Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 20-06-2018, 21:03   #1
 
abishai's Avatar
 
Cienie grzechów pogrzebanych [18+]


15 marca


Deszcz padał od kilku dni. Nieustannie. Jakby ktoś zmusił płanetników do nieustannej pracy pośród chmur. Ciemne burzowe chmury zwisały niemal całunem na wieczornym niebie, gdy Zofia jechała leśną drogą pośród mazurskich drzew. Opel powoli przemierzał drogę, a ona się zorientowała, że się zgubiła. Może powinna skręcić wcześniej?
Już od dwóch godzin nie widziała, żadnej wsi, żadnej chatki, żadnego znaku. Tylko ściany lasy po lewej i po drugiej stronie.
Niczym w jakimś horrorze. Tylko czekać aż jakiś duch, albo inny upiór wyskoczy na środek asfaltowej ścieżki.

Nagle w świetle reflektorów samochodu Zofia dostrzegła wysoką szczupłą postać okrytą szarym całunem. Odruchowo wcisnęła hamulec do oporu, starając się zatrzymać rozpędzony wóz. Duchów się nie bała, ale to… było żywe i niemal na środku drogi.
Samochód zatrzymał się z głośnym piskiem, obracając się o dziewięćdziesiąt stopni. Rudowłosa zaś zorientowała się, że osóbka osłaniająca się przed deszczem szarym szalem nie szła wcale środkiem drogi. To sama Zofia musiała zapewne przysypiać za kierownicą i powoli, acz nieustannie zbaczać na prawe pobocze. I to że ją napotkała uratowało ją przed wypadkiem.

Jednak co ta dziewczyna robiła tutaj? Po części odpowiedź przyszła z dreszczem jaki poczuła na skórze Zosia. Zdecydowanie słabszym niż ten który poczuła przy spotkaniu Heleny, ale jednak. Otulona szalem dziewczyna drobnym krokiem podeszła do drzwiczek samochodu i śmiało je otworzyła. Po czym usiadła na miejscu pasażera i zsunęła szal z głowy. Okazała się być młodą czarnowłosą okularnicą w czarnej skórzanej kurtce i ciemnych jeansach.
Uśmiechnęła się ona niemrawo chcąc dodać sobie animuszu.
- Już myślałam, że się nie pojawisz i na darmo czekałam w ten deszcz. - rzekła na powitanie i domknęła drzwi do opla dodając.- Widzisz. Wiedziałam że się przybędziesz. Przewidziałam to. Tylko nie byłam pewna kiedy dokładnie. Pewnie jeszcze godzina lub dwie takiej ulewy i bym się poddała.
Zerknęła niepewnie na Zofię dodając.- Przepraszam… zawsze paplam jak najęta, gdy się stresuję. Jestem Wilga… to znaczy, Jagoda “Wilga” Kalata i wiedziałam, że przybędziesz. - Wskazała palcem drogę przed nimi. - Jakiś kilometr z kawałkiem stąd jest mój dom. No to… ruszamy?-
Nerwowym ruchem palców założyła opadające na twarz włosy za swoje ucho.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.

Ostatnio edytowane przez abishai : 21-06-2018 o 23:52.
abishai jest offline  
Stary 21-06-2018, 23:06   #2
 
Aiko's Avatar
 
Nowa znajoma

Perka przetarła oczy starając się dobudzić.
- Nie wolałaś wybrać jakiegoś suchszego miejsca na czekanie? - Sięgnęła za fotel pasażera i wydobyła z tylnej kieszeni termos, podając go Wildze. - Zofia Jabłonowska. Perka. A z tyłu śpi Duch.
Odpaliła ponownie silnik w duchu prosząc bzionka by poruszył tymi niemrawymi cylindrami.
- W termosie jest napar z imbiru z miodem. Napij się nieco się rozgrzejesz. - Obróciła auto i ruszyła dalej drogą.
- Hej…- machnęła dłonią do Ducha i przyjęła termos mówiąc cicho. - Dzięki.
Szybko i wprawnie go odkręciła biorąc spory łyk. Uśmiechnęła się dodając.
- Niezłe. Lepsze niż to co ja warzę. Ale… nie każdy ma talent do kucharzenia.
Spojrzała na drogę dodając. - Trzymaj się jej, aż do pierwszego zjazdu w prawo. I pewnie masz rację, ale… ja najpierw działam potem myślę, niestety.
- Przynajmniej nic ci nie umyka. - Perka z całych sił starał się skupić na drodze. - Czemu na mnie czekałaś? Jestem wdzięczna i w ogóle… myślałam że czeka mnie nocleg w aucie.
- Ja rysowałam cię… To znaczy nie wiedziałam, że ciebie rysuję. Trudno to wytłumaczyć, ale w mojej rodzinie mamy naturalny talent do wróżenie… lub przekleństwo. U mnie jest bardzo silny i… zaczęłam cię rysować, a gdy skończyłam… czułam gdzie i kiedy cię spotkam.- zaczęła chaotycznie tłumaczyć Wilga i zamilkła na moment. Po czym mruknęła cicho.- Choć nadal nie wiem po co.
- Chyba nie jestem najgorszą rzeczą do rysowania. - Ruda uśmiechnęła się i widząc zjazd skręciła w prawo. - Daleko stąd?
- Nie… tylko trzeba wjechać pod górę. I wyszłaś całkiem ładnie… tylko… bardzo ładnie. - zaczerwieniła się Jagoda.- Nie panuję nad rysunkami… tak jak nad wizjami… więc… to nie moja wina, że… wyszłaś mi ty.
- Tylko? - Perka czepiła się porzuconego przez Wilgę słówka, redukując bieg gdy podjechały do wzgórza. - Chętnie zobaczę ten rysunek.
- Nie panuję… bo maluje moja dłoń, moja dusza. I… narysowałam cię na stole, jak siedzisz. Naga od pasa w górę.- zawstydziła się Wilga.- Możliwe, że kiedyś znajdziesz się w takiej sytuacji… ale może się mylę. Przyszłość i jej przewidywanie jest… skomplikowane. Moja babcia umiała wszystkie szczegóły wizji zauważyć. Ja… nie jestem tak dobra, mimo że mam silniejszy dar.
- Twoja babcia to Wierzba? - Zosia ukryła lekkie zmieszanie skupiając wzrok na drodze. Inne czarownice widywały ją już nagą, ale być w czyich wizjach… - To musi być trudne. Mieć coś w głowie i nie być pewnym co to dokładnie oznacza.
- Tak… to była moja babcia. Nie żyje od dwóch lat. Przejęłam jej dworek i obowiązki, bo… nie ma w okolicy nikogo lepszego.- odparła Wilga, gdy dojeżdżały do dużego… acz nieco zapuszczonego dworku. Potarła kark. - Różnie to bywa… z każdym rysunkiem jaki robię, odczuwam emocje. Rysowanie ciebie było przyjemne, więc… spotkanie ciebie, jest dla mnie dobrym omenem. Rysunek spełnił zadanie, więc go spalę… i zapomnę o tym co widziałam na nim.
- Słyszałam o niej… - Perka rozejrzała się po okolicy, w porównaniu z obejściem Heleny to było… - Gdzie mogę zaparkować?
- Wszyscy o niej słyszeli. Była potężna. Ja jestem cieniem w porównaniu z nią.- po czym rozejrzała dodając bezradnie.- Gdzie chcesz. Przepraszam… nie mam samochodu. Tylko rower.
Zosia przytaknęła i ustawiła auto tuż przy ganku, starając się nie najechać na pozostawiony rower.
- Tak za bardzo nie zmokniemy. - Spojrzała przez lekko zaparowane okno na drzwi do dworku. - Mogę przenocować?
- Ile chcesz… mieszkam tu sama i zajmuję ledwie jedną trzecią dworku. No i… skoro wyszłam po ciebie w taki deszcz, to chyba nie po to by przepędzić cię spod progu.- zażartowała Wilga.
- Rozścieliłam dwa łóżka przed wyjściem, więc nie musisz się o to martwić. Gorzej z jedzeniem. Mam tylko chińskie zupki i trochę konserw. Nie umiem gotować. Prąd jest i woda i kanalizacja, ale zasięgu brak… trzeba się udawać do stadniny Patryka, jest u podstawy wzgórza po drugiej stronie. Możesz łazić po całym dworku… jeśli nie przeszkadzają ci pajęczyny, jakoś nie mam siły go sprzątać całego…- Wilga znów wpadła w nerwowy słowotok.
- Mam co nieco z sobą. Jedzenia. - Perka mrugnęła do dziewczyny. - Mogę nam coś upichcić. Wysiadamy? Rzeczy mam na pace.
- Wysiadamy. - odetchnęła z uglą Jagoda i pierwsza wyszła z samochodu nie przejmując się w ogóle deszczem. Nagle zamarła i zbladła i przez chwilę milczała moknąc w strugach ulewy.
- Jakbyś.. jakby…- zaczęła dukać nerwowo.- Jakbyś w nocy posłyszała jakieś… krzyki, jęki… odgłosy… to się nimi nie przejmuj. Ttttoo nic czym warto się przejmować.
Zosia niechętnie wyszła na deszcz, czując jak sweter w którym jechała nasiąka wodą. Szybko przeszła na tył auta i otworzyła klapę bagażnika chowając się pod nią przed strumieniami wody. Duch niemal na nią wyskoczył ale pogładziła go po pysku i zaczęła wybierać rzeczy wymagające wzięcia. Większość mogła zostać… namiot, śpiwór. Wyjęła plecak z ubraniami i torbę z ostatnimi zakupami.
- Zaraz mi wszystko wyjaśnisz, ale myślę, że obu nam dobrze zrobi coś ciepłego do picia… mam wino. Co powiesz na grzaniec? - Zerknęła na Wilgę.
- Po babcinych jabłecznikach czuję i zachowuję się dziwnie. Chyba mam za słabą głowę do nich.- zachichotała nerwowo Jagoda i ruszyła zabrać część pakunków z dłoni Zofii.- Ale zaryzykuję.
Perka wręczyła jej torbę z zakupami, biorąc jeszcze karmę dla Ducha i pozwoliła wilczurowi wyskoczyć na zewnątrz. Chytre zwierzę od razu skierowało się do domu, chowając się pod gankiem.
- W grzańcu prawie nie ma alkoholu, wszystko wyparowuje przy podgrzewaniu. - Zamknęła klapę bagażnika i podążyła za psem.
- Acha… widzisz? Nie wiedziałam. - zaśmiała się Wilga ruszając do przodu.- Potrawy, napary i zioła nigdy nie były moją mocną stroną. Mam zapiski babci co prawda i coś tam uda mi się prostego zrobić jeśli się ich trzymam, ale… unikam trudniejszych przepisów.-
Otworzyła drzwi i włączyła światło w sieni instruując wchodzącą za nią Perkę.
- Po lewej pokoje gościnne, salon, moja pracownia. Dalej kurz i pająki. Po prawej kuchnia, łazienka, pomieszczenia gospodarcze. Nic nie jest zamknięte, więc możesz łazić gdzie chcesz. -
- Może zaczniemy od kuchni? Powinnam nakarmić Ducha. - Zosia ruszyła we wskazanym kierunku, starając się chronić torbę z karmą przed zakusami czworonoga. - Mogłabym pożyczyć jakąś miskę?
- Jasne… a ja przyniosę ręczniki. Do osuszenia włosów.- zaoferowała się Wilga.
Kuchnia do której dotarła Zosia była dość przestronna i nowoczesna. Był piecyk elektryczny (obok prawdziwego pieca chlebowego), był zlewozmywak i nawet zmywarka do naczyń, wypełniona brudnymi naczyniami, których to Jagoda zapomniała umyć.
Perka pokręciła głową. Wilga wyraźnie potrzebowała pomocy przy gospodarstwie. Może powinna tu chwilę zostać. Odłożyła rzeczy na stole i zaczęła przeszukiwanie szafek przy akompaniamencie szczekającego Ducha. W końcu udało się jej znaleźć niezbyt zakurzona miskę i szybko napełniła ją karmą. Teraz trudniejsze zadanie… trzeba było znaleźć drugą na wodę.
Tymczasem wróciła Jagoda z rozpuszczonymi włosami opadającymi na pół jej twarzy i suchym ręcznikiem dla gościa. Spojrzała na Perkę i jej przemoczony sweter.
- Powinnam przynieść ci coś do przebrania.- zarumieniła się zawstydzona z jakiegoś powodu.
- Mam coś w plecaku, nie przejmuj się. - Zosia poddała się i wydobyła jakieś gliniankowe naczynie do pieczenia i nalała do niego wody dla wilczura. Z wdzięcznością przyjęła podany ręcznik i zabrała się za osuszanie mokrych włosów. - Dlugo mieszkasz tu sama?
- Od śmierci babci… będą jakieś dwa lata.- wyjaśniła i zerknęła na zmywarkę, z której wystawały brudne naczynia.
- Zawsze o niej zapominam.- powiedziała pospiesznie.
- U mojej matki stało to ustrojstwo ale Helena nie uznaje takich metod sprzątania. - Perka odłożyła ręcznik i zdjęła przemoczony sweter, pozostając jedynie w koszulce na ramiączkach. - Według niej jeśli sprzątanie przychodzi zbyt łatwo to zbyt chętnie się brudzi.
Podeszła do zmywarki i ją włączyła, zamykając drzwiczki i pozwalając by pomieszczenie wypełnił znajomy szum.
- Chcesz to mogę cię nauczyć robić jakieś dwa czy trzy dania. Zupki chińskie nie są zbyt zdrowe. - Podeszła do stołu i zaczęła wydobywać z torby zakupy. Czuła, że mokra koszulka lepi się do ciala, ale odrobine niepokoiło ją zakłopotanie czarnowłosej. - jest tu jakaś wieś w okolicy? Na dziś wystarczy ale jutro trzeba by nieco dokupić.
- Jest… - mruknęła Wilga trochę za długo wpatrując się w dekolt koszulki Perki. Odetchnęła głośno dodając.- Jest... jem tam obiady. Pół godziny jazdy rowerem. Nieco dłużej na piechotę.
Uśmiechnęła się dodając.- I chętnie nauczę się czegoś nowego, acz… nie oczekuj ode mnie za wiele. Moim żywiołem jest papier, farby i węgielek.
Ruda przytaknęła i ustawiła na stole butelkę z czerwonym winem. Sięgnęła do plecaka z ubraniami i wydobyła z niego korkociąg. Lata spędzone na pseudomedycznych studiach nauczyły ją, że niektóre rzeczy trzeba mieć zawsze przy sobie.
- Pokażesz mi ten rysunek. - Uśmiechnęła się do gospodyni. - Jestem bardzo ciekawa jak wygląda taka wróżbiarska praca.
- Nie tak cudownie czy przyjemnie jakby się wydawało. Ale oprócz tego maluję. Głównie pejzaże. I czasem konie. - rzekła dumnie Jagoda i poczęła szukać kieliszków w szafce nad kredensem.
- Ooo są jakieś w okolicy? Przyznaję, że zajmuję się leczeniem inwentarza. - jej wypowiedź przerwał odgłos wychodzącego z butelki korka. Odstawiła wino by odetchnęło i zaczęła wydobywać składniki na obiad. - Nie zaszkodziłoby nieco zarobić… - Spojrzała na krzątającą się Wilgę. - Czy nie powinnam prosić o pokazanie tego rysunku? Jeśli to kłopot to się nie przejmuj, nie będę nalegać.
- Nie… żaden kłopot naprawdę… ja chcesz… to możemy już pójść zobaczyć. Albo przyniosę, co? Jak wolisz? Tylko nie myśl, że ja… takie rzeczy rysuję zazwyczaj. - Wilga znów zaczęła nerwowo się tłumaczyć.- A konie są u Patryka. On ma stadninę. Wspominałam o tym? Wspominałam chyba, ale mogłaś przeoczyć, tak się rozgadałam. Ma stadninę i konie, a na wsi mają też i krowy i inne zwierzęta. Czasem przychodzą do mnie po pomoc w tej sprawie, ale co ja tam mogę zrobić. Nie jestem ani moja babcią, ani mamą…-
- Możemy się przejść i zobaczyć. - Perka nalała wina do wydobytych kieliszków i odstawiła butelkę. - Jeśli mnie przedstawisz to spróbuję im pomóc.
Ruda wzięła jeden z kieliszków i uniosła go.
- To za spotkanie? - Mrugnęła do czarnowłosej.
- Za spotkanie.- odparła szybko i wesoło Wilga. Jednym haustem wypiła wino, co skończyło się lekkim zakrztuszeniem z jej strony.
- Chodźmy.- dodała speszona.
Zosia pokręciła głową i upiła łyk swego wina po czym ruszyła za gospodynią.

Pracownia Jagody była duża. Znajdowała się w sali balowej dworku. Pełna była rozstawionych sztalug i obrazów na ścianach. Pejzaży. Koni. Koni na tle pejzaży. Paru niedokończonych obrazów. Na samych sztalugach jednak dominowały szkice węgielkiem. Jagoda miała rzeczywiście duży talent. Rysunki były jednak w większości niedokończone. Perka dostrzegła jakiś kanion na jednym. Dłoń trzymającą sztylet na innym. Kobiecą sylwetkę w towarzystwie dwóch mężczyzn. I jedną sztalugę całkowicie zasłoniętą jakimś kocem. Ta do której Wilga prowadziła Zofię była odsłonięta. Rysunek wykonany węglem był dość szczegółowy i wyrazisty. Perka rzeczywiście siedziała półnaga na jakimś stole. Obejmowała jego brzegi dłońmi i uśmiechała się figlarnie. Jej włosy były wzburzone jakimiś wicherkiem i nadawały dodatkowej zmysłowości tej pozie modelki. Oddanej ze szczegółami. Także w górnych rejonach. Jagoda uwieczniła dziewczynę ze wszystkimi detalami… biust był dokładnie taki, jaki okrywała obecnie koszulka na ramiączkach. Zupełnie jakby Zofia pozowała Wildze do tego szkicu węglem.
Perka upiła spory łyk przyglądając się pracy. To było odrobinę dziwne uczucie. Widzieć siebie choć chyba nigdy nawet nie znalazła się w takiej pozycji. Kusiło by zacząć sobie to tłumaczyć. Toż Wilga mogła mieć jej zdjęcie… Ale nie mogła tego robić. Magia tak nie działała. Poza tym kto normalny odtworzyłby układ jej pieprzyków! Ciekawe czy Jagoda zastanawiała się na ile jej rysunek zgadza się z rzeczywistością.

Oderwała wzrok od pracy by spojrzeć na gospodynię.
- Masz niesamowity talent. To bardzo… - Starała się dobrać słowo spoglądając ponownie na szkic. - … dobra praca.
- Przepraszam, że przedstawiłam cię tak. Ale nie panuje nad tym co przenoszę na papier.- odparła zawstydzona Wilga.- To się po prostu… dzieje.
- Nie przejmuj się, wiele z naszych widziało mnie nago. Jeśli tylko mogę prosić nie sprzedawaj tego jakiemuś napalonemu facetowi. - Zosia rozejrzała się po pracowni. - Jest tu wiele niedokończonych prac.
- Mogę spalić jeśli chcesz.. nie zachowuję zazwyczaj rysunków swoich wizji.- wyjaśniła gospodyni i rozejrzała się dodając.- Bo każdy to jakaś wizja. Im bliżej jestem jej spełnienia, tym więcej mam weny i dorysowuję kolejne kawałki. Gdy szkic jest gotowy, to wiem że… nadszedł czas.
- Rozumiem… a to? - Skinęła głową w kierunku zasłoniętej sztalugi.
Wilga spojrzała na wskazany przez Zofię obiekt i skuliła się jak pod uderzeniem bicza. - To.. jest też niedokończony szkic. Tyle, że to… wizja wydarzenia bardzo bardzo złego… i potężnego. Boję się go ukończyć.
Ruda jeszcze raz przesunęła wzrokiem po rysunkach z jakiegoś powodu chciała je zapamiętać. Niepokoiło ją, że los w taki sposób połączył ją z Wilgą.
- Nie musisz palić tego rysunku jak nie chcesz. Jest naprawdę dobry. - Mruknęła spoglądając na pusty kieliszek. Chyba nic nie wyjdzie z tego grzańca. - Chodź. Dolejemy ci wina i zrobię nam coś ciepłego do jedzenia.
- Ale wiesz… że to zasługa modelki.- odparła z uśmiechem Jagoda, po czym zerknęła na sztalugę zakrytą kocem. - Wybacz, że zepsułam nastrój. Wychowywałam się sama, a na ASP… wszyscy są nadętymi egocentrykami. Każdy uważa się za następnego Picassa.
- Nie wiem czy mogłabym wyglądać tak dobrze. - Perka zaśmiała się. - Nie zepsułaś nastroju. To co robisz wydaje się być… trudne. Nie znam się, nigdy nie malowałam… rysowałam. Dobra powiedzmy szczerze piszę też jak kura pazurem. Ale podoba mi się to co robisz. Chyba nie miałabym nic przeciwko by ci naprawdę zapozować.
- Nigdy… nie malowałam nikogo…- zadumała się Wilga przygladając postaci Perki.- Poza ćwiczeniami na uczelni, ale… rozśmieszał mnie model. Miał duży brzuch i… małego. Tak śmiesznie mu zwisał. Bo akty robiliśmy… ledwo zaliczyłam. Ale może jutro mi zapozujesz?
Uśmiechnęła się biorąc dłoń Zofii w swoją i prowadząc do kuchni.
- Będzie miło namalować kogoś bez wizji kierującej moją dłonią.
- Chwila przerwy w trasie mi nie zaszkodzi. O ile nie masz nic przeciwko. - Perka dała się zaciągnąć do kuchni i tam uzupełniła im kieliszki.
- Nie mam. Miło będzie usłyszeć głos inny niż radio i… duchy. Możesz tu zamieszkać ile chcesz. Miejsca jest i tak za dużo dla mnie.- wyjaśniła radośnie Jagoda popijając wino już spokojniej. - Chyba zresztą jesteś lepszą czarownicą niż ja, to się przy okazji poduczę. Przyznaję, że choć odziedziczyłam dom i dziedzinę, to liczyłam po cichu na to że ktoś się… zjawi i zaopiekuje okolicą. Babcia nie zdążyła mnie w pełni wyszkolić.
- Nie wiem czy zostanę na bardzo długo. - Zosia odstawiła kieliszek i zabrała się za krojenie warzyw używając do tego swojego noża. - Planowałam jechać na Łysą Górę… po za tym jestem czarownicą od niedawna. Długo nie mogłam się obudzić. - Mruknęła cicho pod nosem. Nie było co ukrywać swojej ułomności i tak wyszła by prędzej czy później.
- Rozumiem. Nie przejmuj się tym. Sama też miałam i nadal mam kłopoty z czarami i ziołami.- odparła ciepło Wilga popijając powoli wino i przyglądając się działaniom swojego gościa. - Zostaniesz tyle ile będziesz mogła. Nie mam z tym problemu.
- Na pewno dam ci skończyć mój portret. - Perka mrugnęła do czarnowłosej i wydobyła z roby kawałek mięsa, na co Duch zaskomlał żałośnie. - Wspominałaś o jękach, krzykach, odgłosach?
Wilga zrobiła duże oczy słysząc te słowa, zarówno zaskoczona jak i zawstydzona.
- Bbywam.. bbywaamm… głośna… przez sen.- wydukała wstydliwie. - Czasami lululunatykuję i rrrysuję przez sesen.
- Wizje? - Zosia nie była zaskoczona. Znała czarownice które gadały przez sen ale nie przynosiło to żadnego pożytku, chyba że ktoś lubił jakieś pikantne historie. - Podziwiam. Przy czymś takim chyba obawiałabym się mieszkać sama. Ja nie mam wizji, a i tak cieszy mnie obecność Ducha.
- Są duchy w tym domu… które jeszcze prababka zaprosiła. Pilnują jego bezpieczeństwa i mieszkańców. Nie jesteśmy same. Tyle że to są głównie ubożęta i wolą się nie pokazywać.- wyjaśniła Wilga i upiła znów wina. - I masz rację, ale… wolałabym mieszkać z kimś komu mogę powiedzieć. A nie każdemu mogę. Nie każdy zrozumie.
Zosia zgarnęła pokrojone produkty, jak zwykle oddając większy kęs mięsa duchowi i podeszła do kuchenki mi wszystko podsmażyć.
- Zaraz będziemy miały ucztę. - Uśmiechnęła się. - Chętnie posłucham, jak będziesz chciała poopowiadać. Moja rodzina specjalizowała się w urokach… póki ja się nie pojawiłam. Nie wiem wiele o wróżbiarstwie. - Wrzuciła wszystko na rozgrzany olej i dolała nieco wina ze swojego kieliszka.
- Babcia wróżyła… z dymu, z lotu ptaków, z chmur… ja jestem tą która przenosi brzemię. - wyjaśniła Wilga speszona. - Nie nauczyłam się za wiele od babci, bo ona i moja mama… eech… nie żyły w dobrych stosunkach ze sobą.
- Moje niestety doskonale się dogadują. - Zosia zgarnęła kupiony ser i wkruszyła go na patelnię, po czym przykryła całość. Oparła się o stół przyglądając się Jagodzie. - Przyznaję, że zabija mnie ciekawość. Jak to jest malować obcą osobę i to w takiej pozycji?
- Rozbierz się i usiądź na stole, to ci powiem jak zacznę malować.- zażartowała Wilga i dodała speszona. - Albo możemy się zamienić i ty mnie sportretujesz. Bo widzisz… jak rysuję węgielkiem, to nie bardzo panuję… nad sobą. Ręka przesuwa się sama, znacząc ślad na papierze. Dopiero z czasem wyłaniają się kontury. I to robiło się… ekscytujące.
Zaczerwieniła się na twarzy zerkając to na oblicze Perki, to na jej dekolt.
- Wizje czasami są... tak jakoś intymne… to dziwne uczucie.
Zosia zaśmiała się.
- Widziałaś może takie rysunki, okrąg jako głowa i pięć kreseczek jako reszta ciała? Myślę, że to szczyt moich możliwości. - Zmniejszyła ogień, pod patelnią, pozwalając mięsu się dusić. Cieszyła się, że ma co robić z rękami bo inaczej kusiło by ją by się lekko osłonić. - Obawiam się że nie byłoby w tym nic intymnego ani ekscytującego.
- Pewnie masz rację…- zaśmiała się Wilga poprawiając okulary na nosie. - Co tam może być we mnie ekscytującego?
I dodała. - Masz jednak trochę racji. Pewnie podczas malowania skupię się na tworzeniu samego dzieła. I nie zauważę... no… zresztą, to nic niezwykłego.
- Jak na razie wydajesz się być bardziej ekscytująca niż ja. - Perka odwróciła się plecami do gospodyni i zaczęła powoli mieszać potrawkę. W powietrzu uniósł się przyjemny zapach. Nie powinna się drażnić z tą dziewczyną. Wizje nie były łatwe, wątpiła też by mimo słów Wilgi były przyjemne. Zakręciła palnik. - Gotowe. To co, jemy?
- Jemy… i nie jestem ekscytująca. Pobudzona raczej. Rzadko mam gości takich jak ty.- wyjaśniła Jagoda dolewając sobie wina do kieliszka. Jak to było z tą słabą głową?
- Dolejesz też mi? - Zosia wyjęła talerze i zaczęła nakładać na nie danie. - Staram się za bardzo nie przyprawiać, bo Duch zazwyczaj po mnie dojada. - Ustawiła talerze z parującym daniem na stole. - Smacznego.
- I tak nie będzie to gorsze od tego co ja bym upichciła.- wyjaśniła z uśmiechem Wilga nachylając się i dolewając wina do kieliszka rudej. Po czym spróbowała potrawy i wydała werdykt.
- Niebo w gębie.
Perka uśmiechnęła się i zjadła kilka kęsów pozwalając gospodyni się posilić.
- Przyznaj. Jesteś ciekawa czy rzeczywistość zgadza się z twoim szkicem? - Spojrzała z zaciekawieniem na Wilgę, upijając łyk wina.
Gospodyni zaczerwieniła się po koniuszki uszu i dodała cicho.
- Tak… troszeczkę. Chcę się upewnić, że… nie pomyliłam się w detalach. Mam swoją.. artystyczną dumę.
- Zjedzmy to ci pokażę. - Perka wróciła do posiłku. - I tak powinnam zmienić tą mokrą koszulkę.
- Też powinnam się przebrać.- zgodziła się z nią Wilga, której bluzka jednak nie była aż tak mokra. Skórzana kurtka ochroniła ją przed zmoczeniem.
Zosia przytaknęła i pozwoliła gospodyni zjeść w spokoju. Na koniec oddała swój talerz Duchowi do wylizania. Gdy pies zachłannie czyścił naczynie, zabrała się za szukanie czegoś suchego do założenia.
- Miałam spytać… jest tu gdzieś w okolicy źródło? - Wyjęła z plecaka inną koszulkę i spojrzała na swoją gospodynię, która kopiując działania Zofii przekupywała Ducha resztkami ze swojego talerza.
- Jest. Dlaczego pytasz?- odparła zamyślona Jagoda.
Perka zdjęła plecak ze stołu i odłożyła go na jedno z krzeseł, po czym sama wskoczyła na blat.
- Nie wiem czy nie zastanie mnie tu pełnia, a… matka zawsze pilnowała bym zażywała kąpieli. Takie przyzwyczajenie.
- Aaa tooo…- przypomniała coś sobie Jagoda i zaczerwieniła się. - Aaale… ono jest w lesie… co prawda, dość głęboko. Miejscowi jednak wiedzą gdzie. Jak cię przyłapią? Ja się zawsze trochę bałam tego i nie chodziłam.
- Duch mnie pilnuje. - Zosia uśmiechnęła się i bez ostrzeżenia zdjęła koszulkę, odsłaniając swoje ciało. - Będziemy mogły pójść razem.
Na razie Wilga nie odpowiedziała, bo wstrzymując oddech przyglądała się obnażonym piersiom Perki i jej całemu ciału. Wysunęła ostrożnie dłoń w jej stronę i musnęła palcem szczyt jej lewej piersi, a potem przesunęła nim po skórze wędrując od pieprzyka do pieprzyka. Jakby podążała znanym sobie szlakiem, przyglądając się Perce jak zahipnotyzowana.
- Chyba wszystkie są na miejscu. - Mruknęła Zosia. Dotyk ciepłych palców, na zmarzniętej skórze był całkiem przyjemny.
- Wybacz… byłam chowana… trochę… na uboczu przez mamę. Nie mam za wiele doświadczeń z nagością innych. Nigdy nie byłam sam na sam z inną osobą… nagą.- odparła trochę nerwowo Wilga, odsuwając dłoń i chowając ją w drugiej dłoni. - I mylisz się… na żywo wyglądasz lepiej niż na moim szkicu. Znacznie piękniej.
Perka przyglądała się gospodyni nie ruszając się z miejsca.
- Może to kwestia koloru… Matka nie zabierała cię na sabaty?
- Matka odcięła się od swego dziedzictwa. Odcięłaby mnie, gdyby nie moje… “ataki choroby”.- wyjaśniła Jagoda wodząc spojrzeniem po Perce lekko zawstydzona.- Niemniej musiała konsultować się z babcią w kwestii mojego dziedzictwa. Na sabatach nie bywałam, zresztą… teraz pewnie byłabym dziwadłem. Zbyt skrępowana nagością… gdy maluję, to jest bariera sztalugi. Bez niej… jestem trochę… no… taka zbyt… staroświecka… raczej nie przyzwyczajona.- znów zaczęła dukać popadając w słowotok.
- Na sabatach zawsze są jakieś skrępowane czarownice. - Zosia zeskoczyła ze stołu, czując jak jej piersi podążyły za tym ruchem. - Zawsze znajdzie się kilka dla których jest to pierwszy raz. Nie powinnaś się tym przejmować. Inne czarownice… wiesz może mogłyby ci pomóc. - Podeszła do Wilgi uśmiechając się do niej. - W nocy z 17-ego na 18-ego powinien być jakiś sabat. Możemy wybrać się razem.
- Ttoo jest.. jakiś… pomysł. Chyba dobry. Z tobą bym mogła, bo sama… nie mam odwagi. Nie jestem moją babcią. Ona była potężna… ja… nie… ona nie mogła mi pomóc. Mówiła… że co kilka pokoleń rodzi się taka wyjątkowa… jak ja…- język się Wildze plątał, oczy wodziły po całym ciele Perki, a z rękami zupełnie nie wiedziała co zrobić.
- I ty mówisz, że nie jesteś ekscytująca. - Zosia zaśmiała się. - Matka ciągała mnie na sabaty od małego. Jeśli chcesz możesz patrzeć… dotknąć. Nie będzie mi to przeszkadzać.
- Podekscytowana.. raczej…- zamruczała cicho Wilga, a jej dłonie objęły biust rudej czarownicy. Powoli i delikatnie ugniatały i masowały te krągłości… badały nowy obszar.
- To tak z ciekawości… - tłumaczyła nerwowo. - Czy są takie… jak na rysunku i jak widzę.. czy są takie w dotyku.
Perka przyglądała się jej w skupieniu. Dlaczego jakaś czarownica tak bardzo chciała się odciąć od ich światka? Czemu zrobiła to swojej córce?
- Mówiłam o twoich umiejętnościach. Sama powiedziałaś… jesteś wyjątkowa. - Zosia uniosła głowę Wilgi przytrzymując jej podbródek. - Ja jestem tylko zwykłą czarownicą. Moje talenta niczym się nie wyróżniają. Jesteś ekscytująca.
- To prawda… ale to brzemię. Babcia mówiła że pochodzi od klątwy samego Światowida. Za opuszczenie chramu…- wymruczała już trochę spokojniejsza Wilga wpatrując się w oczy Perki zza okularów. - Dar i przekleństwo od tego co widzi wszystko, zawsze i wszędzie. To co było i to co będzie. U nas… siła tego daru jest różna. Raz na jakiś czas… wyjątkowo mocna.-
- Chodź. Wymyjemy się. - Ruda uśmiechnęła się ciepło. - Coś czuję, że przyda ci się w łóżku ktoś do kogo można się przytulić. - Mrugnęła do dziewczyny. - I nie… nie mam nic przeciwko krzykom… - Na chwilę zawahała się. - Mam tylko cichą nadzieję, że we mnie nie wdepniesz. Biorę miejscówkę od ściany.
- Dobrze… tylko… się nie bój. To tylko tak strasznie może wyglądać z boku.- odparła nieśmiało Wilga i dodała uwalniając biust Zosi od swojego dotyku. - Jak pojedziemy razem? To też będziemy spać w jednym śpiworze? Ktoś musi mnie pilnować.-
Spojrzała w kierunku drzwi.- Łazienka ma dużą wannę i tyle. Babcia nie chciała prysznica. Kuchenkę i zmywarkę do naczyń ledwo przełknęła.
- Wanna mi odpowiada. Helena też nie uznaje prysznica. - Uniosła wzrok do góry. - “Jak będzie się miało na nią lać to wyjdzie na deszcz.” - Zacytowała starą czarownicę i ponownie spojrzała na Jagodę. - Mogę spać z tobą w śpiworze.
- Będę czuła się bezpieczniej…- odparła z ulgą malarka biorąc mokry podkoszulek Zosi i ruszając przodem.
 
