Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Inne > Archiwum sesji z działu Inne
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Inne Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemach innych (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 16-12-2018, 10:30   #31
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 16268 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację


Ola opuściła pokój i ruszyła w kierunku swojej samotni. Tam czekał na nią laptop z wbudowanym odtwarzaczem DVD i tapetą, z której patrzył na nią Rafael.

[media]https://mtv.mtvnimages.com/uri/mgid:ao:image:mtv.com:58779?quality=0.8&format=jpg &width=1440&height=810&.jpg[/media]

Ola parsknęła. Była taka ciekawa czy pomagając wampirom pomoże też temu idiocie. Wyjęła płytę ze swojego odtwarzacza i włożyła ją do laptopa. Po chwili pomieszczenie wypełnił głos Cugowskiego, a ona powróciła do przerwanej pracy. Zdecydowała się… pomoże Lesławowi… uśmiechnęła się do siebie, przypominając sobie co zapoczątkowało proces, który doprowadził do takiej , a nie innej decyzji. Jeden sen i to wytworzony przez Władysława.
- Nic nie boli.. tak jak życie. - Zanuciła cicho pozwalając by głos wokalisty zagłuszył jej słowa.
Reszta nocy minęła jej spokojnie. Ola mając teraz na wyświetlaczu zegarek skończyła nieco wcześniej niż poprzedniej nocy. Z dumą przyjrzała się ścianom, które udało się jej już w większości pokryć kolorem. Pozostały szczegóły… ta najbardziej odprężająca część pracy. Wydobyła swoją płytę i zgarnęła laptop by odnieść go Rafaelowi. Chciała sprawdzić jak mężczyzna się czuje. Im bliżej była drzwi tym bardziej bardziej się bała tego spotkania. Podeszła powoli i ostrożnie zapukała do drzwi.
- Mmmmmmmm? - rozległo się znajome, niechętne mruczenie.
- Chciałam oddać laptop, mogę? - Ola zawahała się. Może jednak powinna oddać sprzęt jutro.
- On jest dla ciebie, głupia. Zostaw go sobie i spadaj spać - warknął rozespany, po czym dodał - No chyba, że chcesz mi za niego podziękować. Pod kołdrą.
Ola już chciała prychnąć i odejść. Jej dłoń zacisnęła się na laptopie, usta rozchyliły się by rzucić kąśliwą uwagę, ale powstrzymała się. Była ciekawa w jakim Rafael jest stanie i można powiedzieć, że się dowiedziała. Brzmiał dobrze i miał siły na kąśliwe uwagi. Całkiem nieźle biorąc pod uwagę, że go obudziła. Powinna wrócić do pokoju i się wyspać, jeśli jutro pojawi się komisja… Jej ciało spięło się lekko. Zgodziła się… zgodziła, że pomoże i to tylko dlatego, że spodobał się jej mężczyzna… wampir, który mógł ją przez cały czas okłamywać, który może ją w tym dniu próby opuścić. Jednak z jakiegoś powodu nie mogła go tak zostawić i teraz pozostawało pytanie, czy da radę usnąć z tą świadomością, ze strachem. Bo Mokka czuła, że się boi. Mimo że powtarzała sobie tą decyzję cały czas w trakcie malowania.
Nie miała z kim podzielić się tą decyzją. Nie wiedziała ile wiedzą Rafael, Karol. Pewnie więcej od niej tylko… to była jej sprawa, jej ryzyko. Nawet mimo faktu, że nie chciała być z tym sama.
- Czy mogłabym spać tutaj? - Odezwała się po dłuższej przerwie. Może Rafael już usnął? Pewnie myśli, że już poszła do siebie. Zaczeka chwilę... Najwyżej zaraz pójdzie do swojego pokoju.
Nie otrzymała odpowiedzi. Już miała odejść do siebie, gdy drzwi otworzyły się. Przed nią stanął Rafael w pospiesznie narzuconej koszulce i bokserkach.
- Chodź. - Powiedział tylko, przyglądając jej się uważnie i przepuszczając ją w drzwiach. Gdy zamknął je za nimi, zapytał:
- Coś się stało?
Mokka weszła niepewnie ściskając w rękach laptop.
- Chyba… aż za dużo… za dużo się stało. - Spróbowała się uśmiechnąć do mężczyzny. - Nie dam rady być sama w pokoju.
Rafael choć wydawał się trochę zaspany, nie przejawiał żadnej irytacji.
- Chcesz pogadać czy... idziemy do łóżka? - uśmiechnął się półgębkiem.
Mokka odłożyła laptop na komodę. Starała się przeanalizować czego właściwie pragnie. Czemu chciała tu przyjść. Spojrzała na Rafaela oceniając w jakim jest stanie.
- Chciałabym pogadać. Moglibyśmy to nawet zrobić w łóżku, jeśli jesteś zmęczony, tylko… - Nagle przypomniała sobie o swoich roboczych ubraniach. Dłoniach jedynie wytartych z farby. Odruchowo zaplotła je za plecami. - To ja może powinnam się jednak ogarnąć.
Mężczyzna machnął ręką.
- Daj spokój, jeszcze nikt nie umarł od odrobiny chemikaliów w łóżku. Po prostu to z siebie ściągnij i wskakuj pod kołdrę w bieliźnie. Albo i bez.
To rzekłszy sam przysiadł na skraju łóżka i już miał się przykrywać, gdy coś jakby sobie przypomniał.
- Możesz zgasić światło, jak będziesz się rozbierać. - rzucił, chichocząc pod nosem. Wyglądał na coraz bardziej obudzonego.
Ola wpatrywała się w leżącego w łóżku przystojniaka. Rafael nic jej nie zrobi, prawda? Ostatnio przytulił się, ale nic poza tym, więc czemu teraz miałoby być inaczej?
- Tylko umyję ręce. - Mruknęła cicho, starajac się nie zważać na to, że mężczyzna sobie z niej żartuje. Mokka pospiesznie umyła dłonie pozbywając się resztek farby i związała włosy wysoko, by nie przeszkadzały podczas snu. Bo planowała spać… na pewno nie będą robić nic z Rafaelem…. tylko porozmawiają. W pokoju zgasiła światło i zerkając niepewnie w kierunku łóżka zdjęła koszulę roboczą i krótkie spodenki. Czułą się dziwnie. Niby to było trochę tak jakby była w stroju kąpielowym, a jednak… nawet Tomek nie widział jej w takim stanie. Rafael na szczęście też nie widzi. W samej bieliźnie podeszła do łóżka. - Ja… dziękuję, że mogę zostać.
Odchylił zapraszająco kołdrę, pod którą już leżał.
- Spoko. Skoro już wepchnęłaś mnie do friendzone’u, to korzystaj.
Mokka wzięła głęboki wdech i położyła się na łóżku, tuż obok Rafaela.
- Nie przypominam sobie tego wpychania. - mruknęła układając głowę na przedramieniu, tak by nie zajmować poduszki mężczyzny.
- W tym rzecz, ja też nie przypominam sobie żadnego wpychania.
Dłoń Rafaela sięgnęła powoli do jej brzucha i nim dziewczyna zareagowała, została przysunięta, tak, by jej głowa znajdowała się na poduszce. Przy okazji zauważyła, że przystojniak znów zdjął koszulkę do snu i miał na sobie tylko bokserki.
- Mów. - polecił chłopak, nie cofając już ręki z jej talii.
Ola czuła jak policzki zaczynają piec. Czy to już był ten moment gdy przekroczyła granicę przyzwoitości? Nie.. chyba ten moment miał miejsce gdy położyła się w jego łóżku… Nie według babci gdy weszła sama do jego pokoju. Przez chwilę leżała przyzwyczajając się do nietypowego dotyku.
- Wczoraj… zanim pojechaliśmy na ten twój pokaz… rozstałam się z Tomkiem. - Mówiła powoli starając się powstrzymać drżenie głosu. Nie wiedziała do końca co chce powiedzieć, nie wiedziała jak. Czuła tylko, że musi to z siebie wyrzucić i z jakiegoś powodu wybrała na swoją ofiarę Rafaela. - Ja… wiesz… wiesz, że lubię Lesława i… dotyk.. - Jej głos stał się ledwo słyszalnym szeptem. - Czułam, że to nieuczciwe wobec Tomka, a on… Powiedział, że ten wyjazd… że to przez to, że mu się nie oddałam… powiedział dużo nieprzyjemnych rzeczy.
Dłoń Rafaela delikatnie gładziła kibić Mokki - nie zmysłowo, lecz uspokajająco, że nie jest teraz sama.
- Mhmmm? - zachęcił ją do dalszego opowiadania, nie dziwiąc się niczemu, co powiedziała.
- Od jakiegoś czasu… bardzo bym chciała zrobić to z Lesławem, jednak… nie wiem na ile orientujesz się w ich sytuacji. - Westchnęła ciężko, czując jak rzeczywiście dotyk ją uspokaja. - Przybędą ludzie i będę musiała coś obiecać i nie mogę być związana z żadnym z nich… zgodziłam się tylko… chyba się boję.
- Wiem, co masz zrobić - odparł Rafael dziwnie bezbarwnie. Chwilę milczał. Ola nie widziała w ciemności jego twarzy, lecz czuła jego dotyk - Tylko... wiesz, że to nie będą ludzie. I Lesław... on też człowiekiem nie jest. Nie powinnaś nigdy o tym zapominać.
- Pamiętam. Dlatego tak się boję… choć ludzi chyba też bym się bała. - Mokka czuła, że najchętniej przytuliłaby się do Rafaela, ale nie mogła. Była tylko w bieliźnie i on też. Wtuliła mocniej głowę w poduszkę i zacisnęła kurczowo dłoń na kołdrze. - A Lesław… czasem go nie rozumiem… zazwyczaj go nie rozumiem, a jednak… nie mogę go tak zostawić.
- Taak... - dłoń Rafaela jakoś w międzyczasie przesunęła się na biodro dziewczyny, wciąż głaszcząc ją pocieszająco - Chyba wszyscy tak mam. Wszyscy żywi. Że trochę ich nie ogarniamy. Najbardziej może Laura, ale... kto ją tam w sumie wie. To dziwne jak bardzo nas przyciągają, mimo że są zawsze jacyś tacy... - urwał.
Mokka starała się w ciemnościach dojrzeć twarz Rafaela. Jego dotyk nadal był miły choć czuła jak coraz bardziej oddziałuje na jej ciało. Czy robił to celowo? Przymknęła oczy wsłuchując się przez chwilę w ich wspólne oddechy.
- Znasz ich dłużej niż ja… - Zawahała się przed sformułowaniem swojego pytania. - myślisz, że umrę?
- Lesław by cię nie zabił - odparł wymijająco, dosuwając się bliżej, tak, że ich kolana i golenie stykały się teraz - Wiesz, oni są pod tym względem jak my. Różni. Nie znam tych, którzy przybędą…
- Ale on nie będzie miał na to wpływu… dla swoich ludzi da mnie zabić, tak jak dla nich się do mnie nie zbliżał. - Ola poczuła jak łzy zbierają się jej powiekami. - Jestem głupia, bo chcę pomóc, choć nikogo tu nie obchodzę… Przepraszam… moja zgoda ich obchodzi.
Nagle silnym szarpnięciem Rafael przyciągnął ją do siebie, lecz nie po to, by przytulić, lecz by zawisnąć nad nią na wyciągniętych ramionach. - Lubisz się nad sobą użalać, co? Chcesz się dowiedzieć ile dla nich znaczysz? Zrób to. Ale nie rób tego z myślą, że nic nie znaczysz, bo to nie w porządku jeśli... jeśli jest inaczej i dla kogoś tu jesteś ważna, nie uważasz? Ja... my też nie jesteśmy w stanie niczego ci udowodnić, dopóki tkwimy w tym cholernym pakcie, bo co byśmy nie zrobili, ty powiesz, że to po to, byś się zgodziła.
 
