Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 11-12-2012, 17:41   #1
 
Eyriashka's Avatar
 
[Komedia] Świąt nie będzie


Głowy ciążyły...
- Co? Co?! Co~?!- po metalowym wnętrzu rozniosło się echo, które wchodziło w tak wysokie rejestry, że tylko zwierzęca część towarzystwa mogła je dosłyszeć. Ba, chciała nawet na ten “zew” odpowiedzieć przeciągłym wyciem.
- Skończyłeś już z tymi zaimkami? - warknął w odpowiedzi mężczyzna odziany na czarno - Jak zwykle zniosło cię na ziemię. Przynajmniej tym razem to nie Wielka Brytania - stwierdził z niesmakem patrząc na otoczenia.
- Wypraszam sobie! - wysokie chłopię się obraziło otwierając klatkę Faradaya - Jak się czujecie? Słuchajcie, tak naprawdę to... - zaśmiał się sam do siebie - to zabawna historia i zarazem ogromna pomyłka. Powinienem być zuuupełnie gdzieś indziej - zaznaczył widnokrąg ruchem ramienia kończąc niemal półobrót po czym zakrzyknął - Lecz! Jestem tutaj! - klasnął jakby oczekując, że reszta zerwie się do aplauzu. Jego niższy towarzysz przewrócił oczami.
Może to wybitna gestykulacja wysokiego i brak intuicyjnego wyczuwania “przestrzeni osobistej”, a może po prostu to, że zachowywali się obaj jak stare dobre małżeństwo, ale nie trudno było się domyślić, że łączyło ich coś więcej.

- Poniekąd to dobrze, bo ktoś musi uratować święta, bo inaczej magia życzeń pryśnie i koniec. Puf! - zademonstrował obiema rękami owe ‘puf’ - Zła wiadomość jest taka, że na Antwoord 5.0 będą wściekli, że się spóźniliśmy - dłonie chudzielca które zdawały się żyć własnym życiem plasnęły o jego zaczerwienione polisie.
To było dość przytłaczający natłok informacji, tym bardziej, że nie wiedzieli o co chodzi i gdzie są. Jednak nawet ci najmniej spostrzegawczy mogli stwierdzić kilka faktów: byli na statku kosmicznym, a gospodarze nie wykazywali wrogich skłonności, mieli pewne informacje i ewidentnie się śpieszyli.
 
__________________
Life is a bitch. Sometimes I think it even might be a redhead with a bad case of short temper.

Ostatnio edytowane przez Eyriashka : 12-12-2012 o 00:13.
Eyriashka jest offline  
Stary 12-12-2012, 08:51   #2
 
Fiath's Avatar
 
Ciemnoskóra postać przeciągnęła się z ziewnięciem i wyszła na przód.
- Ja wiem że panowie zajęci, ale można w czymś pomóc? - spytał nieco zdziwiony całą sytuacją.
21.12.2012 miał być koniec świata. Wigilia ma miejsce 24 grudnia. Trzeba było zrobić ją wcześniej albo zrobić koniec świata później.
Faraona nieco zastanawiało kto jest odpowiedzialny za koniec świata. Niby majowie. Mógłby ograć ich w karty i zażądać nieco więcej czasu...a teraz bam! i jest na jakimś statku.
Jeżeli człowiek zapomina co miało miejsce to najprawdopodobniej doznał wstrząsu mózgu...
- Oh.. - zatrzymał się nagle. -Chomiczek! - przyklęknął obok małego stworka - Gryziesz? - spytał nie oczekując odpowiedzi od zwierzęcia i zaczął głaskać je palcem.
To w końcu zwykły mały futrzak, prawda?
 
