Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 30-01-2012, 01:03   #1
 
JanPolak's Avatar
 
Reputacja: 377 JanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetny
[płaszcz i szpada] Terra Nova Incognita

Terra Nova Incognita

[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=DbPkKR0-q3c&list=FLLsP_zOORVEOVmk-uo_Dqxg&index=4&feature=plpp_video[/MEDIA]

Biały żagiel pod błękitnym niebem. Bezkres oceanu wkoło. Szum wiatru, smak soli w ustach i kołysanie tak powszechne, że stało się niedostrzegalne. Już drugi miesiąc statek Rover żeglował przez ocean z dala od bezpiecznego, znanego kontynentu Dominium, w stronę nieznanego, ku przygodzie – na Ultimę.

Na pokładzie zmęczeni rejsem i rozleniwieni słońcem marynarze niemrawo powtarzali codzienne obowiązki. Pasażerowie zabijali czas, odpędzając nudę i monotonię. Stary szyper, mocno ściskając koło sterowe, wypatrywał się w jeden punkt na horyzoncie. Czas na statku mijał codziennie tak samo, odmierzany szklankami wybijanymi na okrętowym dzwonie, coraz gorzej smakującymi posiłkami, przerywany z rzadka (na szczęście!) burzami i załamaniami pogody. Lecz w każdym z podróżnych drzemało podskórne oczekiwanie na okrzyk…

- Ziemia! Ziemia! – wołanie z bocianiego gniazda poderwało serca.

~*~

Za burtą przewijał się krajobraz dziewiczy i nietknięty. Złoty piasek plaży sięgał wprost do ściany zieloności – gęstwiny dżungli, gdzie nieznane drzewa splatały się i falowały na lekkim wietrze. Żaglowiec płynął teraz wzdłuż lądu – na tyle blisko, by widoki pobudziły wyobraźnię przybyszów, lecz na tyle daleko, by szczegóły Nowego Świata umykały ich oczom.


- To półwysep Trzech Królestw, a tam Małpie Skały – szyper o twarzy ogorzałej i pokrytej siwym zarostem przemawiał zza sterowego koła. – Hehe! Przy tym kursie będziemy w Port Hope nie dalej jak za pół szklanki.

Na pokładzie Rovera gwar i harmider zastąpiły niedawną gnuśność. Załoga krzątała się, przy dziesiątkach obowiązków, wymaganych przy wejściu do portu. Koloniści pośpiesznie i chaotycznie zbierali swoje manatki. Podróżujący na Ultimę agent handlowy kazał już natychmiast wydobyć skrzynie z towarami na pokład. Krzątanina świadczyła, jak wszystkim śpieszno, by postawić nogę na Nowym Świecie.

Nieco na uboczu, opodal szypra, zgromadziła się szóstka osób. Nie byli członkami załogi, ani osadnikami, chcącymi znaleźć spokojny żywot na Ultimie, a brak towarów świadczył, że nie są kupcami. Czy to błysk w oczach, broń przy boku, czy aura bohaterstwa odróżniały ich od innych pasażerów? Dość rzec, że byli to ludzie stworzeni do większych celów. I być może dlatego szyper przemówił do nich:

- Przy tej pogodzie zaraz zobaczycie dym kominów. To Port Hope! Hehe… Stary de Gott kazał wybudować tę kolonię, będzie już ze dwa lata temu, ale tak naprawdę wprowadzili się tam przed rokiem. Wcześniej urzędował na Wyspie Jaszczurek, ale to tutaj to znacznie lepszy port. Kotwicowisko głębokie, że nawet galeon postawisz. I osłonięte cyplem tak sprytnie, że bezpiecznie jak we forcie. Tylko podejście pierońsko niebezpieczne przy odpływie, jak teraz. Będę potrzebował wszystkich moich chłopaków, żeby tam bezpiecznie wpłynąć. Ale bez strachu – to nasz nie pierwszy raz!

I rzeczywiście – daleko przed nimi, za lśniącą odbitym słońcem wodą, za piaszczystą plażą i ścianą nadbrzeżnych palm, wznosiły się pierwsze słupki dymu.
 