Mira jest offline  
Stary 18-12-2018, 08:25   #32
 
Aiko's Avatar
 
Reputacja: 32877 Aiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputację
Ola wpatrywała się w górującego nad nią mężczyznę. Trochę brzmiało jakby go to zabolało?
- To nie jest tak, że nie jesteście w stanie mnie do niczego przekonać. Boję się, ale ten strach nie sprawia, że jestem ślepa. - Powoli sięgnęła dłonią do twarzy Rafaela. Była ciekawa jaki ma wyraz twarzy. Jest zły? Drwi z niej?
- Więc czemu nie odrzucisz swoich lęków, tylko się w nich taplasz? Nawet nie wiesz... ile rzeczy ci może umykać.
Kiedy dotknęła jego twarzy, Rafael nagle pochylił się i pocałował ją. Delikatnie, na tyle, by mogła go odepchnąć, ale był w tej delikatności też żar.
Ola zesztywniała. O jakich lękach mówił? O tych związanych z komisją, czy o jej obawie przed seksem? Czemu to robił? A przede wszystkim czemu to było tak miłe? Ostrożnie ujęła jego twarz i odpowiedziała na pocałunek.
Kiedy odsunął się nieco, musiał chyba dojść do podobnych wniosków apropo ich sytuacji, bo szepnął:
- Cholerna ciemność…
- Co w niej złego? - Ola starała się trzymać dłonie na jego twarzy by wiedzieć gdzie jest.
- Nie widzę jaka jesteś rozanielona - warknął i pochylił się. Ich wargi prawie się stykały, lecz tym razem nie pocałował Mokki, jakby na coś czekał…
- Jesteś głupi. - Mokka powoli przesunęła wargami po ustach Rafaela. To było nierozsądne. Nie znała go… zbyt dobrze. Ostrożnie sięgnęła językiem pomiędzy męskie wargi by je rozchylić. Rafael zdawał się tylko na to czekać, bo pochwycił od razu jej języczek i już nie pozwolił uciec, przyciskając wargi do jej warg. Jego język zaczął pieścić jej języczek w taki sposób, o jakim nawet nie śniła. Ola poczuła jak ostrożnie przygniata ją ciężar męskiego ciała.
Bała się, ale cały czas powtarzała sobie w głowie jego pytanie: Czemu się tapla w strachu? Było jej dobrze. Dotyk mężczyzny był miły, delikatny. Nie było w nim śladu agresji Tomka. Powoli zsunęła dłonie z twarzy Rafaela i objęła jego szyję.
A on pieścił ją namiętnie, wręcz leniwie, budząc jej ciało i zmysły, budząc jej głód... Ocierał się o Mokkę powoli, zmysłowo pieszcząc jej ciało. Nie przekraczał jednak granicy, nie podejmował nawet prób zdejmowania bielizny z dziewczyny, drocząc się i drażniąc jej ciało przez materiał stanika i majtek.
Ola przerwała pocałunek. Nagle w pokoju zrobiło się potwornie gorąco. Jej ciało było tak rozpalone, że miała ochotę zrzucić z siebie wszystko. Chciała by Rafael ją posiadł tylko… Lesław. Czemu to nie może być on? Wtedy wszystko byłoby takie proste.
- Rafael wiesz, że ja nigdy… - Zawahała się. Po co miała mu to mówić. Toż chyba nie planowała tego z nim zrobić, prawda? Tylko czemu nogi same chciały się rozchylić, a piersi aż wyrywały się by je pochwycił?
W ciemności poczuła jak jego usta muskają jej ucho, a potem jego szept:
- Nie zrobię niczego bez twojej woli. Jeśli chcesz, mogę ci pomóc bez naruszania twojego dziewictwa...
Kiedy to mówił, dłoń przystojniaka zsunęła się do okolic bikini. Ola poczuła dokładnie opuszek jego palca, który przez materiał jej bielizny przejechał dokładnie pomiędzy płatkami jej kwiatu.
Mokka jęknęła cicho i wtuliła głowę w ramię mężczyzny.
- Chcę byś mnie dotknął… moich piersi… - Szeptała czując jak z każdym słowem jej ciało się rozpala. - Byś dotknął mnie tam.
Poczuła jak mężczyzna unosi się nieco, by rozpiąć jej stanik i zsunąć go z piersi. Następnie chwycił za brzegi jej majtek, chcąc przeciągnąć je przez nogi.
Ola miała wrażenie, że jej serce zaraz wyskoczy z piersi. Czy Rafael naprawdę nie zrobi nic czego by nie chciała? Czuła, że w tej chwili mogłaby mu się oddać i tylko wspomnienie chłodnych oczu powstrzymywało ją przed powiedzeniem tego głośno. Uniosła biodra ułatwiając mężczyźnie zdjęcie jej bielizny.
Jeszcze chwila i... była naga - zupełnie naga w ciemności, pod ciałem obcego mężczyzny.
Rafael znów opuścił się na rękach, lecz tym razem niżej, by wargami musnąć lewy sutek dziewczyny. Potem jeszcze raz. I jeszcze. Drugą pierś tymczasem objął delikatnie dłonią i zaczął pieścić kolistymi, zmysłowymi ruchami.
Ola zakryła usta dłońmi by powstrzymać chcące się wydostać odgłosy. Nie była pewna jak doszło do tego wszystkiego, tak jak nie wiedziała czy targające nią dreszcze to strach czy pożądanie. Jej boleśnie napięte piersi same wychodziły mu naprzeciw.
A Rafael się nie spieszył - jak kto, który bawi się zdobyczą delikatnie pieścił języczkiem jej piersi - to jedną, to drugą. Zataczając nim kręgi, których epicentrum zawsze stanowiły sterczące sutki.
Mokka nie wiedziała co ma robić. Jej ciało było potwornie gorące jakby miało zaraz się stopić. A język Rafaela był jeszcze cieplejszy. Ścisnęła uda i zaczęła nimi o siebie ocierać. Było tam tak mokro… jak jeszcze nigdy. Gdyby ją teraz posiadł. Tak bardzo chciała go tam poczuć.
Jakby zdając sobie sprawę z jej pragnień usta mężczyzny zaczęły przesuwać się niżej po jej brzuchu, a potem podbrzuszu, muskając skórę i drażniąc ją języczkiem, jakby była pokryta czymś bardzo smakowitym.
Mokka czuła, jak przesuwając się w dół, Rafael celowo ociera się o jej łono i uda.
Ola nie wiedziała co mężczyzna planuje. Czemu całuje jej brudne ciało? Czemu ona tak na to reaguje? To było za dużo dla jej zmęczonego umysłu.
- Rafael… co robisz? - Nie poznawała swojego rozpalonego głosu.
Zatrzymał się.
- Spełniam twoje pragnienia, czyż nie? - odparł bezczelnie, po czym przejechał palcem po jej wilgotnej, rozgrzanej muszelce.
Teraz Mokka nie powstrzymała jęknięcia. Ścisnęła mocniej uda.
- Tak… chyba tak. - Wyszeptała.
Rafael delikatnie, acz zdecydowanie rozchylił jej uda i położył się między nimi.
- Chyba? - zapytał, a potem przeciągnął językiem po muszelce dziewczyny wolnym, zmysłowym liźnięciem.
To było za dużo. Ola czuła jak jej ciało zadrżało od dotyku Rafaela.
- T.. tak… - Wyszeptała rozgorączkowanym głosem. - Tak.
Palce, usta, język i... nawet nos przystojniaka brały udział w tej orgii zmysłów. Widać było, że chłopak ma doświadczenia, bowiem umiejętnie podniecał Olę tak, że docierała na skraj szaleństwa i spełnienia, po czym tracił prędkość, przedłużając w ten sposób słodkie tortury.
- Czego pragniesz teraz? Masz jakieś życzenia? - zapytał cicho, zdyszanym głosem, którego ciepło drażniło wilgotne łono dziewczyny.
Mokka wpatrywała się w ciemność. Nagle Rafael stał się jedynie źródłem rozkoszy gdzieś tam na dole. Chciała by kontynuował, by ją doprowadził tylko też pragnęła go widzieć. Jaką minę miał? Czy podobało mu się to co robił? Cholerna ciemność.
- Ja chce dojść… ale… - Zawahała się. Chyba bała się zapalonego światła. Nie wiedziała jak by poradziła sobie ze swoją nagością. -... chcę cię dotknąć.
Czy tylko jej się zdawało, czy wyczuła w ciemności jego uśmiech. Mężczyzna przesunął się i ułożył obok na plecach.
- Jestem do twojej dyspozycji. - powiedział miękko i zachęcająco przyciągnął jej dłoń do swego podbrzusza, a potem przesunął nią niżej aż natrafiła na sterczący i bardzo gorący podłużny... przedmiot, który drgnął gwałtownie pod dotykiem jej palców.
Palce Mokki niepewnie przesunęły się po umięśnionym podbrzuszu. Rafael był rozpalony tak jak ona. Też reagował na tą dziwną sytuację. Czuła się dziwnie bo toż… nic ich nie łączyło, prawda? Lubiła Rafaela, ostatnio jego obecność bardzo poprawiała jej nastrój, podobał się jej, tylko… to nadal nie było coś co powinno doprowadzić ich do tego miejsca. A jednak ułożyła głowę na jego piersi wsłuchując się w bicie jego serca i wyobrażając sobie jego tatuaż, znajdujący się gdzieś tuż tuż obok. Zamknęła oczy i zaczęła przesuwać palcami po jego męskości, badając jej fakturę, kształt.
- C.. co mogę zrobić… by było ci przyjemnie? - Wyszeptała nieco speszonym głosem. Jej nieporadność musiała go tak bardzo bawić, a jednak nie chciała być tu jedyną biorącą osobą.
Mężczyzna nie odpowiedział, tylko chwycił delikatnie jej dłoń w swoją i pokierował nią pokazując, jak powinna poruszać palcami.
Jego oddech był coraz szybszy.
- Możesz... zmieniać tempo... - wyszeptał, napinając całe ciało. Jego dłoń sięgnęła piersi Oli i zaczęła ją pieścić - dużo zachłanniej i mocniej niż wcześniej.
Mokka niezbyt miała jak zasłonić usta więc pojękiwała cicho w odpowiedzi na pieszczoty mężczyzny. Poruszała dłonią zgodnie ze wskazaniami zmieniając tempo i nasłuchując jak Rafael na to reaguje. Czuła nieco satysfakcji z tego, że doprowadziła go do tego stanu… nawet jeśli wywołały to pieszczoty, które on jej dawał.
- Mmmm na pewno nie chcesz go dosiąść? - zapytał przystojniak, unosząc prowokacyjnie biodra.

