przytula je do piersi nie dając wiary myślom, iż dziecko nie żyje. Mija kilka chwil gdy udaje im się wreszcie wyciągnąć podstawowe informacje. Kobieta znalazła dziecko na podwórku kilka naście metrów za domem. Wystraszona przybiegła tutaj… Powstał niesamowity gwar nad którym było ciężko zapanować. W końcu jednak mieszkańcy podobierali się w grupy i ruszyli na poszukiwania, "tego" co dopuściło się takiego czynu.


Zapadał zmrok do całkowitej ciemności brakowało może godziny. W gospodzie zebrał się burmistrz, Hodwik i wielu mężczyzn, którzy wrócili z poszukiwań zabójcy dziecka. Nie znaleziono nic. Żadnych śladów, żadnego podejrzanego osobnika, zwierzęcia, nic. Po wysłuchaniu wielu z mężczyzn głos podjął Hodwik.


-Panowie to co się stało przerasta już pojęcie wszystkich. Kto mógł ośmielić się dopuszczenia tak karygodnego czynu. To niewinne dziecko zginęło z rąk czegoś co musi zostać odnalezione. Zapada jednak noc i dziś nic nie wskóramy. Wspólnie z burmistrzem podjęliśmy pewne decyzje, które przyśpieszyła tylko ta makabryczna sytuacja. Jak wiecie już dawno nie mieliśmy wieści z północy kupcy a także gońcy z jakiegoś powodu omijają naszą wioskę. Musimy się dowiedzieć co to za powód. Burmistrz dał mi zgodę na wyruszenie w podróż do stolicy i zasięgnięcia wieści. Będzie to podróż niebezpieczna i na pewno ciężka. Chciałem wyruszyć sam już jutro ale burmistrz nie zgadza się na moją samotną podróż. I w sumie może ma rację. W każdym razie niech każdy prześpi się z tym na spokojnie jeśli po tym co się stało będziecie w stanie. Rozstawimy dzisiejszej nocy straże. Jutro natomiast u burmistrza czekać będziemy na tych którzy gotowi byliby udać się w tą podróż….

Rano w budynku burmistrza siedzieli zarówno on jak i Hodwik, zastanawiając się czy komukolwiek wystarczy odwagi na taką wyprawę. Nie spali całą noc. Rozmawiali, rozważali różne scenariusze. W końcu jednak rozległo się stukanie do drzwi….
 
__________________
Co Cię nie zabije to Cię wzmocni.
ZBGfromWPC jest offline  
Stary 05-01-2011, 18:07   #2
 
Aronix's Avatar
 
Gdy Arras dowiedział się o kłopotach wieśniaków, i o tym, że burmistrz zorganizował wyprawę na północ aby dowiedzieć się co się dzieje wiedział, że to była jego szansa na zrobienie czegoś pożytecznego. Na zapomnienie i odkupienie dawnych spraw i win. Udał się więc budynku burmistrza. W środku znajdowali się burmistrz i Hodwik, jego przyjaciel. Obydwaj spojrzeli na niego zaskoczeni, był ostatnią osobą jakiej się spodziewali

