Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 01-12-2012, 20:33   #1
 
JPCannon's Avatar
 
[Savage Worlds]Almanach Superbohaterów: Tajemnice Saint Louis (18+)

Wilhelmina Jones

[media] http://img401.imageshack.us/img401/5523/30720543.jpg[/media]

Już od 5 lat szkolisz się i wykonujesz pomniejsze zadania w swojej agencji. Agencja Spraw Niejawnych. Kiedy Cię tam zatrudnili miałaś nadzieje, że czekają Cię historię niczym z archiwum X. Zamiast tego dostałaś codzienną porcję szkoleń, treningów i nudnych wykładów na temat radzenia sobie w całej masie maksymalnie zwyczajnych sytuacji.

W końcu jednak zostałaś doceniona. Pewnego dnia w czasie cotygodniowego podsumowania, poproszono Cię do oddzielnego pomieszczenia. Zastanawiałaś się, czy to dobrze czy źle, bo nigdy tam nie byłaś, a wiedząc czym mniej więcej zajmuje się Agencja, nie miałaś pewności czy zwykle odbywają się tam narady czy przesłuchiwanie podejrzanych. Biurko w pustym pokoju z dwoma krzesłami po obu stronach, nie przywodziło na myśl niczego przyjemnego. Usiadłaś pełna nerwów. Próbowałaś sobie przypomnieć wszystkie rozmowy ze swoimi znajomymi, zastanawiając się przy tym mocno, czy nie powiedziałaś im może czegoś zbyt dużo o swojej pracy.

Nagle do pokoju wszedł Twój przełożony. Trochę się go obawiałaś biorąc pod uwagę jego duże gabaryty i z pewnością duże doświadczenie w załatwianiu trudniejszych spraw. By ulżyć swojej niepewności, chciałaś przez chwilę użyć swoich zdolności, jednak nim zdążyłaś to zrobić, Szef odezwał się swoim niskim silnym głosem.

-Witaj Willy, dobrze Cię widzieć w tak szczęśliwym nastroju – uśmiechnął się, wyraźnie zauważając Twoje zdenerwowanie. – Spokojnie, mamy dla Ciebie coś specjalnego. Na pewno nie będziesz zawiedziona. Z Saint Louis dochodzą do nas ostatnio bardzo niepokojące informacje. Mam tutaj dwa z wielu dziwnych i niewyjaśnionych morderstw z tamtej okolicy. Zapoznaj się z nimi.

Szef rzucił na stół dwie cienkie teczki. Na pierwszy rzut oka wyglądały jak by były puste. Gdy do nich zajrzałaś, okazało się, że jest to kilka kartek z masą znaków zapytania, niedokończonych zdań i lakonicznych retrospekcji. Do tego było tylko trochę zdjęć z dość makabrycznymi scenami.

-Wiem, że nie są to zbyt szczegółowe informację, jednak to w końcu jest właśnie Twoje zadanie. Udasz się tam i dokładnie zbadasz całą tą sytuację. Damy Ci standardowe wyposażenie i Twoją ulubioną zabawkę. Wysyłamy tylko Ciebie i nie licz na wsparcie w śledztwie. Mamy dużo poważniejszych spraw na głowie. Mam jednak świadomość, że dla jednej osoby może być to trudne zadanie dlatego właśnie wybraliśmy Ciebie, z racji Twoich wielu ostatnich osiągnięć. Byłem pełen podziwu dla Twoich zdolności. Teraz pakuj się i do roboty. Na miejscu będzie czekać na Ciebie mieszkanie i całe wyposażenie. Z niecierpliwością czekam na pierwszy raport.

Po tych słowach Szef wstał i wyszedł szybko jak gdyby miał jeszcze setkę takich spotkań tego dnia. Dzień później przewieziono Cię na miejsce, a Ty mogłaś rozpocząć swoje śledztwo.

Tomas Livskey

[media] http://3.bp.blogspot.com/-oMn6yGeVeS...255B1%255D.jpg[/media]

Zacząłeś swój dzień jak zwykle. Kawa, limuzyna, fotel prezesa. Nie ma to jak drobne przyjemności w tej mozolnej i męczącej robocie. Nie mogłeś zrozumieć, czemu po tak wielu latach, wciąż jeszcze musisz coś robić by te śmieszne papierowe kartoniki pojawiały się na Twoim koncie. Góry dokumentów piętrzyły się na Twoim biurku. Od czego jednak miało się zastępców. Naciskałeś tylko guzik sekretarki, zapraszałeś do biura swojego wiceprezesa i informowałeś o poszerzeniu jego obowiązków. Nic tylko cieszyć się taką "ciężką" pracą.

Niestety każda firma miewa swoje wzloty i upadki. Twoją też musiało to kiedyś trafić. Od paru tygodni zacząłeś zauważać wyraźne spadki akcji na giełdzie. W końcu postanowiłeś przyjrzeć się całej sytuacji i dowiedzieć, co się dzieje, że tracisz pieniądze. Zorganizowałeś zebranie gdzie zaprosiłeś przedstawicieli swoich spółek. Kiedy wszyscy już wygodnie usiedli, wzięli łyk wody, zastanawiając się co się stało, że postanowiłeś osobiście załatwić jakąś sprawę, wtedy rozpocząłeś swoją mowę.

-Drodzy przyjaciele. Znamy się już tyle czasu, że sądzę iż mogę was tak nazywać. Firma którą założyłem wiele lat temu jest dla mnie niczym rodzinny dom, więc wy również jesteście mi niezmiernie bliscy.

Przerwałeś na chwilę obserwując wyrazy twarzy swoich współpracowników. Gdy ujrzałeś już uśmiechy na ich twarzach i kiwnięcia głów pełne aprobaty do Twoich słów, kontynuowałeś.

-Cieszę się bardzo, że też tak to widzicie. Powiedzcie mi zatem drodzy przyjaciele…co do jasnej cholery dzieje się z firmą, że ostatnio jej wartość spada na glebę niczym staruszka z balkonikiem, podcięta przez jakiś gówniarzy w ramach głupiego żartu?!.

Zmiana tonu Twojej wypowiedzi wyraźnie wszystkich zamurowała. Po chwili ciszy i wyczekiwania w końcu jeden z prezesów wstał by nie śmiele przemówić.

