Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 21-11-2011, 14:42   #1
 
Cothrom's Avatar
 
Reputacja: 227 Cothrom ma w sobie cośCothrom ma w sobie cośCothrom ma w sobie cośCothrom ma w sobie cośCothrom ma w sobie cośCothrom ma w sobie cośCothrom ma w sobie cośCothrom ma w sobie cośCothrom ma w sobie cośCothrom ma w sobie cośCothrom ma w sobie coś
[Superntaural] Demons don't have a Sense of Humor



"Pretty Frog" świeciło pustkami. Nic w z tym dziwnego w listopadzie aktywność mściwych duchów wzrastała i większość Łowców zajmowała się "wykopkami", zwłaszcza, że pogoda dopisywała, było ciepło, a opadów brak. Mimo to wnętrze pubu był wysprzątane, a bar lśnił czystością. Sara Rose dbała o swój lokal i nawet zwykli przejezdni czasem tutaj zaglądali.

Bobby Singer nie miał wielkich nadziei na rzeczywistą akcję ratunkową. Spodziewał się raczej jednego, góra dwóch Łowców chętnych do pomocy. Jednak był świadom że prędzej zajmą się robotą pozostawioną przez Winchester'ów niż szukaniem zaginionych kolegów po fachu. Siedział samotnie w pustym lokalu ponownie wertując dokumenty. Czy aby dobrze robił?

Tym bardziej był zaskoczony gdy o umówionej godzinie w barze pojawiło się aż pięciu. Wśród nich rozpoznał Nathan Grant. Znał jego matkę, Jane która była na prawdę wyśmienitym łowcą, co najwyraźniej odziedziczył jej syn. Była tam też Lis Collis, ostania z rodu pogromców, która jak Grant zdobyła już własną sławę wychodzą z cienia jakie rzucało jej nazwisko.
Reszty imion nie kojarzył, choć z pewnością już wcześniej ich widział. Singer pozwolił sobie na lekkie westchnienie ulgi. Było lepiej niż się spodziewał.
- Siadajcie - zawołał do młodych Łowców i zmówił wszystkim piwo.
Sara obdarzyła go morderczym spojrzeniem, ale się nie odezwała i przyniosła zamówienie.
- Dziękuję wam za przybycie. Cała sprawa śmierdzi i to z daleka więc z góry ostrzegam może b gorąco i jeśli zrezygnujecie nie będę was zatrzymał.
Singer wyciągnął plik dokumentów i rozłożył je na stoliku.
- Jeruzalem, północą Dakota. W okolicach zniknęło dziesięciu podróżowując stopem dzieciaków, tylko w tym roku. Statystyk z poprzednich lat nie ma, bo lokalne biuro szeryfa ich nie prowadzi. Usiłowałem coś wyciągnąć z zastepcy, ale uparcie twierdził że nic dziwnego się tam nie dzieje. Tymczasem w miastach w promieniu pięćdziesięciu mil znajdowano zwłoki zaginionych z rożnymi obrażeniami. Czasem są nadjedzone, czasem brakuje serca, a innym są całkowicie pozbawione krwi. Zupełnie tak jak by potwory najróżniejszych rodzajów zrobiły sobie w tamtych okolicach zjazd.
Bracia Winchester'owie, Sam i Dean pojechali tam pięć dni temu. Zadzwonili jak dojeżdżali na miejsce, a potem zapadła głucha cisza. Biuro szeryfa twierdzi że nie pojawiła się u nich żadna czarna impala. Sprawdzałem też wszystkie motele. Jak kamień w wodę.
Zwłoki znajdowano zwykle dwa tygodnie od zaginięcia, zawsze świeże, wiec być może mamy jeszcze czas na wyciągnięcie Winchesterów z tego bajzlu i rozwikłanie zagadki. Ja radził bym wam pojechać tam i trzymać się cały czas razem. Najlepiej mieć cały czas w pogotowiu broń i dzwonić do mnie na bieżąco. Piszecie się na to?
 
__________________
Poradnia Psychologiczna Łopata - zakopiemy każdy dołek

Ostatnio edytowane przez Cothrom : 22-11-2011 o 00:00.
Cothrom jest offline  
Stary 21-11-2011, 20:47   #2
 
