Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 05-03-2016, 21:22   #1
 
Karmazyn's Avatar
 
Reputacja: 1398 Karmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumny
[Anime] Tower of God - Inna opowieść [+18]

Egzamin wstępny

Fabuła niniejszej sesji w żaden sposób nie nawiązuje do wydarzeń w sesjach prowadzonych przez Ajasa i Ryo. Przedstawiona tutaj Wieża jest zupełnie inną Wieżą, zupełnie innego boga, w zupełnie innym multiwersum. Chociaż tego ostatniego nigdy nie można być pewnym.

~*~*~*~*~

Multiwersum. Przestrzeń zawierająca w sobie wszelakie istnienie. Setki tysięcy wymiarów. Miliardy galaktyk. Biliardy planet. Nieokreślona liczba istot posiadających w sobie iskrę życia. W samym centrum tego bałaganu istnieje pewna wieża. Zbudowana u samego początku czasu – jeśli jeszcze nie wcześniej – przez nieznane nikomu siły, jest miejscem, gdzie mieszka bóg. Z tego też powodu nazywa się ją Wieżą Boga. Jest ona miejscem, gdzie można spełnić swoje najskrytsze życzenie, bez względu na to, jakie by ono nie było. Jednak najpierw trzeba wspiąć się na sam jej szczyt. A przede wszystkim dostać się do środka.

Wieża istniała w świadomości mieszkańców multiwersum. Legendy o niej występowały wśród najprymitywniejszych cywilizacji. Nie było stworzenia, które nie słyszałoby o niej. Była marzeniami miliardów istnień. Na przestrzeni lat, wrota prowadzące do Wieży pojawiały się w różnych, zamieszkałych miejscach. Wraz z nimi pojawiali się też egzaminatorzy. Były to potężne istoty, które miały poddać osobników znajdujących się na danym terenie testowi. Od jego wyników zależało, kto mógł rozpocząć wspinaczkę ku spełnieniu swoich pragnień. Testy były przeróżne. Jedne mniej, drugie bardziej krwawe. Wszystkie miały jeden wspólny element, zwycięzca mógł być tylko jeden.

Ryoku Ira Ashino

Gehenna była planetą, na którą nikt, kto był w pełni władz umysłowych, nie chciał trafić. Piach był wszędzie. Wystarczył lekki powiew wiatru, by horyzont zniknął zasłonięty chmurą pyłu. Jedynie kilka oaz - zwanych tutaj Edenami - pozwalało w miarę normalnie żyć na tej postapokaliptycznej ziemi. Wystarczyło mieć jedynie bardzo dużo pieniędzy lub bardzo dużo broni. Ryoku nie miała ani tego, ani tego. Sama zresztą nie była do końca pewna, jakim cudem się tutaj znalazła. Nie miała zresztą czasu się nad tym obecnie zastanawiać. Ciężarówka - a przynajmniej coś, co w tym świecie za nią uchodziło - którą prowadziła, wymagała całej jej uwagi. Przede wszystkim musiała dbać, by nikt z pościgu się nie zbliżył do ciągnika. Z tymi ich śmiesznymi, wybuchającymi włóczniami mogli łatwo zatrzymać pojazd. Na szczęście poprzedni kierowca zadbał o to, by w środku było sporo broni. Mogła nadgorliwych ścigaczy wysłać na tamten, zapewne lepszy świat. Ale tak w sumie, nie pogięło ich? Przecież w tym pościgu spalą więcej paliwa, niż ona ukradła w tej cholernej cysternie. Gdzie tu logika, gdzie tu sens? Spojrzała w lusterko. Widok nie był zachwycający.

[media]http://edge.alluremedia.com.au/m/g/2014/07/mad-max-fury-road-12.jpg[/media]

Kilkanaście samochodów i motorów zmniejszało z każdą chwilą dystans. Jakiś nadgorliwy palant zamierzał dostać się do szoferki. Strzał z dubeltówki ostudził jego zamiary. Jednak jedna śmierć nie była wystarczająca, by rozwiązać jej problemy. Na domiar złego naprzeciwko pojawiła się kolejna burza piaskowa. Gehenna chyba się na nią uwzięła. Dodała gazu, ciężarówka szarpnęła do przodu. Im szybciej przejedzie przez ten cholerny piach, tym lepiej. Jednak zjawisko atmosferyczne nie okazało się największym problemem dla Ryoku. Około dwóch kilometrów na prawo od ciężarówki w ziemię uderzył promień światła. Wraz z promieniem pojawiła się potężna, wznosząca się na kilkadziesiąt metrów brama.

[media]http://img07.deviantart.net/7dfc/i/2008/308/2/3/the_gate_by_funerium.jpg[/media]

Nad bramą unosiła się… istota. Kobieta już gdzieś widziała taki obraz. To był chyba anioł, choć pewna nie była.

[media]http://images4.fanpop.com/image/photos/15900000/Fantasy-Angel-fantasy-15926697-1024-768.jpg[/media]

Odziany był w płytową zbroję, miał trzy pary, lśniąco białych skrzydeł. W ręku trzymał włócznię.

– Kto pierwszy dojedzie do wrót, dostąpi zaszczytu dostania się do Wieży Boga. – usłyszała wyraźnie głos, pomimo huku silnika.

Więc to było wejście do legendarnej Wieży. Pojawiło się akurat na takim zadupiu. Jeśli Ryoku chciała zacząć wspinaczkę ku spełnieniu marzeń – lub chociaż szybko uciec z tego przeklętego miejsca – musiała się śpieszyć. Jednak najpierw musiała zmienić pojazd. Co innego uciekać ciężarówką z cysterną pełną paliwa, gdy ścigający chcą odzyskać cysternę, a co innego gdy brało się udział w wyścigu do Wieży. Płynne złoto w naczepie było bardzo łatwym i bardzo wybuchowym ładunkiem. Na szczęście jakiś frajer zbliżył się na tyle samochodem, że przy odrobinie szczęścia udałoby się kobiecie przejąć pojazd.

Vixen

Krynn, planeta, na której miał to nieszczęście, by się wykluć. Przez jakiegoś niedorozwiniętego umysłowo maga był smokowcem i to jeszcze w czarnym kolorze, a nie dumnym, srebrnym smokiem. Gdyby tylko nikt nie ruszał jaja, w którym spokojnie czekał na przyjście na świat. Co też tym ludziom strzeliło do łba? Może rzeczywiście powinien jakiegoś zjeść? Wtedy przynajmniej odkryłby zawartość ich czaszek. Bo jakoś miał wątpliwości, by mieli tam mózgi.
I jeszcze sen tego starego, szurniętego piernika Nnuna. Że niby na tym wygasłym wulkanie miałby pojawić się tego dnia wrota do tej mitycznej Wieży? Dobre sobie. Ten cholerny mag był zwykłym idiotą. I nie zmieniał tego fakt, że był też jego jedynym przyjacielem.
Vixen chuchnął w swoje dłonie. Poruszył skrzydłami, by nie zamarzły i ruszył w dalszą drogę. Do szczytu jeszcze trochę zostało. Miał przewagę nad resztą ze swej rasy – jeśli mógł nazwać tak tych patałachów, jednak jak dla niego nie miało to większego znaczenia. Przecież nic się nie wydarzy. Jakiś podrzędny czaromiot przecież nie mógł w śnie przewidzieć miejsca otwarcia się wrót za piętnaście lat. Pewnie sam bóg Wieży tego nie wiedział. Pozostawało mieć jedynie nadzieję, że kaprys boga sprawi, że te przeklęte wrota się pojawią na tym wulkanie w tym dniu. Inaczej ktoś zginie i z całą pewnością nie będzie to Vixen.

[media]http://i.imgur.com/pbMKWDs.jpg[/media]

Jezioro, znajdujące się w kraterze wygasłego wulkanu było skute lodem. Widok nienaturalny jak na tę porę roku. Okolica zachowywała się podejrzanie nienaturalnie. Czy takie były objawy pojawienia się wrót? Jak w ogóle wyglądały? Nnun jakoś nie raczył podzielić się ze smokowcem informacjami na ten temat. By szlag tego idiotę trafił. Równie dobrze mogły znajdować się pod wodą. Czarnołuski nie miał nawet zamiaru brać pod uwagę pływania w tej lodowatej cieczy. Przecież to mogło się skończyć dla niego śmiercią.
Vixen siadł na jednym z głazów i czekał na rozwój sytuacji. W międzyczasie inni z jego rasy dotarli do celu. Coś tam mówili, chyba nawet do niego, ale on nie zwracał na to najmniejszej uwagi. Robiło się coraz ciemniej. Już miał zrezygnować i rozpocząć podróż powrotną, gdy w środek jeziora uderzył snop światła. Gdy smokowiec odzyskał wzrok, zobaczył to, po co tutaj przybył. W miejscu, w które uderzyło światło stała brama.

[media]http://www.wallcoo.net/paint/kagaya_celestial_exploring/images/Kagaya_art_Celestial_Exploring_OPALGATE5.jpg[/media]

Nad wrotami unosił się największy smok, jakiego Vixen widział w życiu, chociaż akurat w tej materii nie mógł pochwalić się wielkimi wynikami.

[media]http://orig01.deviantart.net/40c6/f/2015/058/1/d/legend_light_dragon_by_pamansazz-d8jou00.jpg[/media]

W jego wyglądzie dominowało złoto. Całe jego ciało było tego koloru, nie licząc licznych śnieżno białych piór.

– Kto pierwszy dotrze do wrót, ten dostąpi zaszczytu wejścia do Wieży. – ryknął, na tyle głośno, że posypały się kamienie ze zbocza krateru.

Czyli jednak Nnun miał proroczy sen. Smokowiec nie mógł w to uwierzyć. Nie mieściło się to w granicach jego pojmowania. Ale jednego był pewien. Był lżejszy od swych pobratymców, a biec musieli po lodzie, który nie wyglądał na zbyt solidny. Zawsze można było pomóc mu pęknąć.

~*~*~*~*~*~

Ostatnie piętro Wieży, jedyne, które nie miało dodatkowych kopii. To tutaj rezydował jej bóg. Właśnie teraz obserwował na wielkich monitorach, to co działo się przy licznych wrotach porozrzucanych po czasoprzestrzeni. Tym razem testy wyjątkowo były takie same. Groziło to uśnięciem z nudów, ale zawsze pozostawała szansa, że kandydaci na regularnych okażą jakąś niezwykłą pomysłowość.
 
__________________
Dłuższy kontakt może zagrażać Twojemu zdrowiu lub życiu.
Toczę batalię z życiem. Nieobecny na długi czas.
Karmazyn jest offline  
Stary 06-03-2016, 13:16   #2
Ryo
 
Ryo's Avatar
 
Reputacja: 11211 Ryo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputację
[media]http://www.youtube.com/watch?v=wQMNjkBY7L0[/media]

- Normalnie taki Dakar kurwa, tylko zamiast czarnuchów gonią cię jakieś pierdolone cygany - zrzędziła Ryoku. Wzięła w rękę rewolwer, który przejęła za pomocą cienia. Niematerialna ręka wcisnęła ukradkiem do jej dłoni pistolet. Poczekała, aż wrogi pojazd się zbliży. Nie zamierzała jego odstrzelić. Porzuciła ciężarówkę, wcześniej otworzyła drzwi i wskoczyła na mniejszy pojazd. Wielka machina została porzucona na pastwę losu, fizyki i dzikusów. Niech się pierdolą na zdrowie.
Trajektoria kuli z pistoletu poleciała przez głowę rakietnika. Nie powinien się za długo utrzymać na stojąco, a kierowca będzie miał problemy z zajęciem się czymś innym niż prowadzenie samochodu. Pozostał już tylko jeden szkodnik. Ryoku wskoczyła do samochodu, w którym w obecnej chwili zastała jednego trupa z rakietnicą oraz jednego żywego, choć jeszcze nie trupa.
- Salam aleikom - drzwi od strony kierowcy się otwarły dzięki ciemności, niedostrzeganej przez zaskoczonego dziwnym powitaniem tubylca. - allah akbar! - kierowca zrobił piękne fru z miejsca prowadzenia przez te nieszczęsne drzwi. Ryoku bez wahania przesiadła się na królewskie miejsce, bo czym wcisnęła gaz do dechy i ruszyła w kierunku tych dziwnych drzwi. Byleby jak najdalej od tego miejsca. Po drodze trzeba było parę razy zadriftować dla podkreślenia zajebistości i zrobienia zadymy dla utrudnienia pościgu.
I tak oto, Ryoku stała się posiadaczką nowego, o wiele szybszego pojazdu niż jeszcze przed chwilą. I na dodatek pozbyła się dwóch przeciwników… jakby miało to znaczenie przy takiej ich liczbie. Ten pieprzony anioł najwyraźniej chciał sobie z nich jaja porobić, skoro kazał im się ścigać. Zdecydowanie szybciej, byłoby gdyby kazał im się wybić. Co z resztą niektórzy z tyłu właśnie robili. Wybuchy eliminowały kolejne samochody z wyścigu. Ci, którzy do niedawna byli znajomkami z gangu, teraz byli najgorszymi wrogami.
Co Ryoku jak najbardziej odpowiadało. Niech do siebie strzelają, rzucają i gwałcą. Ona pojedzie naprzód i może już nigdy więcej nie będą musieli się spotkać.
Pościg jednak po chwili doszedł do pewnych, bardzo nieprzyjemnych dla kobiety wniosków. Skoro to ona była najbliżej wrót, to jednocześnie stanowiła największe zagrożenie dla dostania się innych do Wieży. W stronę samochodu prowadzonego przez czarnowłosą posypał się deszcz wybuchających włóczni. Toteż tym bardziej przyspieszyła, by w pewnym momencie rozpuścić całun ciemności w kierunku agresorów. A jak będą przeszkadzać, to dołoży im ogień.
Użycie mroku poskutkowało jednak tylko i wyłącznie chwilowo. Nomadzi przyzwyczajeni do trudnych warunków i częstych burz piaskowych jakoś poradzili sobie z jazdą na oślep. W większości. Kilka pojazdów zderzyło się ze sobą uniemożliwiając ich pasażerom dalsze uczestnictwo w wyścigu. Reszta jednak z każdą chwilą się zbliżała. Podobnie z resztą jak burza piaskowa.
Nie mogła opuścić warty, by wystrzelić im w ciężarówkę. Ciemność też na nich nie podziałała. Zatem musiała sięgnąć po ostateczność.
- Sami tego chcieliście - miała zamiar na odległość podpalić parę najbliżej znajdujących się niej pojazdów. Byleby te nie znajdowały się za blisko niej.
Pięć pięknych eksplozji ozdobiło krajobraz. Na nieszczęście Ryoku, zza spalonych pojazdów wyłoniły się motory, które zdecydowanie za szybko zbliżyły się do jej pojazdu. Kierujący dwuśladami nie bawili się we włócznie. Przeszli na broń palną. Karoseria samochodu kobiety zaczęła zyskiwać dodatkowe otwory. Te motocykle, które znalazły się w niewłaściwym miejscu, zostały bezlitośnie potrącone czy niekiedy rozjechane. Te zaś, które nie dało się zbytnio rozjechać, musiały liczyć się z nagłą chmurą ciemności, i z nagłym gwałtownym hamowaniem, które wytrąciłoby pozostały pościg z równowagi.
Zagranie okazało się skuteczne. Ktoś był nawet na tyle bezczelny by przelecieć przez maskę, gdy motor na którym do tej pory siedział wbił się w bok samochodu. Zagranie okazało się skuteczne, jednak sprawiło, że kobieta utraciła szansę na dotarcie do wrót przed burzą piaskową. Jedyną pociechą w tej sytuacji był fakt, że nie tylko ona. Dziewczyna zamierzała skorzystać z faktu, że miała całkiem blisko do bramy i że nastąpiła burza piaskowa. Sama prowadziła i nie zamierzała tego zmieniać. Jeśli kto by się za szybko, za bardzo przybliżył, dziewczyna bez wahania zaoferuje mu kłopoty. A póki co zamierzała jechać prosto do bramy, od czasu do czasu rzucając chmurę ciemności na pościg.
Wciskając gaz do oporu i nękając przeciwników mrokiem Ryoku zbliżyła się do bramy na zaledwie kilkanaście metrów i… wtedy uderzyła burza piaskowa. Przez dziury w karoserii piach dostał się do środka samochodu, w którym jechała czarnowłosa. Ziarenka piasku pomimo niewielkiego rozmiaru, pędząc z taką szybkością zaczęły ranić ciało kobiety.
Mimo to Ryo i tak zamierzała wjechać do bramy samochodem. Dopóki się nie psuł i nie latał, gdzie popadnie, nadawał się do jazdy. Bez żadnego wahania zamierzała przejechać linię mety.
Meta jednak nie miała zamiaru się tak łatwo poddać woli kobiety i utrzymywała się w pewnym oddaleniu. Najwyraźniej samochód był za słaby na takie warunki. Z boku zobaczyła ciężarówkę, która ją wyprzedziła… po czym oderwała się od ziemi, trafiając na główny prąd piasku. W życiu nie przypuszczałaby, że piasek może spowodować wybuch, ale właśnie była tego świadkiem. Po chwilowej utracie prowadzenia znów była liderem. Z bardzo nieprzyjemną świadomością, że jeśli skręci w bok to umrze. Musiała więc ominąć to, co rozerwało ciężarówkę. Skoro nie mogła skręcić, musiała jechać prosto.
Pojazd zaboksował tylnymi kołami, jednak w końcu ruszył naprzód. Szybkość była wręcz zabójcza. Licznik pokazywał… parę czegoś na coś. Ryoku nie znała tych jednostek. Jednak ważne że samochód jechał do przodu, a nie do tyłu. W końcu, po czasie cholernie przekraczającym przejechanie kilkunastu metrów w normalnych warunkach przód samochodu uderzył we wrota.
- Gratuluję, zdałaś. - usłyszała pozbawiony emocji głos anioła. Po tych słowach poczuła, że gdzieś jest teleportowana. Niestety bez samochodu.
 
