Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 06-09-2018, 12:15   #11
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 16268 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Baszta Lesława choć robiła wrażenie z uwagi na konstrukcje, w pewnym sensie rozczarowywała wystrojem. Pomieszczenie było puste i pozbawione ozdób. W kącie stało mocno już sfatygowane łóżko z brudnym materacem. Z boku łóżka zaś stara komoda bez jednej pary drzwiczek. Jedynie biurko, które stało pod ścianą wydawało się we względnie dobrym stanie. Na jego blacie leżała jakaś książka. Mrok otoczenia rozświetlała jedna ledowa lampka, stojąca na biurko. I to było wszystko.
Jasnooki mężczyzna nawet nie spojrzał na swojego gościa. Siedział na parapecie otwartego okna i patrzył w osnutą płaszczem nocy przestrzeń. Tymczasem Karol wycofał się, zostawiając Olę samą z wampirem.

Mokka wzięła głębszy oddech. Atmosfera tego miejsca była… dziwna. Czemu ktoś kogo stać było na utrzymanie tych ludzi żył w takich warunkach?
- Dowiedziałam się, że jeśli chcę wiedzieć co mi wolno, a czego nie, to powinnam spytać ciebie. - Starała się by jej głos zabrzmiał pewnie.
Lesław nie odwrócił głowy. Wydawało się, że jej nie słucha aż do momentu, gdy odpowiedział swoim niskim, ale w jakiś sposób melodyjnym głosem:
- To proste. Chcemy mieć spokój. Ludzie na zewnątrz nie mogą się o nas dowiedzieć. To główna zasada. Dlatego wychodząc poza teren dworu nie powinnaś o nas mówić, a najlepiej i myśleć. Na zewnątrz nie istniejemy. - ostatnie słowa zabrzmiały jakoś gorzko.
- Nie powinnam też rozmawiać z innymi na wasz temat? Z Karolem i resztą? Czemu? - Ola powstrzymała westchnienie. Spodziewała się, że ta rozmowa nie będzie ani przyjemna, ani łatwa, ale mógłby chociaż spróbować jej pomóc.
Wreszcie na nią spojrzał. Te błękitne, jakby zapłakane oczy pamiętała ze swojej sennej wizji. Wzrok Lesława przebijał ją na wylot. - Są sposoby na wyrwanie takich informacji z twojej głowy. Dlatego lepiej, byś o pewnych rzeczach nie wiedziała. Dla własnego dobra. - umilkł, przyglądając się chwilę Oli. Czuła się przy nim naga - w przenośni i dosłownie.
- Masz ciekawską naturę - stwierdził, nie wiadomo na jakiej podstawie - Dobrze. Postaram się odpowiedzieć na chociaż na część twoich pytań.
- Z tego co mówiłeś za dnia jestem bezpieczna, a w nocy i tak nade mną czuwacie. - Ola starała się nie odwrócić wzroku, a przede wszystkim nie opuszczać go na dłonie wampira. Czemu śniło się jej, że trzyma jej pierś. Co to w ogóle był za sen? - Nie możecie opuścić tego zamku, prawda? Czemu?
Nie odpowiedział od razu, wciąż na nią patrzył, po czym gestem dał znać, by podeszła do okna, gdzie siedział.
Ola zostawiła swój plecak tam gdzie stała i powoli podeszła do mężczyzny. Niewiele widziała w mroku nocy, światła księżyca starczało tylko na tyle, by oświetlić najbliższą okolicę dworu.
- Dziesięć lat... - odezwał się Lesław, wskazując na dół - Dziesięć lat nie czułem pod stopami trawy, nie opuszczałem tych murów. Zostaliśmy przeklęci przez czarownika. Bo jak widzisz, Olu, ci także są prawdziwi. - Po raz pierwszy chyba zwrócił się do niej po imieniu i to jakoś tak nawet... pieszczotliwie “Olu”.
- Czemu was przeklął? - Mokka miała wątpliwości co do istnienia magów, ale już zauważyła, że nie ma co się kłócić z Lesławem.
- Na zlecenie innego wampira... czy raczej wampirzycy, którą... kiedyś odtrąciłem... - urwał i chyba więcej nie zamierzał powiedzieć.
Mokka oderwała wzrok od dziedzińca i skupiła go ponownie na wampirze. Tyle kłopotów przez jedno odtrącenie? W sumie.... ludzie potrafią robić dziwne rzeczy z miłości, wampiry zapewne też.
- Nie da się przełamać tej klątwy?
Uśmiechnął się lekko, lecz bez radości.
- Czemu pytasz? Nie lepiej jak taka grupa potworów jak my siedzi pod kluczem?
- Potwory czy nie… raczej każdemu byłoby ciężko wytrzymać tyle czasu w zamknięciu. - Ola wzruszyła ramionami i odwróciła wzrok. Lepiej było nie mówić, że zastanawiała się na ile jej sen miał szansę na realizację. Jaka była szansa, że Lesław dotknąłby jej w ten sposób? Nagle poczuła, że jest odrobinę zbyt blisko wampira. - To niewykonalne? To żebyście się wydostali? Z tego co wszyscy dali mi do zrozumienia macie pieniądze, więc to chyba nie problem opłacić odpowiednią osobę, prawda? Na przykład takiego maga?
Lesław spojrzał na nią, tym razem cieplej niż poprzednio, choć wciąż wyczuwała jego rezerwę. A może to ten wampiryczny chłód?
- Niestety, klątwa jest przypieczętowana krwią maga. Tylko on może ją złamać lub... muszą zostać spełnione warunki, które on ustalił przy rytuale. Mówiąc wprost, owszem, jest sposób. Jeden niemożliwy, drugi... cóż, na tym chyba się skończy. Elena, wampirzyca, która nas tu zamknęła, odwoła klątwę, jeśli... - na moment jego usta zacisnęły się w wąską kreskę, a w oczach pojawiła się wściekłość. Szybko jednak ustąpiły, gdy wampir przypomniał sobie na kogo teraz patrzy. - Klątwa ustąpi, jeśli obiecam jej posłuszeństwo. A musisz wiedzieć, że taka przysięga w naszym społeczeństwie to coś, czego nie można złamać. To jakby... dobrowolne niewolnictwo. - ostatnie słowo wywarczał.
Ola przytaknęła. Też czuła się niewolnikiem. Swojej babci, rodziny, ale wiedziała, że to nie będzie trwało wiecznie. Wyrwie się z tego świata i to już niebawem.
- A jaki jest ten niemożliwy sposób? - Ola obróciła się i sama przysiadła na parapecie spoglądając na obskurne pomieszczenie. Czemu Lesław skazywał siebie na takie lokum? Przygryzła wargę powstrzymując komentarz.
Uśmiechnął się, co nieco rozjaśniło jego strapione oblicze.
- Zadajesz strasznie dużo pytań. Może w zamian opowiesz coś o sobie?
- Jestem zwykłą osobą, która niefortunnie spotkała w parku coś niezwykłego. - Ola westchnęła, ale także uśmiechnęła się do wampira. - Miałam się przygotowywać na studia, ale na razie muszę spędzać czas wykręcając się od wieczorów z chłopakiem.
- Masz chłopaka... - powtórzył Lesław, po czym przeszedł do drugiego wątku - A jakie to studia?
- Malarstwo na ASP w Krakowie. - Ola przyjrzała się wampirowi z zaciekawieniem. teraz gdy nie wystawiał na nią kłów był nawet w porządku. - To ważne czy mam chłopaka?
Odwrócił głowę. Czyżby się zmieszał?
- Nie - powiedział po chwili - po prostu... czasem już zapominam jak wygląda ludzkie życie. Nie pomyślałem, że nocami możesz robić coś innego niż spać. A co do twojego malarstwa. Jeśli chcesz, możesz uczyć się tutaj. Mamy nawet pracownię malarską.
- D… dobrze. - Mokka nadal przyglądała się swojemu rozmówcy. Nagle wydawał się być taki normalny. Znów ciężko było jej uwierzyć, że nie jest zwykłym człowiekiem. - Często musicie pić.. posilać się?
- Zależy. To tak jakbym zapytał czy wy ludzie musicie często jeść. Są tacy, co jedzą raz dziennie, są tacy, co jedzą pięć posiłków. Są tacy co się obżerają i tacy, którzy są na ciągłej... diecie. Tak to mniej więcej wygląda z nami, tylko może nie w skali dnia a tygodnia.

Mężczyzna znów jej się przyjrzał.
- Co czułaś... zabijając tamtą wampirzycę?
Ola zmieszała się słysząc pytanie o tamtą noc. Chciała o tym zapomnieć. Wymazać z pamięci to jak zabiła innego człowieka… wampira… cokolwiek. Zacisnęła dłonie w pięści i odwróciła wzrok od Lesława.
- Chciałam się uwolnić. Przeżyć. - Wzięła głębszy oddech. - Myślę, że się bałam. A czemu pytasz?
- Jestem ciekaw czy gdyby nie ochrona... czy nas nienawidzisz. - Powiedział, patrząc jej w oczy.
- Przyznam, że robaki na kolację były średnio miłe, ale… nie to nie jest tak, że was nienawidzę. - Ola do tej pory nie wierzyła, że reszta ekipy też jest wampirami, ale wolała nie rozgrzebywać znów tego tematu.
- Robaki? - Lesław zmarszczył groźnie brwi i aż się poderwał, stając dokładnie naprzeciwko Mokki - Były prawdziwe? Dotykałaś ich? - pytał, z trudem hamując złość.
- S..spokojnie. - Ola chciała się cofnąć, ale zdała sobie sprawę, że nadal siedzi na parapecie. - To.. musiała być jakaś sztuczka.. cokolwiek. Wcześniej smakowało dobrze i jak wyszłam też już wyglądało normalnie.
Lesław jednak nie uspokajał się. Dyszał ciężko, choć przecież jako zmarły w ogóle nie powinien oddychać.
- Miałaś jeszcze inne takie wizje? - zapytał ostro akcentując każde słowo.
- Nie. To pierwszy raz. - Ola spróbowała się uśmiechnąć. - Ja… nie wiedziałam… nie wiem dużo… może kogoś obraziłam?
- Załatwię to. - wywarczał Lesław i... nim dziewczyna zdążyła zareagować wybiegł z pomieszczenia, zostawiając ją samą.
Ola otworzyła usta i po chwili je zamknęła. Miała jeszcze sporo pytań. O to czy mogłaby tu ewentualnie spędzić kilka dni… niby się zgodzili ale może należało się upewnić, jeśli nie chciała znów mieć robaków w kolacji. No i jak to jest z tym ich odżywianiem… czy.. może… mogłaby też tak zarobić? Poczuła jak ciarki przechodzą jej po plecach. Do tego jaki jest ten niemożliwy sposób? Nie. Musiała zapytać o te kilka spraw Lesława nim znów się wygłupi. Wyjęła z plecaka szkicownik i pióro po czym wróciła na parapet. Usiadła tak jak wcześniej siedział wampir i zaczęła rysować widok tak jak on go mógł widzieć. Najwyżej ktoś ją wygoni, albo sobie pójdzie gdy skończy.
 
