Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 11-02-2006, 00:17   #1
 
Escalla's Avatar
 
Reputacja: 440 Escalla ma wyłączoną reputację
[ sesja ] Gorejąca Kara ( Monastyr )

„Kara jest chora. Oznaki tego były widoczne już wiele lat temu, kiedy na zachód ruszały hufce rycerstwa, a kraj był potężny. Wtedy, w czasach krucjat, nie było odważniejszych wojaków od karyjskiego rycerstwa. Walczyła ona na wielu frontach, w każdym starciu broniąc Dominium. Nikt nie podważał znaczenia karyjskich wojaków, Papież zaś nie skąpił słów uznania i pochwały. Kara była symbolem siły Dominium i jego zbrojnym ramieniem, które dumnie i nieustępliwie napierało na niewiernych. Tymczasem nikt nie dostrzegał tego, co działo się wewnątrz państwa, tego jak fanatyzm zaślepił umysły, tego, jak władza Inkwizycji przerosła każdą inną, tego, jak wiarę w Jedynego poczęły coraz częściej zastępować puste słowa modlitwy.............."

Podróżujecie przez Karę już jakiś czas, ziemie te wydają wam się złe i przesączone Ciemnością. Tym bardziej teraz gdy podróżujcie samotnie. Tutejsze lasy są gęste, drzewa pokraczne i karłowate, mroźny, nawet w głębi lądu wiatr wieje prosto od morza. Wędrując przez Karę czujecie się bardzo nieswojo i mimo że wiele lat już żyjecie na tym świecie, odczuwacie irracjonalny strach, choć do końca nie wiecie, przed czym. Wydaje się wam, że w każdym cieniu cos się kryje, to miejsce naprawdę napawa was lekiem. Coś strasznego czai się w ciemności, poza zasięgiem wzroku. Nie można tego pojąć ani opisać. Nie ujrzysz w Karze gór czy wielkich jezior czy rwących rzek. Widać tylko gęste małe lasy z karłowatymi drzewkami mnóstwem krzewów, porozrzucane tu i ówdzie po całej półwyspie. Cała okolica i jest mała i jakby chora, albo jakby coś na niej pasożytowało. Zwierzęta są tu agresywne i dzikie, nieraz coś zaatakowało konia, na którym jedziesz.

Po kilku dniach podróży po tym wstrząsającym kraju docieracie wreszcie do stolicy. Mury są ciężkie grube projektowane i budowane z myślą o obronie miasta. Wzdłuż traktów stoją stare dumne strażnice postawione tu jeszcze za czasów Doriijskich. Zabudowa jest tu bardzo niska uwidoczniają to jeszcze dwie potężne budowle; Katedra Pokuty oraz siedziba Urzędu Inkwizycji. Gdy już znaleźliście się w Rdeście udajecie się w kierunku grzmiącej rzeki, gdzie znajduje się dom Starszego Inkwizytora Bonehearta, który was tutaj „zaprosił”. Po kilku godzinach szukania znajdujecie ceglany niepozorny dworek, który nie wygląda na siedzibę wielkiego Inkwizytora. W każdym pomieszczeniu w domu Bonehearta znajdują się różne zdobienia, które przypominają ludziom, że życie to próba a za każdy grzech czeka kara. Każdy obraz przestrzega przed grzechem gdzie nie spojrzysz tam słowa nawołujące do pokuty. Słabość ludzką piętnuje się tu na każdym kroku. Do środka wprowadza was służący do każdego mówiąc podobną formułkę;

- przykro mi pana domu nie ma, ale ma się tu zjawić w ciągu kilku dni zechcą panowie wejść i się rozgościć, a panów bagaże za ten czas zostaną przeniesione do panów pokoi.

Z tymi słowami służący oddala się zostawiając was w pokoju, który ma spełniać rolę salonu.