Nim Mokka odpowiedziała, usłyszeli huk, dobiegający gdzieś z dołu. Brzmiało to tak jakby ktoś o coś uderzył i echo poniosło się po starych murach. Rafael momentalnie znieruchomiał.
- Lesław... - szepnął ledwo słyszalnie.
- Skąd... - Mokka puściła męskość Rafaela i usiadła na łóżku nasłuchując. - Skąd wiesz?
- Powiedzmy, że walenie pięścią w ścianę pod wpływem emocji to jego specjalizacja - odparł Rafael, wstając z łóżka i zaczynając się ubierać - Pytanie czy włączył ten swój super-czuły słuch, czy... ktoś “uczynny” złożył mu raport. No i zawsze jest szansa, że to zły kolor zasłon tak go zirytował, jednak... - zapalił światło - myślę, że powinnaś już iść. Dla naszego dobra.
Mokka chwyciła kołdrę i okryła swoje nagie ciało. Po prostu nie chciała być sama, a wyszło na to że znów narobiła komuś kłopotów.
- Tak… chyba tak. - Podkuliła nogi i rozejrzała się za swoją bielizną. - Jak myślisz gdzie go znajdę?
Rafael westchnął.
- Na twoim miejscu bym go dziś nie szukał. Może jutro, ale nie dziś... zresztą, jeśli nas słyszał, to już wie, że chcesz go znaleźć. Niech sam zdecyduje…
Ola zawahała się.
- Nie podoba mi się to jak on wszystko dusi w sobie zamiast powiedzieć wprost. - chowając się nieco za kołdrą założyła majtki i stanik. Nie wypadało Rafaela wypraszać z jego własnego pokoju. Westchnęła ciężko i podniosła się z łóżka starając się nie patrzeć na mężczyznę. Czuła się dziwnie ubierając się przy nim, mimo że przed chwilą się dotykali. - Mógł mi dziś powiedzieć… - zamilkła. Czy naprawdę Lesław chciał ją mieć tylko dla siebie? Brzmiało to… dziwnie. Podeszła do drzwi i spojrzała na Rafaela. - Przepraszam jeśli narobiłam kłopotów i… dziękuję.
- Trzymaj się. - odparł jakoś tak chłodno, nie patrząc na nią, lecz skupiając się poprawianiu łóżka - Jakbyś nie umiała spać, to zgłoś się do Laury. Powinna mieć jakieś prochy na sen.
- Jakoś sobie poradzę. Dobranoc. - Mokka wyszła z pokoju Rafaela pozostawiając mu laptop. Jakoś czuła się dziwnie z takimi prezentami. Nie weszła też do pokoju tylko ruszyła korytarzem dalej, obierając za cel gabinet wampira. Chciała się dowiedzieć co spowodowało jego gniew…. Bardzo chciała by okazało się, że to jednak nie ona.
Na miejscu jednak nikogo nie spotkała. Pomieszczenie było puste - jak wszystko w pobliżu. A jednak po chwili, przez uchylone drzwi gabinetu Ola zobaczyła zmierzającą ku niej korytarzem smugę światła. To była Laura z niewielką, ledową lampką w dłoni. Nie zważając na dziewczynę Ola ruszyła dalej tym razem w kierunku wieży. Pierwszego dnia pozwolono jej chodzić po zamku i zamierzała z tego skorzystać. Tam i po drodze również nikogo z domowników nie znalazła.
Zapaliła część lamp i jeszcze raz przyjrzała się swojej pracy. Była nieco zła na Lesława… Nie. Bardziej zła na sytuację, w której przyszło im się poznać. Niestety dotyk Rafaela nie zaspokoił jej głodu, a mogła na niego sprowadzić gniew wampirów… niesłuszny bo toż sama tam poszła. Ciekawe gdzie wszyscy się podziali? Czyżby ukryli się już w swoich dziennych kryjówkach? Podeszła do okna i przysiadła na parapecie, uznając że równie dobrze może obejrzeć wschód słońca.
Zmęczenie jednak zmogło ją zanim szaruga pojawiła się na linii horyzontu. Przebudziła się jednak, gdy słońce faktycznie zaświeciło w pełnej krasie prosto w jej oczy. Wtedy Ola zorientowała się, że spała i że... ktoś otulił ją kocem. Ktokolwiek to był, odszedł, bo znów była całkiem sama.
Ola opatuliła się mocniej kocem wpatrując się w zabudowania zamku. Czuła, że powinna przeprosić Lesława. Powstrzymywał się dla dobra swoich ludzi, a ona poszła odreagować do innego. Nie chciała by Rafaelowi stała się przez to krzywda. Ziewnęła i przeciągnęła czując jak bardzo po tej drzemce bolą ją plecy. Będzie musiała poczekać do nocy z jakimikolwiek rozmowami, a teraz… zeszła z parapetu i starannie złożyła koc. Ciepły prysznic, przegryzie jakiegoś batona i zabierze się za malowanie. Chciała zakończyć prace przed przyjazdem komisji.
 
Aiko jest offline  
Stary 20-12-2018, 16:03   #33
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 16268 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację

Dzień mijał spokojnie na malowaniu wieży, gdy nagle koło południa rozdzwonił się telefon Mokki. Babcia.
Ola westchnęła ciężko, po czym wytarła ręce i odebrała telefon podchodząc do okna.
- Cześć babciu. - Spróbowała się uśmiechnąć, ale po ostatnim wieczorze i coraz intensywniejszych obawach przed spotkaniem z Lesławem, przyszło jej to z dużym trudem.
- Dostałam informację, że zerwałaś z Tomkiem - zaczęła babcia bez powitania oburzonym tonem - I wiesz od kogo? Od pani Gacki. Ani ty, ani Tomek nie zadzwoniliście. W dodatku on nie odbiera ode mnie telefonu. Wiesz jak ja się czuję? Wiesz, że mam słabe serce... a teraz jestem całkiem sama…
Ola przetarła twarz. Tak bardzo nie miała ochoty na rozmowę na ten temat, a już szczególnie z tą konkretną osobą.
- Zadzwoniłaś najpierw do niego? - Spytała udając żal.
- On chociaż jest na miejscu, żeby ze mna porozmawiać, a nie w jakimś Krakowie... pomyślałaś, co by się stało jakbym zasłabła? Czy ty w ogóle myślisz o kimkolwiek poza sobą, dziewczyno?! - wychrypiała staruszka, wpadając w szloch.
Mokka pomyślała, że na pewno armię szpiegujących sąsiadek zareagowałyby szybciej niż ona, a pewnie wyprzedziłyby też karetkę pogotowia, ale ugryzła się w język.
- Niebawem wracam babciu, a Tomek… on zaproponował mi dziwne rzeczy… - Ola udała zmieszaną.
- Niebawem, czyli kiedy? Mam nadzieję, że na mój pogrzeb zdążysz. Doprawdy nie wiem jak możesz być tak samolubna. To na pewno geny ze strony twojej matki…
- Maksymalnie tydzień babciu. Proszę uważaj na siebie przez ten czas. - Mokka starała się brzmieć na szczerze zaniepokojoną stanem Stanisławy.
- Nie wiem czy dam radę... zostałam sama... całkiem sama... - chlipała do słuchawki.
- Wobec tego postaram się skończyć szybciej. - Ola skłamała bez zająknięcia. Była pewna,że jeszcze tu zostanie… o ile w ogóle wróci. - Dbaj o siebie dobrze?
- W ogóle cię już nie obchodzę... - chlipała staruszka, bynajmniej się nie rozłączając.
Mokka wsłuchując się w udawany szloch po drugiej stronie słuchawki zastanawiała się czy już może uciąć ten terror czy jeszcze nie. Zarabiała… może nie najlepiej ale zawsze. Lesław obiecał zapłacić jej za tą pracę i jakoś wierzyła, że nawet jeśli był na nią zły za poprzednią noc to, to zrobi. Chciała by już był wieczór, chciała z nim porozmawiać zanim myśli o tym, że to bez sensu wygrają.
- Naprawdę mi przykro babciu. - Rzuciła do słuchawki słysząc dłuższą przerwę. W sumie… jeśli zgodziła się pomóc. Może nie przeżyć spotkania z komisją, może wysłuchiwanie po raz kolejny Stanisławy było bez sensu, a jednak… to nadal była jej babcia. - Postaram się wrócić jak najszybciej. - Powtórzyła po raz kolejny czując się jak jakaś zacięta płyta.
- Chciałabym jeszcze zobaczyć moją wnuczkę, nawet jeśli jest tak niewdzięczna...
Babcia w końcu się rozłączyła.
- Trzymam cię za słowo - Mokka usłyszała za plecami kobiecy głos. W drzwiach do wieży stała Gośka, przyglądając jej się ze sztucznym uśmiechem.


