Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 28-07-2017, 18:19   #1
 
Luwinn's Avatar
 
Reputacja: 1959 Luwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputację
[Strategia] - Chmury nad Draumenionem

3000 rok, Draumenion


A oto i Kryształowe Miasto. Czterej władcy wjechali do miasta czterema różnymi bramami. Ich oczom ukazały się niekończące się szeregi budynków, tak rozległe że nie byli ich w stanie objąć wzrokiem. Przywitały ich zaś całe zastępy ludzi, mężczyzn i kobiet będących przedstawicielami każdej z ras. Spomiędzy tych tłumów, połyskiwały hełmy i halabardy pilnujących miasto strażników miejskich.

Monarchowie mieli się spotkać w pałacu miejskim, gdzie oczekiwał na nich burmistrz miasta. Prowadziły do niego proste, wybrukowane ścieżki. Obserwująca pochody władców ludność klaskała i wykrzykiwała ich imiona. Domy przyozdobione były kolorowymi kwiatami oraz proporczykami. W całym mieście panował świąteczny nastrój.

W końcu ujrzeli ogromny pałac ratuszowy, przed którym rozpościerał się rozległy plac, mieszczący kilka oddziałów straży miejskiej, ustawionej w równych rzędach. Na schodach oczekiwał zaś na władców burmistrz. Był to otyły mężczyzna o gęstej, czarnej brodzie zaplecionej w kilka warkoczy i krzaczastych wąsach. Przypominał przez to nieco krasnoluda, lecz w rzeczywistości był człowiekiem. Na szyi nosił złoty łańcuch, opadający mu aż na sam pokaźnych rozmiarów brzuch. Ubrany był w bogato zdobione szaty o zielonej barwie.

- Witajcie czcigodni władcy ! - zawołał uśmiechając pod swymi wąsami i unosząc przy tym ręce w geście powitania. Na jego słowa, zgromadzeni w pobliżu strażnicy miejscy uklękneli i powtórzyli to co przed chwilą powiedział. - Dziś, to jest 20 czerwca 3000 roku odbywa się spotkanie Wielkiej Rady. Gremium które położy kres wojnom, uprzedzeniu i kataklizmom! Rasy łączą się tego dnia by wspólnie decydować o przyszłym losie Draumenionu, ziemi na której właśnie stoimy. Koniec z samowolą i okrucieństwem! Nadeszły nowe czasy ! - zawołał, po czym odchrząknął na zakończenie swojej krótkiej przemowy. - A teraz, zapraszam do pałacu. - rzekł, po czym potężne, rzeźbione drzwi ratusza otworzyły się, ukazując oczom władców zbudowane z kryształów wnętrze. Teraz żaden z nich nie miał wątpliwości, dlaczego nazywało się ono "Kryształowym Miastem".

Na kryształowych ścianach wisiały obrazy poprzednich burmistrzów wolnego miasta, zaś z sufitu zwisały rzeźbione misternie żyrandole, oświetlające całym wnętrze delikatnym, purpurowym światłem. Otyły pan miasta prowadził monarchów przez korytarze pałacu, aż dotarli do odlanych z czarnego metalu drzwi, na których widniały wyryte wizerunki smoków oraz węzy. Wyjął z kieszeni swych szat klucz, włożył go do zamka, po czym odwrócił się do monarchów.

- A oto i sala w której wszystko się zacznie. - powiedział uśmiechając się swoim zwyczajem, po czym przekręcił klucz i wpuścił ich do środka.
Wnętrze było olbrzymie, lecz jak na tutejsze standardy skromnie urządzone. W centrum ogromnej sali stał okrągły stół, przy którym mieli siedzieć władcy. Oświetlały ją swym purpurowym światłem żyrandole oraz duże okna, znajdujące się na prawej ścianie pomieszczenia.
- Proszę, zajmijcie swe miejsca. - rzekł, usadawiając się na jednym z nich. Chwilę później do sali wszedł młody urzędnik, kładąc przed oczyma burmistrza plik dokumentów, na widok których ten westchnął. - A oto sprawy którymi musimy się zająć dla dobra całego Draumenionu...Przerwało mu jednak wejście ostatniego gościa.



Był nim odziany w ciemnozieloną szatę starzec, przy każdym kroku podpiepającym się na kosturze. Bez przywitania zbliżył się do stołu, po czym zajął swoje miejsce naprzeciw burmistrza.
- Teraz...możemy zaczynać... - rzekł cicho, kasłając.
 
Luwinn jest offline  
Stary 10-08-2017, 19:31   #2
 
Tom John's Avatar
 
Reputacja: 176 Tom John ma w sobie cośTom John ma w sobie cośTom John ma w sobie cośTom John ma w sobie cośTom John ma w sobie cośTom John ma w sobie cośTom John ma w sobie cośTom John ma w sobie cośTom John ma w sobie cośTom John ma w sobie cośTom John ma w sobie coś
Wcześniej, stolica Anerothu - Filar
Wiatr wiał od morza. W komnacie królewskiej, na szczycie górnych poziomów Filaru, król Parcor Voron, od niedawna władca tych i innych ziem spoglądał przez okno na kołyszące się maszty stojących w porcie statków. Kusiły wolnością i szczęściem. Parcor już miał zerwać z ramion swój królewski płaszcz, rzucić go w kąt i zbiec do zatoki, gdy w miejscu osadził go głos jego młodszego brata - Parrida.
- Nawet o tym nie myśl!-
- Skąd wiesz, o czym pomyślałem?- obruszył się król.
- Jestem twoim bratem i znam cię. Nie czas na zabawę w żeglarza, jedziesz z ważną wizytą dyplomatyczną.-
- Mam dyplomatów od tego...- burknął urażony Parcor, ale nie spierał się już więcej.
- Możliwe.- Parrid postanowił ciągnąć rozmowę.- Ale to ty jesteś królem, o czym muszę Ci co jakiś czas przypominać.-
Parcor wzruszył ramionami.
- Ty byś się do tego lepiej nadawał...-
- Wcale nie.- Parrid roześmiał się.- Jedna wizyta w Kryształowym Mieście i ty też poczujesz, że jesteś lepszy ode mnie. A teraz już! Idź tam i bądź królem!-

Obecnie, Kryształowe Miasto
Burmistrz “Kryształowego Miasta” rozłożył przed sobą kilka pergaminów, po czym wypowiedział imię ludzkiego króla.
- Jego wysokość król Parcor z rodu Voron, władca Królestwa Anerothu. Dotarły do mych uszu słuchy, jakoby po twym kraju wędrował charyzmatyczny kaznodzieja, głoszący doktrynę sprzeczną z kanonem Kościoła Marcusa. Doniósł mi o tym jeden z “Wielebnych Ojców”, należący do grona 6 najpotężniejszych kapłanów sprawujących pieczę nad wyznawcami jednej z 6 religijnych części królestwa. Mówi on, że sam Awatar Marcusa jest tym zaniepokojony i żąda zdecydowanej odpowiedzi, inaczej to Kościół przejmie inicjatywę. A myślę że byłoby to nieco… kłopotliwe.
Parcor, do tej pory błądzący oczyma po krajobrazie za oknami, drgnął lekko, jakby przebudził się z lekkiej drzemki. Utkwił w burmistrzu wzrok i przez moment analizował to, co się do niego powiedziało. Burmistrz zapewne chciał już powtórzyć swoją wypowiedź, bojąc się że młody król go nie słuchał, ale wtedy Parcor odezwał się wreszcie.
- Wiem już o działaniach tego człowieka.- oznajmił.- Sam również dostarczyłem mu kilku uczniów, moich zaufanych w przebraniu. Ich zadaniem jest w krytycznym momencie zdyskredytować go, by odwrócić lud od jego bluźnierczych tez. Rzekłem.-
- W takim razie wszystko okaże się gdy wrócisz do swego państwa panie. Jest jeszcze jedna sprawa. Jeśli mogę… jesteś młodym królem i niewiele czasu minęło od twojej koronacji. Część szlachty nadal wstrzymuje się jednak z poparciem twoich rządów. Są reprezentowani przez trzech szlachciów z którymi z pewnoscią powinieneś pomówić po swoim powrocie. Chyba, że proponujesz jakieś inne rozwiązanie tego problemu?
- Ci panowie wiedzą, że moje prawa do tronu są nie do podważenia w zwykłych okolicznościach.- oznajmił król.- Wiem, że z radością odsunęli by mnie od tronu, ale ich niedoczekanie. Rodzina Voron od wielu lat utrzymuje władzę w Anerothcie, a ja nie mam zamiaru być tym, na którym tą władzę damy sobie odebrać.-
- Myślę jednak że nie powinieneś tego ignorować panie. Zamierzasz się z nimi spotkać po swym powrocie czy może chcesz zbagatelizować ten problem? Koniec końców możesz sobie na to pozwolić, zważywszy na to że jest to jak dotąd niewielka frakcja. - odparł burmistrz.
- Skoro to mamy już wyjaśnione, to może zainteresuje cię Pancorze traktat handlowy z moim ludem. - Powiedział Alinar.
- Zamierzam.- potwierdził władca Anerothu.- Zwołanie walnego zgromadzenia szlachty mego kraju jest najmniejszym, co powinienem uczynić po powrocie z tak doniosłej delegacji. Wówczas potwierdzę wasze słowa co do ich opozycyjnych tendencji, burmistrzu.-
Początkowo wydawało się, że wspomnienie o możliwości buntu lekko rozsierdziło młodego króla, który wszak dopiero począł rozsmakowywać się w sprawowaniu rządów, jednak druga jego wypowiedź zabrzmiała już spokojniej, bardziej układnie. Wówczas jednak odezwał się ni z tego ni z owego Alinar, król kraju elfów. Oczy Parcora zwęziły się jak u zagniewanego kota, gdy wskazał elfa szczupłym, kształtnym palcem.
- Towary, to krew handlu. Gdy krew zdrowo krąży, organizm jest zdrowy.- rzucił sentencjonalnie. Wciąż jednak czuć od niego było tłumione rozdrażnienie.- Zdrowy handel może jednak trwać tylko między krajami, których obaj władcy szanują się nawzajem. A ja, WASZA WYSOKOŚĆ…- specjalnie położył nacisk na tytuł Alinara.- …nie pozwolę traktować się zbyt pobłażliwie.-
- Wybacz jeśli uraził cię mój ton Anukain. - Alinar odchrzaknął po czym się poprawił. - Wasza wysokość, szlachetny władco Anerothu, królu wszystkich ludzi. Uznałem po prostu, że skoro siedzimy przy jednym stole, jak równy z równym to mogę tytuować cię po imieniu, jak i ciebie zachęcam do używania mego imienia.
Parcor machnął ręką lekceważąco, jakby nie było o czym mówić.
- W moich stronach, królu elfów Alinarze, nie wystarczy wspólnie usiąść, by znikły konwenanse. Przyjmuje jednak twoją przyjaźń, jak i oferuje własną.-
Później już milczał.
 