[user=1413, 1269 , 1420 , 1407 , 170 , 375 , 1055] Do Ezequiela C. de Aldare
Drogi przyjacielu byłeś mi pomocny przez wiele lat i teraz znów potrzebuje twej pomocy w walce z devirią. Jesteś nieocenionym pomocnikiem i na walce ze złem znasz się jak nikt inny.
To moja ostatnia prośba do Ciebie. Jestem już stary i resztę życia chce spędzić w pokoju na modlitwach. Proszę, więc abyś się zgłosił do pewnego inkwizytora- mojego bliskiego przyjaciela Bonehearta.
Mogę Ci obiecać, że gdy już zakończysz sprawy z nim Twoja przeszłość zostanie zapomniana dobre imię twojej rodziny odzyskane no i oczywiście zostanie ci zwrócona twoja rodowa posiadłość.
Nie będę Cię okłamywał sprawa jest trudna, lecz wierze, że sobie poradzisz tak jak zawsze to czyniłeś.
Udaj się więc jak najszybciej do Rdestu i odnajdz Bonehearta. Mieszka przy Grzmiącej Rzece.
Pozdrawiam
Gabriel [/user]

[user=1413, 1476 , 1420 , 1407 , 170 , 375 , 1055]Nicolasie le Cosse
Wiem, że od dawna szukasz przyczyny morderstwa na Twoim ojcu i to jeszcze z rozkazu samego papieża. Otóż jestem w stanie Ci pomóc jedyne, co musisz zrobić to udać się do Kary a dokładniej do Radestu nad Grzmiącą Rzekę i odnaleźć Inkwizytora Bonehearta on będzie mieć dla Ciebie zadanie. Gdy je wykonasz dostaniesz to, czego tak szukasz od wielu już lat. Od razu uprzedzam to będzie trudne zadanie gdyż deviria deliria, którą będziesz zmuszony walczyć jest naprawde potężna.
Pozdrawiam
Przyjaciel[/user]

[user=1413, 1447 , 1420 , 1407 , 170 , 375 , 1055]Bracie Albercie
Twoja chęć poznawania wiary jest godna podziwu, dlatego też wysyłamy Cię do Radestu do Inkwizytora Bonehearta on Ci pomoże w zdobyciu jeszcze większej wiedzy. Będzie miał on dla ciebie bardzo ważne zadanie, licze, że nie skompromitujesz naszego klasztoru i wypełnisz je jak najlepiej. Dobrej podróży i niech Jedyny czuwa nad Tobą.
Opat Zakonu Braci Mniejszych[/user]


[user=1413, 988 , 1420 , 1407 , 170 , 375 , 1055]Wilhelmie dor’Lichtenbergu
Wiem, co się przytrafiło twojej rodzinie i boleję nad tym, wiem także, że niejaki Vimesem nie został za tą paskudną zbrodnie ukarany. Mogę ci jednak obiecać pomoc w ukaraniu go, ale ty także musisz mi pomóc. Musisz się tylko udać do Radestu nad Grzmiącą Rzekę i odnaleźć Inkwizytora Bonehearta. Gdy wypełnisz zadanie, które ci powierzy ja pomogę pomścić ci Twoją rodzinę.
Pozdrawiam
Przyjaciel [/user]

[user=1413, 1251 , 1420 , 1407 , 170 , 375 , 1055]Czerwony Pułkowniku
Masz szanse odzyskać swoje dobre imię a także moje przebaczenie! Minęło już sporo czasu od chwili, gdy nasze drogi się rozeszły. Teraz daje Ci możliwość naprawienia błędów przeszłości. Musisz się tylko udać do Radest nad Grzmiącą Rzeką i odnaleźć Inkwizytora-, Bonehearta. On będzie miał dla Ciebie misje, jeśli uda ci się ją wypełnić Twoje zbrodnie zostaną zapomniane. Misja ta będzie niebezpieczna, ale mam szczerą nadzieje, że ci się powiedzie i zaznasz wreszcie spokoju.
Pozdrawiam
Bajadoz[/user]
 
