Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Fantasy > Archiwum sesji z działu Fantasy
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 10-04-2011, 17:09   #21
 
b00r0's Avatar
 
Reputacja: 10 b00r0 nie jest za bardzo znany
niech sczeźnie - rzucił spluwając Borack wyciągając kolec jeżyny ze swojego zadka. -Wyżej rzyci nie podskoczysz - dodał komentując swój popis szermierki. Ale w końcu były jeszcze trzy dziki - Panowie! Dzisiaj ucztujemy dziczyzną! - Zawołał po czym wyciągnął kolejne noże i zaczął się rozglądać jak radzą sobie pozostali.
 
__________________
Rycerz bez blizny to kutas nie rycerz
b00r0 jest offline  
Stary 10-04-2011, 21:10   #22
 
Darnox's Avatar
 
Reputacja: 59 Darnox jest na bardzo dobrej drodzeDarnox jest na bardzo dobrej drodzeDarnox jest na bardzo dobrej drodzeDarnox jest na bardzo dobrej drodzeDarnox jest na bardzo dobrej drodzeDarnox jest na bardzo dobrej drodzeDarnox jest na bardzo dobrej drodzeDarnox jest na bardzo dobrej drodzeDarnox jest na bardzo dobrej drodzeDarnox jest na bardzo dobrej drodzeDarnox jest na bardzo dobrej drodze
=Poranek=

Aler przeciągnął się z z głośnym stęknięciem.
Dawno tak nie chlał.
Spojrzał na towarzyszy, którzy jęcząc i kląc przeżywali ciężką konfrontację z przeciwnikiem, który obalał największych herosów. Imię jego jest : poranny kac.
Co za szczęście, że w dużynie Yahel nauczono mnie nie tylko walczyć... - pomyślał, po czym uśmiechnął się do siebie.
Wciągnął gacie na nogi i już chwilę później był w gabinecie Matki, razem z innymi.

"Mistrz Egzorcysta. On prędko nie przybędzie. Coś go zatrzymało cztery dni drogi stąd. Dzisiaj rankiem przyjechał goniec Południowym Traktem. Przywiózł list z pieczęcią egzorcysty. Jak tu pisze, Mistrz został ranny podczas próby odczarowania opętanej przez biesa dziewczynki."

Terez głośno wypuścił powietrze z płuc. Kiedy ostatnio wiadomość od jakiejkolwiek kobiety tak go uszczęśliwiła ?
Pewnie mu jaja odgryzła, dobrze mu tak, hehe.
Cypryan ? Niee... opętania to częsty przypadek... po prostu chyba jestem ulubieńcem bogini Fortuny...

Uśmiechnął się, przeczesując dłonią swoją jasną grzywę. Nie słuchał reszty ględzenia, zajmował się raczej opanowaniem ogarniającej go euforii...

=Ścieżka=

Terez znał wielu krasnoludów. Lubił tą rasę - mocni wojownicy, prawdziwi twardziele, wytrzymałości i uporu tylko pozazdrościć. Fungi był typowym krasnoludem. Z jednym wyjątkiem - był cholernym gadułą.
Starając się nie zwracać uwagi na wywody krasnala, Terez przyglądał się Viranie...
Cokolwiek by o niej nie powiedział, nie myśłał o niej... aż tak źle.
Skupienie na rytmicznie kołyszących się biodrach czarodziejki zakłócił hałas.
Dziki.
Zanim zdążył zorientować się w sytuacji, bronie zaczęły wirować, raniąc bestie, jakaś strzała przeszyła powietrze.
Terez szybkim, wytrenowanym ruchem chwycił swą "gwiazdę zaranną" i skoczył ku zwierzom.
- Ha! To lubię ! Żryjcie piach, skurw...
[Rzut w Kostnicy: 15]
<porażka>
 

Ostatnio edytowane przez Darnox : 10-04-2011 o 21:13.
Darnox jest offline  
Stary 10-04-2011, 21:55   #23
 
Bogdan's Avatar
 
Reputacja: 240 Bogdan ma w sobie cośBogdan ma w sobie cośBogdan ma w sobie cośBogdan ma w sobie cośBogdan ma w sobie cośBogdan ma w sobie cośBogdan ma w sobie cośBogdan ma w sobie cośBogdan ma w sobie cośBogdan ma w sobie cośBogdan ma w sobie coś
Zapobiegliwość popłaca. Prawda stara jak świat, a jednak mało doceniana. Oktawius tego dnia przekonał się o niej któryś tam już kolejny raz w życiu i z taką samą, jak zazwyczaj satysfakcją.