Aiko jest offline  
Stary 21-06-2018, 23:06   #3
 
Aiko's Avatar
 
Pierwsza noc Wilgi

Łazienka była duża i staroświecka. Oznaczało to bojler (na szczęście już gazowy) oraz sporą cynową wannę wypełniającą dwie trzecie powierzchni pomieszczenia. Spokojnie zmieściłyby się w niej trzy Zosie, ściśnięte co prawda razem niczym w puszce sardynek, ale jednak. Woda już się lała do wanny, cieplutka.
- Ubożęta. Bardzo lubią pomagać jeśli traktuje się je właściwie.- wyjaśniła cicho Jagoda.- Wiedzą co się w domu dzieje i pomagają domownikom.
Perka przytaknęła chyba wszystkie czarownice miały w domach pomocników… poza nią. Ale ona nie miała domu.
- No to rozbieraj się i wskakuj. - Uśmiechnęła się do gospodyni.
- Dobrze…- rzekła Wilga i zabrała się za rozpinanie białej bluzki odsłaniają mały, ale zgrabny biust uwięziony w białym staniku. Co jakiś czas zerkała na piersi Perki, dodając w końcu żartobliwie przy zdejmowaniu biustonosza. - Nie bardzo mam się czym pochwalić przed chłopcami.
- Nie myśl tak. - Zosia podeszła do czarnowłosej i nie pytając sięgnęła do zapięcia stanika. - Oni powinni się cieszyć jeśli pokażesz im choćby ramię.
- Może i masz rację, ale na plaży to ma konkurencję. We wsi są dziewczyny bardziej obfite w tym obszarze.- zachichotała Jagoda i zabrała się za zdejmowanie swoich jeansów zerkając na Perkę i jej piersi.
Zosia wzruszyła ramionami i zabrała się za rozpinanie własnych spodni.
- Na starość będą mogły sobie z nich zrobić szalik. - Powiedziała żartobliwie. Jej to nie groziło, Helena dawno temu zdradziła jej kilka ciekawych przepisów na odpowiednie maści. Nagle coś ją tknęło. - Ale jeśli ci to jakoś przeszkadza to mogę co nieco umieszać… chyba mam składniki. Jeszcze chwilę zajmie nic w lesie wzejdzie coś sensownego. Babcia miała jakieś suszone zioła?
- Cały składzik, a ja staram się je uzupełniać. Babcia miała pracownię na stryszku. Pokażę ci ją jutro, bo tam nie ma elektryczności. - wyjaśniła Jagoda odsłaniając zgrabne długie nogi i majteczki w niebieskie paseczki okrywające kształtny tyłeczek. Ta skromność malarki jakoś nie pasowała do widoków jakie Perka miała przed sobą.
- Teraz trochę, aż żałuję że nie potrafię malować. - Zosia zdjęła z siebie bieliznę i stanęła tuż przy Wildze bez skrupułów przyglądając się jej ciału. - Malowanie ciebie rzeczywiście mogłoby być ekscytujące.
- Z chęcią bym pozowała. - odparła zsuwając majtki i dodała nieśmiało. - Mmmożesz dotknąąć. Skooro ty pozwoliłaś mi tto jja tteż winnam ci… pozwolić.
- Nie, wcale nie musisz. - Perka chwyciła dłoń czarnowłosej i poprowadziła ją do wanny. - Odpowiadałam na twoją ciekawość i odrobinę zaspokajałam swoją. - Weszła do ciepłej wody i wyciągnęła ręce w zapraszającym geście. - Jeśli jesteś tym skrępowana nie musisz… ale jeśli jesteś ciekawa. - Uśmiechnęła się szeroko. - To ja bardzo chętnie zaspokoję swoją ciekawość.
- Ja nie bardzo wiem…- zaczęła nieśmiało Wilga. - Nigdy nie byłam w takiej sytuacji. A ty ?
Zanurzona w wodzie lekko podkuliła nogi. - Poza tym czułabym się źle, gdybym cię uraziła.
Perka rozsiadła się wygodnie w wannie, obserwując Jagodę. Nadal nie rozumiała czemu matka odizolowała dziewczynę od społeczeństwa czarownic. Na pewno znalazłaby się jakaś, która mogłaby jej pomóc zapanować nad wizjami.
- Czym mogłabyś mnie urazić? - Zaczepnie chlapnęła wodą w czarnowłosą. - … tak zdarzały mi się podobne sytuacje. Powiedzmy, że wydarzenia na sabatach potrafią wyrwać się spod kontroli. - Przemilczała, że nikt tak naprawdę nie stara się ich kontrolować. Już dawno zauważyła, że w czarownicach była jakaś dziwna potrzeba bliskości. - Na początku mnie to przerażało, ale potem przywykłam i nawet potrafi być to przyjemne.
- Babcia Zyta mówiła, że czarownica może kochać z mężczyzną, ale kochać winna swe siostry w mocy i rolę do jakiej się urodziła. - Jagoda nachyliła się do Zofii i zaczęła opuszkami palców wodzić po wargach Perki. - Są tak miękkie jak się wydają… gdy patrzę na ciebie.
Ruda ucałowała delikatnie drobne palce.
- Mężczyzna może dać ci dziecko, ale niewiele więcej. - Przyciągnęła malarkę do siebie, układając ją na swoim ciele. - Zrozumie cię tylko inna czarownica. Nikt inny nie wie tyle co my, nie widzi tyle co my. A każdy czasem potrzebuje zrozumienia… - Uśmiechnęła się. - Nie powinnaś była być tak długo sama. Od tego można oszaleć.
- Mama miała inne zdanie…- ale jakie, to już się Zofia nie dowiedziała, bo usta Jagody zachłannie przylgnęły do warg rudej czarownicy. Ciało Wilgi drżało ocierając się instynktownie o Perkę. Jej piersi były zakończone twardymi kamyczkami obecnie. A Zofia domyślała się jak rozpalone pożądaniem może być łono malarki.
Perka oddała pocałunek, mocno dociskając do siebie ciało Wilgi. Jedna z dłoni zsunęła się niżej i mocno pochwyciła pośladek malarki. O czym myślała ta dziewczyna gdy ją rysowała? Co robiła, gdy zdała sobie sprawę z tego co przedstawia jej dzieło? Tyle pytań na które chętnie poznała by odpowiedź.
Chwyciła dłońmi pośladki malarki i podciągnęła ją wyżej, tak że usta bez trudu sięgnęły do drobnych piersi. Dawno tego nie robiła. Podczas zimy raczej nie ma sabatów, a Helena… ma inne rzeczy na głowie. Kąsnęła delikatnie pierś Wilgi, korzystając z okazji by sięgnąć do jej kobiecości.
Cichy pisk zaskoczenia wyrwał się ust Jagody, jednak naparła biodrami na intruzów. Jęknęła sięgając dłońmi do rudych pukli Perki i instynktownie poruszając biodrami, by ułatwić Zofii zadanie. Była ciepła i wilgotna, spragniona pieszczot i czułości. Drżała stając się gliną pod palcami doświadczonej Zofii, niezdolna odpowiedzieć na dotyk kochanki w tej chwili. Zbyt niedoświadczona.
Perka nie spieszyła się, delikatnie pieściła malarkę, obawiając się, że to może być jej pierwszy raz. Pozwalała dziewczynie narzucić swoje tempo, sprawdzić co sprawia jej największą przyjemność.
Wilga popiskiwała cichutko, drżała, pojękiwała poruszając biodrami i wyraźnie odczuwając narastającą w niej przyjemność. Jej piersi unosiły się w coraz głośniejszym i szybszym oddechu, a oczy błyszczały dziko. Palce rudej czarownicy, pochłonięte były w tą miękką pułapkę skrytą między udami ciemnowłosej dziewczyny. Szczyt Jagody… przychodził szybko, aż … nagle coś się wydarzyło.
Otworzyła szeroko oczy i zaczęła drżeć jak w febrze. To nie był szczyt rozkoszy… to bardziej przypominało atak padaczki, albo epilepsji. Albo.. wewnętrzną walkę.
- Nniie… niiee teraz.. nie… proszę… - błagała kogoś patrząc przed siebie.
Niemrawo wyrwała się z objęć zaskoczonej tym wszystkim Perki płaczącym głosem mówiąc.
- Przeeepraszam… nie mogę.. teraz… zaraz muszę… wpierw… to silniejsze… naprawdę… nie mogę… powstrzymać…-
Z wyraźnym trudem wylazła z wanny nie bacząc na rozlewaną wodę i ruszyła nieporadnie choć szybko do drzwi łazienki. Fale rozkoszy które nadal odczuwała, wyczarowane pieszczotami palców utrudniały jej chodzenie, ale coś pchało ją do przodu… mimo jej łez spływających po policzkach.
Perka wyskoczyła z wanny i ruszyła za malarką. Miała podejrzenie gdzie ta zmierza, więc po drodze chwyciła koszulę Wilgi i skierowała się w stronę sali balowej.
Widok jaki tam zastała był, mimo tego co się spodziewała, dość absurdalny. Ukończony rysunek Perki, leżał obecnie na podłodze. Wilga potrzebowała nowego arkusza. Rysowała drżąc… nawet przyglądała się temu co rysuje. Wolną lewą ręką dotykała intymnych rejonów, próbując rozładować napięcie które skumulowało się w niej. Zerkała w dół płacząc ze wstydu i rozkoszy… jej prawa ręka zaś rysowała. Chaotycznie znaczyła arkusz czarnymi plamkami węgla, co przypominało bardziej bazgraninę dziecka niż pracę artystki. Niemniej coś.. tych pozornie przypadkowych muśnięć powoli się wynurzało na arkuszu.
Zofia podeszła do niej od tyłu narzucając na ramię zabraną koszulę. Objęła malarkę, przytulając się piersiami do jej pleców.
- Zostaw to mi i pracuj. - Jedną dłonią ujęła drobną pierś malarki, drugą sięgając do jej kobiecości. - Oprzyj się o sztalugę.
Ta skinęła głową i oparła się drugą dłonią o sztalugę.
- Obejmij mnie… mogę… nie ustać… - jęknęła zerkając na siebie, wyraźnie zawstydzona ale i rozpalona pożądaniem. Jej dłoń wydawała się jakby żywym organizmem niezależnym od reszty ciała, bo mimo że Jagoda drżała jak w febrze, szkicowała bez jakiegokolwiek wahania. Szkicowała plecy włochatej bestii.
Zofia objęła ją mocno jedną ręką, drugą nie przerywając pieszczot. Ponad ramieniem malarki spoglądała na powstający rysunek.
Kolejnym kreskom towarzyszyły ciche jęki Wilgi, przechodzące w coraz głośniejsze jęki. Ocierała się ciałem o Perkę, wiła drżąc i poddając rozkoszy, całkowicie ignorując to co powstawało na obrazie. Spragniona spełnienia Jagoda skupiła się tylko na przyjemności i doszła z głośnym krzykiem, drżąc i dysząc…
Zaś na oczach Zofii powstawał szkic. Jakiś zarys lasu, dwie sylwetki, jedna kryjąca się za drugą, złowroga włochata bestia.. o masywnym cielsku. Węgielek szkicował, a z trudem utrzymująca się na nogach malarka rozkoszowała się niedawno przeżytym orgazmem.
- Już… już… wena… przechodzi…- spojrzała w końcu na swój niedokończony i pozbawiony szczegółów obrazek. - Jeszcze czas do niego.
Czas… nawet dało się ustalić jak dużo czasu. Bowiem jeden szczegół by wyraźny na jej rysunku. Księżyc w pełni.
Zofia objęła mocniej dziewczynę, przytrzymując ją obiema rękami.
- Obawiam się, że nie powinnyśmy ryzykować kąpieli tej pełni. - Mruknęła wpatrując się w rysunek. - Sprawdźmy kiedy wypada, bo przy tym deszczu ciężko będzie ocenić.
- Dobrze…- uśmiechnęła się blado Jagoda przywierając mokrymi plecami do ciała rudej czarownicy. I musnęła wargami jej policzek.
- Przepraszam… że zepsułam nam… kąpiel. To… Nie panuję nad tym. To przymus tak silny jak oddychanie.
- Zauważyłam. - Perka pocałowała ramię dziewczyny. - Bałam się, że się wywrócisz po drodze… To jak? Wracamy do wanny? Kąpiel nadal się nam przyda.
- Wracamy… i… ja… chciałabym się ci jakoś odwdzięczyć… za wszystko. - szepnęła nieśmiało Jagoda wpatrując się we własne stopy, wyraźnie zawstydzona.
- To może w łóżku? - Upewniwszy się, że Wilga już pewniej stoi, wypuściła ją z objęć. - Będzie ci wygodniej.
- Może być w łóżku…- zgodziła się z nią Jagoda i dodała z uśmiechem.- To na rysunku… nie zawsze się wydarza. Czasem coś zaburzy obecną linię. Wywoła zmarszczki na rzecze czasu i przeznaczenia i… wtedy czuję, że mój szkic jest pustym obrazkiem. To się czasem zdarza.
Zmartwiła się dodając.
- Przepraszam, że zrzuciłam mój rysunek ciebie. Starałam się być delikatna. Chyba go nie uszkodziłam. Ale jak mam taki napad, to… nie mogę się powstrzymać.
- Nie przejmuj się. - Zofia narzuciła jej koszulę na ramiona i obejmując w pasie poprowadziła w kierunku łazienki. - Zobaczymy wobec tego bliżej pełni… mój telefon został chyba w kuchni. Mogę sprawdzić kiedy będzie. Właściwej nocy podejmiemy decyzję czy chcemy ryzykować czy nie, ok?
- Dobrze…- rzekła z uśmiechem Jagoda, gdy dotarły do łazienki. Po czym spojrzała na wannę i dodała figlarnie. - Wiesz… że tu rzadko kto mnie odwiedza. Czasami chodziłam nago po domu… i nago w deszcz? Moja babcia tańczyła podczas burzy na dziedzińcu… jak była młodsza oczywiście.
Zofia weszła do wody, zanurzając się w niej prawie po samą szyję. Zmęczenie trasą powoli zaczynało dawać się jej we znaki.
- To przyjemne, prawda? Być całkowicie otwartą na naturę. - Perka uśmiechnęła się do gospodyni. - Ma się wrażenie, że wszystko jest na swoim miejscu.
- Z pewnością tak…- Jagoda zanurzyła się w wodzie i zaczęła powoli myć zerkając na rudą czarownicę. - … Babcia była potężna, ale skromna. Władcza, ale łagodna. Bezlitosna… ale tylko w drastycznych przypadkach. Była też uparta i nieustępliwa. Mama niestety też.
- Wiesz o co się pokłóciły? Bo skoro nie miałaś kontaktu z babcią… - Zosia przyglądała się poczynaniom Wilgi. - Chcesz to mogę umyć ci plecy.
- To ja powinnam umyć tobie. Ty tak wiele dla mnie zrobiłaś.- odparła ciepło Jagoda, ale obróciła się plecami do Zofii.- O to co zwykle kłócą się kobiety. O mężczyznę. Mama nie chciała żyć jak babcia. Nie chciała uwodzić odpowiednich kandydatów… i rodzić córek. Chciała męża i zamieszkać z nim. Mieć zwykłe życie. Babcia uważała to za farmazony. Kłóciły się o to często… dopiero mój pogarszający się stan, zmusił mamę do pewnych ustępstw.
- Chciała mieć normalne życie, a urodziła wyjątkową czarownicę… - Perka uśmiechnęła się namydlając plecy Wilgi. - Chyba już los taki jest. Ja byłam wyczekana, matka dobrze dobrała partnera i inne głupoty, a zrobiłam jej psikus i przez wiele lat nawet nie byłam czarownicą. - Zaśmiała się cicho, gdy w głowie pojawił się obraz zirytowanej matki.
- Mama też nie potrafiła uciec od czarów. Używała ich ukradkiem…- zaśmiała się cicho Jagoda drżąc pod palcami Zosi, rozkoszując się jej dotykiem.- Zabawne… to ja chciałam, cię dotykać tam w kuchni. A tu częściej ty dotykasz mnie. Kiepska ze mnie gospodyni. -
Nagle się ożywiła.
- Ale jutro pokażę ci pracownię babci! Powinna ci się spodobać. Starałam się by było tam tak, jakby ona dopiero co wyszła z domu.
- Yhym… - Perka opłukała plecy malarki delikatnie przesuwając po nich dłońmi. Nachyliła się do ucha dziewczyny, tak że jej wargi dotknęły delikatnej skóry. - Jeśli masz ochotę, chętnie dam się wymyć.
- Tak. Chcę.- pisnęła cichutko niczym myszka czerwieniąc się przy tym.
- A więc oddaje się w pani ręce, moja gospodyni. - Zosia odsunęła się, robiąc Wildze miejsce.
Ta namydliła dłonie i zabrała się do pracy, od razu sięgając palcami do szyi obojczyków perki. Oczy Jagody błyszczały ekscytacją, a ona sama nerwowo oblizywała wargi wodząc dłońmi po skórze kochanki wprost ku jej piersiom. Ruda czarownica czuła się jak rzeźba w glinie pod jej palcami. Pieszczona z trudem hamowanym pragnieniem. Czarnowłosa okularnica delikatnie ugniatała te krągłości, pod pozorem mycia.
- Brzuch?- zapytała, gdy dotarła do poziomu linii wody.
Perka pomrukiwała niczym zadowolony kocur, odchylając się lekko do tyłu. Tak bardzo potrzebowała tego po tej trasie. Gdy Wilga zatrzymała się podniosła się stając w wannie, tak że jej łono znalazło się niemal na wprost oczu gospodyni.
- Brzuch i wszystko na co masz ochotę. - Uśmiechnęła się spoglądając na czarnowłosą z góry.
- Ja.. nie wiem… czy… to ...bo ja mam teraz te myśli i pragnienia… i nie wiążą się one z myciem ciebie… ale… z tym…- zaczęła znów szybko się dukać.- Ja może i nie mam doświadczenia… ale widziałam… obrazki… filmy… tteż… Ja nie powinnam tyle gadać… ale nie… mam ochoty myć cię… - zadrżała lekko z przestrachu i zamiast myć pocałowała kobiecość Perki, chwytając ją za uda.- Chcę… się odwdzięczyć.
Zosia jęknęła cicho, lekko zaskoczona pocałunkiem.
- To może się opłuczę i przeniesiemy się gdzie indziej? - Perka czuła, że i jej udziela się nastrój malarki. - Łóżko? A może jakiś stół. - Mrugnęła do swojej gospodyni i przysiadła w wannie by zmyć mydliny.
- Dobrze…- rzekła potulnie Jagoda zanurzając się w wodzie i przyglądając się działaniom kochanki. Następnie wstała, wyszła z wanny i sięgnęła po ręczniki. Jednym się wytarła, drugi podała Zofii nie zamierzając się swoim okrywać. Bo i czemu miałaby? Były tylko ne w tym wielkim domu. One i duszki które miały za zadanie dopilnowania ich, by nikt im nie przeszkadzał.
Perka wytarła się i odłożyła ręcznik na wannę.
- To gdzie teraz, moja gospodyni?
- Może… jednak do łóżka. I tak już z niego wyjdziemy…- zachichotała Jagoda z wesołym uśmiechem. - Są duże i wygodne. I z kolumienkami. I kotarami.
- Coś czuję, że zostanę na dłużej. - Zosia ruszyła nago tam gdzie Wilga mówiła, że są sypialnie. - Co czułaś gdy mnie namalowałaś? Miałaś na mnie ochotę. - Spytała zerkając przez ramię.
- Do… do… dotykałam… się… zwykle nie maluję… aktów… no i nie mam.. doświadczenia z takimi widokami. Świadomość… że rysuję, to co się wydarzy… że będziesz… że napotkam cię i że może… może.. zdołam zobaczyć cię nagą… w tak zmysłowej pozie…- zawstydziła się wyraźnie na to wspomnienie Jagoda.- Czasami muszę rozładować… swoje… emocje… a ty… widziałaś, jak to wyszło… kusiłaś mnie…
Perka weszła do jednej z sypialni i od razu podeszła do łóżka siadając na nim z lekko rozchylonymi nogami.
- Przyznaję się, że teraz też staram się ciebie kusić. - Przesunęła dłonią od szyi, między piersiami, aż do swojej kobiecości. Delikatnie poruszyła palcami czując jak bardzo rozpalone jest jej własne ciało. - Mam na ciebie ochotę.
Choć naga i przecież prowokatorka tej całej sytuacji, Jagoda wyglądała jak wcielenie niewinności, kuszone przez Perkę do posmakowania zakazanego owocu. Powolutku niczym jakaś pensjonarka, czarnowłosa podeszła do łóżka.
- Ja… też… pragnę bbbardzo. Chcę dotykać… pieścić… całować… zrobić.. wszystko…- szeptała przez chwilę. Po czym zakrywała usta dłonią.
- Przepraszam…- wymruczała przez palce, a potem żeby więcej nie gadać pocałowała usta kochanki, potem szyję, obojczyki, piersi… na nich długo wędrowała ustami i językiem wielbiąc ciało doświadczonej kusicielki.
- Chyba mnie oszukujesz. - Zosia zamruczała od pieszczot i wsunęła dłonie we włosy kochanki. - Całujesz jakbyś była całkiem doświadczona.
- Całowałam koleżanki, gdy miałyśmy po … trzynaście lat. Sprawdzałyśmy jak to jest i uczyłyśmy się na wypadek… gdyby potem… było z chłopakiem…- wyjaśniła wstydliwie Jagoda i zaczęła całować ustami szczyty piersi Perki, a potem brzuch.- Z chłopakami też.. całowałam się na ASP, ale… nigdy z żadnym w łóżku nie byłam.
- Nie miałaś ochoty? - Zosia spoglądała na całującą ją dziewczynę. Ona nie była tak wstrzemięźliwa. Po co skoro od początku życia ogląda cię nsgo banda kobiet, a potem większość z nich dotyka. - To bardzo przyjemne.
- Ochotę miałam… często… ale się bałam…- wyjaśniła wodząc ustami po brzuchu kochanki, a dłońmi po jej uda. Spojrzała zasmucona w górę. - Nie miałam śmiałości na przygodny seks. Byłam… szarą myszką. A związków… się bałam. Bo w każdej chwili mogłam mieć napad taki jak widziałaś… albo znacznie gorszy.-
Przerwała pocałunki, ale nie badawcze pieszczoty palców na łonie Perki kontynuując opowieść.
- Nie mogłam się z nikim związać. Nie mogłam umawiać na randki z przyjaciółmi, przyjaciókami… a gdy na ostatnim roku postanowiłam zaszaleć. Umówić się z takim jednym chłopakiem… spędzić noc i zwiać rano bez słowa. Zniknąć z jego życia… to miałam napad, akurat gdy zsunął spodnie. Nie miał dużego i przez to... miał kompleksy. Myślał, że zwiałam bo… rozbawił mnie jego robaczek. To ugodziło w jego ego. Gdy wróciłam do sypialni… jego już nie było. A tu… wszyscy mnie znają. Nie mogę kogoś… uwieść i porzucić. Nie mogę się związać.
- Cieszy mnie, że mogę być twoją pierwszą. - Perka przeczesała czarne włosy Wilgi. - Jakby co nie martw się, nigdzie nie ucieknę.
- To dobrze… bo to co widziałaś… to łagodna wersja…- szepnęła zawstydzona i dodała na granicy słyszalności.- W nocy może mi się zdarzyć gorszy przypadek.
Po czym zajęła się z entuzjazmem neofitki całowałem rozpalonego pożądaniem łona Perki i głaskaniem jej ud. Nieporadnie lizała wilgotny zakątek kochanki, dając Zosi dowód na to… że parę lekcji by się okularnicy przydało. Z drugiej strony… nie dość że ruda miała tu zamiar zostać przez jakiś czas, to jeszcze obiecała zabrać Jagodę na sabat. Będzie dużo okazji do nauki.
Perka rozchyliła szerzej nogi, unosząc je lekko tak by ułatwić malarce dostęp do siebie. Delikatnie gładziła czarne pukle, ciesząc się dotykiem ciepłego języczka.
- Dobrze… tak jakbyś chciała bym ja ciebie dotykała. - Wymruczała spoglądając na Wilgę spod półprzymkniętych powiek.
Jagoda posłuchała tej rady i Zosia poczuła palce zanurzające i poruszające się w jej kobiecości. A i język muskający wrażliwy punkcik jej ciała. Doznania stawały się coraz bardziej intensywne jak i pikantność całej sytuacji. Rozglądając się Perka zauważyła sztalugi dookoła łoża ii obrazy na ścianach. To musiał być pokój Wilgi. Na jednej ze sztalug była nieukończona… Perka, pewnie malowana ze szkicu. Nie tak wyraźna, jak na rysunku, ale ożywiona barwami i… w znacznie bardziej wyuzdanej pozie. Tyle że tu już szczegóły rudej poniżej pasa Wilga raczej wzorowała na swoim ciele. Cóż… czymś musiała zastąpić braki w informacjach.
Zosia jęknęła gdy palce malarki trafiły na wrażliwsze miejsce. Ach te zwinne rączki. Wpatrywała się w swój portret czując jak ten nietypowy widok ją nakręca.
- Piękne. - Wydusiła z siebie nim doszła z cichym okrzykiem.
- Nie musisz być… cicha. Nikt poza mną nie posłyszy.- dodała wesoło Jagoda wyraźnie zadowolona że sprawiła przyjemność kochance. Ułożyła swoją głowę na jej łonie łaskocząc włosami skórę Zosi.
- Ja na pewno nie będę.- mruknęła lubieżnie głaszcząc czule udo Perki.
- Brzmi jakbyś miała ochotę na więcej. - Zosia nie dała rady ukryć lekkiego rozbawienia. Cóż, to była pierwsza noc dla Wilgi. - Już wiem w jakiej pozie ci zapozuję.
- W jakiej? - zapytała malarka a potem sama dostrzegła portret, zbladła i zaczerwieniła się dodając.- Nie mogłam się powstrzymać.
- Odpowiada ci bym tak zapozowała? - Perka potarmosiła czarne włosy kochanki.
- W każdej pozie byłabyś zjawiskowa… i żaden obraz nie oddałby całego twojego piękna.- wymruczała zmysłowo okularnica i wstała powoli. Wdrapała się na łóżku i pocałowała usta kochanki.
- Ja chciałabym więcej, ale jeśli jesteś zmęczona to zrozumiem… nie chcę byś się zmuszała. A jutro też jest dzień. Możemy się poprzytulać i całować aż zaśniemy.- zaproponowała potulnie.
Perka chwyciła pośladek Wilgi i pociągnęła go ku górze.
- Chodź tutaj, chętnie cię jeszcze pomęczę.
 
Aiko jest offline  
Stary 22-06-2018, 18:14   #4
 
abishai's Avatar
 


16 marca


Poranek… przyszedł zdecydowanie za wcześnie. Perka spała czując wtulone w siebie miękkie ciało gospodyni. Rozkoszny ciężar przypominający o przyjemnych zmaganiach tej nocy. Wbrew obawom Wilgi kolejny atak nie nadszedł. Gdy już zaspokoiły swój “głód” posnęły wtulone w siebie. Aż nadszedł ranek, choć to niewiele zmieniło. Obie czarownice nie miały wszak powodu by wstawać wcześnie. A dużo więcej powodów, by nadal rozkoszować się miękkim łóżkiem.
Aż do czasu… ze snu Zofię wyrwał głośny klakson samochodowy. Klakson nie należący do jej wozu. Jagoda jakoś się nie obudziła na ten dźwięk.
Perka niechętnie podniosła się na łóżku całując jeszcze kochankę. Wstała i przeciągając się, ruszyła w stronę kuchni by tam zdobyć jakieś swoje ubrania. Wciągnęła dżinsy i narzuciła jakąś bluzę olewając temat bielizny. Wsunęła nogi w ciepłe buty i tak ubrana wyszła przed dworek.
Przy dużym starym, ale ładnie utrzymanym tarpanie, stał mężczyzna w koszuli i czarnych znoszonych jeansach. I z wyraźnym zdziwieniem na twarzy. Młody i przystojny “rolnik”, choć na takiego nie wyglądał.