Escalla jest offline  
Stary 11-02-2006, 11:04   #2
 
Bladowicz's Avatar
 
Reputacja: 430 Bladowicz ma wyłączoną reputację
Ezequiel Callas de Alldare

Pierwszą osobą, która przybyła tego dnia do posiadłości Pana Bonehearta, był niemłody już kawaler. Gdy służący otworzył drzwi ukazała mu się niewysoka postać w zakurzonym ubraniu podróżnym.
- Kawaler de Alldare do Pana Bonehearta - powiedział szybko, podczas gdy służący rzucał spojrzeniem, raz na zmęczonego wędrowca, a raz na sporych rozmiarów kufer.
- Pan wyjechał. Kazał jednak oczekiwać gości. Proszę za mną.
Poprowadził przybysza poprzez bogate jak na Radest wnętrza, które w każdym innym kraju uznano by za nad wyraz skromne, by nie powiedzieć ubogie. Jedynym elementem przepychu jaki można było dostrzec to ogromna ilość malowideł przedstawiających sceny religijne. Zdawały się one być jedynym źródłem ciepła w tym zimnym, kamiennym domostwie.
Gdy weszli do części domostwa, którą zajmowały pomieszczenia dla gości, treść obrazów zmieniła się. Tutaj każdy z obrazów przedstawiał pokutę. Biczownicy umartwiający swe ciała, byli nader częstym motywem na większej części obrazów.
Przewybywszy długi korytarz weszli do niewielkiej, skromnie urządzonej sypialni której jedynymi ozdobami były obraz przedstawiające, dla odmiany, cnoty ludzi pobożnych.
- Pan Boneheart przybędzie w ciągu tygodnia. Ta sypialnia przeznaczona jest dla Pana. Na końcu korytarza znajduje się salon, a jedne z drzwi tam się znajdujących prowadzą do biblioteczki, którą Pan Domu zechciał udostępnić swoim gościom na czas oczekiwania. Modlitwy odmawiamy wspólnie w przydomowej kapliczce o wschodzie i zachodzie słońca. Gdyby Pan czegoś potrzebował proszę powiadomić o tym kogoś z służby.
- Dobrze więc. Będę więc cierpliwie oczekiwał ojca Bonehearta. Gdyby przybył będę w salonie lub w bibliotece.
 
