Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 09-07-2011, 17:46   #1
 
Cothrom's Avatar
 
Reputacja: 11 Cothrom nie jest za bardzo znanyCothrom nie jest za bardzo znanyCothrom nie jest za bardzo znany
[Storytelling]Justice League - Crisis on Star Sky



Gotham City szybko podnosiło się z ruiny. W ciągu niespełna trzech lat centrum oraz przylegające bezpośrednio do niego dzielnice zostało zamieniono w wielki plac budowy, który teraz kręgami przesuwał się ku zewnętrznym częścią miasta. Taka polityka burmistrza sprawiło, że serce Gotham odżyło, a jego mieszkańcy z wolna wracali do normalnego życia.
Ulice, które remontowano jako pierwsze były jasno oświetlone, ale tylko do pewnej części miasta znanego niegdyś jako siedzibą Batmana. Doki, dzielnica historyczna i slumsy dalej stanowiły obraz nędzy i rozpaczy. Tam właśnie przestępczość miała najwyższy poziom.
Tam właśnie po dwóch tygodniach przerwy zajaśniał bat-sygnał.

Robin patrolował właśnie doki gdy z pomiędzy starych magazynów portowych zajaśniał reflektor z sylwetką nietoperza. Nie minęła minuta od pojawienia się sygnału gdy dotarł do jego źródła.
Na dachu magazynu, wisząc na łańcuchach dyndał spory reflektor. Nietoperz na jego tarczy wyglądał jak układanka z wyciętych palnikiem kawałkach blachy. Przy akumulatorze zasilającym całość siedziała dziewczyna.
Była to na oko osiemnasto-siedemnastolatka o ciemnych włosach spiętych z tyły głowy. Miała na sobie flanelową koszulę w kartkę, przylegająca do ciała kamizelkę, wytarte jeansy i trampki pomazane markerem by ukryć białą gumę.
Przy pasku miała policyjną tonfę, a na plecach... kij od szczotki. Drewniany badyl miał jeszcze uchwyt i gwint świadczący o jego pierwotnym pochodzeniu.
Na prawym uchu miała coś pomiędzy słuchawką od walkmana, a aparatem słuchowym. Dwa kabelki od urządzona chowały się gdzieś w spiętych włosach.
To był nikt inny jak osławiona przez media Bezdomny Obrońca.
- No działa! - powiedziała i przyłożyła dłoń do ustrojstwa w uchu. - Zamontowane i działa, musiałam ci że ten akumulator jest sprawny... Co? Kto?! No to pięknie... czekaj chwilę.
Obońca spojrzała prosto na ukrytego w cieniu Robina.
- Widzę cię ptasi móżdżku. Jak leci? - zaśmiała się z własnego dowcipu.

Answer od kilku dni trzymał się slumsów. Zbierał informacje i wszytko wykazywało że odpowiedzialnym za pojawienie się fałszywych batsygnałow jest niesławny bezdomny obrońca. Według opisu była to młoda, ciemnowłosa dziewczyna mająca dość dobre pojęcie o sztukach walki pojawiająca się jeszcze w Merto City i Metropolis. Najczęściej jednak walczyła z przestępczością, tutaj w Gotham.
Hołdowała starej szkole samozwańczych bohaterów: Znajdź, stłucz, zostaw wiązanego dla policji. Funkcjonariusze, w tym komisarz Gordon usiłowali ją schytać, a przynajmniej wyperswadować iż takie zabawy są zbyt niebezpieczniej dla kogoś bez odpowienich środków i przeszkolenia. Ale Obrońca miała jakiś niewytłumaczalny talent do ucieczek. W końcu gordon zostawił na jednym z dachów policyjną pałkę i list s prośbą o przemyślenie swojego postępowania.
Dwa ni później papierowy samolot wleciał do biura komisarza. Były to krótkie podziękowania za tonfę i życzenia miłego łapania szumowin. obrońca zaczęła się pokazywać z prezentem od Gordona i radośnie rozbijała łby wszelakiej maści kryminalistą.
Było dobrze po północy gdy niebo rozjaśnił reflektor z okolic portu. Tamtejsze tereny jeszcze nie były odbudowane więc to raczeni nie był głupi dowcip. Sylwetka nietoperza sugerowała kolejną wiadomość zostawioną przez Bezdomnego obrońcę.
Żeby dostać się do źródła batsygnały trzeba przejść całą dzielnicę slumsów i dalej przez liczne magazyny aż do nadbrzeża. Przynajmniej półgodziny drogi spacerem.

