Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 17-01-2018, 14:42   #1
 
Ranghar's Avatar
 
Reputacja: 15463 Ranghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputację
X-Men: Mutanci na wymarciu



Parę miesięcy temu świat był pełen mutantów. Dominowali swoimi liczbami nad homo sapiens, którzy musieli liczyć się z myślą wyginięcia w przyszłych pokoleniach. Ustalono wiele praw i przywilejów dla mutantów, o które walczyli X-Men z Charlesem Xavierem i Jaen Grey na czele. Na świecie istniały miasta i całe państwa zrzeszające mutantów , jedne bardziej legalne i otwarte dla wszystkich, drugie bardziej tajemne i prowadzone przez mrocznych przywódców. Mutanci mieli się doskonale, to był ich czas rozkwitu, akceptacji i dostatku.

Wystarczył tylko jeden poniedziałkowy poranek, aby wszystko trafił szlag. Nagle w każdej telewizji na świecie wybuchły wiadomości z doniesieniami o martwych mutantach. Wielu ludzi spadło nagle z nieba rozbijając się o budynki, drogi, ziemie lub topiąc się w wodzie. W kilku miejscach znaleziono ciała, które utknęły w ścianach budynków lub częściowo wystających z ziemi.
Na żywo poszły także w ruch kamery z dzielnicy Miasta Mutantów w Nowym Yorku, gdzie większość populacji stała się na powrót ludźmi i pakowała się by wracać do dawnego życia i rodzin.



Świat obiegły także zdjęcia z Genoshy, gdzie Magneto władał swoim państwem złożonym z 16 milionów mutantów. Amatorskie zdjęcia z komórek ukazały jak wielkie platformy z metalu osuwają się do morza, a różne przeprogramowane roboty i drony runęły pozbawione kontroli na miasto. Kilka minut później nad miastem rozbłysło morze rakiet i gęsty zastęp rządowych Sentineli. Przez krótkie następne kilkanaście minut zginęło 16 milionów istnień, większość bez żadnych środków do obrony.


Ludzie na całym świecie złapali drugi oddech, pełen nadziei, że ich gatunek może przeżyć dłużej niż kilka pokoleń. Wszystkie wywalczone prawa dla mutantów zaczęły być ignorowane. Tłumy ludzi ruszyło na ulice w polowaniu na dziwadła, wielu niewinnych ludzi i mutantów straciło życia w bezsensownych wymianach ognia.



Rząd USA wprowadził przymusową rejestrację super ludzi i mutantów. Osoby, które nie zgłosiły się dobrowolnie zaczęto aresztować i wtrącać do więzień dla super złoczyńców.



W trakcie pierwszych dni od tragedii świat obiegła informacja, że Charles Xavier przyjmie wszelkich mutantów, którzy czują się osaczeni lub zaszczuci. Udzieli schronienia także dawnym przeciwnikom, jeśli ci zgodzą się na zarejestrowanie i działanie w ratowniczych zastępach X-Men.
Nie było trzeb czekać długo, aby tłum wystraszonych dzieciaków zjechał do szkoły Xaviera. Nie było trzeba również długo czekać, aby rząd wprowadził patrole złożone z Sentineli i super ludzi patrolujących miasta i lasy. Olbrzymie roboty ze zdolnością wykrywania mutantów zaczęły ich porywać z domów i ulic. Dla wielu z was życie stało się nagle bardzo skomplikowane.



Benjamin Allen nie odnalazł swojego celu w lesie. Trop urwał się tak nagle, jak się pokazał. Co jakiś czas niebo rozrywał grzmot silników nisko lecącego robota szukającego mutantów. Chłopak szybko wślizgnął się pod pień powalonego drzewa, aby uniknąć czujników robota. Może nadszedł czas, aby skorzystać z zaproszenia do instytutu. W końcu mieli tam technologię zdolną wykrywać mutantów, o wiele potężniejszą niż blaszka na niebie.

Victor Stoker krótko cieszył się z odzyskanej wolności. Sentinele miały zakodowane jego materiał genetyczny w bankach pamięci co ułatwiało im szybszą identyfikacje celu, niż w przypadkach, gdy cel widziały po raz pierwszy. Z dnia na dzień świat stawał się wredniejszym miejscem do życia, a uczucie zaszczucia rosło z godziny na godzinę.

Michał Dębowski miał nie lada problemy. Mieszkańcy miasteczka stali się bardzo podejrzliwi w stosunku do wszystkich obcych w jego okolicy. Szczególnie, że od dawna mieli tam różne sensacje związane z mutantami, a gdy Xavier ogłosił, że będzie gościł mutantów wrogość wręcz zionęła z ludzi. Do tego stopnia, że grupka osób podłożyła ogień pod dom na skraju miasta, który zajął. Wyskakując przez szybę wskoczył na skradziony motor. Nie wiele się zastanawiać ruszył przed siebie, aby po jakimś czasie znaleźć się przed bramami szkoły.

Dominic Harper zdążył się powoli zapoznać się z instytutem i pomagał jego personelowi przygotowywać miejsca dla kolejnych uchodźców. Z dnia na dzień przybywało do nich co raz więcej nowych mutantów. Sporo z nich było wycieńczonych, wystraszonych, głodnych, rannych i okaleczonych. Proste kwatery , wyżywienie, własne łóżko i przyjazna twarz stawały się lekarstwem na wszelkie cierpienie i złe doświadczenia.