Cold's Avatar
 
Reputacja: 859 Cold jest godny podziwuCold jest godny podziwuCold jest godny podziwuCold jest godny podziwuCold jest godny podziwuCold jest godny podziwuCold jest godny podziwuCold jest godny podziwuCold jest godny podziwuCold jest godny podziwuCold jest godny podziwu
Wzdłuż ciemnej uliczki dało się słyszeć ciężkie brzmienie czyichś kroków odbijające się echem od ścian dwóch kamienic stojących naprzeciwko siebie. Oddzielone od siebie były właśnie tą uliczką, która nocą wydawała się nader nieprzyjemna, złowroga i niebezpieczna. Spokojna tafla kałuży została zaburzona, kiedy wysoki mężczyzna bezczelnie przeszedł przez nią swoimi butami, nie myśląc nawet o jej ominięciu.
Mężczyzna ów nie tylko mierzył ponad sto osiemdziesiąt centymetrów, ale także był całkiem dobrze zbudowany, co było widoczne dzięki przylegającej do ciała, czarnej koszulce bez rękawów. Skórzane spodnie wpuszczone w cholewy butów również nie ukrywały umięśnienia nóg i, bądź co bądź, zgrabnego tyłka (jak na faceta).
Mężczyzna wykonał szybki ruch prawą ręką, po czym echem odbił się od ścian dźwięk odbezpieczanego pistoletu. Uliczka dobiegała końca, zbliżał się do ślepego zaułku. Na samym końcu znajdował się potężny kontener na śmieci, wokół którego leżało mnóstwo kartonowych pudeł, gazet i coś jeszcze...
Kroki ucichły, kiedy mężczyzna zatrzymał się tuż przed kontenerem. Kucnął. Po jego czole spływały kropelki potu. Tak, była to dosyć gorąca noc. Jedna z tych letnich, dusznych nocy, kiedy czuć w powietrzu, że stanie się coś nieprzyjemnego.
Przeczesał lekko wilgotne włosy prawą dłonią, podrapał się po nieogolonym od tygodnia policzku i ciężko westchnął.
- Kurwa... - zaklął cicho pod nosem, przewracając to coś tak, że światło księżyca oświetliło to wyraźnie.
Kucał tuż przy zwłokach młodej kobiety. Miała około dwadzieścia lat, jak wstępnie stwierdził. Delikatne rysy twarzy, wręcz dziewczęce, jasne, obcięte na krótko włosy i wybałuszone, puste, niegdyś uwodząco niebieskie spojrzenie. Patrzyła w gwiazdy. A przynajmniej patrzyłaby, gdyby jeszcze oddychała. Jej zwiewna, biała sukienka była obdrapana, brudna i zakrwawiona. Nie była to dziewczyna w jego typie, ale musiał przyznać sam przed sobą, że jej uroda nie należała do typowych (nawet jak na trupa).
Jego wzrok przykuła klatka piersiowa zmarłej. Nie dlatego, że miała ładne, krągłe piersi i spory dekolt w sukience, choć na to zwróciłby pewnie uwagę w dzień, kiedy jeszcze żyła, niczego nieświadoma. Miała potężną dziurę w lewej piersi, właściwie była przebita na wylot. Mężczyzna bez żadnego zastanowienia i obrzydzenia na twarzy, sięgnął po latarkę i poświecił sobie do środka.
- Hej, co pan tu robi?! - Usłyszał nagle męski głos i zobaczył światła innych latarek, chaotycznie padające to na niego, to na twarz dziewczyny. - Wstań powoli z podniesionymi rękoma! - krzyknął ponownie, najwidoczniej funkcjonariusz policji.
Mężczyzna wstał z podniesionymi rękoma, jak kazał policjant i powoli odwrócił się do niego przodem. Był niższy, chudszy i niepewnie trzymał pistolet w dłoni. Mało tego, widocznie był zdenerwowany i nieco przerażony, bo ręce mu się trzęsły jak staremu alkoholikowi.
Gdy podszedł bliżej, mógł jeszcze zauważyć błysk w piwnych oczach potencjalnego mordercy, kiedy to po chwili został ogłuszony latarką.