Mira jest offline  
Stary 07-09-2018, 13:32   #12
 
Aiko's Avatar
 
Reputacja: 32877 Aiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputację
Nie wiedziała ile czasu minęło, często traciła rachubę, gdy zaczynała rysować. Była jednak już na etapie cieniowania, gdy usłyszała kroki na schodach. Po chwili w pomieszczeniu pojawił się Lesław i drugi mężczyzna, którego dotychczas Ola widziała tylko raz, gdy tu przybyła, a i to raczej ulotnie, gdyż człowiek ten trzymał się w cieniu, nie należąc do grona najpiękniejszych mieszkańców zamku.


Obaj mężczyźni mieli fryzury w nieładzie, a na ich twarzach widniał bród. Człowiek, którego Lesław przyprowadził miał też kilka czerwonych plam na koszuli.
Jasnooki wampir popchnął go teraz w stronę Mokki. Tamten posłał mu pełne niechęci spojrzenie, po czym skłonił się z galanterią.
- Jestem Władysław. Wybacz mi, o piękna śmiertelniczko, jeśli przestraszyłem cię moimi wizjami. To były tylko żarty, choć po “rozmowie” z moim księciem, przyznaję, iż były one głupie. Czy mi wybaczysz?
Ola przez chwilę przyglądała się mężczyznom w osłupieniu patrząc to na jednego to na drugiego. Powoli zeszła z parapetu. W końcu skupiła spojrzenia na brunecie.
- Oczywiście. Przepraszam jeśli sprawiłam ci kłopot. - Podniosła wzrok na Lesława. - To naprawdę nie był, aż taki problem.
Wampirzy książe wydawał się jednak nieprzejednany.
- To nie ty powinnaś przepraszać. - rzekł twardo - Jeśli chcesz, możesz mu wybaczyć lub wyznaczyć cenę swego przebaczenia. No i jest jeszcze coś. Ty mówiłaś o jednej wizji, a on o dwóch.
Na tą uwagę Władysław zachichotał.
- Ojej, panienka chyba nie chciała się przyznać, bo tamta wizja była miła, prawda? - zapytał z szerokim uśmiechem, spoglądając na Mokkę tymi swoimi wyłupiastymi oczami.
Ola spłonęła rumieńcem.
- J.. jak mogłeś?! - Mokka odrobinę nieświadomie podniosła głos. - Wcale nie była miła! Tylko… tylko… - Speszona zaczęła cichnąć. Jeśli mówił o tamtym śnie. A nie mógł mówić o niczym innym. Lesław nie powinien o tym wiedzieć. - Myślałam, że to był zwykły sen.
- Mmmmm jasne, jasne. - Władysław uśmiechał się jeszcze szerzej, o ile to możliwe. - Ciekaw tylko jestem czyją twarz zobaczyyy...
Nie dokończył, bo potężne uderzenie Lesława posłało go na podłogę.
- Miałeś przeprosić. - przypomniał.

Wampir upadł, jęcząc boleśnie. Szybko jednak zebrał się i znów zaczął się kłaniać.
- Oczywiście. Bardzo, bardzo przepraszam. To się nie powtórzy!
Mokka powstrzymała się by nie spojrzeć na Lesława. Nie powinien wiedzieć. NIkt nie powinien, a już szczególnie jak zareagowała na ten sen.
- Przeprosiny przyjęte. - Spróbowała się uśmiechnąć, ale wyszło to słabo gdy jej twarz palił rumieniec. - Proszę… - Zawahała się. Tylko czemu? tamten sen sprawił, że poczuła się bardzo niekomfortowo. Czemu miałaby chcieć by był kolejny?. - ...nie rób tego więcej.
Wydawało się, że Władysław zdawał sobie sprawę z jej dylematu, bo choć wciąż uśmiechał się potulnie, jego oczy błysnęły, gdy powiedział:
- Oczywiście, oczywiście. Choć jeśli się rozmyślisz... mogę ci wyjaśnić jak to działa - powiedział. Ukłonił się jeszcze raz, po czym odszedł. Lesław odprowadził go wzrokiem. Jego brwi wciąż były zmarszczone, a jasne oczy pałały zimny ogniem, jakkolwiek paradoksalnie to nie brzmiało.
- Jeśli zdarzy ci się coś niezwykłego jeszcze, przyjdź z tym do mnie. Znam numery tych gagatków. A teraz może chciałabyś obejrzeć pracownie? - zwrócił się do Mokki spokojnym tonem, choć wciąż wyglądał, jakby chciał kogoś rozszarpać.
- Wolałabym byś ich nie bił tylko dlatego, że najwyraźniej nudzą się i muszą kogoś zaczepiać. - Ola zgarnęła z parapetu swój szkicownik. - Chciałam cię jeszcze o coś spytać, chyba że to zły moment.
Mężczyzna patrzył na nią chwilę zdziwiony.
- Mówisz jak mam traktować moich poddanych? - zapytał dla pewności.
Ola zawahała się.
- Nie… to twoi ludzie. Dałam tylko znać, że poczułam się niekomfortowo. - Wrzuciła szkicownik do leżącego na ziemi plecaka. Jego ludzie… Władysław nazwał go księciem. Pan i władca tego zamku. Na swój pokraczny sposób wydało się jej to smutne. Oderwała wzrok od swoich rzeczy i spojrzała na Lesława. - Przepraszam jeśli zabrzmiało to inaczej.
Mężczyzna patrzył na nią, nie poruszając się.
- Gdy cię poznałem, nie mogłem zrozumieć jak zabiłaś jedną z nas. Teraz widzę, że nie przyjrzałem ci się dobrze. Czy to odwaga, czy prawość tobą kieruje... budzi to moje uznanie. I żal, że tak rzadko po nie sięgasz. Wiesz... - zaczął, odwracając się plecami, by spojrzeć przez okno - W tym domu nie musisz udawać. Może wydaję się czasem apodyktyczny, ale... jesteśmy różni i żeby przeżyć tyle lat w zamknięciu, wierz mi, musieliśmy nauczyć się tolerancji. Czasem lepiej dać po mordzie raz niż nosić w sobie urazę, która z czasem może przerodzić się w coś znacznie gorszego... Rozumiesz, co mam na myśli?
Ola westchnęła.
- Naprawdę.. chciałam się po prostu uratować. Czemu uważasz, że do ochrony własnego życia potrzebne jest coś więcej? Wszyscy tutaj mówią mi o tym, że jestem wyjątkowa… usłyszałam że jest we mnie coś czego nie widzę.. że jestem wyzwolicielką… Ale kiedy staram się czegoś dowiedzieć, wszyscy odsyłają mnie do ciebie. - Mokka opuściła wzrok. Ręce lekko drżały więc splotła palce, chowając je za plecami. - Z jednej strony mówisz, że mam nic nie ukrywać, a z drugiej… wybacz, ale ja nie chciałabym oberwać “po mordzie” dlatego, że poczułeś do mnie urazę.
To był ten rzadki moment, kiedy na twarzy Lesława zagościł uśmiech - było to zaledwie podniesienie kącików ust, ale jakże rozświetlało to jego oblicze.
- Postaram się o tym pamiętać. A co do gadania... cóż, widać nikt tu nie potrafi trzymać języka za zębami. Uwierz mi jednak, to nie tak, że mamy przed tobą tajemnicę. To raczej... troska o ciebie. Czasem wiedza bywa niewygodna lub wręcz niebezpieczna. Odbiera też neutralność. Wiedza bowiem pociąga za sobą odpowiedzialność. Dlatego nie chcę cię nią obarczać. Zamiast tego... chodź, pokażę ci coś fajnego.
Obrócił się i wyciągnął w jej stronę dłoń.
Ola zawahała się. Chciała zadać tyle pytań. Chciała się dowiedzieć tylu rzeczy! Lesław jednak znów ją zbywał gadką od niebezpiecznej wiedzy. Westchnęłą ciężko i podeszła do niego wyciągając dłoń. Dotykając jego skóry przypomniała sobie sen. To jak te palce zacisnęły się na jej piersi. Poczuła jak policzki zaczynają ją znów palić.
- D.. dobrze. - Jej głos był cichy, bo starała się ukryć jego delikatne drżenie. - Ale kiedyś i tak się wszystkiego dowiem.
Skinął głową i znów spoważniał.
- Obawiam się, że nawet ja nie ochronię cię przed tym.
To rzekłszy, pociągnął dziewczynę za sobą ku schodom.
 
Aiko jest offline  
Stary 12-09-2018, 09:14   #13
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 16268 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Lesław wyprowadził Olę na płaską część dachu zamku, która stanowiła przejście między basztą a północnym skrzydłem. Był to w sumie bardziej ogromny balkon aniżeli dach ze stojącymi pod ścianą złożonymi krzesłami i stołem. Na środku tego niedużego placyku pod gołym niebem stała trampolina ogrodowa - nieco większa i solidniejsza chyba niż te, które kupuje się dzieciom do zabawy. Niemniej niewiele się różniąca poza faktem, iż nie była otoczona siatką.
- Pokażę ci jak się lata. - powiedział Lesław, a jego oczy miały w sobie jakiś dziwny błysk ekscytacji.
- To… chyba… odrobinę niebezpieczne prawda? - Ola nawet nie chciała spoglądać jak daleko mają do ziemi, na której wybudowano zamek. Które to mogło być piętro? Przełknęła głośno ślinę, po czym nagle jakby do niej dotarło. Lesław nie powiedział “skacze” i do tego… nie był człowiekiem. - Lata?
Mężczyzna tylko westchnął zniecierpliwiony i pociągnął ją na trampolinę. Wydawało się, że jej opór nie ma dla niego żadnego znaczenia.
- Obejmij mnie za szyję. - polecił.
Ola z trudem szła po napiętym materiale. Stanęła przed Lesławem i delikatnie oparła o niego by się nie przewrócić. Miała go objąć? Poczuła jak jej serce przyspiesza. On… on na pewno nie miał na myśli nic nieprzyzwoitego. Ostrożnie przesunęła dłonie na jego ramiona i objęła delikatnie.
- Tak dobrze?
- Mocniej. - polecił i pewnym chwytem objął ją w pasie, a potem ugiął nogi i... odbił się. Jak wysoko mógł skoczyć człowiek? Na pewno nie tak wysoko, by zrównać się z wysokością chmur. To była cudowna chwila, gdy Ola mogła obserwować jak refleksy księżycowego światła odbijają się od puszystych ich powierzchni. Taka magiczna... szkoda, ze przerwało ją spadanie. I to w zatrważającym tempie.