Richard Tündér także czuł się tu jak w domu. Mieszkańcy szkoły byli dla niego mili, nie przyciągał sobą już tyle uwagi co dawniej, a puszczane spojrzenia w jego kierunku były bardziej ciekawskie niż osądzające. Jako nowy student pomagał wraz z innymi członkami szkoły przyjmować uchodźców. Jego pomoc okazała się bardzo ceniona przy bardziej cięższych i oryginalnych przypadkach.



Wkrótce wasza piątka, jak i kilku innych studentów została przypisana do klasy IA. W zamian za uczestniczenie w klasach posiadało się przywileje darmowego jedzenia, noclegu i kieszonkowego. Nagle podczas zajęć fizycznych prowadzonych przez Beasta wtargnęła Emma, a za nią Logan i Jean.

Kobiety były w trakcie kłótni.
- Nie masz prawa wchodzić sobie do klasy i zabierać studentów szukających schronienia na niebezpieczne misję, które mogą przepłacić życiem - oponowała kobieta w rudych włosach znana większości uczniów jako Jean Grey.



- Wystarczy Jean, większość z nich okres dzieciństwa ma dawno za sobą, nie potrzebują niani. Pożyczę tylko tropiciela i paru jego kolegów z doświadczeniem w trudnych sytuacjach do pomocy. Misja na świeżym powietrzu dobrze im zrobi i nauczy więcej niż siedzenie w schronie. Poza tym, ta klasa żyje z moich środków, na pewno będą wdzięczni mogąc na nie zarobić. – Władcza blondynka w białym stroju wyglądała i zachowywała się jak modelka z katalogu, może wręcz jak królowa.



- Spokojnie Jean, to duże chłopaki. Nic im nie będzie, będę miał ich na oku
– odezwał się niski i szeroki mężczyzna.
- Tego się obawiam! Uważajcie na nich! – Rzuciła rozzłoszczona Jean wychodząc z rezygnacją.

Kobieta w bieli wkroczyła na boisko przerywając zajęcia Beasta.
- Benjamin Allen, Victor Stoker, Michał Dębowski, Dominic Harper, Richard Tündér jesteście zwolnieni z dzisiejszych zajęć. Udajcie się pod prysznice i za 30 minut widzimy się w cywilnych ciuchach w głównym holu posiadłości. Trzymajcie swoje plugawe myśli na uwięzi bo się zarumienię. – Beast ruszył się, aby wtrącić się, ale kobieta spojrzała na niego i przekazała w myślach argument lub dwa, które wymusiły by ustąpił. Następnie kobieta odwróciła się nonszalancko na pięcie i skierowała do wyjścia.

- Bądźcie punktualni, nie lubię czekać na spóźnialskich – Z pięści mężczyzny wysunął się pojedynczy metalowy szpon we krwi, którym odciął czubek cygara. Następnie wsadził je w usta i podpalił zapalniczką.


- Logan, pal te świństwa na zewnątrz! Proszę!
– Beast upomniał odchodzącego Wolverina.



Po chwil otoczyły was podekscytowane głosy studentów.
- Profesor Emma zabiera was na misję…
- Szczęściarze…
- Ja też chcę z wami…
- Czy to znaczy, że jesteście w X-Men?


Francja

Ocelia Marceu obudziła się radosna jak skowronek. Dzisiaj był dzień marszu dla ofiar w Lockbell, który udało jej się zorganizować z pomocą dyrektora. Marsz zaczyna się o 12:00 sprzed szkoły, gdzie na poszczególnych ulicach dołączą się inne licea i razem pomaszerują przed ambasadę. Dziewczyna spojrzała na budzik wskazujący prawie dziewiątą. Musi się ruszać, tak wiele jeszcze jest do sprawdzenia przed wymarszem. Sztandary, lista obecności, trzeba ustawić ludzi w szyk, rozdać transparenty, czy dyrektor pamiętał zakupić wieńce?
 
Ranghar jest offline  
Stary 17-01-2018, 19:31   #2
Konto usunięte
 
Carnal Grief's Avatar
 
Reputacja: 3244 Carnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputację
Kiedy ojciec zawiózł go do Szkoły dla Uzdolnionej Młodzieży Charlesa Xaviera, Dominic był pod wrażeniem tego, jak to wszystko wygląda i że są tutaj ludzie tacy, jak on. Cieszył się, że będzie mógł rozwijać zdolności, które nie do końca rozumiał i czasami nie do końca kontrolował. Lubił nowe wyzwania i przygody, a to zdecydowanie było jedną z nich. Tym sposobem stał się jednym z uczniów najpotężniejszego telepaty na Ziemi i jego podopiecznych. To było ponad trzy miesiące wcześniej.

Dla otwartego, pełnego pomysłów człowieka z wiecznie pozytywnym nastawieniem do życia nie było trudno zaklimatyzować się w nowym otoczeniu, zwłaszcza, że tak naprawdę niewiele się zmieniło, jeśli chodzi o warunki mieszkalne. Przed przeniesieniem do Instytutu mieszkał bowiem w podobnym, wielkim domu na przedmieściach Nowego Jorku. Nie minął tydzień, a każdy wiedział, kto to jest "Dom" i że to ten gość, co można się z nim powygłupiać, pograć na konsoli, albo posparować na macie ale też i pogadać, jak się ma problem.