__________________
I'm a person just like you
But I've got better things to do
Bladowicz jest offline  
Stary 11-02-2006, 14:47   #3
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 174 Kutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie coś
Nicolas "Szrama" le Cosse
Promienie już trochę zduszonego przez porę słońca padały na dziedziniec, na którym prócz małego składziku i kilku służących stało "coś" niezwykłego. Służba wyglądała z niepokojem z okien, ludzie zatrzymywali się, spowalniali kroku by zobaczyć tego jakże dziwnego jeźdźca i jego demonicznego rumaka. Rumak ten był ewidentnie pochodzenia valdorskiego- był wielki, silny, jego skóra miała ciemny odcień fioletu, zaś z pyska wyrastały dwa rzędy małych różków- po dziesięć, o długości około 1-2 centymetrów. Ludzie różnie o nim mówili- raz, że to jaszczur wielki, innym razem że to dzieło demona samego, ba- niektórzy właśnie tak wyobrażali sobie mityczne smoki! Lecz dla jego jeźdźca był to poprostu Rahran, rumak otrzymany w nagrodę za schytanie groźnego heretyka, Hrabiego Felsse, założyciela Kultu Fałszywego Bóstwa.
Po chwili, gdy ludzie przyjżeli mu się, część wydała cichy jęk zaskoczenia, a część uciekła. To inkwizytor- lecz widać było jego zagraniczne pochodzenie- może był Cynazyjczykiem, może Kordyjczykiem? Widać to było po jego doskonałym, wysmakowanym stylu. Miał na sobie modny, ciemnozielony płasz z wyhaftowanym na nim srebrnym krzyżem, wysokie czarne buty o jazdy, spodnie według kroju Cynazyjskich mistrzów o kolorze bliskim granatu i niebieską koszulę- a na czubku jego głowy spoczywał kapelusz z dość szerokim rondem. Wyglądał na kogoś, kto ogromną uwagę zwracał na swój styl.
Po chwili wśród tłumu dało się słyszeć szepty, w których co chwilę padało słowo "szrama". Tak, twarz tego wysokiego, umięśnionego, szarookiego bruneta wyglądającego na około 40 lat pokrywała dość głęboka blizna, przecinająca pół jego twarzy. Lecz nie odejmowało mu to nic z jego niezwykłego uroku- wiele niewiast marzyło tylko o tym, by znaleźć się w jego ramionach!
Szybkim, zdecydowanym ruchem mężczyzna zeskoczył z siodła, klepnął konia w zad (ten posłusznie udał się w kierunku najbliższego boksu), zdjął kapelusz i gdy jego brązowe włosy ułożyły się, na dworze rozległo się nietłumione westchnienie służby- to właśnie ten inkwizytor! "Cynazyjski Pogromna Heretyków"! Nicolas Le Cosse, Szrama! Wszyscy myśleli, że już dawno nie żyje- kiedyś był wzorem dla innych, przykładem błyskawicznej kariery i twórcą nowego nurtu inkwizycji- gdzie polegano na intelekcie, nie na wierze. Narobił sobie przez to wiele wrogów, ale też wielu zwolenników czy wręcz uczniów. A potem to morderstwo, zemsta i słuch o nim zaginął...
W drzwiach stał już lokaj, zerkając na Nicolasa z nieskrywanym podziwem i dumą, że zjawił się właśnie tutaj.
-Chciałbym zobaczyć się z twoim panem...- powiedział Nicolas, zerkając z góry na lokaja
-Pan prosił o wybaczenie, iż nie mógł przyjąć jaśnie pana osobiście, hrabio...- mruknął lokaj, nie będąc pewien tytułu inkwizytora- wiele osób nazywało go właśnie hrabią, toteż i on uległ tej "modzie"- Przybędzie w przeciągu siedmiu dni, tymczasem zapraszam do środka- mamy dla Ciebie, jaśnie panie, przygotowaną specjalną kwaterę!
Nicolas jedynie skinął głową, poczym machnął ręką w kierunku konia i podążył za lokajem. Szedł korytażem, co rusz krzywiąc się widokiem totalnego braku smaku właściciela dworu. Wchodząc do salonu zerknął tylko na siedzącego tam mężczyznę, poczym zlustrował dokładnie wystrój. No cóż, obrazy tutaj nie były szczytem smaku, ale nie było tak tragicznie jak na korytażach. Sługa poinformował go tylko o kwaterze, bibliotece, posiłkach i możliwości indywidualnych modłów dla tak wielkiego dostojnika kościelnego, poczym wyszedł. Po kilku minutach ciszy Nicolas zwrócił się do mężczyzny
- Licencjonowany Papieski Inkwizytor, Nicolas le Cosse...- wymruczał, wyciągając swą dłoń w kierunku mężczyzny- A prywatnie przyjaciel pana Bonehearta
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline  
Stary 11-02-2006, 20:33   #4
 
Bladowicz's Avatar
 
Reputacja: 430 Bladowicz ma wyłączoną reputację
Ezequiel Callas de Alldare

Starszy mężczyzna spokojnie skończył czytać zdanie, zapamiętał numer strony, po czym zamknął i odłożył książkę na niewyszukany stolik. Wsparł się obydwojegiem dłoni na poręczach siedziska i podźwignął się do pionu, stając przed Szramą .
Dopiero teraz, cała jego mikra sylwetka, dała się dobrze poznać. Był raczej niewysoki i chudy, a, powyżej smutnej twarzy, zdobiły go siwe już włosy, z lekkimi tylko śladami czerni.
- De Callas. Kawaler. Miło mi poznać. Czy wiesz może coś Panie, o właścicielu tego domu?
 