-Usłyszałem o wyprawie…- rzucił Arras nie czekając na powitanie
- Myślę, że się nadam, potrafię machać mieczami. Mogę iść?- zakończył i spojrzał na dwójkę mężczyzn siedzących przy stole. Na twarzy Hodwika pojawił się uśmiech.
-Arras…powiem szczerze, że zdziwiła mnie twoja obecność tutaj.- Burmistrz Hoe widocznie starał się poskładać myśli.
-Fakt, zawsze trochę izolowałeś się od reszty.- podjął temat Hodwik
-Oczywiście cieszy nas twoja chęć pomocy, jednak czy mógłbyś najpierw wyjawić nam powód tej decyzji?- dokończył wpatrując się w rycerza.
-Cóż…no mam swoje powody.-Arras czuł się lekko zakłopotany. Od dawna nie poruszał tematów przeszłości w rozmowie z kimś.
-Zanim tu przybyłem, byłem rycerzem.-
-No tego zdążyliśmy się domyślić.- wtrącił się już pewnie burmistrz, jednak widząc, że przerwał wybąkał tylko.
-Kontynuuj przyjacielu.-
-A więc byłem rycerzem. Podczas jednej z wojen, nasz dowódca, generał, dopuścił się zdrady. Przez to armia w której służyłem została wymordowana. Jakimś cudem ja przeżyłem, jednak widok jaki ujrzałem, gdy się przebudziłem był straszny. Wszędzie leżały zakrwawione trupy, lub ich części. Jednak najbardziej dotknęło mnie to, że zostałem, tak jak ci, którzy leżeli, zdradzony przez dowódcę. Przecież dowódca powinien być ostatnim, który w ogóle mógł by pomyśleć o czymś takim- mówiąc to Arras zacisnął pięści i przerwał. Widząc to Hodwik wolał nie marnować czasu i ponaglił rycerza.
-Rozumiemy cię Arrasie ale jak to się ma do twojej decyzji?- powiedział spokojnym głosem.
-Ach tak, już mówię.- Arras jak by się otrząsnął i kontynuował.
-No więc po tym wszystkim, jakby załamałem się. Postanowiłem uciec jak najdalej od pola bitwy, jak najdalej od swego kraju. Tak trafiłem tutaj. Jednak ciągłe rozmyślanie o przeszłości i świadomość, że siedzę tu i nie robie nic użytecznego powoli doprowadzały mnie do szału. Ja jestem honorowym człowiekiem, zostając rycerzem wiedziałem, że będę walczył…i chcę walczyć. Dlatego ta wyprawa to dla mnie szansa na zapomnienie o tym co było i napisanie nowej historii dla siebie. Myślę, że się wam przydam bo znam się na wojaczce, a problemów sprawiać nie będę.- odetchnął głęboko.
-To jak? Przyjmiecie mnie?- zapytał i zaczął się przyglądać im obu.

Hoe i Hodwig wymienili spojrzenia. Inicjacje podjął Hodwik.
-Oczywiście twoja pomoc była by nieoceniona Arrasie. Jednak proszę cię abyś zgodził się na pewne warunki. Przede wszystkim chciałbym abyś nie robił tego co ci się podoba, tylko umiał współpracować. Zostałem wyznaczony do poprowadzenia tej wyprawy, więc wymagam również posłuszeństwa. Myślę, że póki co to najważniejsze. Jesteś w stanie przyjąć te warunki?- Hodwik zaimponował Arrasowi. Wyprostował się, głos miał spokojny, stanowczy. Wyglądał na dobrego dowódcę.
-Oczywiście, potrafię przyjmować rozkazy.- powiedział rycerz, skinając głową.
-No więc świetnie!- uradował się Hodwik
-Jak dla mnie jesteś przyjęty. A co na to burmistrz?- zapytał i odwrócił wzrok na Hoego. Ten również się wyprostował
-Uważam Arrasie, że zaszczytem dla nas będzie jeśli nam pomożesz. Wyrażam zgodę na twój udział w wyprawie.- Powiedział głośno i wyraźnie.
-O nie, to będzie zaszczyt dla mnie.- odpowiedział Arras skinając głową tym razem w stronę burmistrza
-A teraz Panowie wybaczą. Jest za mną jeszcze kilka osób.- powiedział.
-Oczywiście, żegnamy- odpowiedział burmistrz, Arras ukłonił się lekko i wyszedł.
 

Ostatnio edytowane przez Aronix : 05-01-2011 o 18:09.
Aronix jest offline  
Stary 06-01-2011, 12:24   #3
 
Mordragon's Avatar
 
Berthold w zaistniałej sytuacji spojrzał jedynie na swoją ukochaną i małego. Słowa były niepotrzebne, Lidia liczyła się z tym, że równie niespodziewanie jak jej mąż pojawił się wiosce, równie szybko może z niej odejść.