-Przepraszamy Panie Livskey, ale ostatnio był Pan dość nieosiągalny. Postanowiliśmy Pana nie kłopotać. Uznaliśmy, że i tak nie mógł by Pan nic więcej zrobić w zaistniałej sytuacji – mężczyzna z lekką łysiną miał wyraźnie rozdygotany głos. Przełknął głośno ślinę i starał się mówić dalej – Widzi Pan ostatnio w okolicach naszych firm pojawiła się fala wandalizmu. Niedaleko jednej z nich popełniono nawet ostatnio kilka morderstw. Policja zajmuje się już całą sprawą, jednak część pracowników boi się przychodzić do pracy. Klienci też zaczynają mówić o wycofaniu ofert z powodu całego zamieszania wokół naszych siedzib. Nietrudno o antyreklamę w tej branży.

Zebranie trwało jeszcze jakiś czas. Cytując Twoje wypowiedzi trzeba by większość za cenzurować. Zresztą trudno było Ci się dziwić. Nie dużo brakowało a dowiedział byś się ostatni, że gmach Twojej firmy przestał istnieć przez jakiś zamach czy coś tego rodzaju. Wiedziałeś jedno, policja gówno potrafi. Z doświadczenia wiedziałeś, że nawet gdyby ktoś popełniał przestępstwo obok komisariatu to nie zdążyli by zareagować, a co dopiero znaleźć sprawcę. Czułeś wyraźnie, że jeśli sam nie zajmiesz się całą tą sytuacją, to niedługo Twoją firmę szlag trafi. Znałeś kilku bossów z okolicy i wiedziałeś, że na pewno będą mieli dla Ciebie jakieś informację w tej sprawie. Nie mogłeś jednak pójść tam oficjalnie w garniturku, podjeżdżając pod melinę swoją limuzyną. Na szczęście poruszanie się incognito po mieście było dla Ciebie banalnie proste, a miejskie metro świetnie nadawało się do szybkiego transportu.
 
__________________
"Miłość której najbardziej potrzebujesz to Twoja własna do siebie samego"

Ostatnio edytowane przez Armiel : 02-12-2012 o 13:44.
JPCannon jest offline  
Stary 07-12-2012, 23:10   #2
 
deMaus's Avatar
 
Cholerna nieudolność ludzi sprawia, że po raz kolejny muszę wziąć sprawy w swoje ręce. Z jednej strony to bardzo irytujące, bo nie dość że jego firma traci na wartości, to jeszcze nikt nie uznał, za stosowne go poinformować o tych wypadkach. Tylko czekać, aż któryś, z tych pajaców, zwących się dziennikarzami, a nie potrafiący poprawnie używać długopisu, dopadł by go i zadał kilka niewygodnych pytań. Do tego nie można było dopuścić. Po drugie zaczął zastanawiać się, kto mógł skorzystać na tym, że firma stoi w kiepskiej kondycji.

Ha, takich było by wielu, od połowy kadry zarządzającej, przez konkurencję, choć ci raczej by działali innymi metodami. Znowu złapał się na tym, że odruchowo dzieli ludzi na “tych” i na “my”, a właściwie na “ja”, bo w końcu o ile wiedział, to drugiego takiego jak on, nie było na tej planecie. Nie to aby miał pewność, bo sam potrafił się doskonale maskować.

Drugą stroną afery, było to, że będzie miał okazję rozruszać stare umiejętności. Ostatnio używał ich tylko do zabawy, więc można by rzez, że zgnuśniał, choć jeśli to na prawdę nie ktoś próbujący wykończyć jego firmę, a zbieg okoliczności, to pewnie odzyska formę w oka mgnieniu.

Pora na decyzje. Po pierwsze informacje. Odszedł od okna w swoim gabinecie i powiedział w przestrzeń.
- Hi galaxy. Call Mike Hanning - na biurku rozświetlił Galaxy Note2 na którego ekranie po chwili pojawiły się słowa wypowiedziane przez Tomasa, a po sekundzie kiedy smartfon rozpoznał funkcję ekran połączenia z asystentem biznesmena, w rzeczywistości adresat rozmowy nazywał się Jim Garwin i nigdy nie był, w pobliżu firmy Tomasa. Był natomiast doskonałym organizatorem i kimś komu w pewien sposób można było zaufać. Większość nadchodzącej rozmowy miała być na potrzeby ewentualnego podsłuchu, dlatego wybierając połączenie użył imienia i nazwiska prawdziwego asystenta, z tym, że w odwrotnej kolejności. prawdziwy Mike dostanie tylko część rozkazów już od Jima.
- Jestem- rozległ się głos z właściwie wszystkich kierunków. Cichy, ale doskonale słyszalny.
- Mike, znajdź mi wszelkie informacje o tych wypadkach, niedaleko fabryki. Wszystko, co masz już podeślij, a potem zajmij się zbieraniem dokładnych informacji, przekup jakichś gliniarzy, albo kogoś w ich administracji, byle dostać dokładne dane. Potrzebuję też informacji czy ktoś z naszego zarządu nie bawi się w podkopywanie firmy, z tym nie musisz się spieszyć, ale zrób to tak, aby było jasne, że to sprawdzasz. Niech nie mają wątpliwości, że zamierzam dojść do tego kto za tym stoi, a wtedy dobiorę mu się do dupy. Z drugiej strony, podkreśl też jeśli ktoś spyta, że dopóki są niewinni mają moje pełne zaufanie. Zrozumiałeś? W między czasie wzmocnij ochronę naszych obiektów. Mają mieć broń i patrolować obiekty 24h na dobę. Ustal z firmą ochroniarską znak rozpoznawczy ten co zwykle, bo zamierzam wysłać do tej sprawy moich ludzi, a nie chcę, aby przypadkiem zabili jakiegoś niewinnego ochroniarza. - To był niemal żart, ale Jim wiedział co to znaczy, hasłem było “La revolution” a odzewem “Przydała by się kolejna”. Był to żart, którego Jim nie nie rozumiał, ale nigdy nie pytał, może domyślał się, że jego szef wie o czymś o czym inni nie wiedzą, ale nie pytał, co było w pewien sposób uczciwe. - Zrozumiałe? -
- Tak. - i to był koniec. Jim wiedział jak chronić siebie i innych, a Tomas potrafił to doceniać.



Teraz pora na akcję bezpośrednią. Ruszył do wyjścia zabierając z biurka telefon i dokumenty. Sekretarce w głównym holu powiedział uprzejmie do widzenia i, że już dziś nie wraca. Wsiadł do samochodu, który kompletnie do niego nie pasował, ale był zarazem kwintesencją jego osoby. Niewielki wiśniowy Fiat 500 Abarth, mały zwinny, o diabelnie dużych osiągach. Włosi od kilku lat podbijają amerykański rynek, próbując wciskać małe ekonomiczne samochody, a że amerykanie należą do głupców, pozwalających sobą manipulować to Fiat odnosi coraz większe sukcesy. Ostatnie przejęcie Chryslera i kopiowanie jego modeli najlepiej o tym świadczy. Nie zmienia to jednak faktu, że Abarth 500 to bardzo dobry samochód, zwłaszcza do poruszania się po mieście.