[MEDIA]https://media.giphy.com/media/9bTjZrytydVRK/giphy.gif[/MEDIA]

Ola przez chwilę naprawdę poczuła się jak ptak. Chciała rozłożyć dłonie gdy zawiśli w powietrzu ale po sekundzie zrezygnowała z tego pomysłu.
Spadali! Przywarła do wampira całym ciałem obejmując go tak mocno, że aż wbiła paznokcie w materiał jego koszuli. Zamknęła oczy wtulając głowę w szyję Lesława i oczekiwała odgłosu pękających kości.
Zamiast tego jednak mężczyzna znów się odbił i znów mogła poczuć na parę sekund tą lekkość. Po kolejnym skoku, usłyszała nad głową.
- I jak ci się podoba?
Ola z trudem uchyliła oczy, gdy ponownie zawisnęli w powietrzu. Widok sprawił, że otworzyła je szerzej. Czuła jak serce wali niczym oszalałe, ale starała się je przekonać, że skoro za pierwszym razem się nie zabili to jest szansa na to, że teraz też się uda.
- Piękne. - Tylko tyle udało się jej wydukać drżącym głosem.
Lesław powoli neutralizował siłę odbicia aż stanęli przytuleni do siebie na trampolinie.
- Dla mnie to namiastka wolności. Nie wiesz jak to jest... - urwał, po czym odsunął się.
- Mówiłaś, że masz pytania. Jeszcze coś cię interesuje?
Pod Olą ugięły się nogi i klapnęła na trampolinę. Przez chwilę czuła jak w głowie się jej kręci i może dlatego odezwała się odrobinę nazbyt szczerze.
- Trochę rozumiem. Jeśli tylko ubiorę się jak lubię, ktoś usłyszy jakiej muzyki słucham, dowie się że jestem tutaj lub co gorsza powiem oficjalnie na jaką uczelnie chcę iść, to zostanę odcięta od funduszy. Muszę malować po kryjomu i chować prace w szafie… - Westchnęła. Lesława pewnie to nie interesuje. Mieli swoje problemy na głowie i nie musiała ich obarczać swoimi. - Wybacz. To nie ważne. - Uśmiechnęła się do wampira. - Tak mam jeszcze kilka pytań. Jak myślisz, ile powinnam się ukrywać nocami?
- Nie wiem. Sprawdzamy miasto czy wataha tamtej sio... wampirzycy cię szuka. To potrwa kilka dni o ile oczywiście nie znajdziemy żadnych niepokojących śladów.

Mężczyzna kucnął obok, ale nie dotykał dziewczyny. Patrzył na nią chwilę zastanawiając się nad czymś.
- A gdybym zaoferował ci pracę? Z której mogłabyś wyżyć, ale która... wymagałaby od ciebie przeprowadzenia się tu na jakiś czas?
Ola przełknęła głośno ślinę.
- To… było moje kolejne pytanie. Nie mogę się cały czas wykręcać od spotkań wieczorami i chyba byłoby lepiej gdybym udała wyjazd na kilka dni. Myślałam… wolałam się upewnić czy mogę przenieść się tutaj. Mogłabym sobie kupić jedzenie itd co by was nie obciążać. - Przez chwilę walczyła z sobą w końcu jednak ciekawość wygrała. Musiała dorobić. Musiała się uwolnić jak najszybciej. - Jaką pracę?
Lesław uśmiechnął się lekko. Nawet w mroku nocy jego oczy były takie jasne...
- Widziałaś moją samotnię. Od dawna wszyscy mi marudzą, że powinienem coś z nią zrobić, ale... jakoś tradycyjne umeblowanie czy obrazy nie utrzymują się długo przy moich... napadach gniewu - wyglądał na zawstydzonego mówiąc to - Gdy zdradziłaś mi czym się zajmujesz pomyślałem natomiast o malowidle ściennym. Takim na całe pomieszczenie. Jeśli zgodziłabyś się tego podjąć, zapewnimy ci wszystkiego, co potrzeba. No i spokojnie możesz zrezygnować z pracy w kawiarni. Nie znam się na pieniądzach, ale możemy się umówić, że twoje wynagrodzenie, to będzie koszt jednego semestru na uczelni, o której marzysz. Co ty na to?
Ola uśmiechnęła się szczerze.
- Chętnie. - Musiała przyznać, że poczuła ulgę gdy praca okazała się być całkiem normalna. Tylko co znaczyło, że nie zna się na pieniądzach? Ugryzła się w język. Jeśli przez kilka dni pracy mogła zarobić na semestr to w pełni ją to satysfakcjonowało. - Czy myślałeś o czymś konkretnym? Mogłabym się przenieść jutro tylko… zgarnełabym jakieś materiały i inspiracje.
Lesław chwilę milczał. Wstał powoli i zszedł z trampoliny. Był wysoki, choć przez barczystą budowę sprawiał wrażenie raczej krępego. Ola jednak nie mogła nie zwrócić uwagi na grę mięśni pod jego koszulą. No i ten moment, gdy ich ciała były blisko... czuła jaki był twardy.
- Tęsknię za morzem. Coś w tej tematyce... byłoby miłe. - powiedział, wyciągając do dziewczyny dłoń, by pomóc jej zejść.
Ola wyciągnęła rękę i ostrożnie ujęła dłoń wampira. Czemu tak mocno na niego reagowała? Chyba… chyba nawet mocniej niż na własnego chłopaka, a nie powinno tak być. Była z Tomkiem, całowali się, dotykali… babcia chciałaby się zaręczyli. Na wspomnienie twarzy Stanisławy, jej marudnego głosu poczuła w ustach gorzki posmak. Lesława było pewnie stać na każdą kobietę, a ona… reagowała przez ten sen. Napewno. Powoli zeszła korzystając z pomocy.
- Z przyjemnością namaluję morze i… - Uśmiechnęła się do Lesława. - Dziękuję. To.. - Spojrzała ku górze przypominając sobie to co tam zobaczyła. Spróbuje to namalować, tego była pewna. Przymknęła oczy starając się utrwalić widok rozgwieżdżonego nieba. - To był piękny widok.
Uśmiechnął się smutno, po czym odwrócił się, puszczając jej dłoń. Ruszył w kierunku wyjścia z dachu.
- Jeśli chcesz, możesz tam teraz iść. Przyślę do ciebie Karola. Powiesz mu czego ci potrzeba. Jak chcesz to możesz jutro jechać z nim albo Rafaelem na zakupy. Pieniędzmi się nie przejmuj. Chcę żebyś była... - zająknął się - zadowolona z efektów swojej pracy.
- Ważniejsze byś ty był zadowolony. - Ola nie ruszyła za mężczyzną. Coś się wydarzyło ale nie była pewna co. Lesław coś ukrywał i teraz nabrała pewności, że spróbuje się tego dowiedzieć. - Przyjdę jutro i ustalimy szczegóły, dobrze?
Skinął jej głową, po czym zostawił dziewczynę samą, wchodząc do środka budynku.
Ola odczekała chwilę i odetchnęła. To było trudne, a gdy nie będzie widywać Tomka… gdy będzie cały czas tutaj, będzie tylko gorzej. Powoli ruszyła w kierunku budynku. Nie pokazał jej pracowni, ale pewnie każdy jej ją wskaże gdzie ona jest. Zgarnęła swoje rzeczy i ruszyła w kierunku przydzielonego pokoju odrobinę licząc na to, że to koniec prezentów na tą noc.
 
Mira jest offline  
Stary 17-09-2018, 10:12   #14
 
Aiko's Avatar
 
Reputacja: 32877 Aiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputację
Tak się stało - tej nocy nikt już nie niepokoił Mokki. Tym razem też żadne sny nie męczyły jej w nocy i obudziła się rano wypoczęta i świeża, jak... dawno. Teraz czekał ją tylko szybki powrót do Opola, podczas którego najlepiej by wymyśliła jakąś wymówkę czemu zniknie na kilka dni. A do tego to spotkanie z Tomkiem. Odrobinę się go obawiała po tym co zaszło poprzedniego wieczora na zapleczu, ale toż nie mogła unikać własnego chłopaka. Wzięła szybki prysznic i przebrała się w świeże ubrania, po czym ruszyła na dół zrobić sobie kawę.
Tym razem zastała tam Karola i Rafaela, z czego pierwszy jadł, a drugi znudzonym wzrokiem patrzył na ekran komórki.
- O, nasza gwiazdka spadła z nieba w końcu - skomentował przystojniak, nie odrywając wzroku od telefonu.
- Dzień dobry - przywitał się natomiast zwyczajnie Karol, gdy udało mu się przełknąć kęs.
- Dzień dobry. - Zignorowała komentarz Rafaela. - Piliście już kawę? - Ola podeszła do ekspresu i sięgnęła do młynka z kawą, by nabić kolbę. Przyjrzała się ustawieniom urządzeń, zastanawiając się czy jej odpowiadają. Nie miała tu czekolady, ale skoro i tak ma tu zostać na kilka dni będzie mogła sobie przywieźć. Uśmiechnęła się na myśl o swoim ulubionym napoju i zabrała za przygotowywanie kawy. Zawahała się wybierając kubek z półki, z której korzystała poprzedniego dnia Gosia. - Mogę się częstować? - Spojrzała pytająco na Karola.
- Jak chcesz żeby ci ręka odpadła... - podsunął niezrażony Rafael.
- Jasne, Gośki nie ma. Trenuje. - odparł jak zwykle bardziej konkretny Karol - Na patelni zostało trochę jajecznicy, jeśli masz ochotę. poza tym co upolujesz w lodówce to twoje.
- Ekhm!
- Poza serkiem brie. Został zaklepany przez Rafaela - wyjaśnił z westchnieniem krótko ścięty chłopak.
- I oblizany, więc nawet o nim nie marz. A jak chcesz mojej śliny, to zapraszam bezpośrednio do źródła. - skomentował to rzeczony właściciel serka, uśmiechając się zawadiacko.
Ola tylko zerknęła w kierunku chłopaków i powróciła do przerwanego parzenia kawy.
- Jajecznica w pełni mi wystarczy, dziękuję. - Zajrzała do lodówki i krytycznie stwierdziła, że mleko, które mają średnio nadaje się do spieniania. Lepszy rydz niż nic. Zgarnęła je z półki i wróciła do ekspresu. - Od jutra chyba tutaj zamieszkam. - Spieniła mleko i włączyła ekspres by dolał do niego kawy. Nałożyła sobie resztkę jajecznicy na talerz. -Na kilka dni póki sytuacja się nie uspokoi.
- Cóż za zdziwienie... - skomentował Rafael, przeciągając się na krześle. Miał przy tym urok zaspanego kota i... doprawdy dziwiło, że taki leń miał tak bosko wyrzeźbione ciało. Twarde, proporcjonalnie rozłożone mięśnie grały pod skórą przy każdym jego ruchu.
- Wiemy, dostaliśmy instrukcje - powiedział Karol znad talerza - podobno masz mi zrobić jakąś listę materiałów do kupienia.
Ola postawiła swoje śniadanie na stole i wydobyła z plecaka szkicownik. Usiadła obok chłopaków i zabrała się za szukanie jakiejś czystej kartki. Między palcami mignął szkic z poprzedniego wieczoru. Widok z wieży Lesława. Teraz… będzie to widywać co noc. Ciekawe czy wampira również.
Zirytowała ją ta myśl więc szybko przewróciła kartkę. Wzięła pióro i sącząc kawę zabrała się za robienie listy.
- Grunt, wałki i kuwetę można dostać w każdym sklepie budowlanym… białą farbę również… - Stalówka sunęła po kartce pozostawiając na niej zamaszyste litery. Ola podawała ilości na oko, zgodnie z tym co udało się jej zapamiętać poprzedniego wieczoru. - Pigmenty najlepiej jest dostać na ruskim targu… jest tam taki Pan Stanisław. Ściąga farby od rosjan… - powoli wynotowała wszystkie potrzebne kolory. - Ma też całkiem niezłe pędzle, będę potrzebowała kilku rozmiarów i jakiejś lampy… potwornie tam na górze ciemno…. i drabina. - Oderwała kartkę i podała ją Karolowi po czym odłożyła pióro i zabrała się za posiłek. Uśmiechnęła się do chłopaka, ignorując Rafaela i jego docinki. Ciekawiło ją co też robił chłopak by zachować taką formę, ale nie miała ochoty go o to pytać. - Resztę rzeczy zgarnę z domu.
Karol spojrzał na listę i aż gwizdnął.
- Sporo tego. No nic, to ja się zbieram, póki nie mam zajęć. - to rzekłszy podniósł się ze swojego miejsca i skierował do wyjścia z kuchni, w której Mokka miała zostać porzucona na pastwę zblazowanego playboya.
Ola zerknęła na resztkę śniadania i niedopitą kawę.
- Nie jedziesz może do Opola? - Spojrzała za Karolem, a potem na Rafaela nie do końca pewna czy któryś mógłby ją odwieźć. - Dzisiaj muszę się jeszcze dostać do domu.
- Jadę, ale to już teraz. Musiałabyś zostawić śniadanie.
- No i samo się nie pozmywa - dodał markotnie Rafael.
Ola chyba po raz pierwszy od kiedy przyszła skupiła na dłuższą chwilę uwagę na irytującym przystojniaku.
- A będziesz mógł mnie odwieźć za kilka minut? Nie chciałabym zostawiać po sobie bałaganu, a powinnam dosyć szybko znaleźć się w Opolu.
Kiedy Karol wyszedł, Rafael znów się przeciągnął z tym swoim leniwym wdziękiem i popatrzył na Mokkę z kpiącym uśmieszkiem.
- Móc mogę. Teraz spraw żebym chciał, maleńka.
Ola westchnęła i wróciła do przerwanego śniadania.
- Jeśli nie masz ochoty mogę przejść się do miasta i złapać autobus. - Powoli dopiła kawę ciesząc się jej smakiem i wstała od stołu by pozmywać. - Nie przejmuj się mną.
Rafael machnął teatralnie ręką.
- Jeny! Jaka ty jesteś nudnaaaa. Na żartach się nie znasz. Daj znać o której ci pasuje, to cię podrzucę, gdzie chcesz, sztywniaro.
- Mój chłopak miał zajrzeć do mnie rano. - Ola zabrała się za zmywanie. Jak zwykle przemilczała docinki Rafaela. - Muszę tam być zanim ze stresu wezwie policję.
- Hmmm to ciekawe, że powołujesz się na jego stres, a nie mówisz np. że za nim tęsknisz.
Rafael podniósł się powoli ze swojego miejsca. Podszedł do Oli i postawił przed nią swój kubek.
- Ty będziesz po mnie zmywać, a ja będę woził cię gdzie chcesz. Deal? No i gratis możesz czasem dostać numerek na tylnym siedzeniu.
- Wystarczy tylko spytać czy mogłabym to też zmyć. - Ola wzięła kubek Rafaela i sprawnie go wymyła. Kilka godzin na zmywaku dziennie robiło swoje. - Słowo “proszę" byłoby już zbytkiem łaski. - Odstawiła naczynia na suszarkę i uśmiechnęła się do Rafaela. - Wozić mam nadzieję, że nie będzie mnie trzeba, a numerek… nie jestem zainteresowana.
Przystojniak spojrzał jej w twarz, po czym odwrócił się i ruszył do wyjścia, krocząc z tym swoim wdziękiem leniwego kota, który jednak w każdej chwili może zerwać się do skoku i wyciągnąć pazury.
- No tak, zapomniałem, że celujesz wyżej. Będę czekał przy aucie.