__________________
~Jam to, nie chwaląc się, uczynił.~
Tom John jest offline  
Stary 11-08-2017, 20:32   #3
 
Baird's Avatar
 
Reputacja: 5178 Baird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputację
Wcześniej, Stolica Elderal - Ebonheart

Delikatny śpiew unosił się w powietrzu z królewskich ogrodów. Wtórowały mu dźwięki elfich instrumentów. Król Alinar siedział na drewnianym krześle, wokół niego panny dworu i paziowie, a w rękach króla znajdowała się lutnia z wiśniowego drewna zdobiona złotem. Alinar śpiewał dalej.
Inlidis an serun, farin sur verun,
Ornis selveru, ro'maglanerum.
Arin sei inderin eroperium, so man delrun,
Cerolinid dunveros, opin cenutil reverum.

Farun sen farilis, opin alemindis,
Sen'ma ren potine, lago.
Farun sen farilis, opin virchinado.

Nagle do ogrodu wbiegł posłaniec i wręczył królowi zwój z pieczęcią Kryształowego Miasta. Alinar przywitał go w elfickim po czym zaczął czytać wiadomość. Po krótkiej chwili Król wstał i powiedział.
- Zostałem zaproszony na rozmowę do Kryształowego Miasta. Mają się tam zjawić władcy całego Draumenionu. Vilian przygotuj moje rzeczy do podróży, Cerys Ci pomoże. Renton powiadom kapitana Agisa by szykował Smoczą Straż do wymarszu.

Jakiś czas później, Kryształowe Miasto
Pochód Króla Alinara podążał jednym z mostów w stronę Kryształowego Miasta. Jego wysokości towarzyszyło trzydziestu gwardzistów oraz siedemdziesięciu dworzan, z których cześć miała ze sobą instrumenty muzyczne, a Ci którzy ich nie mieli śpiewali radosne pieśni tak, że całość wyglądała niczym festiwal z okazji święta muzyki, a nie królewski pochód. Alinar był pod wielkim wrażeniem miasta, choć nie mogło się ono równać z pięknem Silversprout, majestatem Przystani Irandila czy aurą Serca Ebonu.
Gdy pochód wszedł do miasta przywitały ich oklaski i okrzyki zachwytu. Wielu mieszkańców dołączyło do elfów w paradzie, która zakończyła się pod pałacem burmistrza.

Obecnie, Kryształowe Miasto
- Co się zaś tyczy elfów… mam przyjemność przedstawić waszym wysokościom Alinara Springborna, znanego pod przydomkiem “Biały”, będącego władcą Królestwa Elderal. - rzekł, przeglądając stertę papierów które rozłożył na stole. - Ah tak… doniesiono, że w twym państwie zauważono szerzącą się od jakiegoś czasu nową chorobę, która zabija zwierzęta. Zauważono również kilka przypadków zgonów wśród elfów. Jeśli nic z tym nie zrobisz panie, to z pewnością wybije ona wielu twoich poddanych i rozprzestrzeni się na pozostałe ziemie.
- Hmm…- Alinar zastanowił się chwilę.- Być może dobrym rozwiązaniem byłoby zbudowanie szpitala w jednym z moich miast. Myślę że miejsce w którym medycy i znachorzy będą mogli dzielić się swoją wiedzą i nauczać kolejne pokolenia może pomóc w zwalczeniu choroby.- Alinar zamilkł na chwilę po czym dodał.- Można by też użyć magii by oczyścić królestwo z choroby. Jestem również otwarty na inne propozycje.
- To mądre posunięcie aczkolwiek… - zaczął burmistrz, lecz przerwał mu odziany w zgniłozieloną szatę starzec.
- Co z tymi którzy umierają teraz? Budowa tego szpitala trochę potrwa, zgromadzenie tylu uczonych w jednym miejscu również. Choroba będzie w tym czasie się natomiast rozszerzyć i pochłaniać coraz więcej istnień.
- To było nieuprzejme N… - kontynuował burmistrz, lecz tutaj również mężczyzna mu przerwał.
- Nie widzę powodu dla którego miałbyś wyjawiać moje imię wszystkim tutaj zgromadzonym. To dopiero byłoby nieuprzejme. - powiedział natychmiast, a na jakie twarzy pojawił się niewielki, cyniczny uśmiech.
Król Parcor wydał z siebie dźwięk, który można by brać z kurtuazyjne chrząknięcie przed włączeniem się do rozmowy, gdyby nie to, że był zbyt impertynencki, by móc za taki uchodzić.
- Nieuprzejme, mości panie, jest tajenie swej tożsamości. Zwłaszcza, jeśli chcesz wydawać rozkazy…- tutaj zaśmiał się lekko i krótko.- …koronowanym głowom.
- Wielu nosiło i nosi korony. Prawdziwa władza nie jest jednak zaklęta w kawałku ozdobionego klejnotami żelastwa, lecz tutaj. - odrzekł starzec, pukając się palcem w czoło.
Burmistrz był najwyraźniej poirytowany słowami swego towarzysza i wyjął z kieszeni chustkę, którą otarł sobie niewielki kropelki potu z czoła.
- Pokój panowie.- Powiedział Alinar spokojnym głosem. - Marnujecie mój czas. Sprawa zarazy to błahostka, z którą poradzi sobie bogini. Anukain ma jednak rację, nieuprzejmi jest się nie przedstawić w towarzystwie, zwłaszcza w tak znakomitym.- Król elfów wskazał na siedzących przy stole narad.- Mów więc starcze, kim jesteś i z czym przychodzisz i czemu ma służyć ta narada.
- Jestem znany pod wieloma imionami, elfi królu. To zależy od tego które wolisz. Co do celu mojej wizyty tutaj, chciałem po prostu sprawdzić kto nami rządzi. Widać spełniły się moje obawy. Ostatnie pytanie powinieneś zaś zadać mojemu towarzyszowi. - tutaj wskazał dłonią na burmistrza, który uśmiechał się nerwowo.
Alinarowi nie spodobała się wymijająca odpowiedź starca. Jeśli naprawdę miał tyle imion, to mógł wyjawić jedno z nich. Alinar zastanawiał się, kim może być ów nieznajomy. Być może jest to jakiś szpieg z Kryształowego Miasta, to by wyjaśniało skąd wiedzieli tyle o tym co się dzieje w jego i w innych królestwach. Być może ów człowiek był magiem. Nagle przed umysł Alinara przemknęła jeszcze jedna, nieprzyjemna myśl. Być może tajemniczy mężczyzna był sługą demonów, z którymi niedawno walczyli. Te znane są z posiadania wielu imion, których pilnie strzegą.
Otyły mężczyzna kaszlnął po słowach starca, po czym utkwił wzrok w leżących przed nim dokumentach.
- Zapomnijmy o tym małym nieporozumieniu panowie. - rzekł burmistrz. -Królu Alinarze, jest jeszcze jedna istotna kwestia do przemyślenia.
-Jeśli dalej chodzi o epidemie i obecnie chorych to kapłanki bogini sugerują wiarę i magię by wyleczyć chorych i ja skłaniam się do ich opinii, ale słucham, co to za sprawa?-
- Twój daleki krewny mój panie. Dotarły do mnie wieści że przybył do miasta tuż za tobą. Co bardziej niepokojące, zrobił to z grupą elfich zwolenników, których ponoć gromadzi od jakiegoś czasu, co zapewne nie uszło przez ciebie niezauważone. Wydaje mi się to być niebezpieczną sytuacją, zważywszy na to, że łączą was więzy krwi, przez co może zgłosić pretensje do tronu. Myślę że powinieneś z nim porozmawiać na bankiecie który odbędzie się tuż po naszym spotkaniu.
- Na pewno tak zrobię. - Alinar miał pewien pomysł jak poradzić sobie z uzurpatorem i rebeliantami z Nerbo jednocześnie.
 
__________________
Man-o'-War Część I

Ostatnio edytowane przez Baird : 16-08-2017 o 00:21.
Baird jest offline  
Stary 14-08-2017, 01:15   #4
 
Vilir's Avatar
 
Reputacja: 785 Vilir jest godny podziwuVilir jest godny podziwuVilir jest godny podziwuVilir jest godny podziwuVilir jest godny podziwuVilir jest godny podziwuVilir jest godny podziwuVilir jest godny podziwuVilir jest godny podziwuVilir jest godny podziwuVilir jest godny podziwu
Wcześniej, stolica Cesarstwa Tang - Taisu

- Ten wyjazd może być dla Ciebie ogromną szansą na umocnienie swojej pozycji, pani.
- Wiem o tym Sogo. Doskonale o tym wiem. - Choć ogromnie ceniła sobie starca, jego raczej mizerna bystrość, wraz ze skłonnością do mówienia rzeczy oczywistych nie czyniły go najlepszym doradcą. Doskonale zajmował się za to tym, czym nie miała w zwyczaju cesarzowa: informował kucharzy jakie potrawy mają przygotować na obiad czy kolację, składał zamówienia na jedwabie dla Hitotsu-tai, pisał do arystokratycznych rodów w mało istotnych sprawach, ogłaszał na dworze dekrety i informacje przekazywane mu przez Cesarzową. Do tego służył wiernie ciotce Hitotsu-tai, a ta zawsze pamiętała o takich rzeczach.
- Poinformujesz arystokrację o moim wyjeździe. Niech mniej istotne sprawy poczekają na mój powrót, a te które poczekać nie mogą zostaną rozstrzygnięte przez nich, o ile oczywiście dotyczą ich ziem. No i mają informować o tym koronę. Potem zdasz mi relację z tego jakie sprawy i w jaki sposób były tak załatwiane. - Sogo pokiwał tylko głową akceptując polecenie Cesarzowej. Ta zaś ciekawa była kto, i na ile sobie pozwoli. Była już co prawda władcą od jakiegoś czasu i dotąd nikt się jej nie przeciwstawiał, jednak pierwszy raz w trakcie swoich rządów opuszczała ziemie Cesarstwa, a chociaż jej przodkowie od wieków zasiadali na tronie jako małżonkowie Cesarzy i sprawowali w państwie realną władzę, Hitotsu-tai była pierwszą z rodu Tai, która stałą się najważniejszą osobą w państwie i odziedziczyła tron. Przechodząc przez korytarz do swoich sypialni spojrzała raz jeszcze na Towarzyszącego jej starca, który poruszał się zaraz za nią.
- Zawiadom gwardię o wyjeździe i ogłoś na dworze iż każdy kto chce może do nas dołączyć. Jutro wyruszamy do Kryształowego Miasta.

