Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 08-07-2013, 13:48   #1
 
Fearqin's Avatar
 
[Feudalna Japonia ST] Siedem Przykazań

[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=dJtghgxHtt4[/MEDIA]


Część I - Gi


Kuroichi Tanaka
Gospoda gdzieś na zachodnich prowincjach Japonii

- Mam! - syknął ucieszony, obdarty chłop, pokazując sakiewkę swojemu nie mniej brudnemu towarzyszowi. Kuchi popatrzył na woreczek, mrużąc oczy i drapiąc się po piersi, wkładając ręce pod swoje podarte kimono.
- Bogato nie wygląda. Otwieraj Tarasuke - mruknął do wieloletniego przyjaciela i towarzysza, na drodze nieudolnej zbrodni. Szybko rozplątał rzemyk i przysiadł na ziemi wraz z kolegą, tuż przy śpiącej, obrabowanej ofierze.
- Dawaj, dawaj - ponaglił go, rozglądając się po ciemnej gospodzie, gdzie ognisko pośrodku głównej sali, przygasało, niezadbane przez zmęczonego całodniową pracą gospodarza.
Na deski podłogi wysypały się cztery kamyki i dwa nierówne, podniszczone pieniążki ryo.
- Co? I już? - zdziwił się Tarasuke, już nie ściszając głosu, przez co jeden ze śpiących dalej gości, przekręcił się niespokojnie mrucząc. Jednak samuraj za ich plecami nawet nie drgnął, wciąż chrapiąc ciężko i przyciskając ręką do klatki piersiowej, butelkę z sake.
- Dobre i dwa ryo... - Kuchi wzruszył ramionami, biorąc do ręki jeden pieniążek.
- A na cholerę mu kamienie? - drugi ze złodzieji wrzucił kamienie do sakiewki i rzucił w ronina.
- Nie wiem. Może żeby... nie wiem - pokręcił głowę, szybko porzucając jakiekolwiek rozważania na ten temat. Jeden ryo... to całe dwie kulki ryżowe i czarka sake. Och jakże nagle nie mógł się doczekać poranka, kiedy karczmarz wstanie i poda im jeszcze ciepłe, świeżo ulepione ryżowe smakołyki. Od paru dni nie mieli do jedzenia nic, poza korzonkami na drodze i paroma jaszczurkami, ale to była ich dieta od paru lat, nie mieli na tyle silnych organizmów i duchów, by wytrzymać bez urozmaicenia.
- Dobra, to teraz... patrz jaki ma miecz! - Tarasuke wciągnął głęboko powietrze, bo gdy pijany, nieprzytomny ronin przewrócił się na bok, odsłonił długi na prawie półtorametra ostrze, skryte w pozbawionej ozdób, wiekowej pochwie. Wcześniej skrywał go własnym ciałem, nie zważając na niewygodę leżenia na nim. Teraz jednak nieświadomie pokazał złodziejom potencjalny, wspaniał skarb.
- Co to jest? Jeszcze takiego nie widziałem. Da się to samemu nieść? Toż to długie jak naginata - zastanawiał się Kuchi. Przełożył jedną rękę przez rękaw i przełożył przez dekolt, drapiąc się długimi pazurami, po zaniedbanym zaroście.