__________________
Every time you abuse Schroedinger cat thought's experiment, God kills a kitten. And doesn't.

Nieaktywna w grach - do odwołania.
Ryo jest offline  
Stary 06-03-2016, 13:18   #3
 
Agape's Avatar
 
Reputacja: 1444 Agape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumny
Wrota na które czekał, które ostatecznie nie okazały się sennym widziadłem, co musiał przyznać stawiało Nnuna w nieco lepszym świetle, wreszcie się pojawiły, ale Vixen nie zwrócił na nie najmniejszej uwagi, jedyne co w tej chwili widział to gigantyczny złoty smok. Przez jakieś trzy sekundy gapił się na niego bezmyślnie, a potem jego mięśnie zareagowały przejmując inicjatywę do czasu aż mózg otrząśnie się i znowu zacznie pracować. Vixen zerwał się ze skały i zaczął biec, biec w przeciwnym kierunku do wrót, zresztą nie tylko on. Co najmniej połowa nieszczęśników, których uznano za zbędnych i wysłano na tę niedorzeczną misję również robiła co w ich mocy żeby ujść z życiem. Tylko Drax bozak, który teoretycznie dowodził tym całym cyrkiem, jako tako zachował zimną krew i zaczął wywrzaskiwać komendy starając się przywołać spanikowanych podwładnych do porządku. Kilku nawet się zatrzymało włączając w to Vixena który znowu zaczął myśleć. To był złoty smok, bez wątpienia złoty, ale jednocześnie nijak nie podobny, dokładnie tak jak Vixen był sivakiem czego nikt nigdy by się nie domyślił oceniając go jedynie po wyglądzie. Od początku nie pasował do tego świata i od początku był przygotowany, przynajmniej teoretycznie, bo jakoś nigdy nie traktował bajeczek Nnuna o wieży poważnie, żeby go opuścić. Odwrócił się spoglądając jeszcze raz na pierzastego smoka, ten z tego co widział wcale nie wyglądał jakby chciał “zlitować się nad nimi skracając ich cierpienia” i pozabijać wszystkich, chociaż kto wie co przybyszowi z innego świata mogło chodzić po głowie.
-Dobra, co mi tam. Wchodzę!--zdecydował i puścił się pędem tym razem we właściwym kierunku. Kilkanaście sekund później jego pazury zgrzytnęły na lodzie. Gdyby był człowiekiem władca wieży pewnie miałby sporo zabawy obserwując jak ślizga się i przewraca, ale nic z tego, smocze łapy całkiem dobrze radziły sobie na gładkiej powierzchni wbijając się głęboko w lód, co z kolei groziło jego pęknięciem, a w konsekwencji kąpielą w lodowatej wodzie. Co najwyraźniej nie odstraszyło Zaxy. Jak on do cholery znalazł się przede mną? Nie pierwszy raz zdziwił się Vixen widząc plecy kapaka jak na razie zajmującego pierwsze miejsce w wyścigu. Miedzianołuski skrytobójca zawsze pojawiał się jakby znikąd i był diabelnie szybki.
-To moja droga!- wrzasnął czarnołuski dobywając miecza, jedynej rzeczy ze swojego ekwipunku, którą uznał za wartą targania na szczyt wulkanu. Postanowił zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę, przyspieszył jak tylko mógł, to już nie był bieg po zwycięstwo, a rozbieg do startu. Vixen miał szczęście, był jedynym w tym oddziale który potrafił latać, naprawdę latać a nie tylko szybować czy nie zabić się spadając z wysokości. Potężne wybicie nadwyrężyło świeży lód siatką pęknięć, gdyby nie wytrzymał byłoby po zawodach, na szczęście udało mu się wybić, potem trzy machnięcia skrzydłami z całej siły od których zależało czy zdoła wzbić się wyżej czy opadnie z powrotem. A na koniec aby przypieczętować swoje zwycięstwo mały prezent pożegnalny dla “kolegów” których jakoś nigdy nie lubił. Miecz wypadł z otwartej dłoni wbijając się w lód kilka kroków od Zaxy.
Miedziany smokowiec nie miał większych szans utrzymać się po czymś takim na lodzie. Miecz wywołał serię pęknięć, które rozeszły się po okolicy. Jedno z nich dosięgło skrytobójcę. Ten już miał zamiar wskoczyć na niepopękany lód, jednak jego ciężar i siła nacisku, którą wywołał szykując się do skoku tylko pogorszyły sytuację. Z przekleństwem na ustach wylądował w wodzie, odpadając z dalszego pościgu, zaś pobratymiec który zafundował mu kąpiel wyszczerzył zęby w uśmiechu i poleciał dalej. Już nikt nie mógł mu zagrozić. Czekał na niego zupełnie nowy świat. Jeszcze tylko trochę, jeszcze… Vixen spojrzał na bramę która jakoś nieszczególnie się przybliżała. Zdaje się że źle ocenił odległość, brama była o wiele większa niż początkowo myślał, właściwie dopiero teraz miał okazję dokładniej jej się przyjrzeć.
Wrota wykonane były z kolorowego szkła. Gdzieniegdzie wyglądały tak, jakby dodatkowo pokrywały je zielone gałęzie, co było raczej niemożliwe biorąc pod uwagę panującą temperaturę… No tak, było zimno. Vixen zaczął to odczuwać dość gwałtownie tracąc siły. Musiał wprowadzić poprawki do swojego planu dolecenia do bramy. Dlaczego? Dlaczego do ciężkiej choroby miał takie problemy z zimnem? Srebrne smoki, jego za przeproszeniem “rodzice” mieszkali przecież na szczytach skutych wiecznym śniegiem gór. A on parodia sivaka właśnie zaczynał zbliżać się do tafli jeziora bo jego zmarznięte mięśnie nie dawały już rady. Musiał wylądować i musiał zrobić to delikatnie. Łatwiej powiedzieć niż zrobić, jakoś nie zdarzyło mu się jeszcze lądować na tak kruchym podłożu. Dobra raz kozie/smokowcowi śmierć. Wystarczy obrać odpowiednią trajektorię i… tafla aż zajęczała nieprzyjemnie, od jego stóp zaczęły promieniście rozchodzić się pęknięcia. Padł na kolana a potem położył się na brzuchu starając się rozłożyć nacisk na jak największej powierzchni. Nawet przestał oddychać przez kilka sekund nasłuchując odgłosu pękania. Udało się. I co teraz? Jakoś nie miał odwagi wstać, przeczołgał się kawałek poza strefę pęknięć tam gdzie lód wydawał się odrobinę solidniejszy, ale wciąż nie dość solidny żeby po nim iść, a co dopiero wybić się do lotu. Zresztą i tak nie miał już na to siły. Podniósł się na czworaki i tak właśnie ruszył do przodu, klnąc pod nosem pełzł do szklanej bramy. Złoty smok który to obserwował musiał mieć niezły ubaw.
Smok sprawiał wrażenie nie przejmować się wysiłkami smokowców w dostaniu się do wrót. Można nawet przypuszczać, że uciął sobie drzemkę, chociaż temu akurat zaprzeczało unoszenie się w powietrzu. Z każdym ruszeniem łapom brama była coraz bliżej. Coraz więcej było też pęknięć lodu. Vixen przyśpieszył trochę, by krócej znajdować się na jednym kawałku lodu. Za sobą słyszał liczne przekleństwa. To jego “rodzinka” uczyła się pływać, czy też bardziej precyzyjnie opadać na dno. Jednak to nie miało znaczenia. Brama była tuż tuż… Jakiś cień przeleciał nad chłopakiem. Smokowiec, który zdecydował się na szaleńcze szybowanie wbił się w lód, przełamując powierzchnię. Trzeba było obejść powstałą dziurę.
-Darujcie sobie! To moje drzwi.-wrzasnął do reszty, która najwyraźniej nie zamierzała odpuścić. Banda kretynów, wiadomo było przecież, wejść może tylko jeden i że to on jest właśnie tym jednym jedynym. A przynajmniej tak mówił Nnun. Miał rację w kwestii drzwi to i tym razem ma rację. Uznał, nagle postanawiając traktować maga poważnie. Z nową werwą skręcił żeby jak najszybciej ominąć wodną pułapkę i szamoczącego się w niej bazza który próbując uchwycić się krawędzi lodu z każdą chwilą poszerzał otwór wyłamując nowe kawałki kry. Zdesperowany Vixen po raz kolejny postanowił zaryzykować. Wstał ostrożnie i ruszył biegiem, tylko kwestią czasu było kiedy szczęście go opuści co też stało się nadzwyczaj szybko. Jeden głośniejszy dźwięk i zanim zdążył zrobić cokolwiek znalazł się pod wodą. Rozpaczliwie wyciągnął ręce w górę chcąc się złapać czegokolwiek. Przez jedną chwilę która zdawała się czarnołuskiemu wiecznością trafiał tylko na kawałki kry zbyt małe żeby mogły utrzymać go na powierzchni, aż wreszcie kiedy dotarło do niego że to najpewniej jego koniec, pazurzasta łapa Vixena zahaczyła o coś twardego i zdecydowanie stabilnego. Podciągnął się spazmatycznie łapiąc powietrze. Dotarł do celu, to co go uratowało okazało się być progiem szklanych wrót.
- Gratuluję, zdałeś. - usłyszał nad sobą ryk smoka, po czym poczuł, że jego ciało rozpada się. Najwyraźniej takie było wejście do wieży.
 
Agape jest offline  
Stary 08-03-2016, 18:36   #4
 
Karmazyn's Avatar
 
Reputacja: 1398 Karmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumny
Piętro zerowe: Test pozycyjny

Wieża przyjęła w swoje wnętrze kolejne pokolenie regularnych. Nie było przy tym fajerwerków, przelotów meteorytów, niezwykłych zjawisk atmosferycznych, ani innych niecodziennych wydarzeń. Wszystko odbyło się banalnie prosto i szybko. Osoby, które zdały test wstępny, znikały ze swoich światów i pojawiały się w pokojach na parterze Wieży. Pomieszczenia różniły się między sobą rozmiarem i umeblowaniem. Dany pokój dostosowany był do potrzeb i preferencji regularnego, który się w nim znajdował. Skąd twórca znał te wymogi, było jedną, wielką niewiadomą. Wszystkie pomieszczenia miały jednak ze sobą dwie wspólne rzeczy. Nie było możliwości wyjścia z nich oraz na jednej ze ścian znajdował się wyłączony ekran, o rozmiarach dostosowanych do regularnego – od 21 do nawet 100 cali.

Gdy wszystkie istoty doprowadziły się do stanu mogącego uchodzić za normalny, ekrany nagle się uruchomiły. Na ich powierzchni można było zobaczyć obraz młodej, humanoidalnej kobiety.

[media]https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/d4/47/22/d4472228d73c79986cc2ef88fe07dd13.jpg[/media]

Kobieta ubrana była w biały strój. Był tak spasowany, że odsłaniał twarz, kawałek szyi i palce u dłoni. Miała brązowe, krótko obcięte włosy. Niektórym przywodziła na myśl kapłankę.
Z nieznanego źródła dobiegł głos, mogący należeć do niej. Słowa, które wypowiedziała, zostały wypisane również na ekranie.

Cytat:
Witaj w Wieży Boga. Jestem Yshio, administratorka parteru Wieży.
W Wieży znajduje się pięć pozycji bitewnych. Za chwilę odbędzie się test, która zostanie przypisana Tobie. By uniknąć nieszczerego udzielania odpowiedzi, nazwy i opis pozycji zachowam na razie dla siebie. Informacje o nich zostaną podane, po zakończeniu testu. Proszę odpowiadać na pytania zgodnie z prawdą. Odpowiadać proszę ustnie. Dziękuję za współpracę.
Obraz kobiety zniknął. Jego miejsce zajęło pierwsze pytanie:
Cytat:
W czasie walki najbardziej polegam na:

Gdy regularny odpowiedział na nie, pojawiło się kolejne:
Cytat:
Stojąc przed zamkniętymi drzwiami, w jaki sposób je otworzysz?

Kolejne pytania pojawiały się po odpowiedzi na poprzednie:
Cytat:
Twój towarzysz walczy z przeważającą liczbą wrogów. Jest ranny. Tylko ty możesz mu pomóc. Jednak robiąc to, sam narazisz się na odniesienie ran. Co robisz?

Cytat:
Co przynosi więcej korzyści, działanie w pojedynkę czy w grupie?

Cytat:
Poświęcisz swojego towarzysza, by osiągnąć własny cel? Dlaczego?

To było ostatnie pytanie. Twarz Yshio znów pojawiła się na monitorze.
Cytat:
Dziękuję za udzielenie odpowiedzi na pytania. Twoje odpowiedzi zostały przeanalizowane pod względem przynależności do danej pozycji. Nim jednak poznasz werdykt, pozwól, że podzielę się z Tobą kilkoma informacjami.
Przed regularnym pojawił się okrągły przedmiot, wielkością przypominający piłkę do siatkówki.

Cytat:
To jest ATS, czyli Automatyczny Tłumacz Sferyczny. Dzięki niemu rozumiesz to, co inni powiedzieli lub napisali, jak i to, co zostało napisane lub wypowiedziane przez Ciebie, jest zrozumiałe dla innych. Może pełnić też funkcję torby. W środku jest trzy razy większy niż na zewnątrz.

Pozwól, że teraz przedstawię Ci pozycje, które występują w Wieży.
- pierwsza pozycja to Łowcy, walczą oni w pierwszym rzędzie, korzystając przeważnie z broni białej. Jest to główna siła uderzeniowa drużyny.
- druga pozycja to Obrońcy. Są podobni do łowców i mogą pełnić podobne funkcje, jednak ich głównym zadaniem jest ochrona reszty drużyny.
- trzecia pozycja to Zwiadowcy. Działają na obszarze wroga, gdzie pozyskują informacje, lub prowadzą działania dywersyjne.
- czwarta pozycja to Władcy Shinsu. Walczą głównie w drugiej linii, wykorzystując energię shinsu, do ranienia wrogów lub wspomagania sojuszników.
- ostatnia, piąta pozycja to Latarnicy. Korzystając z latarni, przetwarzają informacje zdobyte przez zwiadowców, opracowują taktykę walki lub wspomagają swych towarzyszy.

Wieża nie ogranicza Cię do rozwijania się w jednej pozycji, jednak kolejne testy wymagać będą drużyn, w których liczba przedstawicieli poszczególnych pozycji jest ograniczona.

Czy masz jakieś pytania, nim przejdziemy dalej?
 

Ostatnio edytowane przez Karmazyn : 17-03-2016 o 14:56.
Karmazyn jest offline  
Stary 09-03-2016, 19:53   #5
 