__________________
Jestem Polakiem, mam na to papier i cały system zachowań.
JanPolak jest offline  
Stary 30-01-2012, 18:08   #2
 
Nayre's Avatar
 
Reputacja: 0 Nayre nie jest za bardzo znanyNayre nie jest za bardzo znany
Aura bohaterstwa bladej jak ściana kobiety stojącej wśród dzielnych herosów zadrżała, gdy ciałem dziewoi targnęło po raz enty i ponownie choroba morska zmusiła ją do szybkiego poszukiwania jakiegokolwiek pojemnika, sama myśl o wychyleniu się za burtę napawała ją przerażeniem. Przeklinając w myślach ostatni spożyty posiłek, Amerith Arth wylądowała na klęczkach, w akompaniamencie mało smakowitych dźwięków, równie nieciekawych zapachów i dosadnego bluzgania - przytuliła wiaderko, zwracając światu treści żołądka.
Przeciętnej urody na oko dwudziestokilku-latka teraz mogłaby przywodzić na myśl senne koszmary marynarzy. Te o topielcach i szeroko pojętych potworach z morskich głębin, zlana zimnym potem, z podkrążonymi oczyma potrząsnęła głową wprawiając w ruch długie, skołtunione włosy, między których pasmami pyszniły się... tandetne, kolorowe koraliki. Przetarła usta wierzchem dłoni i półprzytomnie rozejrzała się po osobistościach na statku, zdaje się, że uwagę swą w większości poświęcając najbliżej stojącej piątce.
Najwidoczniej choroba morska nie była jej jedyną przypadłością, bo po dłuższej chwili postanowiła w badaniu wzrokiem towarzystwa wspomóc się parą gogli, które z czoła zsunęła na twarz - mus wspomnieć, że w oprawnych w zdaje się miedź szkłach - wyglądała tylko gorzej, niż bez nich.
- Często tu dokujecie? - mruknęła w stronę monologującego kapitana - To i pewno dobry przybytek w porcie znacie, coby się napić i zjeść porządnie, jak już... - dokończyć nie było jej dane przez kolejną chwilę, w czasie której znów nieszczęsna w objęcia ujęła wiadro.
 

Ostatnio edytowane przez Nayre : 01-02-2012 o 18:29.
Nayre jest offline  
Stary 30-01-2012, 19:03   #3
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 31687 abishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputację
Ziemia... Jak to człowiek może stęsknić się za jednym słowem. Zwłaszcza po dwóch miesiącach siedzenia na zadku w ciasnej kabinie, żarcia grochu z kapustą kiszoną, lub od... święta słoniną.
Bezmiar oceanu, który wpierw zachwycał, szybko się znudził.
A rozrywki jakimi był hazard wszelaki, straciły na uroku, gdy sakiewka zamiast pęcznieć od monet wisiała smętnie coraz bardziej pustawa.
Dwa miesiące oswajania się z ciężką rolą... opiekuna żywiołowej pannicy de Briosse.
Na szczęście, nie przywykły do marynarskiego wiktu i delikatny żołądek szlachcianki ograniczał jej aktywność. Choć przez to, szlachcic często gadał do jej zadka, gdy zwracała kolejny obiad morzu.
Z czasem jednak do jedzenia przywykła, niestety.
No i grog, zrazu smaczny dodatek do posiłku stał się po tylu tygodniach zmorą. Ale koniec z tym ! Dopłynęli.

Robert Arthur de Marsac. Najczęściej zwany Robertem, lub de Marsac przyglądał się skrawkowi lądu rosnącemu w oczach. Szlachcic był mężczyzną wysokim i postawnym. Dość szerokim w barach, acz bez przesady. Czarne długie włosy i krótka bródka przystrzyżona podług mody z Cles okalały podbródek mężczyzny.