- Cześć. - Ola zignorowała komentarz. Nie do końca wiedziała po co Gosia ją tu odwiedziła, ale miała pracę do skończenia. Wróciła do porzuconych na ziemi pędzli i znów zabrała się za malowanie. - Coś się stało?
- Lesław prosił, żeby ci przekazać zaliczkę - powiedziała kobieta obojętnym głosem i podała dziewczynie zaklejoną kopertę. - I miałam przekazać, że jakbyś chciała zaszaleć na zakupach, to masz się nie krępować. Ja albo Rafael możemy cię zawieść, bo jesteśmy dziś wolni. Do wieczora, of course.
- Chcę to skończyć przed wizytą komisji, ale dziękuję za propozycję. - Mokka przyjęła podaną kopertę uśmiechając się do Gosi. Będzie musiała to potem wrzucić do banku, ale to… później. Wymyła pędzel i wytarła go starannie.
Gośka pokręciła się chwilę, ale w końcu odpuściła i ruszyła do wyjścia.
- Całkiem nieźle - rzuciła na odchodne.
- Dziękuję. - Ola uśmiechnęła się i jeszcze raz rozejrzała po pomieszczeniu. Jeśli mocno się zepnie powinna skończyć do wieczora. Może nie będzie czasu na jedzenie… ale później pozostanie jedynie dopieszczanie. Chwyciłą przyniesionego na wieżę batonika i z zaciekawieniem zajrzała do koperty. Ile Lesław uznał za zaliczkę? Nie umawiali się na żadną. Plik był gruby, po przeliczeniu doliczyła się 5000 zł.
Ola wciągnęła powietrza. Już samo to wystarczyłoby jej pewnie na pół roku studiów. Oczywiście żyjąc w akademiku i pracując na boku, ale… mogła by być samodzielna. Zamknęła kopertę i odłożyła ją na skrzynię. Rozejrzała się po pokoju oglądając swoje dzieło i uznała, że namaluje też pojawiające się na niebie gwiazdy… na pamiątkę jej pierwszego lotu.
Praca jednak przeciągnęła się i nawet nie zauważyła, jak słońce zaszło. Z transu wyrwało ją dopiero pukanie do drzwi. To był Lesław.
- Podobno nic nie jadłaś. Nie powinnaś się tak przepracowywać. - powiedział, uśmiechając się lekko. Miał na sobie biały podkoszulek i krótkie bojówki.
- Chciałam to skończyć przed wizytą komisji. - Ola wstała z podłogi i rozejrzała po pokoju. - I chyba mi się udało. Jeszcze kilka poprawek ale nie są konieczne.
Podeszła do wampira i przyjrzała mu się uważnie. Czy nadal był zły? Czy to rzeczywiście było przez nią? Zaplotła dłonie za plecami czując jak palce zaczynają delikatnie drżeć. Czy bała się gniewu Lesława? Z jakiegoś powodu czuła, że nie. Było jej tylko… tak potwornie głupio.
- Chciałam cię przeprosić za wczoraj. - Powiedziała starając się nie spuszczać wzroku.
- Nie masz za co mnie przepraszać. To ja powinienem cię przepraszać non stop za sytuację, w jakiej cię postawiliśmy - powiedział nie przestając się uśmiechać. Dłonie miał schowane w kieszeniach - A komisja najwyżej zaczeka. To nawet trochę zabawne. Banda staruchów, którzy wyżej srają niż mają tyłki, uzależniona od śmiertelnika.
- A jednak byłeś wczoraj rozgniewany. - Olę nieco niepokoił jego radosny stan. To trochę jak wtedy gdy widzi się niesamowicie zadowolone dziecko i człowiek od razu zastanawia się co napsociło. - Nie chciałam być wczoraj sama. Boję się tej konfrontacji, a Rafael to jedyna osoba… za dnia, z którą mogę normalnie porozmawiać. - Wzięła głęboki wdech i skłoniła się lekko przed wampirem. - Naprawdę przepraszam.
Choć nie przestawał się uśmiechać, w jego oczach pojawił się smutek.
- Naprawdę nie masz za co mnie przepraszać. Nie jesteś moją własnością. Możesz robić co chcesz i z kim chcesz. - powiedział, a właściwie zabrzmiało to jakby wyrecytował tekst z pamięci - To ja nie powinienem podsłuchiwać. Po prostu... wiedziałem, że ci źle i czekałem aż pójdziesz do siebie, żeby z tobą... porozmawiać. Więc czekałem i... słuchałem. Wybacz. Mam problemy z... ze złością. Podobno są teraz kursy z panowania nad gniewem. Jak uda mi się stąd uwolnić, od razu się zapiszę. - zakończył, znów się uśmiechając, choć jego oczy pozostawały poważne.
Ola wyprostowała się i podniosła na niego wzrok.
- Chciałabym od ciebie usłyszeć czy są rzeczy, które… które mogą ci sprawić przykrość. Bo nie chcę byś był zły, smutny... - Mokka spróbowała się uśmiechnąć jednak zupełnie jej to nie wyszło. - Ja… wiem na co zareagowałeś. Rafael robi sobie na te żarciki, ale… do niczego by między nami nie doszło, a raczej… nie aż tak.. ja… - Zmieszała się lekko i zacisnęła za plecami dłonie w pięści. Gdy się odezwała był to cichy szept. - Nie chcę by to on odebrał mi dziewictwo.
- Powinnaś chyba powiedzieć, że to nie z nim chcesz spędzić pierwszą noc. Nikt ci niczego nie odbierze, Olu. I nikt ci nic nie da. To ty sama zapełniasz kartę swojego życia. - powiedział, po czym wyciągnął dłoń i delikatnie pogładził dziewczynę po policzku zimnymi palcami - Jedzenie może nie będzie szczególnym osiągnięciem, ale raczej ciężko ci będzie bez niego sięgnąć po inne, więc proszę, idź coś zjeść. Laura podobno coś upiekła dla was.
Mokka przymknęła oczy, ciesząc się dotykiem wampira. Nie był tak gorący jak dotyk Rafaela, ale mimo to dużo jej bliższy. Wpadła po uszy, a sposób bycia Lesława sprawiał, że nie do końca wiedziała co ma z tym zrobić. Przytaknęła ruchem głowy ocierając się policzkiem o znajome palce. Chyba nie powinna mu mówić, że to z nim “chciałaby spędzić swoją pierwszą noc”... choć już i tak się z tym zdradziła.
- Jeden dzień na batonikach mi nie zaszkodzi, a… - Otworzyła oczy i uśmiechnęła się już do mężczyzny zupełnie szczerze. - jestem w ferworze walki. Przed świtem powinno być gotowe. - Obejrzała się za siebie i rozejrzała po pokoju. - Jeszcze tylko kilka szczegółów.
Lesław uśmiechnął się i skinął jej głową.
- W takim razie nie będę ci przeszkadzał. I przyślę kogoś z jedzeniem. I kawą. Bo chyba ją lubisz. - powiedział, wychodząc.
Ola wyjrzała za nim na korytarz.
- Dziękuję! - Była ciekawa czy wampir się na nią obejrzy. Obrócił się i pomachał do niej, schodząc po schodach.
Mokka uśmiechnęła się ciepło opierając się o framugę. Patrzyła jak wampir odchodzi i dopiero gdy prawie zniknął jej z oczy pozwoliła sobie na ciche. - Kocham cię.
Mimo to zrobiło się jej głupio i szybko schowała się w swoim miejscu odosobnienia, z łomoczącym sercem zabierając się ponownie do pracy.
W międzyczasie pojawiła się Laura z jakimiś przysmakami i termosem kawy. Jej wizyta jak zwykle była cicha i szybka. Poza nią nikt Oli nie przeszkadzał. A gdy złocista łuna rozświetliła linie horyzonty malunek został skończony. Mokka dopiła resztkę kawy i czując, że już w ogóle na nią nie reaguje skierowała swoje kroki w stronę swojego pokoju. Teraz mogła już na spokojnie malować prace do teczki czekając na komisję. Jednak najpierw potrzebowała snu… dużo snu i to najlepiej w łóżku po porządnym, długim prysznicu.
 
Mira jest offline  
Stary 10-01-2019, 08:20   #34
 
Aiko's Avatar
 
Reputacja: 32877 Aiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputację
Tej nocy (a właściwie dnia) miała dziwny sen. Śniło jej się, że stoi na plaży, której piasek zamiast żółty jest czarny, a przed nią rozciągało się krwawe, falujące morze. Skąpane w nim Słońce również mieniło się barwami szkarłatu, przez co cały świat pokrywała taka właśnie magiczna, czerwona łuna. I tylko wiatr był inny. Wiatr miał kolor błękitu. Raz po raz owiewał sylwetkę Oli w taki sposób, jakby chciał do niej przylgnąć na dłużej. Czasem też wydawało jej się, że słyszy jego głos: “Cerber...”, “... jesteś...”, “Uwolnić bestie...”, “własnemu gatunkowi”, “psy...”, “Musisz...”.
Z każdym słowem jednak fale morskie z większym gniewem uderzały o brzeg, aż wreszcie zagłuszyły całkiem szept wiatru.