Po przebudzeniu tak jak sie spodziewał pierwsze wrażenia nie należały do miłych. Jaskrawe, kłujące oczy światło, kapeć w gębie i ten miażdżący kręgi karku ból. Niczego innego się nie spodziewał zaczynając picie, jednak...
Lodowata woda ze studni jak zawsze zrobiła swoje. Kaca nie zmyła, ale otrzeźwiła i pobudziła. A przecież czekał go wymarsz. Wymarsz, do którego należało się przygotować.
Świątynny "arsenał' był więcej niż skromny. Oktawius jedyne, co z niego potrzebował to oszczep i kusza z zapasem bełtów. Resztę miał własną. Miecz i lewak co prawda nie posiadały błogosławieństwa świątyni, o co jak podejrzewał zadbały kapłanki Delibe przeznaczając dla drużyny świątynną broń, ale na własnym żelazie polegał już na tyle długo, że obędzie się. Martwił tylko brak tarczy. Miał co prawda własną, jednak tamta spoczywała w składzie lichwiarza. A kiesa Oktawiusa tradycyjnie świeciła pustką.

Potrzeba matką wynalazku. Tego akurat wynalazku autorem Oktawius nie był, ale i tak w niczym nie przeszkadzało by wcielić go w życie.
Wymuszenie. Idealny, bo mało inwazyjny, a tak samo jak na ten przykład napaść skuteczny sposób na osiągnięcie efektu. I nie pociągający za sobą ryzyka podpadnięcia pod sąd.

Kiedy zjawili się wraz z Crackiem w vetteberskim burdlu, tak jak podejrzewał zastali krajobraz po bitwie. Oktawiusowi aż się serce kroiło z żalu, że nie ma go pośród "ofiar" tego bałaganu. Cały pierdolnik zasłany był rozciągniętymi gdzie kto padł kurwami i ich klijentelą pośród resztek uczty, z którą on sam tak nieoczekiwanie i z żalem musiał się pożegnać, a nad śpiącymi unosiły się opary chuci i chrapanie.
Kantorek Zbyluta, patrona zamtuza i lichwiarza w jednej osobie znajdował się na pięterku w końcu korytarza. To tam Oktawius spodziewał się go zastać, no i zastał. Zaskoczenie śpiącego pod drzwiami wykidajły Jaksy było dziecinnie łatwe. Jaksa wziął po łbie i na powrót odpłynął w sen, nim zorientował w czym rzecz. Teraz pozostało tylko pogadać.
- ...Wiesz Zbylut... - kończył Oktawius swój przydługi jak na niego wywód - ...my są teraz świątynna straż, co to się wybiera w niebezpieczną drogę gnieść plugastwo i herezje, tedy wiesz, że z widłami i cepami nam w te drogę ruszać nijak. A ta pawęż wystaw sobie przynosi mi szczęście.
Oktawius nie był pewien co bardziej skłoniło Zbyluta do decyzji. Jego pierdolenie, czy wymowne milczenie Cracka wypełniającego całe światło futryny i kaprawe spojrzenie, jakim darzył lichwiarza przez cały czas oktawiusowego marudzenia. Sam pewnie ugiąłby się pod taką argumentacją. Ważne że tarczę wydał, a jeszcze zapewniał że urazy nie chowa.

