Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 07-01-2011, 01:37   #1
 
Mizuki's Avatar
 
Kroniki Cesarstwa Wa

[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=hA2pgEUnrM8[/MEDIA]


Dłoń Shouriego przesunęła się po czarnych włosach chłopca, siedzącego tuż obok niego na łodzi. Już za kilka chwil ich oczom ukazać się miał klasztor Shousen. Starszy mężczyzna, stojący na krańcu łodzi, w ciszy przyglądał się gęstwinie porastającej wszystko w pobliżu zalewisk. Pochylające się ku wodzie, otulone mgłą konary drzew, przypominały "Umęczone widma”, o których tak wiele się słyszało w legendach. Ponoć były one duchami wszystkich ludzi, którym przyszło stracić życie w trakcie wędrówki. Krążyły po lasach otaczających klasztor Shousen, dalej poszukując ścieżki do domu.
Nagle stary mężczyzna wskazał na coś w gęstwinie. Shouri wraz z Yasuke powędrowali wzrokiem we wskazanym kierunku. Przez chwilę nie mogli dostrzec niczego, co mogłoby zwrócić czyjąś uwagę. Oboje wytężyli jednak wzrok, by w końcu pośród mgły i czarnych traw ujrzeć już niemal przekwitły lotos.
- Jak to możliwe...? - Yasuke wpatrywał się błyszczącymi oczami w kwiat.
- Nie traktuj tego miejsca jak zwyczajne bagno, Mój Panie - Shouri zwrócił się do chłopaka, cały czas przyglądając się mijanej roślinie - Drzewa te widziały więcej wojen, niż opisano w naszych kronikach. Znają sekrety większe niż niejeden daimyo i posiadają duszę bardziej nieskazitelną niż dusza niejednego samuraja - chłopiec skierował swoje spojrzenie na Seishina - Nic Ci tutaj nie grozi, Yasuke-sama.
Shouri jeszcze przez kilka długich chwil spoglądał w kierunku rośliny, chociaż zniknęła już gdzieś w oddali.
Pawilony klasztoru były luźno rozsiane po kilku mniejszych wyspach, otoczonych przez wody rozlewiska. Wszystkie połączone były ze sobą siecią drewnianych mostów, które teraz tak często mijali. Nad spokojną tafla wody przez cały czas unosiła się lekka mgła, utrudniając dodatkowo zajrzenie w te czarne wody.
Gdyby nierozpalone lampiony, każda osoba o zdrowych zmysłach pomyślałaby, iż klasztor został już dawno opuszczony przez ludzi. Jak okiem sięgnąć - pustka i błoga cisza.
Chłopak z wygoloną głową rzucił linę prosto w ramiona starszego mężczyzny z łodzi. Bok łódki uderzył o drewniany pal przy nabrzeżu, kiedy Shouri pochylił się po swój miecz.
- Seishin-san! Spójrz! Śnieg! - Yasuke skierował rozradowane spojrzenie w kierunku wieczornego nieba. Shouri uśmiechnął się widząc radość na jego twarzy, wywołaną czymś tak pozornie błahym.
- Myślisz, że czekał aż do tej chwili, by nie przeszkodzić nam w podróży?
- Jesteś panie potomkiem Katsuryukiego, zatem nad twym losem czuwa sama Amaterasu. Kto wie czy właśnie nie dzięki jej przychylności udało nam się dotrzeć tutaj tak szybko?
Seishin skierował swoje spojrzenie w kierunku wierzby stojącej przy samym brzegu. Płatki śniegu przystroiły jej opadające gałęzie niczym białe kwiaty. Wtedy też dostrzegł gdzieś za drzewem postać w czerwonym kimonie. Na ganku domostwa, stojącego w cieniu wierzby ukazała się Chou. Shouri poczuł niesamowita ulgę, pewny, że jego ukochana dotarła na miejsce szczęśliwie.
- Witaj Seishin-sama. Widząc jak zbliżacie się do brzegu, poczułem ulgę. Dakai-sensei wspominał w ostatniej wiadomości, iż rozesłali nagrodę za schwytanie Ciebie Panie - Mężczyzna o siwej brodzie zbliżył się do Shouriego, gdy ten tylko opuścił łódź. Ukłonił się nisko, po czym kontynuował - Jak się zapewne domyślasz Panie, jestem Inute. Jakiś czas temu dotarli tutaj ludzie Dakai-sensei, jednak nie znali żadnych wieści o twej szlachetnej osobie - sokolnik skierował spojrzenie na młodego chłopaka stojącego tuż obok Seishina. Yasuke spojrzał mu w oczy, po czym skrył się nieco za plecami swojego wybawiciela.
- Tak, Inute-san. Dakai-sensei niejednokrotnie wspominał mi o Tobie i wspaniałej pracy, jakiej oddajesz się tutaj, w klasztorze.
- Ach! Zbyt szczodre są twe słowa Seishin-sama. Mnisi przygotowali dla was skromne pokoje. Czy jednak moglibyśmy porozmawiać nim udasz się na odpoczynek?
- Odpoczynek przez długi czas może nie stać się moim udziałem, Inute-san. Oczywiście, ja również mam do ciebie kilka spraw - mężczyzna odwrócił się i pochylił do Yasuke - Mój panie, spójrz tam. Widzisz swoją siostrę? Wspaniale. Idź do niej i proszę, nie oddalaj się nawet na chwilę.
Shouri odprowadził chłopca wzrokiem. Był pewien, że jeśli teraz zbliży się do Chou, nie będzie w stanie powstrzymać się od chwycenia jej w ramiona.
- Czy możemy napić się cha podczas naszej rozmowy?
- Naturalnie, Seishin-sama. Furo-san od świtu wyczekuje Cię w pawilonie, mój Panie.

Kilka chwil później.

Shouri upił kilka łyków gorącej herbaty z czarki, przysłuchując się jednocześnie sprawozdaniu Inute. Pokój, w którym zasiedli był niezwykle skromny. Znajdowały się w nim jedynie dwie maty tatami, na których teraz siedzieli, stary, papierowy lampion oraz zawieszony na ścianie zwój z malunkiem suibokuga.
- Nie podzieliłeś się jeszcze z nikim tymi informacjami, Inute-san?
- Nie, mój Panie. Lepiej by Twoi sojusznicy usłyszeli wszystko od Ciebie.
- Masz rację. Nie jestem jednak pewien, kto postanowił stanąć po mej stronie? - Do klasztoru w ostatnich dniach przybyło wielu twych przyjaciół, Panie.
Inute wydobył z głębi szerokiego rękawa niewielką kartkę i przekazał ją Shouriemu. Mężczyzna w skupieniu odczytał nazwiska przybyłych do klasztoru.
- Przybyli wygnańcy jak i zacni słudzy swych panów. Muszę dozgonnie podziękować wszystkim... Ich czyn to niezwykłe poświęcenie, nieprawdaż?
- Naturalnie Seishin-sama.
- Czy znajdzie się tutaj miejsce, w którym mógłbym się z nimi spotkać?
- Najlepszym miejscem będzie chyba Pagoda Porannej Rosy. Znajduje się na uboczu, niedaleko wzniesień na zachód stąd Seishin-sama.
- W takim razie, poproś mych szanownych gości by zjawili się w tym miejscu.
- O jakiej porze?
- Od tej chwili... Niech przybędą po wypaleniu się pięciu kadzideł. Chcę byś i ty przybył w to miejsce Inute-san.
- Naturalnie, Seishin-sama. Wszystkim się zajmę.

Drzwi do pokoju, w którym siedzieli lekko się uchyliły. W szczelinie ukazała się twarz Furo.
- Czy podać coś jeszcze, mój Panie?
- Nie, Furo-chan. Właśnie kończymy.