Miasto Mrocznego Rycerza sprawiało wrażenie miejsca gdzie można nieźle się zabawić i napsuć przy okazji krwi gliniarza. Było to dosłownie plac zabaw dla Loba.
Mnóstwo niezorganizowanej, stary bossowie mafii próbujący otworzyć swoje "rodziny', policja nie mogąca poradzić sobie z chaosem... jednym słowem bajzel na kółkach na tle budującego się miasta. Smarkata wersja Lobo mogła bez przeszkód będziecie swoim motorem po ulicach będąc pewnym że radiowozu nie zobaczy jeszcze długo.
Od kilku minut na tle chmur widoczny był cień w kształcie skrzydlatego szczura. Nie trudno było stwierdzić skąd pochodzi zwłaszcza że każda smuga światła działała niczym drogowskaz w zamglonym spalinami powietrzu. Oj będzie się działo!

Siberian Storm był w okolicach ratusza na wysokości pokrytych papą i żwirem dachów kamienic. w swoim stroju przypomniał nieco Capitana Cold, ale to było Gotham, ni Metro City więc nie było się o co w tym momencie martwić.
Na razie zdołał wypytać bezdomnego, ale ten tylko bełkotał coś o jakiś tam bohaterze z "jego śmietnika" jak się wyraził. Więcej powiedział przywiązany konopnym sznurem do latarni złodziej który właśnie usiłował obrabować sklep. Miał powbijane zęby i stękał że od kiedy to Oborań nosi cegły w plecaku. Na pytanie jaki obrońca padła odpowiedź:
- Ta mała d***ka, która za Je*** Nietoperza się uważa!
Więcej się nie dowiedział, bo zjawił się patrol wezwany przez właściciela sklepu.
Czyżby chodziło tu o jakiegoś samozwańczego stróża prawa? Ciężko było powiedzieć.
Tymczasem na niebie ponownie pojawił się bat-sygnał.
Kawał drogi przez budujące się miasto... A metro i kolejka to zły pomysł.

NightShadow dotarł do bat-sygnału w kilka chwil po pojawieniu się go na niebie. Okolica była wyludniona, usiana dziurami, pamiątkami po katastrofie sprzed trzech lat. Jednak ktoś tu był. Najpierw zobaczył jakąś dziewczynę przy reflektorze, a potem... ten ktoś z pewnością wiedział jak się ukrywać. Nosił też strój łudząco podobny do stroju Robina. Jednak czy nie było powszechnie wiadomo że Robin, oraz Bat Gril zginęli razem ze swym meteorem na innej planecie?
Nawet jeśli ktoś miał wątpliwości, to czemu Robin zniknął aż na trzy lata? I czemu pojawił się akurat teraz? Czyżby on odpowiadał za te fałszywe batsygnały? Kim była dziewczyna?
 

Ostatnio edytowane przez Cothrom : 09-07-2011 o 22:40.
Cothrom jest offline  
Stary 09-07-2011, 21:55   #2
 