Dlatego też był jednym z tych, którzy wspierali nowoprzybyłych do szkoły, gdy posypały się prawa mutantów i ludzie zaczęli polować na nich, jak na zwierzęta. Dom tego nie rozumiał, przecież mutanci to również ludzie, tylko ze specjalnymi zdolnościami, których używali, by pomagać innym. Komuś jednak nie pasowało takie rozwiązanie i zaczęła się nagonka a potem rozniesiono w drobny pył Genoshę. To była masakra, i to dosłownie.

Na treningach z kontroli mocy Dominic dawał z siebie wszystko, a napędzała go złość i niemożność pogodzenia się z tą niesprawiedliwością, którą można było obejrzeć niemal co chwilę, w każdym wydaniu wiadomości. Mimo wszystko starał się pozostawać pogodnym, by dodawać otuchy tym, którzy bardziej tego potrzebowali. A z każdym kolejnym dniem w szkole dla mutantów było ich coraz więcej.


Kolejny dzień mijał normalnie odkąd zaczęli nowy rok szkolny. Nauczyciele próbowali utrzymać chociaż pozory normalności, ale każdy tak naprawdę wiedział, że na zewnątrz, poza murami Instytutu toczy się wojna. Homo sapiens vs homo superior. I to było przykre. Dominic lubił zajęcia z Beastem i zawsze się do nich przykładał, czasami rzucając wesołymi tekstami, na szczęście futrzasty nauczyciel miał odpowiedni dystans do otoczenia i zwykły luz.

Harper ożywił się nieco, gdy pojawiła się rudowłosa kobieta, którą znano tutaj jako Jean Grey, a zaraz za nią blondwłosa Emma Frost. Do obu kobitek wzdychała prawie cała męska część szkoły i nie było czemu się dziwić, bo były z nich fenomenalne laseczki. Dom wielokrotnie rozbierał je w myślach i wyobrażał sobie różne "ciekawe" sytuacje. Oczywiście nie w ich towarzystwie, gdyż mogły to wychwycić, w końcu były telepatkami. Z kolei ten niski koleś, którego nazywano tutaj Wolverine'em był strasznie sztywny i chyba nosił niewidzialny kij od szczotki w tyłku. Dom nie za bardzo go lubił i nie sądził, by to się kiedykolwiek zmieniło.

Na wiadomość o tym, że w końcu ruszą tyłki i polecą z Emmą na miasto, aż klasnął w dłonie i krzyknął głośne "Whoaaa!", zwracając tym uwagę pozostałych.
- No co? Werbalnie okazuję, co myślę o tym pomyśle, a myślę, że jest genialny - powiedział, patrząc w stronę Emmy. Boziu, ale ona była piękna!
Słysząc słowa innych uczniów, dodał:
- Przyjdzie i wasza kolej, ziomeczki. Póki co takie honory należą się tylko MVM, czyli Most Valuable Mutants. Czyli nam. - Wskazał na ich piątkę, która miała udać się pod prysznice. - Opowiemy wam później, jak było. Do zobaczenia, chłopaki i dziewczyny. Muaa!
Puścił im całusa na pożegnanie i pobiegł pod prysznic. Szybko się umył i owinięty ręcznikiem, eksponując swoją wyrzeźbioną ciężką pracą klatkę piersiową, poszedł do swojego pokoju, by się ubrać w coś luźnego.


Jego sypialnia urządzona była jak chyba u każdego młodego człowieka wchodzącego w dorosłość. Łóżko połączone z kilkoma półkami, naprzeciw szafka, gdzie stał telewizor, niżej konsola i inne pierdoły, w kącie biurko i laptop, gdy musiał wysłać coś na uczelnię, albo przygotować coś związanego z zajęciami w Instytucie. Trochę full-capów, szafa z ubraniami, gitara elektryczna i oczywiście piłka do kosza, bo tego nie mogło zabraknąć.

Szybko wygrzebał jakieś szerokie spodnie, t-shirt i bluzę z kapturem, po czym spryskał się perfumami Yves Laurent, w końcu musiał dobrze pachnieć przy takiej kobiecie jak Emma. Zarzucił jeszcze sportowe buty i ruszył do hangaru, zastanawiając się, co ciekawego jeszcze się dzisiaj wydarzy. W sercu czuł dziwne podniecenie i radość.
 
Carnal Grief jest offline  
Stary 17-01-2018, 23:29   #3
 
kouji's Avatar
 
Reputacja: 541 kouji jest jak niezastąpione światło przewodniekouji jest jak niezastąpione światło przewodniekouji jest jak niezastąpione światło przewodniekouji jest jak niezastąpione światło przewodniekouji jest jak niezastąpione światło przewodniekouji jest jak niezastąpione światło przewodniekouji jest jak niezastąpione światło przewodniekouji jest jak niezastąpione światło przewodniekouji jest jak niezastąpione światło przewodniekouji jest jak niezastąpione światło przewodniekouji jest jak niezastąpione światło przewodnie
Victor w każdej wolnej chwili wpatrywał się w drzwi sali. Jakkolwiek próbował, nie mógł się całkowicie poświęcić zajęciom prowadzonym przez Beast’a i większość ruchów które wykonywał sprawiały wrażenie mechanicznych, sztucznych. Inni towarzysze w klasie IA jak zwykle dawali z siebie wszystko nieświadomi tego, co za chwilę może się wydarzyć. Rzadko kiedy przerywano zajęcia, a już rzadziej w drzwiach Sali stawała Emma Frost, Jean Grey i Wolverine. ‘Do pełnego kompletu brakuje jeszcze Cyklopa’ pomyślał Victor.