- Hej… - uśmiechnął się przyjaźnie taksując Perkę wzrokiem. Skupił spojrzenie na włosach i z nich wywnioskował.
- Ciężki poranek, co? Jagódka jest u siebie?
- Późno wczoraj dotarłam. - Zosia oparła się o ościeżnicę i bez skrupułów przesunęła wzrokiem po sylwetce mężczyzny. Jaka była szansa, że trafi? - Musisz być Patryk.
- Mówiła o mnie?- mężczyzna wyraźnie ucieszył się na te słowa, choć Zosia nie mogła nie dostrzec, że zerka na jej biust zapewne dręczony pytaniem: “Czy rzeczywiście nie ma stanika pod bluzą?”
Podszedł i wyciągnął dłoń ku Perce.- Jestem Patryk. Sąsiad Jagódki. Mieszkam u podnóża wzgórza. Wczoraj się mocno rozpadało, więc przyjechałem sprawdzić czy u niej wszystko ok.
Perka uścisnęła podaną dłoń.
- Zosia. - Uśmiechnęła się i przeczesała włosy palcami. - Jagódka jeszcze śpi. Wejdziesz na kawę? Mogę ją obudzić.
- Z chęcią… - odparł z uśmiechem Patryk, bo jak mógłby odmówić temu zaproszeniu. - Jesteś kuzynką? Koleżanką ze studiów? Modelką?
- Kuzynką, ale mam nadzieję, że zechce mnie namalować. - Mrugnęła do niego i wpuściła do dworku, rozglądając się za Duchem. Troszkę wczoraj zaniedbała swojego druha. - Jeśli nie masz nic przeciwko nastawię wodę i po nią pójdę, ok?
Pies odpoczywał w kuchni, przy misce i na widok Patryka zareagował merdaniem ogona. Dobry znak. Duch miał nosa do ludzi.
- Jasne… nie ma sprawy. Ja też proponowałem by mi strzeliła autoportret, ale jakoś… woli konie.- wyjaśnił z uśmiechem mężczyzna siadając za stołem. - Może ja dopilnuję kawy? Wiem gdzie ją trzyma… mogę wam zrobić też.
- Chętnie skorzystam nie pamiętam kiedy ktoś ostatnio robił mi kawę. - Pomachała mężczyźnie, wiedząc że może go na spokojnie zostawić z wilczurem i ruszyła do sypialni.
Tam napotkała uroczy widok w postaci krągłej pupy Wigli z wyraźnymi śladami paznokci rudej czarownicy. Cóż… to była gorąca noc. I wyraźnie wykończyła także Jagodę, bo ta nadal spała.
Zosia chwilę przyglądała się czarnowłosej czarownicy po czym podeszła do łóżka i klepnęła ją całkiem mocno w odsłonięty pośladek.
- Mamy gościa kochana.
Zaskoczona sytuacją Jagoda ześlizgnęła się po pościeli na drugą stronę i naga schowała za łóżkiem.
- Gościa? Jakiego gościa? Nie przewidziałam żadnego gościa. Nie skończyłam żadnego szkicu.- spanikowała nie zdając sobie sprawy, że sytuacja nie była aż tak poważna.
- Taki przystojniak, Patryk. - Zosia wyszczerzyła się, opierając ręce na biodrach. - Właśnie robi nam kawę.
- Acha acha…- najpierw sie uspokoiła, a potem znów uderzyła w nerwowy ton. - On nie może mnie tak zobaczyć? Co sobie pomyśli? Co wie? Co wie o tobie? O nas? Jeśli się rozniesie co robiłyśmy? To… nie po to tyle unikam jego i… Jolanty z warzywniaka, żeby teraz uciekać z domu…- znów słowotok. Zdecydowanie za łatwo ulegała swojej wybujałej wyobraźni i ukrytym lękom.
- Co mu powiedziałaś?- próbowała poprawić na nosie okulary, ale ich nie miała.
- Gdzie ja je zostawiłam? - zapytała samej siebie.
- Obok łóżka, zanim się do mnie dobrałaś. - Powiedziała z rozbawieniem Perka. - Powiedziałam, że jestem twoją kuzynką i namawiam cię byś mnie namalowała. Dotarłam wczoraj późnym wieczorem.
- Przystojniak, co?- uśmiechnęła się lisio malarka uspokajając się. - Mam jego szkic… co prawda musiałam dołożyć nieco z wyobraźni, ale miałam do pomocy jego zdjęcie w samych slipkach. Mogę ci pokazać później jak chcesz.
- Chętnie, ale może się na razie ubierz co by nasz gość nie czekał zbyt długo. - Zosia poprawiła włosy, układając je na ramieniu. - Wróciłabym do kuchni i nakarmiła Ducha. Wczoraj trochę go zaniedbałam.
- Przepraszam… byłam wczoraj… nienasycona i wykorzystałam sytuację i twoją uczynność. I co gorsza, mogę to powtórzyć.- ostatnie słowa Jagoda rzekła uśmiechając się figlarnie. Przeszła do stoliczka i założyła okulary.
Krytycznie przyjrzała się postaci Perki dodając.- Zje cię wzrokiem mój Patryk.
Położyła dłonie na bluzce rudej czarownicy dodając zadziornie. - Chyba że ja zjem pierwsza.
Zosia wzięła twarz Wilgi w swoje dłonie i pocałowała ją w usta.
- Już mnie zjadał, a przynajmniej… bardzo go interesowała moja bluza. - Mrugnęła do niej. - Ale skoro mam tu taką zaangażowaną kuzynkę chyba będę musiała go spławić.
- Nie będę zazdrosna… a ty przecież pojedziesz. - rzekła cicho zawstydzona Jagoda. - Wiem jakie z niego ciacho, ale on wyraźnie chce związku… a ja nie mogę się wiązać.
- Na razie jestem tutaj i okrutnie zajmuję twój czas. - Zosia przeczesała włosy Wilgi układając je nieco. - Ubierzesz się i dołączysz do nas?
- Tak. Ubiorę się… zagadaj go. - rzekła z uśmiechem malarka i ruszyła do szafy, by wdziać coś na siebie. - Zaraz do was dołączę. I nie rób niczego niestosownego…- szybko jednak te słowa przeszły w żart. -... przynajmniej do czasu, aż będę mogła was przyłapać. Pewnie będzie miał głupią minę.
Zosia pokręciła głową i ruszyła z powrotem do kuchni. Niezbyt miała ochotę na zabawy z facetami, nawet jeśli był to “przystojny patryk”. Oni zawsze są tacy męczący… Zrezygnowana spojrzała na sufit. Choć Jagódka też dała jej nieco popalić. Westchnęła ciężko i wkroczyła do kuchni.
Z której to już roznosił się przyjemny aromat kawy. Patryk przygotował już trzy kubki i napełnił je świeżo zaparzonym płynem.
- Jagódka wiele nie mówi o rodzinie. Wiem tylko tyle, że jest jedyną wnuczką Zyty.- rzekł z uśmiechem mężczyzna przyglądając się badawczo wchodzącej do kuchni czarownicy.
- Tak już bywa z rodziną, że czasem prawie się jej nie zna i tu nagle spada ci na głowę taka kuzynka i robi zamieszanie. - Zosia podeszła do karmy Ducha i nasypała psu sporą porcję. Wytarmosiła wilczura za uszami i dopiero po ceremonii wylizywania twarzy podniosła się z kucek i podeszła do kawy. - Pachnie świetnie.
- Ja się cieszę, że się zjawiłaś. Martwiło mnie, że mieszka tutaj sama… od śmierci babci. Mnie by to przygnębiło, a ona w dodatku jest artystyczną duszą.- odparł ciepło mężczyzna podając kubek Zofii.- To czym się zajmujesz?
- Jestem weterynarzem. - Perka upiła łyka kawy. Nie była tak dobra jak tą co sama robiła, ale miło było że ktoś ją za nią zrobił. - Pyszna.
- To… cudownie. Bo mam problemy z koniem. Coś jest nie tak z jego nogą. Jagoda próbowała pomóc i pomagała… ale tylko na jakiś czas. - wyjaśnił Patryk popijając kawę. - Jeśli zdołasz mu pomóc, to jestem szczerze zobowiązany. Jej babcia robiła cuda, jeśli chodzi o uzdrawianie zwierząt.
Zosia zaśmiała się.
- Mogę nie być aż tak dobra. - Upiła spory łyk kawy. - Wybieramy się do wsi po zakupy, możemy do ciebie zajrzeć, to obejrzałabym tego biedaka. - Rozejrzała się po kuchni i widząc torbę z resztkami wczorajszych zakupów poczuła nieprzyjemne drapanie w żołądku. - Jesteś głodny, jadłeś już śniadanie?
- Coś przekąsiłem rano. Niewiele ale starczy na jakiś czas. - nachylił się i po chwili szepnął do ucha Perki.- Nie jedz tego, co upichci Jagoda… i nie mów jej, że ci tak radziłem.
Tymczasem było słychać kroki nadchodzącej gospodyni. Ta weszła w pospiesznie narzuconym sweterku opadającym nieco na dość krótką spódniczkę. Przez co wyglądała nieco… niewinnie, co tylko przypomniało Zosi o wczorajszej nie tak niewinnej nocy.
- Cześć Patryk. Co tu robisz tak wcześnie?- zapytała przyjaznym tonem.
- Kawę… a poza tym chciałem sprawdzić, czy ulewa nie narobiła ci szkód. I czy nie potrzebujesz pomocy.- rzekł przyjaznym tonem mężczyzna podając jej kawę.
- Dobra gołąbki, to ja zrobię śniadanie. - Perka podeszła do swojej torby i wydobyła resztki zakupów. Dużo tego nie było ale jajecznicę dla trzech osób chyba da radę zrobić. Najwyżej nieco ją rozmnoży. - Jeśli dobrze zrozumiałam zostajesz na śniadanie. - Wyszczerzyła się do Patryka i zabrała za krojenie resztki cebuli.
- Mogę pomóc przy jego robieniu, jeśli dzięki temu zapracuję na swój udział.- zaproponował Patryk.
- Ja też mogę pomóc.- zaoferowała się Jagoda, ale tak jakoś cicho i bez entuzjazmu. Co potwierdziło, znany już Zosi fakt, że okularnica nie potrafi gotować.
- Będę wdzięczna za jakąś bazylię czy inne zioło. - Uśmiechnęła się do Wilgi, nie przerywając krojenia. - W plecaku powinien być chleb. Jakbyś go wyjął i pokroił będzie dobrze.
- Muszę więc na stryszek pójść.- wyjaśniła Jagoda po czym dodała zaskoczona. -Patryk, co ty robisz?!
- Ja?... Nie mam pojęcia.- bo pierwsze co wyłowił z plecaka mężczyzna, to były koronkowe majteczki Perki. - Trochę tu bałagan.
- Nie możesz przeglądać jej ubrań, zwłaszcza intymnych… bielizny…- okularnica sama przycisnęła dłonie do swojej spódniczki jakby o czymś ważnym sobie przypominając.
- Jak mam tego nie robić, skoro tyle tu tych rzeczy… leży… jak znaleźć chleb?- zapytał retorycznie.
- No wiesz… może pomacaj? I na dotyk znajdź?- zaproponowała cicho Jagoda.
- Już ja bym pomacał… oj bym pomacał.- odgryzł się smętnie Patryk i z zamkniętymi oczami zaczął grzebać w plecaku.
Perka powstrzymała parsknięcie i skończyła krojenie.
- Na wasze szczęście chyba nie mam bielizny przypominającej chleb. - Wrzuciła pokrojoną cebulę i kiełbasę na patelnię i ustawiła obok wytłoczkę z jajkami. - Powinien być gdzieś z wierzchu, kupiłam go na trasie.
- Jest…- stwierdził z ulgą Patryk, a Wilga mignęła obok Zosi świecąc gołym pośladkiem spod spódniczki. Widać zaspana dziewczyna ubrała się wzorem swojej kochanki pomijając detale takie jak majtki. Więc niefortunnym był fakt, że spódniczka którą założyła, nie należała do długich.
- Miło jest widzieć ją taką ożywioną.- stwierdził Patryk nieświadomy widoków jakie przegapił.
Zabrał się do krojenia grubych pajd.
Perka odprowadziła malarkę wzrokiem zapamiętując by potem wspomnieć o krajobrazach, które zobaczyła. Zaczęła wbijać jajka w myślach powtarzając zaklęcie. Patrzyła jak z rozbijanych skorupek wypadają dwa żółtka, a zaraz obok podąża nienaturalna ilość białka. Uśmiechnęła się i zaczęła roztrzepywać je na patelni.
- Szczęściara… rzadko trafiają się podwójne.- uśmiechnął się Patryk, któremu umknął fakt, że ze skorupki wylało się zdecydowanie więcej niż powinno się mieścić. Detal, ale łatwy do przeoczenia, dla niewprawnego oka.
- Jestem urodzona pod szczęśliwą gwiazdą. - Zosia zaśmiała się w myślach wyobrażając sobie co na to by powiedziała jej matka. - A co do Jagody. Cieszę się, że będę mogła dotrzymać jej towarzystwa. Obu nam dobrze to zrobi.
- Jej na pewno. Trochę się o nią martwiłem. To bardzo miła dziewczyna, ale… sama wiesz… nieśmiała i zamknięta w sobie. Pewnie jeszcze przeżywa żałobę po babci. Wiesz może czy jej matka jeszcze żyje?- zaciekawił się Patryk.
- Przyznam, że nie dopytywałam. - Zosia zerknęła na mężczyznę. Ciekawe jak bardzo zależało mu na Jagodzie. Czy podołałby jej atakom? Czasem żałowała, że nie ma talentów swojej rodzinki. - Niezbyt się dogadywały.
- Widziałem ją… kiedyś. Miałem wtedy 11 lat bodajże. Jagoda jest bardzo podobna do matki, tylko ubiera się bardziej skromnie. Nie podkreśla swojej urody jak robiła jej rodzicielka.- wyjaśnił Patrik i dodał. - Może wpadniecie do mnie wieczorem, na kolację? Obiecuję żeberka pieczone w miodzie.
- Jestem świeżo po studiach. - Zosia wyszczerzyła się. - Jedzenia i alkoholu nie odmawiam. - Zmniejszyła ogień czekając aż Jagoda dotrze z ziołami.
- Jednego i drugiego nie zabraknie.- odparł z uśmiechem mężczyzna.
- Czego nie zabraknie?- zapytała Jagoda wchodząc ze świeżo ususzonymi pęczkami ziół.
- Ten życzliwy dżentelmen zaprasza nas na kolację i oferuje do tego popitkę. - Perka przejęła zioła i zaczęła rwać listki wprost do dania. - Pytanie czy mamy czas. Trzeba by tu nieco poogarniać.
- Acha… Może odezwiemy się tak koło piątej? Może tak być? - zapytała Jagoda grzecznie siadając ze ściśniętymi nogami.
- Może… będę czekał.- uśmiechnął się ciepło Patryk i spojrzał w górę.- Dajcie też wtedy znać, czy z czymś potrzebujecie pomocy. Wiesz dobrze, że lubię majsterkować.
- Wiem.- uśmiechnęła się promiennie Jagoda i zerknęła na Zosię.- Ale poradzimy sobie we dwie. Mamy wiele do nadrobienia.
Perka rozłożyła jajecznicę na trzy talerze, nakładając nieco więcej Patrykowi i ustawiła je na stole.
- Obawiam się, że bardziej niż młotek przyda się tu miotełka. - Mrugnęła do Jagody, a jej noga niby niechcący zahaczyła o nogę malarki. - Smacznego.
- Sprzątać też lubię.- skłamał bezczelnie Patryk. I kiepsko, bo Perka nie potrzebowała magii, by odkryć jego blef.
- Ale nie mam czasu na sprzątanie.- dodał smutno, a Jagoda czerwona na twarzy nachyliła się nad talerzem, mocniej ściskając nogi razem.
- A jakie masz plany teraz? - Perka zabrała się za jedzenie, bez skrupułów ocierając swoją nogą o nogę Wilgi. - Mogłybyśmy się z tobą zabrać. Zerknęłabym na tego rumaka, a potem poszłybyśmy zrobić zakupy.
- Jeśli nie przeszkadza wam jazda w tarpanie? To nie ma problemu. Możemy pojechać razem.- odparł z uśmiechem Patryk, a Jagoda cicho pisnęła kapitulując i jej nogi.. rozluźniły pozwalając stopie Perki wślizgnąć się między nie.
Zosia sprawnie dotarła do celu wsuwając stopę pod spódnicę malarki.
- Przyznaję, że nigdy nie jechałam tarpanem, a trzeba próbować nowych rzeczy. - Uśmiechnęła się ponad talerzem do Patryka, odnajdując palcami kobiecość Wilgi.
Malarka skupiła się na jedzeniu, poddając muśnięciom stopy Zosi. Była już tam coraz bardziej wilgotna… i pobudzona. Dlatego też nie odzywała się w ogóle, przygarbiona do talerza. Jej biodra od czasu do czasu napierały, na dotykającą jej kobiecość stopę Perki.
Patryk uśmiechnął się ciepło proponując.
- Możemy wyruszyć do mnie jak tylko będziecie gotowe. Ja sam muszę jeszcze sprawdzić ogrodzenie… może odpuszczę wam te dwadzieścia minut i przyjadę tu znów, jak tylko skończę ten obowiązek? Czy może wyruszymy od razu.
- Daj nam te 20 minut. - Zosia rozmawiała spokojnie podczas gdy jej stopa coraz śmielej poczynała sobie z kobiecością Wilgi. - Umyjemy chociaż zęby czy coś… Co ty na to kuzynko?
Odpowiedzią “kuzynki” było energiczne potakiwanie, bowiem bała się otworzyć usta. Pochylona nad talerzem ukrywała swoje podniecenie, ale te ruda kochanka czuła na swojej skórze.
- Ok… to dwadzieścia… dwadzieścia pięć.- Patryk zdołał już zjeść swój posiłek i wstając od talerza rzekł do Zosi.- Gotujesz bosko.
- Mam nadzieję załapać się na rewanż póki tu będę. - Podniosła się od stołu dając Jagodzie chwilę spokoju. - Dzięki za kawę i do zobaczenia za chwilę.
- Do zobaczenia.- odparł Patryk wychodząc z kuchni, podczas gdy Jagoda z trudem mu pomachała i spojrzała na Zosię z dzikością we spojrzeniu. Dzikością najbardziej ekscytującą, bo zrodzoną z pożądania.
- Coś mi się wydaje, że czas na deser. - Zosia wyszczerzyła się, ale grzecznie zaczekała nasłuchując odgłosu odjeżdżającego auta.
- Mhmm…- Jagoda zacisnęła nogi zerkając pożądliwie po ciele Zosi. Drżała, ale posłusznie czekała wraz z nią… nie bardzo wiedząc jak rozwiązać tą sytuację. Tymczasem odgłos oddalającego się silnika świadczył że Patryk już pojechał sprawdzić ogrodzenie. Nieświadomy tego co się zdarzyło niemal pod jego oczami.
- Powinnaś skończyć jeść. - Zosia weszła pod stół nim Jagoda zdążyła odpowiedzieć i szybko znalazła się przy jej nogach. - I częściej chodzić bez majtek. - Naparła dłońmi na ściśnięte uda i gdy tylko dziewczyna je rozchyliła wsunęła tam swoją głowę.
- Ty też… powinnaś…- szepnęła rozpalonym od pożądania głosem Jagoda pozwalając “kuzynce” na zabawy pod stołem. Rozchyliła szeroko uda w pełni udostępniając swój intymny zakątek Perce. -... bez majtek.
- Nie mam ich. - Zosia zaśmiała się i przywarła ustami do kobiecości malarki od tego momentu całą swoją uwagę poświęcając temu zakamarkowi.
- Będziesz musiała… mi to u...uu..dow..udo..- język zawodzić zaczął malarkę, gdy usta Perki pieściły jej intymny zakątek. - A... gdyby.. on… przy...łapał… nas?
Zosia oderwała swoje usta, zastępując je palcami.
- Musiałybyśmy go związać i niecnie wykorzystując zmusić do milczenia. - Mówiła tak blisko kobiecości Wilgi by jej oddech owiewał zakątek czarnowłosej.
- Nie mówisz chyba poważnie…- jęknęła Jagoda z mieszaniną lęku i podniecenia w głosie. Prężyła swoje ciało przed Perką i podwinęła spódniczkę, by zobaczyć jej “niecne” działania. Drugą dłonią zanurkowała pod swój sweterek, by dotykać swojej piersi.
- Myślę, że mógłby nawet bardzo nie protestować. - Perka uśmiechnęła się i ponownie przywarła ustami do kobiecości Wilgi. Czuła, że bezpieczniej będzie jednak jak Patryk się nie dowie, powinna więc szybko zaspokoić swoją kochankę. Z entuzjazmem przyssała się to jej wrażliwego punktu.
Kuchnię wypełniły głośne jęki malarki, której ciało wiło się zmysłowo, aż do intensywnego szczytowania. Jagoda uśmiechnęła się nieśmiało i pogłaskała Zosię po głowie.
- Powinnyśmy się chyba ubrać, prawda? - zapytała po chwili.
- Myślisz? - Perka wydostała się spod stołu i przeciągnęła. - Myślę że mogłybyśmy zrobić furorę we wsi, choć… chyba mogłoby cię przewiać.
- Ja się deszczu i wiatru nie boję. Mój ród tańczy podczas burz. - odparła wesoło Wilga i dodała zawstydzona. - Mnie nie przewieje… naprawdę chcesz, bym wyszła bez majtek?
Perka zaśmiała się.
- Czemu nie, ale może jednak załóż coś dłuższego, jednak mamy marzec. - Wyjęła z plecaka, stanik, jakąś koszulkę i majtki, które oglądał Patryk. - Mam je założyć? - mrugnęła do czarnowłosej.
- Ttak to bardzo ładna bielizna. Będzie kusząco na twojej pupie wyglądać. - mruknęła Jagoda nie mogąc oderwać oczu od owych majtek. I pewnie wyobrażając je na ciele Perki. Ocknęła się ze swoich fantazji i dodała. - To ja pójdę zmienić spódnicę na dłuższą, a potem… pokazać ci pracownię babci? Myślę że zdążymy przed powrotem Patryka.
- Chętnie. - Zosia zdjęła spodnie odsłaniając przed malarką gołą pupę i szybko naciągnęła na nią majtki. - Skoczę do łazienki wymyć zęby.
Jagoda skinęła głową i ruszyła do swojego pokoju. Nieco później zapukała do drzwi łazienki mając już spódnicę w kratę za kolano.
- Gotowa? - zapytała nieśmiało.
Perka obejrzała się na nią płucząc usta. O ile na nogach miała już spodnie to górę zakrywał jedynie koronkowy stanik. Walka z włosami po wczorajszych zabawach zajęła jej więcej niż się spodziewała. Szybko wypluła wszystko do zlewu i wciągnęła koszulkę.
- Jasne. - Podeszła do czarnowłosej czarownicy . - Prowadź.
Ta założyła pukle opadające jej na twarz, za ucho rumieniąc się lekko. Jej fryzura była już ułożona tak jak wczoraj.
- Ładnie ci w tej bieliźnie…- dodała i ruszyła przodem.
- Jak będziesz chciała mogę potem zaprezentować się tylko w niej. - Perka ruszyła za gospodynią zaplatając po drodze włosy w warkocz.
Nie posłyszała wyraźnie odpowiedzi Wilgi, ale jej mamrotanie zabrzmiało jak “ chciałabym”.

Jagoda skierowała swe kroki na schodki drewniane prowadzące na górę. Przez chwilę Perka żałowała, że Wilga zmieniła spódniczkę na krótszą. Widoki byłyby ciekawsze.
- Babcia zostawiła zapiski swoje i jej matki. Większość dotyczy ziołolecznictwa, ale trochę i uroków jakie rzucały. Dotyczących pogody i wróżenia. Mi zawsze najlepiej szło z wodą. Możesz je przejrzeć, albo pożyczyć jeśli chcesz.- mówiła.
- Bardzo chętnie poczytam póki tu jestem. - Zosia nie mogąc dojrzeć czy Wilga rzeczywiście zrezygnowała z bielizny skupiła się na jej zgrabnych nogach. - Twoja babcia musiała być sprawna skoro tu docierała.
- Uważała że ludzie lubiący kiełbasę nie powinni wiedzieć jak jest robiona. No i jeszcze były rytuały…- wyjaśniła cicho dziewczyna, gdy w nozdrza Perki uderzyła gama ziołowych zapachów. Bo całe pomieszczenie pełne było suszących się ziół i roślin zwisających u powały. Pracownia Wierzby w pełni zasługiwała na to miano. Było tu wszystko co potrzebne było do aptekarskiej pracy… wagi, palenisko, świece, kociołki, tłuczki do ucierania ziół. Były też trzy przedmioty wyróżniające to miejsce… duża mapa okolicy sprzed pierwszej wojny światowej pełna nawbijanych w nią szpil, figurka diabołka wyrzezana z lipowego drewna z absurdalnie imponującym przyrodzeniem, oraz pozornie zwykła łojowa świeca. Zrobiona z wyjątkowo białego łoju, była jednak zdecydowanie najbardziej ponurym akcentem w tym pomieszczeniu. Trupia świeca, robiona z łoju nieboszczyków służyła potężnym i często złowrogim urokom. Niebezpieczny przedmiot, zwłaszcza w rękach amatorki. Ale Wilga raczej z niej nie korzystała. Ta świeca tutaj była bowiem dość stara… a pajęczyny na niej świadczyły o tym, że nie była używana.
Perka zaczęła z zainteresowaniem przeglądać zbiory co chwila zerkając na mapę.
- Zazdroszczę.. - Prawie jęknęła z zachwytu. - Helena większość rzeczy robi w kuchni. Zaciągnęła się zapachem ziół i w końcu podeszła do dużego arkusza z wbitymi w niego szpilami. Uważnie zaczęła studiować wybrane lokalizacje. - Jeśli nie chcesz to nie odpowiadaj, ale jak zmarła Wierzba? Czemu twoja mama tego nie przejęła?
- Nie wiem dokładnie. Po prostu babcia zaczęła czuć się gorzej. - tłumaczyła Jadwiga rozglądając się. - Mówiła, że nie ma już sił na ściganie się z kostuchą. Odeszła we śnie, lekarz powiedział że to był zawał.-
Uśmiechnęła się podchodząc do Perki i obejmując ją w pasie do tyłu. Oparła podbródek na ramieniu kochanki i rzekła.
- To stanowiska archeologiczne. Moja praprababka sądziła, że klątwa zniknie gdy znów wrócimy do chramu Światowida. Tylko najpierw musimy odkryć, gdzie on był. Każda szpila to jedno udokumentowane znalezisko, lub odnaleziona wzmianka o starych czasach.-
Dłonie Wilgi korzystały z okazji by wodzić po okrytym materiałem brzuchu kochanki.
- Chętnie bym poszukała tego miejsca nawet z czystej ciekawości. - Perka oparła się plecami o piersi Jagody. - Patryk pytał mnie czy twoja matka żyje.
- Żyje i ma się dobrze. Ma drugiego męża i dzwoni do mnie czasem, ale z tym miejscem nie chce mieć nic wspólnego. - wyjaśniała Jagoda, gdy jej dłonie podwinęły bluzkę rudej kochanki i zaczęły leniwie pieścić skórę odsłoniętego brzucha, jak usta okularnicy muskające skórę szyi Zosieńki.
- My szukamy także z innych powodów. Na razie jednak bez skutku. Wszystkie wytypowane dotąd miejsca okazały się niewypałem. Ten dworek w którym mieszkam nie okazał się chramem.
- Skąd przekonanie, że chram był w tym miejscu? - Perka odchyliła głowę udostępniając swoją szyję kochance. Uśmiechnęła się czując jak dotyk dziewczyny rozpala jej wnętrze. - Twoja rodzina mieszka tu od zawsze?
- W okolicy… tak. Ale dokładnie tutaj od końca dziewiętnastego wieku. - mruczała Jagoda, liżąc i całując szyję kochanki. Jedną dłonią zabrała się za rozpinanie rozporka Perki, starając się to czynić ukradkiem. By nie zauważyła.
Zosia poddała się tym zabiegom ze wzrokiem utkwionym w mapie.
- Długo… Będę mogła wam pomóc póki tu jestem? - Zakołysała biodrami pośladkami ocierając się o Wilgę.
- Mogę spróbować wywróżyć za pomocą sosnowych igieł na wodzie. I pójdziemy tam gdzie wskażą. Niestety na archeologii się nie znam. Mimo że prenumerujemy prasę… - szeptała skupiona na wodzeniu ustami i językiem po szyi Perki. Palce Jagody wtargnęły przez rozpięcie spodni na łono i muskały wrażliwy zakątek rudej kochanki przez koronkową bieliznę.
- Mhm… Brzmi dobrze. - Perka przymknęła powieki przez chwilę ciesząc się dotykiem Wilgi. Czuła jak świeżo założone majteczki zaczynają lekko przemakać. - A co jak Patryk nas tu znajdzie?
- To go… zwiążemy…i… nie wiem… co dalej…- mruknęła Wilga i zerknęła na diabełka czując jak jej oddech przyspiesza. Co zresztą Zosia czuła wyraźnie ocierając się o nią. Palce między udami Perki leniwie masowały przez koronkę jej intymny zakątek.
- Myślę… że by mu się uniósł… jak diabełkowi.- dodała cicho Jagoda zawstydzona swoimi myślami na temat męskości Patryka. Delikatnie ukąsiła podstawę szyi Perki.
- Jak… ja podniosę spódnicę… o ile wpierw nie spaliłabym się żywcem ze wstydu.
- Dostałabyś ode mnie całusa na odwagę. - Perka sięgnęła do swoich spodni i zsunęła je do połowy uda, ułatwiając Wildze dostęp. - A co byśmy zrobiły gdyby mu się uniósł. - Spróbowała zerknąć ponad ramieniem na swoją kochankę.
Ta była czerwona jak burak na twarzy, ze wstydu i podniecenia. Roztaczana przez Zosię wizja zdecydowanie należała do kategorii “szalonych numerków”... czegoś co wycina się na studiach po pijaku i na drugi dzień stara się zapomnieć. Oddech Jagody był szybki, oczy błyszczały szaleńczo.
Palce zaś sięgnęły do majteczek Perki i wsunęły się pod nie. Ruch ten był pewny siebie i stanowczy, zanurzyły się sprawnie w wilgotnych już wrotach rozkoszy.
- Jeśli… ty też… pokazałabyś mi wszystko… przy nim… pppolizałabym ten stojący organ… nigdy… nie smakowałam ich…- wydukała z trudem malarka pogrążając się chaosie tej fantazji.
Zosia jęknęła i naparła swoją kobiecością na dłoń Wilgi.
- Yhym… ty zajęłabyś się nim, a ja kazałbym mu zająć się mną. - Powiedziała cicho i sięgnęła do swych piersi ściskając je przez stanik. - tak byś mogła patrzeć.
- Jeśli… spijemy… go babcinym winem… - szeptała gorączkowo Wilga pogrążając się w fantazji którą kreowały słowami. A może coś planując? - Może nic… pamiętał nie będzie? Jest ono mocne… upaja, pobudza… wiem, bo… raz wypiłam je.-
Jej palce poruszały się między udami Perki, wyjątkowo gwałtownie i mocno. Zatracając się w tej opowiastce młoda malarka traciła wszelkie opory i porzucała delikatność jaka zwykle ją cechowała.
Zosia żałowała, że przez spodnie nie może mocniej rozchylić nóg. Jej ciałem zaczęły trząść dreszcze, więc zaczęła mocniej ściskać swoje piersi starając się dorównać doznaniom jakie oferowała jej Jagoda.
- Może w notatkach... jest... jakiś przepis na eliksir? - Poczuła jak lekko uginają się pod nią nogi więc szybko puściła jedną pierś i oparła się o ścianę. Jej dłoń wylądowała tuż obok diabełka.
- Ttaak.. z pewnością… jest… ale ja żadnego nie odważyłam… się uwarzyć…- zachichotała nerwowo Jagoda mocniej napierając palcami na delikatny zakątek rudej kochanki. Jej biodra poruszały się lekko napierając na pupę Perki od czasu do czasu.
Całowała i kąsała jej szyję, oraz drugą dłonią podążyła z brzucha na piersi, by ścisnąć wolną z nich własnymi palcami. Równie namiętnie i nieco brutalnie, jak poruszała palcami między udami kochanki.
Perka krzyknęła dochodząc i już obiema rękami oparła się o ścianę, starając się złapać oddech.
- No to… mamy plan. - Wyszeptała rozpalonym głosem. - Ja uwarzę eliksir.. tylko… trzeba wybrać termin.
- Plan? Ale…- spanikowała Jagoda, gdy dotarło do niej znaczenie tych słów. Nie sądziła bowiem, że naprawdę zdecydują się na zrealizowanie tej fantazji mającej dodać jedynie pieprzyku ich pieszczotom.- … naprawdę chcesz to zrobić?
Przygryzła wargę walcząc ze sobą. Niemniej Perka wiedziała, że jest w stanie przekonać malarkę do swojego pomysłu.
-... to się da… jak użyjemy… mikstury do zamroczenia umysłu. Wszystko dla niego będzie snem, ale … ja nie wiem czy podołam. A jak spanikuję? Jak ucieknę? Jak zawiodę… nigdy nie dotykałam mężczyzny. Z kobietą to inna sprawa… mogłam eksperymentować na sobie, ale… wiesz jak mi poszła próba utraty dziewictwa…- okularnica zaczęła się rozgadywać próbując zapanować nad mieszaniną strachu, ekscytacji, podniecenia, wstydu i pożądania… którą ta wizja w niej budziła. Sama nie miałaby śmiałości, by się podjąć zadania. Ale nie była sama.
- Możemy go zaprosić na któryś wieczór i… na kolację. Czasami to robiłam. Nie będzie nic podejrzewał. A jak się upije.. to… rano mu wmówimy, że usnął przy stole.
Perka obróciła się i oparła o ścianę, stojąc z opuszczonymi spodniami i przemoczonymi majtkami. Uśmiechnęła się zadziornie do Wilgi.
- Byłabym obok, wzięłybyśmy twój szkicownik i węgiel na wszelki wypadek. W sumie chciał byś mu zrobiła portret. - W oczach rudej czarownicy pojawiły się ogniki. Od kiedy mieszkała Heleną raczej nie zdarzało się jej psocić, ale to… zapowiadało się że naprawdę zostanie tu na chwilę. - To co?
- Dddobrze… ale będę potrzebowała twojej pomocy… nie rozbiorę się przed nim sama. Będziesz mmmusiała… mi pomóc.- odparła z nerwowym uśmiechem Wilga wędrując wzrokiem po odsłoniętej bieliźnie kochanki. W oczach miała błyski pożądania i zachwytu.- Mmmuszę cię kiedyś taką namalować.
- To już drugi obraz. - Zosia przeciągnęła się eksponując swoje ciało. - Najpierw skończysz ten w sypialni, potem przeniesiemy się tutaj… - Chwyciła dłoń Jagody i przyciągnęła kochankę do siebie. - A jak zechcesz do przed Patrykiem cię nie dość że rozbiorę to jeszcze na nim usadzę. - Wyszczerzyła się do znajdującej się tuż przed nią twarzy Wilgi.
- Może nie planujmy tak daleko.. zaczniemy od… języka.. a potem się zobaczy.- wymruczała cicho Jagoda rozkoszując się wyraźnie tym, że tuliła się do Perki.
- Na razie…- pocałowała usta rudej kochanki.- Poszukam recepty na ten eliksir otumanienia. Wiem gdzie go widziałam.
Zerknęła za siebie nasłuchując.- Patryk się spóźnia, nie wiem czy to dobrze czy źle.
Wierciła się w ramionach Zosi wyraźnie pobudzona niedawnymi figlami i fantazjami.
- Może jednak były kłopoty z ogrodzeniem. - Perka zaczęła powoli zbierać materiał spódnicy, unosząc ją ku górze. - Kusi mnie by olać ten wypad do wsi ale nie mamy co jeść. - W końcu dotarła do pośladków i przesunęła po nich dłonią, sprawdzając czy Wilga ma na sobie bieliznę. I z satysfakcją stwierdzając, że czuje pod palcami jedynie jedwabistą skórę pośladków dziewczyny.
- Możemy... - jęknęła cichutko z rozkoszy Wilga wpatrując się w usta Perki.-... mogę… poprosić Patryka, by przywiózł nam sprawunki. Powiem, że muszę malować i dam mu listę. Jest taki uczynny, że przywozi mi zakupy ze wsi. Zawsze to czyni i nigdy nie żąda nic w zamian. Jest miły…- drżała ocierając się pośladkami o palce kochanki.
Zosia przyglądała się jej przez chwilę. Wilga była taka głodna czułości, czy naprawdę zawsze była sama. Perce było ciężko wyobrazić sobie taki stan. Rozejrzała się po poddaszu w poszukiwaniu pewnego zioła.
- Chętnie zobaczę jak wygląda wieś i… chyba nie powinnyśmy go wykorzystywać do zakupów skoro mamy plan skorzystać z niego jeszcze w inny sposób. - Uśmiechnęła się odnajdując to czego szukała. Delikatnie uszczypnęła pośladek Wilgi i wypuściła ją ze swych objęć.
- Dobrze… pojedziemy więc.- uśmiechnęła ciepło Wilga i poprawiła spódnicę dodając.- Chciałaś tylko sprawdzić czy nie mam majtek, przyznaj się.-
Po czym podciągnęła sweter odsłaniając swój zgrabny biust z wyraźnie pobudzonymi suteczkami.
- Widzisz… biustonosza też nie ma. - dodała zadziornie i szybko ukryła swoje dwa skarby, gdy Zosia pochwyciła w dłonie pęczek świeżych ziół, zerwanych zapewne przez malarkę. Bo nie mogły mieć więcej niż kilka tygodni.
Perka roztarła jeden z liści lubczyku w palcach i uśmiechnęła się.
- Kusiło mnie coś więcej, ale… - Oderwała sporo listków i zaczęła zwijać je w rulonik, delikatnie nacinają listki paznokciem i mrucząc coś pod nosem. Gdy skończyła owinęła całość cienką nicią, znalezioną na stole. - Podniesiesz spódnicę? - uśmiechnęła się zadziornie do Wilgi.
- Dddobrze…- odparła niepewnie Jagoda, ale podwinęła powoli spódnicę drżącymi dłońmi odsłaniając swoją kobiecość, także mokrą. Zresztą uda, też miała lekko wilgotne.
Zosia podeszła do niej i przyklęknęła, po czym ostrożnie sięgnęła pomiędzy rozchylone nogi.
- Cały czas ciężko mi uwierzyć, że tak ci się podobam. - Powiedziała cicho i delikatnie potarła rulonikiem kobiecość Wilgi.
- Nie jesteś brzydkim kaczątkiem… to raczej ja powinnam zapytać czy ci się podobam.- szepnęła cichutko Wilga drżąc ze strachu i podniecenia.
- Gdybyś mi się nie podobała nie zaoferowałabym ci swego towarzystwa. - Zosia pomału wsunęła rulonik do wnętrza Jagody, tak że na zewnątrz wystawała jedynie nitka. - To nie tak że sypiam z każdą napotkaną czarownicą.
- A mnie… się spodobałaś.. od obrazu… ale nie sądziłam… że do czegoś… poza rozmową… dojdzie. - pisnęła cichutko Jagoda drżąc od dotyku i działań kochanki.- Coo.. mi ty robisz?
- To lubczyk, działa jak afrodyzjak. - Perka ucałowała kobiecość Wilgi i wstała z kolan. - Czasem robię sobie coś takiego by urozmaicić trasę. - Uśmiechnęła się. - Bądź grzeczna i nie zgub gdy będziemy w mieście.
- Ale… jak on… działa? - jęknęła cichutko malarka spoglądając nieco przerażonym wzrokiem na rudą kochankę i opuszczając spódnicę.
- Tak jak afrodyzjak… - Zosia ruszyła w stronę schodów. - Tylko… odrobinę mocniej.
Jagoda wyraźnie czuła jego wpływ, oddech zrobił się ciężki, a spojrzenie lekko zamglone.
- Mogę nie.. wytrzymać i zrobić… coś…- ruszyła w kierunku niedużego kuferka, by go otworzyć i przeszukać zawartość. - Może jak zajmę… się…badaniem…
Kuferka pełnego brulionów, zapewne z przepisami na ziołowe mieszanki.
Nie wytrzymała jednak długo i pognała za Zosią.
- Masz telefon do Patryka? - Perka obejrzała się na kochankę. - Może jednak powinnyśmy się przejechać i zobaczyć czy nic się nie stało.
- Mam…- mruknęła zmysłowo Jagoda, oblizując wargę. Pochwyciła dłoń kochanki i ruszyła z nią po schodach, co jakiś czas zerkając na nią niczym kot na śmietankę.



 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.

Ostatnio edytowane przez abishai : 23-06-2018 o 23:01.
abishai jest offline  
Stary 22-06-2018, 18:14   #5
 
abishai's Avatar
 

Dotarły do kuchni. Tam we wnęce zawieszony był telefon stacjonarny.
- Patryk… jest trzeci na liście kontaktów.- zainteresowanie okularnicy bowiem coraz intensywniej obracało się obecnie tylko wokół jednego tematu.
- Ok. - Zosia niby nigdy nic wybrała numer i przyłożyła słuchawkę do ucha.
- Halo… Jagoda? U was wszystko w porządku? - Patryk odezwał się wyraźnie zaniepokojony, a Zofia poczuła jak Jagoda znów stojąc z nią bezczelnie wykorzystuje okazję, by podciągnąć w górę jej bluzkę i odsłonić biust.
- Hej tu Zośka, zaczęłyśmy się martwić czy wszystko w porządku. - Perka delikatnie pogładziła dobierającą się do niej dłoń.
- Nie.. nie jest. To znaczy ze mną tak. I z tarpanem też. Zaraz do was przyjadę. Coś sforsowało ogrodzenie i zabiło dwa kuce szetlandzkie które trzymam na wolnym wybiegu. - wyjaśnił Patryk, gdy dłonie Jagody zsunęły biustonosz, by pieścić i ugniatać wolne od tkaniny piersi młodej czarownicy. Rozkoszowała się tym malarka wyraźnie ocierając o ciało kochanki.
- Może podjedziemy? Nie... potrzebujesz pomocy? - Zosia powstrzymała pomruk, który chciał wyrwać się z jej ust.
- Nie. Wolałbym żebyście jednak nie podjeżdżały. Jagoda jest wrażliwą osobą, a ty lekarką weterynarii… wierzcie mi, widok jest okropny. Serce mi się kraje. Pamiętaj żeby nie wypuszczać swojego psa samego.- usłyszała odpowiedź czując nadal silne pieszczoty na swoim biuście. Pobudzona i z trudem kontrolująca się Jagoda ocierała jedną o drugą.
- To coś może być w pobliżu.- kontynuował tymczasem rozmówca Zosi.- Nie słyszałyście nic podejrzanego w nocy?
- Nic... a nic. - Perka odsunęła na chwilę słuchawkę od ucha, nie mogąc już zdławić jęknięcia. - My… może jednak podjadę. Duch mógłby sprawdzić gdzie poszło to bydle, a ja może rozpoznam co je załatwiło. - Wyrzuciła z siebie słowa w pośpiechu. - Jagodę zostawię w oplu. - Niemal wymruczała na koniec wprost w słuchawkę.
- Czy… wszystko.. w porządku?- Patryk nabrał jakichś podejrzeń, ale był zbyt prostoduszny by domyślać się przyczyny dziwnej intonacji słów przez Zofię. Jagoda zaś pochłonięta rzuconym na nią urokiem, bawiła się biustem Zosi, czasem ściskając go brutalnie i ciągnąc za szczyty… choć tylko odrobinę. Nie chciała wszak sprawić kochance prawdziwego bólu.
- T.. tak. - Zosia wzięła głębszy oddech. - Daj jakąś instrukcję gdzie cię szukać.
- Mogę wpierw spytać o coś osobistego? Umiesz posługiwać się bronią? - zapytał znienacka Patryk, gdy Jagoda na moment puściła odsłonięty biust Perki… na moment, po podeszła od przodu i do pieszczoty dłoni, dołączyła pieszczotę ust i języka, wielbiąc jej piersi zachłannie.
- Umiem strzelać ze śrutówki ale to chyba jak każdy. - Powiedziała bardzo się starając by każde słowo brzmiało wyraźnie. Na chwilę zasłoniła mikrofon i spojrzała na Jagodę.
- Obiecuję, że cię na nim usadzę. - Mruknęła cicho.
W tej chwili zamroczona pożądaniem Jagoda tylko uśmiechnęła się na te słowa. Urok działał na nią mocno. Zajęła się więc ssaniem szczytów piersi Perki, w ogóle nie przejmując się sytuacją.
- Jagoda nie potrafi. A przeraża mnie myśl, pozostawienia dwóch bezbronnych dziewcząt w domu na odludziu. Pożyczyłbym wam moją dubeltówkę, na wszelki wypadek.- odparł Patryk troskliwym tonem.
- Takiej broni bym się obawiała. - Zosia starała się by jej głos zabrzmiał żartobliwie jednak zamiast tego ostatnie “a” przerodziło się w jęknięcie. - Może… - Spojrzała na pieszczącą ją Jagodę. - Przenocował byś u nas, jedną czy dwie noce… Jeśli masz kogoś kto zajmie się końmi. - Perka doskonale wiedziała kto zajmie się jego rumakiem. Delikatnie pogładziłą włosy malarki.
- Mógłbym… skoro dwie damy są do obrony, będę spokojnieszy mogąc pilnować ich bezpieczeństwa. I oczywiście… szarmancki.- odparł Patryk i zaczął tłumaczyć czarownicy gdzie ma jechać. Było to wygodne, bo Zosia mogła zasłonić swe usta i poddawać się drapieżnej pieszczocie biustu wywołanej przez rozpaloną do szaleństwa kochance. Perka odłożyła słuchawkę i już bez skrupułów jęknęła głośno, dociskając twarz Wilgi do swych piersi.
- I to ty się martwiłaś, że on się dowie? - Powiedziała rozpalonym głosem z trudem łapiąc oddech. - Przerwa, jedziemy zobaczyć co tam się stało.
Musiała przy tym sama walcząc ze sobą odsunąć usta Jagody od swojego biustu. Ta… oprzytomniała na tyle, by mruknąć cicho.
- Jak na tym panujesz? Mi jest trudno teraz. Czy to naprawdę dobry pomysł żebym miała to w sobie?-
- Nigdy.. nie działało aż tak.. przyjemnie podniecało i w ogóle, ale… - Zofia przygryzła wargę. - Jak chcesz możemy to wyjąć, choć… jestem tak ciekawa jaka będziesz, za godzinę lub dwie.
- Nie… Niech będzie. Możemy sprawdzić… zaryzykować.- zgodziła się z nią Jagoda i Zosia zrozumiała czemu afrodyzjak wpływał tak silnie na jej kochankę. Wilga nie miała tak silnej woli i pewności siebie jak Perka, więc urokowi łatwiej było przełamać jej...ograniczenia wynikające z wychowania.
- Co mówił Patryk?- zapytała cicho malarka starając się nie zerkać co chwila na odsłonięte piersi rudej czarownicy.
Zosia poprawiła stanik i naciągnęła z powrotem koszulkę, choć każdy ten ruch potwornie ją drażnił. Będzie musiała z tego skorzystać, gdy będą miały chwile dla siebie. Lekko rozdrażniona pocałowała namiętnie Wilgę dając choć odrobinę upust frustracji. Dopiero gdy obu dziewczynom zabrakło oddechu postanowiła odpowiedzieć na pytanie.
- Coś zaatakowało jego kuce… chce zobaczyć jak to wygląda. Szczególnie po tamtym wczorajszym rysunku. - Mruknęła dociskając do siebie ciało kochanki. - Patryk… dziś tu przenocuje. Martwi się o nas.
- Acha… ale nie mam przygotowanego dla niego pokoju. - zamyśliła się Jagoda chwytając za pupę Wilgi i ściskając ją dłonią.- Wyjmiemy mi urok przed jego przyjazdem, dobrze? Bo nie zdążymy nic zrobić… ja w tej chwili nie bardzo mogłabym rzucać jakiekolwiek uroki czy wróżyć. Chyba że w przypadku ataku, jak wczoraj.
- Dobrze. - Perka poklepała Jagodę w pośladek. - Chociaż… - Udała zamyślenie. - może powinnam cię związać i gdy on przyjdzie na niego napuścić. - Wyszczerzyła się do kochanki. - To byłby ciekawy widok.
Bez afrodyzjaku Jagoda pewnie by zbladła i zaniepokoiła się, ale w tej chwili tylko uśmiechnęła się zmysłowo i dodała.- Wolałabym jego związanego… nie chcę być ograniczana.
- Toż bym cię wypuściła jakby przyszedł. - Perka puściła Jagodę i podeszła do stołu biorąc z niego bluzę. - Jedziemy?
- Jedziemy…- mruknęła Jagoda podążając za kochanką. - Im szybciej tym lepiej.
I z tym Zosia musiała się zgodzić.
Perka opróżniła zawartość plecaka na stół. Teraz to Patryk miał by co pooglądać. Upewniła się, że ma kluczyki i dokumenty.
- Duch jedziemy. - Zawołała wilczura i ruszyła w kierunku auta.