Agape's Avatar
 
Reputacja: 1444 Agape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumny
Rozpadanie się na kawałki zdecydowanie było niepokojącym odczuciem toteż kiedy tylko Vixen wrócił do przytomności skwapliwie zabrał się za sprawdzenie czy siła, która zabrała go z przed szklanej bramy poskładała te kawałki z powrotem do kupy i co równie ważne czy zrobiła to właściwie. Pazurzaste dłonie pokryte drobną czarną łuską nie zmieniły się nic a nic, muskularne przedramiona bez problemów pozwoliły mu podnieść się do pozycji siedzącej z mokrej kamiennej posadzki na której do tej pory leżał. Klinowaty smoczy pysk, czupryna srebrnych włosów teraz mokrych i przyklejonych do czaszki, dwa długie skierowane do tyłu rogi, wszystko zdawało się być na swoim miejscu. Duże błoniaste ociekające wodą skrzydła zdolne unieść go w powietrze również nie ucierpiały, giętki ogon był dokładnie tak długi jak być powinien, wyposażone w pokaźne szpony smocze łapy również należały do niego. Poza kilkoma niegroźnymi zadrapaniami był cały, zdrowy, przemoczony i cholernie zmarznięty. Wstał. Osiągając pełne dwa metry wzrostu, nie licząc rogów, nie zaliczał się do ułomków, na szczęście trafił do kwatery przeznaczonej dla istot w podobnym rozmiarze. Pełgający w kominku ogień, drewniana ława ustawiona przy stole, na którym stała misa pełna pieczonych kawałków mięsiwa i dzban wina, wszystko to zachęcało czarnołuskiego by się rozgościł i pewnie tak właśnie by zrobił gdyby nie jeden element, który do reszty wystroju zupełnie nie pasował. Całkiem spora czarna tafla zajmująca centrum jednej ze ścian pomieszczenia za bardzo rzucała się w oczy żeby Vixen mógł ją zignorować. Nie mając bladego pojęcia z czym ma do czynienia, oczywiście postanowił to sprawdzić. Najpierw znalezisko obwąchał, pomacał, wreszcie polizał, a kiedy i to nie pomogło mu odgadnąć przeznaczenia tego czegoś postanowił wypróbować na obiekcie swoje pazury. Paskudny raniący uszy zgrzyt gwałtownie zmącił panującą w pomieszczeniu ciszę, nie dając żadnych odpowiedzi. Nie mając więcej pomysłów smokowiec zajrzał przez drzwi do kolejnego pokoju gdzie zastał… sadzawkę. “O nie nic z tego!”- pomyślał natychmiast opuszczając to miejsce, zdecydowanie miał dość kąpieli jak na jeden dzień. Zbadawszy wszystko co było do zbadania i nie znalazłszy drzwi na zewnątrz Vixen postanowił wreszcie zadbać o swoje potrzeby. Z półmiskiem mięsiwa i winem u boku siadł jak najbliżej ognia delektując się ciepłem i strawą. Nie miał pojęcia jak się tu znalazł, gdzie właściwie jest to “tu”, ani co będzie dalej, nie czuł jednak niepokoju. Złoty smok zadał sobie trud by go nakarmić toteż w tej chwili czuł się jak gość, nie jak więzień mimo iż brak drzwi mógł sugerować co innego. Zresztą jeśli będzie miał ochotę to na pewno znajdzie jakiś sposób żeby się wydostać, był o tym przekonany. Na szczęście nie było takiej potrzeby, jeszcze zanim zaczął się nudzić czarny prostokąt ożył stając się jakby oknem przez które przemówiła kobieta w bieli. Smokowiec zerwał się na równe nogi gotowy na wszystko, a tym czasem administratorka zaczęła udzielać wyjaśnień. Zafascynowany Vixen zbliżył się i właśnie machał dziewczynie ręką przed oczami, stukał w szklaną powierzchnię zdumiony tym że osoba po drugiej stronie nijak nie reaguje, zupełnie jakby go nie widziała. A potem nagle zniknęła zastąpiona przez litery, jakby okno zmieniło się w książkę. Dziwne to wszystko.
Cytat:
W czasie walki najbardziej polegam na:
-Na sobie oczywiście.- odpowiedział kiedy już oswoił się z sytuacją. A na ekranie wyświetliło się kolejne pytanie.
Cytat:
Stojąc przed zamkniętymi drzwiami, w jaki sposób je otworzysz?
-Zależy od drzwi. Jak się da wyważę.
Kolejne pytania pojawiały się po odpowiedzi na poprzednie:
Cytat:
Twój towarzysz walczy z przeważającą liczbą wrogów. Jest ranny. Tylko ty możesz mu pomóc. Jednak robiąc to, sam narazisz się na odniesienie ran. Co robisz?
-Towarzysz w jakim sensie? Że niby go lubię i chcę mu pomóc? Jeśli tak, to nie znam nikogo takiego.
Cytat:
Co przynosi więcej korzyści, działanie w pojedynkę czy w grupie?
-Durne pytanie. To zależy od tego co chce się osiągnąć.
Cytat:
Poświęcisz swojego towarzysza, by osiągnąć własny cel? Dlaczego?
-Zależy od towarzysza i od celu, od tego co będzie dla mnie ważniejsze.- Vixen po raz kolejny nie potrafił odpowiedzieć konkretnie, nie rozumiał też co kobieta chciała przez to osiągnąć, zresztą średnio go to interesowało. Za to latająca fioletowa kula która ni stąd ni zowąd pojawiła się koło jego głowy natychmiast przykuła jego uwagę. Nie zastanawiając się wcale spróbował ją złapać, co udało mu się bez żadnego problemu. W dotyku była chłodna i gładka a w jednym miejscu na jej powierzchni pojawiały się i zmieniały cyfry zupełnie jak pytania chwilę wcześniej na ścianie, za to zajrzeć do środka nijak się nie dało. Czarnołuski postanowił przetestować przedmiot ściskając go najpierw lekko, potem coraz mocniej i mocniej, sprawdzając jak wytrzymały jest materiał z którego została zrobiona. Nawet kiedy użył całej swojej siły nic się nie stało.
-Mocne.- stwierdził wypuszczając przedmiot i pozwalając mu zająć poprzednią pozycję.
- I już mnie wkurza. Będzie tak cały czas nade mną wisieć?- spytał, tymczasem kobieta w bieli zupełnie go ignorując wyjaśniała klasy.
-Łowca, zostanę łowcą, słyszysz? Tak zdecydowałem.- nie pozostawił administratorce wątpliwości co do swoich preferencji, ale chyba nie słyszała albo udawała, że nie słyszy, bo jak gdyby nigdy nic kontynuowała swój monolog, dopiero na koniec raczyła zwrócić się bezpośrednio do Vixena.
-Czemu nie porozmawiasz ze mną normalnie? Boisz się?
- Ponieważ jesteś jednym z wielu regularnych, którzy dzisiaj trafili do Wieży. Rozmowa z każdym osobiście byłaby niemożliwa. - Yshio w końcu odpowiedziała.
-Pieprzysz. Co za problem zebrać wszystkich razem?- zdziwił się smokowaty, nadal nie pojmując działania monitora. -Zresztą mam to gdzieś. Gdzie są drzwi?- zmienił temat.
- Ponieważ istnieje duże prawdopodobieństwo, że część z was zje drugą część. - odparła na pierwsze pytanie. - Drzwi nie ma.
-Zje?- powtórzył i zastanowił się kilka sekund. -Przekonałaś mnie.- zaakceptował logikę stojącą za powodem nie łączenia “regularnych” razem.
-Kim są regularni?-dopytał, niepomny słów administratorki rozglądając się po pomieszczeniu jakby spodziewał się, że drzwi na zewnątrz jednak się pojawią.
- Regularni, to osoby, które trafiły do Wieży i nie osiągnęły jeszcze jej szczytu. Ci, którym to się udało są nazywani rankerami.
- A administratorzy? Ty jesteś administratorem.
- Administratorzy, to istoty, które zarządzają poszczególnymi piętrami Wieży.
-Ile jest tych pięter?... I gdzie są drzwi? Mam sam je znaleźć?- pytał dalej.
- Pięter jest 123. Pokój, w którym się znajdujesz nie posiada drzwi. Gdy odpowiem na wszystkie twoje pytania zostaniesz przeniesiony w inne miejsce, gdzie odbędzie się dalsza część testu. - administratorka cierpliwie odpowiadała na pytania. Tym razem chyba udało jej się zadowolić Vixena, który przestał wypatrywać drzwi, skoro to i tak on decydował jak długo tu zostanie, ich brak przestał mu przeszkadzać.
-Dużo... Jest jakiś sposób żeby to przestało koło mnie latać jak natrętna mucha?- kontynuował wskazując na fioletową kulę.
- Wyobraź sobie, że jest niewidoczny. Wtedy zniknie.
Smokowiec spojrzał na kobietę z powątpiewaniem, ale posłusznie przeniósł spojrzenie na ATS, skoncentrował się, jeszcze chwilę i jeszcze.
-Nie znika.- oznajmił jakby to była wina administratorki.
- Musisz bardziej się na tym skupić. To nie takie trudne. - poleciła kobieta.
-Nie potrafię sobie wyobrazić że tego nie ma kiedy, to jest tuż przede mną.- wyjaśnił po czym zamknął oczy, a kiedy otworzył je kilka sekund później ATSu już nie było, nawet obrócił się w koło własnej osi i rozejrzał po kątach sprawdzając czy kula gdzieś się nie schowała albo nie robi go w konia unosząc się za jego plecami. Nie robiła, naprawdę zniknęła.
-Długi jest ten test?
- Czeka cię jeszcze jedno zadanie, po czym zostaniesz przeniesiony na pierwsze piętro, do akademii początkujących.
Vixen wyraźnie się skrzywił.
-Tam podzielą nas na oddziały i będą szkolić?-spytał tak jakby zdawał się już znać odpowiedź.
- Tak, chociaż tutaj nazywa się to drużynami. Każda drużyna liczyć będzie sześć osób.
Czarnołuski wyraźnie stracił entuzjazm.
-Durni dowódcy i głupie zasady.-zawyrokował. -Długo będą mnie tam chcieli trzymać?
- Sto dni, jeśli oczywiście tyle przeżyjesz. - padła odpowiedź.
-Nienawidzę tego.-odparł bardziej do siebie niż do kobiety. Kompletnie przeszła mu ochota na dalszą rozmowę, toteż wyszedł do łazienki, zostawiając ekran samemu sobie.
Minęło pół godziny zanim zdecydował się wrócić, a kiedy to nastąpiło postać administratorki wciąż była na miejscu. Czekała na niego.
-Nie mam więcej pytań, przenieś mnie.
- Dobrze, czy masz przy sobie wszystko czego potrzebujesz? - teraz to ona zadała pytanie.
Vixen wzruszył ramionami, nie miał niczego oprócz potarganych spodni i tej dziwnej niewidzialnej kuli.
-Niczego w tej chwili nie potrzebuję, a jak będę potrzebował to, to sobie wezmę.- odparł butnie.
Kobieta nie odpowiedziała. Vixen tym czasem znów poczuł jak jest przenoszony. Pojawił się… na arenie. W ręku trzymał miecz. Na przeciwko niego stał inny smokowiec. Z wyglądu był dość mocno do niego podobny, z tym, że tam gdzie Sivak był ciemny, tamten był jasny.
- Twoja pozycja to łowca. Twoim celem jest wygranie tej walki używając tylko swojego ciała i broni. - usłyszał głos Yshio.
Znikanie z jednego miejsca i pojawianie w innym może i było praktycznym sposobem transportowania regularnych dla administratorki, ale Vixena kompletnie dezorientowało. Potrzebował chwili żeby ogarnąć sytuację. Nie tylko wylądował na arenie przed przeciwnikiem, ktoś nawet wsadził mu w rękę miecz, niby wszystko się zgadzało, ale jakoś nie miał ochoty walczyć.
-Do twojej wiadomości Yshio: nie jestem tresowanym psem który rzuci się na ofiarę gdy tylko krzykniesz “bierz go”.- powiedział w przestrzeń. Zamiast atakować po prostu przyglądał się drugiemu smokowcowi, zbyt podobnemu do niego samego, by można to było uznać za przypadek.
-Kim jesteś? Prawdziwym smokowcem czy kolejną sztuczką?- zapytał oponenta.
- On nie odpowie. Można powiedzieć, że jest twoją kopią. Nie jest żywą istotą, lecz jeśli cię trafi, to zaboli. Ty go zabić nie możesz, bo nie jest żywy. - odparła Yshio.
-Aha. Kolej na sztuczka.-podsumował Vixen nadal nie kwapiąc się do walki.
Przeciwnik nie miał zamiaru jednak cierpliwie czekać, aż czarnołuski wykona pierwszy krok. Dobył miecza i ruszył na niego, szykując się do poprzecznego cięcia, które oryginał postanowił sparować i cofnąć się kilka kroków. Miecze uderzyły o siebie, dystans między walczącymi się zwiększył, co dało tylko okazję dla jasnego smokowca na kolejne natarcie. Cięcia nadchodziły z każdej strony i były systematycznie parowane. Vixen miał niecodzienną okazję przyjrzeć się swojemu własnemu stylowi walki. Szczerze powiedziawszy myślał że stać go na więcej.
-Nie możesz mnie pokonać. Wiem co zrobisz zanim to zrobisz bo jesteś mną. Znam siebie.- wyjaśnił kopii, chociaż wiedział że mu nie odpowie.
Klon jednak nie robił sobie z tego niczego. W końcu słowa Vixena działały też w drugą stronę. Przeciwnik znał go i wiedział co zrobi. Jednak fakt, że tylko jeden smokowiec mówił, dał przewagę drugiemu. Jasny natarł nim czarnołuski skończył mówić. Cios skrzydłem otrzymanym w twarz zabolał regularnego. Co o dziwo wywołało na pysku Vixena uśmiech, wreszcie postanowił włączyć się do gry i sam zaatakować. Wyprowadził poziome cięcie celując w pierś jasnego. Właściwie nie liczył na sukces dlatego cięcie płynnie przeszło w obrót pozwalający zaatakować ogonem i podciąć nogi klona.
O dziwo, atak doszedł do skutku. I to w bardzo dobrym stylu. Na arenie rozszedł się dźwięk pękającej kości. Lewa noga klona wykrzywiła się pod nienaturalnym kątem, a kość wyszła na wierzch. Pomimo to, jasny smokowiec nie miał zamiaru się poddać. Jednak jego ataki były bez trudu unikane przez Vixena, który właśnie zrozumiał jak czuli się niektórzy jego przeciwnicy. Patrzenie na samego siebie odnoszącego rany było mocno nieprzyjemnym odczuciem.
-Miałem o sobie lepsze zdanie.- podsumował i ruszył do natarcia chcąc zakończyć starcie jak najszybciej. Wykorzystując ograniczoną mobilność przeciwnika starał się zadawać kolejne ciosy gdy tylko tamten się odsłonił, sam nie narażając się zbytnio.
Walka z samym sobą pozwalała zobaczyć luki w swoim sposobie walki. W przypadku Vixena był to praktycznie brak obrony. Klon zamiast przyjąć postawę obronną postanowił atakować. Co skończyło się tym, że na jego lewa strona szyi zyskała dość głęboką ranę, jednak za płytką by odebrać mu życie. Smokowiec był dość twardy.
-Zdechł byś wreszcie. Nie mogę na to patrzeć.- powiedział czarnołuski przyspieszając i po raz kolejny atakując już zranioną szyję z zamiarem dekapitacji.
Atak nie powiódł się tak jak smokowiec zakładał. Trafienie miało miejsce jednak głowa klona nie zamierzała rozstać się z resztą ciała. Vixen mógł czuć się dumny na swój sposób. Jego ciało było twarde jak cholera. Z drugiej strony jasny wyglądał teraz jak właśnie zarzynana świnia, chyba będzie mu się to śniło po nocy.
-Umrzyj.- poprosił ładnie, zadając kolejny cios w szyję.
Vixen nie popisał się techniką walki, za to skuteczności nie można było mu odmówić. Cios dotarł do ciała klona, który od teraz był krótszy o rogi i głowę. Drgające jeszcze przez chwilę ciało rozwiało się, zupełnie jakby nigdy nie istniało.
- Test pozycyjny zakończony. - usłyszał głos Yshio. - Jeśli nie masz innych pytań, zostaniesz przeniesiony do swojej drużyny.
-Żygać mi się chce… To była cenna lekcja.- w specyficzny sposób wyraził swoje podziękowanie, patrząc w miejsce gdzie jego sztuczny brat bliźniak przestał istnieć.
-Już zdecydowałaś z kim będę w drużynie?
- Tak. - padła krótka odpowiedź.
-Oczywiście nie mam w tej kwestii nic do powiedzenia.
- Regularni zostali podzieleni na grupy według swoich możliwości, w taki sposób, by każda z drużyn miała takie same szanse.
Vixen machnął lekceważąco ręką, dając do zrozumienia administratorce że ma gdzieś jej usprawiedliwienia. Po czym… znów został przeniesiony. Jakby zwyczajne chodzenie czy latanie wyszło w Wieży z mody.
 

Ostatnio edytowane przez Agape : 09-03-2016 o 20:16.
Agape jest offline  
Stary 10-03-2016, 16:21   #6
Ryo
 
Ryo's Avatar
 
Reputacja: 11211 Ryo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputację
Brunetka w brudnym, pełnym piasku odzieniu składającym się z płaszcza koloru piaskowego, ciemnych spodni i pancernych skórzanych butów, znalazła się sama w pomieszczeniu. Była głodna, spragniona i chciała się umyć, gdyż kontaktu z łazienką nie miała od tygodnia. Mimo to postanowiła cierpliwie poczekać na posiłek i resztę rzeczy. Skoro wytrzymała w tamtym piekle kilka dni, to kilka godzin jeszcze wytrzyma, choć wolała najpierw choćby się posilić. Poprawiła splątane, brudne włosy, chyba tylko z czystego odruchu, wytrzepując z nich nieco pyłu. Czuła, że nie jest najczystsza, chociaż warstewka pustynnego pyłu działała jak swoisty dezodorant, odcinając otoczenie od zapachu potu i krwi. W dodatku nie wiedziała, gdzie jest i o co chodzi. Nie miała żadnych konkretnych informacji na ten temat, bez nich czuła się jak dziecko we mgle. Nie wiedziała, czy bardziej chce zaspokoić głód i pragnienie - posiłku czy wiedzy. W pomieszczeniu było jasno, choć trudno było dostrzec samo źródło światła. Zdaje się, że to ściany, sufit i podłoga promieniowały bardzo łagodnym światłem.
Rozejrzała się na około - odnalazła krzesło, zlew z mydłem, lodówkę, dystrybutor wody, jak również kosz na śmieci i inne rzeczy, których potrzebowała. Odnalazła też monitor z ekranem o przekątnej 21 cali, niemniej nie jemu pierwszemu poświęciła uwagę. Najpierw zajęła się ważniejszymi rzeczami. Umyła porządnie ręce, jak i samo mydło, by pozbyć się z niego brud. Ręcznika nawet nie tknęła, po prostu użyła mocy, ogrzewając dłonie, które dzięki niej szybko wyschły. Następnie udała się do lodówki, z której wzięła trochę jedzenia - niezbyt dużo, żeby nie pożreć wszystkiego, a jedynie zaspokoić głód na tyle, by nie burczało w brzuchu i żeby się nie przejeść. Szukała najpierw ryżu lub chleba, a gdy znalazła to drugie, wzięła parę plastrów szynki i sera oraz parę jabłek. Lodówkę zamknęła, przyrządziła sobie proste kanapki i zjadła jabłka. Potem skorzystała z dystrybutora, wzięła plastykowy kubek i nalała sobie cieplejszej wody. Po uczcie posprzątała po sobie tak, jakby niczego w pomieszczeniu nie tykała. Dziewczyna znalazła nawet prysznic w pomieszczeniu oraz środki piorące i pralkę. Wszystko co znalazła wskazywało na to, że pokój był dostosowany konkretnie pod nią, bowiem znalazła wszystko, co potrzebowała na daną chwilę. Skorzystała z prysznica, pod którym nie siedziała zbyt długo. Umyła się szybko, otuliła się długim, białym, puchatym ręcznikiem, a w międzyczasie uprała sobie ubrania. Ta druga czynność potrwała krócej niż dziewczyna oczekiwała, niemniej i tak czekała cierpliwie, aż pralka zakończy swoją pracę. Uprasowała też ubrania, bo w międzyczasie znalazła deskę do prasowania i żelazko. Włosy zaś rozczesała palcami tak, zachować więcej porządku i nie zostawiać po sobie kłaków. Zresztą te, które zaplątały się w jej palce, zmieniły się w dym. Jakoś nie chciała po sobie zostawiać zbyt wiele śladów, więc pomieszczenie doprowadziła do stanu sprzed użycia. Nawet ręcznik wyprała, tyle że ręcznie, a nie w pralce, a później ten wysuszyła swoją mocą i poskładała starannie. Gdy zaspokoiła wszystkie swoje potrzeby wówczas podeszła do ekranu.
Monitor nie miał żadnych przycisków. Ryoku zaczęła przeglądać obudowę, dotknęła ekranu, zastukała w obudowę, przeglądała urządzenie, ale nie znalazła niczego, co by mogło uruchomić to ustrojstwo. Po tym dziewczyna zaczęła szukać drzwi wyjściowych, ale ku swemu niezadowoleniu nie mogła ich znaleźć. Denerwowała się, a nawet trochę bała - lecz tylko przez chwilę. Później pozostał tylko stres. Czuła się jak gryzoń uwięziony w pułapce. Z drugiej strony - może jakieś drzwi same się pojawią, tak jak wcześniej?
Kiedy Ryoku imaginowała sobie biblioteczkę z książkami czy ulotkami dotyczącymi tego miejsca, rozczarowała się - te się nie pojawiły. Najwyraźniej nie do końca to miejsce spełniało wszystkie potrzeby bądź posiadało tajemnice, które chciało ukryć przed wybrańcami.