Gdy Jean i Emma dyskutowały, jego uwagę przykuła kwestia panny Frost - pożyczę tylko tropiciela i paru jego kolegów z doświadczeniem. W tym momencie ktoś obok niego cicho zagwizdał. Gdy profesor Frost wydała polecenie, wśród uczniów zawrzało. Osoby niewytypowane podzielić można było na dwie grupy – ci którzy pozazdrościli, oraz ci którzy cieszyli się, że to nie ich kolej. Oczywiście tych drugich było mniej.

Gdy Harper zaczął mówić coś o najbardziej wartościowych mutantach, wysunął delikatnie ręce przed siebie tworząc „x” – Mnie w to nie mieszaj – powiedział. Victor spojrzał po pozostałych wytypowanych. Wszyscy zaczęli się zbierać – w końcu 30 minut to nie tak wiele by się przygotować. „Mam nadzieję, że kwestia mycia dotyczy wszystkich którzy jadą” burknął pod nosem ruszając razem z resztą wybranych.

Gdy już trafił do swojej kwatery, zamknął drzwi na klucz. Upewniwszy się, że nikt przez przypadek nie wejdzie do pomieszczenia, zdjął uniform i przełożył go na oparciu krzesła. Zanim udał się do łazienki, przygotował ubranie wyjściowe. Luźniejsze czarne spodnie, czarny golf i granatowa rozpinana bluza z kapturem. Parząc na zestaw który był rozłożony na łóżku stwierdził, że ujdzie. Wizyta w łazience i już był prawie gotów do spotkania. Zostało mu jeszcze trochę czasu. Spojrzał na pokój, zastanawiając się czy wszystko zabrał.
Jego pokój był podobny rozmiarem do pozostałych kwater mieszkalnych. Łóżko, szafa, biurko, krzesło. Nic nadzwyczajnego. Wiedział, że niektórzy posiadają wiele rozmaitych rzeczy – zakupionych niedawno, czy też zabranych z rodzinnego domu. On sam zjawił się w Instytucie tylko z torbą w której znajdowały się ubrania, które teraz ulokowane były w szafie. Na biurku znajdowało się parę książek i cztery grube zeszyty. To był cały jego dobytek. W sumie wiele mu nie było potrzebne. Victor spojrzał jeszcze raz w lustro i już miał wychodzić z pokoju gdy. Portfel? pomyślał i klepnął się w kieszeń. Jest.
Spojrzał też na leżący na stoliku nocnym samotny telefon. Brać czy nie? Zastanawiał się. Koniec końców zdecydował się schować telefon do kieszeni. Już był na korytarzy, gdy w ostatniej chwili cofnął się do pokoju i chwycił czapkę beanie.

Gotowy i jeszcze z paru minutowym zapasem zjawił się w głównym holu. Okazało się, że nie on jeden postanowił być przed czasem.
 
kouji jest offline  
Stary 18-01-2018, 13:38   #4
 
Demboh's Avatar
 
Reputacja: 461 Demboh jest jak niezastąpione światło przewodnieDemboh jest jak niezastąpione światło przewodnieDemboh jest jak niezastąpione światło przewodnieDemboh jest jak niezastąpione światło przewodnieDemboh jest jak niezastąpione światło przewodnieDemboh jest jak niezastąpione światło przewodnieDemboh jest jak niezastąpione światło przewodnieDemboh jest jak niezastąpione światło przewodnieDemboh jest jak niezastąpione światło przewodnieDemboh jest jak niezastąpione światło przewodnieDemboh jest jak niezastąpione światło przewodnie
Odkąd tylko Michał dowiedział się w którym pokoju zamieszka, niw ruszał się z niego na krok będąc myślami wciąż w swoim starym(może troszke zakurzonym i dziurawym) domu na skraju miasta. Wciąż nie mógł pojąć jak mogło dojsc do takiej sytuacji w której to nie on tylko wściekły tłum podjąć za niego decyzję, i wkurzyl go z domu. Z jednej strony wydawało się to przykre ale z drugiej i tak mocno się nad tym zastanawiał.

Kiedy skończył rozmyślać o dawnym dom, zaczął myśleć o tym czy warto zaskarżyć sobie czyjas przyjaźń. Z jednej strony niw chciał się narzucać, z drugiej strony dawno nie gadał że zwykłym kolegą... Ba nie gadał z nikim innym niż jakimś pracownikiem supermarketu o imieniu tom. Miał jeszcze wiele argumentów które go męczyły jednak w końcu zażucił rozmyślania o przeszłości i przyszłości. Interesowała go tylko teraźniejszość i to że chce spac ale godzina była już za późną na spanie. Teraz powinien już dawno być po śniadaniu i zbierać się na zajęcia fizyczne.