Obecnie, Kryształowe Miasto

- Przechodząc dalej, oto cesarzowa Hitotsu-tai z Cesarstwa Tang. Pierwszym problemem z jakim wasza cesarska mość powinna się zmierzyć są ulewne deszcze, nękające ostatnimi czasy ziemie twego ludu. Chłopi obawiają się, że źle wpłyną one na uprawy, co poskutkuje klęską głodu. Poza tym powodzie będą realnym zagrożeniem dla wszystkich niewielkich wiosek, a z czasem też miast. Wasza cesarskość ma jakiś pomysł?
- Ulewne deszcze są nieodłączną częścią tropikalnych lasów czcigodny burmistrzu - rzekła Hitotsu-tai kłaniając lekko głowę swojemu rozmówcy - lecz i mojej uwadze nie uszła ich wyjątkowa obfitość w tym roku. I chociaż nie sposób sprawić by deszcz ustał, sądzę że lud nagów sprosta temu problemowi. Największym zagrożeniem są dla nas powodzie, dlatego zaraz po zakończeniu obrad powiadomie posłańca by dostarczył do stolicy Cesarstwa wiadomość o pilnej potrzebie poszerzania rzeki kopania kanałów odpływowych. Kanały przygotują pod uprawę nowe ziemie, przez co choć częściowo uda się zniwelować straty w rolnictwie. Warto również przyjrzeć się obfitej roślinności występującej w lasach tropikalnych. Od stuleci rośnie ona spokojnie, mimo że lasy nawiedzane były z pewnością przez równie obfite pory deszczowe. Sądze więc ,iż zwróćenie większej uwagi na jadalną roślinność, która znajduje się w tropikach, a nie była dotąd traktowana jako potencjalnie istotny surowiec pozwoli nie tylko uniknąć Cesarstwu Tang klęski głodu, ale również pozwoli uniknąć takiego zagrożenia w przyszłości.
- Droga Tai, być może rozdzielenie rzeki na dwie mniejsza pozwoli pokonać powódź, a do tego poszerzy zasięg irygacji.-
- Świetnie! - zawołał burmistrz. - Systemy irygacyjne z pewnością powinny pomóc, jeśli nie teraz to w przyszłości. Pomysł króla Alinara również mądrze byłoby wziąć pod uwagę. Co więc ostatecznie postanawiasz pani?
- Twoje zaangażowanie w sprawy mego ludu bardzo wiele dla nas znaczy - rzekła Hitotsu-tai do elfiego króla posyłając mu zarówno ukłon, jak i uśmiech - pozostanę jednak przy swoim pomyśle. Mam nadzieję że nie będziesz miał mi tego za złe.
- To twoje ziemie wasza wysokość, nie uprzejmością byłoby mieszanie się w sprawy suwerennego państwa.- Alinar odpowiedział ukłonem na ukłon.- Zainteresowały mnie twe słowa o egzotycznych owocach pani. Gdyby wasze poszukiwania okazały się owocne.- Alinar zachichotał.- Chętnie zakupię nadwyżkę za srebro. Być może zainteresuje cię nasze drewno z Serca Ebonu.-
- A więc ten problem jest już za nami. Jest jeszcze jedno jaśnie pani… - powiedział mężczyzna, zerkając nerwowo w dokument.
- Akurat drewna jest u nas całkiem sporo - Hitotsu-tai spojrzała na Alinara z uśmiechem - my także mieszkamy w lesie. Jeśli jednak chodzi o egzotyczne owoce, to gdyby udało nam się rozpocząć ich zbieranie na dużą skalę i wystąpiła ich nadwyżka chętnie oddam ją twemu ludowi przy odpowiednim układzie. - Cesarzowa spojrzała na drugiego z rozmówców/ - Ależ słucham burmistrzu, cóż to za sprawa?
- Otóż… utrzymujemy pewne kontakty z leżącym na Wielkich Stepach Asabhadem, miastem handlowym będącym centrum cywilizacji tamtego regionu. Ich zwiadowcy dostrzegli ponoć na obrzeżach Stepu zastępy dzikich wojowników, którym przewodzić ma okrutny i nieustraszony wojownik imieniem Hongke. Może to oznaczać kolejną inwazję… a ziemie które będą zagrożone jako pierwsze należą niestety właśnie do nagów.
Z twarzy władczyni nagów w jednej chwili zniknął uśmiech. Wiele Hitotsu-tai wiele słyszałą już wcześniej o okrutnych barbarzyńcach i choć spodziewała się tego, iż w końcu będzie musiała się z nimi skonfrontować, to liczyła żę nastąpi to później niż w jej pierwszych latach panowania Przez dłuższąchwilę ni mogła sięuspokoić i opanować, a gdy w końcu się jej udało rzekła. - Rozkażę przygotować wojska do obrony ziem i rozpocząć nabór ochotników. Zarządzę również ewakuację mieszkańców z terenów przy granicy ze stepem. Mam również nadzieję… - Hitotsu-tai zacisnęłą pieści z zagryzłą wargę. Nie czuła się komfortowo z tym co teraz zrobi, chciała być władcą potężnym i samowystarczalnym, jednak obawa o swoich poddanych była u niej większa od dumy. Przełamała się i uniosła głowę - Od stuleci lud nagów strzeże Draumenionu przed próbującymi go podbić barbarzyńcami. Tak było, jest i będzie. Sprawa ta nie dotyczy jednak wyłącznie Cesarstwa Tang, lecz także ziem każdego z was szanowni władcy. Hongke nie poprzestanie wszakże na zajęciu tropików. Chce podbić cały Draumenion, a w interesie każdego z nas jest to, by do tego nie dopuścić. Liczę więc, iż nie pozostawicie mnie w tej walce samej. Żywność, broń, przydatne militarnie surowce, ochotnicy, wszystko to znacznie przybliża nas do odparcia inwazji, a nie jest przecież wygórowaną ceną za bezpieczeństwo naszych ziem.
- W odpowiednim czasie przyślę wsparcie wojskowe.- Alinar powiedział spokojnie.- Jest to zagrożenie z którym musimy się liczyć wszyscy. Liczę również że i wy wasza wysokość nie pozostaniecie dłużni i odpowiecie na nasze wezwanie gdy poprosimy o pomoc. Być może jest Ci wiadome że mamy rebeliantów na południu. Nie są oni co prawda zagrożeniem w tej chwili, ale nie wiemy co przyniesie przyszłość. -
Parcor Voron, król ludzi z Anerothu wziął oddech, jakby szykował się do dłuższej wypowiedzi. Kogo jednak milczał, a po jego twarzy widać było, że zbiera i waży słowa.
- Milady Hitotsu-tai…- przemówił w końcu.- …zagrożenie ze strony barbarzyńców ze stepów nie może I nie zostanie przez nas zlekceważone. Nie mogę jednak rzucić do walki wszystkich moich wojsk, z których wiele chroni moich ludzi przed piratami z morza, bandytami z równin i dysydentami, których w cywilizowanych krajach nigdy nie brakuje. Mam propozycję.-
To mówiąc westchnął lekko, szykując się do przedstawienia swojego pomysłu.
- Wyślę przodem kompanię mojej piechoty zaporowej,by umocnili pozycje w Asabhadzie, a w tym czasie chciałbym poznać twoje zdanie w pewnej sprawie. Zawsze szanowałem biegłość twego ludu w sztuce walki, również jak zapewne wiesz pewna liczba twoich pobratymców mieszka w granicach mego kraju. Jeśli potrzebowałabyś, wasza cesarska mość, miejsca, by przeszkolić odwody w razie inwazji, moi oficerowie mogą zapewnić ci odpowiednią kadrę szkoleniową po naszej stronie granicy.
- Ja zaś… - wtrącił nagle król krasnoludów. - Obawiam się że nie jestem w stanie na dzień dzisiejszy wspomóc twego ludu. - powiedział, gładząc się po swej długiej brodzie. - Nie oznacza to jednak że nie otrzymasz ode mnie żadnej żadnej pomocy. Jeśli zagrożenie okaże się realne, oczywiście postaram się wysłać kilka oddziałów. Nie zamierzam bowiem polegać tylko i wyłącznie na plotkach.
_ Dziękuję szlachetni władcy - rzekła po wysłuchaniu każdego z nich Hitotsu-tai i skłoniła się. Następnie władczyni nagów skierowała swój wzrok na króla elfów. - Bezpieczeństwo Draumenionu jest dla Cesarstwa rzeczą nadrzędną i masz moją gwarancję, iż jeśli pojawi się jakiekolwiek zagrożenie, z którym będą musiały zmierzyć się elfy, to u ich boku staną nagowie. - Kończąc wypowiedź Hitotsu-tai skłoniłą się, po czym zwróciłą swój wzrok na włądcę ludzi. - Wielmożny królu Parcorze, nie jestem do końca pewna czy dobrze rozumiem twoją propozycję, ale czy chcesz aby jednostki nagów znajdujące się po twojej stronie granicy znajdowały się pod twoimi rozkazami? - Po zadaniu pytania Cesarzowa popatrzyłą jeszcze przez chwilę na ludzkiego króla, a następnie skierowała wzrok na ostatniego z władców. - I ja chciałabym aby zagrożenie to okazało się być fałszywe, lecz doświadczenie mówi zupełnie co innego. Niemniej liczę, że gdy już się pojawi i ty wesprzesz nas w tej trudnej walce. - Rzekła Hitotsu-tai i ukłoniła się.
Parcor spąsowiał na twarzy, gdy dotarło do niego, że i tak jego słowa mogły zostać zrozumiane.
- Oczywiście nie, wybacz niezręczność w mych słowach, cesarzowo, jestem jedynie żeglarzem…- przeprosił, jednocześnie usprawiedliwiając się historycznym zdaniem swego przodka, Tola Vorona, założyciela stolicy Anerothu, które to wypowiedział, gdy lud proponował mu koronę.
- Jedyne co chciałem powiedzieć, to to, że gdy tylko zajdzie potrzeba, nie będę bronił twoim rodakom czuć się patriotami względem ciebie. Rzekłem.-
- Nie zostanie Ci to zapomniane ludzki królu. - odpowiedziała Hitotsu-tai, po czym ukłoniła się rozmówcy.
 