Fiath jest offline  
Stary 12-12-2012, 09:39   #3
 
secutor's Avatar
 
- "sekutor" to idiota, "sekutor" to idiota, - i tak w kolko.
Normalnie jak by mu sie plyta zaciela. Znaczy sie kotu Sylvkowi.
Bo to bylo tak ze "secutor", ten co prowadzi postac Sylvka rozpowiadal o nim jakies brednie (podobno brednie, kto ich tam wie), no i Sylvek z zemsy tak zaczol na "secutora" spiewac.
Uslyszal to "secutor" i dawaj, zeslal go do sesji, jak do lagru, zeby ten swieta ratowal. Niby przypadkiem, niby magicznie, ale wszyscy co wiedza o co chodzi domyslaja sie ze to zemsta jak nic.
Przezorny Sylvek w dekiel bity jest, ale nie az tak mocno zeby sie niezabezpieczyc. Wzoil dwa granaty i czuje sie bezpiecznie, osoby z najblizszego otoczenia to co innego, ale poki nie wiedza, to jest o.k.
Tak czy siak znajdowal sie na statku kosmicznym i jak juz "narrator" wspomnial mieli uratowac swieta.
Swojego ptaka Sylvek niewidzial i wcale nie chodzilo oto ze byl maly i zolty i ze glowke mial nieproporcjonalna i nigdzie niepasowal jak tylko miedzy majtki go wlozyc, znaczy sie bajki.
Tylko poprostu kanarek Tweety zostal w WarnerBros w swiecie innej bajki.
No ale byl jakis szczor czy inny morswin z karabinem i o rzesz w morde kopane, biala mysz jakas.
- O rzez w morde kopane, - powiedzial Sylvek niewytrzymujac juz dlurzej - biala mysz jakas - stwierdzil wskazujac palcem na ow postac.
I mysz i rogacz mieli wielkie czerone nosy co nie umknelo spostrzegawczeosci Sylvka.
- Ale masz duzy czerwony kretynski nos, - zasmial sie Sylvek w glos z rogacza - O i tamten tez - wskazal na kolejna dziwna postac.
A balwan mial duza czerwona marchewke.
Byl jeszcze jakis inny ptak, ale na orla niewygladal, tak jak i cala ta druzyna, na orlow niewygladala.
Ptak byl nie lot. "Narrator secutor", przywolal kota do porzadku i ten nagle zaczol z innej beczki.
- Bo ja, bo ja, bo ja - jakajac sie cos probowal powiedziec, - bo ja tu przyszlem z takim zapytaniem..... znaczy sie z pytaniem..... zapytac sie chcialem... bo wiem..... znaczy sie niewiem czy moge.... ale jak juz zaczolem, to znaczy..... sie znaczy..... chcialem wiedziec.... jesli mozna wiedziec..... czy moge wiedziec..... czy moge sie zapytac sie..... zeby sie dowiedziec.... zeby wiedziec. No chodzi mi oto...... i o tamto..... ale bardziej o to.....oto ze...i o te, o te, o te i o tamte, swieta.... te swiete.... i nieswiete. Ale bardziej o te swieta.... O te swiete, swieta. No chodzi oto co dokladnie my tu robimy? Co mamy robic, jak ratowac? Niewiem, sie, czy Cie - Wskazal wkoncu na mikolaja.
Co mamy robic? - Powturzyl niewiadomo ktory raz i stanol z glupia mina robiac przeciagajaca sie w nieskonczonosc pauze.
Tak to jest ten moment w ktorym nastala taka dluga niezreczna cisza.
Napiecie roslo.
Sylvek ukrywal swoje zdenerwowanie.
Natrectwa pchaly sie do glowy z nawalem.
Zamrugal oczami dwa razy.
Ale napiecie wcale go nie minelo.
Dluga niezreczna cisza przeciagala sie.
Oczy lekko wyszly mu z orbit.
- Prrrrrrrrrrryyyyyyyyyyyyyyy!!!!!!!!! Pierdnol na caly regulator.
W taki oto sposob, chcac nie chcac, zasugerowal podswiadomie:
- "Wiecej czadu". - Brzmialo przeslanie. Tak to bylo to czego potrzeboja teraz najbardziej, jeszcze wiecej czadu.
Kto gluchy nieuslyszal.
Kto ma katar ten napewno niepoczuje.
Ale niech to diabli, szczypac w oczy bedzie wszystkich.
 
__________________
,,Ruchów na pozór jest wiele, ale tylko nieliczne są możliwe, a każdy kolejny zamyka drogę innym".

Ostatnio edytowane przez secutor : 12-12-2012 o 22:15.
secutor jest offline  
Stary 12-12-2012, 10:12   #4
 
Shooty's Avatar
 
Dyniogłowy rozejrzał się zaciekawiony po miejscu, w którym przebywał. I pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno temu po prostu szykował sobie odświętny strój wielkiego lizaka na Gwiazdkę. Życie jest piękne niespodzianek.