Pakował się w samotności, słysząc tylko płacz małego z drugiego pokoju. Znając liczbę mieszkańców wioski i powołując się na słowa Hodwika o tym, że czekają na tych, którzy byliby gotowi w podróż, wiedział że to on się w nią uda. Wszakże jest jeszcze młody, gotowy na pewno, a burmistrz i jego zaufany przyjaciel będą mieli problem ze skompletowaniem większej drużyny. Nawet jeśli miałby udać się sam z Hodwikiem, na co nie niezmiernie liczył, to jego umiejętności, które nabył poprzez ponad dekadę polowań na pewno będą przydatne. Co do samotnej podróżny wiedział, że to raczej niemożliwe, w wiosce znajdzie się jeszcze ze dwóch takich jak on sam, nieurodzonych tutaj.

Budynek burmistrza. Kiedy Mordragon tutaj trafił dekadę temu dziwiło go, że w takiej wiosce po pierwsze jest burmistrz, a nie sołtys, a po drugie własny budynek? Musiał to być niezmiernie majętny i poważany człowiek. Zapukał. Otworzył drzwi i powoli wszedł do środka.

-Witam – mówiąc zrzucił tobołek z ręki tuż obok stopy, trzymając jedynie w ręku łuk...

-Pojawiłem się tutaj jakiś czas temu, - mówił bardzo powoli jakby zastanawiając się nad każdym wypowiedzianym słowem -byłem samotny, bez domu, negatywnie nastawiony do otaczającego świata.
Przełknął ślinę, poprawił grzywkę tworząc dziwną ciszę w rozmowie. Tupnął nogą, jakby odganiał coś od siebie...
-Przepraszam – spojrzał na swoich rozmówców ponownie -U was znalazłem spokój, rodzinę i dom. Moje dotychczasowe losy są dość smutne, ale ta sytuacja tutaj sprawiła, że odżyły wspomnienia. Dlatego, i nie robię tego dla samej wioski tylko dla Lidii i małego, chciałbym udać się z Wami. Moje umiejętności tropienia, śledzenia oraz sprawne posługiwaniem się łukiem na pewno się przydadzą... jeśli nie pójdę z Wami to pójdę sam, na własną rękę, zatem?
 
__________________
Gdybym nie odpisywał przez 2 dni.. plsss PW:)
-"Na horyzoncie widzisz szyb kopalni"
-"Co to za rasa szybko-palni?"
Czego pragnie eMdżej?!
Mordragon jest offline  
Stary 06-01-2011, 16:33   #4
 
Maciekafc's Avatar
 
Jak każdego wieczora Albert wracał wieczorem z karczmy. Mimo, że nie należał do gospodnych plotkarzy, to słyszał wieści, jakie krążyły w wiosce. Tego wieczora, standardowo siedząc na tyłach przy dogasającym kaganku również był świadkiem mowy burmistrza miasta. Teraz, wracając do swojego domu z dużą wieża za miasteczkiem począł się zastanawiać nad problemami ludzi i burmistrza.

Otwierając masywne drzwi zaświtał mu w głowie pewien pomysł. Rozwiązanie problemu. W pokojach było ciemno, a wdzierające się światło pełnego księżyca przez małe okna w ścianie rzucały nieme światło na kord. Tak, to właśnie było rozwiązanie tego frasunku.

***

Następnego ranka przez wioskę spokojnym krokiem szedł odziany na czarno, z przypasanym do pasa kordem. Światło odbijało się od lśniącej klingi. Razam w wiosce był znaną osobą, nie ze swoich osiągnięć, ale tajemnicy jaką skrywał. Gdzieniegdzie ciekawe głowy wyglądały zza winkla. Mężczyzna szedł w kierunku domu burmistrza z dumnie podniesioną głową.