Ostatnio edytowane przez Vilir : 14-08-2017 o 09:30.
Vilir jest offline  
Stary 17-08-2017, 20:29   #5
 
Luwinn's Avatar
 
Reputacja: 1959 Luwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputację
Po spotkaniu Wielkiej Rady, na władców czekała przyjemniejsza część całego zjazdu. Dwa dni później, odbyć się miał bowiem bankiet w którym udział mieli wziąć najpotężniejsi możni z całego Draumenionu. Sala w której planowano zorganizować owo wydarzenie, była ponoć dekorowana już od tygodnia. Wszystko po to, by wypełnić ją atmosferą każdego zakątka kontynentu. Jak mówiły plotki, okna przyozdobione zostały kwiatami z ziem elfów, z ludzkiego Królestwa Anerothu sprowadzono solidne meble, zaś całość dopełniały wazy i rzeźby sprowadzone z zamieszkiwanej przez nagi dżungli i przyozdobione zostały połyskującymi, różnokolorowymi klejnotami z kopalń krasnoludów. W istocie, monarchowie mogli się o tym przekonać tuż po wejściu do olbrzymiej sali, podobnej do tej, w której jeszcze kilka dni temu rozprawiali na temat polityki ich państw.

Prowadziły do niej ciężkie, misternie zdobione drewniane wrota, które śmiało można było nawet nazwać bramą. Kiedy słudzy je otworzyli, oczom władców ukazały się zastępy odzianych w kosztowne szaty mężczyzn i kobiet, do ich uszu dotarła muzyka, zaś do nozdrzy zapach przygotowanych potraw. Oczy wszystkich zwróciły się właśnie na nich, gdy według tradycji weszli jaki ostatni. Cała sala stanęła na chwilę w miejscu, witając władców i oddając im należyte honory, po czym muzyka znów wypełniła salę a zgromadzeni powrócili do swych dotychczasowych zajęć. Oddelegowani do szlachetnie urodzonych słudzy poprowadzili ich zaś na miejsca, które znajdowały się przy stole stojącym na niewielkim podwyższeniu, przy którym siedział już śmiejący się wesoło burmistrz.

- Witajcie! - powiedział. - Rozsiądźcie się wygodnie i zaznajcie gościnności Kryształowego Miasta.

Po tym, zaczęto ucztować.


Na stoły trafiły najpierw dania z królestwa ludzi. Przodowały w nich ryby i mięso innego pochodzenia. Jako pierwszej władcy mogli skosztować zupy rybnej, po czym podano soczystą dziczyznę której towarzyszył bogaty wachlarz warzyw i owoców, pasztet z bażanta oraz ziołowe pieczywo. Następnie przyszedł czas na elficką kuchnię. Podano więc lekkie elfickie pieczywo zapiekane z ziołami i warzywami, zupę z ciecierzycy a także fantazyjnie zdobione torty. Następnie goście mieli okazje skosztować kuchni nagów. Służący przynieśli więc kosze pełne owoców o egzotycznym smaku i wyglądzie, talerze z ośmiornicami w wodorostach a także specjalnie przygotowane trujące ryby, które po odpowiedniej obróbce mogły został spożyte. Mniej więcej w połowie podawania potraw wniesiono również beczki z najróżniejszym, krasnoludzkim alkoholem, który polano wedle uznania wszystkim gościom. Na wspomnienie zasługiwał wiśniowy kompot na bazie alkoholu, ostra acz szlachetna, wielokrotnie destylowana gorzałka a także piwo o smaku egzotycznych owoców takich jak kokos, ananas czy mango. Po kilku głębszych kielichach wszyscy goście rozweselili się i zaczęli wspólnie śmiać się oraz między sobą rozmawiać. Widząc więc że atmosfera się zmieniła, z kameralnej i eleganckiej muzyki orkiestra zmieniła repertuar na coś bardziej odpowiedniego dla uczty a wszyscy zerwali się do tańca.



Na sale weszły piękne, zgrabnie wijące ciałami tancerki, kilku błaznów oraz wynajęty czarodziej, który pokazywał wszystkim najróżniejsze, proste sztuczki. Roześmiany i zarumieniony od alkoholu burmistrz, tym razem pozwolił władcom zająć się samymi sobą.

Ludzie


Już od chwili gdy Parcor zasiadł do stołu, wpadły mu w oko dwie damy. Obie co jakiś czas zerkały na niego i uśmiechały się, oczywiście w taki sposób w jaki pozwalały na to obyczaje i etykieta. Obie były równie piękne i cieszyły oko jego wysokości choć znacznie różniły się od siebie.
Pierwsza były ubrana w brzoskwiniową suknię z szerokim dekoltem i bufiastymi ramionami. Odkrywała ona jej opalone ręce oraz szyję i twarz, na którą co jakiś czas opadały kasztanowe loki a ona poprawiała je i ukazywała swój śnieżnobiały uśmiech, gdy tylko spojrzała na króla. Nie robiła tego jednak zbyt długo, gdyż zaraz się rumieniła.
Druga z dam miała natomiast na sobie suknię o nieco prostszym kroju, lecz jej szafirowy kolor przypominał młodemu monarsze głębokie, morskie odmęty. Smukłą szyję ozdabiał u niej prosty, zrobiony z pereł naszyjnik. Już z daleka Parcor mógł dostrzec jej jasnoniebieskie oczy, a jej blond włosy połyskiwały w delikatnym świetle w jakim skąpana była cała sala.
Być może warto było pomówić z obiema damami i poznać je przez to nieco bliżej? Koniec końców Parcor nadal nie wybrał dla siebie stosownej kandydatki na małżonkę.

Nagi

Cesarzowa wężowego ludu właśnie stała, wpatrując się w pozornie idealnie okrągłą tarczę świecącego dziś jasno księżyca, gdy u jej boku stanął ubrany po szlachecku człowiek o blond włosach i koziej bródce. W dłoni trzymał kielich, z którego od czasu do czasu popijał. Niespodziewanie odezwał się do niej, co było wielkim zaskoczeniem dla władczyni, jako że większość obecnych w sali ludzi było zbyt oniesmielonych jej wężowym ogonem, by rozpoczać jakąkolwiek pogawędkę i dotychczas musiała się cieszyć głównie rozmową pobratymców.
- Witaj moja pani. - rzekł aksamitnym wręcz głosem, po czym niespodziewanie ujął jej dłoń i delikatnie ją ucałował. - Przepraszam za śmiałość wielka cesarzowo. Proszę mnie uznać za barbarzyńcę i impertynenta jeśli w jakiś sposób mój gest Cię uraził. Na imię mi Vivaldis. Czy wasza wysokość znalazłaby chwilkę aby ze mną pomówić? Naprawdę mi na tym zależy i przyznam że czekałem cały czas by nadarzyła sie odpowiednia ku temu okazja.

Elfy

Podczas gdy inni władcy zajęci byli swoimi sprawami, Alinarowi nadarzyła się okazja by pomówić ze swoim krewniakiem. Jak z daleka widział, jego kuzyn Ilsenir doskonale odnajdował się w towarzystwie. Nie musiała mu nawet towarzyszyć grupa dworzan z którą przyjechał do miasta, gdyż śmiało gawędził z każdym kto tylko się napatoczył. Ubrany był zaś tak odświętnie iż można było go pomylić z władcą. Nałożył nawet na głowę prosty, srebrny diadem który mimo że nie był koroną, to i tak robił wrażenie. Była to istna bezczelność z jego strony.
W pewnym momencie odwrócił się zaś do Alinara ze swoim słynnym, szelmowskim uśmiechem. Tego było już za wiele. Król elfów mimo że spokojny, nie mógł z jakiegoś powodu zdzierżyć uśmieszku swojego krewnego. To chyba był ten moment w którym władca powinien z nim porozmawiać, dopóki jeszcze ma zimną krew.
 