Do chramu przybyli niemal na południe. Łeb dymił niczym komin, ale już mniej, bo za nędzne resztki jakie Oktawiusowi zostały napili się w miasteczku piwa, więc humor dopisywał.
Droga, jak to droga. Nudna i nurząca. Komary cięły, Fungi plótł dla zabicia czasu, a kolejne pokonane mile wyciskały z organizmu skutki kaca. Normalnie, jak to na szlaku. Do czasu, kiedy z chruśniaka wydobył się kwik i wyskoczyły na nich te szalone dziki.
W pierwszej chwili Oktawius zbaraniał. Wszędzie, jak świat długi i szeroki to ludzie polowali na dziki, a tu... Tym najwyraźniej we łbach się poprzestawiało i postanowiły zapolować same. Cztery odyńce ufne we własną przewagę nagle wyskoczyły z krzaków i natarły na uzbrojony oddział. Tym lepiej. Nie trzeba będzie się uganiać po knieji za dziczyzną, kiedy sama podaje się na rożen.
Pierwsza świnia padła pod labrysem Cracka nim jeszcze nabrała rozpędu. Pozostałe szarżowały na Wolfa i Draugina i stojącego nieopodal Oktawiusa. O los pierwszego Oktawius był spokojny, zastanawiał się tylko czy Wolf zatłucze go tradycyjnym sposobem, czy rozszarpie gołymi rękami. Drugi dzik pędził już w ich kierunku. Chęć strzału do zwierzęcia Oktawius szybko porzucił, na wąskim leśnym dukcie nie trafiając w rozpędzone bydle łatwo mógł postrzelić kogoś ze swoich, poza tym szkoda było bełtu na świnię. Zrzucił na ziemię wór. Mocno ścisnął uchwyt tarczy w jednej i oszczep w drugiej garści. Oktawius ugiął się na kolanach, koniec trzonka wsparł o korzeń i spokojnie czekał na rozpędzoną świnię. Dziką i pewnikiem szaloną, ale jednak świnię.
 

Ostatnio edytowane przez Bogdan : 10-04-2011 o 23:45.
Bogdan jest offline  
Stary 10-04-2011, 22:12   #24
 
Makotto's Avatar
 
Reputacja: 88 Makotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znany
Craep ryknął gardłowo, gdy ostrze topora zagłębiło się w karku dzika. Posoka zdrowo bryzgnęła na napierśnik mężczyzny, zostawiając również krwawy naciek na jego twarzy i hełmie. Broń bez problemu przebiła się przez skórę, mięśnie oraz kręgosłów odyńca, prawie odrąbując zwierzęciu głowę. Wiking uśmiechnął się pod nosem.

-Tak jak uczył mnie dziadunio.- pomyślał, wyrywając ostrze z ciała dzikiej świni.
 
__________________
Hello.
My name is Inigo Montoya.
You killed my father.
Prepare to die...
Makotto jest offline  
Stary 10-04-2011, 23:36   #25
 
Mike's Avatar
 
Reputacja: 39627 Mike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputację
Gdy dziki wyskoczyły na grupę Virana zamarła bez ruchu, tętent racic, kwik, ryki i bryzgająca krew. Zaklęła. Żal było zużywać magię na świniaki, ale za wcześnie było na straty. Nawet nie doszli do ruin.
- Ap a'tar! - wyprostowała ramie w kierunku dzika rozcapierzając palce niczym szpony. Powietrze między nimi skondensowało się w świetlisty pocisk, który pomknął w świniaka atakującego Draugina.
 
Mike jest offline  
Stary 11-04-2011, 12:27   #26
 
malahaj's Avatar
 
Reputacja: 2687 malahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputację
Wiadro zimne wody wlane na łeb wystarczyło w zupełności aby go dobudzić. Całe przygotowania do drogi sprawdziły się do złożenia skórzanego pancerza i stalowych karwaszy, których „po pracy” zwykł nie nosić. Zabrał swój sprzęt i część wspólnego ekwipunku danego im przez kapłanki i było gotowy.

Idąc przez las, jednym uchem słuchał paplaniny krasnaluda, jednocześnie drzewcem trzymanego w łapie oszczepu drapał się po plecach. ~~ Zjadłbym coś. Może dzika? ~~ pomyślał i jak na zawołanie zjawiał się wieczerza. No może jeszcze nie do końca gotowa i agresywna, ale lubi jedzenie na ostro.

- Pieczyste! –

Zawołał radośnie i nie zastawiając się długo rzucił trzymany w dłonie oszczep na spotkanie największego dzika.

[Rzut w Kostnicy: 16]

Grot wbił się w pysk bestii po samo drzewce nieco wybijając ją z rytmu i spowalniając impet. Musiało zaboleć.