Gratisowa kawka's Avatar
 
Reputacja: 15 Gratisowa kawka ma wyłączoną reputację
Miał szybki refleks. Nauczyły go tego lata pracy u boku Batmana, choć może bardziej ten czas, który spędził na samodzielnym rozwiązywaniu problemów miasta, kiedy nie mógł liczyć na czyjekolwiek wsparcie czy chwilę zastanowienia w patowych sytuacjach. Percepcja też wciąż była sprawna, przydała się w Paryżu, znalazła zastosowanie i tu. Stąd ujrzawszy dość charakterystyczny, choć nieco wykrzywiony sygnał na zachmurzonym niebie, niezbyt wysoki młodzieniec nie potrzebował nawet pięciu sekund, niemalże natychmiast wystrzelił linę aby znaleźć się w odpowiednim miejscu w czasie gdzieś nieopodal standardów Batfamily.
Gotham od czasu wyjazdu zmieniło się w wielki plac budowy. Pomimo tego doki wciąż można było uznawać za "swojskie", z biedotą, wielkimi halami i niezwykle wysoką przestępczością. Bez problemu więc się tu akurat poruszał, szybko znalazł odpowiednią trasę i niemalże bezszelestnie wylądował w cieniu gdzie przykucnął, okrywając się szczelnie peleryną. Przez maskę dokładnie mógł się przyjrzeć dachowi magazynu i zanalizować jego tak mocne, jak i słabe punkty. Oczywistym jednak było co przyciągnęło jego uwagę w największym stopniu.
Reflektor przypominał tanią, choć dość solidną robotę. Ktoś się natrudził nad zespawaniem blachy, a jednocześnie wykorzystanie łańcuchów było zdecydowanie złym pomysłem. Przeszkadzało snopowi światła, definitywnie skierowanemu w górę. Obok akumulatora, który nie mógł być mniejszy niż od ciągnika lub średniej ciężarówki aby zasilić źródło światła o takim zasięgu, siedziała dziewczyna którą rozpoznał błyskawicznie. Zmrużył lekko powieki i, choć to sugerowało, że fałszywy sygnał nie był zasadzką, nie opuściła go czujność. Wciąż zwracał szczególną uwagę na otoczenie na wypadek czegoś czego się spodziewał, acz niekoniecznie tego oczekiwał. Dach magazynu po prawdzie kojarzył mu się z każdym kolejnym, ale starał się zapamiętać z niego tyle ile mógł. Ot, nawyk zapoznawania się z czymś obiektywnie już znanym, ale subiektywnie nowym.
Mimo wszystko musiał wsiąknąć w miasto. Nawet mówiąc ostatnimi czasy miał wrażenie, że powoli w angielski wkradał mu się francuski akcent, choć Alfred, który przecież był rodowitym Anglikiem, takowego nie dostrzegł. Cóż, może to objaw lekkiego zdenerwowania po powrocie.
Kiedy Bezdomny Obrońca, choć może lepiej ją nazwać Bezdomną Obrończynią lub Pretendentką, spojrzała w kierunku Tima, spotkała się z jego raczej ostrym wzrokiem. Nawet pod maską niegdysiejszy sidekick Mrocznego Rycerza raczej nie ukrywał groźnego zgoła wyrazu twarzy, który nader dobrze mu wychodził ostatnimi czasy. Zbliżył się do swojego mentora w ciągu tych trzech lat bardziej niż kiedykolwiek przed kryzysem i dało się to dostrzec po skrytej w mroku sylwetce.
- Jeśli to prowokacja - rzekł cicho, choć mogła doskonale usłyszeć jego obniżony, budzący lekki niepokój ton. - To od razu powiem, że marna i poradzę po dobroci, abyś wyłączyła reflektor.
Miał w zanadrzu przygotowany odpowiedni batarang, aby przerwać wykryty bez problemu kabel zasilający. Czy ta dziewczyna postradała rozum? Nie miała pojęcia ile sam znak mógł spowodować po tych trzech latach, kogo mogła ściągnąć w to miejsce, a Gotham wystarczająco chyba ucierpiało. Ale, tak jak się spodziewał, trudno było od niej oczekiwać, że myślała o konsekwencjach. Miała jeszcze za mało doświadczenia, aby tak naprawdę je odczuć i nauczyć się, że większość decyzji w tym fachu musiała być nie tylko szybka, ale i niezwykle drobnostkowo przemyślana. Jeszcze tak naprawdę nie odczuła jak skutki niektórych działań były bolesne. Dla jej dobra miał nadzieję, że nie będzie ku temu okazji. Zerknąwszy w bok pomyślał także, że dobrze by było aby nie pojawił się przedterminowy, nieproszony gość.
 
__________________
- You're my Robin. Always will be.
- And you'll always be my clone boy.

TT #92

Ostatnio edytowane przez Gratisowa kawka : 10-07-2011 o 11:12. Powód: Mała pomyłka logiczna.
Gratisowa kawka jest offline  
Stary 10-07-2011, 13:22   #3
 
Komiko's Avatar
 
Reputacja: 159 Komiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie coś
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=Hh29w0irSco[/MEDIA]

Łomot, łomot i jeszcze raz łomot, kakafonia gitarowych dźwięków przedzierała powietrze w opustoszałych dokach tak uparcie jak gdyby miała stanowić formę hardcore'owej pobudki dla wszystkich zasiedlających tą okolicę szumowin. Nawet najbardziej zapijaczeni menele uchylali powieki chcąc zidentyfikować źródło nieporządane hałasu. Jeden z nich, który postanowił za miejsce tymczasowego spoczynku obrać sobie betonowe podłoże nieopodal jednego z budynków nie zdołał uczynić tego w porę. Kiedy uchylił ślepia, jego oczom ukazał się niepokojący widok pędzącej w jego stronę, oszalałej opony monstrualnego motocyklu....



Był to ostatni widok w życiu owego nieszczęśnika. Kiedy koła pojazdu "przemierzyły" jego twarz, maszyna gwałtownie podskoczyła, by po chwili znów opaść na ulicę. Dla właściciela pojazdu było to totalne zaskoczenie... Na tyle niepokojące, że zamyślony i wygrzebujący resztki jedzenia spomiędzy zębów potężnym, zaczepionym na łańcuchu hakiem Lobby o mało co nie wydłubałby sobie nim oka. Rozeźlony postanowił obrocić się przez ramię i włączyć światła co jak sądził pozwoli mu uniknąć kolejnych, niespodziewanych kolizji.

- Co to kur... było?