Mokka obudziła się zdrowo po południu. Było już po 15, gdy udało jej się podnieść głowę na tyle, by zobaczyć tarczę zegara. Ludzie wychodzili o tej porze z prac, a ona co robiła? Doprawdy, niedługo sama zamieni się w wampira - przynajmniej jeśli chodzi o godziny funkcjonowania.
Mokka z trudem usiadła na łóżku. Była nadal zmęczona ale to chyba przez ten sen… najważniejsze że skończyła. Wykonała swoje zadanie. Powinna zobaczyć pracę w świetle dziennym.
Powoli zwlokła się z łóżka i weszła pod prysznic by się dobudzić. Co mógł oznaczać ten sen? Czym był ten głos… a może raczej czyj? Cerber… czy chodziło o nią? Jak niebezpieczna była jej decyzja?
Wyszła spod prysznica i wycierając włosy spojrzała na kopertę z pieniędzmi. Powinna je wpłacić na konto. Może wypad do miasta i odświeżenie głowy, nie byłoby głupim pomysłem? Tutaj wszystko zdawało się jej przypominać o Lesławie. Ubrała się w dżinsy i luźny sweter. Spakowała kopertę, portfel i discmana do torebki i ruszyła na późne śniadanie.
Jak można się spodziewać, o tej porze w kuchni nie było już nikogo, a resztki jedzenia zostały posprzątane... pomijając talerz kanapek pod przykryciem. Czyżby to dla niej?
Ola podeszła do pozostawionego jedzenia zabierając się przy okazji za robienie kawy. Ona niby zostawiła kartkę, że naleśniki są dla Rafaela… ale nie wiedziała czy taki zwyczaj tu panuje i wolała nie wyjeść nikomu jedzenia. Zawsze mogła za chwilę sobie coś zrobić.
Tu żadnej karteczki nie było. Ola skończyła więc robić sobie kawę i wydobyła z lodówki nieco składników, z których dałoby się skomponować jakieś proste kanapki. Z jedzeniem i ciepłym napojem rozsiadła się wygodnie przy stole. Znając życie cała ekipa rozjechała się z różnymi sprawunkami. Chciała zajrzeć jeszcze na wieżę przed wyruszeniem do miasta tylko jak? Cóż… pewnie wystarczy, że zerknie przez okno i zobaczy czyje auto jest a czyjego nie ma. Szybko zjadła śniadanie i posprzątała po sobie. Podeszła do okna wychodzącego na zamkowy “parking” bo chyba tak można było nazwać trawnik ze szczątkami kocich łbów.
Na miejscu był tylko samochód Rafaela.
Ola przeszła się na wieżę i obejrzała swoje dzieło, w świetle dziennym dostrzegła jeszcze kilka miejsc wartych uwagi i dopracowania, ale to mogło zaczekać do zmroku. Teraz powinna znaleźć Rafaela i chyba najprościej było do niego zadzwonić. Nie do końca wiedziała jak ma się zachowywać podczas kontaktu z nim. Czy oberwało mu się za tamtą noc? Niby Gosia wspomniała poprzedniego dnia, że mógłby ją zawieźć do miasta, więc chyba jest w porządku. Pytanie czy nie miał jej za złe tamtej sytuacji. Westchnęła ciężko schodząc z wieży wybrała numer przystojniaka. Zaraz się przekona.
Odebrał dopiero po czterech sygnałach.
- Taa?
- Byłam ciekawa czy może byłbyś w stanie podwieźć mnie do miasta. - Starała się mówić spokojnie choć głos Rafaela od razu ściągał jej myśli do zajścia w jego pokoju. - Albo wskazać gdzie jest najbliższy przystanek autobusowy.
- O tej porze? No dobra, ale pamiętaj, że o 19 wracamy, zanim zajdzie słońce. Będę przy aucie za 5 minut.
- Dobrze. - Mokka rozłączyła się i ruszyła w kierunku parkingu.

***

Rafael był piękny jak zazwyczaj i cichy jak nigdy. Wyciągnął rękę na powitanie, gdy Ola wychodziła z budynku, po czym bez słowa odpalił silnik i ruszył.
- Dokąd? - zapytał, gdy wyjechali na krajówke, w strone Opola.
Cóż… Mokka spodziewała się dziwnej atmosfery po ich “wspólnej nocy”. Grzecznie odmachała i usadowiła się na miejscu pasażera.
- Chciałam wpaść na chwilę do banku i się przejść. - Starała się mieć skupiony wzrok na drodze. Niestety bliskość mężczyzny na nią działała. Cały czas miała w głowie jego pocałunki, dotyk… to do jakiego stanu ją doprowadził. - Możesz mnie wysadzić gdzieś przy dworcu Zachodnim.
- Jasne. Gdzieś się potem umawiamy, czy zadzwonisz? - zadawane pytania były neutralnie uprzejme, ale nie sposób było zauważyć ich bezosobowości.
- Możemy się umówić dwie godziny później w tym samym miejscu. - Ola powstrzymała westchnienie. Tyle, jeśli chodzi o jej rozmowy z Rafaelem. - Chyba, że chciałbyś coś załatwić i potrzebujesz więcej czasu.
- Nie, mi pasuje. - skomentował i znów zamilkł.
Potem, gdy dziewczyna wysiadała Rafael skinął jej tylko zdawkowo głową na pożegnanie i... już go nie było.
Mokka patrzyła na odjeżdżające auto tak długo aż nie zniknęło w jakiejś uliczce. Wzięła głębszy oddech i obejrzała się na znajdujący się za jej plecami dworzec. Jej dłoń zacisnęła się na pasku torebki. Może… mogłaby po prostu uciec od tego wszystkiego? W dwie godziny powinna być już w Krakowie. Wykonała swoją pracę, ma dość pieniędzy by chwilę przeżyć mimo iż nic z sobą nie ma… Weszła do dworca. Pociągi do Krakowa odjeżdżały raczej z głównego ale może mieli chociaż rozkład. I owszem. Bez problemu w ciągu 5 minut mogła znaleźć się na dworcu Opole Główne, a stamtąd za niecałą godzinę odjeżdżał IC do Przemyśla przez Kraków.
Lekko skołowana ruszyłą do najbliższego banku by wpłacić część pieniędzy, rozglądając się po drodze czy nie ma w okolicy jakiejś kawiarni. Wolała nie zbliżać się do centrum miasta by nie ryzykować spotkaniem z jakimiś szpiegami babci. Nigdzie jednak nic takiego nie było. Za to Biedronka była jak zwykle blisko. Oprócz tego w pasażu po drugiej stronie ulicy mieścił się zakład fryzjerski, dentysta, szkoła jazdy, sklep dla zwierząt, piekarnia i dwa ciucholandy. No i był też Szari Bar - typowe miejsce spotkań miejscowych kibiców sportowych przy kufelku piwa, ewentualnie dziesięciu.
Ola ruszyła piechotą w kierunku dworca głównego. Jeśli pociąg był za godzinę… to powinna zdążyć. Napić się gdzieś po drodze kawy… i pomyśleć. Na początku ruszyła spokojnym tempem, jednak z każdym postawionym krokiem szła coraz szybciej. Jakby coś ją goniło. Mogła pojechać do Krakowa, pewnie nawet byłaby możliwość by u kogoś przenocowała, pewnie u Szarej. Tyle, że nie chciała robić jej kłopotów, cóż czuła, że te przyczepiły się do niej niczym rzep do psiego ogona.
Przeszła przez most i zamówiła w najbliższej kawiarni mokkę na wynos.
Obiecała Lesławowi, że im pomoże. Nie chciała go zostawiać, a jednak tamten sen… Wampiry to były bestie. Posilały się na ludziach. Widziała to jakiego stanu są w stanie doprowadzić swojego sługę. Zaszła do banku, wpłaciła większość, zostawiając sobie 500 złotych i dotarła na dworzec. Musiała iść bardzo szybko, jak zwykle gdy się denerwowała. Nie powinna ich zostawiać… tylko niby czemu miała im pomagać. Bo się zakochała? Bo nie chciała by Lesław był smutny? Nie rozumiała co wampir do niej czuje i czy jest to cokolwiek poza zwykłym głodem. Podeszła do kas. kto wie może już za późno? Może nie ma już biletów.
- Czy są bilety na najbliższy pociąg do Krakowa? - Spytała siedzącą w okienku kasjerkę.
- Aha. Normalny czy ulgowy? - zapytała jak zwykle zaangażowana i uprzejma pracowniczka kolei państwowych, żując ostentacyjnie gumę.
- Normalny. - Mokka zapłaciła za bilet i przeszła na peron. Słyszała już zapowiedzi i wiedziała na jaki peron wjedzie jej pociąg. Gdy tam dotarła już stał. Ludzie wciskali się do przedziałów starając się wyłapać nieliczne wolne miejsca. Wystarczyło, że wsiądzie razem z nimi i zniknie ze świata wampirów.
Tyle, że obiecała, że pomoże i to obiecała Lesławowi. Słyszała jak konduktor nawołuje by ludzie wsiadali, że pociąg za chwilę odjedzie, a ona nie mogła się ruszyć. Tyle razy kłamała, tyle razy robiła coś innego niż powiedziała, a jednak… nie mogła. Zbyt wiele rzeczy ciągnęło ją do zamku. Lesław, ciekawość pomieszana ze strachem. Zapłacili jej za pracę, pomogli z Tomkiem, dali nocleg po tym jak… kogoś zabiła. Westchnęła ciężko widząc jak drzwi pociągu zamykają się i maszyna opuszcza stację. Złożyła bilet i schowała go do kieszeni spodni.
Lekko zrezygnowana opuściła peron planując wrócić drogą, którą tu przyszła. Kupi sobie po drodze jakąś książkę.
 
Aiko jest offline  
Stary 23-01-2019, 08:02   #35
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 16268 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację

Gdy wsiadła do samochodu Rafaela ten był tak samo obojętny jak wcześniej i tylko machnął jej dłonią. A jednak w połowie drogi zdecydował się zagadnąć:
- Podobno skończyłaś?
Ola zamknęła książkę, zakładając stronę złożonym na pół biletem.
- Tak. Widziałam po południu jeszcze kilka miejsc, które można by dopieścić ale chyba nikt poza mną nie zwróci na to uwagi. - Zerknęła na Rafaela ciekawa czy na tym ich rozmowa się skończy. Tak też się stało. Mężczyzna patrzył na drogę przed sobą w skupieniu.
Ola powstrzymała westchnienie. Mogła zawsze sprawdzić czy uda się jej go pociągnąć za język.
- Czemu pytasz?
Wzruszył ramionami.
- Tak żeby zagaić rozmowę. - odpowiedział Rafael wymijająco.
- Byłoby mi miło gdybyś wpadł na górę i wyraził swoją opinię. - Mokka uśmiechnęła się i odwróciła wzrok od mężczyzny. Chwilę zastanawiała się nad tym co wydarzyło się ostatnią. Tak tym szalonym pomysłem na eskapadę do Krakowa… czemu tam nie pojechała? Ile czasu zostało do spotkania z wampirami? - Wiesz może czy komisja jest już na zamku?
- “Komisja”? - parsknął - Świetna nazwa. Ale masz chyba świadomość, że oni w dzień nie mieliby za bardzo jak do nas dotrzeć? Jeśli się pojawią to nocą.
Kwestię oglądania pracy Oli celowo lub nie - pominął.
- To nie ja ją wymyśliłam. Lesław ostatnio powiedział coś dziwnego… “że zaczekają”, więc tak… wolałam się upewnić. - Mokka westchnęła i odchyliła się w fotelu. - Przyjdziesz zobaczyć jak mi wyszło moje malowidło?
- Już widziałem. Koło południa. Fajnie wyszło. - odpowiedział Rafael bez emocji.
Mokka poczuła jak gdzieś w okolicy jej skroni pęka jakaś żyłka. Była zła na Rafaela na tą zmianę w jego zachowaniu. Miała w nim kogoś z kim mogła pogadać, a teraz musiała się wsłuchiwać w tą zepsutą automatyczną sekretarkę.
- Jesteś na mnie zły za tamtą noc, czy też ci się oberwało i stąd te twoje oschłe odpowiedzi? - Wyrzuciła z siebie pytanie, z jakiegoś powodu oczekując, że mężczyzna je pominie.
Chwilę milczał.
- Jestem zmęczony. - powiedział w końcu - Chcę tylko żeby to gówno się wreszcie skończyło.
- Myślisz, że się skończy gdy przyjdzie ta cała “komisja”? - Ola wpatrywała się w drogę. Nie chciała patrzeć na Rafaela. Po przyjemności, którą jej sprawił te słowa… odrobinę bolały.
Skrzywił się, a po chwili na jego ustach pojawił się ironiczny uśmieszek.
- Taa myślę, że dla mnie się skończy. - odparł nie odwracając wzroku od drogi.
- A dla pozostałych nie? - Nie wytrzymała, zerknęła w bok na jego przystojny profil. Chciałaby wiedzieć co mu teraz siedzi w głowie.
Wzruszył ramionami.
- A kim ja jestem, żeby za innych mówić? To ich sprawa, ja jestem tylko leniwym kolesiem z ładną buźką.
- Z tego co doświadczyłam na własnej skórze… całkiem dobrym fryzjerem. - Ola uśmiechnęła się na wspomnienie tamtego popołudnia. - Odejdziesz od nich gdy już będą wolni?
Parsknął, jakby powiedziała coś niewiarygodnego. Odpowiedź była jednak mało wesoła.
- To nie twoja sprawa. Może zachowaj swoje zainteresowanie dla Lesława i daj mi się skupić na jeździe, jeśli chcesz do niego dotrzeć, co?
- Jakoś gadanie ci do tej pory nie przeszkadzało. - Odwróciła wzrok od mężczyzny i także skupiła go na drodze.
- Fakt - o dziwo przyznał jej rację - Chyba... jestem zazdrosny. Irytujące uczucie.
- Zazdrosny? - Ola spojrzała na Rafaela szczerze zaskoczona.
Tym razem zerknął na nią.
- Daruj sobie te wielkie ze zdziwienia oczka i miej trochę szacunku dla swojej inteligencji. Potrafisz składać puzzle. Ode mnie więcej nie dostaniesz, dopóki... Ogólnie. Dlatego sorry mała, mogę być twoim driverem, ale znajdź sobie kogoś innego do friendzonu.

To rzekłszy Rafael zatrzymał auto. Okazało się, że są już pod zamkiem.
- Może lepiej bym już nikogo sobie nie szukała. - Mokka wysiadła z auta. - Chyba wystarczy mi jeden facet, który wypycha mnie z pokoju, a potem twierdzi, że jest zazdrosny. - Zła zamknęła za sobą drzwi auta i ściskając w dłoni książkę ruszyła do swojego pokoju. Musiała pomalować by się nieco odprężyć, a naniesienie poprawek w wieży było najlepszą możliwą opcją.

Przebrała się w robocze ubrania i w gniewnym nastroju ruszyła na wieżę, gdzie... spotkała Lesława. Ubrany w szary t-shirt i krótkie bojówki, siedział na parapecie i wyraźnie przyglądał się malowidłu.
- Powinienem powiedzieć “cześć”, ale powiem “łał”. - rzekł z uśmiechem, przenosząc wzrok na sylwetkę Oli.
Mokka wzięła głębszy oddech mają nadzieję, że to nieco ją uspokoi. Głupi Rafael jak mógł ją tak zdenerwować. Ścisnęła mocniej pędzle, które przyniosła z sobą z pokoju.
- Chciałam dopracować jeszcze kilka szczegółów… nie wyglądały najlepiej w świetle dziennym. - Powiedziała, starając się brzmieć jak najpozytywniej się dało.
- Mogę zostać? Mogę siedzieć cicho. - zadeklarował jak uczniak, uśmiechając się lekko. Ola zdała sobie w tej chwili sprawę, że w dużej mierze urok Lesława opierał się nie tylko na jasno-błękitnych oczach, ale też tym uśmiechu, który zawsze krył w kącikach odrobinę smutku. Jakby brzemię wampira było zbyt ciężkie, by mógł pozwolić sobie choćby na chwilę prawdziwej radości.
- Będzie mi bardzo miło jeśli dotrzymasz mi towarzystwa. - Mokka podeszła do skrzyni i wydobyła z niej paletę i farby. Szybko zaczęła rozrabiać potrzebne kolory. - Bardzo chętnie posłucham… - Obejrzała się na siedzącego na parapecie wampira. Jego obecność sprawiała, że gniew rozmywał się zastępowany znajomym ciepłem. - … jeśli chciałbyś mi coś opowiedzieć.
Lesław rozsiadł się wygodniej na parapecie, opierając plecami o framugę.
- A co ja ci mogę opowiedzieć... siedzę w tym domu strachów tyle lat... - urwał i już wydawało się, że porzuci wątek, bo wyraźnie zapadł się we wspomnieniach, gdy zaczął opowiadać:
- Urodziłem się jako trzeci syn kowala. W tamtych czasach było więc jasne, że to on będzie dziedziczył majątek po ojcu, nawet jeśli ja - mówiąc nieskromnie - miałem znacznie większy dryg do tej roboty. Nauczyłem się więc wszystkiego, co mogłem od ojca i braci i ruszyłem w świat szukać szczęścia. To była moja pierwsza dotkliwa szkoła życia. Oszczędzę ci przebiegu, starczy, byś wiedziała, że wtedy poznałem co to prawdziwy głód. Taki, który odbiera zmysły. Może dlatego... nie byłem tak przerażony, gdy poczułem głód krwi potem.
Lesław uśmiechnął się półgębkiem, po czym rzekł:
- Tego nie poprawiaj. Podoba mi się z tym rozmazanym konturem. - I po tej wadze wrócił do swojej historii - Koniec końców nie było tak źle, bo znalazłem pracę jako pomocnik kowala pod Ostrawą. Tam też po raz pierwszy spotkałem wampira - moją matkę lady Mariannę.
Urwał, znów pogrążając się w świecie swoich myśli.
Ola przytaknęła ruchem głowy na komentarz dotyczący malowidła i przesunęła się dalej by zająć się kolejnym elementem.
- Matkę? - Zerknęła z zaciekawieniem na Lesława. - W sensie… nie znałeś wcześniej swojej matki?
- Wampirzą matkę. Tę, która mnie przemieniła - odpowiedział Lesław, lekko rozbawiony jej pytaniem.
Mokka obróciła się siedząc na podłodze i spojrzała bezpośrednio na wampira.
- Jak się poznaliście? Jaka była... jest? - Z zaciekawieniem przyglądała się Lesławowi oczekując ciągu dalszego opowieści.
Lesław potarł czoło dłonią.
- Cóż... jest piękna... temperamentna... silna... nieustraszona... i apodyktyczna. Nigdy mi nie wybaczyła, że od niej odszedłem. Po prawdzie to ona załatwiła mi tę klątwę. - spojrzał ze smutkiem na Olę i poprawił się - Nam załatwiła. Zostałem księciem szybciej niż matka, choć to było zawsze jej marzenie. To... popsuło nasze relacje, sama rozumiesz.
Dziewczyna oparła głowę na kolanach nie odrywając wzroku od Lesława.
- Wspominałeś, że zrobiliście coś strasznego… że to była kara? - Jej wzrok przesunął się po sylwetce wampira. Chciała się do niego przytulić. Znów poczuć pod dłońmi jego silne ciało. Nie ruszyła się jednak z miejsca, zaciskając jedynie dłoń na pędzlu.
- Nic takiego nie mówiłem! - warknął gniewnie i przez chwilę w jego oczach pojawił się prawdziwy lód. Po chwili jednak mężczyzna się opanował. - W sensie, że to coś strasznego. Mówiłem, że to kara. Owszem. Nasza wina polega na tym, że nie jesteśmy hipokrytami jak tamci. No i się na nas uwzięli za namową matki. Każdy książę musi się liczyć z tym, że znajdzie się ktoś lub nawet kilku ktosiów, którzy będą chcieli go zdetronizować. A o tym, że nie byłem jednak najgorszym księciem niech świadczy fakt, że moi poddani wstawili się za mną. Nic strasznego nie zrobiliśmy - powtórzył dobitnie.
Ola skuliła się mocniej słysząc podniesiony głos Lesława. Jej ciało spięło się.
- Wybacz… ja… to tylko… - Wzięła głębszy oddech. - To trochę straszne, że skazano was na coś takiego tylko przez to, że ktoś był zazdrosny.
Ta uwaga go uspokoiła. Wyraźnie się rozluźnił i wstał z parapetu, by usiąść w kucki obok dziewczyny. Teraz on spojrzał jej głęboko w oczy.
- Wybacz, poniosło mnie. Po prostu, jak mówisz, też uważam, że to niesprawiedliwe, a nic z tym nie mogę zrobić. Bezradność i... to, że obarczam tym ciebie, osobę, która dość już przeszła... mnie denerwuje. - zakończył, spuszczając wzrok.
Gdy Lesław się zbliżył Oli momentalnie zrobiło się ciepło, było to dziwne biorąc pod uwagę, że przed chwilą naprawdę ją wystraszył.
- Nie masz wyboru prawda? - Spróbowała się uśmiechnąć. - I chyba… rozumiem czemu twoja matka nie została księc… księżną… - zawahała się nie będąc pewną czy znów nie rozgniewa wampira. - Skoro zazdrość popycha ją do takich rzeczy… chyba nie byłaby dobrym władcą.
Lesław uśmiechnął się, bynajmniej nie rozzłoszczony tym razem.
- Nigdy tego przy niej nie mów. Po prawdzie jednak to nie tak... Nasza grupa... my byliśmy wyrzutkami. Żadne z nas nie było przykładnym wampirem, jeśli można tak to nazwać. Mieliśmy jednak na tyle szczęścia, by na siebie trafić. Zajęliśmy małe miasteczko, w którym żadni nasi pobratymcy nie mieszkali i które nie powinno być dla nikogo atrakcyjne, jeśli chodzi o gospodarkę, przemysł, handel i tak dalej, i tak dalej. Chcieliśmy się tu zaszyć i mieć spokój. Żeby jednak to sobie zagwarantować, ktoś musiał zostać księciem. No i... ktoś został. - uśmiechnął się smutno, po czym przybliżył swoją twarz do twarzy Mokki. Zatrzymał się jednak, jakby walcząc z samym sobą.
- Przepraszam, że cię w to wciągnąłem - szepnął - Gdyby chodziło tylko o mnie, nigdy bym cię o to nie prosił, ale... odpowiadam za nas wszystkich. I wiem, że z roku na rok niektórym jest coraz ciężej znieść to więzienie.
Mokkę kusiło by skrócić ten niewielki dystans, który ich teraz dzielił. Nie czuła na sobie oddechu wampira. Była ciekawa czy jego pocałunek byłby chłodny, jak by to było wsunąć język w jego usta...
- Wiesz, że pomogę… i to z uwagi na ciebie, a nie na nich. - Wydusiła z siebie w końcu nie mogąc oderwać spojrzenia od oczy wampira. Była taka głupia. Naprawdę się w nim zakochała. Ta myśl sprawiła, że poczuła jak łzy zbierają się jej pod powiekami. Była taka łatwa... - Pomogę. - Wydusiła z siebie powstrzymując się od płaczu.
- Jesteś najdzielniejszą żywą istotą jaką znam.
Usta Lesława przybliżyły się delikatnie muskając wargi Mokki. I gdy wydawało się, że już zaraz wampir złamie się i zrobi coś więcej, nagle odsunął się szybko i spojrzał w kierunku okna, marszcząc brwi.
- Ktoś tu jedzie.
 