[Rzut w Kostnicy: 1 obrażenia]

Zostawało jedynie uciąc świni łeb i zawiesić nad ogniskiem. Wolf wyciągnął miecz i runął do ataku.
[Rzut w Kostnicy: 21]
 

Ostatnio edytowane przez malahaj : 12-04-2011 o 11:47.
malahaj jest offline  
Stary 12-04-2011, 11:29   #27
 
Draugdin's Avatar
 
Reputacja: 22376 Draugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputację
Ni z tego ni z owego wypadły na nich dziki. Draugdin zachował się jak na doświadczonego najemnika przystało. Pewnym ruchem wykonał unik schodząc tym samym szarżującemu dzikowi z drogi.
Szybko też zorientował się, że chętnych do walki było prawie dwa razy więcej niż dzików także postanowił wkraczać do walki jedynie w ostateczności.
Wyglądało na to, że taka potrzeba nie zajdzie. Gorąca krew płynie w żyłach naszych kompanów. Oby kiedyś nie kosztowało nas to życia.
 
__________________
There can be only One Draugdin!

We're fools to make war on our brothers in arms.
Draugdin jest offline  
Stary 13-04-2011, 21:07   #28
 
kymil's Avatar
 
Reputacja: 11479 kymil ma wspaniałą reputacjękymil ma wspaniałą reputacjękymil ma wspaniałą reputacjękymil ma wspaniałą reputacjękymil ma wspaniałą reputacjękymil ma wspaniałą reputacjękymil ma wspaniałą reputacjękymil ma wspaniałą reputacjękymil ma wspaniałą reputacjękymil ma wspaniałą reputacjękymil ma wspaniałą reputację
Głębokie Lasy, wieczór

Wszyscy

Dziki szarżowały z furią, lecz na pewno nie po to żeby Was zabić. Zraniony prowodyr obalił ogromnego Wolfa Larsona, aż ten z łoskotem gruchnął o ziemię. Ale odyniec nie był mściwy, lecz raczej przerażony nieoczekiwanym spotkaniem i dał nura wraz ze złamanym oszczepem prosto w krzaki po przeciwnej stronie gościńca. Za nim pędem podążyły dwa pozostałe przy życiu samce. Jeden z nich silnie broczył farbą pozostawiając krwawy ślad na liściach.

*

Całe zdarzenie trwało kilka uderzeń serca. Nie więcej. Pod olbrzymim świerkiem leżało tylko truchło zabitego dzika i porozrzucany wokół oręż. Napięcie w kompanii powoli opadało. Las odżywał. Trzeba było ruszać dalej.

- To nie byle dzik, to dzicze bydlę – Fungi patrzył z podziwem za uciekającym przez krzaki olbrzymim odyńcem i jego przetrzebioną watahą – Nawet nie zdążyłem mrugnąć, a tu łubudubu! Ha, chwacko się sprawiliśmy, he, he. Nie ma co. No, ale wieczerza prawie gotowa. Lepsze to niż klasztorne suchary. – zerknął na ubitego dzika i uśmiechnął łakomie do Tereza. – Nie mędrkujmy więc, tylko dzika za wsiarz i w drogę. Do tej dolinki, o której Wam mówiłem zostało tylko ze dwie godziny marszu…


*

Wolf Larson

Larson z trudem powstał na nogi. Zrzucił przy tym z pleców parę szyszek wielkiego świerku. Wielki odyniec przeorał mu prawe udo. Syknął. Bolało jak diabli.

- Krrwa mać – wychrypiał zły nie na żarty Larson patrząc komu by tu przypierdolić.
A jego słowa zdały się potomnym proroczymi…


Oktawius

Miał jakieś niejasne przeczucie. Leśne zwierzęta nie atakują bez powodu, zazwyczaj. Chyba że coś lub ktoś je zaatakuje pierwszy. Sprowokuje. Oktawius rozejrzał się po puszczy w obawie, że coś przeoczył. Jakiś z pozoru nieistotny szczegół. Nic nie przykuło jego uwagi. Ale coś mu nadal nie grało. Był gotowy na najgorsze. „Kurrwa, jak ja tego nie cierpię” – pomyślał ze złością.


Creap aep’ Crack

Dzik wreszcie znieruchomiał. Jego krwawa posoka plamiła leśne runo w blasku zachodzącego słońca. „Krąg życia” – pomyślał filozoficznie barbarzyńca. Trzeba było przyznać, że odyniec był sporych rozmiarów. Miał parę lat, jednak kły nie zdążyły się jeszcze wyszczerbić czy nawet stępić. „Naprawdę piękna bestia” – Creap z podziwem oszacował zwierzę. W tym samym momencie krew zastygła mu w żyłach. Z tylnej nogi dzika wystawał złamany grot strzały. Czarnej orczej strzały. „No, żesz krrwaa…” – zaklął w myślach.