Ubrany jak pospolity szlachciura Robert miał na ubranie narzucony płaszcz, który ukrywał tak charakterystyczną cechę jego stroju. Pistolety.
Oprócz rapiera i lewak, Robert nosił pistolety. I to nie byle jakie. Dwa pistolety dubeltowe, niemalże małe armaty z przodu, dwa zwyczajne pistolety, schowane w pasie za plecami. I po jednym pistolecie ukrytym przemyślnie w każdym wysokim bucie z cholewą.
Stroju dopełniał i kapelusz trzymany w dłoni, stary i wytarty, acz ozdobiony piórem. Co prawda postrzępionym, ale to detal.
Jednakże marynarze nie zapamiętali de Marsac'a z uwagi na obwieszenie pistoletami jak bombkami choinka na święta. A bardziej ze względu na głos. Niski chrapliwy głos o nieco nieprzyjemnym brzmieniu.
Głos którego nie dało się zapomnieć.
Może ten głos był właśnie powodem, dla którego spoglądał w milczeniu na Port Hope, ciekaw co go czego na nowym lądzie, w nowym życiu.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.

Ostatnio edytowane przez abishai : 30-01-2012 o 22:58.
abishai jest offline  
Stary 30-01-2012, 21:00   #4
 
Vantro's Avatar
 
Reputacja: 201 Vantro ma w sobie cośVantro ma w sobie cośVantro ma w sobie cośVantro ma w sobie cośVantro ma w sobie cośVantro ma w sobie cośVantro ma w sobie cośVantro ma w sobie cośVantro ma w sobie cośVantro ma w sobie cośVantro ma w sobie coś
"Ziemia! Ziemia! Zieeeeeeeeeeeemia!" - rozbrzmiewał w głowie Robin okrzyk. Miała ochotę zatańczyć z radości, jednak spojrzenie na stojącego nieopodal Roberta powstrzymało ją od tego. Spojrzała ze złością w stronę mężczyzny. "Przykleił się jak rzep do psiego ogona. Od samego początku, jak tylko statek wypłynął w morze."
Patrząc na widoczną w oddali ziemię przypomniała sobie jak wsiadła na statek...

Nie pozwolono jej zabrać na niego konia, nie było dla niego miejsca, nie pomogły prośby, próba podwójnej zapłaty. Padło "nie!" i jeżeli chciała się dostać na pokład musiała się z tym pogodzić. Na wspomnienie pierwszych dni na statku dziewczyna się wzdrygnęła. Zwłaszcza jej żołądek buntował się na strawę jaką tutejszy kucharz raczył podróżujących. Jednak do wszystkiego można się przyzwyczaić, więc i do jadła też. Z czasem zawartość żołądka zostawała na swoim miejscu i podróż zaczęła płynąć monotonnie.
Chociaż wieczna obecność tego wielkiego Roberta działała na nią denerwująco. Przy nim czuła się jeszcze niższa niż była, bardziej filigranowa, często jej brązowe oczy ciskały błyskawice w jego kierunku. Dłoń sama zaciskała się w pięść, a dziewczyna siłą woli powstrzymywała się by nie wyzwać go na pojedynek, by go pokonać, by wreszcie za nią nie łaził jak cień. Niejednokrotnie powstrzymywała się przed chęcią napięcia łuku i przeszycia go strzałą, tak aby choć na kilka dni unieruchomić gdzieś poza swoim zasięgiem.

Patrząc w kierunku zbliżającego się lądu poprawiła kapelusz na głowie, wiatr rozwiewał jej długie jasnobrązowe włosy, teraz rozjaśnione przez słońce, jakie im towarzyszyło podczas tej dwu miesięcznej podróży.
"Nareszcie się go pozbędę."- pomyślała dziewczyna zerkając w stronę Roberta, nic nie miała do brzmienia jego głosu, denerwowała ją jego wieczna obecność i to, że czuła się przy nim taka...
"malutka" i dziewczęca. "Brrrrrrrrrr..." wzdrygnęła się na owo porównanie, a dłoń zacisnęła na rękojeści szabli.
"Zieeeeeeemia! Wolność! Nareszcie wolność!"- wrzało w głowie dziewczyna a ona sama nie mogła już powstrzymać szerokiego uśmiechu, jaki rozciągnął jej usta.