Nie dając dziewczynie możliwości riposty, wyszedł z kuchni. Ola westchnęła wycierając dłonie w ścierkę. Czy naprawdę tak ciężko było zrozumieć, że nie celowała w nikogo w tym zamku. Upewniła się, że posprzątała po sobie i zgarnęła swoje rzeczy. Ruszyła za swoim kierowcą zastanawiając się co będzie musiała kupić by rzeczywiście nie musieć nigdzie jeździć.
 
Aiko jest offline  
Stary 21-09-2018, 18:05   #15
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 16268 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację

Pomijając sporadyczne komentarze, powrót do domu minął szybko i przyjemnie na wygodnym siedzeniu sportowego auta. Z duszą na ramieniu Mokka wróciła do swojego mieszkania, modląc się w duchu, by Tomek nie wpadł znów na pomysł zrobienia jej niespodzianki i wpadnięcia wcześniej. Na szczęście, nikt na nią nie czekał. Dziewczyna miała czas spokojnie ogarnąć się i pomyśleć nad przeprowadzką. Czas mijał... słońce było już wysoko na niebie, gdy wybiła 10.00 godzina. A Tomka wciąż nie było widać.
Ola dopakowała przybory malarskie to sporego plecaka, zwinęła rulony papieru, jak zwykle chowając je w karimacie. Każdą wolną przestrzeń wypełniała ubraniami i jedzeniem z mieszkania. Każdą przerwę w pakowaniu wypełniała wydzwanianiem i zerkaniem przez okno. W końcu nie wytrzymała i ruszyła do mieszkania Tomka. Może to była paranoja… może skoro mu wczoraj odmówiła wziął sobie inną. Tyle że to nie byłoby w jego stylu. Może… może dopadła go tamta sfora. Przerażona przyspieszyła, z całych sił starając się nie zacząć biec by nie przyciągać uwagi.
Dotarła zziaja i zdyszana do klatki schodowej. Miała szczęście, akurat jakaś starsza pani wychodziła z pieskiem i wpuściła ją do środka. Pozostało już tylko wdrapać się na 2 piętro i zadzwonić, co Mokka uczyniła. Odpowiedziała jej jednak głucha cisza.
Czy powinna panikować? Może po prostu gdzieś wyszedł? Rozejrzała się po korytarzu podłamana i w końcu zdobyła się na to by podejść do drzwi jakiegoś sąsiada i tam zapukać.
- Kto tam? - usłyszała po chwili głos kobiety, a zaraz potem płacz małego dziecka ze środka.
- Przepraszam. Nazywam się Ola Kierat. - Mokka stanęła grzecznie naprzeciwko wizjera, by sąsiadka mogła ją spokojnie widzieć. - Byłam umówiona z Tomkiem - Wskazała na drzwi sąsiedniego mieszkania. - ale chyba wyszedł… nie zostawił może jakiejś wiadomości?
Kobieta nawet nie uchyliła drzwi.
- Nie, nie. Ja go prawie nie znam. Muszę do dziecka. Przepraszam - rzuciła gorączkowo, zanim echo jej stóp oddaliło się w głąb mieszkania.
Ola westchnęła i jeszcze raz podeszła do drzwi mieszkania Tomka. Zapukała raz jeszcze i gdy znów nie było odpowiedzi, spróbowała nacisnąć na klamkę. Przygryzła wargę rozcinając ją do krwi. Co ma robić?
Drzwi ustąpiły z lekkim skrzypnięciem. Nie były zamknięte na zamek. Kiedy Mokka weszła niepewnie do środka, by się rozejrzeć, okazało się, że nikogo tam nie ma. W środku panował względny porządek, komputer pracował w stanie uśpienia, na stoliku nocnym leżała komórka. Brakowało tylko butów i bluzy Tomka, jakby wyszedł do sklepu i zaraz miał wrócić. Albo poszedł pobiegać? Tylko ile to bieganie mogło już trwać?
I czemu nie zamknął drzwi. Zdenerwowana rozejrzała się po mieszkaniu szukając jakichś śladów szamotaniny i powtarzając sobie, że to tylko paranoja. Co niby miało się stać? Widzieli się wieczorem. Może poszedł tylko wynieść śmieci?

Przeszła się po mieszkaniu, po czym usadowiła się w jednym z foteli. Jeśli jest tu telefon, to powinien wrócić. Czas mijał, a Tomek nie wracał jednak.
- Może umilić ci czekanie, skarbie? - usłyszała męski szept przy uchu. Kiedy jednak odruchowo odwróciła głowę, nikogo nie zobaczyła.
Ola poczuła jak ciarki przeszły jej po plecach. To były zwidy.. to musiały być zwidy. Jednak po tym co usłyszała w nocy. Wiedząc co może zrobić Władysław czy powinna wątpić?
- Kim jesteś? - Szepnęła cicho, czując że robi się jej potwornie głupio. Na szczęście była sama, mogła sobie gadać do woli. - Wiesz gdzie jest Tomek?
- Jeśli nawet... co jesteś gotowa zrobić, by się tego dowiedzieć?
Tym razem rozpoznała głos Lesława, który nagle niby nigdy nic wyszedł z korytarza i stanął w drzwiach, uśmiechając się drapieżnie. Jego wzrok przesuwał się powoli po sylwetce Mokki.
Ola wpatrywała się w wampira osłupiała. Jej dłonie zacisnęły się na podramiennikach fotela. To nie mógł być Lesław. On nie mógł opuścić zamku. Tak jej powiedział wczoraj, a ona… ona tak bardzo chciała by tamta rozmowa była szczera. Czując na sobie spojrzenie obcego osobnika, odruchowo ścisnęła uda.
- Kim jesteś… - Ledwo wydusiła z siebie ciche słowa. - Gdzie jest Tomek?
- Dobrze wiesz, kim jestem...
Lesław zaczął podchodzić coraz bliżej. Patrzył na nią tymi swoimi jasnymi, przepełnionym żądzą oczami, a gdy był już tuż tuż dotknął jej policzka. Jego dotyk palił skórę pożądaniem.
- Dobrze wiesz, czego chcę…
Ola cofnęła twarz, ale natrafiła na oparcie fotela.
- On nie może… nie możesz opuścić zamku. - Poczuła jak twarz zaczyna palić, a serce przyspiesza niebezpiecznie. To nie mógł być Lesław. On nie zachowywał się wobec niej w ten sposób. - Kim jesteś? To przez ciebie Tomek wczoraj dziwnie się zachowywał?
- Za dużo myślisz... - powiedział i wpił się ustami w jej usta. Poczuła jak delikatnie acz zdecydowanie rozwiera jej wargi językiem, by po chwili wpełznąć do jej ust i odnaleźć jej języczek. To było szaleństwo zmysłów, któremu ciężko się oprzeć.

Ola poczuła jak dłoń wampira zdecydowanym ruchem zaciska się na jej piersi i... obudziła się. Znów była w pustym mieszkaniu Tomka. Sama. Mokka skuliła się na fotelu mocno obejmując się ramionami. Czuła jak łzy zaczynają piec, potem spływają po policzkach. Czemu było jej tak ciepło? Czemu robiło się jej mokro gdy dotykał ją zupełnie obcy mężczyzna? Gdyby chociaż te wizje dotyczyły Tomka. Zapłakała głośno, zdając sobie sprawę, że nadal go nie ma, że nie wie gdzie on jest i czy nie stała się mu krzywda. Nie wiedziała co ma robić. Czy powinna zadzwonić na policję? To tylko kilka godzin, to mogła być jej paranoja. Co jeśli poszedł do niej? Wyjęła z torebki szkicownik i napisała liścik, zostawiając go pod telefonem Tomka. Napisała, że wyjeżdża na kilka dni. Powinna sprawdzić swoje mieszkanie, a przede wszystkim powinna ochłonąć. Zgarnęła swoje rzeczy i ruszyła do wyjścia.
 