Przed wejściem do burmistrzowego mieszkania zgromadził się mały tłum. Wielu z ludzi to byli zwykli wieśniacy w roli gapiów. Wśród tłumu dało się także dostrzec i wielu mężczyzn bojowo odzianych z włóczniami, siekierami i prostymi mieczami. Razam stanął w tłumie i oczekiwał swojej kolejki.
W końcu nadszedł czas i na niego. Mężczyzna wyprostował się i wziął oddech. Widział, że to będzie trudna rozmowa.

- Witaj burmistrzu. Chciałem pomóc, wyruszyć. - tutaj mężczyzna przerwał. Burmistrz wyraził zdumienie na swojej twarzy. Był to sygnał to kontynuowania - Kiedyś pomogłeś mi. Wioska zagwarantowała mi dostatek i spokój. Nie mam nic do stracenia. Chciałbym pomóc. Zaznać przygody na stare lata i rozruszać te spróchniałe kości... - tutaj Razam lekko zachichotał - Podołam, uwierzcie mi.

Albert zakończył swoją kwestię bardzo łagodnym spojrzeniem wzbudzającym zaufanie. W pokoju zaległa irytująca cisza.
 

Ostatnio edytowane przez Maciekafc : 06-01-2011 o 16:35.
Maciekafc jest offline  
Stary 07-01-2011, 22:49   #5
 
Nexus6's Avatar
 


Crevan zarzucił na siebie skórzany pancerz w którym to trenował ze swym ojcem wojaczkę oraz dobrej jakości płaszcz, urodzinowy podarunek od niego. Do pasa przytroczył miecz oraz niegrzeszącą ciężarem skórzaną sakwę. Zostawił krótką notkę na kuchennym stole po czym podszedł do drzwi wejściowych, kładąc dłoń na uchwycie, jakby jeszcze wahając się chwilę. Targany burzą emocji, czuł tętnienie krwi w uszach i łomotanie serca w swej piersi, jednak nie zważał na to, wręcz czerpał z tego przyjemność. Przekroczył próg domu, oglądając się za siebie raz jeszcze, po czym skierował swe kroki w kierunku domostwa burmistrza.

Skórzane buty skrzypiały na kostce brukowej, wyłożonej na jedynej głównej w osadzie drodze, która kroczył. Teraz jakby inaczej widząc otaczające go domostwa poczuł tęsknotę a zarazem wielką ulgę. Chłodne poranne powietrze dodawało mu energii a cykanie świerszczy koiło nerwy.

Jego uszu dobiegł zgiełk oblegający burmistrzowskie domostwo. Rzuciwszy przelotne spojrzenie znajomym jakby machinalnie zrobiło się dla niego wolne miejsce pośród tłumu.

Crevan zapukawszy głucho w dębowe drzwi pociągnął za klamkę i bez zbędnych ceregieli wszedł do środka. Wszak Hoe znał go dobrze.

- Drogi Panie - zwrócił się w stronę burmistrza - chciałbym pomóc - rzekł uśmiechając się z przekąsem.

- Znasz mego ojca i wiesz również jak bardzo jesteśmy do siebie podobni, także myślę iż na mnie się nie zawiedziesz - powiedziawszy to spojrzał głęboko w oczy burmistrza, po czym poprawił zawieszony u pasa bękarci miecz ukazując zdecydowanie jak i pewność siebie.
 