Luwinn jest offline  
Stary 02-09-2017, 23:59   #6
 
Vilir's Avatar
 
Reputacja: 785 Vilir jest godny podziwuVilir jest godny podziwuVilir jest godny podziwuVilir jest godny podziwuVilir jest godny podziwuVilir jest godny podziwuVilir jest godny podziwuVilir jest godny podziwuVilir jest godny podziwuVilir jest godny podziwuVilir jest godny podziwu
Hitotsu-tai spojrzałą zaskoczona na mężczyznę, gdy ten całował jej dłoń. Słyszała o tym panującym wśród ludzi geście, jednak spotkała się z nim dopiero pierwszy raz. Gdyby stało się podczas spotkania w sali tronowej Taisu, prawdobopobnie byłaby zła na bezpośredniość zachowania szlachcica, lecz teraz, w sali balowej, gdy część gości była już z lekka otumaniona alkoholem Cesarzowa nie mogła mieć człowiekowi takiego zachowania za złe.
- Nie uraziłeś szlachetny Panie - odparła Cesarzowa i skinęła lekko głową - słyszałam, iż zwyczaj ten jest wśród ludzi popularny i wiąże się z okazywaniem szacunku wobec dam. Jeśli więc naprawdę tak jest, to nie widzę w takim zachowaniu nic złego. Jeśli zaś chodzi o rozmowę, to możemy ją odbyć teraz, na balu. Chyba że przeszkadza Ci towarzyszący mu hałas i zgiełk, w takiej sytuacji możemy porozmawiać jutro rano, gdy wraz ze swoją świtą będę spacerować po tutejszych ogrodach.
- Myślę że możemy pomówić teraz. - odparł mężczyzna, uśmiechając się do niej. - Otóż przejdę od razu do rzeczy. Twe państwo pani jest niezwykle interesujące dla nas ludzi. Wasza kultura i obyczaje są zupełnie inne niż nasze. Wasze ziemie zaś dają wam dostęp do towarów, o których ludzie mogą tylko pomarzyć. Należę do jednej z gildii kupieckich znajdujących się w ludzkim królestwie i chciałbym ci złożyć propozycję wielka cesarzowo. Proponuję obustronny handel w zamian za możliwość zakładania ludzkich faktorii handlowych na terenie twojego państwa. Myślę że na początek taka faktoria mogłaby powstać w jednym mieście. Dokonywana byłaby tam wymiana towarów zyskowna dla obydwu stron. Chciałbym jednak by ta placówka cieszyła się autonomią i podlegała bezpośrednio gildii. Wraz z kupcami, stacjonowałaby tam niewielka ilość ludzkich żołnierzy, co wydaje mi się być korzystne zważywszy na zagrożenie z jakim być może niedługo przyjdzie się waszej cesarskiej mości zmierzyć. Co sądzisz o tej propozycji pani?
- “Wydaje się” to w tej sytuacji bardzo dobre stwierdzenie… Faktoria podlega pod gildię kupiecką, a pod kogo podlega gildia szanowny Vivaldisie?
- Nasza gildia jest oczywiście niezależną organizacją handlową wielka cesarzowo. - odparł mężczyzna. - Nie podlegamy pod ludzkiego króla, mimo że jesteśmy jego poddanymi jeśli o to ci chodzi. Proponuję uczciwą umowę bez żadnych ukrytych warunków. Oczywiście, sporządzony zostanie odpowiedni dokument będący gwarancją naszego układu jeśli tylko zechcesz go przyjąć pani.
- Więc jeśli dobrze rozumiem drogi Vivaldisie, proponujesz mi, aby na ziemiach Cesarstwa Tang powstała ciesząca się autonomią i w żaden sposób mi niepodlegająca, ale za to będąca w pełni pod nadzorem gildii kupieckiej niezależnej od żadnych władców faktoria. Do tego gilda planuje wystawić do jej ewentualnej obrony grupę ludzi, którzy także w żaden sposób nie podlegają władzy Cesarstwa, a w związku z tym, iż ich zadaniem jest ochrona faktorii, to nie opuszczą miasta gdyby walka z barbarzyńcami toczyła się w zupełnie innym miejscu. I w zamian za to proponujesz mi drogi Vivalidsie obustronny handel, czy dobrze zrozumiałam?
Na słowa władczyni kupiec zareagował widocznym zmieszaniem. Spuścił lekko wzrok i poprawił kołnierz.
- Rzeczywiście wasza wysokość, oferta ta nie została zbyt rozważnie sformułowana przez moich pracodawców. Co więc proponujesz? Być może uda nam się dojść do porozumienia jeśli przedstawisz swoją propozycję?
Na twarzy Hitotsu-tai pojawił się cień uśmiechu. Liczyła, iż przy takim przedstawieniu propozycji gildii Vivalids wycofa się z niej i nie pomyliła się. Nie miała jednak zamiaru okazywać mu swojego triumfu, takie rozmowy nie były do tego odpowiednie.
- Cieszę się, że to dostrzegasz drogi Vivalidsie. Sądzę, iż po pewnych modyfikacjach w złożonej mi przez Ciebie ofercie dojdziemy do porozumienia. Przede wszystkim chciałabym, aby część zysków uzyskanych przez faktorię wpływało do skarbca Cesarstwa. Do tego w faktorii znajdowałby się mój przedstawiciel mający wgląd do wszystkich jej działań. Jeśli zaś chodzi o oddział chroniący faktorię, to proponuję by zamiast sprowadzania najemników gildia ponosiła koszt utrzymania części wojsk stacjonujących w mieście. Są one co prawda podległe Cesarstwu Tang, jednak będą oddelegowane do ochrony faktorii, a w razie gdy reszta armii opuści miasto, będą odpowiadały za utrzymanie w nim porządku. Oczywiście jeśli faktoria poniesie jakieś straty związane z napaścią, to Cesarstwo zobowiązuje się do ich rekompensaty, co może zostać potwierdzone na piśmie.Oto moja propozycja szlachetny Vivaldisie. Sądze, iż jest ona rzeczywiście korzystna dla obu stron, wszakże gildia kupiecka nadal będzie czerpać zyski z faktorii, zaś władza cesarska nie zostanie w żaden sposób zachwiana.
- Przekażę tę kontrofertę swoim przełożonym szlachetna cesarzowo. - rzekł mężczyzna, uśmiechając się do niej i na pożegnanie ponownie ucałował jej dłoń. - Życzę więc miłej zabawy i bezpiecznego powrotu do swojego pięknego państwa.
Hitotsu-tai odpowiedziała mężczyźnie uśmiechem i ukłoniła się.
- Dziękuję Vivaldisie. Mam nadzieję, iż niedługo zobaczymy się ponownie, ale tym razem na ziemiach Cesarstwa Tang.
 
Vilir jest offline  
Stary 08-09-2017, 23:01   #7
 
Baird's Avatar
 
Reputacja: 5178 Baird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputację

Alinar podszedł do krewniaka i przywitał go słowami.
- Piękna korona Ilsenirze. Musisz mi polecić swego rzemieślnika. Zamówię u niego płaszcz z promieni księżyca.-
- Jesteś zanadto uprzejmy drogi kuzynie. - odparł Ilsenir, witając się ze swym krewniakiem lekkim skinieniem głowy i uśmiechem.
Po słowach kuzyna król Alinar odezwał się ponownie.
- Cieszy mnie to spotkanie kuzynie, gdyż od jakiegoś czasu chciałem z tobą porozmawiać. Toczy mnie bowiem sprawa epidemii jak i rebeliantów, nie wspomnę o atakach barbarzyńców. Powiedz mi drogi Ilsenirze co sądzisz o tych sprawach.
- Jestem zaskoczony tym że pytasz mnie o zdanie Alinarze. - powiedział mężczyzna z widocznym błyskiem w oku, świadczącym o jego zaintersowaniu wspomnianymi przez króla sprawami. - Jeśli chodzi o epidemię, powinniśmy moim zdaniem podjąć jak najszybciej jakieś działania. Ale ty jako król powinieneś to wiedzieć najlepiej. Co się zaś tyczy jak to nazwałeś rebeliantów, to chyba już ich za nich nie uważamy, nieprawdaż? Minęło przecież tyle lat a my mamy teraz ważniejsze problemy niż nasi niesforni krewniacy z Wyspy Nerbo. Chociażby barbarzyńcy, którzy nadciągają ze wschodu. Może się okazać, że niedługo przyjdzie im posmakować elfich ostrzy, a my powinniśmy być gotowi na to aby im to umożliwić.
- Cesarzowa Tai I ja już rozmawialiśmy o pomocy militarnej. - Odpowiedział król.
Kończąc rozmowę elfiej władca poprosił kuzyna o spotkanie w prywatnym towarzystwie.
Na jednym z balkonów pałacu, pod osłoną nocy Alinar zaproponował pretendentowi stanowisko Ministra Floty, którą ten z chęcią przyjął. Szlachetnie urodzeni ustalili że Ilsenir zajmie się budową i wyposażeniem floty w Przystani Irandila, a gdy ten krok zostanie zakończony razem ruszą na Nerbo. Alinar połechtał ego kuzyna obiecując mu znacznie poważniejszą posadę, gubernatora Nerbo gdy już podbiją buntowników.
Gdy skończyli rozmowę Alinar i Ilsenir powrócili do gości. Król wzniósł toast za chorych i biednych a następnie ogłosił wieści względem Ilsenira, sprytnie pozostawiając nowiny o podboju Nerbo niewypowiedziane, gdyż nie chciał dawać rebeliantom czasu na przygotowanie. By przyćmić jednak swego kuzyna król elfów ogłosił też, że poszukuje małżonki, i że wszyscy obecni są zaproszeni na przyjecie ślub, gdy już takową znajdzie.
 
__________________
Man-o'-War Część I

Ostatnio edytowane przez Baird : 04-10-2017 o 03:10.
Baird jest offline  
Stary 20-09-2017, 17:50   #8
 
Luwinn's Avatar
 
Reputacja: 1959 Luwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputacjęLuwinn ma wspaniałą reputację
Tura 1

Rok 3000

W końcu nastał czas, by władcy powrócili do swych królestw. Wszystkie istotne sprawy zostały omówione, więc nie było powodu by dłużej tutaj pozostawali. Przygotowania do podroży trwały przez trzy dni, po czym każdy był już gotowy do drogi. Czwartego dnia, burmistrz Kryształowego Miasta wyszedł im na pożegnanie. Znów na wielkim placu rozpościerającym się przed pałacem miejskim.
- To był dla mnie zaszczyt, że mogłem was gościć przyjaciele. Mam nadzieję, że będzie to początek naszej wielkiej współpracy i zmieniania Draumenionu na lepsze. - rzekł, podając władcom dłoń a przed cesarzową Hitotsu-tai ukłonił się grzecznie. Na pożegnanie, wręczył każdemu z nich pieczęć, mającą być gwarantem przyjaźni pomiędzy wszystkimi nacjami zamieszkującymi kontynent. Po tym, bramy miasta otworzyły się, by każdy z nich mógł ruszyć w swą stronę. Powrót do domu nie był jednak dla każdego z nich szczęśliwy.