__________________
I'm a person just like you
But I've got better things to do
Bladowicz jest offline  
Stary 11-02-2006, 21:06   #5
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 174 Kutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie coś
Nicolas "Szrama" le Cosse
Było gorąco- za gorąco jak dla Nicolasa, toteż szybkim ruchem zdjął swój płaszcz i rzucił go na kanapę, poczym spojrzał badawczym spojrzeniem na swego rozmówcę. Starał się przyjrzeć jego osobie, czym może się zajmować- na pewno nie jest wojownikiem. Duchownym zapewne też nie, może dyplomata? Malarz, pisarz? Szrama uwielbiał myśleć o ludziach świeżo spotkanych- często umiał domyśleć się pochodzenia, sytuacji rodzinnej czy nawet niektórych sukcesów świeżo poznanych osób. Strasznie przydatne w pracy inkwizytora...
-Tak... Pan Bonehart to inkwizytor, podobnie jak ja, doświadczony zresztą... Mój przyjaciel z dawnych lat- dał mi znak, że jestem mu potrzebny- a teraz chwytam się każdej pracy, muszę się jakoś wybić... Byłem w Agarii, więc gdy dostałem od niego wiadomość od razu przybyłem. No i jestem- zaśmiał się pod koniec le Cosse, poczym jeszcze raz zlustrował spojrzeniem rozmówcę.
 
Kutak jest offline  
Stary 12-02-2006, 09:33   #6
 
Kelu's Avatar
 
Reputacja: 0 Kelu ma wyłączoną reputację
Sir William Samuel dor'Liechtenberg

Jakaś chłopka zemdlała. Najpierw widok inkwizytora, a teraz doryjczyk.
Doria jest krajem umierającym. Nie dziwne więc, że ludzie zastanawiali się nad jego postacią. Pełna zbroja płytowa, duży miecz przy pasie. Strój jak sprzed 300 lat. Sylwetka potężna i wyprostowana. Pełny gorąc, a na twarzy tego przybysza ani jednej kropli potu.
- To jasne, że zaproszono tutaj doryjczyka, skoro takowy jeszcze gdzieś żyje - pojawiały się podszepty.