Wyjeżdżając parkingu, pomachał do ochroniarza stojącego obok szlabanu, i po chwili zniknął w tłumie innych samochodów. Po pierwsze musiał zmienić ciuchy, i zabrać broń. Z tym nie było większych problemów, bo wystarczył pojechać do domu.


W drodze obmyślił plan, najlepszym pomysłem będzie porozumienie się na początek z Don Karlem, a potem się zobaczy. Wrócił do domu, przebrał się w wygodne spodnie, szarą koszulę i lekką marynarkę. pod pachy założył uprząż, a do niej wsadził dwie beretty 92A2, w miarę uniwersalne pistolety, łączące siłę i rozmiary. Schował też w łydkach swoje laserowe miecze, bo nigdy nie wiadomo.


Tak przygotowany stanął przed lustrem i przyjrzał się swojemu odbiciu, które zaczęło puchnąć i zmieniać kształt, aby po sekundzie wyglądać, na góra 25letniego białego faceta. Lekko opalony, gładka twarz, i krótkie blond włosy, sugerowały świeżaka po lub na koniec studiów. Najwyraźniej zadowolony z efektu, zabrał telefon i ruszył w stronę. garażu, aby udać się do Dona.


Plan był prosty, pozdrowić bossa narkotykowego od wspólnego znajomego, czyli siebie, ale we wcieleniu, które znał Karlo, a potem to już się zobaczy.

Siedziba Don Karlo mieściła się w południowej części miasta. Nie dało się ustalić jego stałej miejscówki bo starał się ją regularnie zmieniać. Normalnie na pytanie o niego jakiś nieznajomy dostał by przez łeb albo odrazu skończył w piachu. Jednak z racji, że powołałeś się na “siebie” Karlo postanowił Cie przyjąć. Jego ludzie podjechali po Ciebie na uliczkę gdzie ustaliliście kontakt. Nie zaskoczyło Cię to bo tak zwykle odbywały się wasze spotkania. Potem kaptur na głowę i jazda do bossa. Kaptur zdjęli Ci dopiero przed drzwiami, zaliczyłeś więc parę potknięć na schodach prowadzących na odpowiednie piętro. Zapach i trzeszczenie desek dały Ci do zrozumienia, że to jak zwykle jakaś stara rudera. Karlo rzadko chował się w luksusowych willach. Domyślałeś się jednak już wcześniej, że to tylko miejscówki na spotkania, a nie jego stałe miejsca pobytu. Jego “biura” do pracy. Po zabraniu kaptura Twoje podejrzenia się potwierdziły. Było to małe zagrzybiałe mieszkanko. Przez okno zobaczyłeś jakiś stary, rozlatujący się blok. Kojarzyłeś tą dzielnicę, chociaż i tak byś tu nie trafił, bo tam każdy blok wyglądał podobnie. Don Karlo siedział na dziurawej kanapie, razem z dwoma kolesiami. Na stole leżała spora ilość paczek z jasną dla Ciebie zawartością. W okół Ciebie w rogach pokoju stało jeszcze trzech kolesi z wyciągniętymi giwerami.

-A więc czego Pan Livskey potrzebuje tym razem? Pamiętaj, że cena za informację jest taka jak zwykle. 10.000 w nieznaczonych banknotach. Jednak najpierw chętnie wysłucham pytania, żeby ustalić czy tak niska zapłata wystarczy.-

Don Karlo faktycznie zawsze żądał podobnej zapłaty, jednak da się z nim dogadać, dając w zamian różne inne przysługi. Wyciągnięci kogoś z paki, krycie jego ludzi w sądzie albo znalezienie nowych klientów. Zawsze było coś co mogło obniżyć cenę,.


- Cóż, pytanie jest dość ogólne, Pan Livskey chciałby wiedzieć, co dzieje się koło jego zakładu? Wszelkie dane o ludziach, organizacjach, albo zleceniodawcach będą w cenie. -


Don Karlo zmierzył Cie wzrokiem, jakby pytanie zdało mu się zdeczko głupie. - --Nie pilnuje okolic waszej firmy 24 na dobę, więc nie bardzo mam jak Ci teraz odpowiedzieć na to pytanie. Wróć za tydzień z walizką a ja spróbuję się czegoś do tego czasu dowiedzieć. Prosty dil. Coś jeszcze czy moi ludzie mają Cie już odwieźć? -

- Może źle się wyraziłem, uznając za oczywiste, że chodzi o ostatnie morderstwa. Doprecyzowując pan Livskey chciałby wiedzieć czy to przypadki, czy konkretne działanie, czy wymierzone w niego to już nieistotne. Wszelkie inne informacje związane z tymi wydarzeniami także będą w cenie. -
 

Ostatnio edytowane przez deMaus : 10-12-2012 o 11:27. Powód: dodanie kursywy
deMaus jest offline  
Stary 10-12-2012, 11:24   #3
 
ElaOP's Avatar
 
Wilhelmina rozejrzała się spokojnie po swoim mieszkaniu. Sprawdziła sprzęt i rzeczy które miała do dyspozycji. Wszystko było przygotowane na dobrze parę tygodni z góry. Cieszyła się, że będzie mogła skupić się na misji zamiast łazić codziennie po bułki do sklepu.

Niestety zadanie na pewno nie było proste. Zero informacji z bazy, mało czasu do przygotowania, nikogo do pomocy i sama nawet do końca nie wie o co w tej całej sprawie może chodzić. W takiej sytuacji ciężko nawet zdecydować od czego zacząć. Zerknęła jeszcze raz na akta które dostała od Szefa. Pozakreślała w nich kilka z nielicznych linijek tekstu, spakowała rzeczy, po czym ruszyła w drogę.

Wpakowała się do swojego rządowego auta. Lubiła swojego Jeepa Cherokee. Szybki, wytrzymały, terenowy wóz. W sam raz do poruszania się po mieście i szybszych akcji.

[media] http://upload.wikimedia.org/wikipedi...--_NHTSA_2.jpg[/media]

Przemierzając miasto i kierując się gpsem starała się znaleźć różne miejsca, w których mogła by odnaleźć jakieś nietypowe ślady.