Krasnoludy

Król Bruneor podróżował wraz ze swą gwardią przez trawiaste wzgórza, aż w końcu dotarł do podnóży Kłów, pasma górskiego zamieszkiwanego przez krasnoludy. Powietrze było tutaj rześkie i od razu napełniło płuca przybywających, którzy odetchnęli nim z ulgą. Ulgą, że są już prawie w domu.
Niespodziewanie jednak mroźne, górskie powietrze zaczęło cuchnąć coraz mocniej i mocniej, aż w końcu stało się nie do wytrzymania. W tym momencie, na horyzoncie ukazał się rząd istot, dosiadających dzikich, większych od nich bestii. Wszyscy wiedzieli co to oznacza i na prędce uformowano szyk, tak by chronić króla. Po chwili okazało się jednak, że cała grupa znalazła się w potrzasku. Zewsząd otoczyła ich horda goblinów, dzierżących dzidy lub prymitywne, nierówne ostrza. Jako kronikarz, nie będę rozpisywał się nad tą rzezią zbyt dokładnie. Napiszę jednak, że krasnoludy walczyły dzielnie w obronie swego władcy, który padł jako ostatni. Po wszystkim ich ciała zostały ograbione ze wszystkiego co tylko można zagrabić, zbezczeszczone a nastepnie pozostawione na żer dzikim zwierzętom.

O tym makabrycznym zdarzeniu dowiedziano się w stolicy krasnoludów dopiero po tygodniu. Resztki ciał zabitych zebrano i oddano im należną cześć, po czym podjęto decyzję o wybraniu nowego króla. Krasnoludzkie rody zadecydowały prawie jednogłośnie, że korona należy się Zagnarowi Złotoporowi. Potrzebowano wtedy przywódcy, który jak najszybciej naprawi złą sytuację państwa. Tak więc stało się. Został on koronowany i uznany za władcę wszystkich krasnoludów.

Najważnieszym problemem z jakim musiał się zmierzyć była oczywiście kwestia goblinów. Można by się pokusić o stwierdzenie że stworzyli oni swoje własne państwo, które jak najbardziej zagrażało królestwu. Goblińskie ekspedycje zniszczyly większość krasnoludzkich kopalnii i małych górniczych osad na powierzchni, co znacznie wpłynęło na gospodarkę państwa. Kły stały się jednym z najniebezpieczniejszych miejsc na ziemi, aż rojących się od band goblinów i krwiożerczych, dzikich bestii z nimi sprzymierzonych, przez co handel praktycznie całkowicie upadł a bogaty skarbiec zaczął z dnia na dzień pustoszeć.

Pozostał również problem głodu, którego nie rozwiązał poprzedni monarcha, a który zaostrzył się jeszcze bardziej. Doszło do sytuacji w której osoby starsze i schorowane wręcz umierały na ulicach . Możliwości wyjechania z kraju z oczywistych względów zostały bardzo ograniczone, przez co każdy starał sobie radzić jak tylko mógł, co wiązało się ze wzrostem liczby przestępstw. Morderstwa i kradzieże były na porządku dziennym i kazdy musiał sie mieć na baczności. Ponadto codziennie pod pałacem królewskim zbierały sie masy krasnoludów wołających o jedzenie. Pewnego dnia przyszli uzbrojeni w topory, młoty i kilofy co już realnie mogło wiązać się z buntem. Obrali nawet własnego przywódcę, którym był niejaki Torgrim "Złotnik". Należało się tym jak najszybciej zająć.

Ludzie


Powrót do domu nie skończył się szczęśliwie również dla króla Parcora, chociaż nic nie zapowiadało się na to, co ma się wydarzyć. Monarcha dotarł do swego państwa, ba nawet do stolicy i do zamku. Jak się jednak okazało domowe zacisze może być równie niebezpieczne jak dzicz.

Młody władca i jego brat siedzieli razem w komnacie i popijali wino, rozmawiając w najlepsze. Parcor opowiadał mu o podróży i obradach Wielkiej Rady, natomiat Parrid meldował mu o wszystkim co tylko wydarzyło się podczas jego nieobecności.

Niespodziewanie młody król poczuł ostre pieczenie w gardle, podobnie jak jego brat, który zaczął gładzić się dłonią po szyji. Z każdą sekundą stawało sie coraz bardziej nieznośne, aż w końcu mężczyźni zaczęli mieć problem ze złapaniem oddechu. Obaj spojrzeli na siebie przerażonym wzrokiem i nie mogąc nic powiedzieć zaczęli wydawać bliżej niezidentyfikowane dźwięki będące wołaniami o pomoc.

Strażnik wszedł do komnaty w chwili, gdy obaj opętani przez drgawki leżeli przy stole a ich twarze zalały sie purpurą. Krew sącząca się z ich ust skapywała na podłogę a sam wartownik stał w szoku do chwili, aż obaj przestali się ruszać. Wrogowie rodu Voron posłużyli się podstępnym trucicielstwem, by pozbyć się jego dwóch żyjących przedstawicieli. Wraz z ich śmiercią nastał czas na wybór nowej dynastii rządzącej.

Okres bezkrólewia trwał ponad miesiąc, aż w końcu zebrana na polu elekcyjnym szlachta zdecydowała, że odpowiednim kandydatem, a raczej kandydatką po koronę będzie Evelin z rodu Highborne, popierana przez większą część szlachty stojącej dotychczas w opozycji do rodu Voronów.
Nowa władczyni została namaszczona przez awatara Marcusa i koronowana, chociaż nie bez towarzyszących temu kontrowersji, bowiem ta część szlachty która popierała jej poprzednika, posądzała właśnie jej ród o spisek i śmierć Voronów. Problem opozycji nadal więc istniał, lecz tym razem w drugą stronę. To zwolennicy nieżyjących już Voronów stali się tymi krytykującymi. I chociaż była ona mniejsza niż poprzednia opozycja, to jednak nad państwem wisiało widmo wojny domowej.

Do królowej powrócili również szpiedzy wysłani przez jej poprzednika w szeregi wyznawców doktryny głoszonej przez wędrownego kaznodzieję. Nie odnaleźli oni nic co mogłoby go zdyskredytować w oczach popierających go ludzi a szeregi osób gotowych pójść za nim stale rosną. Jest to żyjący skromnie starzec, pełen pobożności i głoszący potrzebę miłosierdzia. Jedyne z czym się nie zgadza to hierarchia religijna obowiązująca w państwie ludzi oraz rola awatara Marcusa jako przywódcy Kościoła. Nie dziwne więc że przywódca religijny wysłał pewnego dnia swego wysłannika z żądaniami natychmiastowego zlikwidowania kaznodzieji. Można wręcz powiedzieć że zagroził iż jeśli władza świecka nie podejmie żadnych kroków, do działania przejdzie duchowieństwo.

Elfy


Inaczej miała się jednak sytuacja w przypadku Alinara z rodu Springbornów. On to nie dość że powrócił bezpiecznie do swego pałacu, to jeszcze został w nim wspaniale przywitany wystawną ucztą. Na samo zakończenie dnia został również powitany przez czarnowłosą piękność, którą wybrał jako najlepszą kandydatkę na małżonkę. Uprzejmie się z nim przywitała, a nastepnie oboje spędzili wspólnie pół nocy na rozmowie oraz spacerowaniu po skąpanych w świetle księżyca pałacowych ogrodach. Na sam koniec zapewniła go zaś, że jest niezmiernie szczęśliwa z faktu ich zbliżających się zaślubin. Pozostało tylko zaplanować wesele i całą uroczystość. Król miał na to kilka miesięcy.
Jakiś miesiąc po swym przybyciu, elficki władca otrzymał od swego kuzyna, nowo mianowanego marszałka floty list w którym ten poinformował go o gotowości na rozpoczęcie wyprawy na Wyspę Nerbo. Statki i przygotowane dla armii zapasy czekały już w Przystani Irlandila, a zebrane do tego celu elfickie zastępy czekały na rozkazy. Wyglądało na to że Ilsenir znakomicie wywiązał się ze swoich obowiązków.

Królowi doniesiono również o wzniesieniu szpitala. Niestety, sama wiedza uczonych i modlitwy nie wystarczyły by skutecznie ograniczyć zasięg zarazy, przez co rozprzestrzeniła się ona na nowe obszary elfiego królestwa. Wędrując po jego puszczach można było natknąć się na coraz więcej martwych zwierząt czy też samych elfów. Mieszkańcy krolestwa zaczęli się stopniowo izolować od swych sąsiadów w obawie przed zarażeniem. Śmierć powoli, acz systematycznie zaczęła zbierać coraz większe żniwo. Do stolicy przybył jednak elficki starzec podający się za druida, sugerujący że ma rozwiązanie tego probemu i oczekiwał na audiencję u samego władcy.

Nagi

Hitotsu-tai odetchnęła z uglą gdy w końcu ujrzała bujną roślinność porastającą jej ojczyznę i poczuła zapach dżungli. Jej poddani powitali ją z radością i należnymi cesarzowej honorami. Nie trwało to jednak długo, gdyż zdawali sobie sprawę z tego iż ich władczyni może być zmęczona po tak długiej podróży i pozwolili jej spocząć w spokoju w pałacu. Gdy wstała, powitała ją grupa młodych dwórek, będących w wolnych chwilach jej towarzyszkami. Przygotowały zestaw do parzenia herbaty i usadły obok cesarzowej. Wydawało sie że cieszyły się z jej powrotu. Żartowały i zadawały wiele pytań, których serię przerwało jednak wejście do pomieszczenia strażnika. U jego boku stał rosły, około 40-letni mężczyzna w prostym stroju. Wąsy miał starannie uczesany a fryzurę zaplecioną w tradycyjnego koka. Na jego widok dziewczęta wstały, ukłoniły się i pospiesznie wyszły. Również strażnik skinął tylko do władczyni głową, po czym zasunął za sobą drzwi. Sam mężczyzna usiadł obok Hitotsu-tai i uśmiechnął się do niej.

- Jest mi niezmiernie miło że w końcu mogę się z tobą spotkać pani. Dotarły do mnie wieści, że spośród przedstawionych ci kandydatów wybrałaś mnie. Przysięgam na honor moich przodków że będę ci wiernie służył we wszystkim. Począwszy od oborony ciebie, a na małżeńskim łożu skończywszy. - rzekł, po czym pogładził ją po dłoni.

Następnego dnia, jeden z doradców cesarzowej doniósł jej, że pomysł poszerzenia koryta rzeki oraz budowy kanałów odpływowych doskonale się sprawdził, a poddani radują się z tego udogodnienia, dzięki któremu łatwiej jest zapanować nad siłami natury. Mężczyzna zapewnił ją, że w podzięce za to śpiewają jej imię podczas pracy.