Mira jest offline  
Stary 09-02-2019, 21:46   #36
 
Aiko's Avatar
 
Reputacja: 32877 Aiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputację
Mokka przez chwilę przyglądała się mu zszokowana. Pocałował ją? To chyba duże słowo, ale jednak… tak jak i on zerknęła na okno. Była ciekawa co by się stało gdyby im nie przerwano, ale miała obawę czy uda się jej kiedykolwiek dowiedzieć.
- Może to ta komisja. - Podniosła się i odłożyła brudny pędzel do wody.
- Sprawdzę. Na razie nie wychodź stąd. Proszę. - powiedział, wstając pospiesznie i bez patrzenia na dziewczynę, kierując się szybkim krokiem ku wyjściu z wieży.
- Dobrze. Uważaj na siebie. - Ola odprowadziła wampira do drzwi po czym podeszła do okna w wieży by sprawdzić czy uda się jej dojrzeć to co Lesław zapewne usłyszał.
I zobaczyła jak dwa opancerzone jeepy zajeżdżają pod posiadłość. Co ciekawe, oba pojazdy nie miały włączonych świateł - wszystko odbywało się w kompletnych ciemnościach, toteż Oli ciężko było dostrzec coś więcej. Widziała tylko cienie, wysuwające się z pojazdu i przemieszczające w stronę wejścia do zamku. 1... 2... 4... w sumie naliczyła sześć, ale nie miała pewności. Tylko jedna postać nim weszła do środka, zatrzymała się i spojrzała prosto w okno, gdzie stała Mokka. Dziewczyna dostrzegła twarz mężczyzny o surowym wyrazie. Zaraz potem jednak on, jak i pozostali zniknęli wewnątrz zamku. Nie trzeba było długo czekać, gdy na wieży pojawił się Ares.
- Piękna pani - ukłonił się z galanterią - Czas zacząć przedstawienie. Chcą cię poznać.
Ola wzięła głęboki wdech. Jednak… to nie był atak. Tempo w jakim Leslaw opuścił wieżę mocno ją zaniepokoiło. Czuła jak na skórze pojawia się gęsia skórka, a po plecach przemieszczają się nieprzyjemne dreszcze. Potarła ramiona jakby nagle zrobiło się jej nieprzyjemnie zimno.
Głos Aresa zaskoczył ją na tyle, że prawie podskoczyła. Obróciła się w kierunku wampira i uśmiechnęła niepewnie.
- Myślisz… że mogę się przebrać? - Starała się zapanować nad głosem. - Źle będę się czuła w takim stroju.
Uśmiechnął się przyjaźnie.
- Myślę, że to zależy tylko od ciebie. To twoja noc, skarbie. Nie daj się tym staruchom zastraszyć.
Ares podał jej rękę i złożył ukłon, jakby faktycznie była królową.
- Wobec tego najpierw zajrzę do pokoju. - Ola uśmiechnęła się do pięknego wampira. Chyba mówienie o tym, że już była zastraszona nie było najlepszym pomysłem.

W swoim pokoju wzięła szybki prysznic, zmywając z rąk resztki farby. Uczesała się i założyła ulubioną sukienkę. Niezbyt to ją uspokoiło, ale przynajmniej czuła się dobrze w tym stroju. Już wychodząc nałożyła wisiorek od Penelope i wyszła do czekającego na nią Aresa.
- Jestem gotowa. - Uśmiechnęła się już nieco pewniej.
 
Aiko jest offline  
Stary 19-02-2019, 08:59   #37
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 16268 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację

Piękny wampir skłonił się nisko, po czym wyjął kwiat z kieszonki swojej marynarki i wsunął go za ucho Aleksandry. Następnie podsunął jej ramię i niczym królewska para ruszyli w kierunku schodów. Ola zauważyła, że idą do części zamku, w której nigdy wcześniej nie była.

- Lady Marianna lubi robić wszystko z pompą. - odpowiedział Ares na niezadane pytanie. Wreszcie, gdy doszli do wielkich, zdobionych posrebrzanymi rytami drzwi, wampir zatrzymał się, po czym pchnął je z teatralną przesadą.

- Oto Aleksandra. Cudowna kobieta, której serce wciąż bije! - przedstawił dziewczynę, ustępując jej miejsca.

Mokka zobaczyła przed sobą ogromną, podłużną salę balową. Po bokach, pod ścianą stali mieszkańcy dworu. Tylko Lesław stał na podwyższeniu, gdzie wokół tronu zgromadziły się jeszcze 3 nieznane Oli postacie. No i była jeszcze ona - ciemnoskóra kobieta na tronie, której najwyraźniej wszyscy nadskakiwali.


Lesław ukłonił się kobiecie, po czym podszedł do śmiertelniczki.

- Olu, pozwól, że ci przedstawię. Oto pani Samara - archont, sędzina, która ma osądzić czy wypełniliśmy nasze zobowiązanie i wydać wyrok o zdjęciu klątwy. - wskazał kobietę na tronie.
- Lub odebraniu ci tytułu księcia - dodała inna kobieta

- Tak, matko. Ola wie o tym. To jest właśnie moja matka, lady Marianna.
- Ciekawam czym mój syn cię skusił...


- Obok niej stoi wybitny wojownik Yamed.
- Nie podlizuj się, i tak złoję ci zadek, jak już będziesz wolny. - powiedział dobrodusznie potężnie zbudowany mężczyzna.



- Uczeń pani Samary, Igor.
Długowłosy brodacz skinął lekko głową.


- No i Nilrem.
O ostatnim mężczyźnie Lesław nie powiedział nic, czuć było w jego głosie jednak największe napięcie. To był ten sam człowiek, który stanął pod wieżą.


Nie był on piękny, lecz w jego oczach było coś... magnetycznego, co odróżniało go od wszystkich na tej sali. Mężczyzna patrzył na Mokkę bez mrugnięcia okiem, czy zmiany mimiki, co było dość... krępujące.
 
Mira jest offline  
Stary 20-02-2019, 07:58   #38
 
Aiko's Avatar
 
Reputacja: 32877 Aiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputację
Mokka była w szoku, że takie pomieszczenia kryły się w zamku i zaczęła żałować, że nie poświęciła więcej czasu na zwiedzanie. Oniemiała dała się wyprowadzić przed komisję nie mogąc oderwać wzroku od siedzącej na środku kobiety. Samara… archont.. ciekawe co to dokładnie oznaczało. Sędzina… czyli to pewnie od niej będzie zależała decyzja.

Bliskość Lesława działała na nią nieco kojąco. Chciałaby się do niego przytulić. Uspokoić wiedząc, że byłaby bezpieczna, jednak… nie mogła tego zrobić. Marianna wyraźnie dała znać, że zależy jej by synowi się nie powiodło. To ona lubiła gdy wszystko było “z pompą”... była… piękna. Gdyby tylko wiedziała, że jej syn po prostu ją zauroczył… w taki najbardziej ludzki sposób. Czy będzie zła? Ola była niemal pewna, że tak.

Dwaj kolejni mężczyźni wydawali się być niebezpieczni, silnie, jednak… ich zachowanie nie miało w sobie tyle agresji co zachowanie Marianny, a ostatni… Mokka skupiła spojrzenie na niepokojących oczach. Nilrem. Jego spojrzenie, zdawało się przechodzić ją na wylot… jak spojrzenie babci gdy szukała w niej winy… czegoś czego mogłaby się doczepić. Odetchnęła i spojrzała na Samarę. Zobaczymy czy uda się jej sprostać nadziejom jakie pokładają w niej wampiry z zamku. Jakie pokłada w niej Lesław.

- To zaszczyt Was poznać. - Skłoniła się lekko głową.
- Ciebie również, Olu - choć Samara mówiła płynną polszczyzną, w jej głosie przebrzmiewał jakiś obcy akcent - Zbliż się proszę. Nie musisz się nas obawiać. Nic tu nie zostanie dokonane bez twojej zgody. Powiedz mi, czy wiesz w jakim celu się tu znalazłaś? I czego się od ciebie wymaga?

Lesław podsunął dziewczynie ramię, by podprowadzić ją bliżej tronu. Ola delikatnie ujęła podaną rękę, ale już po chwili zacisnęła na niej nerwowo palce. Co jeśli nie podoła? Jeśli nie będzie w stanie im pomóc? Dała się podprowadzić do Samary.