-„Nietypowa sprawa, nietypowe ślady, musze sprawdzić każdy zaułek” – pomyślała.-„Szkoda tylko, że nie wiem czego dokładnie mam szukać. Mam ograniczone tropy, a moją jedyną poszlaką i punktem zaczepienia jest nierzetelnie sporządzony raport”.
 
ElaOP jest offline  
Stary 11-12-2012, 00:19   #4
 
JPCannon's Avatar
 
Wilhelmina Jones

Jeżdżąc po mieście na pierwszy rzut oka nie zauważyłaś niczego nadzwyczajnego. Po ulicach fakt faktem kręciło się trochę typów z pod ciemnej gwiazdy, jednak nie było sensu teraz przepytywać co drugiego przechodnia. Jeżdżąc w kółko po okolicy, zauważyłaś pewien stały element. W zależności od rejonu na budynkach, chodnikach, czy latarniach pojawiały się oznaczenia, jak się domyślałaś, lokalnych gangów. Nazwy były przeróżne i nic szczególnego Ci nie mówiły. Rozbawił Cię za to widok ulic oznaczonych logiem batmana. Wyglądało to jak dzielnice fanów filmu o mrocznym rycerzu.

Poruszałaś się po mieście jeszcze jakiś czas. Już miałaś wracać gdy naglę coś dziwnego zaczęło dziać się z i wokół Twojego auta. Stacja radiowa zmieniła się na pasmo 66.7. GPS odmówił posłuszeństwa pokazując jakieś losowe lokacje. Nagle zdałaś sobie sprawę, że sama w sumie nie wiesz do końca gdzie dojechałaś. Zauważyłaś jednak coś szczególnego. Oznaczenia gangów były tutaj bardzo wyraźne i widoczne. Panująca tu grupa na pewno nie miała zamiaru kryć się ze swoją działalnością.

[media] http://img829.imageshack.us/img829/5505/59341613.jpg[/media]

Logo wydawało się poruszać, jakby ogień w grafitti zaczynał ożywać. Przetarłaś mocno oczy, będąc pewna, że masz omamy ze zmęczenia. Z lekkiego letargu wyrwał Cię naglę szczęk Twojego radia, z którego chwilę później zaczął wydobywać się głos jak z policyjnego radia.

-…Bzzzd…wóz 254 do bazy, baza zgłoś się, proszę o wsparcie. Mam tutaj magazyn pełen trupów. Przyślijcie wsparcie..bzzzd…nie wiemy czy zabójcy nie ma gdzieś w pobliżu, przyślijcie wsparcie jak najszybciej…bzzzd.

-..Bzzzd..tu baza, 254 zgłoście się, gdzie mamy przysłać ludzi, podajcie swoje namiary. 254 słyszysz mnie? Odezwijcie się.

-…zgłaszam się baza, jesteśmy…-W tym momencie głos się urwał a zamiast tego z radia rozległ się głośny krzyk-W PIEKLEE!!! JESTEŚMY W PIEKLE, POMÓŻCIE NAM, POMOCY RATUJCIE!!!AAAAAA…

Wrzask był tak głośny, aż podskoczyłaś w fotelu auta próbując szybko wyłączyć odbiornik. Niestety urządzenie nie reagowała. Gdy spojrzałaś na drogę przed sobą, na jej środku stała jakaś młoda dziewczyna. Nagle na Twojej przedniej szybie pojawiła się jej twarz.

[media] http://24.media.tumblr.com/tumblr_mc...xr3so1_500.jpg[/media]

Przerażona wcisnęłaś mocno hamulec, zatrzymując samochód z piskiem opon. Serce biło w Twojej piersi jak oszalałe. Dziewczyna zniknęła. Z radia znów zaczął wydobywać się głos.

-…Bzzzd.. baza jesteśmy na Develop Street 24…Są tu stare magazyny, masa w nich zwłok…przyślijcie kogoś szybko.

Twój GPS nagle zaczął wskazywać adres podany w radiu. Z podanej lokalizacji wynikało, że było to ledwo parę ulic od Ciebie. Kiedy tam dojechałaś wokół miejsca zdarzenia stało już kilka radiowozów i dwie karetki. Wysiadłaś by podejść bliżej. Szybko Cię zatrzymano przy żółtej policyjnej taśmie. Znałaś procedury i sposób postępowania w takiej sytuacji. Pokazałaś swoją legitymację i poprosiłaś o rozmowę z przełożonym. Policjant nie wiedział do końca o co chodzi, jednak Twoje papiery widać zrobiły na nim wrażenie, bo z miejsca Cię wpuścił i zaprowadził do swojego przełożonego.

-Witam nazywam się Drake Galvani i dowodzę tą akcją. Z tego co mi powiedziano ma Pani spore plecy u wyżej postawionych. Domyślam się, że chciała by Pani teraz usłyszeć wszystkie fakty, na temat tego co tu zaszło. Nie mogę jednak o tym tutaj gadać przy wszystkich. Proszę pojechać za mną na komisariat, tam odpowiem na Pani pytania.

Kiedy dotarliście na miejsce, policjant z marszu zaprowadził Cię do swojego gabinetu. Zachowywał się jakby wyraźnie miał masę innych spraw na głowię.

-Nie mam dużo czasu więc załatwmy to szybko. Czekałem aż w końcu ktoś z większą jurysdykcją się u nas zjawi. Sam już nie wiem co z tym wszystkim robić. W magazynach znaleziono poćwiartowane ciała. Na każdym fragmencie wypalono numer 667. Nie wiem co to za świry, czy to gang, czy jeden maniak. Ostatnio dzieją się tu chore akcję, nad którymi przestaliśmy już chyba całkiem panować. Każdego dnia dostajemy kolejne zgłoszenia o znalezionych zwłokach. Odpowiem na wszystkie pytania, tylko niech Pani zrobi coś z tym całych szajsem, bo to zaczyna przypominać jakąś pieprzoną rzeźnie. Niech Pani mówi, czego Pani potrzeba.
 
__________________
"Miłość której najbardziej potrzebujesz to Twoja własna do siebie samego"

Ostatnio edytowane przez JPCannon : 11-12-2012 o 00:29. Powód: literówki
JPCannon jest offline  
Stary 11-12-2012, 19:31   #5
 
ElaOP's Avatar
 
Kierując się standardową procedurą Wilhelmina zaczęła zadawać pytania o najważniejsze dowody w sprawię.

-Gdzie występowało największe nasilenie tych wszystkich zdarzeń? Czy macie jakiś podejrzanych? Czy coś łączyło wszystkie te morderstwa? Czy coś łączyło ofiary?

Policjant wysłuchał spokojnie wszystkich pytań. Chwilę po tym otworzył stalową szafkę za swoimi plecami i wyciągnął z niej sporą kupkę akt.