- Jasny gwint, stary, chyba mi się w dyńce pomieszało, bo coś dziwnie się dzisiaj świat ogląda! - mruknął Dyniogłowy do tułowia. Ten uprzejmie zdjął go na chwilę z otworu, po czym obrócił o 180 stopni i położył z powrotem. - Od razu lepiej! Mówiłem - zawsze patrz, czy mnie dobrze ustawiłeś! Hmm... Jakie ciekawe towarzystwo. Barwne i zróżnicowane rasowo, zaiste. Ale zaraz, co tu tak śmierdzi? A nieważne. Stary, czy nie za dużo gadam? Chyba tak, ale co ja na to mogę poradzić?

Nagle zauważył postać, którą dotąd widywał tylko w filmach.

- Patrz, patrz tam! O, kurka pieczona! Toż to Zębuszka!

Dyniogłowy podszedł do niewielkiej sylwetki lewitującej nad ziemią, po czym zdjął sobie dynię i postawił obok niej.

- Witaj, piękna! - zaczął głosem amanta. - Wypolerować ci skrzydełka?
 

Ostatnio edytowane przez Shooty : 12-12-2012 o 12:48.
Shooty jest offline  
Stary 12-12-2012, 10:29   #5
 
SWAT's Avatar
 
Wzrok zdeprawowanego i wyjętego spod prawa zabójcy, spoczał na zbliżającej się do sierści Rambo łapie. Łapie, zapewne chcącej go wygłaskać. Spojrzał na właściciela łapy, wzrokiem typu „Are you fucking kidding me?!”. Niestety, samo spojrzenie małych przekrwionych ślepek nie pomogło i łapsko się zbliżało nie ubłagane.
Kiedy kilka sekund dzieliło rękę faraona od jego futra, złapał go za palec i wykorzystując wiedzę z zakresu Krav Magi i innych sztuk walki przerzucił gościa przez ramię i założył pętlę z jego ręki na plecach i wyszeptał mu do ucha.
- Więcej, tego nie próbuj
Oczywiście puścił go i na swoich krótkich nóżkach, podreptał na krzesło pod ścianą na którym się rozsiadł wygodnie.
Szkoda że nie miał słonecznika. Uwielbiał słonecznik.
 
__________________
Po prostu być, iść tam gdzie masz iść.
Po prostu być, urzeczywistniać sny.
Po prostu być, żyć tak jak chcesz żyć.
Po prostu być, po prostu być.
SWAT jest offline  
Stary 12-12-2012, 12:36   #6
 
Rebirth's Avatar
 
Będąc wciąż w trakcie wymownej czynności ciągnięcia z gwinta (butelki oczywiście), wybałuszył oczy gdy zobaczył gdzie się znalazł. Opuścił dłoń trzymającą trunek i rozejrzał się dookoła. Im więcej widział, tym bardziej rozwierały się jego usta.
- O ja cię w mordę... - rzekł w końcu, chrząkając przy tym siarczyście. Pierwsze jego podejrzenie padło na płyn który przed chwilą spożywał. Zerknął ukradkiem na etykietę, a potem dla pewności powąchał - dwutlenek siarki "w normie", z lekką domieszką cytryny. Jeszcze raz przyjrzał się otoczeniu i potem znowu etykiecie. Kolejny i kolejny, raz po raz patrzył to na ekipę, to na trunek. Nie rozwiązując tej zagwozdki, zrobił niewyraźną minę i zakorkował alpagę.
- No to się porobiło... - skomentował swoją wizję, która najpewniej była efektem jakiegoś psychodelicznego delirium. A ostrzegali...
Uważnie wysłuchał tych gości w garniakach, w nadziei że za moment ktoś go wybudzi i skończy się na propozycji obalenia wspólnego alkoholu gdzieś w jakiejś ciemnej uliczce.
- Święta jego mać - burknął pod nosem, po czym już bardziej wyraźnie zakomunikował do wszystkich - Świąt ma nie być? Haha, znowu się pociąg wykoleił? A co mi do tego, ja codziennie mam święta, o - uniósł w górę butelkę niczym w geście toastu - Proponuję teraz olać tych nudziarzy i wypić za zdrowie... Miejmy nadzieję, że mają tu całodobowy, hehe!
 
