Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 14-06-2011, 22:46   #1
 
QuartZ's Avatar
 
Reputacja: 15 QuartZ nie jest za bardzo znanyQuartZ nie jest za bardzo znanyQuartZ nie jest za bardzo znanyQuartZ nie jest za bardzo znanyQuartZ nie jest za bardzo znany
[Dramat/Storytelling] Pozytywka

Pozytywka


Dzień po postrzale, szpital miejski.


Ralph Ceddrick Hepner, nazwisko wypisane na szpitalnej karcie sprawiało iż nawet zwykły szpitalny papierek ktoś „zabrał na pamiątkę” już trzy razy. Nim kompozytor wyjdzie ze szpitala prawdopodobnie co druga pielęgniarka będzie mieć świstek papieru, który za jakiś czas osiągnie niebotyczną wartość w internetowej aukcji. W dodatku nikt nie miał pewności jak długo jeszcze artysta będzie hospitalizowany, ani czy opuści budynek na własnych nogach, czy też nogami do przodu. Przy łóżku stało, prócz zastępów personelu szpitalnego, dwóch mężczyzn w marynarkach.

- Jak idzie śledztwo? – Zapytał starszy, siwiejący już na skroniach detektyw.
- Powoli, ale znaleźliśmy narzędzie zbrodni. Rewolwer Smiths&Weston.
- Świetnie, odciski w bazie? Numer seryjny?
- Nic, odcisków brak, ale sama spluwa musiała być robiona na zamówienie, z resztą sam zobacz. – Młodszy funkcjonariusz podsunął przełożonemu plik zdjęć. – Praktycznie tylko mechanizm pozostał oryginalny. Cała robota wygląda na cholernie drogi interes, takiej broni używa tylko ktoś bardzo bogaty.
- Albo ma bogatych zleceniodawców. – Wzrok podstarzałego gliny stał się nieobecny, jakby przeglądał własną bazę danych zgromadzoną przez lata policyjnej roboty gdzieś głęboko na dnie umysłu.

W tle lekarze wymieniali właśnie kroplówkę. Ofiara przepuściła przez swój organizm takie ilości soli fizjologicznych i leków, że prawdopodobnie już teraz niewiele płynów ustrojowych składało się z tego, co przed wypadkiem. W dodatku jeszcze te wszystkie urządzenia do dializ. Z wątroby sprawny – jak twierdzili lekarze – pozostał jeden płat i krew powoli stawała się toksyczna.

- Te szpitalne pudła jeszcze pikają. – Warknął pod nosem policyjny wyga. – Czyli to nadal usiłowanie morderstwa. Zbierz dodatkowych ludzi, cały ten miejski monitoring oglądało już trzydzieści osób, ale potrzebujemy kogoś w terenie, niech szukają martwych pół widzenia kamer, przecież coś jeszcze musi tam być.
- Tak jest. Czego właściwie mamy szukać?
- Wszystkich drzwi, studzienek, włazów nie objętych okiem kamery. Dajcie mi cokolwiek do jasnej cholery.

Wieczór po aukcji.


Jeszcze kilka godzin temu siedzący na aukcji myśleli, że ten dzień nie będzie specjalnie różnił się od każdego innego dnia ich życia. Wracali do domów, apartamentów, lub po prostu do swojego pokoju i pchani ciekawością kręcili korbką pozytywki. Trybiki w pudełkach obracały się i wprawiały w uch kolejne i kolejne mechanizmy, aż wreszcie każda pozytywka wydała z siebie pierwsze uderzenia melodii. Gdyby tylko na świecie istniały osoby obdarzone wystarczająco czułym słuchem w szumie miasta dałoby się słyszeć delikatny rezonans. Melodia rozbrzmiała jednocześnie w wielu punktach miasta i niosła się niesłyszalnym echem, jakby przypadkiem tylko zsynchronizowana.


Wszystkie uderzenia w miniaturowe cymbały wydawały się smutne, pogrążone w niespodziewanie głębokim śnie. Hipnotyczna melodia wdzierała się w uszy i każdy obdarzony zmysłem muzycznym zaczynał wchłaniać ją i powoli samemu stawać się sennym. Po kilku minutach słuchania melodia zaczęła tracić rytm, a świadomość zaczęła odpływać. Ta melodia …

Rankiem, w szpitalu.


Powieki powoli zaczynały się otwierać, chociaż przychodziło im to z wielkim trudem. Przypominało to budzenie się ze zbyt krótkiego snu po zbyt wielu dniach bez porządnego odpoczynku. Świadomość napływała powoli, a wszystko dookoła było obce. Nie było znajomych murów, mebli, nic się nie zgadzało.

- Budzi się, doktorze. – Odezwał się kobiecy głos.
Jakiś cień wszedł w pole rozmytego widzenia, a zaraz po nim w oczy uderzyło światło lekarskiej latarki. Przez chwilę zdawało się, że ktoś chwytał za nadgarstek.
- Proszę poruszyć prawą dłonią. – Dłoń poruszyła się. – Dobrze, reakcje prawidłowe. Zdaje się, że wszystko z Tobą w porządku, czy pamiętasz cokolwiek? Jakieś nagle wydarzenia zanim zasnąłeś? Może gwałtowny upadek, albo uderzenie w głowę?
Młody chłopak pokiwał głową przecząco. W zasadzie nie pamiętał niczego szczególnego, po prostu siedział słuchając hipnotyzującej melodii, a teraz był tutaj. Gdziekolwiek owo „tutaj” się znajdowało. Nim jednak zdążył się odezwać w polu widzenia pojawił się drugi rozmazany cień i zwrócił się najwyraźniej do wciąż nie całkiem przytomnego pacjenta.

- Ty jesteś Mike, tak? Mike Stoner. – Pauza w wypowiedzi zdawała się trwać wieczność. – Zdaje się, że mamy sporo spraw do omówienia, oj naprawdę sporo ważnych spraw. Detektywie Kovalsky, kiedy chłopak będzie się nadawał do rozmowy proszę mi go porządnie przesłuchać.
- Z przyjemnością. – Głos był wredny, tak wredny, że aż śmierdział zabawą w dobrego i złego glinę. – Masz tutaj chłopcze pokaźną kartotekę i aż nie wiem od czego z Tobą zacznę…
Niestety wzrok znów odmówił posłuszeństwa, a wszystko zalała czerń. To jeszcze nie była pora na pobudkę.