Rozejrzała się po twarzach najbliższej piątki ludzi stojącej koło niej i przez myśl jej przebiegło pytanie, które już nie raz tam gościło. "Co ich tutaj sprowadza? Czy tak jak ona..."- jednak porzuciła swoje rozważania, bo coraz bardziej zbliżający się ląd był taki... taki... zapierający dech w jej piersi. Podeszła do burty i zaciskając dłonie na niej czekała z niecierpliwością, kiedy będzie mogła zejść i poczuć go pod swoimi stopami.
 
__________________
W chwili, kiedy zastanawiasz się czy kogoś kochasz, przestałeś go już kochać na zawsze.
Vantro jest offline  
Stary 30-01-2012, 22:41   #5
 
Sirion's Avatar
 
Reputacja: 4573 Sirion ma wspaniałą reputacjęSirion ma wspaniałą reputacjęSirion ma wspaniałą reputacjęSirion ma wspaniałą reputacjęSirion ma wspaniałą reputacjęSirion ma wspaniałą reputacjęSirion ma wspaniałą reputacjęSirion ma wspaniałą reputacjęSirion ma wspaniałą reputacjęSirion ma wspaniałą reputacjęSirion ma wspaniałą reputację
Co?! Ziemia?’ To była pierwsza myśl, która pojawiła się w umyśle młodego mężczyzny zaraz po przebudzeniu. Do tej pory drzemał smacznie, siedząc sam w kącie pokładu. Powoli otworzył oczy. Od razu zaatakował go okropny ból głowy i poczuł suszenie w gardle.

Cholera… Co ja robiłem tym razem?’ – Pomyślał zwlekając się powoli. Przed oczami miał strzępki informacji z poprzedniej nocy. Grog. Śmiejący się marynarze. Znowu grog. Nieudane salto w tył. Jeszcze więcej grogu. Zakład, że wypije więcej niż każdy z tutaj obecnych ‘na raz’. Potem kolejne butelki grogu. Bolesne spotkanie z pokładem. I tyle… Następnie przypominał sobie kufry obładowane złotem, jego samego przechadzającego się pod własnym widmowym zamku i wiele innych dość nierzeczywistych zdarzeń, których był członkiem, kiedy pogrążony był w błogim śnie.

Muszę wstać. Siedzenie tutaj nie poprawi mojego samopoczucia’ – Powtarzał sobie, zbierając siły. ‘Nigdy, więcej grogu… Nigdy więcej. Zostaję przy winie’ – Obiecał sobie, kiedy powoli podnosił się i walczył z bezwzględną siłą ściągającą go w dół.

Ryan Shatterland w końcu wyprostował się. Z ulgą stwierdził, że tym razem nie zwróci wczorajszego posiłku. Gestem ręki poprawił mniej więcej zmierzwione przez wiatr blond włosy. Należał do dość wysokich osobą, jednak cechował się szczupłą sylwetką. Był ubrany dość prosto – zwykła biała lniana koszula (która w niewyjaśnionych dla niego warunkach nosiła wyraźne ślady niedawnej libacji) i skórzane spodnie, które zapewniały mu niezbędną wygodę. U jego pasa, ku jego wyraźnej uldze, wciąż wisiał jego ulubiony rapier. Nie miał zamiaru po raz kolejny już go szukać i ‘przekonywać’ następnego marynarza do zwrotu jego własności. Swoją drogą zastanawiał się czy majtek doszedł już do siebie… To chyba nie było złamanie – ale co on tam wiedział…

Mężczyzna rozciągnął się i skierował ku dziobowi statku.

Ten dym w oddali to była najciekawsza rzecz, którą dojrzał tutaj na przestrzeni ostatnich tygodni. Jak daleko nie spojrzeć tylko woda, woda i woda. Nie tak wyobrażał sobie swoją szansę na nowe życie. I musiał przyznać, że czasami modlił się wręcz o jakiś statek piratów, o których tyle nasłuchał się w porcie. Zrobiłby wszystko, aby tylko coś się wydarzyło. Wygląda na to, że w końcu nadchodziło jakieś urozmaicenie.

Oparł się rękoma i zamyślił się nad tym, co przyniesie mu nowa szansa w nowym świecie. Czy nowy dom zdoła odgonić cienie przeszłości?
 