- To ty chyba nigdy naginaty nie widział Kuchi... - Tarasuke prychnął, szydząc z niewiedzy towarzysza.
- Na broni znam się bardziej od ciebie... ja wezmę ten miecz - oznajmił.
- Co? Przed chwilą się zastanawiałeś jak to unieść! - powstrzymał go chwytając za pusty teraz rękaw. Kuchi znów przełożył przez niego rękę.
- Ciszej mów, obudzisz tego drugiego - zwrócił mu uwagę, skinając głową na drugi koniec sali, gdzie na piętrowym łóżku, spał kolejny ronin, jednak od niego tak nie zalatywało alkoholem. - Uniosę, zobaczysz.
- Chętnie to zobaczę! - powiedział wcale nie ciszej.
- Zamknij się w końcu Tarasuke, dobrze?! - warknął Kuchi ostrzej niż zamierzał.
- Jakie mi tu zamknij się? Sam się zamknij. Ja biorę miecz, bo ja wziąłem sakiewkę, a ty tu sobie siedziałeś.
- Ty brałeś sakiewkę, bo wyciągnąłeś krótszą drzazgę - syknął. - Teraz kolej na mnie.
- O nie! Znowu ciągniemy jak tak - Tarasuke schylił się, wyciągajac z brzegów deski przy ognisku, parę dłuższych odłamków drewna. Gdy to robił, odwróćony do niego plecami Kuchi podszedł cicho do ronina. Odgłosy kroków teraz skrywał bardziej przed towarzyszem, niż przez śpiącym pod ścianą, pijanym samurajem. Schylił się, oblizał wargi i z błyskiem w oczach, wyciągnął dłonie po miecz. Już musnął palcem i...
- Co ty robisz?! - warknął Tarasuke, wściekle popychając towarzysza, który wyrżnął twarzą o ścianę, dupą wylądował samurajowi na brzuchu, ale i chwycił wielki miecz, przynajmniej jedną ręką. Kuchi krzyknął zdziwiony, samuraj na drugim końcu sali zerwał się na równe nogi, chwytając nagie ostrze wakizashi, a leżący na ziemi, okradany ronin otworzył oczy i jęknął ciężko, jednak ciężar złodzieja na brzuchu, uniemożliwiał mu dokładną komunikację werbalną. Kuchi wciąż krzycząc szybko się podniósł, z mieczem przyklejonym do ręki. Tarasuke też zaczął krzyczeć, gdy spojrzał na wakizashi dzierżone przez rozkojarzonego świadka całej sytuacji.
Kuroichi Tanaka, czyli ofiara obu złodziei zaczął mruczeć i burczeć niezrozumiałe słowa, gramoląc się niezdarnie i szybko z ziemi. Nie mógł postawić się do pionu bardziej, niż na klęczkach, podczas gdy złodzieje, wyskakiwali wręcz przez próg gospody. Samuraj z krótkim mieczem, pobiegł za nimi, krzycząc
- Złodzieje! Jak śmiecie okradać samuraja?! - jednak siła strachy, dodawała dla Kuchiego i Tarasuke ogromnego pędu, więc szybko musiał się wrócić.
Kuroichi wtedy rozglądał się ze strachem w oczach za swoim no dachi.
- Samuraju... obawiam się, że ci dwaj bezdomni ukradli twój miecz, ale wiem gdzie pobiegli i jak się nazywali... no tak. Może najpierw zwróć te sake - dodał jeszcze, odprowadzajac nagle zielonego na twarzy samuraja na dwór.