__________________
Something is coming...
Rebirth jest offline  
Stary 12-12-2012, 19:39   #7
 
vena's Avatar
 
Smartass ponurym wzrokiem przebiegł po twarzach zgromadzonych. Strącił z zielonego kubraczka jakiś niewidoczny pyłek, poruszył spiczastymi uszami i mruknął do siebie zdegustowany.
- Co za beznadziejne towarzystwo. I ja mam z nimi wszystkimi współpracować. To się nie mieści w głowie! Mój nadzwyczajny mózg będzie miał kupę roboty, żeby tych dziwaków czegoś nauczyć i bezpiecznie poprowadzić ku Świętom.
Przyjrzał się przelotnie komputerom pokładowym.
- Hej! Ludzie i nieludzie! Jak zawsze muszę za wszystkich mysleć. Przecież jesteśmy w cholernym kosmosie! Musimy działać! Gdzieś tu napewno jest czerwony guzik! Trzeba go znaleźć! No wiecie, mówię o tym guziku, którego nigdy nie należy naciskać! Znajdźcie go i przynieście do mnie! Muszę go osobiście nacisnąć, żeby ta kupa złomu ruszyła na Ziemię! To jedyne wyjście i dobrze wiecie, że znowu mam rację! Ruszcie się! I trzepnijcie tego kota, żeby przestał się jąkać! I nie dotykajcie chomika! Niczego nie rozumie i pomyśli że chcecie go podrapać po brzuszku. Hej ty! Ty, co trzymasz tą butelkę! Zostaw trochę tego płynu. Będzie potrzebny do dezynfekcji mojego gardła. Nałykałem się za dużo kurzu a muszę przecież za was myśleć i mówić co macie robić. - podparł się pod boki i dodał na koniec pod nosem - Co za niedorobione nieuki...
 
__________________
Człowiek jest na tyle cywilizowany na ile potrafi zrozumieć kota.
vena jest offline  
Stary 12-12-2012, 20:01   #8
 
Carasell's Avatar
 
Obserwował wszytko z niezbyt przekonaną miną i splecionymi na klatce piersiowej rękoma. I jeszcze przykucnął na swojej zakręconej lasce - taki zdolny był. Przyglądał się każdemu z osobna, niezbyt długo, ale po kilka razy. Przy czternastej takiej rundzie stwierdził, że niektórym będzie można zwinąć kilka przydatnych w Przyszłości rzeczy, ale na razie dłużej nie wyrobi i musi stąd się zwijać. Nie dość, że wysłali go (wbrew woli!) po jakieś święta, to jeszcze wylał do Rzeczywistości [tak mieszkańcy Przyszłości nazywają świat, w którym dzieje się sesja] na pokładzie jakiegoś przeklętego kosmicznego statku! Szczęściem okazało się, że jego misja pokrywała się z celem tej zbieraniny dziwolągów. Nawet czarną podróbkę mikołaja mięli, no no..
- A tak w ogóle to czemu lecimy.. w ogóle, to gdzie my lecimy, co? Co za Antwoord 5.0?
Zeskoczył (bez telemarku, aż tak zdolny nie był) z laski i poszedł do elegancików. Obrócił w rękach kilka razy kijaszkiem i wskazał jego końćem na tego bardziej przestraszonego.
Do jego niewątpliwych talentów warto również dopisać umiejętność całkowitego zlewania na wszystko, czego nie da się.. pożyczyć albo co nie jest związane bezpośrednio z nim samym. Bohater Psuj, psia jego mać.
 
Carasell jest offline  
Stary 12-12-2012, 20:19   #9
 
Gob1in's Avatar
 
- Panowie mamy problem. - zakomunikował zgromadzonym. - Ekhem, panie też... eee... i gryzonie... i warzywa... - zaczynał gubić wątek - ... oraz pozostałe indywidua - wybrnął sprytnie, co podkreślił pełnym samozadowolenia wyszczerzem.
- Bliżej niezidentyfikowane coś lub ktoś porwało nas i przetrzymuje... eee... gdzieśtam. Wygląda na to, że mamy przechlapane. Jak stąd do Nowego Jorku. - O tak, przed oczami stanęła mu brama nowojorskiego zoo, w którym służbę pełnił jego własny brat bliźniak wraz z oddziałem. Kowalski, Szeregowy, Skipper, no i oczywiście - Rico. Co oni by zrobili w takiej sytuacji? Pewnie rozpirzyliby ten latający po kosmosie złom na tysiąc kawałków działem dezintegracyjnym (Rico, a jakżeby inaczej) i to dokładnie w jednej, jedynej chwili, gdy tenże znajdowałby się w oferującej największe szanse na przeżycie odległości od ukochanej Ziemi (Kowalski), co umożliwiłoby oddanie kontrolowanego skoku na spadochronie wyproszonym u przelatujących pelikanów (Szeregowy). A wszystko to pod komendą szefa (Skipper).
- Ehhh... - westchnął. Tamtej czwórki tutaj nie było, jak i innych przedstawicieli nadrzędnego gatunku ziemskiego, czyli pingwinowatych.
- Już mówiłem, że mamy przechlapane?