Inute ukłonił się Shouriemu, po czym wstał i opuścił pawilon. Wychodząc wpuścił do wnętrza kilka płatków śniegu, które opadły na drewnianą podłogę. Seishin przyglądał się w ciszy, jak zamieniają się one w mokre punkty, na zniszczonej, ciemnej powierzchni.
Inute zjawił się na miejscu nieco przed czasem. Shouri miał stawić się na miejsce , kiedy już wszyscy z jego znamienitych gości przybędą.
Starzec szybko wydał kilka poleceń kilku chłopcom o zgolonych głowach, zapewne dopiero rozpoczynających swoje praktyki w klasztorze. Po kilku chwilach maty tatami oraz kilka imbryków z cha , ułożonych na rozżarzonych węgielkach by zapewnić napojowi odpowiednią temperaturę, było gotowych na przybycie gości.
Śnieg dalej sypał się z nieba, zdążył pokryć całą ziemie swym białym płaszczem.
Okolice pagody z pewnością należały do najpiękniejszych w okolicy. Widok, który rozpościerał się na odległe szczyty górskie zapierał dech w piersiach, nawet teraz przy ograniczonej widoczności.

Kilka chwil przed spotkaniem. Pokój Shouri'ego.

Seishin stał spokojnie , przyglądając się opadającym płatkom śniegu za oknem. Furo właśnie kończyła wiązać jego granatowe obi, które miało nadawać głębi czerni jego kimona o prostym kroju.
Chłopak ukradkiem, na małą chwilę skierował swoje spojrzenie ku twarzy Furo. Ta ze skupieniem wlepiała wzrok w misterny, niewielki węzeł nad , którym ciężko pracowała. Jej drobne ręce z wprawą już obracały, wywijały i przeciągały delikatny jedwab.
- Furo-chan, dziękuje Ci , że przybyłaś tutaj.
- Przecież takie było Twoje życzenie, mój panie.
- Dziewczyna spojrzała na niego z zaskoczeniem na chwile przerywając pracę przy obi.
- Sprzeciwiłaś się tym samym mojemu ojcu, ne ?
- Twój ojciec nakazał mi służyć Ci jak najlepiej, Seishin-sama. To mój obowiązek.
- Gdyby każdy samuraj w dzisiejszych czasach, miał szlachetne serce, podobne do Twego Furo-chan, zapewne teraz pilibyśmy ocha w moim ogrodzie.
- Dziękuję za tak wspaniała pochwałę Seishin-sama, jednak nie zasłużyłam sobie na te słowa. Czy sam wspominając kiedyś nauki Dakai-sama nie rzekłeś "Nie wymagaj od kamienia, by był czymś więcej niż tylko kamieniem ?". Jestem chłopką mój Panie i zapewne nie pojmuje całej mądrości tych słów. Ale uważam, że w naszym świecie każdy powinien częściej wspominać je podejmując ważne decyzje, ne ? Świat jest jaki jest, a każdy ma swoją Karme, ne ?
- Shouri uśmiechnął się lekko rozbawiony słowotokiem Furo.
- Kiedy urodzisz pierwszego syna, uczynię go Samurajem, Furo-chan. Jesteś zaprawdę najmądrzejszą chłopką jaką poznałem.- dziewczyna odwzajemniła uśmiech, po czym przerwała pracę przy obi i ukłoniła się głęboko w kierunku Shouri'ego.
- Jak zawsze jesteś dla mnie zbyt szczodry, Seishin-sama.
Sam chłopak wiedział jednak, że Furo zasługuje sobie w każdym calu na jego szczodrość. Obdarowała go bowiem nie zwyczajnym oddaniem, jakie należy się panu od jego sługi, ale i szczerą przyjaźnią. Wiedziała czemu oddawali się chwile temu wspólnie z Chou w zaciszu jej komnaty i zadbała o to, by nikt nie zbliżył się w to miejsce odkrywając ich sekret. Robiła to już w Miyako. Również tam miała okazję do rozsiania setek niemiłych plotek na ten temat jak często mają w zwyczaju służące. Powstrzymywała się jednak od tego, chroniąc szczęścia swego pana z prawdziwym oddaniem samuraja.
Po kilku chwilach strój Seishina był gotowy. Furo posłała młodego mnicha , by przekazał Chou-hime o zakończeniu przygotowań do spotkania. Spotkali się z Shourim na tarasie pawilonu, tuż obok wierzby , w której cieniu skryła się wcześniej dziewczyna. Byli sami.
- Nawet wierzba zdaje się onieśmielona Twą urodą Chou-sama. Czy następca czuje się dobrze po podróży ?
Chou zmierzyła wesołym spojrzeniem wierzbę, po czym obdarowała swym uśmiechem ukochanego.
- Nawet w takiej sytuacji w jakiej się znajdujemy , potrafisz doszukać się we mnie piękna , Shouri-san.
- Jesteś zbyt skromna, moja Pani.
- A Ty nazbyt uprzejmy. Albo ślepy ?
- Z miłości do Ciebie.
- zbliżył się do niej, jednak obawiając się spojrzeń innych, powstrzymał od wzięcia jej w ramiona. Seledynowe, ziomowe kimono Chou zaszeleściło na wietrze
- Yasuke-sama śpi. Podróż była dla niego wszak całkowitą nowością, nigdy nie opuszczał Miyako. I to w taki sposób... To duże przeżycie, ne ? Zostawiłam bushi z sekty Himaru, którzy przybyli tutaj przed tobą by strzegli go podczas naszej nieobecności.
- Czy... Czy powiedziałaś mu już o Cesarzu ?
- Oczy dziewczyny nagle przepełnił smutek, przypominający posępnie zwisające ,ogołocone z liści gałęzie wierzby obok.
- Nie , Shouri-san. Jeszcze nie. Sama muszę się z tym pogodzić aby w odpowiedni sposób przekazać mu tą wiadomość. Od zawsze był zżyty z moim czcigodnym ojcem. Szczególnie odkąd jego matka dołączyła do Kami. -przerwała na chwile, podnosząc przestraszone spojrzenie.- Nie pomyślałam nawet o mojej matce. Jak ona sobie z tym poradzi...Jest sama , w Miyako wśród nieprzyjaciół...
- ... I dworzan i reszty konkubin, Chou-hime. Twoja czcigodna matka jest pierwszą z cesarskich konkubin, najważniejsza damą na dworze od śmierci cesarzowej. Jestem pewien , iż Konomashi-sama nie bez powodu obdarzył ją takim zaufaniem i zaszczytem. Poradzi sobie.
- Do tej pory wspomnienie o Emitsu-sama, matce Chou przyprawiało Shouri'ego o dreszcze. Była kobietą władczą o niesamowitym instynkcie i bystrym umyśle. Zarządzała całym dworem , dbała o sprawy związane z cesarskimi gośćmi w Miyako jak i zarządzaniu towarzyskimi sprawami całego Kuge - szlachty dworskiej. Chłopak spotkał ją kilka razy i zawsze miał wrażenie, że te ciemne oczy wpatrzone w niego dostrzegają prawdę - o nim o o Chou. Często miał wrażenie, że Emitsu jest w stanie jednym takim spojrzeniem powalić go na kolana i bez problemu wyssać wszelkie tajemnice z jego duszy. Dla Chou i Konomashi'ego była jednak ciepłą osobą, zawsze dbającą o ich dobro. Od śmierci czcigodnej Cesarzowej -Heichi, stała się również matką dla Yasuke.
- Teraz zazdroszczę Twej matce jej silnego charakteru...- powiedział chłodno pod nosem, świadomy ciężaru rozmów jakie go za kilka chwil czekają.
Chou ułożyła dłoń na jego ramieniu, uśmiechając się przy tym ciepło.
- Pamiętaj, że jestem tutaj z Tobą, Shouri. Wierze w Ciebie.
- Dziękuję. Dam z siebie wszystko.

Ruszyli w kierunku Pagody do czekających już tam gości...
 