__________________
"Przybywamy tu na rzeź,
Tu grabieży wiedzie droga.
I nim Dzień dopełni się,
W oczach będziem mieli Boga."
Sirion jest offline  
Stary 01-02-2012, 21:18   #6
 
kanna's Avatar
 
Reputacja: 17020 kanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputację
Rosalinda wysłuchała słów szypra, a potem przeniosła spojrzenie na niezbyt odległy brzeg.

„ Dobije, albo i nie… mam nadzieję, ze mu się uda” – pomyślała – „Spódnica zniszczy mi się całkowicie, jak będę musiała płynąc do brzegu wpław”.

Kobieta wyglądała zadziwiająco dobrze, jak na dwa miesiące morskiej wędrówki. Nie miewała mdłości, królewska pieczęć (a szczególnie idące za nimi środki) pozwoliły jej przeżyć podróż w miarę spokojnie. Jedzenie było proste, ale nie popsute, miewała dostęp do wody do mycia, czasem nawet ciepłej. Nie tylko podróżna spódnica – szyta na miarę, z najwyższej jakości wełny, uszlachetniona jedwabiem – ale jej całe ubranie opinające smukłą w jednych, a przyjemnie zaokrągloną w innych miejscach sylwetkę - było czyste i niespecjalnie pomięte. Obcisła, jedwabna koszula eksponująca biust (nie dzięki przypadkowi, ani rozchełstaniu, tylko sprytnym zaszewkom), skórzana kamizelka z dowiązanymi rękawami, wysokie buty. Ciemne włosy, lśniące, dokładnie wyszczotkowane, były przemyślnie upięte. Wyglądała znakomicie; i to nie tylko na tle innych, obecnych tu dam - oraz miała tego pełną świadomość.

Bezpośredni zastępca szypra, przechodzących obok, spojrzał na nią przelotnie, a potem wbił wzrok w deski pokładu i przyspieszył, starając się jak najszybciej usunąć się z jej otoczenia. Długie, brzydkie rozcięcie goiło mu się na policzku. Rosalinda odprowadziła go wzrokiem, wyraźnie zadowolona, przez sekundę coś okrutnego zalśniło w jej oczach, ale nikt nie zwracał na kobietę uwagi –wszyscy wpatrzeni byli w zielony brzeg.

Odwróciła się i nieśpiesznie wróciła do swojej kajuty. Kajuta była większa i wygodniejsza, według tutejszych standardów (co oznaczało, że dawało się usiąść z wyciągniętymi nogami). Naciągnęła na lewa dłoń solidna, skórzaną rękawicę.

- Chodź, mój słodki – powiedziała – zasługujesz na nieco ruchu.




Wróciła na pokład, ptak siedzący na jej dłoni wyczuł ląd, krzyknął przeciągle i zatrzepotał skrzydłami.

- Pilnuj się – powiedziała – to podobno dziki kraj.

Uniosła dłoń gwałtownie w górę, sokół poderwał się pomknął w stronę lądu.
 
__________________
Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy. Pół wieku poezji

Ostatnio edytowane przez kanna : 02-02-2012 o 19:55.
kanna jest offline  
Stary 03-02-2012, 00:51   #7
 
Wnerwik's Avatar
 
Reputacja: 124 Wnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znany
Anthony roztaczał wokół siebie postawę bohaterstwa. Prócz bohaterstwa woniał również tanim alkoholem i wymiocinami, ale jakoś nikt nie uciekał na jego widok - jeno odsuwano się na bezpieczną odległość.
Z nadzieją spoglądał na brzegi Ultimy. Cieszył się, iż niedługo będzie mógł postawić swe nogi na suchym lądzie. Co prawda, przyzwyczajony był do warunków panujących na statku, ale zjedzenie czegoś innego niż podawano na pokładzie i napicie się czegoś innego niż grogu było dla niego świetnym pomysłem. On już rzygał grogiem. Dosłownie.