***


Promienie jesiennego słońca odbijały się od szyby i maski Mustanga, który kilka chwil wcześniej zaparkował przed pubem Pretty Frog. Światła nadal miał włączone. Słońce powoli zachodziło za chmury, lecz nie tym przejmował się kierowca. Siedział w ciszy, wpatrując się w skrzypiący szyld. Listopad. Jesień. Najgorsza, najbardziej plugawa pora roku. A jednak było w niej coś, co sprawiało, że Nathan Grant lubił ją najbardziej ze wszystkich. Być może był to deszcz, tak częsty jesienią, którego dźwięk go uspokajał, być może fakt, że właśnie wtedy najwięcej gówna pojawiało się na świecie. I na pewno nie miał tu na myśli czyichś fekaliów!
Odwrócił wzrok od szyldu knajpy i spojrzał na fotel pasażera. O oparcie siedzenia oparta była strzelba myśliwska, a tuż pod nią leżało kilka srebrnych nabojów. Czasami, kiedy przyjeżdżał w to miejsce, zastanawiał się, czy nie wysiąść uzbrojonym w strzelbę, wejść tak do środka pubu i wystrzelać tych wszystkich pieprzonych, stałych bywalców. Ale szybko się rozmyślał, kiedy zdawał sobie sprawę, że nie miałby wtedy z kim pić whiskey.
Następnie wzrok utkwił w przednim lusterku. Wyciągnął rękę i poprawił je tak, by mieć widok na całą swoją twarz. Z lusterka spoglądały na niego badawczo piwne, trochę już zmęczone oczy. W spojrzeniu tym dało się zauważyć, że właściciel tych oczu przeżył już w swoim życiu bardzo wiele i nie da się go tak łatwo czymś nowym zaskoczyć. Jak na trzydziestodwuletniego mężczyznę było to dość przygnębiające, bo w końcu był w kwiecie wieku, a czasami czuł się jakby miał już iść na emeryturę. Jego twarz już dawno zaczęło zdobić kilka zmarszczek, lecz dodawały mu jedynie charakteru, a nie było ich tyle, by sprawiały wrażenie, że rzeczywiście jest już po trzydziestce. Prawie tygodniowy zarost pokrywał jego policzki i brodę, a wąskie usta nie miały nawet siły wygiąć się w nonszalancki uśmiech. Był zmęczony. Nie spał od dwóch dni i było to po nim widać. Pokręcił głową, przetarł oczy dłonią, wyłączył światła i wyszedł z samochodu. Zimne, listopadowe powietrze, dosyć rześkie, rozbudziło go trochę. Rozejrzał się po parkingu. Oprócz jego Mustanga nie zauważył żadnego innego pojazdu. No tak, który łowca spędza taki wieczór w barze zamiast na polowaniu? Zmęczony łowca. Łowca, który właśnie zamierzał zabrać się za kolejne zadanie, którego początek znajdował się w tym pubie.
Kilka dni temu dostał telefon. Był wtedy na polowaniu. Śledził pewnego wampira, który za bardzo rozbestwił się w miasteczku kilkaset kilometrów od Pretty Frog. Dzwonił niejaki Bobby Singer, który bardzo chciał się spotkać z Grantem.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Nathan Grant nie tylko działał na własną rękę, ale ponadto nie przepadał za spotkaniami z innymi łowcami. Lepiej – to inni łowcy nie bardzo przepadali za Grantem, a przynajmniej niektórzy. Przyczyna była prosta – albo byli to zwykli zazdrośnicy, którzy w głębi duszy chcieli być tacy, jak Nathan, albo byli to pacyfiści, nie przepadający za sposobami Granta. Reszta starała się ignorować jego metody. Tak czy owak, bez wątpienia Nathan Grant był sławny wśród sobie podobnych. W końcu po szesnastu latach czynnego polowania nie ma się innego wyjścia – albo jest się jednym z najlepszych, o którym opowiadają 'nowym', albo jest się martwym (i taka też była jego odpowiedź, gdy pytali się go, co takiego zrobił, by osiągnąć to, co osiągnął).
Wszedł do pubu i stał przez chwilę w progu. Ogarnął wzrokiem wnętrze. Było czysto i schludnie, jak zwykle, czyli Sara była na miejscu, a i klientów, jak się domyślał, nie miała ostatnio sporo. Wnętrze było klimatyczne. Skórzane obicia kanap, ciemne drewno, półmrok – idealne miejsce dla łowcy demonów. Nathan nie lubił tego pubu. Whiskey było tam okropne.
W środku było ciepło, tak więc ściągnął z siebie skórzaną kurtkę ukazując to, co pod nią ukrywał. Ubrany był w czarną koszulkę pozbawioną jakichkolwiek nadruków i skórzane spodnie wpuszczone w ciężkie buty z długimi cholewami, zapinane na dwie srebrne klamry. Na szyi miał srebrny łańcuszek, na którym zawieszony był mały krucyfiks. Natomiast pod kurtką ukryta była kabura, w której lśnił wykonany ze srebra colt.
Gdy spostrzegł Singera na jednej ze skórzanych kanap, skinął ku niemu głową i skierował swoje kroki w jego stronę. Minął kilka pustych stolików, przypominając sobie, jak kilka lat temu wszczął tam niemałą bójkę.
Gdy już zbliżał się do stolika Bobby'ego, nagle w pubie zrobiło się dosyć tłoczno. Nie wiadomo skąd, ani jak, oprócz niego do tego samego stolika podeszła jeszcze czwórka innych osób. Wszyscy byli dla Granta anonimowi, ale już na pierwszy rzut oka rozpoznał w nich łowców. Spojrzał po każdym, wnikliwie badając ich z osobna po dokładnie sekundzie. Nie zatrzymał się na nikim dłużej ani krócej. Wtedy też zaczął podejrzewać, że sprawa, z jaką dzwonił Singer, wcale nie dotyczy tylko jego jednego. Praca zespołowa? Inni, pieprzeni łowcy plączący mi się pod nogami, przeszkadzający w wykonywaniu zadania?
Postanowił więc, że postoi. Wybił się z tłumu także w przypadku trunku, jaki Bobby zamówił dla wszystkich. Gdy Sara z mało przyjazną miną odchodziła w stronę baru, Nathan złapał ją za nadgarstek, dając znak, by się zatrzymała i szepnął jej do ucha, by jemu przyniosła to wstrętne whiskey, jakie tam mieli.
- Z tego co mówisz – odezwał się jako pierwszy. Jego głos był męski, lekko tego wieczoru zachrypnięty, zmęczony, acz miły dla ucha (przynajmniej kobiecego). - Z tego co mówisz, można wywnioskować, że w Jeruzalem zebrała się grupka wampirów, wilkołaków, prawdopodobnie też kilka duchów i innych mięsożernych parszywców, którzy najwidoczniej współpracują ze sobą, co wydaje się dosyć absurdalne. - Upił połowę szklanki whiskey, przełknął i odchrząknął, nawet się nie krzywiąc przy tym. - Ty natomiast prosisz nas o załatwienie cholerstwa, uratowanie tyłków Winchesterom i... to wszystko? - spytał, jakby to była prośba o kupienie pasty do zębów.
Kto, jak nie Nathan Grant, miał podołać takiej właśnie misji? Zresztą, miał dług do spłacenia u Singera, który zresztą dał mu to do zrozumienia podczas wcześniej wspomnianej rozmowy telefonicznej. Dopił resztę whiskey, postawił z impetem szklankę na stole i oznajmił:
- W porządku. Ale dobrze wiesz, że zrobię to tylko i wyłącznie na własnych zasadach. I rozumiem, że ta zgraja smerfów również wybiera się na ratunek Winchesterom. - Ponownie spojrzał po wszystkich, rzucając jedynej dziewczynie w ich towarzystwie nonszalancki uśmieszek, jakby zabarwiony nutką drwiny i kokieterii. - Niech tak będzie – dodał krótko, po czym sięgnął do kieszeni po paczkę czerwonych Marlboro i odpaliwszy jednego, ruszył ku wyjściu, gdzie zamierzał dokończyć papierosa. Zapowiadał się ciekawy tydzień... co najmniej, pomyślał, zaciągając się papierosem.