Kierując się wskazówkami Patryka Zosia dość szybko dotarła na miejsce wskazane mu przez mężczyznę. Przez całą podróż Jagoda pojękiwała cichutko co chwila ocierając udem o udo i spoglądając przez okno. Zofia przejechała przez wyłamane ogrodzenie i dostrzegła wóz Patryka oraz rozerwane brutalnie na strzępy zwłoki, prawdopodobnie dwóch lub trzech małych koni. Jakoś nie wyglądało to na robotę żadnego zwierzęcia.
Na razie jednak Zosia niewiele mogła stwierdzić, poza faktem że spory obszar trawy był zabarwiony na czerwono, mimo wczorajszej ulewy. Oprócz Patryka Perka dostrzegła kilku mężczyzn… zapewne pracowników. A po wyjściu z samochodu, ślady dużego “zwierzęcia”, które zwęszył Duch. Ślady te… przypominały niedźwiedzi trop, tyle że ów zwierz był wyjątkowo duży i miał znacznie dłuższe pazury niż zwyczajny niedźwiedź.
Duchy był wyraźnie zaniepokojony… tak jak trójka ludzi przy rozerwanych zwłokach. Patryk zauważył samochód i stojącą przy nim Perkę. I zamachnął dłonią przywołując ją do siebie.

 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.

Ostatnio edytowane przez abishai : 24-06-2018 o 00:13.
abishai jest offline  
Stary 24-06-2018, 21:01   #6
 
Aiko's Avatar
 
Wyprawa do wsi

Zosia obróciła się i zajrzała przez szybę swojego auta.
- Może rzeczywiście zostań w środku. - Spróbowała się uśmiechnąć do Jagody. - To nie zajmie długo.
- Dobrze.- mruknęła cicho Jagoda uśmiechając się lubieżnie. Zosia zaś czuła, że tym razem to ona będzie ofiarą dzikiego drapieżnika. I była to podniecająca myśl.
Patryk cierpliwie czekał wymieniając uwagi z dwoma rosłymi mężczyznami, którzy dla niego pracowali.
Perka podeszła do nich oglądając z bliska pobojowisko.
- Masakra… - Powiedziała bardziej do siebie niż do nich i podniosła wzrok skupiając go na Patryku. - To były dwa czy trzy kuce?
- Dwa chyba… stado dopiero trzeba zegnać razem i policzyć. Dwa końskie łby odnaleźliśmy dotąd.- wyjaśnił Patryk i rozejrzał się dookoła.- Ostrzegałem, że nie wygląda to pięknie.
- Poza tym, drań poranił kilkanaście innych i wprawił w panikę resztę stada. Uciekają nawet od nas… swoich opiekunów.- wyjaśnił starszy z pracowników Patryka.
- Nie nazywałabym tego czegoś draniem. - Perka skinęła głową w kierunku śladów. - Wygląda jak cholernie wielki pazurzasty niedźwiedź. - Spokojnym krokiem ruszyła przez pobojowisko starając się dostrzec coś więcej. Czy to mogła być bestia z rysunku Wilgi? Pozwoliła spojrzeniu odpłynąć rozglądając się za polnymi duchami.
- Skurczybyk pasuje lepiej.- zgodził się z nią sarkastycznie mężczyzna. Zapalił papierosa dodając.- Niedźwiedzie zabijają czysto. Jedno walnięcie łapą i żebra pękają jak zapałki, albo kręgosłup. Ten… zabijał krwawo i brutalnie. I nie z głodu. Rozrywał ciała na strzępy, ale nie zjadł nic.
Patryk podrapał się po karku.
- Mnie też to martwi. Gdyby to była typowa napaść niedźwiedzia, to… złożyłbym petycję do Ministra Ochrony Środowiska o odszkodowanie i wzmocnił ogrodzenie. Ale to tutaj… pół biedy jak zabije jałówkę. Co jeśli jednak, gdy na jego drodze stanie człowiek?
Tymczasem czarownica dostrzegała głównie duchy z Nawii krążące niczym stado kruków nad pastwiskiem. Duszki natury zauważyła dopiero po dłuższej chwili. Oddaliły się od zakrwawionych miejsc… jakby te były dla nich zatrute. Jakby śmierć zwierząt oddała łąkę we władanie Welesa… pana świata podziemnego i umarłych.
Zosia wysłuchała mężczyzny trochę jakby mówił z dna studni i powoli wróciła obserwując miejsce gdzie dojrzała duchy. Julki… może mogłaby z nimi porozmawiać, tylko na pewno nie w towarzystwie. Obejrzała się na Patryka.
- Trzeba uprzedzić ludzi we wsi by nie wychodzili po zmroku na pola. - Rozejrzała się jeszcze raz po pobojowisku. Po co cokolwiek tak marnotrawiłoby mięso? Tylko ludzie robią takie głupoty… - Jeśli połapiecie konie będę mogła na nie spojrzeć. Spróbujcie z koniczyną tylko nie dawajcie jej im zbyt dużo.
- Mówiłem… diabeł nie niedźwiedź.- stwierdził znów ten sam mężczyzna, a Patryk zamyślił się.- Zajmę się tym, ale poinformowanie ludzi i wyłapanie koni w obecnej sytuacji… zajmie pewnie cały dzień.
- To obejrzę je może jutro, chyba że któryś będzie w ciężkim stanie, to najwyżej podjade wieczorem. Może być? - Zosia uśmiechnęła się do Patryka starając się go pocieszyć. - Zabiorę stąd Jagodę.
- Dobry pomysł. To nie są widoki jakie winna oglądać.- potwierdził Patryk i dodał z podziwem. - Zniosłaś to lepiej niż ja. Gdy zobaczyłem po raz pierwszy, rzygałem jak kot tam pod płotem.
- Jestem weterynarzem, zdarzało mi się widywać różne rzeczy… cieszę się, że nie trzeba niczego dobijać. - Mruknęła niechętnie wyciągając z głowy stare wspomnienia. Dużo bardziej smuciło ją i mdliło ją od dobijania okaleczonych lub zniekształconych zwierząt. Ruszyła spokojnym krokiem w kierunkj auta jużprzy drzwiach oglądając się na Patryka. - Zdzwonimy się po południu, dobrze?
- Dobrze… i uważajcie na siebie! - rzekł głośno w odpowiedzi Patryk. Tymczasem siedząca na miejscu pasażera Jagoda już podwinęła swoją spódnicę i muskała palcem rozpalone pożądaniem łono. Uśmiechnęła się na widok Zosi i rzekła potulnie.
- Ciężko mi było wytrzymać.
- Widzę. - Widok ten bardzo poprawił Zosi nastrój. Zerknęła przez okno na mężczyzn i udając, że po coś sięga schyliła się i pocałowała rozpaloną kobiecość Jagody. - Za karę powinnaś posiedzieć z tym dłużej.
Wyprostowała się i odpaliła silnik.
- Którędy do wsi?
- Tamtędy.- wskazała jedną dłonią kierunek,drugiej nie odrywając od swojego kwiatuszka. Spojrzała na Zosię mrucząc zmysłowo.- To twoja wina, więc ja powinnam ukarać ciebie. Długo i wyczerpująco.
Jęknęła dochodząc głośno i pochyliła głowę ku desce rozdzielczej. Przez chwilę była cicha, po czym rzekła.
- I… co? Co odkryłaś?
- Duchy trzymają się na dystans. A to coś… demon, diable bo nie wierze by było to normalne zwierzę. Jest wielkie, ale jak na niedźwiedzia ma za długie pazury i… wyglądało jakby nic nie zjadło. - z każdym słowem jej głos robił się coraz bardziej marudny. Wolałaby gadać o swojej karze.
- Brzmi strasznie…- rzekła potulnie Jagoda, ale jej dłoń potulna nie była. Bezczelnie sięgnęła do rozporka spodni Perki nie bacząc na to, że prowadziła samochód. Uśmiechała się przy tym lubieżnie.
- A co jak spowoduję wypadek? - Uśmiechnęła się do Wilgi. - Patryk by mnie zabił. Strasznie się martwił, że cię przywiozłam.
- Możemy się zatrzymać w najbliższym zagajniku. Wieś… nie ucieknie.- kusiła malarka rozpinając spodnie Perki. Sięgnęła palcami, by sprawdzić czy bielizna kochanki już wyschnęła.

Zosia jęknęła.
- Nie wyjmę ci tego do powrotu do domu, chcesz ten czas wydłużać? - Mimo swoich słów rozejrzała się szukając jakiegoś skupiska drzew.
- Chcę ciebie.. teraz.. bardzo…- szeptała w odpowiedzi do ucha Zosi malarka.- Chcę przycisnąć me łono twoich ust i czuć języczek twój… chcę pieścić twoje nagie ciało.. czuję ogromny żar… ty też tak czułaś mając ten urok w sobie?-
Nie przerywając delikatnego muskania majteczek Jagoda lizała ucho kochanki. Pieszczoty te nie były zbyt silne, ale sytuacja podkręcała emocje. Na szczęście posiadłość Patryka znajdowała się vis a vis gęstego lasu, więc pierwsza przesieka na jaką natrafiła Zofia nadawała się idealnie.
Perka zjechała między drzewa i wyłączyła samochód.
- Czułam żar. - pocałowała kochankę obejmując ją. - Ale… to nie było aż takie. - Uśmiechnęła się. - Najwyraźniej zebrałaś bardzo dobry lubczyk.
- Tak… chociaż w tym w tym jestem dobra…- uśmiechnęła się zawstydzona i odsunęła od Zofii. Zaczęła manipulować pokrętłem przy jej siedzeniu.
- Da się je opuścić do pozycji leżącej?- zapytała.
- Yhym… - Perka oparła się w swoim fotelu pozwalając Jagodzie bawić się swoim fotelem. - Czasem tak sypiam.
- Teraz też…- zamruczała Jagoda oblizując usta, w końcu triumfalnie się uśmiechnęła, gdy położyła kochankę w jej fotelu. Zabrała się za zdjęcie sweterka odsłaniajac swój biust i wdrapała się na Zosię. Pole widzenia rudej czarownicy okryła kolorowa krata, gdy Wilga osunęła się w dół nacierając swoim mokrym łonem i udami na twarz kochanki.
- Wybacz... będę odrobinę samolubna… ale to twoja wina.- do uszu Zosi docierał rozpalony głos Jagody, a do nozdrzy… zapach jej pożądania. Co było miłe, bo wypierało odór krwi i wnętrzności z jej pamięci.
- Czemu samolubna? Teraz mogę się zdrzemnąć. - Zosia dmuchnęła na rozpaloną kobiecość Wilgi. - Jest tu całkiem przytulnie.
- Nie dam ci spać.- warknęła gniewnie Jagoda, co było nowością. Czyżby gdzieś w tej nieśmiałej dziewczynie, były zalążki dominującej femme fatale.
- Potrzebuję… twojego języczka… proszę.- ta drapieżność szybko się załamała z głośnym błagalnym jękiem i powolnym ruchem bioder.
Zosia zaczepnie trąciła językiem wrażliwy punkt Jagody.
- Proszę. - Ponownie dmuchnęła na rozpalone łono.
- Zwiążę cię własnymi majtkami i wymuszę… - zagroziła w panice i błagalnie znów poruszyła biodrami. Jej głos drżał na skraju załamania.
- Jest mi tak ciężko się powstrzymać.
- Nie masz majtek. - Zauważyła Zosia wpatrując się w półmroku w kobiecość Jagody. - To piękny widok. - Delikatnie pociągnęła zębami za niteczkę, ale tylko by podrażnić się z kochanką.
- Użyję twoich… zwiążę... popieszczę i zostawię… niezaspokojoną…- wyszeptała podnieconym głosem i trzymana na granicy szaleństwa okularnica.- .. zobaczysz.
Na razie sięgnęła jedną dłonią pod swoją spódnicę, by ulżyć sobie choć odrobinę.
Zosia złapała w usta paluszki, które pojawiły się na horyzoncie i possała je mocno uniemożliwiając Wildze dotknięcie się.
- Pogrywasz nieuczciwie…- załkała cicho Wilga i drżąc dodała.- Co.. mam zrobić w zamian? Za twój języczek? -
Drżała nie próbując opuścić palcami ciepłych ust kochanki. Zosia puściła ją.
- Hm… spróbujesz także mnie doprowadzić do tego stanu, dobrze? - Pocałowała kobiecość kochanki. - Bez uroków. Co ty na to?
- I tak nie umiem rzucać żadnych… ale oddasz mi się cała… do dyspozycji. Pokażę ci wtedy coś…- dodała wstydliwie.
- Dobrze. - Perka przywarła ustami do kobiecości Wilgi ssąc ją mocno tylko po to by po chwili ofiarować jej języczek, o który tak prosiła. Przymknęła oczy pozwalając myślom odpłynąć.
- Tak… tak.. tak…- Wilga była coraz głośniejsza i poruszała biodrami coraz mocniej, tak by jak najmocniej poczuć pieszczotę języka kochanki. Zaś Zofia zatonęła w zapachu intymnym malarki, bo pod wpływem uroku czarnowłosa moczyła się zdecydowanie mocniej niż zazwyczaj. Okularnica doszła w końcu z głośnym krzykiem drżąc niczym w febrze i zsunęła się z kochanki na swój fotel konkludując.
- Ddddozznania.. tteż tteż ssąąą… mocniej… sze.
- Yhym… - Zofia wzięła głębszy oddech. - Coś za coś. - Przez chwilę leżała jeszcze wpatrując się w brudną podsufitkę. - Ale teraz już nie robimy postojów. - Mruknęła delikatnie dotykając swojego gorącego łona. Jak tak dalej pójdzie rzuci się na Wilgę i to bez lubczyka.
- Podasz mi sweter? Tam go rzuciłam.- teraz gdy udało się choć odrobinę zaspokoić apetyt Jagoda stała się znów cichą i nieśmiałą dziewuszką, którą Perka zdołała już dobrze poznać.
Zosia sięgnęła po ubranie i podała jej pasażerce.
- Jesteś pewna? Ładnie wyglądasz. - Uśmiechnęła się, unosząc się na ramieniu.
- Gdybyśmy wracały… to może bym się odważyła. Ale teraz jedziemy do wsi.- rzekła zaczynając się ubierać.
- Ty wyglądasz kusząco nawet w ubraniu… ale rozporek możesz zapiąć, chyba że… chcesz… żebym coś zrobiła przyjemnego?- kusiła poprawiając sweterek na sobie.
- A jesteś w stanie obiecać, że po tym nie będzie kolejnej tury? - Zosia usiadła w fotelu i rozejrzała się. - Poradzę sobie… - Przyznała niechętnie i zaczęła podnosić swój fotel. - A boję się, że zaraz może tędy przejeżdżać Patryk.
- Masz rację… byłoby by jednak zabawnie rozebrać się do naga i udawać nimfy wabiące śmiertelników do lasu. Ciekawe jakby Patryk zareagował.- zaśmiała się cicho do swych myśli Jagoda i dodała. - Lepiej ruszajmy, zanim wpadnę na jeszcze głupszy pomysł.
- Zanim namówię cię do jego realizacji. - Zosia ustawiła swój fotel i odpaliła silnik.

Wieś pojawiła się za zakrętem. Ładna mała mazurska wieś.

[MEDIA]http://m.wm.pl/2010/06/n/wojnowo-molena-z-1921-foto-k-worobiec-8530.jpg[/MEDIA]

Niczym szczególnie się nie wyróżniająca. Był kościół, był sklep zaopatrujący osadę we wszystko niemal, był sklep z gazetami. Była też miejscowa karczma, a nawet mała szkoła i biblioteka. Gdy mijały mieszkańców, Jagoda pomrukiwała zmysłowo, gdy dostrzegała takie osoby, które były na tyle ładne, by… w obecnym stanie malarka z chęcią ich “posmakowała”.
- Może lepiej zostanę w samochodzie.- malarka rzekła cicho nagle. - Sklepikarka mnie podrywa. Po prawdzie podrywa każdego, ale teraz… - skuliła się.- Mogłabym zrobić coś skandalicznego.
- Dobrze, popilnuj Ducha. Tak przynajmniej nie będzie się rzucał na kiełbasę. - Zosia spojrzała na leżącego z tyłu wilczura, który choć na zabawy kobiet nie zareagował w ogóle, to na słowo oznaczające ukochany przysmak, szczeknął radośnie. - Chcesz coś konkretnego?
- Nie… zresztą ty gotujesz, więc najlepiej wiesz czego potrzeba. A poza tym, obecnie mam apetyt głównie na ciebie.- Jagoda oblizała lubieżnie wargi wędrując wzrokiem po krągłościach Zosi.
- Kupie ci lizaka. - Mrugnęła do Jagody i wyszła z auta zabierając z sobą plecak. Rozejrzała się po okolicy z zaciekawieniem przyglądając sìę ludziom i budynkom. Dopiero po tym weszła do spożywczaka.

Wieś była stara i podobna do tych, które mijała… ludzie nie wydawali się wyróżniać spośród ludności innych mazurskich wsi. Więc Zosia poczuła się tu niemal tak samo jak u Heleny. Ot, spokojna senna wieś. W sklepie jednak zwróciła uwagę na sprzedawczynię, bo ta zwróciła uwagę na nią.
- Witam witam.- rzekła ze zmysłowym uśmiechem kobieta za ladą.


- Przejazdem, czy może zatrzymujesz się na dłużej? Tak czy siak zapewniam, że mam wszystko co potrzebujesz moja droga.- wymruczała wesoło przyglądając się Zosi. Perka zaś uznała, że Jagoda przesadza. Ta kobieta nie tyle podrywała ją, co ogólnie flirtowała z klientami i klientkami wykorzystując swą urodę i charakter, by nastawić przyjaźnie do siebie klientelę i skłonić do większych zakupów.
- Dokładnie nie wiem. Przyjechałam pomóc kuzynce. - Zosia oparła się o kontuar i rozejrzała po sklepie planując co może ugotować. Po chwili zaczęła wymieniać składniki na dwa obiady. Dojrzała niezłe jabłka i uznała, że zrobi szarlotkę. Do tego kiełbasa dla Ducha i lizak dla Wilgi… po chwili namysłu poprosiła o trzy butelki wina, wybierając jakieś lepsze.
- Więęęc… - sklepikarka zaczęła zbierać zamówione towar z półek przechadając się za ladą zmysłowym krokiem i zerkając na Zosię.
- Kogo to kuzynką jesteś? Która z mieszkanek Worońca ma tak śliczną konkurencję?- zapytała uprzejmie.
- Nie do końca we wsi… Jagoda Kalata. - Zosia odpowiedziała na uśmiech uśmiechem. - Podobno też tu robi zakupy.
- Aaaa tak. Jagódka.- uśmiechnęła zamyślona kobieta i zerknęła przez ramię na Zofię. - No to teraz miejscowo chłopcy będą tam pielgrzymowali. Mogli nie zauważyć tej cichej wody, ale ty już rzucasz się w oczy. -
Coś było w tej kobiecie… nie tyle niepokojącego, co niepasującego do tego miejsca. Urodę i styl ubierania pasujące bardziej do miasta niż wsi. W tej kobiecie był seksapil i pewność siebie pasująca do światowej damy, a nie do wioskowej sklepikarki. I perfumy… te poczuła, gdy kładła ona kolejne towary na ledzie, mimowolnie (chyba?) przyciągając wzrok Zosi do krągłych i imponujących piersi kobiety.
- Nie szczególnie. Myślę, że nie ma we mnie nic przyciągającego uwagę… no może poza tymi włosami. - Zosia pociągnęła za warkocz po czym oparła podbródek na ręce. - Za to Pani musi mieć tu wielu wielbicieli.
- Nie tak wielu jak kiedyś. Nie każdy potrafi docenić doświadczenie. Młodość zawsze ma przed nim prymat. - przyjrzała się krytycznie Zofii dodając.- Bzdura moja śliczna… już teraz widzę wiele… wiele zalet... które odpowiedni strój by tylko podkreślił.
Uśmiechnęła się nachylając ku Perce i dodała.
- Wystarczyłoby się nauczyć kilku sztuczek, a mężczyźni padali by przed tobą na kolana. Odrobina odpowiedniego makijażu, stroju, parę gestów.
- Wolę gdy mężczyźni przede mną stoją… Na baczność - Zosia uśmiechnęła się. - Pani wygląda jakby nie była stąd.
- Coś tam na pewno na baczność im stanie.- potwierdziła z uśmiechem kobieta i dodała. - Nie. Ja jestem stąd. Tyle że wyruszyłam w wielki świat uzbrojona w we własne marzenia i te dwa działa…- tu dumnie ujęła swoje piersi.- … by dostać po tyłku i wrócić z podkulonym ogonem na stare śmieci. Ale nie żałuję, a co przeżyłam to moje.
Podeszła do regału z alkoholem wyjmując kolejne butelki.- Niezły gust. Planujesz jakąś wykwintną imprezkę, moja śliczna? Warto się na nią wprosić?
- Nic wielkiego, lubię używać wina jak gotuję. - Perka z zaciekawieniem przyglądała się sprzedawczyni, pewnie miała wiele historii które warto było wysłuchać. - Lampkę wlewa się do garnka, a resztę do gardła.
- Lubię taki rodzaj gotowania…- zaśmiała się kobieta, która odwróciła się do niej plecami i pochyliła czegoś szukając na dolnych półkach. Lubiła obcisłe spódniczki i… miała ku temu dobre powody; okrągłe i apetyczne i z pewnością sprężyste pod dotykiem. Była żywym dowodem, że stateczny wiek nie musi oznaczać utraty atrakcyjności.
- Curry prosto z Turcji. Miejscowi go nie lubią. A ty… zainteresowana jesteś?- kusiła… świadomie i nieświadomie. Do dwóch całkiem różnych rzeczy.
- Staram się nie doprawiać z uwagi na psa. - Powiedziała z zainteresowaniem przyglądając się sprzedawczyni. Ciekawe co by Wilga powiedziała na taki trójkącik…. Teraz na pewno byłaby chętna. - Nie chciała Pani spróbować jeszcze raz? Wyrwać się?
- Na to już...nie mam sił.- rzekła kobieta prostując się i zerkając za siebie.- Takie wyrywanie się jest zbyt męczące. A ja lubię wygody. -
Zaśmiała się zakrywając usta dłonią. - Co prawda pewnie jest we mnie jeszcze trochę sił na przygody, ale… zbyt rozleniwiłam się by wyruszać gdzieś dalej od domu. I nadmiernie ryzykować. Zostawiam to młodszym ode mnie.
- A na jakie przygody masz siły - Zosia wydobyła z plecaka portfel i zaczęła pakować zakupy.
- Młody przystojny wielbiciel… byłby na przykład taką przygodą.- zaśmiała się znów sprzedawczyni podliczając zakupy. - Oczywiście przystojny wielbiciel nie musi być młodszy, ale młodzik… dodaje posmaku skandalu takiej relacji, nieprawdaż?
- Młodszy ode mnie… to mogłaby być pedofilia. - Zosia podała sprzedawczyni gotówkę. - Ale… ktoś starszy. Dojrzały..
- Obawiam się, że nie ma dla ciebie odpowiedniej propozycji. Są przystojni, są szarmanccy kandydaci, są starsi od ciebie. Nie ma jednak żadnego który by pasował do obu kryteriów. Obecny dyrektor szkoły jest dość młodym i przystojnym idealistą. - oceniła z wesołym uśmiechem sprzedawczyni. - Ale świat nie kończy się na naszej wsi.
- To prawda. - Zosia zgarnęła zakupy, chowając lizaka do kieszeni. - Ale chwilę to pobędę i warto się rozejrzeć. Dziękuję.
- Dobrego dnia. A i wpadnij jeszcze, przyprawy to nie jedyna pikantna rzecz, którą mogę zaoferować. - rzekła sprzedawczyni wyraźnie bawiąc się erotycznym podtekstem wypowiadanych słów i zgarniając zapłatę za towary.
Perka zaśmiała się cicho i już stojąc w progu obejrzała na sprzedawczynię. Bez pośpiechu przesunęła wzrokiem po krągłościach kobiety.
- Z przyjemnością skorzystam.

Opuściwszy zaś sklep dostrzegła, że Jagoda rysuje coś siedząc w samochodzie. Z początku uznała, że może ma atak i kolejne wizje szkicuje. Ale nie… w pełni panowała nad swym ciałem i przerwała szkicowanie, gdy Perka podeszła do samochodu.
- I jak ? Udało ci się kupić wszystko? - zapytała uśmiechając się lekko.
- Znając życie pewnie o czymś zapomniałam. - Perka wrzuciła plecak na tył i podała Wildze lizaka. - Co rysujesz?
- Coś by odciągnąć myśli, od tego co czuję niżej. Chyba już lepiej panuję nad swymi pragnieniami. - malarka wzięła lizaka do ust podając szkic. Na którym to była Zosia, naga i siedząca bezwstydnie na ladzie z rozchylonymi nogami, a sprzedawczyni kucała przed nią. A choć nie było widać co robi, to jej głowa na wysokości łona rudej czarownicy pozwalała na pewne domysły.
- Wracamy do domu? Odprężymy się i ja zajmę się sprzątaniem domu, a ty… eliksirem? Czy mamy jeszcze inne plany? - zapytała Jagoda skupiając się na lizaku.
- Wracamy. - Perka chwilę wpatrywała się w rysunek. Była ciekawa co by się stało gdyby ktoś zobaczył te szkice. - Sprzedawczyni… hm… chyba rozważała czy nie wpaść do nas. Choć chyba dlatego, że myślała, że organizujemy przyjęcie. - Oddała rysunek Wildze, czując jak samo wpatrywanie się w niego lekko ją rozgrzało. - Do Patryka obiecałam wpaść jak połapią konie.
- Pokażę ci którędy jechać, ale to dłuższa trasa. - malarka jęknęła cichutko na samą myśl. I zamyśliła się. - Dzisiaj tam wpadniesz?
- Chciał u nas przenocować, więc… mogłabym obejrzeć zwierzęta i go zgarnąć. - Spojrzała na Jagodę zastanawiając się co tym razem przyszło malarce do głowy. - Możemy pojechać razem.
- Zadzwonimy wpierw i omówimy całe to nocowanie z Patrykiem. - odparła z uśmiechem Wilga dłonią wodzą po udzie kochanki. - A co do Jolanty… mówiłam, że podrywa… mnie i z pewnością ciebie podrywała.
- Bardziej flirtuje… wątpię by za tym szło coś więcej. Którędy jedziemy?
Jagoda wskazała drogę wodząc po udzie Perki bez ustanku.
- Może masz rację. Nie jestem zbyt dobra w kwestiach… no wiesz… romansu. Siedziałam zwykle sama w domu. - westchnęła głośno i nachyliła się szepcząc do ucha. - Po drodze musimy zrobić sobie przerwę, tak jak w tej leśnej przecince. Bardzo cię pragnę.
- Mówiłaś, że już nad tym panujesz. - Perka mrugnęła do kochanki i ruszyła we wskazanym kierunku. - Do domu nie jest tak daleko.

Mimo tego co powiedziała, zaczęła po drodze rozglądać się za dogodnym miejscem na postój. Działania Wilgi drażniły w niej tą właściwą strunę… do tego stopnia, że naprawdę zaczynała się obawiać wypadku, który mogłaby spowodować.
- Gdybyśmy wracały tą samą trasą to tak. Wytrzymałabym, ale żeby dotrzeć do bramy wjazdowej do ośrodka jazdy konnej… musimy objechać caaałe wzgórze. I tym razem nie dam się oszukać. Tym razem…- szeptała okularnica wprost do ucha kochanki które to lizała rozpraszając ją nieco. - To ty zdejmiesz ciuszki.
Dobrze że droga była pustawa. Dobrze, że Zosia dostrzegła zjazd do lasu. Nie miało znaczenia gdzie on prowadził. Wciąż prowadząc Perka obróciła głowę i wpiła się ustami w wargi kochanki.
- Kuś dalej i będziesz mi pomagać wyciągać auto z rowu. - Zerknęła na jezdnię korygując tor jazdy.
- Przepraszam….- odparła potulnie Jagoda.- … czasami te pragnienia wyrywają się i gadam nie myśląc o tym co mówię. Tak jak z tym rysunkiem. Wiedziałam, że to niemożliwe, ale i tak wyobraziłam sobie ciebie na ladzie. I to co robiła ci Jolanta. Jakbym podglądała cię ukradkiem. Zwykle… nie maluję aktów.-
Nie przeszkadzało to jej wodzić dłonią po udzie Zosi, gorączkowo i drapieżnie.
- Myślisz, że bym jej nie uwiodła? - Perka uśmiechnęła się zaczepnie, po czym wjechała w las. Zatrzymała się gdy samochód ukrył się za drzewami.
- Nie.. wiem… myślę że tak, uwiodłabyś… ale… nie zrobiłyście nic na jej ladzie, w sklepie... ktoś mógłby wejść.- zawstydziła się Jagoda i ten rumieniec przypomniał Perce o tej nieśmiałej malarce, która kryła się pod seksualnym drapieżniku jakiego przypadkiem przebudziła.
- Rozz.. bierzesz się i usiądziesz na masce? Zrobię… tak jak.. na rysunku.- zaproponowała cicho.
- Mogłybyśmy zrobić to po zamknięciu sklepu. - Perka zdjęła bluzę i rzuciła ją na tył. Po chwili dołączyły do niej koszulka i dżinsy. - poza tym… może powinnam wyrobić tu sobie kontrowersyjną opinię.. - wyszczerzyła się do kochanki siedząc na fotelu w samej bieliźnie. - Chcesz bym usiadła na masce?
- Tak… bp nie mamy tu lady…- zamruczała Jagoda nachylając się i wodząc czubkiem języka po granicy biustonosza na piersiach kochanki.
- I nie sądzą by… ci się udało… nie bez uroku. Jolanta… przecież nie jest młodym podlotkiem. Z pewnością jeśli idzie z kimś do łóżka, to dosłownie do łóżka…- okularnica miała całkiem konkretne poglądy na temat sprzedawczyni. Ale czy rzeczywiście prawdziwe.
- Powiedziała mi, że ma jeszcze siły na przygody. - Perka zdjęła stanik odsłaniając pełne piersi i powiesiła go na kierownicy. - No to wychodzimy kochana.
- Powiedziałaś że flirtowała z tobą… a nie podrywała. Może tylko się droczyła. - zachichotała czarnowłosa, której realizacja tak wyuzdanej wizji nie mieściła się w głowie. Podążyła za kochanką wysiadając z samochodu.
- I czekaj… aż dojedziemy do domu… tam całkiem przestanę się kontrolować.- wymruczała zmysłowo obiecując… coś ciekawego tonem głosu.
- Cóż nawet droczenie się można wykorzystać… - Perka stanęła przed maską w samych majtkach, pozostawiając ich zdjęcie Wildze. Chłodne powietrze przyjemnie drażniło rozpalone ciało, budząc na nim gęsią skórkę. Zosia wpatrywała się rozpalonym wzrokiem w kochankę. - Nie mogę się doczekać.
Nadal sweter i spódnica… zakrywały rozgorączkowane ciało Jagody. Ta podeszła do kochanki, całując usta rudej kusicielki z zachłannością i z trudem tłumionym pożądaniem. Jej dłoń pieściła pierś Perki, schodząc powoli niżej, tak jak usta wodziły po szyi, a potem obojczykach. Rozgrzana jazdą maska wozu, była niczym wobec żaru trawiącego ich ciała.
Wreszcie...Wilga zdarła w dół bieliznę odsłaniając łono kobiety.
I kucnęła przed nią.
- Usiądź…- dodała z łakomym uśmieszkiem.
Zosia usadowiła się na krawędzi, przystając stopami na zderzaku i opierając się za plecami. Jej wzrok utkwiony był w WIldze.
- Mogłabyś chociaż zdjąć sweterek co bym miała towarzystwo. - Mruknęła, zerkajac przy tym na las. Co by było gdyby ktoś teraz przyszedł?
Co nie było takie nieprawdopodobne. Zatrzymali się na drodze wyrąbanej przez drwali do miejsca wyrębu.
- Zdejmę… wszystko co mi każesz zdjąć. - droczyła się malarka podciągając sweter do góry i zdejmując go. Ułożyła go na masce i dodała z uśmiechem. - Coś jeszcze mam zdjąć?
- Spódnicę… buty mogą zostać. - Nagie piersi Jagody zupełnie odciągnęły uwagę Zosi od potencjalnych problemów. Rozchyliła szeroko nogi ukazując swoją wilgotną kobiecość, mając nadzieje, że zachęci kochankę do pośpiechu.
Spódnica opadła szybko… Jagoda rozpięła zapięcie i pozwoliła jej spłynąć z ciała. Podeszła naga i kucając przywarła ustami do intymnego kwiatuszka kochanki. Jej język niczym trąbka motyla sięgnął od razu w głąb zlizując nektar Perki, a dłonie wodziły po jej udach. Otumaniona urokiem malarka nic sobie nie robiła z faktu ich wyuzdanych figlów na łonie przyrody.
Perka zdławiła jęknięcie. Jeśli jej głos poniesie się po lesie… i tak za bardzo kusiły los. Drżąc od pieszczot wpatrywała się w las. I pomyśleć, że martwiła się iż Wilga nie poradzi sobie na sabacie… Opierając się na jednej dłoni, drugą chwyciła włosy kochanki.
Malarka pieściła zachłannie przyciskając twarz do łona rudej czarownicy. Jej język wił się zachłannie, szaleńczo… całkowicie zatraciła się w pożądaniu, budząc w piersiach Zosi coraz szybszy oddech i coraz trudniejsze do zduszenia jęki. I jeszcze zaczęła kontrolować sytuację mówiąc.
- Załóż swoje nogi na moje ramiona ramiona.-
Najwyraźniej z pomocą uroku Perki, okularnica nabierała pewności siebie… przynajmniej w tej chwili.
- Szalona… - Zosia położyła się na masce, układając nogi na ramionach kochanki. Pod plecami poczuła dotyk rozgrzanej blachy, co jeszcze dodatkowo ją pobudziło.
- Spragniona…- odparła Jagoda tylko na moment przerywając “słodkie tortury” języka. Perka mogła niemal wyobrazić sobie jak jej kochanka kręci pupą, kucając w tej chwili przed nią. Ale coś nowego… odwróciło jej uwagę. Oprócz przyjemnych doznań płynących z pieszczonej kobiecości, doszły nowe doznanie. Palce na pupie… a dokładniej palce malarki wślizgujące się odrobinę między pośladki kochanki i wodzące po skórze badawczo. Jagoda nie miała pojęcia czemu tam dotyka... pewnie czyniła to instynktownie. I nie wiedziała co dalej robić tam… ale Zosia była bardziej doświadczona i przychodziły jej do głowy różne opcje.
Perka zasłoniła szybko usta czując jak okrzyk chce wyrwać się spomiędzy jej warg. Powinna dojść… szybko… naparła kobiecością na usta kochanki. Czuła jak zaczyna się zbierać w niej panika. Jeśli… jeśli Wilga wpadnie na to zrobić dalej, to ona nie zapanuje nad sobą. A dawanie koncertu w tym miejscu było… głupie. Głupie ale przyjemnie podniecające.
Palce malarki wodziły prowokująco między pośladkami, nawet jeśli ona nie zdawała sobie z tego sprawy smakując kobiecość kochanki intensywnymi ruchami języka. Zniewalajaca rozkosz nadchodziła szybko, doznania powoli kumulowały się w eksplozję. I dobrze… bo pojawił się dźwięk. Mało seksowny, ale wyraźny. Głośny odgłos silnika kamaza dochodzący z okolicy. Zapewne samochód ów wkrótce wyjedzie z lasu, z ładunkiem drzew. Nieśpiesznie, bo droga leśna nie była zbyt utwardzona… a i widok jaki kierowca zobaczy… może być ciekawy. Ta świadomość nie docierała do zamroczonej urokiem Jagody, a i do Zosi przebijała się z trudem.
- Wsuń palec… do tyłu.. - Wymamrotała Perka, wijąc się już na masce samochodu. Musiała dojść, tu, teraz, szybko. Jagoda spełniła to polecenie, nie odrywając ust od kwiatuszka kochanki i nie przerywając muśnięć języka, wsunęła palec między pośladki Zosi, sięgnęła nim do norki perwersyjnych rozkoszy i zaczęła poruszać ostrożnie i delikatnie. Co jednak zagotowało krew w żyłach rudej czarownicy, tym bardziej że odgłos silnika kamaza był coraz głośniejszy.
Perka doszła z głośnym okrzykiem, podrywając się na masce opla. Ciągnąc delikatnie za włosy Jagode oderwała ją od swej kobiecości.
- D.. drwale.. jedzie… ktoś. - Mamrotała, starając się pozbierać.
Do malarki dopiero po chwili dotarło co mówiła Perka, gdy ciągnięta do góry za włosy całowała obecnie podbrzusze i brzuch kochanki.
- Co robimy? - zapytała podnieconym głosem, drugą dłonią dotykając wszak swego kwiatuszka. Nie była w pełni świadoma sytuacji, pogrążona w bliskości własnego spełnienia, więc Zosia musiała przejąć dowodzenie. Dobrze chociaż że Wilga, póki co, posłusznie spełniała każde polecenie doświadczonej czarownicy.