Chłopak ze zdumieniem zamrugał oczami i wytężając wzrok bez skutecznie starał się zidentyfikować, oddalające się źródło wyboju na drodze. Kiedy znów spojrzał przez siebie, odruchowo skręcił w lewo co pozwoliło mu o włos uniknąć przygaszonej latarni. Gotham City coraz bardziej przestawało mu się podobać. Postanowił sobie, że kiedy już porozmawia sobie z bandą nietoperzy, odwiedzi gościa odpowiedzialnego za miejscowe zagospodarowanie przestrzenne. Na szczęście był coraz bliżej skreślenia ze swojej listy zajęć na dziś pozycji numer jeden. Źródło Bat-sygnału stawało się coraz wyraźniejsze. W przeciwieństwie do przyczajonych ostrożniaków, którzy przybili na miejsce pierwsi nie zachowywał jakiegokolwiek dystansu do zaistniałej sytuacji. Jego motocykl pojawił się w zasięgu wzroku zgromadzonych, a chwilę później, z do heavy metalowego łomotu dołączył nieprzyjemny dla uszu pisk hamujących i trących o nawierzchnię kół. Hamujący Lobby objechał placyk półkolem, ograniczywszy prędkość wykonał ostrzejszy zwrot i powolutku zajechał na sam środek placu, osunął się na bok podpierając na jednej z nóg, którą po chwili zastąpiła metalowa nóżka motocykla. Wyłączył muzykę, gdyby przyszło mu z kimś dlużej porozmawiać, mogłaby się okazać uciążliwa. Młodzieniec o trupiobladej cerze zsiadł z motoru, a z kieszeni umiejscowionej na swojej lewej piersi wyciągnął gigantyczne cygaro. Z kieszeni w spodniach, dla odmiany wyciągnął benzynową zapalniczkę. Gdyby nie dziwne plamamy na twarzy, ubior charakterystyczny dla harlejowców i fakt, że jego przedramiona owinięte były grubym łańcuchem wyposażonym w jeszcze grubsze haki, możnaby było pomyśleć, że jest zdrowy na umyśle.

- No dobra frajerzy, podstawcie mi tutaj Batmobil, wyskakujcie z kluczyków i innych gadżetów...

Lobby wetknął w usta cygaro i przystawił do niego swoją zapalniczkę. Jego wzrok przejechał po stojącej na dachu dziewczynie... Nie przypominała batmana, w najmniejszym stopniu. A to mogło oznaczać pewne nieporządane komplikacje...

- Hmm...

Cyk. Z zapalniczki nie wydobył się żaden płomień, oczy chłopaka opadły z dziewczyny na czubek trzymanego w zębach cygara. Cyk, cyk, cyk, cyk, cyk... Potrząsnął zapalniczką... Cyk, cyk.... Niewzruszony opuścił dłoń i schował pozbawioną benzyny zapalniczkę z powrotem do kieszeni. Zakaszlał.

- Ekhm... i z ognia też wyskakujcie.
 

Ostatnio edytowane przez Komiko : 10-07-2011 o 13:31.
Komiko jest offline  
Stary 10-07-2011, 23:53   #4
 
razdwaczy's Avatar
 
Reputacja: 85 razdwaczy wkrótce będzie znanyrazdwaczy wkrótce będzie znanyrazdwaczy wkrótce będzie znanyrazdwaczy wkrótce będzie znanyrazdwaczy wkrótce będzie znanyrazdwaczy wkrótce będzie znanyrazdwaczy wkrótce będzie znanyrazdwaczy wkrótce będzie znanyrazdwaczy wkrótce będzie znanyrazdwaczy wkrótce będzie znanyrazdwaczy wkrótce będzie znany
Answer uśmiechnął się gorzko. Nie nie bał się przechodzić przez slumsy, gdyby tak było trudno byłoby zostać superbohaterem. Poza tym strach był jego przyjacielem. Chodził za nim jak wierny pies i był równie posłuszny. kiedy trzeba było zaatakował niebezpiecznego przeciwnika, czasem po prostu był obok i wyglądał groźnie, ale nigdy go nie opuszczał. Przyzwyczaił się już do tego, ale czasami tęsknił za normalnością, za tym żeby ludzie widząc go nie mieli ochoty popełnić samobójstwa.

Uśmiechnął się gorzko i zaczął powoli, spacerkiem iść przez Crime Alley. Nie chował się w cieniu jak jego nauczyciele. Dał się zobaczyć. Telepatycznie sprawił, że dla obserwujących go mętów wyglądał bardziej przerażająco. Jego czarny płaszcz widzieli jak okrywającą go pelerynę z ludzkiej skóry i poszarpanych kruczych skrzydeł. To że nie miał twarzy potęgowało tylko jego obcość. Sprawił, że wszyscy w okolicy usłyszeli kruczy skrzek i ruszył. Wysłał telepatycznie myśl, że zna wszystkie złe uczynki okolicznych bandziorów. Zdawał sobie sprawę że szedł na łatwiznę, ale szczerze mówiąc wiedział, że nigdy nie zyska takich umiejętności jak Batman, ale nie po to dostał od losu przeklętą telepatię, żeby z niej nie korzystać.