Kilka godzin później.


W szpitalnej izolatce siedziało pięć osób. Wszyscy ubrani w szpitalne ciuchy, niektórzy jeszcze z wenflonami wpiętymi w żyły na ramionach. Trójka mężczyzn, kobieta i dziecko tulone przez ojca. Po kilku godzinach straciliście już tak na prawdę poczucie czasu, a jedynym wykładnikiem jego upływu były kolejne wizyty kontrolne lekarzy i pielęgniarek. „Czy dobrze się czujesz? Żadnych zawrotów głowy? Na pewno? Ta obserwacja nie potrwa już długo, pewnie lada chwila Was wypuszczą.” Te słowa powtarzane w kółko zaczynały już wbijać się w pamięć.

- Pan Lionel Fritz? Dziękujemy, może Pan wyjść, siostra Jackie zaprowadzi Pana do pokoju w którym będzie Pan mógł się przebrać i wrócić do domu, żona już na Pana czeka. – Powiedziała jedna z pielęgniarek, po czym kolejna wyprowadziła lekko oszołomionego staruszka.
- Policja zaraz się Wami zajmie, niestety nalegają by przesłuchać nawet naszą małą Amelię, przykro mi. – Zastanowiła się chwilę, po czym od niechcenia dodała. – Na pocieszenie powiem, że niedługo podadzą posiłki.

W głowach ciągle słyszeliście echo tej samej melodii, która wprawiła was w stan przez lekarzy określany jako „niewytłumaczalna śpiączka”. Po wielu próbach uzyskania jakichkolwiek informacji nie dowiedzieliście się jednak wiele ponad te dwa tajemnicze slowa. Więcej wyjaśniły natomiast policyjne przesłuchania. Okazało się, że dwanaście osób jak dotąd znaleziono nieprzytomnych z otwartą pozytywką w bezpośrednim pobliżu, a z kilkoma kolejnymi zwycięzcami licytacji nadal nie ma kontaktu. Pytania były ogólne i w zasadzie po wyjaśnieniu okoliczności zakupu nic więcej nie mogliście im powiedzieć. Ostatni w kolejce był młody chłopak, który w izolatce nie odzywał się do nikogo.

MIKE:


Pomieszczenie było zaimprowizowaną salą przesłuchań. Wcześniej, sądząc po meblach, był to po prostu jeden z wielu gabinetów lekarskich wyróżniający się dokładnie niczym. Przy biurku siedział podstarzały glina.

- Słuchaj gówniarzu, wiem że coś tutaj śmierdzi i zaraz mi wszystko dokładnie wyśpiewasz. – Spojrzał znacząco na młodzieńca, po czym podjął nim ten się odezwał. – Skąd masz pozytywkę? To pudełko warte jest pieprzoną fortunę, której ktoś taki jak Ty nie ma!
Przed młodzieniaszka padła wcale nie cienka kartoteka.
- Mamy tutaj zdjęcia z monitoringu miejskiego. Dotychczas byłeś tylko powiązany. Zawsze wpadali Twoi kumple, w końcu Ty tam tylko stałeś, ale do jasnej cholery mamy teraz twardy dowód rzeczowy i jeśli mi wszystkiego nie wyśpiewasz wylądujesz w pierdlu za kradzież dóbr kultury. To nie zwykłe wybieranie ludziom gówna z kieszeni, to poważne zarzuty.

Detektyw zamilkł czekając na odpowiedź, kiedy na chwilę w drzwiach pojawił się inny policjant.
- Jak skończycie, Hepner prosi o chwilę z tymi pacjentami, wie Pan.
- Skąd … Jak … Kiedy on się obudził?
- Nie mamy pojęcia sir. Lekarze twierdzą, że to były jego pierwsze słowa od kiedy się ocknął jakieś dziesięć minut temu.
- Dobra, zaraz, zobaczymy najpierw co ten tutaj ma mi do powiedzenia.

Znów zostali sam na sam, a na twarzy stróża prawa znów pojawił się grymas na pograniczu złości i drwiny.
- Śpiewaj, może samo bożyszcze tłumów uratuje Ci jeszcze dzisiaj dupę.

POZOSTALI:


Jedna z pielęgniarek złapała Was na korytarzach, kiedy już mieliście wyjść ze szpitala. Wydawała się zaskoczona i zdezorientowana.
- Przepraszam, ale zdaje się, że Pan Hepner właśnie się obudził i chce z Państwem rozmawiać. – Nie mniej zaskoczona, niż Wy dodała. – I nie pytajcie mnie jak i dlaczego, ja nic nie wiem. Chodźcie za mną, obiecuję że nie ma tam nic, czego mała mogłaby się wystraszyć.
Nikt nie odmówił. Hepner był sławą światowego formatu, a to mogła być okazja by zobaczyć go po raz pierwszy i być może ostatni w życiu.


Szliście korytarzami szpitala przez dobre kilka minut, aż dotarliście do pustej Sali pełnej personelu medycznego. Niektóre oddziały szpitalne miały mniej ludzi na stanie, niż to jedno pomieszczenie! Plątanina rurek i kabli chowała się pod kołdrą, lub kończyła się w odsłoniętych częściach ciała kompozytora, lecz on sam leżał tam z lekkim uśmiechem. Podeszliście do łóżka gdy tylko jeden z lekarzy dał Wam znak, zaś sam hep ner odezwał się ledwie słyszalnym głosem.
- Wiedziałem, że zadziała, przepraszam … - Głos zanikł, jakby sam geniusz przez dłuższy czas musiał zbierać siły na dokończenie zdania. - … pozytywki to nie … one zaprowadzą … po prostu słuchajcie …
Aparatura medyczna ustawiona w pokoju oszalała, a jeden z lekarzy pospiesznie wyprosił Was z pomieszczenia. Siedzieliście w korytarzu z mętlikiem w głowie, a chwilę później dołączył do Was towarzysz z izolatki w towarzystwie funkcjonariusza policji. Coś w głębi serca, w głębi muzykalnej części Waszej duszy splatało milknące echa wczorajszych dźwięków pozytywek ze słowami gwiazdy muzyki. Po chwili pojawił się jeden z detektywów, którzy pilnowali łóżka kompozytora przynosząc Wam pozytywki, które wcześniej zabrano Wam w charakterze dowodów rzeczowych.
- Nalegał, żeby Wam to oddać. Z resztą kilka innych osób oddało nam już swoje do analizy, ludzie z laboratorium powiedzieli, że raczej nie są niebezpieczne.
Zostaliście sami na korytarzu z pozytywkami w rękach, bez słowa wyjaśnień i okropnym uczuciem, że skądś się już znacie.
 