Mira jest offline  
Stary 23-09-2018, 20:20   #16
 
Aiko's Avatar
 
Reputacja: 32877 Aiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputację
Przed drzwiami Ola zatrzymała się jeszcze na chwilę by uspokoić oddech. Gdyby ktoś zobaczył ją zarumienioną i zdyszaną wychodzącą z mieszkania Tomka… gdyby któraz z przyjaciółek babci ją zobaczyła! Wzięła kilka głębszych oddechów i upewniła się, że na klatce schodowej nikogo nie ma. Dopiero wtedy opuściła mieszkanie.

Słuchawki założyła dopiero na zewnątrz, pozwalając by muzyka nieco odciągnęła myśli od tego co się stało.

muzyczka


Gdy tylko muzyka wypełniła słuchawki poczuła, że ręce nieco się uspokajają. Rozejrzała się po okolicy licząc na to, że może jeszcze gdzieś dojrzy Tomka, a widząc że niestety go nie ma spojrzała na okna jego mieszkania. Ile jest w stanie dać za to by się dowiedzieć? Czy to jej paranoja, czy może coś jednak w tym jest?

Pomału ruszyła w kierunku pobliskiego sklepu spożywczego, planując dokupić nieco jedzenia. Wolała nie nadużywać gościnności wampirów. Może oni jej pomogą. Lesław sam wspominał o kamerach i innych takich. Wspomnienie pochylającego się nad nią wampira, szybko przywróciło rumieniec na jej twarzy. Czy to był on? Czy Lesław tak właśnie całuje… i czemu w ogóle ją to interesuje! Powinna martwić się o Tomka i robiła to!


Szybko zrobiła najpotrzebniejsze zakupy ze smutkiem patrząc na zawartość portfela. Nie może zrezygnować z pracy. Nawet jeśli Lesław zapłaci jej za semestr na uczelni jest jeszcze mnóstwo innych wydatków. I znów ten wampir! Nagle całe jej życie zaczęło się kręcić wokół niego… Może to jakaś kolejna sztuczka Władysława? Będzie musiała z nim porozmawiać, ale najpierw Lesław. Musi wiedzieć co dzieje się z Tomkiem.

Mokka wróciła do mieszkania z rozpaczą przekonując się, że jej chłopaka nadal tam nie ma. Z oczu znów popłynęły jej łzy. Martwiła się… potwornie się martwiła! Nawet jeśli ktoś ładował jej z jakiegoś powodu wizje Lesława do głowy, była z Tomkiem. Był jej bliski. Zirytowana zmieniła bieliznę, na suchą i dopakowała jeszcze kilka sztuk do plecaka.

Musiała się przejść do kawiarni, spotkać z Hanią i dać jej znać, że jedzie załatwiać sprawy uczelniane. Nie chciała kłamać przyjaciółce ale z jakiegoś powodu czułą, że nie powinna jej mówić o zamku i jego gospodarzach. Odczekała godzinę, znajdując jeszcze przy okazji jakiś album ze zdjęciami morza i stwierdziła, że musi się ruszyć do pracy i zanieść podanie o urlop. Na wszelki wypadek wypisała na standardowym świstku dwa tygodnie, po tym jak kilkukrotnie przeliczyła czy oszczędności wystarczy jej by przeżyć. Dała znać sąsiadce, na wypadek gdyby Tomek wpadł i korzystając z okazji by zapytać ją czy będzie podlewać jej kwiaty. Grzecznie powiedziała wymówkę o uczelni tym razem jednak podając ten sam wydział co babci. Ech… jeśli Stanisława się dowie będzie musiała szybko znaleźć nowe źródło utrzymania.

Tak jak poprzedniego dnia ominęła plac zabaw szerokim łukiem zmierzając do kawiarni dłuższą drogą.


Na miejscu na szczęście zastała Hanię. Była pewna, że przyjaciółka przekaże jej podanie do szefostwa, a tak mogła przy okazji sprzedać jej bajeczkę o wyjeździe do Krakowa, tak by i ona kryła ją przed babcią. Czuła się źle kłamiąc jednej z nielicznych bliskich jej osób, ale chyba wolała to niż pakować ją w kłopoty.

Pozostało jej jedynie zadzwonić do babci, choć najchętniej ten element dnia najchętniej by pominęła. Do tego wracając do domu naprawdę liczyła na to, że zastanie gdzieś w jego okolicy Tomka i… niestety znów przyszlo rozczarowanie. Przez chwilę dopakowywała jeszcze jakieś drobiazgi, starając się odwlec nieunikniony telefon.

Było tak jak się spodziewała. Tyrada na temat tego, że startuje na uczelnię poza Opolem. Toż tutaj też jest teologia. Czy sprawdziła godziny mszy? Czy wie do którego kościoła ma pójść. Bo toż w części wykładają ci wywrotowi księża lub co gorsza zakonnicy. Oczywiście obiecała, że będzie tam najkrócej jak to tylko konieczne i wysłuchała posłusznie listy rzeczy, których nie powinna robić.

Jedno trzeba było Stanisławie przyznać. Potrafiła zmotywować do wyjazdu. Do tego Mokka martwiła się coraz bardziej o Tomka i pod koniec rozmowy, bardzo ją kusiło by rzucić słuchawką. Jednak nadal nie miała pieniędzy, nie miała się gdzie podziać… Jeszcze tylko kilka miesięcy i będzie wolna.

Zgarnęła plecak i ruszyła na miejsce umówionego spotkania w okolicy wyspy Bolko.
 
__________________
W dniach 20.04.2019-26.04.2019 Jest ze mną utrudniony kontakt. 26.04.2019 - 3.05.2019 kontaktu ze mną nie ma.
Aiko jest offline  
Stary 08-10-2018, 12:26   #17
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 16268 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Rafael już na nią czekał. Jak ostatnio z czającym się w pobliżu fanklubem kilku małolat, które z ukrycia (według nich) robiły przystojniakowi zdjęcia. Tymczasem ten zdawał się niczego nie widzieć, przeglądając zawartość swojego telefonu. Dopiero, gdy spojrzał na Mokkę i uśmiechnął się szelmowsko pod nosem, ta zrozumiała, że jest w pełni świadomy poruszenia, jakie wywołuje u pięciu nastolatek, czających się za kępą krzewów i... świetnie się tym bawi.

- Jak ci minął dzień, siostrzyczko? - zapytał na tyle głośno, by fanki go usłyszały.
- Niestety źle, braciszku. - Ola wrzuciła swoje rzeczy do bagażnika i usadowiła się na miejscu pasażera. Żałowała że nie odbiera jej Karol. Chciało się jej płakać ze stresu i niezbyt miała ochotę na użeranie się z nadętym przystojniakiem.
- Było przystać na moją poranną propozycję, to byś cały wieczór jeszcze świeciła jak słoneczko. - odparł, chowając telefon i wsiadając do auta ku rozczarowaniu nastolatek.
- Zmywania po tobie? Jakoś mi się nie wydaje. - Mokka zaczekała aż Rafael odpali auto i ruszy. Wątpiła by przystojniak był w stanie jej jakkolwiek pomóc, ale miała serdecznie dość trzymania w sobie swoich obaw. - Nie wiem gdzie jest mój chłopak… nie wiem co mam robić.
- W sensie, że puścił cię kantem? - zapytał Rafael, prowadząc auto. O dziwo, nie uśmiechnął się.
- W sensie, że jego dom był pusty. Zostawił swoje rzeczy… nie odbierał telefonu. Sąsiadka nie mogła nic powiedzieć. - Ola z całych sił powstrzymywała zbierające się łzy. - Wczoraj zachowywał się dziwnie, a dziś… spotkałam… widziałam u niego coś dziwnego.
- Coś dziwnego? - zapytał mężczyzna, patrząc na drogę.
- Lesława. - Mokka odpowiedziała cicho czując jak policzki znów zaczynają palić na wspomnienie tego, co wydarzyło się w mieszkaniu Tomka. - Był i wyparował… Chyba powinnam z nim porozmawiać.
Rafael zatrzymał się na światłach i spojrzał z powagą na dziewczynę. Pierwszy raz go takiego widziała. Wydawał się naprawdę zaangażowany.
- To nie mógł być Lesław. Ani żaden inny... no wiesz, z nich. Oni za dnia śpią i nie korzystają ze swoich... zdolności. Może ci się przyśniło? Masz jakieś potwierdzenie na to, że był tam naprawdę
Ola westchnęła ciężko.
- Jestem niemal pewna, że to nie on. - Spojrzała na Rafaela, czując ulgę, że w końcu może komuś opowiedzieć o tym wszystkim i… że nie szydzi z niej. - Dotyk, który poczułam był bardzo prawdziwy tylko nie rozumiem. Nie rozumiem czemu ktoś zaatakował mnie jego wizją… Czemu ktoś się pod niego podszywa. Pytał co dam by dowiedzieć się gdzie jest mój chłopak.
Blondyn chwilę nic nie mówił, po czym już innym, lżejszym tonem stwierdził:
- Sorry mała, ale to brzmi jak sen. A wygląd Lesława prawdopodobnie został naddany przez twój zauroczony nim móżdżek. Nie przyznawałbym się więc do tego głośno, chyba że zamierzasz faktycznie do niego startować.
- Niestety, poznałam już jednego z nich, który może mi wpłynąć na sny. - Ola nie czuła się zrażona, sama nie wierzyła w to co wydarzyło się wydarzyło w mieszkaniu Tomka, choć było to na tyle… rzeczywiste. Była pewna, że nie spała. - I tak muszę pogadać z Lesławem o malowidle, i nie. Nie planuję do niego startować.
- W dzień są nieaktywni, to raz, a dwa - nawet On nie potrafi tkać dokładnie snów. On tylko wlewa w głowę emocje, które chce ci przekazać, czasem może słowa,choć to dla niego duże wyzwanie. Ale twarze, sceneria... to wszystko generuje twój mózg. Jeśli więc widziałaś Lesława to sorry, maleńka, ale twoja podświadomość ma chyba inne zdanie niż ty.
- Na szczęście to nie moja podświadomość podejmuje decyzje. - Ola westchnęła. Co wobec tego widziała? Sen? Nie… to nie mogło być to. Tak samo jak to dziwne zachowanie Tomka gdy ostatnio się widzieli. Najwyżej Lesław jej powie, że oszalała i będzie musiała się tym zająć sama. - Chcę przeczekać zagrożenie i wrócić do swojego życia.
- Mądra decyzja. - skwitował Rafael i ciężko było stwierdzić czy była to wypowiedź sarkastyczna, czy nie.