Powoli i nonszalancko ruszył w kierunku sygnału. Wiadomość nie była co prawda przeznaczona dla niego, ale co mu zaszkodzi sprawdzić. Może chociaż Dick albo Tim przeżyli.

Przez myśl przemknęło mu, że znowu w Crime Alley wzrośnie przez niego liczba samobójstw. Postarał się pomyśleć o czymś innym. Poczuł ulgę. Na krótko.
 
razdwaczy jest offline  
Stary 11-07-2011, 22:02   #5
-2-
 
-2-'s Avatar
 
Reputacja: 516 -2- jest jak niezastąpione światło przewodnie-2- jest jak niezastąpione światło przewodnie-2- jest jak niezastąpione światło przewodnie-2- jest jak niezastąpione światło przewodnie-2- jest jak niezastąpione światło przewodnie-2- jest jak niezastąpione światło przewodnie-2- jest jak niezastąpione światło przewodnie-2- jest jak niezastąpione światło przewodnie-2- jest jak niezastąpione światło przewodnie-2- jest jak niezastąpione światło przewodnie-2- jest jak niezastąpione światło przewodnie
Siedział w zaułku łapiąc oddech po krótkim sprincie. Nie na żarty przestraszył się, że patrol zgarnie go - czy to za samą maskę, czy fakt że przebywał w pobliżu zgarniętego kryminalisty. Skierował spojrzenie na bezdomnego, który, może przyzwyczajony do takich widoków, tylko raz zlustrował go wzrokiem, po czym przewrócił się na drugi bok i staranniej nakrył gazetami. Nie zadawał pytań.
Może rzeczywiście nie był to zbyt dobry pomysł.

Pewien był, że nikt go nie widział, mimo to wychylił się nieco lękliwie zza zaułka. Słyszał radiowozy... może już parę ulic lub przecznic dalej.
To jakieś szaleństwo. Zdał sobie sprawę, że nie bał się już w życiu o wiele poważniejszych rzeczy niż to, że go zgarnie policja. Bo co mu zrobią? Wsadzą na noc do aresztu? To znaczy, mógł sobie wyobrazić gorsze scenariusze, ale tutaj, nie w Gotham.. .chyba. Wcześniej byli stypnięci klaunami tak poubieranymi jak on.

Chciał już wrócić do zaułka i rozważyć rezygnację z całego tego bezsensownego projektu - kolejną noc kręcił się po mieście, a przybył tu przecie - bagatela - poszukać pracy. Zamiast tego uganiał się za znakiem świetlnym, który mógł się wcale nie poja...
Jest!

Serce zabiło mu szybciej. Więc może nie wszyscy oni odeszli na tamten świat. Może dało się to zrobić. Może coś wiedzieli.
Tylko jedna metoda, by się przekonać...

Sygnał wskazywał przez strumień światła na rzadko rozjaśnianym światłami powstającego z gruzów miasta niebie gdzie ulokowany musiał być reflektor. Kawałek drogi...

Zwyczaj czy nie, może oni powiedzą, jak to działa. naszła Storma myśl, gdy zerknął na swój biały, w zasadzie ZDOBIONY błękitem kostium. Pomyśleć, co to dawniej było... w innym życiu. Tak czy siak nie zwiększało jego szanse na nie zwracanie niczyjej uwagi, ani w mieście, ani w nocy.

Nie przejmując się obecnością bezdomnego, wyjął z niewielkiego białego plecaka poskładany i wysłużony prochowiec, który założył na kostium. Odwrócił twarz w stronę wyjścia z zaułka i balaclavę schował do kieszeni. Wympieł. Prawie jak. Nic trudnego. Później dowie się, do czego im służą kostiumy.

Przybrawszy wygląd wieczornego spacerowicza o niewłaściwej porze doby, ruszył biegiem - i jak podejrzewał, najkrótszym szlakiem jaki musiał przejść... ktokolwiek, kto załatwił tamtego przy latarni.
 
__________________
Nikt nie traktuje mnie poważnie!
-2- jest offline  
Stary 11-07-2011, 23:21   #6
 
pteroslaw's Avatar
 
Reputacja: 73 pteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znany
NightShadow od kilku dni czekał na ten bat-sygnał. Nie dlatego, że myślał, że Batman wrócił, bo był pewny, iż człowiek nietoperz tego nie zrobił. NightShadow całą drogę trzymał się cienia. Jego peleryna powiewała za nim gdy skakał z dachu na dachu. Jego kostium miał wyraźnie odciśnięte na sobie piętno Batmana. Czarna peleryna, szary i czarny pancerz, maska nie zasłaniająca tylko podbródka i ust.