__________________
W myśleniu najbardziej przeszkadzały im głowy.
Nexus6 jest offline  
Stary 08-01-2011, 13:36   #6
 
FunkyMonkey's Avatar
 
Trawa zdążyła już obeschnąć z rosy, gdy pomocnik rzeźnika zdecydował się odpowiedzieć na apel burmistrza. Wieczorem i rankiem walczył ze sobą nie mogąc się zdecydować. Decyzję, tak jak w przypadku burmistrza, przyśpieszyło morderstwo dziecka i rozpacz znanej mu z widzenia matki.
Zbliżało się południe, gdy stanął przed burmistrzem i Hodwikiem w brązowej kurtce, nieco pożółkłej koszuli ze starymi plamami po krwi w miejscach, których nie mógł zasłonić fartuch, ciemnozielonych spodniach i ciemnych butach za kostkę,.
- Em... Witam burmistrzu, panie Mane. Nazywam się Nudd Reid i chciałbym wziąć udział w wyprawie, o której mówiliście.
Burmistrz spojrzał na niego zdziwiony, bo chłopak nigdy nie wykazywał zbytniej inicjatywy, zawsze trzymał się z boku.
- Jesteś pewny? - zapytał, przyglądając mu się i mając w pamięci ochotników, którzy zgłosili się przed nim. Chłopak podciągnął bandaż wyżej na nosie i zmierzwił kucyk.
- Jestem. Nie jestem żadnym wojownikiem, potrafię tylko rzucać nożami, oprawiać mięso i opatrywać rany. Pomyślałem, że na wyprawie tego typu przyda się medyk. Przyda się? - Zapytał bardziej Hodwika, niż burmistrza.
 
__________________
Kto nie ma anioła stróża, może robić, co mu się żywnie podoba.

Nie daj się zwieść mojemu nickowi - jestem kobietą ;)
FunkyMonkey jest offline  
Stary 09-01-2011, 15:56   #7
 
ZBGfromWPC's Avatar
 
W pokoju została ponownie dwójka mężczyzn. Obaj wyglądali na zaskoczonych i po wyjściu ostatniego z chętnych wyruszenia na „wyprawę” podjęli żywą dyskusję.

- Widziałeś tych ludzi? Połowa z nich przyszła tu bo myśli, że uciekasz z wioski i poprowadzisz ich do lepszego świata druga część to Ci, którzy myślą, że po drodze się wzbogacą. I ja mam wysłać takie szumowiny z Tobą? Nie załamuj mnie – wykrzykiwał Hoe, patrząc błagalnym wzrokiem na towarzysza. – Jesteś mi jak brat, ale wypuszczając Cię z takimi ludźmi, trace Cię...
W słowo wszedł mu Hodwik Nie rób ze mnie dziecka. Dobrze wiesz, że nie raz przemierzałem tą drogę sam i jakoś mi się to udawało. Teraz tak samo dam radę. Pamiętaj tez, że jestem dorosły i nie powstrzymasz mnie. – wiedział, że być może powiedział to zbyt ostro ale musiał, inaczej Hoe nadal będzie się upierał. Postanowił przekonać go jeszcze bardziej. – Widzisz przyszło tu pół wioski co bardzo mnie zaskoczyło. Ja spodziewałem się maksymalnie kilku osób. Nie ważne z jakich pobudek tu przyszli ale chcieli pomóc a póki ich droga pokrywa się z moją dlaczego mają ze mną nie ruszyć. Ja wybrałem sobie piątkę. To najlepsza liczba by wyruszyć nie będziemy się zbytnio rzucać w oczy, a sądząc po zróżnicowaniu grupy myślę, że każdy się przyda i spełni swoja rolę. – podszedł do drzwi i zakończył słowami – Nie zawrócisz mnie z drogi. Możesz jedynie pomóc drogi Hoe.



Po jakiejś godzinie od opuszczenia pokoju burmistrza, w którym przebywał Hoe i Hodwik piątka towarzyszy otrzymała od posłańca Hoego wiadomość:

Cytat:
„ Zostałeś wybrany by towarzyszyć Hodwikowi. Mam nadzieję, że rozumiesz powagę tej wyprawy i nie zawiedziesz całej wioski. Wyruszycie za dwie godziny. Spotykacie się przy pierwszym skrzyżowaniu na trakcie, gdyż Hodwik chce uniknąć długich pożegnań z mieszkańcami. Jeśli się nie rozmyśliłeś, przybądź.