Shirakaba

- Co tu się dzieje, staruszku? - spytała śliczna dziewczyna w stroju łuczniczki, dziwnie do niej pasującym. Stanęła w pierwszym szeregu zbiorowisko, zgrabnie przepychając się pomiędzy innymi gapiami. Zwróciła się do stojącego obok starca, z pomarszczoną twarzą, gdzie z pod opuchniętego czoła, ledwo było widać kaprawe oczka.
- Kuglarze. Bardzo, bardzo ciekawi - odparł uśmiechając się.
- Yamatotakeru stanął więc przed trudnym zadaniem - umalowana na biało kuglarka, w prostej, ale zadbanej szacie wyciągnęła, jakby z nikąd dwa poręczne wachlarze.
- Kanto i Kiusiu cierpiały od napaści barbarzyńców, przed którymi syn cesarza Keiko, miał chronić dom swych poddanych - jej towarzysz, bardzo do niej zresztą podobny, również wyjął jeden wachlarz i zdobiony, sporawy bączek, który położył na drewnianym brzegu wachlarzyka i... o dziwo zaczął nim kręcić, wykonując powolne i pewne ruchy nadgarstkiem. Druga kuglarka ustawiła się za nim, ustawiając dwa wachlarze w pozycje, które miały odpowiadać położeniu niziny Kanto i wyspy Kiusiu. Uniosła jedną nogę do góry, obracając szybko wachlarzami, przez tempo, zlewały się i nie można było dostrzec ich normalnego kształtu.
- Po wielu wspaniałych bitwach, w których wykazywał się wielką odwagą, walecznością i geniuszem taktyka - mówił kuglarz, gdy bączek skakał po krawędzi wachlarza, cudem nie tracąc równowagi i nie spadając zwyczajnie na ziemię. Nawet na niego nie patrzył, tylko ruszał ręką tak, by ten podskakiwał. - Stał się bohaterem, ale nie zapomniał o wyspie Kiusiu. Mówi się, że jego armia była tak wielka, że przeszedł do plecach żołnierzy - nagle odwrócił się bokiem, a jego partnerka stanęła za nim, podrzucił zabawkę do góry by ta stoczyła się po jego plecach i wylądowała na wysuniętej nodze dziewczyny, która odbijała bączka w swoją stronę, w dół nogi, którą uniosłą do góry.
- I tam uratował lud wyspy przed barbarzyńcami, na zawsze zapisując się jako wielki bohater - zabawka wylądowała na krawędzi jednego z wachlarzy, następnie podrzuciła oba do góry, złabała krążek pomiędzy palce stóp, a ostra krawędź jednego z wachlarzyków, wbiła się w papier drugiego, spadając w dłoń kobiety.
Uliczni artyści zaczęli się kłaniać, niektórzy widzowie bić brawa, inni od razu odeszli, ale większość raczyła rzucić choć parę groszy dla kuglarzy.
- Będziemy wdzięczni za jakiekolwiek datki - powiedziałą kobieta, zbierając pieniążki do prostego naczynka.
Shirakaba wyciągnęła sakiewkę... miała trochę pieniędzy, ale tych ostatnio nie przybyło. Chciała choć trochę wspomóc zręcznych artystów, ale... było jej szkoda. Odwracając się by odejść, napotkała na chwilę zimne i nieprzyjemne spojrzenie kuglarza.
Gdy przecisnęła się przez uliczny tłum miasta Oriszi do gospody, by odpocząć po podróży i w końcu dobrze zjęść, odkryła, że nie ma już swojej sakiewki...



Kidoki Tatsuo

- Kidoki-san! Kidoki-san! - krzyczał Muchi, wioskowy głupek, którego Kidoki cenił za sporą siłę, która przydawała się w budownictwie. Wieśniak wbiegł do małej, starej chatki, w której wieśniacy gościli architekta, chatki którą też miał naprawić i doprowadzić do porządku, jak wiele innych budynków wiosce Karachi.
- Co się dzieje Muchi? - mruknął mężczyzna, przecierając oczy.
- Ubieraj się Kidoki-san! Bandyci! To bandyci! Roichi widział ich na wzgórzu! Mają konie i... i... i te długie kije, ostre na końcu.
- Naginaty? Włócznie masz na myśli? - dopytał szukając hakamy. Było tu zbyt gorąco by spać w kimonie.
- Chyba... - Muchi podrapał się go głowie, na której piętrzyły się zwichrzone i zaniedbane, ciemne włosy. - Wyglądali groźnie.
- No i gdzie teraz oni są? - dopytał wiążąc spodnie i szukając wzrokiem.
Muchi splótł wielkie dłonie na brzuchu, marszcząc nos i mrużąc oczy.
- Nie wiemy. Obserwowali, gadali i sobie pojechali, jak Roichi zaczął krzyczeć.
- Zaczał krzyczeć? Co za idiota! Przecież tak ich tylko ostrzegł, że wieśniacy będą teraz wiedzieć, że są obserwowani! - Kidoki czasem powątpiewał w ludzki spryt, podczas obcowania z wieśniakami gdziekolwiek. Niestety to oni najbardziej potrzebowali tanich usług, dobrych architektów. Nudna praca i niczego nowego go nie uczyła, ale miał co do gęby włożyć i nie mógł, gdy w nocy padał deszcz.
- No i co teraz? - spytał jeszcze Muchi, po dłuższej chwili, gdy Kidoki już się ubrał.
- Lepiej wysłać kogoś do miejscowego daimyo... no przesadzam, jego to nie będzie obchodzić, Trzeba pojechać do miasta... Oriszi jest najbliższe. Tam zawiadomić inspektora straży miejskiej i powinni wysłać garnizon.
- Szybko! - krzyknął Muchi, wybiegająć z chatki. - Kidoki-san wie jak nas uratować! Mówiłem wam, że to geniusz! - darł się na całą wioskę, skacząć i wymachując rękami, podczas. Tatsuo westchnął ciężko i zakrył twarz dłonią.