NightShadow znalazł reflektor, siedziała obok niego jakaś dziewczyna, po drodze tutaj widział jakiegoś świra na motocyklu. Shadow pozostał ukryty, nie ufał nikomu kto używa bat-sygnałów na tyle, żeby po prostu wyjść z cienia. Po chwili dotarł tam jeszcze jeden człowiek, wyglądał zupełnie jak Robin. Człowiek w stroju Robina i dziewczyna zamienili kilka słów. Gdy pojawił się jakiś dziwny facet z cygarem w ustach i zażądał ognia z cienia ze świstem wyleciał dziwny nóż, był to nóż o dwóch klingach oddzielonych kółkiem, nóż przeciął cygaro i wbił się w ścianę. NightShadow wyszedł z cienia i charkliwym głosem powiedział:
-Przy mnie się się nie pali.- Rzekł po czym wyrwał nóż ze ściany i schował go za paskiem. Następnie zaś spojrzał na dziewczynę.
-Na twoim miejscu wyłączyłbym ten reflektor. Nie tylko ci dobrzy go widzą.
 
pteroslaw jest offline  
Stary 12-07-2011, 01:36   #7
 
Cothrom's Avatar
 
Reputacja: 11 Cothrom nie jest za bardzo znanyCothrom nie jest za bardzo znanyCothrom nie jest za bardzo znany
Dziewczyna wstała i spojrzała na Robina wyraźnie poirytowana.
- Ty mnie Ptaszyno nie będziesz pouczał - powadziła i pogroziła mu palcem. - Byłam superbohaterem na pełny etap gdy twój tatuś był jeszcze w spodniach dziadunia.
Odwróciła się od niego plecami i rozpostarła
- Czy tylko dlatego że chodzę w byle czym, a gadżety skręcam własnoręcznie nie nadaje się do tej roboty? - ponownie stanęła twarzą do Robina. - Tak nawiasem... Ta mina lepiej wychodziła Gackowi, wiesz?
Wtedy rozległ się ryk motocykla. Obrońca podbiegła do krawędzi dachu za nim ten jeszcze stanął. Reflektor zakołysał się na łańcuchach.
- Patrz - powiedziała wskazując osobę w dole ignorując całkiem jego rządania. - To chyba smarkata wersja Lobo. Hej, Lob! Zaraz tam pogadamy... a za trzy, dwa, jeden...!
Z cienia wynurzył się NighShadow.
- Słowo daje... następny mnie poucza, a tymczasem wszytko idzie tak jak ja zaplanowałam. Poza tym jak jakieś się typy z marginesu zjawią to co? Obornię was - uśmiechnęła się rozbrajająco. - Obiecuję że wyłączę to moje cudo, gdy zejdą się wszyscy i waśnię po co cała ta afera, dobrze?

Dziewczyna wydawała się by oderwana od rzeczywistość. Jednak spostrzegła Robina i NightShaowa za nim ci stali się widoczni dla kogokolwiek innego. Była najwyraźniej nieustraszona i lekko podchodziła do życia. Tyle można było wywnioskować z jej zachowania. Normalna z pewnością nie była.

W czasie gdy NightShadow wynurzył się z ciemności Answer pojawił się wychodząc spomiędzy zrujnowanych budynków. Był jeszcze zbyt daleko by usłyszeć o czym mówią osoby na dachu z batsygnałem, ale mógł już ich rozpoznać. Osobliwość w koszuli w kratę i ciasnej kamizelce z pewnością była Bezdomny Obrońca. Jej wygląd idealnie odpowiadała opisom świadków. Druga natomiast.... Robi... albo ktoś podszywający się pod niego. Choć nie, z drugiej strony ruchów i postawy nie da się tak idealnie podrobić. To był Tim.


Syberian Frost gnał na złamanie karku ulicami Gohtam. Ulice były puste o tej porze, co ułatwiało mu poruszanie się w obudowującym się mieście. Gdyby teraz spojrzał w górę zauważył by że batsygnał lekko się kołysze.
Nie postało już wiele drogi. Może zdąży nim świetlny sygnał zgaśnie.
 