__________________
-Miejsce na jakieś głębokie filozoficzne stwierdzenie-
QuartZ jest offline  
Stary 17-06-2011, 12:44   #2
 
Irmfryd's Avatar
 
Reputacja: 205 Irmfryd ma w sobie cośIrmfryd ma w sobie cośIrmfryd ma w sobie cośIrmfryd ma w sobie cośIrmfryd ma w sobie cośIrmfryd ma w sobie cośIrmfryd ma w sobie cośIrmfryd ma w sobie cośIrmfryd ma w sobie cośIrmfryd ma w sobie cośIrmfryd ma w sobie coś
Mike Stoner


- Proszę poruszyć prawą dłonią … - czyjś głos dociera do leżącego w szpitalnym pokoju chłopaka.
Otworzył oczy, blask jarzeniówek spowodował, że natychmiast przymknął powieki. Poruszył palcami prawej dłoni jakby delikatnie naciskał klawisze instrumentu. Zamroczony umysł młodzieńca rejestrował kolejne sygnały, kolejne pytania, prośby. Leżący na szpitalnym łóżku chłopak kiwał głową przytakując albo kręcił zaprzeczając pytaniom. Nie wiedział gdzie jest, w tamtym momencie nie myślał nawet o tym kim jest. Pamiętał tylko wściekłą twarz Billa próbującego cisnąć szkatułką, potem swój pewny chwyt … Wydobywał z zakamarków pamięci wygląd szkatułki … gładkie w dotyku lakierowane drewno, lekko wypukłe wieczko … małą złotą korbkę z boku. Pamiętał jak otworzył wieczko a potem korbką poruszył ukryty mechanizm … i ta melodia …

- Ty jesteś Mike, tak? Mike Stoner – ten głos nie był już tak miły jak poprzedni.

Chłopak drgnął, zaciskająca się dłoń na brzegu łóżka miała pomóc w opanowaniu emocji. Strach wdzierał się w jego umysł. Wspomnieniami powrócił do tamtego miejsca … kilkuosobowa sala, podobni do niego … Podobni? Nie … może tylko wiekiem i brakiem perspektyw na dalsze życie, poza tym całkowicie różni. Mike bał się, że jest w tym miejscu, że po dwóch latach ukrywania się znaleźli go, schwytali podstępem i zamknęli. Coś mu jednak nie pasowało. Nie kojarzył tego pomieszczenia, głos mężczyzny nie należał do żadnego z wychowawców. Więc czego od niego chcieli?

– Masz tutaj chłopcze pokaźną kartotekę … - głos niewątpliwej kanalii był ostatnim co usłyszał Mike gdy mrok ponownie zalał jego umysł.

Kolejne co pamiętał Mike to poszturchiwania, kuksańce gdy prowadzono go korytarzem. Były też niewybredne żarty o tym co robi się w więzieniach z młodymi chłopcami. Nadal nie wiedział gdzie jest, ani co to za miejsce. Wepchnięty siłą do jakiegoś pomieszczenia już w następnej sekundzie mocnym chwytem został posadzony na stołku.

- Słuchaj gówniarzu … - głos kolejnej kanalii. Mike słuchał uważnie wpatrując się w poruszające się usta mężczyzny za biurkiem. Notował w pamięci wszystko ale nie potrafił zrozumieć o co mu chodzi. Myślał, ze pewnie chcą go wplątać w jakieś kłopoty. Pewnie nie chce im się szukać winnych wiec najlepiej posadzić kogoś takiego jak on … Mika Stonera … chłopaka, o którego nikt się nie upomni. Słuchając kolejnych słów detektywa Mike próbował ułożyć w głowie powód tej całej farsy. Nie słyszał żeby zginęły jakieś dobra kultury, Mona Lisa była gdzieś w pieprzonej Europie a on nie wychylił nosa poza kilka sąsiadujących ze sobą stanów.

Pytania, groźby detektywa nic nie wskórały. Młody siedział ze spuszczoną głową. Milczał, nie wypowiedział żadnego słowa. Uważał, że jest wrabiany i najlepszym co może w tej sytuacji zrobić to nie odzywać się. Kto wie, może wszystko jest nagrywane, a potem jakiś policyjny technik zmontuje z tego super przesłuchanie, podczas którego Mike do wszystkiego się przyznaje. Zawsze z wypowiedzi „nie winny” można usunąć słówko „nie” a potem wylądować na kilka lat w pierdlu. Kumple z ulicy często mówili o takich metodach operacyjnych. Jak jest się śmieciem to lepiej nic nie mówić i do niczego się nie przyznawać. Wtedy jest szansa, że znajdą innego śmiecia mniej odpornego na metody śledcze i to jemu przypiszą cała sprawę. Mike bał się tylko jednego, że zaczną go bić albo co gorsza łamać palce. Nie wiedział, czy będzie wstanie to znieść.

Myśli kłębiły się w głowie chłopaka gdy przesłuchanie nieoczekiwanie zakończyło się. Ktoś mocnym chwytem złapał go za kołnierz i pchnął w kierunku drzwi. Jakiś mężczyzna, pewnie glina po cywilnemu prowadził go oświetlonym jarzeniówkami korytarzem. Zupełnie zdezorientowany Mike szedł niepewnym krokiem gdy policjant tym razem lekko dotykając jego ramienia dał mu znak że są na miejscu. Chłopak ze zdziwieniem patrzył na stojące w korytarzu osoby. Dwie kobiety i mężczyzna … zupełnie nieznani ale jednak nie do końca obcy. To przeczucie wcale nie było dla Mika przyjemne.