Anthony jest mężczyzną wysokim, o średniej posturze. Cerę ma niezdrowo bladą, a oczy podkrążone. Włosy ma długie, brązowe, przetłuszczone i nieuczesane - dla wygody związane w kucyk. Jego twarz, prócz czerwonego pijackiego nochala, zdobi niechlujny zarost. Współtowarzysze podróży prawdopodobnie nigdy nie widzieli go uśmiechniętego, prócz tych momentów kiedy go widzieli pijanego.
Odziany jest w mundur oficera piechoty morskiej. Szczerze mówiąc, ten jego mundur nie wygląda zbyt dobrze - brudny, poszarpany i w wielu miejscach łatany. Anthony się go jednak nie pozbywa, gdyż przypomina mu on kim kiedyś był. No i go nie stać na coś innego... Przez pierś żołnierz ma przewieszony bandolier na końcu którego zwisa szpada. Zwykły kawał żelastwa, bez żadnych zdobień i innych babskich fanaberii. Prócz szpady nie wyglądał, by miał jeszcze jakąś broń, ale kto go wie co tam ukrywa... Nikt się nie kwapił by go przeszukać.

Podczas podróży zakumplował się z załogą oraz Ryanem Shatterlandem. Obaj lubili wypić, więc szybko się dogadali. Wczoraj nawet nieźle razem popili z okazji urodzin kapitana! Co z tego, że kapitan urodziny miał za kilka miesięcy, ważna była okazja do wypicia. Ryan nawet robił salto! Robinson natomiast pochwalił się umiejętnościami hazardzisty i wygrał w kości z jakimś marynarzem butelkę grogu. Przyda się gdy już będą na lądzie...
- Shatterland, jak myślisz, mają tam jakąś tawernę? - rzucił do pogrążonego w myślach znajomka. Gdy tylko trzeźwiał odczuwał nieodpartą pokusę ponownego napicia się - gdy nie był pod wpływem zaczynał sobie przypominać zbyt wiele rzeczy, o których najchętniej by zapomniał.
 

Ostatnio edytowane przez Wnerwik : 05-02-2012 o 11:08.
Wnerwik jest offline  
Stary 03-02-2012, 01:09   #8
 
Sirion's Avatar
 
Reputacja: 4573 Sirion ma wspaniałą reputacjęSirion ma wspaniałą reputacjęSirion ma wspaniałą reputacjęSirion ma wspaniałą reputacjęSirion ma wspaniałą reputacjęSirion ma wspaniałą reputacjęSirion ma wspaniałą reputacjęSirion ma wspaniałą reputacjęSirion ma wspaniałą reputacjęSirion ma wspaniałą reputacjęSirion ma wspaniałą reputację
Towarzysz wyrwał go z zamyślenia.
- Nie liczyłbym na to... Chociaż kto wie? Założę się, że wszystko będzie lepsze od tego czym raczyli nas tutaj przez ostatnie tygodnie... Ale oświadczam ci, że w ciągu następnego tygodnia nigdzie się nie wybieram. Moja noga nawet nie stanie na żadnym pokładzie. Mam już dosyć tego kołysania. Czas się napić w normalnych warunkach - niedługo sprawdzimy na co stać miejscowych! - Wyszczerzył zęby w porozumiewawczym uśmiechu.
 
__________________
"Przybywamy tu na rzeź,
Tu grabieży wiedzie droga.
I nim Dzień dopełni się,
W oczach będziem mieli Boga."
Sirion jest offline  
Stary 04-02-2012, 12:29   #9
 
JanPolak's Avatar
 
Reputacja: 377 JanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetnyJanPolak jest po prostu świetny
Sokół pomknął w stronę nowej ziemi, odprowadzany spojrzeniami stęsknionych za suchym lądem podróżnych. Na pokładzie radość mieszała się z niecierpliwością.

- Czy często tu bywamy? – szyper odpowiedział chorującej kobiecie – W tym roku dwa razy w drodze z Dominium i jeszcze raz z Wyspy Jaszczurek. Hehe, Rover to najlepsza łajba do rejsu przez ocean! No, a zjeść to mnie i chłopakom zawsze daje Berta z portu, ona tam rządzi. Jak o tawernę chodzi, bo do tego pewnie tamtym dwóm gagatkom śpieszno… to Rutger w mieście waży piwo na wyszynk. Znajdziecie go… O żesz… Niech mnie kule biją! - przerwał.