Cothrom jest offline  
Stary 12-07-2011, 03:29   #8
 
pteroslaw's Avatar
 
Reputacja: 73 pteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znany
NightShadow początkowo zdziwił, że ta szesnastolatka go zobaczyła. Jednak na początek należało załatwić ważne sprawy. Ta cała "bezdomny obrońca" w ogóle go nie obchodziła, NightShdow jej nie potrzebował, to ona chciała pomocy. Mężczyzna podszedł do reflektora i wyrwał kabel zasilający, jego rękawice nie przewodziły prądu więc nic mu się nie stało. NightShadow odrzucił kabel. Następnie rzekł, jakby sam do siebie:

-Dla niektórych w tym mieście ten znak coś znaczy. Niektórzy mają też tyle szacunku by nie mówić o jednym z największych bohaterów "Gacek".- Później mężczyzna spojrzał na dziewczynę.
-Wątpię żebym potrzebował ochrony, jakoś sobie radzę. Więc powiedz mi: czego chcesz? Trochę się śpieszę. Walka ze zbrodnią i takie tam.- Wszystko to NightShadow wypowiedział tym samym chrapliwym głosem co wcześniej.

Mężczyzna był cały czas wyprostowany, sprawiał wrażenie, że jest cały czas gotowy do walki. Wyglądał na najstarszego z całego towarzystwa, nic w tym dziwnego, prawdopodobnie tak było.
 
pteroslaw jest offline  
Stary 12-07-2011, 18:28   #9
 
Komiko's Avatar
 
Reputacja: 159 Komiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie coś
Lobby czekał na swój ogień, cierpliwie obserwując dziewczynę która stojąc na dachu wymachiwała rękoma i darła się w jego kierunku. Jego zaciśnięte w pięści łapska wsunęły się do bocznych kieszeni jego kurtki. Zastanawiał się jak długo każą mu czekać, a do listy rzeczy, które zamierzał dziś ukraść dopisał w myślach jeszcze zegarek... Sekundę później bliżej niesprecyzowane ostrze ścięło połowę jego cygara. Kosmita nawet nie drgnął, nie licząć niewielkiej żyłki, która zaczęła delikatnie pulsować w okolicach jego lewej skroni. Odczekał jeszcze mniej więcej dziesięc sekund i w chwili, gdy pozostali zajmowali się gaszeniem światła, ruszył w stronę budynku na którym się zagnieździli. Po drodze wypluł jeszcze resztkę swojego cygara na ziemię, a chwilę później, nie zatrzymując się wyprowadził lekkie kopnięcie. W ten oto sposób pozbawił jedną ze ścian najbliższych zlokalizowanych przez siebie drzwi. Zniecierpliwiony młodzieniec wkroczył na parter gdzie zaczął poszukiwać schodów na dach. Przy okazji rozglądając się za czymś ciekawym, lub przydatnym w jego dalszym życiu.
 

Ostatnio edytowane przez Komiko : 12-07-2011 o 18:33.
Komiko jest offline  
Stary 13-07-2011, 11:40   #10
 