- Nalegał, żeby Wam to oddać … - głos kolejnego policjanta. A potem przedmiot wylądował w dłoniach Stonera. Prostopadłościan z lakierowanego drewna z wypukłym wieczkiem i małą złotą korbką. Mike przyglądał się pozytywce. Miał nieodpartą chęć otworzenia wieczka ale strach, że znowu obudzi się w jakimś dziwnym miejscu paraliżował jego dłonie. Ciemne włosy zakrywały twarz Mika. Chłopak z ukosa przyglądał się pozostałym osobom, które również w dłoniach trzymały pozytywki. Stoner chociaż czuł bardzo silną potrzebę odezwania się do pozostałych to jednak milczał. Obawiał się, że są podsłuchiwani, obserwowani …
 

Ostatnio edytowane przez Irmfryd : 17-06-2011 o 12:45. Powód: literówka
Irmfryd jest offline  
Stary 24-06-2011, 15:58   #3
 
Bracchus's Avatar
 
Reputacja: 93 Bracchus wkrótce będzie znanyBracchus wkrótce będzie znanyBracchus wkrótce będzie znanyBracchus wkrótce będzie znanyBracchus wkrótce będzie znanyBracchus wkrótce będzie znanyBracchus wkrótce będzie znanyBracchus wkrótce będzie znanyBracchus wkrótce będzie znanyBracchus wkrótce będzie znanyBracchus wkrótce będzie znany
Wyszedł z łazienki wycierając włosy ręcznikiem. Stanął przed oknem i spojrzał na rozpościerający się przed nim widok. Miasto iskrzyło się tysiącami świateł. Uśmiechnął się kącikiem ust sięgając po papierosa. Dzień kończył się naprawdę dobrze. W powietrzu wisiał kolejny kontrakt opiewający na prawie miliard dolarów. Jeszcze trochę i zostanie najmłodszym prezesem wśród instytucji finansowych. Liczył na to... Należało mu się. Chwilę później siedział już przed telewizorem, rozluźniony, popijając drogą whisky. Przerzucał kanały szukając ulubionego programu. Nie mógł ominąć kolejnego odcinka "Co nowego na giełdzie".

W czasie reklam podniósł się z kanapy i podszedł do barku. Nalał sobie kolejną szklaneczkę i już miał wracać przed telewizor kiedy jego wzrok spoczął na pozytywce. Postawił ją tu parę godzin temu i zapomniał. Nie była niczym więcej niż narzędziem w pracy. Ale teraz... Teraz patrzył na nią, nie mogąc odwrócić wzroku. Dłoń sama odstawiła alkohol i sięgneła do skrzyneczki. Blondyn obracał ją w palcach, gładząc powierzchnię. Powoli otworzył pudełko, nakręcił mechanizm. Melodia, która popłynęła z pozytywki nie zawładnęła nim łagodnie, nie uśpiła. W połączeniu ze wspomnieniami, które przywołała, uderzyła jak młot. Tracąc przytomność, upadł ciężko na ziemię.



Zaraz po przebudzeniu zarządał dostępu do telefonu i od razu zadzwonił do swojego asystenta.
-Gdzie Ty do cholery jesteś Brian?! – Warknął z miejsca. Po następnej sekundzie uciął próby wytłumaczenia nieobecności. – Nie interesuje mnie to, że nie odbierałem telefonu. Jeśli nie odbieram telefonu to znaczy, że coś się stało i masz zawiadomić ochronę. Przestań się, do cholery, tłumaczyć. Mam to w dupie, jasne? Masz piętnaście minut żeby znaleźć się w szpitalu... – spojrzał na pielęgniarkę, ledwo dosłyszał jej szept po czym dokończył. – Świętego Łukasza. Przywieź moje ciuchy. Nie, Ty idioto. Nie garnitur. Jeansy, marynarka i jakieś wygodne buty.

Rzucił komórkę na szafkę i ułożył się wygodniej na poduszce. Melodia ciągle tkwiła gdzieś w umyśle. Próbował ją wyrzucić z myśli, ale była typowym ear bugiem. Starał się zanucić ją od początku do końca, żeby tylko pozbyć się melancholijnych dźwięków. Nie mógł. Westchnął ciężko. “Przynajmniej nie doprowadza już do tego potwornego bólu głowy...” Musiał przyznać, że muzyka płynąca z pozytywki była prawdziwym majstersztykiem. Nie spodziewał się, że za pomocą prostego mechanizmu dało się wydobyć takie emocje, takie.. Potrząsnął głową. “To nie dla Ciebie brachu, daruj to sobie zanim znowu Cię wciągnie”.

Cierpliwie zniósł wszystkie testy i pytania. Nie interesował się nawet specjalnie towarzyszami niedoli. Obdarzył za to bardzo wymownym spojrzeniem swojego asystenta. Odebrał od niego ubrania po czym przepędził go spowrotem do pracy. Postanowione, bierze dzisiaj wolne. Nawet się ucieszył. Przynajmniej spotka się z Angeliną... Mieli niedokończony “interes” sprzed dwóch dni. Już zbierał się do wyjścia kiedy usłyszał głos jednej z pielęgniarek.
- Przepraszam, ale zdaje się, że Pan Hepner właśnie się obudził i chce z Państwem rozmawiać. I nie pytajcie mnie jak i dlaczego, ja nic nie wiem. Chodźcie za mną, obiecuję że nie ma tam nic, czego mała mogłaby się wystraszyć.
Ciężkie westchnienie po raz kolejny wyrwało się spomiędzy warg Vincenta. “No dobra. Skoro już tu jestem... W sumie Angie go lubi, ucieszy się z autografu”. Ruszył za pracownicą szpitala i resztą pacjentów.



Zupełnie nie był przygotowany na to, co zobaczył w pokoju Hepnera. Wprawdzie jego firma wyłożyła sporą część kwoty na te wszystkie przyrządy ale ilość rurek wnikających w ciało mężczyzny była przerażająca. Vincent skrzywił się podchodząc bliżej łóżka. Nachylił się nad nim gdy muzyk otworzył usta.
- Wiedziałem, że zadziała, przepraszam… - Głos zanikł, jakby sam geniusz przez dłuższy czas musiał zbierać siły na dokończenie zdania. - … pozytywki to nie … one zaprowadzą … po prostu słuchajcie …
Blondyn zmrużył lekko oczy próbując wyłapać sens słów Hepnera. “Czyżby stary oszalał?”Kiedy aparaty medyczne zagrały opętańczo a jeden z lekarzy zaczął wypychać go z pomieszczenia, Vincent nie mógł oderwać wzroku od twarzy Hepnera. Wiedział, że zapamięta ją do końca życia...