Szyper pierwszy je wypatrzył. Pięć czarnych punktów, które oddzieliło się od ściany lasu i nisko nad wodą leciało w stronę okrętu. Podrygując na szerokich skrzydłach, coraz bliższe, nabierające kształtu. Małpy. Czarne, kosmate małpy, nieco mniejsze od człowieka, które jakiś absurdalny kaprys natury wyposażył w błoniaste, nietoperze skrzydła. Zbliżały się coraz bardziej, widać było ich powietrzne podrygi, miny i ekspresyjne gesty, wkrótce przez szum fal przebił się chaotyczny małpi wrzask.


- Przeklęte złodziejaszki! Do miasta już boją się zaglądać, to nas tutaj dopadły Zbliżamy się do portu! Chłopcy, nie porzucać roboty, bo się rozbijemy na podejściu!

A małpy dopadły do okrętu. Rozwrzeszczane, ogarnięte jakąś furią, w amoku rzuciły się do ataku. Jedna z nich wzbiła się wysoko i zaczęła szarpać nieuzbrojonego marynarza na bocianim gnieździe. Kolejna wpadła na śródpokład i, chwyciwszy skrzynie z towarami agenta handlowego, ciągnęła je ku morzu. Dwie kolejne upatrzyły sobie szypra, biciem skrzydeł i pięści omal nie odrzucając go od koła sterowego. Ostatnia zaś, lecąc nisko, wpadła przez bulaj do kuchni pokładowej – gdzie kuk właśnie palił w piecu.

Marynarze nie mogli bronić swego statku – niebezpieczne podejście do Port Hope wymagało wytężonej pracy ich wszystkich. Osadnicy – ludzie nienawykli do niebezpieczeństw – w popłochu biegali po pokładzie, bardziej tylko potęgując chaos.

- Ratunku! Ratunku! – panicznie wrzeszczał majtek nieomal wyciągnięty z bocianiego gniazda.
- Moje towary! Moja krwawica! – lamentował agent handlowy.
- Trzymać kurs! Bo się rozbijemy! – szyper starał się nie puszczać koła.
- Pomocy! Ona ogień zaprószy! – dobiegał krzyk kuka spod pokładu.
 
__________________
Jestem Polakiem, mam na to papier i cały system zachowań.
JanPolak jest offline  
Stary 04-02-2012, 19:39   #10
 
Vantro's Avatar
 
Reputacja: 201 Vantro ma w sobie cośVantro ma w sobie cośVantro ma w sobie cośVantro ma w sobie cośVantro ma w sobie cośVantro ma w sobie cośVantro ma w sobie cośVantro ma w sobie cośVantro ma w sobie cośVantro ma w sobie cośVantro ma w sobie coś
Nadlatujące małpy przyciągnęły uwagę Robin bardziej niż przybliżający się brzeg lądu. Dziewczyna odwróciła się na pięcie i pobiegła do swojego bagażu, miała przeczucie, że znajdujący się tam łuk i strzały mogą być przydatne w czasie spotkania z tymi dziwnymi stworami.
Zostawiła swój kapelusz i zrzuciła płaszcz by nie ograniczał jej swobody ruchów, po czym pospiesznie rozejrzała się za dogodnym dla swych celów miejscem.

Rozgardiasz jaki się rozpoczął po tym jak latające małpy zaatakowały statek sprawił, że Robin nie zwlekając wdrapała się na pakunki by być wyżej od biegających czy to w panice czy w boju ludzi i napięła łuk celując w małpę, która zaatakowała bezbronnego marynarza w bocianim gnieździe.


W skupieniu napięła cięciwę, wzięła poprawki na szarpiącego się marynarza i wypuściła strzałę. Pospiesznie sięgnęła po kolejną i nałożyła na cięciwę, jednak powstrzymując się przed jej wypuszczeniem, a obserwując jaki efekt przyniosła pierwsza wypuszczona przez nią strzała. Dziewczyna stała z gotową do strzału bronią patrząc uważnie na to co się dzieje.
 
__________________
W chwili, kiedy zastanawiasz się czy kogoś kochasz, przestałeś go już kochać na zawsze.
Vantro jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 17:22.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169