Dotarły do niej również wieści o zbliżającej się armii dzikiego wodza Hongke. Jak mówiły, lada dzień miał zjawić się pod murami Asabadhu, którego mieszkańcy błagali cesarzową o pomoc. Gdyby zdobyli to leżące na Wielkim Stepie miasto, mieliby otwartą drogę na ziemie Cesarstwa Tang, którego wojska już przygotowały się na polecenie władczyni do ewentualnej obrony. Być może warto było upomnieć się o wsparcie jakiego obiecali udzielić nagom elfy, a które inne rasy zręcznie ominęły?
 
Luwinn jest offline  
Stary 24-09-2017, 13:28   #9
 
Ryder's Avatar
 
Reputacja: 302 Ryder jest jak klejnot wśród skałRyder jest jak klejnot wśród skałRyder jest jak klejnot wśród skałRyder jest jak klejnot wśród skałRyder jest jak klejnot wśród skałRyder jest jak klejnot wśród skałRyder jest jak klejnot wśród skałRyder jest jak klejnot wśród skałRyder jest jak klejnot wśród skałRyder jest jak klejnot wśród skałRyder jest jak klejnot wśród skał
Pierwszą rzeczą, której dokonał Lord Zagnar, było wybranie dwóch bliskich doradców z rodu Srebrnowłosych i Mieczorękich. Powszechnie znani jako Prawa i Lewa ręka Zagnara, Emreth i Goln zostali powołani dwa dni po objęciu urzędu przez Zagnara "Wroga Wrogów" Złotopora. Było to spodziewane zagranie, Rody wiedziały, że Zagnar nie faworyzuje żadnej konkretnej frakcji i da im pole do popisu na zasadach biznesowych. Dwóch doradców z opozycyjnych względem siebie rodów zapewni stabilność i wprowadzi konkurencję na dworze.

Niecałe dwa dekadnie zajęło obsadzenie odpowiednimi ludźmi odpowiednich stanowisk, bo czym można było zacząć wprowadzać plany w życie.

Władca miał już pomysł na kwestię głodu i parszywych zielonoskórych zanim u jego bram zjawił się "Złotnik". Powołując się na swój przydomek - "Wróg Wrogów" - zobowiązał się pozyskać niezbędne pożywienie z poza Srebrnych Marchii. Konkretnie zamierzał wykorzystać niesformalizowany traktat z Elfami i zacząć handlować surowcami za mięso i ryby, oraz dla równowagi ustanowić podobny układ z ludźmi. Zamierzał nie szczędzić złota, by jak najszybciej ustabilizować sytuację. Podburzony tłum zachęcił w tym samym czasie do pomocy w rozwiązaniu kwestii Kłów przez zaciągnięcie się do armii.

Pierwszym krokiem miało być ufortyfikowanie pozostałych kopalnii i zapewnienie im ochrony wojskowej do czasu ukończenia tych działań. Gdy prace zostaną zakończone, żołnierze będą wysyłani do kolejnych zajętych kopalń, odbijając je i fortyfikując jedna po drugiej, aż zaraza zostanie odcięta od witalnych organizacji krasnoludzkiej potęgi.

W tym samym czasie pozostała część armii miała wyruszyć z ekspedycją inzynierską do Kłów z misją wybudowania wysuniętego przyczółku - fortu strzegącego główną drogę przez Kły. Gdy te sprawy będą załatwione, nastąpi brutalne zmiażdżenie parszywych kreatur.

Do świata krasnoludzkiego fachu wprowadzono Grant Złotopora - rzemieślnik z najwartościowszym eksportem towarów każdego roku przestępnego mógł liczyć na specjalną łaskę władcy. Spekulacje co do rzeczywistej granicy, o co można prosić, stają się bardzo szerokie.

Zaczęły się rozchodzić słuchy, że Lord Zagnar już teraz poważnie rozważa kwestię sukcesji, ale nie był jeszcze przekonany do żadnej potencjalnej kandydatki.

Wiadomą rzeczą, która poszła w świat, a która była dosć niespodziewana, jest również oferta, jaką złożył "Wróg Wrogów" Nagom - zaoferował wynajem do 100 krasnoludzkich żołnierzy do pomocy z Hongke. Widać Zagnar nie uzyskał swego przydomku bez przyczyny.

Dyspozycje mnożyły się z tygodnia na tydzień, posłańcy mieli pełne ręce roboty. W zamyśle Zagnara to miał być początek Platynowej Ery...
 
Ryder jest offline  
Stary 28-09-2017, 00:46   #10
 
Moni's Avatar
 
Reputacja: 1624 Moni ma wspaniałą przyszłośćMoni ma wspaniałą przyszłośćMoni ma wspaniałą przyszłośćMoni ma wspaniałą przyszłośćMoni ma wspaniałą przyszłośćMoni ma wspaniałą przyszłośćMoni ma wspaniałą przyszłośćMoni ma wspaniałą przyszłośćMoni ma wspaniałą przyszłośćMoni ma wspaniałą przyszłośćMoni ma wspaniałą przyszłość
___Ani nowa królowa Aneroth, ani tym bardziej jej świeży małżonek, nie zdążyli nawet zaznajomić się z ciężarem korony, gdy spadł na nich ogrom problemów nierozwiązanych przez poprzednią dynastię. Evelin musiała się ponadto przyzwyczaić do jej nowego domu. Jakby tego było mało, ledwie szesnastoletni rycerz, za którego wyszła, nie miał głowy do polityki. Małżeństwo wspólnie ustaliło więc, że przynajmniej na razie, decyzje polityczne spoczną tylko i wyłącznie na barkach królowej. Ta nie mogła jednak po prostu się załamać i poddać, to była pora, aby porozsyłać wszędzie gońców!
___Krasnoludom została wysłana propozycja handlu. Aneroth obfitowało w ryby, bydło, zboże i owoce, lecz było głodne innych surowców. Granit, marmur czy żelazo zza wschodu mogły ten głód zaspokoić.
___Elfom zaoferowano pomoc w badaniach nad zarazą, nękającą ich ziemię. Wymiana wiedzy między tymi rasami mogła przynieść jedynie korzyści dla obu z nich.
___Posłaniec skierowany do nag z kolei miał przekazać jedynie przeprosiny za zwłokę przy przesyłaniu posiłków, które dopiero maszerowały ku ziemiom cesarstwa Tang.
___Ostatni posłaniec pozostał w granicach Aneroth. Miał sprowadzić przed oblicze królowej sławnego ostatnimi czasy kaznodzieję.

Kilka dni po koronacji ~ Sala tronowa


___Ten zalążek sojuszu, który nie zdążył nawet jeszcze zakwitnąć, miał w sobie potencjał na wstrząśnięcie sytuacją polityczną u ludzi, jednak czas musiał zweryfikować, czy ów potencjał zostanie wykorzystany.
___Witam, kaznodziejo — odparła Evelin, dostrzegając gościa.
___Starzec uklęknął na jedno kolano, gdy tylko usłyszał słowa królowej.
___Witaj, pani — odparł lekko drżącym głosem. — Czemu zawdzięczam to zaproszenie?
___Jestem twoją królową, nie panią — odparła bez cienia irytacji w głosie. — Powiedziano mi, że wygłaszasz tezy nie do końca zgodne z dotychczasową doktryną Kościoła. Domagasz się zmiany jego hierarchii, jak i również zmiany funkcji, jaką pełni awatar Marcusa. Chciałabym się dowiedzieć o tym nieco więcej.
___Nie tylko ja się tego domagam pa… królowo. Równie mocno pragnie tego większa część twoich poddanych. Mimo to nie widzę tutaj nikogo poza mną, chyba że przesłuchałaś pół królestwa wcześniej. Bo tym jest owa audiencja, prawda? Przesłuchaniem. Oboje wiemy, kto się go domaga pani. Ta sama osoba, przeciw której głoszę swe kazania. Powiedz szczerze, czy coś grozi mi i moim stronnikom?
___Tylko jeśli nie podejmę żadnych kroków, oto się nie martw. — Zamilkła na chwilę, ważąc kolejne słowa. — Przydzielę wam ochronę, jeśli chcesz. Powiedz mi tylko, jaką hierarchię proponujesz w zamian.
___Proponuję zmniejszenie autorytetu i uprawnień awatara. Nie może być tak, że jakiś człowiek uzurpuje sobie prawo nazywania siebie następcą wielkiego bohatera, który dawnymi czasy przegnał z naszych ziem siły zła! To bluźnierstwo! Mam nadzieję, że to rozumiesz królowo. Potrzebna jest reforma. Proponuję zwołanie soboru, podczas którego na nowo zostaną omówione kwestie wiary.
___Rozumiem… — Skinęła głową. — Jesteś pewien, że duchowieństwo poprze twoją chęć zmiany? Niektórzy duchowni mają teraz o sobie zbyt wysokie mniemanie — dodała, wspominając ponaglenie, jakie otrzymała od głowy Kościoła.
___Niezbadane są boskie wyroki królowo. Roześlę do nich list, który powinien przekonać ich do moich racji. Jeśli zgodzą się na zorganizowanie soboru, awatar będzie musiał tam przybyć, by przedyskutować wszelkie kwestie związane z wiarą. Myślę, że również powinnaś tam być. Do tej pory uważam, że powinnaś zapewnić mi i moim zwolennikom ochronę.
___I przydzielę. Już ci przecież to obiecałam. Skoro wierzysz w boskie wyroki, zgodzę się na zwołanie soboru. I mimo faktu, że duchowną nie jestem, wezmę w nim udział.
___Dalszy przebieg audiencji nie wniósł nic istotnego ponad fakt, że część wojsk przebywających w stolicy została przydzielona do eskorty duchownego.