Na korytarzu opadł ciężko na krzesło próbując zebrać myśli. “O co do cholery mogło mu chodzić? Przecież nawet nie mam tej przeklętej...” - Nalegał, żeby Wam to oddać. Z resztą kilka innych osób oddało nam już swoje do analizy, ludzie z laboratorium powiedzieli, że raczej nie są niebezpieczne.
Odebrał od detektywa pozytywkę i przyjrzał jej się uważnie. Wydawało się, że nie była uszkodzona. Tyle dobrego. Podniósł wzrok na resztę. Chyba skądś ich kojarzył. Ale to byłby strasznie dziwny zbieg okoliczności. Więc skąd to uczucie? Podniósł się powoli i poprawił elegancką casualową marynarkę.

- Nazywam się Vincent Brent. – Starał się by jego głos był zupełnie spokojny, wypoczęty. – Macie może choć cień podejrzenia co się tu dzieje? Bo że coś się dzieje to wiemy na pewno, prawda?
 

Ostatnio edytowane przez Bracchus : 24-06-2011 o 16:01.
Bracchus jest offline  
Stary 26-06-2011, 12:36   #4
 
Wredotta's Avatar
 
Reputacja: 13 Wredotta nie jest za bardzo znanyWredotta nie jest za bardzo znanyWredotta nie jest za bardzo znanyWredotta nie jest za bardzo znany
Siedziałam, słuchając pięknej pozytywki. Melodia była zdumiewająco… cudowna. Nigdy się tak nie czułam. Nawet ciężko to opisać słowami. Coś tak wspaniałego zdarzyło mi się po raz pierwszy w życiu.
***
Obudziłam się w jakimś niebywale białym pomieszczeniu.
Umarłam?, pytałam samą siebie w myślach.
Jednak koło mnie zaczęłam dostrzegać ludzi.
I po chwili przyszła pielęgniarka, która wytłumaczyła, że wszyscy wybudziliśmy się z „niewytłumaczalnej śpiączki”.
Pozytywka.
Czy to wszystko przez nią?
Po jakimś czasie przyszła policja. Oczywiście, nie obyło się bez przesłuchiwania.
Zdumiona, słuchałam, opowiadań policjantów,
Dwanaście osób znaleziono z pozytywką bezpośrednio otwartą.
Wszyscy byliśmy w śpiączce.
W dodatku nie ma kontaktu z resztą, którzy zakupili owe pozytywki.
Niestety, oprócz wytłumaczenia okoliczności zakupu nie byłam zbyt pomocna.
***
Po kilku godzinach, choć nie wiem ile faktycznie upłynęło, mnie wydawało się to wiecznością, w końcu wypuścili nas ze szpitala. Już miałam kierować się do wyjścia, kiedy zatrzymała nas pielęgniarka.
-Przepraszam, ale zdaje się, że Pan Hepner właśnie się obudził i chce z Państwem rozmawiać. I nie pytajcie mnie jak i dlaczego, ja nic nie wiem.
Zdumiona otworzyłam szeroko oczy i oniemiała poszłam za pielęgniarką. Kompozytor nie wyglądał na okaz zdrowia. Wszędzie były liczne kabelki i rurki, choć on sam uśmiechał się od ucha do ucha.
-Wiedziałem, że zadziała, przepraszam … - Głos zanikł, jakby sam geniusz przez dłuższy czas musiał zbierać siły na dokończenie zdania. - … pozytywki to nie … one zaprowadzą … po prostu słuchajcie.
Później aparatura zaczęła wariować i pospiesznie wyprosili nas z salki. Wystraszona stałam z resztą ludzi na korytarzu. Co on właśnie usiłował nam przekazać?
Prawie nie zauważyłam jak podszedł do nas detektyw i podał nam nasze pozytywki.
No tak, tyle to ja się skapnęłam, że to o nie się wszystko rozchodzi.
Tylko jak jej posłuchać, żeby nie zasnąć?
Stałam ponownie wpatrując się w pudełeczko.
Przeniosłam wzrok też na ludzi, czując to dziwne wrażenie, że kiedyś się ich znało.
Przeskakując wzrokiem kolejno wszystkich, dodałam:
-Witam. Jestem Emily Wayne- uśmiechnęłam się lekko.
 
__________________
"Już, już, bo nie będzie gier wideo..."

Ostatnio edytowane przez Wredotta : 01-07-2011 o 12:11.
Wredotta jest offline  
Stary 27-06-2011, 13:17   #5
 
Migotka's Avatar
 
Reputacja: 0 Migotka nie jest za bardzo znany
Amelia Bedingfield

Pobudka wśród obcych osób, w nieznanym środowisku nie była dla dziewczynki pozytywnym przeżyciem. Co się stało? Dlaczego tu się znalazła? W jaki sposób się tu dostała? Z początku nie znała odpowiedzi na te pytania, dlatego też była trochę przerażona. Całe szczęście jej tata był w pobliżu i kilka minut tulenia oraz uspokajania wystarczyło by strach zaczął mijać.
Wraz z upływem czasu uczucie niepewności i strachu goszczące w jej sercu zaczęło się zmieniać w zniecierpliwienie. Było nuuudno.. Jak długo można było czekać? Żeby miała chociaż jakieś zabawki. A tutaj dosłownie nie było niczego co mogłoby się nadawać do zabawy. Tylko białe ściany. Tyle, że nawet one, bez kredek lub flamastrów były bezużyteczne. Bezczynność wykańczała ją bardziej niż najgorszy wysiłek fizyczny.
Krótkim przerywnikiem w tej niekończącej się monotonii było przesłuchanie. Z chęcią porozmawiała z policjantem. Lepsze to niż czekanie, poza tym była bardzo ciekawa jak takie przesłuchanie może wyglądać. Niestety, nie znała odpowiedzi na większość pytań nurtujących pana z policji.