Z poważaniem Hoe. "

Dwie godziny później Hodwik czekał w cieniu polany nieopodal skrzyżowania na resztę drużyny….
 
__________________
Co Cię nie zabije to Cię wzmocni.
ZBGfromWPC jest offline  
Stary 10-01-2011, 19:16   #8
 
Aronix's Avatar
 
Arras siedział za swoim domem na ławce. Wpatrywał się, jak zwykle, na zachód, próbując przypomnieć sobie swoje dawne życie.I jak zwykle też, szybko się otrząsnął, ponieważ nie lubił się rozżalać, a zwłaszcza nad sobą. Wtedy usłyszał jak ktoś puka do drzwi jego chatki. Nie często się to zdarzało, więc Arras domyślił się, że jest to pewnie związane z wyprawą. Wstał, i obszedł chatkę z lewej strony.
Młody chłopak, stojący przy drzwiach, dygnął lekko, gdy rycerz wyłonił się zza chatki. Nie przywitał się specjalnie, skłonił tylko głowę, Arras nie odpowiedział, na co ten tylko podszedł do niego i wręczył mu wiadomość, po czym ulotnił się dość szybko. Arras wrócił na swoje miejsce na ławce i odczytał wiadomość. Mówiła ona o miejscu spotkania, skrzyżowaniu za wioską. *Rozsądnie* pomyślał Arras i zabrał się do szykowania.

Na początek przywdział odświętną, trochę już wysłużoną, ale nadal wyglądającą dostojnie zbroję. Specjalnie na potrzeby Arrasa w okół kołnierza doszyto kaptur, w którym rycerz zwyczajowo chodził.



Do zbroi dopiął płaszcz, który towarzyszył mu podczas każdej jego wyprawy. Do tego rękawice, Arrasowi nie przeszkadzały upały, w brew pozorom nie było w nich aż tak gorąco, aczkolwiek w gorące dni rycerz zakładał je tylko do walki. Później wziął się za przegląd mieczy, nie wyglądały źle, troszkę je podostrzył i umieścił na swoich plecach, tak aby w razie potrzeby można było je łatwo wyciągnąć. Pozostało mu tylko zabrać swój mieszek złota, trochę wody i strawy. Był gotowy.

Na miejscu pojawił się nieco przed czasem. Zauważył nieopodal Hodwika stojącego w cieniu.
-Jestem gotów- rzucił i stanął po jego prawej stronie.
 
Aronix jest offline  
Stary 11-01-2011, 17:20   #9
 
Nexus6's Avatar
 
Zgniótł wiadomość ciskając nią w kąt płosząc jednocześnie gołębie. Ani trochę nie dziwiła go takowa odpowiedź gdyż znał swoją wartość, ponadto był pewien siebie, może nazbyt pewien.
- Mam nadzieje że nie wybrano pozostałych, wolałbym ruszać sam niż w towarzystwie tych bęcwałów. - wzdechł pomyślawszy. Przecież spędził dzieciństwo polegając tylko na sobie. Nie bardzo miał ochotę to zmieniać.

Cienie stawały się coraz dłuższe ścieląc się na wydeptanych ścieżkach. Crev po drodze zahaczył o karczmę i obaliwszy pintę ciemnego krasnoludzkiego, zarzucił tobołek na ramię i ruszył pośpiesznie na plac. 'Trochę się zasiedziałem... mam nadziej że nie ruszyli beze mnie.'

Crevan stąpał pewnie krocząc brukowaną uliczką, stukając przy tym rytmicznie obcasami skórzanych butów. Powiewy ciepłego powietrza odganiały natarczywe myśli a tworzący się tłum przyciągnął jego uwagę.