-Tutaj jest większość spraw związanych z tym mordem w magazynie. Związanych przede wszystkim oznaczeniem na ciele numerem 667. Poza tym nie widać w tym żadnego sensownego schematu. Ofiary giną w przeróżny sposób. Nie znają się, pochodzą z różnych rejonów miasta, czasem są nawet turystami. Wszystkie te sprawy są rozrzucone po całym mieście. Nie widzę w nich żadnego wspólnego sensu. Jak dla mnie to robota jakiegoś porypanego gangu. Nawet w szkołach, dzieciaki mażą ich znaki na ścianach markerami. Nikt jednak niestety nie jest w stanie powiedzieć która dzielnica dokładnie do nich należy. Kto nimi dowodzi lub jakimi zasadami się kierują. Zazwyczaj odpowiadają tylko, że ich gang jest wszędzie, robi to co im podpowiada dusza i, że dowodzi nimi sam diabeł. Stos bredni i tyle.

Willy z doświadczenia wiedziała, że ludzie nigdy nie mówią sobie wszystkiego. Nawet jeśli są pewni, że podali już wszelkie istotne informację, to dopiero po użyciu jej zdolności, wszystkie dowody wychodzą na światło dzienne. Dziewczyna skupiła się przez chwilę i spojrzała głęboko w oczy gliniarza.

-Czy jest Pan pewien, że nic więcej nie może mi Pan w tej sprawie powiedzieć?
Zadając pytanie nasłuchiwała dokładnie, echa odbitego pytania, wracającego do jej umysłu wraz ze zdobytymi informacjami.
 
ElaOP jest offline  
Stary 11-12-2012, 19:35   #6
 
JPCannon's Avatar
 
Policjant zastanowił się przez chwilę, jednak gest jaki wykonał po chwili ramionami mówił jasno, że nic więcej nie przychodzi mu do głowy.

Echo jego myśli mówiło trochę więcej niż on sam. Wilhelmina umiała dobrze używać swojego daru, niestety często podczas takiej czynności, w istotne informację zaplątują się inne myśli które aktualnie trapią umysł skanowanej osoby.
W pierwszej kolejności ujrzałaś obraz kłócących się osób. Był to przepytywany policjant i jak wnioskowałaś jego żona. W rogu pokoju za ramą drzwi, zauważyłaś twarz małego chłopca. Wyraźnie coś go smuciło, zapewne kłótnia rodziców. Policjant zdawał się być pod wpływem alkoholu bo jego słowa brzmiały mocno bełkotliwie.

-I co ty stara prukwo, może od razu zabierzesz mi wszystko? Gździsz się z jakimiś palantami w tym swoim biurze, kiedy ja zasuwam na ulicy byśmy byli bezpieczni co? No co tak stoisz odpowiadaj!

-Gówno robisz a nie dbasz o nasze bezpieczeństwo! Gdyby tak Ci na nim zależało już dawno byś z nami wyjechał z tego przeklętego miasta!

Kłótnia mogła być jeszcze długa, ty jednak nie miałaś ochoty tego słuchać. Życie było parszywe i nie raz widziałaś już sfrustrowane rodziny policjantów. Nie miałaś ochoty po raz kolejny tego oglądać.

Chwilę później myśli stały się spokojniejsze, a w Twoim umyśle ukształtował się obraz patrolu na ulicy. Widok był z radiowozu, a chwilę później z podwórka.

-Stać policja!-Krzyczał męski głos, prawdopodobnie Galvina.-Ręce do góry i pod ścianę!

Krzyczał tak do grupki chłopaków, wywalających śmietniki na ulicy. Za nimi dało się widzieć innego chłopaka który został wcześniej najwidoczniej zlinczowany przez grupę. Po chwili jeden z chłopaków zaczął iść w stronę policjanta. Nie reagował na polecenia. Podchodził tylko bliżej i bliżej. W pewnym momencie wyciągnął rękę, a policjant opuścił broń. Dłoń chłopaka zaczęła pokrywać się żywymi płomieniami, tak samo jak jego oczy. Chwilę później odezwał się do patrolowców.

[media]http://i336.photobucket.com/albums/n357/DisturbedIsMe/Fire_Eye.png[/media]

-A teraz wypieprzajcie stąd wy żałosne namiastki stróżów prawa. Nie widzieliście nas tutaj, ani nic nie słyszeliście. Nie przyjeżdżajcie tu więcej jeśli nie chcecie mieć do czynienia z 667.

Minął krótki moment, a policjanci złożyli broń w kaburach i wrócili do auta. W tym momencie myśl się urwała. Znałaś podobne sztuczki. Galvin zapewne nie pamiętał nawet tego zdarzenia. Musiał być to zdolny mastermind. Czyszczenie umysłu wymagało nie lada umiejętności.

Wiedziałaś teraz na pewno jedno. Od gliniarzy niczego się nie dowiesz, jeśli ktoś czyści ich myśli, lub nimi steruje. Miałaś jednak przeczucie, że jeśli dorwiesz któregoś z tych gangsterów z tej całej grupy 667, to wyrwiesz sporo wartościowych informacji bezpośrednio z ich głów.
 
__________________
"Miłość której najbardziej potrzebujesz to Twoja własna do siebie samego"

Ostatnio edytowane przez JPCannon : 11-12-2012 o 19:39. Powód: obrazek
JPCannon jest offline  
Stary 11-12-2012, 19:44   #7
 
deMaus's Avatar
 
To by kończyło sprawę latynosów i ich przydatności, przynajmniej na tydzień. Pora na Marko Polo, uznałem, że u niego najlepiej pojawić się jako miły ukraińsko-rosyjski przedsiębiorca, niech będzie Dragomir Volkov. Dobry garnitur i złoty łańcuch też będzie pasował do charakterku.



Marko Polo poza Tobą był jednym z największych inwestorów w St. Louis. Nie raz Ci bruździł, ale bywał też przydatny. Wiadomo kiedy w okolicy dwóch monopolistów pojawia się trzecia firma, to zaczyna panować zasada, wróg mojego wroga jest moim przyjacielem. Tak też było i tym razem. Podjechałeś pod kikudziesięciopiętrowy wierzowiec Twojego konkurenta. Czas spędzony w windzie umiliła Ci silnie irytująca melodyjka. Słyszałeś ją już masę razy, kiedy bywałeś tu wcześniej w różnych formach. Sekretarka Pana Polo nie była na początku zbyt chętna do wpuszczenia Cię do środka. Podanie jednak nazwiska Twojego szefa, szybko otworzyło Ci drzwi do gabinetu.