Niewiele później wypuszczono ich z izolatki. Nareszcie koniec czekania. Sześciolatka chciała jak najszybciej pojechać do domu, ale zmieniła zdanie gdy pielęgniarka przekazała wieści o kompozytorze. A jednak pozna Pana Hepnera! Dla niego mogła poświęcić jeszcze te kilka minut. Sama wizyta u niego nie była jednak taka jak sobie to wyobrażała. Widok tych wszystkich rurek i aparatury pod które był podłączony Hepner może nie był drastyczny, ale wystarczył by Amelia czuła się bardzo nieswojo. Dlatego tez nie patrzyła bezpośrednio na leżącego kompozytora, za to słuchała go bardzo uważnie. W końcu to pan Hepner. Wielki człowiek. Przynajmniej tak mówią. Zapamiętałaby i wzięłaby do serca wszystko co mówi nawet, gdyby zaczął rozprawiać o pogodzie.
Trwało to bardzo krótko, nawet nie zdążyła zadać żadnych pytań kompozytorowi. Dziewczynkę zmartwiło to co zobaczyła. Mężczyzna nie wyglądał najlepiej, do tego jeszcze ta pikająca aparatura. "Gdyby zamiast tego okropnego, doniosłego tik-tak ta maszyna grała dźwięki jak z pozytywki, to wtedy Pan Hepner na pewno lepiej by się czuł.." - jej rozmyślania przerwał jeden z detektywów który oddał jej pozytywkę. Przyjrzała się jej. Tak, to bez wątpienia była ta sama pozytywka którą wczoraj otrzymała. Chęć ponownego uruchomienia jej, pobawienia i poeksperymentowania z nią była bardzo duża, jednak powstrzymała się przed tym. Przynajmniej na razie, póki była w towarzystwie. Nie była pewna jak pozostali by zareagowali gdyby otworzyła pozytywkę. Mogliby się zdenerwować. Wiadomo- to dorośli. Zawsze się denerwują, gdy tylko ktoś chce iść za głosem serca zamiast głosem rozumu, który teraz ostrzegał przed ponowną śpiączką.
By choć na chwilę o pozytywce spojrzała w górę i przyjrzała się nieznajomym.. No właśnie, czy tak do końca nieznajomym? Kojarzyła ich skądś, tylko nie wiedziała skąd. Dopiero gdy jeden z panów się przedstawił, zorientowała się, że musiało jej się to tylko wydawać.
-Ja nazywam się Amelia Bedingfield. - przedstawiła się z ekscytacją w głosie i pokazała wszystkim swój szczerbaty uśmiech.
 
Migotka jest offline  
Stary 08-07-2011, 01:15   #6
 
QuartZ's Avatar
 
Reputacja: 15 QuartZ nie jest za bardzo znanyQuartZ nie jest za bardzo znanyQuartZ nie jest za bardzo znanyQuartZ nie jest za bardzo znanyQuartZ nie jest za bardzo znany
Korytarz szpitala miejskiego





Wrażenie iż zgromadzeni skądś się znają, że mają ze sobą coś wspólnego świdrowało umysł i nie pozwalało o sobie zapomnieć. Gdy w kimś wreszcie pękła ostatnia granica nie pozwalająca siedzieć cicho, pusty korytarz wypełniła rozmowa.

Vincent rozejrzał się po korytarzu po czym nachylił nad dziewczynką. Przyglądał się jej przez chwilę po czym uśmiechnął leciutko.
- Gdzie Twoja mama? Nie powinnaś chyba siedzieć tu z nieznajomymi, co?
-Nie wiem dokładnie. - odpowiedziała niepewnie dziewczynka na pierwsze pytanie.
-Tu chyba jest bezpiecznie, prawda? - spytała się i rozejrzała się wokół by upewnić się że nic jej nie grozi.
Uśmiech na twarzy mężczyzny poszerzył się. Blondyn wyprostował się, położył łagodnie dłoń na jej głowie i pogłaskał delikatnie.
- Nie musisz się niczym przejmować, mała. Ta miła pani się Tobą zajmie. - Spojrzał na Emily z wesołym błyskiem w oku. Nie miał przecież zamiaru zajmować się jakimś szczeniakiem. Zwrócił się do dorosłej części towarzystwa.
- Powiecie cokolwiek? Mam jeden dzień urlopu i chciałbym jak najszybciej zapomnieć o Hepnerze i pozytywkach.
Mike patrzył niepewnie po twarzach stojących na korytarzu osób. Tak … na pewno bezpiecznie mała, cały szpital roi się od glin, ty zgubiłaś rodziców a tych dwoje pewnie chce cie porwać. Hepner i pozytywki … to przez nie tutaj wszyscy jesteśmy …
- Tak … - po raz pierwszy niepewnym głosem odezwał się Mike - … może byśmy stąd poszli i pogadali w jakimś spokojnym miejscu? A ty mała najlepiej zacznij głośno płakać … wtedy rodzice szybko się znajdą.
Emily zmrużyła oczy patrząc na nowo poznanego faceta o imieniu Vincent. Uśmiechnęła się, stojąc koło niego i mimowolnie puszczając mu kuksańca między żebra.
-Ta miła pani, nie lubi, gdy ktoś jej mówi co ma robić.
Klepnęła się w czoło patrząc na zegarek.
-Cholera- mruknęła pod nosem- właśnie mija mi próba u Simply Red. W sumie, nic straconego, ale będzie ból dupy.
Tymczasem Amelia zignorowała radę Mike. Zamiast płakać, wolała poczekać aż rodzice ją odnajdą. Bez ich obecności w pobliżu nie czuła się zbyt pewnie. Widać to było chociażby po tym, jak nerwowo rozglądała się po korytarzu.
-Miła Pani powiedziała brzydkie słowo. Bardzo brzydkie słowo na literkę "d". Nieładnie. - powiedziała wskazując palcem na jedyną dorosłą kobietę w towarzystwie. -Niech Pani uważa, bo jeszcze Mikołaj to usłyszy i na święta zamiast prezentu przyniesie rózgę. - szeptem, tak by Mikołaj nie usłyszał, dała radę Emily.
-Świetnie- mruknęła Emily, zasłaniając ręką twarz.
- Starczy... - powiedział stanowczo Vincent do całej grupy. - Mała, gdzie są Twoi rodzice? Jak już mówiłem, nie mam dużo czasu. Proponuję pójść do mnie, mieszkam niedaleko. Tam usiądziemy i na spokojnie porozmawiamy.
I tak miał już z głowy spotkanie z Angie. O dziwo, stracił nawet na to ochotę. Chciał tylko mieć już za sobą sprawę pozytywek.
- Propozycja padła … jestem za. - odparł Mike - Dzieciaka możemy zostawić przy rejestracji. Jeśli ktoś bedzie jej szukał tam uda się w pierwszej kolejności. A jak nie to jakaś miła pani pielęgniarka się nią zajmie.
- Ja poczekam tutaj. Rodzice na pewno już mnie szukają, a Mama zawsze mi mówiła, że jeśli się zgubie, to mam się nigdzie bez potrzeby nie oddalać.
- Zawsze słuchaj mamy mała … to co idziemy - Mike zwrócił się do pozostałych.
Emily zawahała się.
-Ja mogę wpaść dosłwonie na parę minut.
Po chwili oddalila się z telefonem w ręku.