- Wskakuj do środka. - Perka na miękkich nogach zeszła z maski zgarniając ich rzeczy. Władowała się na miejsce kierowcy i wręczyła wszystko dopiero usadawiającej się Wildze. Ledwo ta zamknęła drzwi uruchomiła silnik i wyjechała na drogę czując jak sama moczy fotel kierowcy.
- Jesteśmy nagie…- zachichotała półprzytomnie Jagoda pomagając sobie palcami w dojściu do szczytu i przyglądając się łakomym spojrzeniem kochance. Nie było jednak czasu na ubieranie się. Kamaz już wyłaniał się zza zakrętu leśnego duktu.
Perka wyprowadziła auto na wstecznym na główną drogę i jak najszybciej ruszyła dalej, dopiero na asfalcie zdejmując stanik z kierownicy i także rzucając go na uda Wilgi.
- Taaa… - Zosia zerknęła na zajmującą się sobą kochankę. - i zaraz przejedziemy pod bramą Patryka.
- Może nas zauważy…- zachichotała w odpowiedzi Jagoda i pocierając teraz swoje uda koronkową bielizną kochanki. To był wystarczający impuls, by doszła z głośnym krzykiem. I drżąc wskazała palcem kierunek w którym mają jechać.
- Wtedy raczej nie wpadnie do nas nocować. - Perka zaczepnie uszczypnęła pierś Jagody. - Podasz mi bluzę?
- Tak myślisz? Przecież dwie nagie kobiety… to chyba raczej zachęta, prawda?- zażartowała malarka podając kochance bluzę. A sama sięgając po sweter. Który to szybko nałożyła na siebie, ale nie próbowała nic więcej zakładać.
- Pomóc ci ?- spytała.
- Tak poproszę. - Perka przysiadła na krawędzi fotela, by Wilga mogła założyć jej bluze na plecy. - Pytanie czy nie spotkamy kogoś jeszcze… widziałaś tych rosłych pomagierów Patryka?
- No trochę się ich tam kręci. Ale wiesz… to ośrodek terapii hippicznej. Przyjeżdżają tam dzieci z różnymi chorobami by leczyć się jazdą konną i poprzez kontakt ze zwierzętami. Oprócz rosłych facetów są i bardziej… metroseksualni terapeuci.- wyjaśniła zakładając bluzę na plecy i na ramiona. Uśmiechnęła się dodając, gdy mijały bramę ośrodka Patryka.
- Jeśli nie będziemy wysiadać z auta, to nikt nie zobaczy, że jesteśmy gołe.
Perka odrywała po kolei ręce od kierownicy by Wilga mogła pomóc jej wciągnąć rękawy i już tak ubrana przyparkowała na drodze tak by widzieć co się dzieje za płotem. Była ciekawa jak dużą stajnią dysponuje Patryk.
- Hm… terapeuci… Powinni mieć zwinne paluszki. - Uśmiechnęła się zawadiacko do kochanki.
- I terapeutki i lekarka chyba… widziałam ich z daleka.- odparła z uśmiechem Jagoda, gdy Zofia obserwowała harmider panujący na całkiem sporym rancho, które posiadał Patryk. Wybudował wszak nieduży hotelik (właściwie do przystosowując szlachecki dworek do takiej roli), dość dużą stajnię w której pewnie było kilkanaście koni. Większość jednak biegała luzem, dlatego zapewne przeważały tu szetlandzkie kuce właśnie. Wytrzymała na mrozy rasa, którą w polskich warunkach można było trzymać cały rok poza stajnią. I idealną do spotkań z dziećmi. W tej chwili Patryk instruował swoich pracowników, zapewne w kwestii niedźwiedzia. Po chwili wsiadł do samochodu, ruszając w kierunku bramy wjazdowej.

- Hm… duże to wszystko. Twój adorator musi być całkiem dziany. - Perka zapięła bluzę zasłaniając swoje nagie piersi. - Chcemy z nim pogadać czy jedziemy?
- Ja bym jechała…- odparła cichutko Jagoda zerkając na Zosię. A następnie spytała. - A o czym z nim pogadamy? Pewnie się spieszy, by wyjaśnić sprawę z niedźwiedziem w mieście. A może już wie … ile koni mu zginęło?
- Myślałam o tym drugim… ale mogę później zadzwonić. - Perka odpaliła silnik. - A mam co nieco naobiecywane, gdy wrócimy do domu.
- Więc do domu…- uśmiechnęła się lubieżnie malarka. I nieco… makiawelicznie. Czyżby wykreowała potwora?
 
Aiko jest offline  
Stary 26-06-2018, 20:52   #7
 
abishai's Avatar
 
Na pewno nienasyconą bestię. Ledwo przeszły z Duchem przez drzwi, ledwo się za nimi zamknęły… a już Perka została przyparta przodem do ściany przez Wilgę.
- Teraz jesteś… moja… dobrze że już nie musimy cię rozbierać.- wymruczała dociskając kochankę swoim ciałem, zsuwając się w dół. Dotarła do pośladków i badawczo wsunęła palec tam gdzie ostatnio prosiła ją Perka. Powoli poruszała delikatnie palcem, całując delikatnie pośladki i czasem kąsając gołą pupę kochanki. Drapieżna, zachłanna i władcza… taka była Wilga, gdy stłumione zostały jej kompleksy.
Zosia jęknęła zupełnie nieprzygotowana na tą napaść. Chciała uciec przed niespodziewanym atakiem, ale na drodze stanęła jej ściana.
- Wilga..c.. co ty? - Oparła nagle gorące czoło o ścianę.
- Uczę… się… jak sprawić...by było przyjemnie… ci…- mruknęła w odpowiedzi dziewczyna językiem wodząc po pupie, lekko szczypiąc drugą dłonią pośladki. I poruszając palcem w niegrzecznym zakątku, raz szybciej, raz mocniej, raz intensywniej, raz lekko na boki. Eksperymentowała z pieszczotami obserwując reakcję Perki.
- Jestem ciekawa.- dodała z fałszywą potulnością.
Zosia pojękując ocierała się o ścianę przy każdym najmniejszym ruchu. Już nie pamiętała kiedy ostatnio ktoś się z nią tam zabawiał. Gdy ciało odrobinę przywykło do nowej obecności zaczęła pomału sama nabijać się na palec kochanki.
- Głupia.. wszy.. wszystko co robisz. - Zaskomlała gdy Jagoda ukąsiła jej pośladek. -.. jest przyjemne.
- Dobrze… więc… zrobię… wszystko…- zachichotała Wilga, ściskając delikatnie pośladek i dała klapsa patrząc jak drży… z wyraźną fascynacją. Ruchy palca przechodziły w coraz szybsze tempo, by wywołać ten najważniejszy z krzyków… krzyk ekstazy.
Nie musiała starać się długo, wystarczyło kilka głębszych ruchów i w akompaniamencie okrzyków i jęków Perka niemal osunęła się po ścianie na kolana.
Tymczasem Jagoda wstała i zrzuciła z siebie sweter. Naga stanęła nad kochanką i pogłaskała Zosię po włosach.
- Chodźmy do łóżka… potrzebuję spełnienia… i ciebie… bardzo…
- Chciałabyś… - Perka pociągnęła kochankę i oparła ją plecami o ścianę. - nie… nie dam rady… iść. - Nim Wilga zdążyła odpowiedzieć przywarła do jej kwiatuszka ustami.
- Chcę…- jęknęła malarka obejmując głowę kochanki dłońmi i rozkoszując się jej pocałunkami.- Chcę… tak… mocno…
Rozpalona pożądaniem i dotykiem, drżała z trudem utrzymując się na nogach. Całych zresztą mokrych. Wszystko przeżywała intensywnie, aż do głośnego szczytu.
- Mmmyślisz… że… może… trze… ba go już… wyjąć ze mnie? Ten urok…- dodała z trudem łapiąc powietrze i formułując słowa.
- Zaraz… - Perka zmoczyła w ustach palec i gdyby Wilga widziała jej minę wiedziałaby, że powinna się obawiać planów kochanki. - … przyda nam się. - Delikatnie pocałowała kobiecość Jagody, jednocześnie delikatnie napierając zwilżonym palcem na jej tylne wrota.
- Dddo…- głos Jagody się załamał i dziewczyna pisnęła głośno czując intruza. Oczywiście malarka była ciaśniutka, dziewicza wręcz. Zacisnęła palce na włosach kochanki, nie próbując uciekać… drżała jak w febrze.
- Nnnie… da… się… - płakała zarówno od przyjemnych doznań szarpiących jej ciało, jak i ze strachu. Ale po chwili się rozluźniła, ułatwiając Perce podbój jak i oddając się w pełni sprawianej przez nią rozkoszy.
- Wszystko się da. - Wyszeptała Perka przez chwile okrężnymi ruchami masując okolice obranego na cel wejścia. - Wszystko… - Czując, że ciało Wilgi ustępuje przywarła ustami do jej kwiatu ssąc mocno i ostrożnie wsunęła namoczony palec.
- Wszysscco..- popiskiwała i pojękiwała Jagoda drżąc i poruszając lekko biodrami. Perka słyszała oddech kochanki i smakując jej kobiecość przekonywała się że okularnica coraz bliższa jest silnego szczytowania. I rzeczywiście bardziej zawyła z rozkoszy niż krzyknęła dochodząc intensywnie. I ją też nogi zaczęły zawodzić.
Perka dała jej opaść na kolana i gorąco pocałowała w usta. Mocno przytuliła ją dociskając swoje piersi do biustu malarki.
- Powinnyśmy… się ubrać...i zabrać do roboty…- uśmiechnęła się Wilga muskając ustami wargi Zosi. - Mamy.. tyle do zrobienia. I… pamiętam o mojej obietnicy tylko…
Westchnęła głośno. - Będę musiała cię… związać, żebyś grzecznie leżała, gdy będę cię… rozpalała aż do czerwoności. Więc na to… też… trzeba czasu.
- Dobrze ale… posprzątamy nago. - Perka uśmiechnęła się zalotnie i ostrożnie wyjęła urok z kochanki.
- Dobrze…- malarka rozpinać zaczęła bluzę Zosi odsłaniając jej krągłości. Uśmiechnęła się lisio i dodała szeptem wprost do jej ucha. - .. zdradzę ci sekret. I tak będę miała ochotę się z tobą kochać… nie potrzebuję uroku, by pożądać ciebie.
- Hmm… wobec tego zobaczymy ile jesteś w stanie wytrzymać bez niego. - Perka podniosła się i przeciągnęła. - To od czego zaczynamy?
- Musimy...przewietrzyć pokój, odkurzyć, przetrzeć meble, wymienić pościel… i chyba tyle. Można by jeszcze umyć podłogę. - zadumała się Jagoda wstając powoli i zerkając na Zosię dodała cicho przygryzając wargę. -... można też przetestować łóżko… lub stolik.
- Można… - Perka mrugnęła do niej i sięgnęła po porzucony przy drzwiach plecak z zakupami odrobinę złośliwie wypinając się przy tej okazji w stronę czarnowłosej czarownicy. - To ja zacznę od rozpakowania zakupów.
- A ja wybiorę… pokój i może znajdę ten rysunek Patryka… jeśli chcesz zobaczyć. Zrobiłam go trochę dla żartu.- mruknęła Jagoda, a Zosia poczuła nieśmiałe muśnięcie palców na swojej pupie. Szybkie i prawie niezauważalne.
Perka uśmiechnęła się ale pozostawiła to bez komentarza.
- Z przyjemnością zobaczę. - Zosia wyprostowała się. - Masz ochotę coś zjeść?
- Coś szybkiego… przynieść ci fartuszek, żebyś się nie ubrudziła? Jakiś mam.- rzekła z uśmiechem gospodyni ruszając na lewo, do części mieszkalnej posiadłości.

- Przynieś. - Perka odprowadziła Wilgę wzrokiem niemal widząc jak w głowie malarki powstają kolejne “akty”. Zaśmiała się cicho gdy ta się oddaliła i ruszyła do kuchni. Rozpakowywanie zaczęła od nakarmienia Ducha zakupioną kiełbasą. Minęło wiele czasu od kiedy miała go dla niego tak mało. Nie spodziewała się, że niewielka “pomoc” dla Wilgi przerodzi się w coś takiego, choć czerpała ze wspólnych pieszczot sporo radochy. Zerkając na wilczura zabrała się za rozpakowywanie zakupów. Zwierzę spokojnie zajadało się podanym mu jedzeniem, machając leniwie ogonem na boki. Duch był spokojny, ale czemu miało być inaczej? To była stara posiadłość, do której ubożęta sprowadziło kilka pokoleń potężnych wiedźm. Z pewnością w tym miejscu młode czarownice były bezpieczne przed “niedźwiedziem”.
- Oto mój szkic! - rzekła na powitanie Jagoda rozkładając rysunek Patryka na stole. Mężczyzna był na nim nagi i miał gibką sylwetkę atlety. W końcu przede wszystkim zapewne jeździł konno, nie był więc nabity mięśniami jak miłośnik siłowni. Malarka obdarzyła go też całkiem imponującym męskim atrybutem.
- To dorysowałam na podstawie… innych zdjęć i moich przypuszczeń. Ale tors i nogi widziałam na żywo.- skomentowała i dodała ze wstydliwym uśmiechem.- Jakoś… wolałam go narysować w pełni gotowym.
Stąd wyraźna stójka na szkicu.
Położyła różowym fartuszek obok rysunku i spytała. - A co planujesz na kolację? Jak się ubierzemy?
Perka nałożyła fartuszek na nagie ciało przyglądając się szkicowi. Trzeba było przyznać, że Wilga miała specyficzne fantazje.
- Dziś się przekonamy jaki jest na żywo. - Podniosła rysunek stając do Jagody plecami. - Zawiążesz? Na kolację planowałam pieczeń, zaraz zmarnowałabym mięso… zastanawiam się czy nie spróbować użyć wina twojej babci do marynaty.
- Można ale ono jest mocno doprawione. Nie wiem czy będzie pasowało do smaku marynaty.- rzekła zamyślona okularnica, tuląc się do pleców kucharki po zawiązaniu fartuszka, tak by ta poczuła jej miękki zgrabny biust świadczący o wyraźnym pobudzeniu malarki.
- Będę musiała go spróbować i dobrać do niego przyprawy. - Zosia odłożyła szkic. - Masz ochotę napić się ze mną?
- Tylko kapkę.. to naprawdę mocne wino…- okularnica odsunęła się od kochanki i dodała. - Trzeba uważać z nim.
Po czym ruszyła do piwniczki znów zostawiając Zofię samą.
- A co po kolacji?- zapytała po chwili, wracając z dużą zieloną butelką pokrytą pajęczynami.
Otworzyła ją i w nozdrza Perki uderzył mocny aromat jabłkowego wina zmieszanego z ziołami. Ale za to jakimi. Lubczyk, chyba imbir, mandragora… prawdziwy koncentrat afrodyzjaków. Po krótkiej inspekcji Perka, będąc doświadczoną czarownicą, zorientowała się że ten trunek był obciążony mocnym pobudzającym urokiem.
- Taaa… rzeczywiście wystarczy odrobinka. - Prawda była taka, że Zosia już na tym etapie niezbyt potrzebowała próbować wina. Znała smak większości jego składników. Była jednak ciekawa jak reaguje na nie Wilga i jeszcze bardziej… po co jej babci było to wino. Rozlała po niewielkiej porcji do szklanek, darując sobie wydobywanie kieliszków i podała jedno naczynie Jagodzie. - Po kolacji pewnie zaproponujemy naszemu gościowi jakiś alkohol, a może już w trakcie? - Uśmiechnęła się i upiła łyk.
- Zgodzi się… ma mocną głowę, chyba że doprawimy… mu trunek.- Wilga napiła się wina ze szklanki oblizując usta lubieżnie. Przyglądając się jej Zofia nie zauważyła, że jej własne ciało… zrobiło się ciepłe. I wilgoć pożądanie zbierała się między jej udami. Myśli Perki odpływały… właściwie o czym to mówiły? Usta Jagody były przecież tak blisko niej… nie lepiej było skorzystać z ich obecności? Słowa wszak były niepotrzebne. Palce Zosi przesuwały się mimowolnie po drewnie stołu, a pragnęły zacisnąć na piersiach kochanki, pupie. Żar w ciele Zosi narastał… a choć zachowała jako tako jasność myślenia, to… nie lepiej zatracić się w pożądaniu? Przecież oddychająco szybko Jagoda też miała na to ochotę.
Perka ostatkiem siły woli odstawiła szklankę na blat i już wolnymi dłońmi pochwyciła kochankę przyciągając ją do siebie.
- Chyba… - Szepnęła rozpalonym głosem tuż przy wargach Jagody. - Użyję normalnego wina. - Pocałowała czarnowłosą czarownicę mocno chwytając za jej pośladki.
- Tak... - to było ostatnie co powiedziała malarka całując zachłannie usta rudowłosej. Ocierała się udem o łono Perki, sięgając pod fartuszek dłońmi drapieżnie ściskając biust przyciśniętej do stołu Zosieńki.
Perka puściła pośladki Wilgi i podskakując lekko wskoczyła na blat. Uniosła fartuszek pokazując malarce swoją rozpaloną kobiecość.
Jagoda skinęła głową, klęknęła i zachłannie sięgnęła językiem do źródełka rozkoszy kochanki, zachłannie i drapieżnie wodząc nim po ciele Zosi. Ta jęknęła głośno, bezwstydnie i mimowolnie drżąc od intensywnym doznań. Mieszanka Babuni okazała się wielce podstępna, powodując że intymne rejony ciała były bardziej wrażliwe na dotyk niż zazwyczaj. Zosia chwyciła swój fartuszek zębami by uwolnić ręce i zaczęła brutalnie zabawiać się ze swymi piersiami ściskając je mocno i pociągając za nie na przemian. Nim się zorientowała jej uda wylądowały na ramionach Jagody i zaczęły się delikatnie ocierać o twarz kochanki. Nie spodziewała się, że jest w stanie reagować tak mocno i co gorsza… czuła że może być to nieco uzależniające. Krzyknęła dochodząc, a fartuszek opadł na twarz zajmującej się nią kochanki. Ciało Zosi było jeszcze nadal rozgrzane, choć ów przeżyty szczyt przywrócił jasność umysłu… Jagoda jeszcze nadal wodziła nerwowo języczkiem po udach kochanki, zajmując się sobą, by również zaspokoić swój “głód” za pomocą palców między udami.
Gdzieś na granicy szalonych pomysłów, Perce przyszło do głowy iż przy takim winku… potrzebowałaby kilku “Jagódek” na raz w łóżku. Jedna malarka nie wystarczała w pełni wszak… to wino idealnie nadawało się na sabaty. Zosia zerkała to na kochankę, to na stojącą obok butelkę z każdą chwilą nabierając pewności, że zabierze obie na najbliższy sabat. Zsunęła się ze stołu starając się nie potrącić Wilgi.
- Położysz się na podłodze? - Spytała rozpalonym głosem, delikatnie popychając kobietę do tyłu.

Nie otrzymała odpowiedzi. Jagoda drżąc i oddychając głośno nie była zdolna jej udzielić. Położyła się jednak grzecznie na podłodze i rozchyliła szeroko uda, bezwstydnie odsłaniając wszelkie sekrety swojego ciała przed kochanką. Zosia przyklęknęła nad nią tak by Wilga miała dostęp do jej kobiecości podczas gdy sama przywarła ustami do jej kwiatuszka. Powinny były się ubrać… nie powinny tego pić… Patryk… oby naprawdę zapomniał co tu będzie się działo bo coś czuła, że spędzą we trójkę noc w jednym łóżku. Ostrożnie zanurzyła palce w kwiecie Wilgi i powoli nabierając tempa zabrała się za zaspokajanie swojej kochanki. Malarka popiskiwałaby i pojękiwała, gdy nie fakt, że zachłannie przylgnęła ustami językiem do kobiecości kochanki. Zacisnęła mocno dłonie na pośladkach niemal wbijając paznokcie. Niemniej reakcja jej ciała na pieszczoty Perki była gwałtowna. Ciało gospodyni wiło się jak piskorz pod jej rozpalającą pieszczotą palców i naprężyło się gwałtownie świadcząc o intensywnie przeżywanej rozkoszy orgazmu. Zosia już delikatniej kontynuowała pieszczoty pozwalając własnemu ciału choć odrobinę się uspokoić. Jak długo mogło trzymać to winko? Co by było gdyby wypiły go po lampce?
- Ja… myślę… że… już… powinnam… pójść… sprzątać.- usłyszała w końcu z ust Wilgi, sama czując jak jej ciało się uspokaja rozleniwione intensywnie przeżytymi doznaniami.
- I mmoże… powinnam pójść.. sama… bo nigdy skończymy.- zachichotała z trudem malarka.
Perka przewróciła się na bok, układając się obok na podłodze.
- Obawiam się, że mogłybyśmy w ogóle nie zacząć... - Mruknęła wpatrując się w sufit. - Mówię to niechętnie, ale… weźmy się do roboty.
- Wynagrodzimy to sobie później…- rzekła Jagoda siadając i nachyliwszy się cmoknęła czule usta kochanki. Po czym wstała, otrzepała pośladki z teoretycznego kurzu.
- Im szybciej skończymy, tym prędzej… będziemy mogły… sprawdzić jak… długo… wytrzymam bez dotykania ciebie.- zaproponowała wesoło.
Perka przysiadła na podłodze.
- Zrobię nam naleśniki, ogarnę coś na kolację i poszłabym na górę pokombinować jakiś napitek dla naszego gościa. - Zosia przyglądała się z dołu swojej kochance, bardzo ciesząc się tym widokiem i ciekawą perspektywą. - Trzeba będzie za jakiś czas do niego zadzwonić.
- Ty wtedy zadzwonisz… ja się trochę wstydzę. Za to mogę ci zapewnić rozrywkę podczas dzwonienia… taką jak ostatnio…- stwierdziła okularnica czerwieniąc się ze wstydu.
- Może powinnyśmy się zamienić. - Zosia wstała z podłogi i uśmiechnęła się zawadiacko do Wilgi. - Ty zadzwonisz a ja zapewnię ci rozrywkę? Hm…?
- Ja mogłabym… nie wytrzymać… i…- Jagoda wyraźnie walczyła ze sobą, pragnienie pieszczot ze wstydem i strachem. W końcu uległa jednak pokusie dotyku swojej kochanki.
- Dobrze… ale najpierw obowiązki.- uśmiechnęła się nieśmiało i ruszyła do wyjścia z kuchni.
- Obowiązki… - Zosia odprowadziła kochankę wzrokiem z tęsknotą obserwując oddalające się pośladki, po czym popatrzyła na pogrążoną w rozgardiaszu kuchnię. - To co Duch… zaczniemy od sprzątania? - Wygładziła fartuszek i rozładowała zmywarkę tylko po to by napełnić ją kolejną turą naczyń. Duch szczeknął wesoło popierając plan dziewczyny, tym bardziej że nie musiał nic robić w związku z jego realizacją.

Gotowanie było mocną stroną Zosi. Więc przygotowanie posiłku szło gładko, gdy czynnik rozpraszający w postaci nagiej Jagódki, był poza zasięgiem jej wzroku i palców. A choć wino babuni kusiło, to stało bezpiecznie zapieczętowane czekając na okazje. Po przygotowaniu pieczeni i naleźników, pozostało Perce udać się na stryszek, do pracowni i zapoznać się zawartością miejscowych przepisów, zamkniętych w kuferku.
Kuferek ów był cenny zawierając przepisy i magię rodu Jagody. Był to skarb który malarka winna strzec, ale z uwagi na to że nie czuła się wystarczająco dobra w swym fachu, to teraz Zosia miała do niego dostęp.
Dla niewprawnego oka, ten kuferek nie stanowił żadnej wartości. Pełen szpargałów wszak zapisanych drobnym pismem. Ale Perka umiała rozpoznać wartość każdego grubego brulionu. Zyta znała się na ziołolecznictwie i wiele receptur było dla rudej czarownicy znajome. Ale nie wszystkie. Trafiło się parę perełek.
Były też zapiski, których z początku Zofia nie rozumiała, ale w końcu domyśliła się że dotyczą one położenia gwiazd na nieboskłonie i tajemnic wróżbiarstwa. Do tego dochodziły różne uroki zaklęcia związane z manipulacją pogodą, zwłaszcza przywoływaniem deszczu i burz. I odganianiem chmur… aczkolwiek przy każdym takim rytuale, przodkinie Jagody (bo zapiski były robione przez trzy pokolenia czarownic) ostrzegały by nie korzystać z nich zbyt często, bo bogowie nie lubią jak się miesza w ich dziedzinie. No i były eliksiry różnego rodzaju, warzone by pomagać, ale nie tylko… były też eliksiry uspokajające, hipnotyczne, usypiające, miłosne i na potencję, było też wspomniane słynne babcine winko. Mocno upajający afrodyzjak, który ponoć bardzo lubiła. Acz przestrzegała przed spożywaniem go w nadmiernej ilości. Sam przepis podobno przybył z samej Grecji wraz z jakąś wiedźmą, która przy okazji kultywowała tradycje kultu Dionizosa. A siebie samą określała terminem “bachantka”. W dużych ilościach wypite wino zwiększało siłę, zwinność i zmieniało delikatną kobietę w pozbawioną skrupułów drapieżną bestię. Potrafiącą rozszarpać rosłego wilka na strzępy.
Był też zbiór rytuałów, ale te dotyczyły głównie posługi świątynnej i wzywania duszków domowych. Wiedźmy z rodu Jagody nie miały wiele kontaktu z naturą bardziej pielęgnując stare przedchrześcijańskie tradycje.
Zosia czytając na temat winka babuni aż uśmiechnęła się. Jaka była szansa, że dysponowały nim już dziewczęta z wyspu Lesbos? Odłożyła przepis na bok i wybrała coś co mogło im się przydać na dzisiejszy wieczór. W różowym fartuszku zaczęła się kręcić po poddaszu wybierając odpowiednie składniki po czym zabrała się za właściwą pracę. Musiała przyznać, że pracownia była dużo wygodniejsza niż kuchnia Heleny, a z przepisami babuni Wierzby dawała też dużo więcej możliwości.
Przepis jaki początkowo wybrała… nazwany poetycko “Sen nocy letniej”, był mieszaniną ziół pobudzająco usypiających. Wedle opisu, dodany do trunku lekko otumaniał ofiarę i czynił podatną na sugestię, a choć nie pozbawiał pamięci… czynił wspomnienia ulotnymi niczym sen. I ofierze wydawało się potem, że to co przeżył naprawdę było snem. Czyż to było nie ekscytujące? Pozostawić Patrykowi wspomnienia, acz… tak, by nie był pewien czy to co pamiętał zdarzyło się naprawdę? Przepis wymagał trochę roboty i cierpliwości, ale wydawał się warty uwagi… A może trzeba było sięgnąć po inny?
Perka przesuwała palcami po przepisie układając sobie w głowie kolejne kroki warzenia eliksiru. Co jeśli będzie myślał że to sen, jak zmieni się jego podejście do nich? Nawet nie była pewna na ile sobie z nim pozwolą. Westchnęła kartkując zapiski szukając jakiejś alternatywy. Bo co będzie gdy ona wyjedzie? Toż… chyba nie planowała tu zostać, prawda? Czy zabierze Wilgę z sobą, a może jednak czarnowłosa odnalazłaby się obok Patryka. Gdyby tylko zrozumiał jej napady i… nie wystraszył się. Westchnęła ciężko uświadamiając sobie że po raz kolejny brak rodzinnych talentów daje się we znaki.
W końcu natrafiła na eliksir odpowiedni do jej celów. Wywołujący amnezję… całkowite zapomnienie ostatnich paru godzin. Niemniej ten wypadałoby podać tuż po samym akcie miłosnym. Tym ostatnim. Więc po przejrzeniu kolejnych kilku stron i natrafieniu na eliksir otumaniający Perka stwierdziła, że zamiast jednej przyjdzie jej uważyć dwie mikstury. Ułożyła na stole roboczym z jednej strony dwa przepisy, a z drugiej ten pojedynczy ale odrobinę ją niepokojący. Nie była wróżbitką, nie była w stanie przewidzieć co będzie lepsze. Zgarnęła jakieś znalezione piórko i uniosła je nad blatem roboczym. Puściła się patrząc obok której wersji upadnie bliżej. Upadło po stronie pojedynczego eliksiru...wahadłowym ruchem. Czyżby los chciał by podjęły ryzyko? A może duszki zamieszkujące ten dom. Albo wspomnienia całego rodu wiedźm. Niemniej wynik był jednoznaczny. Piórko wahadłowym ruchem leniwe wylądowało w centrum pojedynczego przepisu.
Perka odłożyła dwa przepisy do kuferka i zabrała się za przygotowania do uwarzenia “snu nocy letniej”. Była czarownicą. Czarownice nie kłócą się z losem.
Ucieranie ziół, mieszanie ich ze sobą… szeptanie cicho próśb do duchów. Perka poczuła drżenie powietrza dookoła swych dłoni. Dobry znak, udało się wykonać najtrudniejszą część mikstury. Reszta wymagała trochę wody w kociołku i wsypywania ich w dokładnie ustalonej kolejności. Czasochłonne zadanie, ale w porównaniu z nasączeniem ziół mocą... trywialne.