Cytat:
W czasie walki najbardziej polegam na:
Sobie.

Cytat:
Stojąc przed zamkniętymi drzwiami, w jaki sposób je otworzysz?
Czym się da.

Cytat:
Twój towarzysz walczy z przeważającą liczbą wrogów. Jest ranny. Tylko ty możesz mu pomóc. Jednak robiąc to, sam narazisz się na odniesienie ran. Co robisz?
Zależy czy ten towarzysz będzie dla mnie coś znaczył, i od wielu innych rzeczy.

Cytat:
Co przynosi więcej korzyści, działanie w pojedynkę czy w grupie?
To zależy czy grupa będzie umiała działać i będzie użyteczna [wtedy dobra grupa nie jest zła] czy tylko będzie przeszkadzać [wtedy lepiej działać samemu].

Cytat:
Poświęcisz swojego towarzysza, by osiągnąć własny cel? Dlaczego?

To zależy jak zdefiniujesz cel i ile ten towarzysz w obliczu celu będzie wart.


- Czy na podstawie testu wstepnego przed brama nie dalo sie przydzielic do klas?
- Nie, ponieważ sytuacje, w których zastał was test wstępny nie były takie same. - odparło oblicze kobiety.
- Moze pani cos powiedziec o tej Wiezy? W sensie co to jest, z czego sie sklada i o co tu chodzi? Zreszta uwazam, ze poprzedni test lepiej oddaje to, co chcecie przez te pytania o nas sie dowiedziec.
- Wieża to miejsce, gdzie osoby, które zdały wstępny test są zbierane, by dać im szansę spełnienia ich marzeń. Wieża składa się ze 123 pięter, trzeba wspiąć się na sam szczyt, by spełnić marzenie. - odparła Yshio.
Ja pierdzielę, kolejne łażenie?!” - Ryo opadły mentalne ręce. A miała nadzieję, że będzie mogła przejść do siebie, do swojego świata, a tak znowu będzie skazana na kolejną wycieczkę. A poza tym taki kawał drogi na szczyt, żeby spełnić jedno życzenie...
- A nie ma gdzie jakiejś kolei transgalaktycznej, żebym mogła wsiąść i pojechać do siebie albo tam na górę? - to zapytała już bardziej zrezygnowanym głosem.
- Niestety nie ma. Musiałabyś dotrzeć na szczyt i poprosić o to boga.
- A listu z prośbą do niego się nie da napisać?
- Nikt nie broni ci pisać listu, jednak sama musisz go zanieść.
- Meh, bez sensu - mruknęła Ryo. - Można tego ATSa jakoś schować albo nim sterować? Bo jakoś nie uśmiecha mi się łazić z tym ustrojstwem, kiedy będzie mi latało koło czerepa albo ręki.
Próbowała złapać tę dużą “piłkę”, która na razie promieniowała bielą.
Co jej się udało bez większego problemu.
- Sterować specjalnie nie możesz. Będzie zawsze koło ciebie, ale możesz robić nim wszystko co z piłką. By zniknął pomyśl o tym, że jest niewidoczny. By się pojawił, pomyśl o tym, że jest widoczny.
Dziewczyna przeanalizowała sobie odpowiedź kobiety. ATS najpierw zrobił się biały, lecz nieco wypłowiały. Potem pojawiły się na nim czerwone ładnie kaligrafowane znaki, a potem Ryo spakowała do niego ręcznik, środki czystości oraz jedzenie. Po chwili ATS zniknął.
- Jak uważacie, możecie prowadzić, i tak potem dowiem się tego, co trzeba i co będę chciała wiedzieć - oznajmiła. - a co do klas, niezależnie od wyboru i tak zrobię to, co uznam za słuszne - odparła kapłance. - ale~ Mówiła pani coś, że latarnicy latarni używają, w jaki sposób? - administratorka zapomniała chyba po drodze wytłumaczyć paru rzeczy i że rozmawia z żółtodziobem wspinaczki. - i nie wiem, o co chodzi z tym shinsu, chyba pani zapomniała po drodze wyjaśnić paru rzeczy - uśmiechnęła się z lekkim zawstydzeniem.
- Latarnicy używają latarni dzięki shinsu. - odparła Yshio - O shinsu dowiesz się w adakemi na pierwszym piętrze.
Wciąż nie było wiele wiadomo.
- To jak te latarnie tutaj wyglądają? Bo póki co mam głupie skojarzenie z gościami, którzy latają z wielkimi metalowymi kijami z żarzącymi się żarówkami, co oświetlają drogę.
- Są to sześciany nie większa od ATSu. Podobnie jak on mogą być w różnych kolorach.
- A co te latarnie mogą robić poza świeceniem? - dla Ryoku ta rola wydawała się najbardziej abstrakcyjna, zaraz po tej czwartej. Czy latarnicy są potrzebni, bo w Wieży nie ma światła? O dwie pierwsze role nawet nie pytała, pomijając to, że nie widziała się na nich. Czemu administratorka nie chciała powiedzieć, co to jest shinsu?
- O tym również dowiesz się w akademii.
- Ech... - westchnęła Ryo. Czemu tutaj z tego robiło się tajemnice? Skoro kobieta raczyła powiedzieć o pozycjach, to mogła wyjaśnić terminy z nimi związane. - Wyjaśnienia tych pozycji bez wyjaśnienia, co to jest shinsu i o co chodzi z latarniami są niekompletne i wciąż nie wyjaśniają wystarczająco wiele - zwróciła uwagę administratorce, że jeśli by wyjaśniła parę kwestii wymienionych w opisie, to miałoby to więcej sensu.
- Wyjaśnienie tych pojęć nie leży w moich kompetencjach. Od tego są nauczyciele pozycji w akademii. Ja mogę odpowiedzieć na ogólne pytania dotyczące Wieży.
- Coś mi mówi, że pani mogłaby wyjaśnić chociaż, o co chodzi z shinsu - Ryo spojrzała z lekkim rozczarowaniem na kobietę.
- Być może mogłabym. - padła odpowiedź.
- Nie chcę tego mówić, ale jeśli pani wprowadza kogoś do Wieży, to powinno się wyjaśniać podstawy tego, jak co tutaj działa - dziewczyna wciąż ustawała przy swoim, spoglądając z lekkim niesmakiem na kobietę. - jak i również powiedzieć, co oznaczają terminy występujące w opisie klas, jeśli pani już raczyła je opisać. Inaczej wprowadzony mógłby pomyśleć, że pani brakuje kompetencji - odparła. - Poproszę pustą butelkę. Półtora litrową, jeśli można. Najlepiej szklaną - poprosiła kobietę.
- Od wyjaśnienia terminów są nauczyciele w akademii. Tego się nie zmieni. Podstawy tego, jak co tutaj działa zostaną przedstawione również w akademii. Butelki niestety nie mogę ci dać.
- To po co były wyjaśnienia tych klas? - Ryo okazała zdziwienie. - I jakie inne pytanie mam pani zadać, gdy pani na nie nie chce odpowiedzieć przez kompetencje?
Westchnęła. Odeszła na chwilę od ekranu i postanowiła na osobności pomyśleć. Prowokacja nic nie daje, trzeba będzie zmienić taktykę. Postanowiła przeszukać pokój w poszukiwaniu szklanej butelki.
- Wymyślenie odpowiednich pytań również sprawdza zdolności regularnych. Nikt nie może ci powiedzieć o co masz pytać.
- A więc test cały czas trwa... może pani opowiedzieć coś o nauczycielach i o tym, jak funkcjonuje akademia?
- Każda pozycja ma jednego nauczyciela. Dokładniejszy ich opis mija się w tej chwili z celem, bowiem każda akademia ma innych nauczycieli. W akademii spędzisz sto dni, chyba, że wcześniej zginiesz. Po tym czasie przystąpisz do testu, który zdecyduje, czy możesz wejść na drugie piętro.
- Hmmm… A co pani może powiedzieć o następnym teście? Drużynowy, osobisty czy wolna amerykanka?
- Każdy test w Wieży jest drużynowy. Drużyna składa się z sześciu osób. Test jest ustalany przez administratora danego piętra, na kilka dni przed jego odbyciem się.
- W drużynie sześć osób, a pozycji pięć… - mruknęła Ryo. W lodówce znalazła szklaną butelkę z mlekiem, którą również zabrała i spakowała do ATSa. - Drużyny sobie sami ustalamy, testerzy nam ją przydzielają czy to zależy od testu?
- Jedynym wymogiem na temat drużyny jest to, by znalazło się w niej dwóch łowców i po jednym przedstawicielu pozostałych pozycji.
- Koniecznie musi być dwóch łowców? - zdziwiła się Ryo. - Przecież to bez sensu. Drużynę powinno się ustalać względem potrzeb testu, celu i taktyki, a nie przepisów.
- Celem jest zdanie testu, a jeśli ktoś nie stworzy taktyki uwzględniając dostępne pozycje, znaczy, że nie powinien się dalej wspinać.
- Ten przepis nie ma nic wspólnego z tym, co teraz pani powiedziała. Jeśli byłabym latarnikiem, i wolałabym mieć dwóch władających shinsu, a nie dwóch łowców, to nie mogę tego zrobić, bo jakiś bezsensowny przepis na to nie pozwala.
- Tak, zgadza się. Dlatego jako latarnik musiałabyś wymyślić taktykę, w której zamiast dwóch władców shinsu masz dwóch łowców.
- Kto wymyślił ten przepis?
- Prawdopodobnie, podobnie jak wszystkie inne przepisy, bóg.
- Ja pewnie tak szybko nie dojdę do niego, by mu powiedzieć, że ten przepis jest nielogiczny. Administratorzy mogą chodzić po piętrach czy muszą siedzieć na swoich piętrach?
- Administratorzy są częścią piętra, którym zarządzają. Zostaliśmy stworzeni razem z nim. Nie ma możliwości opuszczenia go.
- Em, a to administratorzy nie widzieli się z bogiem na szczycie Wieży?
-Nie. Żaden z administratorów nie był na szczycie.
- Ci co się wspięli na szczyt, to co z nimi?
- Spełnili swoje marzenie i zostali rankerami.
- Rankerzy mogą chodzić po piętrach?
- Tak, mogą.
- Mogą pójść do boga poprosić go o kolejne życzenie albo chociaż wyjaśnić mu, że ten przepis jest bez sensu?
- Nie mogą iść prosić o kolejne życzenie, ale mogą z nim rozmawiać.
- Świetnie! Jak rozumiem nauczyciele to rankerzy, tak?
- Tak.
- No, to musieliby się zebrać i z nim pogadać o zmianie przepisów - stwierdziła.
- O tym musiałabyś porozmawiać z nimi.
- Jak będzie okazja, to pogadam, tylko czy posłuchają, to już inna sprawa - mruknęła, zastanawiając się, co by tu jeszcze wziąć ze sobą. Nie znalazła naczynia, w którym mogłaby przechować wodę z dystrybutora. Butli nie zamierzała taszczyć ze sobą. Wzięła ze sobą jeszcze sznur do bielizny. Nabojów do pistoletu nie znalazła. Skonfiskowała środki piorące i tyle tylko wyniosła z pomieszczenia.
- Ale najpierw muszę przeżyć ten cały test i ewentualnie moją drużynę. - stwierdziła z delikatnym przekąsem. - A że pewnie większości rzeczy i tak dowiem się sama później, to możecie prowadzić.

Ryoku znów poczuła jak jest przenoszona. Tym razem trafiła na skraj polany, ukryta wśród krzaków. Na środku polany znajdował się budynek jednopiętrowy. Oprócz drzwi prowadzących do środka były też drzwi prowadzące do piwnicy.
- Zostałaś przydzielona do zwiadowców. Twoim celem jest odnalezienie złotej statuetki w domku. Jednak nie możesz dać się zobaczyć nikomu znajdującemu się w środku. - usłyszała głos Yshio.
Czyli będzie musiała przeszukać cały dom.
- Czy mogę się dowiedzieć czegoś więcej? - mruknęła pod nosem Ryoku, by nikt inny ją nie słyszał. - Ile osób w środku i gdzie dokładniej ta statuetka, jak ona wygląda?
- Osób w środku jest kilkanaście. Statuetka jest ze złota. Nie pomylisz jej z niczym innym.
- Czyli muszę ją poszukać w tym domu - zrozumiała, że nie dostanie więcej informacji poza tymi, które dostała. Wybrała drzwi do piwnicy, jak trzeba przetrząsnąć dom, to od posad po dach. Znajdując się jeszcze w krzakach, Ryo zmieniła się w cień i prześlizgnęła się między ździebłami, prując prosto pod ścianę domu, w kierunku drzwi do piwnicy - tak, by nikt jej z okien nie dostrzegł. Później prześlizgnęła się pod drzwiami piwnicy i ukryła się w pierwszym najciemniejszym zakątku.
Wszystko udało się bez najmniejszego problemu. Drzwi od piwnicy nie miały żadnego alarmu antywłamaniowego. Jednak w piwnicy pojawił się problem. W postaci długiego, dobrze oświetlonego korytarza i przechadzającego się nim strażnika. Nie prześlizgnie się teraz niezauważona przez korytarz, musiała się pozbyć strażnika, bo jej przeszkadzał. Ryo wzięła do ręki swój miecz, przy ogłuszyć płazem strażnika, gdy znajdzie się zbyt blisko piwnicy i będzie odwrócony do niej plecami.
Strażnik nieświadomy obecności kobiety w piwnicy, zaczął wykonywać kolejny obchód, by przerwać w pół kroku. Spowodowane było to uderzeniem jakie otrzymał w głowę. Usunął się na podłogę korytarza pozbawiony świadomości. Ryo przeciągnęła gościa do piwnicy i zostawiła go tam, rzucając na niego parę znalezionych pustych worków. Następnie podbiegła do przodu korytarza, by rozejrzeć się dyskretnie odnośnie dalszej drogi.
Za korytarzem były… trzy kolejne korytarze. Jeden w lewo, drugi w prawo, i trzeci na wprost. We wszystkich trzech, tylko miejsca były oświetlone, więc Ryoku mogła bez problemu przejść przez nie w formie cienia. Pytanie tylko, który z tych korytarzy prowadził na piętro. Postanowiła sprawdzić wszystkie po kolei. Zaczęła od tego na lewo.
Korytarz był długi. Bardzo długi. I co najgorsze nie wznosił się lecz opadał. W końcu kobieta dotarła do jego końca i… znalazła się w podziemnej jaskini, w której znajdowało się jezioro. Wyglądało na to, że to był zły wybór, ale nie mogła mieć pewności dopóki nie obejrzy jaskini. Problem stanowiło kilku strażników, którzy obchodzili jaskinię. Wyeliminowanie ich wychodziło z gry. Było ich czterech, każdy trzymał z nich w ręku latarkę, przez co każdy widział każdego. Ryoku chcąc ogłuszyć jednego z nich musiałaby zadbać o to, by źródło światła nawet nie zadrżało. Niemniej administratorka mówiła, że statuetka jest w domu, a nie w jeziorze, więc postanowiła zawrócić. Najwyżej wróci tu potem. Postanowiła wybrać teraz środkowy korytarz. Środkowy korytarz był dużo krótszy. Skończył się za pierwszym zakrętem ścianą. Zawróciła ponownie i wybrała prawy korytarz. Ten wybór okazał się dobrym wyborem. Dotarła do schodów prowadzących na górę i zamkniętych drzwi. Pytanie tylko, czy były one tak samo źle pilnowane jak te, którymi weszła do piwnicy? Zerknęła za siebie, by upewnić się, że nikt za nią nie idzie. Nasłuchała też drzwi, czy ktoś za nimi się nie szwenda. Gdy upewniła się, że okolica na razie jest bezpieczna, postanowiła na chwilę użyć ciemności, by z jej perspektywy dojrzeć okolicę za drzwiami prowadzącymi na piętro.
Obserwacja nie wykryła żadnego zagrożenia po drugiej stron drzwi. Postanowiła na chwilę zrezygnować ze swojej cienistej postaci, bo zaczęła ją męczyć. Otworzyła drzwi, przekradła się przez nie i delikatnie zamknęła.
Znalazła się w sieni. Stąd prowadziło kilkoro drzwi. Problemem było to, że jedynie wyjściowe różniły się od innych. Wybierając na chybił trafił mogła znaleźć się w pomieszczeniu mieszkalnym jak i w spiżarni, czy magazynie.
Ponieważ nie było innych wskazówek niż to, że drzwi wyjściowe zostały oznaczone, Ryo wybrała pierwsze drzwi od prawej. Podeszła do nich, przystawiła ucho do nich i nasłuchiwała, czy ktoś tam chodzi. Nic nie usłyszała. Za to wyczuła kurz. Ktoś musiał rzadko tam zaglądać. Wybrała następne drzwi do nasłuchania. Tutaj również nic nie usłyszała. Za to zapach skojarzył jej się z przetworami. Czyżby to była spiżarnia? Była ciekawa, co skrywały kolejne przejścia. Zamierzała sprawdzić wszystkie z nich.
Dwa kolejne nie dały się tak łatwo zidentyfikować. Na domiar złego za każdymi coś, czy raczej ktoś hałasował. Wybrała więc pierwszy pokój do przetrząśnięcia.
Ryoku miała więcej szczęścia niż rozumu, bowiem stanęła twarzą w plecy z mężczyzną, który akurat szykował sobie jedzenie. Widać trafiła do kuchni. Ujrzała garnek, który idealnie dawałby się do przydzwonienia w łeb gościowi, niemniej za dużo zachodu byłoby z sięganiem po niego. Postanowiła ręcznie ogłuszyć mężczyznę za pomocą miecza, korzystając z okazji. Jedyne czego pilnowała to tego, by kuchcik nie dostrzegł jej cienia, a krokami się niezbyt musiała przejmować, bo umiała chodzić bezszelestnie - i nie było w tej czynności żadnej magii.
I tym razem przeciwnik nie zareagował na obecność kobiety. Dopiero, gdy został uderzony mieczem w głowę poruszył się. Konkretnie jego twarz wpadła do miski z mlekiem, którą akurat miał przed sobą. Ryoku mogła się na spokojnie rozejrzeć. W kuchni nie było niczego ciekawego, z wyjątkiem kolejnych drzwi. Zamknęła drzwi za sobą, podeszła do kolejnych i obsłuchała je. Nikt się za nimi nie kręcił, natomiast gdy Ryoku otworzyła drzwi, zobaczyła schody prowadzące na górę. Szybko po nich poszła, pokonując po parę schodków. Na końcu ich trafiła na korytarz. Tam w jednym z pokoi odnalazła sejf. Coś jej mówiło, że tam znajdzie swój cel, przy którym zresztą znalazła się błyskawicznie. Niemniej w międzyczasie włączył się alarm - czy to była sprawka jej nieuwagi czy utajona złośliwość administratorki czy któregoś ze strażników, trudno było powiedzieć, a przede wszystkim Ryoku nie miała czasu na takie dywagacje. Wypaliła zawiasy i zamek sejfu, wyciągnęła z niego złotą statuetkę i schowała ją do ATSa. Nie bawiła się w odstawianie drzwiczek. Ze zwinnością małpki wskoczyła nad framugę drzwi, asekurując się cieniem. Gdy strażnicy wpadną do pomieszczenia, rozpuści chmurę mroku i w jej objęciach opuści szybko pomieszczenie jako cień. Było teraz trudniej, musiała lawirować w zasłonie, a jednocześnie musiała omijać strażników. Na dole w piwnicy też rozpuściła chmurę mroku, utrudniając w ten sposób pościg. Do ostatniego metra utrzymywała cienistą postać, choć było jej trudno. Kiedy czmychnęła w krzaki, w miejsce z którego wystartowała, po drodze straciła mroczną formę i z powrotem zmieniła się w siebie. Dyszała i leżała w krzakach, starając się utrzymać pozycję i maskując się roślinami tak, by z daleka nie dalo sie jej wychwycic spojrzeniem.
- Mam… statuetkę - wydyszała cichutko do siebie, a tak naprawdę przekazała tą wiadomość do administratorki testu - tak jakby rozmawiała z nią przez niewidzialną latarnię.
- Test pozycyjny zakończony. Jeśli nie masz pytań, zostaniesz przeniesiona do swojej drużyny. - usłyszała głos Yshio.
- Moglibyśmy stad zniknąć? - spytała się Ryoku. - nie spieszno mi do drużyny, chciałabym najpierw zwiedzić akademię - dodała.
- Procedury najpierw zakładają zapoznanie się z drużyną, a dopiero z akademią. Drużyna jest ważniejsza od akademii.
- Czym sie placi w Wiezy? No i prosilabym o zniknięcie mnie z tego miejsca.
- W Wieży płaci się kredytami. Nie musisz obawiać się pościgu. Cały budynek był rodzajem iluzji, wykorzystanej tylko w czasie testu.
- A, to takie buty - pokiwała głową. Kiedy nabrała nieco sił, wypakowała z ATSa butelkę mleka i upiła z niej łyk. - a jak te kredyty wyglądają?
- Kredyty nie mają wyglądu. Jest to wirtualna waluta, przechowywana na waszych indywidualnych kontach.
- Elektroniczna bankowość... - Ryoku zamyśliła się, po czym zadała kolejne pytanie. - ale jak mam kasę pobrać, skoro nie mam komputera ani łącza, karty też nie dostałam?
- Od płacenia jest ATS. Za jego pomocą można wykonywać jak i otrzymywać przelewy.
Ryoku przywołała swój ATS. Obracała go na wszystkie strony, ale nie miała zielonego pojęcia, gdzie takie dane są zapisywane.
- Em, ale jak? Znaczy, mam sobie pomyśleć, że chcę sprawdzić pieniądze, coś takiego?
- Tak. Jednak w tej chwili twoje konto jest puste. Dopiero w akademii otrzymasz kredyty.
- Ile tego dostane? - padło kolejne pytanie. - no i ile mniej więcej ten kredyt jest wart, bo nie pojmuje tej waluty, nie mam do czego jej porównać.
- Nie wiem ile dostaniesz kredytów. Jest to w kwestii administratora pierwszego piętra. Za jeden kredyt powinnaś dostać bochenek chleba, lecz cena może się różnić w zależności od piętra, na którym się znajdziesz.
- Czyli jeden kredyt to jedna paczka ryżu - przytaknęła sobie Ryoku. - przyda się taka informacja. Mam nadzieje, ze w akademii są jakieś bufety, chociaż sklepami w sąsiedztwie też nie pogardzę.
- Wygląd akademii jak i jej okolicy różni się w zależności od wersji piętra. Co najmniej jeden sklep powinien być.
- Mam nadzieje, ze nie supermarket. Dobra, ja chyba nie mam więcej pytań, a swojej drużyny nie mogę unikać w nieskończoność.
Ciało Ryoku zaczęło znikać. Znów była przenoszona.
 