Patrzyłem się prosto przed siebie. Przebywając w tym żałosnym kraju już zdążyłem przyzwyczaić się do gorąca. Z ukosa patrzyłem na ludzi, lecz nie dawałem tego po sobie poznać. Spojrzałem pod Słońce. Po chwili opuściłem głowę i podniosłem swą tarczę aby wszyscy mogli ją dobrze ujrzeć. Wymalowany był na niej herb św Doriana przez mało znanego malarza Adelmusa Krama z Agarii... Świetna robota. Swojego czasu przebywając tam miałem okazję poznać tego znakomitego człowieka. Idealny w swoim fechtunku jak i w wierze. Myślę, że to Jedyny zesłał mu taki ogromny talent. Któregoś dnia naszej znajomości zaprosiłem go na piwo do karczmy. Karczmarz był tak uprzejmy, że dostaliśmy je za darmo jednak... Podeszło do nas kilku miejscowych osiłków. Nie byli w pełni trzeźwi na umyśle i my także nie byliśmy. Zaczęła się bójka i ja szybko wylądowałem pod stołem nieprzytomny, a Adelmusa pojmano i zabito. Nie, nie zabito, zarżnięto. Już potem nikt nie usłyszał o tym znakomitym artyście. Przypuszczam, że jego ciało, oby spoczywał w pokoju, ugrzęzło w jakimś rowie i po niedługim czasie połączyło się z naszą matką, Ziemią...
Podjeżdżałem właśnie do dworku, kiedy ujżałem wśród kobiet dziewkę...
- Magdaleno! -wykrzyknąłęm i zeskoczyłem ze swojego wybornego doryjskiego rumaka. Muszę pochwalić robotę naszych stajennych i hodowców. Jednak tego konia mam nie bezpośrednio ze swojego rodzimego kraju. Dawnymi czasy, kiedy nie dokuczały mi jeszcze bóle pleców, zesłane przez samego Jedynego, przebywałem w Matrze. Był czas jarmarków i odbywało się mnóstwo współzawodnictw. Ja jako zapalony młodzian brałem udział niemalże we wszystkich. Oczywiście nie zawsze zwyciężałem, ale moją ulubioną konkurencją były pojedynki rycerskie. W jednym z nich nagrodą był właśnie wyborny rumak z Dorii. Wiedziałem, że będzie mój. Każdą walkę wygrywałem z coraz większym zapałem. W ostatniej jednak mój zapał, niech Jedyny przeklnie moją tępotę, przemienił się w chęć zabicia. Młodzieniaszek z miasta umarł od ciosu mojego miecza. Niech jego dusza spoczywa w pokoju. Zobaczyłem, że zbliża się do mnie kilku żołnierzy. Nawet nie zorientowali się, jak już siedziałem na wspaniałym doryjskim koniu. Nie mieli szans. Szybko z tamtąd uciekłem i udałem się do Kary, aby odbyć pokutę. W końcu państwo to zasłynęło z wielkich pokutników...
Aby jednak nie przedłużać powrócę do tego co zdarzyło się przed dworkiem Bonehearta. Zeskoczyłem z konia i podbiegłem do dziewki. Padłem na kolana i krzyknąłem: Dziękuję ci, o Jedyny, za to żeś mi ją zwrócił! Magdaleno ty żyjesz, żyjesz!!!
Magdalena patrzyła się na mnie osłupale, a po chwili z tłumu wyszedł jakiś chłop, który oznajmił mi, że moja ukochana nie jest ani Magdaleną, ani moją żoną, tylko Eweliną i jego żoną. Szybko wróciłem do rzeczywistości. Przeprosiłem za swoje roztargnienie i powróciłem na rumaka. Ludzie dziwnie mi się przyglądali, a na progu czekał już na mnie lokaj.
- Witam wielmożnego pana sir Williamie! Pana nie ma w domu, jednak kazał wprowadzić pana do domu i zapoznać z innymi goścmi.
-Dziękuję Ci przedobry człowieku. Zajmijcie się dobrze moim koniem. - powiedziałem i wszedłem do środka. Przy wejściu klucznik odebrał ode mnie mój długi miecz i położył na stole pełnym różnego typu broni. - Taka panuje u nas zasada, że goście muszą oddać swoją broń przed wejściem do środka. Nasz Pan traktuje swój dom niemal jak Katedre!
Nie wydało mi się to w żadnym stopniu śmieszne, jednak klucznik roześmiał się lekko. Przeprowadził mnie przez ciemny acz gorący korytarz i wprowadził do bardzo oświetlonego pomieszczenia. Dużego pomieszczenia. Siedziało tam na kanapach dwóch rozmówców. Głośno odchrząknąłem i przedstawiłem się.
Zobaczyłem tylko ich zmieszane twarze kiedy spojżeli na moją zbroję.
- Witam Jaśnie Panów! Jestem William Samuel dor'Liechtenberg. Jaśnie pan to zapewne jakże chwalebnie osławiony Pan inkwizytor hrabia le Cosse? - powiedziałem to bez najmniejszej nutki zdziwenia, zadowolenia, czy oznaki jakichkolwiek uczuć - Mam nadzieje, że służba domu zadbała o nasze napojenie - to ostatnie zdanie wymówiłem z dużym naciskiem na "napojenie" tak aby klucznik je usłyszał - A wielmożny pan kim jest? - tym razem zwróciłem się do mężczyzny o siwych włosach i uśmiechnąłem się uprzejmie.
 
Kelu jest offline  
Stary 12-02-2006, 13:03   #7
 
Bladowicz's Avatar
 
Reputacja: 430 Bladowicz ma wyłączoną reputację
Ezequiel Callas de Alldare

Siwy mężczyzna oderwał się od zdaje się przyjemnej rozmowy o teologii, by spojrzeć na przybysza. Obdarzył go długim spojrzeniem, lustrując dokładnie postawę i ubiór, a wynik lustracji wydał się chyba pozytywny gdyż uśmiechnął się przyjacielsko.
Powstał z kanapy i pokłonił się.
- Kawaler Ezeqiel Callas de Alldare. Jestem przyjacielem przyjaciela Pana Bonehearta, co poniekąd czyni mnie jego przyjacielem. Możecie więc, szanowni Panowie, uznać mnie (i mam nadzieję, iż zechcecie) za waszego przyjaciela, gdyż jak rozumiem sami jesteście przyjaciółmi Pana Bonehearta.
- Staram się właśnie zapoznać z Panem le Cosse. Muszę przyznać, że wielki to człowiek i bardzo rozumny, co niesamowicie sobie cenię.