Z podkrążonymi od braku snu oczami szybo ubrał się w strój i pobiegł są sale gimnastyczną. Na szczęście udało mu się wrócić w tłum i nikt nie zauważył że spóźniony już przebrany wszedł w grupkę całkiem nieznajomych osób wchodzących już na sale.
Na sali ćwiczenia wykonywał bez większych trudności mimo braku snu. Gdy na sale wkroczyły kłucące się kobiety (które znał tylko z widzenia i nie wiedział do końca kim one są) oraz niski szeroki Mężczyzna którego już kojarzył lekko przybywając oczy słuchał co drugie słowo kłótni. Na koniec kłótni lekko się obudził i pobiegł pod prysznic pod którym siedział dobre 15 minut.
Gdy przypomniało mu się że to jednak jest prawdopodobnie poważna sprawa na szybkości wyszedł wytarł się i ( z niedokońca suchymi włosami) pobiegł do pokoju gdzie żucia się na łóżko myśląc czy powinien coś ze sobą wziąć. Nie miał nic co mógłby wziąć oprócz zegarka więc go nałożył i wyszedł z pokoju.

Pierwsze co zauważył to że jest jeszcze 5 minut przed czasem i że stoi tam ktoś jeszcze...
 

Ostatnio edytowane przez Demboh : 18-01-2018 o 15:07.
Demboh jest offline  
Stary 18-01-2018, 20:36   #5
 
DarkPercy29's Avatar
 
Reputacja: 0 DarkPercy29 jest jak klejnot wśród skałDarkPercy29 jest jak klejnot wśród skałDarkPercy29 jest jak klejnot wśród skałDarkPercy29 jest jak klejnot wśród skałDarkPercy29 jest jak klejnot wśród skałDarkPercy29 jest jak klejnot wśród skałDarkPercy29 jest jak klejnot wśród skałDarkPercy29 jest jak klejnot wśród skałDarkPercy29 jest jak klejnot wśród skałDarkPercy29 jest jak klejnot wśród skałDarkPercy29 jest jak klejnot wśród skał
Miejsca takie jak Szkoła dla Uzdolnionej Młodzieży Charlesa Xaviera, były dla Bena obce. Nie lubił tłoku, a tu było pełno ludzi. Jeśli nie było konieczności nie rozmawiał z nikim prócz Wolverina, którego wcześniej już znał. Odkąd tu dotarł kilka dni temu z nieudanego polowania na zbójcę rodziców, był trochę przygnębiony i nie mógł spać w nocy.

Zajęcia Beasta nie były trudne, ale nie były też ciekawe. Gdy wreszcie wpadła do sali piękna Jean Grey, Emma Frost i Wolveine wreszcie zaczęło się coś dziać. Był szczęśliwy gdy Emma powiedziała, że on i jeszcze czwórka chłopaków z jego klasy lecą na misję. Wreszcie mógł odpocząć od tego tłumu ludzi.

Wziął ekspresowy zimny prysznic i wrócił do pokoju. Nie było w nim dużo rzeczy jakieś dwa zeszyty, pełen plecak, łuk i kołczan. Nie chciał się rozpakowywać, wolał być przygotowany na szybkie opuszczenie tego miejsca w razie czego. Wyciągnął z plecaka białą koszulkę, niebieską koszulę z krótkim rękawem ( zawsze rozpiętą i pomiętą ), skarpety, jeansy i słuchawki. Sam nie wiedział czemu miał te słuchawki przecież przez mutację słyszał tylko głosy. Gdy się ubierał nucił ulubioną piosenkę rodziców, mimo upływu czasu i częściową utratą słuchu nadal pamiętał każdy dźwięk " Bohemian Rhapsody " zespołu Queen. Nagle spod łóżka wyszedł jego pies Lincoln, który mieszkał tam od przyjazdu. Brakowało mu naszych spacerów na świeżym powietrzu i Ben też żałował, że nie może z nim wyjść pobiegać po lesie. Niestety, pies musiał zostać.

Wreszcie wypakował z plecaka małe noże do rzucania i włożył za skarpety. Wyciągnął jeszcze portfel i swój mały notatnik, włożył go za spodnie i ubrał czarne trampki. Zostawił Lincolnowi jedzenie i wodę, bo nie wiedział kiedy wrócą z misji.

Wyszedł z pokoju i zamknął na klucz. W głównym holu pojawił się jak zawsze idealnie na czas.
 
DarkPercy29 jest offline  
Stary 19-01-2018, 23:17   #6
 
kanna's Avatar
 
Reputacja: 11058 kanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputację
Ocelia obudziła się radosna jak skowronek, ale jej dobry nastrój prysł, jak tylko rzuciła okiem na zegarek. Ze złom na stancji nie zadziałał, to się nie zdziwiła, ale czemu nikt ze znajomych się nie zainteresował, że jej jeszcze nie ma? Może komórka jej padła? Rozgrzebała pościel – kilkanaście nieodebranych połączeń, oraz bliżej nieokreślona liczba powiadomień z komunikatorów. Czemu szajs nie pikał? Potrząsnęła telefonem. Bo jest szajsem, brzmiała racjonalna odpowiedź, ale to Ocelii nie wystarczało. Szajs się wyciszył w nocy, nie wiadomo dlaczego. Zrestartowała aparat i zeskoczyła z antresoli, na której spała.

Po chwili jedna ręką myła zęby a drugą wrzucała informacje dla znajomych.

Będę za 20 minut.
Tak, oczywiście, zaproponowałam dyrkowi usługi seksualne, więc się zgodził na masz. Wasze usługi, przecież nie moje Będziecie chodzić co przerwę. zróbcie grafik
Nie, pink to nie jest biały. Biały marsz, nie pink marsz. Laska, to poważna sprawa, ogarnij się.