__________________
Every time you abuse Schroedinger cat thought's experiment, God kills a kitten. And doesn't.

Nieaktywna w grach - do odwołania.
Ryo jest offline  
Stary 11-03-2016, 22:03   #7
 
Karmazyn's Avatar
 
Reputacja: 1398 Karmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumny
Pierwsze piętro: Zapoznanie z drużyną

Szóstka regularnych, należących do różnych ras, pochodzących z różnych światów i kierujących się różnymi zasadami w życiu, nagle znalazła się w jednym pokoju. Biorąc pod uwagę ich charaktery, zanosiło się, że ich przygoda w Wieży będzie wyjątkowo krótka, a ściany pokoju staną się jeszcze bardziej czerwone – tudzież zmienią trochę barwę, w zależności od koloru krwi, jaka na nie chluśnie. Jednak jakimś cudem, w pomieszczeniu miała miejsca szansa jedna na milion – a jak wiadomo, takie szanse sprawdzają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć – przez co szóstka mniej lub bardziej różniących się od siebie istot nie rzuciła się na siebie, lecz tylko bacznie się wzajemnie obserwowała.

Najmniejszym z towarzystwa był… kot, stojący na dwóch łapach.

[media]http://i.imgur.com/tOTuQVH.jpg[/media]

Od końca tylnych łapek, do czubka spiczastych uszek skrytych pod czapką pilotką miał około 40 centymetrów wzrostu. Oprócz czapki miał na sobie kamizelkę bez rękawów sięgającą do pasa, do którego miał przymocowaną niewielką sakwę. W ręku trzymał żołędziowy młot, który mógł rywalizować z nim wielkością.

Druga od dołu była Ryoku. Trochę wyższy od niej był…

[media]http://i.imgur.com/8YeXDjZ.png[/media]

Gdyby Ryo urodziła się jakieś dwadzieścia lat później, z pewnością potrafiłaby zidentyfikować stwora górującego nad nią o całe 10 centymetrów. Przypominał dziewczynie skrzyżowanie pancernika z kasztanem. Dość mocno przykuł jej uwagę.

Kolejny w kolejce był człowiek – przynajmniej tak wyglądający na pierwszy rzut oka.

[media]http://s1.favim.com/orig/150521/anime-anime-guy-art-black-and-white-Favim.com-2751471.jpg[/media]

Białe włosy miał w nieładzie. Szare oczy beznamiętnie przeskakiwały od regularnego do regularnego. Ubrany był na czarno. W pozbawioną rękawów kamizelkę, płaszcz od niechcenia przerzucony przez lewe ramię i bojówki z licznymi kieszeniami. Do tego dochodziły jeszcze buty sportowe i rękawice bez palców, sięgające do połowy przedramion. Za pas wciśnięty miał czarny, tępy przedmiot, przypominający miecz.

Prawie najwyższy był Vixen. Przerastała go tylko syrena. Chociaż w jej przypadku trudno było stwierdzić czy była wyższa, czy dłuższa.

[media]http://img01.deviantart.net/e759/i/2013/050/5/2/aquarius___thank_you_10k_views__by_annahiwatari-d5vi12y.png[/media]

Jej włosy, ogon, stanik i coś, co gdyby było tego więcej, mogłoby uchodzić za spódnicę, były niebieskie. Do tego dochodziły złote bransolety na nadgarstkach i ramionach, złote pierścienie wpięte w ogon i złoty pas. W ręku trzymała wazę, z której docierał szum fal. Lewitowała kilkanaście centymetrów nad ziemią.

Pojedynek wzrokowy przerwały słowa dobiegające z niewidzialnych głośników:

– Witajcie, jestem Syrion, kierownik akademii. – wypowiedział je męski głos – Znajdujecie się na piętrze numer 1.80, co oznacza, że jest to 80 wersja pierwszego piętra. Gdyby ktoś z was nie wiedział, piętra mają swoje wersje. Pierwsze ma ich 123, drugie 122, aż do ostatniego, które występuje tylko w jednej wersji. Jesteście jedną z trzech drużyn, które – mam nadzieję – będą brały udział w zajęciach w mojej akademii. Jesteście drużyną czerwoną. Oprócz was będzie jeszcze drużyna żółta i niebieska. Drużyna to podstawowa jednostka funkcjonowania w Wieży. W mojej akademii, do testu prowadzącego na wyższe piętro zostanie dopuszczona drużyna z największą liczbą punktów. Punkty te będą sumą punktów poszczególnych regularnych należących do danej drużyny. Trzy osoby, które będą najwyżej w indywidualnym rankingu, dostaną coś ekstra. Punkty otrzymujecie za wykonanie różnych zleconych przez nauczycieli zadań. Możecie punkty zyskiwać, jak i tracić. Istnieje też szybsza droga do zapewnienia sobie udziału w teście. Wystarczy wybić pozostałe dwie drużyny. W tym celu jednak trzeba uzyskać zgodę na walkę od wszystkich dwunastu regularnych. Po tym wstępie przejdźmy zatem do pierwszych dwóch zadań, które was czeka. – wraz z tymi słowami, z sufitu wysunęła się czarna kula, trochę większa od ATSu.

[media]http://demandware.edgesuite.net/sits_pod20/dw/image/v2/AAID_PRD/on/demandware.static/-/Sites-pier1_master/default/dwa8625918/images/2922855/2922855_1.jpg[/media]

– Zacznę od łatwiejszego. - kontynuował męski głos - Macie godzinę na wydostanie się z tego pomieszczenia. Jednak żadne z was nie jest w stanie zrobić tego samodzielnie. Musicie ze sobą współpracować. I tutaj przechodzimy do drugiego zadania. Musicie się ze sobą zapoznać. Przez zapoznanie rozumiem znajomość: imienia, rasy, miejsca dotychczasowego zamieszkania, przypisanej pozycji, i mocy, którymi dany regularny włada. Pierwsza drużyna, która znajdzie się na zewnątrz, otrzymuje po 10 punktów i 2000 kredytów na osobę. Druga po 5 punktów i 1000 kredytów. Ostatnia dostaje jedynie 100 kredytów. Drużyna, która nie wyrobi się w ciągu godziny, odpada. Proszę zaczynać. Na wszelkie pytania odpowiem, gdy znajdziecie się na zewnątrz. Powodzenia.

Kawałek jednej ze ścian odsunął się, prezentując czarny ekran, taki sam jak w czasie bytności w pomieszczeniu na parterze. Jednak zamiast obrazu administratora piętra, widniała na nim liczba - 60 minut. Wraz z wypowiedzeniem przez kierownika akademii ostatniego słowa zegar ruszył, odliczając w dół.
 

Ostatnio edytowane przez Karmazyn : 11-03-2016 o 22:12.
Karmazyn jest offline  
Stary 14-03-2016, 17:56   #8
 
Agape's Avatar
 
Reputacja: 1444 Agape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumny
Rzeź, to znaczy zabawę pora zacząć.
- Zacznę pierwsza, po mnie przedstawi się kot, a potem pałeczka przechodzi na coraz większego rozmiarowo regularnego - Ryoku nie zważając zupełnie na czyjeś fochy podsunęła pomysł do zgromadzenia. Postanowiła przedstawić się pierwsza, by ośmielić pozostałe towarzystwo. - Ryo. Człowiek. Gehenna. Zwiadowca. Umiem dawać popalić, walczyć mieczem i znam parę sztuczek z cieniami. - odpowiedziała na wszystko po kolei.
Do kota zwróciła się z uśmiechem:
- Twoja kolej, kotku.
- Nie jestem kotek. Jestem Purrr, kot. Pochodzę z Katzhab, jestem łowcą. Walczę młotem i potrafię zmieniać formę. - odparł najmniejszy z szóstki.
- Borgor, Pokemon, gatunek Chesnaught. Region Kalos. Obrońca. Władam roślinnością i walczę wręcz. - przedstawiło się skrzyżowanie pancernika i kasztana.
- Ishir, człowiek. Magnolia. Latarnik. Władam elektromagnetyzmem. - to wypowiedział białowłosy mężczyzna.
Przyszła kolej na Vixena, który chyba jako jedyny wyraźnie nie nadążał za wydarzeniami. Znowu został przeniesiony i zamiast do obskurnych koszar, których w pewnym sensie się spodziewał i które potrafiłby zrozumieć trafił do pozbawionej wszelakich sprzętów sali, której ściany, podłogę i sufit nie wiedzieć czemu ktoś postanowił pomalować na czerwono, na domiar złego jego tak zwana “drużyna” stanowiła zbiorowisko indywiduów, którego jego gadzi umysł nie byłby w stanie wymyślić nawet wspomagany sporą dawką krasnoludzkiego spirytusu. Jakby tego było mało dobiegający nie wiadomo skąd głos nie dał mu ani chwili na oswojenie się z sytuacją i uraczył go karkołomnymi wyjaśnieniami o jakichś wersjach piętra, rankingach, punktach, a potem od razu zlecił zadanie do którego wykonywania reszta towarzystwa zabrała się natychmiast, zupełnie jakby wszystko co się tu działo było dla nich codziennością. Teraz gapili się na niego.
-Vixen, smokowiec, Krynn. Jestem łowcą, umiem walczyć.- szybko podał wymagane informacje żeby kolejka mogła lecieć dalej.
- Aquarius, syrena, Atlantida. Władca shinsu. Kontroluję wodę. - przedstawiła się druga kobieta w tym zestawieniu.
Dziewczynka po przedstawieniu się reszty ruszyła szukać drzwi - tudzież zbadać ściany pomieszczenia.
Drzwi nigdzie nie było widać. Ściany w każdym miejscu były tak samo grube, czyli grube w cholerę i jeszcze trochę.
Wytrzymałość tej ściany postanowiła sprawdzić w jeden sposób.
- Em, Purrr, mógłbyś raz przywalić porządnie młotem w ścianę? - wskazała miejsce w scianię, gdzie kotek mógłby walnąć swoja bronią z całej siły.
Kot podszedł do wskazanego miejsca. Zamachnął się swoim żołędziowym młotkiem w ścianę i… nic się nie stało.
- Pozwól, ja spróbuję. - odezwał się Borgor. Dotknął lekko Ryo - dziewczyna poczuła się jakby ktoś ją uderzył. Prawa ręka pokemona pokryła się stalą. Wyprowadził cios. Powietrze w pokoju zadrżało od siły uderzenia, ściana jednak nie zamierzała ustąpić. - Hm… chyba jestem za słaby. Nie przebiję się.
Może to nie o czysta sile chodziło? Ryo nie wiedziała, do czego była ta kula stercząca w suficie, ale chętnie by ja sprawdziła. Problem był jeden - dziewczynka tam nie sięgała.
Syrena unosząca się nad ziemią podleciała do kuli. Chwilę ją oglądała, spróbowała nawet poruszyć. Nic to jednak nie dało.
- Wydaje mi się, że to metal. Przypomina lampę. - stwierdziła.
- Jeśli lampę, to powinna się zaświecić jak dostanie trochę prądu. Odsuń się Aquarius. - odezwał się Ishir. Jego włosy i oczy przybrały czerwony kolor, gdy z ust wystrzelił promień czerwonej elektryczności - Vixenowi przypominało to smoczy ryk - który uderzył w kulę. Ta rozświetliła się na chwilę, lecz szybko zgasła. - Za mało… Aquarius, polejesz ją swoją wodą? Powinno to wzmocnić moją magię.
Syrena wykonała prośbę latarnika. Z jej dzbanka wystrzelił strumień wody, który trafił w kulę. Po chwili w przedmiot uderzyła również czerwona elektryczność. Kula rozświetliła się na dobre, zalewając pomieszczenie blaskiem. Sprawiło to, że na suficie, w lewym rogu pojawił się symbol ognia.
- Ryo, to chyba robota dla ciebie. - białowłosy zwrócił się do ognistej panny, wskazując na rysunek na suficie.
Wyglądało to na czyste objawienie latarnika, ale Ryo nie komentowała. Wkrótce symbol ognia wybuchnął jej płomieniem. Ten podobnie jak lampa, rozbłysnął na chwilę, lecz również szybko zgasł. Ogień dziewczyny nie był wystarczający, by pokonać tę przeszkodę.
- Vixen, mógłbyś mi pomóc z ogniem? - chociaż zwróciła się do smoczydła, wskazując na symbol ognia. - walniemy jednocześnie.
Smokowiec nie widział przeciwwskazań by pomóc dziewczynie toteż podszedł do ściany, wziął głęboki wdech, a potem z jego pyska popłynął strumień czerwonego ognia osmalając symbol. Ciekawe skąd wiedziała że w ogóle potrafił zrobić coś takiego? Nie była to bowiem umiejętność powszechna wśród jego gatunku. I jak wpadli na to, że tę czarną kulę należało potraktować wodą i błyskawicami? Było to poza zasięgiem pojmowania czarnołuskiego.
Jednocześnie mała zwiadowczyni tez wznieciła ogień w tym samym momencie, gdy smok zionął ogniem w kierunku znaczka.
Połączone żywioły pokonały kolejną przeszkodę na drodze do rozwiązania zadania. Rysunek ognia zniknął, odsłaniając niewielkie przejście, wielkością idealnie dopasowane do rozmiarów pewnego kotka.
- Purrr, chodź tutaj. Tylko jak mnie ugryziesz, to będziesz cały mokry. - syrena chwyciła małego łowcę i podciągnęła go do otworu. Po drodze widać było, że kotek ślini się na jej widok. W końcu była w połowie rybą.
Purrr wszedł do środka, by niemal od razu krzyknąć:
- Tutaj jest labirynt, zgubię się!
Z pomocą pośpieszył Borgor posyłając w dziurę pnącze.
- Przywiąż to do siebie, wtedy się nie zgubisz.
- Dobra! - odkrzyknął kotek.
Dobrą chwilę z góry nie dochodziły żadne dźwięki. Minuty na ekranie uciekały nieubłaganie. Minęło dobre dwadzieścia minut nim Purrr znów się odezwał.
- Tutaj jest jakieś dziwne pokrętło. Ktoś wie, co z tym zrobić?
-Przekręcić.- podsunął uczynnie Vixen.
- Eeeeyyyy… W którą stronę?
Smokowaty spojrzał po reszcie towarzystwa jakby spodziewał się, że któreś z nich posiada jakąś niedostępną jemu wiedzę, którą się wykaże, ale nikt się nie odezwał.
-W którą chcesz.- odpowiedział kociakowi.
- Widzisz, czy jest coś napisane przy pokrętle albo na nim? - Ryo zadała kotkowi pytanie. Może to była ukryta zagadka i nie należało póki co robić z tym byle czego, póki się nie upewnia.
- Coś jest. Na podłodze jest... - odparł kotek.- - Przekręć w odpowiednią stronę by wykonać zadanie
- W którą stronę możesz krecić?
- No w lewo lub prawo.
- Spróbuj powoli kręcić w lewo - podsunęła pomysł Ryo. Sama zaś postanowiła obserwować i nasłuchiwać zmiany w otoczeniu, jeśli by się jakieś pojawiły.
- Nie krzyczcie na mnie jeśli stanie się coś złego! - rzucił Purrr. Do uszu wszystkich dotarło skrzypnięcie, zupełnie jakby pokrętło było bardzo zardzewiałe. Przez dobrą chwilę nic się nie działo po czym… Na środku pokoju pojawił się…