Nim wróciła z rozmowy na korytarzu znaleźli się tak "ogon" młodego Stonera, jak i ktoś z opiekunów młodej Amelii. Każdy zmartwiony rodzic dbając o swoje dziecko stara się dowiedzieć jak najwięcej i tak też było tym razem. Dziewczynka nie miała w tej chwili wiele do powiedzenia i po godzinie, najdalej dwóch, będzie w drodze do domu, jednak ku zaskoczeniu wszystkich przyjęliście to z ulgą. Nawet jeśli gospodarz nie planował aż tak długich spotkań, z ulgą przyjął informację, że chociaż część wesołej gromadki nie ma zamiaru u niego przesiadywać.

Wszyscy czuli się nieswojo, a cała ta sprawa ze szpitalem, z pozytywką i zaburzeniami świadomości zostawiła po sobie wiele dziwnych odruchów i uczuć. Uczuć, które nie dawały się zbyt łatwo zauważyć, chyba że ktoś próbował rozdzielić grupę, chociaż lekarze przekonywali Was że to może być jeden z efektów ubocznych.


Spotkanie



Nie czekając dłużej zebraliście swoje rzeczy ze szpitalnego depozytu i udaliście się do Vincenta. Podstawiony przez asystenta samochód pomieścił część osób, pozostali zabrali się w rodzinnym aucie należącym do rodziców Amelii i po kilku chwilach jazdy przez miasto wjechaliście na jeden z wielu w okolicy podziemnych parkingów. Każdy apartamentowiec takowy parking posiadał, chociaż rzadko się zdarzało by dla jednego lokum zarezerwowanych było kilka miejsc parkingowych. Powoli zaczynaliście się domyślać statusu Vinca, jednak nikt nie skomentował tego, przynajmniej jeszcze nie.




Kiedy drzwi windy otworzyły się bezpośrednio na luksusowy apartament pierwszą rzeczą, która uderzyła wchodzących to już od samej windy był widok. Widok za oddalonym o kilkanaście metrów oknem. Zapierający dech dla przeciętnego człowieka i zupełnie już normalny i opatrzony przez właściciela sprawił, że najmłodsza z grupy rozpłaszczyła swój mały nos na szybie. Chwilę później w ślad za małym gościem przyprowadzono pozostałą część grupy i wszyscy zajęli swoje miejsca.

- Czy ktoś może mi wyjaśnić co tu się dzieje? - Zapytał policjant. - O ile postrzał zdarza się często, tak przypadkowe omdlenia wszystkich posiadaczy rzeczy wykonanych przez ofiarę, a na deser jeszcze wspólne spotkanie jakby nigdy nic ... to nie jest normalne. Niestety mam obowiązek zdać raport z obserwacji tego młodzieńca, więc i Wasze słowa jakoś się w nim muszą znaleźć.
Glina jednak zawsze będzie gliną, a spojrzenia obecnych na pograniczu chęci mordu i kompletnego zaskoczenia spowodowały, że natychmiast poprawił się.
- Po prostu pomyślałem, że chcielibyście o tym wiedzieć. Taką mam robotę, co poradzę?
Uznaliście, że trzeba będzie z tym żyć, skoro nie można nic z tym robić i wróciliście do samego omawiania wydarzeń.

Zbiegające się historie i powtarzające się schematy utwierdziły Was w przekonaniu, że pozytywki są tutaj centrum problemu, a Hepner jest głównym jego źródłem. W dodatku jeszcze jakaś upiorna i nie do końca zrozumiała wypowiedź, prawdopodobnie majaczenie, samego kompozytora. Przez dłuższy czas ożywiona dyskusja toczyła się wokół "co, jak i kiedy", lecz nagle do rozmowy znów wtrącił się stróż prawa obserwujący chłopaka.
- Skąd to macie? - Zapytał z miną surową jak skalne urwisko.
Wszyscy z zaskoczeniem zauważyli iż trzyma w ręce coś, co wygląda na wizytówkę.
- Pozwoliłem sobie przeszukać kilka rzeczy. Ten gówniarz nadal jest podejrzany i mam do tego prawo, a teraz widzę dlaczego. Co to jest!?


Podana Mikowi wizytówka nie była imienna. Posiadała jedynie informację o instytucji z której pochodzi. Zdziwiony chłopak trzymał w rękach mały kartonik i ponaglony przez mundurowego zgodnie z poleceniem odwrócił go.

"Nie można mu ufać! Uważajcie na pozytywki."

Oczy młodzieńca otworzyły się szeroko ze zdziwienia, jednak natychmiast zaczął tłumaczyć, że to nie jego i na pewno nie da się wrobić. Pozostali słuchając tłumaczeń dla pewności zaczęli sprawdzać swoje kieszenie. Zapisane odręcznie słowa prawie zasłaniały adres fundacji, jednak kolejne osoby znajdując w swoich rzeczach identyczne kartoniki pozwoliły na wspólne ustalenie siedziby. Nawet obecny z Amelią ojciec przyznał, że kiedy mała się ubierała w przywiezione dla niej z domu rzeczy, w pojemniku ze zdjętymi przez personel szpitala leżała identyczna karteczka. Ta ostatnia deklaracja uspokoiła policjanta, a nawet zrezygnował z naciskania na Stonera.