***

Następnego wieczora, tego samego lata, Nathan Grant był poszukiwany przez lokalną policję. Co prawda nie był poszukiwany pod swoim imieniem i nazwiskiem, ale policja dysponowała portretem pamięciowym – i to całkiem dobrym.
- Nie wiedziałem, że jestem taki przystojny – skwitował Grant, kiedy przechodząc przez niewielki park, zerwał list gończy z latarni. Zgniótł papier w kulkę i wrzucił do kosza.
Wieczór był dosyć chłodny, choć poprzedni był niemalże nie do wytrzymania. Łowca skierował swoje kroki ku jedynemu lasowi, jaki znajdował się w okolicy. Był co prawda niewielki, a drzewa nie rosły zbyt blisko siebie, ale nie przeszkadzało to wcale pewnemu wilkołakowi, na którego trop wpadł Nathan.
- Mam nadzieję, że blondyneczka smakowała – rzucił w przestrzeń. Wiedział dobrze, że jest obserwowany przez wilkołaka. Potwór był świeżo przemieniony, nie miał doświadczenia, zachowywał się zbyt głośno i dał się łatwo sprowokować. Po tym jednym zdaniu rzucił się na Nathana, który jednym ruchem wyciągnął z kabury swojego colta i wystrzelił prosto w klatkę piersiową napastnika. Srebrny pocisk przebił serce, a wilkołak padł martwy tuż u stóp łowcy. Nawet nie zdążył zawyć po raz ostatni do księżyca.
- Świat schodzi na psy – podsumował, spoglądając na twarz młodzieńca, która nadal umorusana była we krwi dziewczyny. - I to dosłownie.
 
__________________
Jaka, sądzisz, jest biblia cygańska?
Niepisana, wędrowna, wróżebna.
Naszeptała ją babom noc srebrna,
Naświetliła luna świętojańska.