 
Mira jest offline  
Stary 12-10-2018, 08:38   #18
 
Aiko's Avatar
 
Reputacja: 32877 Aiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputację
Jeśli ktoś zrobiłby konkurs na najbardziej osobliwego ŻYWEGO mieszkańca zamku bezsprzecznie nagrodę zgarnęłaby milcząca Laura. Ubrana w tradycyjny strój pokojówki kobieta wydawała się panować nad wszystkim, jak również być nieco ponad innymi służącymi wampirów, którzy traktowali ją z uprzejmością i jakby... odrobiną strachu? Było to o tyle dziwne, że przecież Laura nigdy nie rozkazywała ani nie krzyczała. A jednak wystarczył dyskretny gest dłonią, by Rafael, który wraz z Mokką jadł tego wieczora kolację, ukrócił swoje żarty i w ciągu minuty ewakuował się z jadalni.

Na pytania Oli o spotkanie z Lesławem Laura unosiła tylko otwartą dłoń. “Poczekaj” - mówił ten gest. Cóż więc dziewczyna mogła innego zrobić? Zresztą musiała się rozpakować i nieco ogarnąć.
Mokka zjadła w ciszy kolację i przeniosła się do swojego pokoju by rozpakować rzeczy. Przede wszystkim artykuły malarskie i albumy, których potrzebowała do ustalenia szczegółów z Lesławem. Niestety mimo dosyć czasochłonnego zajęcia, czuła narastający niepokój. Bo co się dzieje w tej chwili z Tomkiem? Co jeśli dopadła go tamta sfora? Ona siedziała tutaj w ciepełku, a jemu mogła dziać się krzywda!

Spanikowana zaczęła krążyć po pokoju. Do tego te sny. Czemu Lesław? Jeśli to jej głowa podpowiedziała twarz wampira, to czemu? Dobra był przystojny, miał te swoje niesamowite oczy, w których aż chciało się utonąć… no i ciało. Jak bardzo by chciała zobaczyć jego ciało! Zirytowana poszła pod prysznic by nieco się uspokoić i zmyć wilgoć, która zów złośliwie postanowiła się zacząć zbierać na jej bieliźnie. Przerwała się w ciuchy robocze. Ucięte dżinsy i koszulę po ojcu, którą już w wielu miejscach przybrudziła farbą.


Nawet jeśli nie zabierze się dziś do pracy mogła pomalować. Może chociaż to uspokoi jej nerwy.
Wtem do jej drzwi rozległo się pukanie. Dziwne, bo nie słyszała kroków na korytarzu. A może była zbyt zamyślona?
Podeszła do drzwi zakładając, że to Laura lub jeden z chłopaków i je otworzyła.
Jakie było jej zdziwienie, gdy zamiast nich zobaczyła długonogą blondynkę w małej czarnej z golfem. To była ta modelka-wampirzyca, którą zobaczyła w trakcie “posiedzenia” przy jej pierwszej wizycie w zamku. Piękna kobieta uśmiechnęła się lekko i wysunęła przed siebie ozdobne, drewniane pudełko wielkości dużej książki
- Buenos dias, pomyślałam, że skoro teraz będziemy mieszkać pod tym samym dachem, a nie zostałyśmy sobie oficjalnie przedstawione, przyjdę się przedstawić. Jestem Penelope, a to mój prezent powitalny dla ciebie. Que vivas bien con nosotros... znaczy, oby ci się z nami dobrze mieszkało - przetłumaczyła.
- D… dziękuję. - Ola przyjęła pudełko z niewielką obawą nie do końca wiedząc co ma zrobić. Do tego czuła dziwne rozczarowanie. Tylko czemu? Kogo chciała zobaczyć w tych drzwiach? - Czy… chciałabyś wejść?
- Chyba ani ja, ani ty nie mamy na to ochoty - powiedziała wprost blondyna, odwracając się na pięcie - Po prostu chcę, żebyś wiedziała, że nie jestem ci wrogiem. Jakbyś miała problemy, uderzaj śmiało... jak to się teraz mówi. I mam nadzieję, że prezent się przyda. U mnie to tylko się kurzyło.
Ola poczuła się nieco dziwnie. Czyżby tak łatwo było ją rozczytać?
- Dziękuję jeszcze raz za prezent. - Ola skłoniła się mimo iż wampirzyca nie mogła tego widzieć. Zamknęła jednak drzwi gdy Penelope zniknęła mroku korytarza.
Po dłuższej chwili wpatrywania się w pudełko, usiadła na łóżku i je otworzyła robiąc to bardzo powoli i ostrożnie.
Jej oczom ukazał się złoty łańcuszek z wisiorkiem... ale jakim wisiorkiem!

W maleńkiej, szklanej kopule znajdowała się miniaturowa róża. Była ona tak misternie wykonana, że wydawała się żywa. Ale... to przecież nie mogła być prawda. Prawda?
Ola delikatnie gładziła wisiorek nie do końca wiedząc co ma z nim zrobić. Był piękny… nie to słowo jakoś nie w pełni oddawało urok tego drobiazgu. Był niesamowity do tego stopnia, że bałaby się go nosić. Ostrożnie wydobyła łańcuszek z pudełka i podeszła z nim do lustra. Jakoś dziwnie było zakładać coś takiego na ubrania robocze, więc rozpięła koszulę prawie do stanika i zawiesiła wisior na nagiej skórze.
Jak to powiedziała? Tylko się u niej kurzył? Westchnęła ciężko i zdjęła go z szyi by z powrotem schować go do pudełka i zabrać się do pracy.
Nie minęła godzina, a Laura wezwała ją skinieniem głowy. Lesław wreszcie znalazł czas dla swojej nowej “pracownicy”. Tym razem oczekiwał na nią na wieży. Ola zgarnęła przyniesione albumy i ruszyła na wieżę zastanawiając się jak poruszyć temat Tomka. MOże powinna była porozmawiać Penelope na ten temat? Jednak piękna wampirzyca niepokoiła ją i onieśmielała… Lesław w sumie, także.
Zatrzymała się przed drzwiami pokoju, który zajmował i wzięła głęboki oddech. Nic do niego nie czuje? Te sny są dziwne, ale nic nie oznaczają. To tylko kolejny przystojny facet. Musi dowiedzieć się co z Tomkiem. Nie może ryzykować, że to nie jest jej paranoja. Lekko drżącą dłonią zapukała do drzwi.
 
Aiko jest offline  
Stary 12-10-2018, 12:33   #19
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 16268 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
- Wejdź proszę - odpowiedział Lesław uprzejmie. Kiedy weszła do środka, została oślepiona przez jaskrawe światło kilku, rozstawionych w całym pomieszczeniu lamp. Było to o tyle niespodziewane, że ostatnio, gdy Mokka przyszła na wieżę, panował tu półmrok, który zresztą nieco ją martwił w kontekście prac malarskich. Teraz jednak każdy zakamarek wydawał się oświetlony.

To jednak nie koniec wrażeń, jakie uderzyły w Olę. Kolejne było nawet silniejsze, gdy przywykła nieco do jasności i zobaczyła Lesława, klęczącego przy kablach jednej z lamp. Mężczyzna nie miał na sobie koszulki, przez co każdy jego ruch, każde westchnienie skutkowało tańcem twardych jak stal mięśni pod skórą. To nie były mięśnie kulturysty - sztucznie napompowane. Ten człowiek był niesamowicie wysportowany, a rozrost tkanki mięśniowej stanowił tylko dodatek do jego sprężystego, wyćwiczonego ciała.
- Pomyślałem, że przydałoby ci się trochę światła... - zaczął lekkim tonem, lecz urwał, podnosząc spojrzenie na Mokkę. Chwilę taksował ją wzrokiem, nie odzywając się.

[media]https://78.media.tumblr.com/9a951f9c4426b79fcba1668f81806320/tumblr_nsvn6bYyxq1t945d3o1_250.gif[/media]