__________________
"...niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy - oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys"

Ostatnio edytowane przez Mizuki : 07-01-2011 o 02:22.
Mizuki jest offline  
Stary 07-01-2011, 03:07   #2
 
Feataur's Avatar
 
Droga do klasztoru była by dość uciążliwa dla zwykłego wierzchowca. Jednakże koń, jaki niósł Shirase nie był zwykłym rumakiem. Czy może był nim… kilka wieków wcześniej. Teraz, wskrzeszony magią Kenbatsu, na powrót miał służyć nowemu panu. Do czasu, aż przestanie być użyteczny. Podróż była dla kuchiyosesha dość udana. Dzięki przerażeniu, jakie wywoływał upiorny rumak, bez trudu mógł zażądać od chłopów jakiegoś mięsnego pokarmu, jak i również krwi zwierząt. Krwi, która mimo wszystko utrzymywała kości szkieletu razem i zmuszała je do ruchu.
Przez kilka dni Kenbatsu przemierzał tak dobrze sobie znane ziemie klanu, aż wkroczył na inne tereny. Tam dopiero jego wygląd wzbudzał postrach. Legendy jakie krążyły o klanie Shirase może i były wyolbrzymiane, jednak dla zwykłego heimina widok końskiego szkieletu, niosącego ubranego na czarno samuraja, prowadzonego przez kruka, musiał pobudzać zabobonną wyobraźnie. Co sprawiało Kenbatsu ponurą satysfakcję. Wkraczając na obce sobie ziemie, bardziej żyzne i bogatsze w zwierzynę, mag mógł przyśpieszyć swoją podróż, tak że po czterech dniach od opuszczenia cmentarzyska, a którym dostał wiadomość, znalazł się w wiosce, z której można było opłacić łódź do klasztoru. Przez chwilę patrzył na kołującego w górze Tsukashi i uśmiechnął się wrednie. Zauważył niedaleko jakiegoś chłopa, więc czym prędzej skierował się w jego stronę.
- Starcze – powiedział, spoglądając z rumaka na wieśniaka – Muszę przedostać się do klasztoru. Natychmiast. Dasz radę znaleźć mi łódź i przewoźnika?
Tsukashi zakrakał nad głową Shirase, po czym usiadł na jego prawym ramieniu, przełykając coś, co najprawdopodobniej było za życia jakimś pomniejszym gryzoniem.
Chłop ukłonił się głęboko, widząc wetknięte za pas mężczyzny samurajskie miecze.
- Musisz dotrzeć nad zalew, po drugiej stronie wioski Samuraj-sama. Tam jest chata , w której wraz z rodziną mieszka przewoźnik. Tylko on zna drogę do klasztoru
Shirase spojrzał w podanym przez chłopa kierunku, zaś po chwili namysłu naparł nieco na niego końskim szkieletem.
- Wskaż mi drogę - rozkazał, nieznoszącym sprzeciwu słowem.
Chłop odsunął się w tył , ostatecznie padając plecami w śnieg.
- Tak , wybacz samuraj-sama! Proszę, wybacz mnie głupiemu moją niegrzeczność. Błagam, pozwól mi się zaprowadzić na miejsce - poderwał się na nogi, by ponownie paść na kolana w ukłonie.
Shirase nie zaszczycił go już nawet spojrzeniem, tylko ruszył w stronę chatki przewoźnika. Jednak na tyle wolno, by chłop zdołał się podnieść i wyjść dogonić go.
Chłop rąbnął kilka razy od serca w drzwi domostwa, w których po chwili ukazał się umieśniony mężczyzna w średnim wieku, jedynie w przepasce przewiązanej an biodrach.
- Ktoś do Ciebie, Uragi-san.
Shirase krótko ocenił posturę chłopa, by stwierdzić, że ma do czynienia z mężczyzną, którego zawód to właśnie wioślarz. Poczekał, aż ten wyjdzie nieco do przodu, po czym pochylił się lekko w siodle.
- Potrzebuję dostać się do klasztoru. Jak najszybciej - powiedział spokojnie, nie chcąc tym razem aż tak wystraszyć kolejnego wieśniaka.
Widząc wierzchowca , którego dosiadał samuraj, Uragi wykonał kilka kroków w tył, szukając czegoś pilnie ręką za progiem. Po słowach Kenbatsu przerwał jednak.
- Koń na moją łajbę się nie zmieści... Nawet taki...
Kenbatsu skinął głową, jakby to było oczywiste. Zeskoczył z siodła, po czym klasnął niemal na granicy słyszalności, a kościsty upiór na powrót stał się kupką kości. Jedynym śladem jego użytkowania było zużyte siodło.
- Jeśli chcesz, możesz je zabrać - powiedział do wystraszonego wieśniaka, wygrzebując z sakwy małą monetę i kładąc ją na kupce kości – I nie obawiaj się, on już nie wstanie. Kości możesz nawet wrzucić do bagna.
Kenbatsu poprawił kapelusz i miecze, po czym spojrzał na przewoźnika.
- Możemy płynąć, Uragi-san - oznajmił, na co rozległo się wesołe krakanie Tsukashiego.
"Iiii, ten śmierdzący śmiercią samuraj traktuje mnie jak głupiego Eta ... Nigdy nie tknę się tego truchła " Pomyślał chłop, kłaniając się Kenbatsu i dziękując mu za jego "szczodrość".
Uragi szybko przyszykował łódź, po chwili wszystko było gotowe do przeprawy.
- Mnisi z Shousen rzadko miewają gości, Samuraj-sama. Musisz być rozsądny i wybaczyć im jeśli nie będą gotowi na Twoje przybycie - powiedział już w łodzi.
- To już ich zmartwienie - odparł Kenbatsu, jakby się tym nie przejmował. Tak naprawdę miał w szczerym poważaniu, to co robią mnisi. Dla niego liczyła się wiadomość, którą przewoził oraz perspektywa spotkania z Shourim. Mimochodem spoglądnął za siebie, na brzeg, z którego wsiadał. Kupka kości leżała tam, gdzie ją zostawił. Na ten widok uśmiechnął się wrednie, widząc, że nietolerowanie śmierci i wszelkich jej aspektów nadal jest głęboko zakorzenione w świadomości chłopstwa. Zastanawiał się, czy również kasta wojowników dzieli ów powszechny wstręt...
Mijając wyspiarskie pawilony, próbował wypatrzeć jakikolwiek ruch. Tu i ówdzie mijały mu postacie mnichów z latarniami. Jednak dopiero, gdy łódka przybiła do brzegu, mógł przyjrzeć się im z bliska. Jego obserwację zaś zakłóciło pojawienie się starszego wiekiem człowieka, o długiej siwej brodzie. Przedstawił się jako Inute, mówiąc, że czeka na gości, którzy mają przybyć na wezwanie Shouriego. Kenbatsu bez słowa podał mu wiadomość, którą otrzymał od Seishina, jednocześnie zastanawiając się, kto taki również zamierza dołączyć do niego i młodego bushi. Wkrótce potem wędrował korytarzami klasztoru, starając się zapamiętać jak najwięcej z rozłożenia pomieszczeń. Tsukashi siedział mu na ramieniu, gdyż Kenbatsu kategorycznie nie zgodził się na rozstanie z pupilem. Rozgościł się w przydzielonym mu pokoju, apo jakimś czasie jeden z mnichów oznajmił mu, że Seishin przybył i w niedługim czasie oczekuje go w pagodzie.
Po upłynięciu czasu pięciu kadzideł, Shirase opuścił pokój i prowadzony przez Tsukashi znalazł się w pomieszczeniu. Póki co, był pierwszy, więc zajął miejsce na wprost wejścia. Po pierwsze, by lepiej widzieć wchodzących, po drugie, by ci lepiej widzieli go.
 

Ostatnio edytowane przez Feataur : 07-01-2011 o 03:11.
Feataur jest offline  
Stary 07-01-2011, 10:41   #3
 
Tammo's Avatar
 
W chwilę po tym, jak Shirase Kenbatsu wszedł do Pagody Porannej Rosy, pojawił się tam około trzydziestoletni mężczyzna, nieco wyższy niż przeciętny samuraj Cesarstwa. Był uzbrojony i opancerzony, jego zbroja nosiła znak klanu Uchikatsu na plecach, zaś zdobione płyty naramienne starannie wykonane były tak, by sprawiać wrażenie, jakby głowa wilka, wyrzeźbiona na ramieniu, przytrzymywała je przy zbroi, nie pozwalając upaść. Ktokolwiek znał się nieco na płatnerstwie, wiedział, że to wrażenie fałszywe, lecz zręcznie wykonane. Mężczyzna skłoniwszy się, zaraz po wejściu, skierował się w stronę stojaka na broń, pozostawiając tam długie yari z nietypowym ostrzem, najpewniej niewielki łuk, czego nie było widać pod skrywającym go pokrowcem oraz daisho.