[media]http://orig10.deviantart.net/225c/f/2013/185/2/2/tf4_concept_art_by_thelordandthering-d6byk39.jpg [/media]

Trzy metrowy, humanoidalny robot. Do prawej ręki przymocowane miał potężne działo. Do lewej coś co przypominało karabin maszynowy. Każda z jego czterech kończyn zakończona była szponami. Z głowy wyrastały dwa potężne rogi.
- Cel: zniszczyć czerwoną drużynę! - wypowiedział metalicznym głosem.
- Co się stało?! - krzyknął z góry Purrr.
Vixen spojrzał na monstrum zadzierając głowę. Cokolwiek to było, było wielkie, miało zbroję i chciało ich zabić. Już na pierwszy rzut oka ocenił że nie będzie łatwo.
-Kręć w drugą stronę.-polecił futrzakowi. Może tym razem pojawią się drzwi i zdoła się stąd wynieść zanim oberwie. Tymczasem postanowił pokazać że zasługuje na miano łowcy i skoczył do przodu zamierzając zaatakować to coś barkiem i obalić.
- Przekręć w prawo, Purrr! - Ryo krzyknęła do kotka.
Well, her’s bad.
- Dobra! - znowu rozległo się skrzypnięcie. Na środku pokoju pojawił się… drugi robot, identyczny do pierwszego. Z tym samym celem.
Vixen dobiegł do robota napierając na niego barkiem. Zabolało. Zabolało jeszcze bardziej, gdy robot machnął ręką, odtrącając smokowca w stronę ściany.
- Już nic nie rób, Purrr- zawołała dziewczynka do kotka.
Zwęziła oczy na roboty. Dobyła miecz.
Kot potwierdził, że już nic nie będzie robił. Dość szybko udało mu się dotrzeć do otworu i znaleźć się z powrotem w pomieszczeniu.
- Przepraszam, ja nie wiedziałem... - burknął na swoje usprawiedliwienie. - Może zaatakujemy je wszyscy razem, a najlepiej zmusić je do zabicia się nawzajem? - zaproponował Ishir.
Czarnołuski podniósł się z jękiem, nie dość że uderzył o robota i został przez niego uderzony to jeszcze walnął plecami w ścianę.
-Nie krępujcie się.- zachęcił resztę towarzystwa sam nie zamierzając wchodzić w drogę ich zdolnościom.
- Znają nasze moce. Nie daliby czegoś, co łatwo możemy rozwalić bez udziału wszystkich z drużyny. - rzuciła syrena. - Ale tak jak Ishir mówił, pewnie najszybciej pójdzie, jak… oni się sami zniszczą. Potrzebujemy kogoś szybkiego.
- Ja jestem szybki! - krzyknął Purrr. Widać chciał się zrehabilitować za dźwignię.
- Dobra, to jak ci dam znać, to przebiegnij między nimi. - zdecydował latarnik. - Vixen, Ryo, podgrzejcie ich. Aquarius, zaraz po nich oblej ich wodą. Borgor, jak uderzę w nich elektrycznością użyj swej mocy, by rośliny wbiły się w podzespoły robotów. Wszyscy gotowi?
Roboty tym czasem zaczęły szykować się do wystrzału z dział. Chyba lepiej było tym nie oberwać.
Odtrącony na bok Vixen postanowił nie marnować oddechu na gadanie i od razu jak tylko nabrał w płuca więcej powietrza zionął ogniem.
- Sami się mogą powystrzelać wzajemnie. Trzeba ich tylko do tego zachęcić. Mogę ich uwagę skierować na siebie, a wy ich wbijecie wedle uznania - Ryo nie przejęła się planem latarnika. Nie zamierzała stać w miejscu, pobiegła w kierunku robotów na tyle szybko, by się miedzy tymi maszynami znaleźć. Gdyby tylko miedzy nimi się znalazła, zamierzała rozpuścić chmurę mroku w momencie startu strzelania, by pod postacią cienia szybko zmyć się z pola rażenia. Chciała, by roboty ostrzelały się wzajemnie, a reszta drużyny mogła bezpieczniej zająć się eksterminacja maszyn.
Plan Ryo może powiódłby się w normalnych warunkach powieść, ale to nie były normalne warunki. Zadania wymagającego współpracy nie można było samemu wykonać. Kobieta przekonała się o tym na własnej skórze. Roboty nie miały najmniejszego zamiaru zachowywać się w mroku jak istoty posiadające oczy. Doskonale widziały, gdzie znajduje się zwiadowczyni i w które miejsce wystrzelić. Wybuch zmiótł dziewczynę z nóg. Zatrzymała się dopiero na ścianie. Dość mocno obolała i miejscami poparzona.
Niemniej kupiła trochę czasu dla reszty i odjęła uwagę robotów od drużyny. Purrr musiał przejąć inicjatywę w biegu. Nie sądziła, ze będzie aż tak wolna dla robotów. Wznieciła ogień na parze metalowych zabójców, sama zaś skupiła się na unikach.
Najpierw podgrzanie, później gwałtowne ochłodzenie. Te czynniki niespecjalnie przypadły do gustu - jakby ta dwójka jakiś miała - robotom. Nie dość, że zaszkodziło to ich ciału, to jeszcze wywołało parę. Ishir uderzył, tym razem żółtą błyskawicą, a chwilę po nim Borgor przywołał pnącza, które wplotły się w zakamarki robotów. Wtedy też Purrr otrzymał sygnał. Ruszył między roboty. Nie przebiegł między nimi. To byłoby zbyt proste. Uderzył każdego w metalową stopę swym młotkiem. I jeszcze zdążył uciec. Skubany był szybki. Metalowi zabójcy zbyt przeciążeni napływającymi informacjami i z pnączami ograniczającymi ich ruchy, starając się trafić w kota odesłali siebie nawzajem do mechanicznego raju.
W tym samym momencie pojawiły się drzwi.
- Wiesz, mogłabyś bardziej pracował w drużynie. Za ładna jesteś na tak szybką śmierć. Nic ci nie jest mikrusie? - Ishir podszedł do Ryoku, upewnić się, że jest cała.
Czarnołuski nie przejmując się stanem zwiadowczyni od razu poszedł do drzwi.
-Wreszcie.- rzucił i wyszedł, było mu wszystko jedno czy ktoś za nim pójdzie.
Pozostała cześć drużyny ruszyła za nim. Najwyraźniej uznali, że skoro latarnik interesuje się dziewczyną, to jest to wystarczające zainteresowanie.
Nie miała nic przeciw, ze drużyna wyszła.
- Żyję, żyję - nie licząc na pomoc ze strony Ishira, Ryo sama powstała z podłoża. Otrzepała się jak gdyby nigdy nic, jednocześnie nie pokazując, że tak naprawdę rany dawały jej się we znaki. - Chodźmy stąd - rzuciła do latarnika, kierując się do drzwi.

Pierwszy raz od czasu trafienia do Wieży przeszli przez normalne drzwi, jak ludzie - szczegół, że ludzi wśród nich było aż półtora osobnika. Na korytarzu czekał na nich jakiś mężczyzna.

[media]http://vignette2.wikia.nocookie.net/yakuza-mob-roleplay/images/a/a3/Yokaisummoner-4460606_550_559.jpg[/media]

Na pierwszy rzut oka przypominał doktora lub naukowca. Ubrany był w biały kitel, pozszywany z kilku kawałków. Podobnie jak sweter znajdujący się pod kitlem. Na twarzy z resztą też miał szwy. W głowie miał… śrubę, która co jakiś czas sama się poruszała. W ustach ćmił papierosa.
- Gratuluję. Ukończyliście zadanie jako pierwsi. Zgodnie z zasadami otrzymujecie po 10 punktów na osobę i po 2000 kredytów. - jego głos wydał się znajomy. To on mówił do nich, gdy byli w pokoju. - Czy ktoś potrzebuje pomocy medycznej?
- Ja tam nie pogardzę pomocą, liczę na to, ze mnie szybciej poskładają niż sama się poskładam - a przy okazji [Ryo] zwiedziłaby ośrodek.
Z planów wycieczki krajoznawczej nic nie wyszło. Pomoc została udzielona natychmiastowo i na miejscu. Kierownik podszedł do kobiety i dotknął jej czoła ręką. Wszelkie rany odniesione w walce zniknęły bez śladu. Jedynie ubranie było zniszczone.
- Ktoś jeszcze?
Dziewczynka nie zamierzała za nikogo odpowiadać, wiec przeczekała to pytanie.
-Obejdzie się.- odparł Vixen starając się rozmasować obolały bark.
Pozostali z drużyny nie odnieśli ran, więc również odmówili pomocy.
- Dobrze, w takim razie przejdźmy dalej. - mężczyzna wykonał w powietrzu gest. Na prawych ramionach szóstki regularnych pojawiły się czerwone opaski. - Jest to symbol waszej przynależności do drużyny czerwonej. Bez względu na to, czy macie nagie ramię, czy skryte pod kilkoma warstwami ubrania, opaska zawsze będzie na wierzchu. Nie da się jej zdjąć, jednak w żaden sposób nie przeszkadza w funkcjonowaniu. - wyjaśnił. - Jeśli macie jakieś pytania dotyczące zadania, które zakończyliście proszę pytać. Na wszelkie pozostałe odpowiem, gdy wszystkie drużyny się zbiorą.
-Co by było gdyby kot przekręcił pokrętło najpierw w drugą stronę?- zapytał smokowiec starając się zerwać ze swojego ramienia czerwoną opaskę, najwyraźniej nie wierzył szefowi akademii na słowo.
Opaska nie miała zamiaru się ruszyć ze swojego miejsca.
- To zależy. Drzwi mogły się pojawić. Mogły pojawić się od razu dwa roboty. Pokój mógł wybuchnąć z wami w środku. Mogło stać się dokładnie to samo. I jeszcze kilka innych rzeczy. Pokrętło miało sprawdzić wasze szczęście. Jak widać nie jesteście wybitnie szczęśliwi, ale nie macie pecha. - wyjaśnił kierownik.
Po spojrzeniu jakim obdarzył go czarnołuski mężczyzna nie mógł mieć wątpliwości że ten uważa go za wariata.
-Wszyscy tutaj postradali rozum?-spytał, chociaż było wątpliwe czy oczekuje odpowiedzi. -Obłęd.- mruknął jeszcze i ruszył przed siebie korytarzem. Wejście do tej całej wieży nie wydawało mu się już takim dobrym pomysłem, w ogóle nie wydawało się dobrym pomysłem. Potrzebował chwili dla siebie.
- Spytam pozakonkursowo. Można się przejść po akademii, a potem przyjść, jak reszta drużyn ukończy zadanie?
- W Wieży szczęście jest tak samo potrzebne jak umiejętności. Bez szczęście nawet najlepszy z najlepszych umrze. - wyjaśnił mężczyzna. - Jeśli chcesz stracić czas i siły na oglądaniu siedmiu par drzwi na parterze i 18 na piętrze, to proszę bardzo. Możesz iść się przejść.
Ryo nie wyjawiała tego na głos, ale uważała, ze bardziej wartościowe i mniej czasochłonne się wyda zwiedzanie akademii.
- Nie mam nic przeciw. Mam tylko nadzieje, ze dowiem się, gdzie mamy się zebrać później po teście - w przeciwieństwie do smokoida, brunetka nie okazywała rankerowi oznak rozbujania ego.
- Proszę się tym nie przejmować. Gdy nadejdzie czas zebrania, wszyscy zostaniecie przeniesieni w odpowiednie miejsce. - odparł kierownik. - Jeśli nie macie więcej pytań możecie się rozejść. Jedne z drzwi na parterze są otwarte. Tam znajduje się stołówka. Dzisiaj jecie za darmo.
Vixen zdążył się już nieco oddalić, przemierzał teraz pusty korytarz nie podobny do tych jakie widywał w swoim świecie. Otoczenie podobało mu się coraz mniej, chociaż nie, do otoczenia mógłby się przyzwyczaić to co naprawdę go bolało, to fakt że przybywając do wieży dobrowolnie oddał się w ręce istot dla których był jedynie zabawką. Stracił kontrolę. Wiedział że nie ma znaczenia dokąd pójdzie, ponieważ w chwili w której jakiś administrator, szef czy ranker sobie zażyczy widzieć go w konkretnym miejscu dokładnie tam się znajdzie. Humoru nie poprawiał mu nawet fakt, że już nikt nie ukrywał przed nim drzwi. Właśnie na jedne trafił. Zamknięte.
-W jaki sposób je otworzysz?- powtórzył pytanie administratorki zdaje się parteru, po czym wyprowadził potężne kopnięcie.
Gdyby drzwi były żywe, z pewnością by je to zabolało i to dość porządnie. Na nieszczęście smokowca, drzwi były przedmiotem więc to jego zabolała noga. Dość porządnie.
-Tsk. Mogłem się tego spodziewać.- nawet się nie wkurzył kiedy jego próba nie odniosła żadnego skutku. Osunął się po ścianie korytarza i siadł na podłodze. Chwilę szarpał się z czerwoną opaską, próbując zdjąć ją nawet zębami, oczywiście marnował tylko czas. Myślą przywołał fioletową kulę chwycił ją i rzucił w drzwi, a kiedy się od nich odbiła złapał ją i ponowił proces.
Drzwi nagle się otworzyły, co sprawiło, że tor lotu ATSa zmienił się gwałtownie, przez co Vixen zamiast złapać kulę w łapę, złapał ją łbem. A raczej zatrzymał. Znowu go zabolało.
Sprawczynią tego zamieszania okazała się skąpo ubrana kobieta.

[media]http://i.imgur.com/QAFNuPc.jpg [/media]

Przedstawicielka chyba ludzkiego gatunku miała na sobie zielony… strój, składający się z szortów i czegoś będącego połączeniem stanika z bluzą z kapturem, z wyciętym miejscem na dość spore piersi, które zasłaniał pasek brązowego materiału.
- Co się tłuczesz?! Spać chcę… o smoczek! - kobieta podbiegła do Vixena, a jej atrybuty zadyndały mu tuż nad pyskiem. - Jesteś nowym regularnym?
-Au!- czarnołuski po raz kolejny w dość krótkim czasie zdołał sam zrobić sobie krzywdę, ale za to przy okazji udało mu się odkryć jak otworzyć niezniszczalne drzwi. Wystarczyło tłuc się w nie tak długo, aż ktoś ze środka nie wytrzyma. Co prawda nie wiedział, że ktoś tam jest i jego działania w żadnym wypadku nie można było nazwać celowym, niemniej odniósł sukces.
-Nie…- zaczął i kiedy tylko zobaczył postać stojącą w drzwiach momentalnie zapomniał co chciał powiedzieć. Ze swojej pozycji perspektywę miał całkiem interesującą.
-O! Nie wiedziałem że macie tu zamtuz.-zdziwił się.
-Tak. jestem nowy. Chciałabyś mnie poznać bliżej?-zapytał z głupia, wodząc wzrokiem po skąpo okrytym ciele lokatorki. ATS gdzieś się potoczył .
Nagle, nie wiedzieć czemu Vixen zaczął oglądać świat do góry nogami. A potem zamiast mieć wzgląd w biust kobiety, miał doskonały widok na jej tyłek… którym na nim siadła.
- Sugerujesz, że jestem dziwką? - spytała brunetka, przyciskając mu sztylet do gardła.
-A nie jesteś?- zmieszał się lekko, próbując ogarnąć co właściwie się mu przytrafiło.
- Nie, bałwanie, nie jestem. - kobieta wstała z biednego smokowca. - Tym razem ci wybaczę, bo jesteś nowy, ale następnym razem jak chociaż tak o mnie pomyślisz, to cię wykastruję. Ciesz się, że jesteś za tępy na zwiadowcę, bo nie miałbyś życia w tej akademii.
Vixen dalej nie rozumiał o co chodzi.
-Jesteś zwiadowcą? Tutaj zwiadowcy tak się ubierają?-starał się uzyskać jakieś informacje nie próbując nawet wstać z podłogi, stąd też widok był całkiem ciekawy.
- Tak geniuszu jestem zwiadowcą. Konkretnie nauczycielem zwiadowców w tej akademii. I nie, zwiadowcy tak się nie ubierają. Ja się tak ubieram. Coś się nie podoba? - spytała, wymownie wskazując jego pysk sztyletem.
-Wręcz przeciwnie.- zapewnił skwapliwie.-Miałem być łowcą ale teraz widzę że tak naprawdę chcę być zwiadowcą. Mogę się przenieść?-poprosił ładnie.
- Wiesz, jesteś nieźle zboczony skoro lecisz na samice nie swojej rasy. I przenieść się nie możesz. Jak cię przypisali do łowców, to łowcą zostaniesz do śmierci. Ale możesz się po zajęciach dokształcać u mnie. Jeśli pohamujesz swój popęd.
Vixen przestał się gapić na nauczycielkę na tyle żeby pozbierać się z podłogi.
-Nie ma samic mojej rasy.- wyjaśnił chociaż nie miał zamiaru się usprawiedliwiać. -Chętnie się od ciebie czegoś nauczę.-zapewnił. -Właściwie możemy zacząć od razu, nie wiadomo ile reszcie drużyn zajmie wykonanie zadania, ani czy mają szczęście.- zaproponował, tym razem patrząc na kobietę z góry.
Smokowiec dostał pstryka w czubek pyska.
- Naucz się nie ślinić na mój widok i dopiero proponuj lekcje. Bo coś czuję, że w twojej głowie jestem jeszcze mniej ubrana. - zachichotała - Poza tym i tak nie możemy was uczyć, zanim szefu nie przedstawi wam dokładnych zasad tutaj panujących.
Smokowaty przeczesał swoje srebrne włosy palcami.
-Trzymam cię za słowo. Przyjdę jak tylko skończy.- obiecał, a potem poszedł dalej żeby nie zdążyła się rozmyślić, no i żeby znowu nie powiedzieć czegoś głupiego. “Może nie będzie tak źle?”-myślał sobie idąc korytarzem i sprawdzając wszystkie drzwi po drodze. Najpierw naciskał klamkę, a kiedy okazywały się zamknięte po prostu głośno pukał i nasłuchiwał czy kogoś nie ma w środku. Nie było. Dopiero ostatnie siódme drzwi udało mu się otworzyć, nie były zamknięte.
W pomieszczeniu zobaczył trzy spore stoły o lśniących metalowych blatach a przy nich ze dwa tuziny prostych krzeseł których stelaż wykonano z rurek, w głębi dojrzał ladę.
Gdy się do niej zbliżył zauważył kogoś, kogo za żadne skarby nie spodziewał się w takim miejscu. Najprawdziwszego, zielonego i umięśnionego orka z wystającymi kłami.