Z postawy mężczyzny można wyczytać, że czuje się nieswojo bez broni przy pasie, gdyż lewy jego bok zawsze porusza się tak, jakby szpada była doń przypasana. Jego dłonie, pokryte drobnymi bliznami, nie są dłońmi artysty. Jego włosy są siwe, lecz noszą jeszcze ślady czarnego koloru. Ubrania wydają się być stare, ale dobrze zachowane i bardzo czyste. Cała postać daje wrażenie starszego kawalera, który swoje życie ma już dawno za sobą, a obecnie częściej można go spotkać wśród znajomych, z lat młodości, niż na polach bitew, w jakimkolwiek sensie tego słowa.
- Może się Pan do nas przysiądzie?
 
__________________
I'm a person just like you
But I've got better things to do
Bladowicz jest offline  
Stary 12-02-2006, 19:22   #8
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 345 kitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skał
Rotmistrz Andreas della Madre zwany „Czerwonym Pułkownikiem”

Rosły mężczyzna wjechał na niewielkim, agaryjskim rumaku w tłum Karyjczyków. Powoli przebijał się w kierunku domu Inkwizytora Boneharta. Odziany w łososiowy mundur, na który wdział folgowy półpancerz rajtarski. Lekki szyszak przywiesił przy końskim siodle. Wielką dłonią odzianą w kawaleryjską rękawicę otarł czoło zroszone potem i wznowił mozolny marsz w kierunku domu Inkwizytora. Po godzinie dotarł do celu. Ciężko zsiadł z konia i wyprostował swą wielką sylwetkę. Choć z wolna zbliżał się do pięćdziesiątki, nadal prezentował się bez zarzutu. Nienaganna postura, szeroka w barach i wąska w biodrach znamionował siłę. Szare nieruchome oczy zdawały sie kryć neijedną tajemnicę. Sprężystym krokiem podszedł do drzwi i zastukał do nich. Chwilę później ukazał się w nich kamerdyner:
- Jam jest rotmistrz della Madre, przybyłem na zaproszenie Czcigodnego Inkwizytora Boneharta. - rzekł z wyraźnym agaryjskim akcentem.
Pokojowiec bez słowa wskazał wnętrze domu. della Madre przekroczył próg i powiedział do służącego:
- Uważaj na tę bestię - wskazał konia. - Mój dzielny Roszpunek nie lubi obcych.
Pokojowiec ukłonił się i zawołał stajennego. Tymczasem rotmistrz uśmeichnął się, podkręcił wąsa, zdjął kapelusz, cmoknął i wszedł głębiej.
W salonie siedziały już dwie osoby. Ukłonił się i dosłownie padł w wyściełany pluszem fotel
~Ale się klecha urządził - pomyślał - Ani chybi służba Jedynemu , go tak wzbogaciła~