Ten człowiek nie pozostawał jednak bez broni, miał jeszcze wachlarz oraz tanto, wyraźnie widoczne za plecami, przytrzymywane przez obi. Był przygotowany jak na wojnę, co mogło oznaczać, że albo przebył naprawdę niebezpieczne tereny albo spodziewał się kłopotów.

Dopiero odłożywszy te bronie, które nieuprzejmie byłoby prezentować w towarzystwie usiadł, plecami do rzeczonego stojaka, zdjął hełm i położył go obok siebie. Miał poważną, twarz o pociągłych i regularnych rysach, szerokim uśmiechu i nieco trójkątnym podbródku. To jednak można było przeoczyć, w zaskoczeniu jakie wywoływał widok przepaski na jego oczach, opisanej znakiem Los. Nie poruszał się jak ślepiec, pierwszym przypuszczeniem było więc, że należy do tych spośród Uchikatsu, którzy dla osiągnięcia jeszcze większej perfekcji swoich umiejętności, pieczętowali ten zmysł, który dla przeciętnego człowieka był nieodzowny.

Wrażenie to poparł fakt, że usiadłszy i zdjąwszy hełm, czyli zadośćuczyniwszy etykiecie, samuraj Uchikatsu odezwał się, dość przyjemnym dla ucha tenorem, zwracając głowę wprost w stronę siedzącego Shirase:

- Uchikatsu Tokoyogi-desu, z kim mam przyjemność?

Tsukashi zakrakał, poruszając się niespokojnie. Przyczyna niepokoju kruka leżała zaraz na zewnątrz pagody. Uchikatsu nie przybył sam. Dwu jego ludzi zajęło strażnicze pozycje na zewnątrz pomieszczenia. Podobnie jak ich dowódca, byli opancerzeni i uzbrojeni.
 
__________________
Zamiast PW poślij proszę maila. Stare sesje:
Dwanaście Masek - kampania w świecie Legendy Pięciu Kręgów, realia 1 edycji
Shiro Tengu
Kosaten Shiro

Ostatnio edytowane przez Tammo : 07-01-2011 o 11:00.
Tammo jest offline  
Stary 07-01-2011, 12:23   #4
 
Fielus's Avatar
 
W pole widzenia siedzących w pagodzie mężczyzn wszedł kolejny osobnik. Poruszał się po śniegu z niezwykłą precyzją, jakby lękając się, że biały miękki puch może zaatakować, ukąsić go w stopy. Ciało mężczyzny, bo sądząc po posturze niewątpliwie był to mężczyzna, całe skrywała zbroja skórzana, pozszywana z kawałków wyprawionej do miękkości skóry różnorakich zwierząt. Poszczególne odcienie brązów, szarości i beżów dawały interesujący deseń. Z rysów twarzy przybyłego nie dało się odczytać zbyt wiele, bowiem cała twarz obwiązana była wieloma warstwami zbrązowiałego płótna. Jedynym szczegółem który dało się wyróżnić, był metalowy cylinder, średnicy mniej więcej połowy palca mężczyzny, z wprawioną w niego soczewką z wypolerowanego kryształu kwarcu. Całości stroju dopełniał stożkowy kapelusz, którym mężczyzna, jakby z przyzwyczajenia, osłaniał twarz przed wiatrem przytrzymując go nasuniętego lekko na czoło.
Biorąc pod uwagę skrytość w ujawnianiu swego wyglądu, oraz ostrożność i wyważenie w poruszaniu się wnioskować można z całkowitą pewnością, że trzeci z przybyszy należy do klanu Shinobu. Zamiast miecza przybysz miał przy sobie wąski skórzany pokrowiec, z którego wystawało na światło dzienne ostrze kusarigamy.
Po wejściu do Pagody Porannej Rosy Shinobu odrzucił kapelusz na plecy - obecni mogli zobaczyć, wyzierające spomiędzy bandaży i szmat kryjących głowę agenta, kępy spłowiałych włosów, niegdyś pewnie bardzo ciemnych, obecnie barwy dojrzałych kasztanów. Jedynym swoim okiem mężczyzna przyjrzał się nieznanym sobie twarzom, po czym zajął miejsce naprzeciw Uchikatsu, Shirase zaś mając po lewej ręce. Przysiadł na piętach i wziął jeden, długi, głęboki wdech, po czym ze świstem wypuścił powietrze. Ciszę przerwał, choć można by powiedzieć również że wkomponował się w nią, szept Shinobu.
- Domyślam się, panowie, że Shouri Seishin zaszczyci nas już wkrótce...-
 
__________________
" - Elfy! Do mnie elfy! Do mnie bracia! Genasi mają kłopoty! Do mnie, wy psy bez krzty osobowości! Na wroga!"
~Sulfelg, elfi czarodziej. "Powołanie Strażnika".

Ostatnio edytowane przez Fielus : 07-01-2011 o 13:30.
Fielus jest offline  
Stary 07-01-2011, 17:41   #5
 
Tammo's Avatar
 
Współtworzone z Fetaurem

Nie otrzymawszy odpowiedzi, mężczyzna swobodnie indagował dalej:

- Wydajesz się znajomy panie, lecz bez jakichś słów zachęty z Twej strony nie chciałbym podawać Twego imienia, jeżeli na przykład sobie tego nie życzysz.

Kenbatsu osłupiał, słysząc imię pierwszego z gości. Nie spodziewał się zastać tutaj... swojego zięcia. Kiedy ten przemówił po raz kolejny, Kenbatsu ściągnął z głowy kapelusz i położył go obok siebie.

- Co słychać u mojej córki, Tokoyogi-kun? - powiedział do bushi, a po raz pierwszy od długiego czasu w głosie Kenbatsu dało się wyczuć nutkę rozczulenia.

W nagłym przypływie emocji, Tokoyogi klasnął w ręce rozradowany, cała jego twarz rozpromieniła się na widok długo nie widzianego oblicza jego rozmówcy a na ustach zagościł szczery i nieudawany uśmiech:

- Oooo doprawdy, szczęśliwy omen! Rad jestem niezwykle, widząc Ciebie, ojcze, a jestem pewien, że i Shirayuki jak tylko się dowie, żeś cały, będzie bardzo uradowana.

Śmiejąc się ze szczerego serca mężczyzna rozluźnił się wyraźnie, ściągnął opaskę. Miał złote oczy, które niewątpliwie widziały.

- Dobrze się dzieje, choć nie tak dobrze, jakbyśmy mogli sobie życzyć. Shirayuki jest zdrowa i równie piękna, jak wtedy, kiedy ją poznałem. Iye, jest piękniejsza - nieudawana duma i uczucie przebijały z głosu mówiącego - Ryu ma trzynaście lat, Ryuka, dwa mniej. To prawdziwe smoki, zadziwiają swoich nauczycieli przenikliwością i łaknieniem wiedzy. Odziedziczyły po matce talenty, przez co Shirase bardzo naciskają na ich nieustającą edukację. Szczęśliwie nie są jedynymi, którzy mają w tej materii coś do powiedzenia, zatem razem z naszym trzecim, Hidemitsu, kształcą się nie tylko wśród Shirase.

W pozornie lekkiej wypowiedzi, dało się wyczytać pewne rzeczy, znane obu mężczyznom, pomiędzy wierszami. Naciski Shirase oczywiście można było tłumaczyć tym, że młodzi winni być nieustannie kształceni by opanować trudną sztukę.

Można było.