Atsushi

Atsushi wstał od dwóch małych, glinianych posążków, symbolów pamięci o zmarłych, przed którymi położono parę kwiatów i owoców. Zakończywszy modlitwę, wziął do ręki laskę i skierował się dalej, idąc spokojnie szlakiem i podziwiając urokliwe, wiosenne widoki. W oddali majaczyły blaski wód na polach ryżowach, gęste lasy były na tyle daleko, że okrywała je cienka mgiełka. Wysokie, zielone trawy i żółte pola, falowały niczym tafle oceanicznych wód, pod wpływem coraz silniejszego wiatru, pchając świeże i rześkie powietrze w stronę nozdrz mnicha, który zaciągnął się głęboko i błogo, rozkoszując miłą i spokojną atmosferą.
Jednak zbierało się na burzę.
Pierwsze ciemne chmury, pojawiły się daleko, na do tej pory, spokojnym niebie, ale szybko podróżował, pchane tym samym wiatrem, który tak przyjemnie targał trawą. W końcu nawet do uszu mnicha doszły odgłosy grzmotów. Westchnął ciężko przyglądając się swoim szatom. Poza pomarańczowa szatą mnicha, nie miał wiele. Żadnej ochrony przed nieuchronnym deszczem. Szedł więc dalej, nieco szybciej, licząc na to, że znajdzie jakąś ochronę. Szlak w końcu wchodził w las, ale bliższa okazała się stojąca na uboczu chatka. Głęboko w polu, zadbana, choć stara, chłopska chałupa. Widać jednak było wyraźnie, że w środku, ktoś dba o domowe ognisko.
Pojawiła się nadzieja nie tylko na suchą, zbliżającą się noc, ale i ciepł posiłek, o ile gospodarz okaże się gościnny. Wieśniacy lubili gościć mnichów. Uważali, że to przynosi szczęście i większą przychylność bogów, losu. Prawda była jednak taka, że nauki kazały być miłym i dobrym dla każdego. Wtedy dobre uczynki do ciebie wracały. Tak więc gdyby mieszkaniec okazał się gościnny, wyszłoby to na dobre wszystkim, co by sobie nie pomyślał.
Atsushi przeszedł przez pole i zapkukał w drzwi.
- Przepraszam bardzo, nazywam się Atsushi i jestem mnichem, szukającym schornienia przed burzliwą, deszczową nocą. Czy znajde je tutaj? - wykrzyczał do solidnych drzwi, tuż przed silnym grzmotem z nieba.
Gospodarz otworzył nagle, w tej samej sekundzie, w której mnich skończył mówić. Była to śliczna, urocza i po prostu piękna kobieta w nocnej szacie i włosach już rozpuszczonych do spania. Jej kimono lekko zsunęła się z ramiona, odsłaniając czystą i delikatną skórę. Poprawiła szatę, zasłaniając też początek rowka pomiędzy jej piersiami. Uśmiechnęła się do mnicha i chrząknęła. Ukłoniła się grzecznie i zaprosiła do środka gestem.
- Proszę wejdź dostojny mnichu. Ojciec zawsze był bardzo gościnny, jestem pewna, że gdy wróci, będzie to dla niego miłą niespodzianką, że możemy zjeść wieczerzę, z kimś takim - powiedziała melodyjnym głosem. Takie wieśniaczki to rzadkość, ale mieszkali na uboczu. Może jej ojciec był byłym samurajem i stąd dobre maniery i bogate słownictwo.
- Dziękuję bardzo, ale jeśli mu się nie spodoba moja obecność, odejdę. Nie chciałbym nadużywać gościnności dobrych ludzi - odparł uśmiechając się również i zdejmując buty.
- Rzadko miewamy gości, do wioski też nie zachodzimy zbyt często, a w mieście o byłam raz, miło więc będzie mieć możliwość porozmawiania z kimś innym niż własny ojciec - odparła wzruszając ramionami i siadając przed kociołkiem, w którym coś się gotowało i rewelacyjnie pachniało. - Ojciec wkrótce wróci z lasu. Musiał narąbać trochę drewna. Mam nadzieję, że nie zmoknie, zanim tu wróci - mruknęła odgarniając włosy i odsłaniając lewą stronę, smukłego i długiego karku.
- Mieszkacie tu sami? - spytał mnich, siadając trochę dalej od ogniska, bo tak nakazywałą etykieta, jak i nie chciał się aż tak kusić na kolację. Od wielu dni pościł, bo pomagało to w medytacji, ale przyszedł już czas na dodanie energii ciału.
- Tak mnichu. Całkiem sami.