Ostatnio edytowane przez Cold : 21-11-2011 o 23:38. Powód: dopieszczanie posta :)
Cold jest offline  
Stary 22-11-2011, 21:36   #3
 
Neride's Avatar
 
Reputacja: 25 Neride jest na bardzo dobrej drodzeNeride jest na bardzo dobrej drodzeNeride jest na bardzo dobrej drodzeNeride jest na bardzo dobrej drodzeNeride jest na bardzo dobrej drodzeNeride jest na bardzo dobrej drodzeNeride jest na bardzo dobrej drodzeNeride jest na bardzo dobrej drodzeNeride jest na bardzo dobrej drodzeNeride jest na bardzo dobrej drodzeNeride jest na bardzo dobrej drodze
Obalając wszelkie mity, że „baby wiecznie się spóźniają”, panna Collins punktualnie zjawiła się w pubie. Wysoka kobieta z kruczoczarnymi włosami na pierwszy rzut oka nie wyglądała jak łowca , jednak była ostatnią "pogromczynią" ze swojego rodu. Wraz z nią zaczęły pojawiać się inne osoby, które skierowały się do tej samej osoby, co ona. Czyżby inni łowcy? Praca zespołowa? A żeby było zabawnie, to niektórych twarzy zwyczajnie nie kojarzyła, albo widziała je pierwszy raz. Współpraca z mężczyznami zapowiadała się więc ciekawie, skoro miała być jedyną kobietą w tym zespole. Każdemu z nowo przybyłych poświęciła parę sekund, próbując ich powiązać z jakąś sprawą. Jednego rozpoznała, kiedy wybił się przed resztę, zabierając głos jako pierwszy. Nathan Grant... Na pewno w tym stadku przyda się doświadczenie, żeby nie zginąć pierwszej nocy. Z tego co słyszała był cholernym dupkiem, ale świetnym łowcą. Można było ostatecznie mu to wybaczyć, jeśli nie przebywało się z nim dostatecznie długo. Ewentualnie jeśli nie próbował też z tobą rozmawiać. Jeszcze raz ogarnęła całe to towarzystwo z lekkim, zagadkowym uśmiechem. Miała tu niezłe przedszkole. Kobieta odgarnęła krótkie, czarne włosy za ucho i odpowiedziała ironicznym uśmiechem mężczyźnie. Zaczyna się...
- Wchodzę w to – odezwała się w końcu po tak długim milczeniu. Wykazywanie się zostawiła pozostałym. A raczej zostawiła to facetom. To ich broszka. Ona wolała analizować w głowie słowa Singera, doszukując się powiązania ze swoimi starymi sprawami. Nie zapominała nadal o swojej misji, ale ta wyprawa dawała jej możliwość na dowiedzenie się czegoś nowego. Ze swoim arsenałem w samochodzie i doświadczeniem na pewno szybko poradzą sobie z tą sprawą. Nie przepadała za pracą zespołową, jednak w tym wypadku mogła spróbować. Nic nie traciła w końcu.
 

Ostatnio edytowane przez Neride : 24-11-2011 o 16:37. Powód: Poprawa błędów
Neride jest offline  
Stary 23-11-2011, 19:57   #4
 
Vegas's Avatar
 
Reputacja: 16 Vegas nie jest za bardzo znanyVegas nie jest za bardzo znanyVegas nie jest za bardzo znanyVegas nie jest za bardzo znanyVegas nie jest za bardzo znanyVegas nie jest za bardzo znanyVegas nie jest za bardzo znany

Warczenie silnika żółtego camaro słychać już było z dość dużej odległości. Charakterystyczny dźwięk dla tego typu aut ucichł pod "Pretty Frog". Po chwili do środka wszedł młody mężczyzna z drobnymi bliznami na twarzy. Nie wiedział czy dotarł na miejsce spóźniony czy może jeszcze kogoś brakowało. Całe szczęście zdążył. Dołączył do zebranej grupy i obejrzał się po obecnych. Był młody w tej branży i nie poznawał nikogo, jedna twarz zdawała się mu znajoma, ale i tak nie mógł go skojarzyć, Nigel, Norman... Jakoś tak, wiedział jedynie, że musi być to któryś z lepszy łowców skoro w ogóle go zna. Dosiadł się do stołu i sięgnął po jedno z piw i przyjrzał się dokumentom. Ta sprawa rzeczywiście zdawała się dziwna skoro tak dużej grupy potrzebowano, do tego te wszystkie zabójstwa, z czego każda była inna. Było w tym coś tajemniczego, ale i... pociągającego. Jason uśmiechnął się pod nosem, to może być ciekawe. Już teraz zastanawiało go czym łączą się te wszystkie śmierci.
-A to ci ciekawostka... Możesz na mnie liczyć.
 