Gratisowa kawka's Avatar
 
Reputacja: 15 Gratisowa kawka ma wyłączoną reputację
Robin po jej pierwszych słowach nie odezwał się i wyciszył oddech. O czym pretendentka nie wiedziała to, że w tym momencie tylko płeć chroniła ją od bolesnego spotkania z jego pięścią. To, co powiedziała, kwalifikowało się nawet nie do nieuprzejmej odpowiedzi i nawet nie tyle ścięcia kabla co zniszczenia łańcuchów podtrzymujących reflektor. Nie, na wstępnie przesadziła, ba, uczyniła to w sposób nie tylko pogardliwy, ale przede wszystkim żałośnie nierozsądny. Nie zjednywała sobie tym sympatii, nie wywierała pozytywnego wrażenia, nie robiła nic poza traceniem w oczach młodego herosa resztek szacunku, które tak naprawdę dopiero miała zdobyć. I jedną rzeczą, która go tknęła aczkolwiek, gdyby raczyła spojrzeć mu w twarz w tym momencie, dostrzegłaby niezmienną mimikę, nie budzącą raczej pozytywnych emocji. Choć nie... może był bardziej zagniewany przez uwagę o ojcu.
- Nie było cię tu przed kryzysem. Dla mnie więc w tym momencie żerujesz na legendzie jaką zbudował mój mentor, nie zasługując na używanie tego symbolu.
Oj, Tim doskonale wiedział jak bardzo żałośnie tych kilka zdań brzmiało. Mówił zresztą do jej pleców, nieszczególnie się przejmując tym czy aby nie wypadł w jej oczach na łatwo dającego się ponieść emocjom. Sądził zresztą, że miał prawo powiedzieć coś takiego, ale rola tej kwestii była bardziej informacyjna. Dziewczyna bowiem by nie koloryzowała tak z tym doświadczeniem, nie była mimo wszystko aż tak głupia aby to robić przynajmniej przed nim. Z powodu niedoboru danych postanowił się więc przekonać na ile chciała bronić prawdy której nie potrafiła udowodnić, no i dowiedzieć się nieco więcej o pretendentce. W końcu ona sprawiała wrażenie jakby wiedziała więcej niż powinna. Gacek. Pod peleryną nie było to widoczne, ale zacisnął pięści.
Najpierw do jego uszu dotarł ryk silnika, następnie zaś Robin mógł dostrzec maszynę, na której siedział ktoś, kogo trudno było nie rozpoznać. Momentalnie więc przez rękawicę wysłał do komputera w Batcave sygnał nakazujący wyszukanie informacji o wszystkich, ale to wszystkich wariacjach na temat Lobo. Ów bowiem wyglądał nieco jak ten, którego rozpoznawał z Young Justice... siedem lat później. Stąd też na gwałtu rety potrzebował informacji. Nie spoglądając nawet na niewielki ekranik na rękawicy więc wstukał na ślepo dane i wysłał zapytanie. Robił to już tak często, że marginesu błędu praktycznie nie było. Pretendentka z całych sił tymczasem chciała udowodnić, że wiedziała co się dzieje. Dało się to dostrzec po jej zachowaniu, z którego wynikał potężny kompleks na punkcie poczucia kontroli. Cóż.
Kolejny przybysz w pewnym sensie stanowił zagadkę i właściwie Tim się ucieszył, że ów ich nie zaatakował. Oto bowiem po prostu jego, skrytego w cieniu, nie zauważył a to oznaczało nie tylko, że sam został dostrzeżony przez więcej niż jedną parę oczu. To by było pół biedy. Chodziło bardziej o to, że mężczyzna potrafił się kryć, ba, trudno było jego zdolności w tym przypadku przecenić. Od razu też uczynił solidne wprowadzenie z nożem w roli głównej. Znajdując się pod pewnym wrażeniem podążył za bronią wzrokiem, starając się ocenić z miejsca jej rodzaj, kształt a przede wszystkim – precyzję w mierzeniu. Ta okazała się w kontekście zdolności do ukrywania się przeciętnie zaskakująca. Wprowadzenie zakończone. Przybysz miał za sobą ten rodzaj treningu, który potrzebny jest do trudnienia się zawodem płatnego zabójcy. Co więcej, spośród zgromadzonych w tym miejscu wydawał się najstarszy. Wciąż nie odczuwający potrzeby opuszczenia cienia Robin postarał się także ocenić materiały z jakich zbudowany był kostium mężczyzny, którego postać jego mentora najwyraźniej zainspirowała przynajmniej designem. Nie dało się dostrzec śladów użycia jakichkolwiek nadnaturalnych zdolności. Nawet jeśli takowe istniały, przypuszczalnie nie na nich do końca polegał. To czyniło z niego dobrego sojusznika, ale i niebezpiecznego przeciwnika.
Odłączył reflektor. Dopiero wtedy mniej więcej Robin rozejrzał się wokół budynku i stanął prosto, wciąż częściowo skryty w półmroku. Nie miał zamiaru się wychylać, szczególnie jeśli pojawił się ktoś przypominający Lobo, dodatkowo sugestia, że to wszystko było w pewnym sensie zaplanowane przez dziewczynę, zaniepokoiła go. To mogło znaczyć, że nie tyle wcześniej go zauważyła co z góry wiedziała, że tam był. Tak samo z drugim skrytym w mroku przybyszem. Co więcej, nawet nie kryła się z tym jaką wiedzę posiadała. Pytanie brzmiało więc: czy wiedziała za dużo? No i jak miała zamiar to wykorzystać? Zasadniczo była to jedyna sprawa która go skłaniała do pozostania w tym miejscu a nie uczynienia tego co powinien – wycofania się z pozostawieniem jedynie krótkiego ostrzeżenia, aby w żadnym wypadku nie używała więcej symboli związanych z Batmanem. Na miejscu go więc utrzymała tylko własna, ograniczona niefortunnie wiedza. Innego interesu tu nie miał, współpracy z miejsca wiedział, że odmówi choćby ze względu na jednego ze zgromadzonych, który bez pardonu rozwalił drzwi od magazynu i postanowił iść... przypuszczalnie na dach. Kolejne pytanie brzmiało więc: jeśli według doskonałego planu pretendentki to byli dotychczasowi gracze to... jacy byli następni?
- Moje pytanie brzmi raczej: kogo tu potrzebujesz – rzekł wreszcie, nie unosząc głosu. Potem się rozejrzał za kolejnymi przybyłymi co do których już się nie stawiało pytań o obecność co raczej oczekiwało ich przybycia. Wypatrzył wreszcie sylwetkę nadchodzącej, kolejnej postaci. Answer. Sprawy zaczynały się solidnie komplikować.
 
__________________
- You're my Robin. Always will be.
- And you'll always be my clone boy.

TT #92
Gratisowa kawka jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 18:18.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169