Cała sprawa zaczynała się komplikować, a dezorientacja tylko się pogłębiała. W międzyczasie obecny tam policjant zaczął przekazywać centrali wstępne informacje i po chwili zwrócił się do wszystkich.
- Wybaczcie, ale muszę zabrać te kartoniki. Chcą to dołączyć do materiału dowodowego.
Spojrzeliście po sobie. Po kilku kolejnych zdaniach wymienionych przez policyjne radio stróż prawa dodał.
- Spokojnie. Nie ma ani nakazu, ani też ciągle jeszcze wystarczających podstaw, żeby Was aresztować. Po prostu będziecie teraz wszyscy pod dokładną obserwacją. Mała może jechać do domu.

Teraz mieliście na karku podejrzenia policji, które nigdy nie wróżą nic dobrego, tajemniczą "moc" pozytywek, która wpakowała Was w te problemy, a jakby tego było mało ktoś najwyraźniej próbował Was odwieść od ponownego otwierania małych mechanizmów stworzonych przez muzyka z niewiadomych do końca powodów. W dodatku ostatnie zdanie mundurowego nijak nie poprawiło Wam humoru i przez skórę czuliście, że jeśli nic z tym nie zrobicie prędzej czy później skończy się to w pierdlu ... lub jeszcze gorzej.
 
__________________
-Miejsce na jakieś głębokie filozoficzne stwierdzenie-
QuartZ jest offline  
Stary 25-07-2011, 12:18   #7
 
Irmfryd's Avatar
 
Reputacja: 205 Irmfryd ma w sobie cośIrmfryd ma w sobie cośIrmfryd ma w sobie cośIrmfryd ma w sobie cośIrmfryd ma w sobie cośIrmfryd ma w sobie cośIrmfryd ma w sobie cośIrmfryd ma w sobie cośIrmfryd ma w sobie cośIrmfryd ma w sobie cośIrmfryd ma w sobie coś
Mike Stoner

Mike nie wierzył tak samo policjantom jak i doktorom. Efekt uboczny działania pozytywki był dla niego niezłą ściemą. Kto wie jakie badania im robili gdy byli nieprzytomni. Nie zdziwiłby się wcale gdyby szukali dawców organów dla tego krezusa Hepnera. Tacy jak on mogli sobie pozwolić na wszystko. Oni zawsze myślą, że wszystko można sobie kupić … nawet życie. Tłumaczyłoby to obecność młodych ludzi … nawet dziecka. Cóż może jego organy pod wpływem alkoholu, tytoniu i narkotyków były bardziej dojrzałe niż przypadałoby to na siedemnastoletni organizm ale były jego i Mike nie miał zamiaru z nikim się nimi dzielić.

Podróżując w limuzynie Vincenta, Stoner nie mógł zebrać myśli. Nigdy wcześniej nie jechał takim samochodem, samochodem … który był po prostu amerykański. Duży, błyszczący z barkiem w środku. Mike wpakował się do niego razem z zabranym z depozytu saksofonem w zniszczonym skórzanym futerale. Gdy wsiadał do samochodu kierowca próbował mu go odebrać z myślą ulokowania go w bagażniku, ale widząc zaciętą twarz chłopaka oraz białe kłykcie zaciśniętych dłoni tylko wzruszył ramionami. Krótka podróż upłynęła w milczeniu. Może i ktoś coś mówił ale nie docierało to do Mika, który nie mogąc wyjść z podziwu całą drogę jechał z półotwartymi ustami obserwując przez przyciemnioną szybę widoki miasta, które nagle znikły gdy wjechali do podziemnego parkingu.

Gdy byli w apartamencie Mike nawet nie miał czasu przyjrzeć się pomieszczeniu gdy usłyszał słowa policjanta.

Co on tu robi? Jak śmiał wpakować się na kwadrat bez nakazu … - gorączkowo zastanawiał się Stoner. Nawet jeśli ma zamiar mnie śledzić to w tej chwili nie jest u mnie tylko … taa nieźle się tu ktoś urządził. Vincent jak dobrze pamiętam. Niektórym to się powodzi. Limuzyna z kierowcą, apartament … ciekawe kto jest jego ojcem. Zresztą pies dymał jego ojca co mnie to obchodzi. Gość miał gest, zaprosił do siebie … chwali mu się to. Jakbym miał tyle kasy to pierwsze co zadzwoniłbym do adwokata i oskarżył tego pajaca z gestapo o najście. Może nic by to nie dało ale ten gliniarz szlifowałby potem krawężniki albo przekładał papiery w archiwum.

- Skąd to macie? – Mike aż podskoczył na słowa policjanta, który z oskarżycielskim wzrokiem spoglądał na niego.

Kurwa, no nie. To jakaś paranoja. Niedługo oskarżą mnie o wybuch wojny tylko dlatego, że kiedyś słuchałem Wagnera. - myśli pulsowały w głowie Stonera.

Stoner nie zdążył odpowiedzieć gdy glina wcisnął mu w dłoń kartonik. X albo rzymska dziesiątka a pod nią napis LONG NOW oraz znaczenie karty członkowskiej i adres strony internetowej oznaczający … nic nie oznaczający. Obecnie nawet żebracy mają stronę internetową.
Na drugiej stronie widniał ręcznie sporządzony napis : "Nie można mu ufać! Uważajcie na pozytywki."

- To nie moje – odezwał się przestraszony. - Ktoś mi to podrzucił – słowa głupich tłumaczeń Stonera wypełnimy apartament.

Wreszcie jakaś informacja, do której Mike miał zamiar się zastosować. Ktoś próbował jego a jak się następnie okazało ich wszystkich ostrzec. Karta członkowska LONG NOW. To tam trzeba szukać dalszych informacji. Być może będą też wiedzieć o co chodzi z tymi pozytywkami. Tylko jak to mają zrobić z glinami na karku i bez kart członkowskich, które właśnie im odebrano.

- Poproszę o pokwitowanie – Mike sam nie wierzył, że odezwał się do policjanta. – Pokwitowanie za kartę członkowską – dodał niepewnym głosem.
 
Irmfryd jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 23:13.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169