Vegas jest offline  
Stary 24-11-2011, 17:26   #5
 
Komiko's Avatar
 
Reputacja: 159 Komiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie coś
- Ochłoń. - Blake krótko skwitował kozaczenie Nathana po czym przestał bawić się ssuwakiem swojej rozpinanej bluzy i dogasił przypalonego już do filtra papierosa w popielniczce.
- Już sama nazwa tego miasta jest dziwna... Ale za tymi morderstwami może równie dobrze stać jakiś psychopata. Jeśli tak nie jest to potwory chyba starają się na siłę zwrócić na siebie uwagę, a to śmierdzi pułapką. No i nie dziwicie się, że nie zainteresowało się tym na przykład FBI? W końcu to masowe morderstwa. - Blake przygryzł lekko dolną wargę i przysunął do siebie miejscowe menu, zastanawiał się czy czegoś nie przekąsić skoro już się tutaj zatrzymali.
- Co byś nam polecił jako stały bywalec Bobby? - Przelotnie zerknął też w stronę okna, obserwując panującą na zewnątrz pogodę i zachaczając wzrokiem o zaparkowaną na podjeździe i należącą do niego hacjendę na kółkach.

 

Ostatnio edytowane przez Komiko : 24-11-2011 o 17:44.
Komiko jest offline  
Stary 25-11-2011, 17:35   #6
 
Piesiu's Avatar
 
Reputacja: 9 Piesiu nie jest za bardzo znany
Dlaczego zawsze po przebudzeniu miał przed sobą butelkę ? Jakaś klątwa chyba. Szybko odkrył jeszcze jeden fakt - nie pamiętał skąd wzięła się dziewczyna o niepewnej pełnoletności w jego łóżku. Trochę przesadził wczorajszej nocy. O bólu głowy przypomniał sobie po śniadaniu złożonym z odgrzewanych w mikrofalówce resztek pizzy znalezionej na stole. Po załadowaniu się do samochodu zostało mu półtora godziny wolności. W sklepie znajomego nakupił kilka kilogramów soli. Potem półgodzinna jazda po mieście w celu sprawdzenia czy nie ma ogona i wreszcie pojechał do pubu.


Taak, wszyscy łowcy są tacy sami - przynajmniej w kwestii wyboru auta. Pistolet na wszelki wypadek wziął ze sobą. Po zlustrowaniu pomieszczenia wiedział że ze znajomych jest tu tylko Sara. Miał jedynie nadzieję że wśród jego nowych "współpracowników" nie będzie żadnego nadętego dupka.

***

Któryś raz z rzędu przyłapał się na nazywaniu Bobiego w myślach dziadkiem. Gadanie nie było rzeczą dla której wybrał ten zawód więc reakcją na pytanie Singera było "Ja też" powtórzone za kimś i rzut okiem na rozrzucone na stole papiery.
 

Ostatnio edytowane przez Piesiu : 25-11-2011 o 17:43.
Piesiu jest offline  
Stary 25-11-2011, 19:29   #7
 
Cothrom's Avatar
 
Reputacja: 227 Cothrom ma w sobie cośCothrom ma w sobie cośCothrom ma w sobie cośCothrom ma w sobie cośCothrom ma w sobie cośCothrom ma w sobie cośCothrom ma w sobie cośCothrom ma w sobie cośCothrom ma w sobie cośCothrom ma w sobie cośCothrom ma w sobie coś
- By tylko spróbował być stałym gościem! - Warknęła Sara pod adresem starego łowcy zbierając już osuszone butelki. - Do tego czasu nie zostało by z niego tyle by wystarczyło by na mściwego ducha! Ale tobie kochanie, polecam stek, robię najlepsze w stanie - powiedział już łagodniej Blake;owi.
Bobby'emu, choć ciągle straszony przez śliczną właścicielkę baru wyraźnie ulżyło gdy młodzi łowcy zgodzili się na tę dość niepewną "robotę'.
- Wracając do sprawy, owszem federalni się tam kręcili, ale miejsca porzucenia ciał były zbyt rozproszone, a obrażenia różne. Nie połączyli tego, tylko aresztowali kilku miejscowych dziwaków. Na tym się skończyło śledztwo z tego co wiem.
Pewnie maja jakąś teorię o zabójcy autostopowiczów, ale pewien nie jestem. Jednak udało mi się dodrzeć do raportów koronera z sąsiednich miast.