Marko jak zwykle “ciężko” pracował. Była to jedna z cech która wyraźnie was ze sobą łączyła. Aktualnie ten, wysoki, krótko obstrzyżony blondyn, odziany w drogi garniak, pochylał się z kijem do minigolfa nad swoim biurowym torem. Zdawało się, że nie zauważył kiedy wszedłeś. Jak zwykle okazało się jednak, że zwyczajnie nie miał akurat ochoty odwracać się do Ciebie i przerywać swojej gry.

-Czego tym razem chce ten zarozumialec Livskey? Znowu nie potrafi sobie poradzić z jakąś płotką? - Zaczął blondyn, uderzając w golfową piłeczkę i umieszczając ją odrazu prosto w dołku.

Chwilę po tym odwrócił się i zmierzył Cię wzrokiem.
-Chyba Tomas coś ostatnio cienko przędzie, skoro przysyła do mnie jakiś żałosnych pachołków na posyłki. To jak, czego chce ta biurowa pokraka? Minuta mojego czasu kosztuje majątek, więc radzę CI się streszczać.

- Panije Marko, nie budzmy pochopne. Livsky polecił mi vas jako fachowca, a nie zasdrosnika. Ja mam ineteres, wy mozu macie informacjiu. Ja usune z waszych dzielnic 667, a wy mi nie zaplacicie. Łot mam interesa, aby się pozbyć skórwieli. To jak panie Marko zrobimy interesa. Livsky mówil, że wam szkodzo tak jak i jemu, a mozu bardziej. -

- Ślicznie, teraz widzę Livsky najmuje nawet zagranicznych do załatwiania swoich spraw. Naprawdę musi mu brakować pieniędzy. Wiesz, że napewno zapłacił bym Ci kilka razy więcej niż on? Nie wiesz jeszcze widzę dla kogo opłaca się pracować w tym mieście. Nie winię Cie jednak, każdy kiedyś musiał zaczynać. - Polo zrobił krótką pauzę w swojej wypowiedzi jakby się zastanawiał. Chwilę potem kontynuował

-Jednak Tomas ma też trochę racji, czasem się trafi ślepej kurze, nie przeczę. Fakt, że i moim interesom trochę szkodzi ta cała grupa szczeniaków. 667? Matko kto wymyśla sobie taką durną nazwę. Jak narazie moja ochrona dobrze sobie z nimi radzi, jednak wiadomo, że jeśli zdobędą zbyt duże wpływy, to będzie też i mój problem. Jakiś szczególnych informacji niestety nie mam. Gdybym wiedział kto dowodzi tą grupą przydupasów, to już dawno bym to załatwił i poziom przestępczości w mieście szybko by spadł. Jeśli tak bardzo chcesz się czegoś dowiedzieć, radzę pytać konkurencję tych dzieciaków. Wrogi gang, napewno dobrze zna swoich przeciwników i ma o nich pełnię informacji. To wszystko co aktualnie wiem.
Polo wrócił do gry nie czekając na jakąś odpowiedź.

- Tja, zatem, zapoznam sie Dark Najtem. Informować pana o postępach, czy tylko o wynik. Bo zawsze to milo znac sie djobrze z przyszlą konkurencja. Widzi pan, panie Marko ja nie pracuju dla Livskiego. On mój kamrat, ale nie konkurent, ja działam dla innych ludzi. Oni chcą tu robic biznes, ale kazali posprzątac 667. Oni mogu sie odwdzięczac za pomoc, a Livsky o tym wie. Ja mam urobic kontakty z waznymi. Pan chce byc w kontakcie, czy woli spasovac? -

-Taaa...zostaw wizytówkę u mojej sekretarki. Możesz dać znać jak będzie po sprawie, tylko nie zawracaj mi głowy pierdołami-Skwitował krótko, machając do Ciebie ręką nad głową jakby odganiał natrętną muchę, po czym uderzył w kolejną piłeczkę golfową.
 

Ostatnio edytowane przez deMaus : 11-12-2012 o 22:14.
deMaus jest offline  
Stary 13-12-2012, 13:11   #8
 
JPCannon's Avatar
 
Po spotkaniu z Marko Polo, postanowiłeś odwiedzić swój trzeci najpewniejszy kontakt. Dark Knight nie należał do typowych gangsterów, których dawałeś radę zastraszyć lub poradzić sobie z nimi w inny sposób. Widok jak boss jednego z największych gangów w Saint Louis wgina metalowe pręty, potrafił dać nieźle do myślenia. Podobno kiedy raz go złapano i przymknięto, najzwyczajniej w świecie wyszedł z komisariatu przez pancerne drzwi i kraty. Wiedziałeś, że uzyskanie od niego informacji nie będzie takie proste bo Dark Knight mało przed kim czuł respekt. Wcześniej jednak pomagaliście sobie wzajemnie, czy to wtedy kiedy sam jeszcze należałeś do gorszych typów, czy wtedy kiedy pomagał Ci rozprawiać się z brużdżącymi w Twojej okolicy gangami. Jego pomoc mogła okazać się nieoceniona w sprawie 667. Wsiadłeś więc szybko do swojego auta i popędziłeś do ostatniej znanej Ci kryjówki bossa.

Robiło się już dosyć ciemno, jednak latarnie nie zdążyły się jeszcze uruchomić. Starałeś się jechać tak by nie zwracać na siebie zbytniej uwagi. Nie potrzeba CI było teraz jakiegoś głupiego mandatu, czy zatrzymania za brawurową jazdę. Kiedy dojechałeś do dzielnicy w której panował Dark Knight, ulica zrobiła się dosyć pusta. Wjeżdżając na którąś z kolejnych dróg, zauważyłeś, że jedziesz już całkiem sam. Chwilę potem zatrzymałeś się spokojnie na czerwonym świetle. Z Darkiem często spotykałeś się w nocy, więc byłeś świadom, że na pewno nie przyjedziesz za późno. Ktoś jednak wyraźnie zwrócił uwagę na Twoje auto. Nie należałeś do tchórzliwych osób, więc postanowiłeś sprawdzić jak potoczy się akcja, w razie czego i tak mogłeś wcisnąć gaz do dechy i odjechać z piskiem opon. Z zaułka w Twoją stronę wyszła trójka drabów i jakaś gotycka panienka. Laska miała kij, reszta szła z gołymi pięściami. Ten widok mógł tylko wywołać uśmiech na Twojej twarzy. Nawet czterech mięśniaków nie miało specjalnie większych szans przeciwko Twoim zdolnościom. Największy z nich wyszedł przed maskę samochodu. Podkręciłeś gaz dając kolesiowi do zrozumienia, że bliskie spotkanie z autem nie będzie dla niego najprzyjemniejsze. Reszta cwaniaków otoczyła wóz. Nagle ich przywódca podniósł do góry ręce.