Shirase słuchał tego potoku słów, z niemała satysfakcją odnotowując, że jego nauki nie poszły w las. I tego, że Kumo nadal tkwi pomiędzy młotem a kowadłem.
Słuchając o wnukach, starał ich sobie wyobrazić. Trójka małych brzdąców, biegających to tu i tam, w otoczeniu jego córki, Shirayuki. Te obrazy były chyba jedynymi, jakie starał się pielęgnować w swojej głowie, a które nie skupiały się na maho Śmierci. Ucieszył się na myśl, że wciąż tam, na dworze Shirase są osoby mu życzliwe. A to dawało możliwość powrotu do domu.

Kiedyś...

- Chciałbyś o coś zapytać, Tokoyogi-kun? - zapytał z uśmiechem, swoim głębokim basem. Na dźwięk tak miękkiem nuty, aż Tsukashi zakrakał ze zdziwienia, siadając u kolan swego pana - Aż widzę, ze korci cię, by przekazać to wszystko mojej córce. Pytaj więc śmiało, póki nikt nam nie przeszkadza.
- Hai, w rzeczy samej
- uśmiechnął się Uchikatsu - Pierwsze, jak się miewasz? Czy podróże były dobre? Czy Ci czegoś nie brak? Pozwól mi zająć się też Twoim ekwipunkiem. - roześmiawszy się serdecznie mężczyzna dodał - Shirayuki zaleje mnie szeregiem pytań, czy zadbałem o Ciebie jak należy. Wreszcie, najważniejsze - kiedy wracasz? Wypatrujemy Cię już jakiś czas. - Nie powiedział: "moja żona", "Twoja córka", czy "niektórzy". Wprost, naturalnie, powiedział "my". - Czy to nie dobra pora? - przechyliwszy głowę, spojrzał na teścia poważnie - Nie pytam po próżnicy, nasza rodzina wobec obecnych wydarzeń jest niczym ryba na haczyku. Jeśli wieści się rozejdą, że chociaż widzieliśmy się, co dopiero podróżujemy razem, pewni ludzie natychmiast założą najgorsze.
- Po pierwsze
- odparł Shirase - jak widzisz, czuję się wyśmienicie. Może i ziemie Shirase nie są obfite w zwierzynę, ale po sześciu latach wędrówek znajdziesz miejsca, w których można spokojnie odpocząć i zregenerować siły.

Rzeczywiście, patrzący na dawno nie widzianego krewnego Uchikatsu mógł dostrzec, że to, co najbardziej teraz dolegała Shirase, to zmęczenie po długiej podróży. Tamten pogłaskał kruka, siedzącego przed nim.

- Podróże bywały zaś... pouczające - powiedział, przypominając sobie, jak znalazł dość obszerny cmentarz wojsk Wielkiego Cesarza. Dzięki odpowiedniej ilości krwi i akolitów Shirase, mógłby nawet wskrzesić niemałą armię... - Niemniej, nie bywałem samotny. Ten kruk, Tsukashi, towarzyszył mi od czasu wygnania. Poza tym spotkałem wielu uczniów na swojej drodze, rozsianych obecnie po różnych miejscach w Cesarstwie - teraz dwuznaczność owych słów również nie powinna była umknąć uwadze Uchikatsu - Co więcej, są oni dość pojętnymi osobami, wiernymi swojemu nauczycielowi.

Wolną dłonią sięgnął po dwa miecze u pasa i położył je koło siebie.

- Wybacz nieuprzejmość, ale lata praktyki spowodowały, że odkładam je tylko w ostateczności - oznajmił z uśmiechem - Co zaś do mojego powrotu...

Zastanawiał się przez chwilę, jakby ująć w słowa to, co zamierzał przekazać.
- ...nie spodziewajcie się mnie w najbliższym czasie. Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia, a mój braciszek mi w tym nie pomaga. Ukrywanie się przed maho Shirase również wymaga nieco finezji. Jednakże... - spojrzał na Toko, również natychmiast poważniejąc - wszystko zależy od tego spotkania. Seishin Shouri, którego jak widzę zdołałeś już poznać, nie wzywa ludzi po to, by porozmawiali ze sobą chwilę. Nawet, jeśli to rozłączona rodzina. Przodkowie również są niespokojni. Całe zaświaty jakby czekały na znak, by zwalić się na głowy żywym.

Te słowa nie zaskoczyły zięcia. Mężczyzna pokiwał głową, jakby słyszał je już wcześniej, co najmniej parę razy. Kenbatsu mógł szybko domyślić się, że ostrzeżenie takie wcześniej mężowi mogła przekazać jego córka.

- Wydarzenia są fatalne - odrzekł tamten z kamienną, zawziętą twarzą. - Budzą mój gniew. Obudzą też Twój, Kenbatsu-sama. Zmienią wiele planów. Moje zmieniły na pewno. - Chciał dodać coś jeszcze, lecz miast tego rzekł jedynie - Saya bliższego Ci ostrza wymaga lekkiej poprawy okuć. Mam coś odpowiedniego, jeśli zechcesz, bym się tym zajął. Nie widzę też dobrego okrycia przeciw wiatrowi. Pozwól, ojcze, bym się tym zajął - przy wtórze tych słów do pagody wszedł trzeci mężczyzna, zaś Uchikatsu Tokoyogi naturalnie zamilkł, pzenosząc nań wzrok.

Shirase skinął głową, zauważając kolejnego gościa. Nie wiedział, czy Shirayuki dowiedziała się od kogoś o przeklętym ostrzu, które nosił u boku Kenbatsu i czy nie przekazała ich Toko, lecz wolal o tym się nie przekonywać na wlasnej skórze. Co zaś do płaszcza... Czy jest coś przyjemniejszego, niż dostanie go w prezencie od własnego zięcia?
Shirase uśmiechnął się do siebie.

Zapadłą ciszę, przerwał szept nowoprzybyłego:
- Domyślam się, panowie, że Shouri Seishin zaszczyci nas już wkrótce...

Tokoyogi pozostał taki, jakim pamiętał go Shirase - uprzejmym i życzliwym człowiekiem, rodzinnym i otwartym wobec krewnych. Kenbatsu mógł polegać, że jego zięć się odezwie i tak się też stało:

- Spodziewamy się go szybciej, niż później, nieznany panie. Jestem Uchikatsu Tokoyogi. Czy mogę poznać Twe imię?
 
__________________
Zamiast PW poślij proszę maila. Stare sesje:
Dwanaście Masek - kampania w świecie Legendy Pięciu Kręgów, realia 1 edycji
Shiro Tengu
Kosaten Shiro
Tammo jest offline  
Stary 08-01-2011, 23:14   #6
 
itill's Avatar
 
Ayano była bardzo przejęta mijając wszystkie nieznane sobie tereny. Nie była pewna na dobrą sprawę co ją czeka i jak to będzie bez jej opiekuna. Dla niej właśnie zaczynało się odpowiedzialne życie. Podczas przeprawy przez bagna starała się medytować nad otaczającą ją wodą. To było dla niej inspirujące.

Gdy dotarła do klasztoru nie była pewna jak powinna się zachować. W razie czego nisko się ukłoniła.
-Zostałam tu przysłana. -powiedziała -Na polecenie... Shouri-sama. -dodała -Miałam gdzieś listy... -skrzywiła się i zaczęła przeszukiwać zakamarki swojej zbroi.

Mnich pokiwał tylko głową i wskazał jej miejsce spotkania. Przybyła strasznie późno. Wszyscy dawno byli na miejscu prócz niej. Nie miała wiele bagażu jednak uzbierał się spory tobołek, który odniesiono do jej pokoju. W drodze do pawilonu poprawiła nieco lekką i nieco prowizoryczną zbroję. Wydawało się, że niemal wszystko ją w niej uwiera.

Gdy weszła do pomieszczenia, w którym prawie wszyscy już się znajdywali uśmiechnęła się niepewnie. Po chwili ukłoniła. Katana do której nie była zbytnio przyzwyczajona nieco jej to utrudniała. Rozejrzała się po wszystkich, a następnie odłożyła katanę oraz wakizashi na odpowiednie miejsce.

-Witajcie szlachetni samurajowie. Jestem Yuusha Ayano. -powiedziała cicho.