Singer wyciągnął z pomiędzy kartek zajęcia zwłok. Gdyby patrzył na nie zwykły człowiek z pewnością zauważył by tylko okaleczone w różny sposób ciała. Natomiast łowcy zauważyli na jednym z nich ofiarę wampira z rozszarpanym gardłem. Na dwóch kolejnych klatki piersiowe były rozerwane, ale poza sercem wszystkie wnętrzności były na miejscu... lub najbliższej okolicy. Ostanie trzy przestawiały nadjedzone korpusy, a ślady ugryzień były niezwykle szerokie. Żaden wilk, ani niedźwiedź nie mógł się pochwalić takim uzębieniem, szczególnie że linia zębów biegła po łagodnym łuku jak w przypadku rekina.
- Jeśli to jakiś psychopata chciał bym zobaczyć jak zrobił "to" - Singer wskazał ostanie fotografie.- Zaznaczyłem na mapie miejsca znalezienia ciał. Jak powiedziałem, samo Jeruzalem jest czyste. Wszystko znajdowano w sąsiednich miastach.

- Na waszym miejscu spróbował bym najpierw w Fort Pierre, bo tam mamy aż trzy ciała. Jedno zjedzone, jedno wykrwawione, jedno bez serca. To chyba wszytko co mogę wam powiedzieć. Poza tym Jeruzalem przylega do krajowej 90-tki więc nowych zaginięć możemy podziewać się na dniach. Jakieś pytania?
 
__________________
Poradnia Psychologiczna Łopata - zakopiemy każdy dołek
Cothrom jest offline  
Stary 25-11-2011, 21:15   #8
 
Cold's Avatar
 
Reputacja: 859 Cold jest godny podziwuCold jest godny podziwuCold jest godny podziwuCold jest godny podziwuCold jest godny podziwuCold jest godny podziwuCold jest godny podziwuCold jest godny podziwuCold jest godny podziwuCold jest godny podziwuCold jest godny podziwu
Nathan oparł się plecami o ścianę pubu, a wzrok utkwił gdzieś w oddali. Powietrze było dosyć ciepłe jak na listopad. Frustrowało go to. Jesień powinna być deszczowa i chłodna, powinna być przedsionkiem zimy, a tutaj mieli zadatki na wiosnę. Poza tym brakowało mu deszczu. Tego uspokajającego odgłosu dudniących o blaszany parapet kropel deszczu. Tego widoki, jak spływały strużkami po oknach. Właściwie nie brakowało mu tyle deszczu, co po prostu chwili spokoju, wytchnienia. W jego życiu wciąż się coś działo, a czas nieubłaganie umykał mu spomiędzy palców, gdy próbował go chwycić w garść. Kiedy tak naprawdę ostatnio spał? Tak naprawdę, przynajmniej sześć godzin. Sam nie pamiętał. Ciągłe polowanie, nieustanne zagrożenie, a do tego był poszukiwany listem gończym w kilku stanach.
Wciąż wpatrując się w horyzont zaciągnął się papierosem. Dym przeleciał prosto do jego płuc, a gdy go wypuścił, pozostawił po sobie swoją smolistą zawartość. Gdyby umarł na raka płuc, jego śmierć wydawałaby mu się niezmiernie zabawna. W obliczu tylu zagrożeń, w jakich dane mu było dotąd stanąć, rak płuc wydawał się czymś abstrakcyjnym i absurdalnie śmiesznym.
Spojrzał po pojazdach stojących na parkingu. Czterech łowców. Spróbował sobie przypomnieć twarz każdego z nich z osobna. Zastanawiało go, co tak naprawdę kryła w sobie ta misja, że Bobby potrzebował do tego aż tylu łowców. I dlaczego, do cholery, pozwalał na uczestnictwo „nowym” - bo przynajmniej jeden z tej czwórki siedzącej w Pretty Frog był świeży w tym środowisku.
Zaciągnął się po raz ostatni papierosem i przydeptał peta. Czas pokaże, na co kogo stać i co kryje w sobie Jeruzalem, pomyślał, odpychając się od ściany. Mam tylko nadzieję, że nie okażą się bandą amatorów.