 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu


kitsune jest offline  
Stary 12-02-2006, 20:33   #9
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 174 Kutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie coś
Nicolas "Szrama" le Cosse
Gdy usłyszał słowa podziwu ze strony sir Williama uśmiechnął się delikatnie- próżność to jedna z jego wad. Uwielbiał słuchać o swojej potędze, wspaniałości... Gdy pewnego razu usłyszał w karczmie pieśń o nim, kazał grajkowi grać ją w kółko, za każde wykonanie płacąc mieszkiem kordinów.
- Doryjski szlachcic? No cóż, myślałem że ta szlachetna grupa ludzi powoli się wykrusza!-zawołał z (odrobinę sztucznym) podekscytowaniem- ale lubił doryjczyków, więc kontunuował- Tożto wspaniała wiadomość! Najwspanialszy rzemieślnik jakiego znałem był właśnie doryjczykiem! Prosiłem go o figurę św. Łukasza i wykonał ją- w ogromnym pniu dębu, z pełnią szczegółów i naturalną wielkością- w ciągu tygodnia za marne 35 kordinów! Tak, to był fachowiec jakich mało! Zresztą mój przyjaciel, niejaki Travis z Mardeyliss, pochodził z Dorii! Był to strateg i dowódca jakich mało- zapewne o nim słyszeliście. Zginął jak przystało na prawdziwego rycerza- w obronie swoich ziem przed hordą najemników- lecz walczył i wlaczył, mimo tego iż jego brzuch był pocięty w około szesnastu miejscach! Zginął dopiero w momencie, gdy najeźdźcy zostali odparci i zdążył uściskać swojego syna i przekazać mu- słownie- cały majątek. Wyjątkowo szlachetny człowiek!- powiedział tonem pochlebcy zafascynowanego Dorią Nicolas, poczym zerknął za butelką jakiegoś trunku. Szybko odnalazł wino, które stało w rogu izby. Spojrzał na nie wymownie, poczym mruknął-Może toast za naszą wspaniałą przyszłość?
Już zmierzał w kierunku trunku, gdy nagle drzwi ponownie się otworzyły- i stanął w nich sam della Madre. Le Cosse mało nie jęknął z wrażenia- doryjczyk, a potem jeszcze owy znany bohater Agarii!
-Na Jedynego! Zdjąłbym przed Tobą, panie, kapelusz, gdyby nie leżał na kanapie!- zaśmiał się cicho, poczym kontynuował- Wybaczcie, że się nie przedstawiłem. Jestem Nicolas le Cosse, licencjonowany inkwizytor papieża Magnusa V, aktualnie w stanie zawieszenia- ale to właśnie się zmienia. Strasznie miło mi poznać tak znaną osobistość jak Pan, della Madre- zaprawdę słyszałem o panu wiele opowieści! Czy ten szturm na wielką hordę heretyków, gdzieś daleko w Nubrii, to parwda? Mógłbym usłyszeć tą historię z ust samego obrońcy Nubrii?
Tak, le Cosse był naprawdę podniecony. Zawsze interesowały go wojny, podboje, wojsko- czasem nawet żałował, że mimo wszystko nie został dowódcą. Teraz zaś przysiadł w fotelu i spoglądał z zainteresowaniem na twarz rotmistrza.
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline  
Stary 12-02-2006, 23:29   #10
 
Bladowicz's Avatar
 
Reputacja: 430 Bladowicz ma wyłączoną reputację
Ezequiel Callas de Alldare

De Alldare z rosnącym zdziwieniem obserwował, gadatliwego inkwizytora. Zawsze widział w nich osoby zamknięte, pełne wewnętrznego spokoju, odcięte w świecie logiki lub wiary. Ten natomiast człek, nie dość że paplał jak najęty, to zgodnie ze słowami Pana dor'Liechtenberga był człekiem znanym z mądrości. Czyżby w ten sposób usypiał ich czujność, by potem powalić błyskotliwą obserwacją?
Powstał ponownie z kanapy, by móc grzecznie pokłonić się nowoprzybyłemu.
- Witam Panie. Kawaler Ezequiel Callas de Alldare, do usług. Jest Pan także gościem Pana Bonehearta? Proszę zasiąść z nami i napić się wina. Nie jest może to najlepsze, co można wypić po tej stronie Dominium, ale liczę na to że nasze towarzystwo, uczyni je znośnym.
- Panie dor'Liechtenberg. Może wie Pan czemu Pan Boneheart potrzebuje, tak wielu zaufanych? Tak się składa że znałem kiedyś, jednego doryjczyka i zgodnie z jego słowami, w waszych żyłach płynie odwaga i męstwo, niezrównane w walce. Czy do tego właśnie nas potrzeba? Bo muszę przyznać że obecność tak zaprawionego woja, wzbudza we mnie niepewność, czy odpowiednio się przygotowałem.
 
__________________
I'm a person just like you
But I've got better things to do
Bladowicz jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:23.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169