[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=NYD1xy7zKR8[/MEDIA]



Widar

Zwolnił powoli cięciwę z łuku. Virana stanęła tuż za nim, Terezem i Fungim. Nikomu nic się poważnego nie stało. Widar zawahał się przez moment czy odpiąć cięciwę. Zagrożenie już chyba minęło. Przepatrzył szybko leśny dukt z przodu i tyłu. Rutynowo. Nic zresztą ciekawego nie zobaczył. Ot, czekała ich z przodu jeszcze jedna kałuża z brudną wodą do przeskoczenia i… ślad ciężkiego zdezelowanego orczego buciora odciśnięty w błocie…. Na oko ocenił, że świeży.

- Kurwa… jego… mać – wycedził.


Borack

Wstając z krzaków jeżyn otrzepał spodnie z kolców. Na szczęście za bardzo nie poplamił się owocami. Mimo, że nie należał do ułomków, to głową nie wystawał ponad krzaki. Już chciał wychodzić z gęstwiny, gdy mimowolnie jego elfi wzrok zatrzymał się na oddalonym trzydzieści kroków od niego brzozowym zagajniku – w głębi lasu. Instynktownie znieruchomiał. Drobne listki poruszyły się pod wpływem wiatru i Borack dostrzegł masywnego orka z szablą w łapie i krótkim łukiem na plecach, który krył się w cieniu młodnika. Chyba był sam. „Jeszcze nie jest źle” – pomyślał.




„Zwiadowca” – przemknęło przez głowę półelfa. Ork ze spokojem przypatrywał się kompanii stojącej na trakcie z szyderczym uśmiechem.

- Kurwa mać – wyszeptał bezgłośnie Borack i ścisnął mocniej nóż. – Kurwa jego mać - powtórzył. Szabla orka była upaprana jakąś kleistą mazią… Już było źle.


Draugdin

Zareagował jako ostatni. Wprawnie uniknął szarży warchlaka zanim ten zdążył go dosięgnąć, a następnie czmychnąć za przewodnikiem watahy. Gdy było po wszystkim Draug otarł pot z czoła. „Szybka akcja, jak ja to kocham” - pomyślał. Zmrużył oczy i tradycyjnie zerknął za siebie. W końcu miał baczyć na tyły.
Droga, którą przyszli wyglądała jak przed chwilą. Choć nie, nie do końca. Jakieś czterdzieści kroków za ich wesołą kompanią zauważył niskiego, wysuszonego ze starości orka, ubranego w resztki piór i kawałki skór.
Draugdin w pierwszej chwili chciał roześmiać się na głos – starzec wyglądał pociesznie - lecz głos uwiązł mu w gardle. Ork nie był sam. Zaraz za nim z gęstwiny krzewów wynurzyły się dwie przygarbione postacie. Obstawa czarownika, potężne orcze bary. Uzbrojeni w zakrzywione szable.
Czarownik właśnie coś nucił w swym plugawym języku. Ani chybi splatał jakieś mroczne zaklęcie. Draug wiedział, że coś trzeba zrobić. Tylko co? Było bardzo mało czasu na działanie.

- Ash dazg kurruk. Ash dazg kurruk – wyśpiewywał ork.

„No i kurwa orcza mać” – zaklął w myślach Draugin, - „czy kurr w języku goblinów przypadkiem nie oznacza śmierć?”


Virana i Aler Terez

Coś ją zakłuło w głębi duszy. Ból był silny, przejmujący, nagły, ale zaraz przeszedł jak ręką odjął. Jednak nie, jednak to uczucie po nim pozostało. To była czyjaś obecność. Wyczuwała ją silnie. Coś obcego. Plugawego. Obecność śmierci. Niedaleko stąd. Z tyłu za nimi. „Orczy szaman” – Virana była już tego pewna. Oparła się na ramieniu stojącego nieopodal Alera:

Zasadzka – wystękała z trudem.