Nathan wszedł ponownie do pubu, a widząc chłodne spojrzenie Sary, zasalutował jej jedynie z szelmowskim uśmiechem.
- Na waszym miejscu spróbowałbym najpierw w Fort Pierre, bo tam mamy aż trzy ciała. Jedno zjedzone, jedno wykrwawione, jedno bez serca. To chyba wszystko, co mogę wam powiedzieć. Poza tym Jeruzalem przylega do krajowej 90-tki, więc nowych zaginięć możemy spodziewać się na dniach. Jakieś pytania?
Znalazł się przy stoliku w samą porę, by usłyszeć ten krótki wywód Singera.
Grant rzucił jeszcze tylko przelotne spojrzenie na mapkę i kilka czerwonych punkcików, ignorując zdjęcia, które tak naprawdę niewiele go interesowały. Jeśli już miał czegoś się dowiedzieć, to na pewno nie z fotografii, a z nielegalnej wizyty w kostnicy i własnych oględzin zwłok.
- A czego nie możesz im powiedzieć, Bobby? - Nathan złapał go za słówko. Nigdy nikomu do końca nie ufał, nie miał takiego luksusu, nawet w stosunku do Singera. Aczkolwiek nie liczył na odpowiedź.
- Jeśli nie chcecie większej ilości ofiar, to chyba powinniście się już zbierać – rzucił sucho do reszty, nawet na żadnego z nich nie spoglądając. Nie to, że chciał, by poczuli się od niego gorsi, ale nie przywykł do obecności takiej ilości osób w jego towarzystwie. Celowo również nie używał formy 'my', ponieważ nie chciał się angażować w bliższe znajomości. Wiedział, że w tym zawodzie śmiertelność jest wysoka, więc lepiej by nie miał nikogo bliskiego, niż by był świadkiem, jak takie osoby giną na jego oczach... Nie chciał ponownie przeżywać tego, co przeżył dokładnie siedem lat i cztery miesiące temu. Jej krzyk przepełniony bólem i cierpieniem ciągle towarzyszył mu w snach. Natalie...
 
__________________
Jaka, sądzisz, jest biblia cygańska?
Niepisana, wędrowna, wróżebna.
Naszeptała ją babom noc srebrna,
Naświetliła luna świętojańska.

Ostatnio edytowane przez Cold : 25-11-2011 o 21:18.
Cold jest offline  
Stary 26-11-2011, 21:18   #9
 
Neride's Avatar
 
Reputacja: 25 Neride jest na bardzo dobrej drodzeNeride jest na bardzo dobrej drodzeNeride jest na bardzo dobrej drodzeNeride jest na bardzo dobrej drodzeNeride jest na bardzo dobrej drodzeNeride jest na bardzo dobrej drodzeNeride jest na bardzo dobrej drodzeNeride jest na bardzo dobrej drodzeNeride jest na bardzo dobrej drodzeNeride jest na bardzo dobrej drodzeNeride jest na bardzo dobrej drodze
- Potworom raczej jest na rękę, kiedy pozostają w ukryciu - zwróciła się do Blake'a, stukając paznokciami w blat stołu. Wkurzający innych nawyk. Cud, że jeszcze miała palce!
Lisa pochyliła się nad mapą, przyglądając się uważnie wszystkim kropkom. Żadnych statystyk. A niech to! Zawsze takie niepotrzebne cholerstwo ułatwia i uprzyjemnia pracę łowcy. Rzuciła jeszcze okiem na zdjęcia. Wampir? Skinwaler? Wilkołak? Przecież te potwory nie potrafią żyć obok siebie. Chociaż gdyby zaczęły... Ostatnie trzy zdjęcia wyjątkowo ją zainteresowały. Próbowała przyporządkować do ciała jakiegoś potwora, ale na końcu stwierdziła, że wizyta w kostnicy będzie najlepsza.
- Czas między zaginięciami jest taki sam, czy kompletnie różny? - zapytała w końcu, patrząc na odległość między miastami.
"Jeśli nie chcecie większej ilości ofiar, to chyba powinniście się już zbierać"
Kobieta wyprostowała się i spojrzała na Nathana orzechowymi oczami. Była niemal pewna, że większość była już zniechęcona do niego. Odgarnęła ciemne włosy, które znowu opadły jej na oczy.
- Nie musisz być aż takim dupkiem - rzuciła bezbarwnym głosem,nie było sensu go upominać, żeby nim nie był. Wiedział, że nim jest, ale przy pozostałych nie musiał być większym, niż na co dzień.
 
Neride jest offline  
Stary 27-11-2011, 20:52   #10
 
Komiko's Avatar
 
Reputacja: 159 Komiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie cośKomiko ma w sobie coś
- To była cholerna ironia. - Spojrzał na Elisabeth kręcąc głową z delikatnym politowaniem i odsunął od siebie menu. Przez chwilę patrzył jeszcze na zdjęcia trupów i powstrzymywał wymioty.
- Straciłem apetyt. Chodzi mi o to, że specjalnie zwracają na siebie uwagę, po to, żebyśmy tam wpadli i żeby mogły nas wytłuc. Powinniśmy przygotować się jak na wojnę. - Potem popatrzył na Bobbyego i trochę nerwowo podrapał się po skroni.
- Ty nie planujesz z nami jechać? - Wiedział, że ten facet nie był rządnym krwi psychopatą, tylko gościem trzymającym łeb na karku i bez wątpienia przydałby się podczas wyprawy.
 

Ostatnio edytowane przez Komiko : 27-11-2011 o 21:05.
Komiko jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 04:00.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169