Wciągnęła prostą sukienkę z lnu i na wierzch białą koszulkę. Biały marsz. Mieli uczcić pamięć ofiar. To jedyne, co mogli zrobić, oczywiście poza artykułami w ich gazecie. Zda maturę, znajdzie pracę i wtedy wszystko się zmieni. Przestana ich traktować jak dzieci. Westchnęła i wybiegła przed wysoką kamienicę, gdzie mieściła się stancja.

Jean już czekał, podał jej kask. Skuter był najlepszym środkiem komunikacji w zatłoczonym Paryżu, poza metrem, oczywiście. Kilka minut potem zeskoczyła z siodełka przed budynkiem liceum i pocałowała chłopaka na pożegnanie.
- Pilnuj się, mon petit – mruknął. – Poszedłbym z tobą, ale nie mogę olać tego kolokwium. Widzimy się wieczorem.
Patrzyła, jak odjeżdża.

Ludzie się już zbierali… w białych kurtkach, bluzach, niektórzy w najtańszych tiszertach, inni w markowych koszulach. Nie mieli transparentów, część osób przyniosła tylko białe kwiaty, goździki, jak się zorientowała. Tak się umawiali.

Witała się z znajomymi, wymieniali ostatnie uwagi. Ludzie rozmawiali cicho, nie było zwykłego podekscytowania, jakie towarzyszyło wszystkim, gdy gdzieś wychodzili. Nawet pierwszaki jakby wydoroślali przez ostanie kilka dni.
- Wszyscy gotowe, Ocelio? – dyrektor , wraz z innymi nauczycielami – z większością w każdym razie – wyszli z budynku.
- Możemy iść – pokiwała głową.
- Możemy iść – powtórzył i ruszył przodem. Uczniowie – w milczeniu – podążyli za nim.
 
__________________
Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy. Pół wieku poezji
kanna jest offline  
Stary 22-01-2018, 16:15   #7
 
Ranghar's Avatar
 
Reputacja: 15463 Ranghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputację
Zebraliście się w głównym holu na parterze. Nie było trzeba długo czekać, aby zaraz dołączyła do was dwójka X-Menów. Udaliście się za schody prowadzące na pierwsze piętro i Emma nacisnęła na ścianę. Ściana rozsunęła się ujawniając ukrytą windę. Weszliście do środka i zjechaliście w dół mijając piwnicę, dojeżdżając do poziomu pod nią. Pierwszy raz szliście podziemnymi korytarzami pod posesją. Niebieskie sterylne korytarze rozbiegały się prowadzą do wielu pokoi. Jednak Emma prowadziła was najdłuższym korytarzem prowadzącym do hangaru.



W hangarze stał Blackbird, czarny odrzutowiec charakterystyczny dla zasłyszanych opowieści o X-Men. Pojazd sprawiał wrażenie ciekawego i futurystycznego, musiał przejść wiele modyfikacji od czasów pierwszego projektu. Wolverine otworzył wejście do niego
-Za mną, nie dotykajcie niczego! – Odezwał się mężczyzna prowadzący was do kabiny pilotów. Zajął miejsce dla pilota, drugie miejsce obok niego zostało wolne. Za dwoma miejscami dla pilotów było miejsce dla inżyniera lotnictwa, które zajęła Emma. Za nią znajdowało się 6 siedzeń dla pasażerów, które kazano wam zająć. Siedzenia dostosowywały się automatycznie do siadających na nich osób, tak żeby więksi, mniejsi lub dziwniejsi pasażerowie mieli komfort podróży.

Pani profesor sprawdziła stan zbiorników paliwa oraz zaczęła wykonywać testy silników na konsolach wokół niej. Gdy wszystkie czujki wskazały gotowość, dała Loganowi znak do odlotu. Ten włączył zapłon i otworzył grodzie do tunelu. Odrzutowiec powoli zawisł nad ziemią i ruszył tunelem przed siebie. Mijaliście coraz szybciej światła w tunelu, aby w końcu wystrzelić spod małego wodospadu.

Nagle Emma wdarła się do waszych myśli na siłę, przerywając wasz tok myślenia.
- Wybieramy się do Francji. Jean wyczuła tam mutantkę, u której przebudziły się zdolności. Jednak jej sygnał wciąż jest niestabilny i Jean ma problemy z dokładniejszym jej namierzeniem przez Cerebro. Dlatego zadaniem Victora będzie pomóc ją wytropić, gdy wylądujemy w Paryżu. Reszta z was dysponuje zdolnościami mogącymi ułatwić dostanie się do niej w razie problemów. Mamy zamiar porozmawiać z dziewczyną i uświadomić ją o jej nowym życiu, nim zostanie porwana do jakiegoś laboratorium, ewentualnie możemy zaproponować jej azyl w posiadłości.

Emma wstała z miejsca i przeszła do jednej z szafek wyjmując jakieś przedmioty.
- Mamy 4 godziny nim dolecimy do celu. Wysiadając każdy z was dostanie komunikator i G-16. – Kobieta pokazała trzymany w ręce komunikator.



Następnie pokazała granat.



- Zwany przez studentów Glutem. Ten granat w momencie wybuchu tworzy elastyczną pianę, która amortyzuje upadek z wysokości lub unieruchamia cel. Gdy piana zostanie naruszona szybko zasycha tworząc elastyczną skorupę na kilka minut dając ochronę i unieruchamiając. Gdy już całkowicie stwardnieje można ją łatwo skruszyć używając siły. Granat ma wiele innych zastosowań jak gaszenie ognia, czy unoszenie się na wodzie.
Wróciła na swoje miejsce.
- Nim dolecimy zapoznajcie się z instrukcjami sprzętu i mapą Paryża. Po bokach siedzeń macie tablety. – Z sufitu zjechał też większy ekran z instrukcjami i telewizją.