-„I co będziesz walił w maskę jak tępy goryl?”-Pomyślałeś widząc idiotyczne zachowanie faceta.

Nagle ręce draba pokryły się żywymi płomieniami. Sekundę później wpakował je z ogromną siłą w maskę Twojego auta, uderzając w jego silnik. Warczenie auta szybko ustało. Widać kolesie nie mili zamiaru Ci odpuścić.

[media]http://img145.imageshack.us/img145/6217/ulica.jpg[/media]

(mechanika w komentarzach)
 
__________________
"Miłość której najbardziej potrzebujesz to Twoja własna do siebie samego"
JPCannon jest offline  
Stary 17-12-2012, 12:52   #9
 
deMaus's Avatar
 
Oszz skórwy... - przeszło przez myśl Tomasa, kiedy ręce olbrzyma zapłonęły, jednak nie czas teraz na rozważanie od jak dawna mutanci, albo tak zwani magowie pałętają się po ulicach robiąc jako chuligani.
Zgrabnym ruchem dobył dwóch berett schowanych pod kurtką, wyciągnął ręce przed siebie i strzelił do bossa. Pierwszy pocisk chybił, ale drugi wszedł dokładnie tam gdzie miał, w bark popaprańca. A teraz dywersja, jakby reszta też była niecodzienna, ta myśl wywołała uśmiech na jego twarzy. w następnej zniknął i pojawił się jakieś dwadzieścia pięć metrów za plecami bossa, trochę w cieniu.

Kula przeszła na wylot barku, najwidoczniej nie uszkadzając nic bardziej istotnego w środku. Przywódca grupy okazał się jednak nie lada twardzielem. Zachowywał się jakby nawet nie zauważył tego "ukłucia". Uderzając w silnik musiał odłupać jakiś jego fragment. Gdy się teleportowałeś wyjął z pod maski Twojego auta, ciężki kawałek metalu i cisnął nim w Twoją stronę. Miał niezły fart, bo Cię trafił. Odłamek silnika uderzył w Twoje ramie kiedy akurat chciałeś zwiać w inne miejsce. Nic chyba nie złamał, jednak ból sparaliżował Cie na tyle by przerwać wykonywany przez Ciebie manewr.

Tomas otrząsną się, po trafieniu kawałkiem chłodnicy, dostał w bark, ale wrodzone odruchy pozwoliły mu na połowiczy unik. Po raz kolejny trafił szefa bandytów, tym razem solidniej i zniknął teleportując się tak, aby utrzymać dystans.
Livsky nie tracił czasu na obelgi, czy wrzaski. Miał za duże doświadczenie, jeśli jego przeciwnicy nie zrezygnowali, po tym jak zaczął znikać i strzelać do nich z rożnych miejsc, to nie zrezygnują też przy próbie zastraszenia. Choć to sprawdzimy, jak już przyjdzie do walki wręcz.

Wielka góra mięcha dostała kolejnym pociskiem, tym razem dotkliwiej. Przywódca grupy osunął się lekko na samochód, nie tracił jednak nadal rezonu starając się dojść do siebie. Niestety ból z rany silnie paraliżował jego kolejne posunięcia i jedyne co zrobił to przesunął się kawałek po ziemi, starając się znaleźć jak najlepszą osłonę przed kolejnym ostrzałem. Po kolejnej teleportacji, żadne z grupy przeciwników nie mogło dojrzeć Twojego aktualnego położenia. Dla większego poczucia bezpieczeństwa skupili się przy swoim szefie. Z tego co zauważyłeś dwóch facetów dotąd uzbrojonych tylko w pięści wyjęło po pistolecie, czekając na Twój kolejny ruch. Najwidoczniej ich specjalne zdolności ograniczały się do tężyzny fizycznej, nie zaś do wybitnego sprytu czy spostrzegawczości.

Tomas, wyjrzał spokojnie z cienia, i uznał, że ogniowego ma chwilowo z głowy, pora zająć się płotkami, które pewnie i tak nic nie wiedzą. Ich szefa będzie można przynajmniej potem przepytać. Spokojnie wycelował, jako iż wyglądało na to, że przeciwnicy nie wiedzą gdzie się znajduje. Strzelił po jednej kuli w kobietę i blondyna. Usłyszał urywany wrzask, kobiety i zniknął, pojawiając się w innym miejscu.

Strzały w grupkę były naprawdę celne. Pankowa dziewczyna zarobiła kulkę w tętnicę udową, chwilę później osuwając się nieprzytomnie na asfalt pokryty sporą kałużą krwi. Blondyn nie miał wiele więcej szczęścia, chociaż jego cierpienie było znacznie krótsze. Czyste trafienie w głowę zapewniło mu natychmiastowy, wieczny odpoczynek.
Przywódca grupy i jego ostatni towarzysz patrzyli bezsilnie jak pozostali z ich grupy padają pod ostrzałem jak muchy. Cała walka przypominała jakiś pojedynek ze sniperami rozstawionymi po wszystkich dachach w okolicy. Brunet który się ostał, podszedł bliżej swojego szefa, bezradnie rozglądając się za ich nietypowym przeciwnikiem. W gruncie rzeczy jednak, gangsterzy wcale nie wydawali się być przerażeni całą sytuacją. Było to dość zaskakujące, biorąc pod uwagę jakie straty już ponieśli. Wielka góra mięcha w dość mocno zakrwawionym ubraniu zaczęła rozglądać się w poszukiwaniu celu. Był widać bardziej spostrzegawczy od reszty, bo dojrzał Cię pod ścianą sąsiedniego bloku. Próbował szybko chwycić za broń blondasa który skonał obok niego i wypruć w Ciebie magazynek. Niestety ból wciąż paraliżował jego ciało, jedyne więc co zdołał zrobić, to chwycić pistolet w dłoń.

Szef tych idiotów zaimponował Tomasowi, wszak byle chłystek nie mógł mieć dwa razy takiego szczęścia, aby znaleźć go po teleportacji. Musiały tu grać rolę umiejętności. Nie było jednak czasu na rozmyślania. Podniósł pistolety i wpakował po kulce brunetowi, oraz uzdolnionemu, ale pechowemu szefowi.