Była to trochę za długa chwila jak na zwykłe przyjrzenie się drugiej osobie.
- Czy coś... jeszcze potrzebujesz... ode mnie? - zapytał w końcu, przyjmując swój kamienny wyraz twarzy.
Ola z trudem zapanowała nad ustami, które chciały się rozchylić, gdy jej wzrok przesunął się po męskim ciele. Chciała go dotknąć! Ta myśl uderzyła w nią jak obuch. Czemu on był taki? Czemu tak ją do niego ciągnęło? Wzięła kolejny oddech z trudem przenosząc wzrok z ciała Lesława na jego oczy.
- Mam.. mam kilka pytań. - Mokka uniosła nieco przyniesione albumy. - Odnośnie tego co mam namalować i… kiedy i jak mogę to robić. - Na chwilę zawahała się nie do końca wiedząc jak ma poruszyć sprawę Tomka. - Oraz… mam małą prośbę.
- Jestem do twojej dyspozycji. Pytaj.
Mężczyzna wstał i uśmiechnął się lekko, choć wciąż zdawał się napięty - jak drapieżnik gotowy do skoku. A jednak Ola nie czuła się przy nim zagrożona. Wręcz przeciwnie... chyba chciała by na nią skoczył? Cóż za głupie myśli!
- Mam tu kilka zdjęć i fajnie jak byś powiedział czy któreś szczególnie ci się podoba. - Ola rozejrzała się za miejscem, na którym mogłaby rozłożyć albumy. Biurko wydawało się być za małe. Łóżko.. łóżko po prostu było złym pomysłem! Przykucnęła i rozłożyła książki na ziemi. Otwierając je na wybranych wcześniej zdjęciach przedstawiających morze widziane z plaż, jaskini, jakichś skalistych brzegów. - Dziś pomalowałabym ściany gruntem i jutro wieczorem mogłabym już zacząć malować właściwą pracę. Tylko nie wiem… czy mogę to robić tylko nocami czy w dzień też? - Starała się patrzeć na zdjęcia by choć na chwilę odciągnąć myśli od ciała na które miała ochotę.
Lesław przykucnął obok i przyglądał się albumom. Gdyby był śmiertelnikiem, poczułaby pewnie ciepło jego ciała, gdy siedział tak blisko. A tak... czuła jego obecność - jakby wibrację obok.
- Śpię gdzie indziej. Zdaję się na twoje wyczucie, jeśli chodzi o wzory. Sam... nie mam głowy do ozdób, jak zauważyłaś. - uśmiechnął się lekko i ruchem podbródka wskazał na pokój a potem na swoje ubranie... czy raczej braki w nim. Faktycznie miał na sobie tylko czarne, mocno już wytarte sztruksy. I nic poza tym. Żadnych ozdób iiii... chyba też żadnej bielizny.
- Dobrze. - Ola wzięła głęboki oddech. Musiała spojrzeć mu w oczy. Nie wypadało prosić wpatrując się w zdjęcia lub co gorsza w jego krocze. Toż malowała akty, czemu nagle reagowała tak na nieco golizny? Skupiła spojrzenie na jego jasnych oczach znów czując, że w nich tonie. - Wobec tego będę malować też w ciągu dnia. Jeśli chodzi o prośbę… ja… boje się, że coś mogło się stać mojemu chłopakowi. Wiem, może to paranoja, ale zniknął bez słowa i jego rzeczy były w mieszkaniu… otwartym. - Poczuła jak narastająca panika, pomieszana z targającym jej ciało pożądaniem zaczyna ją przytłaczać. Miała dość! Dość bania się tego co czuje, o Tomka, o to co będzie gdy inni się dowiedzą. - Nie wiem co mam robić.
Lesław zastygł, nagle bardzo interesując się fotografią w albumie, którą miał przed oczami.
- To faktycznie... podejrzane. Nie zostawił żadnej wiadomości?
- Nie. Miał do mnie rano przyjść ale się nie pojawił, a ostatnio… zachował się dziwnie. - Ola także opuściła wzrok. - Pieścił mnie, a chwilę potem uciekł wystraszony… Ale jakoś dziwnie zupełnie jakby nagle zmienił osobowość. Czy.. czy jest ktoś kto w dzień może sterować ludźmi… albo snami?
- Magowie - odpowiedział mechanicznie Lesław, jednak wydawało się, że powiedział za dużo, bo szybko zaczął dopowiadać - Ale z tego co wiem, nie ma żadnych w okolicy. To musiał być zbieg okoliczności. Zaraz... zaraz zadzwonię do Małgorzaty. Miała monitorować okolicę twojego chłopaka. Może będzie coś wiedziała.
To rzekłszy, wstał, wyjął telefon z tylnej kieszeni spodni i pospiesznie wyszedł z nim na korytarz. Ola odprowadziła go wzrokiem nie ruszając się z podłogi. Jej palce drżały przy przewracaniu kartek, a uszy były skupione całkowicie na tym co mogło dziać się na korytarzu. Przejrzała jeszcze raz albumy wybierając długą panoramę. Oby to było tylko jej paranoja. Oby Tomkowi nic nie było. Czekając czuła jak z nerwów zaczyna się trząść, a pod powiekami zbierają się łzy.
Ponieważ Lesław zamknął za sobą drzwi, nie słyszała dokładnie jego słów, ton głosu przypominał jednak ciche warczenie. Jakby właściciela nosiły nerwy, ale z całych sił starał się opanować. Zresztą to nie była długa rozmowa. Po chwili jasnooki mężczyzna wrócił szybkim, zdecydowanym krokiem, przy którym każdy mięsień w jego ciele wydawał się być zaangażowany.
- Małgorzata pyta czy znalazłaś w mieszkaniu jego telefon. I czy sprawdzałaś ostatnie rozmowy, smsy...?
- Telefon był ale nie sprawdzałam… ja sporo do niego dzwoniłam. - Ola opuściła wzrok. Bała się, nie myślała wtedy o takich rzeczach, ale toż nie było sensu robić wymówek. - Nie chcę wam robić kłopotu… jeśli Małgorzata go widziała… mogę pojechać i go poszukać… - Mokka czuła jak narasta w niej panika. - … bałam się wezwać policję, nie chciałam by dotarli po mnie do was… bo jeśli to tamta sfora? Może po prostu gdzieś wyszedł… to nie wyglądało jakby wyjechał… jego rzeczy były… tak jak normalnie. - Zasłoniła twarz dłońmi, starając się powstrzymać łzy. Tomkowi mogło coś być, a ona siedziała tutaj myśląc o innym facecie. - Ja… przepraszam.
- Byłaś zdenerwowana. Małgorzata mówiła, że jest w pobliżu jego mieszkania. Zaraz to sprawdzi i da nam znać. - mówiąc to, słyszała jak mężczyzna szybko pisze na klawiaturze telefonu. Potem schował telefon i podszedł do niej.
Poczuła chłodną, pewną dłoń na swoim ramieniu.
- Byłaś zdenerwowana. Na przyszłość nie czekaj, tylko dzwoń od razu do kogoś z naszych... no wiesz, ludzkich sług.
Lesław klęknął przed Olą i delikatnie ściągnął dłonie z jej twarzy.
- Nie jesteś już sama. Naprawdę.
Ola nie wytrzymała przysunęła się do Lesława i objęła go mocno. Wtuliła twarz w twarde, chłodne ramie pozwalając łzom spłynąć. Co miała powiedzieć? Że nie brała do nikogo numeru, że naprawde myślała że to tylko dziwny sen, który zaraz się skończy? Zacisnęła dłonie w pięści, ściskając mocniej wampira.
- Przepraszam… tylko chwilkę. - Wyszeptała cicho wprost w chłodną skórę. Słyszała jak jej własny głos drży. - Zaraz się uspokoję.
Nie odezwał się. Przysunął się jednak nieco i delikatnie, jakby nie chcąc jej zrobić krzywdy, otoczył ramieniem jej plecy.
Mokka powoli uspokajała oddech starając się uporządkować myśli. Nadal nie wiedziała co z Tomkiem, ale teraz gdy już komuś powiedziała, gdy Lesław zgodził się sprawdzić co mogło się stać, poczuła się lepiej. Że też musiała tak przed nim wybuchnąć! Czując, że łzy przestały płynąć, poluzowała chwyt i odsunęła się nieco.
- Przepraszam… nie wiem… nie powinnam aż tak reagować. - Zabrała drżące ręce, jakby na pożegnanie przesuwając dłońmi po skórze wampira. Była taka inna niż ludzka, ale to chyba głównie przez temperaturę. Szybko zabrała dłonie układając je na udach.
Mężczyzna znów patrzył na nią chwile bez ruchu, przeszywając tymi swoimi jasnymi, zimnymi oczami.
- Nic się nie stało. Jeśli nie masz głowy do pracy, zajmiemy się tym jutro... albo kiedy będziesz chciała.
- Praca mi dobrze zrobi. - Ola otarła policzek i uśmiechnęła się do wampira. - Nie będę się tak cały czas stresować, a przynajmniej… będę się starała myśleć o czymś innym. Dałam Karolowi listę i był na niej grunt i wałki. - Rozejrzała się po pomieszczeniu upewniając się czy materiały, które zamówiła nie zostały tu zeskładowane.
- Wszystko jest w tym pudle - Lesław wstał i wskazał duży karton oraz opartą o niego drabinę - Pomyślałem, że to też Ci się przyda. Ja... muszę na parę chwil wyjść. Poradzisz sobie?
- Jasne. - Ola wstała i podeszła do kartonu i otworzyła go z ulgą zobaczyła, że zamówienie jest kompletne. - Nie przejmuj się mną… - Obejrzała się na wampira z wydobytym z pudła wałkiem. - Tylko jakby Gosia dała znać… czy mogłabym prosić o jakąś informację?
- Pewnie - rzucił przez ramię i po chwili już go nie było. Jakby dziewczyna w ogóle go nie interesowała teraz.
Ola odetchnęła. Chyba będzie musiała nieco unikać kontaktu z Lesławem bo z każdym kolejnym spotkaniem reaguje na niego coraz mocniej. Wydobyła z kartonu grunt, kuwetę i wałki z przedłużką i zabrała się do pracy, osłaniając wcześniej foliami zgromadzone w pomieszczeniu meble. Gruntowanie nie powinno jej zająć dużo czasu. Pewnie z dwie godziny… Rozejrzała się po brudnych ścianach. Może jednak trzy.
Była ciekawa gdzie poszedł Lesław, ale nie wypadało pytać. Był jednak tym księciem nawet jeśli obejmowało to swym zakresem tylko ten zamek, który nagle miał się stać jej domem. Niestety ciekawość nie dawała jej spokoju niepokojąco konkurując z obawami o Tomka. Może wampir poszedł się “posilić”, albo to co zrobiła było dla niego niekomfortowe. Odetchnęła. Może Tomkowi nic nie jest. Jutro spędzi kilka godzin malując tutaj, kilka przygotowując prace do teczki. Odpocznie. Znów będzie mogła patrzeć na niego jak na kolejnego przystojnego mężczyznę. Po kilkunastu minutach rzeczywiście skorzystała z przyniesionej drabiny, chwytając w dłoń pędzel i zamalowując krawędzie ścian.

Kiedy tak wyciągała się ku górze, usłyszała cichy pomruk od strony drzwi. Stał w nich Ares, oparty o framugę i uśmiechnięty kocio od ucha do ucha. Doprawdy ten facet był nieprzyzwoicie przystojny! A rozchełstana, biała koszula i obcisłe jeansy tylko to podkreślały.

- Chyba też zaplanuję malowanie u siebie w sypialni - rzekł wesoło.
Ola o mały włos nie zleciała z drabiny słysząc wampira. One stanowczo chodzą za cicho. Uśmiechnęła się do Aresa starając się uspokoić oddech. Lubiła go. Była to jedyna poza Karolem istota, która była jej od początku życzliwa… Więc czemu nie mogła o nim fantazjować?! Był przystojniejszy od Lesława… chyba. W ogóle nie powinna o nikim fantazjować. Jest chłopak zniknął, a ona nadal nie miała żadnej informacji.
- Twoja sypialnia też jest w takim stanie? - Spróbowała zażartować ale sama zauważyła, że jej głos delikatnie drży z nerwów. Pomału zeszła z drabiny i wytarła dłonie w koszulę. - Coś się stało?
Ares nie poruszył się, wciąż opierając się o futrynę, jakby chciał powiedzieć “spokojnie napatrz się na to boskie ciało”.
- Dzwoniła Małgorzata. Twój chłopak przed zniknięciem wysłał dwa SMS-y. Jeden do matki, że wyjeżdża w góry i będzie niedostępny kilka dni. Drugi do kumpla z pracy z prośbą o załatwienie urlopu do środy. Dziwne, że nie napisał do ciebie, ale to chyba wyjaśnia sprawę, nie?
- Tak to by tłumaczyło… tylko czemu nie zamknął drzwi i nie wziął swoich rzeczy? - Ola podeszła do okna, przez które zazwyczaj wyglądał Lesław i przysiadła na parapecie. Nie satysfakcjonowało jej to wytłumaczenie, ale toż nie miała prawa naciskać na wampiry by jej pomogły. Tylko jak ma go znaleźć sama… i czy powinna szukać skoro nie odezwał się do niej? Do tego Lesław nie wrócił. Czyli pewnie jej wybuch jednak mu się nie spodobał, albo po prostu miał ważniejsze rzeczy na głowie niż jej osoba. Westchnęła ciężko. - Nie podoba mi się to… ale dziękuję za informacje.
- Bez zdziwienia. Jeszcze przeglądamy nagrania monitoringu z pobliskiego bankomatu, gdzie w tle widać drzwi klatki twojego przystojniaka. Powinniśmy złapać moment, w którym wyszedł. No ale myślę, że rozsądnie będzie poczekać do tej środy, aż mu się urlop skończy. To jeszcze dwie noce... znaczy dni.
Ares zaśmiał się.
- Zdecydowanie powinienem wyjść do ludzi, bo niedługo zacznę siedzieć w szafie i tam straszyć. - mrugnął do dziewczyny, po czym zapytał - Coś jeszcze mogę dla ciebie zrobić, lady jeans?
Prześlizgnął się wzrokiem po spodenkach i nagich udach Mokki. Nie był to jednak wygłodniały wzrok, po którym czułaby się nieswojo, raczej element żartobliwego flirtu.
Ola zaśmiała się.
- Nie wyobrażam sobie ciebie straszącego. A to...to tylko ciuchy robocze. - Uśmiechnęła się do wampira. - Muszę tu pomalować jak najwięcej i chyba samotna praca sprawia, że mniej się stresuję. Dzięki, że przyszedłeś dać mi znać o Tomku.
Piękny Ares skinął jej głową, przeczesał palcami swoją fryzurę z rodzaju artystycznego nieładu i odwrócił się na pięcie.
- Powodzenia, beauty.
- Dziękuję. - Ola odprowadziła go wzrokiem i gdy zniknął podkuliła kolano i oparła na nim czoło. Dwa dni… miała czekać dnia dni, nie wiedząc co się dzieje z jej chłopakiem? Czemu nie dał jej znać? Przez to, że mu odmówiła na zapleczu? Poczuła jak łzy zbierają się jej pod powiekami, więc podniosła się szybko i powróciła do przerwanej pracy.
 