Dwa tygodnie później ~ Plac główny


___Niedawno starzec, przepychając się przez strażników, wpadł niczym burza do sali tronowej, oznajmiając, że jego ludzie są mordowani. Ci, którzy nie byli w bezpośrednim sąsiedztwie domu kaznodziei, zostali wyłapani i osądzeni przez nowy organ Kościoła: Karmazynowe Płaszcze. Mężczyzna prosił, władczynię o pójście z nim na rynek główny, by ta mogła osobiście zobaczyć, co się dzieje.
___Przystała na to, a widok, który ujrzała, napełnił jej serce gniewem.
___Za kogo oni się uważają? Naprawdę myślą, że mogą bezkarnie mordować moich obywateli?” — Ta i jej podobne myśli kotłowały się w głowie kobiety, która jednak zachowywała względny spokój.
___Nie do pomyślenia… Wiesz może, którzy duchowni to zorganizowali? — spytała cicho kaznodziei.
___Rozkaz do powołania Karmazynowych Płaszczy mogła wydać tylko jedna osoba… — rzekł starzec. Po chwili oczom władczyni ukazał się młody goniec, który zgrzany przez bieg drżącym głosem przekazał jej wiadomość.
___Królowo! — zawołał, padając na kolana. — Sam awatar żąda twojego zjawienia się w świątyni i natychmiastowego wydania kaznodziei, jak wszyscy mieszkańcy przywykli nazywać tego starca… — dokończył wiadomość i spojrzał na stojącego niedaleko królowej mężczyznę. — O… przepraszam.
___Powiedz mu, że spotkamy się u mnie w pałacu. Ma się stawić sam i pamiętać, że nie powinien rozkazywać królowej. A i niech rozwiąże te swoje Karmazynowe Płaszcze. Na wszystko, co święte, my już mamy sądy.
___Awatar musiał być niedaleko, gdyż posłaniec powrócił w mgnieniu oka.
___Awatar odmawia stawienia się na audiencji u waszej wysokości i ponawia swoje… — Zawiesił na sekundę głos, szukając odpowiedniego słowa — …„zaproszenie” do świątyni.
___Uch… Nie mam czasu na jego wybujałe ego — westchnęła do siebie królowa. — Przekaż mu to: Nie mogę skorzystać z jego zaproszenia, mam ważniejsze sprawy na głowie. Jednak moja propozycja pozostaje aktualna. — Władczyni obróciła się w stronę starca.Na dziś wystarczy mi już religii. Każ swoim uczniom udać się w jakieś bezpieczne miejsce. Najlepiej po prostu tam, gdzie przydzieliłam eskortę.
___Coś jeszcze, moja królowo? — spytał goniec.
___Owszem. Każ mym agentom zaprosić alchemika do ogrodów pałacowych. Będą wiedzieć, o kogo chodzi.
___Rzekłszy to, odeszła.

Ogrody pałacowe ~ Kilka godzin później


___Ład i harmonia kwiatów ukoiły nerwy Miłosiernej. Słodki zapach wprawił ją ponadto w błogi nastrój, jednak nie wypędził z jej umysłu rozmyślań o nadchodzącej rozmowie.
___Królowa jakiś czas przechadzała się skrytymi pośród żywopłotów ścieżkami, napawając się wonnym od kwiatów powietrzem, które łagodziło wszystkie jej zmysły. Mogła tutaj w spokoju odetchnąć i pomyśleć nad bieżącymi sprawami, wsłuchując się w śpiew ptaków i plusk wody płynącej w licznych fontannach czy malutkich potokach. W dni takie jak te, pałacowy ogród przypominał inny świat. Wolny od zgiełku i chaosu, którego pełno było poza nim.
Jej spokój zakłócił jednak widok gwardzisty, u którego boku szedł człowiek w brudnych, pokrytych różnokolorowymi łatami łachach. Miał czarne, długie włosy i małe okulary na nosie.
___Pani, oto człowiek, którego wzywałaś — rzekł strażnik.
___Tak, tak! — zawołał alchemik, po czym przyklasnął w dłonie, odsłaniając rząd pożółkłych, psujących się zębów.
___Dobrze. — Skinęła głową, po czym przeniosła wzrok na alchemika. Teraz już wiedziała, czemu szpiedzy najpierw go ignorowali… Jednak był jej jedynym tropem, nie mogła więc go zignorować. — Mam nadzieję, że wiesz, dlaczego cię tu sprowadziłam.
___Chodzi o tę trutkę, którą jakiś czas temu sprzedałem tak? Na pewno o to chodzi… hmm… — Zamyślił się alchemik. — Tak, tak! To ja ją stworzyłem. Z wilczych jagód, tojadu iii… aaa… nieistotne. Wielu ludzi kupuje u mnie leki i trutki. Z zawodu jestem aptekarzem, ale w sercu naukowcem! I chociaż nie uczyłem się na uniwersytecie w Kryształowym Mieście, to jednak umiem to i owo… Rozważała może wasza wysokość wzniesienie w królestwie uczelni?
___Oczywiście, że rozważyłam. — Fakt, że wydała nawet ku temu stosowne rozporządzenie, zachowała dla siebie. Nie chciała przedłużać tej rozmowy, nie do końca ufając temu człowiekowi. — Ale nie o tym chcę rozmawiać. Kto był twoim klientem i ile towaru zakupił?
___Buteleczkę z trucizną kupił pewien elf! Tak, tak! Elf z długimi uszami i złotymi włosami, pamiętam!
___Tylko tyle? Na pewno możesz powiedzieć o nim coś więcej niż to, że to długouchy blondyn — odparła, nie kryjąc niezadowolenia.
___Nie spowiadał mi się, pani. Zapłacił dużo, nawet więcej niż oczekiwałem, więc nie pytałem o nic… — odparł mężczyzna, poprawiając okulary.
___Ile dokładnie zapłacił?
___Sto sztuk złota! Dla ciebie, pani, może nie jest to wiele, lecz dla mnie, jako niedocenianego naukowca, to bardzo duża suma! Można powiedzieć… że pieniądze te sprowadzą moje badania na zupełnie nowe tory! — odparł z entuzjazmem w głosie.
___A cóż to za badania? Mało dotkliwe dla władzy, mam nadzieję.
___Wasza wysokość raczy żartować… badania te nie dotyczą kwestii zrozumiałych dla koronowanych głów! Nie chcę tutaj oczywiście nikogo obrażać, lecz jestem pewien, że by cię nie zainteresowały. Mogę tylko w dużym skrócie powiedzieć, że będzie to rewolucja! Przełom! Wyobraża sobie królowa sytuację, w której jesteśmy w stanie manipulować otaczającą nas rzeczywistością?! I to nie za pomocą plugawej magii, lecz prawdziwej siły nauki! Och, wspaniałe! Wspaniałe! — wykrzyknął z jeszcze większym entuzjazmem w głosie, wręcz podskakując i klaszcząc w dłonie.
___Ambitne plany… Gdzie sprzedałeś tamtą truciznę?
___Ależ w swoim domu! Na górnym piętrze mam pracownię, zaś na dolnym dobrze prosperującą aptekę. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jest najlepsza w okolicy! Oj, na co też moje medykamenty nie pomogły… tak między nami wasza wysokość, to wielu twoich żołnierzy cierpi na grzybice! Co miesiąc przychodzą do mnie po nową porcję maści. A duża część szlachty każe sobie nawet dostarczać leki na potencję… och wy zbereźnicy! — zachichotał, znów klaszcząc.
___My zbereźnicy? — spytała chłodno, piorunując go wzrokiem. — Często ingerujesz w sprawy dworu królewskiego czy ta trucizna to był tylko „wypadek przy pracy”?
___Alchemik westchnął ciężko, po czym usiadł na znajdującym się niedaleko kamieniu.
___Ach nieszczęsny ja! Nie dość, że dbam o zdrowie obywateli, to jeszcze troszczę się o rozwój nauki w królestwie i co dostaję w zamian? — zapytał, udając łkanie. — Jeszcze mi pętlę na szyję chcą zarzucić!
___Och, wybacz. Jako nowa władczyni nie powinnam się widać przejmować otruciem poprzedniego króla… Nie rozklejaj się więc. Gdybym chciała, aby cię stracono, już byś gdzieś wisiał.
___Wiedziałem, że trzeba było stąd wyjechać, póki jeszcze był na to czas! Matka mówiła: „Synku, tutaj przyszłości dla ciebie nie będzie. Wyjedź gdzie indziej i tam opracowuj te swoje wynalazki i mikstury!” Czemu ja też się jej nie posłuchałem… — mruczał do siebie rozżalony.
___Możesz spokojnie rozmawiać sobie ze mną w tym ogrodzie, a możesz też być przesłuchiwany gdzieś w pałacowym lochu. Radziłabym więc odpowiadać na pytania królowej. Zwłaszcza że sam sobie jesteś winny.
___Yyy… przepraszam, ale już się ściemnia. Muszę…nakarmić szczury. Tak, tak! Szczury! Do następnego spotkania królowo! — zawołał, po czym zaczął uciekać tak szybko, jakby goniło go stado smoków.
___Łapać go! — krzyknęła Evelin, najgłośniej jak umiała. — I zamknąć bramy pałacowe!
___Niemal natychmiast pogoń za alchemikiem zaczęło dwóch strażników, którym jego złapanie nie zajęło więcej niż trzy minuty. Od razu przyprowadzili go przed oblicze królowej i rzucili na kolana.
___Ale ja nic więcej nie wiem! — zawołał.
___I dlatego chciałeś uciec? — spytała retorycznie. — Pytałam, jak często ingerowałeś w sprawy dworu. Chyba nie sprzedajesz trucizn na prawo i lewo, nie interesując się, po co one komu są.
___Ja… nie powiem nic więcej!
___Jak uważasz. — Skinęła głową. — Jak myślisz, co teraz powinnam zrobić? Wtrącić cię do lochu? Powiesić za pomoc w królobójstwie?
___Alchemik tylko spuścił głowę i milczał. Nie miał już najwidoczniej nic do dodania.
___Nie jestem sędzią, więc nie każę cię powiesić. Jednak dopóki nie odpowiesz na moje pytanie, będziesz przebywał w lochu. — Zadecydowała Evelin, odchodząc. — A teraz mam spotkanie w kręgu nas zbereźników… — rzuciła, zastanawiając się, czy nie powinna jakoś ukarać później mężczyzny za ten tekst.
___Jak się jednak okazało, szlachta zajęta swymi sprawami poprosiła o przełożenie spotkania. Evelin, pragnąc wypocząć nieco i licząc na znalezienie zabójcy jej poprzednika przed spotkaniem ze szlachtą, przystała na tę propozycję.
 
__________________
Prowadzi: Złota maska
Prowadzona: Chmury nad Draumenionem

Ostatnio edytowane przez Moni : 01-10-2017 o 11:44.
Moni jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:06.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168