Brunet padł z kulką w czole, a szef dostał kolejny pocisk w korpus. Dla zasady Livskey teleportował się trochę za niego i podchodził, aby sprawdzić, czy nie musi dokończyć roboty. Kiedy się zbliżał powiedział.

- Hi galaxy. Call 911. - A kiedy z kieszeni odezwał się na głośnomówiącym głos kobiety dokończył lekko przerażonym głosem. -Pomocy, jechałem spokojnie Chicago street, kiedy jacyś bandyci, wypadli na drogę i zaczęli się strzelać. trzech chyba nie żyje, szybko. o kó...a, jeden tu idzie. pomóżcie mi. - po czym chowając pistolet z lewej ręki zakończył połączenie ignorując pytania z telefonu.

Gdy podszedłeś do szefa grupy wyglądał na nieprzytomnego. Po chwili jednak nie miało to już szczególnego znaczenia. Ciało bossa jak i jego towarzyszy zaczęły wyginać się w spazmach. Każde z nich otworzyło usta niczym w niemym bólu, a z ich wnętrza zaczął wydobywać się ogień. Zaraz potem to samo zaczęło dziać się z ich oczami.

Nie trudno było się domyślić, że nie będzie okazji z nimi już porozmawiać. Zanim odszedłeś od ciał, zauważyłeś coś jeszcze. Na nadgarstkach każdej z ofiar znajdował się znak 667. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego, w końcu każdy członek gangu w jakiś sposób to na sobie zaznaczał. Tym razem jednak nie było to takie zwyczajne. Zauważyłeś, że znaki na nadgarstkach gangsterów zaczęły powoli się wypalać i znikać, niczym spalana w ogniu karteczka. Gdy znaki zniknęły ich ciała również zaczęły się zmieniać. Wszystkie zdawały się wracać do swojej naturalnej formy, przeciętnego człowieka. Nawet przywódca grupy po całym tym dziwnym zdarzeniu był tylko zwłokami jakieś przeciętnego kolesia. Najwidoczniej coś co dotąd dawało im zwiększoną siłę i zdolności, opuściło właśnie ich ciała.

Livskey postanowił nie bawić się w bohatera i tym razem dać się wykazać policji. Rozejrzał się wokół, czy nie ma gapiów, albo kamer miejskich i zmienił swoja postać na szanowanego biznesmena. Przemieścił też swoje miecze do nadgarstków, które odpowiednio pogrubił, tak aby mógł z nich szybciej skorzystać. Pistolety jako, że nabyte drogą nielegalną, schował w brzuchu, tak jak i paski. Wydawał się przez to może grubszy, ale przeciętny gliniarz nie zobaczy różnicy.

Teraz podszedł do swoich ofiar, biednych głupców, którzy nie wiedzieli na co się porywają.
- Zacząłeś z lepszym i zginiesz. - podsumował, kiedy sprawdzał czy, któreś z nich żyje. Szukał dokumentów, i wskazówek, gdzie mogło ich spotkać takie coś. Nie martwił się o odciski, bo teraz wskazywały na to, że jest wężem. Zastanawiał się już wiele razy, jak ludzie radzą sobie bez jego zdolności. Po przeszukaniu kieszeni, wyjął telefon i cyknął trupom kilka fotek, zwłaszcza znakom. Podszedł też do samochodu, i wyjął kartę SD z rejestratora drogowego. Potem porówna sobie zakres zmian, przynajmniej u szefa. Teraz pozostało tylko przybrać przerażoną minę i czekać na policję. Wszak potrzebował odszkodowania za samochód.

O wersję dla policji nie musiał się martwić. Ot standardowa formułka, wybierał się do jakiegoś klubu, kiedy zaskoczyli go ci bandyci, czterech ostrzeliwało jakiegoś gościa, który szedł ulicą. I najwyraźniej czuł się pewnie. Potem ich pozabijał, podszedł do niego zapytał, czy nic mu nie jest, a potem odszedł.
Miał ponad 2 metry, może z 100kg, czarna kurtka i maska, z żółtym "X".
Jedno co go martwiło, to to, że teraz będzie mu trudniej skontaktować się z Dark Nightem.
 
deMaus jest offline  
Stary 17-12-2012, 14:54   #10
 
ElaOP's Avatar
 
Jones podsumowała w głowie zebrane przez siebie fakty. Nie uzyskała z byt wiele nowych informacji, ale przynajmniej miała już jakiś trop. Pytanie jakie ją teraz dręczyło, to gdzie zacząć. Skoro cały ten gang nie miał swojej dzielnicy, ani jasno oznaczonego terenu, nie wiadomo było gdzie konkretnie ich szukać. Poprzednio trafiła na ich ulice czysto przypadkiem. Zapis z GPSu też dawał bezsensowne odczyty.

Wilhelmina rozmyślała przez chwilę, otwierając swój umysł. Był to dla niej dobry sposób na koncentrację, jednak tym razem uzyskała coś więcej. Po paru chwilach „wyciszania się” jej myśli przeszyła głośna informacja, wydobywająca się z czyjegoś umysłu.

-„Niech to szlag! Znowu atak jakiś popapranych mutantów! Przez tych świrów łażących po mieście nawet durnej kawy nie mogę dopić.”

Willy odwróciła się odruchowo za siebie, rozglądając się w poszukiwaniu źródła owej myśli. Nie musiała długo wypatrywać by zauważyć ciskającego się przy biurku policjanta. Nerwowo zbierał z niego swoją kaburę i odznakę, odstawiając przy tym trzymany w ręku kubek. Jego wyraz twarzy mówił tak wiele, że nawet nie było sensu sondować jego głowy.

-„Jeżeli to atak któregoś z członków grupy 667 to może udało by mi się uzyskać od niego jakieś informację. Wolała bym jednak nie jechać na miejsce zdarzenia z zajadłym wrogiem mutantów. Jednak jeśli udało by mi się pojechać za nim, może znalazła bym na miejscu jakieś istotne ślady, nie ujawniając się przy tym za bardzo.”

Wilhelmina widząc jak policjant wychodzi, podziękowała Galvinowi za informację po czym wyszła z jego biura i skierowała się w stronę wyjścia. Wychodząc uważała by gliniarz wsiadł już do auta i spokojnie odjechał. Dopiero potem wsiadła do swojego samochodu i pojechała za nim. Nawet gdy gubiła jego trop, starała się na bieżąco utrzymywać z nim więź telepatyczną. Myśli związane z przemierzaną drogą naprowadzały ją z powrotem na ślad kierowcy. Nie miała w związku z tym problemu ze śledzeniem auta z odpowiedniego dystansu.
 
ElaOP jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 01:11.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168