W wyniku ciekawości ludzkiej, z domowych okiennic co rusz wychylali się ludzie chcący dostrzec wybrańców burmistrza.

Spostrzegłszy zapuszkowanego w zbroję jegomościa poprawił kaptur naciągając go mocniej na głowę i zasłaniając tym samym górną część twarzy. Skinął porozumiewawczo na widok Hodwika i usadowił się w zacienionym miejscu na beczce.

Wydobył zza pazuchy sztylet i przeszedł do oczyszczania, i tak już białych, paznokci - jak miał w nawyku - czekając cierpliwie na pozostałych, o których przybyciu świadczyła wyczekująca mina Hodwika.
 
__________________
W myśleniu najbardziej przeszkadzały im głowy.
Nexus6 jest offline  
Stary 11-01-2011, 20:08   #10
 
Maciekafc's Avatar
 
Miasteczko niewątpliwie tętniło życiem, a sprawa organizowanej wyprawy była tego dnia głównym tematem. Po wizycie w posiadłości burmistrza, mężczyzna powolnym krokiem zmierzał, raz jeszcze, ku swojemu domowi, którego zza pagórków widoczna była tylko wieża.

Zamknąwszy wielkie, masywne drzwi wejściowe Albert począł rozglądać się po pokojach. Przez tyle lat, ile mieszkał w tych murach nie zgromadził wiele przedmiotów. Stare, drewniane regały uginały się od stosów książek, atlasów czy tub ze zwojami i mapami. Razam usiadł na zaśniedziałej sofie i jeszcze raz przejrzał dokładnie swój pakunek. Mimo podeszłego wieku i słabnącej pamięci, zapakował wszystko. Jego radość przerwało głuche pukanie od frontu. Starzec pośpieszył w kierunku wejścia i szybkim ruchem uchylił drzwi. Mały posłaniec wyciągnął rękę ze zwiniętym kawałkiem papieru i oddalił się, szybciej niż mężczyzna podziękował mu.

Kilka chwil później, stary wilk morski obejrzał się jeszcze raz przez ramie, żegnając swoją biblioteczkę, masywne łoże, malutką spiżarnię. "Zaznałem tu wiele spokoju. Żegnajcie, nie łudźcie się, że jeszcze wrócę tu" Teraz puste pomieszczenia wypełnił metaliczny dźwięk zamykanego zamka..

Nieco żwawiej mężczyzna wyruszył w stronę umówionego miejsca. Dziwne podniecenie, jak przed każdym nieznanym rejsem towarzyszyło staruszkowi. W głębi spróchniałego ducha cieszył się, że jeszcze nim jego dni dobiegną końca, on sam zazna przygody, jeszcze raz będzie mógł porwać się w zabójczym tańcu wraz ze swoim kordem.

Już od wejścia na wydeptaną dróżkę widać było kilka postaci. Podchodząc bliżej, Razam mógł je rozróżnić. Wśród zgromadzonych było widać solidnie wyekwipowanego wojownika. Jego zbroja odbijała resztki promieni zachodzącego słońca. Starzec był zaskoczony, nie wiedział, że w obrębie wioski może mieszkać taki wojownik, z piękną stalową zbroją. Nieco obok stał mężczyzna zwany Hodwikiem. Albert pamiętał go. Z dala od dwóch mężczyzn, na beczcie siedział odziany w skórzany kaftan, z kapturem na głowie pewien jegomość. Dziwne, że nie chciał, najwyraźniej, utożsamiać się z nowopowstałą grupą poszukiwaczy.

Albert podszedł bliżej i poprawiając pas, spokojnym głosem rzekł:
- A zatem to z wami będę teraz podróżował. Moje imię brzmi Albert. - jeszcze raz z podziwem spojrzał na mężczyzn - Miło mi, że razem stawimy czoła przygodzie.
 

Ostatnio edytowane przez Maciekafc : 11-01-2011 o 20:10.
Maciekafc jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 20:58.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172