Jeszcze raz się ukłoniła i zajęła wolne miejsce gdzieś w miarę możliwości na uboczu lub niemal gdzieś z tyłu, co najmniej pół kroku za innymi. Tak zaprezentowała się ledwo 13-letnia dziewczyna. Niedopięta zbroja i z trudem założone kimono. Wydawało się, że miała gdzieś wachlarz, ale zapomniała go wyjąć i ułożyć przed sobą. Wyglądała jak raczej karykatura bushi niż bushi. Jednak przy ciut dłuższym badaniu jej zbroi wydawała się być solidną lekką zbroją niekrępującą ruchów. Co ciekawsze, uroda dziewczyny już była w rozkwicie i aż strach pomyśleć co będzie gdy rozpocznie się wyścig o jej rękę... w sumie to trudno było sobie wyobrazić, że ktokolwiek będzie się starał o jej rękę jeśli tylko dziewczyna coś powie lub samej jej przyjdzie się ubrać. O zgrozo! Jeśli ładne dziewczęta będą tak roztrzepane to biada Cesarstwu!
 
itill jest offline  
Stary 10-01-2011, 00:28   #7
 
Tammo's Avatar
 
Ujrzawszy dziewczynę, Uchikatsu na moment zamarł. Przymknął oczy, próbując odzyskać zburzony jej młodym wiekiem spokój.

List Shouriego, ostrzeżenia żony, sny jakie miał, czy niedawno padłe słowa teścia powodowały, że mężczyzna nie miał złudzeń co do wagi sprawy.

Ujrzenie przy tej misji jednak trzynastolatki, dziewczyny w wieku jego pierworodnego, któremu odmówił udziału w wyprawie, tylko po to, by Ryu NIE zginął...

"Może powinienem był go wziąć. Ma trzynaście lat."

Jednocześnie, gdzieś w głębi mężczyzny obudził się silny protest.

"Dopiero trzynaście lat. Bez przesady. Co niby miałby zrobić?"

Tokoyogi wiedział jednak, że na miejscu syna, wiedząc o obecności tu, wśród nich, tej młodej dziewczyny, czułby także zawiść. Skoro ona mogła, czemu on nie? Tokoyogi zasępił się, choć na zewnątrz nic po sobie nie pokazywał. Co takiego powodowało, że ta... to DZIECKO... było wśród nich?

Rozumiał siebie samego, czy Kenbatsu. Lata życia. Szereg wiosen za nimi. Zebrane doświadczenie. Chytrość. Lata ćwiczeń. Rozumiał Misute. Ktokolwiek wprost nazywa siebie samego agentem, ktokolwiek ucieka przed całym klanem Shinobu... tak, Shinobu i Shirase w ich grupie mieli wiele wspólnego. Doświadczenie zbiegów, odpowiednią perspektywę. Lata całe przechytrzali liczniejszego i lepiej wyposażonego wroga. Co miała takiego ta dziewczynka w źle dopiętej zbroi, potykająca się niemal o swój miecz?

Talent? Ryu również miał talent. Miał go w nadmiarze nawet. Pamiętając zdumienie nauczycieli swojego syna, jego łatwość w komunikowaniu się z duchami, naturalność z jaką mu przychodziło to całkowicie odmienne postrzeganie świata, Tokoyogi nie wątpił. Jego pierworodny będzie kimś wielkim w przyszłości.

Jeśli jednak nie talent... to co jeszcze?

Odgonił wszelkie myśli. Kiedy zwracał się do młodej kobiety, w jego głosie można było usłyszeć jedynie zaciekawienie oraz życzliwość:

- Yuusha-san, czy mogę Cię prosić o opowiedzenie nam o swoim gempukku?

Kiedy Uchikatsu utkwił w młodej dziewczynie swój wzrok, ciężko go było zignorować. Mężczyzna miał złote oczy, niewątpliwy znak krwi Cesarskiej w żyłach.
 
__________________
Zamiast PW poślij proszę maila. Stare sesje:
Dwanaście Masek - kampania w świecie Legendy Pięciu Kręgów, realia 1 edycji
Shiro Tengu
Kosaten Shiro
Tammo jest offline  
Stary 10-01-2011, 16:02   #8
 
Fielus's Avatar
 
[początek wzięty z sesji, z posta Tammo; post współtworzony z Tammo]

Zapadłą ciszę, przerwał szept nowo przybyłego:
- Domyślam się, panowie, że Shouri Seishin zaszczyci nas już wkrótce...

Tokoyogi pozostał taki, jakim pamiętał go Shirase - uprzejmym i życzliwym człowiekiem, rodzinnym i otwartym wobec krewnych. Kenbatsu mógł polegać, że jego zięć się odezwie i tak się też stało:

- Spodziewamy się go szybciej, niż później, nieznany panie. Jestem Uchikatsu Tokoyogi. Czy mogę poznać Twe imię?

- Słyszałem o panu wiele dobrego, Uchikatsu-san.- Zaszeptał Shinobu.- Osoba, której zawdzięczam moje oko, wysławiała się o panu z wielkim szacunkiem, jako o mistrzu płatnerstwa. Jestem Shinobu Misute.- Warstwa bandaży na wysokości ust mężczyzny rozsunęła się leciutko, niemal niezauważalnie, zdradzając, że postać pod nimi uśmiecha się.- Pan, to z kolei zapewne Shirase Kenbatsu-sama. O panu również słyszałem... kilka pochlebnych zabobonów.-

- Arigato, Shinobu-san - odrzekł Uchikatsu na miłe słowa - Mam nadzieję, że Twoja podróż tutaj była monotonna i spokojna.

- Tylko tak monotonna, jak może być monotonna podróż samotnego agenta.-

- Shinobu-san - lekko uśmiechnął się Uchikatsu - Moje doświadczenia z ludźmi Shinobu powodują, że mam... odmienne wyobrażenia na temat tego, co oni mogą uznać za monotonię, czy monotonną podróż.

Spojrzenie, jakie Uchikatsu rzucił na ‘oko’ Shinobu, tak podczas wzmianki o jego wykonaniu jak i teraz, wskazywało, że przedmiot wzbudził jego zaciekawienie, ale Rei powodowało, że mężczyzna nie rozpoczynał tematu, który dopiero co poznanego Shinobu mógłby postawić w kłopotliwej sytuacji.

Misute zaśmiał się cicho, na wspomnienie o ‘doświadczeniach' z ludźmi swojego klanu.- Shinobu... Nasza sztuka, sposoby na wykonywanie różnych czynności, talenty... To wszystko jest tak różne, jak płatki śniegu, które obserwujemy poza tą pagodą. Zaintrygowałeś mnie jednak, Uchikatsu-san. Opisz mi proszę bliżej kontakty, jakie miewałeś z moim klanem. Chętnie przyjmę od ciebie również miana twoich rozmówców.-

- To dłuższa opowieść, Shinobu-san. Ma korzenie w dniach dawno minionych, w Sengoku Jidai. Ale - mężczyzna zastanowił się - najistotniejsza dla Twojego pytania część da się streścić.