Ocelia

Marsz wystartował spod szkoły, pogoda dopisywała, a w trakcie pojawiało się więcej uczestników. Dołączyły inne lokalne szkoły, które zaangażował dyrektor, a także kilku przypadkowych przechodni. Marsz wkraczał na główniejsze ulice, które już obstawiała policja i inne służby, dbając o bezpieczeństwo kierowców i przechodni. Przy ambasadzie na ulicy policja ustępowała miejsca wojsku. Oprócz wojska stały tam 3 Sentinele mierzące po 6 metrów. Niebiesko fioletowe tytany stały bez ruchu wpatrzone w nadciągający pochód.

Gdy tłum zaczynał przechodzić przed pierwszym, z nieba odezwał się metaliczny, ciężki głos.
-Alarm! Mutant wykryty! Przechwytuję!
Tytan drgnął, okolicę wypełniło zgrzytanie metalu o metal, gdy jego nogi ruszyły. Głowa robota skierowana była na czoło pochodu. Wyciągnął przed siebie prawą rękę, z której wystrzeliło czerwone światło rozsadzające drogę 10 metrów przed ludźmi.



Uczniowie krzyknęli ze strachu , tłum nagle zdziczał i zaczął się cofać. Krzyki bólu przeszły po tłumie, gdy cofający się zaczęli wpadać na tyły idące do przodu.
Kolejny strzał ze strony robota tuż 5 metrów przed Ocelią przewrócił ją na ziemie. Ktoś uderzył ją kolanem w policzek, ktoś inny nadepnął na stopę. Uczniowie zaczęli się tratować nawzajem. Kilka metrów za nią było słychać głos dyrektora proszącego o spokój. Dziewczyna leżąca na ziemi nerwowo rozejrzała się. Wielki robot zbliżał się w jej kierunku był z 50 metrów od niej i zachodził ją od tyłu. Przed nią płonął asfalt i unosił się gęsty dym. Po prawej było ogrodzenie od ambasady i policyjny radiowóz z dwoma policjantami wpatrzonymi w robota. Większa grupa osób ubranych na biało zaczęła uciekać w lewo, w kierunku parku.
 

Ostatnio edytowane przez Ranghar : 23-01-2018 o 17:45.
Ranghar jest offline  
Stary 23-01-2018, 08:47   #8
Konto usunięte
 
Carnal Grief's Avatar
 
Reputacja: 3244 Carnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputację
Gdy zjechali pod poziom szkoły i pojawili się w hangarze, Dominic otworzył usta z wrażenia, widząc Blackbirda. Co prawda już kiedyś, na samym początku, został im wszystkim pokazany, ale ogromna maszyna wciąż robiła kolosalne wrażenie. Przez chwilę zastanawiał się, czy po powrocie do domu nie pogadać z Emmą o jakichś lekcjach pilotażu na symulatorze, ale stwierdził, że ze swoim narwanym charakterem nie byłby dobrym wyborem na pilota transportującego innych mutantów w obrane miejsce.

Aż podskoczył w fotelu, gdy w głowie rozbrzmiały mu głośno słowa Frost. Cholera, nie cierpiał, jak tak bez zapowiedzi wciskała im się do umysłów, ale z drugiej strony, to był jej znak rozpoznawczy. Była pod tym względem zupełnie inna, niż Jean.
- Francja? Najs... Co prawda Francuzki z tego co wiem nie są jakieś super urodziwe, ale może ta będzie wyjątkiem. W końcu jest mutantem, to musi być wyjątkowa, no nie, ziom? - Szturchnął łokciem siedzącego obok niego Bena. - Ogólnie super, że w końcu zrobimy coś więcej, niż tylko ciągłe treningi w Danger Roomie. - Podsumował.

Z ciekawością przyglądał się otrzymanemu komunikatorowi i dziwnemu granatowi, na którego mówiono potocznie Glut. W sumie nazwa była adekwatna do tego, co ten maluch wyczyniał - tak przynajmniej wynikało z opisu przedstawionego przez Emmę. Na jej słowa odnośnie zapoznania się ze sprzętem, zasalutował tylko z wesołym:
- Aye, aye, ma'am.

Po czym zabrał się za studiowanie instrukcji Gluta i przejrzał trochę mapę Paryża, ale szybko zarzucił tę czynność, w końcu po cholerę mu to było, skoro Viktor i tak doprowadzi ich w odpowiednie miejsce. Poza tym mieli ze sobą Emmę i Logana, więc to głównie na nich spoczywała odpowiedzialność za powodzenie tej misji. Dom odłożył tablet, wyciągnął z kieszeni swojego iPhone'a i włączył gierkę, w którą ostatnio lubił pykać.


Pograł z godzinkę, dopóki energia drużyny mu się nie skończyła, a potem wcisnął do uszu słuchawki i niemal przez całą podróż słuchał zassanego z Apple Music rapu, którego ostatnio z różnych względów nie miał czasu przesłuchać. Jednocześnie wiercił się w fotelu, stukał palcami o podłokietniki w samolocie i wygrywał nogami rytm lecącego akurat w słuchawkach bitu. Po prostu nie mógł się już doczekać, aż znajdą się na miejscu i coś będzie się działo. Przecież po to wylewali tyle potu na treningach. Po to byli szkoleni, więc najwyższa pora sprawdzić swoje zdolności nie tylko walcząc z holografami w sali ćwiczeń.
 