Spojrzał podejrzliwie na dziwaczną dwójkę. Zupełnie niepasowali do pozostałych. Musieli mieć coś wspólnego z ich uwięzieniem.
- Panowie - nie spuszczajcie tamtych z oka. - wskazał skrzydłem na wykazujących objawy szaleństwa humanoidów. - Oni tylko wydają się nieszkodliwi. Pamiętajcie o jednym - przyjaciel to wróg, który się jeszcze nie ujawnił... - niemal dotykając skrzydłem oczu i wskazując na podejrzanych wykonał gest, jaki podpatrzył w obejrzanym kiedyś filmie "Epoka lodowcowa". To był kawał dobrego kina, ja cię kręcę...

Przez chwilę zamilkł, obserwując zapasy dziwnego kolesia z futrzakiem. Wydawało się, że gryzoń był górą.
- O w mordę... - plasnął skrzydłem we wskazane miejsce - znaczy w dziób, ten tego - twarz... - to będzie wymagało naprawdę wiele wysiłku, żeby z tych degeneratów stworzyć Kosmiczny Zespół Szybkiego Reagowania Na Zagrożenie Terrorystyczne I Inne Groźby Dotyczące Świąt. W skrócie - KZSRNZTIIGDŚ. No dobra - nigdy nie był dobry w skrótach...
 
__________________
I used to be an adventurer like you, but then I took an arrow to the knee...

Ostatnio edytowane przez Gob1in : 14-12-2012 o 14:36. Powód: bold is beautiful :)
Gob1in jest offline  
Stary 12-12-2012, 21:21   #10
 
Irregular's Avatar
 
- Ssspadaj! Lepiej ssam ssse polruj swoje rzeczy - syknęła wymownie śnieżynka, odsuwając się od gadającej dyni. Na wypadek, gdyby tamten nie zrozumiał sugestii, skupiła się na wykryciu ewentualnej wilgoci w powietrzu - jeżeli jakaś jest, kosztem odrobiny H-dwa-O zrobi w kilka sekund elegancką śnieżkę, która wyląduje dokładnie w pozbawionym głowy kołnierzu. To znaczy w kilka sekund, o ile komuś nie przeszkadzają identyczne płatki śniegu, ale miała wrażenie, że nikt tutaj nie doceni dobrej roboty w rodzaju ,,każdy płatek inny". Zatem... błyskawiczna śnieżka i walnąć w Romea. Niech się, cholera, zaleca do kogoś innego.
Nagle do jej świadomości przedarł sie dziwny dialog tych dużych-chaotycznie mówiących.
- Jak to? Bez świąt? A kto, jak nie Mikłaj załtwi nam maszyny? Te cudeńka w rodzju Śnieżntora 2012, co rbią milion różnych płatków na śnieżnminutę? Coś z tym trzeba zrbić! - zawołała na cały głos, zwyczajem śnieżnych wróżek gubiąc niektóre samogłoski w dłuższych wyrazach.
Gdy mały chomik wściekł się na tego dużego-ciemnoskórego, spojrzała na niego z aprobatą. Lubiła takie akcje. Sama nieraz miała sporo kłopotów z tego powodu, że jest mała śliczna, ale nigdy, cholera, tak sobie świetnie nie radziła.
 
__________________
Mole książkowe są zagrożone. Chrońmy ich naturalne ostoje! (biblioteki!)

Wkurzyłam kogoś? Coś pomyliłam? Sorry, ale biblioholik na odwyku to jeden wielki kłębek nerwów. Wybaczcie.

Ostatnio edytowane przez Irregular : 12-12-2012 o 21:24. Powód: em... zapomniałam o boldach ;)
Irregular jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 23:59.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172