*


===========



Mechanika sesji OY:

1. Wolf Larson: minus 3 punkty do Kondycji
2. Wszyscy BG: ustalcie swoją Wartość Bojową w kostnicy.
3. Wszyscy BG: dodatkowo rzućcie 5 razy k6 i podajcie rezultaty poniżej swego postu.
4. Od tej pory przy każdym poście wykonujcie punkty 2 i 3. Oddzielając post === taką właśnie kreską.
 
kymil jest offline  
Stary 13-04-2011, 22:12   #29
 
Bogdan's Avatar
 
Reputacja: 240 Bogdan ma w sobie cośBogdan ma w sobie cośBogdan ma w sobie cośBogdan ma w sobie cośBogdan ma w sobie cośBogdan ma w sobie cośBogdan ma w sobie cośBogdan ma w sobie cośBogdan ma w sobie cośBogdan ma w sobie cośBogdan ma w sobie coś
Pięknie. Oktawius już był pewien, że tutaj nic nie grało. Jeszcze nie wiedział tylko co. Spłoszone zwierzęta niemal ich stratowały, a on gówno widział, choć wytrzeszczał gały na chaszcze, z których wypadła wataha.
Krasnolud z zadowoleniem już oceniał dziczyznę pod kątem możliwości swojego brzucha. Ktoś tam się gramolił z klęczek, ktoś inny pochylał nad truchłem. Najgorszy moment - przeleciało przez głowę człowiekowi, który szmat czasu spędził na duktach i bezdrożach i takich jak ta sytuacji widział krocie. Oto zagrożenie z głośnym kwikiem oddalało się w podskokach. Emocje opadły a wśród ludzi zapanowało rozprężenie. Idealna chwila by nieszczęście spadło niczym jastrząb z pogodnego nieba i skopało im dupska. Odruchowo spojrzał nawet na kołyszące się w rytm podmuchów wiatru korony drzew. Nic w nich nie zauważył, bo i nie było tam nic, co można by dostrzec.

Nieszczęście bowiem przyszło z zupełnie innej strony. Kulawym krokiem wyłoniło się z chaszczy i zgodnie z naturą wszystkich nieszczęść świata właśnie szykowało się do dokuczenia w najbardziej bolesny ze sposobów.
- Ash dazg kurruk. Ash dazg kurruk skrzekliwe zawodzenie ledwo dochodziło uszu Oktawiusa, jednak spojrzenia co poniektórych członków drużyny niechybnie naprowadziły go na właściwy kierunek. Jednego spojrzenia starczyło by zorientować się w czym rzecz. I w jak paskudnej sytuacji się znaleźli. Kurrwa, jak ja tego nie cierpię – pomyślał ponownie ze złością. Na oko ze czterdzieści kroków. Nie było czasu na zastanawianie. Ani kombinowanie. Równym krokiem ruszył w kierunku orczego szamana i w marszu przerzucił drzewce oszczepu w dłoni do rzutu. Całą swoją uwagę poświęcał sylwetce koślawego dziada, jakby od tego zależało powodzenie rzutu. Bo i zależało. Kiedy był pewny zebrał się w sobie i z głośnym stęknięciem zamachnął oszczepem. Grot prując powietrze pomknął na spotkanie z czarownikiem, a Oktawius za osłoną tarczy i z mieczem w garści gnał już na spotkanie orków.
Kurwaaa!! Jak ja tego nie cierpię! - powtarzał tylko w duchu nie wiedział już który raz.
 
Bogdan jest offline  
Stary 14-04-2011, 10:14   #30
 
Makotto's Avatar
 
Reputacja: 88 Makotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znanyMakotto wkrótce będzie znany
Crack wstał powoli, prostując się nad ciałem dzika z orkową strzałą w dłoni. Skrzekliwy zaśpiew uderzył w jego uszy z mocą gromu. Mężczyzna rozejrzał się, wyłapując orkowego szamana między zaroślami. Przy bokach plemiennego maga, stała obstawa.

Craep uśmiechnął się, przypominając sobie starcia z orkami na północy, gdy był jeszcze obrońcą osady. Oburącz chwycił topór, szykując się do zabawy.

-Kom ingen, era javral!- ryknął, gotowy do walki.
 
__________________
Hello.
My name is Inigo Montoya.
You killed my father.
Prepare to die...
Makotto jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 04:39.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169