[media]http://orig02.deviantart.net/63bd/f/2010/294/7/e/orc_by_kanaru92-d318umo.jpg [/media]

Ubrany był chyba tylko w przepaskę biodrową, ale tego Vixen nie był pewny, bowiem dół zielonego zasłaniała lada.
- Głodny?
-Nie. Już jadłem.- odpowiedział smokowiec taksując wzrokiem zieloną górę mięśni która przywodziła mu na myśl ogra. Interesujące. Zbliżył się do lady żeby za nią zajrzeć.
-Co upichciłeś?- zapytał z czystej ciekawości. -Albo nie, nie mów, sam zgadnę.- nagle zmienił zdanie i wciągnął głębiej powietrze wraz z kuchennymi zapachami.
W nozdrza uderzył go zapach mięsa. Zdecydowanie mięsa. Chociaż nie miał pojęcia jakiego. Nigdy takiego nie spotkał. Węszył jeszcze chwilę nim skapitulował.
-A jednak nie zgadnę.
- Mięso z kręćka. - odparł zielony.
-Co to jest kręciek?- smokowaty drążył temat odsuwając jedno z krzeseł i siadając tak że oparcie znajdowało się z przodu pomiędzy jego nogami. Kiedy ma się skrzydła zwykłe krzesła mogą okazać się nadzwyczaj niewygodne.
- Wszystko co się kręci przy garnku i nie jest wystarczająco szybkie by uciec. - wyjaśnił ork.
-Szczury? Koty? Jakoś ich nie czuję.-zgadywał, chociaż w takim miejscu jak to równie dobrze mogły to być gigantyczne kudłate stonogi. Ważne było że w razie czego sam mógł złapać sobie coś do jedzenia.
- Nie no, żartuję. Sam nie wiem z czego to mięso jest, ale jest smaczne i łatwe w przyrządzaniu. Znając to miejsce równie dobrze mogą to być polegli regularni.
-Mnie wszystko jedno byle to było mięso.- Vixen nieszczególnie przejął się być może makabryczną dla innych informacją.
- Mięso na pewno. - potwierdził ork - Chcesz coś do picia?
-Tak. Krasnoludzki spirytus. Masz tu coś takiego?- czarnołuski wyraźnie się ożywił.
- Jakieś 400 rodzajów. Coś konkretniej?
-Żartujesz?... Znam tylko jeden rodzaj, jest bardzo konkretny. Daj najmocniejszy, może to będzie to czego szukam.
- Ok, tylko nie miej do mnie pretensji jak przez tydzień będzie cię kac męczył.
Już po chwili przed smokowcem pojawiła się niska, pękata butelka wypełniona czarnym płynem.
- Smacznego.
-Nie, ten który znam nie jest czarny.- stwierdził poczęstowany, ale to nie powstrzymało go przed otwarciem butelki. Wyciągnął korek zębami wypluwając go gdzieś na bok, powąchał zawartość, a potem zabrał się do degustacji pociągając z gwinta spory łyk.
Gdyby człowiek powąchał ten alkohol upiłby się samym zapachem. Jednak smokowiec nie był byle marnym człowiekiem. Wziął spory łyk i… świat nagle stał się piękniejszy. Chociaż trochę wirował.
-Dobre. O wiele lepiej jest, teraz jest. Tak. - wyraził swoją aprobatę nieco nieskładnie ale zielonoskóry nie powinien mieć problemów z rozpoznaniem zadowolonego klienta. Czarna smocza łapa trzymająca butelkę czarnego płynu wyciągnęła się w stronę kucharza.
-Napij się ze mną.
- E to? Nie coś ty. Za słabe. To jest prawdziwy alkohol. - spod lady ork wyciągnął diamentowy pojemnik. Pomimo szczelnego zamknięcia dało się wyczuć zapach alkoholu. - Pędzony przez smoki. To co zrobiły krasnoludy to jak woda w porównaniu do zwykłej wódki. Chcesz trochę? Tylko po tym możesz mieć kłopoty z… w sumie ze wszystkim.
Vixen patrzył na orka przez dłuższą chwilę i tylko butelka kiwała się lekko.
-Nie chcesz, to nie.- odparł i pociągnął z gwinta jeszcze raz. Być może jakieś resztki instynktu samozachowawczego dały o sobie znać powstrzymując go od skorzystania z propozycji, chociaż bardziej prawdopodobne że druga butelka była za daleko.

***
Tymczasem gdy Vixen mniej lub bardziej chętnie ruszał na podboje ekhm zamtuzowe, inny członek jego drużyny z przymusu tez odkrywał tajniki… akademii. Ryo podobnie jak smoczy koleżka badała drzwi, lecz w inny, bardziej dyskretny sposób. Niemniej cienie nie przedarły się pod drzwi. Doszła do tego, ze tych drzwi takie żółtodzioby, do których zaliczała się Ryo, nie przełamią zabezpieczeń, wiec na razie dala sobie siana. Postanowiła zbadać to, co mogła zbadać, czyli od czego były te wszystkie drzwi. Przy tym pilnowała tego, aby nikt jej nie zauważył. Wiec znikała za każdym razem w najbliższym cieniu, kiedy usłyszała czyjeś kroki, i wyłaniała się z niego, kiedy obszar był wolny od czyjejkolwiek obecności.
Pomimo, że nie słyszała, by ktoś się zbliżał, czuła na sobie baczne spojrzenie dochodzące z góry. Ktoś musiał się do niej podkraść.
Zerknęła znienacka w górę.
To co zobaczyła sprawiło, że odruchowo wykonała kilka kroków w tył i dobyła broni. Spojrzała prosto w szereg zębów, wykrzywionych w uśmiechu.
- Łaaaadnie, to się taaaak skraaaadać? - spytały zęby. Dopiero teraz mogła przyjrzeć się reszcie ciała przymocowanej do nich.


Była to… małpa. Miała rude futro, skryte pod czerwono-żółtymi szatami mnicha. W ręku trzymała kij, który wetknięty między ściany utrzymywał ją pod sufitem.
- Jesteś złodziejem?
Ryo spoglądała na małpkę z jakąś tam dozą zainteresowania. Nie miała ona opaski na ramieniu. Dziewczynka wyciągnęła z ATSa parę jabłek.
- Podobno spacery i skradania nie są zabronione na terenie akademii - odparła swawolnym tonem. - Jest pan nauczycielem? - zagadnęła napoczynając jedno z jabłek.
- Powiem ci za jaaabłko. - odparła małpka.
- Nie mam nic przeciw, i tak miałam pana poczęstować - Ryo dala małpce drugie jabłko.
Małpka ogonem chwyciła jabłko i schowała pod habit.
- Jestem bibliotekaaarzem. Maaam naaa imię Sun.
- O, a gdzie ta biblioteka? - spytała Ryo. - i po co panu ten kij?
- Za tymi drzwiami. - wskazał na drzwi, do których dziewczyna próbowała się dostać przed spotkaniem. - A kij mam po to, by na nim wisieć i bić regularnych, którzy zadają za dużo pytań.
- Podobno nie ma czegoś takiego, jak za dużo pytań, tylko pytający, którzy za bardzo denerwują - dziewczynka wyglądała na nieco rozczarowaną odpowiedzią małpki. - myślałam, że jest pan nauczycielem zwiadowców albo łowców.
- Podobno jesteśmy ze sobą spokrewnieni. Nigdy nie wierz w to, co jakiś alkoholik pierdzieli. Poza tym zadawanie zbyt dużej liczby pytań jest jednoznaczne z pytającym, który za bardzo denerwuje. - wyjaśnił Sun.
-Też, a czasem to kwestia cierpliwości pytanego - zaprzeczyła mala zwiadowczyni. - jeśli jest pan rankerem, musieli pana do jakiejś klasy przypisać. Kij i biblioteka jakoś mi się kłócą ze sobą - wydala swoja opinie. - chyba że ktoś jedno z tych traktuje jako hobby. Czy dobrze wydaje mi się, ze pana przydzielili do łowców czy tutaj się mylę?
- Nie. Jestem właaadcą shinsu, bibliotekaaarzem zostaaałem, bo poprzedniemu zaaadawałem za dużo pytaaań, a kij zaaałatwiłem by bić regulaaarnych zaaa bycie upierdliwym, o czym z resztą mówiłem.
- To shinsu nic mi konkretnego nie mówi. Próbowałam się o nim dowiedzieć od administratorki Yshio, ale jedyne czego się dowiedziałam to to, ze latarnie działają na shinsu i ze administratorka nie ma kompetencji, by to objaśniać.
- Nie chciaaałbym psuć Syrionowi przyjemności wyjaaaśniania tego. Musisz poczekaaać, aaaż on ci to wyjaaaśni.
- Czyli trzeba będzie poczekać, aż reszta regularnych pokończy test… a kto będzie moim nauczycielem?
- Ma na imię Barbara. Jak chcesz jej szukać, to szukaj mało ubranej kobiety. - odparł małpiszon.
- A gdzie mogę ją znaleźć? - po tym pytaniu Ryo postanowiła dać spokój Sunowi.
- Pewnie śpi w saaali dla zwiaaadowców jak zaaawsze. Raaadzę jej nie budzić, jeśli nie wzbudzisz jej zaaainteresowania.
- Chyba nie mam czym, ale będę grzeczna i już nie będę przeszkadzać. Dziękuję za czas.
- Jaaak będziesz miaaała później czaaas to wpaaadnij do biblioteki. Z owocem - rzucił na pożegnanie małpiatek i ruszył przed siebie, używając kija niczym gałązek do huśtania się.
Dziewczynka obserwowała chwilę małpiatka. Podążyła do jadalni, gdzie natknęła się na znajomego smokoluda. Ten nawet nie zauważył dodatkowego gościa, z czego Ryo skorzystała i zniknęła. Póki co wiedziała, gdzie są drzwi do biblioteki i do jadalni. Reszta drzwi była anonimowa i zamknięta. Ryo wybrała pierwsze lepsze zamknięte drzwi, usiadła pod nimi i zastanawiała się, jak dowiedzieć się o drzwiach do sal zwiadowców. Palnęła sobie mentalnie w łeb. Zdawało się, że będzie miała wiele rzeczy do nadrobienia. Wyciągnęła butelkę mleka, pociągnęła parę łyków i gapiła się na ścianę naprzeciwko niej. Po chwili zamknęła opakowanie i wsadziła je z powrotem do kieszeni. Po paru minutach stwierdziła, ze przydałoby się zamówić jedzenie czy tez coś, co niektórzy tubylcy uznaliby za pożywienie, ale miałoby wartość taktyczna, na przykład czysty etanol czy na przykład… banany.
Ryo stwierdziła, ze siedzeniem na dupsku nic nie zdziała. Udała się wiec do stołówki.

***
Po powrocie do stołówki, w nozdrza kobiety uderzył silny zapach alkoholu. Sceneria też trochę się zmieniła. Smokowiec bełkotał coś pijany koło lady, ork natomiast upijał delikatnie z diamentowej szklaneczki. Nigdy nie przypuszczała, że zieloni mogą być aż tak delikatni. Ciekawe co pił.
Cicho niczym mysz pod miotłą Ryo wyłoniła się koło lady, pojawiając się w pobliżu Vixena.
- Co to? - odezwała się półszeptem do orka, wskazując na diamentową szklankę i butelkę z tego samego materiału.
- O! Ty... - smokowiec dał się zaskoczyć, a potem zaczął się śmiać jak głupi. Właśnie wyobraził sobie Ryo w stroju “zwiadowcy”.
-Napij się.- jej również podsunął butelkę, właściwie to ją nią uderzył, nie żeby był złośliwy czy coś po prostu w obecnym stanie nie do końca potrafił ocenić odległość.
Ryo powąchała napój. Był tak w chuj alkoholowy, że powinno to upić słonia.
Następnie pociągnęła sobie z gwinta tyle, co z kielicha. Teatralnie się skrzywiła, choć tak naprawdę pijała takie trunki, więc co prawda trochę się wstawiła, ale nie na tyle, żeby świat zaczął tańczyć tango jak u Vixena.
- Panie, co tak wolno pan pijesz ze swojego? - rzuciła do orka, który popijał coś z diamentowego naczynia. - Kolego, co on pije? To to takie diamentowe coś? - rzuciła do Vixena, wskazując na jego naczynie.
- Co innego.- smokowaty popisał się elokwencją. -Robimy zakład? Kto więcej… kto więcej.- wskazał na butelkę z czarą cieczą.
- Wydajesz się dobrą zawodniczką kobieto. Chcesz trochę? - spytał się ork.
- Daj całą butelkę - kobieta uśmiechnęła się nader luzacko, gestem dłoni dając do zrozumienia orkowi, aby dał całą butlę od razu.
- Dostaniesz łyka. Jeśli wypijesz więcej, będziesz pierwszą regularną, która oblała obecną turę. - odparł barman. Spod lady wyjął kolejny diamentowy kieliszek i podał go zwiadowczyni. - Ostrzegam. To co pije smokowaty to jak woda przy tym co ty się napijesz.
-Oddaj.-czarnołuski domagał się zwrotu swojej czarnej wody, którą zakosiła mu zwiadowczyni. Nie pojmował co się tej dwójce w jego trunku nie podobało. Zresztą co za różnica, ważne że on był zadowolony, a raczej będzie gdy znowu dostanie go w łapy.
- Proszem, masz - Ryo podawała mu prawie że w łapę butelkę, kiedy stało się parę rzeczy naraz. Kiedy smokowaty miał juz o cale naczynie, nagle butelka oddaliła się o dłoń od niego, a grawitacja gwałtownie wzrosła w jednym kierunku, co sprawiło, że Vixen pięknie wypierniczył się na podłodze.
- Ech, niech to… trza kolegę zasekury.. zasekurowac - Ryo westchnęła teatralnie. Poszukała korka do butelki trunku, którym Vixen raczył się chwilę temu. - bo sie naebal i nie wstanie - zakorkowala naczynie, za bodaj drugim i trzecim razem. Trunek zawędrował do ATSa. - Dobra, Vixen, wstawaj chuopie, ojczyzna wzywa! - dziewczynka z trudem przetaszczyła ciężkiego w cholerę smokołaka z jadalni. Nie zaciągnęła go za daleko, może góra najbliższe drzwi albo drugie najbliższe od jadalni. Ponieważ dziewczynka nie miała na tyle siły, aby podnieść Vixena na nogi, wiec tak jak mogla, usadowiła go na podłodze. Teraz blondasek siedział koło jakiejś sali, a Ryo koło niego się szwendała.
- Dobry ten bimber, dzięki stary - rzuciła do niego z większą wesołością… i trzeźwością, choć z tym drugim może nie do końca. Sama usadowiła się na drugim końcu korytarza i tam zasiedziała.
-O so chodzi? Gdzie zielony?... To moja czarna woda.- smokowiec choć zdezorientowany dziwną podróżą w pozycji horyzontalnej po podłodze, wciąż nie chciał zapomnieć o swojej własności, której teraz nigdzie nie mógł dostrzec przez te wszystkie kolorowe rozbłyski.
- Csarna voda, gzie? - koło Ryo mignęło coś czarnego, a gdy to zniknęło dziewczyna sama wyglądała na zdezorientowaną, zaś u niej nie było żadnej “czarnej wody”. - E-E-E! Oddawaj vodkę, dziadufo jedna ty~! - potem odgrażała w kierunku którejś sali. Potem dziewczynka się przewróciła. - Nosz kufa mać…
-No i wszysko zepsułaś.- podsumował sytuację Vixen bardziej lub mniej celowo osuwając się na podłogę i przez dłuższą chwilę próbując przewrócić na brzuch.
- Ne ja. Jakaś kobita taka skompo ubrana zabrała mi fudke - wybełkotała Ryo. - i tam pofruneła, sru! - pokazała niezdarnie ręką. - nie fiem, so to sa jedna, franca jedna.
-Ona? Gzie?- smokowiec próbował podnieść głowę wpatrując się w kołyszący się korytarz, ale nawet gdyby ktoś faktycznie zabrał butelkę Ryo i tak nie miał szans tego zobaczyć bo patrzył w przeciwną stronę.
-To twoja ta… no…- jakoś brakowało mu słów -miszczyni.- przypomniał sobie wreszcie i zaprzestał wszelkich wysiłków związanych z próbami poruszania się, za to skrzydła rozłożył na cały korytarz.
Ryo skrzywiła się jak dziecko, które wypowiedziało na głos jakieś bardzo brzydkie słowo, które nie wolno było mu wypowiadać.
- Yyy… a gzie ona rezy… rezystansuje? - wybełkotała pytanie do Vixena.
-Piersi… Piersie… Piersze drzwi.- odpowiedział z trudem, nawet gadanie zaczynało przerastać jego obecne możliwości.
- Odsstoufki?
-Nje… od poczotku… Cicho być.
- Dobra ae ty tesz byc ciho - wybełkotała mu jego rozmówczyni, a potem się już nie odzywała.
-Mhm.
 