-Słucham cię więc, najuważniej jak umiem.-

- Kilka lat temu miałem okazję spotkać się z panem Shinobu Araki oraz jego ludźmi. Miał dwu yojimbo, których umiejętności wzbudziły mój respekt. Shinobu Usumi była kobietą wyzywająco urodziwą. Kochałem moją żonę, nadal ją kocham, lecz Usumi-san potrafiła głosem samym wywołać moją słabość i pożądanie. Prawdopodobnie, gdyby nie fakt, że miałem wtedy na oczach opaskę, nie rozmawialibyśmy dzisiaj. Shinobu Araki bowiem miał dwu yojimbo. Usumi-san była tą, która przykuwała wzrok. Jej partner - wręcz przeciwnie. Straciłem dwa dobre łuki, przeorał mi znakomitą, jesionową naginatę. Oraz - podkreślił - zbroję. Sięgnął krwi tym ciosem ale nie przewidział niespodzianki. Nawet jednak z tym, chwila nieuwagi więcej... lub raczej chwilę uwagi dłużej jaką poświęciłbym podziwianiu urody pani Usumi - roześmiał się - i nie dostrzegłbym niebezpieczeństwa. Nie wykonał uniku. Cóż, była to interesująca walka. Jedno z moich przeciwników niemal unieruchamiało mnie głosem bądź spojrzeniem, drugie wtapiało się w cień, a trzeba Ci wiedzieć, Shinobu-san - uniósłszy palec, Uchikatsu kontynuował - mam tu na myśli naprawdę wtapianie się w cień, żadne metafory. A Araki-san chłodno to obserwował siedząc na krzesełku parę metrów dalej. Cóż. Koniec końców ogłuszyłem panią Usumi końcówką naginaty, nie potrafiłem zmusić się wtedy do zabicia tej kobiety, prawdopodobnie wciąż jeszcze będąc oszołomiony i pod wpływem jej jutsu. Następnie wyczekiwałem i wymieniałem ciosy z jej bezimiennym towarzyszem. Ot, znienacka z cienia wyłaniał się dziwny kształt, ja ciąłem, on ciął. Po pewnym czasie któryś mój cios musiał dojść, bo przestał się pojawiać. Wtedy porozmawialiśmy z panem Araki, a potem przemówiły ostrza. Pan Araki był dobrym przywódcą, jego ludzie byli przemyślni i przedsiębiorczy. Mam spory respekt dla umiejętności Shinobu od tamtego czasu. A jeszcze większy dla ich pomysłowości.

- Ha! Araki i Usumi! Zaiste długo nie słyszałem tych mian, Uchikatsu-san. Nie widziałem ich od czasu ich ślubu... Taak, piękna uroczystość. Cała rodzina nie wiedziała o mojej obecności, aż do samego końca.- Misute zaśmiał się głośno, radośnie, jednak spoważniał po chwili.- Jak rozumiem, mimo że Usumi oszczędziłeś, to Araki nie żyje?-

- Hai. Nie moją decyzją było jego życie lub śmierć. To zdecydowano lata już temu. - odparł cokolwiek zagadkowo Tokoyogi - Mówisz, Shinobu Misute-san, że Usumi-san była żoną pana Araki? Nie wiedziałem. Oznaczałoby to zatem, że moja decyzja o oszczędzeniu jej, przysporzyła mi wroga.

Mężczyzna pokiwał głową w milczeniu, przekrzywił nieco oblicze, spojrzał zamyślony w kąt pomieszczenia.

- Cóż - rzekł wreszcie - taka karma. Ciekawi mnie teraz, czy żona mogła po nim dziedziczyć? Jak to jest w klanie Shinobu, Misute-san?

Pytanie było o tyle istotne, że Araki był panem z własnym zamkiem i ponad stu wasalami. Jeśli jego żona dziedziczyła po nim i pałała chęcią zemsty, niewątpliwie dysponowała by środkami by dochodzić swego. Na ziemiach klanu Shinobu najprościej o las. Najtrudniej o górę, ale i takie się zdarzają. Największą z nich jest Tsume, z racji poszarpanych niczym pazurami zboczy nazwana Szponem. Na zboczach Tsume jednym z najzręczniejszych osiedli jest niewątpliwie pałac Araki-sama. Ten wzniesiony niewiele nad przepaścią gród od zawsze miał opinię orlego gniazda, nigdy też nie był zdobyty. Był to prawdziwie obronny zamek, którego północne mury kilkadziesiąt metrów dzieliło od istnej przepaści. Araki zamek odziedziczył po przodkach, w których rękach pozostawał on już cztery pokolenia.

- Domyślam się, co zaprząta twoje myśli, Tokoyogi-san. Martwi cię dłoń zaciśnięta w pięść, wyciągająca się ku tobie ze zboczy Szponu i pałająca rządzą zemsty... Tak, Usumi Shinobu nadal rządzi twierdzą swego męża. Niechaj oślepnę i stracę władzę w moich członkach, jeżeli zapomniała twoją twarz. Biada również tobie, jeżeli podałeś im swoje miano, jesteś teraz bowiem podwójnie zagrożony: zarówno z własnej winy, jak i z powodu przebywania tu ze mną - najcenniejszym trupem dla Shinobu Abuny.-

Misute zaśmiał się znowu, zabrzmiało to tym razem jednak jak chorobliwy charkot, całkowicie wyzuty z poprzedniej wesołości. Gdyby Shirase i Uchikatsu mogli oglądać twarz Shinobu dostrzegli by wyraz głębokiej zadumy i pewnego rodzaju skupienia, by odgrodzić się od nieprzyjemnych obrazów przeszłości.

- O, ileż radości sprawiłeś mi dzisiaj, Uchkatsu Tokoyogi-san.- Podjął shinobi po chwili.- Wieść o śmierci Arakiego, zaiste, nawet jeżeli zdażyło się to już jakiś czas temu, napełnia moje serce niezmierną radością. Tak, możesz patrzeć na mnie jak na szaleńca, ale cieszę się, że ścigająca mnie wilcza wataha straciła jednego ze swoich wilków.-

W tym mniej więcej czasie do pagody weszła młoda dziewczyna w nieco nieodpowiedniej dla niej zbroi. Widać było, choćby po jej sposobie poruszania się, że strój ten przeszkadza jej i w pewnym stopniu krępuje ruchy.

-Witajcie szlachetni samurajowie. Jestem Yuusha Ayano. -powiedziała cicho.

Misute i Tokoyogi wymienili spojrzenia. Młoda, nieśmiała, w nieumiejętnie założonej zbroi, ale jednak uzbrojona i opancerzona dziewczynka-samuraj.

Tokoyogi zareagował szybciej od Misute, zadając pytanie odpowiadające na ciekawość mężczyzn w pagodzie.

- Yuusha-san, czy mogę Cię prosić o opowiedzenie nam o swoim gempukku?-

Misute przymknął oczy pod bandarzami, nasłuchując odpowiedzi dziewczynki.
 
__________________
" - Elfy! Do mnie elfy! Do mnie bracia! Genasi mają kłopoty! Do mnie, wy psy bez krzty osobowości! Na wroga!"
~Sulfelg, elfi czarodziej. "Powołanie Strażnika".
Fielus jest offline  
Stary 10-01-2011, 16:41   #9
 
Radagast's Avatar
 
Podróż była długa. Noc już dawno zapadła nad ponurym lasem, pełnym demonów zdawałoby się. Kary koń stąpał dość dziarsko przez bagnisko. Tylko od czasu do czasu rzucał łbem i niespokojnie chrapał. Zaiste, mrok i wstająca mgła w tym lesie niejednego mężnego samuraja napełniłaby trudnym do uzasadnienia lękiem. O ileż bardziej zwierzę. Jednak mimo niespokojnego zachowania rumak nie zwalniał ani na chwilę. Na jego grzbiecie siedział mężczyzna, dość szczelnie owinięty niebieskim płaszczem. Głowę miał opuszczoną na pierś i zdawał się spać. Nim wstał świt, kopyta jego wierzchowca zadudniły na deskach jednego z wielu pomostów. Mężczyzna powoli podniósł głowę. Oto dotarł do klasztoru Shousen. Jego podróż dobiegła końca. Choć tak naprawdę dopiero tu miała się rozpocząć.

Młoda dziewczyna ledwie zdążyła usiąść, gdy na zewnątrz rozległy się ciężkie kroki, zbliżające się do pagody. Po chwili ucichły, a w drzwiach ukazał się młody mężczyzna. Niebieskie spodnie i związana pasem kamizelka zdawały się nieodpowiednie dla takiej pogody, ale nie widać było, by chłód zrobił na nim jakieś wrażenie. Czarne, gładkie włosy opadały mu na ramiona. Miękkie buty i brak jakiejkolwiek zbroi nasuwały pytanie, w jaki sposób mógł narobić tyle hałasu. Mężczyzna ukłonił się wszystkim przybyłym i rozejrzał po wnętrzu pagody. Jego wzrok na chwilę zatrzymał się na twarzy Ayano, a przez twarz przebiegł wyraz zaskoczenia. Nie odezwał się jednak, a tylko obszedł siedzących i odłożył swoje wakizashi na stojaku. Jego ruchy, lekkie, płynne, niemalże bezszelestne kazały myśleć, że nie przybył tu sam, a jego kroki wcześniej zostały całkowicie zagłuszone krokami jego towarzysza. Gdyby ktoś wyjrzał na zewnątrz, przekonałby się, że tak jest w istocie i że stoi tam jeszcze jeden mężczyzna, całkowicie opancerzony i uzbrojony.