Nagle Zosia usłyszała głośne i szybkie kroki bosych stóp za sobą. Wilga? To z pewnością była ona. Ale czemu się spieszyła? Ostrożnie ułożyła wszystko by nie zmarnować dotychczasowej pracy i obejrzała się na schody.
- Jagoda?! - wytarła dłonie w fartuszek podchodząc do zejścia na dół.
- Patrz! Patrz!- Jagoda zdyszana wbiegała po schodach. Nadal golutka, co dawało przyjemne widoki z góry. Całą prawą rękę miała umorusaną w czymś czarnym, także twarz była brudna… zwłaszcza policzki. W dłoni trzymała biały arkusz, zwinięty w rulon.
- Zmienił się!
- Co się zmieniło? - Perka przyjęła podany arkusz, niechętnie odwracając wzrok od nagich piersi Jagody. Po rozwinięciu rozpoznała rysunek. Bestia, dwie sylwetki. Kobiece i coraz bardziej przypominające ją i Wilgę. Potwór też był wyraźniejszy. Niedźwiedź, duży i o skundlonej sierści. I długich pazurach. I kościanych wypustkach? Rogach? Rysunek pod tym względem był niewyraźny. Nieważne jednak było to co widoczne. A to czego nie było. Jagoda pod wpływem wróżebnego transu, starła z rysunku zarówno las jak i księżyc.
Czyżby zmiany były efektem ich dzisiejszych działań. Spojrzała z obawą na Wilgę.
- Jeden Patryk ze strzelbą… to może chyba być ciut za mało. - Mruknęła przenosząc wzrok z powrotem na szkic. - Powinnyśmy chyba spróbować porozmawiać z duchami. Może zdradzą co też przypałętało się na tutejsze ziemie.
- Kiedy planujesz to zrobić?- zapytała cicho Wilga spoglądając ufnie w oczy doświadczonej wiedźmy.
Perka oddała jej szkic i zerknęła na pyrkającą radośnie zawartość kociołka.
- Powinnam z tym skończyć… - W głowie starała się oszacować czas jakiego potrzebowała. - Jeszcze godzinka powinna wystarczyć. Zjemy, zadzwonimy i przeszłabym się na pole?
- Nie ma na rysunku Patryka, więc może póki będzie u nas… będziemy bezpieczne?- zapytała Jagoda z nadzieją.
- Też ciężko ci uwierzyć by to było takie proste? - Zosia mrugnęła do Wilgi. - Spróbujemy się zabezpieczyć na tyle na ile jesteśmy w stanie.
- Jak mogę ci pomóc z tymi duchami? - zapytała Jagoda przyglądając się czarownicy, zwłaszcza dekoltowi jej fartuszka.
- Niestety nie wiem. Nie jestem w tym specem i nawet nie wiem czego zażądają w zamian za informacje. - Perka oparła dłonie na biodrach. - Jak dobrze radzisz sobie z duchami?
- W ogóle…- zawstydziła się Jagoda i zerknęła w sufit.- No może trochę… z burzowymi. Płanetnikami i Żmijem. To podglądacze. Jeśli tańczysz ubrana tylko w bursztyn oddając im cześć to dają się uspokoić i rozproszyć na niebie. Wiem jak burzę wezwać… ale dotąd tylko ją uspokajałam. Raz sama, raz z babcią.
- Będę się czuła bezpieczniej jak będziesz obok z Duchem. - Perka ucałowała Jagodę w policzek i podeszła do wywaru by go zamieszać. - Niedawno miałaś atak?
- Przed chwilą… pobiegłam i namalowałam to.- rzekła z uśmiechem wskazując arkusz. - Takie nie są… straszne. Tego strasznego jeszcze nie widziałaś. I dobrze, że go ostatnio nie miałam.
- Myślisz… że powinnyśmy go otumaniać? - Perka wrzuciła kolejne utarte zioła do kociołka.
- Nie wiem czy sama nie powinnam się doprawić winem…- zaśmiała się nerwowo malarka i podeszła do Zosi. Jej dłonie wodziły po pośladkach kochanki nieco ją rozpraszając. Na szczęście obecne zadanie nie wymagało skupienia.
- Myślę… że nie utrzymamy dłoni przy sobie… nawet przy nim. Więc… trzeba się upewnić, że… nie będzie przeszkadzał, prawda? Lub… wykorzystać.- mruczała zmysłowo i cicho. -I… i… i… myślisz, że mu się nie podobamy. Nie… to złe pytanie. Ty z pewnością mu się podobasz. Myślisz… że nie chciałby mieć mnie, razem z tobą w ramach pocieszenia?
- Myślę że bardzo mu się podobasz i się o ciebie troszczy. - Zosia zerknęła ponad ramieniem na kochankę. - Więc dobrze bawilibyście się nawet sami.
- Nie czułabym się tak pewnie przy nim… bez ciebie.- zamruczała Wilga tuląc się do pleców czarownicy i mocniej ściskając jej pośladki.
Po czym nagle odsunęła się i dodała.
- Wybrudziłam cię węglem...przepraszam. Powinnam się umyć.-
- Teraz to powinnaś nawet mnie umyć. - Zosia zaśmiała się starając się nie przerywać pracy. - Choć jak masz ochotę możesz je wylizać. - Zażartowała, upewniając się na przepisie co ma zrobić dalej.
- Cóż.. węgiel nie szkodzi.- Jagoda kucnęła pobudzona tą sugestią i Zosia rzeczywiście poczuła język kochanki rozkosznie muskające jej pośladki. Powoli i niespiesznie.
Zaskoczona Perka oparła się o blat.
- Żart… - Obejrzała się na kochankę obracając lekko, ale widok który zobaczyła sprawił iż nie chciała przerywać dziewczynie. Obróciła się z powrotem pozwalając Jagodzie na te pieszczoty. - Nie wierzę, że nie poradziłabyś sobie sama z Patrykiem. Przy mnie jesteś taka… - chwilę szukała słowa mając problemy ze skupieniem myśli. -... pewna siebie? Zaborcza?
- Ale tylko.. przy tobie…- wymruczała wstydliwie Jagoda wodząc językiem prowokująco między pośladkami kochanki. Perka poczuła jak muska szczególnie obszar norki zakazanych rozkoszy. Prowokująco i delikatnie. -... ja… po prostu czuję się… przy tobie bezpieczna i swobodna. Przy nim… nie mogę.
Zosia zamruczała drżąc na całym ciele. Spod półprzymkniętych powiek z trudem pilnowała tego co działo się w kociołku.
- Jakie to przyjemne… - Jęknęła, chwytając się mocniej blatu.
- Widzisz jak długo… wytrzymałam…- zaśmiała się Jagoda skupiając się na tych punktowych muśnięciach języka jak najbliżej owego obszaru wyuzdanych rozkoszy. A same pośladki ugniatała i masowała dłońmi. Po czym nagle zachichotała.
- A wiesz co mnie przeraża lekko… poranek po tej nocy i czy zdołamy nie zostać przyłapane przez niego za dnia.
- Och… chyba jesteśmy w stanie się chwilkę powstrzymać. - Perka sama nie wierzyła w swoje słowa. Wypięła się lekko w stronę kochanki, czując jak ciało zaczyna się domagać więcej. Na udzie poczuła pomału spływającą strużkę. - Może znajdę coś hamującego popęd?
- Pewnie babcia… ma tam w zapiskach taki środek. - palce malarki zanurzyły się między płatkami kwiatu kochanki delikatnie poruszając, w rytm muśnięć języka na pupie. - Ale czy chcemy go zażywać? Myślałam że ty chcesz mieć opinię skandalistki tutaj?
Zosia zadrżała i rozchyliła szerzej nogi.
- To by… była... - Oparła czoło o blat, czując jak kolana jej miękną. - była.. propozycja.
- Acha…- mruknęła Jagoda delikatnie kąsając pośladek kochanki.- … Nie przeszkadza mi kuzynka… skandalistka. I tak we wsi uważają mnie za odludka. Miłego i grzecznego, ale jednak odludka.-
Palce mocniej zaczęły poruszać się i napierać w intymnym zakątku Zosi, podczas gdy język nadal wodził pomiędzy jej pośladkami, gdy malarka mówiła. - Zresztą… jak pojadę z tobą, na kilka… dni czy tygodni… to pewnie i tak wszyscy zapomną.
- Ta… - Słowo przerodziło się w okrzyk rozkoszy gdy Zosia doszła od pieszczot Jagody.
- Uprzątnęłam już pokój.- zadowolona z siebie artystka wstała rozkoszując się widokiem kochanki “stygnącej” po niedawnych przeżyciach. - Wybrałam taki z dużym łóżkiem. Zmieścimy się w nim we troje. Jeszcze tylko wymienię pościel i potem możemy do niego zadzwonić. I ubrać się… myślę, że to dobry pomysł. By się ubrać.-
- Tak. - Zosia odezwała się cicho nie chcąc podnosić się z blatu. - To chyba dobry pomysł.
Jagoda jeszcze tęsknie musnęła palcami gołą pupę kochanki i z chichotem ruszyła do schodów po drodze zabierając rysunek ze sobą.
Perka wciąż leżąc na blacie podniosła kartkę z notatkami babci i spojrzała co jej zostało.
- Jak tak dalej pójdzie zostanę nimfomanką. - Mruknęła do siebie i niechętnie się podniosła, wracając do przerwanej pracy. Na szczęście mikstura wymagała jedynie kolejności wrzucania składników. Czas się nie liczył, więc ta krótka przerwa nie przeszkodziła Zofii w warzeniu eliksiru. I przybrał on właściwą barwę zgodną z opisem w notatkach. Gotowe…
To zadanie Zofii udało się ukończyć. I musiała przyznać, że okazała się godna dziedzictwa jakie krążyło w jej krwi.
Z ulgą przelała wywar do przygotowanej wcześniej karafki i odetchnęła. Nogi nadal były dosyć słabe, a koniec pieszczot tego dnia nawet nie pojawił się na horyzoncie. Może powinna zadzwonić do matki albo Heleny i spytać czy kojarzą taką bestię. Chwyciła naczynie i ruszyła na dół.

Nie natknęła się w kuchni na nikogo poza Duchem, który to miejsce wybrał na swoją siedzibę. Blat stołu kuchennego był sprzątnięty. Miejscowe wino zniknęło. Zapewne trunek babuni Wilga z powrotem zaniosła do piwniczki. Wszak wiedziała jaki ono ma wpływ na ludzi i że obie nie potrzebowały go w tej chwili. Z pobliskiej łazienki słychać było prysznic. Jagoda pewnie się myła w tej chwili. Zosia pogłaskała wilczura, rozładowała zmywarkę i załadowała ją resztką znalezionych brudnych naczyń, po czym zabrała się za kończenie naleśników. Napełniła je farszem z warzyw i kawałka kiełbasy, który ukradła Duchowi i podgrzała na patelni.
- Ładnie pachnie…- powiedziała Jagoda wchodzą do kuchni i wycierając jeszcze ręcznikiem mokre ciemne włosy opadające puklami na jej twarz i okulary. Przesunęła palcami po twarzy i zakładając zgarnięte włosy za uszy. - Dzwonić do Patryka teraz, czy po obiedzie?
- Zjedzmy póki jest ciepłe. - Perka postawiła talerze z naleśnikami na stole i polała je przygotowanym wcześniej sosem. - Chcesz wina do tego?
Otworzyła jedną z szafek, w której udało się jej wygospodarować nieco miejsca na podręczny składzik alkoholu.
- O...odrobinę... może. - zawahała się malarka bojąc się że to wino może mieć na nią taki wpływ jak babcine. Ale to było niemożliwe, z czego Zofia zdawała sobie sprawę.
Perka przytaknęła i nalała im nieco do kieliszków z butelki, którą otworzyła robiąc marynatę.
- Wywar jest gotowy. - Wskazała na stojącą na stole karafkę, sadowiąc się, nadal w samym fartuszku, przy stole.
- Czyli to zrobimy. Czuję się jak spiskowiec.- zaśmiała się nerwowo Jagoda przyglądając miksturze. - To podniecająca świadomość… ale wiesz… w taki nieerotyczny sposób.
Zabrała się za jedzenie i stwierdziła z zachwytem.- No… widzę że nie tylko weterynarzem jesteś, ale i mistrzynią kuchni. To bardzo smaczne.
- Niewiele więcej umiem. - Perka zaśmiała się i zabrała za jedzenie upijając odrobinę z kieliszka. Przyda się jej skoro miała pogadać z duchami. Wolała nie robić tego na trzeźwo.
- Babcia mówiła że zboże pragnie krwi przed zbiorami. - przypomniała sobie jakiś ponury fakt z nauk swojej mentorki. - Jakie duszki chcesz zapytać?
- Nie spodziewam się Dobrochoczego w okolicy, a on pewnie by pomógł. Wydaje mi się, że widziałam Julki niedaleko miejsca gdzie zabito konie. - Perka zastukała widelcem w blat stołu. - Powinny pomóc za nieco jedzenia. Po zimie mogą mieć niewiele zbiorów. Wolałabym nie spotkać południcy lub rusałek… ech nie wiem. Zobaczymy kto kręci się w tej okolicy. Jeszcze nie miałam za bardzo okazji się jej przyjrzeć.
- Na południce to chyba za wcześnie. Słońce jeszcze za słabo świeci, by chciały tańcować.- oceniła Jagoda na podstawie swojej nikłej wiedzy. Poprawiła ręcznik na ramionach dodając.- Rusałek zaś trzeba w głębi lasu szukać. Kasandra… moja praprababka, a może prababka przegoniła wszelkie złe duchy z okolic wsi. Ona była taka jak ja… tyle że znacznie potężniejsza.
- Wobec tego jak na coś trafię to raczej na coś przyjaznego. - Perka skończyła jeść i dopiła zawartość kieliszka. - To co… dzwonimy?
- W każdym razie nic wrogiego.- stwierdziła z uśmiechem Jagoda kończąc posiłek i podchodząc do telefonu. Wzięła go w dłoń i wybrała numer.
- Patryk? Możesz rozmawiać? - zapytała przyjaźnie.
Perka wstała od stołu i podeszła do kochanki, obejmując ją od tyłu. Oparła podbródek na ramieniu Jagody, by słyszeć rozmowę i pozwoliła dłoniom zawędrować na piersi czarnowłosej.
- Cudownie… się czuję.- wymruczała malarka prężąc się pod dotykiem dłoni Zosi i odpowiadając na pytanie, którego ta nie zdążyła posłyszeć.
- To dobrze. Wiem jak nieprzyjemny to musiał być widok, zwłaszcza dla wrażliwej osoby jak ty.- usłyszały obie.
- No tak. Nie przyglądałam się za bardzo. Ten widok krwi…- szepnęła cicho Jagoda i zmieniła temat.- Co robisz?
Zosia uśmiechnęła się, była pewna że Wilga była zbyt skupiona na czymś innym by choć popatrzeć o patrzeniu na krew. Pochwyciła malinki piersi Jagody i zaczęła nimi delikatnie pociągać.
- Ruszam zrobić zakupy, potem wpadnę do siebie po rzeczy i do was. Kupić coś dla ciebie? Dla Zofii?- zapytał Patryk, a Jagoda zadrżała z trudem utrzymując jęk który chciał się wyrwać z jej ust.
- Kuuuupić? Niech. Niech… pomyślę.- wydukała drżąc pod pieszczotą kochanki. Jej pupa naparła na biodra Perki i ocierała się o jej ciało.
Zosia ucałowała ramię kochanki i opuściła jedną rękę niżej by delikatnie pogładzić kobiecość Jagody.
- Spytaj go o konie. - Szepnęła cicho, wprost w rozpaloną skórę czarnowłosej czarownicy.
- Nie… nic.. nie trzeba.- szeptała cicho Jagoda drżąc w objęciach rudej kusicielki.
- Co ? Nie dosłyszałem.- dopytywał się Patryk.
- A konie? Jak tam… konie… Zosia… prosiła mniee..- czasami malarka z trudem hamowała jęki.
- Zginęło w sumie sześć.. dwa musieliśmy dobić, bo by padły od ran w ciągu… godziny. Reszta ma powierzchowne skaleczenia skóry. Nic poważnego, ale jutro zabiorę Zofię by je obejrzała. Na pewno nic nie chcecie?- zapytał na końcu.
Zosia wsunęła palec w kobiecy kwiat Jagody jednocześnie mocno zaciskając dłoń na trzymanej piersi.
- Może kupi nam wibrator. - Szepnęła rozbawiona.
- Wibra…- jęknęła przerażona Jagoda i zacisnęła zęby dysząc z pożądania.
- Wibra...co?- zapytał się Patryk.
- Nnnic.- szepnęła szybko Wilga próbując jakoś załagodzić sprawę.
- Czy to znowu będzie jak z tą przesyłką w poprzednim roku? - zapytał ostrożnie Patryk.- Tą którą musiałem u Jolanty odbierać za ciebie? Dziwnie się wtedy na mnie patrzyła.
- Co za przesyłka? - Spytała szeptem Perka i delikatnie uszczypnęła pierś Wilgi.
- Do celów… badawczych… artystycznych… dildo…- wyjęczała cichutko malarka drżąc w objęciach.
- Nie chcę wiedzieć… do jakich badań chcesz użyć tego dildo… Zapytam Jolantę o takie zabawki, ale nic nie mów Zofii. Trochę głupio przywozić mi takie rzeczy, ale cóż… mamy dwudziesty pierwszy wiek, a ty jesteś dorosła. Masz swoje potrzeby…- odparł równie zawstydzonym głosem Patryk, który również posłyszał odpowiedź okularnicy.
- Jaki dobry chłopiec. - Szepnęła Zosia i zaczęła śmielej sobie poczynać z kobiecością Jagody. - Spytasz ile mu to wszystko może zająć?
-Jaak… ddługo...ooo.- Jagoda z trudem panowała nad swoim głosem, wijąc się zmyslowo pod dotykiem kochanki. Malarka przymknęła oczy rozkoszując się jej dotykiem i w zasadzie była pośredniczką w rozmowie między Perką a Patrykiem.-... ci.. too zaajmie.
- Wszystko dobrze? - zapytał zaniepokojony mężczyzna.
-Ttaak… idealnie… nnniee maartw się.- wydukała szybko Jagoda.- Jest... idealnie.
- Myślę że tak na wpół do siódmej uwinę się z tym wszystkim. Wtedy wpadnę. Co zabrać oprócz broni i ubrań na zmianę? I szczoteczki oczywiście.- odpowiedział Patryk.
- Dobry nastrój. - Rzuciła cicho Perka i delikatnie ugryzła ramię kochanki.
- Dobry.. nastrój…- mruknęła zmysłowo Jagoda i zwróciła się twarzą do Zosi, by ją zachłannie pocałować.
- Jadę bronić dwóch ślicznych dziewcząt… więc tego akurat będę miał w nadmiarze. Lepiej ty przygotuj klucze do sypialni by się zamknąć na noc, co by mnie nie kusiło zajrzeć do waszych, gdy zaśniecie.- zażartował zadziornie Patryk.
Perka uśmiechnęła się słysząc tą odpowiedź. Przysunęła swoje usta do ucha Wilgi.
- Kończ… chcę cię doprowadzić. - Szepnęła delikatnie liżąc przy tym płatek ucha kochanki.
- Muszę… kończyć.- mruknęła z trudem Wilga tłumiąc jęk i nie dając się Patrykowi pożegnać z trudem odłożyła telefon na miejsce.
- No … no… - Perka obeszła kochankę i przyklęknęła przed nią. - Patryk kupuje ci zabawki. Chyba powinnam być zazdrosna. - Pocałowała kobiecość Jagody nosem zahaczając o jej wrażliwy punkcik.
- Pppowiem… wszystkoo… ale… dokończ.- Wilga oparła się dłońmi o pukle kochanki i drżąc poddawała pieszczotom.
- Yhym… - Perka przytaknęła ruchem głowy, drażniąc przy tym dodatkowo swoją kochankę i zabrała się do pracy, ponownie wsuwając palce w kwiat Wilgi.
- Taaak… proszę… taaak…- popiskiwała cicho dziewczyna pod jej dotykiem. Rozgrzana pieszczotami była w tej chwili blisko szczytu rozkoszy. Gdy ten nadszedł jęknęła głośno i zadrżała opadając na kolana. Potem usiadła opierając się plecami o ścianę i łapiąc powietrze dodała tłumacząc.
- To niezupełnie tak.. jak mówił Patryk.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.

Ostatnio edytowane przez abishai : 26-06-2018 o 20:54.
abishai jest offline  
Stary 26-06-2018, 20:57   #8
 
abishai's Avatar
 

Perka ułożyła się na podłodze, opierając się głową na łonie kochanki. Spojrzała na Wilgę, cześciowo przesłoniętą z tej perspektywy przez zgrabny biust.
- A jak?
Jagoda odgarnęła włosy z czoła i twarzy i dodała wstydliwie.
- Napoczęłam babcine wino któregoś wieczora. Pierwszy raz. Z sentymentu i ciekawości. Wypiłam dość dużo i zrobiło się… ciekawie. Zadzwoniłam do Jolanty i wymamrotałam jej czego chcę. Dużej erotycznej zabawki. - odetchnęła głęboko. - Ona wybiera się raz na miesiąc do znajomych w stolicy. Przy okazji kupuje różne rzeczy, które wpadną w jej oko, a których tutaj nie da się kupić. I te rzeczy, które sąsiedzi u niej zamówią. Tak jak ja zrobiłam. Potem, gdy Jolanta wróciła już z towarem, nie mogłam się zebrać na odwagę by go odebrać. I uprosiłam Patryka. Przyniósł mi mój zakup, a ja wrzuciłam go pod łóżko i… nie ruszałam od tamtego czasu.
Perka sięgnęła ku górze i delikatnie traciła pierś kochanki.
- Nie kusiło cię by tego użyć?
- Kusiło. Ale jakoś się nie odważyłam. To przy tobie jestem taka… śmiała.- zamruczała cicho, głaszcząc czule policzek Zosi.
- A mnie kusiło by zaproponować Patrykowi by wziął z sobą jakoś kłódkę by zabezpieczyć się przed nami. - Perka wyszczerzyła się do kochanki. - Myślisz, że by wtedy przyjechał?
- Tak. Pewnie wziąłby to za żart.- zaśmiała się Jagoda. - Że go poduszkami będziemy tłuc, albo każemy przeszukiwać każdy kąt… bo usłyszałyśmy pisk mysz, a każda dziewczyna się boi myszy.
- Ta… był w szoku jak zobaczył moją reakcję na ten bałagan na pastwiskach… a raczej widząc jej brak. - Zosia spojrzała na stół, na którym stała karafka. - Jak chcemy mu to podać?
- Doprawimy herbatę?- zamyśliła się Jagoda i wodząc palcami po włosach Zofii dodała.- Jeśli… ty go zagadasz, a pewnie zdołasz, to ja mu doleję potajemnie. Albo zrobimy już doprawioną. Nie będzie nic podejrzewał, nawet jeśli smak się zmieni. Wie że wzorem babci zbieram zioła i robię napary.
- Równie dobrze możemy doprawić wino. A pewnie będziemy je pić i do posiłku i po. - Perka wtuliła głowę w dłoń kochanki. - Po dwóch lampkach co najwyżej uzna, że lekko go wzięło.
- Więc nie powinno być kłopotu. A jak będzie… zwiążemy siłą, napoimy… i poczekamy na rezultaty.- zażartowała wesoło Wilga i uśmiechnęła się dodając.- Patryk nie jest konfliktowy. Nie będzie sprawiał kłopotu.
- Myślałam, że może dać się zaprowadzić do łóżka i związać po dobroci… - Perka zamyśliła się. - Zastanawiałam się czy dać mu babcinego wina ale… nie wiem czy by się na nas nie rzucił.
- No trochę to oto chodzi…- zachichotała okularnica i te okulary poprawiła.- Zostawmy jednak babcine wino jako ostateczność.
- Myślałam, że chodzi o to że chciałaś go posmakować. - Perka wyszczerzyła się.
- No to też.- odparła wesoło Jagoda i dodała.- Prowadzi zdrowy tryb życia. Chyba nie padnie po pierwszym razie prawda? A nawet gdyby padł, to co dla prawdziwych czarownic postawić go na nogi?
- Prawda… Jestem ciekawa co ci kupi. - Perka podniosła się siadając na podłodze. - Chodźmy na te pola. Kupiłam kilo mięsa, będzie siedzieć w piekarniku z dwie godziny.
- Nago? Nie za dużo tego kuszenia losu? -zapytała gospodyni przypominając gościowi o ich stanie w tej materii.
Zosia wstała i otrzepała pośladki na oczach Jagody.
- Nie wiem jak ty ale ja mam ubranie. - Obróciła się przodem do Wilgi i dygnęła unosząc fartuszek niczym sukienkę.
- No...masz… ale jak będziesz tak paradować to zajmiemy się na tym polu czymś innym niż duszkami.- zażartowała z łobuzerskim uśmiechem Jagoda i wstała. Obróciła się dookoła siebie zerkając na swój tyłeczek. - Chyba się za bardzo nie wybrudziłam, więc drugiej kąpieli nie będzie. Jak się ubierzemy, możemy ruszać. Zabrać coś konkretnego ze sobą?
- Nieco jedzenia. Ja się obmyję czuję że mam zacieki na udach po tych wszystkich zabawach. - Uśmiechając się pokazała Jagodzie jedną z nóg.
- Ja zaś… obiecuję… że nie wejdę do łazienki. Obiecuję sobie.- odparła okularnica i nachyliła się, by musnąć czubkiem języka owe zacieki na udzie. - Ale co będzie później… kto wie.
- Yhym… - Perka prawie zamruczała, zabawy z Wilgą przyjemnie ją podnieciły, jeśli jednak nie przerwie tego nigdy nie wyjdą. Westchnęła ciężko. - Dobra, zgarnę ciuchy i idę do łazienki.
- A ja do pokoju. Jakieś.. konkretne wymagania mają te Julki co do jedzenia?- zapytała malarka prostując się i znów ruszając do wyjścia z kuchni.
- Jedzą to co zbiorą, czyli zboża, owoce, grzyby. Jakieś pieczywo czy jabłka będą idealne. Możesz wziąć kilka z tych, które kupiłam na szarlotkę. - Powiedziała Perka, zdejmując z siebie fartuszek i układając go na blacie kuchennym.
- Dobrze…- odezwała się już za drzwi kuchennych malarka uznając, że co z oczu to serca.

Perka odczekała chwilę i ruszyła do swojego pokoju po ubrania i jakieś przybory do kąpieli. Wczoraj nawet nie zdążyła się rozpakować nim… Uśmiechnęła się na wspomnienia ostatniej nocy. Teraz czekało ją niestety nieco pracy.
Słyszała z sąsiedniego pokoju, wesołe nucenie Jagody. Niewątpliwie ruda kochanka miała pozytywny wpływ na jej życie. Sprawiała że samotna dotąd dziewczyna nabierałą optymizmu i pewności siebie. Otwierała się na nowe doznania. Ciekawe jak otworzy się na Patryka. Perka zachichotała i zgarnęła kilka ubrań odrobinę nie pasujących do wiejskiego życia. Wiedziała, że miną lata nim jej garderoba zacznie odpowiadać wiejskiej czarownicy tym bardziej że matka nadal dbała o to by córka nosiła się “jak na Jabłonowską przystało”. Cokolwiek by to miało nie znaczyć.

Wzięła szybki prysznic zmywając z siebie pozostałości serii igraszek i szybko zaczęła wciskać w kolejne warstwy garderoby.

[media]https://i.pinimg.com/564x/3b/2d/47/3b2d475573cfa0146e507ee409e1314b.jpg[/media]

Ubrana wyszła na korytarz poszukać swojej gospodyni.
Jagoda krzątała się po kuchni wypełniając kosz jedzeniem. Ciasne jeansy opinające ciało, czerwona flanelowa koszula, na to czarna kurteczka. Włosy spięte jak zazwyczaj. Uśmiechnęła się na widok Zosi mówiąc.
- Wyglądasz jak… romantyczna poetka. Bardzo pięknie.
Perka dygnęła teraz już unosząc spódnicę, spojrzała jednak na kochankę tak pożądliwie jakby ta nie miała na sobie absolutnie nic.
- A ty jakbyś chciała bym cię znów wykorzystała. - Mrugnęła do niej. - Wszystko gotowe?
- I pewnie wykorzystasz, choć wyglądasz na niewiniątko.- odparła Wilga wystawiając język, po czym dodała.- Gotowa. Mam spakowane jedzenie, tak jak poleciłaś.
- Bo jestem niewiniątkiem. - Zosia uśmiechnęła się szeroko. - Duch, idziemy na spacer.
- Gdzie chcesz iść na ten piknik? Wzięłam koc i wino… dla kamuflażu.- wyjaśniła Jagoda chwytając dłoń Zosi. Duch ziewnął i przeciągnął się, po czym merdając ogonem podążył za obiema kobietami.
- Na łąkę… najlepiej gdzieś gdzie ludzi unikają zasiewu. - Zosia ściskając dłoń Wilgi wyszła na zewnątrz. Wzięła głębszy oddech czując świeże powietrze. Większość czasu w domu spędziła nad garami lub wtulając nos w kwiatuszek Jagody i o ile obie rzeczy sprawiały jej wiele przyjemności, to raczej tumaniły myśli. - Prowadź.


- Daleko nie zajdziemy. Łąki należące do mnie nie były zasiewane… nigdy. Odkąd posiadłyśmy ten dworek.- wyjaśniła Wilga prowadząc Zofię i Ducha nieco dalej od domu.
Poprowadziła ją na skrawek łąki znajdującej się blisko lasu.
- Zostawiamy by rosło dziko i tylko zbieramy… to znaczy, teraz to ja zbieram, wedle wskazówek mojej babci.- wyjaśniła pokazując łany nie koszonej nigdy łąki.
Perka uśmiechała się przyglądając się przylegającym do dworku terenom. Jeszcze był marzec ale już niebawem wzejdą wszystkie rośliny… powinna tu zostać do tej pory i zebrać zapasy.
- Pięknie. - Pewnym krokiem ruszyła przed siebie. Wysokie buty skutecznie chroniły przed wilgotnymi trawami. Idąc pozwoliła spojrzeniu odpłynąć, widząc jak towarzyszący jej Duch i trzymana za dłoń Jagoda, rozmywają się stając się ledwie cieniami. Z uwagą przyglądała się łące szukając niewielkich istotek.
Jagoda wraz z Duchem trzymały się z dala. On wiedział kiedy nie przeszkadzać swej pani, a ona była ciekawa. Perka czując coraz lepiej drugą rzeczywistość zaczęła je dostrzegać. Julki zerkały spomiędzy źdźbeł ciekawsko na zbliżającą się czarownicę. Było ich tu sporo. Pewnie obecność siedziby Kalatów przyciągała je w tą okolicę.
Czarownica przykucnęła pośród traw i uśmiechnęła się do małych ludzików.
- Jestem Zofia Jabłonowska, czarownica. Przybyłam w gościnę do gospodyni siedziby Kalatów. - Mówiła spokojnym głosem nie chcąc spłoszyć Julków. - Czy chciałybyście ze mną porozmawiać.
- Czego tu szukasz… wiedźmo z Jabłonowskich? - odezwał się jeden z nich, a reszta powtórzyła za nim niczym chórek. - Czego tu szukasz… czego… czego...czego.
Perka zaczekała aż chórek ucichł.
- Przywiodła mnie tu wróżba Jagody Kalaty, obecnej gospodyni dworu. - Przyglądała się duszkom, odruchowo starając się choćby oszacować ich ilość.
- My jej nie szkodzimy. My cicho jesteśmy. My łąki strzeżemy, boże krówki pasiemy, mrówkom pomagamy, ptasie gniazda pilnujemy. - odezwały się chórkiem, choć ilość głosów się zmieniała. Były małe i liczne, okrąglutkie. Szacunkowo wyszło Zofii, że jest ich tu koło czterdziestu.
- Wiem… jest bardzo wdzięczna za tą opiekę i pomoc. - Przyklęknęła na ziemi, nie zważając na to że rajstopy lekko przemakają. - Jednak coś zagraża tym ziemiom. Chcę jej pomóc, ale… potrzebuję najpierw waszej pomocy. Wieści.
- Już za późno na pomoc. Już za późno na ratunek. Czekać trzeba.- zmartwiły się wyraźnie duszki.
- Jest nas dwie… jeszcze jest szansa… wierzę w to. Powiedźcie proszę tylko co nam zagraża. - Popatrzyła po Julkach. - Na co trzeba czekać?
- Leszy… jest umierający. Ranion przez… coś… ranion ciężko. W szale pogrążony, gniewem zaślepiony. Ból wpędził go w szaleństwo… jak tych śmiertelnych co w pełnię zwierzę w sobie czują. - wyjaśniły nerwowo.
- Ktoś zraniło Borowego… - Perka na chwilę oderwała wzrok od duszków, spoglądając na okolicę. Dzisiaj już dwa razy zatrzymywała się w lasach. - Wiecie kto zranił ducha lasu?
- Nie… nie wiemy. Nie chcemy wiedzieć. Leszy też nie stąd… z głębi lasów przybył, wściekły i szalony. To już nie dziad borowy… tylko dzikość i ślepy gniew ostały w nim.- z czasem ilość duszków malała. Julki chyba bały się o tym rozmawiać. Z czterdziestu, tylko piętnastka jeszcze nie kryła się przed czarownicą.
- Rozumiem. A… są tu ci w których szał budzi się w pełni? - Spytała niewielkiej grupki, która jeszcze przy niej pozostała.
- Przy jeziorze mieszka, a w jeziorze ryby łowi, wyje w czasie pełni, nic nie robi człowiekowi.- odparły Julki zadowolone ze zmiany tematu na bardziej neutralny.
- Dziękuję wam za pomoc. - Perka wyprostowała się. - Zostawię podarek.
Minki duszków wyrażały zadowolenie i zachwyt… oczywiście wizją podarku.
Perka uśmiechnęła się do nich i pozwoliła świadomości powrócić do ich ludzkiej rzeczywistości. Rozejrzała się szukając Jagody i Ducha.