Przez chwilę wpatrywała się bez słowa w archonta, zastanawiając się jak ma ubrać w słowa to co powiedział jej Lesław. Bała się… Rafael twierdził, że wampir nie pozwoli jej zabić… pytanie czy naprawdę gotów byłby się przeciwstawić tym istotom, szczególnie gdy na szali był los jego ludzi.
- Lesław powiedział mi, że zostaną uwolnieni, jeśli znajdzie się osoba… która będzie gotowa poręczyć za nich swoim życiem. - Mówiła powoli nie do końca pewna czy znów niczego nie przeinacza.
Samara skinęła głową.
- Usiądź, proszę - rzekła i od razu Łamacz przyniósł wygodny, z pewnością ciężki fotel, by dziewczyna mogła na nim spocząć. Wielki wampir ustawił mebel dokładnie naprzeciwko Samary. Ola podziękowała wampirowi skinieniem głowy i zajęła wskazane miejsce.
- Twoją aurę już znam - archontka mówiła rzeczowym tonem, a jej twarz nie zdradzała emocji - Nim jednak wysłucham twojej woli, pozwól, że nasz mag sprawdzi czy nie znajdujesz się pod jakimś nadnaturalnym wpływem. To nie będzie bolało. Po prostu chcę mieć pewność, że to, co masz mi do powiedzenia jest szczere i całkowicie podległe twojej niezależnej woli.
- D...dobrze. - Ola poczuła jak nieprzyjemne dreszcze się nasilają. Mag? Mają takich ludzi jak magowie? Wzięła głęboki oddech i zacisnęła dłonie w pięści. Ciekawe czy rzeczywiście nie będzie bolało… Czy jednak powinna się wycofać? I co znaczy, że zna jej aurę? Wiele pytań, których najwyraźniej nie wypadało teraz zadawać. Tylko czy później będzie okazja?

Kiedy usiadła na fotelu podszedł do niej mężczyzna, który został przedstawiony jako Nilrem. Zatem to on musiał być magiem. Nic dziwnego, że czuła od niego coś innego niż od pozostałych.

Szczupły mężczyzna sięgnął bezceremonialnie do piersi dziewczyny, aż Lesław drgnął, jakby zaraz miał się na niego rzucić. jednak nie wdzięki interesowały Nirlema, a jej naszyjnik.
- Miała być czysta... - mruknął.
- Jest czysta. To tylko ochrona - odpowiedziała z kąta sali Penelope.
- My też chcemy mieć pewność, że nikt nie będzie mieszał jej w głowie swoim gadaniem i decyzje podejmie samodzielnie. - oświadczył jadowicie słodkim głosem Ares.
Ola ostrożnie przesunęła palcami po wisiorku. Więc to był tak cenny prezent. Powoli sięgnęła do zapięcia na szyi i zdjęła wisiorek.
- Tak powinno być dobrze, prawda? - Spytała niepewnie, nie do końca wiedząc gdzie ma odłożyć podarek. Podniosła wzrok na Nirlema jakby to on był w stanie odpowiedzieć na jej pytanie.
- Nie zdejmuj go! - warknął Lesław. Tymczasem mężczyzna wysunął dłoń po biżuterię.
Ola zawahała się ściskając w dłoni wisiorek. Obejrzała się na Lesława.
- Muszę zrobić o co proszą, by wam pomóc, prawda? - Spróbowała się uśmiechnąć do wampira.
- Nikt cię o to nie prosił. - warknął Lesław, nie reagując na uśmiech - Ten śmieć chce mieć dostęp do twojej głowy. Tego nie było w umowie.
- Zważ na słowa, dziecko - ostrzegła Lesława Marianna.
- A ty zważ, gdzie jesteś! - odwarczała Penelope - On jest tu księciem.
- Wisiorek może zostać - odezwała się wreszcie Samara spokojnie - Kontynuuj Nirlemie.
- Idiotka... - mruknął pod nosem mag i znów stanął naprzeciwko Oli, patrząc na nią gniewnie.
Mokka zapięła z powrotem wisiorek i odetchnęła. Niestety nie wiedziała co było w umowie. Chyba… niewiele w ogóle wiedziała. Podniosła wzrok na Nirlema zastanawiając się co go tak rozgniewało. Odmowa? Czy możliwe by współpracował z Marianną. Nie przejmowała się jego spojrzeniem. Tyle razy musiała znosić wrogie spojrzenia swojej babci, a ten człowiek… był jej zupełnie obcy.
 
Aiko jest offline  
Stary 20-02-2019, 14:02   #39
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 16268 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Mężczyzna przyglądał jej się tymi swoimi dziwnymi oczami, nie dotykając jej. Właściwie to nic się nie działo - po prostu się gapił. Niczego niezwykłego Ola nie wyczuwała w każdym razie, a jednak gdy po paru minutach mag odsunął się wreszcie, rzekł:
- Jest czysta. Głupia, ale czysta.

Samera skinęła głową, po czym zwróciła się do dziewczyny.

- Rozumiem, że zamierzasz ofiarować nam swoje śmiertelne życie w zamian za zdjęcie klątwy z księcia Lesława. Czy jesteś gotowa zrobić to w tej chwili? Czy jesteś gotowa zakończyć swoje doczesne istnienie?
Ola zacisnęła dłonie na sukience niechętnym wzrokiem odprowadzając Nilrema. Czy musiał być tak nieuprzejmy? Wiedziała, że pewnie robi głupotę, ale… w tej całej pompatycznej atmosferze jego zachowanie wydawało się być tak.. wulgarne? Westchnęła ciężko. Czego właściwie oczekiwała?

Przeniosła wzrok na Samarę i przez chwilę analizowała jej pytanie. Co właściwie wiedziała? Czego oczekiwała? Chciała być wolna, uwolnić się od babci, robić w końcu to co kocha. To nie było głupie. Zakochała się w Lesławie… to było już całkiem nierozsądne. Był księciem, miał już Gosię. Żył życiem, którego nie rozumiała. Tak jak oni wszyscy. Jednak nie była w stanie uciec od niego do Krakowa. Nie chciała widzieć go smutnego choć doskonale wiedziała, że może się jej odwdzięczyć absolutnie niczym. Co jednak będzie gdy powie nie? Odejdzie od nich? Wróci do pracy w kawiarni? Nigdy nie dowie się więcej o wampirach.. Lesławie?
- Tak… jestem gotowa. - Powiedziała w końcu ściszonym głosem.

Archontka rzuciła okiem na swoich towarzyszy, na co wszyscy poza Marianną skinęli głowami.

- Skoro taka jest twoja wola, dziewczyno... - odezwała się po chwili i wskazała niedbałym gestem na Lesława - Ty ją zabijesz. - zdecydowała.
Ola spojrzała na wampira. Czuła jak jej palce drżą, a po karku spływa zimny pot. Czyli jednak… to miał być jej koniec? Toż Lesław… będzie bronił swoich ludzi… Mogła jeszcze zaprzeczyć, mogła uciec, prawda?

Wampir wyglądał na zszokowanego. Patrzył niepewnie po twarzach swoich poddanych, po czym skupił się na Oli. Widziała w jego spojrzeniu szczery żal. Jasnoniebieskie oczy były teraz wyjątkowo jasne.
- Ja... - Lesław wyraźnie starał się ogarnąć - Ja... Jak mam to zrobić?
- Sam zdecyduj - odparła Archontka.
- Olu? - zapytał cicho - Jak... wolisz?
Mokka zaśmiała się gorzko. I tyle jeśli chodzi o nie robienie jej krzywdy, całe te obietnice… troskę. Raz szczerze chciała komuś pomóc i to było na tyle.
- Możesz mnie wypić… - Mruknęła słabym głosem. - tamtej się nie udało, to chociaż ty skorzystasz.
Lesław wyglądał, jakby się wahał. Podszedł do niego łamacz i szepnął coś na ucho. To pomogło. Jasnooki skinął głową, po czym podszedł do Oli. Delikatnie przyciągnął ją do siebie i otoczył ramieniem, tuląc do swego silnego, chłodnego jak skała ciała.
- Ufasz mi? - zapytał, szepcząc wprost do jej ucha.
Ola czuła jak po policzkach spływają jej łzy. Zrobi to… naprawdę ją zabije. Nie była w stanie powstrzymać dreszczy i nie miała sił by się mu wyrwać. Dlaczego to tak wyglądało… akurat teraz gdy naprawdę chciała pomóc?
- Chcę… ci ufać. - wyszeptała z trudem, wtulając się w wampira.

Poczuła na szyi dotyk jego nos, a potem muśnięcie warg. Choć normalnie pewnie rozbudziłoby to jej apetyt na pieszczoty, teraz wzdrygnęła się, wiedząc, co zaraz się stanie. Kolejny pocałunek złożony na jej ciepłej skórze... i kolejny.
- Wybacz mi... - usłyszała cichy szept Lesława, a potem poczuła jak fala gorąca zalewa jej ciało. To było najwspanialsze uczucie, jakiego w życiu doznała, najcudowniejszy orgazm. Jej ciało odruchowo wygięło się, a z ust wydobył się słodki jęk rozkoszy. A jednak, choć doświadczenie ugryzienia wampira było cudowne, z oczu dziewczyny wytoczyły się ciężkie łzy. Wiedziała, że umiera. Z każdym łykiem, z każdą chwilą jej serce biło coraz wolniej, a myśli spowijała ciemność.
Że też nie zdążyła się pożegnać z wszystkimi... nawet z Rafaelem...

Mokka zamknęła oczy, pozwalając, by jej umysł otuliła cicha śmierć. Nie była ona ani straszna, ani groźna, po prostu cicha. Tak zupełnie cicha...

Wtem nagle w głowie Mokki zabrzmiał potężny gong - dźwięk był ostry i potężny tak bardzo, że sprawiał ból. Chciała zatkać uszy, lecz to nie z nich dochodził dźwięk, lecz ze środka jej samej. Straszliwe cierpienie rozdzierało jej wnętrzności. Słodką ciemność nocy zastąpił skąpany w szkarłacie świt. Krwawe słońce budziło do życia martwą ziemię.

Do sparaliżowanego mnogością doznań umysłu Oli dotarły strzępki słów:

“Skoro znów jestem... moje pierwsze... potomka!”

Tej nocy Aleksandra Kierat odeszła ze świata żywych, by powrócić na padół łez jako wiecznie potępiona nieumarła.

[MEDIA]https://media.giphy.com/media/26uf32XicbXl1BCRa/giphy.gif[/MEDIA]



 
Mira jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 18:00.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166