Ostatnio edytowane przez Agape : 18-03-2016 o 17:25.
Agape jest offline  
Stary 16-03-2016, 20:37   #9
 
Karmazyn's Avatar
 
Reputacja: 1398 Karmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumny
Pierwsze piętro: Spotkanie organizacyjne

Dwójka regularnych, która dzięki czarnemu płynowi przeszła na wyższy poziom świadomości i niemal ujemny poziom mobilności, zaległa niedaleko jadalni i odpłynęła w krainę snu. Ich obecność nie narzucała się nikomu – kto był na tyle głuchy, by nie słyszeć ich donośnego chrapania. Jednak nawet tak niewinna czynność, jak spanie musiała zostać przerwana przez wrednego kierownika akademii, który bezczelnie raczył przeteleportować Ryo i Vixena na spotkanie informacyjne. Żeby tego było mało, teleportacja przeniosła wszystko z wyjątkiem promili, jakie krążyły w ich krwi. To niedopatrzenie miało doprowadzić w dalszej niż bliższej przyszłości do wyewoluowania pewnego, nowego regularnego. Miał się on zapisać w historii Wieży tym, że ją zniszczy. Chyba że niektóre wydarzenia potoczą się zupełnie nieprzewidywanie, co jak wiadomo było wielce możliwe i jakże bardzo pożądane przez niektórych.

Regularni zostali przeniesieni do okrągłej sali. Znaleźli się metr nad ziemią. Kto nie spał, mógł zgrabnie wylądować na posadzce, a kto spał… został obudzony przywaleniem w podłogę. Oprócz Ryo i Vixena również Ishir został w taki sposób sprowadzony do rzeczywistości.
Sala była przedzielona stołem. Po jednej stronie znajdowało się ośmiu rankerów. Po drugiej natomiast dwunastu regularnych. Chwila obserwacji pozwoliła stwierdzić, że brakuje grupy żółtej.

– Teraz już oficjalnie, witajcie w mojej akademii, regularni. – odezwał się Syrion – Jak już pewnie zdążyliście zauważyć, brakuje drużyny żółtej. Nie miała ona wystarczająco dużo szczęścia, by móc rozpocząć wspinaczkę w Wieży. W czasie zadania przywołali czarną dziurę, która pochłonęła wszystkich. Dlatego też, by uzupełnić brakującą liczbę regularnych, postanowiliśmy utworzyć drużynę z tych, którzy w ostatniej turze nie zostali dopuszczeni do testu końcowego. Ze względu na różnicę sił, punkty otrzymywane przez nich będą zmniejszone o połowę, oraz nie będą oni uczestniczyć w zajęciach. – zrobił przerwę, by regularni mogli przyswoić sobie informacje.
– Dobrze, w takim razie przejdźmy do zapoznania was z Wieżą. Zacznijmy może od przedstawienia rankerów, których będziecie spotykać w akademii. Oto Sun – dyrektor wskazał na małpiszona – pełni funkcję bibliotekarza. Nasz zielony towarzysz to Hargur. – wskazał na dobrze znanego Ryo i Vixenowi orka – Jest odpowiedzialny za jadalnię. Kupicie u niego każdy rodzaj picia i jedzenia, a jak będziecie mieli szczęście to może i coś jeszcze. P-742, jest nauczycielem łowców, oraz głównym sprzedawcą broni. – Syrion wskazał na humanoidalną postać.

[media]http://www.sideshowtoy.com/wp-content/uploads/2013/06/902001-product-thumb.jpg[/media]

Odziana była ona w zbroję, skrywającą całe jej ciało. Z hełmu wychodziły podobne do dredów kable, które równie dobrze mogły być włosami istoty. Na zbroi widać było wiele zadrapań – zapewne pamiątek po bitwach. Przez tors przewieszony miał pas z czaszkami jakiś małych stworzeń.

– Shukaku, to nauczyciel obrońców. – szef akademii wskazał na kolejnego rankera.

[media]http://images.saiyanisland.com/data/617/Naruto-Storm-Revolution-Art-Shukaku.jpg[/media]

Był to mierzący dobre cztery metry, szeroki na ponad dwa, przypominający szopa osobnik. Jego ciało było brązowego koloru, pokryte licznymi, czarnymi tatuażami. Płytkowy ogon rytmicznie się kołysał, przy każdym kontakcie z podłogą tworząc mini trzęsienia.

– Barbara, to nauczyciel zwiadowców. – kierownik wskazał na dobrze znaną Vixenowi, prawie nagą kobietę. – Ihthiegyh, nauczyciel władców shinsu. – ręka Syriona skierowała się w stronę kolejnej istoty.

[media]http://img04.deviantart.net/7186/i/2015/274/1/1/mind_flayer_woman_by_tailycaos-d9bklac.jpg[/media]

Bez wątpienia była to kobieta – czy raczej bardziej prawidłowo, samica. Świadczył o tym spory biust. Miała fioletoworóżową skórę. Jej twarz przywodziła na myśl ośmiornicę, z trochę mniejszą liczbą macek. Odziana była w czarną suknię, z wysokim stylizowanym na macki kołnierzem.

– Nauczycielem latarników jest natomiast Rider. – ostatni ranker został przedstawiony.

[media]http://marudzenie.pl/wp-content/uploads/2014/03/ghostrider3qx0-penance-stare.jpg[/media]

Był to… szkielet. Płonący szkielet ubrany w skórzaną kurtkę z ćwiekami, skórzane spodnie z ćwiekami i skórzane buty… dla odmiany z ćwiekami. Jakby tego było mało, jego tors przewiązany był łańcuchem, również pokrytym ogniem.

– Teraz gdy się zapoznaliście z kadrą pedagogiczną, przejdźmy do szczegółów dotyczących samej Wieży. Jak pewnie wiecie ma ona 123 piętra. Na ostatnim piętrze rezyduje bóg, władca i zapewne twórca tego miejsca. Ci, którzy do niego dotrą, zostają rankerami i mogą spełnić swoje jedno dowolne marzenie. By to zrobić, trzeba na każdym piętrze zdać test drużynowy, którego rodzaj zależny jest od samego piętra. To chyba tyle, jeśli idzie o kwestie organizacyjne. – Syrion przekręcił śrubę w swojej głowie, zapewne nad czymś się zastanawiając. – A tak właśnie. Shinsu. Pewnie was ciekawi co to takiego. Jest to najbardziej podstawowa energia istniejąca w całym multiwersum. Od niej wywodzi się wszelkie istnienie. Jest ona obecna we wszystkim, nawet w was. Wraz z wyższymi piętrami stężenie shinsu będzie wzrastać. Musicie nauczyć się żyć w środowisku ze stężonym shinsu. Oraz musicie się nauczyć przekuwać go na wasze moce. Ci z was, którzy posługują się magią, mogą myśleć o shinsu jak o czystej, pozbawionej podziału na żywioły i inne duperele magii. Nie jest to w pełni zgodne z prawdą, lecz wystarczające byście zrozumieli, o co chodzi. – po tych słowach klasnął w dłonie zadowolony – To jakieś pytania, czy możemy iść w cholerę spać? - zrobił zbolałą minę, jakby o czymś sobie przypomniał - Ach byłbym zapomniał. Wasze pokoje są na pierwszym piętrze akademii. Każdy pokój ma przypisany numer. Tylko właściciel może otworzyć dane drzwi, jeśli w środku nikogo nie ma, więc pochodźcie od drzwi do drzwi i sprawdźcie sami, który pokój jest wasz. Na zajęcia zapraszam z samego rana. Radzę się na nich zjawiać, bo brak obecności skutkuje utratą punktów.
 

Ostatnio edytowane przez Karmazyn : 17-03-2016 o 14:56.
Karmazyn jest offline  
Stary 19-03-2016, 14:17   #10
Ryo
 
Ryo's Avatar
 
Reputacja: 11211 Ryo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputacjęRyo ma wspaniałą reputację
O dziwo Ryo nie miała za wiele pytań, a jeśli miała to wolała o to nie pytać na głos przy wszystkich. Rider ja interesował najbardziej ze wszystkich nauczycieli. Wyglądał… dość majestatycznie, reszta z belfrów wyglądała jak zbiorowisko dziwaków, których mniej ogarnięci nie podejrzewaliby o bycie rankerami. W międzyczasie dyskretnie ogarniała resztę ocalałych regularnych z testu.
Patrząc na resztę indywiduów… Ryo odnosiła wrażenie, ze ludzie nie byli tak pospolitymi stworzeniami w multiwersum, jakby się zdawało. Co gorsze, niektórzy z nich wyglądali pomimo swej cudaczności na silniejszych czy potężniejszych niż ona. Ba, bacząc na swoją drużynę, zastanawiała się, jaki ona niby pożytek będzie wnosiła do własnej drużyny, skoro kotek był szybszy, tarczownik silniejszy, syrena lepsza w magii i inteligentniejsza, Vixen wytrzymalszy, a Ishir bystrzejszy?

[media]http://i.imgur.com/65Yo9bC.jpg[/media]

Czteroramienny humanoidalny tygrys z przeciwnej drużyny wyglądał na silnego no i mógłby władać czterema orężami jednocześnie. Mógł wiec teoretycznie być wielozadaniowy, i to bardziej niż Vixen, jeśli tygrysa przydzielono do łowców.

Z drugiej strony może to i lepiej, ze sama Ryo wyglądała mizernie w porównaniu z innymi. Przynajmniej nikt nie będzie jej poświęcał większej uwagi, a może nawet zignorują. Mogla przynajmniej w spokoju dyskretnie przyjrzeć się innym.
Reszta regularnych zdawała się potwierdzać przekonanie Ryo, ze najprawdopodobniej ona jest najsłabszym ogniwem ze wszystkich tutaj zebranych.

[media]http://i.imgur.com/Ym8C3pA.jpg[/media]

Kolejny cudak był robotem, a na to wskazywało jego ciało, nie licząc ludzkiej twarzy, w całości obudowane metalem bądź podobnym do niego materiałem. Ponadto posiadał skrzydła.

[media]http://i.imgur.com/GsE1yuU.jpg[/media]

Trzeci z kolei przypominał, a raczej był istną chimerą - dolne ciało stanowiła krzyżówka szescionożnego lwa z kopytami z gadzim ogonem, górna cześć składała się z ludzkiego torsu i gadziej głowy.

[media]http://i.imgur.com/9LCNWL8.jpg[/media]

Czwarty wyglądał na krewnego i znajomego Ridera, bo był to pewnie żywiołak ognia obudowany zbroją - nie posiadał jedynie przyłbicy.

[media]http://i.imgur.com/cuDOzT9.jpg[/media]

Piaty przypominał Ryo ducha, upiora, którego wytrząśnięto prosto z domu strachów.

[media]http://i.imgur.com/byrNNx9.jpg[/media]

Najgorszy jednak okazał się dla niej szósty. Mimo iż wyglądał najmniej groźnie, to przez niego dziewczyna czuła się najmniej swojo.
Był to atrakcyjnie wyglądający brunet, odziany w czarne spodnie i kamizelkę, która odsłaniała jego umięśniony tors. Oprócz niej miał czarne spodnie oraz wysokie sznurowane tenisówki. Uchodziłby za człowieka, gdyby nie to, ze posiadał czarne pierzaste spore skrzydła, małe czarne kręcone rogi oraz biczowaty, długi ogon. Ryo nie mogła pozbyć się wrażenia, ze jego też przydzielono pod piecze pani Barbary - a to znaczyło, ze będzie z nią uczestniczył na zajęcia.
I ze on się jej przyglądał, choć wcale tego nie musiał okazywać.
- Zapomniał pan powiedzieć, o jakiej godzinie, w jakiej sali jaka grupa ma zajęcia - dziewczynka burkliwym, lekko zaspanym głosem zwróciła uwagę kierownikowi, potencjalnie kierując na siebie lincz ze strony rankera.
- Wszyscy macie rano zajęcia w tych samych salach. Jak zejdziecie na dół, to po prostu wejdźcie do sali przed, którą stoi nauczyciel waszej pozycji.
I tak u Ryo pytania szybko się skończyły. Resztę wolała sprawdzić sama.
Vixen jak zwykle potrzebował chwili żeby się ogarnąć, w jednej chwili latał gdzieś pomiędzy chmurami, a w następnej zaliczył twarde lądowanie na podłodze. Coś mu mocno nie pasowało. Czyżby wycieczka do stołówki również mu się przyśniła? Doskonale pamiętał że dostał w łapy butelkę czarnego trunku i że płyn był mocny jak cholera, upił się nim o wiele szybciej niż powinien a teraz… teraz był zupełnie trzeźwy za to wciąż potłuczony. Rozejrzał się po sali przyglądając się menażerii o jeszcze bardziej dziwacznych kształtach niż jego drużyna. Kiedy dyrektor skończył, splunął na podłogę śliną zmieszaną z krwią, chyba przygryzł sobie język kiedy rąbnął w podłogę.
-Jak mam odróżnić dzień od nocy w wieży i kiedy według ciebie jest rano?-zadał pierwsze pytanie.
- Spójrzcie na sufit. Jak możecie zobaczyć, część jest jasna, a część jest ciemna. Oznacza to, że jest dzień. Patrząc na złączenia sufitu ze ścianami, zauważycie czerwone linie. Jeśli one świecą tak jak teraz, oznacza, że jest druga połowa dnia. Jeśli nie świecą, oznacza, że jest pierwsza. Każda połowa składa się z ośmiu godzin. W nocy cały sufit jest ciemny. Noc trwa dziesięć godzin. Rano jest o pierwszej godzinie przed południem, a na zajęciach macie stawić się o drugiej godzinie przed południem. i trwają osiem godzin. - wyjaśnił kierownik.
-Dobrze zrozumiałem że nikt już nie będzie mnie więcej nigdzie przenosił bez mojej wiedzy i zgody?- padło kolejne ważne dla smokowca pytanie. Miał wrażenie że jeszcze kilka takich skoków w przestrzeni i zwariuje.
- Będziecie przenoszeni na obszar specjalnych zadań, jednak będziecie o tym wcześniej uprzedzani. - odparł Syrion - Ponadto przejście na obszar ostatniego testu, oraz między kolejnymi piętrami prowadzi przez portale.
Czy istnieją inne metody podróżowania miedzy pietrami? - spytała mała zwiadowczyni.
- Nie istnieją. Tylko portale.
- Czemu nie ma innych dróg? - po pytaniu Ryo ziewnęła.
- Bo Bóg ich nie zbudował.
Gdyby dziewczynka nie umiała się powstrzymywać od palnięcia komentarzy, z jej ust wypłynąłby sarkazm na temat kolejnych głupich przepisów głupiego bożka, któremu przydałby się porządny kop w dupsko. Niemniej nie padł.
-Kończmy to.- Vixen nie widział sensu w dalszej rozmowie z dyrektorem. -Nie mam więcej pytań.- oświadczył, patrząc po innych regularnych jakby chciał im przekazać, że lepiej będzie jeśli oni też żadnych nie będą mieli. Nie żeby wszystko było dla niego jasne, wręcz przeciwnie, wciąż był w świecie wieży zagubiony jak dziecko we mgle, ale chyba wolał odkryć pewne rzeczy sam, albo spytać kogoś innego niż śrubkogłowy.
Jeśli chodzi o Ryo, to to spojrzenie spłynęło po niej jak woda po kaczce.
- Ja w sumie tez nie mam żadnych… pytań - ziewnęła ponownie i wyciągnęła się.
- Na czym będzie polegał końcowy test? - spytała istota wyjęta z koszmarów.
- Nie wiem, jeszcze go nie wymyśliłem. - odparł bez ogródek kierownik.
- W jaki sposób będziemy mogli zarabiać kredyty i ile są one warte? - to pytanie padło od skrzydlatego diabełka.
- Kredyty będziecie dostawać za zadania. Będziecie też mogli pracować na zewnątrz akademii. Za jeden kredyt na tym piętrze będziecie w stanie kupić bochenek chleba.
- Czy mogę uczyć się technik innej pozycji? - zapytał czteroręki tygrys.
- Tak. Pozycja określa tylko rolę w drużynie. Jeśli jesteś w stanie możesz nauczyć się technik wszystkich pozostałych pozycji i stosować je w walce.
Więcej pytań najwyraźniej nie było, a przynajmniej nikt nie chciał ich zadawać.
- W takim razie możecie się rozejść. Jutro na zajęciach zapoznacie się z dokładną rolą swoich klas. Teraz macie czas wolny. Możecie się rozejść. - zakończył zebranie dyrektor.
- Fantakurwastycznie. W końcu - mruknęła do siebie pod nosem Ryo, kiedy rozległ się zgiełk i zagłuszył jej słowa. Ruszyła do jadalni nabyć sobie darmowego jedzenia. Przy okazji “zakosiła” parę soczystych jabłek dla małpiszona z biblioteki.
 
__________________
Every time you abuse Schroedinger cat thought's experiment, God kills a kitten. And doesn't.

Nieaktywna w grach - do odwołania.

Ostatnio edytowane przez Ryo : 19-03-2016 o 14:23.
Ryo jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 17:07.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166