Ten, który odwrócił się ponownie w stronę zebranych i usiadł wśród nich. Na jego szczupłej, łagodnej, pozbawionej zarostu twarzy błąkał się delikatny uśmiech, nasuwający nieco skojarzeń z ojcem, przyglądającym się swoim pociechom. Ukłonił się.
- Witajcie szlachetni panowie, Ayano-chan. - Skłonił się ponownie, tym razem w stronę swojej kuzynki. - Jestem Yuusha Mizunoko, mym Panem jest Sui - kami wody. Douzo yoroshiku - rzekł, po czym ukłonił się jeszcze raz. W końcu wyprostował się i powoli wodził swymi błękitnymi oczyma po twarzach zgromadzonych, czekając aż się przedstawią.
 
__________________
Within the spreading darkness we exchanged vows of revolution.
Because I must not allow anyone to stand in my way.
-DN
Dyżurny Purysta Językowy
Radagast jest offline  
Stary 10-01-2011, 20:22   #10
 
itill's Avatar
 
[Praca wspólna z Radagastem i Feataurem]


Dziewczynka spojrzała na swojego kuzyna niepewnie i skinęła głową. Nie słyszała, żeby którykolwiek mężczyzna się przedstawiał, prócz jej kuzyna, którego imię znała doskonale. Przypomniała sobie, że jeśli nie jest pewna co dokładnie zrobić to powinna się ukłonić więc pochyliła całe ciało tak by oddawało pełna należną cześć rozmówcy. To była jedna z niewielu rzeczy z obszaru etykiety, która jej wychodziła. Ba! Która wychodziła jej perfekcyjnie.

-Jeśli pozwolisz Mizunoko-sensei, odpowiem na wcześniej zadane pytanie. -powiedziała niepewnie, a jej wzrok błagał by przejął pałeczkę i uwolnił ją od tej opowieści.

-Wybaczcie, że przerwałem Wam rozmowę swoim wejściem. Oczywiście, że możesz kontynuować Ayano-chan. Myślę jednak, że uprzejmiej będzie, jeśli pozwolisz czcigodnym panom się przedstawić.

Mówiąc to zmierzył dziewczynę wzrokiem, wyłapując masę niedoskonałości jej ubioru. Skrzywił się nieznacznie i szukał w myślach, kto ją uczył etykiety.

Mężczyzna w czarnych szatach i długich, opadających na ramionach włosach skierował Spojrzenie na Yuusha. Spojrzenie owe, z początku wydawało się bardziej nienaturalnym ruchem gałek ocznych, a dopiero później samą głową. Którą lekko skłonił.
-Shirase Kenbatsu, szanowny Yuusha Mizunoko-san, Yuusha Ayano-san -powiedział głębokim, basowym tonem, nieco przedłużąjąc ostatnie sylaby.

Gdy mężczyźni się przedstawili Ayano przełknęła ślinę i skłoniła się głęboko kątem oka zerkając na swojego dawnego nauczyciela etykiety i opanowania przychylności Kami Wody.

-Szlachetni samurajowie, moje gempukku odbyło się całkiem niedawno - niecały rok temu, więc pamiętam je bardzo dobrze. Nie przywykłam jednak do zajmowania towarzystwa moim gadulstwem, więc... -szukała wzrokiem pomocy w rozmówcach, ale przecież polecono mówić jej opowiedzieć tę historię. Westchnęła i podjęła temat. Zaczęła mówić spokojnym wyważonym głosem -Jeśli oczywiście jesteście zainteresowani tym zdarzeniem to chętnie choćby skrót opowiem. Nasz klan urządził coroczny festiwal tak, aby każdy mógł się zaprezentować jak najlepiej. Podczas festiwalu było wiele pojedynków shugenja. Dla mnie najciekawszymi były te, podczas których walczyli shugenja powiązani z różnymi Kami. Moje gempukku miało składać się z dwóch części. Najpierw udało mi się pokonać Hirokiego-san, który cieszył się przychylnością Kami Powietrza. Następnie poproszono mnie o przygotowanie dla Rady Żywiołów Ceremonii Herbacianej. Nigdy nie poszło mi to tak dobrze i... -uniosła się nieco emocjami, ale szybko się opanowała -Gdy przeszłam do pomieszczenia, gdzie miałam ubrać się w pełni "dorosły" strój ojciec, znaczy... -zaczerwieniła się, bo wiedziała, że w takich sytuacjach powinna sentymenty pozostawić na boku i mówić o nim jak o zupełnie obcej osobie, zbeształa się w myślach -Yuusha Isamu-sama -poprawiła się -zadał mi bardzo trudną zagadkę. Póki jej nie odgadłam nie mogłam się ubrać, a raczej nie ubrano mnie. -spojrzała zakłopotana na swój strój i wszystkie wystające elementy i niezgrabnie poprawiła zbroję -I to chyba wszystko. -spojrzała na Mizunoko niepewnie szukając poparcia i aprobaty.

To jednak nie zmieniło faktu, że była źle zapięta i musiała uwierać i odstawać. Ayano zaczerwieniła się.
-Pozwolę sobie nadmienić, że Ayano-chan wykazała się w pojedynku z Hiroki-sanem niezwykłym wprost talentem i gracją. Często pojawiają się zarzuty, że rywal osoby przechodzącej gempukku jest dla niej łagodny i pozwala się pokonać. Możecie być jednak pewni, że oboje walczyli z całych swych sił. Sam jestem tego świadkiem. - Po tych słowach rozejrzał się, ale nim ktokolwiek zdążył się wtrącić, mówił dalej.
-Ayano-chan, kiedy tu przybyłaś? Jestem tu od świtu, a nie miałem jeszcze przyjemności Cię spotkać.
Miał nadzieję, że zadając prostsze pytania, da mniej okazji do naruszenia etykiety.

Znów się zakłopotała.
-Dopiero co, Mizunoko-sensei. Ledwo co przekroczyłam progi tego miejsca. Nie widziałam nawet mojego pokoju o ile taki mam... -zawahała się. Nie była pewna ani swoich gestów ani słów. Nigdy jej nie pozwalano na otworzenie ust. Mogła się kłaniać (i wyglądać o ile ktoś wcześniej ją ubrał).
-Musisz być zatem strudzona. Niemniej cieszę się, że widzę Cię w dobrym zdrowiu.

Ponownie skłonił się w stronę dziewczyny, a ona odpowiedziała tym samym.

Była przerażona, a teraz jeszcze dodatkowo skrępowana obecnością swojego nauczyciela i kuzyna w jednej osobie. To było dla niej bardzo stresujące doświadczenie. Musiała teraz się jeszcze bardziej liczyć z każdym gestem i słowem. Wcześniej też czuła presję. Musiała przecież reprezentować klan, a raczej prawe i wierne Cesarstwu jednostki jak i swojego ojca. Nie ważne czy przybranego czy nie. On ją ukształtował i dał jej to co teraz miała. Winna była mu wdzięczność i szacunek, a także miłość jaką darzy dziecko ojca. Widok dobrze ułożonego kuzyna jednak ją onieśmielał jeszcze bardziej jak znamienite imiona czy nazwiska rozmówców. Obawiała się wyjścia z pagody i zostania sam na sam z dawnym nauczycielem. Każdą otrzymaną burę musiała zrosić łzami żalu zawsze wylewanymi w samotności.
 

Ostatnio edytowane przez itill : 10-01-2011 o 20:24.
itill jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 10:43.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172