Mira jest offline  
Stary 26-10-2018, 08:15   #20
 
Aiko's Avatar
 
Reputacja: 32877 Aiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputację
Tej nocy Lesław już jej nie odwiedził. Ani żaden inny wampir. Ola pracowała do późna (a właściwie rana), toteż telefon, który zaczął dzwonić około 9 rano wyrwał dziewczynę ze snu. Wystarczyło jednak spojrzeć na wyświetlacz, by od razu oprzytomnieć. Dzwoniła babcia. Mokka przetarła twarz i przełknęła ślinę, starając się choć odrobinę zwilżyć wyschnięte po śnie gardło. Odebrała telefon siadając na łóżku.
- Cześć babciu. Coś się stało? - Starała się brzmieć jak najpozytywniej.
- A czy nie mogę zadzwonić bez powodu? - odbiła piłeczkę Stanisława Kierat, po czym dodała - Kojarzysz panią Machalicką? Ona przynosi zawsze te piękne chryzantemy na ołtarz w kościele.
Ola nie kojarzyła, ale czy powinna się przyznawać?
- Odrobinę. - Ola skłamała płynnie. Była ciekawa co takiego wydarzyło się z Panią Machalicką skoro Stanisława musi do niej w tej sprawie zadzwonić. Tym bardziej, że gadały wczoraj. - Wydaje mi się, że widziałam ją z raz czy dwa.
- Tak, powinnaś ją widzieć. Ma zawsze ten taki beżowy szal na szyi, co ja mam purpurowy. Tylko mój jest ładniejszy. Widać pani Machalicka oszczędza na proszku. No i dowiedziałam się, że ma też psa. Jakaś rasa, ale ja się nie znam. Niby mały, chociaż ja nie rozumiem po co to to trzymać. Brudzi i niszczy. A pożytku żadnego, bo takiego małego psa, to trzeba chyba samemu bronić. I strach po nocy z takim wychodzić. Niby z kotem by nie trzeba było, ale koty są jeszcze gorsze... - pani Stanisława wyraźnie zbaczała z tematu, który chciała podjąć.
- Tak to prawda koty są najgorsze. - Ola obiecała sobie, że jak tylko się usamodzielni weźmie sobie właśnie takiego zwierzaka. - Babciu czy dzwonisz w sprawie pani Machalickiej?
- Kochanie, nie przerywaj mi, bo to nieładnie. Dzwonię w sprawie Tomka, tylko nie dajesz mi dojść do głosu! - wyrzuciła jej pani Stanisława - Pani Machalicka była w nocy z tym swoim psem właśnie, bo miał rozwolnienie. Mówiła, że to przez kaszankę z Lidla. Dlatego ja kupuję tylko u Matejki. No i widziała, pani Machalicka oczywiście, jak do klatki Tomka wchodzi jakaś ruda... no, panienka lekkich obyczajów.
- Och… - Ola nawet nie musiała udawać zakłopotania. Wywiad babci jak zwykle widział wszystko. - I pani Machalicka, widziała jak ta dziewczyna wchodzi do jego mieszkania?
- Nie, ale widziała, że u Tomka zaświeciło się światło po chwili! Nie górne, ale wiesz, lampka nocna. A po 5 minutach zgasła! - mówiła pani Stanisława tonem narratora jakiegoś dreszczowca.
- T.. to okropne. - Ola udała szczerze zasmuconą. - I pani Machalicka mówi, że to jakaś dziewczyna lekkich obyczajów?
- Tak! Miała krótką spódniczkę i odsłonięty brzuch! No i wiadomo, że wszystkie rude to wywłoki. Bardzo się martwię. Zadzwoniłam do Tomka, żeby się wytłumaczył, ale nie odbiera. Bardzo mi się to nie podoba. Wiesz dobrze, że takie tchórzostwo tylko pogarsza sprawę. - powiedziała babcia takim tonem, jakby to była wina Oli.
Mokka poczuła już delikatną irytację.
- Chciałam się upewnić bo Tomek podobno wyjechał w góry. - Ola starała się brzmieć tak jakby była lekko podłamana. - Może… może tylko podlewa mu kwiaty?
- Wyjechał? - zdziwiła się babcia, po czym dodała - No chyba ciebie powinien prosić o podlewanie kwiatów, a nie jakąś rudą... jesteś pewna, że z wami wszystko dobrze? Bo wiesz, twój świętej pamięci dziadek nawet nie rozglądał się za innymi, gdy mnie poznał. Mówił, że jestem piękniejsza niż one wszystkie. No a ty... chyba ostatnio przytyłaś, nie sądzisz? To od tych ciastek w kawiarnii…
- Babciu wspominałam wczoraj, że musiałam wyjechać do Krakowa na kilka dni załatwić sprawy związane z uczelnią. - Amanda powstrzymała westchnienie starając się utrzymać smutny ton. Musiała szybko zmienić ten niewygodny temat. - Bardzo przytyłam?
- Nie powinnaś jechać. - Stanisława zbyła jej pytanie mimo uszu - Widzisz? Nie pilnujesz swojego chłopaka i już coś się dzieje. A co jakbym ja teraz zasłabła? Wiesz jak się zdenerwowała tą rudą... panienką?!
Oczywiście, to też była wina Mokki. Jak wszystko, co spotykało babcię.
To wtedy pospieszyliby jej z pomocą wszyscy zastraszeni sąsiedzi i armie przyjaciółek. Wstała z łóżka i przechadzała się po pokoju słuchając marudzenia Stanisławy.
- Przepraszam babciu. - Odezwała się przymilnym głosem. - Obiecuję, że wrócę jak najszybciej. - Mówiąc to zanotowała w pamięci by zostać w zamku co najmniej tydzień. Jeśli poradzi sobie z tym co dzieje się w jej głowie…. i z ciałem. Podeszła do okna i przysiadła na parapecie, tak jak poprzedniego dnia w komnacie Lesława. Powinna skończyć to biadolenie i zabrać się do pracy.
- Mam nadzieję. I zasugeruj Tomkowi, że powinien mnie przeprosić. Tylko niech nie kupuje kwiatów - i to rzekłszy babcia rozłączyła się bez pożegnania.
Mokka odetchnęła z ulgą i rzuciła telefon na pobliskie łóżko. Przetarła twarz czując się nagle potwornie zmęczona. Nie ma to jak rozpocząć dzień od tyrady Stanisławy… i czemu niby Tomek miałby ją przepraszać. Ubrała się znów w ciuchy robocze planując po śniadaniu zabrać się do pracy. Lekko poirytowana ruszyła do kuchni zgarniając z plecaka własne pieczywo i twarożek.

Nim jeszcze dotarła do kuchni, usłyszała z niej podniesione głosy. Szybko przypisała ten kobiecy do Małgorzaty, męski zaś do Rafaela.
- ... trzeba było samemu się tym zająć! - mówiła szybko, podniesionym głosem Gosia.
- Bo tylko ja nie jestem debilem w tym towarzystwie? Jasne, może jeszcze mam ci zacząć wymieniać tampon?
- O chciałbyś, gówniarzu. Pewnie wsadziłbyś go sobie do pyska i zaczął ssać w nadziei, że znajdziesz tam jego krew.
Coś trzasnęło, po czym jedno z krzeseł zaszurało.
- Ostatni raz cię osłaniam, dziwko. - rzucił Rafael, po czym... stanął w drzwiach naprzeciwko Mokki. Wydawał się zdziwiony jej widokiem, ale tylko skrzywił się i ruszył korytarzem w jej stronę z zamiarem - chyba - wyminięcia się.
Ola zatrzymała się. Chciała spytać co się stało ale to chyba nie był dobry moment. I tak potwornie wczoraj namieszała.
- Dzień dobry? - Z jakiegoś powodu powitanie samo przerodziło się w pytanie.
Prychnął, dlatego wiedziała, że ją usłyszał, lecz nie odpowiedział. Po prostu przeszedł obok.
Nie obejrzała się za nim. Nie byli z Rafaelem w przyjacielskich stosunkach i ganianie za nim nie leżało w jej interesie choć… martwiła się. Martwiła się, że wczoraj znów coś napsuła.
Ostrożnie zajrzała do kuchni.
- Dzień dobry? - Znów zabrzmiało to jak pytanie. Rozejrzała się szukając Gosi. Ta podniosła na nią ostre spojrzenie, lecz w przeciwieństwie do Rafaela, odpowiedziała:
- Dzień dobry.
Wyraźnie zaczęła też zbierać się od stołu, gdzie stał półmisek jakiejś sałatki i leżała pokrojona bułka.
Ola wzięła głębszy oddech i podeszła do stołu kładąc na nim swoje rzeczy.
- Dziękuję za wczoraj. - Powiedziała niepewnie zerkając na rudą kobietę.
- Nie musiałabyś dziękować, gdybyś przez chwilę pomyślała. Wydawało mi się, że w obecnych czasach sprawdzenie komórki, to pierwsza rzecz, o której się myśli. - prychnęła w odpowiedzi Małgorzata, kierując się do wyjścia. Wyraźnie była zła.
Mokka przyjęła krytykę w milczeniu. Gosia miała rację, a to że Lesław nie miał do niej pretensji, nie oznaczało, że inni nie będą jej mieć. Musiała jednak chociaż spróbować się dowiedzieć co się wokół dzieje.
- Czy coś się stało? - Spytała po czym uznała, że chyba powinna uprzedzić Gosię o tym, że pewnie będzie obserwowana. - Znajoma mojej babci widziała cię wczoraj. Obawiam się, że babcia może napuścić na ciebie teraz swój wywiad dewotek. Przepraszam.
Fit-40stka obejrzała się przez ramię, zatrzymując w przejściu.
- A gdzie tu mój problem?
- Nie wiem na ile to co robisz dla gospodarzy jest tajne i tylko dlatego daję ci znać. - Mokka westchnęła. - Czy ta cała kłótnia z Rafaelem to przeze mnie? A raczej… czy to przez coś co zrobiłam lub powiedziałam wczoraj?
Małgorzata wyglądała, jakby chciała powiedzieć coś bardzo przykrego Oli, lecz sama się spacyfikowała.
- To nie twoja wina - skłamała ewidentnie i ruszyła do wyjścia - Wybacz, jestem zajęta.
- Jasne. Jeszcze raz dziękuję. - Ola odprowadziła Gosię wzrokiem i westchnęła ciężko dopiero gdy ta wyszła z kuchni. Tak bardzo nie chciała utrudniać wszystkim wokół życia, ale jak miała to robić skoro nikt jej nie mówił co jest nie tak? Może Karol by jej nieco powiedział… a może powinna spytać kogoś innego niż Lesław. Chcąc poprawić sobie nastrój zabrała się za robienie kawy.
 
Aiko jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 12:00.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166