Eiji

- Sam jesteś nawiedzony, durny wieśniaku! - warknął strażnik w hełmie, kimono w podwiniętymi nogawkami i z włócznią w ręku. Jego dwaj towarzysze stali z tyłu, przyglądając się wszystkiemu zdezorientowani.
- Panie... panowie! Ja naprawdę! - skomlał podstarzały mieszkaniec gorszej części miasta. - Kiedy to... ale naprawdę! To wycie od paru dni tutaj tak! O! - machnął ręką, a jego oczy zaszły łzami.
Eiji obrócił na chwilę głowę do tyłu by spojrzeć na scenę, mniej bezczelnie od licznych gapiór, ustawionych za plecami zrozpaczonego starca. Samuraj wstał od źródełka, płynącego przez spokojny ogródek, za szeregiem miejskich chat. W ogrodzie miejskim stała tylko jedna chałupa, należąca do właśnie tego mężczyzny, który wykłócał się ze strażnikami. Był tutejszym ogrodnikiem i dbał o dobry stan parku, co wychodziło mu świetnie. Rozliczne krzewy, poustawiane i poprzycinane równo, wręcz doskonale, strumyk, ładnie obłożony kamieniami i płynący obok kluczowych drzew wiśni... wszystko było conajmniej ładnie, a mały mostek, w swej urokliwości, był wręcz piękny, na tle kolorowych kwiatów z tyłu.
- A co tu się niby działo od paru dni, a?! Co? Kwiaty kogoś zamordowały i duch pragnie zemsty, dlatego ci mówi, żebyś spalił ogród, tak? - strażnik nachylał się coraz bardziej, przybierając coraz bardziej oskarżycielski ton. - Ajiro! Co się z tobą dzieje? Całe życie dbasz o to miejsce, a teraz się skarżysz, że duchy karzą ci je zniszczyć! Jeśli jeszcze raz wezwiesz nas w tej sprawie i co ważniejsze - jeśli się nie uspokoisz - strażnik pokiwał palcem. - To stracisz posadę ogrodnika miasta Oriszi! Zrozumiane?! Wylądujesz na bruku!
Strażnicy odwrócili się plecami do starca, który tylko wyciągnął rękę, padł na kolana, mrucząc pod nosem
- Ale... ale... ja naprawdę... - paru gapiów poklepało go po plecach, mruknęło jakieś słowa otuchy i po chwili wyszło z ogrodu, kierując się ku swoim sprawom. Po chwili w urokliwym miejscu, tak niepasującym do wielkiego miasta, na zachodnich krańcach Honsiu, został tylko młody łowca demonów i stary, zrozpaczony ogrodnik.
 
__________________
Pół człowiek, a pół świnia, a pół pies

^(`(oo)`)^

Ostatnio edytowane przez Fearqin : 08-07-2013 o 13:51.
Fearqin jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 03:34.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170