Czekali na nią cierpliwie tam gdzie ich zostawiła. Jagoda poprawiła okulary i uśmiechając się nieśmiało spytała.
- I… co? Czego się dowiedziałaś?
- Zostawmy jabłka i chleb… - Perka spojrzała na nią z nietypową dla siebie poważną miną. - Porozmawiamy w domu, dobrze? - Z odrobiną obawy spojrzała na wszechobecne mazurskie lasy, wcinające się w łąki i pola, niemal dotykające licznych jezior. Leszy mógł być wszędzie.
- Aż tak źle?- zapytała nerwowo Jagoda postępując zgodnie z polecenie doświadczonej czarownicy.
- Nieciekawie i obawiam się, że strzelba Patryka na niewiele się tu zda. - Perka zaczekała, aż Jagoda zostawi Julkom jedzenie i unosząc lekko spódnicę ruszyła w kierunku dworu. - Bały się mówić, nie chcę ich straszyć.
- Może gdybyśmy pomogły uczynić strzelbę Patryka mocniejszą? Albo samego Patryka?- zapytała Jagoda podążając za nią, a Duch za nimi spokojny. Co dodawało otuchy Zosi, bo gdyby był niespokojny… to Leszy mógł być w pobliżu.
- Wolałabym by w ogóle nie zbliżał się do… - Ugryzła się w język, zerkając na pobliski lasek. - To nasze sprawy, niech normalni lepiej się w nie nie mieszają.
- Zadbamy żeby nie miał czasu, albo sił na wyprawę do lasu.- zażartowała malarka próbując poprawić im atmosferę.
- Tak. - Perka uśmiechnęła się do młodszej czarownicy. - I zadbamy o to byś straciła dziewictwo. - Wyszczerzyła się.
- To też..- mruknęła Jagoda chwytając za rąbek sukienki Perki i lekko przyciągała ją do siebie. - A jak to zaplanujemy? Mamy się jakoś przebrać? Czy może będziemy improwizować wieczorem?
- Im bardziej będzie to przypominać sen tym lepiej zadziała urok. - Zosia objęła kochankę w pasie, prowadząc ją z powrotem do dworu. - Mogłybyśmy trochę udekorować jedną sypialnię, może jakieś białe tkaniny, które zdejmiemy gdy już Patryk uśnie? Same też mogłybyśmy się przebrać. - Zamyśliła się. - Masz białe szaty na noc kupały?
- Pewnie są tam gdzie reszta strojów, kabaretki i gorsety i… suknie balowe i bielizna Kassandry. Prababka przebywała w Berlinie… w czasach międzywojennych i przywiozła mnóstwo różnych ciuchów ze sobą. Wtedy tam ubierano się skandalicznie.- wyjaśniła Jagoda obejmując kochankę w pasie.- Białe prześcieradła i zasłony się znajdą.
- Och taki strój nie z epoki będzie świetny. Jeśli coś do siebie dobierzemy. Coś co da się szybko założyć. - Myśli Perki choć na chwilę uciekły od przykrego tematu rannego ducha. - Przygotujemy już sypialnię, jakoś go namówimy by tam nie szedł po przyjeździe… znajdziemy coś by go związać? Jakieś tasiemki? Lina?
- Mam liny… mocne, bo konopne. Babcia je robiła, mama, ja też… nauka cierpliwości w wydaniu naszego rodu.- zaśmiała się cicho Jagoda, a gdy przekroczyły próg domostwa znów docisnęła swym ciałem Perkę do ściany. Nachyliła swoją twarz ku niej i pocałowała jej usta mrucząc.
- A to… żebyś… miała pewność, że kusiło mnie...zrobić coś głupiego na tej łące.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.
abishai jest offline  
Stary 27-06-2018, 22:51   #9
 
Aiko's Avatar
 
Perka oddała pocałunek obejmując mocno kochankę.
- A już myślałam, że w takiej ilości ubrań nie będę cię kusić. - Odgarnęła czarne pasmo, które jak zwykle opadło na twarz Jagody. - Ja.. czułam… nadal czuję niepokój.
- Postaram się go zdławić.- palce Jagody sięgnęły do zapięcia marynarki rudej czarownicy. Odchyliła jej poły i przywierając ciałem od jej ciała, całować poczęła szyję. Dłonie zeszły niżej na pośladki Zosi masując je delikatnie, a czasem drapieżnie.
- Ja wiem… że ze mnie żadna pomoc, ale zrobię co będzie trzeba… mamy zapiski mojej babci, mamy te eliksiry które przygotowała przed śmiercią. Nie jesteś sama z tym problemem.- szeptała muskając języczkiem skórę Zosi, choć obecny strój ograniczał jej możliwości.
Zosia oparła się o ścianę z zamkniętymi oczami ciesząc się dotykiem kochanki. Pocałunki rzeczywiście nieco ją uspokajały.
- W okolicy jest ranny Leszy. Oszalał. - Powiedziała powoli. - Chce tylko zabijać.
Te słowa musiały zmrozić Jagodę. Choć była raczej niedoświadczoną i nie dokońca wyszkoloną czarownicą to wiedziała, czym jest leszy… jeden z najpotężniejszych duchów. Co mogło zranić taką istotę?
Wilga przerwała na moment pieszczoty sparaliżowana słowami Perki. I dopiero po chwili uśmiechnęła się blado.
- Tu nam nic nie grozi… uroki… rzucone przez prababkę… nas chronią.- kucnęła i podwijać zaczęła sukienkę rudej kochanki, by odsłonić jej nogi i intymne obszary między nimi. - Mogę… to znaczy… nie wiem… jeszcze… ale mogę z czasem… się dowiedzieć co go raniło. Mam… domysły.-
Gdy sukienka znalazła się w górze, rajstopy okazały się być grubymi pończochami, dopiętymi do skrytego gdzieś wyżej pasa. Perka zapewniła swojej kochance sympatyczny widok zakładając do tego czerwone koronkowe majtki.
- Sprawdzimy. - Mruknęła obserwując Jagodę. - Spróbujemy go uspokoić nim zabije więcej zwierząt lub co gorsza człowieka.
- Tak… zrobimy to…- wyszeptała Jagoda językiem napierając językiem na tą bieliznę. Wodząc po niej, pocierała koronką intymny zakątek kochanki.- Zaplanujemy i przygotujemy się. Przybył z deszczem… jeśli znów przybędzie… spróbuję… burzę naszym sojusznikiem uczynić.
- Yhym… - Perka chwyciła sukienkę, uwalniając dłonie kochanki.
Jagoda zerknęła w górę i zsunęła powoli majteczki Zosi w dół, przyglądając się z lubieżnym uśmieszkiem podbrzuszu.
- Nie widziałaś mnie jak tańczę w bursztynowych bransoletach i naszyjniku…- zamruczała dumnie i palce zanurzyła w intymnym zakątku kochanki, poruszając nimi leniwie. Także i język zaczął prowokująco pocierać po wrażliwym zakątku jej łona. Pieszczoty te były niespieszne, ale Wilga dbała o to by doznania były wyraźne.
- Będziesz musiała… mnie związać. - Perka naparła biodrami, nabijając się mocno na palce kochanki. - Związać, bym się nie rzuciła na ciebie w tej burzy.
- Nie wiem… czy będę musiała… to może… spodobać się płanetnikom… albo żmijowi… jeśli ty też będziesz ubrana jak… tancerka dla niego…- stwierdziła cicho Jagoda zaczynając śmiało sobie poczynać w intymnym zakątku Zosi. Pozwalała jej się szybko nabijać, na swe palce, poruszała nimi energicznie, sama szybko je wciskała liżąc podbrzusze i uda kochanki. - Ponoć… tancerki kusiły, by zszedł do nich jako kochanek… Ale babcia żadnego nie ściągnęła z nieba… choć mogłaby pewnie, gdyby chciała.
- A chciałabyś... mnie zobaczyć ubraną tylko... w bursztyn? - Perka cały czas przyspieszała ruchy czując, że jeszcze od rozmowy telefonicznej czuje w dołku pewien ucisk.
- Też…- szeptała rozpalonym głosem Wilga. Jej usta wodziły po udach kochanki, przyszpilając ruchami palców rudą kusicielkę nie dając jej ani chwili wytchnienia.
Przy okazji rzekła cicho.
- Mam cztery komplety… ale nigdy nie dało się znaleźć czterech tancerek. I powodu, by tyle ich zebrać razem.
- Nie.. nie mogę się doczekać… - Wizja tańca nago pośród deszczu, w objęciach Wilgi sprawiła, że Perkę przeszył przyjemny dreszcz. Trzymając w zębach sukienkę, zaczęła ściskać ukryte pod sukienką i stanikiem piersi.
- Ja też… nigdy nie tańczyłam z kimś… w deszczu.- poruszając palcami w intymnym zakątku kochanki także i Jagoda się rozmarzyła. Jej język delikatnie muskał skórę podbrzusza w przeciwieństwie do gwałtownych ruchów dłoni podbijających ciało doświadczonej czarownicy falami rozkoszy.
Zosia jęknęła dochodząc i oparła się ciężko o ścianę. Chwilę łapała oddech wpatrując się w czarną czuprynę kochanki.
- Kto mówił o tańczeniu.. - Uśmiechnęła się, czując jak wraz z dreszczami znika nieprzyjemne napięcie, związane z nowymi informacjami.
- Przyznaję… że miło będzie cię rozebrać do naga…- zachichotała Jagoda zerkając w górę. Z bezczelnym uśmieszkiem oblizała palce, którymi przed chwilą dotykała kwiatuszka swej młodej mentorki. Następnie z pietyzmem nasunęła bieliznę Perki na jej miejsce.
- Ale myślę, że nie możemy chodzić po moim domu na golasa… za duża to pokusa. - dodała.
Perka przez dłuższą chwilę wpatrywała się bez słowa w kochankę, to jak Jagoda oblizała palce, sprawiło że miała ochotę kontynuować zabawę.
- Tak… lepiej żebyś się nie rozbierała… nie masz może jakiegoś worka pokutnego? - Spytała żartobliwie, choć niezbyt była w stanie ukryć to jak rozpalony jest jej głos. - Nie… to mogłoby nic nie dać.
- Masz rację.- mruknęła malarka potulnie wstając i przyglądając się kochance. - To ja zajmę się prześcieradłami i wystrojem może, ty kolacją… a potem jak starczy jeszcze czasu, zajmiemy się sobą nawzajem? Może tak być?
- Potem powinnyśmy się zająć przebraniami. - Perka zdjęła marynarkę odwieszając ją w korytarzu i poprawiła potarganą sukienkę. - Obawiam się, że zajmowanie się sobą będzie musiało poczekać na Patryka. - mruknęła.
- Dobrze… chcesz je sama wybrać? Powiem ci gdzie są. - malarka też odwiesiła swoją kurtkę, zerkając łakomie na zgrabną sylwetkę Zosi. - zastanawiam się czy rano zdołamy być powściągliwe. Dziś rano nie byłyśmy.
- Może wybierzemy się tam razem. Chwile mi zajmie wstawienie tego wszystkiego w kuchni. - Perka podeszła do kochanki i pocałowała ją. - A rankiem… będziemy się martwić rano.
- Dobrze…- uśmiechnęła się Jagoda i ruszyła stroić prześcieradłami pokój ich przyszłej ofiary na ołtarzu miłości cielesnej. Zaś Perce przyszło udać się do kuchni, by zabrać się za przygotowanie posiłku.
Zosia założyła fartuszek, który jeszcze niedawno miała na gołym ciele i podwinęła rękawy sukienki. Sprawa obiadu była dosyć prosta, wystarczyło jedynie wstawić mięso do piekarnika, ale chciała jeszcze zrobić ciasto i jakąś zupę… już nie pamiętała kiedy ostatnio zjadła pełen posiłek. A już taki, który by ktoś dla niej zrobił… westchnęła ciężko i zabrała się za pichcenie. Niestety podczas gotowania powróciły obawy i nawet lekko wilgotne majtki i wizja nocnych igraszek nie potrafiły odciągnąć jej myśli. Leszy… oszalały Leszy. Pomrukiwała pod nosem starając się wymyślić jak poradzić sobie z tym problemem. Może gdyby go wyleczyć… tylko jak znaleźć go, zbliżyć się tak by jej nie zabił i jeszcze mu pomóc?

Machinalnie obierała ziemniaki, a po nich jabłka, dając obierki Duchowi i zerkając na piekarnik. W końcu gdy już wszystko było przygotowane, poddała się i wybrała numer matki. Wolała przyznać się do niewiedzy przed nią niż przed Heleną.
- Słucham? - usłyszała znajomy głos, matka była osobą dystyngowaną i spokojną… przynajmniej przez telefon.
- Cześć. - Perka zaczęła odruchowo miętosić fartuszek. - Mam malutki kłopot i zastanawiałam się czy mogłabyś mi coś poradzić.
- Jaki to kłopot moja córko?- odparła kobieta stanowczym tonem głosu, niczym nauczycielka przepytująca uczennicę.
- Oszalały ranny Leszy. - mruknęła zrezygnowana Zosia. Gadanie z matką nigdy nie było łatwe, nawet mimo że jednak była tą czarownicą. - Zastanawiam się czy dałoby radę go uspokoić.
Po drugiej stronie słuchawki zapadła złowroga cisza.
- Nie można zranić Leszego, to nie dzikie zwierzę. Można… zatruć i w ten sposób powoli uśmiercić. Ale takiej trucizny nie da się uwarzyć z wilczej jagody. Jak… długo był zatruty? Co ci powiedział? - zaczęła w końcu pytać matka.
- Nie rozmawiałam z nim mamo. - Perka miała ochotę sama się kopnąć za swoją głupotę. - Rozmawiałam z Julkami bo nie wiedziałam co w ogóle się dzieje. W nocy zabito kilka koni a inne mocno raniono i ewidentnie nie było to związane z posilaniem się.
- Aż tak źle? To już niewiele da się zrobić. Nawet jeśli jakimś cudem uda się go wyleczyć, to i tak będzie zmieniony przez to co doświaczył i zrobił. Będzie skażony. Najlepiej wytropić jego leże i otoczyć cierniową barierą co by nikogo skrzywdzić nie mógł, nim skona. Nie znam kochanie żadnego sposobu na ubicie Leszego. Może w okolicy w której jesteś są jakieś doświadczone czarownice?- zapytała matka.
- Wierzba zmarła dwa lata temu, obecnie jest tu jej wnuczka. - Odpowiedziała Perka, zerkając na drzwi do kuchni. - Mogę się rozejrzeć, ale nie wyczułam innej czarującej.
- Ród Wierzby wywodzi się od kapłanek świątynnych. Dobrze sobie radziła z pogodą. Jeśli jej wnuczka może sprowadzić piorun na ziemię, to to może uśmiercić Leszego, dając mu wytchnienie. - to było duże “jeśli”, zważywszy na to jaką wiedźmą była Jagoda.
Perka chciała zauważyć, że przed chwilą wysłuchała, że Leszego nie da się zranić, ale ugryzła się w język.
- Porozmawiam z nią. - Odparła tylko, zerkając na pracujący piekarnik. - A co u ciebie mamo?
- Och… poszłam do lekarza na kontrolę. Nawet nie uwierzysz co u mnie odkrył.- rzekła z rozbawieniem Barbara, która choć leczyła się sama to z racji wieku chodziła do lekarza na comiesięczną kontrolę, “bo tak wypadało”. On zaś znajdował u niej różne dziwne znamiona i niedobory przepisując matce Perki mnóstwo suplementów. Barbarę zawsze to bawiło… wymyślne łacińskie określenia, które jej medyk nadawał wyimaginowanym przez niego “chorobom”, jakie to miały trawić ciało Barbary. Potem przyszedł czas na plotki dotyczące domowych stron Zofii. W tym czasie do kuchni weszła Jagoda i widząc że jej przyjaciółka rozmawia przez telefon usiadła na stole obserwując ją. Niepewna tego z kim mówi Perka, Wilga powoli rozpięła guziki flanelowej koszuli, robiąc u góry niewielki dekolt i eksponując szyję. Z figlarnym uśmiechem czekała na reakcję Zosi na ten widok.
- Ttaa… wiesz mamo. - Oczy Perki zawisły na odsłoniętej skórze Wilgi. - Chyba… coś mi się przypala. - Skłamała, bo podczas paplaniny matki dawno wyłączyła piekarnik. - Pozdrów ciocie, dobrze?
- Dobrze kochanie… uważaj na siebie.- odparła Barbara i połączenie się zakończyło. A Jagoda czekała grzecznie na to co zrobi Zosia.
Perka podeszła do kochanki i bez słowa sięgnęła do jej koszuli rozpinając kilka kolejnych guzików.
- Mówiłaś coś o żadnym seksie przed przybyciem Patryka… że czasu nie ma?- stwierdziła malarka, nie tylko w żaden sposób nie przeszkadzając Perce odkrywania tego co ma pod flanelową koszulą. Co więcej sama położyła dłonie na biuście rudej czarownicy i ugniatała obie piersi drapieżnie. A sama pana Jabłonowska odkryła co Wilga ma pod koszulą. Różową półprzezroczystą koszulkę na wąskich ramiączkach.
- To czemu zaczynasz? - Perka pochyliła się i pocałowała Wilgę w usta.
- Tylko… dotykam… to ty rozpięłaś…- jęknęła okularnica podnieconym głosem i mocniej ścisnęła biust kochanki i dodała. - Skończyłam… z pokojem. A ty?
- Coś tam dodać, coś polać, ale tuż przed podaniem. - Zosia wsunęła dłoń we włosy Wilgi i odchyliła jej głowę do tyłu. - To idziemy wybierać ciuszki?
- Tak.- rzekła zadziornie Wilga, ale oplotła kochankę w pasie nogami dodając. - Rozpięłaś mi koszulę.
- A ty masz pod spodem koszulkę. Ładnie to tak? - Perka wyszczerzyła się.
- A ty nie masz biustonosza? - odgryzła Wilga nachylając się i całując szyję czarownicy. Jej dłonie nie przerywały intensywnego ugniatania biustu pochwyconej “ofiary”.
- Mam… pasujący do majtek. - Zosia rozpięła do końca koszulę kochanki. - Jak myślisz… kiedy tu dotrze?
- Za pół godziny… może… odpuścimy sobie dobieranie ubrań? Zawsze możemy to zrobić później? Chyba że chcesz się przebrać już teraz w coś… nie wiem… innego?- szeptała Wilga oddychając szybciej.
- Jest mi w tym bardzo dobrze. - Zosia uniosła koszulkę Wilgi, starała się by jej głos był jak najspokojniejszy ale miała problemy z ukryciem narastającego podniecenia. - Może jednak popracujemy nad twoją cierpliwością?
- Jjak?- speszyła od malarka czerwieniąc ze wstydu. Po czym dodała cicho.- Wyglądasz kusząco w tym co masz na sobie Perko.
Zosia chwyciła piersi Wilgi i ścisnęła je mocno.
- Będę cię pieścić przez te pół godziny a potem każę czekać na spełnienie do igraszek z Patrykiem. - Uśmiechnęła się niewinnie. - Co ty na to?
- Ja… nie wiem…- pisnęła przestraszona i pobudzona zarazem okularnica, sama mimikując pieszczotę dłoni Zofii, na jej biuście.
Perka przyklęknęła przed stołem i zaczęła rozpinać spodnie Wilgi.
- Co cię naszło żeby założyć dżinsy. - Pociągnęła mocno za pas, ściągając je ze szczupłej pupy kochanki.
- Skoro miałyśmy się udać na łąkę… uznałam że pasują. Założyć coś innego?- mruknęła malarka nie próbując ukryć różowych majteczek w białe serduszka. I faktu, że są nieco wilgotne.
- Nie mam seksownej bielizny, nie miałam dotąd powodu takiej kupować.- skomentowała wstydliwie.
Perka delikatnie pogładziła kobiecość kochanki przez materiał majteczek.
- Ta jest całkiem seksowna. - Delikatnie kąsnęła udo Wilgi.
- Cieszy mnie… że ci się podoba na mnie…- zamruczała cicho Jagoda rozsuwając szerzej nogi i ułatwiając kochance zadanie. - I chciałabym móc ciebie… pieścić… dotykać… później.
- Dobrze… - Perka dalej delikatnie przesuwała palcami po majteczkach. - … pozwolę ci po obiedzie. - Pocałowała lekkie zaczerwienienie na udzie i ugryzła obok.
- Patryk będzie… wtedy… już po eliksirze? Zobaczę… wszystko?- drżąc lekko od pieszczot Wilga nerwowym ruchem dłoni zakładała opadające w dół pasma włosów za uszy.- Możesz… ją zdjąć dla mnie teraz? Sukienkę?
- Czy ja wiem… - Zosia uśmiechnęła się spoglądając na kochankę z dołu. - … miałam cię jedynie pieścić. - Pocałowała kolejną malinkę i zabrała się za robienie kolejnej tuż przy majteczkach Wilgi.
- Pieścić możesz i mój wzrok swoim… pięknem…- argumentowała Wilga przyglądając się z pożądaniem kochance i masując swoje piersi delikatnymi muśnięciami palców.
- Hm… zgodzę się jeśli nie będziesz się dotykać. - Zosia sięgnęła do zapięcia sukienki na plecach.
- Obiecuję.- rzekła pospiesznie malarka, bojąc się że jej kochanka może zmienić zdanie.
Perka uśmiechnęła się i rozpięła sukienkę. Powoli ściągnęła ją przez głowę, ukazując pasujący do majtek czerwony koronkowy stanik i podobny pas, do którego przypięte były pończochy. Nachyliła się i pocałowała przez majteczki kobiecość Wilgi.
- Nie musisz się przebierać, by być słodkim snem… wyglądasz jak marzenie…- jęknęła cicho Jagoda napierając podbrzuszem na pieszczące ją usta Zosi, ale dotykać… dotykała tylko swoich piersi przez różową koszulkę.
- Cieszę się, że ci się podoba. - Zosia dmuchnęła na przemoczone majteczki Wilgi i powróciła do delikatnych pocałunków. Musiała być ostrożna jeśli nie chciała by kochanka jej tu doszła. Muśnięcie za muśnięciem… to było niczym otwieranie sejfu wytrychem. Delikatne ruchy, nasłuchiwanie… czasami bolesne czekanie, by Jagoda ostygła nieco. Jej ciało drżało, a na policzkach miała rumieńce. A i Zofia musiała radzić sobie z faktem, że była tylko w bieliźnie rozbierana wzrokiem przez spragnioną jego kochankę. Co było też podniecające dla samej rudej kusicielki. Zabawa jednak była przednia, aż…
- Nnnadjeżdża… Patryk, nadjeżżdża.- zauważyła przez okno Jagoda, a i Zosia słyszała silnik jego wozu.
Perka pocałowała na pożegnanie majteczki Wilgi i wstała z klęczek, zabierając swoją sukienkę. Poczuła jak jej własna bielizna jest przemoczona, do tego koronka przyjemnie drażniła nabrzmiałe płatki.
- Ubierz się - Powiedziała rozpalonym głosem, jednocześnie wciągając przez głowę sukienkę. - zagadam go chwilkę.
- Dobry pomysł… założę spódniczkę…- zeskoczywszy ze stołu Jagoda podciągnęła szybko jeansy i pognała do swojego pokoju pospiesznie. A Tarpan zatrzymał się już i Patryk z zapakowanym plecakiem ruszył do drzwi domostwa.
Zosia wyszła na korytarz dopinając sukienkę i wygładziła ją nim otworzyła drzwi.
- Dotarłeś. - Ucieszyła się szczerze, w końcu miały wobec mężczyzny nieco planów.
- Na skrzydłach radości bym tu przyleciał, gdybym nie mógł samochodem.- zażartował Patryk. W jeansach… ale poza tym miał białą koszulę i czarną marynarkę. Bardzo formalnie. - Wyglądasz zjawiskowo.
- A ty tak elegancko, że mam obawy czy mój obiad jest dość dobry. - Perka zaśmiała się. - To wszystko? - Wskazała na plecak.
- Ubrania, broń, amunicja.. za… perfumy wam kupiłem, w ramach prezentu. Marzeniem każdego faceta jest zamieszkać z dwiema atrakcyjnymi kobietami pod jednym dachem.- rzekł wesoło mężczyzna. - Mieszkam niedaleko, jak coś mi braknie to podjadę po prostu.
- Będę miała dla ciebie zadanie. - Zosia wpuściła mężczyznę do środka uznając, że dała kochance wystarczająco dużo czasu. - Jagoda ma beznadziejne korkociągi. Sprawdzimy czy nadajesz się na naszego obrońcę. - Mrugnęła do Patryka i poprowadziła go do kuchni.
- Zmierzę się z każdym wyzwaniem. - odparł dumnie mężczyzna podążając za Zofią.- To jak spędzacie wieczory? Jagoda ma prąd, ale jej babka nie chciała mieć ani telewizji ani radia nawet.
Perka wprowadziła go do kuchni i wydobyła z szafki butelkę wina i korkociąg. Obie rzeczy położyła na stole.
- Przyjechałam dopiero wczoraj i to późno. - Uśmiechnęła się i dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że był to zalotny uśmiech. Jej ciało było tak rozpalone, że nie do końca nad nim panowała. - Porozmawiałyśmy, powspominałyśmy, wzięłyśmy kąpiel i padłyśmy.
- Tooo… ciekawie spędzony wieczór.- odparł Patryk sięgając po korkociąg i nie odrywając wzroku od Zofii. Dziewczyna nie była telepatką, ale w tej chwili była pewna, że zna jego myśli. Z pewnością próbował sobie wyobrazić wspólną kąpiel obu kobiet.
Perka uznała, że z przyjemnością popracuje nad wyobrażeniami mężczyzny.
- Nie widziałyśmy się z Jagodą wieki. - Wzięła ze stołu fartuszek, który zrzuciła razem z sukienką i powoli zaczęła składać różową tkaninę. - Chcemy nadrobić ten czas, więc ciężko nam się rozdzielić nawet na chwilę. Tak długo rozmawiałyśmy, że usnęłyśmy w jednym łóżku. - Zaśmiała się. - Wybacz to dziecinne.
- Ale zrozumiałe. Nie będę wam przeszkadzał?- zapytał biorąc się za otwieranie wina. - Nie jestem z rodziny i nie wiem czy powinienem słuchać waszych rozmów. Rodzinne tajemnice winny pozostać w rodzinie. Może powinienem jutro przywieźć jakieś planszówki?
Nie umknał Zosi jego wzrok wędrujący po jej pupie, gdy się pochyliła poskładać fartuszek.
- Och… to nie będzie problem, z przyjemnością się czegoś o tobie dowiem. - Zosia przytuliła różową tkaninę do piersi, unosząc je przy tym delikatnie. - Widziałam dzisiaj twoją stadninę, to imponujący obiekt.
- Wykorzystałem po prostu możliwości okolicy. Hipoterapia jest coraz bardziej ceniona.- zezował w kierunku jej piersi podczas otwierania butelki. A gdy się udało rzekł żartobliwie.- Koziorożec, trzydzieści lat, lubię jeździć konno, zachody słońca, spacery po lesie i… rudowłose… czarnowłose, blondynki, te z zielonymi włosami i niebieskimi też..- dodał ze śmiechem.- Jak widzisz jeszcze nie dopracowałem mojej wizytówki na stronach matrymonialnych. Co do reszty… nie umiem sobie mówić, ale odpowiem na wszystkie pytania.
- Uważałabym z takimi propozycjami. Masz tu dwie samotne kobiety i właśnie otwierasz wino. Pytania mogą być niebezpieczne. - Mrugnęła do niego. - Cieszy mnie, że wymieniłeś mój kolor włosów na pierwszym miejscu.
- Jeśli zapytasz o moje kompromitujące randki, to… cóż… obawiam się że jestem nudny pod tym względem. Dotąd moje romanse były… mdłe. Każdy kończył się zwykłym pożegnaniem… żadnego tłuczenia talerzy.- rzekł z uśmiechem Patryk, a do kuchni weszła Jagoda. Widząc strój Patryka speszyła się.- Nie wiedziałam, że… to tak… oficjalnie.-
Miała bowiem nadal flanelową koszulę na sobie (i pewnie tą samą koszulkę pod nią), a dobrała do nią jeansową spódniczkę do kolana.
- Wyglądasz wspaniale. - Perka podeszła do niej odkładając po drodze na bog fartuszek i ujęła w dłoń końce koszuli. Po chwili rozpięła kilka dolnych guzików i zawiązała kokardę tuż pod piersiami Wilgi. Nie omieszkała przy tym delikatnie dotknąć ich palcami. - A teraz wyglądasz nawet jak kowbojka. Będzie pasowało.
- Wygląda… naprawdę… świetnie.- Patryk się zgadzał z Zosią pod tym względem wędrując łapczywym wzrokiem po odkrytym ciele i podkreślonych piersiach Jagody. Ta czerwieniła się wyraźnie poprawiając nerwowo okulary. A Zosia nie potrafiła zgadnąć, na ile ten rumienic był wywołany wstydem a na ile podnieceniem.
- Dzidzięki… ty też wyglądasz świetnie Patryku. To długo tak gadacie? Może powinnam zostawić was samych. Ja tam dużo nie gadam. Chyba że się zdenerwuję… ale nie wścieknę, po prostu nie panuję wtedy nad językiem. Ale po co wam to mówię skoro oboje wiecie…- rozpoczęła swój monolog Jagoda.
Zosia z rozbawieniem położyła palec na jej wargach.
- Zaraz zatkamy ci czymś tą buzię. - Mrugnęła do kochanki. - A na razie moje gadułki, trzeba rozłożyć obrus i podać jedzenie. - Obróciła się do Patryka. - Cieszę się, że nie tłuczesz talerzy, bo nie ma tu zbyt wiele zastawy.
- To jak dzielimy obowiązki?- zapytał Patryk, a Jagoda wykorzystała okazję by musnąć językiem palec Perki na swoich wargach.
Zosia aż przygryzła wargę. Niechętnie zabrała palec spoglądając jeszcze na Wilgę.
- To Jagoda jest tu gospodynią, niech decyduje. Ja wyciągam jedzenie z piekarnika. - Odsunęła się od kochanki nim ta zrobiła coś co by jeszcze bardziej podnieciło i zabrała się za kończenie posiłku. Gdy założyła rękawice i pochyliła się by otworzyć piekarnik, była niemal pewna, że spojrzenia obu spoczęły na zapięciach pończoch.
Co potwierdzało milczenie obojga. Zamiast zabrać się za robienie czegoś konstruktywnego, gapili się na jej ciało w ciasnej sukience.
- Ttak… to… co robimy… Jagodo?- zapytał w końcu Patryk wykazując nieco więcej siły woli niż młoda czarownica.
- Ty wyjmij talerze… a ja… ja.. rozłożę obrus.- rzekła w końcu Wilga.
Zosia w tym czasie by upewnić się, że jej towarzysze nie będą się nudzić, wydobywając mięso z naczynia, w którym się piekło i polewając je sosem, delikatnie przesuwała stopą po łydce niby się drapiąc.
- Nie gap… się... bo talerze…- Jagoda syknęła cicho, do rozkładającego talerze na stole Patryka. On wykładał. Ona poprawiała. Oboje zerkali na Perkę. Patryk miał trudniej, bo wykorzystywał też okazję, by zerknąć w dekolt Wilgi, podkreślony przez “zmiany kosmetyczne” Perki.
Zosia ustawiła na stole półmisek z parującym mięsem.
- To będzie duże fo pa, jak zdejmę te buciory, prawda? - Uśmiechnęła się do przyglądającej się jej dwójki. - Przez to jeżdżenie i spacery nogi mi odpadają.
- Mi to nie przeszkadza… a tobie Jagódko?- zapytał retorycznie Patryk, ta tylko zaprzeczyła ruchem głowy.
- Jesteście kochani. - Zosia usiadła na krześle i zakładając nogę na nogę tak by gdzieś tam zamajaczyła czerwona bielizna, zaczęła po mału rozsznurowywać buty. - W piekarniku są jeszcze ziemniaczki, a w lodówce sałatka. - Uśmiechnęła się do pozostałej dwójki, ciekawa które pierwsze dopadnie piekarnika by schylając się zajrzeć jej pod spódnicę.
Uczynił to Patryk któy jednak nie miał konkurencji. Nie dlatego że Jagódka nie pragnęła, ale zaczerwieniona jak burak, próbowała uspokoić myśli. Wpatrywała się w talerze układając je tam i z powrotem, niby to poprawiając ich układ. A Patryk… próbował dyskretnie podejrzeć majtki Zosi.
Perka skończyła rozsznurowywać jeden but i zabrała się za drugi, przekładając nogę tak by mężczyzna mógł zobaczyć nieco więcej.
- Jagódko pomożesz mi z nimi? Ciężko je samemu zdjąć.- Uśmiechnęła się ciepło do “kuzynki” dla takich chwil warto było walczyć z wysokim obuwiem.
- Ja… dobrze… dobrze…- wydukała Jagoda, podczas gdy Patryk dłuuugo wyciągał te ziemniaczki, zerkając w kierunku Zofii. Na plus można było mu zaliczyć to, że starał być “dyskretny” w swym podglądaniu.
Jagoda podeszła do Perki i wodziła przez chwilę na granicy buta, by po chwili zacząć go obiema rękami ściągnąć z kochanki. Oczywiście… musiała się przy tym nachylić. A choć jej sukienka nie była dość krótka, by odkryć przed Patrykiem sekretów bielizny malarki. To była wystarczająco ciasna, by opinać wypięte lekko pośladki dziewczyny, ku uciesze zarówno Patryka jak i Zofii.
Perka uniosła wyżej nogę by ułatwić Wildze zadanie, a jednocześnie wynagrodzić jej tą pracę, widokiem własnych przemoczonych majteczek. Jednocześnie odsłoniła się na tyle, że jeśli do tej pory Patryk miał wątpliwości co do tego jak wygląda jej bielizna to powinien je w tej sekundzie stracić.

Rozwiązane buty zeszły gładko z nóg i Zosia odetchnęła z ulgą, stając w samych pończochach na kuchennej podłodze.
- Dziękuję. - Całowała Jagodę w policzek, dyskretnie przesuwając po nim języczkiem i przejmując od czarnowłosej czarownicy swoje obuwie. - Odniosę to do korytarza. - Uśmiechnęła się do stojącego przy piekarniku mężczyzny. - Jakby co też się nie krępuj. Chciałybyśmy byś się tu czuł jak w domu.
- Nie krępuję się. - stwierdził nieco speszony jednak mężczyzna, bo jak się okazało, wybrał trochę za ciasne spodnie. I choć rysunek Wilgi był przesadzony, to nie za bardzo. I reakcja na widoki była dość wyraźna. Nic więc dziwnego, że próbował ją zamaskować niosąc ziemniaki na poziomie bioder.
Perka powstrzymała uśmiech. Wiedziała, że w tej chwili byłby zbyt lubieżny i tak oblizała wargę gdy tylko wyszła na korytarz by odnieść buty. Idąc w stronę drzwi wejściowych nasłuchiwała co też dzieje się w opuszczoną przez nią kuchni. Patryk okazywał się być śmielszym mężczyzną niż się początkowo spodziewała i w sumie… cieszyło ją to.