Carnal Grief jest offline  
Stary 26-01-2018, 03:23   #9
 
Demboh's Avatar
 
Reputacja: 461 Demboh jest jak niezastąpione światło przewodnieDemboh jest jak niezastąpione światło przewodnieDemboh jest jak niezastąpione światło przewodnieDemboh jest jak niezastąpione światło przewodnieDemboh jest jak niezastąpione światło przewodnieDemboh jest jak niezastąpione światło przewodnieDemboh jest jak niezastąpione światło przewodnieDemboh jest jak niezastąpione światło przewodnieDemboh jest jak niezastąpione światło przewodnieDemboh jest jak niezastąpione światło przewodnieDemboh jest jak niezastąpione światło przewodnie
Zaspały Michał nie zwrócił nawet uwagi na to, że ściana która jeszcze przed chwilą stała przed nim, właśnie się rozsunęła.
Gdy tylko ruszyli niebieskimi sterylnymi korytarzami miał nadzieje, że na końcu znajdzie się dla niego miejsce do chociażby siedzenia. Nie zdziwił się jednak mocno gdy tylko ku oczom jego i jego towarzyszy ukazał się Black Bird. Ba. Nawet się lekko ucieszył, że coś nowego stanie się w jego życiu. Jednak był też zaniepokojony.
-Pier****ny lęk wysokości- -żeby tylko nie pokazać co jadłem na śniadanie-
Powtarzał sobie to kilka razy w myślach. W końcu nikogo jeszcze nie zna i z nikim nie rozmawiał.
Jednak gdy tylko usiadł i fotel wygodnie się dopasował do niego i jego (dosyć dziwnej ale wygodnej) pozycji, nawet nie wiedział kiedy, zasnął pomijając start Black Bird'a. Dosyć szybko jednak obudził go damski głos w jego głowie, którego z samego początku się zląkł. Po odsłuchaniu co kobieta miała do powiedzenia nie wiedział co myśleć. Jednak gdy tylko zauważył ekran zsuwający się z sufity uspokoił się.
-Przez chwilę myślałem że oszalałem- Pomyślał i próbował odtworzyć w myślach to co mówiła Emma.
-Paryż. Super coś nowego. Znowu...-
-Mutantka, która nie wie że jest mutantką... Jak tylko jej o tym powiemy to nas wyśmieje. EPICKO... No przynajmniej ja bym tak zrobił.-
-Granat? Glut? Coś się mi chyba przesłyszało-
-Jakieś coś... takieś... eee co to było ? Potem się dopytam...-
To wszystko tak przyćmiło mu umysł, że zapomniał nawet iż znajduję się w lecącym "samolocie" i zaczął przyglądać się mapie. Próbował coś z niej wyczytać, mimo tego, że przecież nigdy nie miał styczności z mapami. Jego próby wyczytania czegokolwiek z mapy okazały się dobrym sposobem na sen...
 

Ostatnio edytowane przez Demboh : 26-01-2018 o 03:34.
Demboh jest offline  
Stary 26-01-2018, 12:24   #10
 
kanna's Avatar
 
Reputacja: 11058 kanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputację
Ocelia nie rozumiała, co się dzieje. Oczywiście WIEDZIAŁA, co się dzieje – nie był kretynką, prawda ani nie urodziła się wczoraj – ale nie rozumiała. Nie rozumiała czemu Sentinele strzelają do uczestników marszu i to jeszcze tam, gdzie szła jej szkoła . Przecież gdyby ktoś był mutantem, to od dawna by o tym wiedzieli, nie? A może po prostu marsz był nielegalny? No, ale chyba dyrektor powinien zadbać o te prawne pierdoły, policja zresztą ich ochraniała, więc czemu ta zadyma?

Zakaszlała, dym z płonącego betonu dostał się jej do gardła i płuc. Ludzi uciekali w popłochu, tratując kogo i co popadnie. Leżenie na ziemi na dłuższą metę wydawało się nie sprawdzać, podniosła się na nogi, rozglądając dookoła. Do przodu nie mogła uciekać, ogień nie kojarzył się jej dobrze, do tyłu tym bardziej. Park czy ogrodzenie ambasady?

Jakby wiedziała, ze spotkają ich takie atrakcje założyła by legginsy a tak… dobrze, że choć zabrała białe adidasy do sukienki, chciała być cała w bieli a innych białych butów nie miała. Oszacowała wysokość ogrodzenia… dałaby rade się wspiąć, chyba, mimo ze sztachety ustawione były pionowo, bez łączników. Na l'art du déplacement pokonywali podobne przeszkody… a nawet wyższe, ale teraz nie miała dużo czasu. Jeszcze raz oszacowała odległość. Policjanci gapili się na metalowego blaszaka, nie zwracali uwagi na samochód. Maska, potem dach… dwa proste skoki, a potem jeśli się dobrze wybije powinna dosięgnąć krawędzi ogrodzenia. Przewinięcie się górą nie będzie już żadnym problemem.

Ruszyła sprintem w stornę policyjnego samochodu. Stopniowo wydłużała krok, aby wybić się przed sama maską.
 
__________________
Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy. Pół wieku poezji
kanna jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:49.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167