Odstawiła buty i idąc na palcach ruszyła w drogę powrotną. Wyglądało na to, że nie będą miały bardzo trudnego zadania. Trzeba było tylko w odpowiednim momencie podać mu wywar. Z radości prawie podskoczyła, powstrzymała ją jednak ciekawość. Zatrzymała się krok od drzwi kuchni nasłuchując.
-...anta była zaskoczona, ale miała coś dla ciebie.- słychać było głos Patryka.
- Ccoo?- głos Jagody zadrżał nerwowo.
- Zabawkę którą chciałaś. Nie była pewna czy będzie w twoi guście… jest mniejsza.-
- Jaką zabawkę? - głos malarki nieco drżał.
- Nie każ mi mówić. Wi…-
- Aaa tą.-
- Prezent dla Zofii? Wygląda na przebojową kobietę. Jolanta powiedziała że może być w jej guście, choć nie wyobrażam sobie by go potrzebowała.
Perka pewnym krokiem wkroczyła do kuchni.
- Słyszałam swoje imię. Obgadujecie mnie? - Uśmiechnęła się dając znak, że w ogóle jej taka możliwość nie przeszkadza.
- Ależ nie… tylko rozważamy.- rzekł pospiesznie Patryk patrząc, jak Wilga odruchowo i nieporadnie próbuje ukryć opakowanie z erotyczną zabawką w środku.
- W zasadzie uznałem, że tak piękna i elegancka kobieta jak ty musi mieć powodzenie..- dodał Patryk z uśmiechem próbując zmienić temat.
- Dużo podróżuję. - Zosia ruszyła w kierunku Wilgi. - Nawet jeśli mam powodzenie, to nie sprzyja związkom. Co tam masz? - Sięgnęła za plecy Wilgi, za którymi ta starała się ukryć opakowanie, przywierając przy tym swoimi piersiami do jej biustu.
- Przypuszczam jednak, że na potańcówce w Remizie ciężko by mi było się do ciebie dopchać. - zaśmiał Patryk, gdy w dłonie Perki dostało się pudełko. Śmiech jednak ugrzązł mu w gardle na widok dwóch tulących się dziewcząt, a w spodniach nastąpiło lekkie “ożywienie”.
Perka przejęła pudełko i z zainteresowaniem zaczęła studiować zawartość.
- Raczej nie bywam na potańcówkach. - Uśmiechnęła się do mężczyzny i powróciła do rozpakowywania “prezentu”. - Jeżdżę za pracą, a po kilku godzinach przy zwierzętach zazwyczaj padam snem sprawiedliwych. Och.. to dla mnie? - Spojrzała pytająco na Wilgę.
- Ttak… niespodzianka. Jolanta mmmówiła ponoć, że ci się spodoba. - wymruczała niewyraźnie malarka, gdy Zofia wyjęła długi metaliczny przedmiot, przyjemny w dotyku i o wygodnym przycisku i pokrętle do regulacji wibrowań.
- Jagoda też nie chodzi. Wielka strata dla potańcówek. - zażartował Patryk.
- Nie umiem dobrze tańczyć. I tam bywają tłumy… zresztą podpierałam ściany. - tłumaczyła się malarka.
Perka przez chwilę oglądała zabawkę przesuwając po niej palcami w niedwuznaczny sposób i w końcu przerwała dyskusję naciskając przycisk. Urządzenie zawibrowało delikatnie.
- Kochana Jolanta, załączyła nawet baterie. - Zaśmiała się cicho i spojrzała na Wilgę i Patryka. - To co… siadamy do posiłku?
Sądząc po minach oboje wyobrażali sobie jak Zosia korzysta z prezentu. Patryk jednak pierwsze otrząsnął się z tej “hipnozy” mówiąc. - Jedzmy jedzmy, póki jeszcze nie wystygło.
Zosia wyłączyła wibrator i położyła go na stole, tuż obok jednego z talerzy.
- To wyjmę tą sałatkę, a wy siadajcie. - Podeszła do lodówki i po sekundzie miała już w rękach miskę. - Patryk, nalałbyś nam wina?
- Oczywiście.- odparł szarmancko mężczyzna rozlewając trunek do kieliszków, podczas gdy Wilga grzecznie usiadła obok Zofii, zostawiając ich gościowi miejsce naprzeciw obu kobiet.
Zosia przyniosła ostatnią część obiadu i zabrała się za krojenie mięsa pochylając lekko nad stołem zapewniając przy tym Patrykowi dobry widok na swoje piersi, a Jagodzie na pupę.
- Wracając do tematu, myślę że w okolicy jest wiele atrakcyjnych kobiet, więc z pewnością nie nudzisz się na tych potańcówkach. - Nałożyła Patrykowi kawałek mięsa i wróciła do krojenia.
- Nie narzekam…- nie dziwiło w ogóle czarownicy, że ich gość był deczko… rozkojarzony zerkając dyskretnie na jej biust. - Są ładne panny w okolicy, ale są też i dzielni strażacy. Niemniej… choć parę pannic przykuło moje oko, to nie jestem w żadnym związku. -
Jagoda zaś nie zwracała uwagę na pośladki kochanki, ale tylko dlatego że dłonią sięgnęła do uda Perki i dyskretnie muskała je palcami tuż pod jej sukienką i poza zasięgiem wzroku Patryka.
- Ale wspominałeś, że byłeś. - Perka nałożyła mięso sobie i Jagodzie po czym usiadła ostrożnie na krześle, nie chcąc zgnieść dłoni kochanki. - Zdradzisz nam nieco szczegółów?
- Z takich ważniejszych były trzy… dwa trwały pół roku, jeden półtora. Nie były to szczególnie ogniste romanse…- stwierdził ze śmiechem Patryk. - Pewnie dlatego, że poczciwina ze mnie.-
Zabrał się za posiłek komentując go po chwili. - Bardzo smaczne. Jesteś kobietą wielu talentów Zofio. -
Wilga w tym czasie zabrała się do jedzenia, pochylając twarz, by ukryć rumieńce.
Perka zaśmiała się, sama zabierając się za posiłek.
- Nie powiedziałabym. - Zosia spróbowała dania. Smakowało jak zwykle. Było smaczne, starała się by tak było, ale… jak dla niej nie wyróżniało się niczym szczególnym. Zioła… wszystko to kwestia znajomości ziół. Rozchyliła pod stołem nogi, tak by jej udo zetknęło się z udem Wilgi. - Ale… jako że często w trasie gotuję tylko dla siebie i Ducha, miło usłyszeć że komuś to smakuje.
Podniosła wzrok na Patryka.
- Przyznaję, że zazwyczaj słyszałam odmienną opinię o osobach obcujących z końmi nie raz wypowiadaną przez je same.
- Jaką? - zaciekawił się Patryk, podczas gdy palce Jagody podwinęły rąbek sukienki kochanki i wodziły palcami po skórze kolana delikatnie.
- Że są równie jurni i tak samo hojnie obdarzeni co ich ogiery. - Perka uśmiechnęła się niewinnie, choć jej ciało delikatnie zadrżało od pieszczoty.
Patryk zakrztusił się wpierw, potem popił winem. A następnie zaśmiał. Potem spojrzał na Zofię dodając ze śmiechem. - Nie wątpię, że każdy facet to powie. Acz muszę być szczery… nigdy sobie nie mierzyłem, więc niem czy jest wystarczająco duży. Żadna dotąd nie narzekała… a jurność, cóż… przy pięknych namiętnych kobietach każdy jest ogierem. -
Mrugnął przy tym porozumiewawczo do nich, by wiedziały że je ma na myśli. Jagoda zaczerwieniła się na te słowa. A może dlatego, że palcami podciągnęła sukienkę nieco wyżej i muskała granicę pończochy Zosi?
Perka aż poruszyła nogą ze zniecierpliwienia. Czy Jagoda sięgnie dalej? Była ciekawa czy czarnowłosej wystarczy śmiałości by zająć się kochanką prawie na oczach Patryka… a czy jej wystarczy sił by tego nie okazać.
- Och… skoro nie narzekały to z pewnością nie jest tak duży. - Zosia zachowała niewinną minę pozwalając by jej głos nabrał rzeczowego tonu. - Pozyskiwałam nasienie z ogierów rozpłodowych… uważam że to mogłoby zrobić krzywdę nie jednej kobiecie.
- Najlepiej ocenić własnoręcznie. - urażone męskie ego połączone z alkoholem sprawiło, że Patryk podjął grę. Niemniej popijał wino by dodać sobie animuszu. A palce Jagody podążały w górę ostrożnie muskając udo. Korzystała z faktu, że przekomarzający się mężczyzna, skupił uwagę na Perce.
- Och myślę, że posiadam inne narzędzia pomiarowe niż ręce. - Perka uśmiechnęła się pozwalając by słowa na chwilę zawisły w powietrzu, po czym wskazała na torbę lekarską, którą miała rano przy sobie. - Tam jest miarka.
- To podam ci rano wynik jak mi ją pożyczysz.- zażartował Patryk trochę z rozczarowaniem, trochę z ulgą na obliczu. Dreszczyk przechodzący przez ciała lekarki weterynarii był coraz mocniejszy. Palce Jagody docierały coraz bliżej majteczek.
- Obawiam się, że musiałabym być przy pomiarze. - Perka odchyliła się w krześle odkładając sztućce po skończonym posiłku. Mocniej rozchyliła nogi, zachęcając kochankę. - Sprawdzono, że mężczyźni zawsze dokładają sobie co nieco.
- Tylko jeśli byłabyś w bikini podczas pomiaru. Chciałbym się godnie zaprezentować. - odparł Patryk po nalaniu i wypiciu solidnego kieliszka trunku… dla kurażu. A palce okularnicy dotarły do gniazdka miłości i zaczęły pocierać kwiatuszek Zosi przez koronkę. Malarka jadła najwolniej z nich, skupiona bardziej na dotykaniu kochanki niż posiłku.
- Ach… - Perka powstrzymała jęknięcie szybko przechodząc do odpowiedzi. - Obawiam się, że nie mam stroju kąpielowego. Nieco mi przybyło w ostatnim czasie. - Mówiąc to potarła dłonią obszar tuż powyżej piersi delikatnie sugerując gdzie dokładnie nastąpił wzrost masy. - Ale jeśli satysfakcjonuje cię zwykła bielizna, to coś się znajdzie.
- To kiedy tylko będziesz chciała… pomierzyć. - odparł zadziornie Patryk… po kolejnym kieliszku wina. Palce Jagody zaś wodziły po majteczkach Zofii coraz mocniej i intensywniej.
Perka zaśmiała się nie starając się ukryć rumieńca, który pojawił się na jej twarzy.
- Chyba powinnam się pospieszyć nim zmienisz zdanie. Ale… chyba będę potrzebowała też nieco się napić. - Mrugnęła do niego i wskazała na opróżnioną przez mężczyznę butelkę.
Patryk nie zareagował od razu. Był pewien, że ta rozmowa to tylko przekomarzaniem dla przekomarzania. Zaśmiał się nerwowo i wstał mówiąc.
- Jasne.
Po czym ruszył do szafki z winami, by odkorkować kolejne i napełnić kieliszek kusicielki, w której to pułapkę już wpadał.
Zosia skorzystała z okazji, że mężczyzna był do nich plecami i dolała do jego częściowo opróżnionego kieliszka swojego wywaru. Pozostawało mieć nadzieję, że Patryk wypił już tyle, że nie zwróci na to magiczne rozmnożenie uwagi.
- Mam nadzieję, że nie razi cię ta dyskusja Jagódko. - uśmiechnęła się do siedzącej obok kuzynki.
- Dopóki nie jestem w nią wciągana to nie. - mruknęła cicho gospodynj rozkoszując się swymi palcami na majteczkach kochanki. Patryk zaś, oszołomiony rozwojem sytuacji, dolał powoli wina i sobie i Zofii.
- Przyznaję, że chciałam cię w nią wciągnąć. - Zosia upiła nieco ze swojego kieliszka. - Bo wychodzi na to, że będzie nam potrzebne niezależne jury.
-Nie jestem gotowa by zdjąć coś z siebie. - pisnęła dziewczyna cichutko. A Patryk dodał pocieszająco. - Myślę że Zofia wystarczy… bym dał z siebie wszystko.
- Widzisz. Wystarczyłoby byś sprawdziła czy odpowiednio wykonujemy pomiar. - Perka uśmiechnęła się tym razem obdarzajac tą niewinna minką Jagodę. - A może ty byś go wykonała? Skoro ja mam się prezentować.
-Mmoggę.- zgodziła się wstydliwie okularnica, a Patryk jednym haustem wypił doprawiony trunek.
- Wszystko dla nauki, tak? - zażartował.
Perka udała zamyślenie.
- Hm… w sumie rzeczywiście można to potraktować jako badanie. - Jej głos nabrał żartobliwie poważnego tonu, gdy naśladowała swoją nauczycielkę z liceum. Niczym nauczycielka która chwyta wskaźnik by pokazać na ucznia, ujęła to co miała pod ręką by wskazać na Patryka. Niefortunnym przedmiotem okazał się być wibrator. - Tylko wtedy należy wykonać kilka niezależnych prób. Pytanie tylko… czy obiekt badawczy temu podoła.
- Zależy o jakich próbach mówimy.- stwierdził niepewnym tonem Patryk, który mimo wlanego alkoholu wiedział (a właściwie naiwnie sądził), że sytuacja wyrwała się spod ich kontroli. Ale nic nie mógł zrobić.
- O grupie pomiarów. Potrzebna jest jakaś próba, z której należałoby wyciągnąć średnią. - Perka postukała wibratorem o drugą dłoń. Zaczynała mieć coraz więcej frajdy z tej dyskusji… choć z chęcią przekułaby ją już w jakieś czyny. Majtki dawno przesiąkły a i jej piersi zrobiły się drażniąco ciężkie i nabrzmiałe. Pytanie… kiedy zacznie działać wywar. - Tylko jaka próba byłaby dobra? Dwa pomiary to chyba mało, prawda?
- On nie jest z gumy… nie rozciągnie się ani nie skurczy po wpływem temperatu… - rozbawiony Patryk potarł skroń nieco rozkojarzony. - Chyba za dużo wypiłem.
- Rzeczywiście sporo ubyło. - Perka zdawała się nie zważać na uwagę mężczyzny choć skrycie się ucieszyła. Nie była pewna jak długo mogłaby bawić się w ten cyrk. - Ale… w sumie nie możesz być pewny, prawda? Skoro nigdy go nie mierzyłeś. Może niewielki ruch na pomiarze będzie… To może pięć wystarczy?
- Nie mogę?- elokwencja gdzieś uciekała mężczyźnie. Oddychał ciężko. - Pięć?
- Pięć prób. - Zosia mrugnęła do Wilgi dając jej znak, że chyba czas zmienić lokalizację. Powoli wstała z krzesła nie zważając na zadartą sukienkę i podeszła do mężczyzny stając tuż obok.
- To jak? Zgadzasz się?
- Mam się zgodzić, prawda? - rzekł Patryk po prostu kładąc dłoń na obecnie odsłoniętym udzie Zosi i wodząc nią po skórze aż do jej pośladka. Był to dobry znak. Wywar uśpił jego umysł, ale samcze instynkty, nadal były aktywne. Nie będzie żywym manekinem w łóżku.
- Będzie nam bardzo miło. - Perka przysunęła się bliżej tak, że twarz siedzącego mężczyzny niemal dotknęła jej piersi. A potem rzeczywiście dotknęła, bo Patryk nachylił się i zaczął ją całować przez ubranie nie przerywając macania pośladka czarownicy.
- Więc zgadzam się. - mruknął pomiędzy pieszczotami, czynionymi na oczach Wilgi wyraźnie pobudzonej widokami. Wstała od stołu i zaciskała dłonie na spódniczce w okolicy podbrzusza.
Perka pogładziła włosy mężczyzny.
- Zabierzemy cię wobec tego w miejsce, gdzie będzie nam wygodnie cię zmierzyć, dobrze? - Zamruczała od dotyku męskich dłoni. To było odrobinę za dużo. Pieszczoty Wilgi przed przyjazdem Patryka… w trakcie obiadu… ich spojrzenia, ta rozmowa. Głowa Perki kręciła się i czuła, że jeśli nie da ujścia napięciu to oszaleje. Już teraz była gotowa dosiąść mężczyzny na tym krześle i zmierzyć go po swojemu. Tyle, że… nie taki był plan. Wilga chciała… Wizja kochanki sprawiła że zadrżała mocno. - Szybko. Proszę.
- Tak. - Patryk wstał i dobrze było widać, że będzie co mierzyć. Jego ramię oplotło drobniutką Zosię. Nie oparł się na niej, ale był gotów do poprowadzenia przez nią.
 
Aiko jest offline  
Stary 27-06-2018, 22:52   #10
 
Aiko's Avatar
 
Perka ujęła dłoń Jagody i wszyscy razem ruszyli w kierunku przygotowanej przez gospodynię sypialni.
Ta wyglądała jak pokój z horroru. Białe zasłony zasłaniały okna. Świece paliły się na stoliku. Wszędzie porozwieszane były wianki aromatycznych ziół.
- Może być?- spytała cicho Wilga.
- Idealnie. - Perka uśmiechnęła się. Gdy zdejmą to wszystko Patryk nie uwierzy, że ta noc miała rzeczywiście miejsce. Sprawnym ruchem rozpięła marynarkę mężczyzny i zrzuciła ją na podłogę.
- Nie zdradziłam ci jeszcze jednego wymogu. - Uśmiechnęła się do Patryka rozpinając jego koszulę. - Zwiążemy cię abyś nie przeszkadzał nam w pomiarach.
- Tak. - nie wydawał się mieć nic przeciwko. Spojrzenie Patryka było zamglone, ale jego dłonie jakoś odnajdywały talię Zosi, by wodzić po niej zaborczo dłońmi.
- Jagodo pomożesz mi? - Perka spojrzała na kochankę zsuwając z mężczyzny koszulę i sięgnęła do paska jego spodni pospiesznie je rozpinając. Była odrobinę skołowana. Ta dwójka doprowadziła ją na skraj i najchętniej sięgnęłaby po cokolwiek by zakończyć własne męczarnie. Biorąc pod uwagę, że w jej rękach znalazły się majtki Patryka, cel wydawał się dosyć oczywisty.
Tym bardziej, gdy je zsunęła w dół. Rumak Patryka był gotów do jazdy. Twardy i prężący się dumnie przed twarzą “nauczycielki”. W idealnym stanie do “mierzenia”, choć i bez miarki było widać, że ich kochanek ma się czym pochwalić. Nie był to największy organ miłości jaki widziała Perka, ale na pewno mieścił się w jej osobistej top ten, jeśli nie top eight.
- Jak?- Jagoda, będąc niedoświadczoną dziewicą, przyglądała się bezradnie sytuacji czekając na polecenia mistrzyni ceremonii.
- Pomożesz mi zdjąć sukienkę? - Perka uśmiechnęła się. Tak bardzo nie nadawała się teraz do wydawania instrukcji. - Zaraz przywiążemy nasz obiekt badawczy do łóżka.
- Liny są pod nim.- wyjaśniła cicho Wilga i stanęła za Perką, by zająć się zapięciem sukienki. Patryk stał spokojnie, pozornie nieczuły na to co widział, ale lekkie ruchy jego męskości sugerowały co innego. Był grzeczny, bo obie kobiety były poza zasięgiem jego dłoni.
Perka zaczęła poważnie się zastanawiać na ile był sens go wiązać. Pozwoliła sukience zsunąć się ze swego ciała.
- Usiądź na łóżku. - Wydała proste polecenie Patrykowi, a sama poprowadziła w tamtą stronę Jagodę. - Na co masz ochotę? - Spytała dziewczynę ustawiając ją przed łóżkiem.
- Na… ja nie wiem. - spłoszyła się Jagoda zerkając to na półnagie ciało kochanki, to na Patryka. - Może… może mu posmakuję? Nie mam doświadczenia z mężczyznami.
Perka stanęła za nią i rozwiązała jej koszulę. Kilka guzików i flanelka opadła na podłogę.
- A co cię ciekawi? Pomyśl o tym jak o zaspokajaniu ciekawości. - Nachyliła się do ucha kochanki, rozpinając przy okazji jej spódnicę. - Ja na przykład chętnie poczułabym go w sobie.
- Pokaż mi to. -jęknęła Jagoda, która tym razem nie miała bielizny pod flanelą, za to miała pod spódniczką. Niewinne białe majteczki. Obecnie mokre i pachnące pożądaniem.
Perka zsunęła je pozostawiając Wilgę zupełnie nagą.
- Jak go posmakować czy jak go dosiąść? - Spytała ściskając przy okazji piersi kochanki.
- Wszystko… naucz mnie. - jęknęła podnieconym głosem Wilga, spoglądając rozpalonym wzrokiem na ich nagiego kochanka i ściskając dłońmi pośladki swojej “ nauczycielki” stojącej za nią.
- Łatwiej będzie jak przed nim przyklękniesz. - Perka puściła Jagodę, a sama sięgnęła do swojej bielizny by ją zdjąć. - Patryku położysz się?
- Tak. Chcę się położyć. - odparł mężczyzna i położył się na łóżku, z wyraźnie sterczącym w górę. A Jagoda zerkając raz na niego, raz na nią, postąpiła zgodnie z poleceniem Zosi.
Perka westchnęła… jeśli będzie musiała wytłumaczyć krok po kroku… ach czemu nie wzięła tego wibratora z kuchni! Zupełnie naga klęknęła okrakiem nad mężczyzną.
- Najpierw go poliż. Od podstawy ku górze. - Pokazała palcem ruch jaki powinna wykonać Jagoda.
Ta ostrożnie przybliżyła do pala rozkoszy, którego widok był męczarnią dla Perki. Zupełnie jak lizanie lizaka przez szybę. Język Jagody, zwinny i malutki powoli wodził po męskości Patryka zgodnie z poleceniem “nauczycielki”, tuż przed jej oczami. Najpierw ostrożnie i niepewnie, a potem… Wildze się to spodobało. A i Patryk nie narzekał sądząc po nietłumionych jękach i reakcji jego ciała.
- Wspaniale. - Wymruczała Perka i odrobinę nieświadomie zaczęła się ocierać swoją kobiecością o jego tors. - To miejsce jest bardzo wrażliwe. - Delikatnie ujęła czubek. - Szczególnie tutaj. - Przesunęła palcem tuż pod zgrubieniem.
--Yhmm. - mruknęła malarka podążając za palcem kochanki. Jej języczek czubkiem znaczył wilgotny ślad na drżącym orężu do podbijania kobiecości. A Patryk… nie był tak całkiem pasywny, bo jego dłoń opadła na pupę Zofii i zaczęła ugniatać drapieżnie pochwycony pośladek, kciukiem wodząc między nimi.
Perka zamruczała od tych pieszczot na chwilę zapominając o dawanej lekcji.
- Cudownie. - Spojrzała na usta swojej kochanki. Tak bardzo chciałaby je także mieć dla siebie. - Rozchyl wargi i weź go do buzi tylko… uważaj na ząbki.
Jagoda posłusznie otuliła ustami czubek męskości i lekko ocierała o niego wargami, pochylona i skupiona na zadaniu. Zaś Patryk nie zaprzestał miętoszenia zgrabnej pupy Perki, muskając kciukiem norkę wyuzdanych rozkoszy za często by był to przypadek. Czyżby podświadomie wiedział o tej możliwości. W takim razie, jak daleko grzeczny Patryczek doszedł w zabawach łóżkowych?
- T.. tak. - Perka delikatnie nabiła się na męski palec. - Wsuwasz go i wysuwasz… wsuwasz. - Sama nie była już pewna komu wydaje polecenia, bo jej biodra zaczęły wykonywać powolny ruch, narzucając tempo Patrykowi.
- Tak.- odpowiedź padła zresztą z obojga ust. Jagoda powoli pochłonęła męskość kochanka, do połowy… próbowała nieco głębiej, ale szybko uznała, że pół będzie w sam raz. Patryk nie miał takich wątpliwości. Jego kciuk zagłębiał się i poruszał narzucając szybkie tempo swych ruchów.
- Możesz przesuwać po nim językiem… - Perka prawie mamrotała. Zatrzymała ruch bioder oddając się w ręce kochanka. - T.. tak jak robiłaś… wcześniej.
- Ddobrze…- bardziej jęknęła niż powiedziała Jagoda poruszając ustami na męskości kochanka i wprawiając jego ciało w drżenie. Jej głowa unosiła się i opadała powoli, ale reakcja mężczyzny była wyraźna. Dyszał coraz głośniej, a ruchy kciuka władczo podbijały niegrzeczny zakątek Zosi. Czuła tą przyjemnie drażniącą obecność w sobie, a przecież główne danie miała wciąż przed oczami.
- On… zaraz chyba dojdzie. - Wyjęczała, czując jak sama zbliża się do granicy. - M… może chcesz… by w tobie?
- Boję się trochę, bo to mój…- zawahała się Jagoda.-... pierwszy raz.
Patryk się nie wahał, zacisnął dłoń na pośladku, a jego kciuk poruszał się energicznie nie dając ani pupie, ani jej właścicielce chwili wytchnienia.
- Błagam… zaraz dojdę… - Zosia oparła się ciężko o biodra Patryka. - Chcę z … tobą… wami… pomogę.
- Mam się na niego...wbić? - Jagoda wstała z klęczek i powoli nachyliła się napierając kobiecością na czubek włóczni.
- Tttak? - zapytała opierając się dłońmi o jego biodra i opuszczając ostrożnie. Na oczach pieszczonej w wyuzdany sposób Perki.
- Tak. - Zosia wytężyła całą siłę woli i ujęła biodra kochanki opierając się rozgrzanym czołem o jej ramię. - Pulsuj… delikatnie… powoli coraz głębiej. - Ostrożnie narzucała Jagodzie ruch bioder, sama drżąc na całym ciele.
- Bboli.- pisnęła cicho Wilga, a na podbrzuszu Patryka pojawiły się kropelki. Niewiele co prawda, ale jednak. Malarka utraciła dziewictwo i zaczęła czerpać pierwszą przyjemność z obcowania z mężczyzną. Słodycz która to właśnie sprawiała, że Zosia mimowolnie kręciła pupą od nadmiaru doznań.
Tego było za dużo. Perka krzyknęła głośno dochodząc i nabiła się na palec Patryka. W całym tym uniesieniu naparła też biodrami Jagody, całkowicie zanurzając w niej męski oręż.
Jagoda krzyknęła pod tym wpływem. Po czym pisnęła nerwowo.
- Jest taki duży… boję się ruszyć, bo mnie rozerwie.- panikowała naprężona i spięta. Zosia po pierwszych spazmach rozkoszy lepiej znosiła intruza w swoim ciele, acz ten znów swymi ruchami budował rozkoszne napięcie.
-Się rusza we mnie, drży.- jęknęła Jagoda. Patryk… docierał na szczyt.
- Nie bój się… - Perka oddychała ciężko. - Powoli do góry i na dół… jak ustami… przyzwyczaisz się za chwilkę.- Na zachętę ścisnęła jedną dłonią pierś Jagody.
- Ddobrze…- szepnęła okularnica rozkoszując się dłonią na swoim biuście. Poruszyła biodrami unosząc się w górę i opadając w dół powoli.
- Jjjest lepipiej…- wydukała, podczas gdy Perce było cudownie. Miał Patryk wytrzymałość i sprawne paluszki.
Perka też chciała go poczuć w sobie, ale będzie musiała poczekać na swoją kolej.
- Powoli do góry i szybko w dół. - Mruczała starając się nie przerywać pieszczenia piersi Jagody.
- Tak. - Jagoda zaczęła poruszać biodrami, acz niezbyt szybko w oba kierunki. Dociskała swoją dłonią dłoń Zosi. Lekko zaciskała palce na niej. A wkrótce pisnęła. - Wylewa się z niego…-
Jęk Patryka potwierdzał przypuszczenia malarki.
- Doprowadziłaś go. - Perka pocałowała kochankę. - Jeszcze chwilę postoi, spróbuj znaleźć ruch, który jest dla ciebie najprzyjemniejszy.
- Jak najwolniej chyba…- zażartowała malarka poprawiając okulary i poruszając biodrami. Zofia miała pewność, że szybko zmieni zdanie podczas następnej okazji. Wszak boli tylko za
pierwszym. Kciuk muskający jej własne ciało kusił zresztą do organizacji kolejnych nocy.
Zosia uśmiechnęła się obserwując Wilgę. Cieszyła się, że dziewczyna się przemogła.
- Ja… lubię szybko. - Delikatnie zakręciła biodrami. - Lubię gdy mężczyźni tracą kontrolę.
Patryk poruszył ciałem. Najwyraźniej zrozumiał polecenie próbując wstać. Jego spojrzenie choć nadal mętne nabrało dzikości. Patrzył na Zosię jak drapieżnik na łanię.
To lekko zaskoczyło Perkę. Spodziewała się, że mężczyzna zaraz uśnie i na tym zakończą dzisiejsze zabawy. Leżąc na łóżku gdzie zsunęła się po tym jak Patryk zaczął się podnosić, wpatrywała się w niego z pomieszaniem zdziwienia i nadziei. Miała ochotę na więcej, ale nie była pewna czy powinna… to była noc Wilgi. Jej pierwsza noc. Delikatnie ścisnęła uda ale nie odezwała się nawet słowem. Chciała go… tego przystojnego, zgrabnego, wpatrującego się w nią faceta. Spojrzała pytająco na swoją kochankę.
Ta jednak po zsunięciu się z mężczyzny, cofnęła rakiem pod kolumienkę łóżka i przyglądała się wydarzeniom z mieszanką fascynacji, strachu i podniecenia. Jagoda zupełnie nie wiedziała jak się zachować, więc obserwowała wszystko zaciekawiona nie mogąc wydusić z siebie słowa. A Patryk się zbliżał, podkradając powoli pod swoją ofiarę. Zimne spojrzenie drapieżnika, świadczyło że wszelki niemy opór Perki przełamie siłą.
Chyba… chyba wobec tego mogła sobie pozwolić na nieco przyjemności. Cofnęła się w głąb łóżka umykając przed mężczyzną, ciekawa co ten zrobi.
Patryk podążył za nią, a gdy już nie miała dokąd uciec, docisnął dłonią jej plecami ciało do łóżka. Palce lewej dłoni wsunęły się w pukle jej włosów, szarpnął lekko zmuszając ją do odgięcia głowy do tyłu wyeksponowania szyi i piersi, na jego zachłanne pocałunki i muśnięcia języka. Kąsał szczyty piersi delikatnie, dając dziewczynie znać że jest teraz jego zdobyczą i zabawką. A temu wszystkiemu przyglądała się siedząca cicho jak myszka Jagoda. Nie mogąc wytrzymać napięcia sama sięgnęła między swe uda paluszkami, obserwując dziejący się przed nią lubieżny spektakl. Perka zarzuciła mu ręce na ramiona zaplatając dłonie za jego głową. Silne barki… zupełnie inne niż u kobiety… silne ręce. Nagle zaczęła się zastanawiać kiedy ostatnio była z mężczyzną. To nie mogło być dawno. Oparła stopę na jego biodrze i spróbowała go odepchnąć. Bardziej by go rozdrażnić niż zniechęcić.
Nie wydawał się być tym zachowaniem rozdrażniony, ale też i próby odpychania nic nie dawały… poza jednym. Przy którymś razie stopa pieszczonej Perki zsunęła się po brzuchu mężczyzny na jego męskość. Poczuła ją pod palcami… jeszcze nie sztywną, ale już nie miękką kiełbaskę. Wkrótce Patryk będzie gotów, a ona… kąsana i lizana po piersiach, czuła jak palcem mężczyzny przesuwają się po jej brzuchu, sięgają między uda i wbijają się brutalnie w jej kwiatuszek. Nie był delikatny… był bestią, poruszając gwałtownie dłonią i zanurzając palce głęboko… na oczach rozpalanej widokami Jagody, której jęki i sapnięcia Zofia słyszała wyraźnie. Perka zaczęła wić się na pościeli, na tyle na ile pozwalała ręka trzymająca ją za włosy. Było wspaniale… czuła jak jej głowa odpływa z każdym kolejnym atakiem, a ciało samo wychodzi naprzeciw palcom mężczyzny. Z zaciekawieniem przesunęła ostrożnie stopą po jego męskości ciekawa kiedy będzie gotów.
- Jak ogier… - Ni to się zaśmiała ni wyjęczała, spoglądając na Patryka.
- Mm..am… coś… robić?- usłyszała w odpowiedzi, ni to jęk ni to szept Jagody. Palce mężczyzny poruszały się w zakątku Zosi nie ułatwiając jej skupienia, podobnie jak drapieżne pocałunki na biuście. Jednak wodząc stopą czuła, że kochanek jest już coraz bliżej… zwłaszcza że to pocieranie pobudzało oręż ogiera. Tylko jak ją zamierzał posiąść? W jakiej pozycji?
- Pocałuj mnie… - Szepnęła Zosia. - Bo ten Pan skupił się na czymś innym. - Przycisnęła stopą męskość mężczyzny do jego własnego podbrzusza i tak zaczęła po niej przesuwać.
Co skutkowało, tym czego pragnęła rudowłosa kusicielka. Szybko nabierał wigoru jej ogier. Pieszcząc brutalnie uwięzione pod swymi dłońmi ciało dziewczyny, Patryk boleśni ukąsił nagą pierś Perki, ale ten ból był tylko odrobiną pikanterii w symfonii rozkoszy serwowanej przez jego palce. A przecież główne danie Zosia już sobie gotowała.
Jagoda podeszła na czworakach i nachyliła się by zachłannie przylgnąć wargami do ust kochanki w namiętnym pocałunku. Perka puściła szyję Patryka i objęła mocno Wilgę. Nagle przestała być pewna czy przypadkiem sama nie śni. Znajome ciepłe usta i przyjemny męski dotyk. Kręciła się drżąc i czując jak każdy ruch delikatnie naciąga jej włosy. Chciała położyć się na kochance, chciała mieć w sobie kochanka.
- Więcej.. - Szepnęła między pocałunkami. - Chcę więcej. - Mocno ścisnęła pierś Jagody.
Zamiast tego poczuła mniej. Patryk puścił jej włosy, przestał całować piersi i wysunął dłoń z jej kobiecości. Nie przejęła się tym jednak. Perka czuła bowiem pod stopą, że mężczyzna ją posiądzie za chwilę. Rzeczywiście… tak uczynił, chwytając za uda Zosi brutalnie rozchylił jej najmocniej jak tylko był w stanie i poczuła jak jego męskość szturmuje jej bramę kobiecości. Silne pchnięcie, gwałtowne i bezlitosne. Za nim kolejne wprawiające piersi Zosi w falowanie, a kobiecość wypełniające twardą obecnością kochanką. Jagoda całując zaś Perkę sięgnęła dłonią do jej piersi ściskając jej biust równie brutalnie jak niedawno czynił to Patryk.
Ruda czarownica poczuła jak jej głowa odpływa. Dotykała, całowała.. cały świat wokół stał się nagle jednym wielkim dotykiem i pocałunkiem, przerywanym kolejnymi uderzeniami, z czego każde coraz szybciej przybliżało ją do szczytu. Jutro będzie chodzić jak kaczka… czuła to w swych lędźwiach i bardzo cieszyła ją ta myśl. Mocniej, szybciej i intensywniej. Patryk nie oszczędzał jej ciała, napierając lędźwiami i wprawiajac jej biust ruch. Rozkosz napływała falami, sprawiając że ciało Perki napinało się samo, mocniej dociskając biust do nerwowo pieszczącej je dłoni Jagody. Jeszcze trochę trochę i pęknie… ale odruchowo zaciskając lędźwia na intruzie Zosia zamierzała zabrać Patryka ze sobą.
Perka poczuła jak przyjemny dreszcz przeszył jej ciało. Mocno objęła mężczyznę nogami dociskając go do siebie i na ten jeden moment oderwała się od ust kochanki by spojrzeć Patrykowi prosto w oczy. Niech zapamięta.. niech zapamięta stan do którego ją doprowadził. Krzyknęła głośno czując rozkoszny skurcz, a krzyk szybko przerodził się w jęk gdy ciałem zawładnęła ulga. Jagoda też dochodziła z pożądaniem przyglądając się drżącej kochance. Sama co prawda dotykała siebie, ale widoki dodawały ognia ruchom jej dłoni. Sama Perka zaś poczuła jak kochanek oddaje trybut jej ciału, rozlewający się w niej. Patryk też doszedł, mocno i intensywnie. Po czym osunął się obok niej, dysząc cicho.
Jakże kusiło by teraz usnąć między nimi. Łapiąc oddech Perka wpatrywała się w baldachim nad łóżkiem. Wsłuchiwała się w oddechy swoich kochanków ciekawa czy któreś uśnie.
Oboje jednak byli przytomni. Jagoda wtuliła się w ciało Zosi szepcząc jej do ucha.
- Chyba musimy mu nakazać zasnąć. I musimy stąd iść… albo ty… ja… tu posprzątam.
Perka obróciła się w jej stronę i pocałowała delikatnie w usta.
- Pomogę ci. - Uśmiechnęła się do Jagody i powoli obróciła w stronę Patryka.
- Idź spać, musisz odpocząć. - Delikatnie pocałowała mężczyznę w usta.
- Tak. Jestem zmęczony…- mruknął Patryk i momentalnie zasnął.
- Mikstura ci wyszła.- stwierdziła Jagoda chichocząc siadając powoli na łóżku.
- Tak… ale chyba nieco mnie poniosło. - Perka uniosła się na ramionach i spojrzała na swoje zaczerwienione uda i kobiecość. Na piersiach już zaczynały wykwitać malinki. - Mam w plecaku niezłą maść i pewien wywar…. - uśmiechnęła się do Wilgi. - chyba obu nam się przyda.
- Oj tak… i musimy mu umyć ptaszka… przynajmniej z mojej krwi… resztę możemy zostawić… niech ma się czym martwić rano.- zachichotała Jagoda niczym złośliwy chochlik.
Zosia usiadła na łóżku i przeciągnęła się.
- Ale chyba go ubierzemy… czy chcemy mu tłumaczyć, że go rozebrałyśmy po pijaku.
- Hmmm…- zamyśliła się Jagoda drapiąc po głowie. Jej ułożona fryzura rozsypała się pukle.- Na razie idź po te wywary i przynieś tu jego rzeczy, a ja zacznę zdejmować prześcieradła i wianki.
- Dobrze. - Perka wstała z łóżka i o mały włos się nie wywaliła. - To będzie trudny spacer.
- Czyli nie powtórzymy tego jutro? - zakpiła z chichotem Jagoda, ale sama jęknęła z bólu… gdy zsunęła się z łóżka.
- Możemy. Po maści będzie dobrze. - zerknęła na śpiącego Patryka. - Pytanie czy nie chcemy jednak z nim zagrać w tą planszówkę. Dobra. Pogadamy za chwilę. Zaraz wracam ze wszystkim.
- Planszówka… też może być zabawna.- usłyszała zanim zamknęła drzwi za sobą.
Perka poszła do kuchni, opierając się o ścianę korytarza. Tam nakarmiła Ducha, który jak zwykle olał całą imprezę i zgarnęła plecak Patryka. Tak wyposażona poszła do swojego pokoju i zabrała się za przewalanie stery swoich rzeczy na łóżku. Chyba znów będzie spać u Wilgi, tak bardzo nie miała ochoty tego sprzątać. W końcu znalazła słoiczek z maścią na otarcia i eliksir, marzenie każdej rozwiązłej kobiety. Mogłaby coś na siebie założyć… spojrzała na wszechobecny bałagan i to szybko zniechęciło ją do tego pomysłu. Ruszyła z powrotem do sypialni Patryka by pomóc Wildze.
Na miejscu okazało się, że poruszająca się koślawo Jagoda zdołała zerwać połowę prześcieradeł z okien. Sycząc czasami z bólu, zbierała wianki które poprzyczepiała wcześniej do nich.
- Myślisz… że planszówka skończyłaby się...grzecznie?- zapytała zaczepnie na powitanie.
- Wątpię. - Perka odłożyła rzeczy i podeszła do malarki z samym słoiczkiem. Opierając się piersiami o jej plecy sięgnęła dłonią, na której miała maść do jej kobiecości. Delikatnymi okrężnymi ruchami zaczęła ją wcierać we wrażliwe miejsce. - Może skończyłaby się grzeczniej?
- Albo… dłużej?- zachichotała Jagoda i mrucząc poddawało się leczeniu miksturą kochanki.
- Przyjemnie…- wyszeptała w końcu.
- Następnym razem będzie już tylko przyjemnie. - Perka zawahała się. Po chwili wsunęła jednak palce z maścią w kwiat Wilgi. - Chyba, że będziesz chciała tak jak ja.
- Nie… na pewno nie… nie od razu… ale… podobało mi się jak cię brał. Podniecał mnie widok twojej twarzy.- malarka naprężyła się lekko rozkoszując palcami Zosi w swoim intymnym zakątku, zawstydzona własnym wyznaniem.
- To lekko boli… czasem nawet dosyć mocno, ale to przyjemny ból. - Zosia wysunęła palce gdy już wmasowała maść.
- Może przywyknę… z czasem…- mruczała Jagoda zerkając za siebie i całując kochankę w kącik ust. Uśmiechnęła się dodając.- Rzeczywiście… maść pomogła.
- To stary przepis… - Perka uśmiechnęła się. - Posmarujesz mnie?
- Dobrze…- mruknęła malarka potrząsając głową i sprawiając że włosy rozsypały się całkiem otulając jej głowę i szyję burzą dzikich czarnych pukli. I nadając jej wygląd rusałki… tyle że w okularach.
Zosia usiadła na łóżku tuż obok Patryka i rozchyliła uda, pokazując efekty ostatnich zabaw.
Malarka zaś klęknęła i zabrała się za pieszczotliwie wcieranie specyfiku w zaczerwienione miejsca przynosząc nie tylko ulgę, ale i lekki dreszczyk przyjemności. Zerknęła na moment na Patryka.
- Mocna rzecz.- zaśmiała się.- Uwarzyłaś tego więcej?
- Jest cała karafka, wlałam tylko pół kieliszka. - Perka odchyliła się i zamruczała czując ulgę.
- To rzeczywiście mocna mikstura… ciekawe jakie efekty będzie miała rano.- mruczała Jagoda, a po wtarciu leku, zajęła się masażem intymnego zakątka kochanki. Tyle że językiem.
- Języczek cię boli? - Zosia zaśmiała się ale nie przeszkadzała w pieszczocie.
- Nie… wybacz… poniosło mnie…- przerwała zawstydzona Jagoda i rozejrzała się dookoła dodając.- Może rzeczywiście to sprzątnijmy, a potem chodźmy spać. Dzisiaj i tak było intensywnie, a jutro… wiemy jak użyć tej mikstury na Patryku.
- Ja po prostu wiem, że nie dam ci ot tak pójść spać. - Perka wyszczerzyła się.
- Na to liczę… łóżko samo nie zrobi się ciepłe.- zachichotała Wilga i pocałowała zachłannie usta Zofii.
 
Aiko jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 17:15.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168